Chciałbym wam powiedzieć, że to wszystko zaczęło się w 1924 roku. Edwin Powell Hubble (ur. 20 listopada 1889 w Marshfield w Missouri, zm. 28 września 1953 w San Marino w Kalifornii) był amerykańskim astronomem, który jako pierwszy udowodnił, że tzw. mgławice spiralne są odległymi galaktykami znajdującymi się poza Drogą Mleczną.
W pracy naukowej zajmował się badaniem obiektów mgławicowych. Jego przybycie do Mount Wilson zbiegło się w czasie z ukończeniem budowy najpotężniejszego wówczas na świecie Teleskopu Hookera o średnicy 100 cali. Dzięki poczynionym przy jego użyciu w latach 1923–1924 obserwacjom, Hubble ustalił ponad wszelką wątpliwość, że zaobserwowane już wcześniej z zastosowaniem słabszych instrumentów niewyraźne obiekty określane mianem mgławic nie znajdują się – jak dotychczas sądzono – w obrębie naszej galaktyki, lecz same stanowią odrębne galaktyki poza Drogą Mleczną. W 1924 roku odkrył cefeidy w kilku mgławicach (między innymi w M31). Swoje odkrycie opublikował 30 grudnia 1924 roku. Do tego czasu świat wierzył, że Droga Mleczna tak cały wszechświat. Odkrycie Hubble’a zmusiło astronomów do zmodyfikowania poglądów na strukturę kosmosu. Hubble opracował klasyfikację galaktyk na podstawie kształtu oraz zaproponował schemat ich ewolucji.
W 1929 roku odkrył i obliczył wraz z Miltonem Humasonem zależność między odległością dzielącą galaktyki a prędkością, z jaką się od siebie oddalają (obecnie zależność ta określana jest mianem prawa Hubble’a-Lemaître’a, wcześniej nazywano ją prawem Hubble’a. W tym celu Hubble użył wyznaczonych przez siebie odległości do galaktyk oraz ich prędkości ucieczki (przesunięć ku czerwieni) uzyskanych przez Humasona i (w większości) Vesto Sliphera. Idea oddalania się od siebie galaktyk doprowadziła w konsekwencji do powstania koncepcji Wielkiego Wybuchu i rozszerzania się Wszechświata.
Koniec wolnego świata zapowiadały inne rzeczy i zjawiska, które miały miejsce w cywilizacji ludzkiej, a o których nadmienia święta księga Biblia. Choćby nawiązanie kontaktów handlowych Europy z Ameryką z „odkryciem Ameryki” przez Krzysztofa Kolumba w 1492 roku, czy „Potop” w Polsce w 1655 roku, który miał być ruchem mobilizującym obywateli wszelkich religii do walki o honor narodowy, do uratowania tonącego okrętu Rzeczypospolitej Obojga Narodów (Polski i Litwy). Marazm społeczny przeważył znowu.
Kardynał Gerhard Ludwig Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, wypowiedział się z niepodważalną jasnością, oświadczając, że tęczowa flaga ruchu LGBT nie ma miejsca w Kościele katolickim. Wielokrotnie ostrzegał, że ideologia LGBT jest niezgodna z antropologią chrześcijańską, ponieważ neguje prawdę, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, z ciałem i duszą, z daną naturą i porządkiem moralnym.
Kardynał Müller stwierdził w istocie: „Tęczowa flaga nie jest znakiem chrześcijańskiej miłości, ale ideologii, która zaprzecza porządkowi stworzenia”. „Kościół nie może błogosławić ani symbolicznie popierać tego, czego Bóg nie chciał”. „Ideologia gender jest buntem przeciwko rzeczywistości stworzenia i przeciwko Bogu Stwórcy”. Podkreślił, że Kościół musi wyraźnie rozróżniać między osobami a ideologią: Każda osoba ludzka powinna być traktowana z godnością i szacunkiem. Jednak akty homoseksualne pozostają grzeszne, zgodnie z nauczaniem Pisma Świętego i niezmiennego Magisterium. Związków osób tej samej płci i symboliki LGBT nie można utożsamiać z chrześcijańskim małżeństwem ani z moralną dobrocią. Kardynał Müller stanowczo potępił próbę umieszczania symboli LGBT w kościołach, ostrzegając, że: Wprowadza to zamieszanie wśród wiernych. Sugeruje doktrynalną aprobatę tam, gdzie jej nie ma. Zastępuje Krzyż Chrystusa politycznym sztandarem. „Kościół nie jest panem Bożego objawienia. Nie może dostosować prawdy do ducha czasu”, mocno powiedział Kardynał Gerhard Ludwig Müller. Wierne głoszenie Chrystusa nie jest nienawiścią. Obrona doktryny nie jest dyskryminacją. Prawdziwe miłosierdzie nigdy nie oddziela miłości od prawdy.
Musimy wziąć się w garść, wymagać już nie tyle od siebie, ile od nas wszystkich, by w rezultacie zdać maturę z naszego człowieczeństwa – zacząć żyć dla lepszego świata następnych pokoleń ludzi. Teraz wolność już nie będzie opierać się na „Drodze Mlecznej”, ale na codziennych, społecznych wyborach. Nasza wolność osiągana w Jezusie Chrystusie ma w tym nam pomóc. Zawierzmy autorytetom, którzy w przyspieszeniu cywilizacyjnym zauważyli najlepsze rozwiązanie dla problemów Ziemi i słuszną drogę ku przyszłemu pojednaniu cywilizacyjnemu ludzkości.
Życzę wszystkim, zwłaszcza młodym, obfitego błogosławieństwa Bożego w nowym roku 2026.
______
Stanisław Barszczak, The End of the Milky Way
I’d like to tell you that it all began in 1924. Edwin Powell Hubble (born November 20, 1889, in Marshfield, Missouri; died September 28, 1953, in San Marino, California) was an American astronomer who was the first to prove that so-called spiral nebulae were distant galaxies located beyond the Milky Way.
His scientific work focused on the study of nebulous objects. His arrival at Mount Wilson coincided with the completion of the Hooker Telescope, then the most powerful telescope in the world, with a diameter of 100 inches. Thanks to observations made with it in 1923–1924, Hubble established beyond any doubt that the faint objects known as nebulae, previously observed with weaker instruments, were not—as previously thought—located within our galaxy, but rather constituted separate galaxies outside the Milky Way. In 1924, he discovered Cepheid variables in several nebulae (including M31). He published his discovery on December 30, 1924.
Until then, the world believed that the Milky Way comprised the entire universe. Hubble’s discovery forced astronomers to revise their views on the structure of the cosmos. Hubble developed a classification of galaxies based on their shape and proposed a scheme for their evolution.
In 1929, he discovered and calculated, together with Milton Humason, the relationship between the distance separating galaxies and the speed at which they recede from each other (now known as the Hubble-Lemaître law, previously known as Hubble’s law). For this purpose, Hubble used the distances to galaxies he had determined and their escape velocities (redshifts) obtained by Humason and (mostly) Vesto Slipher. The idea of galaxies receding from each other led to the concept of the Big Bang and the expansion of the Universe.
The end of the free world was foreshadowed by other events and phenomena that occurred in human civilization, mentioned in the Bible. For example, the establishment of trade links between Europe and America with the „discovery of America” by Christopher Columbus in 1492, or the „Deluge” in Poland in 1655, which was intended as a movement to mobilize citizens. All religions are called upon to fight for national honor, to save the sinking ship of the Polish-Lithuanian Commonwealth. Social stagnation has prevailed once again.
Cardinal Gerhard Ludwig Müller, former Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, spoke with unquestionable clarity, declaring that the rainbow flag of the LGBT movement has no place in the Catholic Church. He has repeatedly warned that LGBT ideology is incompatible with Christian anthropology because it denies the truth that God created man and woman, with body and soul, with a given nature and moral order.
Cardinal Müller stated, in essence: „The rainbow flag is not a sign of Christian love, but of an ideology that denies the order of creation.” „The Church cannot bless or symbolically support what God did not will.” „Gender ideology is a rebellion against the reality of creation and against God the Creator.” He emphasized that the Church must clearly distinguish between persons and ideology: Every human person should be treated with dignity and respect. However, homosexual acts remain sinful, according to the teachings of Holy Scripture and the unchanging Magisterium. Same-sex unions and LGBT symbolism cannot be equated with Christian marriage or moral goodness. Cardinal Müller strongly condemned the attempt to place LGBT symbols in churches, warning that: „It creates confusion among the faithful. It suggests doctrinal approval where there is none. It replaces the Cross of Christ with a political banner.” „The Church is not the master of God’s revelation. It cannot adapt truth to the spirit of the times,” Cardinal Gerhard Ludwig Müller firmly stated. The faithful proclamation of Christ is not hatred. Defending doctrine is not discrimination. True mercy never separates love from truth.
We must pull ourselves together, demand no more of ourselves than of all of us, so that we can finally pass the final exam in our humanity—and begin living for a better world. Future generations of people. Now, freedom will no longer be based on the „Milky Way,” but on everyday, social choices. Our freedom, achieved in Jesus Christ, is meant to help us achieve this. Let us entrust ourselves to the authorities who, in the acceleration of civilization, have identified the best solution to Earth’s problems and the right path toward future civilizational reconciliation for humanity.
I wish everyone, especially young people, abundant God’s blessings in the new year 2026.
Stanisław Barszczak, Odrzucenie Maryi – Matki, Przewodniczki i Obrończyni kapłanów. Umiłowani Chrześcijanie
Na wstępie słowo o Śląsku. Jeśli interesują Cię zapomniane miejsca, historia Śląska i opowieści ukryte w architekturze — zapraszam do oglądania filmu o Tarnowskich Górach – prawdziwa historia i sekrety podziemi. Za Kurtyną Strachu.
Pod Tarnowskimi Górami kryje się świat, który przez stulecia decydował o losach całego regionu – i wciąż potrafi zaskoczyć. Tarnowskie Góry to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na Śląsku – miasto, które wyrasta na styku prawdziwej historii, ciężkiej pracy dawnych gwarków i opowieści, które przetrwały wieki. W tym odcinku zabierają nas w podróż przez podziemia wpisane na listę UNESCO, zabytki miasta oraz przestrzenie, w których światło spotyka się z cieniem dawnych czasów. Odwiedzamy Zabytkową Kopalnię Srebra, Sztolnię Czarnego Pstrąga, Rynek ze swoim renesansowym charakterem, Dom Florczaka i Dzwonnicę Gwarków. To miejsca, które nie tylko opowiadają o przeszłości, ale też tworzą niepowtarzalny klimat współczesnych Tarnowskich Gór – miasta pełnego pamięci i symboli. Jeżeli interesuje Cię historia Śląska, dawne górnictwo i tajemnicze miejsca pod ziemią, ten film pozwoli Ci spojrzeć na Tarnowskie Góry z zupełnie nowej perspektywy.
W tych dniach świątecznych wysłuchałem też słów Kard. Grzegorza Rysia o rozliczaniu nadużyć w Kościele, otwarciu tajnych archiwów krakowskiej kurii i miejscu w Kościele dla osób homoseksualnych i żyjących w związkach niesakramentalnych.
Ale jest też w internecie – i to nie do przegapienia – wywiad z Jego Ekscelencją Biskupem Athanasiusem Schneiderem, biskupem pomocniczym Astany, jednym z niewielu biskupów, którzy odpowiedzieli w sposób katolicki na deklarację „Fiducia Supplicans”, skutecznie zabraniając księżom w swojej diecezji udzielania błogosławieństw parom nieregularnym i jednopłciowym. Biskup, Kanonik Regularny porusza w wystąpieniach także inne zagadnienia, rozmawia również o Eucharystii, Mszy Vetus Ordo i o tym, jak świeccy mogą pomóc Kościołowi w tym trudnym czasie.
Biskup Athanasius Schneider często mówi o wartości Mszy Świętej, zagrożeniach modernizmu, znaczeniu wiary katolickiej, potrzebie modlitwy oraz autentycznego świadectwa chrześcijańskiego, podkreślając, że „Modernizm to synteza wszystkich herezji i zwiastun czasów ostatecznych” i że „Katolicka matka powinna przekazywać wiarę katolicką swoim dzieciom niejako ze swym «matczynym mlekiem»”.
„Gdybyśmy znali wartość Świętej Ofiary Mszy, a raczej, gdybyśmy mieli wiarę, bylibyśmy znacznie bardziej gorliwi, aby w niej uczestniczyć”. Por. Zapis spotkania z biskupem Athanasiusem Schneiderem w Warszawie. Biskup Schneider w trakcie promocji swojej najnowszej książki „Msza Katolicka. Jak przywrócić centralne miejsce Boga w liturgii”. Jak biskup Schneider ocenia pontyfikat Benedykta XVI? Czym jest synod o synodalności? Jaki ma cel? Czym jest mafia modernistów, która wdarła się do Kościoła? Posłuchaj rozmowy biskupa Athanasiusa Schneidera z red. Pawłem Lisickim.
Dość kłamstw! Bp Athanasius Schneider mówi jak jest. W poruszającym fragmencie książki „Człowiek Boży” bp Schneider nie zostawia złudzeń: kryzys Kościoła to nie tylko problem strukturalny czy moralny. To przede wszystkim duchowa rana wynikająca z odrzucenia Maryi – Matki, Przewodniczki i Obrończyni kapłanów. Kapłan bez Maryi nie może być wierny aż do końca. Nabożeństwo do Matki Bożej to nie opcja, ale duchowa konieczność. Kościół, który zapomina o Maryi, naraża się na zgubę.
WIĘCEJ PRZECZYTASZ W KSIĄŻCE „CZŁOWIEK BOŻY” BISKUPA ATHANASIUSA SCHNEIDERA
W ramach Forum św. Jerzego 2025, Jego Ekscelencja Biskup Athanasius Schneider wygłosił mocne i inspirujące przemówienie na temat „Prawda wiary katolickiej jest niezwyciężona”. Tematy wykładów: Niezmienna prawda Ewangelii, Dlaczego wiara katolicka trwa nawet w czasach kryzysu, Wierność Tradycji jako źródło odnowy, Odwaga w dawaniu świadectwa wierze w świecie zamętu.
Przygotuj się na MĘCZEŃSTWO – OSTRZEŻENIE od biskupa Schneidera. Biskup Schneider wygłasza poruszającą refleksję na temat męczeństwa, ostrzegając, że w epoce zamętu nawet przywódcy Kościoła ryzykują sprzeniewierzenie się prawdzie. Czerpiąc z dzieciństwa w czasach sowieckich i świadectwa współczesnych postaci, takich jak Charlie Kirk, przypomina nam: męczeństwo nie polega na cierpieniu, lecz na staniu po stronie Chrystusa, aż do śmierci.
_____
Stanisław Barszczak, Rejection of Mary – Mother, Guide, and Defender of Priests.
dear Christians
First, a word about Silesia. If you are interested in forgotten places, the history of Silesia, and stories hidden in architecture, I invite you to watch the film about Tarnowskie Góry – the true history and secrets of the underground. Behind the Curtain of Fear.
Beneath Tarnowskie Góry lies a world that for centuries has determined the fate of the entire region – and still manages to surprise. Tarnowskie Góry is one of the most extraordinary places in Silesia – a city that grew at the intersection of true history, the hard work of the ancient miners, and stories that have survived the centuries. In this episode, they take us on a journey through the UNESCO-listed underground world, the city’s monuments, and spaces where light meets the shadows of bygone times. We visit the Historic Silver Mine, the Black Trout Adit, the Market Square with its Renaissance character, the Florczak House, and the Miners’ Bell Tower. These places not only tell the story of the past but also create the unique atmosphere of contemporary Tarnowskie Góry – a city full of memory and symbolism. If you are interested in the history of Silesia, ancient mining, and mysterious underground places, this film will allow you to see Tarnowskie Góry from a completely new perspective.
During these holiday days, I also listened to Cardinal Grzegorz Ryś speak about the reckoning with abuses in the Church, the opening of the secret archives of the Krakow Curia, and the place in the Church for homosexuals and those living in non-sacramental unions.
But there is also an online – and not to be missed – interview with His Excellency Bishop Athanasius Schneider, auxiliary bishop of Astana, one of the few bishops to respond in a Catholic way to the „Fiducia Supplicans” declaration, effectively prohibiting priests in his diocese from blessing irregular and same-sex couples. The Bishop, a Canon Regular, also addresses other issues in his speeches, including the Eucharist, the Vetus Ordo Mass, and how lay people can help the Church in this difficult time.
Bishop Athanasius Schneider frequently speaks about the value of the Holy Mass, the threats of modernism, the importance of the Catholic faith, the need for prayer, and authentic Christian witness, emphasizing that „Modernism is a synthesis of all heresies and a harbinger of the end times” and that „A Catholic mother should pass on the Catholic faith to her children, as it were, with her ‚mother’s milk.'”
„If we knew the value of the Holy Sacrifice of the Mass, or rather, if we had faith, we would be much more eager to participate in it.” See: Recording of a meeting with Bishop Athanasius Schneider in Warsaw. Bishop Schneider during the promotion of his latest book, „The Catholic Mass: How to Restore the Central Place of God in the Liturgy.” How does Bishop Schneider assess Benedict XVI’s pontificate? What is the synod on synodality? What is its purpose? What is the modernist mafia that has infiltrated the Church? Listen to Bishop Athanasius Schneider’s conversation with editor Paweł Lisicki.
Enough lies! Bishop Athanasius Schneider tells it like it is. In a moving excerpt from his book „Man of God,” Bishop Schneider leaves no doubt: the crisis in the Church is not just a structural or moral problem. It is, above all, a spiritual wound resulting from the rejection of Mary – the Mother, Guide, and Defender of priests. A priest without Mary cannot be faithful to the end. Devotion to Our Lady is not an option, but a spiritual necessity. A Church that forgets Mary risks destruction. READ MORE IN BISHOP ATHANASIUS SCHNEIDER’S BOOK „THE MAN OF GOD”
At the St. George’s Forum 2025, His Excellency Bishop Athanasius Schneider delivered a powerful and inspiring address on the theme „The Truth of the Catholic Faith Is Invincible.” Topics: The Unchanging Truth of the Gospel, Why the Catholic Faith Persists Even in Times of Crisis, Fidelity to Tradition as a Source of Renewal, and Courage in Witnessing to the Faith in a World of Confusion.
Prepare for MARTYRITY – A WARNING from Bishop Schneider. Bishop Schneider offers a moving reflection on martyrdom, warning that in times of confusion, even Church leaders risk betraying the truth. Drawing from his childhood in the Soviet era and the testimonies of contemporary figures like Charlie Kirk, he reminds us: martyrdom is not about suffering, but about standing with Christ, even to the point of death.
________
Czas to pieniądz
Pieniądze to potężne narzędzie, które otwiera drzwi do świata arystokracji, symbolizuje siłę, ale też staje się źródłem cierpienia. Stanowią narzędzie manipulacji i wyznacznik wartości. Odsłaniają cynizm i powierzchowność części społeczeństwa. Pieniądz jest śpiżarnią najszlachetniejszej siły w naturze, bo ludzkiej pracy. On jest sezamem, przed którym otwierają się wszystkie drzwi, jest obrusem, na którym zawsze można znaleźć obiad, jest lampą Aladyna, za której poparciem ma się wszystko, czego się pragnie. Ten jest panem kasy, kto posiada właściwy klucz do zamku… Chciałbym stać akcjonariuszem banku, by otrzymać dywidendę. Pieniądze, to miliony… Ale pieniądze nie stanowią wszystkiego, bo człowiek oprócz kieszeni ma jeszcze i serce… Jakkolwiek pieniądze to klucz do pozycji społecznej. Ale powiem ci bracie, nie chodzi o to, żeby marzyć o tym, co chciałbyś mieć, chodzi o to, co robisz z tym, co już masz. Każdy milion to duża kolekcja groszy. Ale pieniądze nie kupią miłości, zdrowia czy prawdziwego szacunku.
Time is money
Money is a powerful tool that opens the door to the world of aristocracy, symbolizing power, but it also becomes a source of suffering. It is a tool of manipulation and a determinant of value. It reveals the cynicism and superficiality of a segment of society. Money is the larder of the noblest force in nature, namely, human labor. It is the sesame seed to which all doors open, the tablecloth on which you can always find dinner, the Aladdin’s lamp, with whose support you have everything you desire. He is the master of the treasury who holds the right key to the castle… I would like to become a shareholder in a bank to receive the dividend. Money is millions… But money is not everything, because a person has not only a pocket but also a heart… However, money is the key to social standing. But let me tell you, brother, it’s not about dreaming of what you would like to have; it’s about what you do with what you already have. Every million is a large collection of pennies. Though money can’t buy love, health or true respect.
Stanisław Barszczak, Tęsknota za telewizorem
W zabawnej i urzekającej kompozycji paneli i tekstu, chciałbym przedstawiać swoją postać niczym marionetkę, która ostatecznie zasypia przed telewizorem. Tam śni o sobie, jako mistrzu show, który zwraca się do nas, widzów: »Śmialiście się i przyznajcie, rozpoznaliście siebie«.
Bonawentura Rybak to wyjątkowo przeciętny mężczyzna po trzydziestce; właśnie spędza coś, co wydaje się wiecznością – a w rzeczywistości tylko jedną niedzielę – samotnie w domu. W dniu, w którym jego dziewczyna ma wrócić z długiej podróży, Rybak budzi się, leniuchuje, nie może wyrzucić z głowy Alberta Einsteina, pije, pali, rozmyśla o swoim związku i ma problemy z pisaniem SMS-ów, jednocześnie unikając wszystkich i wszystkiego, pogrążając się coraz głębiej w swoich myślach i lękach.
Samotność to nie tylko brak ludzi. To brak celu, brak sensu. Kiedy znajdziesz się w świecie, w którym wszystko wydaje się obce i odległe, gdzie każde połączenie jest powierzchowne, każda próba zrozumienia spotyka się z obojętnością, zdajesz sobie sprawę, że prawdziwą samotnością nie jest bycie samemu, lecz poczucie samotności w świecie, który nie ma już sensu.
Tu Rybakowi urwał się film, właśnie obudził się przed telewizorem wieczorową porą. „Myślę i myślę miesiącami, latami. Dziewięćdziesiąt dziewięć razy wniosek jest fałszywy. Za setnym razem mam rację.” Następnie już zupełnie trzeźwy bohater nasz rzecze sobie: „Wejdź do siebie, rozciągnij się lub pisz co każe ci pisać. Uznaj czy umrzesz, jeśli ci tego zabronią. A jeśli tak, dopiero jesteś poetą.”
____
Longing for the TV
In a playful and captivating composition of panels and text, I’d like to portray my character like a puppet who eventually falls asleep in front of the TV. There, he dreams of himself as the master of the show, addressing us, the viewers: „You laughed, and admit it, you recognized yourself.”
Bonawentura Rybak is an exceptionally average man in his thirties; he’s spending what seems like an eternity—but in reality, only one Sunday—alone at home. On the day his girlfriend is due back from a long trip, Rybak wakes up, lazes around, can’t get Albert Einstein out of his head, drinks, smokes, thinks about his relationship, and has trouble texting, while simultaneously avoiding everyone and everything, sinking deeper and deeper into his own thoughts and fears.
Loneliness isn’t just the absence of people. It’s the absence of purpose, the absence of meaning. When you find yourself in a world where everything seems alien and distant, where every connection is superficial, every attempt at understanding is met with indifference, you realize that true loneliness isn’t being alone, but feeling alone in a world that no longer makes sense.
Here, Rybak is lost in thought; he’s just woken up in front of the evening television. „I think and think for months, years. Ninety-nine times the conclusion is false. The hundredth time I’m right.” Then, completely sober, our hero says to himself: „Go inside, stretch, or write what you’re told to write. Acknowledge whether you’ll die if they forbid it. And if so, then you’re a poet.”
_______
Stanisław Barszczak, Architekt tego nowego przeznaczenia
Kościół nie może iść z duchem czasu – z tego prostego powodu, że duch czasów do nikąd nie idzie. Nie chcemy kościoła, który zmienia się wraz ze światem. Ten świat zmienia się w zawrotnym tempie. Tyle czasu spędziliśmy na gonitwie za sobą. A przecież to co ma odejść, odejdzie, a to co ma zostać pozostanie. Nie trzymaj się kurczowo tego, co już nie powinno być. Wystarczyłoby się zatrzymać, spojrzeć sobie w oczy, powiedzieć sobie wszystko. Żeby się nie zgubić. Bo świat jest pełen utraconych emocji, pominiętych uścisków, niewypowiedzianych słów.
I do tego chciałem przekonać dzisiejszy świat. Nie wiem czy mi się to udało. Ale właśnie to zależało ode mnie: mogłem i musiałem zostać architektem tego nowego przeznaczenia. I ty zaufaj, że zawsze czeka na ciebie coś dobrego.
Będzie dobrze, ale bierz się do pracy. Samo nic się nie wydarzy.
_____
Stanisław Barszczak, Architect of This New Destiny
The Church cannot move with the times – for the simple reason that the spirit of the times is going nowhere. We don’t want a church that changes with the world. This world is changing at a dizzying pace. We’ve spent so much time chasing each other. And yet, what’s meant to go will go, and what’s meant to stay will remain. Don’t cling to what shouldn’t be. It would be enough to stop, look yourself in the eye, tell yourself everything. To avoid getting lost. Because the world is full of lost emotions, missed hugs, unspoken words. And that’s what I wanted to convince today’s world of. I don’t know if I succeeded. But that was precisely what depended on me: I could and had to become the architect of this new destiny. And you, trust that something good is always waiting for you. It will be alright, but get to work. Nothing will just happen.
______
Stanisław Barszczak, Twoje przypomnienie od Wszechświata
Ukraina walczy za Polskę. Polska stała się tragiczną ofiarą braku wyobraźni większości sejmowej. Ukraina gra twardo. Polska dopiero uczy się cynizmu. Moglibyśmy mówić teraz o błędach polskiej polityki wobec Ukrainy i utraconych szansach, o tym dlaczego Ukraina nie czuje już wobec Polski wdzięczności, o działaniach Zełenskiego i zmianie nastrojów w Kijowie, o wojnie informacyjnej, propagandzie i nacjonalizmie na Ukrainie, oraz o tym, dlaczego Polska dopiero uczy się realizmu w polityce międzynarodowej.
Nie możesz zamanifestować nowej rzeczywistości, tkwiąc w tych samych nawykach, lękach i przekonaniach. Musisz się ich pozbyć i ewoluować w nową wersję siebie. Tę, która myśli i działa inaczej. Tę, która zakłada firmę. Tę, która podejmuje ryzyko, popełnia błędy, a jednocześnie uczy się i doskonali. Tę, która stwarza możliwości rozwoju i pomagania innym. Nie chodzi o życzenia, wizualizację i nadzieję, że się uda. Chodzi o to, by stać się tą wersją siebie, która potrafi udźwignąć marzenie. Chodzi o alchemizację każdego ograniczającego przekonania, każdego tłumionego bólu i każdej emocji, której unikasz. W ten sposób ewoluujesz do wyższej linii czasu, czyli do nowej wersji siebie. A zatem, kiedy tylko będziesz gotowy: Porzuć alchemię. Czas podjąć decyzję: rozwijać się czy powtarzać. Którą opcję wybierzesz?
Będąc świadomy platformy, która może służyć mówieniu o sprawach naprawdę ważnych – taką platformą jest mój rzymski kościół katolicki – powinienem umieć z tego korzystać i mówić o rzeczach ważnych, które nas drażnią, denerwują albo które uważamy, że psują nam życie, Polskę, sytuację. Dlaczego miałbym mieć odebrany głos? Zapytany o głosy, które się pojawiają: ksiądz nie powinien wypowiadać się o polityce, odpowiadam ostro: Co? Całe społeczeństwo powinno mieć odebrane prawo? Ja należę do społeczeństwa, jestem obywatelem tego kraju i dlaczego miałbym mieć odebrany głos? Moje powołanie i życiowe doświadczenie wręcz zobowiązują mnie do zabierania głosu.
Kultura, z której wyrasta mój kościół, od zawsze była zanurzona w historii i polityce: ma korzenie w Rzymie, w starożytnych Grekach jeszcze. Potem był Kochanowski, potem Szekspir, potem nasi romantycy. Wszystko to jest w moich komórkach. Tutaj sięgam do osobistego wspomnienia, które wraca do mnie regularnie. Całe dzieciństwo spędziłem na pięknej ulicy w Zagłębiu Dąbrowskim, która nazywa się Gospodarcza. Jest to ulica mojego dzieciństwa, mojej wczesnej młodości. Ta nazwa się kojarzy również niechlubnie – z gospodą, siedzibą pijaków. Jest mi przykro, że ta ulica moja ukochana kojarzy się właśnie z nielubianą konotacją. Ale każda próba zachowania neutralności za wszelką cenę jest po prostu nieuczciwa wobec rzeczywistości. Nie można być obojętnym. Apatia społeczna to największe zagrożenie.
Każdy, komu los darował życie, musi mieć stosunek do wszystkiego, co go otacza, bo inaczej to znaczy, że jest nikim. Dobrze wyszedłem z pasów startowych, tym bardziej uważam się za fajnego faceta, którego życie naprawdę ma znaczenie dla życia mojego kraju. Każdy człowiek otrzymuje swój czas. I trzeba ten czas przeżyć możliwie przyzwoicie. Nie zmarnować go i nie stracić. Wszystko jest zdeterminowane, zarówno początek, jak i koniec, przez siły, nad którymi nie mamy kontroli. Istoty ludzkie, rośliny czy pył kosmiczny, wszyscy tańczymy do tajemniczej melodii, intonowanej w oddali przez niewidzialnego dudziarza. Co życzę Polsce? Wytrwałości aby zmienić to, co zmienić można. Pogody ducha, aby pogodzić się z tym czego zmienić nie można. I mądrości aby odróżnić jedno od drugiego.
Pewnego dnia wszyscy odejdziemy. Podróżując za darmo, nie martw się o rezerwację miejsc; jest ona potwierdzona. Lot zawsze jest punktualny. Nasze dobre uczynki będą naszym bagażem. Ludzkość będzie naszym paszportem. Życie będzie naszą wizą. Upewnijmy się, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby polecieć do nieba w klasie biznes.
______
Stanisław Barszczak, Your Reminder from the Universe
Ukraine is fighting for Poland. Poland has become a tragic victim of the parliamentary majority’s lack of imagination. Ukraine is playing hardball. Poland is only just learning cynicism. We could now talk about the mistakes of Polish policy towards Ukraine and missed opportunities, about why Ukraine no longer feels grateful to Poland, about Zelensky’s actions and the changing mood in Kyiv, about information warfare, propaganda, and nationalism in Ukraine, and why Poland is only just learning realism in international politics.
You can’t manifest a new reality by remaining stuck in the same habits, fears, and beliefs. You must shed them and evolve into a new version of yourself. One who thinks and acts differently. One who starts a company. One who takes risks, makes mistakes, and at the same time learns and improves. One who creates opportunities for growth and helping others. It’s not about wishes, visualizations, and hopes that things will work out. It’s about becoming the version of yourself that can carry your dream. It’s about alchemizing every limiting belief, every suppressed pain, and every emotion you’re avoiding. In this way, you evolve to a higher timeline, a new version of yourself. So, whenever you’re ready: Abandon alchemy. It’s time to make a decision: grow or repeat. Which option will you choose?
Being aware of a platform that can be used to speak about truly important matters – my Roman Catholic Church is such a platform – I should be able to use it and speak about important things that irritate us, upset us, or that we believe are ruining our lives, Poland, or the situation. Why should I be denied my voice? When asked about the voices that arise: „A priest shouldn’t speak about politics,” I respond sharply: „What? Should the entire society be denied my right? I belong to society, I am a citizen of this country, and why should I be denied my voice? My vocation and life experience practically oblige me to speak out.”
The culture from which my church is born has always been steeped in history and politics: it has roots in Rome, in the ancient Greeks. Then there was Kochanowski, then Shakespeare, then our Romantics. All of this is in my cells. Here I reach for a personal memory that returns to me regularly. I spent my entire childhood on a beautiful street in the Dąbrowa Basin, called Gospodarcza Street. It’s the street of my childhood, my early youth. This name also carries infamous associations – with an inn, a haunt of drunkards. I’m sad that this beloved street of mine is associated with precisely this unpopular connotation. But any attempt to maintain neutrality at all costs is simply dishonest towards reality. You can’t be indifferent. Social apathy is the greatest threat.
Anyone who has been blessed with life must have a positive attitude towards everything around them, otherwise it means they are nothing. I emerged from the runways well, and I consider myself even more of a nice guy whose life truly matters to the life of my country. Every person gets their time. And we must live this time as decently as possible. Don’t waste it or lose it. Everything is determined, both its beginning and its end, by forces beyond our control. Human beings, plants, and cosmic dust, we all dance to a mysterious melody, intoned in the distance by an invisible piper. What do I wish for Poland? Perseverance to change what can be changed. Serenity to accept what cannot be changed. And wisdom to distinguish one from the other.
One day we will all pass away. When traveling for free, don’t worry about your seat reservation; it’s confirmed. The flight is always on time. Our good deeds will be our luggage. Humanity will be our passport. Life will be our visa. Let’s make sure we do everything in our power to fly to heaven business class.
________
Stanisław Barszczak, Bogate Serce
Ktoś zapytał najbogatszego człowieka świata, Billa Gatesa: czy jest ktoś bogatszy od ciebie na świecie? A on odpowiedział: Tak, jest ktoś bogatszy ode mnie. Następnie opowiedział historię. To było, kiedy nie byłem ani bogaty, ani sławny. Byłem na lotnisku w Nowym Jorku, kiedy zobaczyłem sprzedawcę gazet. Chciałem kupić gazetę, ale okazało się, że nie mam drobnych. Odpuściłem więc pomysł zakupu i powrotu do sprzedawcy. Powiedziałem mu, żeby nie dawał mi takiej szansy. Sprzedawca powiedział: „Daję ci to za darmo”. Na jego naleganie wziąłem gazetę. Przypadkowo po 2-3 miesiącach wylądowałem na tym samym lotnisku i znowu brakowało mi drobnych na gazetę. Sprzedawca ponownie zaproponował mi gazetę. Odmówiłem i powiedziałem, że nie mogę jej wziąć, bo dziś też nie mam szans. Powiedział: „Możesz ją wziąć, oszczędzam na tym z mojego zysku, nie będę na straconej pozycji”. Wziąłem gazetę. Po 19 latach stałem się sławny i znany ludziom. Nagle przypomniałem sobie tego sprzedawcę. Zacząłem go szukać i po około 1,5 miesiąca poszukiwań znalazłem go. Zapytałem go, czy mnie zna? Odpowiedział: Tak, jesteś Billem Gatesem. Zapytałem go ponownie: czy pamiętasz, jak kiedyś dałeś mi gazetę za darmo? Sprzedawca powiedział: Tak, pamiętam. Dałem ci dwa razy. Powiedziałem, chcę się odwdzięczyć za pomoc, którą mi wtedy zaoferowałeś. Cokolwiek chcesz w życiu, powiedz mi, spełnię to. Sprzedawca powiedział: Panie, czy nie sądzisz, że robiąc to, nie będziesz w stanie dorównać mojej pomocy? Zapytałem, dlaczego? Powiedział: Pomogłem ci, kiedy byłem biednym sprzedawcą gazet, a ty próbujesz pomóc mi, kiedy stałeś się najbogatszym człowiekiem na świecie. Jak możesz pomóc dorównać mojej? Tego dnia zdałem sobie sprawę, że sprzedawca gazet jest bogatszy ode mnie, ponieważ nie czekał, aż się wzbogaci, aby pomóc komuś. Ludzie muszą zrozumieć, że prawdziwie bogaci to ci, którzy mają bogate serce, a nie dużo pieniędzy.
_____
Stanisław Barszczak, Rich Heart
Someone asked the richest man in the world Bill Gates: is there anyone richer than you in the world? And he replied. Yes, there is a person who is richer than me. He then narrated a story. It was when I wasn’t rich or famest. I was at the New York airport when I saw a newspaper vendor. I wanted to buy one a newspaper, but found that I don’t have enough change. So I left the idea od buying and returning to the vendor. I told him not to have the chance. The vendor said: I am giving you this for free. On his insistence I took a newspaper. Coincidentally after 2-3 months I landed at the same airport and again I was short of change for a newspaper. The vendor offered me a newspaper again. I refuses and said that I can’t take it for, I don’t have a chance today too. He said, you can take it, I am sparing this from my profit, I won’t be at loss. I took the newspaper. After 19 years I become famous and known by people. Suddenly I remember that vendor. I began searching for him and after about 11/2 months of searching I found him. I asked him, do you know me? He said: Yes, you are Bill Gates. I asked him again: do you remember once you have me a newspaper for free? The vendor said, Yes I remember. I gave you twice. I said, I want to repay the help you had offered me that time. Whatever you want in your life, tell me, I shall fulfill it. The vendor said, Sir, don’t you think by doing so you won’t be able to match my help? I asked, why? He said, I had helped you when I was a poor newspaper vendor and you are trying to help me when you have become the richest man in the world. How can you help match mine? That day I realized that the newspaper vendor is richer than me because he didn’t wait to become rich to help someone. People need to understand that the truly rich are those who possess a rich heart rather than lots of money.
_______
Stanisław Barszczak, Więcej światła w pokoju
Wczoraj obejrzałem film pt. „Piekło w Normandii”. Reżyseria: Alfonso Brescia. II wojna światowa.Tuż przed inwazją D-Day podczas drugiej wojny światowej specjalna jednostka spadochronowa zostaje wysłana, aby zniszczyć niemiecką instalację miotaczy ognia na plaży Omaha. Piekło to palące pragnienie, żeby ta chwila była inna. To takie proste. W ostatnim kadrze filmu niebo zapełniło się samolotami alianckimi. Najmilsi – niebo to ta chwila.
Życie nie pozwala nam cofnąć się i naprawić błędów, które popełniliśmy w przeszłości, ale pozwala nam przeżyć każdy dzień lepiej niż poprzedni. Tedy pisarz nie powinien pozwalać, by uczyniono z niego instytucję. Z przyrodzonej skromności zawsze odrzucałem oficjalne wyróżnienia, niech teraz Robert De Niro za mnie order przyjmie – on wie co to jest instytucja. Ja tam wolę być świętym. Ale nie można zostać świętym, pracując szesnaście godzin dziennie, muszę zatem czasem wypocząć. Pocieszam się, że wyjątki się zdarzają. Ktoś pięknie zauważył: „nie rozpadasz się, kochanie. Robisz miejsce dla światła.”
W tej erze nie można zrozumieć człowieka bez Chrystusa. W ten sposób dwa tysiące lat człowiek jest architektem własnego losu, buduje swoją przyszłość każdą myślą i możliwością. Jego marzenia są planami, jego czyny potęgą,
Kształtując ścieżkę swojego życia z każdą nocą i światłem. Każdym wyborem, którego dokonuje, kładzie cegłę, projekt swojego przeznaczenia, ani szybki, ani zręczny. Może zbudować zamek lub skromną chatę, to jego własna wola i wysiłek decydują o jego drodze. Moc leży w jego własnych, tak doskonałych rękach, by stworzyć życie boskie lub trudną drogę. Jest panem swojego losu, przewodnikiem swojej własnej duszy, jego przeznaczeniem jest to, co sam wybierze. Więc niech marzy o wielkich rzeczach, niech dąży i próbuje, bo on jest twórcą swojego własnego nieba. Jego los nie jest pisany cudzym piórem, to jego własna historia, jego własna, raz po raz. Agnieszka Osiecka napisała: „W szeregu nie chcę, nie chcę stać, w szeregu ziewać, gnić i spać, co tydzień baty głupio brać, i dostatecznie w końcu zdać? Co taki człowiek powie, gdy otworzą się ostatnie drzwi, czy będzie to wesoły szok, czy każą znowu równać krok? … lecz nazbyt biedny jest ten świat, w szeregu biegniesz kilka lat, a potem – jazda w boski sad!” Albo brak węglanu wapnia…
Mary Oliver przekazała wskazówki jak nie przespać życia i jak być posłańcem pokoju:
„Moim zadaniem jest kochać świat. Tu słoneczniki, tam koliber – Równi poszukiwacze słodyczy. Tu drożdże przyspieszenia; tam niebieskie śliwki. Tu małż głęboko w nakrapianym piasku. Czy moje buty są stare? Czy mój płaszcz jest podarty? Czy nie jestem już młoda i wciąż nie jestem w połowie idealna? Pozwól mi Skupić się na tym, co ważne, co jest moją pracą, która polega głównie na staniu w miejscu i uczeniu się zdumienia… Co jest przede wszystkim radością, skoro wszystkie składniki są tutaj, co jest wdzięcznością, za otrzymanie umysłu i serca i tych ubrań, ust, którymi można krzyczeć z radości do ćmy i strzyżyka, do śpiącego, wykopanego małża, mówiąc im wszystkim, w kółko, jak to jest, że żyjemy wiecznie.”
Na początku było niebo i ziemia, nad wodą rozciągała się cicha noc. Następnie przyszło światło, a potem życie, co świat czynił z radością. Ta pierwsza pieśń i muzyka stworzyły arcydzieło. To trwa i jest kontynuowane w biegu życia. Czym byłby świat bez pieśni, która kiedykolwiek raz zaczęła się w przeszłości, gdyby nie było słowa opowiedzianego z miłości. Ta pierwsza pieśń, to było stworzenie – arcydzieło! Święta i tańce, które nigdy nie były dane, Bóg wiedział co jeszcze trzeba. Odtąd ta pierwsza pieśń i muzyka towarzyszą czasowi życia. Właśnie z takiego zdumienia mogła wreszcie pojawić się ludzka pasja twórcza. Bądź więc dumny, człowieku, jesteś prawdziwym architektem. Arcydzieło twojego przeznaczenia jest tym, czego potrzebujesz. Zbuduj je z miłością, odwagą i wdziękiem, a twoje przeznaczenie zabłyśnie, tworząc piękne, świetliste, jasne miejsce.
______
Stanisław Barszczak, You are making room for light.
Yesterday I watched the film „Hell in Normandy”, directed by Alfonso Brescia. World War II. Just before the D-Day invasion during World War II, a special parachute unit is sent to destroy a German flamethrower installation on Omaha Beach. Hell is the burning desire for this moment to be different. It’s as simple as that. In the final frame of the film, the sky is filled with Allied planes. Dearest friends, heaven is this moment.
Life doesn’t allow us to go back and fix the mistakes we’ve made in the past, but it allows us to live each day better than the last. Therefore, a writer shouldn’t allow himself to be made into an institution. Out of inherent modesty, I’ve always rejected official honors; now let Robert De Niro accept the order in my place—he knows what an institution is. I prefer to be a saint. But you can’t become a saint by working sixteen hours a day, so I need to rest sometimes. I console myself that exceptions do happen. Someone beautifully observed: „You’re not falling apart, my love. You’re making room for the light.”
In this era, it’s impossible to understand man without Christ. In this way, for two thousand years, man has been the architect of his own destiny, building his future with every thought and opportunity. His dreams are plans, his actions are power, shaping the path of his life with every night and light. With every choice he makes, he lays a brick, the blueprint of his destiny, neither swift nor skillful. He can build a castle or a humble cottage; it is his own will and effort that determine his path. The power lies in his own, so perfect, hands to create a divine life or a difficult path. He is the master of his own fate, the guide of his own soul, his destiny is what he chooses. So let him dream great things, let him strive and try, for he is the creator of his own heaven. His fate isn’t written by someone else’s pen; it’s his own story, his own, time and time again. Agnieszka Osiecka wrote: „I don’t want to stand in line, yawn in line, rot and sleep, take stupid beatings every week, and finally pass? What will such a person say when the last door opens? Will it be a cheerful shock, or will they tell you to keep your pace? … but this world is too poor, you run in line for a few years, and then – off to God’s orchard!” Or a lack of calcium carbonate…
Mary Oliver offered tips on how not to sleep through life and how to be a messenger of peace: „My task is to love the world. Here sunflowers, there hummingbirds – Smooth seekers of sweetness. Here the yeast of acceleration; there blue plums. Here a clam deep in the speckled sand. Are my shoes old? Is my coat torn? Am I not young anymore and still not half perfect? Let me focus on what matters, what is my work, which consists mainly of standing still and learning wonder… What is joy above all, since all the ingredients are here, what is gratitude, for having been given a mind and a heart and these clothes, lips with which to shout for joy to the moth and the wren, to the sleeping, unearthed clam, telling them all, over and over, how it is that we live forever.”
In the beginning there was heaven and earth, a silent night stretched over the water. Then came light, and then life, which the world did with joy. That first song and music created a masterpiece. It endures and continues in the course of life. What would the world be without a song that ever began in the past, without a word spoken out of love? That first song was creation—a masterpiece! Feasts and dances that were never given; God knew what was needed. From then on, that first song and music have accompanied lifetime. It was from such amazement that human creative passion could finally emerge. So be proud, human being, you are a true architect. The masterpiece of your destiny is what you need. Build it with love, courage, and grace, and your destiny will shine forth, creating a beautiful, luminous, and bright place.
__________
Stanisław Barszczak, Premiera „Zagadki Heweliusza”.
Premiera „Zagadki Heweliusza” została zaplanowana na niedzielę 9 listopada o godz. 13:10 na antenie TVP1 oraz w serwisie TVP VOD. Katastrofa promu „Heweliusz” to największa tragedia w historii polskiej żeglugi w czasie pokoju. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku podczas silnego sztormu prom zatonął u wybrzeży Rugii, a śmierć poniosło 56 osób. Katastrofa promu Jan Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku, wstrząsnęła Polską i środowiskiem morskim.
Rejs ze Świnoujścia do Ystad miał być rutynową przeprawą, lecz zakończył się dramatem z powodu fatalnych warunków pogodowych, błędów proceduralnych i zaniedbań technicznych. 13 stycznia 1993 roku jednostka rozpoczęła rejs z opóźnieniem, wynikającym z konieczności naprawy furty rufowej, która została uszkodzona podczas wcześniejszego sztormu. Decyzja o wypłynięciu mimo niekorzystnych prognoz pogodowych była jedną z wielu tragicznych okoliczności tej nocy.
Według relacji świadków i materiałów ze śledztwa już od początku podróży warunki na morzu były bardzo trudne. Siła wiatru osiągała nawet 12 stopni w skali Beauforta, co oznaczało silny sztorm. Główną przyczyną katastrofy u wybrzeży Rugii była decyzja o zmniejszeniu prędkości statku w warunkach dużego zafalowania oraz silnego wiatru, co spowodowało utratę sterowności.
Ostatecznie na pokładzie znalazły się 64 osoby: 29 członków załogi oraz 35 pasażerów różnych narodowości, w tym Polacy, Szwedzi, Norwegowie, Czesi i Austriacy.
Około godziny 3:30 w prom uderzyły potężne fale, które spowodowały przechył jednostki. Kapitan Andrzej Ułasiewicz podjął próbę uratowania statku, jednak zaledwie pół godziny później sytuacja była już krytyczna – przechył promu stał się nieodwracalny. Sygnał SOS wysłano niemal natychmiast, co zapoczątkowało jedną z największych akcji ratowniczych w historii polskiej żeglugi. W działania zaangażowano niemieckie i duńskie służby ratownicze, statek ratowniczy „Huragan” oraz śmigłowce SAR. Niestety, ekstremalne warunki pogodowe i szybkie tonięcie promu sprawiły, że szanse na uratowanie załogi i pasażerów były minimalne.
Mimo intensywnej akcji ratunkowej ocalało jedynie 9 osób z 64 obecnych na pokładzie. Oprócz ogromnej tragedii rodzin ofiar wydarzenie stało się początkiem licznych kontrowersji oraz dyskusji na temat bezpieczeństwa żeglugi i odpowiedzialności instytucji państwowych. Teraz o tej katastrofie znów mówi cała Polska, za sprawą nowego
tanisław Barszczak, Premiera „Zagadki Heweliusza”.
Premiera „Zagadki Heweliusza” została zaplanowana na niedzielę 9 listopada o godz. 13:10 na antenie TVP1 oraz w serwisie TVP VOD. Katastrofa promu „Heweliusz” to największa tragedia w historii polskiej żeglugi w czasie pokoju. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku podczas silnego sztormu prom zatonął u wybrzeży Rugii, a śmierć poniosło 56 osób. Katastrofa promu Jan Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku, wstrząsnęła Polską i środowiskiem morskim.
Rejs ze Świnoujścia do Ystad miał być rutynową przeprawą, lecz zakończył się dramatem z powodu fatalnych warunków pogodowych, błędów proceduralnych i zaniedbań technicznych. 13 stycznia 1993 roku jednostka rozpoczęła rejs z opóźnieniem, wynikającym z konieczności naprawy furty rufowej, która została uszkodzona podczas wcześniejszego sztormu. Decyzja o wypłynięciu mimo niekorzystnych prognoz pogodowych była jedną z wielu tragicznych okoliczności tej nocy.
Według relacji świadków i materiałów ze śledztwa już od początku podróży warunki na morzu były bardzo trudne. Siła wiatru osiągała nawet 12 stopni w skali Beauforta, co oznaczało silny sztorm. Główną przyczyną katastrofy u wybrzeży Rugii była decyzja o zmniejszeniu prędkości statku w warunkach dużego zafalowania oraz silnego wiatru, co spowodowało utratę sterowności.
Ostatecznie na pokładzie znalazły się 64 osoby: 29 członków załogi oraz 35 pasażerów różnych narodowości, w tym Polacy, Szwedzi, Norwegowie, Czesi i Austriacy.
Około godziny 3:30 w prom uderzyły potężne fale, które spowodowały przechył jednostki. Kapitan Andrzej Ułasiewicz podjął próbę uratowania statku, jednak zaledwie pół godziny później sytuacja była już krytyczna – przechył promu stał się nieodwracalny. Sygnał SOS wysłano niemal natychmiast, co zapoczątkowało jedną z największych akcji ratowniczych w historii polskiej żeglugi. W działania zaangażowano niemieckie i duńskie służby ratownicze, statek ratowniczy „Huragan” oraz śmigłowce SAR. Niestety, ekstremalne warunki pogodowe i szybkie tonięcie promu sprawiły, że szanse na uratowanie załogi i pasażerów były minimalne.
Mimo intensywnej akcji ratunkowej ocalało jedynie 9 osób z 64 obecnych na pokładzie. Oprócz ogromnej tragedii rodzin ofiar wydarzenie stało się początkiem licznych kontrowersji oraz dyskusji na temat bezpieczeństwa żeglugi i odpowiedzialności instytucji państwowych. Teraz o tej katastrofie znów mówi cała Polska, za sprawą nowego serialu Netflixa.
Pozwólcie mi powiedzieć tutaj o innej katastrofie morskiej. Costa Concordia – włoski statek wycieczkowy. Był to pierwszy statek z sześciu jednostek nazwanych typem Concordia (pozostałe to: „Costa Serena”, „Costa Pacifica”, „Costa Favolosa”, „Costa Fascinosa” i „Carnival Splendor”). W chwili wodowania był największym pod względem liczby miejsc statkiem pasażerskim pod europejską banderą. Budowa statku kosztowała 467 milionów euro. Na pokładzie znajdowało się między innymi spa o powierzchni 2104 metrów kwadratowych (największe kiedykolwiek wybudowane na statku), cztery baseny, trzynaście barów i pięć restauracji, trzykondygnacyjne kino, kasyno i dyskoteka.
Tutaj chciałbym wspomnę, że cena biletów w pierwszej klasie na Titanic wynosiła od 2500 do 3100 dolarów, w zależności od standardu kabiny. Ceny apartamentów były najwyższe, dochodząc do 870 funtów. 3100 dolarów – temu dzisiaj odpowiada około 124 tysiącom dolarów (około 533 200 złotych)! To luksus na który mogli sobie pozwolić tylko nieliczni. Ceny apartamentów były najwyższe, dochodząc do 870 funtów. Przeliczając na dzisiejsze pieniądze, koszt biletu wynosiłby od 57 000 do 124 000 dolarów.
W piątek, 13 stycznia 2012 około godziny 21 czasu lokalnego statek prowadzony przez kapitana Francesco Schettino rozbił się o skały w pobliżu wyspy Isola del Giglio w kilka godzin po wyjściu z portu Civitavecchia. Wdzierająca się do kadłuba woda przemieściła środek ciężkości statku. Oparcie kadłuba na skałach dodatkowo zmieniło stateczność statku, wskutek czego „Costa Concordia” zaczęła się silnie przewracać na prawą burtę.
Na pokładzie było cztery tysiące osób i choć dramatyczna misja ratunkowa uratowała życie tysiącom ludzi, to 32 osoby zginęły. Statek był w trakcie siedmiodniowego rejsu na trasie Savona, Marsylia, Barcelona, Palma de Mallorca, Tunis, Palermo. W dniach 16–17 września 2013 r. wrak statku podniesiono, po czym został on odholowany do Genui i zezłomowamy.
Jakie były ostatnie słowa Titanica? „Przybądź szybko. Maszynownia jest prawie pełna” – wysłano z Titanica zaledwie kilka minut przed zatonięciem statku. Kapitan Edward Smith zginął podczas katastrofy Titanica 15 kwietnia 1912 roku. Jego ciało nigdy nie zostało odnalezione, ale powszechnie uważa się, że zginął na pokładzie, ostatni raz widziany na mostku, po tym jak wydał rozkaz opuszczenia statku.
Działania Schettino podczas katastrofy Costa Concordia zakończyły się wyrokiem 16 lat więzienia za zabójstwo. Musi też wypłacić gigantyczne odszkodowanie rodzinom 32 ofiar wypadku, ocalałym pasażerom, władzom wyspy Giglio i wszystkim, którzy ponieśli straty w wyniku katastrofy. Skazany w 2015 roku i osadzony w więzieniu dwa lata później kapitan statku jest uważany za głównego winnego jednej z najgłośniejszych katastrof morskich XXI wieku. Mający 291 metrów długości, 35,5 metra szerokości, posiadający tonaż 114500 GT, a także 4300 osób na pokładzie (3200 pasażerów i 1000 osób załogi) statek był w trakcie rejsu po Morzu Śródziemnym, jednym z wielu jakie odbył od rozpoczęcia działalności w 2006 roku.
W 2012 roku podpłynął do wyspy w Toskanii, zbaczając ze standardowego kursu, by wykonać stosowany tam gest pozdrowienia regionu, określony jako „pokłon”. Doszło tam, w wyniku niezachowania względów bezpieczeństwa, zderzenia z występem skalnym. W wyniku tego w kadłubie powstała 70-metrowa wyrwa, przez którą zaczęła wlewać się woda. Ta zalała elementy sterowania elektrycznego, czyniąc statek natychmiast pozbawionym zasilania i dryfującym. W wyniku chaotycznej ewakuacji i zatonięcia statku zginęły 32 osoby, a 64 zostały ranne. Do tego dochodziła też trauma z powodu katastrofy i w wielu przypadkach utracone mienie.
Zdaniem ekspertów z powodu poprowadzonej w chaotyczny sposób ewakuacji, gdzie opóźniano opuszczenie łodzi ratunkowych, braku jednolitego dowodzenia, chaos oraz próbę przepłynięcia wpław przez część pasażerów odległości do brzegu, ofiar mogło być znacznie więcej, gdyby nie szybka reakcja służb ratunkowych i ich sprawne działanie. Rok po tej katastrofie wrak statku podniesiono i odholowano do stoczni w Genui, gdzie go zezłomowano.
Główną winę za ten incydent zrzucono na kapitana statku, który okrył się niesławą, jako że już na początku wypadku, gdy statek się przechylał, opuścił mostek i udał na brzeg, rzekomo „nadzorować ewakuację”. Zgodnie z tradycją i zarazem przyjętą zasadą kapitan/dowódca na jednostce nawodnej „opuszcza pokład ostatni”, stąd postawa Francesco Schettino spotkała się z ogromną falą krytyki i oburzenia, zarzucając mu tchórzostwo. Sam oskarżony się tłumaczył, że… wypadł ze statku i udał na brzeg, gdy na upublicznionym nagraniu audio słychać, jak spiera się z funkcjonariuszem straży wybrzeża, który wręcz wyklina go za ucieczkę ze statku i odpłynięcie na jednej z łodzi ratunkowych na brzeg, mimo nakazu powrotu i koordynowania ewakuacji. Wśród innych zarzutów znalazły się zatajenie przez kapitanatem najbliższego portu faktu wypadku w pierwszym momencie, a także brak zaangażowania w akcję ratunkową. On sam twierdził, że wypadek był z winy usterki na statku, potem próbował zrzucić winę na członków załogi, by w końcu ogłosić, że… był rozpraszany na mostku.
Kapitan, który uciekł z tonącego statku, naruszył tradycyjne obowiązki i przepisy żeglugi, które nakazują mu być ostatnią osobą opuszczającą jednostkę, aby zapewnić ewakuację pasażerów i załogi. Taka postawa jest szczególnie widoczna w przypadkach, takich jak katastrofy statków Costa Concordia i Sewol, gdzie kapitanowie zostali skazani za zaniedbania i porzucenie statku.
Kapitan idzie na dno wraz z okrętem to marynistyczna tradycja, zgodnie z którą kapitan statku ponosi ostateczną odpowiedzialność zarówno za swój statek, jak i za wszystkich na nim przebywających, a w nagłych wypadkach będzie albo ratował osoby na pokładzie, albo umrze próbując.
Po 13 latach od słynnej katastrofy wielkiego wycieczkowca jego kapitan, Francesco Schettino, złożył wniosek do włoskiego sądu o przedterminowe zwolnienie. Na ten moment spędził osiem lat z zasądzonego 16-letniego wyroku więzienia.
Schettino ostatecznie trafił za kratki w 2017 roku. Z kolei właściciel Costa Concordia, Costa Cruises, został zobowiązany do zapłaty grzywny w wysokości miliona dolarów, a także zawarcia ugody z rodzinami i pasażerami. W efekcie firma wdrożyła też rozwiązania, mające zapewnić lepsze wyszkolenie załogi, by uniknąć podobnych sytuacji, jak i dokonała przeglądu swojej floty. Zawarła też ugodę z pasażerami i ich rodzinami, wypłacając liczne odszkodowania, choć wiele osób do teraz uważa, że zostały potraktowane niewspółmiernie do poniesionych szkód i sądziły się dalej tak z armatorem i innymi podmiotami, w tym… stocznią, która zbudowała wycieczkowiec.
Aktualnie Schettino, zgodnie z włoskim prawem, chce ubiegać się o przedterminowe zwolnienie, aby też przy pewnych ograniczeniach pozostawać na wolności do końca zasądzonego wyroku. Za tym przemawiać ma także dobre sprawowanie w więzieniu, jak i poddanie się karze. O tym, że może ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie, włoskie media informowały już w ubiegłym roku. Określany przez nie jako „kapitan-tchórz”, miał zostać pozytywnie oceniony przez dyrekcję więzienia, tym bardziej że w trakcie pobytu odbył studia dziennikarskie i prawnicze, ponadto przechodząc kursy związane z archiwizacją danych. Pojawiła się nawet sugestia, że mógłby po wypuszczeniu pracować jako archiwista, jednocześnie kategorycznie nie biorąc pod uwagę, by jeszcze kiedykolwiek powrócił do pracy związanej z morzem.
Co istotne, w trakcie pobytu w więzieniu został współautorem, wraz z Vittorianą Abate, książki pt. „Zatopiona prawda” (Le verità sommerse), wydanej w 2022 roku, która ma przedstawiać inny punkt widzenia na sprawę, próbując wskazać jako „winnych” inne czynniki, w tym awarię systemów, brak komunikacji z załogą, niekompetencję podwładnych na mostku. Nie tylko twierdzi, że jest nie jest winny zaistniałej sytuacji, jednocześnie broniąc swojej postawy, chcąc też wskazać, że stał się „kozłem ofiarnym”, na który można zrzucić odpowiedzialność za tę katastrofę.
Włoski sąd wyznaczył w związku z tym termin rozprawy ( 4 marca 2025), stwierdzając czy istnieje taka możliwość. Krajowe media wskazują, że w razie pozwolenia na opuszczenie zakładu zamkniętego mogą mieć miejsce protesty osób niezadowolonych z takiego obrotu spraw. Status sprawy: Po złożeniu wniosku będzie mógł odbywać resztę kary poza więzieniem, jeśli sąd przychyli się do jego prośby.
Czasem musisz coś stracić, by zrobić miejsce na to, co naprawdę piękne. Tak jak drzewa -pozwól odejść temu, co stare, i zaufaj, że nowe liście znów się pojawią, gdy nadejdzie moment.
______
Stnisław Barszczak, Premiere of „Heweliusz Riddle”
The premiere of „Zagadka Heweliusza” is scheduled for Sunday, November 9th at 1:10 PM on TVP1 and on TVP VOD. The Heweliusz ferry disaster is the greatest tragedy in the history of Polish peacetime shipping. On the night of January 13-14, 1993, during a severe storm, the ferry sank off the coast of Rügen, killing 56 people. The Jan Heweliusz ferry disaster, which occurred on January 14, 1993, shocked Poland and the maritime community.
The voyage from Świnoujście to Ystad was supposed to be a routine crossing, but it ended in tragedy due to terrible weather conditions, procedural errors, and technical negligence. On January 13, 1993, the vessel began its voyage with a delay resulting from the need to repair its stern door, which had been damaged during an earlier storm. The decision to sail despite unfavorable weather forecasts was one of many tragic events that night.
According to witness accounts and investigation materials, sea conditions were very difficult from the outset of the voyage. Winds reached up to 12 on the Beaufort scale, indicating a strong storm. The main cause of the disaster off the coast of Rügen was the decision to reduce the ship’s speed in heavy swells and strong winds, which resulted in the loss of steering control.
Ultimately 64 people were on board: 29 crew members and 35 passengers of various nationalities, including Poles, Swedes, Norwegians, Czechs, and Austrians.
Around 3:30 a.m., the ferry was struck by powerful waves, causing the vessel to list. Captain Andrzej Ułasiewicz attempted to save the vessel, but just half an hour later the situation became critical – the ferry’s list became irreversible. An SOS signal was sent almost immediately, initiating one of the largest rescue operations in the history of Polish shipping. German and Danish rescue services, the rescue ship „Huragan,” and search and rescue helicopters were involved. Unfortunately, the extreme weather conditions and the ferry’s rapid sinking meant that the chances of rescuing the crew and passengers were minimal.
Despite an intensive rescue operation, only 9 of the 64 people on board survived. Besides the immense tragedy for the families of the victims, the event sparked numerous controversies and discussions about maritime safety and the responsibility of state institutions. Now, this disaster is once again being talked about across Poland, thanks to a new Netflix series.
Let me tell you about another sea disaster here. Costa Concordia – an Italian cruise ship. It was the first of six ships designated the Concordia class (the others being Costa Serena, Costa Pacifica, Costa Favolosa, Costa Fascinosa, and Carnival Splendor). At the time of its launch, it was the largest passenger ship under a European flag in terms of capacity. The ship’s construction cost €467 million. Among other things, it featured a 2,104-square-meter spa (the largest ever built on a ship), four swimming pools, thirteen bars and five restaurants, a three-story cinema, a casino, and a disco.
It’s worth noting that first-class tickets on the Titanic ranged from $2,500 to $3,100, depending on the cabin. Suites were the highest, reaching £870. $3,100 is equivalent to about $124,000 (approximately 533,200 PLN) today! It was a luxury only a select few could afford. Prices for suites were the highest, reaching 870 pounds. In today’s money, a ticket would cost between $57,000 and $124,000.
On Friday, January 13, 2012, at approximately 9:00 PM local time, the ship, helmed by Captain Francesco Schettino, crashed into rocks near Isola del Giglio, just hours after departing the port of Civitavecchia. Water seeping into the hull shifted the ship’s center of gravity. The hull’s support on the rocks further altered the ship’s stability, causing the Costa Concordia to roll violently onto its starboard side.
There were four thousand people on board, and although the dramatic rescue mission saved thousands of lives, 32 died. The ship was on a seven-day voyage, traveling between Savona, Marseille, Barcelona, Palma de Mallorca, Tunis, and Palermo. On September 16–17, 2013, the wreck was raised and towed to Genoa for scrapping.
What were the Titanic’s last words? „Come quickly. The engine room is almost full,” the Titanic sent just minutes before the ship sank. Captain Edward Smith died during the Titanic disaster on April 15, 1912. His body was never found, but it is widely believed he died on board, last seen on the bridge after giving the order to abandon ship.
Schettino’s actions during the Costa Concordia disaster resulted in a 16-year prison sentence for manslaughter. He must also pay a hefty sum of money to the families of the 32 victims, the surviving passengers, the authorities of Giglio Island, and all those who suffered losses as a result of the disaster. Convicted in 2015 and imprisoned two years later, the ship’s captain is considered the main culprit in one of the most notorious maritime disasters of the 21st century. Measuring 291 meters long, 35.5 meters wide, with a gross tonnage of 114,500 GT and carrying 4,300 people (3,200 passengers and 1,000 crew), the ship was on a Mediterranean cruise, one of many it has undertaken since launching in 2006.
In 2012, it approached an island in Tuscany, deviating from its standard course to perform the regional salute known as „the bow.” Due to a failure to observe safety precautions, it collided with a rocky outcrop. This created a 70-meter-long hole in the hull, allowing water to pour in. This flooded the electrical controls, immediately rendering the ship powerless and adrift. The chaotic evacuation and sinking of the ship resulted in the deaths of 32 people and the injuries of 64. The ship also suffered significant trauma and, in many cases, property loss.
According to experts, due to the chaotic evacuation, which involved delays in lowering lifeboats, the lack of unified command, the chaos, and the attempt by some passengers to swim the distance to shore, the number of casualties could have been significantly higher if not for the rapid response and efficient operation of the rescue services. A year after the disaster, the shipwreck was raised and towed to the shipyard in Genoa, where it was scrapped.
The main blame for this incident was placed on the ship’s captain, who became infamous for abandoning the bridge at the beginning of the accident, as the ship was listing, and going ashore, ostensibly to „supervise the evacuation.” As is tradition and the accepted principle, the captain/commander on a surface vessel is „last to leave the deck,” Francesco Schettino’s stance was met with a wave of criticism and outrage, accusing him of cowardice. The accused himself explained that he had fallen off the ship and gone ashore, while on a released audio recording he can be heard arguing with a coast guard officer, who even cursed him for fleeing the ship and swimming ashore in one of the lifeboats, despite being ordered to return and coordinate the evacuation. Other allegations included concealing the fact of the accident from the nearest port’s captain’s office at the initial stage, as well as a lack of involvement in the rescue operation. He himself claimed that the accident, it was at fault for a ship malfunction, then he tried to shift the blame to crew members, and finally announced that he was distracted on the bridge.
The captain, who fled the sinking ship, violated traditional duties and maritime regulations, which require him to be the last person to leave the vessel to ensure the evacuation of passengers and crew. This attitude is particularly evident in cases such as the Costa Concordia and Sewol disasters, where captains were convicted of negligence and abandoning the ship.
The concept of „the captain sinking with the ship” is a maritime tradition according to which a ship’s captain bears ultimate responsibility for both his ship and all aboard. In an emergency, he will either rescue those on board or die trying.
Thirteen years after the infamous cruise ship disaster, the captain, Francesco Schettino, filed a motion with an Italian court for early release. He has served eight years of a 16-year prison sentence.
Schettino was ultimately imprisoned in 2017. Costa Concordia’s owner, Costa Cruises, was ordered to pay a million dollars in fines and reach a settlement with the families and passengers. As a result, the company also implemented measures to ensure better crew training to avoid similar situations and reviewed its fleet. It also reached a settlement with the passengers and their families, paying numerous compensation payments, although many still believe they were treated disproportionately for the damages they suffered and have continued to sue the shipowner and other entities, including the shipyard that built the cruise ship.
Currently, Schettino, in accordance with Italian law, intends to apply for early release, allowing him to remain free until the end of his sentence, subject to certain restrictions. This is also supported by his good behavior in prison and his compliance with the sentence. Italian media reported last year that he could apply for early release. Described by them as a „cowardly captain,” he was reportedly assessed positively by the prison administration, especially since he had studied journalism and law during his incarceration, as well as completing courses related to data archiving. There was even a suggestion that he might work as an archivist after his release, while categorically not considering ever returning to maritime work.
Significantly, during his incarceration, he co-authored, with Vittoriana Abate, a book entitled „The Submerged Truth” (Le verità sommerse), published in 2022. The book aims to present a different perspective on the matter, attempting to pinpoint other factors as „culpable,” including systems failure, lack of communication with the crew, and the incompetence of his subordinates on the bridge. He not only claims to be innocent of the situation, defending his stance, but also wants to point out that he has become a „scapegoat” for the disaster.
An Italian court has scheduled a hearing (March 4, 2025) to determine whether this is possible. National media reports indicate that if he is allowed to leave the facility, protests may erupt from those dissatisfied with this turn of events. Case status: After filing a motion, he will be able to serve the remainder of his sentence outside prison if the court grants his request.
Sometimes you have to lose something to make room for something truly beautiful. Like trees, let go of the old and trust that new leaves will emerge when the time comes.
_______
Stanisław Barszczak, Męczennik
Wprowadzenie
To historia inteligenta mieszkającego w Zagłębiu Dąbrowskim, w Polsce, który zmaga się z depresją i uzależnieniem, nie potrafiąc poradzić sobie ze śmiercią rodziców. Bohater staje się obsesyjnie zafascynowany ideą męczeństwa, wierząc, że śmierć, która ma znaczenie, mogłaby nadać wartość temu, co postrzega jako bezsensowne życie.
„Dla Cyrusa wszystko jest kryzysem egzystencjalnym. Wszystko – od filiżanki kawy, którą kupuje, przez rodzaj butów, jakie nosi, po etykę jogi – wszystkie te rzeczy są powodem kryzysu egzystencjalnego, z wyjątkiem tego, z kim sypia. Podobało mi się pisanie książki o dziwnym bohaterze, dla którego dziwność nie jest nośnym fabularnie kryzysem egzystencjalnym. Nie ma konfliktu związanego z coming outem przed rodziną ani czymś podobnym, przez co musiałby przejść według neoliberalnego czytelnika”.
Tego wieczoru Cyrus poszedł na mityng AA (anonimowych alkoholików) w miejskim klubie dla odwykowców. Był to zaadaptowany budynek a raczej interesujące wejście z wydzielonej części Ośrodka Zdrowia, z dwuspadowym dachem i rachitycznym drewnianym szkieletem, pomalowany na blady lawendowy kolor. Zwykle na parkingu kopciła pety banda gburowatych weteranów, gdyż zawstydzeni smarkacze, kierowani na terapię przez sąd, unikali kontaktu wzrokowego, wchodząc i wychodząc z klubu o pełnych godzinach.
Cyrus przedarł się przez mgłę dymu papierosowego i vapingowego do głównych drzwi i wspiął się po schodach do małego okna, przy którym pracował za dnia Zbigniew Sz., surowy starszy jegomość sprzedający kawę w kubkach i ciasteczka za pięćdziesiąt groszy oraz kanapki z pastą jajeczną za dwanaście złotych, przy czym cały utarg szedł na comiesięczny czynsz klubu AA. Cyrus kupił sobie kawę i zszedł do ciemnej sutereny. W półmroku otwartej sali stało sześć długich składanych plastikowych stołów, każdy otoczony niewygodnymi drewnianymi krzesłami podarowanymi przez darczyńców.
Był tam już jego sponsor, Gabriel Bardo. Dobiegał sześćdziesiątki i nie pił od trzydziestu trzech lat. Wychowywał się w Zagłębiu Dąbrowskim, dorywczo znajdował zatrudnienie w świecie telewizji, teraz prowadził kurs scenariopisarstwa w centrum Dąbrowy Górniczej. Wyglądał jak dąb ubrany w dżinsową kurtkę, silna szczęka, bujny siwy wąs, wielkie dłonie wiecznie popękane od pracy przy tym czy innym pomyśle. Siedział przy stole w głębi sali i Cyrus bez słowa zajął puste krzesło obok niego.
Podczas mityngu Cyrus miał kłopoty z koncentracją. Temat, życie na warunkach dyktowanych przez życie, był tak pojemny, że praktycznie nie wiadomo było, co znaczył. Biały koleś w średnim wieku po raz czwarty w ciągu roku świętował trzydzieści dni trzeźwości. Wszyscy klaskali. Jakiś dziadek rozpływał się nad własną wspaniałomyślnością podczas niedawnego sporu biznesowego i mówił:
– Jeśli nie wkładasz w nic wysiłku, to znaczy, że już się staczasz.
Wszyscy kiwali głowami. Na jego koszulce widniał napis dużymi białymi literami: „Ja nie uciekam, ja kocham”. Młoda kobieta o ostrych rysach opowiadała, jak to w przedszkolu córki podczas dnia otwartego wciągała w łazience kokę. Wszyscy się śmiali. Gabi podzielił się historią o swym synu – miał na imię Janej , od tego bohatera westernu – nie szło mu w szkole, wagarował, ogólnie typowy nastolatek. Wspominając, jak to niedawno wydarł się na Janka za to, że ten zostawił w kuchni bałagan, Gabi powiedział:
– Dla mnie różnica między niebem i piekłem polega na tym, czy masz ten bałagan w dupie.
Zebrani mruczeli na znak zgody. Jeszcze kilka osób coś opowiedziało. Cyrus nie zamierzał się odzywać, zjawił się z przyzwyczajenia albo siłą rozpędu, jednak pod koniec spotkania poruszyło się w nim coś niecierpliwego i przemówił:
– Cześć, mam na imię Cyrus, jestem narkomanem i alkoholikiem. – Parę głów odwróciło się w jego stronę, większość jednak wiedziała, kim jest, jak wygląda. – Naskoczyłem dzisiaj na taką jedną dziewczynę, gdy z wysiłkiem już byłem w drodze do was. Nie znam jej i byłem dla niej wredny zupełnie bez powodu. I wiecie co? To było super uczucie tak ją cisnąć. Czuć, że mam kontrolę. Ciągle się tutaj mówi o poddawaniu się. Że trzeba się poddać. „Uwolnij mnie od siebie samego, żebym mógł lepiej spełniać Twoją wolę”. Trzeba się zrzec kontroli. Tylko że ja czuję cokolwiek jedynie w chwilach włamywania się do kokpitu. Włamanie do kokpitu? Kiepska metafora. – Cyrus uśmiechnął się, wziął głęboki wdech. – W moim życiu nie ma wielkich decyzji. Przeważnie siedzę tylko i słucham, jak mój mózg powtarza ciągle ten sam szajs: „Nie wolałbyś się teraz masturbować?”, „Nie wolałbyś poczuć się poruszony?” I odpowiedź zawsze, zawsze brzmi: tak, tak. Ściszam muzykę w słuchawkach aż do bólu, zachowuję się jak chuj wobec randomowej kobiety, która tylko wykonuje swoją pracę. Bo wtedy przynajmniej coś czuję, zamiast nie czuć nic. Tym tylko jest ma trzeźwość. Niczym. Rozciągającym się we wszystkie strony niczym. Kiedyś było tak, że czułem coś tylko wtedy, gdy był to najwyższy stopień ekstazy lub najostrzejszy, najbardziej obezwładniający ból. Choć nie były Dragi i alkohol, które ścierały wszystko inne. A teraz wszystko jest w tym nijakim, pozbawionym faktury środku.
Szczurowaty młodszy gość, Jacek Z., odwrócił się ostentacyjnie, by spojrzeć na zegar ścienny. Cyrus mówił dalej:
– Gdy byłem mały wskutek bezsensownego wypadku zestrzelono nad Kijowem samolot z matką na pokładzie; z kolei życie ojca pod Lwowem określała praca w ubojni drobiu. Kiedy tata osiągnął odpowiedni stan upojenia, nalegał, żebym przed pójściem spać się pomodlił. „Po prostu pogadaj z Panem Bogiem, pogadaj z mamą. Powiedz im, co czujesz”. Rozmowa z Bogiem i rozmowa z nieżyjącą mamą to było to samo. Więc tak robiłem, mówiłem Bogu, że czuję się beznadziejnie, błagałem mamę, żeby mi pomogła pokonać smutek. Nawet gdy miałem siedem, dziesięć lat. Proponowałem nawet wymianę: „Możesz mi skrócić życie o dwadzieścia lat, jeśli przestaniesz unieszczęśliwiać tych, których mam”. Nie wiem nawet, co mnie tak smuciło. Miałem kolegów. Nie chodziłem głodny. Ale to gówno siedziało we mnie głęboko. Bóg? Mama? To były tylko słowa. W tym rzecz. Ta kobieta dzisiaj w drodze, ona nie wypowiadała przy mnie żadnego s ł o w a, nawet pustego słowa; nienawidziłem jej za to. Ten program tutaj to samo. Tylko słowa. To znaczy kiedyś ciągle moczyłem łóżko i próbowałem się zabić. Przynajmniej już nie szczę w łóżku. Więc coś w tym jednak jest, nie? Obiektywnie rzecz biorąc. Ale opieram się. Cały czas jestem smutny. Zły. Jeśli mam być absolutnie szczery, wciąż uważam, że w większości jesteście, kurwa, bandą debili. Gdybyśmy się spotkali poza tymi murami, prawdopodobnie próbowalibyście mnie deportować…
– Sprawa zewnętrzna! – warknęła Bożena maciupeńka, lecz szorstka weteranka, która mimo przezwiska miała nie więcej niż metr pięćdziesiąt. – Bez związku z AA! – Jej głos sprawił, że wszyscy w sali wyprostowali się trochę na krzesłach.
– Widzicie, o to mi właśnie chodzi – odparł Cyrus, podnosząc ręce przed Bożeną. – Terapia składa się ze słów, a słowami rządzą te wszystkie reguły. Jak coś tak ograniczonego może dotknąć czegoś tak wielkiego jak „siła wyższa”, czymkolwiek, kurwa, jest? Jak może usunąć ze mnie tę wielką gnijącą kulę? To jest takie uczucie, jakby gigantyczna gąbka wysysała ze świata to wszystko, co ma sprawiać przyjemność. Jakie słowa mogą to uchwycić? – Sfrustrowany prychnął pod nosem. – Nie wiem. Nie wiem. Przepraszam.
Zgarbił się na swoim krześle, wypuścił powietrze. W pokoju przez sekundę, może dwie – wieczność w tej grupie – panowała cisza, aż Jurek P., kiedyś uzależniony od krakersów, kiedyś właściciel sali bilardowej, zaczął opowiadać grupie, jaki jest piękny dzień na trzeźwość: słońce, chmury, drzewa. Gabi przez ułamek sekundy patrzył na Cyrusa ze specyficznym przekrzywieniem głowy i wykrzywieniem warg, co znaczyło coś w stylu: „No, to było interesujące”.
Po mityngu Gabi zapytał Cyrusa, czy miałby ochotę wpaść do Jurka na bilarda w centrum, i Cyrus wiedział, że właściwie nie jest to pytanie. Poszli oddzielnie, Gabi odjechał swoim niebieskim volvo, Cyrus najpierw poszedł do siebie a potem – starym rowerem. Gabi dotarł na miejsce pierwszy i zamówił podwójne espresso dla siebie i americano dla Cyrusa. Obaj czekali w milczeniu na swoje kawy, a potem znaleźli w głębi lokalu mały okrągły stolik dla dwóch osób. Ściany obwieszone były pracami jakiegoś licealnego artysty. Nad nimi wisiały węglowe portrety strojących groteskowe miny nastolatków w ręcznie dorysowanych instagramowych ramkach.
– A więc – odezwał się w końcu Gabi – Boże wielki, hę? – Rozerwał saszetkę, wsypał cukier trzcinowy do swojego espresso i zamieszał. W odnowionej sali – kawiarni rozbrzmiewała ta głośna piosenka „niczego nie żałuję”, którą puszczano podczas turniejów hokejowych.
– Nie wiem, stary – odparł Cyrus. – Po prostu jest mi smutno. Nie mogę o tym mówić?
– Jasne – rzucił Gabi – jasne. – Pochylił się nad stolikiem, wpatrując się w Cyrusa. – Masz coś czerwonego w oku.
– Co?
– Naczynko czy coś? – Gabi wskazał na kącik swojego prawego oka, podpowiadając, gdzie Cyrus ma szukać. Ten wyciągnął telefon i skorzystał z funkcji aparatu, żeby się przejrzeć. Maluteńka czerwona Pangea w białku oka wpływająca do tęczówki.
– O, cholera.
– Dobrze się czujesz? – spytał Gabi.
– Tak, nie wiem. Pewnie dziwnie spałem czy coś.
– Czy coś, pewnie. Okej, Boże wielki, odczuwasz smutek. Mów dalej. – Pociągnął łyk espresso, które pozostawiło mały księżyc piany na skraju białych wąsów.
– Właściwie to tyle. Wielki patologiczny smutek. Niezależnie od tego, czy w ogóle o tym myślę, czy nie. Jak gigantyczna kula na torze kręglowym, która porywa za sobą wszystko, co po drodze.
– Może nie wierzysz, że Bóg chce, byś był szczęśliwy? Bóg, twoja matka, poezja, cokolwiek. Jesteś tak wyjątkowy, że wszyscy zasługują na szczęście, tylko t y nie?
– Co to w ogóle znaczy? „Bóg, twoja matka, poezja, cokolwiek”. Nie mam pojęcia, co ty, Bożena, Jurek czy ktokolwiek z was uważa za „siłę wyższą”. Większość myśli pewnie wtedy o brodatym starcu w chmurach, który się wkurza, gdy ja robię komuś loda, i posyła wszystkich do piekła. Jaki dla mnie pożytek z takiej siły wyższej? – Cyrus przerwał. – Czytam tych wszystkich starożytnych mistyków. Myślę, że mógłbym znaleźć coś w pismach doktorów kościoła, jakąś perską siłę wyższą, coś w islamie…
– Oj tam, pieprzenie. – Gabi przewrócił teatralnie oczami. Węglowe twarze z rozchylonymi ustami przeraźliwie na nich warczały. – Jesteś najbardziej amerykański ze wszystkich chłopaków, jakich znam. To t y nauczyłeś Szymka gry w pinponga. Kupujesz jebane w i n y l e. Odbywamy tę rozmowę w Polsce, nie w Teheranie.
Gabi był jedyną osobą w życiu Cyrusa, niezależnie od koloru skóry, która w ten sposób się do niego zwracała. Było w tym coś, jakiś rodzaj punkowego „chrzanić to” w wykonaniu emeryta, co Cyrus od dawna podziwiał, nawet jeśli Gabi w tym tańcu od czasu do czasu przekraczał granicę tabu poprawności politycznej. Mimo to, jakkolwiek abstrakcyjnie Cyrus zazdrościł Gabe’owi zdolności wypowiadania się bez zwracania uwagi na obowiązujące zasady higieny retorycznej, w tym konkretnym przypadku, wciąż znękany epizodem z Brygad Tygrysa, poczuł, jak zagotował się w nim szlachetny gniew…
Zakończenie
„Męczennik!” to opowieść o tym, jak niestrudzenie przez całe życie próbujemy odnaleźć sens – w wierze, sztuce, w nas samych i w innych ludziach. W tej historii osierocony syn ukraińskich imigrantów, od niedawna niepijący, wiedziony głosami artystów, poetów i władców, podejmuje poszukiwania, które prowadzą go do śmiertelnie chorej malarki, dożywającej swych dni w Muzeum Sztuki.
Cyrus Schams jest młodym mężczyzną, zmagającym się z bagażem przemocy i straty: wskutek bezsensownego wypadku zestrzelono nad Kijowem samolot z jego matką na pokładzie; z kolei życie ojca w Ukrainie określała praca w ubojni drobiu. Cyrus jest alkoholikiem, narkomanem i poetą, którego obsesja na punkcie męczenników popycha go do zgłębienia tajemnic własnej przeszłości – kluczem do rodzinnego sekretu jest wujek Jurek, który przed laty galopował po ukraińskich polach bitwy, przebrany za Anioła Śmierci, by dodawać otuchy i nieść pocieszenie umierającym, oraz pewien obraz z galerii sztuki.
_____
Stanisław Barszczak, Martyr
Introduction
This is the story of an intellectual living in Zagłębie Dąbrowskie, Poland, who struggles with depression and addiction, unable to cope with the death of his parents. The protagonist becomes obsessed with the idea of martyrdom, believing that a meaningful death could give value to what he perceives as a meaningless life.
„For Cyrus, everything is an existential crisis. Everything—from the cup of coffee he buys, to the type of shoes he wears, to the ethics of yoga—all these things trigger an existential crisis, except who he sleeps with. I enjoyed writing a book about a queer protagonist for whom queerness isn’t a narratively driven existential crisis. There’s no conflict about coming out to his family or anything similar that a neoliberal reader would think he would have to go through.”
That evening, Cyrus attended an AA (Alcoholics Anonymous) meeting at the city’s rehab club. It was a converted building, or rather, an interesting entrance from a separate section of the Health Center, with a gabled roof and a rickety wooden frame, painted a pale lavender. Usually, a bunch of grumpy veterans puffed cigarettes in the parking lot, as embarrassed kids, court-ordered for therapy, avoided eye contact as they entered and exited the club on the hour.
Cyrus pushed his way through the haze of cigarette and vaping smoke to the main door and climbed the stairs to the small window where Zbigniew Sz., a stern old man who sold coffee in mugs and cookies for fifty groszy and eggnog sandwiches for twelve złoty, all proceeds going towards the AA club’s monthly rent, worked by day. Cyrus bought himself a coffee and went down to the dark basement. In the semidarkness of the open-plan room stood six long folding plastic tables, each surrounded by uncomfortable wooden chairs donated by donors.
His sponsor, Gabriel Bardo, was already there. He was approaching sixty and had not had a drink in thirty-three years. He had grown up in the Dąbrowa Basin, found occasional work in the television world, and now taught a screenwriting course in the center of Dąbrowa Górnicza. He looked like an oak tree in a denim jacket, with a strong jaw, a bushy gray mustache, and large hands perpetually chapped from working on one idea or another. He was sitting at a table in the back of the room, and Cyrus wordlessly took the empty chair next to him.
During the meeting, Cyrus had trouble concentrating. The topic, life on life’s terms, was so broad that it was practically impossible to grasp its meaning. A middle-aged white guy was celebrating thirty days of sobriety for the fourth time in a year. Everyone applauded. A grandfather was gushing over his own generosity during a recent business dispute, saying:
„If you’re not putting effort into anything, it means you’re already going downhill.”
Everyone nodded. His T-shirt was emblazoned in large white letters: „I don’t run away, I love.” A young woman with sharp features recounted how she’d snorted coke in the bathroom during an open house at her daughter’s preschool. Everyone laughed. Gabi shared a story about his son – his name was Janej, after the Western character – who wasn’t doing well in school, skipped classes, and was generally a typical teenager. Recalling how he’d recently yelled at Janek for leaving a mess in the kitchen, Gabi said:
„For me, the difference between heaven and hell is whether you don’t give a damn about the mess.”
The crowd murmured in agreement. A few more people shared their stories. Cyrus hadn’t intended to speak; he’d appeared out of habit or sheer momentum. But towards the end of the meeting, something impatient stirred within him and he spoke:
„Hi, my name is Cyrus, I’m a drug addict and alcoholic.” A few heads turned his way, but most knew who he was, what he looked like. „I jumped this girl today when I was struggling to get to you. I don’t know her, and I was mean to her for no reason at all. And you know what? It felt great to be pushing her like that. To feel in control. They talk about surrender all the time here. That you have to surrender. ‚Free me from myself so I can better fulfill Your will.’ You have to relinquish control. But I only feel anything when I’m breaking into the cockpit. Breaking into the cockpit? That’s a poor metaphor.” Cyrus smiled and took a deep breath. „There are no big decisions in my life.” Mostly I just sit and listen to my brain repeat the same crap over and over: „Wouldn’t you rather be masturbating right now?” „Wouldn’t you rather feel aroused?” And the answer is always, always yes, yes. I turn down the volume on my headphones until it hurts, act like a dick to some random woman who’s just doing her job. Because then at least I feel something, instead of nothing. That’s what my sobriety is. Nothing. Nothing stretching in all directions. It used to be that I only felt something when it was the highest level of ecstasy or the sharpest , the most overwhelming pain. Even though it wasn’t the drugs and alcohol that erased everything else. And now everything is in this bland, textureless center.
The ratty younger guy, Jacek Z., turned ostentatiously to look at the wall clock. Cyrus continued:
„When I was little, a plane with my mother on board was shot down over Kiev in a senseless accident; my father’s life near Lviv, on the other hand, was defined by work in a poultry slaughterhouse. When my father reached a suitable state of intoxication, he insisted I pray before going to bed. ‚Just talk to God, talk to your mother. Tell them how you feel.’ Talking to God and talking to my dead mother were the same thing. So I did that, I told God I felt hopeless, I begged my mother to help me overcome my sadness. Even when I was seven, ten years old.” I even proposed a trade: „You can shorten my life by twenty years if you stop making the people I have miserable.” I don’t even know what made me so sad. I had friends. I didn’t go hungry. But that shit was buried deep inside me. God? Mom? They were just words. That’s the point. That woman on the road today, she didn’t say a word to me, not even an empty word; I hated her for it. This program here is the same. Just words. I mean, I used to wet the bed constantly and try to kill myself. At least I don’t bleed in bed anymore. So there’s something to it, right? Objectively speaking. But I resist. I’m still sad. Angry. To be completely honest, I still think you’re mostly a bunch of fucking idiots. If we met outside these walls, you’d probably try to deport me…
„An external matter!” snapped Bożena, a tiny but gruff veteran who, despite her nickname, stood no taller than five feet. „Nothing to do with AA!” Her voice made everyone in the room straighten up a bit in their chairs.
„See, that’s exactly my point,” Cyrus replied, raising his hands in front of Bożena. „Therapy is made of words, and words are governed by all these rules. How can something so limited touch something as vast as ‚a higher power,’ whatever the fuck that is? How can it remove this huge rotting ball from me? It feels like a giant sponge sucking out everything that’s supposed to bring pleasure from the world. What words can capture that?” He snorted in frustration. „I don’t know. I don’t know. I’m sorry.”
He slouched in his chair and exhaled. For a second, maybe two—an eternity in this group—silence reigned in the room until Jurek P., a former cracker addict, a former pool hall owner, began telling the group what a beautiful day it was for sobriety: sun, clouds, trees. For a split second, Gabi looked at Cyrus with a peculiar tilt of his head and a twist of his lips that meant something like, „Well, that was interesting.”
After the meeting, Gabi asked Cyrus if he’d like to join Jurek for a game of pool downtown, and Cyrus knew it wasn’t really a question. They went separately, Gabi leaving in his blue Volvo, Cyrus first going to his place and then on his old bicycle. Gabi arrived first and ordered a double espresso for himself and an Americano for Cyrus. They both waited in silence for their coffees, then found a small round table for two at the back of the restaurant. The walls were covered with the work of some high school artist. Above them hung charcoal portraits of teenagers making grotesque faces in hand-drawn Instagram frames.
„So,” Gabi finally said, „Good heavens, huh?” He ripped open the sachet, poured cane sugar into his espresso, and stirred. The renovated cafeteria was blaring that loud song „I Regret Nothing” that they used to play during hockey tournaments.
„I don’t know, man,” Cyrus replied. „I’m just sad. Can’t I talk about it?”
„Sure,” Gabi said. „Sure.” He leaned over the table, staring at Cyrus. „You have something red in your eye.”
„What?”
„A blood vessel or something?” Gabi pointed to the corner of his right eye, telling Cyrus where to look. He pulled out his phone and used the camera function to look at himself. A tiny red Pangea in the white of his eye, flowing into the iris.
„Oh, shit.”
„Are you okay?” Gabi asked.
„Yeah, I don’t know. I probably slept weird or something.”
„Or something, sure. Okay, goodness, you’re feeling sad. Go on.” He took a sip of espresso, leaving a small moon of foam at the edge of his white mustache.
„That’s it, really. A huge pathological sadness. Whether I even think about it or not. Like a giant bowling ball on a bowling alley, carrying everything in its path.”
„Maybe you don’t believe God wants you to be happy? God, your mother, poetry, whatever. You’re so special that everyone deserves happiness, but you don’t?”
„What does that even mean? ‚God, your mother, poetry, whatever.’ I have no idea what you, Bożena, Jurek, or any of you consider a ‚higher power.’ Most people probably think of A bearded old man in the clouds who gets angry when I give someone a blowjob and sends everyone to hell. What good is a higher power like that to me?” Cyrus paused. „I read all these ancient mystics. I think I might find something in the writings of the Doctors of the Church, some Persian higher power, something in Islam…”
„Oh, fuck.” Gabi rolled his eyes dramatically. The charcoal faces, their mouths hanging open, snarled at them shrilly. „You’re the most American of all the boys I know. You taught Szymek how to play ping-pong. You buy fucking vinyl. We’re having this conversation in Poland, not Tehran.”
Gabi was the only person in Cyrus’s life, regardless of skin color, who addressed him that way. There was something about it, a sort of punk „fuck it” from the retiree, that Cyrus had long admired, even if Gabi occasionally crossed the line into the taboo of political correctness in this dance. Yet, however abstractly Cyrus envied Gabe’s ability to speak without regard for the rules of rhetorical hygiene, in this particular instance, still haunted by the Tiger Brigades episode, he felt a noble anger boil within him.
Conlusion
„Martyr!” is a story about how we tirelessly search throughout our lives for meaning—in faith, in art, in ourselves, and in other people. In this story, the orphaned son of Ukrainian immigrants, recently sober, guided by the voices of artists, poets, and rulers, embarks on a search that leads him to a terminally ill painter who is living out her final days in the Art Museum.
Cyrus Schams is a young man grappling with the burden of violence and loss: a senseless accident saw a plane with his mother on board shot down over Kiev; his father’s life in Ukraine was defined by his work in a poultry slaughterhouse. Cyrus is an alcoholic, drug addict, and poet whose obsession with martyrs drives him to delve into the mysteries of his own past—the key to the family secret lies in his Uncle Jurek, who years ago galloped across Ukrainian battlefields disguised as the Angel of Death to bring comfort and solace to the dying, and in a painting from an art gallery.
________
Stanisław Barszczak, Immunitet Zbigniewa Ziobry
Prokuratura złożyła do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze pod koniec października. Komisja regulaminowa w czwartek przychyliła się do wniosku. Teraz o pociągnięciu byłego ministra sprawiedliwości do odpowiedzialności mieli zdecydować posłowie. Sprawa dotyczy sprzeniewierzenia dziesiątków milionów złotych z publicznych środków. W sumie Ziobrze przedstawione ma zostać aż 26 zarzutów.
Komisja regulaminowa przedłożyła Sejmowi propozycję przyjęcia wniosku kierownika zespołu śledczego nr 2 Prokuratury Krajowej z 28 października 2025 r. o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej w zakresie wszystkich czynów określonych we wniosku oraz na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie posła Zbigniewa Ziobry — zapowiedział Urbaniak.
O całej sprawie powiedział ktoś: „To są zwierzęce instynkty”. Krzyki na posiedzeniu komisji w sprawie Zbigniewa Ziobry. Przewodniczący dodał, że „prokurator go przekonał”: — Część argumentów znamy z poprzednich wniosków immunitetowych innych członków Solidarnej Polski, którzy są związani z aferą Funduszu Sprawiedliwości. Nowe pojawiło się np. przetrzymywanie dokumentów urzędowych — wskazał.
Jakie zarzuty postawiono Zbigniewowi Ziobrze? Ile czynów znajduje się we wniosku o uchwałę immunitetu Ziobry?
Kto przekonywał komisję do uchwały o uchwałę immunitetu Zbigniewa Ziobry?
Co zawiera wniosek o uchylenie immunitetu ziobry?
Szczegóły wniosku prokuratury. Podczas posiedzenia komisji jako pierwszy głos zabrał poseł PiS Andrzej Śliwka, który zgłosił wniosek formalny. – Wniosek [w sprawie uchylenia immunitetu Zbigniewa Ziobry], który został skierowany do Sejmu, został zgłoszony przez osobę nieuprawnioną —m- przekonywał. Śliwka stwierdził, że jest to „sytuacja uniemożliwiająca procedowanie”. Jego wniosek został jednak odrzucony większością głosów.
Prokurator o sprawie Zbigniewa Ziobry. Wskazał „czyny polegające na ukrywaniu dokumentów” Prok. Piotr Woźniak przedstawiał szczegóły wniosku o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. Wskazywał m.in. na nieprawidłowości w wydatkowaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości. Podkreślił, że we wniosku o uchylenie immunitetu znalazły się także „czyny polegające na ukrywaniu dokumentów”.
Wrzawa na komisji sejmowej. „Posłanki PiS złamały regulaminowy obowiązek”
— Dokumenty te zostały ujawnione w trakcie prowadzonych w marcu 2024 r. czynności przeszukań zarówno miejsca zamieszkania pana Zbigniewa Ziobro, jak i mieszkań przez niego użytkowanych, użytkowanego samochodu oraz przeszukania miejsca zamieszkania pana Marcina Romanowskiego — tłumaczył.
Prezes PiS grzmi po decyzji w sprawie Zbigniewa Ziobry. „Sprawiedliwość dopiero nadejdzie”. Zbigniew Ziobro przemówił w czwartek podczas konferencji pokazanej przez Telewizję Republika z – jak informowała stacja – Budapesztu. Polityk był pytany w stolicy Węgier, czy przyjedzie do Polski w kontekście zapowiadanego wniosku o uchylenie mu immunitetu poselskiego w celu postawienia ciężkich zarzutów. Polityk odpowiedział, że wszystkie informacje będzie przekazywał we „właściwym czasie”.
Donald Tusk chciałby znać wszystkie moje plany, ja nie zamierzam wpisywać się w jego scenariusz i pomagać jego przestępczej szajce w tym, co zamierzają. Może być pewien jednego, że będę walczył o prawdę i nie pozwolę sobie zamknąć ust w drodze przestępczych działań – powiedział w dosadnych słowach były minister sprawiedliwości.
Jak dodał, w „normalnym stanie rzeczy zbagatelizowałby taką informację i uznałby ją za niedorzeczną, nieprawdopodobną”. – Ale żyjemy w państwie Tuska, czyli człowieka, który jasno powiedział, że będzie stosował prawo tak, jak on je rozumie, a nie tak, jak jest zapisane w ustawach i on to naprawdę robi – uzasadniał Ziobro.
Fala reakcji po decyzji komisji w sprawie Ziobry. „Koniec bekarności”. „My to sprawdzimy”. Poseł PiS uderza w rząd w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Roman Giertych apeluje do Zbigniewa Ziobry. „Zbyszku, wracaj”.
„Ucieczka za granicę nie wystarczy”.
Andrzej Śliwka broni działań Zbigniewa Ziobry. „Przekazał pieniądze na zbożne cele…”
Sejmowa komisja regulaminowa zarekomendowała uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze. – W zakresie wszystkich 26 czynów, które są we wniosku oraz zakresie pozwolenia na zatrzymanie wynik jest pozytywny. Taka jest rekomendacja komisji — przekazał przewodniczący Jarosław Urbaniak z Koalicji Obywatelskiej. Przewodniczący dodał, że „prokurator go przekonał”: — Część argumentów znamy z poprzednich wniosków immunitetowych innych członków Solidarnej Polski, którzy są związani z aferą Funduszu Sprawiedliwości. Nowe pojawiło się np. przetrzymywanie dokumentów urzędowych — wskazał.
Prokurator generalny Waldemar Żurek przyznaje, że „dostatecznie uzasadnione jest podejrzeniem popełnienia 26 przestępstw” przez Ziobrę, z czego najcięższy dotyczy założenia i kierowania grupą przestępczą. Głosowanie w Sejmie w sprawie uchylenia immunitetu Ziobry przewidziano na piątek po południu. Na Węgrzech przebywa już b. wiceminister w resorcie Ziobry Marcin Romanowski, który usłyszał szereg zarzutów ws. nadużyć przy Funduszu Sprawiedliwości.
W czwartek sejmowa komisja Regulaminowa, Spraw Poselskich i Immunitetowych ma zająć się wnioskiem prokuratury o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej oraz zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Ziobry. Prokurator generalny Waldemar Żurek przyznaje, że „dostatecznie uzasadnione jest podejrzeniem popełnienia 26 przestępstw” przez Ziobrę, z czego najcięższy dotyczy założenia i kierowania grupą przestępczą.
Głosowanie w Sejmie w sprawie uchylenia immunitetu Ziobry przewidziano na piątek po południu. Na Węgrzech przebywa już b. wiceminister w resorcie Ziobry Marcin Romanowski, który usłyszał szereg zarzutów ws. nadużyć przy Funduszu Sprawiedliwości.
Po ucieczce na Węgry w grudniu 2024 roku azylu udzielił mu rząd Viktora Orbana.Waldemar Żurek: Ziobro jest podszyty strachem a gra szeryfa…
Zdecydowałem się przynajmniej na ten moment zostać w Budapeszcie korzystając z pomocy i przyjaźni naszych bratanków Węgrów – mówił w rozmowie z wPolsce24 były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Z kolei w rozmowie z Republiką polityk stwierdził, że posiedzenie komisji regulaminowej, gdzie decydowano i jego immunitecie to był „wielki bełkot, absurd”.
Ja nie pozwolę, żeby ktoś zamknął mi usta, uniemożliwił z korzystania przeze mnie z prawa do obrony. Jeśli już dzisiaj miałem być zamknięty, zakajdankowany, co jest pogwałceniem wszelkich zasad związanych z uchyleniem immunitetu, co już zresztą raz zrobili z Marcinem Romanowskim, naruszając międzynarodowy immunitet i wywołując skandal W Radzie Europy, to oni są zdolni do wszystkiego – mówił.
Ziobro zostaje w Budapeszcie. „Szykuję się na ciężką bitwę”.
Zdecydowałem się przynajmniej na ten moment zostać w Budapeszcie, korzystając z pomocy i przyjaźni naszych bratanków Węgrów, dlatego że dowiedziałem się, iż przygotowywana była prowokacja, która miałaby uniemożliwić mi skomentowanie tych wydarzeń, które dzieją się w tych dniach – mówił Ziobro w rozmowie z wPolsce24. – Ja nie pozwolę, żeby ktoś zamknął mi usta, uniemożliwił z korzystania przeze mnie z prawa do obrony. Jeśli już dzisiaj miałem być zamknięty, zakajdankowany, co jest pogwałceniem wszelkich zasad związanych z uchyleniem immunitetu, co już zresztą raz zrobili z Marcinem Romanowskim, naruszając międzynarodowy immunitet i wywołując skandal W Radzie Europy, to oni są zdolni do wszystkiego – mówił.
Ziobro wróci do Polski? Poseł PiS mówi o wizycie lekarskiej.
Stwierdził, że władze chcą go zniszczyć,gdyż Fundusz Sprawiedliwości wspierał „wartości chrześcijańskie, organizacje, które na drodze Ewangelii starały się tak samo promować postawy związane z odejściem od agresji, od narkotyków, nawyków”. Na przykład dawaliśmy te środki na szpitale i z tego, co tam się czynić, zarzut, choćby w w Kielcach uczestniczyłem w przekazaniu tomografu komputerowego dla szpitala, który się nieustannie psuł. Więc czy to było coś złego? Czy dobrego? – mówił. Skomentował też zarzuty, m.in. dotyczące szefowania zorganizowanej grupie przestępczej. – To jest wielki bełkot, absurd. No ale taką mamy władzę dzisiaj – mówił.
Uchylenie immunitetu to zgoda organu powołanego do jego ochrony (np. Sejmu) na pociągnięcie osoby posiadającej immunitet (np. posła) do odpowiedzialności karnej lub na aresztowanie. Oznacza to, że taka osoba traci tymczasową ochronę prawną przed ściganiem, ale ochrona ta dotyczy tylko konkretnej sprawy i jest zgoda udzielana indywidualnie.
Teraz Ziobro już jest pokazywany w mediach społecznych jako konkurent wręcz chrześcijanina, bądź tu mądry.
Osobiście chcę wstawiać się za sprawiedliwością – i to nawet bez znajomości całego prawa. Czynię to nie po raz pierwszy. To mój chrześcijański obowiązek. Każdy z nas może być w takiej samej sytuacji.Kościół zostawił człowieka i nikt z członków kościoła nie zabiera głosu w tej napiętej już sprawie.
Ziobro mówi, że pomagał kościołowi.Po pierwsze, smartfon jest głównie do wsadzania do więzienia! Czytam bowiem tam na przykład
„Ignoruj” . Takie hasło pokazuje się w telefonie – tym samym jesteśmy zdeterminowani potwierdzić albo nie o tym, o czym nie wiemy. Cóż jeszcze powiedzieć: Rząd mydli oczy Polakom. Dług rośnie miliard dziennie, a Domański ściga Ziobrę. Polacy mówią Stop patologii. Nie będziemy mądrzy. A może Ziobro chciał zapewnić Polakom dochód pasywny. Ostatnio Watykan potwierdził fundamentalną prawdę chrześcijańską: Zbawienie świata spoczywa wyłącznie w Jezusie Chrystusie. W niedawnym dekrecie Stolica Apostolska skutecznie zamknęła debatę teologiczną wokół tytułów takich jak „Współodkupicielka” dla Maryi Panny, stwierdzając, że takie tytuły mogą powodować „zamieszanie i brak równowagi”. Ta decyzja nie jest degradacją Maryi – która nadal jest niezwykle ważna jako Matka Boża i Orędowniczka – ale raczej wyjaśnieniem wyjątkowej natury odkupieńczego dzieła Chrystusa. Przypomina, że to ofiara Jezusa na krzyżu odkupiła ludzkość od grzechu, dzieło wykonane całkowicie i w sposób wyjątkowy przez Niego. Alkohol, dyplomacja i kulisy Jałty. Geopolityczny tygiel – O czym milczy historia? Radio KatowicePatrzę na wszelkie prawne wybryki władz z pobłażaniem, bo wygrywa w naszej erze choćby już czapka Świętego Mikołaja.”Wszyscy których kochacie, wszyscy których znacie, wszyscy o których słyszeliście, przeżyli swoje życie na drobinie kurzu zawieszonej w promieniu Słońca.
Pomyślcie o rzekach krwi przelanej przez generałów i cesarzy, by w blasku chwały mogli stać się chwilowymi władcami fragmentu kropki.W naszej nikłości brak jakichkolwiek oznak, że skądś nadejdzie pomoc, aby ocalić nas przed nami samymi.Ziemia to miejsce, gdzie musimy trwać. Uwydatnia to nasz obowiązek, by chronić i pielęgnować ten jedyny dom jakikolwiek znamy.” To mowily
Carl Sagan. Pomyślnie o tych słowach kiedy spoglądanie na jedyne Zdjęcie: „Pale Blue Dot” – wykonane przez sondę Voyager 1 prezentujące Ziemię oddaloną o 6,4 mld km. Dziękuję bardzo.
Ksiądz Stanisław
_____
Stanisław Barszczak, Zbigniew Ziobro’s Immunity The prosecutor’s office submitted a motion to the Sejm (lower house of parliament) to waive Zbigniew Ziobro’s immunity in late October. The Rules Committee granted the motion on Thursday. Members of Parliament were now expected to decide whether to prosecute the former Minister of Justice. The case concerns the misappropriation of tens of millions of zlotys in public funds. A total of 26 charges will be brought against Ziobro. The Rules Committee submitted a proposal to the Sejm to adopt the October 28, 2025, motion of the head of Investigative Team No. 2 of the National Prosecutor’s Office to consent to criminal prosecution for all the acts specified in the motion and to the arrest and pretrial detention of MP Zbigniew Ziobro, Urbaniak announced. Regarding the entire matter, someone said: „These are animal instincts.” Shouts at the committee meeting regarding Zbigniew Ziobro’s case. The chairman added that „the prosecutor convinced him”: „We know some of the arguments from previous immunity motions filed by other Solidarna Polska members connected to the Justice Fund scandal. New allegations, for example, have emerged regarding the withholding of official documents,” he pointed out. What charges were brought against Zbigniew Ziobro? How many offenses are listed in the motion for a resolution on Zbigniew Ziobro’s immunity?Who convinced the committee to adopt the resolution on Zbigniew Ziobro’s immunity?What does the motion to waive Ziobro’s immunity contain? Details of the prosecutor’s motion. During the committee meeting, PiS MP Andrzej Śliwka was the first to speak, submitting a formal motion. „The motion [to waive Zbigniew Ziobro’s immunity], which was submitted to the Sejm, was submitted by an unauthorized person,” he argued. Śliwka stated that this was a „situation that makes it impossible to proceed.” However, his motion was rejected by a majority vote. Prosecutor on Zbigniew Ziobro’s Case. He Indicated „Acts Concealing Documents” Prosecutor Piotr Woźniak presented details of the motion to waive Zbigniew Ziobro’s immunity. He pointed out, among other things, irregularities in the spending of funds from the Justice Fund. He emphasized that the motion to waive immunity also included „acts consisting of concealing documents.” Uproar at the Sejm Committee. „PiS MPs Breached Their Statutory Obligation””These documents were discovered during searches conducted in March 2024 at Mr. Zbigniew Ziobro’s residence, the apartments he used, his car, and the residence of Mr. Marcin Romanowski,” he explained. The PiS chairman thunders after the decision in the Zbigniew Ziobro case. „Justice is yet to come.” Zbigniew Ziobro spoke on Thursday during a press conference broadcast by Telewizja Republika from Budapest, as the station reported. The politician was asked in the Hungarian capital whether he would come to Poland in the context of the announced request to waive his parliamentary immunity in order to face serious charges. The politician replied that he would provide all information at the „appropriate time.” Donald Tusk would like to know all my plans, and I have no intention of playing into his script or helping his criminal gang with what they are up to. He can be sure of one thing: I will fight for the truth and will not allow myself to be silenced by criminal actions, the former Minister of Justice said in blunt terms. He added that under „normal circumstances,” he would downplay such information and consider it absurd and improbable. „But we live in the country of Tusk, a man who clearly stated that he will apply the law as he understands it, not as it is written in statutes, and he actually does so,” Ziobro explained. A wave of reactions following the commission’s decision in the Ziobro case. „The end of this bastardization.” „We’ll investigate.” A PiS MP attacks the government over the Justice Fund. Roman Giertych appeals to Zbigniew Ziobro. „Zbyszek, come back.””Fleeing abroad is not enough.” Andrzej Śliwka defends Zbigniew Ziobro’s actions. „He donated money to worthy causes…” The Sejm Rules Committee recommended waiving Zbigniew Ziobro’s immunity. „The result is positive regarding all 26 acts listed in the motion and the scope of the detention permit. This is the committee’s recommendation,” said Chairman Jarosław Urbaniak of the Civic Coalition. The Chairman added that „the prosecutor convinced him”: „We know some of the arguments from previous immunity motions filed by other Solidarna Polska members who are connected to the Justice Fund scandal. New issues have emerged, for example, regarding the withholding of official documents,” he pointed out. Prosecutor General Waldemar Żurek admits that „there is sufficient justification for the suspicion that Ziobro committed 26 crimes,” the most serious of which concerns establishing and leading a criminal group. The Sejm (lower house of parliament) vote on the waiver of Ziobro’s immunity is scheduled for Friday afternoon. Marcin Romanowski, a former deputy minister in Ziobro’s ministry, is already in Hungary, facing numerous charges of abuse at the Justice Fund. On Thursday, the Sejm’s Rules, Deputies’ Affairs and Immunities Committee is scheduled to consider the prosecutor’s office’s motion seeking the Sejm’s consent to prosecute, detain, and temporarily arrest Ziobro. Prosecutor General Waldemar Żurek admits that „there is sufficient justification for the suspicion that Ziobro committed 26 crimes,” the most serious of which concerns establishing and leading a criminal group. A vote in the Sejm on the waiver of Ziobro’s immunity is scheduled for Friday afternoon. Marcin Romanowski, a former deputy minister in Ziobro’s ministry, is already in Hungary, facing numerous charges of abuse at the Justice Fund. After fleeing to Hungary in December 2024, he was granted asylum by Viktor Orbán’s government. Waldemar Żurek: „Ziobro is laced with fear and is playing the sheriff… I have decided to stay in Budapest, at least for now, taking advantage of the help and friendship of our Hungarian nephews,” former Minister of Justice Zbigniew Ziobro told wPolsce24. In turn, in an interview with Republika, the politician stated that the meeting of the Rules Committee where his immunity was decided was „a huge load of gibberish, absurd.” I will not allow anyone to silence me or prevent me from exercising my right to defend myself. If I were to be locked up and handcuffed today, which violates all the rules related to the waiver of immunity, which they already did with Marcin Romanowski, violating international immunity and causing a scandal in the Council of Europe, then they are capable of anything,” he said. Ziobro is staying in Budapest. „I’m preparing for a tough battle.” I decided to stay in Budapest, at least for now, taking advantage of the help and friendship of our Hungarian nephews, because I learned that a provocation was being prepared to prevent me from commenting on the events taking place these days,” Ziobro said in an interview with wPolsce24. „I won’t allow anyone to silence me or prevent me from exercising my right to defend myself. If I were to be locked up and handcuffed today, which violates all the rules related to the waiver of immunity, which they already did with Marcin Romanowski, violating international immunity and causing a scandal in the Council of Europe, then they are capable of anything,” he said. Will Ziobro return to Poland? PiS MP talks about a medical visit. He claimed that the authorities wanted to destroy him because the Justice Fund supported „Christian values, organizations that, through the Gospel, tried to promote attitudes related to abandoning aggression, drugs, and habits.” For example, we donated these funds to hospitals, and from what was done there, allegations arose, for example, in Kielce, I participated in the donation of a CT scanner to a hospital that was constantly breaking down. So was that a bad thing? Or a good thing?” he said. He also commented on the allegations, including those concerning the leadership of an organized crime group. „This is utter nonsense, absurd. But that’s the power we have today,” he said. Waiver of immunity is the consent of the body established to protect it (e.g., the Sejm) to prosecute or arrest a person with immunity (e.g., a member of parliament). This means that such a person loses temporary legal protection from prosecution, but this protection applies only to a specific case and is granted on an individual basis. Now Ziobro is being portrayed on social media as a rival to even Christians, so be wise about it. Personally, I want to stand up for justice—even without knowing the entire law. This isn’t the first time I’ve done this. It’s my Christian duty. Any of us could be in the same situation. The Church abandoned this man, and no church member is speaking out on this already tense issue. Ziobro says he helped the Church. First of all, a smartphone is primarily for putting people in jail! I read, for example, „Ignore” there. This is the slogan displayed on the phone—thus, we are determined to confirm or deny what we don’t know. What more can I say: The government is pulling the wool over Poles’ eyes. The debt is growing by a billion a day, and Domański is pursuing Ziobro. Poles are saying, „Stop the pathology. We won’t be wise.”Or maybe Ziobro wanted to provide Poles with passive income. Recently, the Vatican confirmed a fundamental Christian truth: The salvation of the world rests solely in Jesus Christ. In a recent decree, the Holy See effectively closed the theological debate surrounding titles like „Co-redemptrix” for the Virgin Mary, stating that such titles can cause „confusion and imbalance.” This decision is not a demotion of Mary—who remains incredibly important as Mother of God and Advocate—but rather a clarification of the unique nature of Christ’s redemptive work. It reminds us that it was Jesus’ sacrifice. Jesus’s cross redeemed humanity from sin, a work accomplished entirely and uniquely by Him. Alcohol, Diplomacy, and the Behind the Scenes of Yalta. The Geopolitical Melting Pot – What Is History Silent About? Radio Katowice I view all legal excesses of the authorities with condescension, because in our era, even Santa Claus’s hat wins. „Everyone you love, everyone you know, everyone you’ve heard of, lived their lives on a speck of dust suspended in a sunbeam. Think of the rivers of blood spilled by generals and emperors so that, in a blaze of glory, they could become momentary rulers of a fragment of a dot.In our frailty, there is no sign that help will come from anywhere to save us from ourselves.Earth is the place where we must endure. This highlights our duty to protect and nurture this, the only home we know.” Carl Sagan said. These words are well-remembered when gazing at the unique image: „Pale Blue Dot” – taken by the Voyager 1 probe, showing Earth 6.4 billion km away. Thank you very much. Father Stanisław
________
Stanisław Barszczak, Trump będzie kandydować na trzecią kadencję
Umiłowani bracia i siostry w Chrystusie Panu
Otchłań wulgarności zajmuje oświecone miejsce w naszej rzeczywistości. Będąc jednym z prawie 25 tysięcy polskich księży katolickich, w pierwszej kolejności pragnę stawać świadkiem Chrystusa wielkich standardów – mam na myśli reprezentowanie krwiobiegu tej grupy społecznej i chciałbym jej rozdać złote medaliony. Zawsze stawiałem na ich kapłańskie umiejętności, a nie na ich przygody personalne, ogłaszane sporadycznie – bardziej w mediach społecznościowych jak tradycyjnych.
Ogłoszenie św. Johna Henry’ego Newmana doktorem Kościoła dla mnie jest zachętą do wierności kapłańskiej misji – nie jest tylko uhonorowaniem jego osoby. To zaproszenie, by na nowo odkrywać jego przesłanie o sumieniu, prawdzie i osobistej relacji z Bogiem. Jak pisał sam Newman: „Serce mówi do serca” (łac. Cor ad cor loquitur) – i to właśnie ten dialog serca z Bogiem czyni z niego ważnego przewodnika wiary dla naszych czasów.
Ale leży mi na sercu czynienie dobra wobec ludzi dobrej woli, rozsianych wszędzie i pracujących na całym ziemskim globie. W związku z tym uważam, że mogę tutaj zaproponować „mój plan dla Polski,” ojczyzny mojej, który jest bardziej prosty niż kiedykolwiek. Chcę wziąć akurat ten moment i zostać przez Państwa wysłuchanym.
Chciałbym zwrócić uwagę ludzi na następujące kwestie, będę głośno to mówił, że zauważyliśmy wzrost jakości życia, ale także przerost nadużyć w pewnych grupach społecznych (narkotyki, kradzieże). I by pomóc wszystkim, tym bardziej chcę widzieć kwalifikacje ludzi.
Co mamy czynić? Obniżyć koszt życia, stawiając na potrzeby klasy pracującej, a nie dignitarzy i arystokracji. Otworzyć się na przyrost zatrudnienia, nawet przy bardzo niebezpiecznych interakcjach. Chcę większej obrony cywilnej, więcej policji na ulicach. Zmienić systemy zdrowotne, w tym dla młodych rodziców, dla umysłowo chorych, również seniorów. Więcej szybkich i wolnych autobusów do pracy i nie tylko. Uczynić reformę opłat – kaucji za wjazd samochodem do centrum miast, dojść może do zmiany rozmieszczenia populacji miejskiej, by nie było przeludnienia dzielnic. Zamierzyłem ufundować agendy – korzystne rozliczenia podatkowe, w ten sposób podjąć zabezpieczanie i rozwiązywanie niezpieczeństw życia. Mamy korupcyjny, złamany system na rozlicznych poziomach technologicznego społeczeństwa.
Zapytam więc konkretne osoby, czy mają zdolność wydania pieniędzy dla dobra społeczeństwa? Chcę stymulować mały business, tworzyć korzystne korporacje.
W Polsce wierzymy, że ważne jest poważne zaangażowanie ludzi, których idee kwestionują nasze własne. Zgodnie z tym przekonaniem zamierzyliśmy wręcz przejąć polskie instytucje. Przejęcie instytucji to proces, w którym jedna firma (przejmująca) przejmuje kontrolę nad inną firmą (przejmowaną), zazwyczaj poprzez nabycie jej udziałów lub akcji. W wyniku przejęcia, przejmowana firma zachowuje swoją odrębność prawną, ale całość jej majątku i działalności znajduje się pod kontrolą firmy przejmującej. Przyczyny takiego działania to m.in. chęć zwiększenia skali działania, uzyskania dostępu do nowych technologii, rozszerzenia portfolio produktów lub umocnienia pozycji rynkowej. W Ameryce Steve Bannon upiera się, że prezydent Trump będzie miał trzecią kadencję i zamierza odegrać rolę w mobilizowaniu europejskich populistycznych nacjonalistów, z których wielu jest teraz blisko władzy. Zdaniem Bannona Trump jest instrumentem boskiej woli. Nie znamy naszej roli w populistycznych ruchach nacjonalistycznych w Europie.
Od siebie chciałbym powiedzieć otwarcie: my Polacy zwyciężamy w tej erze (ang. we came back to a little guy). Ja natomiast chcę do domu… wam powiem. Kochani. Niesiemy ciężar uczuć przez życie. W świecie Kafki miłość przetrwa nawet tam, gdzie rozum umiera. Pisał o sercach, które wciąż czuły pomimo samotności, poczucia winy i rozpadu – niepewny, czy to łaska, czy okrucieństwo. Kochać nadal, po tym wszystkim, było jego cichym buntem przeciwko otępieniu, drętwocie.
To dlatego Leon XIV naśladuje go w powiedzeniu, iż kościół nie potrzebuje chrześcijan z okazji, ale zakochanych uczniów.
A ty siostro mówisz mi: Nie przychodź do mnie, życie, zbyt często, do serca jak do drzwi nie łomocz, nie zmieniaj fantazji w szaleństwo i Boga nie wzywaj na pomoc… Człowiek jest jak harfa bez strun; większość muzyki strun jego duszy jest nieharmonijna, gdy zawodzą z żalu i niepokoju. Lecz Syn Dawida, wielki Harfiarz, zstępuje, by poruszać palcami po strunach naszej duszy i uczynić je tak pięknymi, jak melodia pieśni anielskiej.
Co mam czynić, aby osiągnąć niebo, szczęście wieczne? Świat składa się z próżniaków, którzy chcą pieniędzy bez pracy, i głupców, którzy są gotowi pracować bez bogacenia się.
„Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu, po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę, idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch, ocalałeś nie po to aby żyć, masz mało czasu trzeba dać świadectwo bądź odważny, gdy rozum zawodzi bądź odważny, w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”
Wszystko, co zostało zesłane, by cię złamać, nie miało cię zniszczyć. Zostało zesłane, by cię obudzić. Aby uwolnić każdą wersję ciebie, która nie została zbudowana na tym, kim naprawdę jesteś. Aby przypomnieć ci, że nawet gdy wszystko wokół ciebie zostaje ograbione, w tobie jest światło, którego nie da się dotknąć. Chodzi o to, że na początku nie będzie to tak odczuwalne.
Będzie to odczuwalne Jak strata Jak porażka Jak złamane serce Jak drzwi zamykające się z każdej strony. Ale z czasem zaczynasz to dostrzegać.
Najmilsi. Te chwile tak naprawdę kształtują nową wersję ciebie. Przyciągnęły cię z powrotem do siebie. Dały ci siłę, której nikt nie może cię nauczyć ani wpoić. Dały ci historię, którą miałeś się podzielić, aby inni mogli cię podziwiać i uwierzyć w siebie. Właśnie dlatego, kiedy w końcu zaczynasz tworzyć, kiedy piszesz prawdę, kiedy decydujesz się zbudować coś dla siebie, twoje słowa rezonują na głębszym poziomie z innymi. Ponieważ prawda, którą wyznajesz, pochodzi ze wszystkich miejsc, które myślałeś, że cię złamały. Ale co najważniejsze – pochodzi z twojego światła. Tak, będziesz świecić jaśniej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie pomimo tego, przez co przeszedłeś, ale właśnie dzięki temu. Jeśli więc przez to przechodzisz, zadaj sobie pytanie: Czy pozwolisz, żeby to był tylko ból? Czy zamienisz to w cel? Kto jest szczęśliwszy — ten, kto stawił czoła burzy życia i przeżył, czy ten, kto pozostał bezpiecznie na brzegu i po prostu istniał? Wygoda zabija przygodę; ryzyko nadaje życiu sens. Uwierz w twoje stawanie się.
wasz ksiądz Stanisław
(Subskrybenci mogą obejrzeć cały artykuł w ramach naszej nowej serii filmów „You’re wrong”, #StanislawBarszczak)
_____
Stanisław Barszczak, Trump will run for a third term Beloved brothers and sisters in Christ the Lord The abyss of vulgarity occupies an enlightened place in our reality. As one of nearly 25,000 Polish Catholic priests, I desire above all to be a witness to Christ’s high standards—by which I mean representing the lifeblood of this social group, and I would like to present them with gold medallions. I have always placed my trust in their priestly abilities, not in their personal adventures, which are sporadically announced—more on social media than traditional media. For me, the proclamation of St. John Henry Newman as a Doctor of the Church is an encouragement to be faithful to the priestly mission—it is not merely an honoring of his person. It is an invitation to rediscover his message about conscience, truth, and a personal relationship with God. As Newman himself wrote: „Heart speaks to heart” (Latin: Cor ad cor loquitur)—and it is precisely this dialogue between heart and God that makes him an important guide to faith for our times. But I hold dear to my heart the desire to do good for people of good will, scattered everywhere and working across the globe. Therefore, I believe I can propose „my plan for Poland,” my homeland, which is simpler than ever. I want to seize this moment and be heard by you. I would like to draw people’s attention to the following issues. I will say this loudly: we have noticed an increase in the quality of life, but also an increase in abuses in certain social groups (drugs, theft). And to help everyone, I want to see people’s qualifications even more. What should we do? Lower the cost of living, prioritizing the needs of the working class, not dignitaries and the aristocracy. Open ourselves to increased employment, even in highly dangerous interactions. I want greater civil defense, more police on the streets. Change healthcare systems, including for young parents, the mentally ill, and seniors. More fast and slow buses to work, and more. Reforming fees and deposits for entering city centers could lead to a shift in the urban population, preventing overcrowding in neighborhoods. I intended to fund programs—favorable tax settlements—and thus address and solve life’s dangers. We have a corrupt, broken system at numerous levels of technological society. So I’ll ask specific individuals if they have the capacity to spend money for the good of society? I want to stimulate small businesses and create profitable corporations. In Poland, we believe in the serious involvement of people whose ideas challenge our own. In line with this belief, we even intended to take over Polish institutions. A takeover of institutions is a process in which one company (the acquirer) takes control of another company (the acquired company), usually by acquiring its shares or stock. As a result of the takeover, the acquired company retains its legal identity, but all of its assets and operations are controlled by the acquiring company. The reasons for this include, among others, The desire to scale up operations, gain access to new technologies, expand product portfolios, or strengthen market position. In America, Steve Bannon insists that President Trump will serve a third term and intends to play a role in mobilizing European populist nationalists, many of whom are now close to power. According to Bannon, Trump is an instrument of divine will. We don’t know our role in the populist nationalist movements in Europe. For myself, I’d like to say it openly: we Poles are winning in this era (we’ve come back to a little guy). I, however, want to go home… I’ll tell you. My dears. We carry the burden of feelings through life. In Kafka’s world, love survives even where reason dies. He wrote about hearts that still felt despite loneliness, guilt, and decay—unsure whether it was grace or cruelty. To continue to love, after all, was his quiet rebellion against numbness and numbness. This is why Leo XIV imitates him in saying that the Church does not need Christians on special occasions, but disciples in love. And you, sister, tell me: Do not come to me, life, too often. Do not knock on my heart as on a door. Do not turn fantasies into madness. Do not call on God for help. Man is like a harp without strings; most of the music of his soul’s strings is discordant when they wail with grief and anxiety. But the Son of David, the great Harper, descends to move his fingers on the strings of our souls and make them as beautiful as the melody of an angel’s song. What must I do to attain heaven, eternal happiness? The world is made up of idlers who want money without working, and fools who are willing to work without getting rich. „Go where they went, to the dark end, for the golden fleece of nothingness, your last reward, go upright among those who are on their knees,among those who have their backs turned and fallen to the dust, you were not saved to live, you have little time, You must bear witness. Be brave when reason fails. Be brave, in the end, that’s all that matters.” Everything sent to break you wasn’t meant to destroy you. It was sent to awaken you. To free every version of you that wasn’t built on who you truly are. To remind you that even when everything around you is being robbed, there’s a light within you that can’t be touched. The point is, at first it won’t feel like this. It will feel like loss. Like failure. Like a broken heart. Like doors closing on every side. But over time, you begin to see it. Darlings. These moments actually shape a new version of you. They drew you back to yourself. They gave you a strength that no one can teach or instill in you. They gave you a story to share so that others might admire you and believe in themselves. That’s why, when you finally start creating, when you write the truth, when you decide to build something for Your words resonate on a deeper level with others. Because the truth you speak comes from all the places you thought broke you. But most importantly, it comes from your light. Yes, you will shine brighter than ever before. Not despite what you’ve been through, but because of it. So if you’re going through this, ask yourself: Will you let it be just pain? Will you turn it into purpose? Who is happier—the one who braved the storms of life and survived, or the one who stayed safely on the shore and simply existed? Comfort kills adventure; risk gives life meaning. Believe in your becoming. Your Father Stanisław (Subscribers can watch the full article as part of our new video series „You’re wrong,” #StanislawBarszczak)
______
Stanisław Barszczak, Wielkie Muzeum w Gizie otwarte
Podróżnik wracający z starożytnej ziemi rzekł do mnie: Nóg olbrzymich z ludzkiego powodu dwoje sterczy wśród ziemskich świateł bez tułowia. W pobliżu za niemi tonie w piasku strzaskana twarz. Jej wzrok szyderczy, zacięte usta, wyraz zimnego rozkazu świadczą, iż rzeźbiarz dobrze na tej bryle głazu odtworzył skryte żądze, co, choć w poniewierce, przetrwały rękę mistrza i mocarza serce. A na podstawie napis dochował się cało: «Ja jestem Ozymandias, król królów. Mocarze! Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą Gińcie z rozpaczy!» Więcej nic już nie zostało… Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże I piaski bielejące w pustyni obszarze. (por. Percy Bysshe Shelley, Ozymandias)
Siostro, bracie. Spójrz na nocne niebo usiane skupiskami jasnych gwiazd i zadaj sobie pytanie: czy naprawdę jesteśmy sami w kosmosie, który jest zbyt wielki, by go w pełni pojąć?
Prawdopodobnie nie jesteśmy sami. Ziemia to maleńki punkt w ogromnym morzu miliardów innych punktów – jak moglibyśmy być jedynym życiem w tej – czy jakiejkolwiek innej – części wszechświata?
Sama Droga Mleczna – jedna z szacowanych 200 miliardów galaktyk – zawiera około 300 miliardów gwiazd. Nasza gwiazda – Słońce – jest głównym źródłem życia na Ziemi.
Naukowcy nieustannie odkrywają planety krążące wokół tych gwiazd – tzw. egzoplanety. „Jesteśmy niemal pewni, że tam są,” mówi dr Maggie Aderin-Pocock, specjalistka ds. kosmosu. To czysta matematyka. To kwestia prawdopodobieństwa.
Obecna technologia pozwala nam badać te egzoplanety bardzo dokładnie. Dzięki spektroskopii naukowcy analizują skład chemiczny światła gwiazd przechodzącego przez atmosfery tych ciał niebieskich.
Kluczowe jest znalezienie składu chemicznego podobnego do ziemskiego – co oznaczałoby, że gdzieś, być może tysiące lat świetlnych stąd, istnieje środowisko zdolne podtrzymać życie podobne do naszego.
Wskazówki są obiecujące. „Znamy setki potencjalnie nadających się do zamieszkania planet,” mówi prof. Tim O’Brien z brytyjskiego University of Manchester. „Prawdopodobnie w ciągu dekady znajdziemy planetę, która może wykazywać oznaki życia.”
Jeszcze bardziej zachęcające dowody znajdujemy na samej Ziemi. Organizmy żywe odkryto w miejscach wcześniej uznawanych za zbyt ekstremalne – np. w najgłębszych rowach oceanicznych, bez dostępu do światła i ciepła.
Tymczasem jesteśmy w stanie podziwiać ostatni starożytny cud ludzkiej cywiluzacji. Wielka Piramida Cheopsa (Chufu) jest częścią nekropolii memfickiej. W starożytności uznana została za jeden z siedmiu cudów świata i jako jedyny z nich dotrwała epoki nowożytnej, chociaż nie bez szwanku: straciła licówkę i skarby.
Piramida Cheopsa wraz z piramidą Chefrena i piramidą Mykerinosa stanowią najokazalszy i najbardziej znany w świecie zespół piramid. W ich pobliżu znajduje się Wielki Sfinks.
Wielka Piramida postawiona została na sztucznie wyrównanym terenie, zmierzone różnice poziomu wynoszą do 2 cm. Boki kwadratowej podstawy ustawione są względem stron świata z dokładnością 4 minut kątowych[3]. Kamienne bloki z wapienia ważące ok. 2,5 tony (największe ok. 15 ton), zostały ustawione z wielką precyzją. Cała budowla składa się z ok. 2,3 miliona kamiennych bloków ma masę ponad 6 milionów ton i zajmuje powierzchnię 5,2 hektara. Do budowy komór użyto także granitowych bloków ważących od 25 do 80 ton, pochodzących z Asuanu. Piramida była pierwotnie pokryta w całości wykonaną z gładzonego wapienia warstwą zewnętrzną. Z okrywy tej pozostały jedynie nieliczne fragmenty u podnóża piramidy. Pierwotna wysokość budowli wynosiła 146,6 m, a bok podstawy 230,3 m, współcześnie w wyniku utraty piramidionu i erozji liczy 138,75 m.
Bracie, siostro. Już możesz zwiedzać nowy cud Egiptu. Wielkie Muzeum Egipskie w Kairze (GEM) wreszcie zostało oficjalnie otwarte! Czy warto kupować bilety? Przekonaj się.
Po 20 latach przygotowań, kosztujących ponad miliard dolarów, i wielokrotnym odraczaniu terminu, wreszcie otworzono Wielkie Muzeum Egipskie w Kairze, u stóp piramid.?
Wielkie otwarcie GEM trwało aż trzy dni, od 1 do 3 listopada 2025. To była jednak część galowa dla elity egipskiej i zaproszonych gości z zagranicy. Zwykli turyści mogą zwiedzać GEM od wtorku 4 listopada. To symboliczna data: 103. rocznica odkrycia grobowca Tutanchamona.
Od 1 listopada zacznie też działać nowe międzynarodowe lotnisko Sfinks pod Kairem, położone 34 km od GEM. Można tam będzie dolecieć bezpośrednio z Warszawy (ceny biletów na listopad zaczynają się od ok. 730 zł za osobę).
Już możesz wiedzieć Cuda Wielkiego Muzeum Egipskiego. GEM to największa na świecie placówka muzealna poświęcona jednej starożytnej cywilizacji. Nowoczesny budynek mieści 12 rozległych galerii, w których zgromadzono setki tysięcy artefaktów – dzieł sztuki i przedmiotów codziennego użytku – dokumentujących życie w różnych epokach dziejów starożytnego Egiptu. Możesz tu zobaczyć cały przekrój materialnych pozostałości cywilizacji faraońskiej, od misternie zdobionej biżuterii po ogromne posągi władców.
Tutanchamon i jego skarby mają w GEM swoją osobną galerię. W Wielkim Muzeum Egipskim po raz pierwszy będzie można zobaczyć wszystkie przedmioty znalezione w 1922 r. w nienaruszonym grobowcu Tutanchamona, a nie tylko te najpiękniejsze i najsłynniejsze, jak tron, rydwan czy złota maska. Turyści będą też mogli podziwiać starannie zmontowane barki solarne Cheopsa, czyli rytualne łodzie, które znaleziono zagrzebane w wielkich dołach przy ścianach jego piramidy. Po raz pierwszy od odkrycia w 1922 r. ponad 5000 artefaktów z grobowca, w tym złota maska pośmiertna, jest prezentowanych razem w jednym miejscu. Złote sarkofagi, rydwany, biżuteria, amulety, a nawet codzienne przedmioty, jak naczynia i instrumenty muzyczne, opowiadają o życiu i śmierci młodego władcy. Wystawa została zaprojektowana tak, aby przypominała układ komnat grobowych. W półmroku błyszczą tylko wybrane elementy, a światło wydobywa kontury masek i ornamentów. Zwiedzający mają wrażenie, że wchodzą w głąb historii, a nie tylko oglądają eksponaty. To jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie można zobaczyć, jak bardzo codzienne było życie w czasach faraonów, i jak bogata była symbolika ich rytuałów.
Dla Egipcjan kolekcja Tutanchamona to coś więcej niż atrakcja turystyczna. To symbol odzyskania narodowego dziedzictwa i dumy, która przez dziesięciolecia była rozproszona po świecie. Teraz, w jednym muzeum, udało się zebrać i zaprezentować wszystko, co przetrwało ponad trzy tysiące lat.
Spójrz zatem na Łódź słoneczną Chufu. Wielkie Schody. Monumentalna klatka schodowa z 72 artefaktami, w tym posągami faraonów, bogów i innych ważnych postaci, która prowadzi do tarasu widokowego. Wystawa wirtualna: Oprócz wystaw w muzeum, dostępne są również wystawy w wirtualnej rzeczywistości. Posąg Ramzesa Wielkiego: Ponad 3200-letni posąg tego faraona, który wcześniej stał przed głównym dworcem kolejowym w Kairze, został przetransportowany do nowego muzeum. Nowoczesna architektura. Wnętrza muzeum są zaprojektowane w taki sposób, aby zapewnić optymalne warunki do przechowywania i oglądania eksponatów, a z okien roztacza się widok na piramidy w Gizie. Bilet normalny kosztuje 1450 funtów egipskich, ok. 111 zł. Bilet ulgowy (dzieci powyżej 6 lat, studenci) kosztuje 730 funtów egipskich, ok. 55 zł. Dzieci do 6 lat wchodzą za darmo. Wielkie Muzeum można zwiedzać Codziennie z wyjątkiem sobót i śród: Teren kompleksu: 8:30-19:00, Galerie: 9:00-18:00 (ostatnie bilety sprzedawane będą o 17:00). W soboty i środy dłużej: Teren kompleksu: 8:30-22:00, Galerie: 9:00-21:00 (ostatnie bilety sprzedawane będą o 20:00). Najlepiej kupić bilet z wyprzedzeniem na oficjalnej stronie visit-gem.com. System online pozwala wybrać konkretną godzinę wejścia i uniknąć kolejek.
Po latach oczekiwania Egipt otworzył Grand Egyptian Museum: monumentalne, nowoczesne i wypełnione skarbami, których nie zobaczysz nigdzie indziej. W jego wnętrzu znajduje się pełna kolekcja z grobowca Tutanchamona, a z tarasów rozciąga się widok na piramidy w Gizie. To nie tylko muzeum, ale symbol nowego rozdziału w historii Kairu. Nowe serce starożytnego świata.Grand Egyptian Museum, otwarte 1 listopada 2025 roku, jest jednym z najważniejszych projektów kulturalnych w historii Egiptu. Budowano je ponad dwie dekady, a koszt przekroczył miliard dolarów. Dziś stanowi nie tylko instytucję kultury, ale i manifestację ambicji. To pokaz, że Egipt potrafi opowiadać własną historię językiem XXI wieku. Położone zaledwie kilka kilometrów od piramid w Gizie, muzeum staje się nowym punktem orientacyjnym miasta. W ogromnym holu wejściowym wita zwiedzających 83-tonowy posąg Ramzesa II, którego monumentalna sylwetka wznosi się w świetle wpadającym przez przeszkloną fasadę.
Przestrzeń muzeum zaprojektowano tak, aby w naturalny sposób prowadziła w głąb historii. Światło i cień pełnią tu rolę przewodników: przechodząc z jasnych, otwartych galerii do półmroku sal tematycznych, można poczuć się jak w starożytnej świątyni. Kolejne ekspozycje przedstawiają rozwój cywilizacji egipskiej od czasów prehistorycznych po epokę rzymską. To nie statyczna kolekcja, lecz opowieść o kraju, który przez tysiące lat budował swoją tożsamość między pustynią a Nilem. Każdy detal, od doboru materiałów po dźwięk kroków odbijających się od piaskowca, ma tu znaczenie.
Gdy pracujesz rzetelnie, toś wesół, w oczach iskry masz, ręce jak kowal, w budowaniu hartuje się zespół, a gdzie zespół, tam rośnie budowa. Kiedy chcesz być sprawniejszy i lepszy, kiedy idziesz celowo do celu, wiedz, że radość i rytm płynie z wierszy, a zachęta i wzór z bohaterów.
Projekt Grand Egyptian Museum przygotowało irlandzkie studio Heneghan Peng Architects, które wygrało międzynarodowy konkurs z udziałem ponad 1500 biur architektonicznych. Budynek z zewnątrz przypomina trójkątną formę wyłaniającą się z piasku. To świadome nawiązanie do geometrii piramid. Wnętrza wypełnia ciepły kolor lokalnego piaskowca, a przeszklone ściany otwierają się na horyzont, gdzie widać trzy słynne piramidy. To jedyne muzeum na świecie, z którego można oglądać Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa w jednej linii, w naturalnej perspektywie.
Architektura nie rywalizuje z eksponatami. Jest tłem, które wydobywa znaczenie artefaktów. Monumentalna klatka schodowa, biegnąca przez całą wysokość budynku, prowadzi do kolejnych poziomów ekspozycji, gdzie ustawiono posągi bogów, stelę z inskrypcjami i rzeźby faraonów. Każdy krok w górę to wejście w kolejną epokę. Tarasy widokowe, z których roztacza się panorama Gizy, to naturalne punkty odpoczynku i kontemplacji. Wieczorem, gdy pustynia zaczyna chłonąć pomarańczowe światło zachodu, widać z nich majestat piramid, które od tysięcy lat pilnują tych samych piasków.
W projekcie połączono nowoczesną technologię z tradycyjnymi materiałami. Wnętrza wyposażono w systemy kontroli klimatu, zabezpieczeń sejsmicznych i oświetlenia LED, które pozwalają oglądać eksponaty w idealnych warunkach. Całość tworzy wrażenie przestrzeni, która jednocześnie chroni i opowiada – nowoczesny azyl dla starożytności.Co na to współczesny autor? John Steinbeck w tym względzie przekazał nam jedyną prawdę: „Doszedłem do przekonania, że wielki nauczyciel jest wielkim artystą, a takich jest równie mało, jak innych wielkich artystów.
Nauczanie może być nawet najwspanialszą ze sztuk, od kiedy jego medium jest – ludzki umysł i jego duch. _____
Stanisław Barszczak, The Grand Museum of Giza has finally officially opened
A traveler returning from ancient times said to me: Two legs, gigantic by human nature, protrude amidst the earthly lights, without a body. Nearby, behind them, a shattered face sinks into the sand. Its mocking gaze, its tight lips, its expression of cold command, testify that the sculptor has well recreated on this block of stone the hidden desires that, though mistreated, have survived the hand of the master and the heart of the mighty. And on the base, the inscription remains intact: „I am Ozymandias, King of Kings. Mighty Men! Behold my works and before my glory perish in despair!” Nothing more remains… Wherever I step, shapeless rubble appears before my eyes, And the sands whiten in the desert expanse. (see, Percy Bysshe Shelley, Ozymandias)
Sister, brother. Look at the night sky, dotted with clusters of bright stars, and ask yourself: are we truly alone in a cosmos too vast to fully comprehend?
We likely aren’t alone. Earth is a tiny point in a vast sea of billions of other points—how could we be the only life in this—or any other—part of the universe?
The Milky Way alone – one of an estimated 200 billion galaxies – contains about 300 billion stars. Our star, the Sun, is the primary source of life on Earth.
Scientists are constantly discovering planets orbiting these stars – called exoplanets. „We’re almost certain they’re there,” says Dr. Maggie Aderin-Pocock, a space scientist. It’s pure mathematics. It’s a matter of probability.
Current technology allows us to study these exoplanets in great detail. Using spectroscopy, scientists analyze the chemical composition of starlight passing through the atmospheres of these celestial bodies.
The key is to find a chemical composition similar to Earth’s – which would mean that somewhere, perhaps thousands of light-years away, there exists an environment capable of supporting life like ours.
The clues are promising. „We know of hundreds of potentially habitable planets,” says Professor Tim O’Brien of the University of Manchester in the UK. „We’ll probably find a planet within a decade that could show signs of life.”
Even more encouraging evidence is found on Earth itself. Living organisms have been discovered in places previously considered too extreme—for example, in the deepest ocean trenches, deprived of light and heat.
Meanwhile, we are able to admire the last ancient wonder of human civilization. The Great Pyramid of Cheops (Khufu) is part of the Memphite necropolis. In ancient times, it was considered one of the Seven Wonders of the World and is the only one to have survived the modern era, although not unscathed: it has lost its veneer and treasures.
The Great Pyramid of Cheops, along with the Pyramid of Chephren and the Pyramid of Menkaure, constitute the most impressive and famous pyramid complex in the world. The Great Sphinx is located nearby.
The Great Pyramid was built on artificially leveled terrain, with measured differences in elevation of up to 2 cm. The sides of the square base are aligned with the cardinal directions to an accuracy of 4 arcminutes. Limestone blocks weighing approximately 2.5 tons (the largest approximately 15 tons) were set with great precision. The entire structure consists of approximately 2.3 million stone blocks, weighing over 6 million tons, and covers an area of 5.2 hectares. Granite blocks weighing between 25 and 80 tons, sourced from Aswan, were also used to construct the chambers. The pyramid was originally covered entirely with a polished limestone outer layer. Only a few fragments of this outer layer remain at the base of the pyramid. The original height of the structure was 146.6 meters, and the base side was 230.3 meters. Today, due to the loss of the pyramidion and erosion, it measures 138.75 meters.
Brother, sister. You can now visit the new wonder of Egypt. The Grand Egyptian Museum in Cairo (GEM) has finally officially opened! Is it worth buying tickets? See for yourself.
After 20 years of preparations, costing over a billion dollars, and numerous postponements, the Grand Egyptian Museum in Cairo has finally opened at the foot of the pyramids.
The grand opening of the GEM lasted three days, from November 1 to 3, 2025. However, this was a gala event for the Egyptian elite and invited guests from abroad. Regular tourists have been able to visit the GEM since Tuesday, November 4. This is a symbolic date: the 103rd anniversary of the discovery of Tutankhamun’s tomb.
From November 1st, the new Sphinx International Airport near Cairo, located 34 km from GEM, will also open. Direct flights will be available from Warsaw (ticket prices for November start at approximately 730 PLN per person).
You can already see the Wonders of the Grand Egyptian Museum. The GEM is the world’s largest museum dedicated to a single ancient civilization. The modern building houses 12 expansive galleries containing hundreds of thousands of artifacts—works of art and everyday objects—documenting life in various eras of ancient Egypt. Here, you can see a full range of material remains of the pharaonic civilization, from intricately decorated jewelry to enormous statues of rulers.
Tutankhamun and his treasures have their own dedicated gallery at the GEM. For the first time, the Grand Egyptian Museum will be able to see all the objects found in 1922 in Tutankhamun’s intact tomb, not just the most beautiful and famous, such as the throne, chariot, and golden mask. Tourists will also be able to admire Khufu’s carefully assembled solar barges, ritual boats, found buried in large pits along the walls of his pyramid. For the first time since their discovery in 1922, over 5,000 artifacts from the tomb, including a golden death mask, are presented together in one place. Golden sarcophagi, chariots, jewelry, amulets, and even everyday objects like vessels and musical instruments tell the story of the young ruler’s life and death. The exhibition has been designed to resemble the layout of the burial chambers. Only selected elements gleam in the semi-darkness, and the light highlights the contours of masks and ornaments. Visitors feel like they’re delving into history, not just viewing exhibits. This is one of the few places in the world where you can see the depths of everyday life in the time of the pharaohs and the rich symbolism of their rituals.
For Egyptians, Tutankhamun’s collection is more than just a tourist attraction. It’s a symbol of the reclaiming of a national heritage and pride that had been scattered across the world for decades. Now, in a single museum, they’ve managed to gather and present everything that has survived over three thousand years.
Take a look at Khufu’s Solar Boat. The Grand Staircase. A monumental staircase with 72 artifacts, including statues of pharaohs, gods, and other important figures, leading to an observation deck. Virtual exhibition: In addition to the museum’s exhibitions, virtual reality exhibitions are also available. Statue of Ramesses the Great: The over 3,200-year-old statue of this pharaoh, which previously stood in front of Cairo’s Central Railway Station, has been moved to the new museum. Modern architecture. The museum’s interiors are designed to provide optimal conditions for storing and viewing exhibits, and windows offer views of the Pyramids of Giza. A standard ticket costs 1,450 Egyptian pounds, approximately 111 PLN. A reduced ticket (children over 6 years old, students) costs 730 Egyptian pounds, approximately 55 PLN. Children under 6 years old are free. The Grand Museum is open to visitors daily except Saturdays and Wednesdays: Grounds: 8:30 AM – 7:00 PM, Galleries: 9:00 AM – 6:00 PM (last tickets sold at 5:00 PM). Extended opening hours on Saturdays and Wednesdays: Complex grounds: 8:30 AM – 10:00 PM, Galleries: 9:00 AM – 9:00 PM (last tickets sold at 8:00 PM). It’s best to purchase tickets in advance on the official website visit-gem.com. The online system allows you to choose a specific entry time and avoid lines.
After years of waiting, Egypt has opened the Grand Egyptian Museum: monumental, modern, and filled with treasures you won’t find anywhere else. Inside, it houses the complete collection from Tutankhamun’s tomb, and from its terraces, it offers views of the Pyramids of Giza. It’s not just a museum, but a symbol of a new chapter in Cairo’s history.
A new heart for the ancient world.
The Grand Egyptian Museum, which opened on November 1, 2025, is one of the most important cultural projects in Egyptian history. It took over two decades to build and cost over a billion dollars. Today, it is not only a cultural institution but also a manifestation of ambition. It demonstrates Egypt’s ability to tell its own story in the language of the 21st century. Located just a few kilometers from the Pyramids of Giza, the museum is becoming a new landmark in the city. In the vast entrance hall, visitors are greeted by an 83-ton statue of Ramesses II, its monumental silhouette rising in the light streaming through the glass facade.
The museum space is designed to naturally lead deep into history. Light and shadow act as guides: moving from bright, open galleries to the dim light of the themed rooms, you feel as if you were in an ancient temple. Each exhibition depicts the development of Egyptian civilization from prehistoric times to the Roman era. This is not a static collection, but a story about a country that forged its identity over thousands of years between the desert and the Nile. Every detail, from the choice of materials to the sound of footsteps echoing off the sandstone, is significant.
When you work diligently, you are cheerful, your eyes sparkle, your hands are like a blacksmith. Building hardens the team, and where the team thrives, the building flourishes. When you want to be fitter and better, when you walk purposefully toward your goal, know that joy and rhythm flow from the poems, and encouragement and model from the characters.
The Grand Egyptian Museum was designed by the Irish studio Heneghan Peng Architects, which won an international competition with over 1,500 architectural firms. From the outside, the building resembles a triangular form emerging from the sand. This is a conscious reference to the geometry of the pyramids. The interior is filled with the warm color of local sandstone, and the glass walls open to the horizon, where you can see The three famous pyramids. This is the only museum in the world from which one can view Cheops, Khafre, and Menkaure in a single line, in natural perspective.
The architecture doesn’t compete with the exhibits. It serves as a backdrop that highlights the significance of the artifacts. A monumental staircase, running the entire height of the building, leads to successive exhibition levels, where statues of gods, inscribed stelae, and sculptures of pharaohs are displayed. Each step upwards is an entrance into a new era. The observation decks, offering panoramic views of Giza, are natural points of rest and contemplation. In the evening, as the desert begins to absorb the orange light of sunset, they reveal the majesty of the pyramids, which have guarded these same sands for thousands of years.
The design combines modern technology with traditional materials. The interiors are equipped with climate control systems, seismic protection, and LED lighting, allowing for viewing the exhibits in ideal conditions. The overall impression is of a space that simultaneously protects and narrates – a modern refuge for antiquity.
What does a contemporary author say about this? John Steinbeck gave us one truth in this regard: „I have come to believe that a great teacher is a great artist, and such are as few as any other great artist. Teaching can even be the greatest of arts, since its medium is the human mind and its spirit.
Twoje rzeczywiste Ty jest martwe. Musimy narodzić się na nowo. W przeciwnym razie jesteśmy nieustannie zamachowcami tego świata. Noc przychodzi szybko, ma to swoje zalety. Albowiem najszczęśliwsza z wszelkich żywotów jest zajęta samotność. Spożytkujmy ją. Jak ja to czynię? Pozwalam sobie wzrastać w swoim tempie. Moje serce prowadzi mnie ku dobru i światłu, które były przede mną. Każdy dzień niesie we mnie nowe możliwości. Zasługuję na miłość, spokój i harmonię. Moja przemiana jest pięknym procesem, który już trwa.
Czy sama czasoprzestrzeń może być żywym archiwum? Ostatnio doświadczenia z kwantową matrycą pamięci wskazują na to, że wszechświat może być handlową informacją raczej, niż pozwoleniem na jej zniknięcie. Eksperymenty kwantowe sugerują, jakoby każda kwantowa interakcja pozostawiała odcisk na strukturze rzeczywistości. To nie jest akurat fizyka, to jest początek nowej rozmowy łączącej kwantową informację, termodynamikę a nawet naturę świadomości. Jeśli czasoprzestrzeń pamięta, co to oznacza dla sposobu w jaki definiujemy pamięć, inteligencję i samą przyczynowość?
Nie jesteś sam. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, jak wielką moc mają słowa – potrafią budować albo mosty albo mury. W drugą sobotę października my Polacy wybraliśmy się na manifestację przeciw imigracji ludzi innych kultur. Chcemy świętego spokoju, mieć w taki czy inny sposób zajętą samotność.
A co Maria Konopnicka mówiła:
Tam w moim kraju w dalekiej stronie
Sto gwiazd zgaszonych stoi w koronie
Sto gwiazd zgaszonych nad polem stoi
Jak stu rycerzy w żelaznej zbroi…
A jak przeminie sto dni, sto nocy
Staną rycerze w sercu żywych mocy
Wstaną rycerze, dosiędą konie
Zapalą gwiazdy w złotej koronie.
To Konopnicka. Aby zrozumieć cudzy smutek musimy słuchać sercem, a nie tylko uszami.
Światło Gwiazdy Polarnej świeci tysiące razy jaśniej niż nasze Słońce. Światło, które widzimy od niej zaczęło swoją podróż ponad trzysta lat temu i podróżuje przez przestrzeń od 16 stulecia by wreszcie ujrzały je nasze oczy.
Już wiemy, istnieje nasze życie i emocje, o których nie wolno zapomnieć, więc musimy je omodlić w zgodzie z naszym kościołem i świętą Ewangelią. Kiedy wreszcie te prawdy przemieniam, poddając je chrześcijańskiej świadomości, dopiero wtedy uwalniam, to co nie służy mojemu pokojowi i robię miejsce na nowe. Moje serce to wie, kiedy czas puścić i zaufać życiu. Z wdzięcznością więc odchodzę od tego, co już nie współgra z moim światem. W każdym oddechu odnajduję wolność i lekkość bycia sobą. Pozwalam sobie na spokój – bez presji, bez pośpiechu, w zgodzie z rytmem duszy.
______
Stanisław Barszczak, Occupied Solitude
Your real self is dead. We must be reborn. Otherwise, we are constantly assassins of this world. Night comes quickly, and that has its advantages. For the happiest of all lives is occupied solitude. Let us utilize it. How do I do this? I allow myself to grow at my own pace. My heart leads me to the goodness and light that were before me. Each day brings within me new possibilities. I deserve love, peace, and harmony. My transformation is a beautiful process already underway.
Can spacetime itself be a living archive? Recent experiments with quantum memory matrixes indicate that the universe may be trading information rather than allowing it to disappear. Quantum experiments suggest that every quantum interaction leaves an imprint on the fabric of reality. This isn’t just physics; it’s the beginning of a new conversation connecting quantum information, thermodynamics, and even the nature of consciousness. If spacetime remembers, what does this mean for the way we define memory, intelligence, and causality itself?
You’re not alone. Most of us don’t realize how powerful words are—they can build either bridges or walls. On the second Saturday in October, we Poles went to a demonstration against the immigration of people from other cultures. We want peace and quiet, to occupy our solitude in one way or another.
And what did Maria Konopnicka say:
There, in my country, far away,
A hundred extinguished stars stand in a crown A hundred extinguished stars stand over a field Like a hundred knights in iron armor…
And when a hundred days and a hundred nights pass Knights will stand in the heart of living powers Knights will rise, horses will mount They will light the stars in a golden crown.
This is Konopnicka. To understand another’s sadness, we must listen with our hearts, not just with our ears. The light of the Pole Star shines thousands of times brighter than our Sun. The light we see from her began its journey over three hundred years ago and has been traveling through space since the 16th century, finally being revealed to our eyes.
We already know that our lives and emotions exist and must not be forgotten, so we must pray about them in harmony with our church and the Holy Gospel. When I finally transform these truths, subjecting them to Christian consciousness, only then do I release what no longer serves my peace and make room for newness. My heart knows when it’s time to let go and trust life. So, with gratitude, I step away from what no longer resonates with my world. In every breath, I find the freedom and lightness of being myself. I allow myself to be at peace—without pressure, without rushing, in harmony with the rhythm of my soul.
______
Stanisław Barszczak, Przypadki Robinsona Chrusoe
Jesienny wieczór cichy i złoty, wszystko staje się spokojne i miękkie. Liście spadają, świat milknie, a w sercu rodzi się spokój. W Warszawie rozpoczął się XIX Miedzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Zaraz na wstępie czworo zwycięzców minionych edycji Konkursu Chopinowskiego – Julianna Awdiejewa, Bruce Liu, Garrick Ohlsson i Dang Thai Son – występuje w warszawskiej Filharmonii Narodowej.
A w sercu rodzi się spokój. Pokój to piękna rzecz. Wszyscy go chcą, ale nikt nie chce go budować, bo zwykle szybciej i łatwiej buduje się legiony. Rzymianie doskonale o tym wiedzieli. Dlatego, gdy tylko wpadli na pomysł, że czasem warto przestać się tłuc i dać światu odetchnąć, od razu otaczali to magicznym rytuałem, rzeźbą i polityczną propagandą. Dla Rzymian pokój nigdy nie oznaczał „żyjmy razem w zgodzie”. O nie. „Pokój” znaczył raczej: My wygrywamy, wy się nie buntujecie, a w zamian możecie sobie spokojnie uprawiać pszenicę. Najlepszym przykładem tego „zaklinania pokoju” jest oczywiście Ara Pacis Augustae, czyli Ołtarz Pokoju Augusta. Zbudowany w 9 roku p.n.e. po powrocie cesarza z Galii i Hiszpanii, wyglądał jak marmurowa modlitwa, tylko że w wersji luksusowej. Na płaskorzeźbach procesje kapłanów i rodziny cesarskiej, żeby wszyscy wiedzieli, że nawet dzieci Augusta oddychają pokojem. Na panelach Eneasz składa ofiarę i wilczyca karmi bliźniaki, żeby przypomnieć, że Rzym to projekt boski, więc sprzeciw wobec „pokoju” to sprzeciw wobec bogów. A wśród ornamentów wiją się rośliny, jaszczurki i owieczki, czyli cała metafora odradzającej się przyrody.
Warto podkreślić: pokój w Rzymie to był towar luksusowy. Nie dla każdego. Obywatel rzymski, jasne, miał święty spokój. Ale reszta świata? Barbarzyńcy mogli co najwyżej liczyć na to, że ich wieś spali się „pokojowo” i że legioniści zostawią przynajmniej studnię. Ara Pacis to nie tyle ołtarz pokoju, ile raczej pomnik kontrolowanego bezruchu: cesarz obiecuje, że chwilowo nikt nie będzie ginął, bo wszyscy są zajęci podziwianiem marmurów. Ale sam marmur to za mało. Rzymianie wierzyli, że pokój trzeba było nakarmić. Dlatego na ołtarzach składano ofiary zwierzęce: byka, owcę i świnię, czyli tzw. suovetaurilia. Pakiet „trzy w jednym”: mięso, tłuszcz i symbolika. Całość odbywała się w obecności kapłanów, dziewic westalek, cesarza z głową zakrytą togą i całej procesji dostojników. Z ogromnym poczuciem, że oto właśnie zaklinają losy Imperium.
Nie ma nic bardziej artystycznego niż kochać ludzi, tak czynię gdy włączam się w logistyczne i bezwolne zwiedzanie wiecznego miasta. Przenośny Sony odtwarzacz audio przenosi mnie wszędzie, w sukurs mi przychodzą ludzie, którzy wyciszają się w muzealnych zakątkach. To dobry interes, mniemam, bo turystyczna ignorancja z wyboru jest moralną porażką. Unikanie niewygodnych prawd chroni komfort, ale pozwala, by szkody się utrzymywały.
Aleksander Błok nie pojawił się na umówionym spotkaniu wycieczki… nie myślał, zaspał. Ale nie przestaje snuć marzeń odwiecznych.
Błądzę, błąkam się przygnębiony,
Sam w swojej norze.
Przyjdzie ponury kataryniarz,
Będzie płakał na podwórzu…
O tej wolnej działce,
Która nie jest mi przeznaczona,
O wietrze w polu,
A na zewnątrz wiosna.
I co mnie to obchodzi?
Błądzę sam, zapomniany.
A świeca się wypaliła,
A wahadło tyka.
Jedna, jedna nadzieja
Jest tam, w jej oknie.
Jej ubrania są jasne,
Przyjdzie do mnie.
A ja, marszcząc brwi,
Powiem jej po raz setny,
Ile krwi przelałem
Znajomi i przyjaciele.
Znów będzie nam słodko,
I cicho, i ciepło…
W kącie pali się lampa,
Moje serce jest ulżone…
Dlaczego przychodzi,
Aby ze mną porozmawiać? Dlaczego snuje
wesołą nić w kącie?
Dlaczego upuszcza
swoje wesołe słowa?
Dlaczego pochyla twarz
i chowa ją w koronce?
Jak zimno i ciasno,
Gdy jej nie ma!
Jak długo nie wiadomo,
Czy światło zabłyśnie w oknach…
Moja twarz jest bielsza,
Niż biała ściana…
Znów, znów będę nieśmiała,
Kiedy ona przyjdzie…
Przecież nie ma się czego bać,
I nic do stracenia…
Ale czy powinienem coś powiedzieć?
Ale czy mogę coś powiedzieć?
I co mogę jej powiedzieć – tej czułej?
Że serce moje rozkwitło?
Że wieje śnieżny wiatr?
Że w pokoju jest jasno?
„Znalazłem puszkę marmolady. Jadłem ją przez dwa tygodnie – codziennie tylko łyżeczkę. Potem odkryłem worek z sucharami. Dzięki niemu przeżyłem.” „Robinsonowie” polskiego Warszawskiego powstania 1944 żyli w piwnicach, kanałach, gruzach domów, bez dostępu do normalnego jedzenia czy wody, zdani na własny spryt i przypadek. Korzystali z zapomnianych zapasów w piwnicach, resztek w spiżarniach, zwierząt domowych (koty, psy, gołębie), a nawet znalezionych koni.
Wodę czerpano z ocalałych studni, kanalizacji, albo zbierano deszczówkę i roztopiony śnieg.
Wydaje się, iż w „Pieśni słonecznej” Franciszka skrywała się odpowiedź na nurtujące ich pytania.
Najwyższy, wszechmogący, dobry Panie,
Twoja jest sława,
chwała i cześć,
i wszelkie błogosławieństwo.
Tobie jednemu, Najwyższy, one przystoją
i żaden człowiek nie jest godny
wymówić Twego Imienia.
Pochwalony bądź Panie mój, że wszystkimi
Twymi stworzeniami,
szczególnie z panem bratem słońcem,
przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz.
I ono jest piękne i świecące wielkim blaskiem:
Twoim, Najwyższy, jest wyobrażeniem.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata księżyc i gwiazdy,
ukształtowałeś je na niebie jasne
i cenne, i piękne.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata wiatr
i przez powietrze, i chmury,
i pogodę, i każdy czas,
przez które Twoim stworzeniom
dajesz utrzymanie.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę wodę,
która jest bardzo pożyteczna i pokorna,
i cenna, i czysta.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez brata ogień,
którym rozświetlasz noc:
i jest on piękny i radosny,
i krzepki, i mocny.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę
naszą matkę ziemię,
która nas żywi i chowa,
i wydaje różne owoce
z barwnymi kwiatami i trawami.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez tych,
którzy przebaczają dla twej miłości
i znoszą słabości i prześladowania.
Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju,
ponieważ przez Ciebie, Najwyższy,
będą uwieńczeni.
Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą
śmierć cielesną,
której żaden człowiek żywy uniknąć nie może.
Biada tym, którzy umierają w grzechach śmiertelnych;
Błogosławieni ci, których śmierć zastanie
w twej najświętszej woli
albowiem śmierć druga
nie wyrządzi im krzywdy.
Chwalcie i błogosławcie mojego Pana,
i dziękujcie Mu, i służcie
z wielką pokorą.
Żyj dniem dzisiejszym w pełni z panem bratem słońcem, braćmi: księżycem, gwiazdami, wiatrem, powietrzem, chmurami, pogodą, czasem, ogniem, z siostrą: wodą, ziemią i śmiercią, planetą
Cha 1107-7626 i z tą wspaniałą ludzkością. Żyj dniem dzisiejszym tak, jakby od tego zależało całe twoje jutro – bo pod wieloma względami tak właśnie jest. Zacznij od robienia tego, co konieczne, potem tego, co możliwe. A nagle odkryjesz, że dokonujesz niemożliwego. Święty Franciszek
_____
Stanisław Barszczak, Robinson Crusoe cases
A quiet and golden autumn evening, everything becomes calm and soft. Leaves fall, the world falls silent, and peace is born in the heart. The 19th International Fryderyk Chopin Piano Competition has begun in Warsaw. Right at the beginning, four winners of past editions of the Chopin Competition – Julianna Avdeeva, Bruce Liu, Garrick Ohlsson, and Dang Thai Son – will perform at the Warsaw National Philharmonic.
And peace is born in the heart. Peace is a beautiful thing. Everyone wants it, but no one wants to build it, because it’s usually faster and easier to build legions. The Romans knew this all too well. That’s why, as soon as they hit upon the idea that sometimes it’s worth stopping fighting and letting the world breathe, they immediately surrounded it with magical ritual, sculpture, and political propaganda. For the Romans, peace never meant „let’s live together in harmony.” Oh no. „Peace” meant rather: We win, you don’t rebel, and in return you can grow your wheat in peace. The best example of this „peace invocation” is, of course, the Ara Pacis Augustae, or the Altar of Augustus’ Peace. Built in 9 BCE after the emperor’s return from Gaul and Spain, it looked like a marble prayer, only luxurious. The bas-reliefs depict processions of priests and the imperial family, so that everyone would know that even Augustus’ children breathed peace. On the panels, Aeneas makes a sacrifice and a she-wolf suckles the twins, reminding us that Rome was a divine project, so that opposing „peace” was opposing the gods. And among the ornaments writhe plants, lizards, and sheep, a metaphor for the rebirth of nature.
It’s worth emphasizing: peace in Rome was a luxury. Not for everyone. Roman citizens, of course, had peace. But the rest of the world? The barbarians could only hope that their village would burn „peacefully” and that the legionaries would at least leave a well. The Ara Pacis is not so much an altar of peace as a monument to controlled stillness: the emperor promises that for the time being, no one will die because everyone is busy admiring the marble. But marble alone is not enough. The Romans believed that peace needed to be nourished. Therefore, animal sacrifices were offered on the altars: a bull, a sheep, and a pig, the so-called suovetaurilia. A three-in-one package: meat, fat, and symbolism. The whole thing took place in the presence of priests, Vestal Virgins, the emperor with his head covered by a toga, and a whole procession of dignitaries. With a profound sense that they were invoking the fate of the Empire.
There is nothing more artistic than loving people, and that’s what I do when I join in the logistical and passive exploration of the Eternal City. My portable Sony audio player transports me everywhere, and I’m helped by people who linger in museum nooks and crannies. It’s a good deal, I suppose, because tourist ignorance by choice is a moral failure. Avoiding uncomfortable truths protects comfort, but allows the damage to linger.
Aleksander Blok didn’t show up for the scheduled tour meeting… he wasn’t thinking, he overslept. But he doesn’t stop dreaming of eternal dreams.
I wander, I wander despondently,
Alone in his hole.
The gloomy organ grinder will come,
He will cry in the yard…
About that vacant plot,
That isn’t meant for me,
About the wind in the field,
And spring outside.
And what do I care?
I wander alone, forgotten.
And the candle has burned out,
And the pendulum ticks.
One, one hope
Is there, in her window. Her clothes are bright,
She’ll come to me.
And I, frowning,
I’ll tell her for the hundredth time,
How much blood I’ve shed,
Friends and acquaintances.
We’ll be sweet again,
And quiet and warm…
A lamp burns in the corner,
My heart is relieved…
Why does she come,
To talk to me? Why does she spin
a cheerful thread in the corner?
Why does she drop
her cheerful words?
Why does she bow her face
and hide it in lace?
How cold and tight it is,
When she’s gone!
How long it’s unknown,
Whether the light will shine in the windows…
My face is whiter,
Than a white wall…
Again, again I’ll be shy,
When she comes…
After all, there’s nothing to fear,
And nothing to lose…
But should I say something?
But can I say something?
And what can I tell her – this tender one?
That my heart has blossomed?
That a snowy wind is blowing?
That the room is bright?
„I found a can of marmalade. I ate it for two weeks – just a teaspoon a day. Then I discovered a bag of crackers. Thanks to that, I survived.” The „Robinsons” of the Polish Warsaw Uprising of 1944 lived in basements, sewers, and the ruins of houses, without access to regular food or water, relying on their own wits and chance. They made use of forgotten supplies in basements, leftovers in pantries, pets (cats, dogs, pigeons), and even found horses.
Water was drawn from surviving wells and sewage systems, or collected rainwater and melted snow.
It seems that Franciszka’s „Sun Song” held the answer to their questions.
Most High, Almighty, Good Lord,
Yours is the fame,
glory, and honor,
and every blessing.
To You alone, Most High, they belong,
and no man is worthy
to pronounce Your Name.
Praised be You, my Lord, for all
Your creatures,
especially your brother the sun,
through whom the day becomes and through whom You enlighten us.
And it is beautiful and shining with great splendor:
You, Most High, are an image.
Praised be You, my Lord, through your brother the moon and the stars,
who formed them in the sky, bright,
precious, and beautiful. Praised be You, my Lord, through Brother Wind,
and through the air, and through the clouds,
and through the weather, and through every season,
through which You give sustenance to Your creatures.
Praised be YouMy Lord, through Sister Water,
who is very useful and humble,
and precious, and pure.
Praised be You, my Lord, through Brother Fire,
with whom You illuminate the night:
and she is beautiful and joyful,
and robust and strong.
Praised be You, my Lord, through Sister
our Mother Earth,
who nourishes and nurtures us,
and produces various fruits
with colorful flowers and grasses.
Praised be You, my Lord, through those
who forgive for Your love
and endure weaknesses and persecutions.
Blessed are those who endure them in peace,
for by You, Most High,
they will be crowned.
Praised be You, my Lord, through Sister
our bodily death,
from which no living man can escape.
Woe to those who die in mortal sins; Blessed are those whom death finds in your most holy will,
for the second death
will do them no harm.
Praise and bless my Lord,
and thank Him, and serve Him
with great humility.
Live today to the fullest with your brother sun, your brothers: the moon, stars, wind, air, clouds, weather, time, fire, with your sister: water, earth, and death, the planet Cha 1107-7626, located about 620 light-years away in the constellation of Chameleon,
and with this wonderful humanity. Live today as if your entire tomorrow depended on it—because in many ways it does. Start by doing what is necessary, then what is possible. And suddenly you will discover that you are achieving the impossible. Saint Francis
_______
Stanisław Barszczak, W poszukiwaniu wiernego przyjaciela
Robert Harris to angielski powieściopisarz, scenarzysta i co najważniejsze, autor wielu bestsellerów. To spod jego pióra wyszły takie książki jak: „Konklawe”, „Spisek”, „Dyktator”, „Enigma” czy „Monachium. W obliczu wojny”. Jest rok 1938, Zachód po raz kolejny uległ Hitlerowi i zgodził się na aneksję Czechosłowacji przez Niemcy. Tłumaczono to mniejszym złem, bo większe było takie, że mogłaby wybuchnąć wojna. Zachód po raz kolejny przegrał rokowania, a wojna i tak wybuchła rok później. Premier Chamberlain, który mówił Anglikom, że przywiózł z Monachium pokój, w rzeczywistości nic nie przywiózł, tylko swoją hańbę, gdyż okazał się politykiem łatwowiernym, żeby nie powiedzieć głupim. Będą też odnośniki do rzeczywistości, bo to co dzieje się obecnie, przypomina właśnie Monachium, gdzie dyktator, czyli Hitler, robił to co chciał, tak jak dziś robi Putin nie oglądając się na opinię światową i morze krwi, która wylewa się w Ukrainie.
Świat idzie naprzód, ale historia znowu staje się matką głupich. Obawiam się, że niektórzy powielają ten utarty slogan. Prezydent Trump był w lutym 2025 w Monachium. Przypomnę, że spotkania głów państwowych w Monachium odbywają się na wiosnę każdego roku. Już wtedy Trump zauważył: nie będziemy płacić na drogie zbrojenia, by bronić Ukrainę. Putin jest naszym przyjacielem. Po sześciu miesiącach od Monachium Trump spotkał się z Putinem na Alasce.
Jak już wiecie, w dalszym ciągu tęskno mi za przyjacielem. Ale czy znajdę, jeden Pan Bóg wie. „Dopóki trwa jesień, nie będę miał rąk, płótna i kolorów, by malować piękne rzeczy, które widzę,” zauważył Vincent van Gogh. Chyba jesień nie sprzyja wiernemu przyjacielowi. „On jest bezpieczną przystanią: kto go znajdzie, znajdzie skarb,” mówi biblia. Obdarowany dziedzictwem wiary chrześcijańskiej na progu października udaję się do Rzymu, albowiem jedynie tam mogę ujrzeć przyjaźń żywą, uważam, zresztą muszę widzieć papieża, bo i ja zrządzeniem losu zacząłem lawirować między wielką ambicją a zarysem zdrady. W roku 1938 obrazem zdrady dla mojego narodu stało że się Monachium. W efekcie Polska została pożarta przez Hitlera. Jak nie ulec błędom czasu? Nie wiem, nie chcę ale muszę. Więc biegnę dalej i oswajam się z losem dziejów ludzkich. A co z tego wyniknie, to „się okaże w praniu”, czas pokaże.
Chciałbym przywołać wreszcie piękny obraz z życia Jezusa Chrystusa. Oswojony z biblią od najmłodszych lat czytam nieustannie słowa mojego Pana i Mistrza i jego przyganę poczynioną jego uczniom. „Dopuście dzieciom przychodzić do mnie. Nie zabraniajcie im, do takich bowiem należy królestwo niebieskie.”
Kiedyś też obejrzałem film, w którym to dzieci były głównymi świadkami śmierci Jezusa na krzyżu. Przecież „On nic złego nie uczynił,” mówiły tam dzieci. Wzruszyłem się głęboko ich głosem niewinnym.
Zupełnie niedawno obejrzałem program pt. O czym milczy historia? Rewolucja przemysłowa wg Reymonta i Folletta, rozmawiają Urszula Pawlik i Marek Mierzwiak. W „Zbroi Światła” Kena Folletta mieszkańcy miasteczka Kingsbridge musieli zmierzyć się z zagrożeniami, jakie niesie rewolucja przemysłowa i zastanowić się, jak można ją wykorzystać ją do własnych celów. Właśnie o wszystkich zagrożeniach związanych z rewolucją przemysłową chciałbym tutaj wspomnieć. A czas wówczas, szczególnie dla dzieci, które były wykorzystywane niemiłosiernie, był straszny. To co Państwo usłyszycie jest trudne do zaakceptowania, jak wówczas postępowano i wykorzystywano dzieci.
Ta opowieść jest dla ludzi o mocnych nerwach. Dzieci nie były pracownikiem, były ofiarą rewolucji przemysłowej, por. Kingsbridge, Łódź, dzieci były przedmiotem, zatrudniano je od 4 roku życia. W 1756 wyszła ustawa, że od szóstego roku życia można będzie je zatrudniać, w 1786 ukazała się ustawa, że od 8-9 roku życia. Zaledwie w 1901 wyszła ustawa, że można zatrudniać dzieci od 14 roku życia. Do 1901 roku 1.5 mln dzieci zatrudnianio poniżej 14 roku życia.
Dzieci w zakładach przemysłowych, w tkactwie, w zapalczarniach, w kominiarstwie (chłopcy), były zatrudniane do 15 godzin dziennie, raz w tygodniu otrzymywały odzież bez butów, w sobotę pracowały 12 godzin, były „bez żadnych praw” i najczęściej kalekie, po 12 godzinnej pracy przebywały w zakładzie blisko obracających się maszyn całą dobę, bo nie miały mieszkania. Bardzo łatwo dochodziło do wypadków. Na Tamizie pływały trupy dzieci. Ich drobnymi paluszkami wełnę zamieniały w filc. W wąskich kominach pomagały sobie nabijanymi na ich stopy gwoźdźmi, wciągając je w górę wyrywano im wręcz barki (Książki: Władysław Reymont, „Ziemia Obiecana”, Ken Follett, „Zbroja Światła”).
W moje górnej młodości „szczęśliwie” znalazłem się w sąsiedztwie Huty Szkła Gospodarczego w moich Ząbkowicach. Mama otrzymała klucze do pokoju w bloku przy samej Hucie. Mur oddzielał nas od zakładu, komórka z węglem wręcz przylegała do jednej z ścian budynków huty. Jak tylko tam zamieszkałem, na wyasfaltowanym dojeździe do bramy huty, graliśmy z chłopakami w piłkę. I tam pięknego wrześniowego dnia „skończyłem piętnasty rok życia”. Jak to się stało? Skoczyłem z ustawionej tam huśtawki tak niefortunnie, że złamałem prawą rączkę i na portierni zakładu musiałem czekać na przyjazd karetki pogotowia. Z nieskrywaną radością witałem potem w szpitalu koleżanki i kolegów z mojej klasy 8A. W ten sposób los „prześladowanych maluczkich tego świata” wdarł się w moje młode życie. Dziś oceniam ten czas bardzo pozytywnie, jako jeden z ważnych kroków ludzkości ku dziejowej sprawiedliwości.
W Ewangelii uczniowie podeszli do Jezusa i zapytali: „Kto jest największy w Królestwie Niebieskim?”. On przywołał dziecko, postawił je pośród nich i rzekł:
„Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego. Kto się uniży jak to dziecko, jest największy w Królestwie Niebieskim”. Pragnę, żebyśmy poszli za Jezusem, abyśmy jednak czegoś nauczyliśmy się z ludzkiej historii.
______
Stanisław Barszczak, In Search of a Faithful Friend
Robert Harris is an English novelist, screenwriter, and, most importantly, the author of numerous bestsellers. He wrote books such as „Conclave,” „The Conspiracy,” „The Dictator,” „Enigma,” and „Munich: The Face of War.” It was 1938, and the West had once again yielded to Hitler and agreed to Germany’s annexation of Czechoslovakia. This was explained as the lesser evil, as the greater evil was that war could break out. The West once again lost the negotiations, and war broke out a year later anyway. Prime Minister Chamberlain, who told the British that he had brought peace from Munich, actually brought nothing but his own shame, as he proved to be a gullible, not to say stupid, politician. There will also be references to reality, because what’s happening now is reminiscent of Munich, where the dictator, Hitler, did what he wanted, just as Putin is doing today, regardless of world opinion and the sea of blood spilling in Ukraine.
The world moves forward, but history is once again becoming the mother of fools. I fear that some are repeating this cliché. President Trump was in Munich in February 2025. Let me remind you that the heads of state meet in Munich every spring. Trump already remarked then: we will not pay for expensive armaments to defend Ukraine. Putin is our friend. Six months after Munich, Trump met with Putin in Alaska.
As you already know, I still miss my friend. But whether I will find one, only God knows. „As long as autumn lasts, I will have no hands, canvas, or colors to paint the beautiful things I see,” remarked Vincent van Gogh. I guess autumn doesn’t favor a faithful friend. „He is a safe haven: whoever finds him will find treasure,” the Bible says. Blessed with the legacy of the Christian faith, I travel to Rome at the beginning of October, for only there can I see living friendship, I believe. Besides, I must see the Pope, for by a twist of fate, I, too, began to navigate between great ambition and the outlines of betrayal. In 1938, Munich became the epitome of betrayal for my nation. As a result, Poland was devoured by Hitler. How can I avoid succumbing to the errors of time? I don’t know, I don’t want to, but I must. So I press on and accustom myself to the fate of human history. And what will come of this, time will tell.
I would finally like to recall a beautiful image from the life of Jesus Christ. Familiar with the Bible from my earliest years, I constantly read the words of my Lord and Master and his rebuke to his disciples: „Let the children come to me. Do not forbid them, for to such belongs the kingdom of heaven.” I once watched a film in which children were the main witnesses to Jesus’ death on the cross. After all, „He did nothing wrong,” the children said. I was deeply moved by their innocent voices.
Just recently, I watched a program titled „What Is History Silent About? The Industrial Revolution According to Reymont and Follett,” featuring Urszula Pawlik and Marek Mierzwiak. In Ken Follett’s „Armor of Light,” the residents of the town of Kingsbridge had to face the threats posed by the Industrial Revolution and consider how they could exploit it for their own purposes. I would like to mention all the threats associated with the Industrial Revolution. And the time back then, especially for children, who were mercilessly exploited, was terrible.
What you are about to hear is difficult to accept, how children were treated and exploited back then. This story is not for the faint of heart. Children were not workers; they were victims of the Industrial Revolution. See Kingsbridge, Łódź, where children were objects, employed from the age of four. In 1756, a law was passed stipulating that children could be employed from the age of six, and in 1786, a law stipulating that children could be employed from the age of eight or nine. Only in 1901 was a law passed stipulating that children could be employed from the age of 14. By 1901, 1.5 million children were employed under the age of 14.
Children in factories, in weaving, in match-making, and in chimney sweeping (boys), were employed up to 15 hours a day, received clothing without shoes once a week, worked 12 hours on Saturdays, were „without any rights” and were most often disabled. After 12 hours of work, they were confined to the factory near the rotating machinery 24 hours a day because they had no accommodation. Accidents were very common. Children’s corpses floated in the Thames. Their tiny fingers turned wool into felt. In the narrow chimneys, they helped themselves with nails driven into their feet, and pulling them up would practically tear their shoulders apart (Books: Władysław Reymont, „The Promised Land,” Ken Follett, „The Armor of Light”).
In my younger days, I was „lucky” to find myself near the Glassworks in my Ząbkowice neighborhood. My mother received the keys to a room in an apartment building right next to the glassworks. A wall separated us from the plant, and the coal shed practically touched one of the walls of the steelworks buildings. As soon as I moved there, on the paved driveway to the steelworks gate, we would play with the boys I played football. And there, on a beautiful September day, „I turned fifteen.” How did this happen? I jumped off a swing set there, so badly that I broke my right arm and had to wait at the reception desk for the ambulance to arrive. With undisguised joy, I later greeted my classmates from class 8A at the hospital. Thus, the fate of the „persecuted little ones of this world” intruded on my young life. Today, I view this time very positively, as one of humanity’s important steps toward historical justice.
In the Gospel, the disciples approached Jesus and asked, „Who is greatest in the Kingdom of Heaven?” He called a child, placed him in their midst, and said, „Truly, I tell you, unless you turn and become like children, you will never enter the Kingdom of Heaven. Whoever humbles himself like this child is greatest in the Kingdom of Heaven.” I want us to follow Jesus, but also to learn something from human history.
_______
Stanisław Barszczak, Czerwona planeta
Wtorek 30 lipca 2056
Zginęła astronautka z załogi ostatniej marsjańskiej misji. Coś się zepsuło w powłoce ochronnej skafandra i reszta zespołu nie zdążyła ściągnąć jej w porę z powrotem do bazy. Ludzie w naszym sąsiedztwie powtarzają, że tak czy owak nie miała na Marsie żadnego interesu. Jak można marnować krocie na jeszcze jedną zwariowaną wycieczkę w kosmos, podczas gdy tu na Ziemi tylu ludzi nie stać na wodę, na jedzenie i dach nad głową?
Mars, czyli Czerwona Planeta, charakteryzuje się rdzawoczerwonym kolorem od tlenku żelaza na powierzchni, licznymi kraterami, wulkanami, kanionami, dolinami rzecznymi oraz polarnymi czapami lodowymi. Znajdują się tu gigantyczne, wygasłe wulkany tarczowe, z których największym jest Olympus Mons, trzykrotnie wyższy od Mount Everestu. Posiada bardzo cienką atmosferę, głównie z dwutlenku węgla, i nie pozwala na oddychanie. nadto jest światem pustynnym, ale występują na nim pory roku i aktywność pogodowa, w tym burze piaskowe, woda występuje głównie w formie zamarzniętej. W przeszłości Mars był cieplejszą i bardziej wilgotną planetą, z gęstszą atmosferą i obecnością ciekłej wody na powierzchni. Wiele jego krajobrazów, takich jak doliny, świadczy o tym, że woda odgrywała tu znaczącą rolę.
Cena wody znów poszła w górę. W dzisiejszych wiadomościach słyszałem, że coraz więcej handlarzy wodą pada ofiarą zabójstw. Handlarze sprzedają wodę na ulicach ulicznym nędzarzom, dzikim lokatorom i wszystkim tym, którym wprawdzie udało się zachować własne lokum, ale których nie stać już na płacenie rachunków za usługi komunalne. Coraz częściej handlarzy wodą znajdują z poderżniętymi gardłami, ogołoconych z ich ręcznych wózków i całej gotówki. Tato powiedział, że woda kosztuje teraz kilkakrotnie więcej niż benzyna. Z wyjątkiem bogaczy i podpalaczy większość ludzi i tak przestała kupować benzynę. W moim otoczeniu nie znam nikogo, kto jeździłby osobówką, ciężarówką czy nawet jednośladem na benzynę. Masa pojazdów paliwowych rdzewieje na dojazdowych drogach, ogołacana z metalowych i plastikowych części.
Nie tak łatwo jednak zrezygnować z wody. Z pomocą przychodzi trochę nowa moda. Dziś trzeba być brudasem. Jeśli jesteś czysty, wystawiasz się na cel. Ludzie myślą, że szpanujesz, próbujesz pokazać im, że jesteś kimś lepszym. W gronie młodszych dzieci pojawienie się czyściocha to murowany powód do bijatyki. Cora nie pozwala, żebyśmy byli brudni w murach sąsiedztwa, za to na wyjście zawsze wkładamy usmolone ubrania. A i w środku moi bracia umyślnie morusają się, gdy tylko oddalają się trochę od domu. Lepsze to niż za każdym razem dostawać lanie.
Dziś wieczór zgasło na dobre Okno w Murze, ostatni wielki ekran telewizji w naszym sąsiedztwie. Zdążyliśmy zobaczyć nieżywą astronautkę na tle czerwonego, skalistego pejzażu Marsa. Pokazali nam wyschnięty do suchej ziemi zbiornik wodny i ciała trzech handlarzy wodą z brudnoniebieskimi opaskami na ramionach i na wpół odchlastanymi głowami. Patrzyliśmy, jak w Los Angeles palą się całe blokowiska zabitych deskami budynków. Naturalnie nikt nie kwapi się marnować wody na próby gaszenia takich pożarów.
I wtedy Okno ściemniało. Fonia szwankowała już od miesięcy, ale obraz był do tej pory zawsze bez skazy – naprawdę jakby wyglądało się przez olbrzymie, otwarte na oścież okno.
Rodzina Antosów zarabiała na życie na sąsiadach, którzy przychodzili popatrzeć przez ich Okno. Tato mówił, że takie branie pieniędzy bez zezwolenia jest nielegalne, ale od czasu do czasu pozwalał i nam iść pooglądać, ponieważ nie uważał, by telewizja była specjalnie szkodliwa, no i wspomagało to Antosów. W dzisiejszych czasach ludzie prowadzą mnóstwo małych interesów, utrzymując jedno czy dwa domowe gospodarstwa, i chociaż nie dzieje się z tego powodu nic złego, te poczynania są na bakier z prawem. Okno Antosów ma prawie tyle lat co ja. Zajmuje podłużną, zachodnią ścianę ich saloniku. Musieli być naprawdę zamożni, kiedy je kupowali. Jednak parę lat temu zaczęli pobierać od ludzi opłatę za wstęp, wpuszczając tylko mieszkańców sąsiedztwa, którym podczas seansów sprzedawali owoce, soki, żołędziowe pieczywo i włoskie orzechy. Znajdowali sposób, aby spieniężać wszystko, co tylko w nadmiarze urosło w ich ogrodzie. Wyświetlali filmy z domowej wideoteki, wpuszczali nas na wiadomości i co tylko jeszcze było nadawane. Na wykupienie nowoczesnych, multisensorycznych kanałów nie było ich stać, poza tym ich przestarzałe Okno i tak nie byłoby w stanie odbierać większości z nich.
Nie mieli ani wirtualnych kamizelek, ani obrączek dotykowych, ani hełmofonów. Cały ich zestaw TV składał się z prostego, cienkoekranowego Okna.
Zostały nam teraz tylko trzy małe przedpotopowe telewizorki z niewyraźną wizją, rozproszone po sąsiedztwie, parę używanych do pracy komputerów, no i radia. W każdym domostwie jest przynajmniej jeden sprawny radioodbiornik. Większość codziennych wiadomości dociera do nas przez radio.
Ciekawe, co teraz zrobi pani Antosowa. Jej dwie siostry sprowadziły się i mieszkają razem z nią – obie mają pracę, może więc jakoś to będzie. Jedna jest farmaceutką, a druga pielęgniarką. Nie zarabiają wiele, ale za to dom pani Antosowej należy do niej i jest wolny od długów. Dostał jej się po rodzicach.
Wszystkie trzy siostry są wdowami i razem mają tuzin dzieci – cała dwunastka młodsza ode mnie. Pan Antos, dentysta, został zabity dwa lata temu, kiedy jechał swym elektrocyklem do domu z ogrodzonej murem strzeżonej kliniki, w której pracował. Pani Antos mówi, że dostał się w krzyżowy ogień, ostrzelano go z dwu stron, a później jeszcze dobito strzałem z bliska. Jego jednoślad skradziono. Policja przeprowadziła dochodzenie, skasowała opłatę i nie dowiedziała się niczego. Ludzie ciągle giną w taki sposób. I nigdy nie ma żadnych świadków – chyba że przypadkiem zdarzy się to przed samym komisariatem.
Jest rok 2056. Świat nękany przez zmiany klimatyczne, gospodarcze kryzysy i zacięte polityczne spory zatraca się w chaosie i zmierza ku upadkowi. Rozległe tereny zostały wyludnione, a mieszkańcy zamienionych w fortece miast nieustannie mierzą się z groźnymi chorobami, głodem, przemocą, pożarami…
Iwona Olamina, córka lokalnego pastora, obdarzona darem – a raczej przekleństwem – hiperempatii, nie godzi się na los, jaki ją spotkał. Wyruszy więc w samotną i bardzo ryzykowną podróż w poszukiwaniu bezpieczeństwa i nadziei. Stopniowo dołączą do niej spotkani po drodze ludzie – tak jak ona pragną przetrwać i na zgliszczach starego świata stworzyć miejsce, w którym będą mogli zacząć żyć na nowo.
Ale jesteśmy już na Marsie. Z bazy właśnie wyszli Kelwin i Celina, w ich skafandrach odbija się napis „Solaris” w zielonkawym kolorze, zamontowany nad wejściem do bazy. Dzięki najnowszemu oprogramowaniu zachowują z sobą łączność.
Jak się tak leży godzinami w nocy, to myśleniem można zajść bardzo daleko i w bardzo dziwne strony, wiesz, tu Celina podniosła głos.
Człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych, ciemnych drzwi.
Człowiek, wbrew pozorom, nie stwarza sobie celów. Narzuca mu je czas, w którym się urodził, może im służyć albo buntować się przeciw nim, ale przedmiot służby czy buntu jest dany z zewnątrz. Aby doświadczyć całkowitej wolności poszukiwania celów, musiałby być sam, a to się nie może udać, gdyż człowiek nie wychowany wśród ludzi nie może się stać człowiekiem.
Nie zamierzam cię przekonywać, powiem ci tylko tyle: usiłujesz – w sytuacji nieludzkiej – zachować się jak człowiek. Może to i piękne, ale daremne. Zresztą i tego piękna nie jestem pewny, bo czy to, co głupie, może być piękne.
A teraz zgasimy światło i do rana nie będziemy mieli żadnych zmartwień, a rano, jeżeli się nam zechce, to postaramy się o nowe. Dobrze? tajemniczo odezwał się Kelwin.
Jednym z członków marsjańskiej bazy w „Solaris” jest biskup Jan, który w chwilach wolnych od codziennych zajęć, nie przestaje snuć różnych opowieści. Nie nazywajmy siebie (stacja była już nazwana), bo to jest uzurpacja, wyrokował. Skąd strach w nas? Bo opisaliśmy człowieka zanim się urodził.
Mamy być człowiekiem normalnym? Taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego? Tak, ale czy nigdy o tym nie pomyślał? A może nie pomyślał nawet, tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu, może obronił się przed tym i zapomniał, i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadził by tego w czyn. Tak, a teraz wyobraź sobie, że naraz, w pełnym dniu, wśród innych ludzi spotyka TO ucieleśnione, przykute do siebie niezniszczalne, co wtedy? Co masz wtedy? Masz wtedy „Solaris”.
Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy. Chcemy znaleźć własny, wyidealizowany obraz; to mają być globy, cywilizacje doskonalsze od naszej, w innych spodziewamy się znowu znaleźć wizerunek naszej prymitywnej przeszłości. Tymczasem po drugiej stronie jest coś, czego nie przyjmujemy, przed czym się bronimy, a przecież nie przywieźliśmy z Ziemi samego tylko destylatu cnót, bohaterskiego posągu Człowieka! Przylecieliśmy tu tacy, jacy jesteśmy naprawdę, a kiedy druga strona ukazuje nam tę prawdę – tę jej część, którą przemilczamy – nie możemy się z tym zgodzić!
Nauka zajmuje się tylko tym, jak się coś dzieje, a nie dlaczego coś się dzieje. To co się stało, może być straszne, ale najstraszniejsze jest to, co się… nie stało. Nigdy.
Kelwin nie wiedział nic, trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów. Nie żyję już własnym życiem; żyję w pamięci kogoś, kto odszedł. -To jest strach, Celina powiedziała i pobladła trochę. – Nie umiem nawet powiedzieć, czego się boję, bo właściwie nie boję się, tylko, tylko się zatracam. W ostatniej chwili czuję jeszcze taki, taki wstyd, nie umiem ci powiedzieć. A potem już nic. To jedyny Bóg, w którego byłbym skłonny uwierzyć, którego męka nie jest odkupieniem, niczego nie zbawia, nie służy niczemu, tylko jest.
Człowiek może ogarnąć tak niewiele rzeczy naraz; widzimy tylko to, co dzieje się przed nami, tu i teraz; unaocznienie sobie równoczesnej mnogości procesów, jakkolwiek związanych ze sobą, jakkolwiek się nawet uzupełniających, przekracza jego możliwości. Doświadczamy tego nawet wobec zjawisk względnie prostych. Los jednego człowieka może znaczyć wiele, los kilkuset trudno jest objąć, ale dzieje tysiąca, miliona nie znaczą w gruncie rzeczy nic.
Odwieczna wiara zakochanych i poetów w potęgę miłości, która jest trwalsza niż śmierć, owo ścigające nas przez wieki „finis vitae sed non amoris” jest kłamstwem. Ale to kłamstwo jest tylko daremne, nie śmieszne. Być natomiast zegarem odmierzającym upływ czasu, na przemian roztrzaskiwanym i składanym od nowa, w którego mechanizmie, gdy konstruktor pchnie tryby, zaczyna wraz z ich pierwszym ruchem iść rozpacz i miłość, wiedzieć, że jest się repeterem męki, tym głębszej, im staje się przez wielość powtórzeń komiczniejsza? Powtarzać istnienie ludzkie, dobrze, ale powtarzać je tak, jak pijak powtarza oklepaną melodię, wrzucając coraz nowe miedziaki w głąb grającej szafy?
Macie stworzyć zegar bez mechanizmu, bez repetora męki… miłości. Ma to być Bóg ograniczony w swojej wszechwiedzy i wszechmocy, omylny w przewidywaniu przyszłości swoich dzieł, którego bieg ukształtowanych przezeń zjawisk może wprawić w przerażenie. Jest to Bóg… kaleki, który pragnie zawsze więcej, niż może, i nie od razu zdaje sobie z tego sprawę. Który skonstruował zegary, ale nie czas, jaki odmierzają. Ustroje czy mechanizmy, służące określonym celom, ale one przerosły te cele i zdradziły je. I stworzył nieskończoność, która z miary jego potęgi, jaką miała być, stała się miarą jego bezgranicznej klęski.
Więc co to jest? To czegośmy chcieli: Kontakt z inną cywilizacją. Mamy go, ten kontakt! Wyolbrzymiona jak pod mikroskopem nasza własna, monstrualna brzydota, nasze błazeństwo i wstyd!!!
Biskup Jan za jego życia nawiązał kontakt z inną cywilizacją wielokrotnie, ale czy one przetrwają? Kevin, ona cię kocha. A ty chcesz ją kochać. To nie jest to samo. Janowi chciało się śmiać, ale nie był pewny, czy przyczyny tej wesołości są mu dostatecznie jasne, aby mógł jej pofolgować. Stwórzcie Boga, pokażcie dla dobra cywilizacji ludzi niejako wyolbrzymioną monstrualną brzydotę naszą, błazeństwo i wstyd, stwórzcie w ten sposób kontakt z inną cywilizacją, która nie istnieje. Jako ludzie nie jesteśmy pospolici, nie jesteśmy trawą wszechświata.
Ale Kelwin nie miał domu. Ziemia? Myślał o jej wielkich zatłoczonych, huczących miastach, w których się zgubi, zatraci prawie tak, jak gdyby uczynił to, co chciał zrobić drugiej czy trzeciej nocy – rzucić się w ocean ciężko falujących ciemności. Czy oceany z ciekłego metanu na Tytanie byłyby jego drugą nocą samobójczą?
Jak możecie się porozumieć z oceanem, jeżeli nie potraficie już tego uczynić między sobą? Zawsze jest za późno coś poprawić… Trzeba wybrać najwcześniej siebie! Utonę w ludziach, mówił Kelwin Celinie. Będę milkliwym i uważnym, a przez to cenionym towarzyszem, będę miał wielu znajomych, nawet przyjaciół, i kobiety, a może nawet jedną kobietę. Przez pewien czas będę sobie musiał zadawać przymus, aby uśmiechać się, kłaniać, wstawać, wykonywać tysiące drobnych czynności, z których składa się ziemskie życie, aż przestanę je czuć, Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały, niczemu ani nikomu, już nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury jak czarna zasłona powstrzymuje blask dwu słońc, pamiętając wszystko to, co myślę teraz, i wspomnę z pobłażliwym uśmiechem, w którym będzie odrobina żalu, ale i wyższości, moje szaleństwa i nadzieje.
Wcale nie uważam tego siebie z przyszłości za coś gorszego od Kevina, który gotów był na wszystko dla sprawy zwanej Kontaktem. I nikt nie będzie miał prawa mnie osądzić. Los jednego człowieka znaczyć może wiele, los kilkuset trudno jest objąć, ale dzieje tysiąca, miliona nie znaczą w gruncie rzeczy nic.
To nie jest operacja „Myśl”, tylko „Rozpacz”. Teraz trzeba tylko jednego, człowieka, który miałby dostateczną odwagę i wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję, ale ten rodzaj odwagi większość uważa za zwykłe tchórzostwo, bo to jest odwrót, uważasz, rezygnacja, ucieczka niegodna człowieka. Tak jakby godne człowieka było brnąć i grzęznąć, i tonąć w czymś, czego nie pojmuje i nigdy nie pojmie.
Łukasz, który pochodził z Chile, mówił im o Bogu – I stworzył nieskończoność, która z miary jego potęgi, jaką miała być, stała się miarą jego bezgranicznej klęski.
Celina ani przez chwilę nie wierzyła, ze ten płynny kolos, który wielu setkom ludzi zgotował w sobie śmierć, z którym od dziesiątków lat daremnie usiłowała nawiązać chociażby nić porozumienia cała jej rasa, że on, unoszący ją bezwiednie jak ziarnko prochu, wzruszy się tragedią dwojga ludzi. Ale działania jego kierowały się ku jakiemuś celowi. To prawda…
Kelwin nie był całkiem pewien. Odejść jednak, znaczyło przekreślić tę, może nikłą, może w wyobraźni tylko istniejącą szansę, którą ukrywała przyszłość. A wiec lata wśród sprzętów, rzeczy, których dotykaliśmy wspólnie, w powietrzu pamiętającym jeszcze jej oddech? W imię czego? Nadziei na jej powrót? Nie miał nadziei. Ale żyło w nim oczekiwanie, ostatnia rzecz, jaka mu po niej została. Jakich spełnień, drwin, jakich mąk jeszcze się spodziewał? Nie wiedział nic trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów.
Samo istnienie myślącego kolosa nigdy już nie da ludziom spokoju. Choćby przemierzali galaktyki, choćby związali się z innymi cywilizacjami podobnych do nas istot, Solaris będzie wiecznym wyzwaniem, rzuconym człowiekowi.
Mówię ci po raz ostatni: to, tutaj, jest sytuacją pozamoralną. „Solaris” odzwierciedla naszą potrzebę kontaktu z inną cywilizacją. A ja zobaczyłem na pokładach szeregi biało opancerzonych, masywnych automatów, które nie dzielą z człowiekiem.
Tymczasem, tymczasem to nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic?! Kontakt oznacza wymianę jakichś doświadczeń, pojęć, a przynajmniej rezultatów, jakichś stanów, ale jeżeli nie ma nic do wymieniania? Jeżeli słoń nie jest bardzo wielką bakterią, to ocean nie może być bardzo wielkim mózgiem. Z obu stron mogą, oczywiście, zachodzić pewne działania. W efekcie jednego patrzę teraz na ciebie i usiłuję ci wytłumaczyć że jesteś mi droższa niż te dwanaście lat życia które poświęciłem Solaris, i że chcę być z tobą dalej. Może twoje zjawienie się miało być torturą, może przysługują, a może tylko mikroskopowym badaniem. Wyrazem przyjaźni, podstępnym ciosem, może szyderstwem? Może wszystkim na raz albo – co wydaje mi się najprawdopodobniejsze – czymś całkiem innym, ale co mnie i ciebie mogą w gruncie rzeczy obchodzić intencje naszych rodziców, jakkolwiek byli od siebie różni? Możesz powiedzieć, że od tych intencje zależy nasza przyszłość i z tym się zgodzę. Nie potrafię przewidzieć tego, co będzie. Tak samo jak ty. Nie mogę cię nawet zapewnić, że będę cię zawsze kochał. Jeżeli zdarzyło się już tyle, to może się zdarzyć wszystko. Może stanę się jutro zieloną meduzą? To nie zależy ode mnie. Ale w tym, co od nas zależy, będziemy razem. Czy to mało?
Człowiek niewychowany wśród ludzi, nie może się stać człowiekiem. „Solaris” – ludzi milczące porozumienie, wiedza o wzajemnym oszukiwaniu, stało się naszą ostatnią ucieczką. Stanisław Lem chyba nie miał racji, gdy mówił iż człowiek to jego papiery i skrupulatność.
Otwórzmy się na święte słowo? To było takie nasze stare zaklęcie. Kiedy padło, żadne z nas nie śmiało już nie tylko kłamać, ale nawet przemilczeć cokolwiek. Był czas, kiedy zadręczaliśmy się nadmierną szczerością, w naiwnym przekonaniu, że nas ocali. Człowiek niewychowany wśród ludzi, nie może się stać człowiekiem.
Kelwin leżał na wznak, z głową Celiny na ramieniu, bez jednej myśli. Ciemność wypełniająca pokój zaludniała się. Słyszał kroki. Ściany znikały. Coś piętrzyło się nad nim, coraz wyższe, bez granic. Przenikanie na wylot, obejmowany bez dotyku, zastygł w ciemności, czuł jej przejrzystość, ostrą, wypierającą powietrze. Bardzo daleko słyszał serce. Skupił całą uwagę, resztę sił na oczekiwaniu agonii. Nie przychodziła.
Wczoraj byli w sąsiedztwie krateru Jezero. Na Marsie istnieją dowody na obecność zarróno pradawnych, jak i obecnych zbiorników wodnych, w tym jezior. Pradawne jeziora, takie jak w kraterze Jezero, zostały potwierdzone przez badania łazika Perseverance, które wykazały ślady osadów rzecznych. W 2018 roku odkryto również hipotezę istnienia podlodowego, słonego jeziora pod południową pokrywą lodową, potwierdzoną przez dane radarowe z sondy Mars Express.
O tym, czy ocean był istotą żywą, mógłby ktoś zamiłowany w paradoksach i dostatecznie uparty wątpić dalej. Niepodobna było jednak zaprzeczać istnieniu jego psychiki, cokolwiek by pod tym słowem dało się zrozumieć. Oczywiste stało się, że dostrzega aż nadto dobrze naszą obecność nad sobą… To jedno stwierdzenie przekreślało całe rozbudowane skrzydło solarystyki głoszące, jakoby ocean był „światem w sobie”, „bytem w sobie” pozbawionym na skutek wtórnego zaniku ongiś istniejących organów zmysłowych, jakoby nie wiedział nic o istnieniu zjawisk czy obiektów zewnętrznych, zamknięty w kołowrocie gigantycznych myślowych prądów, których siedzibą, łożem i twórcą jest jego pod dwoma słońcami wirująca otchłań.
Kelwin skurczył się na głos Celiny. Leżał bezsennie od godzin, wpatrzony w ciemność, samotny, bo nie słyszał nawet jej oddechu i w pogmatwanych labiryntach nocnych myśli, majaczliwych, na pół sensownych i nabierających przez to nowego wymiaru i znaczenia, zapomniał o niej.
Po burzy piaskowej mieszkańcy „Solaris” wybrali się na wschód słońca.
Człowiek może ogarnąć tak niewiele rzeczy naraz. Janie, jeśli cię dobrze rozumiem, a obawiam się, że tak, to myślisz o jakimś bogu ewoluującym, który rozwija się w czasie i dorasta, wznosząc się na coraz to wyższe piętra potęgi do świadomości jej bezsiły? Ten twój bóg to istota, która weszła w boskość jak w sytuację bez wyjścia, a pojąwszy to, oddała się rozpaczy. Tak, ale Bóg rozpaczający to przecież człowiek, mój drogi? Chodzi ci o człowieka.
Człowiek będzie zawsze podróżował, homo viator. Walt Disney wyskakiwał z myszką Micky 300 razy, jak Filip z konopi, zanim ktoś uwierzył w jego umiejętności. Wyobraź sobie, że ktoś ci mówi, że nie jesteś kreatywny, a potem tworzysz najbardziej kultową kreskówkę na świecie. Tak właśnie wyglądała historia Walta.
Kiedy umrzesz, Chrystus powie: pokaż mi swoje ręce. Czy są ranne od dawania? Pokaż mi swoje stopy. Czy zostały użyte do mojej służby? Pokaż mi swoje serce. Czy zostawiłeś tam dla mnie miejsce?
Nie żyję już własnym życiem; żyję w pamięci kogoś, kto odszedł. To dobrze, gdy tak jest. Ale wtedy jeszcze bardziej musimy rozlewać nasze Chrystusowe emocje na wszystkim naszych braci i siostry, niezależnie od rasy, koloru skóry, pozycji społecznej czy wykształcenia.
Łukasz, zakochaj się w kimś, kto cię pragnie, kto na ciebie czeka, kto rozumie cię nawet w smutku, w kimś, kto ci pomaga i cię prowadzi, w kimś, kto jest twoim wsparciem, twoją pomocą. Zakochaj się w kimś, kto rozmawia z tobą po kłótni. Zakochaj się w kimś, kto za tobą tęskni i chce być z tobą. Nie zakochuj się tylko w ciele lub twarzy; ani w samej idei bycia zakochanym. A kiedy nadejdzie wiek męski, obfity w lata życia, przygotuj się na czas zejścia z tego świata.
Starzenie się nie jest dla mięczaków. Pewnego dnia budzisz się, a młodość po cichu przemija. Ale nie odeszła z pustymi rękami. Zabrała twoje niepewności, twój pośpiech, by zadowolić innych, twój strach przed tym, że nie jesteś wystarczająco dobry. A w zamian zostawiła coś lepszego: wolniejsze tempo, ale pewniejszy krok. Mądrość, by pożegnać się bez strachu. Łaskę, by cenić tych, którzy zostają. Odwagę, by być sobą, bez wyrzutów sumienia. Starzenie się to nie strata, to odpuszczanie. To nauka akceptacji, uwalniania, by w końcu zobaczyć: Piękno było nowsze tylko w lustrze. Zawsze było obecne w waszych historiach, bliznach, sile. Starzenie się to dar. Noś go z godnością.
Nienawiść nigdy nie buduje, ona tylko niszczy. Inspiruje nas do wyboru zrozumienia zamiast gniewu, współczucia zamiast osądu i miłości zamiast podziałów. Nienawiść może wznosić mury, ale jej mądrość pokazuje nam, że mosty buduje się poprzez empatię, życzliwość i odwagę.
W człowieku zawsze budzi się maj, po ukwieconych i umajonych łąkach zawsze nieśmy przesłanie w naszych sercach, siejąc ziarna pokoju, pielęgnując je delikatnymi uczynkami i pozwalając, by nasze działania świeciły jak latarnie oświetlające drogę do harmonii. Gdzie nienawiść dzieli, miłość łączy, bądźmy mostem.
Dobranoc Celino: (Kelwin wspomniał na Mickiewicza, polskiego poetę) Dobranoc! już dziś więcej nie będziem bawili, Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy, Dobranoc ! niech odpoczną po łzach twoje oczy, Dobranoc ! niech się serce pokojem zasili Dobranoc ! z każdej ze mną przemówionej chwili Niech zostanie dźwięk jakiś cichy i uroczy, Niechaj gra w twoim uchu, a gdy myśl zamroczy, Niech się mój obraz sennym źrenicom przymili. Dobranoc ! obróć jeszcze raz na mnie oczęta, Pozwól lica. – Dobranoc! – Chcesz na sługi klasnąć? Daj mi pierś ucałować. – Dobranoc! zapięta. – Dobranoc ! już uciekłaś i drzwi chcesz zatrzasnąć. Dobranoc ci przez klamkę – niestety! zamknięta! Powtarzając: dobranoc! nie dałbym ci zasnąć.
W ciągu dalszych dziesięciu lat stacji Solaris, teraz już znajdująca się w ośrodku uwagi wszystkich obserwatoriów tego regionu, wykazywała zdumiewającą tendencję do zachowania swojego ponad wszelką wątpliwość trwałego centrum.. Nowi „Marsjanie” tutaj będą zbierać siły do następnych wypadów w najdalsze krańce ludzkiej planety. Albowiem Solaris będzie wiecznym wyzwaniem, rzuconym człowiekowi, który zatopił w niej wieczny niepokój człowieka jutra i ma żywy kontakt z inną cywilizacją.
Macie być człowiekiem normalnym, kontynuował nauki biskup Jan. Co to jest człowiek normalny? Taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego? Tak, ale czy nigdy o tym nie pomyślał? A może nie pomyślał nawet, tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu, może obronił się przed tym i zapomniał, i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadziłby tego w czyn. Tak, a teraz wyobraź sobie, że naraz, w pełnym dniu, wśród innych ludzi, spotyka TO ucieleśnione, przykute do siebie, niezniszczalne, co wtedy? Co masz wtedy?
Człowiek stawia hipotezy zawsze, nawet kiedy się ma na baczności, nawet kiedy o tym nie wie. Lem zakochał się w kontakcie z innymi, taka miłość to Solaris!
A Kelwin patrzał nieustannie przez lunetą na Drogę Mleczną. W tej chwili chciał być sam. Musiał być sam. Nie zdobył się jeszcze na nic, na żadną decyzję, nie zapadło żadne postanowienie. Wpatrzony w ciemniejące niebo, w gwiazdy, które były tylko widmowym cieniem ziemskich gwiazd, stał bez ruchu, a w pustce, która zastępowała gonitwę myśli sprzed chwili, rosła bez słów martwa, obojętna pewność, że tam, dokąd nie mógł sięgnąć, wybrał już, i udając, ze nic się nie stało, nie miał nawet tyle siły, żeby sobą wzgardzić.
W pączkowaniu, wzroście, rozprzestrzenianiu się tego żywotworu, w każdym z jego ruchów z osobna i we wszystkich naraz przejawiała się jakaś–chciałoby się powiedzieć–ostrożna, ale nie płochliwa naiwność, kiedy usiłował zapamiętale i szybko poznać, ogarnąć nowy, spotkany nieoczekiwanie kształt i w pół drogi musiał się cofnąć, kiedy groziło przekroczenie tajemniczym prawem ustanowionych granic. Jak niewypowiedzianie kontrastowała owa zwinna ciekawość z ogromem, który sięgał w blaskach wszystkich horyzontów. Nigdy jeszcze nie odczuwał tak jego olbrzymiej obecności, silnego, bezwzględnego milczenia, oddychającego miarowo falami. Zapatrzony, osłupiały schodził w niedostępne, zdawałoby się, regiony bezwładu i w narastającej intensywności zatraty jednoczył się z tym płynnym, ślepym kolosem, jakby bez najmniejszego wysiłku, bez słów, bez jednej myśli wybaczał mu wszystko.
Teraz trzeba tylko jednego człowieka, mówił sobie, który miałby dostateczną odwagę i wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję, ale ten rodzaj odwagi większość uważa za zwykłe tchórzostwo, bo to jest odwrót, uważasz, rezygnacja, ucieczka niegodna człowieka. Tak jakby godne człowieka było brnąć i grzęznąć, i tonąć w czymś, czego nie pojmuje i nigdy nie pojmie.
Ziemia? Myślał o jej wielkich, zatłoczonych, huczących miastach, w których się zgubię, zatracę prawie tak, jak gdybym uczynił to, co chciałem zrobić drugiej czy trzeciej nocy – rzucić się w ocean ciężko falujący w ciemności. Utonę w ludziach. Będę milkliwym i uważnym, a przez to cenionym towarzyszem, będę miał wielu znajomych, nawet przyjaciół, i kobiety, a może nawet jedną kobietę. Przez pewien czas będę musiał sobie zadawać przymus, aby się uśmiechać, kłaniać, wstawać, wykonywać tysiące drobnych czynności, z których składa się ziemskie życie, aż przestanę je czuć. Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Nikomu ani niczemu, już nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury jak czarna zasłona powstrzymuje blask dwu słońc, pamiętając wszystko, nawet to, co myślę teraz, i wspomnę z pobłażliwym uśmiechem, w którym będzie odrobina żalu, ale i wyższości, moje szaleństwa i nadzieje. Ale jeszcze ubrałem się dziś w marzenia, które niczym tatuaże na ciele oplatają moją duszę…to moje marzenia.
(NASA poinformowała, że planuje wysłać czterech astronautów w dziesięciodniową podróż wokół Księżyca już w lutym 2025 roku. Będzie to pierwsza załogowa misja poza niską orbitę okołoziemską od pół wieku i zarazem kluczowy test przed ponownym lądowaniem ludzi na Srebrnym Globie. Pierwszy lot na Marsa rakiety Starship, skonstruowanej przez firmę SpaceX, odbędzie się w marcu 2026 r. – poinformował Elon Musk. Na ludzi czekają na Czerwonej Planecie różne niespodzianki, szczególnie natury psychologicznej. Tym bardziej pośpiech nie jest wskazany. W tej opowieści oparłem się na lekturze szkolnej Stanislawa Lema z dziedziny solarystyki i myślowych dziwolągów, a także na „Przypowieści o siewcy” Octavii E. Butler. W powieści Stanisława Lema „Solaris”,Kelwin jest psychologierm przysłanym na stację badawczą, a Harey jest materializacją jego zmarłej żony, stworzoną przez inteligentny ocean pokrywający planetę Solaris. Harey, mimo że jest kopią, zachowuje się jak żywa osoba, wywołując u Kelvina moralne dylematy i skłaniając go do konfrontacji z własną przeszłością i wspomnieniami. Natomiast Octavia Butler napisała jej dystopijną powieść w 1993 roku. Dziś przedstawiona przez nią czarna wizja świata wciąż przeraża – głównie dlatego, że okazuje się niezwykle bliska otaczającej nas rzeczywistości, &s.Barszczak)
Stanisław Barszczak, Red Planet
Tuesday, July 30, 2056
An astronaut from the crew of the last Mars mission has died. Something broke in the protective shell of her spacesuit, and the rest of the team didn’t manage to get her back to base in time. People in our neighborhood keep saying she had no business being on Mars anyway. How can you waste a fortune on another crazy space trip when so many people here on Earth can’t afford water, food, or shelter?
Mars, the Red Planet, is characterized by a rusty red color from iron oxide on its surface, numerous craters, volcanoes, canyons, river valleys, and polar ice caps. It is home to gigantic, extinct shield volcanoes, the largest of which is Olympus Mons, three times the height of Mount Everest. It has a very thin atmosphere, mainly composed of carbon dioxide, and is not breathable. It’s also a desert world, but it does have seasons and weather activity, including sandstorms. Water exists primarily in frozen form. In the past, Mars was a warmer and wetter planet, with a denser atmosphere and the presence of liquid water on the surface. Many of its landscapes, such as valleys, testify to the significant role water played.
The price of water has risen again. On the news today, I heard that more and more water vendors are being murdered. They’re selling water on the streets to street urchins, squatters, and anyone who, while managing to keep their own homes, can no longer afford to pay utility bills. More and more often, they find water vendors with their throats slit, stripped of their handcarts and all their cash. Dad said water now costs several times more than gasoline. With the exception of the wealthy and arsonists, most people have stopped buying gasoline anyway. I don’t know anyone in my neighborhood who drives a car, truck, or even a gasoline-powered motorcycle. A slew of gasoline-powered vehicles rusts on the access roads, stripped of their metal and plastic parts.
It’s not so easy, however, to give up water. A new fad comes to the rescue. These days, you have to be dirty. If you’re clean, you’re a target. People think you’re showing off, trying to show them you’re better than someone else. Among younger children, the appearance of a cleanhead is sure to spark a fight. Cora doesn’t allow us to be dirty within the neighborhood walls, but we always wear sooty clothes when we go out. And even inside, my brothers deliberately get dirty whenever they stray a bit from the house. It’s better than getting a beating every time.
—
Tonight, Window in the Wall, the last big-screen television in our neighborhood, went out for good. We managed to see the dead astronaut against the red, rocky landscape of Mars. They showed us a parched reservoir and the bodies of three water merchants with dirty blue armbands and half-scarred heads. We watched entire blocks of boarded-up buildings burn in Los Angeles. Naturally, no one bothers to waste water trying to extinguish such fires.
And then the Window went dark. The sound had been failing for months, but the picture had always been flawless until then – it was truly like looking out a giant, wide-open window.
The Antos family made a living off neighbors who came to watch through their Window. Dad said it was illegal to take money like that without permission, but he occasionally let us go to watch because he didn’t think television was particularly harmful, and it helped the Antos family. These days, people run a lot of small businesses, supporting one or two households, and while there’s nothing wrong with that, their actions are illegal. The Antos’ window is almost as old as I am. It occupies the long, western wall of their living room. They must have been quite wealthy when they bought it. However, a few years ago, they started charging people an entrance fee, only letting in neighborhood residents, to whom they sold fruit, juice, acorn bread, and walnuts during the shows. They found ways to monetize whatever they could find growing in their garden. They showed movies from their home video library, let us in on the news, and whatever else was on. They couldn’t afford modern, multi-sensory channels, and besides, their outdated Window wouldn’t be able to receive most of them anyway.
They had neither virtual vests, nor touch rings, nor headphones. Their entire TV set consisted of a simple, thin-screen Window.
All we have left now are three small, antediluvian televisions with blurry vision, scattered around the neighborhood, a few work computers, and radios. Every household has at least one working radio. Most of our daily news comes to us via radio.
I wonder what Mrs. Antos will do now. Her two sisters moved in and live with her – both have jobs, so maybe it’ll work out. One is a pharmacist, the other a nurse. They don’t earn much, but Mrs. Antos’s house belongs to her and is debt-free. It was inherited from her parents.
All three sisters are widows and have a dozen children between them – all twelve younger than me. Mr. Antos, a dentist, was killed two years ago while riding his electric bike home from the walled, guarded clinic where he worked. Mrs. Antos says he was caught in the crossfire, shot from both sides, and then finished off at point-blank range. His bike was stolen. The police investigated, charged the fine, and found nothing. People die like this all the time. And there are never any witnesses – unless it happens right in front of the police station.
The year is 2056. The world, plagued by climate change, economic crises, and fierce political disputes, is descending into chaos and heading towards collapse. Vast areas have been depopulated, and the inhabitants of cities transformed into fortresses constantly face dangerous diseases, hunger, violence, and fires…
Iwona Olamina, the daughter of a local pastor, gifted with the gift—or rather, curse—of hyperempathy, refuses to accept the fate that has befallen her. She embarks on a lonely and highly risky journey in search of safety and hope. Gradually, she is joined by the people she meets along the way—they, like her, yearn to survive and create a new life in the ruins of the old world.
—
But we are already on Mars. Kelwin and Celina have just emerged from the base, their spacesuits reflecting the greenish „Solaris” sign mounted above the base’s entrance. Thanks to the latest software, they maintain communication.
When you lie there for hours at night, your thoughts can take you very far and into very strange places, you know.” Celina raised her voice.
Man has set out to encounter other worlds, other civilizations, without fully understanding his own nooks and crannies, dead ends, wells, barricaded, dark doors.
Man, contrary to appearances, does not create goals for himself. They are imposed upon him by the time in which he was born. He can serve them or rebel against them, but the object of service or rebellion is given from without. To experience complete freedom in the pursuit of goals, he would have to be alone, and that cannot be achieved, because a person not raised among humans cannot become human.
I don’t intend to convince you; I will only tell you this: you are trying—in an inhumane situation—to behave like a human. That may be beautiful, but it is futile. Besides, I’m not sure about that beauty either, for can stupidity be beautiful?
Now we’ll turn off the lights and we won’t have any worries until morning, and in the morning, if we feel like it, we’ll try to find new ones. Okay? Kelvin said mysteriously.
One of the members of the Martian base in „Solaris” is Bishop Jan, who, in his free time from daily duties, never stops spinning stories. Let’s not call ourselves (the station had already been named), because that’s usurpation, he judged. Where does this fear come from? Because we described man before he was born.
Are we supposed to be a normal person? One who has never committed anything heinous? Yes, but has he never thought about it? Or maybe he didn’t even think about it, but something thought, swarmed within him, ten or thirty years ago. Perhaps he defended himself against it and forgot about it, and wasn’t afraid of it because he knew he would never act on it. Yes, and now imagine that suddenly, in broad daylight, among other people, he encounters IT incarnate, chained to itself, indestructible. What then? What do you have then? Then you have „Solaris.”
We don’t want to conquer space at all; we only want to expand Earth to its limits. Some planets are to be desert like the Sahara, others icy like the North Pole, or tropical like the Brazilian jungle. We are humanitarian and noble; we don’t want to conquer other races; we only want to pass on our values to them and, in return, take over their heritage. We consider ourselves knights of the Holy Contact. This is another falsehood. We seek no one but humans. We don’t need other worlds. We need mirrors. We don’t know what to do with other worlds. This one is enough, and we choke on it. We want to find our own, idealized image; these are supposed to be globes, civilizations more perfect than ours. In others, we expect to find again the image of our primitive past. Meanwhile, on the other side, there is something we refuse to accept, something we defend ourselves against, and yet we haven’t brought from Earth only a distillation of virtues, a heroic statue of Man! We came here as we truly are, and when the other side shows us this truth—the part of it we’ve kept silent—we can’t accept it!
Science deals only with how things happen, not why they happen. What happened may be terrible, but the most terrible thing is what… didn’t happen. Never.
Kelvin knew nothing, clinging to the unshakable belief that no time had passed Cruel miracles. I no longer live my own life; I live in the memory of someone who has passed away. „It’s fear,” Celina said, turning a little pale. „I can’t even say what I’m afraid of, because I’m not actually afraid, I’m just, I’m just losing myself. At the last moment, I still feel such, such shame; I can’t tell you. And then nothing. He’s the only God I’d be willing to believe in, whose suffering isn’t redemption, doesn’t save anything, doesn’t serve anything, just exists.”
A person can grasp so few things at once; we only see what’s happening before us, here and now; visualizing the simultaneous multitude of processes, however interconnected, however complementary, is beyond their capacity. We experience this even with relatively simple phenomena. The fate of one person can mean a lot; the fate of several hundred is difficult to comprehend, but the fate of a thousand, a million, ultimately means nothing.
The eternal belief of lovers and poets in the power of love, which is more enduring than death, that „finis vitae sed non amoris” that pursues us through the ages, is a lie. But this lie is only futile, not funny. Instead, to be a clock measuring the passage of time, alternately shattered and reassembled, in whose mechanism, when the designer sets the gears, despair and love begin to move with their first movement, to know that one is a repeater of torment, all the deeper the more comical it becomes through the multitude of repetitions? To repeat human existence, fine, but to repeat it like a drunkard repeats a trite melody, dropping ever new coins into the depths of a jukebox?
You are to create a clock without a mechanism, without a repeater of the torment… of love. It is to be a God limited in his omniscience and omnipotence, fallible in predicting the future of his creations, whose course of events shaped by him can terrify. This is a God… a crippled one, who always desires more than he can handle, and doesn’t immediately realize it. Who constructed clocks, but not the time they measure. Systems or mechanisms serving specific purposes, but they outgrew those purposes and betrayed them. And he created infinity, which, from the measure of his supposed power, became the measure of his limitless defeat.
So what is this? What we wanted: Contact with another civilization. We have it, this contact! Our own monstrous ugliness, our foolishness, and our shame, magnified as if under a microscope!!!
Bishop John made contact with another civilization many times during his lifetime, but will they survive?
Kelvin, she loves you. And you want to love her. It’s not the same. John wanted to laugh, but he wasn’t sure the reasons for this mirth were clear enough for him to indulge. Create God, expose for the good of human civilization our exaggerated, monstrous ugliness, our folly, and our shame, thus creating contact with another civilization that doesn’t exist. As humans, we are not common, we are not the grass of the universe.
But Kelvin had no home. Earth? He thought of its great, crowded, roaring cities, in which he would get lost, lost almost as if he had done what he wanted to do on the second or third night—throw himself into the ocean of heavily heaving darkness. Would the oceans of liquid methane on Titan be his second suicidal night?
How can you communicate with the ocean if you can no longer do it among yourselves?
It’s always too late to improve something… You have to choose yourself first! I will drown in people, Kelvin told Celina. I will be silent and attentive, and therefore a valued companion, I will have many acquaintances, even friends, and women, and perhaps even one woman. For a while, I’ll have to force myself to smile, bow, stand, perform the thousands of small actions that make up earthly life, until I no longer feel them. I’ll find new interests, new pursuits, but I won’t give myself entirely to them, to anything or anyone, ever again. And perhaps I’ll look at the night sky where the darkness of a dust cloud, like a black curtain, holds back the brilliance of two suns, remembering everything I think now, and I’ll recall with a condescending smile, a touch of regret but also of superiority, my follies and hopes.
I don’t consider this future self inferior to Kevin, who was willing to do anything for the cause of Contact. And no one will have the right to judge me. The fate of one person can mean a lot, the fate of a few hundred is difficult to comprehend, but the fate of a thousand, a million, ultimately means nothing.
This isn’t Operation „Thought,” it’s Operation „Despair.” Now only one person is needed, someone who has the courage to take responsibility for the decision, but most consider this kind of courage to be mere cowardice, because it is, you think, a retreat, a resignation, an escape unworthy of man. As if it were worthy of man to wade and sink and drown in something he does not understand and never will.
Luke, who came from Chile, spoke to them about God – And he created infinity, which, by the measure of his power, What she was meant to be became the measure of his infinite defeat.
Celina didn’t believe for a moment that this liquid colossus, which had brought death to hundreds of people within itself, with which her entire race had tried in vain for decades to establish even a thread of understanding, that he, carrying her unconsciously like a grain of dust, would be moved by the tragedy of two people. But his actions were directed toward some purpose. It was true…
Kelvin wasn’t entirely sure. To leave, however, meant to erase that chance, perhaps faint, perhaps only imaginary, that the future held. So, years among the furnishings, the things we touched together, in the air that still remembered her breath? In the name of what? The hope of her return? He had no hope. But expectation lived within him, the last thing he had left of her. What fulfillments, mockery, what torments did he still expect? He knew nothing, remaining unshakably convinced that the time of cruel miracles had not passed.
The very existence of a thinking colossus will never again give humans peace. Even if they traverse galaxies, even if they connect with other civilizations of beings similar to us, Solaris will be an eternal challenge posed to humanity.
I tell you for the last time: this, here, is an immoral situation. „Solaris” reflects our need for contact with another civilization. And I saw on board ranks of white-armored, massive automatons that share no ties with humans.
Meanwhile, meanwhile, we don’t want to conquer space; we only want to expand Earth to its limits?! Contact means the exchange of some experiences, concepts, or at least results, some states, but what if there’s nothing to exchange? If an elephant isn’t a very large bacterium, then the ocean can’t be a very large brain. Certain actions can, of course, occur on both sides. As a result, I’m looking at you now and trying to explain to you that you’re dearer to me than the twelve years of my life I devoted to Solaris, and that I want to be with you beyond. Perhaps your appearance was meant as torture, perhaps an act of entitlement, or perhaps just a microscopic examination. An expression of friendship, a cunning blow, perhaps a mockery? Perhaps all at once, or—what seems most likely to me—something entirely different, but what could you or I really care about the intentions of our parents, however different they may have been? You could say that our future depends on those intentions, and I agree with that. I can’t predict what will happen. Just like you. I can’t even assure you that I’ll always love you. If so much has already happened, anything can happen. Maybe I’ll become a green jellyfish tomorrow? That’s not up to me. But in what depends on us, we’ll be together. Is that not enough?
A person untrained among people cannot become a human being. „Solaris”—people’s tacit understanding, the knowledge of mutual deception, became our last refuge. Stanisław Lem was probably wrong when he said that a person is their papers and their meticulousness.
Let us open ourselves to the sacred word? It was an old incantation of ours. When it was uttered, none of us dared not only to lie, but even to remain silent. There was a time when we tortured ourselves with excessive honesty, in the naive belief that it would save us. A person untrained among people cannot become human.
Kelvin lay on his back, Celina’s head on his shoulder, without a single thought. The darkness filling the room was filling. He heard footsteps. The walls were disappearing. Something was towering above him, ever higher, without limits. Penetration through and through, embraced without touch, he froze in the darkness, feeling its clarity, sharp, displacing the air. He could hear a heart far away. He focused all his attention, his remaining strength on anticipating agony. It didn’t come.
Yesterday they were near Jezero Crater. There is evidence on Mars of the presence of both ancient and modern bodies of water, including lakes. Ancient lakes like the one in Jezero Crater were confirmed by the Perseverance rover’s research, which revealed traces of river sediments. In 2018, the hypothesis of a subglacial, salty lake beneath the southern ice sheet was also discovered, confirmed by radar data from the Mars Express probe.
Anyone with a penchant for paradoxes and a sufficiently stubborn mind might still doubt whether the ocean was a living being. However, it was impossible to deny the existence of its psyche, whatever that term might mean. It became obvious that he perceived our presence above him all too well… This single statement invalidated the entire elaborate wing of solaristics, which claimed that the ocean was a „world in itself,” a „being in itself” deprived of its once-existing sense organs due to the secondary atrophy of its sense organs, as if it knew nothing of the existence of external phenomena or objects, locked in a vortex of gigantic thought currents whose seat, bed, and creator was its swirling abyss beneath two suns.
Kelvin shrank at Celina’s voice. He had been lying awake for hours, staring into the darkness, alone because he hadn’t even heard her breathing And in the tangled labyrinths of nocturnal thoughts, delirious, half-meaningful, and thus taking on a new dimension and meaning, he forgot about her.
—
After the sandstorm, the inhabitants of „Solaris” set out for sunrise.
A person can only grasp so few things at once. Jan, if I understand you correctly, and I’m afraid I do, are you thinking of some evolving god who develops and matures over time, ascending to ever higher levels of power, to the awareness of its powerlessness? This god of yours is a being who entered divinity as if in a hopeless situation, and having realized it, gave himself over to despair. Yes, but a despairing God is a human being, my dear? You mean a human being.
Man will always travel, homo viator. Walt Disney jumped out with Mickey Mouse 300 times, like Philip from hemp, before anyone believed in his abilities. Imagine being told you’re not creative, and then you create the most iconic cartoon in the world. That’s what Walt’s story was like.
When you die, Christ will say: Show me your hands. Are they wounded from giving? Show me your feet. Were they used in my service? Show me your heart. Have you left a place for me there?
I’m no longer living my own life; I’m living in the memory of someone who has passed. It’s good when that happens.
But then we must extend our Christlike emotions even more to all our brothers and sisters, regardless of race, color, social standing, or education.
Lukasz, fall in love with someone who desires you, who waits for you, who understands you even in sadness, someone who helps and guides you, someone who is your support, your help. Fall in love with someone who talks to you after a fight. Fall in love with someone who misses you and wants to be with you. Don’t fall in love just with a body or a face; or with the idea of being in love. And when manhood arrives, rich with years of life, prepare for the time of your departure.
Aging is not for wimps. One day you wake up, and youth quietly slips away. But it didn’t leave empty-handed. It took your insecurities, your rush to please others, your fear of not being good enough. And in return, it left something better: a slower pace, but a surer stride. The wisdom to say goodbye without fear. The grace to cherish those who remain. The courage to be yourself, without remorse. Aging isn’t a loss; it’s letting go. It’s learning to accept, to let go, to finally see: Beauty was only newer in the mirror. It was always present in your stories, your scars, your strength. Aging is a gift. Wear it with dignity.
Hate never builds; it only destroys. It inspires us to choose understanding over anger, compassion over judgment, and love over division. Hate can build walls, but its wisdom shows us that bridges are built through empathy, kindness, and courage.
May always awakens within us. Through the flower-filled and flower-filled meadows, let us always carry the message in our hearts, sowing seeds of peace, nurturing them with gentle deeds, and allowing our actions to shine like beacons illuminating the path to harmony. Where hatred divides, love unites, let us be a bridge.
Goodnight Celina: (Kelwin mentioned Mickiewicz, the Polish poet) Goodnight! We will not entertain you anymore today. May an angel’s blue wings surround you in sleep. Goodnight! May your eyes rest after tears. Goodnight! May your heart be nourished with peace. Goodnight! From every moment spoken with me, let some quiet and charming sound remain, let it play in your ear, and when your thoughts grow dim, let my image please your sleepy pupils. Goodnight! Turn your eyes upon me once more, Allow me to face you. – Goodnight! – Do you want to clap your hands at the servants? Let me kiss your breast. – Goodnight! Buttoned up. – Goodnight! You’ve already fled and want to slam the door. Goodnight to you through the doorknob – alas! Locked! Repeating: goodnight! I wouldn’t let you sleep.
—
Over the next ten years, the Solaris station, now the focus of attention of all observatories in this region, demonstrated an astonishing tendency to maintain its undoubtedly permanent center. The new „Martians” here will gather strength for subsequent expeditions to the farthest reaches of the human planet. For Solaris will be an eternal challenge, thrown down to the man who has immersed in it the eternal anxiety of the man of tomorrow and is in living contact with another civilization.
You are to be a normal man, Bishop Jan continued his teachings. What is a normal man? One who has never committed anything heinous? Yes, but has he never thought about it? Or perhaps he didn’t even think about it, but something just thought, swarmed within him, ten or thirty years ago, perhaps he defended himself against it and forgot about it, and was not afraid of it because he knew he would never act on it. Yes, and now imagine that suddenly, in broad daylight, among other people, he encounters IT incarnate, chained to himself, indestructible. What then? What do you have then?
Man always poses hypotheses, even when He’s on his guard, even when he doesn’t know it. Lem fell in love with contact with others; such love is Solaris!
And Kelwin gazed ceaselessly through his telescope at the Milky Way. At that moment, he wanted to be alone. He had to be alone. He hadn’t yet made any decision, no resolution. Gazing at the darkening sky, at the stars that were only a ghostly shadow of Earth’s stars, he stood motionless, and in the void that replaced the racing thoughts of a moment ago, a dead, indifferent certainty grew wordlessly that where he couldn’t reach, he had already chosen, and pretending nothing had happened, he didn’t even have the strength to despise himself.
In the budding, growth, and spread of this life-form, in each of its movements individually and in all of them simultaneously, a certain—one might say—cautious, yet not timid, naiveté was revealed, as it frantically and quickly tried to learn and grasp the new, unexpectedly encountered form, only to be forced to retreat halfway, at the risk of exceeding the boundaries established by the mysterious law. How inexpressibly contrasted this nimble curiosity with the vastness that reached in the gleams of all horizons. Never before had he felt its immense presence so intensely, its powerful, absolute silence breathing rhythmically in waves. Gazing, stunned, he descended into seemingly inaccessible regions of inertia, and in a growing intensity of loss, he became one with this fluid, blind colossus, as if, without the slightest effort, without words, without a single thought, it forgave him everything. Now all it takes is one man, he told himself, someone with enough courage to take responsibility for the decision, but most consider that kind of courage to be mere cowardice, for it is retreat, you think, resignation, a flight unworthy of man. As if it were worthy of man to wade and sink, to drown in something he doesn’t understand and never will.
Earth? He thought of its vast, crowded, roaring cities, in which I would get lost, lost almost as if I had done what I wanted to do on the second or third night—throw myself into the ocean, heaving heavily in the darkness. I would drown in people. I would be silent and attentive, and therefore a valued companion; I would have many acquaintances, even friends, and women, perhaps even one woman. For a time, I would have to force myself to smile, bow, stand, perform the thousand little actions that make up earthly life, until I ceased to feel them. I’ll find new interests, new pursuits, but I won’t give myself entirely to them. To anyone or anything, ever again. And perhaps I’ll gaze at night, where the darkness of a dust cloud in the sky, like a black curtain, holds back the brilliance of two suns, remembering everything, even what I’m thinking now, and I’ll recall with a condescending smile, a touch of regret but also of superiority, my follies and hopes.
But I’ve also dressed myself today in dreams that, like tattoos on my body, envelop my soul… they are my dreams.
(NASA announced that it plans to send four astronauts on a ten-day journey around the Moon in February 2025. This will be the first manned mission beyond low Earth orbit in half a century and a key test before humans land on the Moon again. The first flight to Mars of the Starship rocket, built by SpaceX, will take place in March 2026, Elon Musk announced. Various surprises await people on the Red Planet, especially of a psychological nature. This makes it especially inadvisable to rush. In this story, I based my reading on Stanisław Lem’s school reading on solar science and mental freaks, as well as on „The Parable of the Sower” by Octavia E. Butler. In Stanisław Lem’s novel „Solaris,” Kelwin is a psychologist sent to the research station, and Harey is the materialization of his deceased wife, created by an intelligent Ocean covering the planet Solaris. Harey, Even though she’s a copy, she behaves like a living person, causing Kelvin moral dilemmas and forcing him to confront his own past and memories. Octavia Butler, on the other hand, wrote her dystopian novel in 1993. Today, the dark vision of the world she presents is still terrifying—mainly because it turns out to be incredibly close to the reality around us, &s. Barszczak)
Wtorek 30 lipca 2056
Zginęła astronautka z załogi ostatniej marsjańskiej misji. Coś się zepsuło w powłoce ochronnej skafandra i reszta zespołu nie zdążyła ściągnąć jej w porę z powrotem do bazy. Ludzie w naszym sąsiedztwie powtarzają, że tak czy owak nie miała na Marsie żadnego interesu. Jak można marnować krocie na jeszcze jedną zwariowaną wycieczkę w kosmos, podczas gdy tu na Ziemi tylu ludzi nie stać na wodę, na jedzenie i dach nad głową?
Mars, czyli Czerwona Planeta, charakteryzuje się rdzawoczerwonym kolorem od tlenku żelaza na powierzchni, licznymi kraterami, wulkanami, kanionami, dolinami rzecznymi oraz polarnymi czapami lodowymi. Znajdują się tu gigantyczne, wygasłe wulkany tarczowe, z których największym jest Olympus Mons, trzykrotnie wyższy od Mount Everestu. Posiada bardzo cienką atmosferę, głównie z dwutlenku węgla, i nie pozwala na oddychanie. nadto jest światem pustynnym, ale występują na nim pory roku i aktywność pogodowa, w tym burze piaskowe, woda występuje głównie w formie zamarzniętej. W przeszłości Mars był cieplejszą i bardziej wilgotną planetą, z gęstszą atmosferą i obecnością ciekłej wody na powierzchni. Wiele jego krajobrazów, takich jak doliny, świadczy o tym, że woda odgrywała tu znaczącą rolę.
Cena wody znów poszła w górę. W dzisiejszych wiadomościach słyszałem, że coraz więcej handlarzy wodą pada ofiarą zabójstw. Handlarze sprzedają wodę na ulicach ulicznym nędzarzom, dzikim lokatorom i wszystkim tym, którym wprawdzie udało się zachować własne lokum, ale których nie stać już na płacenie rachunków za usługi komunalne. Coraz częściej handlarzy wodą znajdują z poderżniętymi gardłami, ogołoconych z ich ręcznych wózków i całej gotówki. Tato powiedział, że woda kosztuje teraz kilkakrotnie więcej niż benzyna. Z wyjątkiem bogaczy i podpalaczy większość ludzi i tak przestała kupować benzynę. W moim otoczeniu nie znam nikogo, kto jeździłby osobówką, ciężarówką czy nawet jednośladem na benzynę. Masa pojazdów paliwowych rdzewieje na dojazdowych drogach, ogołacana z metalowych i plastikowych części.
Nie tak łatwo jednak zrezygnować z wody. Z pomocą przychodzi trochę nowa moda. Dziś trzeba być brudasem. Jeśli jesteś czysty, wystawiasz się na cel. Ludzie myślą, że szpanujesz, próbujesz pokazać im, że jesteś kimś lepszym. W gronie młodszych dzieci pojawienie się czyściocha to murowany powód do bijatyki. Cora nie pozwala, żebyśmy byli brudni w murach sąsiedztwa, za to na wyjście zawsze wkładamy usmolone ubrania. A i w środku moi bracia umyślnie morusają się, gdy tylko oddalają się trochę od domu. Lepsze to niż za każdym razem dostawać lanie.
—
Dziś wieczór zgasło na dobre Okno w Murze, ostatni wielki ekran telewizji w naszym sąsiedztwie. Zdążyliśmy zobaczyć nieżywą astronautkę na tle czerwonego, skalistego pejzażu Marsa. Pokazali nam wyschnięty do suchej ziemi zbiornik wodny i ciała trzech handlarzy wodą z brudnoniebieskimi opaskami na ramionach i na wpół odchlastanymi głowami. Patrzyliśmy, jak w Los Angeles palą się całe blokowiska zabitych deskami budynków. Naturalnie nikt nie kwapi się marnować wody na próby gaszenia takich pożarów.
I wtedy Okno ściemniało. Fonia szwankowała już od miesięcy, ale obraz był do tej pory zawsze bez skazy – naprawdę jakby wyglądało się przez olbrzymie, otwarte na oścież okno.
Rodzina Antosów zarabiała na życie na sąsiadach, którzy przychodzili popatrzeć przez ich Okno. Tato mówił, że takie branie pieniędzy bez zezwolenia jest nielegalne, ale od czasu do czasu pozwalał i nam iść pooglądać, ponieważ nie uważał, by telewizja była specjalnie szkodliwa, no i wspomagało to Antosów. W dzisiejszych czasach ludzie prowadzą mnóstwo małych interesów, utrzymując jedno czy dwa domowe gospodarstwa, i chociaż nie dzieje się z tego powodu nic złego, te poczynania są na bakier z prawem. Okno Antosów ma prawie tyle lat co ja. Zajmuje podłużną, zachodnią ścianę ich saloniku. Musieli być naprawdę zamożni, kiedy je kupowali. Jednak parę lat temu zaczęli pobierać od ludzi opłatę za wstęp, wpuszczając tylko mieszkańców sąsiedztwa, którym podczas seansów sprzedawali owoce, soki, żołędziowe pieczywo i włoskie orzechy. Znajdowali sposób, aby spieniężać wszystko, co tylko w nadmiarze urosło w ich ogrodzie. Wyświetlali filmy z domowej wideoteki, wpuszczali nas na wiadomości i co tylko jeszcze było nadawane. Na wykupienie nowoczesnych, multisensorycznych kanałów nie było ich stać, poza tym ich przestarzałe Okno i tak nie byłoby w stanie odbierać większości z nich.
Nie mieli ani wirtualnych kamizelek, ani obrączek dotykowych, ani hełmofonów. Cały ich zestaw TV składał się z prostego, cienkoekranowego Okna.
Zostały nam teraz tylko trzy małe przedpotopowe telewizorki z niewyraźną wizją, rozproszone po sąsiedztwie, parę używanych do pracy komputerów, no i radia. W każdym domostwie jest przynajmniej jeden sprawny radioodbiornik. Większość codziennych wiadomości dociera do nas przez radio.
Ciekawe, co teraz zrobi pani Antosowa. Jej dwie siostry sprowadziły się i mieszkają razem z nią – obie mają pracę, może więc jakoś to będzie. Jedna jest farmaceutką, a druga pielęgniarką. Nie zarabiają wiele, ale za to dom pani Antosowej należy do niej i jest wolny od długów. Dostał jej się po rodzicach.
Wszystkie trzy siostry są wdowami i razem mają tuzin dzieci – cała dwunastka młodsza ode mnie. Pan Antos, dentysta, został zabity dwa lata temu, kiedy jechał swym elektrocyklem do domu z ogrodzonej murem strzeżonej kliniki, w której pracował. Pani Antos mówi, że dostał się w krzyżowy ogień, ostrzelano go z dwu stron, a później jeszcze dobito strzałem z bliska. Jego jednoślad skradziono. Policja przeprowadziła dochodzenie, skasowała opłatę i nie dowiedziała się niczego. Ludzie ciągle giną w taki sposób. I nigdy nie ma żadnych świadków – chyba że przypadkiem zdarzy się to przed samym komisariatem.
Jest rok 2056. Świat nękany przez zmiany klimatyczne, gospodarcze kryzysy i zacięte polityczne spory zatraca się w chaosie i zmierza ku upadkowi. Rozległe tereny zostały wyludnione, a mieszkańcy zamienionych w fortece miast nieustannie mierzą się z groźnymi chorobami, głodem, przemocą, pożarami…
Iwona Olamina, córka lokalnego pastora, obdarzona darem – a raczej przekleństwem – hiperempatii, nie godzi się na los, jaki ją spotkał. Wyruszy więc w samotną i bardzo ryzykowną podróż w poszukiwaniu bezpieczeństwa i nadziei. Stopniowo dołączą do niej spotkani po drodze ludzie – tak jak ona pragną przetrwać i na zgliszczach starego świata stworzyć miejsce, w którym będą mogli zacząć żyć na nowo.—
Ale jesteśmy już na Marsie. Z bazy właśnie wyszli Kelwin i Celina, w ich skafandrach odbija się napis „Solaris” w zielonkawym kolorze, zamontowany nad wejściem do bazy. Dzięki najnowszemu oprogramowaniu zachowują z sobą łączność.
Jak się tak leży godzinami w nocy, to myśleniem można zajść bardzo daleko i w bardzo dziwne strony, wiesz, tu Celina podniosła głos.
Człowiek wyruszył na spotkanie innych światów, innych cywilizacji, nie poznawszy do końca własnych zakamarków, ślepych dróg, studni, zabarykadowanych, ciemnych drzwi.
Człowiek, wbrew pozorom, nie stwarza sobie celów. Narzuca mu je czas, w którym się urodził, może im służyć albo buntować się przeciw nim, ale przedmiot służby czy buntu jest dany z zewnątrz. Aby doświadczyć całkowitej wolności poszukiwania celów, musiałby być sam, a to się nie może udać, gdyż człowiek nie wychowany wśród ludzi nie może się stać człowiekiem.
Nie zamierzam cię przekonywać, powiem ci tylko tyle: usiłujesz – w sytuacji nieludzkiej – zachować się jak człowiek. Może to i piękne, ale daremne. Zresztą i tego piękna nie jestem pewny, bo czy to, co głupie, może być piękne.
—
A teraz zgasimy światło i do rana nie będziemy mieli żadnych zmartwień, a rano, jeżeli się nam zechce, to postaramy się o nowe. Dobrze? tajemniczo odezwał się Kelwin.
Jednym z członków marsjańskiej bazy w „Solaris” jest biskup Jan, który w chwilach wolnych od codziennych zajęć, nie przestaje snuć różnych opowieści. Nie nazywajmy siebie (stacja była już nazwana), bo to jest uzurpacja, wyrokował. Skąd strach w nas? Bo opisaliśmy człowieka zanim się urodził.
Mamy być człowiekiem normalnym? Taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego? Tak, ale czy nigdy o tym nie pomyślał? A może nie pomyślał nawet, tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu, może obronił się przed tym i zapomniał, i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadził by tego w czyn. Tak, a teraz wyobraź sobie, że naraz, w pełnym dniu, wśród innych ludzi spotyka TO ucieleśnione, przykute do siebie niezniszczalne, co wtedy? Co masz wtedy? Masz wtedy „Solaris”.
Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy. Chcemy znaleźć własny, wyidealizowany obraz; to mają być globy, cywilizacje doskonalsze od naszej, w innych spodziewamy się znowu znaleźć wizerunek naszej prymitywnej przeszłości. Tymczasem po drugiej stronie jest coś, czego nie przyjmujemy, przed czym się bronimy, a przecież nie przywieźliśmy z Ziemi samego tylko destylatu cnót, bohaterskiego posągu Człowieka! Przylecieliśmy tu tacy, jacy jesteśmy naprawdę, a kiedy druga strona ukazuje nam tę prawdę – tę jej część, którą przemilczamy – nie możemy się z tym zgodzić!
Nauka zajmuje się tylko tym, jak się coś dzieje, a nie dlaczego coś się dzieje. To co się stało, może być straszne, ale najstraszniejsze jest to, co się… nie stało. Nigdy.
Kelwin nie wiedział nic, trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów. Nie żyję już własnym życiem; żyję w pamięci kogoś, kto odszedł. -To jest strach, Celina powiedziała i pobladła trochę. – Nie umiem nawet powiedzieć, czego się boję, bo właściwie nie boję się, tylko, tylko się zatracam. W ostatniej chwili czuję jeszcze taki, taki wstyd, nie umiem ci powiedzieć. A potem już nic. To jedyny Bóg, w którego byłbym skłonny uwierzyć, którego męka nie jest odkupieniem, niczego nie zbawia, nie służy niczemu, tylko jest.
Człowiek może ogarnąć tak niewiele rzeczy naraz; widzimy tylko to, co dzieje się przed nami, tu i teraz; unaocznienie sobie równoczesnej mnogości procesów, jakkolwiek związanych ze sobą, jakkolwiek się nawet uzupełniających, przekracza jego możliwości. Doświadczamy tego nawet wobec zjawisk względnie prostych. Los jednego człowieka może znaczyć wiele, los kilkuset trudno jest objąć, ale dzieje tysiąca, miliona nie znaczą w gruncie rzeczy nic.
Odwieczna wiara zakochanych i poetów w potęgę miłości, która jest trwalsza niż śmierć, owo ścigające nas przez wieki „finis vitae sed non amoris” jest kłamstwem. Ale to kłamstwo jest tylko daremne, nie śmieszne. Być natomiast zegarem odmierzającym upływ czasu, na przemian roztrzaskiwanym i składanym od nowa, w którego mechanizmie, gdy konstruktor pchnie tryby, zaczyna wraz z ich pierwszym ruchem iść rozpacz i miłość, wiedzieć, że jest się repeterem męki, tym głębszej, im staje się przez wielość powtórzeń komiczniejsza? Powtarzać istnienie ludzkie, dobrze, ale powtarzać je tak, jak pijak powtarza oklepaną melodię, wrzucając coraz nowe miedziaki w głąb grającej szafy?
Macie stworzyć zegar bez mechanizmu, bez repetora męki… miłości. Ma to być Bóg ograniczony w swojej wszechwiedzy i wszechmocy, omylny w przewidywaniu przyszłości swoich dzieł, którego bieg ukształtowanych przezeń zjawisk może wprawić w przerażenie. Jest to Bóg… kaleki, który pragnie zawsze więcej, niż może, i nie od razu zdaje sobie z tego sprawę. Który skonstruował zegary, ale nie czas, jaki odmierzają. Ustroje czy mechanizmy, służące określonym celom, ale one przerosły te cele i zdradziły je. I stworzył nieskończoność, która z miary jego potęgi, jaką miała być, stała się miarą jego bezgranicznej klęski.
Więc co to jest? To czegośmy chcieli: Kontakt z inną cywilizacją. Mamy go, ten kontakt! Wyolbrzymiona jak pod mikroskopem nasza własna, monstrualna brzydota, nasze błazeństwo i wstyd!!!
Biskup Jan za jego życia nawiązał kontakt z inną cywilizacją wielokrotnie, ale czy one przetrwają? Kevin, ona cię kocha. A ty chcesz ją kochać. To nie jest to samo. Janowi chciało się śmiać, ale nie był pewny, czy przyczyny tej wesołości są mu dostatecznie jasne, aby mógł jej pofolgować. Stwórzcie Boga, pokażcie dla dobra cywilizacji ludzi niejako wyolbrzymioną monstrualną brzydotę naszą, błazeństwo i wstyd, stwórzcie w ten sposób kontakt z inną cywilizacją, która nie istnieje. Jako ludzie nie jesteśmy pospolici, nie jesteśmy trawą wszechświata.
Ale Kelwin nie miał domu. Ziemia? Myślał o jej wielkich zatłoczonych, huczących miastach, w których się zgubi, zatraci prawie tak, jak gdyby uczynił to, co chciał zrobić drugiej czy trzeciej nocy – rzucić się w ocean ciężko falujących ciemności. Czy oceany z ciekłego metanu na Tytanie byłyby jego drugą nocą samobójczą?
Jak możecie się porozumieć z oceanem, jeżeli nie potraficie już tego uczynić między sobą?
Zawsze jest za późno coś poprawić… Trzeba wybrać najwcześniej siebie! Utonę w ludziach, mówił Kelwin Celinie. Będę milkliwym i uważnym, a przez to cenionym towarzyszem, będę miał wielu znajomych, nawet przyjaciół, i kobiety, a może nawet jedną kobietę. Przez pewien czas będę sobie musiał zadawać przymus, aby uśmiechać się, kłaniać, wstawać, wykonywać tysiące drobnych czynności, z których składa się ziemskie życie, aż przestanę je czuć, Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały, niczemu ani nikomu, już nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury jak czarna zasłona powstrzymuje blask dwu słońc, pamiętając wszystko to, co myślę teraz, i wspomnę z pobłażliwym uśmiechem, w którym będzie odrobina żalu, ale i wyższości, moje szaleństwa i nadzieje.
Wcale nie uważam tego siebie z przyszłości za coś gorszego od Kevina, który gotów był na wszystko dla sprawy zwanej Kontaktem. I nikt nie będzie miał prawa mnie osądzić. Los jednego człowieka znaczyć może wiele, los kilkuset trudno jest objąć, ale dzieje tysiąca, miliona nie znaczą w gruncie rzeczy nic.
To nie jest operacja „Myśl”, tylko „Rozpacz”. Teraz trzeba tylko jednego, człowieka, który miałby dostateczną odwagę i wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję, ale ten rodzaj odwagi większość uważa za zwykłe tchórzostwo, bo to jest odwrót, uważasz, rezygnacja, ucieczka niegodna człowieka. Tak jakby godne człowieka było brnąć i grzęznąć, i tonąć w czymś, czego nie pojmuje i nigdy nie pojmie.
Łukasz, który pochodził z Chile, mówił im o Bogu – I stworzył nieskończoność, która z miary jego potęgi, jaką miała być, stała się miarą jego bezgranicznej klęski.
Celina ani przez chwilę nie wierzyła, ze ten płynny kolos, który wielu setkom ludzi zgotował w sobie śmierć, z którym od dziesiątków lat daremnie usiłowała nawiązać chociażby nić porozumienia cała jej rasa, że on, unoszący ją bezwiednie jak ziarnko prochu, wzruszy się tragedią dwojga ludzi. Ale działania jego kierowały się ku jakiemuś celowi. To prawda…
Kelwin nie był całkiem pewien. Odejść jednak, znaczyło przekreślić tę, może nikłą, może w wyobraźni tylko istniejącą szansę, którą ukrywała przyszłość. A wiec lata wśród sprzętów, rzeczy, których dotykaliśmy wspólnie, w powietrzu pamiętającym jeszcze jej oddech? W imię czego? Nadziei na jej powrót? Nie miał nadziei. Ale żyło w nim oczekiwanie, ostatnia rzecz, jaka mu po niej została. Jakich spełnień, drwin, jakich mąk jeszcze się spodziewał? Nie wiedział nic trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów.
Samo istnienie myślącego kolosa nigdy już nie da ludziom spokoju. Choćby przemierzali galaktyki, choćby związali się z innymi cywilizacjami podobnych do nas istot, Solaris będzie wiecznym wyzwaniem, rzuconym człowiekowi.
Mówię ci po raz ostatni: to, tutaj, jest sytuacją pozamoralną. „Solaris” odzwierciedla naszą potrzebę kontaktu z inną cywilizacją. A ja zobaczyłem na pokładach szeregi biało opancerzonych, masywnych automatów, które nie dzielą z człowiekiem.
Tymczasem, tymczasem to nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic?! Kontakt oznacza wymianę jakichś doświadczeń, pojęć, a przynajmniej rezultatów, jakichś stanów, ale jeżeli nie ma nic do wymieniania? Jeżeli słoń nie jest bardzo wielką bakterią, to ocean nie może być bardzo wielkim mózgiem. Z obu stron mogą, oczywiście, zachodzić pewne działania. W efekcie jednego patrzę teraz na ciebie i usiłuję ci wytłumaczyć że jesteś mi droższa niż te dwanaście lat życia które poświęciłem Solaris, i że chcę być z tobą dalej. Może twoje zjawienie się miało być torturą, może przysługują, a może tylko mikroskopowym badaniem. Wyrazem przyjaźni, podstępnym ciosem, może szyderstwem? Może wszystkim na raz albo – co wydaje mi się najprawdopodobniejsze – czymś całkiem innym, ale co mnie i ciebie mogą w gruncie rzeczy obchodzić intencje naszych rodziców, jakkolwiek byli od siebie różni? Możesz powiedzieć, że od tych intencje zależy nasza przyszłość i z tym się zgodzę. Nie potrafię przewidzieć tego, co będzie. Tak samo jak ty. Nie mogę cię nawet zapewnić, że będę cię zawsze kochał. Jeżeli zdarzyło się już tyle, to może się zdarzyć wszystko. Może stanę się jutro zieloną meduzą? To nie zależy ode mnie. Ale w tym, co od nas zależy, będziemy razem. Czy to mało?
Człowiek niewychowany wśród ludzi, nie może się stać człowiekiem. „Solaris” – ludzi milczące porozumienie, wiedza o wzajemnym oszukiwaniu, stało się naszą ostatnią ucieczką. Stanisław Lem chyba nie miał racji, gdy mówił iż człowiek to jego papiery i skrupulatność.
Otwórzmy się na święte słowo? To było takie nasze stare zaklęcie. Kiedy padło, żadne z nas nie śmiało już nie tylko kłamać, ale nawet przemilczeć cokolwiek. Był czas, kiedy zadręczaliśmy się nadmierną szczerością, w naiwnym przekonaniu, że nas ocali. Człowiek niewychowany wśród ludzi, nie może się stać człowiekiem.
Kelwin leżał na wznak, z głową Celiny na ramieniu, bez jednej myśli. Ciemność wypełniająca pokój zaludniała się. Słyszał kroki. Ściany znikały. Coś piętrzyło się nad nim, coraz wyższe, bez granic. Przenikanie na wylot, obejmowany bez dotyku, zastygł w ciemności, czuł jej przejrzystość, ostrą, wypierającą powietrze. Bardzo daleko słyszał serce. Skupił całą uwagę, resztę sił na oczekiwaniu agonii. Nie przychodziła.
Wczoraj byli w sąsiedztwie krateru Jezero. Na Marsie istnieją dowody na obecność zarróno pradawnych, jak i obecnych zbiorników wodnych, w tym jezior. Pradawne jeziora, takie jak w kraterze Jezero, zostały potwierdzone przez badania łazika Perseverance, które wykazały ślady osadów rzecznych. W 2018 roku odkryto również hipotezę istnienia podlodowego, słonego jeziora pod południową pokrywą lodową, potwierdzoną przez dane radarowe z sondy Mars Express.
O tym, czy ocean był istotą żywą, mógłby ktoś zamiłowany w paradoksach i dostatecznie uparty wątpić dalej. Niepodobna było jednak zaprzeczać istnieniu jego psychiki, cokolwiek by pod tym słowem dało się zrozumieć. Oczywiste stało się, że dostrzega aż nadto dobrze naszą obecność nad sobą… To jedno stwierdzenie przekreślało całe rozbudowane skrzydło solarystyki głoszące, jakoby ocean był „światem w sobie”, „bytem w sobie” pozbawionym na skutek wtórnego zaniku ongiś istniejących organów zmysłowych, jakoby nie wiedział nic o istnieniu zjawisk czy obiektów zewnętrznych, zamknięty w kołowrocie gigantycznych myślowych prądów, których siedzibą, łożem i twórcą jest jego pod dwoma słońcami wirująca otchłań.
Kelwin skurczył się na głos Celiny. Leżał bezsennie od godzin, wpatrzony w ciemność, samotny, bo nie słyszał nawet jej oddechu i w pogmatwanych labiryntach nocnych myśli, majaczliwych, na pół sensownych i nabierających przez to nowego wymiaru i znaczenia, zapomniał o niej.
—
Po burzy piaskowej mieszkańcy „Solaris” wybrali się na wschód słońca.
Człowiek może ogarnąć tak niewiele rzeczy naraz. Janie, jeśli cię dobrze rozumiem, a obawiam się, że tak, to myślisz o jakimś bogu ewoluującym, który rozwija się w czasie i dorasta, wznosząc się na coraz to wyższe piętra potęgi do świadomości jej bezsiły? Ten twój bóg to istota, która weszła w boskość jak w sytuację bez wyjścia, a pojąwszy to, oddała się rozpaczy. Tak, ale Bóg rozpaczający to przecież człowiek, mój drogi? Chodzi ci o człowieka.
Człowiek będzie zawsze podróżował, homo viator. Walt Disney wyskakiwał z myszką Micky 300 razy, jak Filip z konopi, zanim ktoś uwierzył w jego umiejętności. Wyobraź sobie, że ktoś ci mówi, że nie jesteś kreatywny, a potem tworzysz najbardziej kultową kreskówkę na świecie. Tak właśnie wyglądała historia Walta.
Kiedy umrzesz, Chrystus powie: pokaż mi swoje ręce. Czy są ranne od dawania? Pokaż mi swoje stopy. Czy zostały użyte do mojej służby? Pokaż mi swoje serce. Czy zostawiłeś tam dla mnie miejsce?
Nie żyję już własnym życiem; żyję w pamięci kogoś, kto odszedł. To dobrze, gdy tak jest.
Ale wtedy jeszcze bardziej musimy rozlewać nasze Chrystusowe emocje na wszystkim naszych braci i siostry, niezależnie od rasy, koloru skóry, pozycji społecznej czy wykształcenia.
Łukasz, zakochaj się w kimś, kto cię pragnie, kto na ciebie czeka, kto rozumie cię nawet w smutku, w kimś, kto ci pomaga i cię prowadzi, w kimś, kto jest twoim wsparciem, twoją pomocą. Zakochaj się w kimś, kto rozmawia z tobą po kłótni. Zakochaj się w kimś, kto za tobą tęskni i chce być z tobą. Nie zakochuj się tylko w ciele lub twarzy; ani w samej idei bycia zakochanym. A kiedy nadejdzie wiek męski, obfity w lata życia, przygotuj się na czas zejścia z tego świata.
Starzenie się nie jest dla mięczaków. Pewnego dnia budzisz się, a młodość po cichu przemija. Ale nie odeszła z pustymi rękami. Zabrała twoje niepewności, twój pośpiech, by zadowolić innych, twój strach przed tym, że nie jesteś wystarczająco dobry. A w zamian zostawiła coś lepszego: wolniejsze tempo, ale pewniejszy krok. Mądrość, by pożegnać się bez strachu. Łaskę, by cenić tych, którzy zostają. Odwagę, by być sobą, bez wyrzutów sumienia. Starzenie się to nie strata, to odpuszczanie. To nauka akceptacji, uwalniania, by w końcu zobaczyć: Piękno było nowsze tylko w lustrze. Zawsze było obecne w waszych historiach, bliznach, sile. Starzenie się to dar. Noś go z godnością.
Nienawiść nigdy nie buduje, ona tylko niszczy. Inspiruje nas do wyboru zrozumienia zamiast gniewu, współczucia zamiast osądu i miłości zamiast podziałów. Nienawiść może wznosić mury, ale jej mądrość pokazuje nam, że mosty buduje się poprzez empatię, życzliwość i odwagę.
W człowieku zawsze budzi się maj, po ukwieconych i umajonych łąkach zawsze nieśmy przesłanie w naszych sercach, siejąc ziarna pokoju, pielęgnując je delikatnymi uczynkami i pozwalając, by nasze działania świeciły jak latarnie oświetlające drogę do harmonii. Gdzie nienawiść dzieli, miłość łączy, bądźmy mostem.
Dobranoc Celino: (Kelwin wspomniał na Mickiewicza, polskiego poetę) Dobranoc! już dziś więcej nie będziem bawili, Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy, Dobranoc ! niech odpoczną po łzach twoje oczy, Dobranoc ! niech się serce pokojem zasili Dobranoc ! z każdej ze mną przemówionej chwili Niech zostanie dźwięk jakiś cichy i uroczy, Niechaj gra w twoim uchu, a gdy myśl zamroczy, Niech się mój obraz sennym źrenicom przymili. Dobranoc ! obróć jeszcze raz na mnie oczęta, Pozwól lica. – Dobranoc! – Chcesz na sługi klasnąć? Daj mi pierś ucałować. – Dobranoc! zapięta. – Dobranoc ! już uciekłaś i drzwi chcesz zatrzasnąć. Dobranoc ci przez klamkę – niestety! zamknięta! Powtarzając: dobranoc! nie dałbym ci zasnąć.
—
W ciągu dalszych dziesięciu lat stacji Solaris, teraz już znajdująca się w ośrodku uwagi wszystkich obserwatoriów tego regionu, wykazywała zdumiewającą tendencję do zachowania swojego ponad wszelką wątpliwość trwałego centrum.. Nowi „Marsjanie” tutaj będą zbierać siły do następnych wypadów w najdalsze krańce ludzkiej planety. Albowiem Solaris będzie wiecznym wyzwaniem, rzuconym człowiekowi, który zatopił w niej wieczny niepokój człowieka jutra i ma żywy kontakt z inną cywilizacją.
Macie być człowiekiem normalnym, kontynuował nauki biskup Jan. Co to jest człowiek normalny? Taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego? Tak, ale czy nigdy o tym nie pomyślał? A może nie pomyślał nawet, tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu, może obronił się przed tym i zapomniał, i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadziłby tego w czyn. Tak, a teraz wyobraź sobie, że naraz, w pełnym dniu, wśród innych ludzi, spotyka TO ucieleśnione, przykute do siebie, niezniszczalne, co wtedy? Co masz wtedy?
Człowiek stawia hipotezy zawsze, nawet kiedy się ma na baczności, nawet kiedy o tym nie wie.
Lem zakochał się w kontakcie z innymi, taka miłość to Solaris!
A Kelwin patrzał nieustannie przez lunetą na Drogę Mleczną. W tej chwili chciał być sam. Musiał być sam. Nie zdobył się jeszcze na nic, na żadną decyzję, nie zapadło żadne postanowienie. Wpatrzony w ciemniejące niebo, w gwiazdy, które były tylko widmowym cieniem ziemskich gwiazd, stał bez ruchu, a w pustce, która zastępowała gonitwę myśli sprzed chwili, rosła bez słów martwa, obojętna pewność, że tam, dokąd nie mógł sięgnąć, wybrał już, i udając, ze nic się nie stało, nie miał nawet tyle siły, żeby sobą wzgardzić.
W pączkowaniu, wzroście, rozprzestrzenianiu się tego żywotworu, w każdym z jego ruchów z osobna i we wszystkich naraz przejawiała się jakaś–chciałoby się powiedzieć–ostrożna, ale nie płochliwa naiwność, kiedy usiłował zapamiętale i szybko poznać, ogarnąć nowy, spotkany nieoczekiwanie kształt i w pół drogi musiał się cofnąć, kiedy groziło przekroczenie tajemniczym prawem ustanowionych granic. Jak niewypowiedzianie kontrastowała owa zwinna ciekawość z ogromem, który sięgał w blaskach wszystkich horyzontów. Nigdy jeszcze nie odczuwał tak jego olbrzymiej obecności, silnego, bezwzględnego milczenia, oddychającego miarowo falami. Zapatrzony, osłupiały schodził w niedostępne, zdawałoby się, regiony bezwładu i w narastającej intensywności zatraty jednoczył się z tym płynnym, ślepym kolosem, jakby bez najmniejszego wysiłku, bez słów, bez jednej myśli wybaczał mu wszystko.
Teraz trzeba tylko jednego człowieka, mówił sobie, który miałby dostateczną odwagę i wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję, ale ten rodzaj odwagi większość uważa za zwykłe tchórzostwo, bo to jest odwrót, uważasz, rezygnacja, ucieczka niegodna człowieka. Tak jakby godne człowieka było brnąć i grzęznąć, i tonąć w czymś, czego nie pojmuje i nigdy nie pojmie.
Ziemia? Myślał o jej wielkich, zatłoczonych, huczących miastach, w których się zgubię, zatracę prawie tak, jak gdybym uczynił to, co chciałem zrobić drugiej czy trzeciej nocy – rzucić się w ocean ciężko falujący w ciemności. Utonę w ludziach. Będę milkliwym i uważnym, a przez to cenionym towarzyszem, będę miał wielu znajomych, nawet przyjaciół, i kobiety, a może nawet jedną kobietę. Przez pewien czas będę musiał sobie zadawać przymus, aby się uśmiechać, kłaniać, wstawać, wykonywać tysiące drobnych czynności, z których składa się ziemskie życie, aż przestanę je czuć. Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały. Nikomu ani niczemu, już nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury jak czarna zasłona powstrzymuje blask dwu słońc, pamiętając wszystko, nawet to, co myślę teraz, i wspomnę z pobłażliwym uśmiechem, w którym będzie odrobina żalu, ale i wyższości, moje szaleństwa i nadzieje.
Ale jeszcze ubrałem się dziś w marzenia, które niczym tatuaże na ciele oplatają moją duszę…to moje marzenia.
(NASA poinformowała, że planuje wysłać czterech astronautów w dziesięciodniową podróż wokół Księżyca już w lutym 2025 roku. Będzie to pierwsza załogowa misja poza niską orbitę okołoziemską od pół wieku i zarazem kluczowy test przed ponownym lądowaniem ludzi na Srebrnym Globie. Pierwszy lot na Marsa rakiety Starship, skonstruowanej przez firmę SpaceX, odbędzie się w marcu 2026 r. – poinformował Elon Musk. Na ludzi czekają na Czerwonej Planecie różne niespodzianki, szczególnie natury psychologicznej. Tym bardziej pośpiech nie jest wskazany. W tej opowieści oparłem się na lekturze szkolnej Stanislawa Lema z dziedziny solarystyki i myślowych dziwolągów, a także na „Przypowieści o siewcy” Octavii E. Butler. W powieści Stanisława Lema „Solaris”,Kelwin jest psychologierm przysłanym na stację badawczą, a Harey jest materializacją jego zmarłej żony, stworzoną przez inteligentny ocean pokrywający planetę Solaris. Harey, mimo że jest kopią, zachowuje się jak żywa osoba, wywołując u Kelvina moralne dylematy i skłaniając go do konfrontacji z własną przeszłością i wspomnieniami. Natomiast Octavia Butler napisała jej dystopijną powieść w 1993 roku. Dziś przedstawiona przez nią czarna wizja świata wciąż przeraża – głównie dlatego, że okazuje się niezwykle bliska otaczającej nas rzeczywistości, &s.Barszczak)
——-
Stanisław Barszczak, Red Planet
Tuesday, July 30, 2056
An astronaut from the crew of the last Mars mission has died. Something broke in the protective shell of her spacesuit, and the rest of the team didn’t manage to get her back to base in time. People in our neighborhood keep saying she had no business being on Mars anyway. How can you waste a fortune on another crazy space trip when so many people here on Earth can’t afford water, food, or shelter?
Mars, the Red Planet, is characterized by a rusty red color from iron oxide on its surface, numerous craters, volcanoes, canyons, river valleys, and polar ice caps. It is home to gigantic, extinct shield volcanoes, the largest of which is Olympus Mons, three times the height of Mount Everest. It has a very thin atmosphere, mainly composed of carbon dioxide, and is not breathable. It’s also a desert world, but it does have seasons and weather activity, including sandstorms. Water exists primarily in frozen form. In the past, Mars was a warmer and wetter planet, with a denser atmosphere and the presence of liquid water on the surface. Many of its landscapes, such as valleys, testify to the significant role water played.
The price of water has risen again. On the news today, I heard that more and more water vendors are being murdered. They’re selling water on the streets to street urchins, squatters, and anyone who, while managing to keep their own homes, can no longer afford to pay utility bills. More and more often, they find water vendors with their throats slit, stripped of their handcarts and all their cash. Dad said water now costs several times more than gasoline. With the exception of the wealthy and arsonists, most people have stopped buying gasoline anyway. I don’t know anyone in my neighborhood who drives a car, truck, or even a gasoline-powered motorcycle. A slew of gasoline-powered vehicles rusts on the access roads, stripped of their metal and plastic parts.
It’s not so easy, however, to give up water. A new fad comes to the rescue. These days, you have to be dirty. If you’re clean, you’re a target. People think you’re showing off, trying to show them you’re better than someone else. Among younger children, the appearance of a cleanhead is sure to spark a fight. Cora doesn’t allow us to be dirty within the neighborhood walls, but we always wear sooty clothes when we go out. And even inside, my brothers deliberately get dirty whenever they stray a bit from the house. It’s better than getting a beating every time.
—
Tonight, Window in the Wall, the last big-screen television in our neighborhood, went out for good. We managed to see the dead astronaut against the red, rocky landscape of Mars. They showed us a parched reservoir and the bodies of three water merchants with dirty blue armbands and half-scarred heads. We watched entire blocks of boarded-up buildings burn in Los Angeles. Naturally, no one bothers to waste water trying to extinguish such fires.
And then the Window went dark. The sound had been failing for months, but the picture had always been flawless until then – it was truly like looking out a giant, wide-open window.
The Antos family made a living off neighbors who came to watch through their Window. Dad said it was illegal to take money like that without permission, but he occasionally let us go to watch because he didn’t think television was particularly harmful, and it helped the Antos family. These days, people run a lot of small businesses, supporting one or two households, and while there’s nothing wrong with that, their actions are illegal. The Antos’ window is almost as old as I am. It occupies the long, western wall of their living room. They must have been quite wealthy when they bought it. However, a few years ago, they started charging people an entrance fee, only letting in neighborhood residents, to whom they sold fruit, juice, acorn bread, and walnuts during the shows. They found ways to monetize whatever they could find growing in their garden. They showed movies from their home video library, let us in on the news, and whatever else was on. They couldn’t afford modern, multi-sensory channels, and besides, their outdated Window wouldn’t be able to receive most of them anyway.
They had neither virtual vests, nor touch rings, nor headphones. Their entire TV set consisted of a simple, thin-screen Window.
All we have left now are three small, antediluvian televisions with blurry vision, scattered around the neighborhood, a few work computers, and radios. Every household has at least one working radio. Most of our daily news comes to us via radio.
I wonder what Mrs. Antos will do now. Her two sisters moved in and live with her – both have jobs, so maybe it’ll work out. One is a pharmacist, the other a nurse. They don’t earn much, but Mrs. Antos’s house belongs to her and is debt-free. It was inherited from her parents.
All three sisters are widows and have a dozen children between them – all twelve younger than me. Mr. Antos, a dentist, was killed two years ago while riding his electric bike home from the walled, guarded clinic where he worked. Mrs. Antos says he was caught in the crossfire, shot from both sides, and then finished off at point-blank range. His bike was stolen. The police investigated, charged the fine, and found nothing. People die like this all the time. And there are never any witnesses – unless it happens right in front of the police station.
The year is 2056. The world, plagued by climate change, economic crises, and fierce political disputes, is descending into chaos and heading towards collapse. Vast areas have been depopulated, and the inhabitants of cities transformed into fortresses constantly face dangerous diseases, hunger, violence, and fires…
Iwona Olamina, the daughter of a local pastor, gifted with the gift—or rather, curse—of hyperempathy, refuses to accept the fate that has befallen her. She embarks on a lonely and highly risky journey in search of safety and hope. Gradually, she is joined by the people she meets along the way—they, like her, yearn to survive and create a new life in the ruins of the old world.
—
But we are already on Mars. Kelwin and Celina have just emerged from the base, their spacesuits reflecting the greenish „Solaris” sign mounted above the base’s entrance. Thanks to the latest software, they maintain communication.
When you lie there for hours at night, your thoughts can take you very far and into very strange places, you know.” Celina raised her voice.
Man has set out to encounter other worlds, other civilizations, without fully understanding his own nooks and crannies, dead ends, wells, barricaded, dark doors.
Man, contrary to appearances, does not create goals for himself. They are imposed upon him by the time in which he was born. He can serve them or rebel against them, but the object of service or rebellion is given from without. To experience complete freedom in the pursuit of goals, he would have to be alone, and that cannot be achieved, because a person not raised among humans cannot become human.
I don’t intend to convince you; I will only tell you this: you are trying—in an inhumane situation—to behave like a human. That may be beautiful, but it is futile. Besides, I’m not sure about that beauty either, for can stupidity be beautiful?
—
Now we’ll turn off the lights and we won’t have any worries until morning, and in the morning, if we feel like it, we’ll try to find new ones. Okay? Kelvin said mysteriously.
One of the members of the Martian base in „Solaris” is Bishop Jan, who, in his free time from daily duties, never stops spinning stories. Let’s not call ourselves (the station had already been named), because that’s usurpation, he judged. Where does this fear come from? Because we described man before he was born.
Are we supposed to be a normal person? One who has never committed anything heinous? Yes, but has he never thought about it? Or maybe he didn’t even think about it, but something thought, swarmed within him, ten or thirty years ago. Perhaps he defended himself against it and forgot about it, and wasn’t afraid of it because he knew he would never act on it. Yes, and now imagine that suddenly, in broad daylight, among other people, he encounters IT incarnate, chained to itself, indestructible. What then? What do you have then? Then you have „Solaris.”
We don’t want to conquer space at all; we only want to expand Earth to its limits. Some planets are to be desert like the Sahara, others icy like the North Pole, or tropical like the Brazilian jungle. We are humanitarian and noble; we don’t want to conquer other races; we only want to pass on our values to them and, in return, take over their heritage. We consider ourselves knights of the Holy Contact. This is another falsehood. We seek no one but humans. We don’t need other worlds. We need mirrors. We don’t know what to do with other worlds. This one is enough, and we choke on it. We want to find our own, idealized image; these are supposed to be globes, civilizations more perfect than ours. In others, we expect to find again the image of our primitive past. Meanwhile, on the other side, there is something we refuse to accept, something we defend ourselves against, and yet we haven’t brought from Earth only a distillation of virtues, a heroic statue of Man! We came here as we truly are, and when the other side shows us this truth—the part of it we’ve kept silent—we can’t accept it!
Science deals only with how things happen, not why they happen. What happened may be terrible, but the most terrible thing is what… didn’t happen. Never.
Kelvin knew nothing, clinging to the unshakable belief that no time had passed Cruel miracles. I no longer live my own life; I live in the memory of someone who has passed away. „It’s fear,” Celina said, turning a little pale. „I can’t even say what I’m afraid of, because I’m not actually afraid, I’m just, I’m just losing myself. At the last moment, I still feel such, such shame; I can’t tell you. And then nothing. He’s the only God I’d be willing to believe in, whose suffering isn’t redemption, doesn’t save anything, doesn’t serve anything, just exists.”
A person can grasp so few things at once; we only see what’s happening before us, here and now; visualizing the simultaneous multitude of processes, however interconnected, however complementary, is beyond their capacity. We experience this even with relatively simple phenomena. The fate of one person can mean a lot; the fate of several hundred is difficult to comprehend, but the fate of a thousand, a million, ultimately means nothing.
The eternal belief of lovers and poets in the power of love, which is more enduring than death, that „finis vitae sed non amoris” that pursues us through the ages, is a lie. But this lie is only futile, not funny. Instead, to be a clock measuring the passage of time, alternately shattered and reassembled, in whose mechanism, when the designer sets the gears, despair and love begin to move with their first movement, to know that one is a repeater of torment, all the deeper the more comical it becomes through the multitude of repetitions? To repeat human existence, fine, but to repeat it like a drunkard repeats a trite melody, dropping ever new coins into the depths of a jukebox?
You are to create a clock without a mechanism, without a repeater of the torment… of love. It is to be a God limited in his omniscience and omnipotence, fallible in predicting the future of his creations, whose course of events shaped by him can terrify. This is a God… a crippled one, who always desires more than he can handle, and doesn’t immediately realize it. Who constructed clocks, but not the time they measure. Systems or mechanisms serving specific purposes, but they outgrew those purposes and betrayed them. And he created infinity, which, from the measure of his supposed power, became the measure of his limitless defeat.
So what is this? What we wanted: Contact with another civilization. We have it, this contact! Our own monstrous ugliness, our foolishness, and our shame, magnified as if under a microscope!!!
Bishop John made contact with another civilization many times during his lifetime, but will they survive?
Kelvin, she loves you. And you want to love her. It’s not the same. John wanted to laugh, but he wasn’t sure the reasons for this mirth were clear enough for him to indulge. Create God, expose for the good of human civilization our exaggerated, monstrous ugliness, our folly, and our shame, thus creating contact with another civilization that doesn’t exist. As humans, we are not common, we are not the grass of the universe.
But Kelvin had no home. Earth? He thought of its great, crowded, roaring cities, in which he would get lost, lost almost as if he had done what he wanted to do on the second or third night—throw himself into the ocean of heavily heaving darkness. Would the oceans of liquid methane on Titan be his second suicidal night?
How can you communicate with the ocean if you can no longer do it among yourselves?
It’s always too late to improve something… You have to choose yourself first! I will drown in people, Kelvin told Celina. I will be silent and attentive, and therefore a valued companion, I will have many acquaintances, even friends, and women, and perhaps even one woman. For a while, I’ll have to force myself to smile, bow, stand, perform the thousands of small actions that make up earthly life, until I no longer feel them. I’ll find new interests, new pursuits, but I won’t give myself entirely to them, to anything or anyone, ever again. And perhaps I’ll look at the night sky where the darkness of a dust cloud, like a black curtain, holds back the brilliance of two suns, remembering everything I think now, and I’ll recall with a condescending smile, a touch of regret but also of superiority, my follies and hopes.
I don’t consider this future self inferior to Kevin, who was willing to do anything for the cause of Contact. And no one will have the right to judge me. The fate of one person can mean a lot, the fate of a few hundred is difficult to comprehend, but the fate of a thousand, a million, ultimately means nothing.
This isn’t Operation „Thought,” it’s Operation „Despair.” Now only one person is needed, someone who has the courage to take responsibility for the decision, but most consider this kind of courage to be mere cowardice, because it is, you think, a retreat, a resignation, an escape unworthy of man. As if it were worthy of man to wade and sink and drown in something he does not understand and never will.
Luke, who came from Chile, spoke to them about God – And he created infinity, which, by the measure of his power, What she was meant to be became the measure of his infinite defeat.
Celina didn’t believe for a moment that this liquid colossus, which had brought death to hundreds of people within itself, with which her entire race had tried in vain for decades to establish even a thread of understanding, that he, carrying her unconsciously like a grain of dust, would be moved by the tragedy of two people. But his actions were directed toward some purpose. It was true…
Kelvin wasn’t entirely sure. To leave, however, meant to erase that chance, perhaps faint, perhaps only imaginary, that the future held. So, years among the furnishings, the things we touched together, in the air that still remembered her breath? In the name of what? The hope of her return? He had no hope. But expectation lived within him, the last thing he had left of her. What fulfillments, mockery, what torments did he still expect? He knew nothing, remaining unshakably convinced that the time of cruel miracles had not passed.
The very existence of a thinking colossus will never again give humans peace. Even if they traverse galaxies, even if they connect with other civilizations of beings similar to us, Solaris will be an eternal challenge posed to humanity.
I tell you for the last time: this, here, is an immoral situation. „Solaris” reflects our need for contact with another civilization. And I saw on board ranks of white-armored, massive automatons that share no ties with humans.
Meanwhile, meanwhile, we don’t want to conquer space; we only want to expand Earth to its limits?! Contact means the exchange of some experiences, concepts, or at least results, some states, but what if there’s nothing to exchange? If an elephant isn’t a very large bacterium, then the ocean can’t be a very large brain. Certain actions can, of course, occur on both sides. As a result, I’m looking at you now and trying to explain to you that you’re dearer to me than the twelve years of my life I devoted to Solaris, and that I want to be with you beyond. Perhaps your appearance was meant as torture, perhaps an act of entitlement, or perhaps just a microscopic examination. An expression of friendship, a cunning blow, perhaps a mockery? Perhaps all at once, or—what seems most likely to me—something entirely different, but what could you or I really care about the intentions of our parents, however different they may have been? You could say that our future depends on those intentions, and I agree with that. I can’t predict what will happen. Just like you. I can’t even assure you that I’ll always love you. If so much has already happened, anything can happen. Maybe I’ll become a green jellyfish tomorrow? That’s not up to me. But in what depends on us, we’ll be together. Is that not enough?
A person untrained among people cannot become a human being. „Solaris”—people’s tacit understanding, the knowledge of mutual deception, became our last refuge. Stanisław Lem was probably wrong when he said that a person is their papers and their meticulousness.
Let us open ourselves to the sacred word? It was an old incantation of ours. When it was uttered, none of us dared not only to lie, but even to remain silent. There was a time when we tortured ourselves with excessive honesty, in the naive belief that it would save us. A person untrained among people cannot become human.
Kelvin lay on his back, Celina’s head on his shoulder, without a single thought. The darkness filling the room was filling. He heard footsteps. The walls were disappearing. Something was towering above him, ever higher, without limits. Penetration through and through, embraced without touch, he froze in the darkness, feeling its clarity, sharp, displacing the air. He could hear a heart far away. He focused all his attention, his remaining strength on anticipating agony. It didn’t come.
Yesterday they were near Jezero Crater. There is evidence on Mars of the presence of both ancient and modern bodies of water, including lakes. Ancient lakes like the one in Jezero Crater were confirmed by the Perseverance rover’s research, which revealed traces of river sediments. In 2018, the hypothesis of a subglacial, salty lake beneath the southern ice sheet was also discovered, confirmed by radar data from the Mars Express probe.
Anyone with a penchant for paradoxes and a sufficiently stubborn mind might still doubt whether the ocean was a living being. However, it was impossible to deny the existence of its psyche, whatever that term might mean. It became obvious that he perceived our presence above him all too well… This single statement invalidated the entire elaborate wing of solaristics, which claimed that the ocean was a „world in itself,” a „being in itself” deprived of its once-existing sense organs due to the secondary atrophy of its sense organs, as if it knew nothing of the existence of external phenomena or objects, locked in a vortex of gigantic thought currents whose seat, bed, and creator was its swirling abyss beneath two suns.
Kelvin shrank at Celina’s voice. He had been lying awake for hours, staring into the darkness, alone because he hadn’t even heard her breathing And in the tangled labyrinths of nocturnal thoughts, delirious, half-meaningful, and thus taking on a new dimension and meaning, he forgot about her.
—
After the sandstorm, the inhabitants of „Solaris” set out for sunrise.
A person can only grasp so few things at once. Jan, if I understand you correctly, and I’m afraid I do, are you thinking of some evolving god who develops and matures over time, ascending to ever higher levels of power, to the awareness of its powerlessness? This god of yours is a being who entered divinity as if in a hopeless situation, and having realized it, gave himself over to despair. Yes, but a despairing God is a human being, my dear? You mean a human being.
Man will always travel, homo viator. Walt Disney jumped out with Mickey Mouse 300 times, like Philip from hemp, before anyone believed in his abilities. Imagine being told you’re not creative, and then you create the most iconic cartoon in the world. That’s what Walt’s story was like.
When you die, Christ will say: Show me your hands. Are they wounded from giving? Show me your feet. Were they used in my service? Show me your heart. Have you left a place for me there?
I’m no longer living my own life; I’m living in the memory of someone who has passed. It’s good when that happens.
But then we must extend our Christlike emotions even more to all our brothers and sisters, regardless of race, color, social standing, or education.
Lukasz, fall in love with someone who desires you, who waits for you, who understands you even in sadness, someone who helps and guides you, someone who is your support, your help. Fall in love with someone who talks to you after a fight. Fall in love with someone who misses you and wants to be with you. Don’t fall in love just with a body or a face; or with the idea of being in love. And when manhood arrives, rich with years of life, prepare for the time of your departure.
Aging is not for wimps. One day you wake up, and youth quietly slips away. But it didn’t leave empty-handed. It took your insecurities, your rush to please others, your fear of not being good enough. And in return, it left something better: a slower pace, but a surer stride. The wisdom to say goodbye without fear. The grace to cherish those who remain. The courage to be yourself, without remorse. Aging isn’t a loss; it’s letting go. It’s learning to accept, to let go, to finally see: Beauty was only newer in the mirror. It was always present in your stories, your scars, your strength. Aging is a gift. Wear it with dignity.
Hate never builds; it only destroys. It inspires us to choose understanding over anger, compassion over judgment, and love over division. Hate can build walls, but its wisdom shows us that bridges are built through empathy, kindness, and courage.
May always awakens within us. Through the flower-filled and flower-filled meadows, let us always carry the message in our hearts, sowing seeds of peace, nurturing them with gentle deeds, and allowing our actions to shine like beacons illuminating the path to harmony. Where hatred divides, love unites, let us be a bridge.
Goodnight Celina: (Kelwin mentioned Mickiewicz, the Polish poet) Goodnight! We will not entertain you anymore today. May an angel’s blue wings surround you in sleep. Goodnight! May your eyes rest after tears. Goodnight! May your heart be nourished with peace. Goodnight! From every moment spoken with me, let some quiet and charming sound remain, let it play in your ear, and when your thoughts grow dim, let my image please your sleepy pupils. Goodnight! Turn your eyes upon me once more, Allow me to face you. – Goodnight! – Do you want to clap your hands at the servants? Let me kiss your breast. – Goodnight! Buttoned up. – Goodnight! You’ve already fled and want to slam the door. Goodnight to you through the doorknob – alas! Locked! Repeating: goodnight! I wouldn’t let you sleep.
—
Over the next ten years, the Solaris station, now the focus of attention of all observatories in this region, demonstrated an astonishing tendency to maintain its undoubtedly permanent center. The new „Martians” here will gather strength for subsequent expeditions to the farthest reaches of the human planet. For Solaris will be an eternal challenge, thrown down to the man who has immersed in it the eternal anxiety of the man of tomorrow and is in living contact with another civilization.
You are to be a normal man, Bishop Jan continued his teachings. What is a normal man? One who has never committed anything heinous? Yes, but has he never thought about it? Or perhaps he didn’t even think about it, but something just thought, swarmed within him, ten or thirty years ago, perhaps he defended himself against it and forgot about it, and was not afraid of it because he knew he would never act on it. Yes, and now imagine that suddenly, in broad daylight, among other people, he encounters IT incarnate, chained to himself, indestructible. What then? What do you have then?
Man always poses hypotheses, even when He’s on his guard, even when he doesn’t know it.
Lem fell in love with contact with others; such love is Solaris!
And Kelwin gazed ceaselessly through his telescope at the Milky Way. At that moment, he wanted to be alone. He had to be alone. He hadn’t yet made any decision, no resolution. Gazing at the darkening sky, at the stars that were only a ghostly shadow of Earth’s stars, he stood motionless, and in the void that replaced the racing thoughts of a moment ago, a dead, indifferent certainty grew wordlessly that where he couldn’t reach, he had already chosen, and pretending nothing had happened, he didn’t even have the strength to despise himself.
In the budding, growth, and spread of this life-form, in each of its movements individually and in all of them simultaneously, a certain—one might say—cautious, yet not timid, naiveté was revealed, as it frantically and quickly tried to learn and grasp the new, unexpectedly encountered form, only to be forced to retreat halfway, at the risk of exceeding the boundaries established by the mysterious law. How inexpressibly contrasted this nimble curiosity with the vastness that reached in the gleams of all horizons. Never before had he felt its immense presence so intensely, its powerful, absolute silence breathing rhythmically in waves. Gazing, stunned, he descended into seemingly inaccessible regions of inertia, and in a growing intensity of loss, he became one with this fluid, blind colossus, as if, without the slightest effort, without words, without a single thought, it forgave him everything. Now all it takes is one man, he told himself, someone with enough courage to take responsibility for the decision, but most consider that kind of courage to be mere cowardice, for it is retreat, you think, resignation, a flight unworthy of man. As if it were worthy of man to wade and sink, to drown in something he doesn’t understand and never will.
Earth? He thought of its vast, crowded, roaring cities, in which I would get lost, lost almost as if I had done what I wanted to do on the second or third night—throw myself into the ocean, heaving heavily in the darkness. I would drown in people. I would be silent and attentive, and therefore a valued companion; I would have many acquaintances, even friends, and women, perhaps even one woman. For a time, I would have to force myself to smile, bow, stand, perform the thousand little actions that make up earthly life, until I ceased to feel them. I’ll find new interests, new pursuits, but I won’t give myself entirely to them. To anyone or anything, ever again. And perhaps I’ll gaze at night, where the darkness of a dust cloud in the sky, like a black curtain, holds back the brilliance of two suns, remembering everything, even what I’m thinking now, and I’ll recall with a condescending smile, a touch of regret but also of superiority, my follies and hopes.
But I’ve also dressed myself today in dreams that, like tattoos on my body, envelop my soul… they are my dreams.
(NASA announced that it plans to send four astronauts on a ten-day journey around the Moon in February 2025. This will be the first manned mission beyond low Earth orbit in half a century and a key test before humans land on the Moon again. The first flight to Mars of the Starship rocket, built by SpaceX, will take place in March 2026, Elon Musk announced. Various surprises await people on the Red Planet, especially of a psychological nature. This makes it especially inadvisable to rush. In this story, I based my reading on Stanisław Lem’s school reading on solar science and mental freaks, as well as on „The Parable of the Sower” by Octavia E. Butler. In Stanisław Lem’s novel „Solaris,” Kelwin is a psychologist sent to the research station, and Harey is the materialization of his deceased wife, created by an intelligent Ocean covering the planet Solaris. Harey, Even though she’s a copy, she behaves like a living person, causing Kelvin moral dilemmas and forcing him to confront his own past and memories. Octavia Butler, on the other hand, wrote her dystopian novel in 1993. Today, the dark vision of the world she presents is still terrifying—mainly because it turns out to be incredibly close to the reality around us, &s. Barszczak)
Życzenia Bożonarodzeniowe Księdza Stanisława Barszczaka dla wszystkich Polaków.
Drodzy bracia i siostry Trudno sobie wyobrazić świętego Narodzonego Boga bez bożonarodzeniowej szopki. Wraz z wigilią w naszych domach jak i w kościołach pojawia się scena nawiązująca do Bożego Narodzenia, co ma nas wprowadzić w odpowiedni na strój refleksji i zadumy. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, skąd tak naprawdę wzięła się szopka bożonarodzeniowa i kto jest jej twórcą. Powszechnie uważa się, iż zwyczaj przedstawiania sceny Narodzin Chrystusa wprowadził i rozpowszechnił św. Franciszek z Asyżu. Nie jest to jednak do końca prawdą. Wbrew pozorom to cesarzowa Helena, już w 330 r. n. e. nakazała wybudować w betlejemskiej grocie żłóbek z marmuru, który miał upamiętnić narodziny Dzieciątka. Kilka lat później, grotę przebudowano na stajenkę, w której umieszczono rzeźby Świętej Rodziny czy pastuszków. Ponieważ w pobliżu wypasane były prawdziwe zwierzęta – szopka zyskała na popularności i była odwiedzana przez pielgrzymów. Ów pomysł szybko został skopiowany w Rzymie, gdzie postawiono szopką przy Bazylice Matki Bożej Większej. Tam też papież odprawił pasterkę. W szopce betlejemskiej, według tradycji, byli Jezus, Maryja i Józef, a także pasterze i Trzej Królowie, których złożyli hołd. Towarzyszyły im również zwierzęta, zazwyczaj wół, osioł i owce, choć Ewangelie o nich milczą. W późniejszych tradycjach i przedstawieniach pojawiali się też aniołowie i święci. Kluczowe postacie w szopce: Święta Rodzina: Dzieciątko Jezus, Maryja, Święty Józef. Pasterze: Pierwsi, którzy przyszli pokłonić się Jezusowi. Trzej Królowie (Mędrcy): Przybyli później, kierując się Gwiazdą Betlejemską. Zwierzęta: Wół, osioł, owce (choć nie ma o nich mowy w Biblii, są symbolem). Aniołowie: Ogłaszali narodziny Dzieciątka. Pośród symboli w szopce akcentuje się obecność na betlejemskim niebie Gwiazdy Betlejemskiej: Wskazywała drogę. Współczesne szopki: Często dodaje się świętych, postacie z lokalnej tradycji, a nawet zwierzęta egzotyczne. Pierwszą żywą szopkę stworzył św. Franciszek z Asyżu w 1223 roku w Greccio, włączając w nią żywe zwierzęta (woła i osła) oraz ludzi, by przybliżyć wiernym tajemnicę Bożego Narodzenia.
Jakie zwierzęta były z Jezusem w stajence? Wcale nie osły i … W tradycyjnych szopkach bożonarodzeniowych, choć Ewangelie milczą na temat zwierząt w stajence, powszechnie przedstawia się wołu i osła (symbolizujących pokorę, cierpliwość, ale i ciepło) oraz owce i baranki, związane z pasterzami i symboliką Baranka Bożego. W zależności od tradycji, pojawiają się też wielbłądy (z Mędrcami), a czasem i konie, kozy, a nawet ptaki (np. gołębica). W tradycyjnych szopkach bożonarodzeniowych, choć Ewangelie milczą na temat zwierząt w stajence, powszechnie przedstawia się wołu i osła (symbolizujących pokorę, cierpliwość, ale i ciepło) oraz owce i baranki, związane z pasterzami i symboliką Baranka Bożego. W zależności od tradycji, pojawiają się też wielbłądy (z Mędrcami), a czasem i konie, kozy, a nawet ptaki (np. gołębica). Powszechne zwierzęta w szopce: Wół: Symbolizuje siłę, ale i ofiarę, przypominając o znaczeniu Eucharystii i pracy, a według niektórych interpretacji miał ogrzewać Dzieciątko. Osioł: Towarzyszył Maryi i Józefowi w podróży, symbolizuje cierpliwość, pokorę i wytrwałość. Owce i baranki: Pasterze przybyli z nimi, symbolizują łagodność, niewinność i ofiarę (Baranek Boży). Inne zwierzęta i symbolika: Wielbłądy: Przybywają wraz z Trzema Królami, symbolizują wytrwałość w drodze. Koń: Pokora, posłuszeństwo, czasem moce anielskie. Koza: Czasem pojawia się obok owiec. Gołębica: Duch Święty, pokój. Ewangelie nie wspominają żadnych zwierząt; obecność tych zwierząt w szopkach to tradycja sięgająca późniejszych wieków, mająca znaczenie symboliczne, a nie historyczne, chociaż osioł mógł towarzyszyć w drodze. Które zwierzę jest najstarsze na ziemi? Nie ma jednej, ostatecznej odpowiedzi, ale najnowsze badania wskazują, że pierwszymi zwierzętami mogły być gąbki (Porifera) lub tajemnicze żebropławy (Ctenophora), które mogły pojawić się nawet 640-700 milionów lat temu, długo przed gąbkami i skamieniałościami organizmów takich jak Dickinsonia sprzed 540 mln lat. Najstarsze skamieniałości gąbek mają 890 milionów lat, co wskazuje na ich bardzo wczesną ewolucję.
Kiedy dla Maryi nastał czas rozwiązania, przez Betlejem przechodziła karawana z magami Wschodu. Właśnie wtedy musieli oni wejść do groty betlejemskiej z Jezusem, wiedzeni byli bowiem najjaśniejszą gwiazdą na Wschodzie – jak mówią nasi uczeni – wielką koniunkcją Jowisza z Saturnem. Z naszej ziemskiej perspektywy to Jowisz i Saturn były widoczne jako jedna podwójna „gwiazda”. Jowisz okrąża Słońce w ciągu 12 lat, z kolei bardziej oddalony Saturn potrzebuje 30 lat, żeby zrobić jeden pełny obieg. Koniunkcja dwóch dużych planet (gdy układają się jedna za drugą w jednej linii ze słońcem i z pozycji ziemskiego obserwatora) zdarza się średnio raz na 20 lat. Wyjątkowo rzadko zbliżają się tak bardzo jak tym razem, kiedy to będą oddalone od siebie o 0,1 stopnia, co sprawi, że z naszej perspektywy będą wyglądały jak jeden duży świetlisty punkt. Według wielu wyliczeń astronomicznych, właśnie taka koniunkcja (ale w gwiazdozbiorze Ryb) miała miejsce przed narodzinami Chrystusa (chociaż inne źródła podają, że Chrystus urodził się prawdopodobnie dwa lata później).
Magowie wiedzieli, że natura funkcjonuje niewiarygodnie dobrze, i że opiera się na stałych prawach. A może nawet równie dobrze wiedzieli, że gdyby nie komety, które łagodziły upadki asteroid z kosmosu na planetę, w efekcie czego kratery na jej powierzchni kształtowały się zawsze mniejsze, a księżyce planet nigdy nie zostały przesłonięte kosmicznym pyłem. W ten sposób niejako już byli świadomi tego, iż to dziecko Józefa i Maryi zostało zrodzone dla pewnej misji. Kim byli trzej mędrcy ze Wschodu? W starożytności uważano ich za 3 Persów, a od VI w. podaje się ich imiona: Kacper, Melchior, Baltazar, dopiero jednak od IX w. w czasach arabskich kalifów na Bliskim Wschodzie, są one powszechnie uznane.
Jeden z pisarzy chrześcijańskich Beda Czcigodny uznał ich za przedstawicieli 3 kontynentów (Europy, Azji i Afryki). Było trzech mędrców. Mateusz nigdy nie podaje, ilu mędrców przybyło, aby oddać cześć Jezusowi . Wiemy, że było ich więcej niż jeden, ze względu na liczbę mnogą słowa „mężczyźni”. Większość ludzi zakłada, że było ich trzech, ze względu na trzy dary, które złożyli, jak zapisano w Ewangelii Mateusza (złoto, kadzidło i mirra). Byli królami. Istnieje ormiańska tradycja utożsamiająca „Mędrców z Betlejem” z Baltazarem złocistym z Arabii, Melchiorem opromienionym zielenią z Persji i czerstwym Kacprem z Indii . Wiemy, że Jezus urodził się w stajni w Betlejem, gdzie odwiedzili Go Trzej Królowie, po czym Święta Rodzina uciekła przed siepaczami Heroda do Egiptu. A jeśli było inaczej? Mędrcy ze Wschodu przybyli do Betlejem, gdy Jezus miał już kilka lat. Wyznawcy kościoła Jezusa Chrystusa świętych w dniach ostatnich mówią o tej scenie, gdy Jezus miał dwa lata. Najczęściej możemy zauważyć starszego człowieka przedstawianego z białą brodą, który ofiarowuje złoto – Kacpra. Melchiora widzimy jako człowieka w średnim wieku, który przekazuje Jezusowi kadzidło, natomiast Baltazar, najczęściej czarnoskóry, to młody człowiek, który składa w darze mirrę. Trzej królowie, trzej mędrcy, magowie – tak najczęściej określa się monarchów, którzy wiedzeni przez Gwiazdę Betlejemską przybyli do Betlejem i oddali pokłon nowonarodzonemu Jezusowi. Trzej mędrcy są ważną częścią chrześcijańskiej tradycji, choć… nie wiemy nawet dokładnie kim byli i skąd pochodzili. To trzej Mędrcy ze Wschodu, znani w tradycji jako Kacper, Melchior i Baltazar, to biblijne postacie, które przybyły do Betlejem, by pokłonić się nowonarodzonemu Jezusowi, przynosząc dary: złoto, kadzidło i mirrę. Biblia nie podaje ich imion ani dokładnej liczby, ale tradycja od średniowiecza utrwaliła te imiona oraz wizerunki, często przedstawiając ich jako przedstawicieli trzech kontynentów (Europy, Azji, Afryki). Są centralnymi postaciami święta Objawienia Pańskiego (Trzech Króli), obchodzonego 6 stycznia, a symbol C+M+B (Christus Mansionem Benedicat) na drzwiach domów oznacza błogosławieństwo dla domu, a nie tylko inicjały Mędrców. Kim byli? Mędrcy (Magowie): W czasach biblijnych byli to uczeni, astrologowie lub kapłani ze Wschodu, interpretujący gwiazdy. Biblia nie określa ich liczby ani imion. Tradycja chrześcijańska ustaliła ich imiona (Kacper, Melchior, Baltazar) i liczbę (trzech) w VI-IX wieku. Często symbolicznie przedstawiani jako reprezentanci Europy, Azji i Afryki, co symbolizuje uniwersalność przesłania. Dary i ich symbolika Złoto: Symbol władzy królewskiej i godności. Kadzidło: Symbol boskości i kapłaństwa.Mirra: Symbol cierpienia, śmierci i przyszłego Zbawienia (zapowiedź męki).
Znaczenie w tradycji i kulturze. Objawienie Pańskie (Trzech Króli): Święto celebruje objawienie się Chrystusa światu poprzez pokłon Mędrców. Baltazar: W późniejszej tradycji najczęściej przedstawiany jako czarnoskóry król Afryki, który przyniósł dary – mirrę. Kacper (Kasper): Czasem też ukazywany jako młody człowiek o ciemniejszej karnacji lub pochodzenia afrykańskiego, symbolizujący uniwersalność wiary. Melchior: Zwykle przedstawiany jako starzec, symbolizujący Europę. Ważne jest, że Biblia nie podaje imion ani liczby mędrców, a ich imiona (Kacper, Melchior, Baltazar) oraz cechy (wiek, pochodzenie) to późniejsze tradycje, które rozwijały się w sztuce i legendach, aby symbolizować zjednoczenie wszystkich narodów w oddawaniu czci Chrystusowi. Najmilsi. Po co jest drugie i trzecie imię? Nadanie drugiego imienia dziecku może być świetnym sposobem okazania szacunku krewnym. W czasie bierzmowania wiele osób w mojej klasie wybierało na trzecie imię imiona swoich dziadków lub pradziadków. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nie uhonorować innego członka rodziny, dając naszemu dziecku jego imię.
W XIII w., św. Franciszek, uzyskując pozwolenie od papieża, przygotował inscenizację wydarzeń bożonarodzeniowych. Zwołując mieszkańców okolicznych wiosek, ustawił na terenie pustelni świece, pochodnie, żłóbek a także żywe zwierzęta. Nad żłobkiem została odprawiona msza św., podczas której Franciszek odśpiewał Ewangelię. św. Franciszek z Asyżu postanowił zobrazować scenę Bożego Narodzenia w Greccio w 1223 r.. Czy chodziło tylko o Boże Narodzenie? Istnieje również hipoteza, że św. Franciszek w wigilię 1223 roku inspirował się kaplicą żłóbka w bazylice Matki Bożej Większej w Rzymie. Był przecież w listopadzie u Ojca Świętego Honoriusza III, od którego otrzymał 29 listopada 1223 r. zatwierdzenie reguły dla braci mniejszych. Biograf świętego Franciszka odnotowuje jego podróż do Ziemi Świętej w latach 1219-1220. Trudno znaleźć niepodważalną dokumentację dotyczącą tej wyprawy. Podróż ta wywarła niewątpliwie ogromny wpływ na artystyczną duszę Biedaczyny z Asyżu i natchnęła jego rozmiłowane w Jezusie serce. To jest jedna z hipotez, mówiąca o tym, co skłoniło Franciszka do zbudowania pierwszej szopki. Pierwszą informację o szopce stworzonej przez św. Franciszka przywołuje jego pierwszy biograf – Tomasz z Celano. Biografia powstała na kilka lat po śmierci św. Franciszka i uznawana jest w Kościele za autentyczne świadectwo. Ten sam autor podkreśla wielkie umiłowanie świąt Bożego Narodzenia w charyzmacie świętego Franciszka. W 1223 roku za zgodą papieża Honoriusza III św. Franciszek zorganizował i przedstawił scenę Bożego Narodzenia w wigilijną noc w Greccio – malowniczej wiosce położonej w połowie drogi między Rzymem a Asyżem. Piętnaście dni przed uroczystością Narodzenia Pańskiego wezwał do siebie mieszkańca Greccio, Jana Velito. Poprosił go o pomoc w realizacji pewnego przedsięwzięcia. Do Greccio z różnych stron przybyło wielu braci zakonnych oraz okoliczni mieszkańcy, pragnący uczestniczyć w zapowiadanym wydarzeniu. Wierni prawdopodobnie przynieśli kwiaty, jako dary dla Dzieciątka Jezus oraz pochodnie, aby rozświetlić tę niezwykłą noc. Inscenizacja ta miała miejsce w płytkiej grocie, pośród lasu. Nisza w skale mieściła żłóbek i zwierzęta oraz najwyżej kilkanaście osób. Po tym przedstawieniu kapłan uroczyście odprawił na żłobie Eucharystię, a Franciszek służył jako diakon i odczytał Ewangelię o tym wydarzeniu. Oryginalność świętego Franciszka wynikała z umiejętności przełożenia tajemnicy historycznych narodzin Jezusa na sakramentalną tajemnicę Eucharystii, w jak najprostszej formie, której realizm jest zrozumiały dla wszystkich. Już samo sprawowanie Eucharystii nad żłobem miało swoją wielką wymowę. W żłobie daje się pokarm wołu i osłu. Na ołtarzu eucharystycznym dostajemy pokarm dla człowieka.
Od tego czasu w różnych zakątkach Europy zaczęły pojawiać się szopki bożonarodzeniowe, które szczególnie rozpowszechniane były przez zakon franciszkanów oraz dominikanów. Oczywiście w kolejnych stuleciach szopki zmieniały nieco swój wygląd, nie ingerowano jednak w przedstawiane tam postaci. Największy rozkwit szopek przypadł na w. XVIII. Tradycja ustawiana szopki betlejemskiej dotarła do Polski ok. XIII w. Początkowo zwyczaj ich budowania mieli tylko zakonnicy, z czasem jednak coraz więcej świeckich osób zaczęło je tworzyć. Zwyczaj budowania bożonarodzeniowych szopek stał się szczególnie popularny w Krakowie, gdzie do tej pory można podziwiać piękne kolorowe szopki krakowskie. Za twórców tradycji budowania krakowskich szopek uznaje się tamtejszych murarzy, którzy tworzyli zarówno niewielki szopki na sprzedaż, jak i piękne duże szopki wigilijne z kukiełkami, które nabierały charakteru obnośnego teatrzyku. Tradycja budowania szopek bożonarodzeniowych w kościołach polskich jest silnie utrwalona. Coraz częściej przed kościołami budowane są również tzw. żywe szopki, w których znajdziemy aktorów ogrywających postaci biblijne oraz żywe zwierzęta, nadające uroku całej inscenizacji. Niemniej jednak nie powinniśmy zapominać o szopkach bożonarodzeniowych w domu. Ich obecność będzie przypominać nam o wydarzeniach sprzed ponad 2000 lat. Wybór szopek bożonarodzeniowych jest ogromny i na pewno każdy znajdzie taką, która przypadnie mu do gustu i będzie mieściła się na komodzie, szafce czy pod choinką.
A oto Aniołowie Narodzenia.
PASTERZE Aniołowie w chrześcijańskiej tradycji są nierozdzielnie złączeni z narodzeniem Jezusa w Betlejem. I nie chodzi tylko o tradycyjne szopki ani świąteczne wystawy sklepowe. Tradycja sięga czasów apostolskich. Św. Łukasz podkreśla misję aniołów w zwiastowaniu pasterzom, którzy w okolicach Betlejem trzymali straż nocną nad swoją trzodą (Łk 2, 8). W czasach Jezusa pasterze byli ludźmi, których lekceważono. Znajdowali się na najniższym szczeblu drabiny społecznej i religijnej. Wraz z rolnikami i rybakami tworzyli „lud nie znający prawa”. Pasterze nie mogli skrupulatnie przestrzegać wszystkich obowiązujących przepisów prawnych, gdyż troska o stada zajmowała im cały czas. Z tego powodu ortodoksyjni Żydzi traktowali ich z pogardą, niemal jak nieczystych. Z drugiej strony, w historii Izraela pasterze cieszyli się szacunkiem i poważaniem. Byli nośnikami Tradycji i religii. Pasterzem był np. król Dawid czy prorok Amos. Tytuł pasterza nadawano również Bogu – Jahwe (Ez 34, 11n). Także Jezus nazywa siebie Dobrym Pasterzem (J 10, 1nn).
Pasterze są ludźmi prostymi ubogimi. Są przedstawicielami ubogich Izraela, ubogich w ogólności, uprzywilejowanych adresatów miłości Boga (Benedykt XVI). Ojcowie Kościoła podkreślają, że pasterze są jedynymi ludźmi, którzy nie śpią, czuwają, troszczą się o stado, służą mu. Wywiązują się ze swych obowiązków, w przeciwieństwie do mieszkańców Betlejem. Mieszkańcy Betlejem „przespali swoje człowieczeństwo”, przegapili czas łaski Boga (por. Tyt 2, 11) i nie zobaczyli chwały narodzin Mesjasza. Pasterze byli wierni, dlatego Bóg sam zatroszczył się o nich: chwała Pańska zewsząd ich oświeciła (Łk 2, 9). Słowo „chwała Pańska” („szekinah”) oznacza opiekę Boga nad ludźmi, którzy są wierni swojemu powołaniu, swojej misji. Natomiast w greckie słowo „doxa” może oznaczać również zjawisko świetlne. Reakcją pasterzy na doświadczenie mocy i światła Boga było przerażenie, lęk. Pasterze nie wiedzą, co się dzieje. Dostrzegają światło, ponieważ nie śpią – ale nie rozumieją go. Jednak pozwalają, aby światło ich dotknęło, aby dotarło aż do ich serc. Co więcej, pozwalają, aby strach przeniknął ich aż do szpiku kości. Całym ciałem odpowiadają na zupełnie nowe doświadczenie (A. Grün). Światło, które oświeciło i przeraziło pasterzy było zapowiedzią odwiecznego światła: Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi (J 1, 9). Światłość prawdziwa jest odbiciem, odblaskiem piękna, dobroci, świętości, miłości Boga. Bóg „wszczepił ją na trwałe” w ludzkie serca. I chociaż nasze codzienne życie jest trudne, naznaczone krzyżem, cierpieniem, troskami, to jednak jest w Nim Bóg-Miłość, prawdziwa Światłość, która je oświetla. Ciemności, zło, grzech mogą je zamazać, zaćmić, ale nigdy nie mogą zniszczyć. Pytania do refleksji:
Jakie jest moje ulubione wyobrażenie anioła? Z czym mi się kojarzy?
Jak odbieram fakt, że Jezus objawił się najpierw pasterzom?
Jaki jest mój stosunek do ludzi ubogich?
Na czym polega moje czuwanie? A na czym ospałość? Czy nie „przesypiam” czasu łaski, objawienia Boga?
Jak rozumiem chwałę Bożą?
Co dla mnie osobiście oznacza życie w światłości?
Czy pamiętam na co dzień o obrazie Boga „wyrytym w moim sercu”? Czy nie „zamazuję”, niszczę w sobie przymiotów i piękna Boga?
ANIOŁOWIE
Aniołowie zwiastujący pasterzom tajemnicę narodzin Boga występują u św. Łukasza w dwóch odsłonach. W pierwszej pojawia się jeden z nich towarzyszący chwale Bożej. Jego misją jest objawienie Nowonarodzonego. Wobec wizji anioła pasterze reagują lękiem. Trwoga, lęk jest reakcją na spotkanie tajemnicy. Trwoga świadczy o tym, że pasterze zostali dotknięci ukazaniem się anioła. Nie pozostają wyłącznie zwykłymi widzami lub obserwatorami. Zostają wciągnięci w święte wydarzenia… Trwoga ta otwiera na to, co nieznane i nieprzewidzialne (A. Grün). Anioł uspokaja pasterzy. Nie bójcie się! (Łk 2, 10). Nie bój się, nie lękaj się – ¬to jedno z najczęstszych wezwań, jakie Bóg kieruje do człowieka w Biblii. Anioł nie przychodzi z nieba, by trwożyć, ale przeciwnie, wnieść pokój i radość: Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan (Łk 2, 10-11). Narodzenie Mesjasza, Zbawiciela i Pana jest źródłem prawdziwej radości dla całego świata. Pasterze są pierwszymi wybranymi przez Boga, by jej doświadczyć i głosić innym.
Trwoga i radość są dwoma zasadniczymi uczuciami, jakich doświadczyli pasterze i jakich doświadcza każdy człowiek w zetknięciu z tajemnicą Boga. Wydaje nam się, że trwoga i radość są przeciwieństwami, a przecież są ze sobą ściśle związane. Trwoga jako reakcja konsternacji otwiera nas na głębokie doświadczenie radości. Nie jest to tania radość, lecz radość, która gruntownie przemienia nasze życie. Radość – jak uczy nas psychologia – jest wzniosłym uczuciem. Porusza nasze serce, unosi je ku górze. Sprawia, ze bije ono szybciej i staje się większe (A. Grün). Anioł przekazuje pasterzom znak rozpoznawczy. Jest nim Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (Łk 2, 12). Znak Boga kontrastuje z oczekiwaniami i wizjami proroków. Jezus nie przychodzi w mocy, nie zatrważa, nie budzi grozy. Przychodzi w słabości, w sposób bardzo ludzki, zachęcający i otwarty dla każdego. W Betlejem Bóg przemawia w tym, co na ziemi jest najpiękniejsze, w niewinności, bezradności i bezbronności dziecka.
Do anioła zwiastującego dobrą nowinę nagle przyłączyło się mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania (por. Łk 2, 13-14). Ewangelista powiada, że aniołowie „mówią”. Dla chrześcijan od samego początku było jednak jasne, że mowa aniołów jest śpiewaniem, w którym cały blask rozgłaszanej przez nich wielkiej radości jest odczuwany jako teraźniejszość. I w ten sposób, od tego momentu, hymn aniołów nigdy nie milknie. Rozlega się przez wieki na coraz nowe sposoby i rozbrzmiewa ciągle na nowo w święto narodzin Jezusa (Benedykt XVI). Śpiew aniołów łączy niebo z ziemią i całym kosmosem, rzeczywistość boską z ludzką, chwałę Bożą z ziemskim pokojem. Co się tyczy „Chwała na wysokościach” decydujące znaczenie ma, rzecz jasna, słowo „jest”. Bóg jest chwalebny, jest niezaprzeczalną Prawdą, odwiecznym Pięknem. Jest to podstawowa, pocieszająca pewność naszej wiary. Jednakże – zgodnie z trzema pierwszymi przykazaniami Dekalogu – również tutaj istnieje idące za tym zadanie dla nas: przyczyniać się do tego, żeby wielka chwała Boża na świecie nie była plamiona i zniekształcona, żeby jego wielkość i Jego święta wola były otaczane czcią (Benedykt XVI).
Z kolei pokój, który zwiastuje ludziom anioł, oznacza nie tylko harmonię, lecz także spokój, pokój duszy. Bóg, stając się człowiekiem, sprawia, że w niespokojnym sercu człowieka zaczyna gościć pokój, który uzdrawia jego wewnętrzne rozdarcie… Pokój, który przychodzi na ziemię wraz z Jezusem, to pokój w ludziach, nie tylko pośród nich, lecz w nich samych. Taki pokój prowadzi do harmonii między różnymi siłami tkwiącymi w człowieku, między jego dobrymi i ciemnymi stronami, między umysłem i popędem, a wreszcie między jego upodobaniami duchowymi i światowymi (A. Grün). Pokój Boga góruje nad pokojem cesarza Augusta (Pax Augusti), gdyż nie opiera się na sile zbrojnej, lecz na miłości. Ostatecznie to sam nowonarodzony Jezus jest pokojem (por. Ef 2, 14-16).
Orędzie aniołów zawiera jeszcze jeden radosny przekaz. Bóg ma upodobanie w ludzkich sercach. To Jego miłosierne, czułe, współczujące serce sprawia, że rodzi się na ziemi i staje się jednym z nas. Otwierając przed nami swe serce, zaprasza do zanurzenia się w Nim i naśladowania Go: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 28-30). Pytania do refleksji:
Czego się lękam?
Czy widzę różnicę między lękiem a bojaźnią Bożą?
Jaki rodzaj radości towarzyszy mojemu życiu?
Czy znak Boga z Betlejem przemawia dziś do mnie?
W jaki sposób troszczę się o chwałę Bożą?
Czy mam pokój w sercu? Czy wnoszę go w życie moich bliźnich?
Czy jarzmo Jezusa jest dla mnie słodkie, a Jego brzemię lekkie (Mt 11, 30)?
ADORACJA W SZOPCE
Po ogłoszeniu radosnej nowiny pasterzom aniołowie odeszli od nich do nieba (Łk 2, 15). Jednak w tradycyjnych szopkach (chyba nie bez przyczyny) umieszcza się ich, gdy adorują, muzykują i śpiewają nowonarodzonemu Dziecku. Do ich adoracji dołączają się przybyli z pośpiechem pasterze. Pasterze są nie tylko jednymi z pierwszych adorujących Nowonarodzonego, ale również pierwszymi świadkami i wysłannikami. Zostaje im powierzona radosna nowina, którą będą dzielić się z innymi. Ich świadectwo jest proste, a zarazem pełne dynamizmu i wiary. Wynika z doświadczenia, podobnie jak później świadectwo Jana: [To wam oznajmiamy], co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam (1 J 1, 1-2). Doświadczenie pasterzy, ich radość, dziękczynienie, uwielbienie będą się stopniowo rozprzestrzeniać i „zarażać innych”, wywołując zadziwienie wśród ludu. Zgodnie ze starożytną maksymą: Bonum est diffusivum sui. „Właściwością dobra jest to, że samo się rozprzestrzenia”.
Inaczej w adoracji uczestniczy Maryja i Józef. Malarze przedstawiają ich zwykle na klęczkach, w pokorze, milczeniu, skupieniu, na modlitwie. Św. Łukasz zanotował, że Maryja zachowywała wszystkie te sprawy, których była świadkiem i rozważała je w swoim sercu (Łk 2, 19). Czasownik „custodire” – zachować, strzec, pilnować” nie wyraża jedynie „pamiętania”, ale podkreśla troskę i uwagę, jaką zachowuje się wówczas, gdy trzyma się w dłoniach coś niezwykle drogocennego (B. Maggioni). Maryja nie tylko strzegła swego skarbu, ale również medytowała nad nim, łącząc w sercu paradoks tajemnicy: z jednej strony wielkość, chwałę Boga (por. J 1, 14), a z drugiej prostotę, ubóstwo, zwyczajność Jego narodzin na ziemi. Do adoracji Jezusa w żłobie tradycja dołączyła jeszcze woła i osła. Są oni umieszczani niemal w każdej szopce i towarzyszą większości polskich kolęd pasterskich. Ich biblijne źródło sięga proroka Izajasza: Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela (Iz 1, 3). W stosunku do nich marnie prezentuje się postawa ludu wybranego: Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie (Iz 1, 3). Benedykt XVI widzi w nich przedstawicieli Żydów i pogan: Żłób staje się jakby Arką Przymierza, w której tajemnie strzeżony Bóg jest między ludźmi i przed którą dla „wołu i osła”, dla ludzkości złożonej z Żydów i pogan, nadeszła godzina poznania Boga. Betlejemska grota jest miejscem pierwszej adoracji Boga na ziemi. Uczestniczy w nim niebo (aniołowie) i ziemia (Maryja i Józef, pasterze, zwierzęta, a później Trzej Mędrcy). Adoracja szopki uczy miłości i pokory, a także zgody na tajemnicę. Nie wyjaśnia wszystkiego, nie rozwiązuje w automatyczny sposób problemów. Nie odsłania również do końca tajemnicy Boga i ludzkiego istnienia. Z adoracji wynosimy raczej wiele twórczych pytań i wątpliwości. Mimo to wprowadza głęboki wewnętrzny pokój, radość, rodzi zaufanie do Boga, innych ludzi i własnego życia. Dlatego jest szczytem modlitwy. W niej łączymy się z boskim źródłem, aby później kochać innych. Proboszcz z Ars mawiał: Gdyby mieszkańcy nieba któregoś dnia przestali adorować Boga, niebo nie byłoby już niebem. A gdyby nieszczęśni potępieńcy w piekle mogli, mimo swoich cierpień, choć przez chwilę adorować Pana, piekło przestałoby być piekłem. Pytania do refleksji:
Którą szopkę wspominam z największym sentymentem? Dlaczego?
Jak wyobrażam sobie grotę betlejemską?
Czym „zarażam” innych?
Czy jestem świadkiem Nowonarodzonego dziś?
Czy potrafię ważne wydarzenia mojego życia zachowywać w sercu i rozważać jak Maryja?
Co sądzę o wołu i ośle?
Jakie znaczenie ma dla mojego rozwoju duchowego adoracja Najświętszego Sakramentu?
W Święto, które celebruje objawienie się Chrystusa światu poprzez pokłon Mędrców chciałbym złożyć najserdeczniejsze życzenia wszystkim Polakom: tym, którzy obchodzą Boże Narodzenie i rozpoczęcie nowego 2026 roku w gronie rodzinnym, tym, którzy obchodzą je w pracy, tym, którzy odczuwają spokój, tym, którzy noszą w sercu troski, tym, którzy szczególnie świętują w tym czasie objawioną Łaskę Boga, i tym, którzy po prostu szukają chwili wytchnienia.
I chciałbym to uczynić po raz kolejny przed symbolem, który bardziej niż jakikolwiek inny przypomina nam, czym są dni Świętego Narodzonego Boga – Nasza Betlejemska Szopka. Uroczystość Objawienia Pańskiego można interpretować jako prawdziwą „szkołę świętości”: życie Boże, wkraczając w historię, nie może pozostać ukryte, lecz objawia się wszystkim, nie wykluczając nikogo. Musimy jednak wiedzieć, jak je uchwycić. I to jest najpełniejszy sens chrześcijańskiego objawienia: Bóg dzieli drogę ludzkości, aby cała ludzkość mogła czerpać ze źródła prawdziwego życia.
Udział w tym „objawieniu” oznacza bycie świętym, czyli przynależność do Boga, ale jednocześnie przeżywanie swojego czasu w pełni. Wiara chrześcijańska nie jest bowiem zaprzeczeniem ludzkiego doświadczenia, lecz jego spełnieniem. To potężne i rewolucyjne przesłanie, które „objawia się” w dziecku narodzonym wśród marginalizowanych, na peryferiach, gdzie najdalsi docierają pierwsi.
Uroczystość Objawienia Pańskiego, w której czczone jest potrójne objawienie się wielkiego Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa: w Betlejem dziecię Jezus zostało uczczone przez Mędrców; w Jordanie nasz Pan przyjął chrzest z rąk Jana, został namaszczony Duchem Świętym i nazwany Synem Boga Ojca; w Kanie Galilejskiej, na uczcie weselnej, przemieniając wodę w nowe wino, objawił swoją chwałę.
Wiele lat temu mówiłem wam: weźmy pastuszka, jego szczenię i zrewolucjonizujmy szopkę. Nadal w to wierzę. Szopka niczego nikomu nie narzuca. Szopka opowiada historię, zachowuje wartości i pogłębia korzenie. A naród, który zna swoje korzenie, to naród, który nie boi się konfrontacji ani przyszłości. Wierzcie lub nie, ale ten symbol mówi o godności, odpowiedzialności, szacunku dla życia i trosce o najsłabszych. To wartości, które ukształtowały naszą społeczność; to wartości, które zasługują na pielęgnowanie, a nie odrzucanie z powodu mody czy strachu.
Bądźcie dumni ze swojej tożsamości, z uniwersalnego przesłania miłości i pokoju, które ona niesie. Niech te Święta Bożego Narodzenia przyniosą wszystkim odrobinę światła, spokoju i siły. Niech będą czasem, by się zjednoczyć, by patrzeć w przyszłość z ufnością, nie zapominając oczywiście o potrzebujących, a przede wszystkim o tym, kim jesteśmy. Szczęśliwego nowego roku 2026 i wesołych świąt Bożego Narodzenia wszystkim!
_________
Stanisław Barszczak, New Year’s Message
Speaking to you at the opening of 2026 is a true honor and privilege, one that can only be experienced once in a lifetime. In our Poland, we have elected a new Archbishop for Silesia. The Bishop for Katowice had to leave Częstochowa, yet we had a great relationship with Bishop Andrzej Przybylski. I don’t know if this will continue. I was surprised… Our Christian world, the human globe, is in turn captivated by the elegant Pope from the Americas. Pope Leo XIV issued his first apostolic exhortation, not an encyclical, titled „Dilexi te” (I Loved You) on October 9, 2025. It focuses on love for the poor, continuing the work of Pope Francis and addressing pressing social issues such as inequality and poverty. This document, available as an audiobook, reminds us of the inextricable link between faith and action on behalf of those in need. Beloved brothers and sisters, As a member of the nearly three billion Christian population (by 2050, there will be 3.3 billion of us in the world), I simultaneously return power to the people in their respect and dignity. This is most important to us. Right from the outset, I would like to note that in our Poland—which has found a vast home in old Europe—after fair, democratic, and free elections, we are an even greater winner today than in the early 1990s. And we are all Zelensky. The war between Russia and Ukraine continues. We have never seen anything like this before: so many deaths in such a short time in such a small area. This is one of the worst tragedies in this country’s history. We are devastated. Russia is indifferent to such massive human losses—what could alarm the country would be harsher sanctions, and any guarantees longer. We are coordinating our positions, and everyone in Europe must unite to defend our European way of life, the independence of our states, and peace in Europe. Peace must reign.
Dearest. How is it possible that a 21-year-old possesses pistols and rifles, and has the means to buy ammunition—knives—and commit this horrific massacre, as has happened so many times in America and in his native Europe? And just as money is immoral, so, in my opinion, a similar situation will always be immoral. The negotiation process, on the other hand, is not a competition where only winners and losers matter. The negotiation process is not a competition where only winners and losers matter. It’s not about people or the negotiating parties—it’s about all of Europe, about the health of our societies.
But no one in the world has self-control. I constantly fight against the illegal deportation from my homeland of people on the move, deprived of self-defense. In our Poland, every act of aggression (even by drones) will be met with an immediate, harsh reaction that its perpetrators could not have imagined. All the more so an act of repression by a government that increasingly disregards the rule of law and seeks to silence its critics by every means possible. We will do so immediately.
Today marks the beginning of the era of high-energy laser defense. We are not surprised. And this is important. I don’t know if you’ve read or seen this, but our neighbors have a large facility, or a large installation, from which ships arrive in the Baltic Sea. It’s one thing to offend someone because they’re being offensive. It’s another to attack their home. This is not the right time for such things. We want to circumvent this; the laser is there to help. Mastering arithmetic, my friend, isn’t a matter of arrogance. We have to be prepared for anything.
For a long time, ideologues in Europe have led an organized effort to force American platforms to punish American views that don’t suit them. And so the modern world continues to perpetrate its problems. We need Greenland for national security, President Donald Trump noted. Dear friends, a word to our American friends: Censorship doesn’t belong where you think. And now for other matters: Macrosur, even in our own Poland, will be criticized, and Trump’s tariffs, imposed not so much on Russia but on the entire world, are incomprehensible. Let it be different in a united Europe. The rules by which we want to live in the digital space in Germany and Europe will not be established in Washington. And now a word of encouragement to the members of the European Parliament: We are on your side. Decisive, coordinated European action remains essential for peace, freedom, and security. Let’s also say this: Finland is prepared for various security challenges and we will respond accordingly. Unfortunately, France is struggling with a serious crime problem, which is the result of disastrous immigration policy.
In his traditional New Year’s Address for 2026, President Alexander Van der Bellen calls for a renewal of European patriotism in the face of growing pressure on Europe. He also refers to the reforms currently needed in Austria. Alexander Van der Bellen, the President of Austria, is perceived as a centrist/liberal politician, a supporter of a strong European Union and pro-European, often criticized by the far right for his liberal views on migration and ecology; his stance is usually a defense of democratic values and peaceful integration. He is a staunch supporter of European integration, seeing it as a guarantee of peace and stability; he opposes nationalist and Eurosceptic tendencies. He places a strong emphasis on environmental protection and the fight against climate change, consistent with his earlier career as leader of the Green Party. He advocates a humanitarian and open policy towards refugees, which has sometimes been the subject of criticism from more conservative and right-wing circles in Austria. He supports a market economy with a strong social component, emphasizing innovation and sustainable development.
The President of Austria acts as a „moral compass” for his country, upholding the constitution, democracy, and the rule of law, often opposing populist governments. He is a symbol of pro-European, liberal, and ecological Austria, often standing in opposition to the far-right forces in the country. At this point, allow me to speak about same-sex marriage. For I dare say, if two men or two women are determined to make the same mistake as heterosexuals, they should be allowed to do so. However, their natural state stinks, and we don’t want them in ours.
My dears, the European Union is one of the world’s largest economies. It’s time to recognize our strength and realize that we have negotiating power. A role model for all nations of the world. It’s an example of how peaceful coexistence is possible. In this sense, Europe’s stars continue to shine and guide us when darkness falls elsewhere. Citizens of the European Union! Give yourselves strength! Be brave! Take a step forward! Be brave! Poland is with you! Poland and the European Union are rivals only on the football pitch. Beyond that, we are closest partners. I share the immense joy of their families and friends at this historic moment. Now the time for healing must begin. For the hostages, their families, and the entire region of the world that proudly bears the name of ancient Europe. Although our values are under such fierce attack, we should defend them with at least equal force. We are responsible not only for what we want, but also for what comes of it.
Let the culture of the European Union, which has existed continuously since the times of Hellas and ancient Rome, continue to flourish. Artistic freedom is a privilege, and this privilege requires conviction. But I want clarity – swift and comprehensive clarity. I do not want to go down in history as a cowardly hero of difficult times. Therefore, I pose a rhetorical question: are the inhabitants of another region of the world, of another origin, „other”? After all, they, too, here on Earth—mother Earth—desire to begin and develop the most wonderful life. They don’t need me, but we do. They are there for each other and with each other—and this will remain for us forever the best example—believe it—of Polish teamwork. However, I agree with the verdict of the people of our Poland. Respect for the voters’ decisions compels Father Częstochowski to respect the majority, but it does not absolve him from the duty to speak out on complex matters. I did not take this step lightly. And just as I would like to say this to distant immigrants, I say this to you: Grit your teeth. It will work out somehow. Hatred and intolerance have no place in our Poland. Our history has already proven that we can unite in difficult matters.
The welfare state as we know it today is no longer financially sustainable, considering our personal contribution to the national economy. This time, I believe, we will be able to cope even more successfully with the accumulation of crises currently facing European countries. Earth has not always been a „blue planet.” In the past, its colors varied: green, red… and perhaps even purple, if only because of snail secretions. Just as the Earth could once have been purple and now is blue, I would like to be a priest in green, even if only by a hair’s breadth, even if only by a hair’s breadth.
We discussed several important details of the ongoing work of the Poles. May the era of their work begin in earnest after the end of the war between Russia and Ukraine or the achievement of a ceasefire. Peace and goodness go together. If we do these two things, we will be strong enough to defend ourselves, even emerge victorious from the unrest for a wider homeland and a happy future of tomorrow of our societies with the new year 2026.
_______
Stanisław Barszczak, Orędzie noworoczne
Mówić do Państwa na otwarcie 2026 roku to prawdziwy zaszczyt i przywilej, jakiego można zaznać tylko raz w życiu. W naszej Polsce jesteśmy po wyborze nowego Arcybiskupa dla Śląska. Ksiądz Biskup dla Katowic musiał zostawić Częstochowę, a przecież mieliśmy z Biskupem Andrzejem Przybylskim świetną relację. Nie wiem, czy tak będzie nadal. Byłem zaskoczony… Nasz świat chrześcijański ludzkiego globu z kolei zauroczony jest eleganckim papieżem z obu Ameryk. Papież Leon XIV wydał swoją pierwszą adhortację apostolską, nie encyklikę, o tytule „Dilexi te” (Umiłowałem cię) 9 października 2025 roku, która skupia się na miłości do ubogich, kontynuując dzieło papieża Franciszka i podejmując palące tematy społeczne, takie jak nierówności i ubóstwo. Dokument ten, dostępny w formie audiobooka, przypomina o nierozerwalnym związku między wiarą a działaniem na rzecz potrzebujących.
Umiłowani bracia i siostry. Jako członek prawie trzy miliardowej populacji chrześcijan (do 2050 ma być nas w świecie 3,3 mld) równocześnie zwracam władzę ludziom w ich szacunku i godności. Tak jest dla nas najważniejsze. Zaraz na wstępie chciałbym zauważyć, iż w naszej Polsce – która znalazła olbrzymi dom w starej Europie – po uczciwych, demokratycznych i wolnych wyborach jesteśmy dziś jeszcze większym zwycięzcą, niż na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego tysiąclecia. I wszyscy jesteśmy Zełenskim. Trwa wojna Rosji z Ukrainą. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś podobnego: tak wiele ofiar śmiertelnych w tak krótkim czasie na tak małym obszarze. To jedna z najgorszych tragedii w historii tego kraju. Jesteśmy zdruzgotani. Rosja jest obojętna na tak duże straty ludzkie – tym, co mogłoby zaniepokoić kraj, byłyby surowsze sankcje, a wszelkie gwarancje były dłuższe. Koordynujemy nasze stanowiska i wszyscy w Europie muszą się zjednoczyć, aby bronić naszego europejskiego stylu życia, niepodległości naszych państw i pokoju w Europie. Pokój musi zapanować.
Najmilsi. Jak to możliwe, że 21-latek posiada pistolety i karabiny oraz ma środki na zakup amunicji – noży i dokonanie tej straszliwej masakry, jak to po wielekroć miało miejsce w Ameryce czy też w rodzinnej Europie? I tak jak pieniądze są niemoralne tak i podobna sytuacja według mnie będzie zawsze niemoralna. Z kolei proces negocjacyjny to nie rywalizacja, w której liczą się tylko wygrani i przegrani. Proces negocjacyjny to nie rywalizacja, w której chodzi tylko o zwycięzców i przegranych. Nie chodzi o ludzi ani o strony negocjujące – chodzi o całą Europę, o zdrowie naszych społeczeństw.
Ale nikt na świecie nie ma samokontroli. Nieustannie walczę z bezprawną deportacją z mojego kraju ojczystego ludzi będących w drodze a pozbawionych samoobrony. W naszej Polsce każdy akt agresji (choćby dronami) spotykać się będzie z natychmiastową, ostrą reakcją, której nie mogli sobie wyobrazić jego autorzy. Tym bardziej akt represji ze strony rządu, który coraz bardziej lekceważy praworządność i stara się uciszyć swoich krytyków wszelkimi możliwymi sposobami. To będziemy czynić natychmiast.
Dzisiaj rozpoczyna się era obrony laserowej o dużej energii. Nie jesteśmy zaskoczeni. I to jest ważne. Nie wiem, czy to czytałeś lub widziałeś, ale sąsiedzi mają duży obiekt, albo dużą instalację, z której przybywają na Bałtyk statki. Jedno to obrażać, bo ktoś jest obraźliwy. A drugie to atakować jego dom. To nie jest odpowiedni moment na takie rzeczy. Pragniemy to obejść, laser ma w tym pomóc. Opanowanie arytmetyki, kolego, nie jest kwestią arogancji. Musimy być na wszystko przygotowani.
Przez długi czas ideolodzy w Europie przewodzili zorganizowanym wysiłkom, mającym na celu zmuszenie amerykańskich platform do karania amerykańskich poglądów, które im nie odpowiadają. I tak świat współczesny dalej prowadzi jego problemy. Potrzebujemy Grenlandii dla bezpieczeństwa narodowego, zauważył prezydent Donald Trump. Kochani, słowo do naszych amerykańskich przyjaciół: Cenzura nie ma miejsca tam, gdzie myślicie. A teraz jeszcze inne sprawy: Macrosur choćby w naszej Polsce będzie krytykowany, a cła Trumpa narzucone nie tyle Rosji, ile całemu światu – niezrozumiałe. W zjednoczonej Europie niech będzie inaczej. Zasady, według których chcemy żyć w przestrzeni cyfrowej w Niemczech i w Europie, nie będą ustalane w Waszyngtonie. A teraz słowo zachęty do europarlamentarzystów: Jesteśmy po Waszej stronie. Zdecydowane, skoordynowane działania europejskie pozostają niezbędne dla pokoju, wolności i bezpieczeństwa. Zaraz też powiedzmy choćby to, Finlandia jest przygotowana na różne wyzwania związane z bezpieczeństwem i będziemy odpowiednio na nie reagować. Niestety, Francja zmaga się z poważnym problemem przestępczości, który jest wynikiem fatalnej polityki imigracyjnej.
W swoim tradycyjnym orędziu noworocznym na rok 2026 prezydent Alexander Van der Bellen wzywa do odnowy europejskiego patriotyzmu w obliczu rosnącej presji na Europę. Nawiązuje również do reform, które są obecnie niezbędne w Austrii. Alexander Van der Bellen, prezydent Austrii, jest postrzegany jako polityk centrowy/liberalny, zwolennik silnej Unii Europejskiej i proeuropejski, często krytykowany przez skrajną prawicę za swoje liberalne poglądy w kwestiach migracji i ekologii; jego postawa to zazwyczaj obrona wartości demokratycznych i pokojowej integracji. Jest zdecydowanym zwolennikiem integracji europejskiej, widząc w niej gwarancję pokoju i stabilności; sprzeciwia się nacjonalistycznym i eurosceptycznym tendencjom. Kładzie duży nacisk na ochronę środowiska i walkę ze zmianami klimatu, co jest spójne z jego wcześniejszą karierą jako lidera Zielonych. Stoi na stanowisku humanitarnej i otwartej polityki wobec uchodźców, co bywało przedmiotem krytyki ze strony bardziej konserwatywnych i prawicowych środowisk w Austrii. Popiera gospodarkę rynkową z silnym elementem socjalnym, stawiając na innowacyjność i zrównoważony rozwój.
Prezydent Austrii działa jako „moralny kompas” dla jego kraju, stojąc na straży konstytucji, demokracji i praworządności, często stając w opozycji do populistycznych rządów. Jest symbolem proeuropejskiej, liberalnej i ekologicznej Austrii, często stojąc w kontrze do skrajnie prawicowych sił w kraju. W tym miejscu niech mi będzie wolno wyrazić się odnośnie małżeństw osób tej samej płci. Albowiem śmiem twierdzić, jeśli dwóch mężczyzn lub dwie kobiety są zdeterminowane, by popełnić ten sam błąd co heteroseksualiści, należy im na to pozwolić. Jakkolwiek ich naturalny kraj śmierdzi i nie chcemy ich w naszym.
Kochani. Unia Europejska jest jedną z największych gospodarek świata. Czas uznać swoją siłę i przekonać się, że mamy siłę negocjacyjną. Wzór do naśladowania dla wszystkich narodów świata . To przykład na to, jak możliwe jest pokojowe współistnienie. W tym sensie europejskie gwiazdy nadal świecą i dają nam wskazówki, gdy gdzie indziej zapada ciemność. Obywatele Europejskiego Zjednoczenia! Dajcie sobie siłę! Bądźcie odważni! Zróbcie krok naprzód! Odważcie się! Polska jest z wami! Polska i Unia Europejska są rywalami tylko na boisku piłkarskim. Poza tym jesteśmy najbliższymi partnerami. Dzielę ogromną radość ich rodzin i przyjaciół w tym historycznym momencie. Teraz musi rozpocząć się czas leczenia. Dla zakładników, ich rodzin i całego regionu świata, który chlubnie nosi miano antycznej Europy. Choć nasze wartości są atakowane z taką siłą, powinniśmy ich bronić co najmniej z taką samą siłą. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, czego chcemy, ale także za to, co z tego wyniknie.
Niech w Europejskiej Unii dalej zakwita nieustannie jej kultura, która istnieje nieprzerwanie od czasów Hellady i starożytnego Rzymu. Wolność artystyczna to przywilej, a ten przywilej wymaga przekonania. Ale chcę jasności – szybkiej i kompleksowej jasności. Nie chcę przejść do historii jako tchórzliwy bohater trudnych czasów. W związku z tym stawiam retoryczne pytanie: czy mieszkańcy innego regionu świata, innego pochodzenia to „inni”? Przecież oni też już tutaj na Ziemi – matce, pragną zacząć i rozwijać najwspanialsze życie. Oni mnie nie potrzebują, ale my ich potrzebujemy. Są dla siebie nawzajem i ze sobą – i to pozostanie dla nas po wsze czasy najlepszym przykładem – uwierzcie w to – polskiej pracy zespołowej. Zgadzam się jednakże na werdykt ludzi w naszej Polsce. Szacunek dla decyzji wyborców nakazuje Księdzu Częstochowskiemu szanować większość, ale nie zwalnia z powinności zabierania głosu w złożonych sprawach. Nie podjąłem tego kroku lekkomyślnie. I tak jak chciałbym to powiedzieć dalekim imigrantom, tak mówię to Państwu: Zaciśnijcie zęby. Jakoś się uda. Nienawiść i nietolerancja nie mają miejsca w naszej Polsce. O tym zaświadczyła już nasza historia, że w sprawach trudnych potrafimy się zjednoczyć.
Państwo opiekuńcze, jakie znamy dzisiaj, nie jest już finansowo zrównoważone, biorąc pod uwagę nasz wkład osobisty w gospodarkę narodową. Tym bardziej również tym razem, jak mniemam, damy radę poradzić sobie z tą kumulacją kryzysów, z którymi zmagają się obecnie kraje europejskie. Ziemia nie zawsze była „błękitną planetą”. W przeszłości jej kolory były różne: zielony, czerwony… a być może nawet i purpurowy chociażby z racji na wydzielinę ślimaków… Tak jak Ziemia mogła być kiedyś purpurowa, a teraz jest błękitna, tak ja chciałbym być księdzem w kolorze zieleni, za cenę zwycięstwa z brunatnym choćby o włos.
Omówiliśmy kilka ważnych szczegółów trwających non stop prac Polaków. Niech na dobre epoka ich pracy zacznie obowiązywać po zakończeniu wojny Rosji z Ukrainą czy też osiągnięciu zawieszenia broni. Pokój i dobro idą razem. Jeśli zrobimy te dwie rzeczy, będziemy wystarczająco silni, żeby się obronić, z nawet wyjść zwycięsko z niepokojów o szerszy dom ojczysty i szczęśliwe jutro naszych społeczeństw z nowym 2026 rokiem.
________
Do mych świątecznych życzeń drogiemu Czytelnikowi załączam następujący wpis. NASA z pracownikami Boeinga skonstruowali w niecałe 18 miesięcy pojazd, który prowadził astronautów w świat, gdzie nie było powietrza, dróg, a grawitacja sięgała 1/6 tej na ziemi. To nie CGI, to księżyc i lunar roving vehicle, pojazd elektryczny z sprzed 50 laty, sprawdzany na ziemskiej pustyni, poruszający się z prędkością 13 km/s, aluminium, baterie i nadzieja. Tam każda śruba, każda opona była zaprojektowana do przeżycia. Co do grama. Kiedy na księżycu koła się obracały, pozostawiały więcej jak kurz – one pozostawiały dowód na to, co ludzkość może zbudować kiedy ciekawość spotyka odwagę.
Życzę wam kochani nadziei i siły, by wytrwać do tego dnia – ponownego lądowania ludzi na księżycu. Misja Apollo mogła się nie powieść. Neil Armstrong uczynił misję Apollo możliwą. Liczyły się ułamki sekund To on zaprogramował lądowanie astronautów, kiedy komputer wskazywał odważniejsze miejsce do lądowania, a wskaźnik paliwa wskazywał prawie zero, on przeszedł na manualne prowadzenie lądownika. To był naprawdę wielki krok ludzkości.
Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia życzy ksiądz Stanisław
I’m enclosing the following post with my holiday wishes to you, dear reader. In less than 18 months, NASA and Boeing engineers constructed a vehicle that carried astronauts into a world where there was no air, no roads, and gravity was one-sixth that of Earth. This isn’t CGI, it’s the moon and a lunar roving vehicle, an electric vehicle from 50 years ago, tested in the Earth’s desert, traveling at 13 km/s. Aluminum, batteries, and hope. There, every screw, every tire was designed for survival. Down to the last gram. When the wheels turned on the moon, they left more than dust—they left evidence of what humanity can build when curiosity meets courage.
I wish you, my dears, hope and the strength to persevere until that day—when humans land on the moon again. The Apollo mission could have failed. Fractions of seconds counted. Neil Armstrong made the Apollo mission possible. He programmed the astronauts’ landing. When the computer indicated a more daring landing site and the fuel gauge read almost zero, he switched to manual control of the lander. This was truly a great step for humanity.
Father Stanisław wishes you a blessed Christmas.
________
Święto Niepodległości. Tysiąc lat polskich zwycięstw.
11 listopada to Dzień Niepodległości Polski, upamiętniający powrót kraju na mapę w 1918 roku, po 123 latach zaborów. Jest to święto narodowe, więc szkoły, urzędy i wiele sklepów jest zamkniętych. Polskie flagi pojawiają się na balkonach, ulicach i budynkach publicznych, tworząc morze bieli i czerwieni. W miastach takich jak Warszawa odbywają się oficjalne uroczystości, przemówienia i pokazy wojskowe. Wiele osób uczęszcza na nabożeństwa, aby modlić się za ojczyznę i tych, którzy walczyli o jej wolność. Rodziny często spędzają ten dzień razem, oglądając wydarzenia w telewizji lub uczestnicząc w lokalnych paradach i koncertach. W Warszawie odbywa się również wielki Marsz Niepodległości, który przyciąga uwagę, a czasem budzi kontrowersje. Polonia również świętuje 11 listopada, organizując wydarzenia kulturalne i uroczystości podniesienia flagi. Dla wielu osób ten dzień to nie tylko historia, ale także refleksja nad tym, co wolność i niepodległość oznaczają dzisiaj. To mieszanka dumy, pamięci i nadziei na przyszłość Polski.
11 listopada 1918 roku: Polska odrodziła się po 123 latach nieobecności na mapie.
Czy wyobrażasz sobie, że żyjesz tego dnia?
Po ponad wieku rozbiorów dokonanych przez Rosję, Prusy i Austrię, Polska znów stanęła dumnie i wolna. Przez pokolenia polskie serca marzyły o tym dniu — i w końcu się spełnił.
Nigdy nie zapominajmy, ile wysiłku kosztowało przywrócenie Polski do życia.
W dniu Święta Niepodległości prezydent uhonorował Przemysława Babiarza krzyżem oficerskim orderu odrodzenia Polski.
W języku angielskim mówimy, że życie jest trudne, ale w poezji mówimy, że niektórych dni się czołgam, niektórych dni rozkwitam, ale każdego dnia podnoszę się na nowo, ponieważ moje serce odmawia mi porzucenia.
Marsz Niepodległości to jedna z największych prawicowych manifestacji w Europie. Coroczny Marsz Niepodległości w Warszawie, organizowany z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, stał się jednym z najbardziej znaczących wydarzeń politycznej prawicy na świecie. Niektórzy zwracają uwagę na jego rosnącą wagę oraz kontrowersje, jakie budzi zarówno w kraju, jak i za granicą.
Ale marsz organizowany 11 listopada, którego tradycja wywodzi się z czasów PRL i patriotycznych demonstracji lat 80., od 2011 r. zmienił swój charakter i „doznał przechyłu”, twierdzą inni. Wówczas kontrolę nad wydarzeniem przejęły skrajnie prawicowe organizacje, takie jak Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny (ONR). Od tego momentu demonstracja stała się platformą dla nacjonalistycznych i antyeuropejskich haseł, przyciągając również środowiska nacjonalistyczne z innych państw Europy.
Obecnie organizacją marszu zajmuje się stowarzyszenie, które deklaruje obronę polskiej tożsamości, suwerenności oraz chrześcijańskich wartości. Marsz przyciąga zarówno osoby manifestujące patriotyzm, jak i „prawicowych radykałów, przeciwników aborcji, homofobów i antysemitów, którzy swoim wojowniczym zachowaniem i pełnymi nienawiści hasłami odciskają piętno na wizerunku demonstracji”.
W Gdańsku, który wizytowałem przez trzy ostatnie dni, Pierwsza Parada Niepodległości, odbyła się w 2003 roku i były to zarazem pierwsze w wolnej Polsce obywatelskie i oddolne obchody święta państwowego, mające otwarty i radosny charakter.
W dniu 11 listopada świąteczne obchody wprost nawiązują do niezależnych, patriotycznych manifestacji organizowanych przez opozycję antykomunistyczną w Gdańsku od końca lat 70. ub. wieku. Stąd właśnie przez wiele lat Parada kończyła się pod pomnikiem Jana III Sobieskiego. Obecnie jednak idziemy aż na Długi Targ, pod Zieloną Bramę.
W Krakowie 107. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, która przypadała we wtorek, to zaproszenie do wspólnego świętowania. Przede wszystkim pragnęliśmy oddać hołd Ojcom Niepodległości i tym, którzy na przestrzeni wieków zabiegali o to, by nasza Ojczyzna była wolna i niezawisła. Myśląc o wydarzeniach z dziejów Polski, pragniemy cieszyć się współczesnym dobrem i tworzyć dalszy rozwój kraju. Pochód patriotyczny, zmiana warty honorowej przed Grobem Nieznanego Żołnierza na placu Jana Matejki w Krakowie, salwa honorowa, tradycyjna defilada, a także poczęstunek grochówką i mobilna strzelnica. To wszystko w ramach krakowskich obchodów Narodowego Święta Niepodległości.
11 listopada 2025 roku po raz 31. odbyło się wyjątkowe na mapie Poznania i Polski święto – Imieniny Ulicy Święty Marcin. Podobnie jak w poprzednich latach, tegorocznej edycji przyświecało hasło „Czyń dobro!”
W Częstochowie 11 listopada miasto przypomniało, że powrót Polski na mapę świata po 123 latach zaborów to zobowiązanie do nieustannej troski o wspólnotę i szacunku dla naszej historii.
Podczas wydarzeń zaplanowanych w Polsce nie zabrakło symbolicznych wyrazów naszej wdzięczności, ale także okazji do rodzinnego świętowania.
Julian Tuwim zauważył:
„Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. (…)
Polak – bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem, bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono. (…)
Polak – bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano. Bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się
najważniejsze – twórczość poetycka – jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim jak najbieglej mówił.
Polak – bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.
Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cyprus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić.
Polak – bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych…
Ale przede wszystkim – Polak dlatego, że mi się tak podoba.”
Polska wolna, niepodległa i suwerenna jest naszym zobowiązaniem. O tym jest to święto – powiedział we wtorek na Placu Piłsudskiego prezydent Karol Nawrocki. Podkreślił, że niepodległość to także sprawiedliwość społeczna. Premier Donald Tusk, który 11 listopada świętował w Gdańsku, przekonywał, że „nikt nie ma monopolu na patriotyzm… Jesteśmy wspólnotą.”
Ja widziałem wszędzie cały naród polski znów.
Zobaczyłem miłość
od pierwszego spojrzenia w twoich oczach.
Nagle świat zaczął wirować,
tylko na siebie spojrzeliśmy,
i szczęście się zaczęło.
Tak długi sen dobiegł końca,
marzenie o wspólnym szczęściu
stało się rzeczywistością.
To był dzień jak każdy inny,
jak zwykle wróciłem sam do domu.
To był przypadek, że się spotkaliśmy.
Teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej.
Zobaczyłem miłość
od pierwszego spojrzenia w twoich oczach.
Nagle świat zaczął wirować,
tylko na siebie spojrzeliśmy,
i szczęście się zaczęło.
Tak długi sen dobiegł końca,
marzenie o wspólnym szczęściu
stało się rzeczywistością.
______
Poland’s Independence Day. A Thousand Years of Polish Victories.
November 11th is Poland’s Independence Day, commemorating the country’s return to the map in 1918 after 123 years of partition. It is a national holiday, so schools, offices, and many shops are closed. Polish flags appear on balconies, streets, and public buildings, creating a sea of white and red. In cities like Warsaw, official ceremonies, speeches, and military displays take place. Many people attend services to pray for their homeland and those who fought for its freedom. Families often spend the day together, watching events on television or attending local parades and concerts. Warsaw also hosts a large Independence March, which attracts attention and sometimes sparks controversy. The Polish community also celebrates November 11th with cultural events and flag-raising ceremonies. For many, this day is not only history, but also a reflection on what freedom and independence mean today. It is a blend of pride, memory, and hope for Poland’s future.
November 11, 1918: Poland was reborn after 123 years of absence from the map.
Can you imagine living on this day?
After more than a century of partition by Russia, Prussia, and Austria, Poland stood proud and free again. For generations, Polish hearts dreamed of this day—and it finally came true.
Let us never forget the effort it took to bring Poland back to life.
On Independence Day, the president honored Przemysław Babiarz with the Officer’s Cross of the Order of Polonia Restituta.
In English, we say that life is difficult, but in poetry, we say that some days I crawl, some days I flourish, but each day I rise again because my heart refuses to abandon me.
The Independence March is one of the largest right-wing demonstrations in Europe. The annual Independence March in Warsaw, held to mark the anniversary of Poland regaining independence, has become one of the most significant events for the political right worldwide. Some point to its growing importance and the controversy it generates both at home and abroad.
However, the November 11th march, whose tradition dates back to the communist era and the patriotic demonstrations of the 1980s, has changed in character since 2011 and „slipped,” others argue. Far-right organizations such as the All-Polish Youth (Młodzież Wszechpolska) and the National Radical Camp (ONR) took control of the event. Since then, the demonstration has become a platform for nationalist and anti-European slogans, also attracting nationalist groups from other European countries.
Currently, the march is organized by an association that pledges to defend Polish identity, sovereignty, and Christian values. The march attracts both those demonstrating patriotism and „right-wing radicals, anti-abortionists, homophobes, and anti-Semites, whose belligerent behavior and hateful slogans are leaving their mark on the demonstration’s image.”
In Gdańsk, which I visited for the past three days, the First Independence Parade took place in 2003. It was the first civic and grassroots celebration of a national holiday in free Poland, with an open and joyful character.
On November 11th, the holiday celebrations directly refer to the independent, patriotic demonstrations organized by the anti-communist opposition in Gdańsk since the late 1970s. Hence, for many years, the parade ended at the John III Sobieski monument. Now, however, we march all the way to Długi Targ, to the Green Gate.
In Kraków, the 107th anniversary of Poland regaining independence, which fell on Tuesday, is an invitation to join in the celebration. Above all, we wanted to pay tribute to the Fathers of Independence and those who, over the centuries, strived to keep our homeland free and independent. Reflecting on events in Poland’s history, we wish to celebrate contemporary goodness and contribute to the country’s continued development. A patriotic march, a changing of the guard of honor at the Tomb of the Unknown Soldier in Jan Matejko Square in Krakow, a salute of honor, a traditional parade, as well as pea soup and a mobile shooting range – all part of Krakow’s celebrations of National Independence Day.
On November 11, 2025, a unique holiday in Poznań and Poland took place for the 31st time – the Saint Martin Street Name Day. As in previous years, this year’s edition was guided by the slogan „Do Good!”
In Częstochowa on November 11th, the city recalled that Poland’s return to the world map after 123 years of partition is a commitment to constant care for the community and respect for our history.
During the events planned in Poland, there was no shortage of symbolic expressions of our gratitude, but also opportunities for family celebrations.
Julian Tuwim said:
„I am Polish because I like it that way. This is my strictly private matter, which I have no intention of reporting to anyone, nor explaining, justifying, or justifying. (…)
Polish – because I was born in Poland, grew up, raised, and learned in Poland, because I was happy and unhappy in Poland, because I desperately want to return to Poland from exile, even if I were assured of heavenly pleasures elsewhere. (…)
Polish – because that’s what was said to me in my parents’ home, in Polish. Because I was fed the Polish language there from infancy; because my mother taught me Polish poems and songs; because when the first shock of poetry came, it was released in Polish words; because what has become most important in life – poetic creativity – is unthinkable in any other language, no matter how fluent I may be in it.
Polish – because in Polish I confessed the anxieties of my first love and in Polish I babbled about its happiness and storms.
Polish, therefore I also find birch and willow closer to me than palm and cyprus, and Mickiewicz and Chopin more dear than Shakespeare and Beethoven. More dear for reasons that, again, I can’t justify with any reason.
Polish – because I adopted a certain number of their national flaws from Poles…
But above all – Polish because I like it that way.”
A free, independent, and sovereign Poland is our commitment. This is what this holiday is about,” President Karol Nawrocki said on Tuesday at Piłsudski Square. He emphasized that independence also means social justice. Prime Minister Donald Tusk, who celebrated in Gdańsk on November 11, argued that „no one has a monopoly on patriotism… we are a community.”
But I saw the entire Polish nation everywhere again.
I saw love
at first sight in your eyes.
Suddenly the world began to spin,
we just looked at each other,
and happiness began.
Such a long dream ended,
the dream of shared happiness
became a reality.
It was a day like any other,
as usual, I returned home alone.
It was a coincidence that we met.
Now my life is completely different.
I saw love
at first sight in your eyes.
Suddenly the world began to spin,
we just looked at each other,
and happiness began.
Such a long dream ended,
the dream of shared happiness
became a reality.
_______
Stanisław Barszczak, UCZYŃMY KONKURS NA POLSKĘ PONOWNIE WIELKIM
Drodzy bracia i siostry w Chrystusie naszym Panu
Najszlachetniejszą przyjemnością jest radość zrozumienia. Karol Wojtyła miał to coś i dobrze spożytkował czas, ‚zadany’ każdemu przez Stwórcę. W życiu jednej generacji odrodził się niczym feniks z popiołów i postawił wysoko poprzeczkę jego watykańskim następcom w wiecznym mieście Romie. 26 lat żywego pontyfikatu, to nie mało. Każdy, kto jest w stanie cię rozgniewać, staje się twoim panem. Wojtyła nie stał się panem, który by ludzi powszechnie rozgniewał, był jednym z najbardziej lubianych papieży ostatniego stulecia, więc kościół – matka nasza i jego generacja odwołała go świętym Rzymsko-katolickiego kościoła. Żeby obdarzony wieloma cnotami Święty Jan Paweł II mógł zaszczepiać dalej w nas miłość i pojednanie wzajemne.
Najmilsi. Coś naprawdę było, póki nie minęło. Nawet Łukasz z Kleofasem, wybrani uczniowie z Emaus, nierozpoznali Jezusa zmartwychwstałego. A Jezus zmartwychwstał jak przepowiedział to wcześniej. „A myśmy się spodziewali.” Ale cud zmartwychwstania ‚zadany’ został chrześcijanom już na wieki. Mamy z radością zdążać do nieba i tę wieść obwieszczać światu całemu.
Jan Paweł wierzył w Polskę, jakiej nie uratował. Bo są chwile, gdy nadmierna aktywność wyobraźni może wystraszyć cię z lasu. Wtedy nie możesz polegać na swoich oczach, gdy wyobraźnia jest rozproszona. Każdego dnia to, co wybierasz, co myślisz i co robisz, staje się tym, kim jesteś. Wojtyła nie odszedł zbyt nagle. Nie było zbyt mało pytań, nie było już zbyt wiele błyskawicznych odpowiedzi. Do domu niebieskiego nie zabrał nic ziemskiego. Czy zapomniał o drugiej koronie? Niektórzy twierdzą, że rzeczy nie mogą być prawdziwe – po prostu dlatego, że nigdy ich nie widzieli, nie czekali wystarczająco długo, albo nie byli tam, kiedy czas na chwilę wszystko zsynchronizował.
Islamizm to śmiertelna plaga, zauważył Wojtyła. Następnie przyszedł Franciszek papież i wybrał się na spotkanie z współczesnymi sułtanami aż do Dubaju. Tutaj sprawię małą refleksję. Dlaczego chciałem jeszcze żyć i być świętym? Bo uczynili z mojej osoby od razu cudowną postać. Natomiast jednostka ma niezbywalne prawo do wolności i odpowiedzialności zarazem na całej ziemi. Owszem kiedyś coś mogło być cudem, i teraz jest cudem dalej, por. Objawienia Maryi, tym razem inne zjawiska natury. Więc tym bardziej uprzejmie błagam, jednak niech nie odbywa się to kosztem mej skromnej osoby i za cenę życia obywatela całego świata i jednostki wszędzie nieskrępowanego bytu.
Tutaj jednak wciąż, kiedy niebo płonie, a morze zamienia się w szkło, wiesz – jeno niektóre chwile są prawdziwe. Trzeba tylko zostać wystarczająco długo, żeby je zobaczyć! Z zewnątrz Świat pędzi nieubłaganie naprzód, tu i ówdzie widzi zaraz tyrana ludzkiego globu. W tych dniach powstał „Gniew ludu”, 7 milionów osób. Protesty w Stanach Zjednoczonych przeciwne polityce prezydenta Trumpa. A to mówię wam nie z pałacu prezydenckiego.
Żyjemy dłużej, już wiecie, lecz w czasach wielkiego upadku. W dobie zapaści autorytetów, skutecznego pogrążenia uczciwości i przyzwoitości w oceanie kłamstw i cynizmu. Chciwość, żądza władzy i pycha stąpały dziarsko przed tym upadkiem. Jeżeli nie tylko w dziedzinie tak podłej, jak polityka, która wytwarza przecież każdego dnia „napięcia i sytuacje konfliktowe w geopolityce naszego świata”, następuje druzgocąca degradacja wartości – nie dziwota, że dyscypliny tak idealistyczne, apolityczne i szlachetne, jak sztuka wszelakich gatunków, w tym muzyka – zarażane są tym wirusem.
XIX Konkurs im. Fryderyka Chopina zakończył się frustrującym werdyktem. Wyrok jurorów został wydany. Jestem przekonany, że intencje mocodawców, którym zależy na wpływach i interesach, a nie na szlachetnej rywalizacji i niezbywalnych, bo absolutnie bezcennych wartościach, jakie niesie twórczość kompozytorska Fryderyka Chopina – nie zostaną zrealizowane. Dla większości melomanów (w tym gronie są wybitni znawcy muzyki, ale także profesjonaliści, pasjonaci i amatorzy – miłujący szczególnie muzykę Fryderyka) – są dwie absolutnie wybijające się indywidualności pianistyczne w tegorocznej rywalizacji: Shiori Kuwahara z Japonii i Tianyao Lyu z Chin. One są prawdziwymi Zwyciężczyniami pierwszej nagrody w zakończonym właśnie konkursie. Czytam na Facebooku: Jestem przekonana, że zawsze znajdą grono słuchaczy wartościowych, to znaczy takich, którzy słyszą i odczuwają, nie oglądając się na niesprawiedliwie przyznawane medale i bezpodstawnie ferowane zaszczyty. Szkoda tylko Konkursu Chopinowskiego, naszej wspanialej tradycji, której prestiż upada właśnie niczym fortepian Chopina w wierszu Cypriana Kamila Norwida.
Nieodwołalnie mijają lata na ziemi, już wieki temu Ktoś mądry zapoczątkował upływ czasu. Teraz konkursy mają to do siebie, że ze swej natury budzą dyskusje lub nawet poważne kontrowersje. To w końcu ocena subiektywna, nie da się zmierzyć obiektywnie, kto jest lepszy. Zdarzają się jednak takie werdykty tak jawnie wbrew powszechnym odczuciom, których usprawiedliwić nie sposób. Tak było „wczoraj,” tak było 15 lat temu. XVI Konkurs Chopinowski wygrała Julianna Awdiejewa z Rosji. To był rok 2010 i czas „resetu” politycznego z reżymem moskiewskim. Przez świat przeszła fala oburzenia, gdyż zdecydowanie przeważały opinie, że zwyciężczyni zaprezentowała się znacznie gorzej, niż ci, którzy z nią przegrali. To był duży cios w reputację konkursu, która już wcześniej nie była najlepsza.
Przez lata konkurs stawał się towarzystwem wzajemnej adoracji. Środowisko wiedziało, że liczą się w nim tylko uczniowie członków jury lub ich dobrych znajomych; jak czyjś nauczyciel nie jest lubiany przez członków jury, to choćby pianista był najlepszy, szans nie ma. Ale nasz Kostek Gałczyński jeszcze śpiewa: „Już kocham cię tyle lat Już kocham cię tyle lat, na przemian w mroku i w śpiewie, może to już jest osiem lat, a może dziewięć – nie wiem. Splątało się, zmierzchło – gdzie ty, a gdzie ja, już nie wiem – i myślę w pół drogi, że tyś jest rewolta i klęska, i mgła, a ja to twe rzęsy i loki.”
Niech nam towarzyszy ‚Ballada o drugim brzegu’ Andrzeja Sikorowskiego znowu:
„Gdy wydepczemy wszystkie ścieżki lata Gdy nam nie starczy cień wysokich drew Gdy już poznamy sens naszego świata To przeprawimy się na drugi brzeg… Niech nie przeszkadza nam niesforna rzeka… Niech łodzi szybki pokieruje bieg… Bo choć nie wiemy co w oddali czeka To przeprawimy się na drugi brzeg… I w ciszy, w ciszy steru nic nie trudzi W szalikach, ciepłych w paltach jak na jesień Tak obok siebie paru zwykłych ludzi I tak nas niesie tak nas dokądś niesie I tylko czasem łódź z przeciwka cicho Tego się przecież nie spodziewał człek Jak my podobnych co zuchwale płyną Po dniach skończonych na swój drugi brzeg”
Kochani. Po co to piszę? W chwili, gdy przestaniesz czekać na idealny moment i zdecydujesz się podzielić swoją prawdą, opublikować swoją pracę i zbudować swoją wizję, wszystko zacznie się zmieniać. Twoje słowa zaczną docierać do właściwych osób. Twoja energia przestanie wyciekać ze spirali.
Twoje pomysły zaczną zamieniać się w dochód. Zdziwisz się, ile mocy do Ciebie powróci, kiedy w końcu zdecydujesz się stworzyć coś dla siebie. Wszechświat może się poruszać tylko wtedy, gdy Ty się poruszasz. Polub serduszko, jeśli to do Ciebie przemawia. Święta Józefino Bakhito, Janie Pawle Święty, módlcie się za nami. By Bóg z niemożliwego uczynił możliwe.
Stanisław Barszczak
_____
Stanisław Barszczak, MAKE CHOPIN COMPETITION GREAT AGAIN Dear brothers and sisters in Christ our Lord The noblest pleasure is the joy of understanding. Karol Wojtyła had that something and made good use of the time ‚given’ to each of us by the Creator. In the life of a single generation, he rose like a phoenix from the ashes and set a high bar for his Vatican successors in the eternal city of Rome. 26 years of a living pontificate is no small feat. Anyone who can anger you becomes your master. Wojtyła did not become a master who universally angered people; he was one of the most beloved popes of the last century, so
the Church—our mother—and his generation have proclaimed him a saint of the Roman Catholic Church. So that Saint John Paul II, endowed with many virtues, may continue to instill love and mutual reconciliation in us.
Beloved Ones. Something truly existed until it passed away. Even Luke and Cleopas, the chosen disciples of Emmaus, did not recognize the risen Jesus. And Jesus rose as he had predicted. „And we were hoping.” But the miracle of the resurrection has been „given” to Christians for eternity. We are to joyfully journey to heaven and proclaim this news to the whole world. My dearest. Something truly was, until it passed away. John Paul II believed in a Poland he had not saved. Because there are times when an overactive imagination can scare you out of the woods. Then you can’t rely on your eyes when your imagination is scattered. Every day, what you choose, what you think, and what you do becomes who you are. Wojtyła’s departure wasn’t too sudden. There weren’t too few questions, there weren’t too many instant answers. He didn’t take anything earthly to his heavenly home. Did he forget about the second crown? Some say things can’t be real—simply because they never saw them, didn’t wait long enough, or weren’t there when time synchronized everything for a moment. Islamism is a deadly plague, Wojtyła noted. Then Pope Francis came and went to meet modern-day sultans all the way to Dubai. Here, I’ll offer a brief reflection. Why did I still want to live and be a saint? Because they immediately made me a miraculous figure. However, an individual has an inalienable right to freedom and responsibility simultaneously on the entire earth. Indeed, something could once have been a miracle, and now it is a miracle beyond that, cf. Apparitions of Mary, this time other natural phenomena. So I beg you all the more politely, but let this not be at the expense of my humble self and at the cost of the life of a global citizen and an individual, everywhere, unfettered existence. Here, however, still, when the sky burns and the sea turns to glass, you know – only some moments are real. You just have to stay long enough to see them! From the outside, the world rushes inexorably forward, here and there, immediately seeing the tyrant of the human globe. In these days, „The People’s Wrath” arose, 7 million people. Protests in the United States against President Trump’s policies. And I tell you this not from the presidential palace. We are living longer, you already know, but in times of great decline. In an era of the collapse of authority, the effective submersion of honesty and decency in an ocean of lies and cynicism. Greed, lust for power, and pride marched boldly before this collapse. If a devastating degradation of values is occurring not only in a field as vile as politics, which, after all, creates daily „tensions and conflicts in the geopolitics of our world,” it is no wonder that disciplines as idealistic, apolitical, and noble as the arts of all genres, including music, are infected with this virus. The 19th Fryderyk Chopin Competition ended with a frustrating verdict. The jury’s verdict has been rendered. I am convinced that the intentions of those in power, who care about influence and business, rather than noble rivalry and the inalienable, because absolutely priceless, values conveyed by Fryderyk Chopin’s compositional work, will not be realized. For most music lovers (this group includes distinguished music experts, but also professionals, enthusiasts, and amateurs – especially fond of Fryderyk’s music) – there are two absolutely outstanding pianistic individuals in this year’s competition: Shiori Kuwahara from Japan and Tianyao Lyu from China. They are the true first-prize winners of the competition that has just concluded. I read on Facebook: I am convinced that they will always find a group of worthwhile listeners, that is, those who hear and feel, without regard for unfairly awarded medals and unjustly offered honors. It is only a pity for the Chopin Competition, our magnificent tradition, whose prestige is declining just like Chopin’s piano in Cyprian Kamil Norwid’s poem. Years on Earth are irrevocably passing; centuries ago, a wise person initiated the passage of time. Nowadays, competitions have a tendency to spark discussion and even serious controversy by their very nature. Ultimately, it’s a subjective assessment; it’s impossible to objectively measure who is better. However, such verdicts do occur, so blatantly contradicting popular sentiments that they cannot be justified. That was the case „yesterday,” that was the case 15 years ago. The 16th Chopin Competition was won by Yulianna Avdeeva from Russia. It was 2010, a time of political „reset” with the Moscow regime. A wave of outrage swept the world, as the prevailing opinion was that the winner performed significantly worse than those who lost to her. This was a major blow to the competition’s reputation, which it wasn’t the best opinion.
For years, the competition became a mutual admiration society. The community knew that only students of the jury members or their good friends were considered important; if a teacher wasn’t liked by the jury members, even the best pianist had no chance. But our Kostek Gałczyński still sings: „I’ve loved you for so many years. I’ve loved you for so many years, alternating between darkness and song. Maybe it’s been eight years, maybe nine – I don’t know. It’s become tangled, twilight – where are you and where am I, I don’t know anymore – and halfway there I think that you are the revolt and the defeat and the fog, and I am your eyelashes and curls.”
Let Andrzej Sikorowski’s ‚Ballad of the Other Shore’ accompany us again:
„When we have trodden all the paths of summer, When the shadow of the tall trees is no longer enough, When we have finally learned the meaning of our world, Then we will cross to the other shore… Let the unruly river not hinder us… Let the swift course of the boat steer… For though we know not what awaits in the distance, We will cross to the other shore… And in silence, in the silence of the helm, nothing troubles the helm, In scarves, warm in coats as in autumn, So side by side, a few ordinary people And so they carry us, so they carry us somewhere, And only sometimes the boat from the other side is silent. This is what man did not expect, Like us, like those who boldly sail After days are over to their other shore.”
My dear ones, why am I writing this? The moment you stop waiting for the perfect moment and decide to share your truth, publish your work, and build your vision, everything will begin to change.
Your words will begin to reach the right people. Your energy will stop leaking out of the spiral. Your ideas will start turning into income. You’ll be surprised how much power returns to you when you finally decide to create something for yourself. The universe can only move when you move. Like the heart if it resonates with you. Saint Josephine Bakhita, Saint John Paul, pray for us. That God may make the impossible possible.
Stanisław Barszczak
______
Młodzieńcza kawa
Odezwał się głos z Rzymu, że wraca do ojczyzny pierwszy z rodu Polaków – papież Słowianin, Wtedy szkicowałem w debiucie wiosennym opowieść współczesną „Nie lubię poniedziałku” niejako przewidując moją dojrzałość.
Pamiętnego czerwca w Częstochowie 1979, to widziałem na jawie zbyt wcześnie. Tego roku szybko minęły wakacje, Październik wstał senny o świcie, W mgłach słońce przeglądało się skrycie.
Lecz kawa pachnąca, i moc uzdrawiająca bardzo mocno zakręciła mym charakterem – nagle otrzymałem chęć na drugie szaleńcze życie! Dzień dobry, niech ten tydzień będzie jak pierwsza kawa – mocny, aromatyczny i pełen energii!
First Coffee
A voice came from Rome that the first of the Polish line – the Slavic Pope – was returning to his homeland. Then I was sketching in my spring debut a contemporary story, „I Don’t Like Mondays,” somewhat anticipating my maturity.
That memorable June in Częstochowa in 1979, I saw it all too soon in my waking life. That year, the holidays passed quickly, October awoke drowsily at dawn, The sun peeked secretly through the mists.
But the fragrant coffee and its healing power had a profound effect on my character – I suddenly felt the desire for a second, fragrant life! Good morning, may this week be like my first coffee – strong, aromatic, and full of energy!
Stanisław Barszczak, Poemat o potędze
Najpiękniejsze trasy na złotą wędrówkę w Karkonoszach
Karkonosze jesienią potrafią oczarować każdego – złote lasy, mgły snujące się po dolinach i krystalicznie czyste widoki ze szczytów. Oto nasze polecenia tras, które warto odkryć o tej porze roku:
Polska strona: Szlak na Śnieżkę z Karpacza przez Kocioł Łomniczki – jesienią mniej turystów, a widoki bajkowe. Szlak z Przełęczy Okraj na Skalny Stół – spokojniejsza alternatywa z panoramą na Rudawy Janowickie. Wodospad Kamieńczyka i trasa na Halę Szrenicką – złota jesień w świerkowym lesie robi niesamowite wrażenie.
Czeska strona: Ścieżka na Labską Boudę i źródła Łaby – magiczne połączenie jesieni i wodnych pejzaży. Szlak na Śnieżne Kotły od strony Harrachova – mniej znany wariant, widoki zapierające dech! Jezioro Mały Sta (Malý Staw) – odbijające się w tafli wody jesienne kolory to czysta poezja.
Jeśli marzysz o górach w pełnej jesiennej krasie, Karkonosze będą idealnym wyborem – po polskiej i czeskiej stronie!
Którą z tych tras wybierasz na swoją jesienną wędrówkę?
Cicho, cicho pląsajcie, mgły, córki powietrzne,
Moje siostry rodzone, moje siostry mleczne.
Biegnę wzrokiem za wami. Odpadam zziajany,
Bo jakoż wszystkie szczyty owinąć w turbany.
Kiedy mgły tak po górach wiodą poloneza,
Jakoż nadążyć i nie dostać zeza…
Doliny pragną szczytów,
Widząc je w blaskach zaszczytów,
A dolin pragną szczyty,
Że w nich spokój sobą syty.
Chwaląc szczęśliwość cudzą,
Jedne i drugie się łudzą.
Na szczytach więcej światła i zmęczenia,
W dolinach więcej spokoju i… cienia.
Bez tej miłości można żyć,
mieć serce puste jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie wić…
Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię – i żyć,
ale nie można owocować.
Jestem jak gwiazda
gotowa w każdej chwili
zsunąc się z nieba
runąć we wszechświat
jestem jak owoc dyni
dojrzały gotów rozpęknąć
i wydać ze swego wnętrza
plon ziarna
jestem jak rozdeptany ptak
w agonii
rozczesujący dziobem skrzydla
podziwiający ich wietrzną konstrukcję
jestem jak błysk słońca
na ciemnym metalu drzwi
które prowadzą we wszechświat.
Jesień, przez górskie idąc przełęcze,
Miast serca – liść mi szkarłatny wkłada –
Miast oczu – wtula dwie drobne tęcze
I śpiewa: „Ziemia kona już – blada,
Liść bez zieleni, kwiat bez motyli
Krew tysiącbarwną wysącza z siebie,
Jakby chciał w jednej odtworzyć chwili
Kolory wiosny – po jej pogrzebie!…
Tyś moim liściem, tyś moim kwiatem,
Bez żalu z całym żegnaj się światem!
Pij czar wspomnienia z jesiennej mgły!
Konaj i ty!”
– Konam! po całej konam przestrzeni
Od pól kobierca – do chmur kobierca!
Lecz pomnij – śmiercią piękna jesieni:
Człowiek jest kwiatem innego serca!…
Odkwitną kwiaty z śniegów powicia,
Gdy się odzłoci słońce na nowo!
Wyrwiesz je ze snu złotym kłom życia
I dawnych szeptów napełnisz mową!
Ale po mojej wiosny pogrzebie
Już nie odtworzysz blasków na niebie
I bezwładnego – w głębokim śnie –
Nie zbudzisz mnie!..
Trzymam kurczowo kolorowe paciorki, ściskam je mocno niczym tonący brzytwę. To mej nadziei akumulatorki, uspokajają złych myśli gonitwę.
Z całego serca chcę Ci zaufać,
że kochasz mnie Panie i że Jesteś ze mną, że mnie owieczkę zawsze Będziesz szukać, choćbym szedł doliną ciemną.
Chcę wierzyć Panie w Twoje Miłosierdzie, w Twą dobroć dla nas mocy niepojętej, chcę wierzyć, że mnie znajdziesz wszędzie, choć nie zawsze byłem świętym…
Ściskam różaniec jak największy skarb, bo wiem, że do zbawienia to droga. Ściskam różaniec bo jest tego wart, bo to drabina do Boga!!!
Nie potrzebuję już burz, które przewracają mój świat do góry nogami.
Nie potrzebuję miłości, która przypomina walkę o przetrwanie.
Nie szukam ognia, który parzy – tylko ciepła, które otula.
Dziś chcę spokoju, który koi duszę.
Szczerości, przy której mogę zdjąć wszystkie maski.
Bliskości, która nie wymaga gry ani udowadniania swojej wartości.
Nie mam już miejsca na kłamstwa przebrane za obietnice.
Nie mam już siły na ból, który udaje namiętność.
Dojrzałość nauczyła mnie, że prawdziwe „tak” zaczyna się tam, gdzie potrafisz bez lęku powiedzieć „nie”.
Bo życie nie polega na tym, by przetrwać dramaty.
Polega na tym, by znaleźć kogoś, z kim codzienność jest wystarczająco piękna.
Idziesz przez życie wśród burz i zwątpienia,
Krzyż w twoich dłoniach — znak odkupienia.
Upadasz często na ścieżce cierpienia,
Lecz wstajesz — Pan ci udziela przebaczenia.
Idziesz, gdy mrok nie ma kresu ni końca,
W sercu rozbłyska promień Bożego słońca.
Upadasz, a łzy spływają po nocy,
Wstajesz, bo Pan ci udziela swej mocy.
Idziesz ku światłu, co nigdy nie zgaśnie,
Wiernie niesiesz krzyż, aż droga nabierze kształtu rozjaśnienia.
Upadasz — trud twój ma swoje znaczenie,
Wstajesz i wiesz: miłość daje zbawienie.
Boże, Ty już planujesz dać mi zwycięstwo. Proszę odkryj moje plany swoją drogocenną krwią, obdarz mnie pokojem oraz zdrowiem.
Nie głaskało mnie życie po głowie,
nie pijałem ptasiego mleka –
no i dobrze, no i na zdrowie:
tak wyrasta się na człowieka.
Nauczyło żołnierskiej krzepy
życie trudne, twarde i liche.
Byłem wtenczas jak szczeniak ślepy,
na świat patrzył za mnie stary wiarus.
Nie głaskało mnie życie po głowie,
nie doszedłem tam, dokąd szliśmy,
ale idę jak żołnierz dalej,
inny, dalszy, trudniejszy cel mam
i jak stary wiarus wali
manifest mój – broń szybkostrzelna.
Kochany Ojcze Pio. Jestem słaby. Potrzebuję Twojej pomocy, Twojego pocieszenia, Proszę błogosław wszystkim ludziom, moim przyjaciołom, mojej rodzinie, nawet mnie. Ześlij święte światło, światło Boga, aby oświeciło nasze dusze, nasze umysły, nasze myśli… Do kogo mogę się zwrócić, jeśli nie do Ciebie? Wiem, że zawsze wstawiasz się u Pana za wszystkie dusze, które przechodzą przez trudny czas, za te, które są chore, za te, które przeżywają rozczarowania, zniechęcenie ziemskie lub duchowe, jesteś tam blisko tej duszy, która tęskni za pomocą w swoim cierpieniu. Jestem pewien,
że ktokolwiek modli się z wiarą, nawet jeśli jest to tak małe jak ziarenko piasku, w imieniu Boga,
możesz zdziałać cuda. A te cuda są w łaskach, które Jezus i nasza Matka w niebie zsyłają nam ze Swoich Najświętszych Serc z Swojej Miłości z Ducha Świętego, który jest w każdym z nas i który z radością przyjmuje wszystko, co dobre dla Mojej duszy. Ojcze Pio Szukam Twojej miłości Twojego wstawiennictwa o łaskę, której gorąco pragnę… Wstawiaj się za mną, Bóg może wszystko i ufam Ojcu Niebieskiemu Ojcu naszych serc, bo przez Ciebie jestem pewien Łaski, którą za Twoim wstawiennictwem dla mnie wyjednasz.
Boże, źródło życia i lekarstwo na wszelkie zło, który posłałeś swojego Syna, aby poniósł ciężar naszych słabości, wysłuchaj modlitw swoich cierpiących dzieci. Ulecz chorych, daj im pokój i pocieszenie oraz umocnij ich nadzieję u stóp krzyża. Przyjmij wszystko, co dobre i pełne miłości w ich życiu, odpuść im grzechy i uwolnij ich dusze. Wspieraj tych, którzy się nimi opiekują, a my powierzamy Ci wszystkich naszych bliskich, którzy są Ci bliscy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
______
A Poem of Power
The Most Beautiful Routes for a Golden Hike in the Karkonosze Mountains
The Karkonosze Mountains can enchant everyone in autumn – golden forests, mists lingering in the valleys, and crystal-clear views from the peaks. Here are our recommendations for routes worth exploring at this time of year:
Polish site: Trail to Śnieżka from Karpacz via Łomniczka Kocioł – fewer tourists in autumn, but fairytale views. Trail from Przełęcz Okraj to Skalny Stół – a more peaceful alternative with a panoramic view of the Rudawy Janowickie Mountains. Kamieńczyk Waterfall and the trail to Hala Szrenicka – golden autumn in the spruce forest is truly impressive.
Czech site: Trail to Labska Bouda and the source of the Elbe River – a magical combination of autumn and water landscapes. The trail to Śnieżne Kotły from Harrachov – a lesser-known option, breathtaking views! Malý Staw Lake – the autumn colors reflected in the water are pure poetry.
If you dream of mountains in their full autumnal glory, the Karkonosze Mountains are the perfect choice – on both the Polish and Czech sides!
Which of these routes are you choosing for your autumn hike?
Quietly, quietly dance, mists, daughters of the air,
My sisters, my foster sisters.
My gaze follows you. I’m out of breath,
For how can all the peaks be wrapped in turbans?
When mists lead such a polonaise across the mountains,
How can one keep up and not get squinted…
Valleys yearn for peaks,
Seeing them in the glow of honor,
And valleys yearn for peaks,
That in them there is peace replete with themselves.
Praising the happiness of others,
Both deceive themselves.
On the peaks there is more light and fatigue,
In the valleys there is more peace and… shade.
One can live without this love,
have a heart as empty as a nut,
drink a tiny fortune with a thimble,
far from sorrows and consolations,
know hope on one’s own terms,
make a hiding place in the darkness…
O native land, O bright land,
I will not be a fallen tree.
Every day I grow deeper into you,
with joy, sadness, pride, anger.
I will not be like a broken thread.
I reject empty-sounding words.
One can not love you—and live,
but one cannot bear fruit.
I am like a star
ready at any moment
to slide from the sky
to crash into the universe.
I am like a pumpkin
ripe, ready to burst
and yield from within
a harvest of grain.
I am like a trampled bird
in agony
splitting its wings with its beak
admiring their windy construction.
I am like a glint of sunlight
on the dark metal of a door
that leads into the universe.
Autumn, walking through mountain passes,
Instead of my heart – it places a scarlet leaf –
Instead of my eyes – it nestles two tiny rainbows
And sings: „The earth is already dying – pale,
A leaf without greenery, a flower without butterflies,
It drains a thousand-colored blood from itself,
As if to recreate in a single moment
The colors of spring – after its funeral!…
You are my leaf, you are my flower,
Say goodbye to the whole world without regret!
Drink the charm of memories from the autumn mist!
You too are dying!”
– I am dying! Across the entire expanse,
From the fields of the carpet – to the clouds of the carpet!
But remember – the death of autumn’s beauty:
Man is the flower of another heart!…
Flowers will bloom from the snows of birth,
When the sun turns golden again!
You will tear them from their slumber with the golden fangs of life,
And fill the old whispers with speech!
But after my spring funeral,
You will no longer recreate the gleams in the sky,
And inert—in deep sleep—
You will not wake me!
I clutch the colorful beads tightly, squeezing them tightly like a drowning person clutching a razor. They are the batteries of my hope, calming the racing thoughts.
With all my heart, I want to trust in You,
that You love me, Lord, and that You are with me, that You will always seek me, little sheep, even if I walk through the darkest valley.
I want to believe, Lord, in Your Mercy, in Your incomprehensible goodness for us, I want to believe that You will find me everywhere, even though I have not always been a saint…
I clutch the rosary like the greatest treasure, because I know that it is the path to salvation. I clutch the rosary because it is worth it, because it is a ladder to God!!!
I no longer need the storms that turn my world upside down.
I no longer need love that feels like a struggle for survival. I’m not looking for a fire that burns—only warmth that envelops.
Today I want peace that soothes the soul.
Honesty where I can remove all my masks.
Intimacy that doesn’t require acting or proving my worth.
I no longer have room for lies disguised as promises.
I no longer have the strength for pain that masquerades as passion.
Maturity has taught me that a true „yes” begins where you can say „no” without fear.
Because life isn’t about surviving drama.
It’s about finding someone with whom everyday life is beautiful enough.
You walk through life amidst storms and doubt,
The cross in your hands—a sign of redemption.
You often fall on the path of suffering,
But you rise—the Lord grants you forgiveness.
You walk when darkness has no end or finish,
A ray of God’s sun shines in your heart. You fall, and tears flow down the night.
You rise because the Lord gives you His strength.
You walk toward the light that will never fade.
You faithfully carry the cross until the path takes on the shape of light.
You fall—your labor has its meaning,
You rise and know: love brings salvation.
God, You are already planning to give me victory. Please, reveal my plans with Your precious blood, grant me peace and health.
Life didn’t pat me on the head,
I didn’t drink bird’s milk—
and that’s good, and good for you:
that’s how one grows into a man.
A difficult, hard, and miserable life taught me soldierly strength.
I was like a blind puppy then,
an old soldier looked at the world for me.
Life didn’t pat me on the head,
I didn’t reach where we were going,
but I keep going like a soldier,
I have a different, further, more difficult goal,
and like an old soldier, I’m firing
my manifesto—a rapid-fire weapon.
Beloved Padre Pio. I am weak. I need Your help, Your consolation. Please bless all people, my friends, my family, even me. Send holy light, the light of God, to enlighten our souls, our minds, our thoughts… Who can I turn to if not You? I know that You always intercede with the Lord for all souls going through difficult times, for those who are sick, for those experiencing disappointments, earthly or spiritual discouragement. You are there close to that soul that longs for help in its suffering. I am certain that whoever prays with faith, even if it is as small as a grain of sand, in God’s name, You can work miracles. And these miracles are in the graces that Jesus and our Mother in heaven send us from Their Sacred Hearts, from Their Love, from the Holy Spirit who is in each of us and who joyfully accepts everything that is good for my soul. Padre Pio, I seek Your love and Your intercession for the grace I ardently desire… Intercede for me, God can do all things, and I trust in the Heavenly Father, the Father of our hearts, because through You I am certain of the grace that You will obtain for me through Your intercession.
God, source of life and remedy for all evil, who sent Your Son to bear the burden of our weaknesses, hear the prayers of Your suffering children. Heal the sick, give them peace and comfort, and strengthen their hope at the foot of the cross. Accept all that is good and full of love in their lives, forgive their sins, and free their souls. Support those who care for them, and we entrust to You all our loved ones who are close to You. Through Christ, our Lord. Amen.
________
Stanisław Barszczak, In search of unraveling one’s own understanding
dear young friends
Two things are infinite: the Universe and human stupidity and I’m not sure about the Universe, Albert Einstein said. Everyone thinks of changing the world, but no one thinks of changing himself.
A man must be sacrificed now and again to provide for the next generation of men, Amy Lowell said.
I can’t let tchem see my doubts or the wounds they’ve inflicted on me, another man said.
The real essentials of life – compassion, kindness, Good will, forgiveness – are what is fundamental to living as a true human being.
One can acquire everything in solitude – except character. I remember a fairy tale from my childhood. It was hot, and the sun shone on the animals outside: a fawn, a hedgehog, a hare, and a turtle went to the orchard. But the turtle was left behind because it had short legs. The animals behind the fawn turned back to support the turtle. Let’s look around, maybe one of our colleagues is missing. So, I intend to make my heart more receptive to friendship, I wanted to go towards people, that’s why I keep moving to see them.
I want to do with you what spring does with the cherry trees. Change me. One day Franz Kafla ‚spoke to me’, my, your role begins right now, today. Life is merely terrible, I feel it as few others do. Often and in my inmost self perhaps all the time – I doubt whether I am a human being. We must learn to give way for sake of friendship.
Beloved. Even that has its reason, it is often better to be in chains than to be free. I think of death only with tranquility, as an end. I refuse to let death hamper life. Death must enter life only to define it.
You cannot control the behavior of others, but you can always choose how you respond to it. Believe in yourself. You are braver than you think, more talented than you know, and capable of more than you imagine. Perspective isn’t about who’s right. It’s about who’s willing to rotate the lens. This isn’t a battle for truth, but an exploration of perfection.
The beauty lies not in convincing others, but in raveling your own understanding. It’s a matter of how will you adjust your lens today? I wish you a beautiful September day.
_____
Stanisław Barszczak, W poszukiwaniu zrozumienia samego siebie
Drodzy młodzi przyjaciele
Dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota, a ja nie jestem pewien Wszechświata, powiedział Albert Einstein. Każdy myśli o zmianie świata, ale nikt nie myśli o zmianie siebie.
Człowiek musi od czasu do czasu poświęcić się, aby zapewnić byt następnemu pokoleniu mężczyzn, powiedziała Amy Lowell.
Nie mogę pozwolić, żeby zobaczyli moje wątpliwości ani rany, które mi zadali, powiedział inny mężczyzna.
Prawdziwe wartości życia – współczucie, życzliwość, dobra wola, przebaczenie – są fundamentem prawdziwego człowieczeństwa.
W samotności można zdobyć wszystko – z wyjątkiem charakteru. Pamiętam bajkę z dzieciństwa. Było gorąco, a słońce świeciło na zwierzęta na zewnątrz: jelonek, jeż, zając i żółw poszli do sadu. Ale żółw został, bo miał krótkie nogi. Zwierzęta za jelonkiem odwróciły się, by podeprzeć żółwia.
Rozejrzyjmy się, może któregoś z naszych kolegów brakuje. Zamierzam więc uczynić moje serce bardziej otwartym na przyjaźń, chciałem iść do ludzi, dlatego wciąż się przemieszczam, by ich zobaczyć.
Chcę z tobą zrobić to, co wiosna robi z wiśniami. Zmienić mnie. Pewnego dnia Franz Kafla „przemówił do mnie”, mój Boże, twoja rola zaczyna się właśnie teraz, dzisiaj. Życie jest po prostu okropne, niektórzy mówią, odczuwam je jak mało kto. Często, a w głębi duszy, być może cały czas – wątpię, czy jestem człowiekiem. Musimy nauczyć się ustępować dla dobra przyjaźni.
Ukochani. Nawet to ma swój powód, często lepiej być w łańcuchach niż wolnym. Myślę o śmierci tylko ze spokojem, jako o końcu. Nie pozwolę, by śmierć utrudniała życie. Śmierć musi wejść w życie tylko po to, by je zdefiniować.
Nie możesz kontrolować zachowania innych, ale zawsze możesz wybrać, jak na nie zareagujesz. Uwierz w siebie. Jesteś odważniejszy, niż myślisz, bardziej utalentowany, niż ci się wydaje, i zdolny do więcej, niż sobie wyobrażasz. Perspektywa nie polega na tym, kto ma rację. Chodzi o to, kto jest gotów obrócić obiektyw. To nie walka o prawdę, ale poszukiwanie doskonałości. Piękno tkwi nie w przekonywaniu innych, ale w odkrywaniu własnego zrozumienia. Chodzi o to, jak dziś ustawisz obiektyw? Życzę Ci pięknego wrześniowego dnia.
_______
San Francisco Utwór: Scott McKenzie ‧ 1967
Tekst porusza tematykę dojrzałości, odkrywania siebie i uświadomienia sobie, że miłość i kompromis są nieodłącznymi elementami dorosłego życia. Wzrostu i dojrzałości. Kiedy byliśmy młodsi, myśleliśmy: To długa droga do mądrości. Potem trochę dorośliśmy i dużo wiedzieliśmy.
If you’re going to San Francisco Be sure to wear some flowers in your hair If you’re going to San Francisco You’re gonna meet some gentle people there For those who come to San Francisco Summertime will be a love-in there In the streets of San Francisco Gentle people with flowers in their hair All across the nation Such a strange vibration People in motion There’s a whole generation With a new explanation People in motion People in motion For those who come to San Francisco Be sure to wear some flowers in your hair If you come to San Francisco Summertime will be a love-in there If you come to San Francisco Summertime will be a love-in there.
(In Polish)
Jeśli wybierasz się do San Francisco Pamiętaj, aby nosić kwiaty we włosach Jeśli wybierasz się do San Francisco Spotkasz tam delikatnych ludzi Dla tych, którzy przybędą do San Francisco Lato będzie tam prawdziwą miłością Na ulicach San Francisco Delikatni ludzie z kwiatami we włosach W całym kraju Takie dziwne wibracje Ludzie w ruchu Jest całe pokolenie Z nowym wyjaśnieniem Ludzie w ruchu Ludzie w ruchu Dla tych, którzy przybędą do San Francisco Pamiętaj, aby nosić kwiaty we włosach Jeśli przyjedziesz do San Francisco Lato będzie tam prawdziwą miłością Jeśli przyjedziesz do San Francisco Lato będzie tam prawdziwą miłością
_______
Stanisław Barszczak, Obdarowany i utalentowany
Prawdziwym bogactwem człowieka jest dobro, które czyni na świecie.
Dziś oddajemy hołd kobiecie, która pokazała światu, że świętość tkwi w małych, ukrytych aktach miłości.
Matka Teresa poświęciła swoje życie służbie Chrystusowi w „najbiedniejszych z biednych”, przypominając nam, że „Nie wszyscy możemy czynić wielkie rzeczy. Ale możemy czynić małe rzeczy z wielką miłością”.
Obchodząc jej święto, prośmy ją, aby pomogła nam dostrzegać Jezusa w każdym, kogo spotykamy, zwłaszcza w tych, którzy cierpią, są samotni lub zapomniani.
Święta Tereso z Kalkuty, módl się za nami!
Niebo bywa pełne wichrów i burz
A z lotu ptaka już nie widać róż
Bo wolność – to nie cel lecz szansa by
Spełnić najpiękniejsze sny, marzenia
Wolność – to ta najjaśniejsza z gwiazd
Promyk słońca w gęsty las, nadzieja
Bo wolność – to wśród mądrych ludzi żyć
Widzieć dobroć w oczach ich i szczęście
Wolność – to wśród życia gór i chmur
Poprzez każdy bór i mur znać przejście
Wolność lśni wśród gałęzi wielkich drzew
Które pną się w słońce każda w swoją stronę
Wolność brzmi jak radosny ludzi śmiech
Którzy wolność swą zdobyli na obronę
Zwycięstwa, mądrości, prawdy i miłości
Spokoju, szczęścia, zdrowia i godności
Wolność to diament do oszlifowania
A zabłyśnie blaskiem nie do opisania
Wolność to także i odporność serc
By na złą drogę nie próbować zejść
Bo są i tacy, którzy w wolności cud
Potrafią wmieszać swoich sprawek brud
A wolność, to królestwo dobrych słów mądrych myśli, pięknych snów, to wiara w ludzi
Wolność, Ją wymyślił dla nas Bóg Aby człowiek wreszcie mógł w Niebie się zbudzić (Marek Grechuta)
Powinniśmy oddać swoje serce Bogu, świadomie, z własnej inicjatywy i z własnej woli. Ono należy do Niego.
Dziś przypada także 97. rocznica urodzin Roberta M. Pirsiga, znanego amerykańskiego pisarza i filozofa. Urodzony 6 września 1928 roku w Minneapolis w stanie Minnesota, jest najbardziej znany ze swoich powieści filozoficznych, badań nad wartościami i badań nad moralnością. Studiował filozofię na Uniwersytecie Hinduistycznym w Banaras w Indiach. Pirsing zintegrował starożytną indyjską doktrynę Tat Tvam Asi, która przekazuje koncepcję adwajtawedanty o jedności duszy indywidualnej (Atman) i uniwersalnej świadomości (Brahman), ze swoją Metafizyką Jakości (MOQ), która zakłada, że „Jakość” jest fundamentalną siłą we wszechświecie. Pirsing napisał:„Człowieka nie uważa się za szalonego, jeśli wiele osób wyznaje te same poglądy. Szaleństwo nie powinno być chorobą zakaźną. Jeśli jedna osoba, a może dwie lub trzy, zacznie w niego wierzyć, to jest to religia”.
Stwierdzenie Pirsiga podkreśla cienką granicę między szaleństwem a powszechnie akceptowanymi systemami wierzeń. Jeśli pojedyncza osoba wyznaje dziwne lub niekonwencjonalne przekonania, społeczeństwo może uznać je za urojeniowe lub szalone. Ale gdy wystarczająco dużo osób podziela to przekonanie, przekształca się ono w społecznie legitymizowany system wierzeń – religię. Sugeruje to, że systemy wierzeń zyskują legitymizację dzięki liczebności i tradycji, a niekoniecznie dzięki prawdzie.
Pomyślcie najmilsi. W Ewangeliach Jezus jest wielokrotnie przedstawiany jako łamiący święte przykazanie o odpoczynku w siódmym dniu (Łk 6,1–5). Na przykład, często uzdrawia w szabat, ku wielkiemu rozczarowaniu obrońców prawa żydowskiego.
A następnie w dzisiejszej Ewangelii, po tym, jak Jego uczniowie zbierają zboże w szabat, Jezus ogłasza się „Panem szabatu”. Trudno wyrazić, jak zdumiewające byłoby to stwierdzenie dla Żyda z I wieku. Tylko Jahwe mógł zostać nazwany „Panem szabatu”, więc co Jezus sugeruje?
Krótko mówiąc, twierdzi, że jest ponad ich rytuałami, a być może nawet definiującą praktyką pobożnych Żydów, ponieważ jest Panem. Zatem zasady muszą być podporządkowane Królestwu Bożemu, Królestwu, które Pan Jezus wprowadza tu i teraz.
W tym kontekście powiedziałbym „Przebaczyć nie oznacza zaprzeczać złu, ale zapobiec jego dalszemu powstawaniu. Nie oznacza to, że nic się nie stało, ale że należy zrobić wszystko, co możliwe, aby uraza nie determinowała przyszłości”. Po tej linii zdąża nasz Pan, uważam.
Z kolei „Podstawą materialną narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten sprzedaje narodowość swoją, ten zdradza swój naród” – mówił Hipolit Cegielski, syn wielkopolskiej ziemi, filolog, nauczyciel, kupiec, przemysłowiec, polityk, społecznik i wielki patriota.
Przeżywamy rocznicę kampanii wrześniowa 1939 – polskim głosem. Od pierwszych bomb nad Wieluniem, przez salwę w porcie Gdańsk, Tczew i Mokrą, po Bzurę, oblężenie Warszawy i 17 września. Bez mitów, z naciskiem na decyzje, które realnie zmieniały bieg wydarzeń. Mógłbym w detalach opowiadać pierwszą godzinę wojny, co dała Bzura, jak wyglądała obrona stolicy, dlaczego sojusznicy nie odciążyli frontu, i jak po 5 października polska walka zmieniła formę. Powstawały grupy walki podziemnej z okupantem. Mogliśmy wygrać, lecz Bóg zdecydował inaczej.
W naszej dobie cieszymy się osiągnięciami ekonomicznymi III Rzeczypospolitej. To jest Polska, niczym ‚rozkołysanie’ Drogi Mlecznej, jej cudowne ‚chybotanie’ w przestrzeni znanego cywilizacji ludzkiej wszechświata.
Jak dobrze żyć, że nie trzeba wspinać się do nieba, być sobą sobie po cichu, zasypiać w fotelu leniwie, bałagan miewać też w głowie, z uśmiechem żyć prawdziwie.
Włosi mają również Watykan i jego fenomen, a co ma Europa? Ma jeszcze generację Solidarności, rodem z Polski.
Świat nie potrzebuje wiedzieć (o tym), niech to będzie między tobą a Bogiem, zapisał ewangelista Mateusz. Módl się w ukryciu, a Ojciec wynagrodzi cię (Mt 6,6).
Świat się kręci w kółko dalej. Epoka goni epokę, ludzie przychodzą i odchodzą. Prezydent Trump na jego stronie internetowej zapisał: „straciliśmy”, nie wiem co – ale uważam, że coś na rzecz Indii i Chin.
Życie nie należy do tej czy innej wizji świata, lecz do maluczkich, jak to Biblia obwieszcza. ‚Koniec, kropka, bomba, kto nie skończył ten trąba.’ Wybraliśmy bardzo trudną drogę życia… Zaraz pomyślałem, zaledwie stu księży czuwa, w świecie coraz bardziej ludzkim, nad obrazem człowieka jutra.
W tych dniach, rzekłbym, odwiedził mnie prezydent z rodziną. I co powiemy Polacy, kochamy marność i zgniliznę dalej. Tym bardziej i ufniej zanoszę modlitwę dla Boga przywołując Psalm 70 Jana Kochanowskiego.
Boże wiecznej mocy,
Twej żądam pomocy;
Chciej się pospieszyć ku ratunku memu,
Nie daj mię w ręce człowiekowi złemu!
Zamieszaj ich rady,
Odkryj fałsz i zdrady;
Niechaj się wstydzą, niech nazad pirzchają,
Którzy niewinnej dusze mej szukają.
A ludzie cnotliwi,
Ludzie sprawiedliwi
Niech się weselą, niechaj najświętszemu
Uczciwość czynią imieniowi Twemu.
Panie, z każdej strony
Jestem utrapiony;
Ale Ty nie daj niszczyć mię do końca,
A nie odkładaj, wieczny mój obrońca!
Mam przed sobą fantastyczne zdjęcie z bliska przedstawiające jedną z Kariatyd od tyłu, górującą nad Atenami niczym ponadczasowa strażniczka w Erectheum na Akropolu… Królowo Polski, jestem przy tobie, pamiętam, czuwam.
Prawdziwa miłość jest rzadka. Bo wystawiana jest na próbę – przez dystans, nieporozumienia, zbieg okoliczności, przez życie. A jednak to nie tylko miłość. To niezniszczalna.
______
stanislaw Barszczak, Gifted and Talented
A person’s true wealth is the good they do in the world.
Today we pay tribute to a woman who showed the world that holiness lies in small, hidden acts of love.
Mother Teresa dedicated her life to serving Christ in the „poorest of the poor,” reminding us that „We cannot all do great things. But we can do small things with great love.”
As we celebrate her feast day, let us ask her to help us see Jesus in everyone we meet, especially those who suffer, are lonely, or forgotten.
Saint Teresa of Calcutta, pray for us!
Give your heart to God, consciously, with your own knowledge, and of your own free will. It belongs to Him.
The sky is full of winds and storms
And from a bird’s eye view, roses are no longer visible
Because freedom is not a goal, but a chance
To fulfill the most beautiful dreams and desires
Freedom is the brightest of stars
A ray of sunshine into a dense forest, hope
Because freedom is to live among wise people
To see kindness in their eyes and happiness
Freedom is to know the way among the life of mountains and clouds
Through every forest and wall, knowing the way
Freedom shines among the branches of great trees
Which climb toward the sun, each in its own direction
Freedom sounds like the joyful laughter of people
Who gained their freedom to defend
Victory, wisdom, truth, and love
Peace, happiness, health, and dignity
Freedom is a diamond to polish
And it will shine with an indescribable brilliance
Freedom is also the resilience of hearts
To avoid trying to stray from the wrong path
Because there are those who, in freedom, can find a miracle
They can mix the dirt of their affairs Freedom is the kingdom of good words, wise thoughts, beautiful dreams, faith in people.
Freedom was invented for us by God, so that man could finally awaken in Heaven.
Today, September 6, 2025, marks the 97th birthday of Robert M. Pirsig, a renowned American writer and philosopher. Born on September 6, 1928, in Minneapolis, Minnesota, he is best known for his philosophical novels, studies on values, and morality. He studied philosophy at the Hindu University in Banaras, India. Pirsig integrated the ancient Indian doctrine of Tat Tvam Asi, which conveys the Advaita Vedanta concept of the unity of the individual soul (Atman) and universal consciousness (Brahman), with his Metaphysics of Quality (MOQ), which posits that „Quality” is the fundamental force in the universe. Pirsing wrote: „A person is not considered insane if many people hold the same beliefs. Madness should not be a contagious disease. If one person, or perhaps two or three, begins to believe in it, then it is a religion.”
Pirsig’s statement highlights the fine line between madness and widely accepted belief systems. If a single person holds strange or unconventional beliefs, society may consider them delusional or insane. But when enough people share that belief, it transforms into a socially legitimate belief system—a religion. This suggests that belief systems gain legitimacy through numbers and tradition, not necessarily through truth.
Think about it, my dear ones. In the Gospels, Jesus is repeatedly depicted as breaking the holy commandment to rest on the seventh day (Luke 6:1–5). For example, he often heals on the Sabbath, much to the chagrin of defenders of Jewish law.
And then in today’s Gospel, after his disciples gather grain on the Sabbath, Jesus declares himself „Lord of the Sabbath.” It’s hard to express how astonishing this statement would be to a first-century Jew. Only Yahweh could be called „Lord of the Sabbath,” so what is Jesus implying?
In short, he claims to be above their rituals, perhaps even the defining practice of pious Jews, because he is Lord. Therefore, the principles must be subordinated to the Kingdom of God, the Kingdom that the Lord Jesus is ushering in here and now.
In this context, I would say, „To forgive does not mean to deny evil, but to prevent it from happening again. This does not mean that nothing has happened, but that everything possible should be done to ensure that resentment does not determine the future.” This is the line our Lord is following, I believe.
In turn, „The material foundation of a nation is land, industry, and trade. Whoever hands over land, industry, and trade to foreigners sells his nationality, betrays his nation,” said Hipolit Cegielski, a son of Greater Poland, a philologist, teacher, merchant, industrialist, politician, social activist, and great patriot.
We are experiencing the anniversary of the September 1939 campaign – with a Polish voice. From the first bombs over Wieluń, through the salvos in the ports of Gdańsk, Tczew, and Mokra, to the Bzura River, the siege of Warsaw, and September 17th. Without myths, with an emphasis on the decisions that truly changed the course of events. I could recount in detail the first hour of the war, what the Bzura River brought, what the defense of the capital was like, why the allies did not relieve the front, and how after October 5th the Polish struggle changed form. Underground groups were formed to fight against the occupiers. We could have won, but God decided otherwise.
In our era, we rejoice in economic achievements The Third Polish Republic. This is Poland, like the ‚sway’ of the Milky Way, its miraculous ‚wobble’ in the space of the universe known to human civilization.
How good it is to live without having to climb to heaven, be yourself quietly, fall asleep lazily in an armchair, have a mess in your head, and live truly with a smile.
Italians also have the Vatican and its phenomenon, but what does Europe have? It still has the Solidarity generation, native to Poland.
The world doesn’t need to know (about this); let it be between you and God, wrote the Evangelist Matthew. Pray in secret, and the Father will reward you (Matthew 6:6).
The world continues to spin. One era follows another, people come and go. President Trump wrote on his website: „we have lost,” I don’t know what—but I believe it’s something to India and China.
Life doesn’t belong to this or that vision of the world, but to the little ones, as the Bible proclaims. ‚The end, period, bombshell, whoever doesn’t finish is a trumpet.’ We have chosen a very difficult path of life… I immediately thought: only a hundred priests watch over, in an increasingly human world, the image of the man of tomorrow.
In these days, I would say, the president and his family visited me. And what will you Poles say? You still love vanity and rot. All the more so and with greater trust do I offer my prayer to God, invoking Psalm 70 by Jan Kochanowski.
God of eternal power,
I demand Your help;
May you hasten to my rescue,
Do not deliver me into the hands of the evil man!
Confuse their counsels,
Uncover their falsehood and betrayal;
Let them be ashamed, let them flee back,
Who seek my innocent soul. And let virtuous people,
Just people,
Rejoice, let them do Your most holy,
Honesty to Your name.
Lord, on every side
I am afflicted;
But do not let me be utterly destroyed,
And do not delay, my eternal defender!
I have before me a fantastic close-up photo of one of the Caryatids from behind, towering over Athens like a timeless guardian in the Erectheum on the Acropolis… Queen of Poland, I am with you, I remember, I watch over you.
True love is rare. Because it is tested – by distance, misunderstandings, coincidences, by life. And yet it is not just love. It is unbreakable.
______
Stanisław Barszczak, Ostatni Senator Rzeczpospolitej
Zamachy, otrucia i intrygi. Tak wyglądała piastowska gra o tron. Prawie dwieście lat trwała w Polsce bratobójcza walka o władzę. Doszło do porwań, zamachów, otruć, niezliczonych intryg. Piastowie mordowali się nie mniej okrutnie niż bohaterowie słynnej „Gry o tron”, nie zważając na łączące ich więzy krwi.
Kiedy w 1138 roku książę Bolesław Krzywousty zdecydował się podzielić swoje państwo pomiędzy synów, najpewniej nie spodziewał się, że wystarczy kilka pokoleń, aby przedstawiciele jednej dynastii zwrócili się przeciwko sobie. Stawką wojen, intryg i zamachów był tytuł seniora i tron w Krakowie.
Noc z 23 na 24 listopada 1227 r. należała do wyjątkowo chłodnych. Nic zatem dziwnego, że po skończonych naradach książęta i możni chcieli jak najszybciej zasiąść do biesiadnego stołu. Od kilku dni w Gąsawie, na granicy Kujaw i Wielkopolski, odbywał się wiec zwołany przez Leszka Białego, księcia krakowskiego, któremu pozostali winni byli posłuszeństwo. Piast chciał rozstrzygnąć spory dotyczące objęcia władzy przez swoich krewnych w poszczególnych częściach kraju podzielonego na dzielnice. Do Gąsawy zjechali ze swoją świtą m.in. książę śląski Henryk Brodaty, książę mazowiecki Konrad oraz Władysław Odonic – swego czasu książę wielkopolski, a teraz roszczący sobie prawa do Nakła.
Z nieznanych przyczyn na obradach nie pojawił się Władysław Laskonogi – zgłaszający pretensje do Małopolski i tronu, co groziło niechybnie kolejną wojną domową. Jego interesów pilnowali arcybiskup Wincenty Niałek i biskup poznański Paweł.
Po całodniowej dyskusji rozpoczęto zakrapianą biesiadę, co wykorzystali spiskowcy. W nocy, gdy większość towarzystwa była już mocno podpita, grupa zamachowców wtargnęła do Gąsawy i zaczęła mordować kogo popadnie. Zabójcy wyciągali ludzi z namiotów i bez jakichkolwiek pytań zadawali śmiertelne ciosy. Ich głównym celem byli jednak piastowscy książęta. Henryk Brodaty został poważnie ranny i zginąłby, gdyby nie osłonił go własną piersią rycerz Peregryn z Wissenburga (przygnieciony jego ciałem książę został wzięty za martwego). Mniej szczęścia miał Leszek Biały, który widząc ogromną przewagę wroga, wskoczył nagi na konia i zaczął uciekać. Nie dojechał jednak daleko. W okolicy wsi Marcinkowo jeden z siepaczy przebił go włócznią, kończąc w ten sposób rzeź.
Okrutne morderstwo Leszka Białego zakończyło symbolicznie epokę, w której pretendenci do krakowskiego tronu próbowali się jeszcze dogadywać i podporządkowywać władzy zwierzchniej. Po masakrze w Gąsawie kraj pogrążył się w chaosie i jeszcze większym rozdrobnieniu. W kilkunastu niezależnych księstwach synowie występowali przeciw ojcom, a bracia przeciw braciom. Wygrywał ten, który miał większą armię. Sześć pokoleń Piastów mordowało się bez skrupułów.
To jest Polska, niczym ‚rozkołysanie’ Drogi Mlecznej, jej cudowne ‚chybotanie’ w przestrzeni znanego cywilizacji ludzkiej wszechświata.
Jak dobrze żyć, że nie trzeba wspinać się do nieba, być sobą sobie po cichu, zasypiać w fotelu leniwie, bałagan miewać też w głowie, z uśmiechem żyć prawdziwie.
Naukowcy odkryli dziecięce rysunki sprzed erupcji Wezuwiusza, z których wynika, że w starożytnym Imperium Rzymskim już od pierwszych lat życia dzieci miały do czynienia z brutalną przemocą. Archeologowie odtworzyli dom publiczny Pakujusa Prokulusa w Pompejach z psem na posadzce mozaice-szachownicy. Takich domów z nazwą ‚Lupanar’ w Pompejach nie brakowało. A więc dobrze, że polskie dzieci mają w szkole przedmiot ‚edukacja zdrowotna’.
Włosi mają również Watykan i jego fenomen, a co ma Europa? Ma jeszcze generację Solidarności, rodem z Polski.
Świat nie potrzebuje wiedzieć (o tym), niech to będzie między tobą a Bogiem, zapisał ewangelista Mateusz. Módl się w ukryciu, a Ojciec wynagrodzi cię. (Mt 6,6).
Świat się kręci w kółko dalej. Epoka goni epokę, ludzie przychodzą i odchodzą. Prezydent Trump na jego stronie internetowej zapisał: „straciliśmy”, nie wiem co – ale uważam, że coś na rzecz Indii i Chin.
Życie nie należy do twojej wizji świata, a do maluczkich, jak to Biblia obwieszcza. ‚Koniec, kropka, bomba, kto nie skończył ten trąba.’ Jako ludzie musimy wybrać drogę życia… Zaraz pomyślałem, zaledwie stu księży czuwa, w świecie coraz bardziej ludzkim, nad obrazem człowieka jutra. I co wymyśliłem? Zapragnąłem być senatorem Polaków, choćby biernym.
Mam przed sobą fantastyczne zdjęcie z bliska przedstawiające jedną z Kariatyd od tyłu, górującą nad Atenami niczym ponadczasowa strażniczka w Erectheum na Akropolu… Królowo Polski, jestem przy tobie, pamiętam, czuwam.
_____
Stanisław Barszczak, Last Senator of the Polish-Lithuanian Commonwealth
Assassins, poisonings, and intrigues. Such was the Piast dynasty’s game for the throne. For nearly two hundred years, a fratricidal struggle for power raged in Poland. Kidnappings, assassinations, poisonings, and countless intrigues occurred. The Piasts murdered each other no less cruelly than the characters in the famous „Game of Thrones,” regardless of the blood ties that bound them.
When in 1138, Duke Bolesław III Wrymouth decided to divide his kingdom among his sons, he likely didn’t anticipate that within a few generations, the representatives of one dynasty would turn on each other. The stakes of these wars, intrigues, and assassinations were the title of senior and the throne of Kraków.
The night of November 23-24, 1227, was exceptionally chilly. It’s no wonder, then, that after the deliberations were over, the princes and nobles were eager to sit down to a feast as quickly as possible. For several days, a meeting had been taking place in Gąsawa, on the border of Kujawy and Greater Poland, called by Leszek the White, Duke of Kraków, to whom the others owed obedience. Piast wanted to resolve disputes concerning the accession of his relatives to power in various parts of the country, divided into districts. Among those who arrived in Gąsawa with their entourage were Henry the Bearded of Silesia, Konrad of Masovia, and Władysław Odonic – formerly Duke of Greater Poland, but now claiming rights to Nakło.
For unknown reasons, Władysław Spindleshanks, who had laid claim to Lesser Poland and the throne, certainly threatened another civil war, did not attend the meeting. Archbishop Wincenty Niałek and Bishop Paweł of Poznań guarded his interests.
After a day-long discussion, a boozy feast began, which the conspirators took advantage of. At night, when most of the company was already heavily intoxicated, a group of assassins burst into Gąsawa and began murdering anyone they could. The assassins dragged people from their tents and dealt fatal blows without question. Their primary targets, however, were the Piast princes. Henry the Bearded was seriously wounded and would have died had not the knight Peregryn of Wissenburg shielded him with his own chest (the prince, crushed by his body, was mistaken for dead). Leszek the White was less fortunate; seeing the enemy’s overwhelming superiority, he jumped naked onto his horse and began to flee. However, he didn’t get far. Near the village of Marcinkowo, one of the henchmen speared him, thus ending the slaughter.
Leszek the White’s brutal murder symbolically ended an era in which pretenders to the Kraków throne still tried to reach an agreement and submit to superior authority. After the Gąsawa massacre, the country descended into chaos and even greater fragmentation. In a dozen independent principalities, sons fought against fathers, and brothers against brothers. The one with the largest army won. Six generations of Piast dynasty murdered each other without remorse.
This is Poland, like the ‚sway’ of the Milky Way, its miraculous ‚wobble’ in the space of the known universe of human civilization.
How good it is to live without having to climb to the sky, be yourself quietly, fall asleep lazily in an armchair, have a mess in your head, and live truly with a smile.
Scientists have discovered children’s drawings from before the eruption of Vesuvius, which indicate that in the ancient Roman Empire, children encountered brutal violence from the very first years of life. Archaeologists have recreated the brothel of Pacius Proculus in Pompeii, with a dog on the checkerboard mosaic floor. Such houses with the name ‚Lupanar’ were plentiful in Pompeii. So it’s good that Polish children have ‚health education’ as a subject in school.
Italians also have the Vatican and its phenomenon, but what does Europe have? It still has the Solidarity generation, originally from Poland.
The world doesn’t need to know (about this); let it be between you and God, wrote the evangelist Matthew. Pray in secret, and the Father will reward you. (Matthew 6:6).
The world keeps spinning. One era follows another, people come and go. President Trump wrote on his website: „we have lost,” I don’t know what—but I believe something to India and China.
Life doesn’t belong to your worldview, but to the little ones, as the Bible proclaims. ‚The end, the period, the bomb, whoever doesn’t finish, the trumpet.’ As people, we must choose the path of life… I immediately thought: only a hundred priests are watching over, in an increasingly human world, the image of the man of tomorrow. And what did I come up with? I longed to be a senator of the Poles, even if only passively.
I have before me a fantastic close-up photo of one of the Caryatids from behind, towering over Athens like a timeless guardian in the Erectheum on the Acropolis… Queen of Poland, I am with you, I remember, I watch over you.
______
Stanisław Barszczak, Wprowadzać się w stan nieświadomości?
Drodzy młodzi przyjaciele
Zapragnąłem opowiedzieć wam tę historię, aby połączyć się w realizacji ideału powszechnej równości. Teraz nadeszła chwila zwrotna. Uratuję was, uczynię doskonałymi. W dobie telefonów
zapragnę poddać was lekcjom Georgea Orwella. Posłuchajcie nieco.
Piękno jest pozbawione sensu, dopóki człowiek się nim nie dzieli… głód, niedostatek i rozczarowania stanowią niezmienne prawo życia.
To nie wojna jest taka straszna, tylko świat, jaki po niej nastąpi. Świat, w który wpadamy jak w bagno, świat nienawiści i sloganów.
Istnieją Gwiazdy polityki, to darmowy pokaz, używanie oczu nie kosztuje.
Napoleon ma zawsze rację.
To wiemy znowu, Chrześcijaństwo nie jest z pewnością chorobą nieuleczalną.
W takim czasie pod konarami kasztana, Pan sprzedał mnie, a ja pana…
W wyborach prezydenckich, Bogu dzięki, nie było zgniłych jaj. Ale nadal upadamy wiele razy, nie ma w tym nic złego, grunt to wstać o jeden raz więcej…
Do przemyślenia. W świecie, który pędzi, siła tkwi w powolnym, stałym wysiłku. Nie wszystkie postępy są widoczne – i to jest ok. To, co trudne, jest dobre. Jestem przekonany, że nawet jeden nie widzi rezultatów.
Należenie do mniejszości, nawet jednoosobowej, nie czyni nikogo szaleńcem. Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. Normalność nie jest kwestią statystyki.
Jeśli zarówno przeszłość, jak i świat zewnętrzny istnieją wyłącznie w naszym umyśle, a umysł można kontrolować – co wtedy? Pomyślcie nad tym bracia. Bez człowieka nic nie ma.
Prymicja duchowego żywota w moim wydaniu i najważniejsze chwile waszego życia… Przecież to był tylko chwilowy urok i minął jak kwietniowy dzień, lecz cóż za marzenia rozbudził!
Gdy błękit wody odbija płonące kolory natury, można dotknąć nieba palcem!?
W folwarku zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Władza to nie środek do celu; władza to cel. Wojna to pokój. Ignorancja to siła. Wolność to niewola. W tym życiu nic nie było twoje, oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką…
Człowiek nie dba o interesy żadnego stworzenia – wyłącznie o własne. Niech wśród nas, zwierząt, zapanuje pełna jedność, pełne braterstwo, solidarność w walce. Wszyscy ludzie to nasi wrogowie. Wszystkie zwierzęta są braćmi. Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym.
Najgroźniejszym wrogiem człowieka jest jego układ nerwowy. Człowiek jest jedynym stworzeniem, które konsumuje, niczego nie produkując. Nie daje mleka, nie znosi jaj, jest zbyt słaby, by ciągnąć pług, nie potrafi dogonić królika. A jednak jest panem wszystkich zwierząt. Zapędza je do pracy, przydziela minimalne ilości pożywienia, by nie głodowały, a resztę zatrzymuje dla siebie.
Ortodoksyjność oznacza niemyślenie, brak potrzeby myślenia. Ortodoksyjność to nieświadomość. Wolę być samotnym wilkiem, niż płaszczącym się psem, zauważył Orwell. Jeśli chcesz wiedzieć jaka będzie przyszłość, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie! W obliczu bólu nie ma bohaterów.
Przestrzegając błahych praw, można łamać wielkie. Nie radujesz się życiem?
Nie cieszy cię, ze możesz powiedzieć: to jestem ja, to jest moja ręka, moja noga, istnieję, naprawdę istnieję, żyję?! Nie sprawia ci to radości?! Istotnie w grze, jaką prowadzimy, nie możemy odnieść zwycięstwa. Ale niektóre przegrane są mimo wszystko lepsze od innych.
W filozofii, religii, etyce lub polityce dwa plus dwa mogło równać się pięć, ale gdy chodziło o skonstruowanie armaty czy samolotu, wynik musiał brzmieć cztery.
Wszystko dzieje się w głowie. A co dzieje się w głowach wszystkich, dzieje się naprawdę.
Bracie, czy nie rozumiesz, że nadrzędnym celem nowomowy jest zawężenie zakresu myślenia? W końcu doprowadzimy do tego, że myślozbrodnia stanie się fizycznie niemożliwa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić. Z roku na rok będzie coraz mniej słów i coraz węższy zakres świadomości.
Słowa i czyny nic nie znaczą, liczą się uczucia. Tedy, dopóki nie połączy ich świadomość, nigdy są nie zbuntują; dopóki są nie zbuntują, nie staną się świadomi. Skoro zdecydowaliśmy się być wolnymi ludźmi, musimy postawić znak równości między życiem a śmiercią. Jeśli chce się zachować tajemnicę, należy ukryć ją nawet przed sobą.
Lewicowość to rodzaj fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma najmniejszego znaczenia. Nigdy nie było dużo lepiej czy też dużo gorzej.
Cztery nogi: dobrze, dwie nogi : źle. Są rzeczy, własne czyny, po których nie można wrócić do siebie. Coś w człowieku umiera: zostaje wypalone.
Kochany, ale nie trać nadziei. „Prędzej czy później każdego udaje się wyleczyć. Na końcu zastrzelimy cię na pewno.”
Masy nigdy nie buntują się same z siebie i nigdy tylko dlatego, że są ciemiężone. Dopóki nie mają skali porównawczej, nie zdają sobie nawet sprawy z ucisku.
Czy nie jest zatem, bracie, jasne jak słońce, że całe zło naszego życia ma przyczynę w tyranii człowieka?Przestrzegając błahych praw, można łamać wielkie. Tymczasem ziemia wyszeptuje historie o wierze, nadziei i odwiecznych podróżach, więc nie wszystko jeszcze stracone.
Czasem ludzie myślą, że kobiety nie traktują grubasów serio, lecz to wierutna bzdura. Prawda jest taka, że kobieta traktuje poważnie każdego mężczyznę, który zdoła jej wmówić, że ją kocha.
Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie wita, a pracowałem ciężko nad szukaniem nad wyszukaniem tych bram nieśmiertelnych tych bram zatraconych. Przebyłem noc właśnie i nikt mnie nie spyta – jak ci się szło. Przebyłem noc mówię i jestem zmęczony, nie odwiedził mnie faun ani anioł stróż… chyba że z widokiem komara, konika polnego, robaczka świętojańskiego czy muszki.
Najmilsi. Można żyć książkami i myślami. Trzeba tylko powiedzieć sobie: „Jestem wolnym człowiekiem -o, tutaj” (teraz puknąć się palcem w czoło).
Na początku XX wieku szkocki rolnik wracał do domu, gdy nagle usłyszał wołanie o pomoc dochodzące z bagna. Pędząc w kierunku źródła dźwięku, znalazł chłopca uwięzionego w bagnie, walczącego o życie. Rolnik szybko odciął gałąź, wyciągnął rękę i wyciągnął przerażone dziecko w bezpieczne miejsce. Przemoknięty i drżący chłopiec podziękował swojemu wybawcy, ale upierał się, że musi wrócić do domu –
jego ojciec będzie się martwił. Następnego ranka elegancki powóz podjechał pod skromny dom rolnika. Wysiadł z niego elegancko ubrany dżentelmen, który zapytał: „Czy uratowałeś wczoraj życie mojemu synowi?”. „Tak”, odpowiedział rolnik.
„Ile jestem ci winien?” zapytał mężczyzna. „Nic mi nie jesteś winien”, odparł stanowczo rolnik. „Zrobiłem tylko to, co każdy powinien zrobić”. Ale dżentelmen nalegał. W końcu, zauważając w pobliżu młodego syna farmera, zaproponował: Jeśli odmówisz pieniędzy, pozwól, że dam twojemu synowi edukację w Londynie. Jeśli będzie tak szlachetny jak jego ojciec, żadne z nas nigdy nie pożałuje tej decyzji. Minęły lata. Syn farmera pilnie się uczył, ukończył studia medyczne i został odkrywcą penicyliny. Nazywał się Alexander Fleming. W przededniu II wojny światowej syn tego samego bogatego dżentelmena zachorował na ciężkie zapalenie płuc. Życie uratowała mu penicylina – odkryta przez Fleminga. Dżentelmen ten nazywał się Randolph Churchill. A jego syn, który dożył, by zostać premierem Wielkiej Brytanii, nazywał się Winston Churchill. Być może właśnie te wydarzenia miał na myśli Winston Churchill, gdy powiedział kiedyś:
„To, co dajesz, zawsze do ciebie wróci”.
Kochani. Już zbudowaliśmy lepszą społeczność, ale błędy nasze się mszczą, skoro każdy inteligentny człowiek umiera, jakkolwiek nie z uwagi na brak penicyliny, lecz ze strachu. I życie znowu pójdzie kiepsko. Na powrót człowiek nie dba o interesy żadnego stworzenia – wyłącznie o własne. Poza tym „jest właściwie sprawą obojętną, co myślą masy; ponieważ reprezentują zerowy poziom inteligencji,” chociaż mogą cieszyć się wolnością myśli. Przeszłość towarzyszy nam przez cały czas. Nagle jakiś przypadkowy widok, dźwięk czy zapach, zwłaszcza zapach, puszcza w ruch maszynerię i nie tylko powraca do was przeszłość, to wy sami w nią zapadacie…
Posłuszeństwo nie wystarczy. Bo dopóki ktoś nie cierpi, czy można mieć pewność, że jest posłuszny twojej woli, a nie własnej? Władza polega na poniżaniu i zadawaniu bólu. Władza oznacza rozrywanie umysłów na strzępy i składanie ich ponownie według obranego przez siebie modelu. Postęp w naszym świecie oznacza postęp bólu.
Wyróżniającą cechą człowieka jest ręka, która czyni wszelkie zło. Jest wojna podczas której nawet wówczas, gdy sprzęt bojowy nie ulega zniszczeniu, jego produkcja to wygodny sposób zajęcia siły roboczej bez wytwarzania zbędnych towarów konsumpcyjnych.
Bracie, siostro. Co ci po sensach? Kiedy jem obiad – nie robię tego na większą chwałę bożą; robię, ponieważ to mnie zadowala. Świat jest pełen rzeczy rozkosznych – książek, obrazów, wina, podróży, przyjaciół – wszystkiego. Nigdy nie widziałem w tym żadnego sensu i żadnego widzieć nie chcę. Czemu nie brać życia takim, jakie jest?
Wszystko, co można w tym czasie uczynić, to używać słowa „faszyzm” nieco bardziej oględnie, nie zaś – jak to się zwykle praktykuje – degradować je do rangi wyzwiska.
Myślę, że naprawdę umieramy wtedy, kiedy zamiera nasz umysł, kiedy nie może zaakceptować już niczego nowego. Młodość, czar, urok, energia i radość życia ulatują w mgnieniu oka. Z epoki identyczności, z epoki samotności, z epoki dwójmyślenia – pozdrawiam was!Niech Boże błogosławieństwo ogrzeje Twoje życie niczym słońce. Niech się tak stanie tego wieczoru.
_____
Stanisław Barszczak, Should I induce unconsciousness?
Dear young friends.
I wanted to tell you this story to unite us in realizing the ideal of universal equality. Now the turning point has come. I will save you, I will make you perfect. In the age of telephones I desire to subject you to the lessons of George Orwell. Listen a little. Beauty is meaningless until it is shared… hunger, poverty, and disappointment are the unchanging law of life. It is not war that is so terrible, but the world that follows it. A world into which we fall like a swamp, a world of hatred and slogans. There are political stars; it’s a free show, the use of eyes is free. Napoleon is always right. This we know again: Christianity is certainly not an incurable disease. At a time like this, under the chestnut tree, the Lord sold me, and I sold you… In the presidential election, thank God, there were no rotten eggs. But we still fall many times, there’s nothing wrong with that, the key is to get up one more time… Food for thought. In a world that rushes on, strength lies in slow, steady effort. Not all progress is visible—and that’s okay. What’s difficult is good. I’m convinced that even one person doesn’t see the results. Being part of a minority, even a one-person minority, doesn’t make anyone crazy. There is truth and there is falsehood, but as long as someone insists on the truth, even against the entire world, they remain normal. Normality is not a matter of statistics. If both the past and the external world exist only in our minds, and the mind can be controlled—what then? Think about this, brothers. Without humanity, there is nothing. The primitive spiritual life, as I interpret it, and the most important moments of your lives… After all, it was only a fleeting charm, and it passed like an April day, but what dreams it awakened! When the blue water reflects the blazing colors of nature, you can touch the sky with your finger!? On the farm, animals are equal, but some are more equal than others. Power is not a means to an end; power is the end. War is peace. Ignorance is strength. Freedom is slavery. In this life, nothing was yours except those few cubic centimeters locked under your skull… Man cares for no creature’s interests—only his own. Let there be complete unity among us animals, complete brotherhood, and solidarity in struggle. All humans are our enemies. All animals are brothers. Perhaps what man desires most is not so much to be loved as to be understood. Man’s most dangerous enemy is his nervous system. Man is the only creature that consumes without producing anything. He produces no milk, lays no eggs, is too weak to pull a plow, and cannot catch a rabbit. Yet he is master of all animals. He drives them to work, allocates minimal amounts of food so they don’t starve, and keeps the rest for himself. Orthodoxy means not thinking, not needing to think. Orthodoxy is unconsciousness. „I’d rather be a lone wolf than a groveling dog,” Orwell observed. „If you want to know what the future will be like, imagine a boot stamping on a human face, forever! In the face of pain, there are no heroes.” By obeying trivial laws, one can break great ones. Don’t you rejoice in life? Doesn’t it bring you joy to say: This is me, this is my hand, this is my foot, I exist, I truly exist, I live?! Doesn’t that bring you joy?! Indeed, in the game we play, we cannot win. But some losses are, after all, better than others. In philosophy, religion, ethics, or politics, two plus two could equal five, but when it came to constructing a cannon or an airplane, the result had to be four. Everything happens in the head. And what happens in everyone’s head, happens in reality. Brother, don’t you understand that the primary goal of newspeak is to narrow the scope of thought? Eventually, we will reach a point where thoughtcrime will become physically impossible, because there will be no words to commit it. Year by year, there will be fewer and fewer words, and the scope of consciousness will become narrower and narrower. Words and actions mean nothing; only feelings matter. Therefore, until consciousness unites them, they will never rebel; until they rebel, they will never become conscious. Since we have chosen to be free people, we must equate life with death. If we wish to preserve a secret, we must hide it even from ourselves. Leftism is a kind of masturbatory fantasy for which the world of facts has no significance whatsoever. It’s never been much better, or much worse.Four legs: good, two legs: bad. There are things, your own actions, from which you can’t recover. Something inside you dies: it’s burned out. My dear, but don’t lose hope. „Sooner or later, everyone is cured. In the end, we’ll definitely shoot you.” The masses never rebel on their own, and never just because they’re oppressed. Unless they have a standard of comparison, they don’t even realize the oppression. Isn’t it true, then, brother? Is it as clear as day that all the evil in our lives stems from the tyranny of man? By obeying trivial laws, we can break great ones. Meanwhile, the earth whispers stories of faith, hope, and eternal journeys, so all is not lost. Sometimes people think that women don’t take fat people seriously, but that’s utter nonsense. The truth is that a woman takes seriously any man who manages to convince her that he loves her. I’ve just been through the night, and no one greets me, and I’ve been working hard to find those immortal gates, those lost gates. I’ve just been through the night, and no one will ask me—how did you do? I’ve been through the night, I say, and I’m tired. I haven’t been visited by a faun or a guardian angel… unless it’s with the sight of a mosquito, a grasshopper, a firefly, or a fly. My dearest. One can live in books and thoughts. One just has to say to oneself: „I am a free man—oh, here” (now tap one’s forehead with a finger). In the early 20th century, a Scottish farmer was returning home when he suddenly heard cries for help coming from a bog. Rushing toward the source of the sound, he found a boy trapped in the bog, fighting for his life. The farmer quickly cut a branch, reached out, and pulled the terrified child to safety. The soaked and shivering boy thanked his rescuer but insisted he had to get home—his father would be worried. The next morning, an elegant carriage pulled up to the farmer’s modest home. A well-dressed gentleman stepped out and asked, „Did you save my son’s life yesterday?” „Yes,” the farmer replied. „How much do I owe you?” the man asked. „You owe me nothing,” the farmer replied firmly. „I only did what anyone should do.” But the gentleman persisted. Finally, noticing the farmer’s young son nearby, he proposed: „If you refuse the money, let me give your son an education in London.” If he is as noble as his father, none of us will ever regret this decision. Years passed. The farmer’s son studied diligently, graduated from medical school, and became the discoverer of penicillin. His name was Alexander Fleming. On the eve of World War II, the son of this same wealthy gentleman fell ill with severe pneumonia. Penicillin—discovered by Fleming—saved his life. This gentleman was named Randolph Churchill. And his son, who lived to become Prime Minister of Great Britain, was named Winston Churchill. Perhaps these were the events Winston Churchill had in mind when he once said, „What you give always comes back to you.” My dears, we have already built a better society, but our mistakes are taking their toll, as every intelligent person dies, though not from lack of penicillin, but from fear. And life will go badly again. Once again, man cares for no creature’s interests—only for his own. Besides, „it’s practically irrelevant what the masses think; because they represent a zero level of intelligence,” even though they may enjoy freedom of thought. The past accompanies us constantly. Suddenly, some random sight, sound, or smell, especially a smell, sets the machinery in motion, and not only does the past return to you, you yourselves fall into it… Obedience is not enough. Because until someone suffers, can you be sure they obey your will and not their own? Power is about humiliation and inflicting pain. Power means tearing minds apart and reassembling them according to your chosen model. Progress in our world means progress in pain. The distinguishing feature of man is the hand that does all evil. There is war in which, even if military equipment is not destroyed, its production is a convenient way to occupy the labor force without producing unnecessary consumer goods. Brother, sister. What’s the point of sense to you? When I eat dinner, I don’t do it for the greater glory of God; I do it because it pleases me. The world is full of delightful things—books, paintings, wine, travel, friends—everything. I’ve never seen any meaning in it, and I don’t want to see any. Why not take life as it is?
All we can do at this time is to use the word „fascism” a little more circumspectly, rather than—as is usually the practice—demoting it to the rank of an insult.
I think we truly die when our minds die, when they can no longer accept anything new. Youth, charm, allure, energy, and the joy of life vanish in the blink of an eye. From the age of sameness, from the age of loneliness, from the age of doublethink—I greet you!
May God’s blessing warm your life like the sun. May it be so this evening.
_______
Stanisław Barszczak, Jesteśmy
Kiedy w 2022 r. prezydent Rosji Władimir Putin wydał rozkaz wysłania na Ukrainę 200 tys. żołnierzy, miał na celu wkroczenie do stolicy, Kijowa, w ciągu zaledwie kilku dni.
Rozpoczynając największą inwazję w Europie od czasów zakończenia II wojny światowej, w płomiennym przemówieniu telewizyjnym Putin ogłosił, że jego celem jest „demilitaryzacja i denazyfikacja” Ukrainy.
Rosja wielokrotnie przedstawiała współczesną Ukrainę jako państwo nazistowskie, rażąco zniekształcając przy tym historię.
Putin chciał obalić prozachodni rząd i przywrócić Ukrainę do rosyjskiej strefy wpływów.
Rosja zajęła i zaanektowała ukraiński Półwysep Krymski w 2014 roku. Na początku wojny w 2022 roku Putin wywołał konflikt na niższą skalę w Donbasie, na wschodzie Ukrainy. Prorosyjskie siły separatystów zajęły tamtejsze terytoria i ogłosiły utworzenie samozwańczych republik ludowych wspieranych przez Moskwę.
Putin poniósł porażkę. Putin uznał owe samozwańcze republiki za niezależne. Następnie, gdy rozpoczęła się inwazja, oświadczył, że ludność tych regionów – w dużej mierze rosyjskojęzyczna – potrzebuje ochrony przed „reżimem” Kijowskim. Prezydent Rosji mówił też o zapewnieniu neutralności Ukrainy na arenie międzynarodowej, od dawna kwestionuje prawo Ukrainy do istnienia, twierdząc, że „współczesna Ukraina została w całości stworzona przez Rosję” po rewolucji komunistycznej w 1917 r.
Rosja zajęła terytoria w południowej i wschodniej części Ukrainy, w tym obwody zaporoski, chersoński, doniecki i ługański, a także części innych obwodów, takie jak charkowski i sumski.
Do listopada 2022 roku Rosja okupowała około 18% terytorium Ukrainy, co stanowi obszar około 74 443 km². Ten procentowo duży zasięg rosyjskiej okupacji jest wynikiem aneksji Krymu w 2014 roku oraz późniejszej pełnoskalowej inwazji na dużą część terytorium Ukrainy w 2022 roku.
Polska była gorącym zwolennikiem Ukrainy w burzliwym okresie Euromajdanu i aneksji Krymu przez Federację Rosyjską. Polski rząd prowadził kampanię na rzecz Ukrainy w Unii Europejskiej i popiera sankcje wobec Rosji za jej działania na Ukrainie.
Ukraina pozostaje jednym z najbiedniejszych krajów w Europie, co niektórzy przypisują wysokiemu poziomowi korupcji oraz powolnemu tempu liberalizacji gospodarczej i reform instytucjonalnych. Rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 roku dodatkowo pogorszyła sytuację gospodarczą kraju.
Rosja nadal prowadzi ofensywę, zajmując nowe tereny, a w maju 2025 roku kontrolę nad przygranicznymi wsiami w obwodzie sumskim i próbowała umocnić się w regionie Dniepru.
Interesy ekonomiczne były jednym z motywów ataku Rosji na Ukrainę i aneksji południowego wschodu. Kontrola nad złożami litu w Donbasie i ukraińskimi zasobami zboża dałaby Rosji „monopol na rynku światowym”.
Jednak ponad trzy lata później, jedna piąta terytorium Ukrainy znajduje się w rękach Rosji, podczas gdy prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump dał Rosji 50 dni na zawarcie zgody o zawieszeniu broni.
Europejscy przywódcy rozważają utworzenie 40-kilometrowej strefy buforowej w ramach zawieszenia broni lub długoterminowego porozumienia. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odrzucił propozycję utworzenia strefy buforowej między siłami ukraińskimi i rosyjskimi w ramach porozumienia pokojowego, argumentując, że nie odzwierciedla to realiów współczesnej wojny, z udziałem dronów.
Prezydent Macron powiedział, że jeśli Putin nie dotrzyma poniedziałkowego terminu, aby zgodzić się na rozmowy, „to ponownie pokaże, że prezydent Putin ograł prezydenta Trumpa”. Merz zaś zasugerował, że wojna może potrwać „jeszcze wiele miesięcy”.
Żadna ze stron nie ma obecnie realnych szans na wygranie wojny. W tych czasach demokracja rządzi światem, Putin się nie podda, na terenach okupowanych przeważa ludność z językiem rosyjskim, jeśli byłoby referendum, to Rosja by zwyciężyła. Ludzie giną nieustannie. Sytuacja bez wyjścia, w poszukiwaniu zakończenia wojny i optymalnego rozwiązania zadecyduje najprawdopodobniej referendum, na które musiałyby przystać obie zainteresowane strony.
____
Stanisław Barszczak, We Are
When Russian President Vladimir Putin ordered 200,000 troops to Ukraine in 2022, he aimed to enter the capital, Kyiv, within days.
Launching the largest invasion of Europe since the end of World War II, Putin announced in a fiery televised speech that his goal was the „demilitarization and denazification” of Ukraine.
Russia has repeatedly portrayed contemporary Ukraine as a Nazi state, grossly distorting history.
Putin sought to overthrow the pro-Western government and return Ukraine to Russia’s sphere of influence.
Russia occupied and annexed Ukraine’s Crimean Peninsula in 2014. At the beginning of the war in 2022, Putin triggered a smaller-scale conflict in the Donbas region in eastern Ukraine. Pro-Russian separatist forces occupied the territories there and announced the creation of self-proclaimed people’s republics supported by Moscow.
Putin suffered a defeat. Putin recognized these self-proclaimed republics as independent. Then, when the invasion began, he declared that the populations of these regions—largely Russian-speaking—needed protection from the Kyiv „regime.” The Russian president also spoke of ensuring Ukraine’s neutrality in the international arena, and has long questioned Ukraine’s right to exist, claiming that „modern Ukraine was entirely created by Russia” after the communist revolution in 1917.
Russia occupied territories in southern and eastern Ukraine, including the Zaporizhzhia, Kherson, Donetsk, and Luhansk oblasts, as well as parts of other oblasts, such as Kharkiv and Sumy.
By November 2022, Russia occupied approximately 18% of Ukraine’s territory, representing an area of approximately 74,443 km². This large percentage of Russian occupation is the result of the annexation of Crimea in 2014 and the subsequent full-scale invasion of much of Ukraine in 2022.
Poland was a staunch supporter of Ukraine during the turbulent period of Euromaidan and the annexation of Crimea by the Russian Federation. The Polish government campaigned for Ukraine’s independence in the European Union and supports sanctions against Russia for its actions in Ukraine.
Ukraine remains one of the poorest countries in Europe, which some attribute to high levels of corruption and the slow pace of economic liberalization and institutional reform. The Russian invasion of Ukraine in 2022 further worsened the country’s economic situation.
Russia continues its offensive, seizing new territories, and in May 2025, control of border villages in the Sumy Oblast and attempting to consolidate its position in the Dnipro region.
Economic interests were one of the motivations for Russia’s attack on Ukraine and the annexation of the southeast. Control of the Donbas lithium deposits and Ukrainian grain resources would give Russia a „monopoly on the global market.”
However, more than three years later, one-fifth of Ukraine’s territory is in Russian hands, while US President Donald Trump has given Russia 50 days to agree to a ceasefire.
European leaders are considering the creation of a 40-kilometer buffer zone as part of a ceasefire or a long-term agreement. Ukrainian President Volodymyr Zelensky rejected a proposal to create a buffer zone between Ukrainian and Russian forces as part of a peace agreement, arguing that it does not reflect the realities of modern warfare involving drones.
President Macron said that if Putin fails to meet Monday’s deadline to agree to talks, „it will once again demonstrate that President Putin has outplayed President Trump.” Merz suggested the war could last „many more months.”
Neither side currently has a realistic chance of winning the war. In these times, democracy rules the world. Putin won’t surrender. Russian-speaking people predominate in the occupied territories. If there were a referendum, Russia would win. People are dying constantly. This is an impossible situation; in the search for an end to the war and an optimal solution, a referendum will likely decide, which both interested parties would have to agree to.
Stanisław Barszczak, Walczmy przy pomocy tarczy ducha
Kiedy się rodzimy, krzyczymy, że doszliśmy do tego wielkiego etapu głupców… Nie ma takiego głupstwa i nikczemności, które, byle stale powtarzane, nie zostały wreszcie przyjęte i przestały razić jako głupstwo i nikczemność. W świecie obwieszcza się co jakiś czas nową epokę. „Nowe życie! Ja nie wiem, co robić ze starym, a ojciec mi tu jeszcze mówi o nowym życiu. To już trochę za dużo… Kiedy człowiek jest młody, próbuje wyprzedzić świat. Potem zaledwie dotrzymuje mu kroku, aż wreszcie zaczyna być przez świat wyprzedzany”. W Rzymie papież nowy zostaje wybrany, by służyć w nowej generacji nade wszystko innym, to znaczy starym prawom. No dobrze nie będzie, mówią niektórzy. Albowiem pragniemy teraz, mieć kochane rodziny i jeszcze bardziej kochane dzieci. Jakiej mądrości Salomona trzeba na tym świecie znów! Stąd powracamy jeszcze do słowa matka, które usłyszeliśmy w najwcześniejszym dzieciństwie. I łączymy je na powrót z odwieczną prawdą o Bogu, który urodził sie w ubogiej rodzinie Józefa i Maryi i przybrał takie imię, jakie urzeczywistniło się w obliczu męskiej a najukochańszej misji Jezusa z Nazaretu.
Czym Wniebowstąpienie było dla naszego Pana, tym Wniebowzięcie jest dla naszej Pani. Z pewnością Ona, nowy Ogród Raju, w którym rosła Lilia boskiej bezgrzeszności i czerwona Róża Kościoła, nie powinna być wydana i zapomniana przez niebiańskiego Ogrodnika. Ta, w której łonie celebrowano zaślubiny wieczności i czasu, jest bardziej wiecznością niż czasem. Jeśli mąż i żona w małżeństwie stają się dwojgiem w jednym ciele, to czyż Ta, która jest nową Ewą nowego Adama, nie będzie dwojgiem w jednym duchu z Nim? Jak Chrystus wstąpił do nieba do jedności natury boskiej, tak Maryja zostaje wzięta do nieba w jedności ludzkiej natury Chrystusa. Jej mistyczny lot jest wydarzeniem, ku któremu zmierza całe nasze pokolenie. Nasza epoka cielesności, która kocha piękno ciała, zostaje wyrwana z rozpaczy przez Wniebowzięcie, by oddać cześć ciału, które jest piękne, ponieważ jest świątynią Boga, bramą, przez którą Słowo nieba weszło na ziemię, Wieżą z kości słoniowej, na którą wspięła się Boska Miłość, by Go ucałować. na ustach Jego Matki mistyczna róża… Dzisiaj Uroczystość Matki Bożej Wniebowziętej i dzień Wojska Polskiego. Na tę drogę zabierania się do matki, wam i pątnikom zdążającym do swej Królowej, z serca błogosławię – wasz ksiądz Stanisław.
Stanisław Barszczak, Let’s fight with the shield of the spirit
When we are born, we cry out that we have reached that great stage of fools… There is no such folly or baseness that, if constantly repeated, has not finally been accepted and ceased to offend as folly and baseness. A new era is proclaimed in the world every now and then. „A new life! I don’t know what to do with the old one, and my father is still talking about a new life. It’s a bit much… When a person is young, they try to outrun the world. Then they barely keep pace with it, until finally they are outpaced by it.” In Rome, a new pope is elected to serve the new generation above all others, that is, the old laws. Well, it won’t be all right, some say. For now we long for beloved families and even more beloved children. What wisdom of Solomon is needed in this world again! Hence, we return to the word „mother,” which we heard in our earliest childhood. And we reconnect them with the eternal truth about God, who was born into the poor family of Joseph and Mary and took the name that was realized in the face of the masculine and most beloved mission of Jesus of Nazareth.
What the Ascension was for our Lord, the Assumption is for our Lady. Surely she, the new Garden of Paradise, in which grew the Lily of divine sinlessness and the red Rose of the Church, should not be abandoned and forgotten by the heavenly Gardener. She, in whose womb the marriage of eternity and time was celebrated, is more eternity than time. If husband and wife in marriage become two in one flesh, then will not she, who is the new Eve of the new Adam, be two in one spirit with Him? Just as Christ ascended into heaven into the unity of the divine nature, so Mary is assumed into heaven in the unity of Christ’s human nature. Her mystical flight is the event toward which our entire generation is moving. Our age of corporeality, which loves the beauty of the body, is snatched from despair by the Assumption to honor the body, which is beautiful because it is the temple of God, the gate through which the Word of heaven entered earth, the ivory tower upon which Divine Love climbed to kiss Him. On the lips of His Mother, a mystical rose… Today is the Solemnity of Our Lady of the Assumption and the Day of the Polish Army. On this journey of setting out for the mother, I heartily bless you and the pilgrims journeying to their Queen. your priest Stanisław
________
Stanisław Barszczak, A Metropolitan Fairy Tale (for young people) Characters:NarratorThe Cruel PrinceAnita”Friends” (A rehearsal for a medieval play starring troubadours is taking place in a haystack in the Elf Valley) „If I can’t be better than them, I’ll become much worse.” „Above all, I hate you because I think about you. Often. It’s disgusting, and I can’t stop.” Come home and scream at me. Come home and fight me. Come home and break my heart if you have to. Because of you, I’m lost forever. „Have I told you how awful you look today?” Cardan asks, leaning back in his intricately carved armchair, the warmth of his words turning the question into something of a compliment. „No,” I reply, glad to be back in the present. „Tell me.” „I can’t. „Kiss me again,” he says, drunk and foolish. „Kiss me until I’m tired of it.” „I love you,” he says. „I spent most of my life guarding my heart. I guarded it so well that I could act as if I didn’t have it at all. Even now, it’s dingy, worm-eaten, and scratchy. But it’s yours.” He walks to the door of the royal chambers, as if to end the conversation. „You probably guessed,” he says. „But just in case you hurt me, I wouldn’t cry. I would reciprocate.” „(Anita) What could I become if I stopped worrying about death, pain, anything? If I stopped trying to belong? Instead of being afraid, I could become something to be afraid of.” So I’m supposed to sit here and feed you information,” Cardan says, leaning against the bark. „And you’re supposed to charm the royal family? That seems completely out of place.” I stare at him. I can be charming. „I charmed you, didn’t I?” He rolls his eyes. „Don’t expect others to share my depraved tastes.” „If you’re a disease, you can’t also be the cure.” Power is much easier to gain than to hold.” „Mock me all you want. Whatever I imagined back then, now I’m the one begging and groveling for a kind word from you.” His eyes are Black with desire. „Because of you, I’m lost forever.” Smart as hell and twice as handsome. He looks at me with his night eyes, beautiful and terrifying at the same time. „For a moment,” he says, „I wondered if it wasn’t you shooting arrows at me.” I grimace at him. „And what made you decide otherwise?” He grins at me broadly. „They missed.” You three have one solution to every problem. Murder. There’s no key to every lock. Cardan looks at us all sternly, pointing with his long-fingered hand at my hand, where I still have the stolen ruby ring. „Someone’s trying to betray the High King, murder written all over it. Someone’s looking at you sternly, murder. Someone’s disrespecting you, murder. Someone’s ruining your laundry, murder.” Tell me again what you said at the party,” he says, climbing on top of me, his body brushing mine. “What?” I can barely gather my thoughts. “That you hate me,” he says hoarsely. “Tell me you hate me.” “I hate you,” I say, the words like a caress. I repeat it over and over. A litany. A spell. A protection from what I truly feel. “I hate you. I hate you. I hate you.” He kisses me harder. “I hate you,” I whisper against his lips. I hate you so much that sometimes I can’t think of anything else. Ah, coffee. A sweet balm that will help us accomplish today’s tasks. Instead of being afraid, I could become something to be afraid of. I will continue to defy you. I intend to shame you with my rebellion. You remind me that I’m a mere mortal and you’re a prince of Wonderland. Well, let me remind you that means you have much to lose, and I have nothing. You may win in the end, you may charm me, hurt me, and humiliate me, but I will make sure you lose everything I can take from you on the way down. I promise you, this is the least I can do. The easiest lies are the ones you want to be true. „Father, I am who you made me. I finally became your daughter. I missed you,” I whisper in his ear, dizzy from the intimacy of the confession, feeling more naked than when he could see every inch of me. „In the mortal world, when I thought you were my enemy, I still missed you.” „My sweet enemy, how glad I am that you’re back.” I lied, I betrayed, and I triumphed. If only someone would congratulate me. „This is my room,” he remarks, offended. „And this is my wife.” „So you tell everyone,” Anita says. „But I’m going to take out her stitches, and I don’t think you want to see that.” „Oh, I don’t know,” I say. „Maybe he’d like to hear me scream.” „I would,” Cardan says, standing up. „And maybe someday I will.” Let’s raise a toast. To the incompetence of our enemies. „Kill him before he makes you love him.” I believe that books are living beings… And as living beings, they must… „They’re meant to be protected.” „Nice things don’t happen in storybooks,” Taryn says. „And when they do, something bad happens right after. Otherwise, the story would be boring and no one would read it.” When someone hurts you, it’s harder to relax around them, harder to think of them as safe and lovable. But that doesn’t stop you from wanting them.” „And yet my heart is buried with you in the strange soil of the mortal world, just as it drowned with you in the cold waters of the underwater world. It was yours before I could admit it, and it will always be yours.” „If she thought I was bad, I would be worse. If she thought I was cruel, I would be terrifying.” Anita loves the calm brutality of the ocean, loves the electrifying power she felt with every breath of the moist, salty air. Because you’re like a story that hasn’t happened yet. Because I want to see what you’ll do.” I want to be a part of this story’s unfolding. There’s always something to lose. Sweet Anita, you’re my most precious punishment. But kissing Locke has never felt as good as kissing Cardan—like daring to run over knives, like an adrenaline rush, like the moment you’ve sailed too far out to sea and there’s no turning back, only cold, black water closing in above your head. Those who truly love you don’t want to hurt you, and if they do, it’s not visible in their eyes, but it hurts them too. I feel like a constellation of wounds, connected by string and stubbornness. I want to tell you so many lies. I hate you,” I whispered against his lips. I hate you so much that sometimes I can’t think of anything else. That’s what happens when you want something; you forget to check if it’s broken before you devour it. Yes, my great villain, my dear God. I’ll be as sober as a stone carving as soon as I can. I love my parents’ murderer; I think I could love anyone. The truth is messy. It’s harsh and uncomfortable. You can’t blame people for preferring lies. I start to speak, but he stops me with a gesture. „And you.” He looks at me, his lips curve into something that’s not quite a smile; it’s something more and something less. „I didn’t know much, but I always knew you.” And when he kisses me, I feel like I can finally breathe again. Before, I never knew how far I would go. Now I believe I know the answer. I’ll go as far as possible. I’ll go far too far. You really want me,” I say, close enough to feel the warmth of his breath as he pauses. „And you hate it.” No, I won’t help you. No, I won’t listen to you, why should I? That’s truly the magic word: no. You say what you want, and I simply say no. I wasn’t nice, Anita. Not to many people. Not to you. I wasn’t sure if I wanted you, or if I wanted you out of my sight, to stop feeling what I felt, which made me even more unkind. But when you were gone—truly disappeared beneath the waves—I hated myself like never before. There you go,” Cardan says as I sit down next to him. „How was your night? Mine was full of boring conversations about how my head would be impaled. Yes, my sweet villain, my beloved God… Sweet Anita. You are my dearest punishment. Change is what people do when they have no choice. I think about his riddle. How do people like us take off our armor? One piece at a time. Desire is a strange thing. Once it’s satisfied, it transforms. If we obtain the golden thread, we desire the golden needle. Pain makes you strong, Madoc once told me, forcing me to constantly raise my sword. If curiosity killed the cat, satisfaction brought it back. „Chain her,” says Randalin. I’ve never wished so much that there was a way to prove I was telling the truth. But there isn’t. None of my oaths matter. I feel the guard’s hand on my shoulder. Then Cardan’s voice rings out, „Do not touch her.” A terrible silence falls. I wait for him to pronounce judgment on me. Whatever he orders will be carried out. His power is absolute. I don’t even have the strength to defend myself. „What do you mean?” Randalin asks. „She is…” „She is my wife,” says Cardan, his voice carrying over the crowd. „The rightful High Queen of the Elven Valley. And definitely not in exile. Every hero is a villain in their own story.” I raise my plastic glass. „To family.” „And Fairyland,” Taryn says, raising his own. „And pizza,” says Łukasz.”And stories,” says Henry.”And new beginnings.” „Gs,” says Vivi.Cardan smiles, looking at me. „And plotting great schemes.”To family, Fairyland, pizza, stories, new beginnings, and making great plans. I can raise a toast to that. The strange thing about ambition is this: You can acquire it like a fever, but it’s hard to get rid of. Show your power by feigning powerlessness. Come and get angry at close range. – Suitors and Shy Ones, I’m glad That you march under my banner, I rejoice in your loyalty, I am grateful for your honor. Taryn’s gaze wanders to me. To you I offer mead and the hospitality of my table. But to traitors and oathbreakers, I offer the hospitality of my queen. The hospitality of knives. Tell me what I must kill, what I must steal, tell me the riddle I must solve, or the witch I must deceive. Just tell me how I must proceed, and I will do it, no matter the danger, no matter the difficulty, no matter the cost. The goal of fighting is not a good fight, but victory. He is the flint, you the kindling. I have enough to worry about,” I say. „Why should I…?” „Because they could kill you!” „It’s better that I do,” I tell her. „Because nothing else will work.” You’re the only thing I have that’s neither an obligation nor a commitment, the only thing I’ve chosen for myself. The only thing I want. His eyes are open, watching my flushed face, my ragged breathing. I try not to make embarrassing sounds. It’s more intimate than the way he touches me, to be perceived this way. I hate that he knows what he’s doing and I don’t. I hate being vulnerable. I hate how I tilt my head back, exposing my throat. I hate how I cling to him, the nails of one hand digging into his back, my thoughts shattering into pieces, and my final thought: that I like him more than I’ve ever liked anyone, and that of all the things he’s done to me, liking him so much is by far the worst. But I won’t stand in the way of your happiness. I won’t stand in the way of your own choosing of misery. You must be strong enough to strike, strike, strike without tiring. The first lesson is to become that strong. Cardan looks at me as if he’s never seen me before. He looks at me as if no one has ever spoken to him like that. Maybe no one ever has. Maybe you’ll just let yourself be saved, Cardan says. This time. What’s disturbing about Cardan is how well he plays the fool to hide his own cunning. We don’t have to be good. But let’s try to be fair. We are largely what we remember ourselves to be. That’s why it’s so hard to break habits. If we know we’re liars, we expect not to tell the truth. If we consider ourselves honest, we try harder. My sweet Nemesis, how glad I am that you’re back. Our eyes meet, and something dangerous sparks. He hates you, I remember. „Kiss me again,” he says, drunk and foolish. „Kiss me until I’m tired of it.” I feel those words, I feel them like a kick in the gut. He sees my expression and laughs, a sound full of mockery. I don’t know which of us he’s laughing at. He hates you. Even if he wants you, he hates you. Maybe that makes him hate you even more. After a moment, his eyes close. His voice fades to a whisper, as if he’s talking to himself. „If you’re the disease, then I guess you can’t be the cure.” He falls asleep, but I’m wide awake. Once upon a time, there was a girl who swore she’d save everyone in the world, but she forgot herself. „You don’t know how long I’ve waited to hear those words,” he says. „You don’t want me dead.” „No problem is solved late at night,” he said. „Midnight is for regrets.” There’s no banquet too large for a starving man. I understand why he chose her. I only regret that she didn’t choose me.” Yes, the whole family knows. It’s no big deal. One night over dinner, I said, „Mom, do you know about Spyrek’s forbidden love for Kirk?” Well, so did I. It was easier for her to understand. Mortals are fragile,” I say. „Not you,” he says in a tone that sounds a bit like a lament. „You never break.” That’s what it means to be mortal,” I sigh, not having to pretend. „We die. Think of us as shooting stars, short but bright.” And the last thing that’s on my mind: I like him more than anyone else, and that of all the things he’s done to me, making me like him so much is by far the worst. Having a heart is terrible, but you still need it. Your absurd family might be surprised to discover that not everything can be solved with murder,” Locke calls after me. “We would be surprised if we stumbled upon it,” I reply. He rises from his throne. “Come, sit down.” His voice is full of danger, full of menace. The flowering branches have grown from the thorns so thickly that the petals are barely visible. “This is what you wanted, isn’t it?” he asks. “This is what you sacrificed everything for. Come on. It’s all yours.” They say we learn more from failure than from success. A long time ago, a girl was kidnapped by fairies and, because of it, vowed to destroy them. “Honey,” he says in a rough whisper, “in this world, many people will try to destroy you. They need you to be small so they can be great. You let them think what they want, but you make sure yours… The thoughts were real. You’re fulfilling them. I need to stop fantasizing about escaping to another life and start exploring the one I have. Death’s favorites don’t die. No matter how careful I am, I’ll eventually make another mistake. I’m weak. I’m fragile. I’m mortal. The curse is broken. The King has returned. He’s as terrifying as any snake. I don’t care. I fall into his arms. Cardan’s fingers dig into my back. He’s trembling, I’m not sure if from the fading magic or the terror. But he holds me like I’m the only solid thing in the world. He says what you did was a cry for help.” „It was,” I say. „That’s why I screamed, ‚Help!’ I’m not one for subtlety.” If she was going to die, she might as well have died sarcastically. People undoubtedly learned this lesson long ago. They don’t have to deceive people. People will deceive themselves. A heart of stone can still be broken. That boy is your weakness. He wears trouble like a crown. If he ever falls in love, he’ll fall like a comet, burning the sky in his tracks. I need your happiness. I need one of us to be happy. Do you think monster girls and bad boys don’t deserve love? Cardan smiles at me as if we’d been close friends forever. I’d forgotten how charming he can be—and how dangerous it is. Clever girl. You play with fire because you want to burn yourself. I am the queen of the Elven Valley. Even though I’m a queen in exile, I am still a queen. And that means Madoc isn’t just trying to usurp Cardan’s throne. He’s trying to usurp mine. They don’t realize this: Yes, they scare me, but I’ve always been afraid, ever since I came here. I was raised by the man who murdered my parents, raised in a land of monsters. I live with this fear, letting it ingrain itself in my bones and ignoring it. If I didn’t pretend I wasn’t afraid, I would hide under an owl-down blanket in the Madoka manor forever. I would lie there and scream until there was nothing left of me. I refuse to do that. I won’t do that. I love you like in fairy tales. I love you like in ballads. I love you like lightning. I’ve loved you since you came and talked to me in your third month. I loved how you made me laugh. I loved your kindness and the way you paused when you spoke, as if waiting for my answer. I love you, and I don’t mock anyone when I kiss you, absolutely no one. I can’t trust the people I care about not to hurt me. And I’m not sure I can trust myself not to hurt them. Girls like her, my grandfather once warned me, girls like her turn into women with eyes like bullet holes and mouths like knives. They’re eternally restless. Always hungry. They bring bad news. They’ll drink you down like a shot of whiskey. Falling in love with them is like falling down a flight of stairs. No one told me, despite all the warnings, that even after falling, even when you know how painful that fall is, you’ll still line up to do it again. Only idiots aren’t afraid of things that are terrifying. She knew what it was like to tremble before touching someone—a desire so strong it turns into despair. I’d heard that for mortals, the feeling of falling in love is very similar to the feeling of fear. Your heart beats faster. Your senses sharpen. You feel dazed, maybe even stunned. Looking back is the perfect opportunity to plunge the knife into them. Maybe wanting to be loved isn’t the worst thing, even if you’re not loved. Even if it hurts. Maybe being human doesn’t always mean being weak. Maybe shame was the problem. „He’s a liar who completely forgets what he told you last time, but believes every lie with such conviction that sometimes he can convince you.” „You carried my heart in your hands today,” he said. But I felt like you carried it long before. He looks like a fairytale lover who stepped out of a ballad, the kind where nothing good happens to the girl who runs away with him. Well, even if a snake bites your head off, Taryn says, „the rest will still look good.” „Ghost,” I say. „That’s shocking,” he says, as if he were paying me some sort of grand compliment. „I know people can lie, but watching you do it is incredible. Do it again.” „She’s my wife,” Cardan says, his voice carrying over the crowd. The rightful High Queen of the Elves. And certainly not in exile. „You’ve seen the least of what I can.” He leans forward and closes his eyes. „Most of all, I hate you because I think about you. Often. It’s disgusting, and I can’t stop.” We all eventually succumb to the temptation of what we fear, to find a way to keep ourselves safe from it by crawling into it, loving it, becoming it. What the author doesn’t know could fill an entire book. „I remember your hands were on her, but her eyes were on me,” Cardan replies. I stand before the window and imagine myself a fearless knight, a witch who She hid a heart in her finger and then cut it off. Kaye: Do you know what the sun looks like?Janet: No, what?Kaye: Like he slit his wrists in the bathtub and the water was all covered in blood.Janet: That’s disgusting, Kaye.Kaye: And the moon just watches. Just watches him die. She had to make him do it. From the very beginning, that was a problem. People liked pretty things. People even liked pretty things that wanted to kill and eat them. I love you, you know… and I’m afraid I have no way to say it or show it that wouldn’t be terrible, other than coming here. I would kill everyone in the world for you, if you wanted… Or not obvious. We love until we stop. For us, love doesn’t fade gradually. It breaks like a branch bent too far. His lips curve into a smile. His eyes glint with wicked intentions. „Look at all of them, at your subjects. It’s a shame no one knows who their true ruler is. I wanted this and feared it, and now that it’s happening, I don’t know how I could ever want anything else. And if I wanted to kill myself, I wouldn’t jump off a roof. And if I were to jump off a roof, I would put on pants before I did. I said he has the power to give a compliment and make it hurt. Just like he can say something that should be insulting and say it in such a way that you feel like you’re actually seen. It’s ridiculous that everyone acts like killing the king will make someone better at being one,” Vivi says. „Imagine that in the mortal world, a lawyer passed the bar exam by killing another lawyer. „You’re more dangerous than the dawn.” But no one chooses the future. One chooses a path without being sure where it leads. Go ahead. Insult me.”He raises his eyebrows. „I don’t take orders from mortals,” he says with his usual cruel smile. „So, are you going to say something nice? I don’t think so. Fairies can’t lie.” I hate him more than anyone else. I hate him so much that sometimes when I look at him, I can barely breathe. She looks genuinely upset, but then again, I’ve learned I can’t figure her out. The problem with a truly perfect Liar is that you just have to assume they always lie. Nicola is wrong about me. I don’t want to do as well in the tournament as one of the fairies. I want to win. I don’t want to be their equal. Deep down, I want to beat them. You haven’t heard the story, „That story I told you,” he continues. „It’s a shame. It showed a handsome boy with a heart of stone and a natural talent for villainy. Everything you could want.” „Sharpen your heart.” Vivi blows on the rattle. „Here,” she says, handing out paper crowns for us to wear. „That’s ridiculous,” I grumble, but I put mine on. Cardan looks at his reflection in the microwave door and adjusts the crown so it’s at an angle. I roll my eyes, and he smiles quickly at me. The only way to end the grief was to go through it. Broken things are always more beautiful. It’s the flaw that brings out the beauty. It felt good to be held. Even by a monster. Whatever you love is your weakness. The more powerful you become, the more others will find ways to dominate you. They will do this through those you love and those you hate. They’ll find a bit and bridle that fit your mouth and make you yield. Next time you want to prove a point, I beg you not to be so dramatic.His arm hurts, and he might be right about the iron poisoning. He certainly feels dizzy. But he smiles, looking at the trees, the loops of power lines, the streaks of clouds. „As long as you beg,” he says. They wore their strange beauty like war paint. It’s hard to explain the wildness of hope. But if you didn’t believe in monsters, how were you supposed to protect yourself from them? You can destroy something, but you won’t always be able to shape it into the desired form. Marry me, he says. Become Queen of the Elf Valley. I can learn to live with guilt. I don’t care about being good. And you think I was waiting for the sunrise, not for my queen. Don’t you hear her footsteps? She never managed to hide them as well as any of the Humans. Surely you’ve heard of her, Anita, the one who defeated the red cap of the Gringogue and brought the Court of the White Fangs to its knees? She always gets me out of trouble. Honestly, I don’t know what I’d do without her. No,” said Louis, „You can’t date the Lord of the Night Court.””Well, no, he dumped me.””You can’t be dumped by the Lord of the Night Court.””Oh yes, you can. You definitely can.” Nicola said that as mortal power grows, land and sea should unite. And they will, either in the way she hoped or in the way I feared.” „Ominous,” I say. It seems I have a special taste in women who threaten me. I kissed him on the lips, then threatened to kiss him again if It won’t do exactly what I want. I leave unraveled. I leave shattered. I like things to happen, to see stories unfold. And if I can’t find a good enough story, I make one. I wish I could stay closer to you while there’s time. „I vanished in a single fairy sigh,” she quoted. Leather fingers brushed her short hair and rested on her cheek. „I can hold my breath.” And yet, I don’t regret it now. Having already crossed that line, I want to fall. He still looks at me in that strange way, as if he’d never seen me before, or as if he thought he’d never see me again. „Why am I the way I am?” His tone makes it clear he’s offering something I could suggest without thinking. „There are no real answers, Jude. Why was I cruel to Humans? Why was I terrible to you? Because I could be. Because I enjoyed it.” Because for a moment, when I was at my worst, I felt powerful, and most of the time I felt powerless, even though I was a prince and the son of the High King of Wonderland. You didn’t get what you deserved, but you don’t have to live in this one story forever. No one has to be left in stone. Children can have a cruel, absolute sense of justice. Children can kill monsters and be proud of themselves. Let’s start with a love story. Or maybe it’s another horror story. It seems the difference lies mainly in the ending. That’s family. You can’t live with them, you can’t kill them. „All power is cursed,” I say. „The most fearsome among us will do anything to gain it, and those who would wield power best don’t want it imposed on them. But that doesn’t mean they can avoid responsibility forever.” It’s that part of the play where the guy says, „Zombies? What zombies?” Just before they eat his brain. I don’t want to be that guy. „Mortals are fragile,” I say. „Not you,” he says in a way that sounds a bit like a lament. „You’ll never break.”Which is absurd, just like me. I feel like a constellation of wounds, connected by string and stubbornness. Yet I like hearing it. I like everything he says, all too well. This boy is your weakness. They say nameless things are constantly changing—that names anchor them like pins. I feel the moment he gives in and gives up, pulling me to him despite the threat of the knife. He kisses me hard, with a kind of devouring desperation, his fingers digging into my hair. Our mouths touch, teeth on lips on tongues. Desire hits me like a kick in the gut. It’s like a fight, except we’re fighting to get under each other’s skin. My greatest weakness has always been the desire for love. It’s a gaping chasm within me, and the more I reach for it, the more easily I’m deceived. I’m a walking bruise, an open wound. If the Oak is masked, I’m a face ripped from all its skin. I’ve told myself over and over again that I must guard against my own longings, but it hasn’t worked. Tana. In my entire long life, though I’ve prayed many times, no one has saved me. No one but you. This is absurd. This is terrible. This is how people don’t show loyalty. This is epic, epic nonsense. „Pet the cat, man,” Samuel says. „She brought you a gift. She wants you to tell her how pretty she is.” „You’re a tiny, tiny killing machine.” David coos. „What’s she doing?” I ask. „She purrs!” – she says. „This is David. She sounds delighted. Good kitty. Who’s an incredible killing machine? That’s right. You are! You’re a brutal, brutal little lion! Yes, you are.” Boys change. Stories change too. It turns out that after a kiss, the possibility of another kiss hangs over everything, no matter how terrible the idea was the first time. Mine. The language of love is just that – possessive. That should be the first warning that it won’t be conducive to anyone’s self-improvement. You love him too, I think. You loved him since you were a prisoner in the Underwater World. You loved him when you agreed to marry him. When this is over, I’ll find the courage to tell him so. Isn’t every hero aware of all the terrible reasons they committed those good deeds? Aware of every mistake they made and how good people suffered because of their decisions? Don’t they remember moments when they weren’t heroic at all? Moments when their heroism led to more casualties than their deliberate evil? What if I’m like that? What if, when everything else changes, I’m no longer like that? Death has his favorites, like everyone else. Those whom Death loves will not die. The villains were wonderful. They could be cruel and selfish, adorn themselves in front of mirrors and poisoned apples, and imprison girls on mountains of glass. They indulged their worst urges, took revenge for the smallest offenses, and took everything they desired. And, of course, they ended up in barrels studded with nails or dancing in iron Boots heated by fire, not only dead, but shamed, screaming. But before what happened to them, they had to become the most beautiful in the land. I didn’t have a good day. I think I’m still hungover, everyone’s dead, and my root beer is gone. Come home and yell at me. Come home and fight me. Come home and break my heart if you have to. Just come home. She’ll want to wear your skull as a hat,” Cardan warns. An awkward shift will take place among the former falcons. Perhaps they remember their own decision to condemn her, their own punishment… And Cardan will laugh and laugh as he does so. A moment of silence falls between us. He took a step toward me. „Last night…” I interrupted him. „I did it for the same reason you did. To get it off my chest.” „Oh yeah?” he asks. “From your system?” I look him in the eye and lie. “Yes.” If he touches me, if he even takes a step towards me, my deception will be revealed. I don’t think I can hide the longing on my face. Instead, to my relief, he nods and walks away. From the next room, I hear Cockroach calling to Cardan, offering to teach him the trick of levitating a playing card. I hear Cardan laughing. It occurs to me that maybe giving in to lust too much isn’t helping. Maybe it’s a bit like Mithridatism; maybe I’ve taken a lethal dose instead of slowly poisoning myself with a single kiss. “I’d settle for even his worst self, his cruelest cheater, if only he could be here.” Funny how you can get under his skin. At first, I’m not sure I heard correctly. I almost ask who he’s talking about, because I can’t believe he admits anything affects such a powerful Cardan. „Like a splinter?” I say. „Iron. No one else bothers him like you do.” He who controls the king controls the kingdom. He looks at me as if I were a stranger, but I’ve never felt less so. For the first time, we’re both exposed. There’s a monster in our forest. He’ll get you if you don’t behave. He’ll drag you under leaves and sticks. He’ll punish you for all your tricks. You’ll be left with a lock of hair and gnawed bones. You’ll never, ever return… home. „Flattery will get you anywhere,” Samuep says. „Except, as you can see, falling off a roof.” I love you,” he says. I spent most of my life guarding my heart. I guarded it so well, I could act as if I didn’t have one at all. Even now, it’s dingy, bug-eaten, and scratchy. But it’s yours. People used to say video games were bad because they numb you to death, because they made entrails splattering across the screen a sign of success. At that moment, Val thought the real problem with games was that the player should try everything. If there’s a cave, you go in. If there’s a mysterious stranger, you talk to him. If there’s a map, you follow it. But in games, you have a hundred million billion lives, and Val only has that one. You have a real talent for getting punched. But now I wonder—what if everyone is practically the same, and it’s just a thousand tiny choices that make up the person you are? There’s no good or evil, no black or white, no inner demons or angels whispering the right answers in our ears like it’s some cosmic SAT test. Just us, hour by hour, minute by minute, day by day, making the best possible decisions. The thought is terrifying. If it’s true, then there’s no right choice. There’s only one. Anita, you’re in no mood for games, very well. I’m in no mood for them either. Let me put it plainly: you’re pardoned. I revoke your banishment. I take back my words. Come home. Come home and scream at me. Come home and fight me. Come home and break my heart if you must. Just come home. And elsewhere in the forest, another party is taking place, one on a desolate hill, full of flowers blooming at night. There, a pale boy plays a violin with newly healed fingers while his sister dances with his best friend. There, a monster whirls, branches swaying to the music. There, the Prince of the People takes up the mantle of king, embraces the changeling like a vagabond, and, with a human boy at his side, names the girl his protector. I’m afraid my voice will break. I’m afraid he’ll hear how much it hurts. We all wish for foolish things. That doesn’t mean we should have them. If wishes were horses, my mortal father used to say, beggars would ride them. Legends don’t have to worry about something as small as happiness. Cardan lies on his bed, bandaged and sulking, in a magnificent robe. „I hate being sick,” he says. „You’re not sick,” Anita tells him. „You’re recovering from being stabbed—or rather, from throwing yourself at him.” „You would do the same for me,” he says nonchalantly. „I wouldn’t,” he growls. „Liar,” Cardan says tenderly. „You can keep lying,” Cockroach says. He turns to Cardan. Try her.” “Excuse me?” Cardan says, straightening, and Cockroach seems to suddenly remember who he’s addressing so nonchalantly. “Don’t be such a touchy rose, Your Majesty,” Cockroach says, shrugging and smiling broadly. “I’m not giving you an order. I’m suggesting that if you tried to charm Jude, we might learn the truth.” Cardan sighs and steps closer to me. I know it’s necessary. I know he doesn’t mean to hurt me. I know he can’t charm me. And yet, I automatically back away. “Anita?” he asks. “You’re welcome,” I say. I hear the attraction in his voice, intoxicating, seductive, and stronger than I expected. “Make a move on me,” he says with a smile. Embarrassment flushes my cheeks. I stay where I am, looking at their faces. “Satisfied?” Bogi nods. “You’re not enchanted.” She knew she shouldn’t think of the monster that way, but at that moment, all she wanted was a monster of her own. Cardan stares at the rosebush, its petals so black and shiny they looked like patent leather. “It was terrifying,” she says, “watching you fall. I mean, you’re generally terrifying, but I’m not used to being afraid for you. And then I flew into a rage. I’m not sure I’ve ever been this angry before.” I promise I’ll repay you.“Oh yes?” she asked, looking at him, at his bare feet and simple, dark clothes. “With what?”The smile never left his lips. “Jewels, lies, scraps of paper, dried flowers, memories of things long gone, useless quotes, idle hands, beads, buttons, and mischief.” It is the flaw that brings out the beauty. I am not lying—I lied. Have I told you how awful you look today?” Cardan asks, leaning back in the ornately carved armchair. The warmth of his words turns the question into something like a compliment. “No,” I reply, enjoying being irritated again. “Tell me.” “I cannot,” he says, then frowns. And if the serpent grows monstrous and corrupt, if it poisons the very land of Elfhame, let me be the queen of monsters. Let me rule this blackened land with my father, Little Red Riding Hood, as a puppet at my side. Let me be afraid and never be afraid again. Life is like licking honey from a thorn. Marx forgets that if something is too good to be true, it’s because it’s a fake. So what are you really wearing? The words were out of her mouth before she could consider them. She grimaced.He didn’t seem to mind; on the contrary, he gave her one of his brief smiles. „And what if I hadn’t said anything?” „In that case, I’d like to point out that sometimes, by looking at something out of the corner of your eye, you can see right through its charm,” she replied.This brought a surprised laugh. „What a relief it is for both of us that I’m wearing exactly what you saw me in this afternoon. Although one might say that in this outfit, your last concern should be my modesty. It occurs to me that perhaps desire isn’t something that excessive indulgence helps. Maybe it’s a bit like Mithridatism; maybe I took a fatal dose when I should have been slowly poisoning myself, kiss by kiss. Fairy tales are full of girls who wait, who endure, who suffer. Good girls. Obedient girls. Girls who crush nettles until their hands bleed. Girls who carry water for witches. Girls who wander deserts, or sleep in ashes, or build houses for their transformed brothers in the forest. Girls without hands, without eyes, without speech, without any power. But then a prince arrives, sees the girl, and finds her beautiful. Beautiful, not in spite of her suffering, but precisely because of her Thanks to him. How will I know when I’ll learn this if I don’t know it now? he asks. The question is a riddle. „Return when returning is a difficult choice, not an easy one,” I finally answer. You can’t escape yourself. He looks like a spy from the Shadow Court, right down to the sly smile that lifts the corner of his beautiful mouth. It turned out Cardan wasn’t made of stone at all. As he stripped off his shirt and sank to his knees, clenching his fists and trying not to cry out as his belt fell, he burned with hatred. Hatred for Dain; for his father; for all his brothers who didn’t… Take him and the one who did this; for his mother, who spat at his feet as she was led away; for foolish, disgusting mortals; for our entire valley and all its inhabitants. Hatred that was so bright and hot it was the first thing to truly warm him. Hatred that was so pleasant that he welcomed being consumed by it. Not a heart of stone, but a heart of fire. „Magic gives you many options,” Grandpa says. Most of them are bad. Sometimes life gives us the terrible gift of fulfilling our own wishes. He kisses the scar on my hand. I still have his brother’s blood under my fingernails. I don’t have a ring for him. Buds bloom above us. The whole room smells of flowers. I stretch out and strike.
I strike him. It’s a stinging blow, smearing gold across his cheekbone and turning his skin red. We stare at each other for a long moment, breathing heavily. His eyes are bright, with something entirely different than anger. I’m in this. I’m drowning.
Playing the villain was the only thing he truly excelled at.
She looks around the forest, as if she could prove it wasn’t magic, and nothing else would be either. Which is stupid. All forests are magical.
Revenge is sweet, but ice cream is sweeter.
To Her Majesty the Queen of the Elves, the same silver moon hangs over me that shines over you. Looking at it, I remember the glint of your blade pressed against my throat and other romantic moments.
I don’t know what keeps you from returning to the High Court—whether it’s anger at me, or whether, after spending time in the mortal world, you’ve come to believe that a life free from the People is better than ruling it.
I believe that in my most wretched moments, you’ll never return.
Why would you do that, if not for your ambition?
You’ve always known exactly who I am,
and seen all my flaws, all my weaknesses
and scars. I flattered myself that at times
you harbored feelings other than contempt for me,
but even if that were true, they would be like
watered wine at a feast with your second,
greater desire.
And yet my heart is buried with you in the alien soil of the mortal world, just as it was
drowned with you in the cold waters
of the Underwater West.
It was yours before I could admit it, and yours will remain forever. Cardan
I hope Cardan misses me.
Get down here before they recognize you.
„Playing hide-and-seek under the table? Crouching in the mud? Typical of your species, but far beneath my dignity.” He laughs uncertainly, as if expecting me to laugh back. I don’t. I clench my fist and punch him in the stomach, right where I know it will hurt. He staggers to his knees. The chalice falls to the ground with a dull, clanging sound. „Ow!” he cries, allowing me to pull him under the table.
Librarians are hot. They have knowledge and control over their domain… It’s no coincidence that many librarians present themselves as passionate souls hidden beneath a cool layer of reserve. Aren’t books like that? On the shelf, their serene covers conceal the intense sensations of reading. Reading ignites the soul. So, who would hold such books?
My sister thinks only she can take poison, but I am poison,” he whispers, closing his eyes, speaking to himself. “Poison in my blood. I poison everything I touch.”
It’s unsettling to see him like this, acting as if he could have emotions.
If the enemy of my enemy is my friend, then surely you should be the friend of my friend.
He hates you. Even if he desires you, he hates you. Perhaps that makes him hate you even more.
He shifts his gaze to his unpredictable, mortal High Queen, whose wild brown hair flows around her face and amber eyes sparkle as she looks at him.
These are two people who, by all rights, should have remained enemies forever.
He can’t believe his luck, can’t trace the path that led him here.
I will survive on the edge of my circle of friends.
I don’t remember climbing the stairs to the roof. I don’t even know how to get here, which is a problem, because I’ll have to get down, preferably in a way that doesn’t involve death.
We have this. Val smiled and raised her fist. The miraculous powers of youth are activating!
Ruth smiled back, punching Val in the palm of her hand.
I’m not a monster, I told her when I said I would never hurt Oak. But maybe being a monster is my calling.
Because the stories tell the truth, even if not entirely.
We’ve lived in our armor for so long, you and I. And now I’m not sure either of us knows how to remove it.
Fairies compensate for their inability to lie with a whole range of deceptions and cruelties. Twists of words, jokes, omissions, riddles, scandals, not to mention revenge on each other for old, half-forgotten insults. Storms are less capricious than they are, seas less capricious.
He presses his lips to the throbbing spot on my wrist, beating in time with my heart. „Mock me all you want. Whatever I imagined back then, now I’d be begging and pleading for a kind word from you.” His eyes are black with desire. „Because of you, I’m lost forever.
You can take something when no one is looking. But defending it, even with all the odds on your side, is no easy task,” Madoc told her with a laugh. She looked up and saw him holding out his hand. „Power is far easier to gain than to hold.
He said the end of the world wasn’t an accident; it was a joke.
The moment she was cursed, I lost it. When this passes—soon—she’ll be ashamed, Ashamed that she remembers the things she said, the things she did, things like that. No matter how strong she feels in my arms, she’s made of smoke.
Be bold, be bold, but not too bold. Be good, but not too good. Be pretty, but not too pretty. Be honest, but not too honest. Maybe no one was lucky. Maybe it was too hard.
I remember what it was like to hate him with all my heart, but I remembered too late.
You think I don’t deserve him? I say. Cardan smiles slowly, like the moon shifting beneath the waves of a lake. „Oh no, I think you two are perfect for each other.
I am the Elf Queen of our valley.
Even though I am a queen in exile, I am still a queen.
And that means Madoc isn’t just trying to take Cardon’s throne.
He’s trying to take mine.
There’s something of yours I want to return to you. „What?” He leaned across the distance between them and kissed her on the lips. Her eyes fluttered, and her lips parted easily as she felt the kiss sizzle in her nerves, turning her thoughts to smoke.
„Uh…” Kaye took a step back, a little uncertain. „Why is this mine?”
„It was the kiss I stole from you when you were enchanted,” he said patiently.
„Oh… well, what if I don’t want it?”
„You don’t?”
„No,” she said, letting a smile spread across her face, hoping her mother wouldn’t rush her arrival. „I’d like you to have it back, please.”
„I’m your servant,” the King of the Court of the Unseen said, his lips briefly touching hers. „Consider it done.”
Maybe I even miss the fear. I feel like I’ve been sleeping for days, restless, never fully awake. Revenge is sweet, but ice cream is sweeter.” He goes to the freezer and takes out a tub of mint chocolate chip ice cream. He carries it and two spoons to the sofa. “For now, accept this delight, though unworthy of the Queen of Wonderland in exile.
So I’m afraid, because you’re not simply unhuman, you’re not like anyone else… there’s no one like you in all the world, and it’s you I want. I want you, and I hate wanting things, and I especially hate admitting I want them.
Every child needs a tragedy to become truly interesting.
The king is a living symbol, a beating heart, a star on which the future of the Elvenvale is written. You’ve surely noticed that since he began his reign, the islands are different. Storms come faster. Colors are a little brighter, scents are sharper… When he gets drunk, his subjects become tipsy without knowing why. When the blood drops, everything rises.
Kiss me in the Ass…
But there’s nothing you like more than when it hurts a little, right? Lucien asked.
Gabriel’s bloody lips curved into a sensual smile. „Of course I do. I like it when it hurts a lot.
I adore you. I want to play with you. I want to tell you all the truths I have to tell you. And if you really think you’re a monster, then let’s be monsters together.”
She remembered something her mother had told her when she finally broke up with one of her most dysfunctional boyfriends. When a man tells you he’s going to hurt you, believe him. They always warn you, and they’re always right.
Have I ever told you how much you resemble Madoc when you talk about murder? Cardan said, opening one eye. „Because you do.”
„That’s probably what you like about me.”
„That you’re terrifying?” he asked, his drawl becoming exaggeratedly lazy, almost purring. „I love it.”
She leaned against him, resting her head on his shoulder, and closed her eyes. The king’s arms wrapped around her, and she trembled as if she’d let something fall away.
Some promises aren’t worth keeping.
Stories can justify anything. It doesn’t matter whether the boy with the heart of stone is a hero or a villain; it doesn’t matter whether he got what he deserved or not. No one can reward or punish him except the storyteller.
To remind me, pain is the best teacher.
A fairy may be beautiful, but her beauty is like a golden deer carcass, worms crawling with wit under the skin, ready to burst.
They loved him because he was a prince, a fairy, and a wizard, and one should love princes, fairies, and wizards. They loved him as they loved the Beast when he first snatched Belle onto the dance floor in a yellow dress. They loved him like they loved the Eleventh Doctor with his bow tie and flowing hair, and the Tenth Doctor with his crazy laugh. They loved him like they loved band singers and movie actors, loved him in a way that their shared love brought them closer together.
If I’m not a murderer, Corny asked, „then why do I keep killing people?”
He’s so beautiful that people want to smash everything.
Holly: Seriously, you don’t like unicorns? What kind of person doesn’t like unicorns?
Justine: What kind of person doesn’t like zombies? What have zombies ever done to you?
Holly: Zombies get tangled up. I don’t approve of dancing. And they have parts that fall off. You’ve never seen them. A unicorn behaving this way.
Justine: I’m dragging my feet. Pieces keep falling off me: hair, skin cells. Are you saying you don’t accept me?
That’s what I’ve been for years. Not a sister. Not a daughter. Not a person. A girl with a hole for life. How fitting that my tongue be cut out, since silence was my refuge and cage.
Kiss me until I’m tired of it.
I love you, he says. „I spent most of my life guarding my heart. I guarded it so well that I could act as if I didn’t have one at all. Even now, it’s a miserable, worm-eaten, and ugly thing. But it’s yours.
Both of you… both of you saved me?”
„Come on,” Louis said. „You make it seem like it was hard for Val to go to the Court of the Unseen, strike a deal with Roiben, challenge Mabry to a duel, win your heart back, and then come back here during rush hour.
Vivi’s right; it cost me who I am. But I don’t know what. And I don’t know if I can get it back. I don’t even know if I want to.
There’s pleasure in being with them,” she says. „Taking what we want, indulging in every terrible thought. There’s safety in being terrible.”
„You’re a pretty cool client, aren’t you?” says Agent Hunt.
„I hide my inner pain behind a stoic face.”
Agent Hunt looks like he wants to punch my stoic face.
Love is stupid. All we do is break each other’s hearts.
Sam frowns, suddenly serious. „You know, I thought—for most of our first year together—you were going to kill me.”
It almost makes me spit out my beer, I’m laughing so hard.
„No, listen—living with you is like knowing there’s a loaded gun across the room. You’re like a leopard pretending to be a house cat.”
That only makes me laugh even harder.
„Shut up,” he says. „You can do normal things, but a leopard can drink milk or fall off things like a house cat. It’s obvious you’re not—not like… the rest of us. I’ll look at you, and you’ll be flexing your claws, or, I don’t know, eating a freshly killed antelope.”
„Oh,” I say. It’s a ridiculous metaphor, but I’m losing my temper. I thought I’d done a good job of fitting in—maybe not perfectly, but not as badly as Samuel suggests.
Jabbing the air with his finger, clearly aiming for drunkenness and determined to force me to understand his theory, he says, „You acted like she went out with you because you were so good at being a nice guy.”
„I am a nice guy.”
„I’m trying to be.”
Samuel snorts. She liked you because you scared her. You scared her too much, in fact.
You and your sister are very close. To show each other respect, you give each other beautiful bouquets of lies.
Memory is slippery. It bends to our understanding of the world, contorts to conform to our prejudices. It is unreliable. Witnesses rarely remember the same things. They identify the wrong people. They give us details of events that never happened. Memory is slippery, but my memories suddenly seem even slipperier.
Let me explain how my entire life has prepared me for this moment. I’ve grown accustomed to the screams of girls, and your screams—they’ll be sweeter than… another person’s screams of love.
I liked you when we went to talk to the lords of the lower courts,” I say. “You were funny, which was strange. And when we went to Hollow Hall, you were clever. I kept thinking about how you dragged us out of the brugh after Dain’s coronation, just before I put a knife to your throat.”
She doesn’t try to interrupt, so I have no choice but to press on.
“After I tricked you into becoming High King,” I say. “I thought that because you hated me, I might start hating you again. But I didn’t. And I felt so stupid. I thought my heart would break. I thought it was a weakness you’d use against me. But then you saved me from the Sea Bay, when it would have been so much more convenient to just leave me to my fate. Then I started hoping my feelings for you would return. But then came the exile…” I take a shaky breath. „I guess I’ve been hiding a lot. I thought that if I didn’t, if I allowed myself to love you, I’d burn like a match. Like a whole box of matches.”
„But now you’ve explained it to me,” he says. „And you really do love me.”
„I love you,” I confirm.
„Because I’m smart and funny,” he says with a smile. „You didn’t mention my beauty.”
„Or your appetizing,” I add. „Although both are good qualities.”
The same silver moon shines above me as it shines on you. Looking at it, I remember the glint of your blade pressed against my throat and other romantic moments.
„You thought I didn’t like you? Do you think I like you now?”
He turned to her, uncertainty on his face. „You put a lot of effort into this conversation, but… I don’t want to get my hopes up too much.”
Val stretched out beside him, resting her head in the crook of his neck,”What are you hoping for?”
He pulled her closer, careful not to touch her wounds as he held her. „I hope you feel the same way about me as I do about you,” he said, his voice a sigh in her throat.
„And how is that?” she asked, her lips so close to his jaw that as she moved them, she could taste the salt on his skin.
„You carried my heart in your hands tonight,” he said. „But it felt like you carried it long before.”
She smiled and closed her eyes. They lay together under the bridge, the city lights burning outside the windows like a sky full of shooting stars as they drifted off to sleep.
Stop waiting. Get those pretty teeth stuck in something.
You’re not in the mood for games. Very well. I’m not in the mood for them either.
Let me put it plainly: you are pardoned. I withdraw your banishment. I take back my words. Come home.
Come home and scream at me. Come home and fight me. Come home and break my heart if you have to.
Just come home.
One fine day, in the middle of the night, two dead boys rose to fight. They faced each other. They drew their swords and shot each other. One deaf policeman, patrolling the streets, heard the noise and walked over and shot the two dead boys.
In the mortal world, when I thought you were my enemy, I still missed you.
I like him, he thought with horror… damn. I like him.
„You’re terrible.” He said it with delight. „And the worst part is that you think otherwise.”
She took a deep breath. „Last chance. Do you need saving?”
The expression on his face became very strange, as if she had slapped him. „Yes,” he finally said.
Every plan is a house of cards.
Fine. I could send you to win my favor. Perhaps on a mission where you have to bring a large cup of coffee and a doughnut. Or on a mass slaughter of all my enemies. I haven’t decided yet.
Love changes us, but we also change the way we love.
Every day I don’t beg Cardan for forgiveness for the feud he started is a day I win. He can humiliate me, but every time he does and I don’t give in, he loses his power. In the end, he throws everything he has at someone as weak as me, and it doesn’t work. He’ll destroy himself.
People adore Cardan and are terrified of my sister—two wonderful things. I hope they rule the Elven realm for a year and then pass it on to one of their dozen descendants. There’s no need for me to get involved.
I need to talk to you. I had a strange dream. „Let me guess. You were tied up by ninja women. With big tits.”
„Uh, no.” I take a sip of my coffee and grimace. It was absurdly strong.
My grandfather, smiling, stuffs a strip of bacon into his mouth. „I think it would be a little weird if we had the same dream.”
I roll my eyes. „Well, better not tell me anything more.” Don’t spoil the surprise, in case I have it tonight.
He seems like the good boy he never was.
I didn’t know anything more, but I’ve always known you.
I envy what I fear, and I hate what I envy.
Since I can’t imagine there’s anything in the human lands that interests you, I can only assume your constant absence from the Elven Valley is because of me.
I urge you: come and be angry from a closer distance.
You are yourself, Tana said, smiling broadly. „More myself than anyone I know. And if you can’t see who she is anymore, then look at yourself as I see you.
I have to get a cat out of the Rumelt animal shelter. Think of it as a prison break.
It works. He laughs. Whose cat?
My cat. What do you think? That I take cats from strangers?
Let me guess, she was framed. She’s innocent.
Let me take care of you. Let your enemies become mine.
„I’m bored,” he says. „Besides, you know what’s more disgusting than walking through your dead brothers’ apartment? Sitting alone in a hearse in front of his apartment.”
I consider all the things I’ve done to become a worthy opponent for him, but maybe I wasn’t fighting Cardan at all. Maybe I was fighting my own shadow.
So will you teach me?” Val asked.
Ravus nodded again. „I’ll make you so awful, Any way you want.
„I don’t want to be…” she started, but he raised his hand.
„I know you’re very brave,” he said.
„Neither stupid.”
„And stupid. Brave and Stupid.” Ravus smiled, but then his smile faded. „But nothing will stop you from being terrible once you learn.
You have many women before you. You’re still young. First love is the sweetest, but it doesn’t last.”
„Never?” I ask.
Grandpa looks at me with a seriousness he reserves for moments when he wants me to really pay attention to him. „When we fall in love for the first time, we’re not really in love with that girl. We’re in love with ourselves. We have no idea who she really is—or what she’s capable of. We’re in love with our idea of her and what we become in her presence. We are idiots.
With him, I am forever a flower blooming in the night, drawn and repelled by the heat of the sun.
Cardan’s gaze meets mine, and I can’t help the devilish smile that lifts the corners of my mouth. His eyes are as bright as coals, his hatred a living thing, flickering in the air between us like the air over black rocks on a hot summer day.
The prince didn’t know my true skill was pissing people off.
I enjoy everything that makes you monstrous.
Fear isn’t love, but it can feel very similar.
Remember, I’m still a monster. I can listen to your screams, cries, and pleas, and I still won’t let you go.
But what if I’m truly falling in love with him?
Cardan knows love better than I do. He could use it against me, just as I asked him to use it against Nicasia. Maybe he’s found a way to turn things around.
Kill him, says a part of me, the part I remember from the night I took him prisoner. Kill him before he makes you love him.
Ruthless. She’s my girl.
There’s no fish sticks, ketchup, or television in Fairyland.
I want to have some kind of reaction. I want to tremble or feel sick. I want to be the person who starts crying. I want to be anyone but the person I am, who looks around to make sure no one sees her, wipes her knife in the mud, wipes my hand on her clothes, and runs away before the guards arrive.
Jewels, lies, scraps of paper, dried flowers, memories of things long gone, useless quotes, idle hands, beads, buttons, and mischief.
If you want my advice,” she says slowly, „love doesn’t grow well fed on pain. At least let me know that.”
After all, who wants to die slowly when you can die quickly? Me.
„Balekin and Olympus are planning your murder,” I say, nervously.
„Yes,” she replies lazily. „So why did I even wake up?
We have about three hours of homework a day, and our evening study is only two hours long, so if you want to spend your 9:30 break without panicking, you have to study. I’m not sure if the photo of the wide-eyed zombie girl eating the brains of the older jerk James Page is part of Sam’s homework, but if it is, his physics teacher is amazing.
They say nameless things are constantly changing—that names stick to them like pins. But a nameless thing isn’t entirely real either.
I thought I was playing a game of pissing off people who already hate me and suffering the consequences.
„Tell me again what you said at the party,” she says, climbing on top of me, her body brushing against mine.
„What?” I can barely think.
„That you hate me,” she says hoarsely. „Tell me you hate me.” „I hate you,” I say, the words falling from my lips like a caress. I repeat it over and over. A litany. A spell. A protection from what I truly feel. „I hate you. I hate you. I hate you.”
He kisses me harder.
„I hate you,” I whisper against his lips. „I hate you so much that sometimes I can’t think about anything else.
„I’m not a murderer,” Cardan says, surprising me. I didn’t think that was something to be proud of.
Okay. What about that time you smoked all that weed you thought was laced with something? You fell into the bathtub but refused to get out because you were convinced the back of your head was going to fall off?
„That third story happened to a guy named Jace in my dorm. Me, Sam, and another guy in our dorm took turns reading Paradise Lost with the door closed. I think that made him even more paranoid.”
„That’s not true,” he says.
„Well, he *seemed* more paranoid,” I say. „And he still gets a little sick when someone mentions angels.
One night, you’ll ask me for something I can’t give.
Being infected, being a vampire, it’s always you. Maybe more you than ever before. It’s you, as you’ve always been, deep inside.
I hate being stupid. I hate the thought of my emotions getting the better of me, weakening me. But my fear of being stupid has turned me into one.
Love is a noble cause. How can anything done in the service of a noble cause be evil?
Hate can be brave. Sometimes it’s like hope.
I’m not sure I’m sleeping, but I’m dreaming.
The king is not his crown.
„You’d better come here in my carriage,” Grandpa says. „Before I call the police and tell them you stole it.”
„I’m sorry,” I say contritely. Then the rest of his words sink in, and I burst out laughing. „Wait, did you just threaten to call the police? Because I’d like to see that.”Gifts are very useful to scammers. Gifts create a sense of debt, an itchy anxiety that the recipient wants to get rid of by paying it off. So eager, in fact, that people often overpay just to get rid of it. One spontaneously given cup of coffee can make A person will feel obligated to listen to a lecture about a religion they don’t care about. A gift of a small, wilted flower might cause the recipient to donate to a charity they dislike. Gifts are so heavy that even throwing them away doesn’t erase the debt. Even if you hate coffee, even if you didn’t want that flower, when you take it, you want to give something back. Above all, you want to be free from obligation. Why does anyone want someone else? […] We don’t love because people deserve it—nor would I want to be loved because I was the most deserving on some list of candidates. I want to be loved for my worst as well as my best. I want to be forgiven for my flaws. I left madness behind a long time ago. The world is what it is. I can only fix my small part. They think you don’t feel anything because they’ve forgotten how to do it. You’re very, very dangerous, I understand that, and you have a tendency to overthink things, but don’t let yourself mistake that for some kind of internal corruption. They see themselves in you and are blinded. You cursed that girl,” I tell him. „Fix her immediately.” „She admired my ears,” the boy says. „I only gave her what she wanted. A party favor.” „That’s what I’ll say after I gut you and use your insides as streamers,” I tell him. „I only gave him what he wanted. After all, if he hadn’t wanted to be disemboweled, he would have granted my very reasonable request. You remind me that I’m a mere mortal, and you’re a prince of Wonderland. Well, let me remind you that means you have much to lose, and I have nothing. I can walk into someone’s home, kiss their wife, sit at the table, and eat dinner. I can pick up my passport at the airport, and in twenty minutes it will seem mine. I can be a blackbird staring out the window. I can be a cat creeping along the ledge. I can go anywhere I want and do the worst things I can imagine, without a care in the world. Connect me to these crimes. Today I look like me, but tomorrow I could look like you. I could be you. You said you thought Queen Orlagh was waiting for an opportunity to declare war. Instead, I think she’s trying on a new ruler—one she hopes to deceive or replace with another independent one. „I was close to her. She thinks I’m young and irresponsible and wants to judge me.” „So what?” I ask. „Our choice: endure her games, no matter how deadly, or engage in a war we can’t win?” Cardan shakes his head and takes another cup of tea. „We’ll show her I’m not an irresponsible High King.” „And how will we do that?” I ask. „With great difficulty,” he replies. „Because I fear he’s right.” I can’t believe he said that and then simply walked out, leaving me in shock. I’m going to strangle him. It hurts to think about her, but I can’t stop. It should hurt. After all, hell is supposed to be hot. Better she never married than end up a widow. Magic is rarely comfortable enough to adapt to our preferences. I hate you because your father loves you, even though you’re a human brat born to his unfaithful wife, while mine never cared about me, even though I’m a prince of Wonderland. I hate you because Locke used you and your sister to make Nicasia cry after stealing her from me. Besides, after the tournament, Balekin never failed to throw you in my face as a mortal who could defeat me. Three sisters is a strange configuration. There’s always one on the outside. We are very much the person we remember each other to be. He stares at me blankly. „Are you accusing me of not caring about your sister?” he asks. „If I truly believed you didn’t care about Taryn, we wouldn’t be having this conversation.” He sighed deeply. „Because you’ll murder me?” „If you toy with Taryn, Madoc will murder you; I won’t even have the chance.” I put away the knife and head for the door. „Your absurd family might be surprised that not everything is solved by murder,” Locke calls after me. „We’d be surprised if it turns out that it is,” I reply. Someone could look through the mess in our house and look at it the way one looks at tree rings or layers of sediment. They’d find black-and-white fur from the dog we had when I was six, faded jeans my mother once wore, seven blood-soaked pillowcases from the time I scraped my knee. All our family secrets lie in endless piles. Oh, and grab the plastic bag by my suitcase.”I drink the rest of my coffee and stand up. There are pantyhose in the bag. I put them on her desk.”They’re for you.””You want me to look homeless, desperate, but also a little fabulous?” She wants me to take Patton out. Barron’s eyebrows knit together. „Takeout? How do I transform him?” „No,” I say. „Like takeout for dinner. She thinks we’d be a good couple.” Another girl might have To freeze, but I’m completely cold. You just go crazy being alone. Sometimes he’d forget my water or food, and I’d cry and cry and cry.” She pauses and stares out the window. I tried telling myself stories to pass the time. Fairy tales. Excerpts from books. But they wore out. Lie until you believe it yourself – that’s the true secret of lying. Sometimes I felt like I was waiting for my life to begin, and more than anything, in that moment, I wanted to force a beginning. I wanted it to be different from the norm. I wanted to bend reality. We may not die of old age, but we grow weary with age. Anyone who offers their heart on a silver platter deserves what they get. Don’t touch her. A terrible silence falls. I wait for him to pronounce judgment on me. Whatever he commands will be carried out. His power is absolute. I don’t even have the strength to defend myself. What do you mean? Randalin asks. She is—”She’s my wife,” Cardan says. I hate that everyone calls it growing up, but it seems like it means dying. We’re weighing down. We’re trapped under so many illusions about ourselves until we’re exposed. Being infected, being a vampire, it’s always you. Maybe it’s more you than ever before. You, distilled. You, cooked like a sauce. But it’s you, as you’ve always been, deep inside. I don’t understand why he likes me, but it’s exciting to be liked. Mutually assured destruction. As we get out to the car, Philip turns to me. „How could you be so stupid?” I shrug, involuntarily offended. „I thought I’d outgrown it.” Philip pulls out his key and presses the button to unlock his carriage. I slide into the passenger seat, shaking the coffee cups off the seat onto the floor mat, where the crumpled cloths have soaked up the spilled liquid. „I hope you mean sleepwalking,” Philip says, „since you clearly haven’t outgrown your stupidity.” „For a moment,” he says, „I wondered if it was you shooting arrows at me.” I make a face at him. „What made you say it wasn’t?” He smiles at me. „They missed. What could I become if I stopped worrying about death, pain, anything? If I stopped trying to belong? Cassel, Cassel, blue-eyed. She kissed the boys and made them cry. We all die, Cassel. Just some of us die faster than others. It occurs to me that if I kill him, I’ll finally stop thinking about him. If I kill him, I won’t have to feel this way anymore. If she had known she would die at his hands, she would have changed her clothes. Fairy tales have a moral: Stay on the path. Don’t trust wolves. Don’t steal things, even things you think a normal person wouldn’t care about. Share your food, but don’t trust people who want to share theirs with you; don’t eat their shiny red apples, their candy houses, or anything like that. Be kind, always kind, and polite to everyone: kings and beggars, witches and Wounded bears. Don’t break your promises. I thought you were her knight, but you became just her lumberjack—taking little girls into the forest to rip out their hearts. He saw now how they tried to be careful with each other, afraid to strike those vulnerable spots where they could hurt each other almost effortlessly. But sparing someone is difficult. It’s easy to think you’re succeeding when you’ve failed spectacularly. I wanted to be in love like in fairy tales, songs, and ballads. A love that strikes like lightning. And I’m sorry, because yes, I understand you think I’m ridiculous. I understand you think I’m funny. I know, I understand you’re mocking me. I understand how stupid I am, but at least I know. „Refills are free,” the waitress says, frowning as if hoping we’re not the kind of people who ask for endless refills. I’m almost certain that’s exactly what we are. “You’re not what everyone calls you,” Kaye said, looking at him so sharply that he couldn’t meet her eyes. “I know you’re not.” “You know nothing about me,” he said. He wanted to punish her for the trust he saw on her face, to tear it away now, to spare himself the sight of her betrayed. He wanted to tell her he found her impossibly attractive, at least half-enchanted, her body bruised and scratched, completely unaware that she wouldn’t live to see dawn. He wondered what she would say in the face of that. But I think of Cardan lying beside me on the floor of the royal chambers. I think of his mercurial smile. I think of how much he would hate to be trapped like that. How unfair it would be of me to hold him like this and call it love. You already know how to break the curse. „I wish I could say ‚I love you,'” I whisper. „I will always love you. I missed you,” I whisper in his ear, and I feel dizzy from the intimacy of this confession, feeling more naked than when he saw every inch of my body. „In the mortal world, when I thought you were my enemy, I still missed you.” “My sweet enemy, I’m so glad you’re back.” He pulls my body closer, cradling my head against his chest. We’re still lying on the floor, though the perfectly comfortable bed is right next to us. It’s going to hurt. The pain makes it intense. When all the power is concentrated in one place, there are plenty of arguments to fight. If the Court isn’t busy drinking poison, it’s drinking bile. The problem with cell phones is that you can’t squeeze them back into the cradle after hanging up. The only way out is to throw them, and if you do, they’ll just roll across the floor and break the casing. That’s not satisfying at all. I close my eyes and bend down to pick up the pieces. Flower crowns on our heads, shooting bows and arrows at the sky. Eating candied violets and falling asleep with our heads in the clearings. We were children. Children can laugh all day and cry at night. You’re the best kind of killer, Cassel Sharpe, the kind who never has blood on his hands. The kind who never has to feel sick at what he’s done, or like it too much. Be bold, be bold, but not too bold, lest the blood in your hearts freeze. At the end of a life of crime, there’s always a little mistake, a coincidence, a rustle. That moment when we got too comfortable, that moment when we stumbled, that moment when someone aimed a little off. I’ve heard my grandfather’s war stories a thousand times. How they finally got Mo. How Mandy almost escaped. How Charlie fell. From birth to grave, we know that one day it’s us. Our tragedy is that we forget that first it could be someone else. It’s at this unfortunate moment that one of the knights stops me. „You. Masked mortal,” he says. „You reek of blood.” I turn around. Frustrated and desperate, I blurt out the first thing that comes to mind. „Well, I’m mortal. And a girl, sir. We bleed every month, like the moon’s tides. Our promises mean nothing. No one expects honor from us. Everyone knows we lie.” Greg stands, wiping his mouth. „I saw your mother’s trial in the newspaper, Sharpe. I know you’re just like her. Someone’s trying to betray the High King, murder. Someone’s looking at you harshly, murder. Someone’s disrespecting you, murder. Someone’s ruining your laundry, murder. If we’re going to be burglars, I’ll see what to steal from the refrigerator.” We’re trying to find evidence that she’s the poisoner. Just think before you start putting things in your mouth.” Ruth shrugged and walked past Val. I expect her to say „Liar.” She smiles slyly at me, hiding a multitude of secrets. „What else? The Queen.” „Put her in chains,” Randalin says. I feel the guard’s hand on my shoulder. Then Cardan’s voice rings out. „Don’t touch her. She’s my wife,” Cardan says, his voice carrying over the crowd. The rightful High Queen of the Elves. And definitely not in exile. Cardan stands too. „I guess everyone finds different lessons in stories, but here’s one. Having a heart is terrible, but you still need one.” Cassel never cried. She was forged of iron; she never broke. Who did you fall in love with?” I ask. „Well, it was you,” the prince says. „When we were children.” „Me?” I ask incredulously. „You didn’t know?” He seems amused at my astonishment. „Oh yes. Even though you were a year older than me and it was hopeless, I absolutely missed you. When you were away at Court, I went without food for a month except tea and toast.” I can’t help but snort at the sheer absurdity of his statement. He places a hand over my heart. „Ah, and now you’re laughing. My curse is the adoration of cruel women.” Ah! A mysterious lady! My favorite type. Maybe He’s the fool who caught a wolf and thought that if he dressed it in a robe and spoke to it as if it were a girl, it would become one. But I can’t pretend I don’t like the sound of its scream. Instead, it only reminded her that sometimes there are no good choices. Suddenly she understood why she’d let him kiss her in the bar, why she’d ever wanted him. She wanted to control him. He was like every arrogant boy who’d treated her mother badly. He was like every boy who’d told her she was too weird, who’d laughed at her, or who’d just wanted her to shut up and kiss him. He was a thousand times less real than Roiben. Like a con artist, a trickster misdirects suspicion. While everyone watches him pull a rabbit out of a hat, he’s actually cutting a girl in half. You think he’s doing one trick, but he’s really doing another. You think I’m dying, but I’m laughing at you. I’m not good at having friends. I mean, I can be useful to people. I can fit in. I get invited to parties and I can sit at any table in the cafeteria. But really, trusting people… To someone who has nothing to gain from me, it simply doesn’t make sense. All friendships are negotiations of power. No one ever truly sees me for who I am, underneath. But she does. She does. This, the language of deception, we both understand. We were born with it, just like with curses. „I don’t know,” Call said. He was starting to worry that there were no good guys. Only people with longer or shorter lists of the Evil Overlord. Lady or Tigress, My lady, the tigress, I want him back, to stand beside me, to laugh at all this. I would settle for his worst self, his cruelest deceiver, if only he could be here. I turn away from him and walk quickly and aimlessly through the garden. He runs after me, grabbing my arm. I jerk away and hit him. It’s a stinging blow, smearing the gold across his cheekbone and turning his skin red. We stare at each other for a long moment, breathing hard. His eyes flash with something other than anger. I’m in all of this. I’m drowning. „I didn’t mean to hurt you.” He grabs my hand, probably to stop me from hitting him again. Our fingers intertwine. „No, it’s not that, not really. I didn’t think I could hurt you. And I never thought you’d be afraid of me.” „Did you like it?” I ask. He looks away from me, and I have my answer. He may not want to admit the impulse, but he has it. „Well, I’ve been hurt, and yes, you scare me.” Even as I speak, I wish I could take the words back. Maybe it’s exhaustion, or my brush with death, but the truth pours out of me with devastating force. „You’ve always terrified me. You’ve given me every reason to fear your capriciousness and cruelty. I feared you even when you were tied to a chair in the Court of Shadows. I feared you when I held a knife to your throat. And now I fear you.” Cardan looks more surprised than when I struck him. He’s always been a symbol of everything about Elfhame that I couldn’t have, everything that would never want me. And telling him this feels a bit like unburdening myself, except that this burden is meant to be my armor, and without it, I fear I’ll be completely exposed. But I continue talking anyway, as if I’ve lost control of my tongue. „You despised me. When you said you wanted me, it felt like the world had turned upside down.” I thought I was supposed to be good and follow the rules,” I say. „But I’m done being weak. I’m done being good. I think I’ll be someone else.” Harden your heart. Yes, Cardan should definitely trust you more. You seem truly trustworthy. Even not responding to my messages is ridiculous and beneath you, and I hate it. Just because I’m bitter about affairs doesn’t mean everyone else has to be. Yes, my sweet villain, my dear God. I’ll be as sober as a stone carving as soon as possible. And with that, he kisses me on the lips. I focus on what I’m going to say to Vivi instead of thinking about Cardan. I don’t want to consider what happened between us. I don’t want to think about the way his muscles moved, the way his skin felt, the soft, gasping sounds he made, or the way his lips brushed mine. I definitely don’t want to think about how hard I had to bite my lip to keep silent. Or how obvious it was that I never did any of what we did, much less what we didn’t do. Do you want me to say something? Fine. Sometimes I think I am who you made me. And sometimes I don’t know who I am at all. And either way, I’m not happy. I try not to pay too much attention to his long fingers tracing the paper, to the sickly shiver I feel when he looks at me. At the bottom of the forest path, next to a stream and a hollowed-out tree stump full of centipedes and termites, stood a glass coffin. It lay upright on the ground, and inside slept a boy with horns on his head and ears as sharp as knives. He wondered if growing up taught that most stories turned out to be lies. But Courts weren’t places where humans should be, especially the Court of the Unseen. Most fairies wouldn’t even go there. „We have to go—we have to get Ravus’s heart. He’ll die if we don’t.””What will we do? Go there and ask for it?””More or less.” I urge you: Come and be angry from a distance. I’ll need my sweet talk at the door. „It’s starting to get to you,” Corny said. „I can almost look at you without wanting to bang my head against the wall. You can’t eat a piece of dumpling and put it back,” Oak insisted. „It’s disgusting.” Cardan believes that villains come in many forms, and he’s good at them. You’re like that leopard pretending to be a housecat. I’ll protect you from Death because I’m not afraid of it. Gavriel closed his eyes, and soot-black eyelashes brushed his cheek. „I’ll stay with you.” „What? No,” she said automatically. „No!” This is crazy.” „I’m crazy” – he reminded her. I am an abyss that will never be filled. I am a hunger. I am a need. I cannot be satisfied. If you try, I will consume you. I will take you whole and want more. I will use you. I will drain you until you are nothing but a shell. And if it hurts a little that he admires me primarily for my ruthlessness, well, I guess it should be comforting that he admires me at all. There are people who do things, and people who never do—people who say they will someday, but just… No. I want to go on a quest. I’ve always wanted to go on a quest. And now that I have it, I won’t back down. I won’t go home until I finish it. „Little mouse,” said the voice through the keyhole. „Don’t you know that the more you fidget, the more the cat glees? You can’t make plans that will ultimately lead to your death. Eventually, one of them will work. The rules are different for poets. Go ahead. Insult me.” His eyebrows raise. „I don’t take orders from mortals,” he says with his usual cruel smile. The absence of a past makes you a different person. It destroys who you are, until what remains is just a construct, a trick. „I heard you’re having some problems with your girlfriend,” says Principal Northcutt. „No,” I reply. „Not at all.” Audrey broke up with me after winter break, exhausted by my moods. You can’t have problems with a girl who’s no longer mine. I want to win. I don’t want to be their equal. Deep down, I want to beat them. He must have been handsome in life, and he still is, though his pallor and his awareness of what he was made him monstrous. His lips were soft, his cheekbones sharp as blades, and his jaw arched, giving him a peculiar charm. His black hair was a maddening forest of dirty curls. So, what did you think of Arthur’s Court? A slow, mischievous smile spread across his face. „Oh, Kaye,” he whispered. „It was wonderful. It was perfect.” She narrowed her eyes. „I was joking. They killed things, Corny. For fun. Like us.” He didn’t seem to hear her, his gaze fixed on the bright window. „There was a knight, not yours. He…” Corny shuddered and seemed to suddenly change the subject. „He had a cloak lined with thorns.” „I saw him talking to the Queen,” Kaye said. Corny shrugged off his jacket. There were long scratches on his arms. „What happened to you?” Corny’s smile widened, but his gaze was fixed on a memory. He shifted it back to her. „Well, I must have gotten under my coat.” She snorted. „What a euphemism. Carney is like a cemetery, where everyone already has their plots of land and built houses on them.” She didn’t know how much she hoped he still loved her until she felt how much it hurt to realize he didn’t. „Guys never believe I can beat them,” she told me then. „But I always win.” Some might consider it a strong drink, burning in the throat but nonetheless refreshing. You might disagree. Goodbye. When you beg, he doesn’t care at all. She was my greatest childhood love. She was a tragedy that made me look inside myself and see my broken heart. She was my sin and my salvation, returned from the grave to change me forever. Again. Then, when she sat on my bed and told me she loved me, I wanted her like never before. You’re young, but ambitious in a way that perhaps only the young can. Be. Great. Be careful. I am. Be careful. Another thing to put on my college applications. What should I do if I see someone?Val looked back. „Actually, I’m not sure.” I think about Madoc dozing upstairs, all his dreams of murder. I think about Oriana and Oak, who have been separated for years. I think about Cardan and how he’ll hate me. I think about what it means to be the villain in this piece. „For the next minute, I order you to remain still,” I whisper back. That’s sweet. So much trouble for a kitten. I know how to witness her grief. I don’t know how to be such a villain. Yesterday, when we were going over the plan over and over again, I didn’t think about Grandpa showing up. Because I’m an idiot, generally—an idiot with poor planning skills. Of course he’s here. Where else would he be? Seriously, what else could go wrong? I did it to get what I want. Maybe I should regret it, but I can’t. Sometimes you do something wrong and hope for the best. I want you, and I hate wanting things, and I especially hate admitting I want them. And no matter how much you want it, you can’t make the moon go down or rise any faster. I swear to God I’ll spray you again, Some broken things stay broken. You are nothing. You barely exist. Your only goal is to create more mayflies before you die. He was wrong about me. I will make my mayfly life matter. I won’t fear him or The prince’s reprimands. If I can’t be better than them, I’ll become far worse. My head hurts. I wish these mints were aspirin. I wonder about death, I, who may never know it. It looks a lot like ecstasy, the way their jaws open as they drown, the way their fingers dig into your skin. Their eyes are wide and frightened, and they dig into your hands, as if with an excess of passion. That’s the problem with temptation. It’s damn tempting. I can still feel the warm pressure of his fingers on my skin. Something is seriously wrong with me, wanting what I hate, wanting someone who despises me even when he wants me too. The only comfort I have is that he doesn’t know how I feel. „I’m a good enough thief to steal the shadow from the tower,” she told him. „I can get your heart back.” You’re hopeless at this whole ‚tell me what I want to know’ thing. My hand goes to the crossbow, but I don’t lift it. He sighs. „Just ask me something. Ask about my tail. Don’t you want to see it?” He raises his eyebrows. The waves crashed onto the shore, dragging gravel and sand between their claws as they were slowly dragged back out to sea. There’s something easy about the idea of vampirism being some kind of disease—that they can’t help it if they attack us, that they commit murder and atrocities, that they can only control themselves sometimes. They’re sick; it’s not their fault. And there’s something even easier about the idea of a demonic invasion, something that forces our loved ones to do all sorts of terrible things. Still not their fault, only now we can destroy them. But the third option, the possibility that something monstrous lurks within us, ready to be unleashed, is the most disturbing of all. Maybe it’s just us, us with the raging hunger, us with a few accidental murders under our belts. Humanity, with its training wheels removed, hurtling down a steep slope. Humanity, freed from the constraints of consequence and endowed with power. Humanity, detached from all that is human. Sometimes lying is truly pleasurable. I miss magic, I miss magic. Maybe I even miss fear. I feel like I’m sleeping through the days, restless, never fully awake. There’s nothing for her beyond these ‚Gates,'” Gavriel said. „Do you think you’ll take her with you like a talisman, to remind you of your humanity? Or do you think sharing your condemnation will ease its burden? I feel like the whole world has turned upside down. There are no rules anymore. Hey,” I say to Sam, „because if the world has gone mad, I guess I can do whatever I want. ‚You know what? I’m a worker bee.'” Sometimes it’s absurd to think she loves him. He’s grateful, of course, but it seems like just another one of those absurd, absurd, and dangerous things she does. She wants to fight monsters and she wants him to be her lover, the same boy she fantasized about murdering. She doesn’t like anything easy, safe, or certain. But I’m going to take you into her stitches, and I don’t think you want to see it.”¨ „Oh, I don’t know,” I say. „Maybe he’d like to hear me scream.”¨ „I would,” Cardan says, standing up. „And maybe I will someday.” As he leaves, his hand touches my hair. A light touch, barely perceptible, then vanishing. They are creatures of twilight, creatures of dawn and dusk, standing between one thing and another, not quite and almost, borderline and shadow. Choose the future, Balekin had commanded him when he first brought Cardan to Hollow Hall. But no one chooses the future. You choose a path, unsure where it leads. Choose one path, and a monster will tear your flesh apart. Choose another, and your heart will turn to stone, fire, or glass. Farewell, Father,” she said. He collapsed into a chair, choking. She laughed, not with amusement, not even mockery, but with something closer to a sob. “You made me so sharp that I even cut myself. What are they doing?” I ask. She laughs. “They are beautiful—isn’t that enough?” She closes her eyes. When he opens them, he lets go of my hand and turns away so I can’t see his face. „I understand why you thought what you did. I guess I’m not someone you trust easily. And maybe I shouldn’t be, but let me say: I trust you.” She turned to me, her head tilted, her face a look of pure confusion. As if I had no reason to fear heartbreak. She had no idea how dangerous heartbreak could be. But you know. You know. I thought you had to be tougher. But I thought protecting someone by hurting them before someone else had a chance wasn’t the kind of protection anyone wanted. „Sometimes,” Sam says, „I don’t know when you’re lying.” „I never lie,” I lie. People are fragile. They die from mistakes, from overdoses, from illness. But most often, they die from Death. “I hate you,” I whisper before he can speak. He tilts my face toward his. “Say it again,” he says as the pixies comb my hair and They place that awful, stinking crown on my head. His voice is soft. These words are meant only for me. I pull away from his embrace, but not before I see his expression. It looks the same as when he was forced to answer my questions, when he admitted his desire. It looks like he’s confessing to me. When we turn, is something pushed inside us, or is something released inside us? At first, I thought fighting would only bring me more pain. It was a lesson they wanted to teach me, but I soon realized I’d get hurt anyway. Better to hurt someone else when I have the chance. Better to make them hesitate, knowing it will cost them. His song began to change. It became softer, sweeter, like the morning after a long cry, when my head still ached but my heart was no longer broken. I’m the ultimate thief, one who leaves behind objects of equal value to those he stole. Bending over, he realized they were words—words his wife had carved into the cave’s ice with the last of her strength. Reading them, he felt them like three hard punches to the gut. „You’re mortal,” he informs me. In his other hand, he holds an empty cup, tilted absently, as if he’d forgotten he still carried it. „It’s not safe for you here. Especially if you keep stabbing everyone.” „You set me up,” I say. „A huge deception. You can’t blame me for not being naive enough. You can’t blame the target. This isn’t h. How it works. Have some respect for the nature of this game.” I need to make her realize that even terrible memories are better than strange gaps or empty feelings that don’t make sense. I thought love was fascination, a desire to be close to someone or to make them happy. I believed it just happened, like a slap in the face, and went away, just like the pain of such a blow faded. That’s why it was easy for me to believe it could be fake, manipulated, or magical. Until I met you, I didn’t understand that to feel loved, you had to feel known. And that outside of my family, I’d never truly loved because I hadn’t bothered to get to know the other person. But I know you. And you have to come back to me, Wren, because no one understands us but us. You know why you’re not a monster, but I can be. I know why throwing me into your dungeon meant there was still something between us. We’re a mess and we’re all messed up in our heads, and I don’t want to go through this world without the one person I can’t hide from and who can’t hide from me. I know in Fairyland, children are rare and precious and all that, but in the mortal world, there’s such a thing as abortion,” Vivi says. „And even here, there are shapeshifters.” „And adoption,” Heather interjects. „It’s your decision. No one will judge you.” „If it were, I could cut off their hands,” I volunteer. Madness without illusions. Would you do that?” Mom smiles and touches my hair, brushing it back from my forehead. I let her, but I grit my teeth. Her bare fingers brush my skin. I’m grateful that none of my amulets break. „You know what the Turks say about coffee? It should be black as hell, strong as death, and sweet as love. Isn’t that beautiful? My grandfather told me that when I was a little girl, and I’ve never forgotten it. Unfortunately, I still like milk. I miss him, and the pain of it is a yawning abyss I’d love to fall into. I’m not weak, he wanted to scream, but he wasn’t sure he could say it out loud either. The funny thing is that good people—like the Little Prince—really don’t feel drawn to evil. They find it incredibly difficult to accept the idea that the person who makes them laugh might still be capable of terrible things. That’s why, even though he accuses me of being a murderer, he seems more irritated than actually concerned about the prospect of death. He stubbornly believes that if I’d only listened and understood how bad my decisions are, I would have stopped making them. „I don’t know what I’m doing.” „I apologize first,” I say. „Cut off your head, or hesitate for so long.” The cockroach shakes his head. „But I can learn from Jude. I can ask for a promise. If they spot us, if they attack us, promise to return to Elfhame immediately. You must do everything in your power to reach safety, no matter what.” Cardan glances at me as if asking for help. When I remain silent, he frowns, irritated by both of us. „Even though I wear the cloak Mother Marrow made for me, the one that will turn any blade, I promise to run with my tail between my legs. And since I have a tail, it should be fun for everyone. Are you happy with it?” „It’s so beautiful, people want to smash everything.” „The Great General would hang your head on the wall,” Nicola informed him, patting his cheek. „A very nice head,” he informed her with a sly smile. „He’s suitable for mounting. And Cardan is even more beautiful than The rest, with black hair that shimmers like a raven’s wing and cheekbones so sharp they could cut a girl’s heart. I hate him more than anyone else. I hate him so much that… Sometimes when I look at him, I can barely breathe. She runs to the sink to spit it out. I grin. There’s nothing funnier than someone else’s misfortune. No. She looks me straight in the eye. After a month of being forced to avoid her, I feel exposed by her gaze. „You can be as charming a bastard as you want, but you’ll never put that bullshit in my heart again.” I hate you,” I whisper against his lips. „I hate you so much that sometimes I can’t think about anything else. This will never end,” I scream. „There will always be someone after me. There will always be consequences. So come on. I’m done with fear, and I’m done with you.” „Yes, my sweet villain, my dear God. I’ll be as sober as a stone carving as soon as I can.” And with that, she kisses me on the lips. I feel a cacophony of emotions all at once. Maybe it was that almost everyone else was dead, and she felt a little dead too, but she decided that even a vampire deserved saving. Maybe she should leave him, but she wasn’t about to. „If you stop this,” she says, „he’ll sink his claws into you.” „Everyone has claws in me. Everyone.” „I’ll take off your gag. And if you try to bite me, grab me, or anything, I’ll hit you with this as hard as I can, as many times as I can. Understand? The most important thing for any con artist is to never think like a victim. Con artists think they can get something for free. Con artists think they can get what they don’t deserve and never earned. Con artists are stupid, pathetic, and sad. Con artists think they’ll come home one night and the girl they loved since childhood will suddenly love them back. Con artists forget that if something is too good to be true, it’s because it’s a con artist. „I’d like to talk to The Little Prince for a moment,” Cardan says. „Alone.”Anita looks surprised, but then shrugs. „I’ll be outside and yell at people.” „Try not to get too excited about this,” Cardan says as he leaves. Cardan wraps his arm tightly around me before he steps into the hallway, and I feel a surge of warmth as I follow him. I can’t afford to be less than ruthlessly honest with myself. Against my better judgment, even though he’s awful, Cardan is also funny. Maybe I should be glad that it won’t change much. That’s what heroes did. They ran straight into danger and never gave up. Do you know what makes people love each other? Well, no one else does either. But scientists are studying it, and there’s this whole weird thing about pheromones, facial symmetry, and the circumstances of how you met. People are weird. Our bodies are weird. Maybe I can’t help but be drawn to her, like flies can’t help but be drawn to carnivorous plants. She’s crazy. She’s face to face with an ogre. Crazy Lolli, Sketchy Dave, Crazy Val. You’re all a bunch of weirdos.”Val bowed formally, inclining her head toward them, then sat down on the blanket.”More like Crazy Luis,” Lolli said, kicking the slippers at him.”Louis One-Eyed,” David said.”Louis smirked. „Worm-headed Luis.””Princess Luis,” David said. „Prince Valiant.”Val laughed, thinking about the first time Dave had called her that. „How about Creepy David?”Luis leaned down, grabbed his brother in a headlock, both of them rolling around on the fabric, and said, „How about Little Brother? Little Brother David?” „Hey,” Lolli said. „And me? I want to be a princess.” Mirroring behavior. When the victim takes a sip from their glass of water, you should too. When they smile, you should too. Be subtle, not weird, and that’s good technique. What was it like?” I ask. „Being a snake.” He hesitates. „It was like being trapped in the dark,” he says. „I was alone, and instinctively I wanted to attack. Maybe I wasn’t quite an animal, but I wasn’t one myself either. I couldn’t reason. There were only feelings—hatred, terror, and a desire to destroy.” I start to speak, but he stops me with a gesture. „And you.” He looks at me, and his lips curve into something that isn’t quite a smile; it’s something more and something less. „I didn’t know much more, but I always knew you.” And when he kisses me, I feel like I can finally breathe again. Revenge on everyone. It would fill her time. It would keep her busy. It wouldn’t let her feel her feelings. If she couldn’t be responsible, careful, kind, or loving, if she were condemned to a burning match, then Charlie might as well go back to finding things to burn. „Never again,” Lolli said. Ludwik calls it that because there are three rules: never more than once a day, never more than a pinch at a time, and never more than two days in a row. For a moment, Cardan He stares at me with stupid, raven-black eyes. Then one corner of his mouth curls up. „Oh,” he says. „You’ll regret that.” She’s always had a slight disdain for beauty, as if it were something you had to trade for something else that was important. „You should tell him,” I say. Which isn’t bad advice, I suppose. Not the kind I’d follow myself, but that doesn’t necessarily mean it’s bad. A man can fantasize about how he’d spend a million dollars, but playing the same game with a billion dollars spoils that fantasy. There are too many possibilities. The house he once dreamed of with all his heart suddenly became too small. Travel, too cheap. He wanted to visit an island. Now he’s considering buying it. Are you sure you want to disobey me?” At this point, she’s her father’s daughter. They loved him because he was a prince, a fairy, and a wizard, and one should love princes, fairies, and wizards. She leans in and closes her eyes. „Mostly, I hate you because I think about you. Often. It’s disgusting, and I can’t stop.” I’m shocked and silent. She was torn between the urge to run away and the urge to curl up like a pill, close her eyes, tuck her head under her arms, and play the game „if I can’t see the monsters, the monsters can’t see me.” I wonder if he could truly rationalize what I did to him, if he would truly treat the betrayal as a petty offense by a wayward partner. I wonder if I hurt him. If he can rationalize what I did to him, it’s easy to imagine how he rationalized what he did to me. There’s something about her… Cassel, I’ve met many evil men and women in my life. I’ve made deals with them, drank with them. I’ve done things I find hard to accept myself… terrible things. But I’ve never met anyone… like your mother. She’s a person without boundaries—or if she has any, she hasn’t discovered them yet. She never has to reconcile anything. Not a heart of stone, but a heart of fire. If they were real, maybe the world would be big enough for magic to exist. And if magic existed—even bad magic, and Zach knew there was more chance of bad magic than good magic—then maybe not everyone had to have a story like his father’s, a story like the one told by every adult he knew, a story of surrender and bitterness. It tastes like every dark thought I’ve ever had. Only underwater can I allow myself to cry. Only underwater can I admit that I almost died, that I was terrified, and that I wish I had someone to tell it all to. Sometimes it’s easier to be angry at the people closest to us,” Vivi said, „than at those who deserve it. „A stray dog, I could understand,” she said. „But that? You’re too sensitive.” No, Mabry,” Ravus said. “I’m not.” He glanced at Val. “I think she wants to die.”“Maybe you can help her after all,” Mabry said. “You’re good at helping people die.” A row of dolls watched her impassively from the shelf, their politeness almost certainly offended. Everything was strange, beautiful, and full of possibility. And for a moment, I’m cruelly happy. It’s not pleasant to be in danger, but it’s good to be the cause of events, not the one dragged into them. Our lives are the only real thing we have, our only coin. We can buy anything we want with them. Above all, I hate you because I think of you. I hope it will unnerve them when they find out I’m lying. After all, if it’s an insult to me to point out that I’m mortal, then my retort is: I live here too, and I know the rules. Maybe I know them even better than you, because you were born into them, but I had to learn. Maybe I know them better than you because you have more freedom to break them. Not everyone has to love you. Do you know what the word „mortal” means? It means born to die. It means deserving of death. That’s what you are, that which defines you—dying. Afterward, she wasn’t sure what the game was about, or if she was just imagining it. She only knew she’d lost. „Come on,” she told herself, „don’t look back.” But she looked anyway. In her dreams, blood tasted like fizzy strawberry soda. If you drank it too quickly, your brain froze. When she was older, after licking a cut on her finger, the taste of that soda became a taste in her dreams: copper and tears. They call it Mithridatism. Funny name, right? The process of consuming poison to build immunity. Until I die, it will be harder to kill me. I’m afraid that if I start feeling, I won’t be able to bear it. I’m afraid the emotions will be like a wave, pulling me under. Downstairs, Grandpa warns Barron about something. His voice rises, and I hear the words: „In my day, they feared us. Now we’re just afraid.” I always thought I’d be delicious. Have I told you how awful you look today?” Cardan asks, leaning back in the ornately carved armchair. The warmth of his words turns the question into something like a compliment. „No,” I reply, glad that he’s saying it. I can return to the present again. „Tell me.” „I can’t,” she says, then frowns. Cardan’s eyebrows rise, but he looks blissfully indifferent. „My lady, you flatter me. I had no idea you were interested.” Her gaze is unwavering as she hands her gift to one of Cardan’s personal guards. „May you grow into the wisdom of your advisors.” „The fervent prayer of many,” she says. She gives me a look so sharp it singes my hair. „Make me a promise. This will save Oak’s life.” „I promise,” I tell her. „And make me another promise that it won’t cost you anything.” I nod. „It won’t.” „Liar,” she says. „You’re a wicked liar, and I hate it, I hate it.” „Yes,” I reply. „I know.” At least she didn’t say she hated me too. It was woven by a mortal, a man who, upon seeing the Seelie Queen, spent the rest of his short life weaving images of her. He starved to death, his red fingers staining the final tapestry. I thought of how proud he had been when he took those marks upon himself—slicing his throat with a long gash, then covering it with ash until scars appeared.He called it his second smile. Who can love someone who’s empty inside? Someone who steals love instead of earning it? Storms are less capricious than they are, seas less fickle. You can’t!” Aaron said. „Haven’t you heard anything I’ve told you? You can die!” „Come on, don’t kill me,” Call said. „Or maybe our goal is not to die. Both of us. Not to die. Together.” She wanted this unfamiliar feeling, this pain, this need that made her hit the gas when she should have hit the brakes. She can’t help it. She loves deception. I tell myself I’m not like her, but I have to admit, I love it too. It’s humiliating to cover rotten flesh with honey. I know who I am. Why do you need a monster?” „Everything.” A big part of victory is waiting. But the other part is taking the risk when the opportunity arises. Unleashing all that momentum. Someone really screwed you over. Many mortals are better at many things than Humans. Why do you think we steal them? Grandpa said a girl like that perfumes herself with ozone and metal filings. …she wanted him to feel the way she did, like he’d done something forbidden, like he wanted to give him something he wanted but really shouldn’t have, something that would be wrong, something he craved. „Kiss me again,” she whispered, raising her hand, her fingers slipping into his hair. She almost didn’t recognize herself as she moved closer to him. He leaned helplessly toward her. She bit her tongue. Hard, pain shooting through her nerve endings and transforming into something close to pleasure. When her mouth opened beneath his, blood welled up inside. He groaned at the taste of her, his red eyes widening with surprise and something akin to fear. His hand gripped her shoulders as he pressed her against the brick wall, holding her in place. He had been cautious before, but now, licking her lips, he wasn’t cautious; and that surprised her as much as it terrified her. He kissed her passionately, wildly, their mouths brushing against each other with devastating heat. The pain in her tongue became a distant throb. Her fingers dug into the muscles of his back, their bodies pressed so close he must have felt every shudder of her breath, every trembling heartbeat. And though she feared him as much as before, she now feared herself even more. Gabriel pulled away from her, his lips flushed. He wiped his mouth with the back of his hand, her blood smearing across his skin. Staring at her for a long moment in horror, as if seeing her for the first time, he spoke. „You’re more dangerous than the dawn. I know I shouldn’t love this the way I do, since I was stolen from the mortal world and my parents were murdered. But I love it anyway.” Cardan trusted Nicola not to hurt him, which was ridiculous because he knew perfectly well that everyone hurts each other, and the people you love hurt you the most. Remember, all you can truly control is yourself. Better to leave him with the memory of them being a pair of monsters, wrapped in each other’s arms. „I don’t want to be a vampire,” she told herself. But in her dreams, in a way, she was. „Maybe wanting to be loved isn’t the worst thing, even if you aren’t loved. Even if it hurts. Maybe being human doesn’t always mean being weak.” „You didn’t hear the story I told you,” she continues. „That’s a shame. It was about a handsome boy with a heart of stone and a natural talent for villainy. Everything that could have I’m going to like it.” He laughs. „You’re really awful, you know? I don’t even understand why what you say makes me smile.” He leans against her, allowing himself to hear the warmth in her voice. „There’s one thing I liked about playing the hero. The only good thing. And it wasn’t that I had to worry about you.” „The next time „You’ll want to prove a point,” Anita says, „please don’t be so dramatic.” His arm hurts, and he might be right about the iron poisoning. He certainly feels dizzy. But he smiles at the trees, the twisted power lines, the streaks of clouds. „Since you’re begging,” he says. Cardan’s fingers dig into my back. He’s trembling, and I’m not sure if it’s from the fading magic or the terror. But he holds me as if I were the only solid thing in the world. (This account is based on the fairy tales of Holly Black, note by @Stanislaw Barszczak)
_________
Stanisław Barszczak, Wielkomiejska baśń (dla młodzieży)
Osoby:
Narratorka
Okrutny książę
Anita
„Przyjaciele”
(w stogu w dolinie Elfów odbywa się jedna z prób do średniowiecznej sztuki z trubadurami w roli głównej)
Jeśli nie mogę być od nich lepszy, stanę się o wiele gorszy.
Przede wszystkim nienawidzę cię, bo o tobie myślę. Często. To obrzydliwe i nie mogę przestać.
Wróć do domu i krzycz na mnie. Wróć do domu i walcz ze mną. Wróć do domu i złam mi serce, jeśli musisz.
Przez ciebie jestem zgubiona na zawsze.
Mówiłem ci już, jak okropnie dziś wyglądasz? – pyta Cardan, odchylając się w misternie rzeźbionym fotelu, a ciepło jego słów zmienia pytanie w coś w rodzaju komplementu.
„Nie” – odpowiadam, ciesząc się, że mogę wrócić do teraźniejszości. „Powiedz mi”. „Nie mogę.
„Pocałuj mnie jeszcze raz” – mówi pijany i głupi. „Pocałuj mnie, aż mi się znudzi.”
„Kocham cię” – mówi. „Spędziłem większość życia, strzegąc swojego serca. Strzegłem go tak dobrze, że mogłem zachowywać się, jakbym go w ogóle nie miał. Nawet teraz jest obskurne, nadgryzione przez robaki i drapliwe. Ale jest twoje”.
Podchodzi do drzwi królewskich komnat, jakby chciał zakończyć rozmowę. „Prawdopodobnie się domyśliłeś – mówi. Ale na wszelki wypadek gdybyś mnie zranił, nie płakałbym. Odwzajemniłbym się tym samym.
– (Anita) Kim mogłabym się stać, gdybym przestała martwić się śmiercią, bólem, czymkolwiek? Gdybym przestała próbować przynależeć? Zamiast się bać, mogłabym stać się czymś, czego można się bać.
Więc mam tu siedzieć i karmić cię informacjami – mówi Cardan, opierając się o korę. A ty masz czarować królewską rodzinę? To wydaje się kompletnie nie na miejscu.
Wbijam w niego wzrok. Potrafię być czarująca. – Oczarowałem cię, prawda? Przewraca oczami. Nie oczekuj, że inni podzielają moje zdeprawowane gusta.
Jeśli jesteś chorobą, to chyba nie możesz być jednocześnie lekarstwem.
Władzę zdobywa się o wiele łatwiej niż ją utrzymać.
– Kpij ze mnie, ile chcesz. Cokolwiek sobie wtedy wyobrażałem, teraz to ja błagam i płaszczę się o dobre słowo z twoich ust.
Jego oczy są czarne z pożądania. – Przez ciebie jestem zgubiony na zawsze.
Sprytny jak diabli i dwa razy ładniejszy. Spogląda na mnie swoimi nocnymi oczami, pięknymi i strasznymi jednocześnie. „Przez chwilę” – mówi – „zastanawiałem się, czy to nie ty strzelasz do mnie bełtami”.
Wykrzywiam się do niego. „A co cię skłoniło do stwierdzenia, że tak nie jest?”
Uśmiecha się do mnie szeroko. – Spudłowali.
Wy troje macie jedno rozwiązanie na każdy problem. Morderstwo. Nie ma klucza do każdego zamka.
Cardan patrzy na nas wszystkich surowo, pokazując dłonią o długich palcach na moją rękę, na której wciąż mam skradziony rubinowy pierścień. „Ktoś próbuje zdradzić Najwyższego Króla, masz wypisane morderstwo. Ktoś patrzy na ciebie surowo, morderstwo. Ktoś cię lekceważy, morderstwo. Ktoś niszczy twoje pranie, morderstwo.”
Powiedz mi jeszcze raz, co powiedziałeś na hulance – mówi, wspinając się na mnie, ocierając się o mnie ciałem.
„Co?” Ledwo mogę zebrać myśli.
„Że mnie nienawidzisz” – mówi ochrypłym głosem. „Powiedz mi, że mnie nienawidzisz”.
„Nienawidzę cię” – mówię, a słowa brzmią jak pieszczota. Powtarzam to w kółko. Litania. Zaklęcie. Ochrona przed tym, co naprawdę czuję. „Nienawidzę cię. Nienawidzę cię. Nienawidzę cię”.
Całuje mnie mocniej.
„Nienawidzę cię” – szepczę mu w usta. Nienawidzę cię tak bardzo, że czasami nie potrafię myśleć o niczym innym.
Ach, kawa. Słodki balsam, dzięki któremu wykonamy dzisiejsze zadania.
Zamiast się bać, mógłbym stać się czymś, czego można się bać.
Będę ci się nadal przeciwstawiać. Zamierzam cię zawstydzić swoim buntem. Przypominasz mi, że jestem zwykłym śmiertelnikiem, a ty księciem Krainy Czarów. Cóż, pozwól, że ci przypomnę, że to oznacza, że masz wiele do stracenia, a ja nic. Możesz w końcu wygrać, możesz mnie zaczarować, zranić i upokorzyć, ale dopilnuję, żebyś stracił wszystko, co mogę ci odebrać po drodze na dno. Obiecuję ci, że to jest czymś najmniejszym, co mogę zrobić.
Najłatwiejsze kłamstwa to te, które chcesz, żeby były prawdą.
– Ojcze, jestem tym, kim mnie uczyniłeś. W końcu stałam się twoją córką. Tęskniłam za tobą – szepczę mu do ucha i czuję zawroty głowy od intymności tego wyznania, czuję się bardziej naga niż wtedy, gdy mógł zobaczyć każdy centymetr mojego ciała. „W świecie śmiertelników, kiedy myślałam, że jesteś moim wrogiem, wciąż za tobą tęskniłam.”
„Mój słodki wrogu, jakże się cieszę, że wróciłeś.”
Kłamałam, zdradzałam i triumfowałam. Gdyby tylko ktoś mi pogratulował.
„To mój pokój” – zauważa urażony. „A to moja żona”.
„Więc powtarzasz to wszystkim” – mówi Anita. „Ale zamierzam zdjąć jej szwy i nie sądzę, żebyś chciała to oglądać”.
„Och, nie wiem” – mówię. „Może chciałby usłyszeć mój krzyk”.
„Chciałbym” – mówi Cardan, wstając. „I może kiedyś tak zrobię”.
Wznieśmy toast. Za niekompetencję naszych wrogów.
– Zabij go, zanim sprawi, że go pokochasz.
Wierzę, że książki są żywymi istotami… A jako żywe istoty, muszą być chronione.
Miłe rzeczy nie zdarzają się w książkach z opowiadaniami – mówi Taryn. A kiedy już się zdarzają, zaraz potem dzieje się coś złego. Bo inaczej historia byłaby nudna i nikt by jej nie przeczytał.
Kiedy ktoś cię zrani, trudniej się w jego towarzystwie zrelaksować, trudniej myśleć o nim jako o kimś bezpiecznym, kogo można kochać. Ale to nie powstrzymuje cię przed pragnieniem go.
– A jednak moje serce jest pogrzebane z tobą w dziwnej glebie śmiertelnego świata, tak jak utonęło z tobą w zimnych wodach podwodnego świata. Było twoje, zanim zdążyłam się do tego przyznać, i na zawsze pozostanie twoje.
Gdyby myślała, że jestem zła, byłabym gorsza. Gdyby myślała, że jestem okrutna, byłabym przerażająca.
Anita uwielbia spokojną brutalność oceanu, uwielbia elektryzującą moc, którą czuła z każdym oddechem wilgotnego, słonego powietrza.
Ponieważ jesteś jak historia, która jeszcze się nie wydarzyła. Ponieważ chcę zobaczyć, co zrobisz. Chcę być częścią rozwoju tej opowieści.
Zawsze jest coś do stracenia.
Słodka Anita, jesteś moją najdroższą karą.
Ale całowanie Locke’a nigdy nie było tak przyjemne, jak całowanie Cardana – jak odważenie się na przejechanie po nożach, jak uderzenie adrenaliny, jak moment, gdy wypłynąłeś za daleko w morze i nie ma już odwrotu, tylko zimna, czarna woda zamykająca się nad twoją głową.
Ci, którzy naprawdę cię kochają, nie chcą cię skrzywdzić, a jeśli nawet, to nie widać tego w ich oczach, ale to też ich boli.
Czuję się jak konstelacja ran, połączona sznurkiem i uporem.
Chcę ci powiedzieć tyle kłamstw.
Nienawidzę cię – wyszeptałam mu w usta. Nienawidzę cię tak bardzo, że czasami nie mogę myśleć o niczym innym.
Tak to jest, gdy czegoś pragniesz; zapominasz sprawdzić, czy nie jest zepsute, zanim to pochłoniesz.
Tak, mój wielki złoczyńco, mój drogi Boże. Będę trzeźwa jak kamienna rzeźba, tak szybko, jak tylko będę mogła.
Prawda jest chaotyczna. Jest surowa i niewygodna. Nie można winić ludzi za to, że wolą kłamstwa.
Zaczynam mówić, ale powstrzymuje mnie gestem. „I ty”. Patrzy na mnie, jego usta wyginają się w coś, co nie do końca jest uśmiechem; to coś więcej i mniej. „Niewiele wiedziałem, ale zawsze znałem ciebie”. A kiedy mnie całuje, czuję, jakbym w końcu znów mogła oddychać.
Wcześniej nigdy nie wiedziałam, jak daleko się posunę. Teraz wierzę, że znam odpowiedź. Posunę się tak daleko, jak to możliwe. Posunę się zdecydowanie za daleko.
Naprawdę mnie pragniesz — mówię, będąc wystarczająco blisko, by poczuć ciepło jego oddechu, gdy się zatrzymuje. — I nienawidzisz tego.
Nie, nie pomogę ci. Nie, nie będę cię słuchać, dlaczego miałabym to zrobić. To naprawdę magiczne słowo: nie. Mówisz, co chcesz, a ja po prostu mówię nie.
Nie byłam miła, Anito. Nie dla wielu ludzi. Nie dla ciebie. Nie byłam pewna, czy cię pragnę, czy też chcę, żebyś zniknęła mi z oczu, żebym przestała czuć to, co czułam, co sprawiło, że byłam jeszcze bardziej niemiła. Ale kiedy cię nie było – naprawdę zniknęłaś pod falami – nienawidziłam siebie jak nigdy dotąd.
Proszę bardzo — mówi Cardan, gdy siadam obok niego. — Jak ci minęła noc? Moja była pełna nudnych rozmów o tym, jak moja głowa znajdzie się na palu.
Tak, mój słodki złoczyńco, mój ukochany Boże… Słodka Anito. Jesteś moją najdroższą karą
Zmiana to coś, co ludzie robią, gdy nie mają już wyboru.
Myślę o jego zagadce. Jak ludzie tacy jak my zdejmują swoją zbroję?
Po kawałku.
Pożądanie to dziwna rzecz. Gdy tylko się nasyci, ulega przemianie. Jeśli otrzymamy złotą nić, pragniemy złotej igły.
Ból czyni cię silnym, powiedział mi kiedyś Madoc, zmuszając mnie do ciągłego podnoszenia miecza.
Jeśli ciekawość zabiła kota, to satysfakcja go przywróciła.
„Zakujcie ją w łańcuchy” – mówi Randalin.
Nigdy tak bardzo nie pragnęłam, żeby istniał sposób, żebym mogła pokazać, że mówię prawdę. Ale nie ma. Żadna moja przysięga nie ma znaczenia.
Czuję dłoń strażnika na moim ramieniu. Potem rozlega się głos Cardana „Nie dotykaj jej”.
Zapada straszliwa cisza. Czekam, aż wyda na mnie wyrok. Cokolwiek rozkaże, zostanie wykonane. Jego władza jest absolutna. Nie mam nawet siły, żeby się bronić.
„Co masz na myśli?” – pyta Randalin. „Ona jest…” „Ona jest moją żoną” – mówi Cardan, a jego głos niesie się ponad tłumem.
„Prawowita Najwyższa Królowa doliny Elfów. I zdecydowanie nie na wygnaniu.
Każdy bohater jest złoczyńcą w swojej własnej historii.
Cardan uśmiecha się, patrząc na mnie. „I knując wielkie intrygi”.
Za rodzinę, Krainę Czarów, pizzę, opowieści, nowe początki i snucie wielkich planów. Mogę za to wznieść toast.
Dziwna rzecz z ambicją jest taka: Można ją nabyć jak gorączkę, ale niełatwo się jej pozbyć.
Pokaż swoją moc, udając bezsilność.
Chodź i złość się na bliższą odległość
– Zalotnicy i Nieśmiali, cieszę się, że maszerujecie pod moim sztandarem, cieszę się z waszej lojalności, jestem wdzięczny za wasz honor. Wzrok Taryna wędruje na mnie.
Tobie ofiaruję miód pitny i gościnność mojego stołu. Lecz zdrajcom i łamaczom przysięgi oferuję gościnność mojej królowej. Gościnność noży.
Powiedz mi, co muszę zabić, co muszę ukraść, powiedz mi zagadkę, którą muszę rozwiązać, albo wiedźmę, którą muszę oszukać. Powiedz mi tylko, jak mam postępować, a zrobię to, bez względu na niebezpieczeństwo, bez względu na trudności, bez względu na cenę.
Celem walki nie jest dobra walka, lecz zwycięstwo.
On jest krzemieniem, ty podpałką.
Mam dość troski – mówię. Dlaczego miałabym…?
„Bo mogliby cię zabić!”
Lepiej, żeby – mówię do niej. Bo nic innego nie zadziała.
Jesteś jedyną rzeczą, jaką mam, która nie jest ani obowiązkiem, ani zobowiązaniem, jedyną rzeczą, którą sama dla siebie wybrałam. Jedyną rzeczą, której pragnę.
Jego oczy są otwarte, obserwuje moją zarumienioną twarz, mój nierówny oddech. Próbuję powstrzymać się od wydawania żenujących dźwięków. To bardziej intymne niż sposób, w jaki mnie dotyka, być tak postrzeganą. Nienawidzę tego, że on wie, co robi, a ja nie. Nienawidzę być bezbronną. Nienawidzę tego, że odchylam głowę do tyłu, odsłaniając gardło. Nienawidzę tego, jak się do niego kurczowo trzymam, paznokci jednej ręki wbijających się w jego plecy, moich myśli rozpadających się na kawałki i ostatniej myśli: że lubię go bardziej niż kiedykolwiek. ktokolwiek i że ze wszystkich rzeczy, które mi zrobił, to, że tak bardzo go polubiłam, jest zdecydowanie najgorsze.
Ale nie stanę przed twoim szczęściem. Nie stanę nawet przed nieszczęściem, które sam sobie wybierzesz.
Musisz być wystarczająco silny, by uderzać, uderzać i uderzać bez zmęczenia. Pierwsza lekcja to stać się tak silnym.
Cardan patrzy na mnie, jakby nigdy wcześniej mnie nie widział. Patrzy na mnie, jakby nikt nigdy do niego tak nie mówił. Może nikt nigdy.
Może po prostu pozwolisz się uratować – mówi Cardan. Tym razem.
Niepokojące w Cardanie jest to, jak dobrze udaje głupca, by ukryć własną przebiegłość.
Nie musimy być dobrzy. Ale postarajmy się być sprawiedliwi.
Jesteśmy w dużej mierze tacy, jakimi się pamiętamy. Dlatego tak trudno jest zmienić nawyki. Jeśli wiemy, że jesteśmy kłamcami, spodziewamy się nie mówić prawdy. Jeśli uważamy się za uczciwych, staramy się bardziej.
Moja słodka Nemesis, jakże się cieszę, że wróciłaś
Nasze oczy się spotykają i coś niebezpiecznego iskrzy.
On cię nienawidzi, przypominam sobie.
„Pocałuj mnie jeszcze raz” – mówi pijany i głupi. „Pocałuj mnie, aż mi się znudzi”.
Czuję te słowa, czuję je jak kopniaka w brzuch. Widzi moją minę i śmieje się, dźwiękiem pełnym Kpina. Nie wiem, z którego z nas się śmieje.
On cię nienawidzi. Nawet jeśli cię pragnie, nienawidzi cię.
Może przez to nienawidzi cię jeszcze bardziej.
Po chwili jego oczy się zamykają. Jego głos słabnie do szeptu, jakby mówił do siebie. „Skoro jesteś chorobą, to chyba nie możesz być też lekarstwem”.
Zasypia, ale ja jestem całkowicie rozbudzona.
Była sobie kiedyś dziewczyna, która przysięgła, że uratuje wszystkich na świecie, ale zapomniała o sobie.
Nie wiesz, jak długo czekałem, żeby usłyszeć te słowa – mówi. Nie chcesz mojej śmierci.
Żadnego problemu nie rozwiązano późno w nocy – powiedział. Północ jest po to, żeby żałować.
Nie ma zbyt obfitego bankietu dla głodującego człowieka.
Rozumiem, dlaczego ją wybrał. Żałuję tylko, że ona nie wybrała mnie.
Tak, cała rodzina wie. To nic wielkiego. Pewnego wieczoru przy kolacji powiedziałam: Mamo, wiesz o zakazanej miłości Spyrka do Kirka? No cóż, ja też. Łatwiej jej było to zrozumieć.
Śmiertelnicy są krusi – mówię.
– „Nie ty” — mówi tonem, który brzmi trochę jak lament. „Ty się nigdy nie łamiesz”.
Właśnie to oznacza być śmiertelnikiem — wzdycham, nie muszę udawać. — „Umieramy. Pomyśl o nas jak o spadających gwiazdach, krótkich, ale jasnych”.
I ostatnia rzecz, która chodzi mi po głowie: lubię go bardziej niż kogokolwiek innego i że ze wszystkich rzeczy, które mi zrobił, to, że tak bardzo go polubiłam, jest zdecydowanie najgorsze.
Posiadanie serca jest straszne, ale i tak go potrzebujesz.
Twoja absurdalna rodzina może być zaskoczona, odkrywając, że nie wszystko da się rozwiązać morderstwem” – woła za mną Locke.
„Bylibyśmy zaskoczeni, gdybyśmy się na to natknęli” – odpowiadam.
Wstaje z tronu. „Chodź, usiądź”. Jego głos jest pełen niebezpieczeństwa, pełen groźby. Kwitnące gałęzie wyrosły z cierni tak gęsto, że płatki są ledwo widoczne.
Właśnie tego chciałeś, prawda? – pyta. To dla czego poświęciłeś wszystko. No dalej. To wszystko twoje.
Mówi się, że więcej uczymy się z porażek niż z sukcesów.
Dawno, dawno temu pewna dziewczyna została porwana przez wróżki i z tego powodu poprzysięgła je zniszczyć.
„Skarbie” – mówi szorstkim szeptem – w tym świecie wielu ludzi będzie próbowało cię zniszczyć. Potrzebują, żebyś był mały, żeby oni mogli być wielcy. Pozwalasz im myśleć, co chcą, ale ty dbasz o to, żeby twoje myśli były prawdziwe. Ty je spełniasz.
Muszę przestać fantazjować o ucieczce do innego życia i zacząć odkrywać to, które mam.
Ulubieńcy Śmierci nie umierają.
Nieważne, jak bardzo będę ostrożna, w końcu popełnię kolejny błąd. Jestem słaba. Jestem krucha. Jestem śmiertelna.
Klątwa została złamana. Król powrócił.
Jest równie przerażający jak każdy wąż.
Nie obchodzi mnie to. Wpadam w jego ramiona.
Palce Cardana wbijają się w moje plecy. Drży, nie jestem pewna, czy to od uchodzącej magii, czy od przerażenia. Ale trzyma mnie, jakbym była jedyną twardą rzeczą na świecie.
Mówi, że to, co zrobiłeś, było wołaniem o pomoc.”
„Tak było” – mówię. „Dlatego krzyczałam ‚Pomocy!’ Nie przepadam za subtelnością.
Jeśli miała umrzeć, równie dobrze mogła umrzeć sarkastycznie.
Ludzie niewątpliwie dawno temu nauczyli się tej lekcji. Nie muszą oszukiwać ludzi. Ludzie będą oszukiwać samych siebie.
Serce z kamienia wciąż można złamać.
Ten chłopak to twoja słabość.
Nosi kłopoty jak koronę. Jeśli kiedykolwiek się zakocha, spadnie jak kometa, paląc niebo po drodze.
Potrzebuję twojego szczęścia. Potrzebuję, żeby jedno z nas było szczęśliwe.
Myślisz, że dziewczyny-potwory i źli chłopcy nie zasługują na miłość?
Cardan uśmiecha się do mnie, jakbyśmy byli bliskimi przyjaciółmi od zawsze. Zapomniałam, jaki potrafi być czarujący – i jakie to niebezpieczne.
Sprytna dziewczyna. Bawisz się ogniem, bo chcesz się spalić.
Jestem królową doliny Elfów. Chociaż jestem królową na wygnaniu, nadal jestem królową. A to oznacza, że Madoc nie próbuje tylko przejąć tronu Cardana. Próbuje przejąć mój.
Nie zdają sobie sprawy z tego: Tak, przerażają mnie, ale zawsze się bałam, odkąd się tu znalazłam. Wychował mnie mężczyzna, który zamordował moich rodziców, wychowany w krainie potworów. Żyję z tym strachem, pozwalam mu zakorzenić się w moich kościach i go ignoruję. Gdybym nie udawała, że się nie boję, schowałabym się pod kołdrą z sowiego puchu w posiadłości Madoka na zawsze. Leżałabym tam i krzyczała, aż nic ze mnie nie zostanie. Odmawiam tego. Nie zrobię tego.
Kocham cię jak w bajkach. Kocham cię jak w balladach. Kocham cię jak błyskawica. Kocham cię odkąd w trzecim miesiącu przyszedłeś i ze mną rozmawiałeś. Uwielbiałam to, że rozśmieszałeś mnie. Uwielbiałam twoją życzliwość i to, jak robiłeś pauzy, gdy mówiłeś, jakbyś czekał na moją odpowiedź. Kocham cię i nie kpię z nikogo, kiedy cię całuję, z nikogo absolutnie.
Nie mogę ufać ludziom, na których mi zależy, że mnie nie zranią. I nie jestem pewna, czy mogę ufać sobie, że ich nie zranię.
Dziewczyny takie jak ona, ostrzegał mnie kiedyś dziadek, dziewczyny takie jak ona zamieniają się w kobiety z oczami jak dziury po kulach i ustami jak noże. Są wiecznie niespokojne. Wiecznie głodne. Przynoszą złe wieści. Wypiją cię jak kieliszek whisky. Zakochać się w nich to jak spaść ze schodów. Nikt mi nie powiedział, mimo tych wszystkich ostrzeżeń, że nawet po upadku, nawet gdy wiesz, jak bolesny jest ten upadek, i tak ustawisz się w kolejce, żeby zrobić to ponownie.
Tylko idioci nie boją się rzeczy, które są straszne.
Wiedziała, jak to jest drżeć przed dotknięciem kogoś – pożądanie tak silne, że przeradza się w rozpacz.
Słyszałam, że dla śmiertelników uczucie zakochania jest bardzo podobne do uczucia strachu. Serce bije szybciej. Zmysły się wyostrzają. Czujesz się oszołomiony, a może nawet oszołomiony.
Oglądanie się za siebie to idealna okazja, żeby wbić w nie nóż.
Może pragnienie bycia kochanym nie jest najgorsze, nawet jeśli nie jest się kochanym. Nawet jeśli to boli. Może bycie człowiekiem nie zawsze oznacza bycie słabym.
Może problemem był wstyd.
– To kłamca, który całkowicie zapomina, co powiedział ci ostatnim razem, ale wierzy w każde kłamstwo z takim przekonaniem, że czasami potrafi cię w to przekonać.
– Nosiłaś dziś moje serce w swoich dłoniach – powiedział. Ale czułem, że nosiłaś je na długo przedtem.
Wygląda jak kochanek z baśni, który wyszedł z ballady, z takiej, w której nic dobrego nie spotyka dziewczyny, która z nim ucieka.
Cóż, nawet jeśli wąż odgryzie ci głowę, mówi Taryn, „reszta i tak będzie dobrze wyglądać”.„duch” – mówię.
To szokujące – mówi, jakby składał mi jakiś wielki komplement. „Wiem, że ludzie potrafią kłamać, ale patrzeć, jak to robisz, jest niesamowite. Zrób to jeszcze raz.
To moja żona – mówi Cardan, a jego głos niesie się ponad tłumem. Prawowita Najwyższa Królowa Elfów. I na pewno nie na wygnaniu.
– Widziałaś najmniej z tego, co potrafię.
Pochyla się i zamyka oczy. Przede wszystkim nienawidzę cię, bo o tobie myślę. Często. To obrzydliwe i nie mogę przestać.
Wszyscy w końcu ulegamy pokusie tego, czego się boimy, pragniemy znaleźć sposób na zapewnienie sobie bezpieczeństwa przed czymś, wpełzając w to, kochając to, stając się tym.
To, czego autor nie wie, mogłoby wypełnić całą książkę.
Pamiętam, że twoje ręce były na niej, ale jej oczy były na mnie – odpowiada Cardan.
Stoję przed oknem i wyobrażam sobie, że jestem nieustraszonym rycerzem, czarownicą, która ukryła serce w palcu, a potem go sobie odcięła.
Kaye: Wiesz, jak wygląda słońce?
Janet: Nie, co?
Kaye: Jakby podciął sobie żyły w wannie i cała woda była we krwi.
Janet: To obrzydliwe, Kaye.
Kaye: A księżyc po prostu patrzy. Po prostu patrzy, jak umiera. Musiała go do tego doprowadzić.
Już od samego początku to był problem. Ludzie lubili ładne rzeczy. Ludzie lubili nawet ładne rzeczy, które chciały ich zabić i zjeść.
Kocham cię, rozumiesz… i obawiam się, że nie mam sposobu, żeby to powiedzieć lub pokazać, co nie byłoby straszne, poza przyjściem tutaj. Zabiłabym dla ciebie wszystkich na świecie, gdybyś chciał… Albo nieoczywiste.
Kochamy, dopóki nie przestaniemy. Dla nas miłość nie gaśnie stopniowo. Łamie się jak gałąź zgięta za bardzo.
Jego usta wykrzywiają się w uśmiechu. W jego oczach błyszczą niegodziwe intencje. „Spójrz na nich wszystkich, na swoich poddanych. Szkoda, że nikt nie wie, kto jest ich prawdziwym władcą.
Pragnąłem tego i bałem się tego, a teraz, kiedy to się dzieje, nie wiem, jak mógłbym kiedykolwiek chcieć czegokolwiek innego.
A gdybym chciał się zabić, nie skoczyłbym z dachu. A gdybym miał skoczyć z dachu, założyłbym spodnie, zanim bym to zrobił.
Powiedziałam, że ma moc powiedzenia komplementu i sprawienia, że zaboli. Tak samo może powiedzieć coś, co powinno być obraźliwe, i powiedzieć to w taki sposób, że poczujesz się, jakbym był naprawdę widziany.
To niedorzeczne, że wszyscy zachowują się tak, jakby zabicie króla miało uczynić kogoś lepszym w byciu nim” – mówi Vivi. „Wyobraź sobie, że w świecie śmiertelników prawnik zdał egzamin adwokacki, zabijając innego prawnika.
– Jesteś bardziej niebezpieczna niż świt.
Ale nikt nie wybiera przyszłości. Wybiera się ścieżkę, nie będąc pewnym, dokąd prowadzi.
No dalej. Obrażaj mnie.
Unosi brwi. Nie przyjmuję rozkazów od śmiertelników – mówi ze swoim zwyczajowym, okrutnym uśmiechem.
Więc powiesz coś miłego? Nie sądzę. Wróżki nie potrafią kłamać.
Nienawidzę go bardziej niż wszystkich innych. Nienawidzę go tak bardzo, że czasami, kiedy na niego patrzę, ledwo mogę oddychać.
Wygląda na szczerze zdenerwowaną, ale z drugiej strony, nauczyłem się, że nie potrafię jej rozgryźć. Problem z naprawdę doskonałym Kłamcą jest to, że trzeba po prostu założyć, że zawsze kłamią.
Nicola się co do mnie myli. Nie chcę wypaść w turnieju tak dobrze, jak jedna z wróżek. Chcę wygrać. Nie pragnę być im równy. W głębi serca pragnę ich pokonać.
Nie słyszałeś historii, którą ci opowiedziałem – kontynuuje. Szkoda. Przedstawiała przystojnego chłopca z sercem z kamienia i naturalnym talentem do złoczyńców. Wszystko, czego można chcieć.
– Wyostrz swoje serce.
Vivi dmucha w grzechotkę. „Proszę” – mówi, rozdając nam papierowe korony do noszenia.
„To niedorzeczne” – narzekam, ale zakładam swoją.
Cardan patrzy na swoje odbicie w drzwiczkach mikrofalówki i poprawia koronę, tak aby była pod kątem.
Przewracam oczami, a on uśmiecha się do mnie szybko.
Jedynym sposobem na zakończenie żałoby było przejście przez nią.
Rzeczy okaleczone są zawsze piękniejsze. To wada wydobywa piękno.
Dobrze było być przytulonym. Nawet przez potwora.
Cokolwiek kochasz, to twoja słabość.
Im potężniejszy się stajesz, tym więcej innych znajdzie sposoby, by cię zdominować. Zrobią to za pośrednictwem tych, których kochasz i tych, których nienawidzisz. Znajdą wędzidło i uzdę, które pasują do twoich ust i sprawią, że ustąpisz.
Następnym razem, gdy będziesz chciał coś udowodnić, błagam cię, żebyś nie robił tego tak dramatycznie.
Boli go ramię i może mieć rację co do zatrucia żelazem. Z pewnością czuje się, jakby kręciło mu się w głowie. Ale uśmiecha się, patrząc na drzewa, pętle linii elektrycznych, smugi chmur. „Dopóki będziesz błagać”, mówi.
Nosili swoją dziwną urodę niczym barwy wojenne.
Trudno wytłumaczyć dzikość nadziei.
Ale jeśli nie wierzyłeś w potwory, to jak miałeś się przed nimi uchronić?
Możesz coś zniszczyć, ale nie zawsze potem uda ci się nadać temu pożądany kształt.
Wyjdź za mnie – mówi. Zostań Królową doliny Elfów.
Mogę nauczyć się żyć z poczuciem winy. Nie zależy mi na byciu dobrą.
A myślisz, że czekałam na wschód słońca, a nie na moją królową. Nie słyszysz jej kroków? Nigdy nie udawało jej się ich ukryć tak dobrze, jak którejś z Ludzi. Na pewno słyszeliście o niej, Anito, ona pokonała czerwoną czapkę Gringoga i sprowadziła na kolana Dwór białych kłów? Ona zawsze wyciąga mnie z opresji. Naprawdę, nie wiem, co bym bez niej zrobiła.
Nie – powiedział Ludwik – Nie możesz spotykać się z Panem Dworu Nocy.
„Cóż, nie, on mnie rzucił”.
„Nie możesz zostać rzucona przez Pana Dworu Nocy”.
– O tak, możesz. Zdecydowanie możesz.
Nicola powiedziała, że wraz ze wzrostem potęgi śmiertelników ląd i morze powinny się zjednoczyć. I że będą, albo w sposób, na jaki miała nadzieję, albo w sposób, którego ja bym się obawiała”.
„Złowieszcze” – mówię.
Wygląda na to, że mam wyjątkowy gust do kobiet, które mi grożą.
Pocałowałam go w usta, a potem zagroziłam, że pocałuję go jeszcze raz, jeśli nie zrobi dokładnie tego, czego chcę.
Odchodzę rozplątana. Odchodzę roztrzaskana.
Lubię, gdy coś się dzieje, gdy historie się rozwijają. A jeśli nie mogę znaleźć wystarczająco dobrej historii, to ją tworzę.
Chciałabym pozostać bliżej ciebie, póki czas jest dostępny.
„Zniknęłam w jednym wróżkowym westchnieniu” – zacytowała.
Skórzane palce musnęły jej krótkie włosy i spoczęły na jej policzku. „Mogę wstrzymać oddech.
A jednak teraz tego nie żałuję. Skoro już przekroczyłam tę granicę, to teraz chcę spaść.
Wciąż patrzy na mnie w ten dziwny sposób, jakby nigdy wcześniej mnie nie widział albo jakby myślał, że już nigdy mnie nie zobaczy.
Dlaczego jestem taki, jaki jestem?” Jego ton jasno wskazuje, że proponuje coś, co mogłabym mu zasugerować, nie zastanawiając się nad tym. „Nie ma prawdziwych odpowiedzi, Jude. Dlaczego byłem okrutny dla Ludzi? Dlaczego byłem okropny dla ciebie? Bo mogłem taki być. Bo mi się to podobało.” Bo przez chwilę, kiedy byłem w najgorszym stanie, czułem się potężny, a przez większość czasu czułem się bezsilny, mimo że byłem księciem i synem Najwyższego Króla Krainy Czarów.
Nie dostałeś tego, na co zasłużyłeś, ale nie musisz żyć w tej jednej historii na zawsze. Nikt nie musi pozostać z kamienia.
Dzieci potrafią mieć okrutne, absolutne poczucie sprawiedliwości. Dzieci potrafią zabijać potwory i być z siebie dumne.
Zacznijmy od historii miłosnej. A może to kolejna horrorowa historia. Wydaje się, że różnica tkwi głównie w zakończeniu.
Taka to rodzina. Nie da się z nimi żyć, nie da się ich zabić.
Wszelka władza jest przeklęta” – mówię. „Najstraszniejsi z nas zrobią wszystko, żeby ją zdobyć, a ci, którzy najlepiej by władali władzą, nie chcą, żeby im ją narzucono. Ale to nie znaczy, że mogą wiecznie unikać odpowiedzialności.
To ten fragment sztuki, w którym facet mówi: „Zombie? Jakie zombie?” tuż przed tym, jak zjedzą mu mózg. Nie chcę być tym facetem.
„Śmiertelnicy są krusi” – mówię.
„Nie ty” – mówi w sposób, który brzmi trochę jak lament. „Ty się nigdy nie złamiesz”.
Co jest absurdalne, tak samo jak ja. Czuję się jak konstelacja ran, połączona sznurkiem i uporem. Mimo to lubię to słyszeć. Podoba mi się wszystko, co mówi, aż za dobrze.
Ten chłopak to twoja słabość.
Mówią, że bezimienne rzeczy nieustannie się zmieniają – że imiona przytwierdzają je do podłoża jak szpilki.
Czuję moment, w którym poddaje się i rezygnuje, przyciągając mnie do siebie pomimo groźby noża. Całuje mnie mocno, z jakąś pożerającą desperacją, palce wbijając się w moje włosy. Nasze usta się stykają, zęby na wargach na językach. Pożądanie uderza mnie jak kopniak w brzuch. To jak walka, z tą różnicą, że walczymy o to, by wpełznąć sobie nawzajem pod skórę.
Moją największą słabością zawsze było pragnienie miłości. To ziejąca przepaść we mnie i im bardziej po nią sięgam, tym łatwiej daję się oszukać. Jestem chodzącym siniakiem, otwartą raną. Jeśli Dąb jest zamaskowany, jestem twarzą zdartą z całej skóry. Wielokrotnie powtarzałam sobie, że muszę strzec się własnych tęsknot, ale to nie działało.
Tana. Przez całe moje długie życie, choć wielokrotnie się o to modliłam, nikt mnie nie uratował. Nikt poza tobą.
To absurd. To okropne. Tak ludzie nie okazują lojalności. To epicka, epicka bzdura.
Pogłaszcz kota, stary – mówi Samuel. Przyniosła ci prezent. Chce, żebyś jej powiedział, jaka jest ładna.
„Jesteś malutką, malutką maszyną do zabijania”. Dawid grucha.
„Co ona robi?” – pytam.
„Mruczy!” – mówi.
– To jest Dawid. Brzmi zachwycona. Dobry kotek. Kto jest niesamowitą maszyną do zabijania? Zgadza się. Jesteś! Jesteś brutalnym, brutalnym, małym lwem! Tak, jesteś.
Chłopcy się zmieniają. Historie też.
Okazuje się, że po pocałunku, możliwość pocałunku wisi nad wszystkim, niezależnie od tego, jak okropny był to pomysł za pierwszym razem.
Mój. Język miłości jest właśnie taki – zaborczy. To powinno być pierwsze ostrzeżenie, że nie będzie on sprzyjał niczyjemu samodoskonaleniu.
Ty też go kochasz, jak sądzę. Kochałaś go, odkąd byłaś więźniem Podwodnego Świata. Kochałaś go, kiedy zgodziłaś się go poślubić. Kiedy to się skończy, znajdę w sobie odwagę, by mu to powiedzieć.
Czyż każdy bohater nie jest świadomy wszystkich strasznych powodów, dla których dopuścił się tych dobrych uczynków? Świadomy każdego błędu, jaki popełnił, i tego, jak dobrzy ludzie cierpieli z powodu swoich decyzji? Czyż nie pamiętają chwil, w których wcale nie byli bohaterscy? Chwil, w których ich heroizm doprowadził do większej liczby ofiar niż celowe zło?
A co, jeśli taka jestem? Co, jeśli, kiedy wszystko inne się zmieni, ja już taka nie będę?
Śmierć ma swoich ulubieńców, jak każdy. Ci, których Śmierć kocha, nie umrą.
Łotry były cudowne. Potrafiły być okrutne i samolubne, stroić się przed lustrami i zatrutymi jabłkami, a dziewczyny więzić na górach szkła. Oddawały się najgorszym popędom, mściły się za najmniejsze przewinienia i zabierały wszystko, czego zapragnęły. I oczywiście lądowały w beczkach nabitych gwoździami albo tańczyły w żelaznych butach rozgrzanych ogniem, nie tylko martwe, ale i zhańbione, z krzykiem. Ale zanim spotkało ich to, co ich spotkało, musieli stać się najpiękniejszymi w całym kraju.
Nie miałam dobrego dnia. Chyba wciąż mam kaca, wszyscy nie żyją, a moje piwo korzenne zniknęło.
Wróć do domu i nakrzycz na mnie. Wróć do domu i walcz ze mną. Wróć do domu i złam mi serce, jeśli musisz. Po prostu wróć do domu.
Będzie chciała nosić twoją czaszkę jako kapelusz – ostrzega Cardan.
Wśród byłych sokołów zapanuje niezręczna zmiana. Być może przypominają sobie własną decyzję o potępieniu jej, własną karę…
A Cardan będzie się śmiał i śmiał, kiedy to zrobi.
Przez chwilę zapada między nami cisza.
Zrobił krok w moją stronę. „Ostatniej nocy…”
Przerwałam mu. „Zrobiłam to z tego samego powodu co ty. Żeby to z siebie wyrzucić.”
„A tak?” pyta. „Z twojego systemu?”
Patrzę mu w twarz i kłamię. „Tak”.
Jeśli mnie dotknie, jeśli zrobi choćby krok w moją stronę, moje oszustwo wyjdzie na jaw. Nie sądzę, żebym zdołał ukryć tęsknotę na twarzy. Zamiast tego, ku mojej uldze, kiwa głową i odchodzi.
Z sąsiedniego pokoju słyszę, jak Karaluch woła do Cardana, proponując, że nauczy go sztuczki lewitowania karty do gry. Słyszę śmiech Cardana.
Przychodzi mi do głowy, że może nadmierne uleganie pożądaniu nie pomaga. Może to trochę jak mitrydatyzm; może wzięłam zabójczą dawkę, zamiast zatruwać się powoli, po jednym pocałunku.
– Zadowoliłabym się nawet jego najgorszym ja, jego najokrutniejszym oszustem, gdyby tylko mógł tu być.
Zabawne, jak można mu zaleźć za skórę. Na początku nie jestem pewna, czy dobrze usłyszałam. Prawie pytam, o kim mówi, bo nie mogę uwierzyć, że przyznaje, że na tak potężnego Cardana działa cokolwiek. „Jak drzazga?” – mówię. – Z żelaza. Nikt inny nie przeszkadza mu tak jak ty.
Kto kontroluje króla, kontroluje królestwo.
Patrzy na mnie, jakbym była obca, ale nigdy nie czułam się mniej taka. Po raz pierwszy oboje jesteśmy zdemaskowani.
W naszym lesie jest potwór. Dopadnie cię, jeśli nie będziesz grzeczny. Zaciągnie cię pod liście i patyki. Ukarze cię za wszystkie twoje sztuczki. Zostanie pukel włosów i obgryzionych kości. Nigdy, przenigdy nie wrócisz… do domu.
„Pochlebstwa zaprowadzą cię wszędzie” – mówi Samuep. „Poza, jak widać, spadnięciem z dachu.”
Kocham cię – mówi. Spędziłem większość życia, strzegąc swojego serca. Strzegłem go tak dobrze, że mogłem zachowywać się, jakbym go w ogóle nie miał. Nawet teraz jest obskurne, nadgryzione przez robaki i drapiące. Ale jest twoje.
Ludzie mówili, że gry wideo są złe, bo otępiają na śmierć, sprawiają, że wnętrzności rozpryskujące się po ekranie uznaje się za oznakę sukcesu. W tamtym momencie Val pomyślał, że prawdziwy problem z grami polega na tym, że gracz powinien próbować wszystkiego. Jeśli jest jaskinia, wchodzi się do niej. Jeśli jest tajemniczy nieznajomy, rozmawia się z nim. Jeśli jest mapa, podąża się za nią. Ale w grach ma się sto milionów miliardów żyć, a Val tylko to jedno.
Masz prawdziwy talent do otrzymywania łomotu.
Ale teraz się zastanawiam – co, jeśli wszyscy są praktycznie tacy sami i to tylko tysiąc drobnych wyborów składa się na osobę, którą jesteś? Nie ma dobra ani zła, nie ma czerni ani bieli, nie ma wewnętrznych demonów ani aniołów szepczących nam do ucha właściwe odpowiedzi, jakby to był jakiś kosmiczny test SAT. Tylko my, godzina po godzinie, minuta po minucie, dzień po dniu, podejmujący najlepsze możliwe decyzje.
Ta myśl jest przerażająca. Jeśli to prawda, to nie ma właściwego wyboru. Jest tylko jeden wybór.
Anito, nie masz nastroju na gierki, bardzo dobrze. Ja też nie mam na nie nastroju. Pozwól, że napiszę to wprost; jesteś ułaskawiony. Cofam twoje wygnanie. Cofam swoje słowa. Wróć do domu. Wróć do domu i krzycz na mnie. Wróć do domu i walcz ze mną. Wróć do domu i złam mi serce, jeśli musisz. Po prostu wróć do domu.
A gdzie indziej w lesie odbywa się kolejna impreza, jedna odbywa się w pustym wzgórzu, pełnym kwiatów kwitnących nocą. Tam blady chłopiec gra na skrzypcach świeżo zrośniętymi palcami, podczas gdy jego siostra tańczy z jego najlepszym przyjacielem. Tam potwór wiruje, gałęzie kołyszą się w rytm muzyki. Tam książę Ludu obejmuje płaszcz króla, obejmuje odmieńca jak włóczęgę i z ludzkim chłopcem u boku mianuje dziewczynę swoją obrończynią.
Boję się, że mój głos się załamie. Boję się, że usłyszy, jak bardzo to boli.
Wszyscy pragniemy głupich rzeczy. To nie znaczy, że powinniśmy je mieć.
Gdyby życzenia były końmi, mawiał mój śmiertelny ojciec, żebracy by na nich jeździli.
Legendy nie muszą przejmować się czymś tak małym jak szczęście.
Cardan leży na łóżku, zabandażowany i nadąsany, w wspaniałym szlafroku. „Nienawidzę być chorym” – mówi.
„Nie jesteś chory” – mówi mu Anita. „Dochodzisz do siebie po dźgnięciu nożem – a raczej po tym, jak rzuciłeś się na niego”.
„Zrobiłbyś to samo dla mnie” – mówi nonszalancko.
„Nie zrobiłbym” – warczy.
„Kłamczucha” – mówi Cardan czule.
„Możesz nadal kłamać” – mówi Karaluch. Odwraca się do Cardana. „Spróbuj z nią”.
„Słucham?” Cardan mówi, prostując się, a Karaluch zdaje się nagle przypominać sobie, do kogo zwraca się w tak nonszalancki sposób.
„Nie bądź taką drażliwą różą, Wasza Wysokość” – mówi Karaluch, wzruszając ramionami i uśmiechając się szeroko. „Nie wydaję ci rozkazu. Sugeruję, że gdybyś spróbował zauroczyć Jude’a, moglibyśmy poznać prawdę”.
Cardan wzdycha i podchodzi do mnie. Wiem, że to konieczne. Wiem, że nie zamierza mnie skrzywdzić. Wiem, że nie może mnie zauroczyć. A jednak automatycznie się cofam.
„Anita?” – pyta.
„Proszę bardzo” – mówię.
Słyszę w jego głosie zauroczenie, odurzające, uwodzicielskie i silniejsze, niż się spodziewałam. „Porwij się do mnie” – mówi z uśmiechem. Zażenowanie zaróżowiło mi policzki.
Zostaję tam, gdzie jestem, patrząc na ich twarze. „Zadowolona?”
Boguś kiwa głową. „Nie jesteś oczarowana”.
Wiedziała, że nie powinna tak myśleć o potworze, ale w tej chwili pragnęła tylko własnego potwora.
Cardan wpatruje się w krzak róży o płatkach tak czarnych i błyszczących, że wyglądają jak lakierowana skóra. „To było przerażające”, mówi, „patrzenie, jak upadasz. To znaczy, generalnie jesteś przerażająca, ale nie jestem przyzwyczajony do strachu o ciebie. A potem wpadłem we wściekłość. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek wcześniej byłem tak wściekły”.
Obiecuję, że ci się odwdzięczę.
„Ach tak?” zapytała, patrząc na niego, na jego bose stopy i proste, ciemne ubranie. „Czym?”
Uśmiech nie znikał z jego ust. „Klejnotami, kłamstwami, skrawkami papieru, suszonymi kwiatami, wspomnieniami o rzeczach dawno minionych, bezużytecznymi cytatami, bezczynnymi rękami, koralikami, guzikami i psotą.”
To skaza wydobywa piękno.
Nie kłamię – skłamałam.
Mówiłem ci już, jak okropnie dziś wyglądasz? – pyta Cardan, odchylając się w bogato rzeźbionym fotelu. Ciepło jego słów zmienia pytanie w coś w rodzaju komplementu.
„Nie” – odpowiadam, ciesząc się, że znów jestem zirytowany. „Powiedz mi”.
„Nie mogę” – mówi, po czym marszczy brwi.
A jeśli wąż urośnie w potworność i zepsucie, jeśli zatruje samą krainę Elfhame, pozwól mi być królową potworów. Pozwól mi rządzić tą poczerniałą krainą z moim ojcem, czerwonym kapturkiem, jako marionetką u boku. Pozwól mi się bać i nigdy więcej się nie bać.
Życie jest jak zlizywanie miodu z ciernia
Marks zapomina, że jeśli coś jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, to dlatego, że to oszustwo.
Więc co tak naprawdę masz na sobie?” Słowa wyszły z jej ust, zanim zdążyła je rozważyć. Skrzywiła się.
Wydawał się tym nie przejmować; wręcz przeciwnie, obdarzył ją jednym ze swoich krótkich uśmiechów. „A gdybym nic nie powiedziała?”
„W takim razie chciałabym zauważyć, że czasami, patrząc na coś kątem oka, można przejrzeć na wylot urok” – odparła.
To wywołało zaskoczony śmiech. „Jaka to dla nas obojga ulga, że mam na sobie dokładnie to, w czym mnie widziałeś dziś po południu. Chociaż można by zauważyć, że w tym stroju, twoją ostatnią troską powinna być moja skromność.
Przychodzi mi do głowy, że może pożądanie nie jest czymś, na co pomaga nadmierne uleganie. Może to trochę jak mitrydatyzm; może wzięłam zabójczą dawkę, kiedy powinnam była powoli się truć, pocałunkiem po pocałunku.
Baśnie są pełne dziewcząt, które czekają, które znoszą, które cierpią. Grzeczne dziewczęta. Posłuszne dziewczęta. Dziewczynki, które miażdżą pokrzywy, aż krwawią im ręce. Dziewczynki, które noszą wodę dla czarownic. Dziewczynki, które wędrują po pustyniach albo śpią w popioły lub budować domy dla przemienionych braci w lesie. Dziewczęta bez rąk, bez oczu, bez mowy, bez żadnej mocy. Ale wtedy nadjeżdża książę, widzi dziewczynę i uważa ją za piękną. Piękną, nie pomimo cierpienia, ale właśnie dzięki niemu.
Skąd będę wiedzieć, kiedy się tego nauczę, skoro teraz tego nie wiem? pyta. Pytanie brzmi jak zagadka. „Wróć, kiedy powrót będzie trudnym wyborem, a nie łatwym” – odpowiadam w końcu.
Nie można uciec od samego siebie.
Wygląda jak szpieg z Dworu Cieni, aż po chytry uśmiech unoszący kącik jego pięknych ust.
Okazało się, że Cardan wcale nie miał serca z kamienia. Kiedy zdjął koszulę i osunął się na kolana, zacisnął pięści i starał się nie krzyknąć, gdy pasek spadł, płonął nienawiścią. Nienawiścią do Daina; do jego ojca; do wszystkich jego braci, którzy nie… Zabierz go i tego, który to zrobił; za jego matkę, która splunęła mu pod stopy, gdy ją prowadzono; za głupich, obrzydliwych śmiertelników; za całą naszą dolinę i wszystkich jej mieszkańców. Nienawiść, która była tak jasna i gorąca, że była pierwszą rzeczą, która go naprawdę rozgrzała. Nienawiść, która była tak przyjemna, że z radością przyjął bycie przez nią pochłoniętym. Nie serce z kamienia, ale serce z ognia.
„Magia daje ci wiele możliwości” – mówi dziadek. Większość z nich jest zła.
Czasami życie daje nam straszliwy dar spełnienia naszych własnych życzeń.
Całuje bliznę na mojej dłoni.
Wciąż mam krew jego brata pod paznokciami. Nie mam dla niego pierścionka. Nad nami kwitną pąki. W całym pokoju pachnie kwiatami.
Wyciągam się i uderzam go. To piekący cios, rozmazujący złoto na jego kości policzkowej i sprawiający, że jego skóra czerwienieje. Wpatrujemy się w siebie przez dłuższą chwilę, ciężko oddychając. Jego oczy są jasne, z czymś zupełnie innym niż gniew. Jestem w tym wszystkim. Tonę.
Granie złoczyńcy było jedyną rzeczą, w której naprawdę się wyróżniał.
Rozgląda się po lesie, jakby mogła udowodnić, że to nie magia, a nic innego też nią nie będzie. Co jest głupie. Wszystkie lasy są magiczne.
Zemsta jest słodka, ale lody są słodsze.
Do Jej Wysokości Królowej Krainy Elfów, nade mną wisi ten sam srebrzysty księżyc, który świeci nad tobą. Patrząc na niego, przypominam sobie błysk twojego ostrza przyciśniętego do mojego gardła i inne romantyczne chwile.
Nie wiem, co powstrzymuje cię przed powrotem na Wysoki Dwór – czy to przez złość na mnie, czy też po spędzeniu czasu w świecie śmiertelników, doszłaś do przekonania, że życie wolne od Ludu jest lepsze niż rządzenie nim.
Wierzę, że w moich najnędzniejszych chwilach nigdy nie wrócisz.
Dlaczego miałabyś to zrobić, gdyby nie twoja ambicja?
Zawsze dokładnie wiedziałaś, kim jestem,
i widziałaś wszystkie moje wady, wszystkie moje słabości
i blizny. Pochlebiałem sobie, że chwilami
żywiłaś do mnie inne uczucia niż pogarda,
ale nawet gdyby to była prawda, byłyby one niczym
rozwodnione wino przy uczcie z twoim drugim,
większym pragnienia.
A jednak moje serce jest pogrzebane z tobą w obcej glebie śmiertelnego świata, tak jak zostało
utopione z tobą w zimnych wodach
Podwodnego Zachodu.
Było twoje, zanim zdążyłam to przyznać, i twoje pozostanie na zawsze. Cardan
Mam nadzieję, że Cardan za mną tęskni.
Zejdź tu, zanim cię rozpoznają.
„Bawisz się w chowanego pod stołem? Kucasz w błocie? Typowe dla twojego gatunku, ale znacznie poniżej mojej godności.” Śmieje się niepewnie, jakby spodziewał się, że ja też się roześmieję. Nie śmieję się. Zaciskam pięść i uderzam go w brzuch, dokładnie tam, gdzie wiem, że zaboli. Zatacza się na kolana. Kielich upada na ziemię, wydając głuchy, brzęczący dźwięk. „Au!” krzyczy i pozwala mi się pociągnąć.
go pod stołem.
Ludzie-Bibliotekarze są gorący. Mają wiedzę i władzę nad swoją domeną… To nie przypadek, że wielu bibliotekarzy przedstawia się jako osoby o namiętnym wnętrzu, skrywanym pod chłodną warstwą rezerwy. Czy książki nie są takie? Na półce ich spokojne okładki skrywają intensywne doznania związane z lekturą. Czytanie rozpala duszę. No więc, kim byłby ktoś, kto trzymałby takie książki?
Moja siostra myśli, że tylko ona może przyjąć truciznę, ale ja jestem trucizną — szepcze, przymykając oczy, mówiąc do siebie. — Trucizna w mojej krwi. Zatruwam wszystko, czego dotknę.
Niepokojące jest widzieć go w takim stanie, zachowującego się tak, jakby mógł mieć emocje.
Jeśli wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, to z pewnością powinieneś być przyjacielem mojego przyjaciela.
On cię nienawidzi. Nawet jeśli cię pragnie, nienawidzi cię. Może przez to nienawidzi cię jeszcze bardziej.
Przenosi wzrok na swoją nieprzewidywalną, śmiertelną Najwyższą Królową, której dzikie brązowe włosy powiewają wokół twarzy, a bursztynowe oczy błyszczą, gdy na niego patrzy.
To dwoje ludzi, którzy powinni byli, zgodnie z wszelkimi prawami, pozostać wrogami na zawsze.
Nie może uwierzyć w swoje szczęście, nie potrafi prześledzić drogi, która go tu doprowadziła.
Przetrwam na skraju kręgu przyjaciół.
Nie pamiętam, żebym wchodził po schodach na dach. Nie wiem nawet, jak się tu dostać, co jest problemem, bo będę musiał zejść, najlepiej w sposób, który nie wiąże się ze śmiercią.
Mamy to. Val uśmiechnęła się i uniosła pięść. Moce cudowne młodości się aktywują!
Ruth odwzajemniła uśmiech, uderzając Val pięścią w dłoń.
Nie jestem potworem, powiedziałam jej, kiedy powiedziałam, że nigdy nie skrzywdzę Dęba. Ale może bycie potworem jest moim powołaniem.
Ponieważ historie mówią prawdę, nawet jeśli nie do końca prawdę.
Tak długo żyliśmy w naszej zbroi, ty i ja. A teraz nie jestem pewna, czy któraś z nas wie, jak ją zdjąć.
Wróżki rekompensują swoją niezdolność do kłamstwa całą gamą oszustw i okrucieństw. Przekręcaniem słów, żartami, przemilczeniami, zagadkami, skandalami, nie wspominając o zemstach na sobie nawzajem za dawne, na wpół zapomniane zniewagi. Burze są mniej kapryśne niż one, morza mniej kapryśne.
Przyciska usta do pulsującego miejsca na moim nadgarstku, bijąc w rytm mojego serca. „Kpij sobie ze mnie, ile chcesz. Cokolwiek sobie wtedy wyobrażałem, teraz to ja błagałbym i błagał o dobre słowo z twoich ust”. Jego oczy są czarne z pożądania. „Przez ciebie jestem zgubiony na zawsze.
Możesz coś wziąć, gdy nikt nie patrzy. Ale obrona tego, nawet z całą przewagą po swojej stronie, nie jest łatwym zadaniem” – powiedział jej Madoc ze śmiechem. Podniosła wzrok i zobaczyła, że wyciąga do niej rękę. „Władzę o wiele łatwiej zdobyć niż utrzymać.
Mówił, że koniec świata nie był przypadkiem; to był żart.
W chwili, gdy została przeklęta, straciłam ją. Kiedy to przeminie – wkrótce – będzie się wstydzić, że pamięta rzeczy, które powiedziała, rzeczy, które zrobiła, takie rzeczy. Nieważne, jak mocno czuje się w moich ramionach, jest zrobiona z dymu.
Bądź śmiała, bądź śmiała, ale nie za śmiała. Bądź dobra, ale nie za dobra. Bądź ładna, ale nie za ładna. Bądź szczera, ale nie za szczera. Może nikt nie miał szczęścia. Może To było za trudne.
Pamiętam, jak to było nienawidzić go całym sercem, ale przypomniałam sobie za późno.
Myślisz, że na niego nie zasługuję? – mówię. Cardan uśmiecha się powoli, niczym księżyc przesuwający się pod falami jeziora. „O nie, myślę, że idealnie do siebie pasujecie.
Jestem Królową Elfów naszej doliny.
Chociaż jestem królową na wygnaniu, nadal jestem królową.
A to oznacza, że Madoc nie tylko próbuje przejąć tron Cardona.
Próbuje przejąć mój.
Jest coś twojego, co chciałbym ci zwrócić. „Co?” Pochylił się nad dzielącą ich odległością i pocałował ją w usta. Jej oczy zatrzepotały, a usta rozchyliły się z łatwością, gdy poczuła, jak pocałunek skwierczy w jej nerwach, zamieniając myśli w dym.
„Yyy…” Kaye zrobiła krok w tył, nieco niepewnie. „Dlaczego to należy do mnie?”
„To był pocałunek, który ci ukradłem, kiedy byłaś zaczarowana” – powiedział cierpliwie.
„Och… cóż, a co, jeśli go nie chcę?”
„Nie chcesz?”
„Nie” – powiedziała, pozwalając, by na jej twarzy pojawił się uśmiech, mając nadzieję, że matka nie będzie się spieszyć z dojazdem. „Chciałabym, żebyś go odzyskała, proszę”.
„Jestem twoim sługą” – powiedział Król Dworu Niewidzialnego, jego usta znalazły się na chwilę od jej ust. „Uważaj to za zrobione”.
Może nawet tęsknię za strachem. Czuję się, jakbym przesypiała dni, niespokojna, nigdy w pełni nie rozbudzona.
Zemsta jest słodka, ale lody są słodsze”. Podchodzi do zamrażarki i wyjmuje opakowanie lodów miętowych z kawałkami czekolady. Zanosi je i dwie łyżki na sofę. „Na razie przyjmij tę rozkosz, choć niegodna Królowej Krainy Czarów na wygnaniu.
Więc się boję, bo nie jesteś po prostu nie-człowiekiem, nie jesteś jak nikt inny… nie ma nikogo takiego jak ty na całym świecie i to ciebie pragnę. Pragnę ciebie i nienawidzę pragnąć rzeczy, a szczególnie nienawidzę przyznawać się, że ich pragnę.
Każde dziecko potrzebuje tragedii, żeby stać się naprawdę interesującym.
Król jest żywym symbolem, bijącym sercem, gwiazdą, na której zapisana jest przyszłość doliny Elfów. Na pewno zauważyłeś, że odkąd zaczął panować, wyspy są inne. Burze nadchodzą szybciej. Kolory są nieco żywsze, zapachy ostrzejsze… Kiedy się upija, jego poddani stają się podchmieleni, nie wiedząc dlaczego. Kiedy krew spada, wszystko rośnie.
Pocałuj mnie w dupę…
Ale nie ma niczego, co lubisz bardziej niż momenty, gdy trochę boli, prawda? – zapytał Lucien.
Zakrwawione usta Gabriela uniosły się w zmysłowym uśmiechu. „Jasne, że tak. Lubię, kiedy bardzo boli.
Uwielbiam cię. Chcę się z tobą pobawić. Chcę ci powiedzieć wszystkie prawdy, jakie mam do powiedzenia. A jeśli naprawdę myślisz, że jesteś potworem, to bądźmy potworami razem.
Przypomniała sobie coś, co powiedziała jej matka, kiedy w końcu zerwała z jednym ze swoich najbardziej dysfunkcyjnych chłopaków. Kiedy mężczyzna mówi ci, że cię skrzywdzi, uwierz mu. Zawsze cię ostrzegają i zawsze mają rację.
Czy mówiłem ci kiedyś, jak bardzo przypominasz Madoca, kiedy mówisz o morderstwie? powiedział Cardan, otwierając jedno oko. „Bo tak właśnie jest.”
„To chyba właśnie we mnie lubisz”.
„To, że jesteś przerażająca?” zapytał, a jego przeciągły głos stał się przesadnie leniwy, niemal mruczący. „Uwielbiam to”.
Oparła się o niego, opierając głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Ramiona króla ją objęły, a ona zadrżała, jakby pozwoliła czemuś odpaść.
Niektórych obietnic nie warto dotrzymywać.
Historie mogą usprawiedliwić wszystko. Nie ma znaczenia, czy chłopiec z kamiennym sercem jest bohaterem, czy złoczyńcą; nie ma znaczenia, czy dostał to, na co zasłużył, czy nie. Nikt nie może go nagrodzić ani ukarać, z wyjątkiem opowiadacza.
Aby mi przypomnieć, ból jest najlepszym nauczycielem
Wróżka może i jest piękna, ale jej piękno jest jak złocisty truchło jelenia, pełzające z dowcipu robaki pod skórą, gotowe do pęknięcia.
Kochali go, bo był księciem, wróżką i czarodziejem, a przecież powinno się kochać książąt, wróżki i czarodziejów. Kochali go tak, jak kochali Bestię, gdy po raz pierwszy porwał Bellę na parkiet w żółtej sukience. Kochali go tak, jak kochali Jedenastego Doktora z muszką i rozwianymi włosami, i Dziesiątego Doktora z jego szalonym śmiechem. Kochali go tak, jak kochali wokalistów zespołów i aktorów filmowych, kochali go w taki sposób, że ich wspólna miłość zbliżyła ich do siebie.
Skoro nie jestem mordercą — zapytał Corny — to dlaczego ciągle zabijam ludzi?
Jest taki piękny, że ludzie mają ochotę wszystko rozwalać
Holly: Serio, nie lubisz jednorożców? Jaki człowiek nie lubi jednorożców?
Justine: Jaki człowiek nie lubi zombie? Co zombie ci kiedyś zrobiły?
Holly: Zombie się plączą. Nie pochwalam pląsania. I mają części, które odpadają. Nigdy nie widziałeś jednorożca zachowującego się w ten sposób.
Justine: Wlokę się. Ciągle spadają ze mnie kawałki: włosy, komórki skóry. Chcesz powiedzieć, że mnie nie akceptujesz?
Właśnie tym byłam przez lata. Niesiostrą. Nie córką. Nie osobą. Dziewczyną z dziurą na całe życie. Jakże stosowne, żeby mi obcięto język, skoro cisza była moim schronieniem i klatką.
Całuj mnie, aż mi się znudzi.
Kocham cię – mówi. „Spędziłem większość życia strzegąc swojego serca. Strzegłem go tak dobrze, że mogłem zachowywać się, jakbym w ogóle go nie miał. Nawet teraz jest to nędzna, nadgryziona przez robaki i szpetna rzecz. Ale jest twoja.
Wy oboje… wy oboje mnie uratowaliście?
„Daj spokój” – powiedział Ludwik. „Sprawiasz wrażenie, jakby Val ciężko było pójść na Dwór Niewidzialnych, zawrzeć układ z Roibenem, wyzwać Mabry na pojedynek, odzyskać twoje serce, a potem wrócić tu w godzinach szczytu.
Vivi ma rację; kosztowało mnie to, kim jestem. Ale nie wiem co. I nie wiem, czy mogę to odzyskać. Nie wiem nawet, czy tego chcę.
Jest przyjemność w byciu z nimi” – mówi. „Biorąc to, czego pragniemy, oddając się każdej strasznej myśli. Jest bezpieczeństwo w byciu okropnym.
„Jesteś całkiem fajną klientką, co?” mówi Agent Myśliwy.
„Ukrywam swój wewnętrzny ból pod stoickim obliczem”.
Agent Hunt wygląda, jakby chciał przebić moją stoicką twarz pięścią.
Miłość jest głupia. Jedyne, co robimy, to łamiemy sobie nawzajem serca.
Sam marszczy brwi, nagle poważniejąc. „Wiesz, myślałam – przez większość naszego pierwszego roku wspólnego życia – że mnie zabijesz”.
To sprawia, że prawie wypluwam piwo, tak się śmieję.
„Nie, słuchaj – mieszkać z tobą to tak, jakby wiedzieć, że po drugiej stronie pokoju jest naładowany pistolet. Jesteś jak lampart, który udaje kota domowego”.
To tylko jeszcze bardziej mnie rozśmiesza.
„Zamknij się” – mówi. „Możesz robić normalne rzeczy, ale lampart potrafi pić mleko albo spadać z różnych rzeczy jak kot domowy. Oczywiste jest, że nie jesteś – nie jak… reszta z nas. Spojrzę na ciebie, a ty będziesz napinał pazury, albo nie wiem, zjadał świeżo zabitą antylopę.
„Och” – mówię. To absurdalna metafora, ale straciłam humor. Myślałam, że dobrze sobie poradziłam z wpasowaniem się – może nie idealnie, ale nie tak źle, jak sugeruje Samuel.
Dźgając powietrze palcem, wyraźnie zmierzając do stanu upojenia alkoholowego i pełnego determinacji, by zmusić mnie do zrozumienia swojej teorii mówi: „Zachowywałeś się, jakby się z tobą umówiła, bo tak dobrze ci szło z byciem miłym facetem”.
„Jestem miłym facetem”.
– Staram się być.
Samuel prycha. Polubiła cię, bo ją przestraszyłeś. Nawet przestraszyłeś ją za bardzo.
Ty i twoja siostra jesteście sobie bardzo bliscy. Aby okazać sobie szacunek, obdarowujecie się pięknymi bukietami kłamstw.
Pamięć jest śliska. Nagina się do naszego pojmowania świata, wykrzywia, by dostosować się do naszych uprzedzeń. Jest zawodna. Świadkowie rzadko pamiętają te same rzeczy. Identyfikują niewłaściwe osoby. Podają nam szczegóły wydarzeń, które nigdy nie miały miejsca. Pamięć jest śliska, ale moje wspomnienia nagle wydają się jeszcze bardziej śliskie.
Pozwól, że wyjaśnię, jak całe moje życie przygotowało mnie na ten moment. Przyzwyczaiłam się do krzyków dziewczyn, a twoje krzyki – będą słodsze niż… krzyki miłości innej osoby.
Polubiłam cię, kiedy poszliśmy porozmawiać z władcami niższych sądów” – mówię. „Byłeś zabawny, co było dziwne. A kiedy poszliśmy do Hollow Hall, byłeś sprytny. Ciągle przypominało mi się, jak to ty wyciągnąłeś nas z brugh po koronacji Daina, tuż zanim przyłożyłem ci nóż do gardła”.
Nie próbuje przerwać, więc nie mam wyboru i muszę brnąć dalej.
„Po tym, jak podstępem przekonałem cię do zostania Najwyższym Królem” – mówię. „Myślałam, że skoro mnie nienawidziłeś, to mogę znowu zacząć nienawidzić ciebie. Ale nie. I czułam się taka głupia. Myślałam, że złamię sobie serce. Myślałam, że to słabość, którą wykorzystasz przeciwko mnie. Ale potem uratowałeś mnie przed Zatoką Morską, kiedy o wiele wygodniej byłoby po prostu zostawić mnie na pastwę losu. Potem zaczęłam mieć nadzieję, że moje uczucia do ciebie wróciły. Ale potem nastąpiło wygnanie…”. Biorę urywany oddech. „Chyba dużo ukrywałam. Myślałam, że jeśli tego nie zrobię, jeśli pozwolę sobie cię kochać, spłonę jak zapałka. Jak całe pudełko zapałek.”
„Ale teraz mi to wyjaśniłaś” – mówi. „I naprawdę mnie kochasz.”
„Kocham cię” – potwierdzam.
„Bo jestem mądry i zabawny” – mówi z uśmiechem. „Nie wspomniałeś o mojej urodzie.”
„Ani o twojej apetyczności” – dodaję. „Chociaż obie te cechy są dobre.
Nad mną świeci ten sam srebrzysty księżyc, który na ciebie świeci. Patrząc na niego, przypominam sobie błysk twojego ostrza przyciśniętego do mojego gardła i inne romantyczne chwile.
Myślałaś, że mnie się nie podobasz? Myślisz, że teraz mi się podobasz?”
Odwrócił się do niej z niepewnością na twarzy. „Włożyłaś sporo wysiłku w tę rozmowę, ale… nie chcę doszukiwać się w niej zbyt wielu moich nadziei”.
Val wyciągnęła się obok niego, opierając głowę w zgięciu jego ramienia. „Na co liczysz?”
Przyciągnął ją bliżej, uważając, by nie dotknąć jej ran, gdy ją obejmował. „Mam nadzieję, że czujesz do mnie to samo, co ja do ciebie” – powiedział, a jego głos brzmiał jak westchnienie w jej gardle.
I jak to? – zapytała, jej usta były tak blisko jego szczęki, że poruszając nimi, czuła smak soli na jego skórze.
Nosiłaś dziś w nocy moje serce w swoich dłoniach – powiedział. – „Ale czułam, jakbyś nosiła je na długo przedtem”.
Uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Leżeli razem pod mostem, a światła miasta płonęły za oknami niczym niebo pełne spadających gwiazd, gdy zapadali w sen.
Przestań czekać. Wbij te śliczne ząbki w coś.
Nie masz nastroju na gierki. Bardzo dobrze. Ja też nie mam na nie nastroju.
Pozwólcie, że napiszę to wprost: jesteście ułaskawieni. Cofam wasze wygnanie. Cofam swoje słowa. Wróćcie do domu.
Wróćcie do domu i krzyczcie na mnie. Wróćcie do domu i walczcie ze mną. Wróćcie do domu i złamcie mi serce, jeśli musicie.
Po prostu wróćcie do domu.
Pewnego pięknego dnia, w środku nocy, dwóch martwych chłopców wstało, by walczyć. Stanęli naprzeciwko siebie. Wyciągnęli miecze i strzelali do siebie. Jeden głuchy policjant, patrolujący ulice, usłyszał hałas i podszedł i zastrzelił dwóch martwych chłopców.
W świecie śmiertelników, kiedy myślałam, że jesteś moim wrogiem, wciąż za tobą tęskniłam.
Lubię go, pomyślał z przerażeniem… cholera. Lubię go.
Jesteś okropna”. Powiedział to z zachwytem. „A najgorsze jest to, że uważasz inaczej”.
Wzięła głęboki oddech. „Ostatnia szansa. Potrzebujesz ratunku?”
Wyraz jego twarzy stał się bardzo dziwny, jakby go uderzyła. „Tak” – powiedział w końcu.
Każdy plan to domek z kart.
No dobrze. Mogłabym cię wysłać, żebyś zdobył moją przychylność. Być może na misję, w której trzeba przynieść duży kubek kawy i pączka. Albo na masową rzeź wszystkich moich wrogów. Jeszcze nie zdecydowałam.
Miłość nas zmienia, ale my też zmieniamy sposób, w jaki kochamy.
Każdy dzień, w którym nie błagam Cardana o wybaczenie za waśń, którą rozpoczął, to dzień, w którym wygrywam. Może mnie upokorzyć, ale za każdym razem, gdy to robi, a ja się nie poddaję, traci na mocy. W końcu rzuca wszystko, co ma, na kogoś tak słabego jak ja, a to nie działa. Sam się wyniszczy.
Ludzie uwielbiają Cardana i panicznie boją się mojej siostry – dwie wspaniałe rzeczy. Mam nadzieję, że będą rządzić krainą Elfów przez rok, a potem przekażą je jednemu z tuzina potomków. Nie ma potrzeby, żebym się w to mieszała.
Muszę z tobą porozmawiać. Miałam dziwny sen.
„Niech zgadnę. Związały cię kobiety ninja. Z wielkimi cyckami.”
„Yyy, nie.” Biorę łyk kawy i krzywię się. Była absurdalnie mocna.
Mój dziadek z uśmiechem wpycha do ust plaster bekonu. „Chyba byłoby trochę dziwnie, gdybyśmy mieli ten sam sen.”
Przewracam oczami. „No cóż, lepiej nic więcej mi nie mów.” Nie psuj niespodzianki, na wypadek gdybym miała ją dziś wieczorem.
Wygląda na grzecznego chłopca, którym nigdy nie był.
Nie wiedziałam nic więcej, ale zawsze znałam ciebie.
Zazdroszczę tego, czego się boję, i nienawidzę tego, czego zazdroszczę.
Skoro nie mogę sobie wyobrazić, żeby w krainach ludzi było coś, co by cię interesowało, mogę jedynie przypuszczać, że twoja ciągła nieobecność w dolinie Elfów jest spowodowana moją osobą.
Namawiam cię: przyjdź i bądź zły z bliższej odległości.
Jesteś sobą – powiedziała Tana, uśmiechając się szeroko. „Bardziej sobą niż ktokolwiek, kogo znam. A jeśli już nie potrafisz dostrzec, kim ona jest, to spójrz na siebie tak, jak ja cię widzę.
Muszę wyciągnąć kota ze schroniska dla zwierząt w Rumelt. Potraktuj to jak ucieczkę z więzienia.
To działa. Śmieje się. Czyj kot?
Moja kotka. Co myślisz? Że zabieram koty obcym?
Niech zgadnę, została wrobiona. Ona jest niewinna.
Pozwól mi się tobą zaopiekować. Niech twoi wrogowie staną się moimi.
Znudziłem się – mówi. Poza tym, wiesz, co jest bardziej obrzydliwe niż chodzenie po mieszkaniu twoich zmarłych braci? Siedzenie samemu w karawanie przed jego mieszkaniem.
Rozważam wszystkie rzeczy, które zrobiłem, aby stać się godnym przeciwnikiem dla niego, ale może wcale nie walczyłem z Cardanem. Może walczyłem z własnym cieniem.
Więc mnie nauczysz? zapytała Val.
Ravus ponownie skinął głową. Uczynię cię tak okropnym, jak tylko zechcesz.
„Nie chcę być…”, zaczęła, ale uniósł rękę.
„Wiem, że jesteś bardzo odważny”, powiedział.
„Ani głupi”.
„I głupi. Odważny i Głupi”. Ravus uśmiechnął się, ale potem jego uśmiech zgasł. „Ale nic nie powstrzyma cię przed byciem okropnym, kiedy już się nauczysz.
Masz przed sobą wiele kobiet. Jesteś jeszcze młody. Pierwsza miłość jest najsłodsza, ale nie trwa długo”.
„Nigdy?” Pytam.
Dziadek patrzy na mnie z powagą, którą rezerwuje na momenty, kiedy chce, żebym naprawdę zwrócił na niego uwagę. „Kiedy zakochujemy się po raz pierwszy, tak naprawdę nie jesteśmy zakochani w tej dziewczynie. Jesteśmy zakochani w sobie. Nie mamy pojęcia, kim ona naprawdę jest – ani do czego jest zdolna. Jesteśmy zakochani w naszym wyobrażeniu o niej i o tym, kim się stajemy w jej obecności. Jesteśmy idiotami.
Z nim jestem na zawsze kwiatem kwitnącym nocą, przyciąganym i odpychanym przez żar słońca.
Spojrzenie Cardana spotyka moje i nie mogę powstrzymać diabolicznego uśmiechu, który unosi kąciki moich ust. Jego oczy są jasne jak węgle, jego nienawiść jest niczym żywa istota, migocząca w powietrzu między nami niczym powietrze nad czarnymi skałami w upalny letni dzień.
Książę nie wiedział, że moją prawdziwą umiejętnością jest wkurzanie ludzi.
Lubię wszystko, co czyni cię potwornym.
Strach to nie miłość, ale może się wydawać bardzo podobny.
Pamiętaj, że nadal jestem potworem. Mogę słuchać twoich krzyków, płaczu i błagań, a i tak cię nie wypuszczę.
Ale co, jeśli naprawdę się w nim zakochuję?
Cardan zna się na miłości lepiej niż ja. Mógłby to wykorzystać przeciwko mnie, tak jak prosiłam go, żeby wykorzystał to przeciwko Nicasii. Może jednak znalazł sposób, żeby odwrócić sytuację.
Zabij go, mówi część mnie, część, którą pamiętam z nocy, kiedy go wzięłam do niewoli. Zabij go, zanim sprawi, że go pokochasz.
Bezwzględna. To moja dziewczyna.
W Krainie Wróżek nie ma paluszków rybnych, keczupu ani telewizji.
Chcę mieć jakąś reakcję. Chcę drżeć albo czuć mdłości. Chcę być osobą, która zaczyna płakać. Chcę być kimkolwiek, byle nie tą osobą, którą jestem, która rozgląda się, upewniając się, że nikt jej nie widzi, wyciera nóż w błoto, wyciera moją rękę o swoje ubranie i ucieka, zanim przyjdą strażnicy.
Jeśli chcesz mojej rady — mówi powoli – miłość nie rośnie dobrze, karmiona bólem. Daj mi chociaż to wiedzieć.
W końcu, kto chce umierać powoli, skoro można umrzeć szybko? Ja.
Balekin i Olimp planują twoje morderstwo – mówię zdenerwowana.
„Tak” – odpowiada leniwie. „Więc dlaczego w ogóle się obudziłam?
Mamy około trzech godzin pracy domowej dziennie, a nasza wieczorna nauka trwa tylko dwie godziny, więc jeśli chcesz spędzić przerwę o wpół do dziesiątej bez paniki, musisz się uczyć. Nie jestem pewna, czy zdjęcie dziewczyny-zombie z szeroko otwartymi oczami, wygryzającej mózg starszemu palantowi Jamesowi Page’owi, jest częścią pracy domowej Sama, ale jeśli tak, to jego nauczyciel fizyki jest niesamowity.
Mówią, że bezimienne rzeczy nieustannie się zmieniają – że nazwy przytwierdzają je do podłoża niczym szpilki. Ale bez imienia rzecz też nie jest do końca realna.
Myślałam, że gram w grę polegającą na wkurzaniu ludzi, którzy już mnie nienawidzą, i ponoszeniu konsekwencji.
Powiedz mi jeszcze raz, co powiedziałaś na hulance — mówi, wspinając się na mnie, ocierając się o mnie ciałem.
„Co?” Ledwo mogę myśleć.
„Że mnie nienawidzisz” — mówi ochrypłym głosem. „Powiedz mi, że mnie nienawidzisz”.
„Nienawidzę cię” — mówię, a słowa wychodzą mi z ust jak pieszczota. Powtarzam to raz po raz. Litania. Zaklęcie. Ochrona przed tym, co naprawdę czuję. „Nienawidzę cię. Nienawidzę cię. Nienawidzę cię”.
Całuje mnie mocniej.
„Nienawidzę cię” — szepczę mu w usta. „Nienawidzę cię tak bardzo, że czasami nie potrafię myśleć o niczym innym.
Nie jestem mordercą – mówi Cardan, zaskakując mnie. Nie sądziłam, że to powód do dumy.
No dobrze. A co z tym razem, kiedy wypaliłaś całe to zioło, które, jak myślałaś, było czymś zaprawione? Wpadłaś do wanny, ale nie chciałaś wyjść, bo byłaś przekonana, że Tył głowy miał ci odpaść?
„Ta trzecia historia przydarzyła się facetowi o imieniu Jace w moim akademiku. Ja, Sam i jeszcze jeden facet z naszego akademika czytaliśmy na zmianę „Raj utracony” przez zamknięte drzwi. Chyba jednak to go jeszcze bardziej paranoicznie wpędziło”.
„To nieprawda” – mówi.
„Cóż, on *wydawał się* bardziej paranoiczny” – mówię. „I nadal robi mu się trochę niedobrze, gdy ktoś wspomina o aniołach.
Pewnej nocy poprosisz mnie o coś, czego nie będę mogła dać.
Będąc zarażoną, będąc wampirem, to zawsze ty. Może to bardziej ty niż kiedykolwiek wcześniej. To ty, taka, jaką zawsze byłaś, głęboko w środku.
Nienawidzę być głupią. Nienawidzę myśli, że moje emocje wezmą nade mną górę, osłabią mnie. Ale mój strach przed byciem głupią mnie w nią zamienił.
Miłość to szlachetna sprawa. Jak cokolwiek zrobione w służbie szlachetnej sprawie może być złe?
Nienawiść może być odważna. Czasami jest jak nadzieja.
Nie jestem pewna, czy śpię, ale śnię.
Król nie jest jego koroną.
Lepiej przyjedź tu moim powozem– mówi dziadek. „Zanim zadzwonię na policję i powiem im, że go ukradłeś”.
„Przepraszam” – mówię ze skruchą. Potem dociera do mnie reszta jego słów i wybucham śmiechem. „Czekaj, czy właśnie groziłeś mi wezwaniem policji? Bo chciałbym to
zobaczyć.
Prezenty są bardzo przydatne dla oszustów. Prezenty wywołują poczucie długu, swędzący niepokój, którego obdarowany pragnie się pozbyć, spłacając go. Tak chętny, że ludzie często przepłacają, byle tylko się od tego uwolnić. Jedna spontanicznie wręczona filiżanka kawy może sprawić, że człowiek poczuje się zobowiązany do wysłuchiwania wykładu o religii, która go nie obchodzi. Dar w postaci małego, zwiędłego kwiatka może sprawić, że obdarowany przekaże darowiznę na cele charytatywne, których nie lubi. Prezenty są tak ciężkie, że nawet wyrzucenie ich nie zmazuje długu. Nawet jeśli nienawidzisz kawy, nawet jeśli nie chciałeś tego kwiatka, kiedy go weźmiesz, chcesz coś dać w zamian. Przede wszystkim chcesz uwolnić się od obowiązku.
Dlaczego ktokolwiek chce kogoś innego? […] Nie kochamy, bo ludzie na to zasługują – ani ja nie chciałabym być kochana, bo byłam najbardziej zasługującą z jakiejś listy kandydatów. Chcę być kochana za to, co najgorsze, jak i za to, co najlepsze. Chcę, żeby mi wybaczono moje wady.
Dawno temu zostawiłam szaleństwo za sobą. Świat jest taki, jaki jest. Mogę naprawić tylko swój mały kawałek.
Myślą, że nic nie czujesz, bo zapomnieli, jak to się robi. Jesteś bardzo, bardzo niebezpieczna, rozumiem to, i masz skłonność do teatralnych rozmyślań, ale nie pozwól sobie tego pomylić z czymś Rodzaj wewnętrznego zepsucia. Widzą w tobie siebie i są zaślepieni.
Rzuciłeś klątwę na tamtą dziewczynę” – mówię mu. „Natychmiast ją napraw”.
„Podziwiała moje uszy” – mówi chłopak. „Dawałem jej tylko to, czego pragnęła. Upominek na imprezę”.
„Właśnie to powiem, jak cię wypatroszę i użyję twoich wnętrzności jako serpentyn” – mówię mu. „Dawałam mu tylko to, czego chciał. Przecież gdyby nie chciał zostać wypatroszony, spełniłby moją bardzo rozsądną prośbę.
Przypominasz mi, że jestem zwykłym śmiertelnikiem, a ty księciem Krainy Czarów. Cóż, pozwól, że ci przypomnę, że to oznacza, że masz wiele do stracenia, a ja nic.
Mogę wejść do czyjegoś domu, pocałować jego żonę, usiąść przy stole i zjeść obiad. Mogę podnieść paszport na lotnisku i po dwudziestu minutach będzie się wydawał mój. Mogę być kosem wpatrującym się w okno. Mogę być kotem skradającym się po gzymsie. Mogę iść, gdziekolwiek zechcę i robić najgorsze rzeczy, jakie sobie wyobrazę, bez niczego. Połącz mnie z tymi zbrodniami. Dziś wyglądam jak ja, ale jutro mogłabym wyglądać jak ty. Mogłabym być tobą.
Powiedziałeś, że myślałeś, że królowa Orlagh czeka na okazję, by wypowiedzieć wojnę. Zamiast tego myślę, że próbuje nowego władcy – takiego, którego ma nadzieję oszukać lub zastąpić innym niezależnym. „Byłem jej bliski. Uważa mnie za młodego i nieodpowiedzialnego i chce mnie oceniać”.
„I co z tego?” pytam. „Nasz wybór: znosić jej gierki, bez względu na to, jak śmiercionośne, czy zaangażować się w wojnę, której nie możemy wygrać?”
Cardan kręci głową i wypija kolejną filiżankę herbaty. „Pokażemy jej, że nie jestem nieodpowiedzialnym Najwyższym Królem”.
„A jak to zrobimy?” pytam.
„Z wielkim trudem” – odpowiada. „Ponieważ obawiam się, że ma rację”.
Nie mogę uwierzyć, że to powiedział, a potem po prostu wyszedł, zostawiając mnie w szoku. Zamierzam go udusić.
Myślenie o niej boli, ale nie mogę przestać. Powinno boleć.
W końcu piekło ma być gorące.
Lepiej, żeby nigdy nie wyszła za mąż, niż skończyła jako wdowa
Magia rzadko jest na tyle wygodna, żeby dostosować się do naszych upodobań.
Nienawidzę cię, bo twój ojciec cię kocha, mimo że jesteś ludzkim bachorem urodzonym przez jego niewierną żonę, podczas gdy mój nigdy się mną nie przejmował, mimo że jestem księciem Krainy Czarów. Nienawidzę cię, bo Locke wykorzystał ciebie i twoją siostrę, żeby doprowadzić Nicasię do płaczu po tym, jak mi ją ukradł. Poza tym, po turnieju Balekin nigdy nie omieszkał rzucić mi cię w twarz jako śmiertelniczki, która mogła mnie pokonać.
Trzy siostry to dziwna konfiguracja. Zawsze jest jedna na zewnątrz.
Jesteśmy w dużej mierze tą osobą, jaką się pamiętamy.
Wpatruje się we mnie bez wyrazu. „Oskarżasz mnie o to, że nie dbam o twoją siostrę?” pyta.
„Gdybym naprawdę wierzył, że nie dbasz o Taryn, nie rozmawialibyśmy o tym”.
Westchnął głęboko. „Bo mnie zamordujesz?”
„Jeśli igrasz z Taryn, Madoc cię zamorduje; ja nawet nie będę miał okazji”.
Chowam nóż i kieruję się do drzwi.
„Twoja absurdalna rodzina może być zaskoczona, że nie wszystko rozwiązuje się morderstwem” – woła za mną Locke.
„Bylibyśmy zaskoczeni, gdyby się okazało” – odpowiadam.
Ktoś mógłby przejrzeć bałagan w naszym domu i spojrzeć na niego tak, jak patrzy się na słoje na drzewie albo warstwy osadu. Znalazłby czarno-białe sierści psa, którego mieliśmy, gdy miałam sześć lat, sprane dżinsy, które kiedyś nosiła moja matka, siedem przesiąkniętych krwią poszewek na poduszki z czasów, gdy obdarłam sobie kolano. Wszystkie nasze rodzinne sekrety leżą w niekończących się stosach.
Aha, i weź plastikową torbę stojącą przy mojej walizce.”
Wypijam resztkę kawy i wstaję. W torbie są rajstopy. Kładę je na jej biurku.
„Są dla ciebie.”
„Chcesz, żebym wyglądała na bezdomną, zdesperowaną, ale też trochę bajecznie?
Chce, żebym załatwiła Pattona.
Brwi Barrona się zbiegają. „Na wynos? Jak w przemienić go?”
„Nie” – mówię. „Jak w na wynos na kolację. Myśli, że bylibyśmy dobrą parą.”
Inna dziewczyna mogłaby zamarznąć, ale ja jestem zimna do końca.
Po prostu człowiek tak wariuje, będąc sam. Czasami zapominał o mojej wodzie albo jedzeniu, a ja płakałam i płakałam i płakałam.” Przerywa i patrzy przez okno. Próbowałam opowiadać sobie historie, żeby zabić czas. Bajki. Fragmenty książek. Ale się zużyły.
Kłam, aż sam w to uwierzysz – to prawdziwy sekret kłamstwa
Czasami czułam, że czekam na początek mojego życia i bardziej niż czegokolwiek innego, w tym momencie chciałam wymusić jakiś początek. Chciałam, żeby było inaczej niż zwykle. Chciałam nagiąć rzeczywistość.
Może i nie umrzemy ze starości, ale z wiekiem stajemy się zmęczeni.
Każdy, kto ofiarowuje swoje serce na srebrnej tacy, zasługuje na to, co dostaje.
Nie dotykaj jej. Zapada straszna cisza. Czekam, aż wyda na mnie wyrok. Cokolwiek rozkaże, zostanie wykonane. Jego moc To jest absolutne. Nie mam nawet siły, żeby się bronić.
Co masz na myśli? – pyta Randalin. Ona jest –
Jest moją żoną – mówi Cardan.
Nienawidzę tego, że wszyscy nazywają to dorastaniem, ale wydaje się, że to znaczy umierać.
Ciążymy się pod tyloma złudzeniami na swój temat, aż zostaniemy obnażeni. Będąc zarażeni, będąc wampirem, to zawsze ty. Może to bardziej ty niż kiedykolwiek wcześniej. Ty, destylowana. Ty, ugotowana jak sos. Ale to ty, taka, jaką zawsze byłaś, głęboko w środku.
Nie rozumiem, dlaczego mu się podobam, ale ekscytujące jest być lubianym.
Wzajemnie gwarantowana zagłada.
Wychodząc do samochodu, Philip odwraca się do mnie.
„Jak mogłaś być taka głupia?”
Wzruszam ramionami, mimowolnie urażona.
„Myślałam, że z tego wyrosłam”.
Filip wyciąga kluczyk i naciska przycisk, żeby odblokować swój powóz. Wślizguję się na miejsce pasażera, strzepując kubki z kawą z siedzenia na matę podłogową, gdzie zmięte szmatki wchłonęły rozlany płyn.
„Mam nadzieję, że masz na myśli lunatykowanie” – mówi Filip – „skoro najwyraźniej nie wyrosłaś z głupoty”.
Przez chwilę — mówi — zastanawiałem się, czy to nie ty strzelasz do mnie bełtami. Robię do niego minę. „A co cię skłoniło do stwierdzenia, że nie?” Uśmiecha się do mnie. „Chybili.
Kim mogłabym się stać, gdybym przestała martwić się śmiercią, bólem, czymkolwiek? Gdybym przestała próbować przynależeć?
Cassel, Cassel, niebieskooka. Pocałowała chłopców i doprowadziła ich do płaczu.
Wszyscy umieramy, Cassel. Tylko niektórzy z nas umierają szybciej niż inni.
Przychodzi mi do głowy, że jeśli go zabiję, w końcu przestanę o nim myśleć. Jeśli go zabiję, nie będę musiała się już tak czuć.
Gdyby wiedziała, że zginie z jego rąk, przebrałaby się.
Baśnie mają morał: Trzymaj się ścieżki. Nie ufaj wilkom. Nie kradnij rzeczy, nawet takich, które twoim zdaniem nie obchodzą normalnego człowieka. Dziel się swoim jedzeniem, ale nie ufaj ludziom, którzy chcą się z tobą podzielić swoim; nie jedz ich błyszczących czerwonych jabłek, ich domków z cukierków ani niczego takiego. Bądź miły, zawsze miły i uprzejmy dla wszystkich: królów i żebraków, czarownic i rannych niedźwiedzi. Nie łam obietnic.
Myślałam, że jesteś jej rycerzem, ale stałeś się tylko jej drwalem – zabierającym małe dziewczynki do lasu, by wyrwać im serca.
Widział teraz, jak starali się być wobec siebie ostrożni, bojąc się uderzyć w te wrażliwe miejsca, gdzie mogliby się zranić niemal bez wysiłku. Ale oszczędzenie drugiej osoby to trudna sprawa. Łatwo myśleć, że się odnosi sukces, kiedy ponosi się spektakularną porażkę.
Chciałam być zakochana jak w baśniach, piosenkach i balladach. Miłość, która uderza jak piorun. I przepraszam, bo tak, rozumiem, że uważasz mnie za śmieszną. Rozumiem, że uważasz mnie za zabawną. Wiem, rozumiem, że ze mnie kpisz. Rozumiem, jaka jestem głupia, ale przynajmniej wiem.
„Dolewki są darmowe” – mówi kelnerka, marszcząc brwi, jakby miała nadzieję, że nie jesteśmy ludźmi, którzy proszą o niekończące się dolewki. Jestem już prawie pewna, że właśnie tacy jesteśmy.
„Nie jesteś taki, jakim wszyscy cię nazywają” – powiedziała Kaye, patrząc na niego tak ostro, że nie mógł spojrzeć jej w oczy. „Wiem, że nie jesteś”.
„Nic o mnie nie wiesz” – powiedział. Chciał ją ukarać za zaufanie, które widział na jej twarzy, zedrzeć je z niej teraz, by oszczędzić sobie widoku jej, gdy to zaufanie zostanie zdradzone.
Chciał jej powiedzieć, że uważa ją za niemożliwie pociągającą, przynajmniej na wpół zaczarowaną, z posiniaczonym i podrapanym ciałem, zupełnie nieświadomą, że nie dożyje świtu. Zastanawiał się, co by powiedziała w obliczu tego.
Ale myślę o Cardanie leżącym obok mnie na podłodze królewskich komnat.
Myślę o jego rtęciowym uśmiechu.
Myślę o tym, jak bardzo by nienawidził być w takiej pułapce. Jak niesprawiedliwe byłoby z mojej strony, gdybym go tak trzymała i nazywała to miłością.
Tęskniłam za tobą” – szepczę mu do ucha i czuję zawroty głowy od intymności tego wyznania, czuję się bardziej naga niż wtedy, gdy widział każdy centymetr mojego ciała. „W świecie śmiertelników, kiedy myślałam, że jesteś moim wrogiem, wciąż za tobą tęskniłam”.
„Mój słodki wrogu, jakże się cieszę, że wróciłaś”. Przyciąga moje ciało do siebie, tuląc moją głowę do swojej piersi. Nadal leżymy na podłodze, choć tuż obok nas znajduje się idealnie wygodne łóżko.
Będzie bolało. Ból sprawia, że jest silny.
Kiedy w jednym miejscu skupia się cała moc, jest mnóstwo argumentów do walki. Jeśli Dwór nie jest zajęty piciem trucizny, to pije żółć.
Problem z telefonami komórkowymi polega na tym, że nie da się ich wcisnąć do kołyski po odłożeniu słuchawki. Jedynym wyjściem jest rzucenie nimi, a jeśli to zrobisz, po prostu potoczą się po podłodze i rozbiją obudowę. To nie daje w ogóle satysfakcji.
Zamykam oczy i schylam się, żeby pozbierać kawałki.
Korony z kwiatów na naszych głowach, strzelanie z łuków i strzał w niebo. Jedzenie kandyzowanych fiołków i zasypianie z głowami na polanach. Byliśmy dziećmi. Dzieci mogą śmiać się cały dzień i płakać w nocy.
Jesteś najlepszym rodzajem zabójcy, Cassel Sharpe, takim, który nigdy nie ma krwi na rękach. Takim, który nigdy nie musi się mdlić na widok tego, co zrobił, ani za bardzo tego lubić.
Bądź śmiały, bądź śmiały, ale nie za śmiały, żeby krew w twoich sercach nie zmarzła.
Pod koniec życia przestępcy zawsze jest mały błąd, zbieg okoliczności, szelest. Ten moment, kiedy za bardzo się zadomowiliśmy, ten moment, kiedy się potknęliśmy, ten moment, kiedy ktoś celował trochę w lewo.
Słyszałam wojenne opowieści dziadka tysiąc razy. Jak w końcu dorwali Mo. Jak Mandy prawie uciekła. Jak Charlie upadł.
Od narodzin do grobu wiemy, że pewnego dnia to my. Naszą tragedią jest to, że zapominamy, że najpierw może to być ktoś inny.
Właśnie w tym niefortunnym momencie jeden z rycerzy mnie zatrzymuje.
„Ty. Śmiertelniczko w masce” – mówi. „Cuchniesz krwią”.
Odwracam się. Sfrustrowana i zdesperowana, wyrzucam z siebie pierwszą rzecz, jaka przychodzi mi do głowy. „Cóż, jestem śmiertelniczką. I dziewczyną, proszę pana. Krwawimy co miesiąc, niczym księżycowe fale.
Nasze obietnice nie mają znaczenia. Nikt nie oczekuje od nas honoru. Wszyscy wiedzą, że kłamiemy.
Greg wstaje, ocierając usta. Widziałem proces twojej matki w gazecie, Sharpe. Wiem, że jesteś taka jak ona.
Skoro mamy być włamywaczami, to sprawdzę, co ukraść z lodówki”.
Próbujemy znaleźć dowody na to, że to ona jest trucicielką. Tylko myśl, zanim zaczniesz wkładać sobie do ust różne rzeczy.” Ruth wzruszyła ramionami i przeszła obok Val.
Spodziewam się, że powie Kłamczucha. Uśmiecha się do mnie przebiegle, skrywając mnóstwo sekretów. „Co jeszcze? Królowa.
„Zakujcie ją w łańcuchy”, mówi Randalin. Czuję dłoń strażnika na moim ramieniu. Potem rozlega się głos Cardana. „Nie dotykaj jej. To moja żona”, mówi Cardan, a jego głos niesie się ponad tłumem. Prawowita Najwyższa Królowa Elfów. I zdecydowanie nie na wygnaniu.
Cardan też stoi. „Każdy chyba znajduje w opowieściach inną naukę, ale oto jedna. Posiadanie serca jest okropne, ale i tak go potrzebujesz.
Cassel nigdy nie płakała. Została wykuta z żelaza; nigdy się nie złamała.
W kim się zakochałaś? — pytam.
„No cóż, byłaś ty” — mówi książę. „Kiedy byliśmy dziećmi”.
„Ja?” Pytam z niedowierzaniem.
„Nie wiedziałeś?” Wydaje się być rozbawiony w obliczu mojego zdumienia. „O tak. Chociaż byłeś ode mnie o rok starszy i to było beznadziejne, absolutnie za tobą tęskniłem. Kiedy nie było cię na Dworze, przez miesiąc odmawiałem sobie jedzenia poza herbatą i tostami”.
Nie mogę powstrzymać się od prychnięcia na samą absurdalność jego stwierdzenia.
Kładzie mi rękę na sercu. „Ach, a teraz się śmiejesz. Moim przekleństwem jest uwielbienie okrutnych kobiet”.
Ach! Tajemnicza dama! Mój ulubiony typ.
Może to On jest głupcem, który złapał wilka i pomyślał, że jeśli ubierze go w szatę i przemówi do niego, jakby był dziewczyną, to się nią stanie.
Ale nie mogę udawać, że nie podoba mi się dźwięk jego krzyku.
Zamiast tego, przypomniało jej to tylko, że czasami nie ma dobrych wyborów.
Nagle zrozumiała, dlaczego pozwoliła mu się pocałować w barze, dlaczego w ogóle go pragnęła.
Chciała go kontrolować.
Był jak każdy arogancki chłopak, który źle traktował jej matkę. Był jak każdy chłopak, który mówił jej, że jest zbyt dziwaczna, który się z niej śmiał albo po prostu chciał, żeby się zamknęła i się całowała. Był tysiąc razy mniej prawdziwy niż Roiben.
Niczym iluzjonista, oszust kieruje podejrzenia w złym kierunku. Podczas gdy wszyscy patrzą, jak wyciąga królika z kapelusza, on w rzeczywistości przecina dziewczynę na pół. Myślisz, że robi jedną sztuczkę, a tak naprawdę robi inną.
Myślisz, że umieram, ale ja się z ciebie śmieję.
Nie jestem dobra w posiadaniu przyjaciół. To znaczy, potrafię być użyteczna dla ludzi. Potrafię się wpasować. Jestem zapraszana na imprezy i mogę siedzieć przy dowolnym stoliku w stołówce.
Ale tak naprawdę ufanie komuś, kto nie ma nic do zyskania ode mnie, po prostu nie ma sensu.
Wszystkie przyjaźnie to negocjacje władzy.
Nikt nigdy tak naprawdę nie widzi mnie taką, jaka jestem, pod spodem. Ale ona tak. Ona tak.
To, język oszustwa, oboje rozumiemy. Urodziliśmy się z nim, tak jak z klątwami.
Nie wiem — powiedział Call. Zaczynał się martwić, że nie ma dobrych facetów. Tylko ludzie z dłuższymi lub krótszymi listami Złego Władcy.
Dama czy Tygrysica,
Moja pani, tygrysica,
Chcę, żeby wrócił, żeby stał obok mnie, żeby śmiał się z tego wszystkiego. Zadowoliłabym się nawet jego najgorszym ja, jego najokrutniejszym oszustem, gdyby tylko mógł tu być.
Odwracam się od niego i idę szybko i bez celu przez ogród. Biegnie za mną, chwytając mnie za ramię. Szarpię się i uderzam go. To piekący cios, rozmazujący złoto na jego kości policzkowej i sprawiający, że skóra czerwienieje. Wpatrujemy się w siebie przez długą chwilę, ciężko oddychając. Jego oczy błyszczą czymś zupełnie innym niż gniew. Jestem w tym wszystkim. Tonę. „Nie chciałem cię skrzywdzić”. Chwyta mnie za rękę, prawdopodobnie po to, żeby powstrzymać mnie przed ponownym uderzeniem. Nasze palce splatają się. „Nie, nie o to chodzi, nie do końca. Nie myślałem, że mogę cię skrzywdzić. I nigdy nie myślałem, że będziesz się mnie bać”. „A podobało ci się?” – pytam. Odwraca ode mnie wzrok i mam odpowiedź. Może nie chce przyznać się do tego impulsu, ale go ma. „Cóż, zostałem zraniony i tak, przerażasz mnie”. Nawet gdy mówię, pragnę cofnąć słowa. Może to wyczerpanie albo otarcie się o śmierć, ale prawda wypływa ze mnie z niszczycielską siłą. „Zawsze mnie przerażałeś. Dałeś mi wszelkie powody, by bać się twojej kaprysu i okrucieństwa. Bałem się ciebie, nawet gdy byłeś przywiązany do krzesła na dziedzińcu cieni. Bałem się ciebie, gdy trzymałem nóż przy twoim gardle. I teraz się ciebie boję”. Cardan wygląda na bardziej zaskoczonego niż wtedy, gdy go uderzyłem. Zawsze był symbolem wszystkiego, co dotyczyło Elfhame, czego nie mogłem mieć, wszystkiego, co nigdy by mnie nie chciało. A powiedzenie mu tego jest trochę jak zrzucenie z siebie ciężaru, z tą różnicą, że ten ciężar ma być moją zbroją, a bez niej obawiam się, że zostanę całkowicie odsłonięty. Ale i tak gadam dalej, jakbym straciła kontrolę nad językiem. „Gardziłaś mną. Kiedy powiedziałaś, że mnie pragniesz, poczułam się, jakby świat stanął na głowie”.
Myślałam, że powinnam być dobra i przestrzegać zasad” – mówię. „Ale skończyłam z byciem słabą. Skończyłam z byciem dobrą. Chyba będę kimś innym”.
Zatwardź swoje serce.
Tak, Cardan zdecydowanie powinien ci bardziej ufać. Wyglądasz na naprawdę godnego zaufania.
Nawet brak odpowiedzi na moje wiadomości jest śmieszny i poniżej twojej godności, i nienawidzę tego.
To, że jestem rozgoryczona romansami, nie oznacza, że wszyscy inni muszą być.
Tak, mój słodki złoczyńco, mój drogi Boże. Będę trzeźwa jak kamienna rzeźba, tak szybko, jak to możliwe. I po tym całuje mnie w usta.
Koncentruję się na tym, co powiem Vivi, zamiast myśleć o Cardanie. Nie chcę rozważać, co się między nami wydarzyło. Nie chcę myśleć o tym, jak poruszały się jego mięśnie, jak czuła się jego skóra, o cichych, sapniętych dźwiękach, które wydawał, ani o tym, jak jego usta musnęły moje.
Zdecydowanie nie chcę myśleć o tym, jak mocno musiałam zagryźć wargę, żeby milczeć. Ani o tym, jak oczywiste było, że nigdy nie zrobiłam niczego z tego, co zrobiliśmy, a tym bardziej z tego, czego nie zrobiliśmy.
Chcesz, żebym coś powiedziała? Dobrze. Czasami myślę, że jestem tym, kim mnie uczyniłeś. A czasami w ogóle nie wiem, kim jestem. I tak czy inaczej, nie jestem szczęśliwy.
Staram się nie zwracać zbytniej uwagi na jego długie palce wodzące po papierze, na mdły dreszcz, który czuję, gdy na mnie patrzy.
Na dole ścieżki wydeptanej w lesie, obok strumienia i wydrążonego pnia pełnego stonogów i termitów, stała szklana trumna. Leżała prosto na ziemi, a w niej spał chłopiec z rogami na głowie i uszami ostrymi jak noże.
Zastanawiał się, czy dorastanie uczy, że większość opowieści okazuje się kłamstwem.
Ale Dwory nie są miejscami, w których powinni przebywać ludzie, zwłaszcza Dwór Niewidzialnego. Większość wróżek nawet tam nie pójdzie.
„Musimy iść – musimy zdobyć serce Ravusa. Umrze, jeśli tego nie zrobimy”.
„Co zrobimy? Pójdziemy tam i o nie poprosimy?”
„Mniej więcej.
Namawiam cię: Przyjdź i złość się z bliższej odległości.
Będzie mi potrzebna moja słodka gadka do drzwi.
„Zaczyna do ciebie docierać” – powiedział Corny. „Mogę na ciebie prawie patrzeć, nie mając ochoty walić głową w ścianę.
Nie da się zjeść kawałka pierożka i odłożyć go z powrotem” – upiera się Oak. „To obrzydliwe”.
Cardan uważa, że złoczyńcy przybierają wiele form i jest w nich dobry.
Jesteś jak ten lampart, który udaje domowego kota.
Będę cię chronić przed Śmiercią, bo się jej nie boję.
Gavriel zamknął oczy, a czarne jak sadza rzęsy musnęły jego policzek. „Zostanę z tobą”.
„Co? Nie” – powiedziała automatycznie. „Nie!” To szaleństwo.”
„Jestem szalony” – przypomniał jej.
Jestem otchłanią, która nigdy się nie wypełni. Jestem głodem. Jestem potrzebą. Nie mogę być nasycona. Jeśli spróbujesz, pochłonę cię. Wezmę cię całego i będę chciała więcej. Wykorzystam cię. Wyssę cię, aż zostanie z ciebie tylko skorupa.
A jeśli trochę boli, że podziwia mnie przede wszystkim za moją bezwzględność, cóż, chyba powinno pocieszać, że w ogóle mnie podziwia.
Są ludzie, którzy coś robią, i ludzie, którzy nigdy tego nie robią – którzy mówią, że kiedyś to zrobią, ale po prostu… Nie. Chcę wyruszyć na wyprawę. Zawsze chciałam wyruszyć na wyprawę. A teraz, kiedy już ją mam, nie wycofam się. Nie wrócę do domu, dopóki jej nie ukończę.
„Mała myszko” – powiedział głos przez dziurkę od klucza. „Czy nie wiesz, że im bardziej się wiercisz, tym większa jest radość kota?
Nie możesz snuć planów, które w efekcie doprowadzą do twojej śmierci. W końcu któryś z nich zadziała.
Zasady są inne dla poetów.
No dalej. Obrażaj mnie. Jego Brwi unoszą się w górę. „Nie przyjmuję rozkazów od śmiertelników” – mówi ze swoim zwyczajowym, okrutnym uśmiechem.
Brak przeszłości czyni cię inną osobą. Niszczy to, kim jesteś, aż to, co zostaje, to tylko konstrukcja, sztuczka.
Słyszałam, że masz jakieś problemy ze swoją dziewczyną” – mówi dyrektorka Northcutt.
„Nie” – odpowiadam. „Wcale nie”. Audrey zerwała ze mną po feriach zimowych, wyczerpana moimi humorami. Nie da się mieć problemów z dziewczyną, która już nie jest moja.
Chcę wygrać. Nie pragnę być im równa. W głębi serca pragnę ich pokonać.
Musiał być przystojny za życia i nadal jest przystojny, choć jego bladość i świadomość tego, kim był, czyniły go potwornym. Jego usta były miękkie, kości policzkowe ostre jak ostrza, a Jego szczęka wygięła się, nadając mu osobliwy urok. Jego czarne włosy przypominały szalony las brudnych loków.
Więc, co sądzisz o Dworze Artusa?
Na jego twarzy pojawił się powolny, łobuzerski uśmiech. „Och, Kaye” – wyszeptał. „Było cudownie. Było idealnie”.
Zmrużyła oczy. „Żartowałam. Zabijali różne rzeczy, Corny. Dla zabawy. Takie jak my”.
Wydawał się jej nie słyszeć, jego wzrok utkwiony był w jasnym oknie. „Był taki rycerz, nie twój. On…” Corny zadrżał i zdawał się nagle zmieniać temat zdania. „Miał płaszcz cały podszyty kolcami”.
„Widziałam, jak rozmawiał z Królową” – powiedziała Kaye.
Corny zrzucił z siebie kurtkę. Na ramionach miał długie zadrapania.
„Co ci się stało?”
Uśmiech Corny’ego poszerzył się, ale jego wzrok był utkwiony w jakimś wspomnieniu. Przeniósł go z powrotem na nią. „No cóż, najwyraźniej wlazłem pod płaszcz”.
Pryknęła. „Co za eufemizm.
Carney jest jak cmentarz, gdzie każdy ma już swoje działki i zbudował na nich domy.
Nie wiedziała, jak bardzo liczyła na to, że on nadal ją kocha, dopóki nie poczuła, jak bardzo bolało ją uświadomienie sobie, że tak nie jest.
Chłopaki nigdy nie wierzą, że mogę ich pokonać, powiedziała mi wtedy. Ale zawsze wygrywam.
Niektórzy mogą uważać go za mocny trunek, palący w gardle, ale mimo wszystko orzeźwiający. Możesz mieć inne zdanie. Żegnajcie. Kiedy błagasz, on wcale się tym nie przejmuje.
Była moją największą miłością dzieciństwa. Była tragedią, która sprawiła, że zajrzałem w głąb siebie i zobaczyłem swoje zepsute serce. Była moim grzechem i moim zbawieniem, powróciła z grobu, by zmienić mnie na zawsze. Ponownie. Wtedy, kiedy usiadła na moim łóżku i powiedziała, że mnie kocha, pragnąłem jej tak bardzo, jak nigdy dotąd.
Jesteś młody, ale ambitny w sposób, w jaki być może tylko młodzi potrafią być.
Świetnie. Uważaj. Jestem uważaj. Kolejna rzecz do umieszczenia w moich podaniach na studia. Co mam zrobić, jeśli kogoś zobaczę?
Val obejrzał się. „Właściwie nie jestem pewna.
Myślę o Madocu drzemiącym na górze, o wszystkich jego snach o morderstwie. Myślę o Orianie i Oaku, którzy zostali rozdzieleni na lata. Myślę o Cardanie i o tym, jak mnie znienawidzi. Myślę o tym, co to znaczy być czarnym charakterem w tym utworze. „Przez następną minutę rozkazuję ci się nie ruszać” – odpowiadam szeptem.
To słodkie. Tyle kłopotów dla kotka.
Wiem, jak być świadkiem jej żalu. Nie wiem, jak być takim czarnym charakterem.
Wczoraj, kiedy w kółko omawialiśmy plan, nie pomyślałam o tym, że Dziadek się pojawi. Bo jestem idiotką, generalnie – idiotką z kiepskimi umiejętnościami planowania. Oczywiście, że tu jest. Gdzie indziej miałby być?
Serio, co jeszcze mogłoby pójść nie tak?
Zrobiłam to, żeby dostać to, czego chcę. Może powinnam tego żałować, ale nie mogę. Czasami robisz coś złego i masz nadzieję za dobry wynik.
Pragnę cię i nienawidzę chcieć rzeczy, a szczególnie nienawidzę przyznawać się, że ich pragnę.
I nieważne, jak bardzo tego pragniesz, nie sprawisz, że księżyc zajdzie ani wzejdzie szybciej.
Przysięgam na Boga, że znowu cię spryskam,
Niektóre zepsute rzeczy pozostają zepsute
Jesteś niczym. Ledwo istniejesz. Twoim jedynym celem jest stworzenie większej liczby jętek, zanim umrzesz.
Mylił się co do mnie. Sprawię, że moje życie jętki będzie miało znaczenie.
Nie będę się go bała ani nagany księcia. Jeśli nie mogę być od nich lepsza, stanę się o wiele gorsza.
Boli mnie głowa. Chciałabym, żeby te miętówki były aspiryną.
Zastanawiam się nad śmiercią, ja, która mogę jej nigdy nie poznać. Wygląda bardzo jak ekstaza, sposób, w jaki otwierają paszcze, gdy toną, sposób, w jaki ich palce wbijają się w skórę. Ich oczy są szeroko otwarte i przestraszone, a one grzebią w twoich dłoniach, jakby z nadmiarem namiętności.
W tym tkwi problem z pokusą. Jest cholernie kusząca.
Wciąż czuję ciepły nacisk jego palców na mojej skórze. Coś jest ze mną naprawdę nie tak, chcieć tego, czego nienawidzę, chcieć kogoś, kto mną gardzi, nawet jeśli on też mnie pragnie. Jedyne, co mnie pociesza, to to, że on nie wie, co czuję.
Jestem wystarczająco dobrą złodziejką, żeby ukraść cień z wieży” – powiedziała mu. „Mogę odzyskać twoje serce.
Jesteś beznadziejny w tym całym „powiedz mi, co chcę wiedzieć”. Moja ręka wędruje do kuszy, ale jej nie podnoszę.
Wzdycha. „Po prostu mnie o coś zapytaj. Zapytaj o mój ogon. Nie chcesz go zobaczyć?” Unosi brwi.
Fale miotały się na brzeg, wciągając żwir i piasek między pazury, gdy powoli były wyciągane z powrotem do morza.
Jest coś łatwego w pomyśle, że wampiryzm to jakaś choroba – wtedy nie mogą nic na to poradzić, jeśli nas atakują, że popełniają morderstwa i okrucieństwa, że potrafią kontrolować siebie tylko czasami. Są chorzy; to nie ich wina. I jest coś jeszcze łatwiejszego w pomyśle o inwazji demonów, czegoś, co zmusza naszych bliskich do robienia wszelkiego rodzaju okropnych rzeczy. Nadal nie ich wina, tylko teraz możemy ich zniszczyć. Ale trzeci Opcja, możliwość, że w nas kryje się coś potwornego, co może zostać uwolnione, jest najbardziej niepokojąca ze wszystkich. Może to tylko my, my z szalejącym głodem, my z kilkoma przypadkowymi morderstwami na koncie. Ludzkość, z zdjętymi kółkami bocznymi, pędząca po stromym zboczu. Ludzkość, uwolniona od ograniczeń konsekwencji i obdarzona mocą. Ludzkość, oderwana od wszystkiego, co ludzkie.
Czasami kłamstwo to prawdziwa przyjemność.
Tęsknię za magią, tęsknię za magią. Może nawet tęsknię za strachem. Czuję się, jakbym przesypiała dni, niespokojna, nigdy w pełni nie przebudzona.
Nie ma dla niej nic poza tymi „Bramy” – powiedział Gavriel. „Myślisz, że zabierzesz ją ze sobą jak talizman, żeby przypominała ci o twoim człowieczeństwie? A może myślisz, że podzielenie się swoim potępieniem złagodzi jego ciężar?
Czuję się, jakby cały świat stanął na głowie. Nie ma już żadnych zasad.
Hej – mówię do Sama – bo skoro świat oszalał, to chyba mogę robić, co chcę. „Wiesz co? Jestem robotnicą”.
Czasami absurdalna jest myśl, że ona go kocha. On jest wdzięczny, oczywiście, ale wydaje się, że to po prostu kolejna z absurdalnych, absurdalnych i niebezpiecznych rzeczy, które robi. Chce walczyć z potworami i chce, żeby był jej kochankiem, tym samym chłopakiem, którego fantazjowała o zamordowaniu. Nie lubi niczego łatwego, bezpiecznego ani pewnego.
Ale zamierzam cię zabrać w jej szwy, i nie sądzę, żebyś chciała to oglądać.¨ „Och, nie wiem”, mówię. „Może chciałby usłyszeć mój krzyk”.¨ „Chciałabym”, mówi Cardan, wstając. „I może kiedyś tak zrobię”. Wychodząc, jego dłoń dotyka moich włosów. Lekki dotyk, ledwo wyczuwalny, a potem znikający.
Są stworzeniami zmierzchu, istotami świtu i zmierzchu, stojącymi między jedną rzeczą a drugą, nie do końca i prawie, pogranicza i cienia.
Wybierz przyszłość, rozkazał mu Balekin, kiedy po raz pierwszy przyprowadził Cardana do Hollow Hall. Ale nikt nie wybiera przyszłości. Wybierasz ścieżkę, nie będąc pewnym, dokąd prowadzi. Wybierz jedną drogę, a potwór rozszarpie twoje ciało. Wybierz inną, a twoje serce zamieni się w kamień, ogień lub szkło.
Żegnaj, Ojcze – powiedziała. Opadł na krzesło, krztusząc się. Zaśmiała się, nie z rozbawieniem ani nawet kpiną, lecz z czymś bliższym szlochowi. „Stworzyłeś mnie tak ostrą, że nawet siebie skaleczyłam.
Co oni robią?” pytam.
Śmieje się. „Są piękni – czy to nie wystarczy?”
Zamyka oczy. Kiedy je otwiera, puszcza moją dłoń i odwraca się, tak że nie widzę jego twarzy. „Rozumiem, dlaczego pomyślałaś to, co zrobiłaś. Chyba nie jestem osobą, której łatwo zaufać. I może nie powinnam być godna zaufania, ale pozwól, że powiem: ufam ci”.
Odwróciła się do mnie z przechyloną głową, a na jej twarzy malowało się czyste zmieszanie. Jakbym nie miała powodu bać się złamanego serca. Nie miała pojęcia, jak niebezpieczne może być złamane serce. Ale ty wiesz. Wiesz.
Myślałam, że musisz być bardziej twarda. Ale myślałam, że chronienie kogoś poprzez ranienie go, zanim ktoś inny będzie miał szansę, nie jest rodzajem ochrony, jakiej ktokolwiek pragnie.
„Czasami” – mówi Sam – „nie wiem, kiedy kłamiesz”.
„Nigdy nie kłamię” – kłamię.
Ludzie są krusi. Umierają z powodu błędów, przedawkowania, choroby. Ale najczęściej umierają z powodu Śmierci.
„Nienawidzę cię” – szepczę, zanim zdąży przemówić.
Przechyla moją twarz ku swojej.
„Powiedz to jeszcze raz” – mówi, gdy chochliki czeszą mi włosy i nakładają na głowę tę okropną, śmierdzącą koronę. Jego głos jest cichy. Te słowa są przeznaczone tylko dla mnie.
Wyrywam się z jego uścisku, ale nie wcześniej, niż zobaczę jego minę. Wygląda tak samo, jak wtedy, gdy był zmuszony odpowiedzieć na moje pytania, gdy przyznał się do pożądania. Wygląda, jakby się do mnie przyznawał.
Kiedy się odwracamy, czy coś w nas zostaje wepchnięte, czy raczej coś w nas zostaje uwolnione?
Na początku wydawało mi się, że walka przyniesie mi tylko więcej bólu. To była lekcja, której chcieli mnie nauczyć, ale wkrótce zdałam sobie sprawę, że i tak zostanę zraniona. Lepiej skrzywdzić kogoś innego, kiedy mam okazję. Lepiej sprawić, żeby się wahał, wiedząc, że będzie go to kosztować.
Jego pieśń zaczęła się zmieniać. Stała się łagodniejsza, słodsza, jak poranek po długim płaczu, kiedy głowa wciąż bolała, ale serce już nie było złamane.
Jestem najlepszym złodziejem, takim, który zostawia po sobie przedmioty o wartości równej tym, które ukradł.
Gdy się nachylił, zdał sobie sprawę, że to słowa – słowa, które jego żona wyryła w lodzie jaskini ostatkiem sił. Czytając je, poczuł je jak trzy mocne ciosy w brzuch.
Jesteś śmiertelniczką – informuje mnie. W drugiej ręce trzyma pusty puchar, przewrócony nieobecnym ruchem, jakby zapomniał, że wciąż go nosi. „Nie jest tu dla ciebie bezpiecznie. Zwłaszcza jeśli będziesz wszystkich dźgać.
Wrobiłaś mnie – mówię. Wielkie oszustwo. Nie możesz mnie winić za to, że okazałem się niewystarczająco naiwny. Nie możesz winić celu. To nie jest h. Jak to działa. Miej trochę szacunku dla natury tej gry.
Muszę jej uświadomić, że nawet straszne wspomnienia są lepsze niż dziwne luki czy pustka w uczuciach, które nie mają sensu.
Myślałam, że miłość to fascynacja, pragnienie bycia blisko kogoś lub chęć uszczęśliwienia go. Wierzyłam, że to po prostu się zdarza, jak policzek, i odchodzi, tak jak ból po takim ciosie mija. Dlatego łatwo mi było uwierzyć, że to może być fałszywe, zmanipulowane lub pod wpływem magii.
Dopóki cię nie poznałam, nie rozumiałam, że aby czuć się kochanym, trzeba czuć się znanym. I że poza moją rodziną nigdy tak naprawdę nie kochałam, bo nie zadałam sobie trudu, żeby poznać tę drugą osobę. Ale ja cię znam. I musisz do mnie wrócić, Wren, bo nikt nas nie rozumie, tylko my. Wiesz, dlaczego nie jesteś potworem, ale ja mogę nim być. Wiem, dlaczego wrzucenie mnie do twojego lochu oznaczało, że wciąż coś między nami jest. Jesteśmy bałaganem i jesteśmy pomieszani w głowie, a ja nie chcę przechodzić przez ten świat bez jedynej osoby, przed którą nie mogę się ukryć i która nie może ukryć się przede mną.
Wiem, że w Krainie Wróżek dzieci są rzadkie i cenne, i tak dalej, ale w świecie śmiertelników istnieje coś takiego jak aborcja — mówi Vivi. — I nawet tutaj są zmiennokształtni.
„I adopcja” — wtrąca Heather. — „To twoja decyzja. Nikt cię nie będzie oceniał”.
„Gdyby tak było, mogłabym im odciąć ręce” – zgłaszam się na ochotnika.
Szaleństwo bez złudzeń.
Zrobiłabyś to? Mama uśmiecha się i dotyka moich włosów, odgarniając je z czoła. Pozwalam jej, ale zaciskam zęby. Jej gołe palce muskają moją skórę. Jestem wdzięczna, że żaden z moich amuletów nie pęka. „Wiesz, co Turcy mówią o kawie? Powinna być czarna jak diabli, mocna jak śmierć i słodka jak miłość. Czyż to nie piękne? Mój dziadek mówił mi to, kiedy byłam małą dziewczynką i nigdy tego nie zapomniałam. Niestety, nadal lubię mleko.
Tęsknię za nim, a ból z tego powodu to ziejąca otchłań, w którą najchętniej bym wpadła.
Nie jestem słaba, chciał krzyknąć, ale nie był też pewien, czy da radę to powiedzieć na głos.
Zabawne jest to, że dobrzy ludzie – tacy jak Mały Książę– naprawdę nie odczuwają pociągu do zła. Niezwykle trudno im pogodzić się z myślą, że osoba, która ich rozśmiesza, wciąż może być zdolna do strasznych rzeczy. Dlatego, chociaż oskarża mnie o bycie morderczynią, wydaje się bardziej zirytowana niż faktycznie przejęta perspektywą śmierci. On uparcie wierzy, że gdybym tylko słuchała i rozumiała, jak złe są moje decyzje, przestałabym je podejmować.
„Nie wiem, za co mam przeprosić najpierw” – mówię. „Uciąć ci głowę albo tak długo się z tym wahać.
Karaluch kręci głową. „Mogę się jednak uczyć od Jude’a. Mogę prosić o obietnicę. Jeśli nas zauważą, jeśli nas zaatakują, obiecajcie natychmiast wrócić do Elfhame. Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby dotrzeć w bezpieczne miejsce, bez względu na wszystko.”
Cardan zerka na mnie, jakby prosił o pomoc. Kiedy milczę, marszczy brwi, zirytowany nami obojgiem. „Chociaż noszę płaszcz, który uszyła mi Matka Szpik, ten, który obróci każde ostrze, obiecuję uciekać z podkulonym ogonem. A skoro mam ogon, powinno to być zabawne dla wszystkich. Jesteś zadowolony?
Jest taki piękny, że ludzie mają ochotę wszystko rozwalać.
Wielki Generał powiesiłby twoją głowę na ścianie – poinformowała go Nicola, klepiąc go po policzku.
„Bardzo ładna głowa” – poinformował ją z szelmowskim uśmiechem. „Nadaje się do dosiadania.
A Cardan jest jeszcze piękniejszy od reszty, z czarnymi włosami mieniącymi się jak skrzydło kruka i kośćmi policzkowymi tak ostrymi, że mogłyby przeciąć serce dziewczyny. Nienawidzę go bardziej niż wszystkich innych. Nienawidzę go tak bardzo, że… Czasami, kiedy na niego patrzę, ledwo mogę oddychać.
Biegnie do zlewu, żeby to wypluć. Uśmiecham się szeroko. Nie ma nic zabawniejszego niż czyjeś nieszczęście.
Nie. Patrzy mi prosto w oczy. Po miesiącu, kiedy byłam zmuszona jej unikać, czuję się obnażona przez jej spojrzenie. „Możesz być tak czarującym draniem, jak chcesz, ale nigdy więcej nie wciśniesz mi kitu do serca.”
Nienawidzę cię – szepczę mu w usta. „Nienawidzę cię tak bardzo, że czasami nie potrafię myśleć o niczym innym.
To się nigdy nie skończy – krzyczę. „Zawsze ktoś będzie mnie ścigał. Zawsze będą konsekwencje. No to dawaj. Skończyłam ze strachem i skończyłam z tobą.
„Tak, mój słodki złoczyńco, mój drogi Boże. Będę trzeźwa jak kamienna rzeźba, tak szybko, jak tylko będę mogła”. I z tymi słowami całuje mnie w usta. Czuję kakofonię emocji naraz.
Może chodziło o to, że prawie wszyscy inni nie żyli i ona też czuła się trochę martwa, ale uznała, że nawet wampir zasługuje na ratunek. Może powinna go zostawić, ale nie zamierzała tego robić.
„Jeśli to zatrzymasz”, mówi, „wbije w ciebie pazury”.
„Wszyscy mają we mnie pazury. Wszyscy.
„Zdejmę ci knebel. A jeśli spróbujesz mnie ugryźć, złapać czy cokolwiek, uderzę cię tym z całej siły i tak wiele razy, jak tylko będę mogła. Zrozumiano?
Najważniejszą rzeczą dla każdego oszusta jest nigdy nie myśleć jak ofiara. Oszuści myślą, że mogą dostać coś za darmo. Oszuści myślą, że mogą dostać to, na co nie zasługują i na co nigdy nie zasłużyli. Oszuści są głupi, żałośni i smutni. Oszuści myślą, że pewnego wieczoru wrócą do domu i dziewczyna, którą kochali od dzieciństwa, nagle odwzajemni ich uczucie. Oszuści zapominają, że jeśli coś jest zbyt piękne, aby było prawdziwe, to dlatego, że to oszustwo.
Porozmawiałabym chwilę z Małym księciem” – mówi Cardan. „Sama”.
Anita wygląda na zaskoczoną, ale potem wzrusza ramionami. „Będę na zewnątrz i będę krzyczeć na ludzi”.
„Postaraj się nie cieszyć tym zbytnio” – mówi Cardan, wychodząc.
Cardan mocno obejmuje mnie ramieniem, zanim wchodzi do przedpokoju, a ja czuję przypływ ciepła, gdy idę w jego ślady. Nie mogę sobie pozwolić na mniej niż bezwzględną szczerość wobec siebie. Wbrew rozsądkowi, mimo że jest okropny, Cardan jest też zabawny.
Może powinnam się cieszyć, że to niewiele zmieni.
Tak właśnie robili bohaterowie. Pędzili prosto w stronę niebezpieczeństwa i nigdy się nie poddali.
Czy wiesz, co sprawia, że ludzie się kochają? Cóż, nikt inny też nie wie. Ale naukowcy to badają i jest cała ta dziwna sprawa z feromonami, symetrią twarzy i okolicznościami, w których się poznaliście. Ludzie są dziwni. Nasze ciała są dziwne. Może nie mogę się powstrzymać od bycia do niej przyciąganym, tak jak muchy nie mogą się powstrzymać od bycia przyciąganym do roślin mięsożernych.
Ona jest szalona. Staje oko w oko z ogrem. Zwariowana Lolli, Szkicowy Dave, Zwariowana Val. Wszyscy jesteście bandą dziwaków.”
Val ukłoniła się formalnie, pochylając głowę w ich kierunku, a następnie usiadła na kocu.
„Raczej Zwariowany Luis” – powiedziała Lolli, kopiąc w jego stronę klapki.
„Ludwik Jednooki” – powiedział Dawid.
„Ludwik uśmiechnął się złośliwie. – „Dawud z robaczywą głową”.
Val zaśmiała się, myśląc o pierwszym razie, kiedy Dave ją tak nazwał. „A może Przerażający Dawid?”
Ludwik pochylił się, złapał brata w dźwignię na głowę, obaj turlając się po tkaninie, i powiedział: „A może Braciszek? Braciszek Dawid?”
Hej” – powiedziała Lolli. „A ja? Chcę być księżniczką.
Odzwierciedlanie zachowania. Kiedy ofiara bierze łyk wody ze swojej szklanki, ty też powinieneś. Kiedy się uśmiecha, ty też powinieneś. Zachowaj subtelność, a nie dziwaczność, a to dobra technika.
Jak to było?” – pytam. „Bycie wężem”.
Waha się. „To było jak bycie uwięzionym w ciemności” – mówi. „Byłem sam i instynktownie chciałem zaatakować. Może nie byłem do końca zwierzęciem, ale sam też nim nie byłem. Nie potrafiłem rozumować. Były tylko uczucia – nienawiść, przerażenie i pragnienie zniszczenia.
Zaczynam mówić, ale zatrzymuje mnie gestem. „I ciebie”. Patrzy na mnie, a jego usta wyginają się w coś, co nie do końca przypomina uśmiech; to coś więcej i mniej. „Niewiele więcej wiedziałem, ale zawsze znałem ciebie”.
A kiedy mnie całuje, czuję, jakbym w końcu znów mógł oddychać.
Zemsta na wszystkich. To by wypełniło jej czas. To by ją trzymało zajętym. Nie pozwoliłoby jej czuć swoich uczuć.
Jeśli nie mogłaby być odpowiedzialna, ostrożna, dobra ani kochana, jeśli byłaby skazana na płonącą zapałkę, to Charlie może równie dobrze wrócić do szukania rzeczy do spalenia.
Nigdy więcej – powiedziała Lolli. Ludwik tak to nazywa, bo są trzy zasady: nigdy więcej niż raz dziennie, nigdy więcej niż szczypta na raz i nigdy więcej niż dwa dni z rzędu.
Przez chwilę Cardan wpatruje się we mnie głupimi, kruczoczarnymi oczami. Potem jeden kącik jego ust się unosi. „Och” – mówi. „Pożałujesz tego.
Zawsze trochę gardziła pięknem, jakby było czymś, za co trzeba oddać coś innego, co jest ważne.
Powinieneś mu powiedzieć, mówię. Co nie jest złą radą, jak sądzę. Nie taką, którą sam bym posłuchał, ale to niekoniecznie znaczy, że jest zła.
Mężczyzna może fantazjować o tym, jak wydałby milion dolarów, ale granie w tę samą grę z miliardem dolarów psuje tę fantazję. Jest zbyt wiele możliwości. Dom, o którym kiedyś marzył całym sercem, nagle stał się za mały. Podróże, za tanie. Chciał odwiedzić wyspę. Teraz rozważa jej zakup.
Na pewno chcesz mi się sprzeciwić?”
W tym momencie jest córką swojego ojca.
Kochali go, bo był księciem, wróżką i czarodziejem, a przecież powinno się kochać książąt, wróżki i czarodziejów.
Pochyla się i zamyka oczy. „Przede wszystkim nienawidzę cię, bo o tobie myślę. Często. To obrzydliwe i nie mogę przestać”. Jestem zszokowana i milczę.
Była rozdarta między chęcią ucieczki a Pragnienie, by zwinąć się w kłębek jak tabletka, zamknąć oczy, schować głowę pod pachami i zagrać w grę „skoro nie widzę potworów, potwory nie widzą mnie”.
Zastanawiam się, czy naprawdę potrafiłby zracjonalizować to, co mu zrobiłam, czy rzeczywiście potraktowałby zdradę jak drobny występek krnąbrnego wspólnika. Zastanawiam się, czy go zraniłam. Skoro on potrafi zracjonalizować to, co mu zrobiłam, łatwo sobie wyobrazić, jak on zracjonalizował to, co zrobił mnie.
Jest w niej coś… Cassel, spotkałam w życiu wielu złych mężczyzn i kobiet. Zawierałam z nimi układy, piłam z nimi. Robiłam rzeczy, z którymi sama trudno mi się pogodzić… straszne rzeczy. Ale nigdy nie poznałam nikogo… jak twoja matka. Jest osobą bez granic – a jeśli jakieś ma, to jeszcze ich nie odkryła. Nigdy nie musi niczego godzić.
Nie serce z kamienia, ale serce z ognia.
Gdyby były prawdziwe, to może świat byłby wystarczająco duży, by istniała w nim magia. A jeśli istniała magia – nawet zła magia, a Zach wiedział, że bardziej prawdopodobne jest, że jest zła magia niż dobra – to może nie każdy musiał mieć historię taką jak jego ojciec, historię taką, jaką opowiadali wszyscy dorośli, których znał, historię o poddaniu się i zgorzknieniu.
Smakuje jak każda mroczna myśl, jaką kiedykolwiek miałem.
Tylko pod wodą mogę sobie pozwolić na płacz. Tylko pod wodą mogę przyznać, że o mało nie umarłam, że byłam przerażona i że chciałabym mieć kogoś, komu mogłabym to wszystko powiedzieć.
Czasami łatwiej jest złościć się na bliskich nam ludzi” – powiedziała Vivi – „niż na tych, którzy na to zasługują.
Nie, Mabry – powiedział Ravus. „Nie jestem”. Spojrzał w stronę Val. „Myślę, że ona chce umrzeć”.
Może jednak możesz jej pomóc” – powiedziała Mabry. „Jesteś dobra w pomaganiu ludziom umierać”.
Rząd lalek obserwował ją obojętnie z półki, ich grzeczność niemal na pewno została urażona.
Wszystko było dziwne, piękne i pełne możliwości.
I przez chwilę jestem okrutnie szczęśliwa. Nie jest to przyjemne uczucie być w niebezpieczeństwie, ale dobrze jest być przyczyną wydarzeń, a nie być w nie wciągniętym.
Nasze życie to jedyna prawdziwa rzecz, jaką mamy, nasza jedyna moneta. Możemy za nie kupić, co chcemy.
Przede wszystkim nienawidzę cię, bo o tobie myślę.
Mam nadzieję, że ich to wytrąci z równowagi, gdy dowiedzą się, że kłamię.
W końcu, jeśli obrazą dla mnie jest zwrócenie uwagi na to, że jestem śmiertelniczką, to moja riposta brzmi: ja też tu mieszkam i znam zasady. Może znam je nawet lepiej niż ty, bo się w nich urodziłeś, ale musiałem się nauczyć. Może znam je lepiej niż ty, bo masz większą swobodę w ich łamaniu.
Nie wszyscy muszą cię kochać.
Wiesz, co oznacza słowo „śmiertelny”? To znaczy urodzony, by umrzeć. To znaczy zasługujący na śmierć. Tym właśnie jesteś, tym, co cię definiuje – umieraniem.
Potem nie była pewna, o co chodzi w tej grze, ani czy jej się to nie przywidziało. Wiedziała tylko, że przegrała.
„Dalej” – powiedziała sobie – „nie oglądaj się za siebie”. Ale i tak spojrzała.
W jej snach krew smakowała jak musujący napój truskawkowy. Jeśli wypiło się go za szybko, mózg zamarzał. Kiedy była starsza, po tym, jak oblizała skaleczenie na palcu, smak tego napoju stał się smakiem w jej snach: miedzi i łez.
Nazywają to mitrydatyzmem. Zabawna nazwa, prawda? Proces spożywania trucizny w celu zbudowania odporności. Dopóki nie umrę, trudniej będzie mnie zabić.
Boję się, że jeśli zacznę czuć, nie będę w stanie tego znieść. Boję się, że emocje będą jak fala, która mnie wciągnie.
Na dole dziadek ostrzega Barrona przed czymś. Jego głos narasta, a ja słyszę słowa: „Za moich czasów się nas bali. Teraz po prostu się boimy”.
Zawsze myślałam, że będę pyszna.
Mówiłem ci już, jak okropnie dziś wyglądasz?” – pyta Cardan, odchylając się w bogato rzeźbionym fotelu. Ciepło jego słów zmienia pytanie w coś w rodzaju komplementu.
„Nie” – odpowiadam, ciesząc się, że znów mogę wrócić do teraźniejszości. „Powiedz mi”.
„Nie mogę” – mówi, po czym marszczy brwi.
Brwi Cardana unoszą się, ale wygląda na błogo obojętnego. „Pani, schlebiasz mi. Nie miałem pojęcia, że jesteś zainteresowana”.
Jej wzrok jest niewzruszony, gdy przekazuje swój dar jednemu z osobistych strażników Cardana. „Obyś dorósł do mądrości swoich doradców”.
„Żarliwa modlitwa wielu” – mówi.
Posyła mi spojrzenie tak ostre, że przypala włosy. „Złóż mi obietnicę, „To uratuje życie Dębowi”.
„Obiecuję” – mówię jej.
„I złóż mi kolejną obietnicę, że nie będzie cię to kosztować”.
Kiwam głową. „Nie będzie”.
„Kłamczuchu” – mówi. „Jesteś podłym kłamcą i nienawidzę tego, nienawidzę tego”.
„Tak” – odpowiadam. „Wiem”.
Przynajmniej nie powiedziała, że mnie też nienawidzi.
Utkał to śmiertelnik, mężczyzna, który ujrzawszy królową Seelie, spędził resztę swojego krótkiego życia, tkając jej wizerunki. Zmarł z głodu, a jego czerwone palce poplamiły ostatni gobelin.
Pomyślałam o tym, jaki był dumny, kiedy przyjął na siebie te znaki – rozcinając sobie gardło długim cięciem, a następnie zasypując je popiołem, aż pojawiły się bliznowce.
Nazywał to swoim drugim uśmiechem.
Kto może kochać kogoś, kto jest pusty w środku? Kogoś, kto kradnie miłość zamiast na nią zasłużyć?
Burze są mniej kapryśniejsze niż oni, morza mniej kapryśne.
Nie możesz!” powiedział Aaron. „Nie słyszałeś niczego, co ci powiedziałem? Możesz umrzeć!
„No, nie zabijaj mnie” powiedział Call. „A może naszym celem jest nie umrzeć. Oboje. Nie umrzeć. Razem.
Chciała, żeby to było nieznane uczucie, ten ból, ta potrzeba, która kazała jej nacisnąć gaz, kiedy powinna nacisnąć hamulec.
Nic na to nie poradzi. Uwielbia oszustwo.
Mówię sobie, że nie jestem taka jak ona, ale muszę przyznać, że ja też to uwielbiam.
Poniża cię pokrywanie zgniłego mięsa miodem. Wiem, kim jestem. Po co ci potwór?”
„Wszystko.”
Wielka część zwycięstwa polega na czekaniu. Drugą częścią jest jednak podjęcie ryzyka, gdy nadarzy się okazja. Uwolnienie całego tego impetu.
Ktoś naprawdę wcisnął ci kit. Wielu śmiertelników jest lepszych w wielu rzeczach niż Ludzi. Dlaczego myślisz, że ich kradniemy?
Dziadek powiedział, że taka dziewczyna perfumuje się ozonem i opiłkami metalu.
…chciała, żeby poczuł się tak jak ona, jakby zrobił coś zakazanego, chciał dać mu coś, czego by pragnął, a czego naprawdę nie powinien dostać, coś, co byłoby złe, coś, czego pragnął.
„Pocałuj mnie jeszcze raz” – wyszeptała, unosząc dłoń, a jej palce wślizgnęły się w jego włosy. Prawie nie poznawała siebie, gdy przysunęła się do niego.
Pochylił się bezradnie w jej stronę.
Ugryzła się w język. Mocno, ból przeszył jej zakończenia nerwowe i przemienił się w coś bliskiego przyjemności. Kiedy jej usta otworzyły się pod jego, zalała je wzbierająca krew.
Jęknął, czując jej smak, a jego czerwone oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i czegoś przypominającego strach. Jego dłoń chwyciła jej ramiona, gdy przycisnął ją do ceglanej ściany, przytrzymując ją w miejscu. Wcześniej był ostrożny, ale teraz, liżąc jej usta, nie był ostrożny; i to ją zdumiało równie mocno, co przeraziło. Całował ją namiętnie, dziko, ich usta ocierały się o siebie z druzgocącym żarem. Ból w jej języku stał się odległym pulsowaniem. Jej palce wbijały się w mięśnie jego pleców, ich ciała przycisnęły się tak blisko, że musiał czuć każdy dreszcz w jej oddechu, każde drżące uderzenie serca. I choć bała się go tak bardzo, jak wcześniej, teraz bała się siebie jeszcze bardziej.
Gabriel odsunął się od niej z zarumienionymi ustami. Otarł usta grzbietem dłoni, a jej krew rozmazała się po jego skórze. Wpatrując się w nią przez dłuższą chwilę z przerażeniem, jakby widział ją po raz pierwszy, przemówił. „Jesteś groźniejsza niż świt.
Wiem, że nie powinnam kochać tego tak, jak kocham, skoro zostałam wykradziona ze świata śmiertelników, a moi rodzice zostali zamordowani. Ale i tak to kocham.
Cardan ufał Nicoli, że go nie skrzywdzi, co było śmieszne, bo doskonale wiedział, że wszyscy ranią się nawzajem, a ludzie, których kochasz, ranią cię najmocniej.
Pamiętaj, wszystko, co naprawdę możesz kontrolować, to Jestem sobą.
Lepiej zostawić go ze wspomnieniem, że byli parą potworów, owiniętych w ramiona.
Nie chcę być wampirem – powtarzała sobie. Ale w snach w pewnym sensie nim była.
Może pragnienie bycia kochanym nie jest najgorsze, nawet jeśli nie jest się kochanym. Nawet jeśli to boli. Może bycie człowiekiem nie zawsze oznacza bycie słabym.
Nie słyszałaś historii, którą ci opowiedziałem – kontynuuje. „Szkoda. Przedstawiała przystojnego chłopca z sercem z kamienia i naturalnym talentem do złoczyńców. Wszystko, co mogłoby ci się spodobać”.
Śmieje się. „Naprawdę jesteś okropny, wiesz? Nawet nie rozumiem, dlaczego to, co mówisz, wywołuje u mnie uśmiech”.
Opiera się o nią, pozwala sobie usłyszeć ciepło w jej głosie. „Jest jedna rzecz, która mi się podobała w graniu bohatera. Jedyny dobry element. I nie chodziło o to, że musiałem się o ciebie bać”.
„Następnym razem, gdy będziesz chciał coś udowodnić”, mówi Anita, „proszę cię, żebyś nie robił tego tak dramatycznie”.
Boli go ramię i może mieć rację co do zatrucia żelazem. Z pewnością czuje się, jakby kręciło mu się w głowie. Ale uśmiecha się do drzew, skręconych linii elektrycznych, smug chmur.
„Skoro błagasz”, mówi.
Palce Cardana wbijają się w moje plecy. Drży i nie jestem pewien, czy to od uchodzącej magii, czy od przerażenia. Ale trzyma mnie tak, jakbym była jedyną solidną rzeczą na świecie.
To( Ta relacja została oparta na baśniach Holly Black, podkr. autora)
1 sierpnia 2025 roku przypada 81. rocznica Powstania Warszawskiego. Polacy w całym kraju, a zwłaszcza w stolicy, Warszawie, wspominają w tym dniu tych, którzy walczyli i zginęli w walce z nazistowską okupacją. Podczas Powstania Warszawskiego zginęło od 12 000 do 13 000 powstańców, a około 25 000 zostało rannych. Szacuje się, że w wyniku powstania życie straciło od 130 000 do 200 000 cywilnych mieszkańców Warszawy. Czas nie zaciera bólu, ale go łagodzi. Minęło 81 lat, odkąd militaryzm nazistowski i działania wojenne poczyniły ogromne straty w polskiej kulturze. Po próbach naśladowania radzieckiej propagandy w kolejnych latach, wciąż uparcie żyjemy w Polsce, a co więcej, z młodzieńczym umysłem – oto sekret szczęśliwego życia do końca życia. Percepcja zgodna z mądrością i pozytywnym nastawieniem pozwala nam dostrzegać piękno w rzeczach i sprawach. Otwiera serce na głęboką wdzięczność, a umysł skłania się ku głębszemu zrozumieniu. Nawet w mrocznych i ponurych cieniach zaczynasz dostrzegać promienne światło, przełom w stronę jasności i klarownej refleksji.
Polski poeta lamentuje: Oto rozmawiam z cieniami rycerzyw matowej, wygasłej urnie mojej ziemi, a głosy narastają i męczą się jak organy, spadając przez tyle wieków, które leżą nad nimi,tak wiele serc skutych w jeden kamień, zanim się rozpuszczą, jak ciemność stygną we mnie i lamentują jak wiatr. Widzę ciche morza, ziemię połączoną z niebem, jak suchy step,i łoskot burz pod ziemią, i tłumy wśród ognisk wijące się jak węże pocięte na kawałki, i twarze, groźne twarze, och! twarze jak twarze zabitych we śnie… Stoją te niemeposągi bohaterów – trzech lub dwóch bohaterów, a pod nimi zieje otchłań – na dno głosu… na lśniących morzach, gdzie uwięzieni w prądach, zmagają się z żyłami Zatoki Prądów pod nimi. A jeszcze dalej – gdziekolwiek stąpają – zwycięzcy. I tam wciąż, w ojczyźnie, z poparzonymi rękami, tam zawsze zdeptani, tam zawsze w porażce jak na trumnie huraganu – wieniec serc na ziemi. Głodna ziemia wyje rycząc z pól zaoranych, rozdartych pogromami, a na niej stoją widma porąbanych domów, gdzie na zgwałconych sercach leżą zawstydzone ciała, jakby męka Boża stała się ciałem w ludziach… Będziemy żyć i tysiąc lat po śmierci w gałęziach szubienic,odstraszając życie od ślepoty tych, którzy nas zabili. Mówię do cieni poległych rycerzy, nad grobem ziemi, płonącej jak krzyż, i mówię: „O, przeklęty, kto nie wierzy w ostygłe popioły ludu i w przerażenie żyjących serc; bo kto mierzy klęskę własnego ducha, o! płonący orzeł go nie uratuje. Bo kto nie kochał żadnego kraju i nie żył nawet przez chwilę w drżeniu jego ognia, choćby nawet w dniu potopu nie wierzył w tę miłość,to żadna ziemia nie będzie jego zbawieniem”.O, budujcie domy, o, w końcu nazwijciePolskę Polską, nie niesprawiedliwością, lecz miłością – miłością, i pozwólcie rzekom płynąć, a w każdym mieście niech wyrośnie słup srebrnych skrzydeł jako – kościół, kościół odkupionych ciał. Każdy stoi jak posąg pośród liści, nie z marmuru – mały, lecz rosnący kształtem niczym dojrzałe jabłka, wszystkie razem w kopule, która będzie rozbrzmiewać dźwiękami grzmiących trąb Archanioła niczym lawiny nieba, aby chleb był dla miłości, a nie miłość dla chleba,aby czas był tym rosnącym, a nie krwiożerczym. O, budujcie domy, jasne, duże domy. Ponieważ niektóre prawdy niszczą was tak cicho i bezgranicznie, że wasza wola pójścia naprzód słabnie, trzeba stale i nieustannie pamiętać o sprawach wiecznych. Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, trwało 63 dni do 3 października 1944 roku i było największym powstaniem wolnościowym w historii II wojny światowej. Ludzie, Powstanie Warszawskie będzie trwać wiecznie. To byli bardzo młodzi harcerze, zwykli warszawiacy, grupa największych patriotów lepszej ziemi na zawsze. Jak ważne jest, aby nauczyć się cieszyć własną obecnością. Nie chodzi o samotność – chodzi o pełnię. Gdziekolwiek człowiek jest ignorowany, wykorzystywany lub odrzucany, Chrystus jest ponownie ukrzyżowany. Ta rocznica wzywa nas do apelu: Przychodzę, Panie, poślij mnie, oto jestem, abym wypełnił wolę Bożą. Abym był Chrystusem w moich braciach i siostrach. Kiedy piszesz, używasz swojej ręki jako widzialnego narzędzia swojego niewidzialnego umysłu; tak On, który jest Bogiem, w sposób doskonalszy nauczał, rządził i uświęcał poprzez swoją ludzką naturę, która była widzialnym narzędziem Jego Niewidzialnej Boskości. Mówiąc wprost, widziałbyś Jego Ciało, ale słyszałbyś, byłbyś posłuszny i zostałbyś przebaczony przez Boga w Chrystusie.
Ponieważ niektóre prawdy niszczą was tak cicho i bezgranicznie, że wasza wola pójścia naprzód słabnie, trzeba stale i nieustannie pamiętać o sprawach wiecznych. Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, trwało 63 dni do 3 października 1944 roku i było największym powstaniem wolnościowym w historii II wojny światowej. Ludzie, Powstanie Warszawskie będzie trwać wiecznie. To byli bardzo młodzi harcerze, zwykli warszawiacy, grupa największych patriotów lepszej ziemi na zawsze. Jak ważne jest, aby nauczyć się cieszyć własną obecnością. Nie chodzi o samotność – chodzi o pełnię. Gdziekolwiek człowiek jest ignorowany, wykorzystywany lub odrzucany, Chrystus jest ponownie ukrzyżowany. Ta rocznica wzywa nas do apelu: Przychodzę, Panie, poślij mnie, oto jestem, abym wypełnił wolę Bożą. Abym był Chrystusem w moich braciach i siostrach. Kiedy piszesz, używasz swojej ręki jako widzialnego narzędzia swojego niewidzialnego umysłu; tak On, który jest Bogiem, w sposób doskonalszy nauczał, rządził i uświęcał poprzez swoją ludzką naturę, która była widzialnym narzędziem Jego Niewidzialnej Boskości. Mówiąc wprost, widziałbyś Jego Ciało, ale słyszałbyś, byłbyś posłuszny i zostałbyś przebaczony przez Boga w Chrystusie.
Stanisław Barszczak, Praise of patriotism
August 1, 2025, marks the 81st anniversary of the Warsaw Uprising. Poles all over the country and especially in the capital, Warsaw, spend the day remembering those who fought and died fighting against Nazi German occupation. During the Warsaw Uprising, approximately 12,000 to 13,000 insurgents were killed, and around 25,000 were wounded. It is estimated that between 130,000 and 200,000 civilian residents of Warsaw lost their lives during the uprising.
Time doesn’t erase pain – but it softens it. 81 years have passed since Nazi militarism and war operations caused enormous losses in Polish culture. After attempts to imitate Soviet propaganda in the following years we remain stubbornly alive in Poland, and moreover, with a youthful mind — this is the secret to living happily until the last day of our lives. Perception aligned with wisdom and a positive attitude allows us to see beauty in things and matters. It opens the heart to deep gratitude, and the mind leans toward deeper understanding. Even in dark and gloomy shadows, you begin to see a radiant light, a breakthrough toward clarity and lucid reflection.
A Polish poet wails: Here I am talking with the shadows of knights
in the dull, extinguished urn of my land, and voices grow and weary like organs, falling down so many centuries that lie above them,
so many hearts chained in one stone before they undo, like darkness they cool within me and lament like the wind. I see the silent seas, earth joined to sky, like a dry steppe,
and the clatter of storms underground, and crowds among the fires writhing like snakes cut into pieces, and faces, menacing faces, oh! faces like the faces of those slain in a dream… These stand mute
statues of heroes – three or two heroes, and beneath them the abyss yawns – to the bottom of the voice… on the shining seas, where, locked in the currents, they wrestle with the veins of the Gulf Streams beneath them. And even further still – wherever they tread – the victorious. And there still, in the homeland, with burnt hands, there always trampled, there always in defeat as on a hurricane coffin – a wreath of hearts on the ground. The hungry land howls roaring from fields plowed, torn from pogroms, and on it stand the specters of chopped-up houses, where on raped hearts lie shamed bodies, as if God’s torment had become flesh in people… We will live and a thousand years after death in the branches of the gallows,
scaring life from the blind of those who killed us. I speak with the shadows of dead knights, over the grave of the earth, itself burned like a cross, and I say: „Oh, cursed be he who does not believe in the cooled ashes of the people and the terror of the living hearts; for whoever measures the defeat of his own spirit, Oh! the flaming eagle will not save him. For whoever has not loved any country and has not lived even for a moment with the trembling of its fire, though even on the day of the flood he did not believe in this love,
then no land will be his salvation.”
Oh, build houses, oh, finally call
Poland – Poland, not injustice, but love – love, and let the rivers run, and in every city let a pillar of silver wings spring forth as – a church, a church of redeemed bodies. Each one stands like a statue among leaves, not of marble – small, but growing in shape like ripe apples, all together into a dome that will echo the sounds of the Archangel’s thunderous trumpets like the avalanches of heaven, so that bread may be for love, not love for bread,
so that time may be the growing one, not the bloodthirsty one. Oh, build houses, bright, large houses.
Because some truths destroy you so silently and utterly that your will to move forward weakens one must remember eternal matters constantly and continually. The Warsaw Uprising broke out on August 1, 1944, lasted 63 days until October 3, 1944, and was the largest uprising for freedom in the history of World War II. People, the Warsaw Uprising will last forever. These were very young scouts, ordinary Warsaw residents, a group of the greatest patriots of a better land for all time.
How important it is to learn to enjoy our own presence. It’s not about being alone – it’s about being complete. Wherever man is ignored, exploited or rejected, Christ is crucified again. This anniversary calls us to an appeal: I am coming, Lord, send me, here I am, to fulfill God’s will. To be Christ in my brothers and sisters. When you write, you use your hand as the visible instrument of your invisible mind; so He, Who is God, in a more perfect way, taught, governed, and sanctified through His human nature, which was the visible instrument of His Invisible Divinity. In plain language, you would have seen His Body, but you would have heard, obeyed, and been forgiven by God in Christ.
______
Stanisław Barszczak, Père avec une fille dans les bras
Pourquoi n’aurions-nous pas de lune? Les lunes des exoplanètes pourraient abriter la vie… Même les astéroïdes en ont… Raison de plus pour ne jamais végéter, mais vivre. pardonnez-moi quelques réflexions.
À Rome, le pape Léon demande à Dieu 15 secondes, non pas de vie polonaise, mais de la tienne. Frères, si nous serons polonais, reste à voir… Dans la mort clinique, nous vivons dans deux mondes à la fois. La Côte d’Ivoire est en plein essor économique, mais les jeunes accepteront-ils cela lors de la prochaine élection présidentielle ? Des enfants meurent de faim à Gaza. Et un Dieu bafoué n’a jamais tort !
Mes amis!
Ayez espoir !… Non pas l’espoir faible et misérable
Qui habille un cœur pourri d’une fleur fragile,
Mais l’espoir inébranlable qui repose comme une graine
De sacrifices futurs dans l’âme du héros.
Ayez du courage !… Non pas l’espoir d’un jour
Qui s’évanouit dans une tentative désespérée,
Mais l’espoir qui, la tête haute,
Ne peut être ébranlé. Ayez du courage… Non pas l’espoir qui respire la folie
Qui fuit aveuglément sans arme,
Mais l’espoir qui, seul, avec un rempart imprenable,
Surmonte l’adversité avec constance.
Cessons de nous complaire dans notre propre chagrin,
Cessons de nous enivrer de lamentations constantes :
Aimer en se plaignant est une affaire de femme,
Il incombe aux maris de s’armer en silence…
Mais ne cessons pas d’honorer nos saintetés
Et de préserver la pureté de nos idéaux ; Il nous appartient de leur donner la force et l’armure
Pour qu’ils puissent passer du pays des rêves à la réalité.
Bien que les relations dans notre patrie s’améliorent, les départs sont soudains et honteux, sans plus. Un chien ou un ours en peluche, ignorant tout, sont un pitoyable bouquet de fleurs.
Et une nouvelle illusion, un nouveau fil. Cela ne suffit pas encore à mon cœur.
En ce moment, nous réfléchissons aux collègues
et parlons des vertus cardinales : prudence, tempérance , justice et force. Platon attribuait la sagesse, le force et la tempérance à l’âme, qui devait être subordonnée à la justice. Et l’évangile de ce jour est un très bon cas d’étude. Jésus nous met en garde contre l’avidité, qui est le contraire de la tempérance. On pourrait dire que l’homme riche fait preuve de prudence en construisant un grenier pour sa belle récolte de blé, mais fait-il preuve de justice ? Est-il juste envers ceux qui ont travaillé pour lui et envers les pauvres ? Il a peut-être amassé ses richesses dans le respect de la loi des hommes mais la justice de Dieu surpasse celle du genre humain. Nous sommes alors appelés à la vertu de force pour que notre justice soit plus grande que celle de la loi.
J’ai lu un jour un article sur Robert Lewandowski, le célèbre joueur de foot, qui gagne des millions et qui en reverse une partie à des associations caritatives. Il pourrait, comme l’homme riche dont nous parle Jésus, garder ses millions pour jouir de l’existence. Dieu seul connait le fond de son cœur, mais il semble suffisamment tempérant pour ne pas dépenser tout ce qu’il gagne en futilités, suffisamment juste pour se rendre compte que tous n’ont pas sa chance et suffisamment fort pour ne pas avoir peur de donner une part importante de son revenu.
Après la veille de Noël, je suis allé rendre visite à une famille que je connaissais et qui vivait dans une grande villa, se souvient le curé. Les jeunes mariés occupent le rez-de-chaussée, et le père de la mariée ou le beau-père du marié à l’étage. Au cours de la conversation, la question du père, qui ne croit pas en Dieu et ne passe pas de temps avec les jeunes mariés, s’est isolé et occupe le premier étage de la villa, a été évoquée. Le curé dit : «Mes chers, est une bonne chose. Après la veille de Noël, je suis ici avec vous maintenant pour que mes paroissiens puissent être ensemble et vivre en communauté. Nous allons voir le père… » Arrivés à l’étage, le père semblait les attendre. Le curé lui a demandé sur la foi en Dieu. À ces mots, le père de la mariée répondit : « Je préférerais brûler en enfer plutôt que de croire en Dieu. » Le curé ne réalisa qu’au presbytère que et l’homme est suivi par Satan, il n’a pas reconnu la volonté salvatrice de Dieu dans la vie. Le péché humain n’est pas un péché satanique. Car le péché humain est mauvais, et celui de Satan est non seulement mauvais, mais cruellement mauvais.
Face aux biens matériels, la vertu dont nous avons le plus besoin est celle de la tempérance, c’est-à-dire la capacité à ne pas céder à tout ce qui nous fait envie. Riches ou pauvres, nous sommes appelés à grandir dans la maîtrise de nos avidités, pour ne pas en être esclaves. Seigneur, vient nous aider à être tempérants !
Je vais maintenant conclure notre rencontre et consacrer mes compatriotes, comme toujours a la vierge Marie.
_______
Stanisław Barszczak, „Wieczne sprawy”
Rodacy. 80 lat temu dowódca AK gen. „Bór” podjął decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie. 31 lipca 1944 r., o godzinie 19 łączniczki Armii Krajowej rozpoczęły doręczanie rozkazu o rozpoczęciu walki następnego dnia o godzinie „W” – 17:00. „Po pięciu blisko latach nieprzerwanej i twardej walki prowadzonej w podziemiach konspiracji stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku” – pisał dowódca AK.
Powstanie Warszawskie było kulminacyjnym momentem akcji „Burza”. Niemal od początku okupacji niemieckiej i sowieckiej Polskie Państwo Podziemne, we współpracy z władzami Rzeczypospolitej na uchodźstwie, przygotowywało plany powstania, które miało rozpocząć się wraz z załamaniem niemieckiej machiny wojennej, tak jak miało to miejsce w październiku i listopadzie 1918 r. W 1943 r., w obliczu zbliżania się Armii Sowieckiej do granic II Rzeczypospolitej, plany powstańcze przybrały kształt akcji o kryptonimie „Burza”.
W wydanym w listopadzie 1943 r. rozkazie dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” napisano: „Wobec wkraczającej na ziemie nasze regularnej armii rosyjskiej wystąpić w roli gospodarza. Należy dążyć do tego, aby naprzeciw wkraczającym oddziałom sowieckim wyszedł polski dowódca mający za sobą bój z Niemcami i wskutek tego najlepsze prawo gospodarza. Miejscowy dowódca polski winien się zgłosić wraz z mającym się ujawnić przedstawicielem cywilnej władzy administracyjnej u dowódcy oddziałów sowieckich i stosować się do jego życzeń”.
Przebieg kluczowej narady 31 lipca i podjętej wówczas decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego tak w swoich wspomnieniach przedstawił „Bór” Komorowski: „Tegoż dnia komendant Okręgu Warszawa-Miasto, ‚Monter’, oczekiwany był w kwaterze głównej o godzinie 6 po południu. Zjawił się niespodziewanie o piątej, z wiadomością, że sowieckie oddziały pancerne wdarły się w przyczółek niemiecki, zdezorganizowały jego obronę i że Radość, Miłosna, Okuniew, Wołomin i Radzymin są już w rękach rosyjskich. Po krótkiej naradzie uznałem, że nadszedł właściwy moment do rozpoczęcia walki o Warszawę”.
Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, trwało 63 dni do 3 października 1944 roku i było największym zrywem wolnościowym w historii II wojny światowej.
W trakcie dwumiesięcznych walk straty wojsk polskich wyniosły około 16 tysięcy zabitych i zaginionych, 20 tysięcy rannych i 15 tysięcy wziętych do niewoli. W wyniku nalotów, ostrzału artyleryjskiego, ciężkich warunków bytowych oraz masakr urządzanych przez oddziały niemieckie zginęło od 150 tysięcy do 200 tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy. Na skutek walk powstańczych oraz systematycznego wyburzania miasta przez Niemców uległa zniszczeniu większość zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, w tym setki bezcennych zabytków oraz obiektów o dużej wartości kulturalnej i duchowej.
Powstanie warszawskie uznawane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń w najnowszej historii Polski. Ze względu na jego tragiczne skutki, w szczególności olbrzymie straty ludzkie i materialne, kwestia zasadności decyzji o rozpoczęciu zrywu pozostaje nadal przedmiotem debat i intensywnych dyskusji.
Podczas drugiej pielgrzymki do Polski w 1983 r. Papież z Polski mówił na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie: „W 1944 roku stolica Polski została zamieniona w wielką ruinę. Wciągu lat powojennych ta sama Warszawa została odbudowana tak, jak widzimy ją dzisiaj: – zwłaszcza tu, z tego miejsca – dawna i nowoczesna zarazem. Czy to nie jest jeszcze jedno zwycięstwo moralne Narodu?”
Doświadczenie wojny niosące okrucieństwo, śmierć, strach, wyzwala także wielki heroizm. Ale jego powodem nie musi być wcale protest przeciwko złu w pierwszej kolejności. Jest nim zrozumienie, że życie ludzkie niesie w sobie wartość bezinteresownego daru. I są to doświadczenia, które zmieniają indywidualne losy człowieka,ale i zobowiązują go do budowania lepszej przyszłości. Święty Jan Paweł II wołał usilnie, to pamiętam: ‚wolność nie została jeszcze stracona’.
Błogosławiony Stefan kard. Wyszyński, który pamiętał zwłaszcza pierwsze dni powstania warszawskiego na terenie Kampinosu, przekazał Siostrom karteczkę z odręczną notatką: „Nic droższego nie mogła nam przysłać ginąca stolica. To najświętszy apel walczącej Warszawy do nas i do całego świata. Apel i testament… Będziesz miłował”.
Kto walczy, może przegrać. Pokolenia patrzą sobie zimno w oczy. Jest rzeczą niemożliwą zabić całkowicie ludzkie pragnienie szczęścia. A gdy ci sił zabraknie teraz, Rąb silniej! Kto pracować nie umie, ten i żebrać nie potrafi.. Takim ludziom, nam Polakom, potrzeba wielkich ideałów i wzorów. Polskie dziewczęta powstańcze, gdy szły na ryzykowne zadanie, prosiły o jedno – o medaliczek Matki Bożej. Uważały, że to jest ich największa siła.
Straszna jest pokusa, by być dobrym. Wahanie nie ma znaczenia, jeśli tylko wygrasz. Nie możesz pomóc jednemu biedakowi. Powstanie Warszawskie nie powinna wywoływać u widza emocjonalnej identyfikacji z postaciami lub akcją, lecz powinna raczej prowokować do racjonalnej autorefleksji i krytycznego spojrzenia na akcję na scenie współczesnego świata.
Warszawa, to jedyne miejsce na ziemi, gdzie znajdują się wszystkie miejsca. Rozpocznijmy więc tutaj karierę teatralną. Zapraszajmy się do rozwinięcia własnych przemyśleń i krytycznej oceny wydarzeń na scenie świata, przy zachowaniu jasności umysłu.
Chciałbym Czytelnikowi z Polski podarować „Pytania czytającego robotnika” Bertolda Brechta:
Kto wybudował siedmiobramne Teby?
W książkach stoją imiona królów.
Czy królowie dźwigali pustaki?
A wielokrotnie burzony Babilon –
Kto odbudowywał go za każdym razem? W których domach
świecącej złotem Limy mieszkali budowlańcy?
Dokąd szli wieczorem – gdy Chiński Mur był gotowy –
murarze? Wielki Rzym
pełen jest łuków triumfalnych. Kto je wzniósł? Nad kim
triumfowali cesarze? Czy monumentalne Bizancjum
miało dla swych mieszkańców tylko pałace? Nawet w legendarnej
Atlantydzie, pochłanianej przez morze, tonący wołali nocą
swoich niewolników.
Młody Aleksander podbił Indie.
On sam?
Cezar pokonał Galów.
Nie miał przy sobie przynajmniej jednego kucharza?
Filip Hiszpański płakał, gdy zatonęła jego
flota. Nikt oprócz niego nie płakał?
Fryderyk Drugi wygrał wojnę siedmioletnią. Kto jeszcze wygrał?
Na każdej stronie zwycięstwo.
Kto przygotował ucztę?
Co dziesięć lat wielki człowiek.
Kto ponosił koszta?
Tak dużo relacji.
Tak dużo pytań.
Wasz Listonosz Stanisław
Stanisław Barszczak, „Eternal Matters”
Compatriots. 80 years ago, Home Army commander General „Bór” decided to launch the Warsaw Uprising. On July 31, 1944, at 7:00 PM, Home Army liaison officers began delivering orders to begin fighting the following day at „W” hour – 5:00 PM. „After nearly five years of uninterrupted and fierce fighting underground, you are now openly taking up arms,” wrote the Home Army commander.
The Warsaw Uprising was the culmination of Operation Tempest. Almost from the beginning of the German and Soviet occupation, the Polish Underground State, in cooperation with the Polish authorities in exile, prepared plans for an uprising that was to begin with the collapse of the German war machine, as had happened in October and November 1918. In 1943, as the Soviet Army approached the borders of the Second Polish Republic, these insurgent plans took the form of Operation Tempest. An order issued in November 1943 by the commander of the Home Army, General Tadeusz Komorowski „Bor,” stated: „In the face of the regular Russian army entering our territories, we must act as host. Efforts should be made to meet the invading Soviet forces by a Polish commander who has fought against the Germans and therefore has the best right to be the host. The local Polish commander should report, together with the forthcoming representative of the civilian administrative authority, to the commander of the Soviet forces and comply with his wishes.” Komorowski „Bór” described the key meeting on July 31st and the decision to launch the Warsaw Uprising in his memoirs: „That day, the commander of the Warsaw-City District, ‚Monter,’ was expected at headquarters at 6 p.m. He arrived unexpectedly at 5 a.m. with the news that Soviet armored units had penetrated the German bridgehead, disorganized its defense, and that Radość, Miłosna, Okuniew, Wołomin, and Radzymin were already in Russian hands. After a short deliberation, I decided that the moment had come to begin the fight for Warsaw.”
The Warsaw Uprising broke out on August 1, 1944, lasted 63 days until October 3, 1944, and was the largest freedom uprising in the history of World War II.
During the two-month fighting, Polish troops suffered approximately 16,000 casualties, 20,000 wounded, and 15,000 captured. As a result of air raids, artillery fire, harsh living conditions, and massacres perpetrated by German troops, between 150,000 and 200,000 civilian residents of the capital perished. As a result of the insurgent fighting and the systematic demolition of the city by the Germans, most of the buildings on the left bank of the Vistula River were destroyed, including hundreds of priceless monuments and objects of significant cultural and spiritual value.
The Warsaw Uprising is considered one of the most important events in modern Polish history. Due to its tragic consequences, particularly the enormous human and material losses, the validity of the decision to launch the uprising remains a subject of debate and intense discussion.
During his second pilgrimage to Poland in 1983, the Polish Pope spoke at the Tenth Anniversary Stadium in Warsaw: „In 1944, the capital of Poland was reduced to a great ruin. During the postwar years, that same Warsaw was rebuilt as we see it today: – especially here, from this place – ancient and modern at once. Is this not another moral victory for the Nation?”
The experience of war, with its cruelty, death, and fear, also unleashes great heroism. But its reason does not have to be primarily a protest against evil. It is the understanding that human life carries within itself the value of a selfless gift. And these are experiences that change individual fates, but also commit people to building a better future. Saint John Paul II exclaimed: ‚freedom has not yet been lost.’
Blessed Stefan Cardinal Wyszyński, who particularly remembered the first days of the Warsaw Uprising in the Kampinos area, gave the Sisters a note with a handwritten note: „The dying capital could not have sent us anything more precious. This is the most sacred appeal of fighting Warsaw to us and to the entire world. An appeal and a testament… You will love.”
Whoever fights can lose. Generations look each other coldly in the eye. It is impossible to completely kill the human desire for happiness. And when you run out of strength now, fight harder! He who cannot work cannot beg either. Such people, we Poles, need great ideals and role models. Polish insurgent girls, when they set out on their risky mission, asked for one thing – a medallion of Our Lady. They believed this was their greatest strength.
The temptation to be good is terrible. Hesitation is meaningless if you only win. You cannot help one poor person. The Warsaw Uprising should not evoke emotional identification in the viewer with the characters or the action, but rather should provoke rational Self-reflection and a critical look at the action on the stage of the contemporary world.
Warsaw is the only place on earth where all places are found. So let’s begin our theatrical career here. Let’s invite ourselves to develop our own thoughts and critically assess events on the world stage, while maintaining clarity of mind.
I would like to offer Bertolt Brecht’s „Questions of the Reading Worker” to the Polish citizens:
Who built the seven-gate Thebes? The names of kings appear in books. Did kings carry blocks? And Babylon, repeatedly destroyed, Who rebuilt it each time? In which houses of golden-shining Lima did the builders live? live? Where did the masons go in the evening – when the Great Wall of China was completed? Great Rome is full of triumphal arches. Who built them? Over whom did the emperors triumph? Did monumental Byzantium have only palaces for its inhabitants? Even in legendary Atlantis, swallowed by the sea, drowning men cried out for their slaves at night. Young Alexander conquered India. He alone? Caesar defeated the Gauls. Didn’t he have at least one cook with him? Philip of Spain wept when his fleet sank. No one else wept? Frederick the Second won the Seven Years’ War. Who else won? Victory on every page. Who prepared the feast? A great man every decade. Who bore the cost? So many accounts. So many questions.
Your Postman, Stanisław
______
Stanisław Barszczak, Kraj Ludzi
Kalaallit Nunaat to po grenlandzku „Kraj Ludzi”. Nazwa ta nie do końca oddaje jednak rzeczywistość, przynajmniej jeśli chodzi o liczebność. Choć Grenlandia jest ogromną wyspą, ma zaskakująco niewielu mieszkańców – zamieszkuje ją na stałe mniej niż 60 tys. osób. To najrzadziej zaludnione miejsce na świecie. Większość ludności skupia się na zachodnim wybrzeżu, głównie w większych miastach, natomiast liczne, ale niewielkie osady, do których nawet samo dotarcie stanowi wyzwanie, liczą zaledwie po kilkudziesięciu mieszkańców. Ale czy zawsze i wszędzie muszą być tłumy.
Prezydent Donald Trump nie jest bynajmniej pierwszym, któremu zamarzyło się posiadanie Grenlandii. Wyspa była obiektem licznych sporów już wcześniej. W 1721 roku na wyspę – w okolice dzisiejszego Nuuk – przybył norwesko-duński misjonarz Hans Egede. Założył tam kompanię handlową i wprowadził luteranizm, który do dziś wyznaje ponad 90% mieszkańców wyspy. W 1776 duński rząd przejął monopol na handel z Grenlandią, zamykając jej wybrzeża dla innych państw i utrzymując tę blokadę aż do 1950 r.
Czy na Grenlandii jest coś ciekawego do zrobienia? Grenlandia oferuje wiele pięknych tras do zobaczenia. Podczas jazdy na rowerze lub pieszej wycieczki możesz odwiedzić jedną z 20 świetnych Atrakcji, z jakich słynie region na Grenlandii, a mianowicie: Centrum Sisimiut, Nerumaq, Pomnik Matki Morza, Kościół Zbawiciela The Annaassisitta Oqaluffia jest blisko, Muzeum Sztuki w Ilulissat, Kangerlussuaq, Pomnik Hansa Egede, apostoła Grenlandii, Centrum Nuuk i zabytki, Punkt 660 – Wejście na lądolód Grenlandii.
Komu w drogę, temu statek. Wycieczki po lodowcach i obserwacja wielorybów zapewniają fascynujące wrażenia w tym fiordzie lodowym, z wystawami edukacyjnymi i możliwością pieszych wędrówek przez zachwycające krajobrazy i góry lodowe. W muzeum historyczne eksponaty spotykają się z widokiem na nabrzeże, podkreślając historię Grenlandii za pomocą artefaktów, tradycyjnych strojów i mumii.
Jakie miejsca warto zobaczyć na Grenlandii? Ilulissat i rejs w zatoce Disko. Eksploracja fiordu lodowego Ilulissat w zatoce Disko w północnej Grenlandii, jednego z najdalej na północ wysuniętych obiektów światowego dziedzictwa UNESCO.
Spacer przez Dolinę Sermermiut z widokiem na fiordy.
Nuuk – stolica Grenlandii.
Rejs na wyspę Qoornoq.
Arktyczne Safari – spotkanie z wielorybami.
Lodowce i zatoki na Grenlandii.
W Grenlandii ma miejsce polowanie na renifery to popularna grenlandzka tradycja, którą kultywują nawet młodsi mieszkańcy. Poluje się głównie na renifery, pardwy górskie i piżmowoły arktyczne. Te ostatnie, osiągające niekiedy nawet 400 kilogramów, charakteryzują się mięsem przypominającym nieco wołowinę, ale są od niej zdecydowanie mniej kaloryczne, za to bogate w białko, żelazo i witaminę B. Niesamowite krajobrazy, wyjątkowa przyroda, fiordy otoczone górami lodowymi i kolorowa tundra to tylko niektóre z wyjątkowych cech, które sprawiają, że Grenlandia jest miejscem niepowtarzalnym. Do wyboru jest 18 zamków i pałaców w Grenlandii.
Średnia temperatura zimą waha się od -7°C na południu do około -34°C na północy, zaś latem – od 7°C do 4°C. Lato to także czas, gdy słońce nie zachodzi – występuje tu dzień polarny. Skąd więc wzięła się zieleń w nazwie Grenlandii? Podczas okresu regionalnego ocieplenia we wczesnym średniowieczu temperatura na Grenlandii była zbliżona do tej z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Również dzisiaj południowa część Grenlandii (nie pokryta lodowcami) jest latem zielona.
Nie ma dróg w Grenlandii między miejscowościami, jedynie w ich obrębie i wokół nich . W całym kraju jest 150 km dróg, z czego 60 km jest utwardzonych. Eskimosi ogrzewają igloo głównie lampami zasilanymi tłuszczem z fok i wielorybów. Od 21 czerwca 2009 roku językiem urzędowym Grenlandii jest język grenlandzki. Herb Grenlandii został przyjęty w 1989 roku i przedstawia niebieską tarczę z białym niedźwiedziem polarnym , który jest symbolem Grenlandii. Rząd Grenlandii używa herbu jako swojego symbolu osobistego.
Na jej terenie spotkać można ok. 500 gatunków roślin wyższych oraz 3000 gatunków mchów, porostów i glonów. Roślinność na Grenlandii występuje tylko w miejscach, które choć przez krótki czas w ciągu roku są wolne od pokrywy lodowej. Zasadniczy typ roślinności porastającej te obszary stanowią różne typy tundry oraz łąki.
Grenlandia nie jest tania. Odblokuj roaming mobilny w Grenlandii. Nie jest groźna, jak obwieszcza to jej nazwa, która wzięła początek od słów przywódcy wikingów w IX wieku, który przybywając od strony Norwegii i Islandii (ta ostatnia jawiła się zawsze zielona) powiedział Grenlandia czyli „zielony kraj”. Miała ona zachęcać do osiedlania się na niej. Podróżowanie po Grenlandii, mimo jej surowych warunków, jest na ogół bezpieczne. Przestępczość jest niezwykle niska, a lokalne społeczności są gościnne i przyjazne wobec turystów. Grenlandia jest autonomicznym terytorium należącym do Królestwa Danii. W 1979 r. wyspa uzyskała znaczną autonomię dzięki Ustawie o autonomii.
Ile dni potrzebuję na wizytę w Grenlandii? Bardzo dobra wycieczka do Grenlandii, obejmująca większość jej wartych odwiedzenia miast, powinna zająć od 10 dni do dwóch tygodni. Najlepiej jechać na Grenlandię od czerwca do sierpnia. Eskimosi nie chorują na choroby cywilizacyjne takie jak nowotwory i choroby sercowo-naczyniowe. Mimo, że ich dieta zawiera dużo tłuszczów, jest również bogata w kwasy omega 3. Eskimosi śpią w łóżkach, które są umieszczone na podwyższeniach znajdujących się w igloo. Łóżka, w których śpią Eskimosi, są pokryte skórami zwierząt i zwrócone głowami w stronę wyjścia. Dodatkowo często śpią oni nago całymi rodzinami, aby wzajemnie ogrzewać swoje ciała.
Grenlandia pokryta jest lodem, śniegiem i lodowcami, ale według naukowców 2,5 miliona lat temu była całkiem zielona. Grenlandia to jeden z najbardziej niedostępnych rejonów świata. Niemal w całości największą wyspę świata pokrywa dochodzący do trzech kilometrów grubości lądolód. Na obszarze ponad dwóch milionów kilometrów kwadratowych mieszka zaledwie pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców – a 89% z nich to Inuici. Przemysł rybacki i łowiecki stanowią znaczący element gospodarki Grenlandii. Rybołówstwo komercyjne, zwłaszcza dorsza, krewetek i halibuta, zapewnia zatrudnienie i dochody dla wielu Grenlandczyków.
______
Stanisław Barszczak, Land of People
Kalaallit Nunaat means „Land of People” in Greenlandic. This name, however, doesn’t quite capture the reality, at least in terms of population. Although Greenland is a vast island, it has surprisingly few inhabitants – fewer than 60,000 people permanently reside there. It is the most sparsely populated place in the world. Most of the population is concentrated on the west coast, primarily in larger cities, while the numerous but small settlements, even reaching them is a challenge, have only a few dozen inhabitants each. But do crowds always have to be everywhere?
President Donald Trump is by no means the first to dream of owning Greenland. The island has been the subject of numerous disputes before. In 1721, the Norwegian-Danish missionary Hans Egede arrived on the island – near present-day Nuuk. He established a trading company there and introduced Lutheranism, which is still practiced by over 90% of the island’s inhabitants today. In 1776, the Danish government took over the monopoly on trade with Greenland, closing its coast to other countries and maintaining this blockade until 1950.
Is there anything interesting to do in Greenland? Greenland offers many beautiful routes to explore. While cycling or hiking, you can visit one of the 20 great attractions for which the Greenland region is famous, namely: Sisimiut Centre, Nerumaq, the Monument of Our Lady of the Sea, the Church of the Savior (The Annaassisitta Oqaluffia is nearby), the Ilulissat Art Museum, Kangerlussuaq, the Monument to Hans Egede, the Apostle of Greenland, the Nuuk Centre and historical monuments, and Point 660 – Entrance to the Greenland Ice Sheet.
A ship is in the air. Glacier tours and whale watching offer a fascinating experience in this ice fjord, with educational exhibitions and hiking opportunities through stunning landscapes and icebergs. In the museum, historical exhibits meet coastal views, highlighting Greenland’s history through artifacts, traditional costumes, and mummies.
What are some must-see places in Greenland? Ilulissat and a Disko Bay cruise. Explore the Ilulissat Icefjord in Disko Bay in northern Greenland, one of the northernmost UNESCO World Heritage Sites.
Walk through the Sermermiut Valley with views of the fjords.
Nuuk – the capital of Greenland.
Cruise to Qoornoq Island.
Arctic Safari – encounter with whales.
Glaciers and bays in Greenland. Reindeer hunting is a popular Greenlandic tradition, cultivated even by younger residents. The main targets are reindeer, ptarmigan, and Arctic musk oxen. The latter, which can sometimes weigh up to 400 kilograms, are characterized by meat somewhat resembling beef, but is significantly lower in calories and rich in protein, iron, and vitamin B. Incredible landscapes, unique wildlife, fjords surrounded by icebergs, and colorful tundra are just some of the unique features that make Greenland a unique destination. There are 18 castles and palaces to choose from in Greenland.
The average winter temperature ranges from -7°C in the south to around -34°C in the north, while in summer it ranges from 7°C to 4°C. Summer is also a time when the sun doesn’t set – the midnight sun occurs. So where does the green in Greenland’s name come from? During the period of regional warming in the early Middle Ages, temperatures in Greenland were similar to those of the 1980s. Even today, the southern part of Greenland (not covered by glaciers) remains green in summer.
There are no roads in Greenland between towns, only within and around them. There are 150 km of roads throughout the country, of which 60 km are paved. Inuit heat their igloos primarily with lamps fueled by seal and whale blubber. Since June 21, 2009, the official language of Greenland has been Greenlandic. The coat of arms of Greenland was adopted in 1989 and depicts a blue shield with a white polar bear, the symbol of Greenland. The Greenlandic government uses the coat of arms as its personal symbol.
Approximately 500 species of higher plants and 3,000 species of mosses, lichens, and algae can be found in Greenland. Vegetation in Greenland occurs only in places that are free from ice cover, even for a short period of the year. The main types of vegetation growing in these areas are various types of tundra and meadows.
Greenland is not cheap. Unblock mobile roaming in Greenland. It is not dangerous, as its name suggests, which comes from the words of a 9th-century Viking leader who, arriving from Norway and Iceland (the latter always appeared green), said Greenland, meaning „green land.” This was intended to encourage settlement. Traveling in Greenland, despite its harsh conditions, is generally safe. Crime is extremely low, and local communities are hospitable and friendly to tourists. Greenland is an autonomous territory belonging to the Kingdom of Denmark. In 1979, the island gained significant autonomy thanks to the Home Rule Act.
How many days do I need to visit Greenland? A good trip to Greenland, encompassing most of its must-see cities, should take between 10 days and two weeks. It’s best to visit Greenland between June and August. Inuit people are not prone to lifestyle diseases such as cancer and cardiovascular disease. Although their diet is high in fat, it is also rich in omega-3 fatty acids. Inuit people sleep in beds placed on raised platforms within igloos. The beds are covered with animal skins and face outwards. Furthermore, entire families often sleep naked to keep each other warm.
Greenland is covered in ice, snow, and glaciers, but according to scientists, 2.5 million years ago it was completely green. Greenland is one of the most inaccessible regions in the world. The world’s largest island is almost entirely covered by an ice sheet up to three kilometers thick. Just 50,000 people live in an area of over two million square kilometers—89% of whom are Inuit. The fishing and hunting industries constitute a significant component of Greenland’s economy. Commercial fishing, particularly for cod, shrimp, and halibut, provides employment and income for many Greenlanders.
Znaczenie modlitwy. 17. Niedziela Zwykła (C)
Temat dzisiejszych czytań jest bardzo jasny: znaczenie modlitwy. Nie jestem pewien, czy będę w stanie się modlić. W pierwszym czytaniu widzimy modlitwę za innych. Abraham modli się o ocalenie miast, którym Bóg groził zniszczeniem z powodu ich zepsucia. Uzyskał od Boga zapewnienie, że nie zniszczy ich, nawet jeśli w tych miastach znajdzie się choć dziesięciu porządnych ludzi. Ale czy jego modlitwa była skuteczna? Najwyraźniej nie, ponieważ Bóg ostatecznie zniszczył miasta. Jaki sens ma modlitwa, jeśli Bóg nas nie słucha? W rzeczywistości jedyni porządni ludzie w mieście zostali ocaleni: Lot, kuzyn Abrahama, i jego rodzina. Modlitwa Abrahama była zatem skuteczna, ale nie taka, jakiej się spodziewał. Wszyscy dobrzy ludzie w mieście zostali zbawieni. To pomaga nam zrozumieć, że Bóg wysłuchuje naszych modlitw, ale nie zawsze tak, jak się spodziewamy.
W Ewangelii Jezus uczy nas modlitwy przede wszystkim swoim przykładem. Widząc Go modlącego się, uczniowie chcieli nauczyć się modlić w jego imieniu. Bez przechwalania się, nasz przykład modlitwy może zainspirować innych do modlitwy. Jezus naucza następnie Modlitwy Pańskiej, modlitwy doskonałej i wzorcowej. Aby zachęcić nas do wytrwałości w modlitwie, opowiada piękną przypowieść o człowieku, którego wytrwałość w końcu zmusza przyjaciela do wstania z łóżka, by dał mu jedzenie, po które przyszedł.
Jezus zachęca nas tutaj do modlitwy, do ciągłego pukania do drzwi Boga. Nie mamy nic do dania innym. Jeśli chcemy dać im coś wartościowego, musimy zwrócić się do Boga. Następnie Jezus podaje trzy zabawne przykłady: „Któryż z was, ojcze, jeśli go syn poprosi o rybę, da mu węża zamiast ryby albo jeśli poprosi o jajko, da mu skorpiona?” Oczywiście, że nie. Cóż, jeśli „wy, którzy jesteście źli” – mówi Jezus – „umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą? Duch Święty jest najlepszym z darów: On sam jest Bogiem, żywym darem, darem-osobą. W Duchu Świętym są wszystkie dary.
Przesłanie jest jasne: módlmy się za innych, bądźmy odważni i pewni siebie, jak Abraham, który modlił się za Sodomę i Gomorę. Módlmy się o zbawienie naszego społeczeństwa, naszego kraju jak też o nawrócenie innych krajów. Bóg chce, abyśmy prosili, abyśmy „niepokoili”, zaprasza nas, abyśmy Go niepokoili. „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a drzwi będą wam otwarte”. Musimy jednak zaufać Bożej dobroci… jeśli chcemy dawać innym dobre rzeczy, bez względu na to, jak bardzo jesteśmy grzeszni, On jest do tego jeszcze bardziej skłonny.
_____
The Importance of Prayer. 17th Sunday in Ordinary Time (C)
The theme of today’s readings is very clear: the importance of prayer. I’m not sure I’ll be able to pray. In the first reading, we see prayer for others. Abraham prays for the salvation of cities that God threatened to destroy because of their corruption. He received assurances from God that he would not destroy them even if there were even ten decent people in those cities. But was his prayer effective? Apparently not, because God ultimately destroyed the cities. What’s the point of prayer if God doesn’t listen? In fact, the only decent people in the city were saved: Lot, Abraham’s cousin, and his family. Abraham’s prayer was therefore effective, but not in the way he expected. All the good people in the city were saved. This helps us understand that God hears our prayers, but not always in the way we expect.
In the Gospel, Jesus teaches us prayer primarily through his example. Seeing him pray, the disciples wanted to learn to pray in his name. Without boasting, our example of prayer can inspire others to pray. Jesus then teaches the Lord’s Prayer, a perfect and exemplary prayer. To encourage us to persevere in prayer, he tells a beautiful parable about a man whose perseverance finally compels a friend to get out of bed to give him the food he came for.
Jesus here encourages us to pray, to continually knock on God’s door. We have nothing to give others. If we want to give them something of value, we must turn to God. Jesus then gives three amusing examples: „Father, which of you, if your son asks for a fish, will give him a snake instead of a fish, or if he asks for an egg, will give him a scorpion?” Of course not. Well, if „you who are evil,” says Jesus, „know how to give good gifts to your children, how much more will your Father who is in heaven give the Holy Spirit to those who ask Him? The Holy Spirit is the best of gifts: He Himself is God, a living gift, a gift-person. In the Holy Spirit are all gifts.
The message is clear: let us pray for others, let us be courageous and self-confident, like Abraham, who prayed for Sodom and Gomorrah. Let us pray for the salvation of our society, our country, and also for the conversion of other nations. God wants us to ask, to „trouble,” he invites us to disturb Him. „Ask, and it will be given to you; seek, and you will find; knock, and the door will be opened to you.” However, we must trust in God’s goodness… if we want to give good things to others, no matter how sinful we are, He is even more inclined to do so.
Stanisław Barszczak, Są i będą w Polsce i świecie przyzwoici ludzie
Dziecko wobec wojny jest zawsze ofiarą. Stąd z zadowoleniem, ale także z niedowierzaniem przyjmuję informację z Białego Domu. Otóż Donald Trump ogłasza: zakończyliśmy wojnę w Strefie Gazy. Gaza i Izrael świętują zawieszenie broni. Setki osób na ulicach. W tym kontekście chciałbym wam wyjawić, iż nie jestem w stanie rozeznać czy w naszej dobie nie toczy się najgorsza wojna faszystowska, której okrutne zbrodnie odsłonił nam wiek dwudziesty. Rok jubileuszowy nadziei 2025 w kościele Rzymsko-katolickim, wlał do mojego wnętrza otuchę na to, że już nigdy nie będziemy oddzielani rasą, krwią od najwspanialszych a humanistycznych wartości. Świat tymczasem dalej idzie naprzód przeważnie swoim krokiem i przejmuje systemy społeczne z przeszłości.
I tak faszysta był określeniem wyznawcy faszyzmu, czyli zwolennika skrajnie narodowej ideologii oraz totalitarnej formy rządów. Faszyzm to pogląd, że nie wolno zdradzać narodu, wspierany także idealizacją narodu. To właśnie brak zdradzania narodu prowadzi do dyktatury, a wraz z idealizacją narodu do faszystowskiej dyktatury. Faszyzm we Włoszech łączył w sobie elementy korporacjonizmu, totalitaryzmu, nacjonalizmu, militaryzmu i antykomunizmu. Cechy charakterystyczne państwa faszystowskiego: Istnienie systemu monopartyjnej dyktatury, na której czele stał wódz; Stosowanie terroru; Zastępowanie związków zawodowych korporacjami, które miały działać tak, aby nie przysparzać problemów nowej władzy. Faszyzm jest systemem rządów, który kartelizuje sektor prywatny; stosuje centralne planowanie w gospodarce, aby subsydiować producentów; wprowadza państwo policyjne jako źródło porządku; odmawia jednostkom fundamentalnych praw i wolności i czyni władzę wykonawczą niczym nieograniczonym władcą społeczeństwa.
W trzecim tysiącleciu chrześcijańskiej ery chcemy kierować się prawami i wolnościami przysługującymi jednostkom w cywilizowanych społeczeństwach. Tutaj nie wystarczy rozpoznać wspomniane prawa i obowiązki osoby, należałoby także nimi osobiście zabłysnąć dla kontynuacji i korekty następnych generacji ludzi. W związku z tym musimy nauczyć się wymagać od siebie i podjąć własną i tylko sobie przypisaną drogę życia. Może się zdarzy, że jeśli zdecydujesz się podążać autentyczną ścieżką, dotarcie do niej może zająć Ci więcej czasu. Ale Twoje działania będą miały wpływ na kolejne pokolenia i uniwersalne błogosławieństwa będą trwać wiecznie. Kiedy podążasz ścieżką prawdy, podróż może zająć więcej czasu, niż się spodziewasz, ale Twój rozwój i wpływ ukształtują przyszłe pokolenia. – Nie ograniczaj się do marzeń. – Stwórz silne fundamenty, aby budować na wielką skalę. – A potem ruszaj i zacznij działać. Twoje wybory zawsze kształtują Twoją rzeczywistość. W Warszawie trwa XIX Konkurs Chopinowski.
Adam Kałduński, wspaniałe Preludia, jak emocjonalnie zagrane. Dla mnie to była muzyczna podróż przez ludzkie emocje – od jasności po mrok, od pokoju po rozpacz. Pan Adam pozwolił mi dopisać moją własną treść, która wyraża moje doświadczenia życiowe. Uczta, ogromny ładunek emocjonalny, estetyczny. Było tu wszystko, spokój, radość, namietność, ból, napięcie, rozpacz, kulminacja i wyciszenie. Polonez już na bazie poprzednich uczuć, w dreszczach i łzach… wspaniały. To był cudowny występ. Jestem oczarowany i pełen emocji. Jeśli wybierzesz, powiedzmy, Miłość, wiedz że ona nigdy się nie kończy, nawet po pożegnaniu. Zdecyduj więc, kim chcesz być. Udowodnij to sobie małymi zwycięstwami. Dotrzymuj obietnic, gdy nikt nie patrzy. W ten sposób budujesz pewność siebie, zaufanie do siebie, samodyscyplinę i szacunek do siebie. Każde Twoje działanie to głos na to, kim się stajesz. Nikt w historii nie zakończył tylu wojen, co ja, ale pewnie znajdą jakiś powód, by nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla – powiedział prezydent USA Donald Trump… Jeśli wybierzesz Miłość, wiedz że ona nigdy się nie kończy, nawet po pożegnaniu. Jeśli stałeś się turystą z wyboru, ciesz się wyjątkową przygodą pełną słońca, piasku i niezapomnianych wrażeń w najpiękniejszych miejscach na świecie. Zawsze idź naprzód, nawet za Madonną tego, co się nie zdarzyło. Nie ma przeszłości tak zrujnowanej, historii tak skompromitowanej, by nie mogła jej dotknąć łaska Boga.
____
Stanisław Barszczak, There are and will always be decent people in Poland and the world
A child in the face of war is always a victim. Therefore, I receive the news from the White House with satisfaction, but also with disbelief. Donald Trump announces: we have ended the war in the Gaza Strip. Gaza and Israel are celebrating a ceasefire. Hundreds of people are in the streets. In this context, I would like to reveal to you that I am unable to discern whether the worst fascist war, whose cruel crimes the twentieth century revealed to us, is not being waged in our time. The Jubilee Year of Hope 2025 in the Roman Catholic Church has instilled within me the hope that we will never again be separated by race or blood from the most magnificent humanist values. Meanwhile, the world continues to move forward, mostly at its own pace, adopting the social systems of the past.
Thus, „fascist” was the term for a follower of fascism, that is, a supporter of an extreme nationalist ideology and a totalitarian form of government. Fascism is the belief that one must not betray the nation, supported by the idealization of the nation. It is precisely this failure to betray the nation that leads to dictatorship, and with the idealization of the nation, to fascist dictatorship. Fascism in Italy combined elements of corporatism, totalitarianism, nationalism, militarism, and anti-communism. Characteristic features of a fascist state: The existence of a single-party dictatorship system headed by a leader; the use of terror; the replacement of trade unions with corporations, which were supposed to operate in a way that would not cause problems for the new government. Fascism is a system of government that cartelizes the private sector; uses central planning in the economy to subsidize producers; introduces a police state as a source of order; denies individuals fundamental rights and freedoms and makes the executive branch the unfettered ruler of society.
In the third millennium of the Christian era, we aspire to be guided by the rights and freedoms enjoyed by individuals in civilized societies. Here, it’s not enough to recognize the aforementioned rights and obligations of a person; it would also be necessary to personally demonstrate them for the continuation and correction of future generations. Therefore, we must learn to demand of ourselves and embrace our own, uniquely our own, path in life. It may be that if you choose to follow an authentic path, reaching it may take you longer. But your actions will influence subsequent generations, and the universal blessings will endure forever. When you follow the path of truth, the journey may take longer than you expect, but your development and influence will shape future generations. – Don’t limit yourself to dreams. – Create strong foundations to build on a grand scale. – And then set out and take action. Your choices always shape your reality. The 19th Chopin Competition is underway in Warsaw.
Adam Kałduński, magnificent Preludes, so emotionally performed. For me, it was a musical journey through human emotions—from light to darkness, from peace to despair. Mr. Adam allowed me to add my own content, expressing my life experiences. A feast, a tremendous emotional and aesthetic charge. It had everything here: peace, joy, passion, pain, tension, despair, climax, and stillness. A polonaise already built on previous feelings, filled with shivers and tears… magnificent. It was a wonderful performance. I am enchanted and filled with emotion. If you choose, say, Love, know that it never ends, even after saying goodbye. So decide who you want to be. Prove it to yourself with small victories. Keep your promises when no one is watching. This is how you build self-confidence, self-trust, self-discipline, and self-respect. Every action you take is a vote for who you are becoming. „No one in history has ended as many wars as I have, but they’ll probably find some reason not to award me the Nobel Peace Prize,” said US President Donald Trump. „If you choose Love, know that it never ends, even after saying goodbye. If you have become a tourist by choice, enjoy a unique adventure full of sun, sand, and unforgettable experiences in the most beautiful places in the world. Always move forward, even for the Madonna of what never happened.” There is no past so ruined, no history so compromised, that it cannot be touched by the grace of God.
Stanisław Barszczak, Three Funerals and the Palace on the Water (The Last Years of King Stanisław August Poniatowski)
I don’t want to engage in pointless debates here on various topics of our lives. However, since I’ve noticed the multitude of everyday problems our compatriots face, and I also dislike the title of „Iroquois of Europe,” which has been bestowed upon us Poles for two hundred and fifty years, I intend to periodically reveal to my readers the specific problems of our nation. Today, I’ll talk about the tragic last king of the Polish-Lithuanian Commonwealth, Stanisław Poniatowski, whom I would rank alongside Casimir the Great and Sigismund Augustus.
Stanisław August Poniatowski is one of the most controversial kings of Poland. On the one hand, he is accused of being the Tsarina’s lover, who became Polish ruler solely at the behest of Russia. He also joined the Targowica Confederation, thus destroying the fruits of the Great Sejm. On the other hand, he was the principal author of the Constitution of May 3rd and one of the greatest reformers in Polish history. We will take a closer look at this controversial yet fascinating figure of the last king.
Stanisław August Poniatowski ascended the Polish throne on November 25, 1764, on the name day of Empress Catherine. He was an educated man, fluent in French, German, and English. Thanks to his travels in his youth, he became acquainted with Dutch art, as well as French literature and philosophy. What did King Stanisław August accomplish? The first ministry of education in Poland, the Commission of National Education, was established, which reformed the school system. During the Four-Year Sejm (1788-1792), Poniatowski and the reformists undertook a fundamental battle for political reform. The most important achievement was the adoption of the constitution on May 3, 1791.
The king began to rule the Polish-Lithuanian Commonwealth with Russian support. But his very first decisions revealed a certain independence from St. Petersburg, as Catherine the Great communicated in letters to a trusted ambassador.
Did he seek the abolition of serfdom? There is no evidence that Stanisław August Poniatowski wanted to abolish serfdom, although he was a supporter of the reforms from the outset. At that time, social and political forces were not yet ready for such radical land reform. Many magnates and nobility still benefited from the serf system, and their opposition prevented significant social reforms, such as the abolition of serfdom. It was not until the Great Sejm of 1791 that reforms were attempted, intended to increase the power of the bourgeoisie and develop the economy, but the issue of serfdom remained largely unresolved. Why is King Stanisław August Poniatowski considered a patron of the arts? To this end, he brought renowned painters, decorators, sculptors, and architects from Italy, Germany, and France to Poland, and also planned to establish an academy of fine arts on the Vistula River, which would enable the high-quality education of his compatriots and thus contribute to the development of national art.
As a patron of culture and art, the king fostered intellectual and artistic events. Dinners with King Stanisław August Poniatowski at Łazienki Park (known as Thursday Dinners) were artistic events combining culinary feasts with discussions on literary, scientific, and artistic topics, held in an atmosphere conducive to refined conversation. In the summer, the meetings were held at the Palace on the Isle in the Royal Łazienki Park, where the intellectual and artistic elites of the era were invited. Thursday Dinners – initiated by Adam Kazimierz Czartoryski and organized by King Stanisław August Poniatowski, modeled on Parisian literary salons – were exquisite gatherings of Polish intellectuals. However, Kajetan Węgierski disagreed. „And learned dinners? Do you know the name? Where half don’t talk and half doze, In which the king must replace all his needs with money, Wit, knowledge, wine, and meat.”
It was an atmosphere conducive to conversations about art, literature, and philosophy, although the first courses were often silent, with conversations focusing on the words of the king, who was a patron of classical art. The meetings were intended to „feed the spirit rather than the body,” which was their main, timeless goal, creating something of a cultural institution.
As mentioned, the first chef in Europe, Paul Tremo, was responsible for the culinary arrangements. Hunted game, stewed hazel grouse, lamb, and broth with dumplings reigned supreme on the king’s tables. The king also enjoyed borscht.
In other words, these were afternoon literary and scholarly feasts. The first meetings took place in 1770 and were a continuation of similar gatherings organized by Adam Kazimierz Czartoryski at the Blue Palace during the early reign of Stanisław August. Thursday dinners were held regularly every week and lasted three to four hours. They were usually held at the Royal Castle (according to tradition, in the Council Chamber, also known as the Dining Room in the 1808 inventory), and in the Łazienki Park in the summer. The purpose of the meetings was
Conversations on topics related to art and science, and discussions of literary works.
These were modeled on Parisian literary salons, but unlike them, the dinners gathered exclusively men. This facilitated a more relaxed conversation than that typical of salons, as well as the reading of frivolous poems (sometimes placed as dessert prints under guests’ napkins). From 1771, the unofficial press organ of the Thursday dinners was the weekly „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” (Pleasant and Useful Amusements), which published some of the works read at the dinners. Unpublished works were bound in separate collections (codexes). These were the so-called Stanisław Poniatowski’s litteraria; some of them were published by S. Tomkiewicz in Z wieku Stanisława Augusta, vol. 1-2, Kraków 1882. The king, passionate about literature and art, attached great importance to these weekly meetings, organizing them regularly until approximately 1777. The king also organized Wednesday dinners, attended by humanists, including publicists, educators, and dignitaries and political activists associated with the court. The dinners ended with a blank letter being brought into the hall and handed to the king when the conversation no longer made sense.
The best period for the dinners was the years of coexistence with „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne” (Pleasant and Useful Amusements). Pleasant and Useful,” the later period signaled a slow but inexorable decline in their quality. At the time, they were ridiculed by Węgierski’s poems (Organy, II verses 32-34, IV verses 21-26; To the Prince of Hungary), and interrupted several times – the greatest crisis occurred in 1782, when even Trembecki stopped attending the table, I. Potocki was absent, and in Warsaw it was said that the wise dinner had been canceled (S. K. Potocki: Banialuka, v. 112) – they even expired shortly before the Four-Year Sejm (despite this, scientific and literary meetings were held at the king’s house during the Sejm and even during the Grodno years). In 1771, on Thursdays, the idea arose to establish the Society of Friends of the Few (from among the dinner participants), which would publish in sheets the History of Ancient States (vol. 1, Warsaw 1772). Less than a year later, on June 11, 1772, J. P. (probably I. Potocki?) read in this group a project entitled „On the Establishment of Order in the Science of Civil Law and on the Establishment of an Assembly of Legal Men,” and shortly thereafter, part 2 of the project „On Political and Fundamental Rights.” In July 1774, Ignacy Krasicki presented the first edition of „Myszeida,” and six years later, „The Chocim War” (July 1780). A. Naruszewicz, the informal head of the Society (according to Wybicki), read most of the poems to the audience (he later became a lecturer in History). He was also the author of „History of Jan Karol Chodkiewicz,” the first idea for which had first occurred at one of the Thursday meetings. Other dinner participants also read their works there, including Stanisław Trembecki, Wojciech Jakubowski, and Celestyn Czaplic. Sometimes Stanisław August himself suggested topics, and even even plans for compositions (concerning an ode on the abolition of the Jesuit Order). This group also discussed the first drafts of the so-called Zamoyski Code.
In 1780, Ignacy Krasicki came to Warsaw from Lidzbark Warmiński, bringing with him the manuscript of one of the first Polish encyclopedias – the Collection of Necessary Information. He presented it to the dinner participants, who discussed its contents, made improvements, and raised publishing issues. The printing was commissioned to the Warsaw printer and publisher Michał Gröll, who announced a subscription for the Collection of Necessary Information on May 20, 1780. The first volume was published in late 1781, and the second at the end of 1782.
The first chef in Europe, Paul Tremo, was responsible for the culinary design. The king’s tables were filled with hunted game, stewed hazel grouse, lamb, and broth with dumplings. The king also enjoyed borscht. As a hunting enthusiast, the court’s table also featured plenty of game. In a single quarter of 1765, the following were consumed: 16 roe deer, 89 hares, 20 capercaillies, 223 black grouse, 1 bustard, 191 hazel grouse, 898 partridges, 135 wild ducks, 5 woodcock, 338 snipe, 12 plovers, 23 quail, and 3 thrushes. Wincenty Krasiński’s literary Thursday dinners, developed in the early 19th century from the tradition of Stanisław August’s Thursdays.
The guest list for Thursday dinners was not constant; moreover, it changed from season to season. A single banquet typically included around 10-12 guests. Portraits of the most frequent or distinguished guests were painted by L. Marteau at the king’s request, which later adorned the Yellow Room (12 portraits were lithographed by K. Minter in 1829).
As you can see, these dinners were not just meals, but above all, gatherings that cultivated the development of art and science, promoting the ideas of the Enlightenment. The gatherings were attended by the cream of the intellectual and artistic elite. Notable guests included: Franciszek Bohomolec, Joachim Litawor Chreptowicz, Celestyn Czaplic, Jędrzej Gawroński, Wojciech Jakubowski, Hugo Kołłątaj, Stanisław Konarski (writer), Ignacy Krasicki, Sebastian Lachowski, Michał Jerzy Wandalin Mniszech, Andrzej Mokronowski, Ignacy Nagurczewski, Adam Tadeusz Naruszewicz, Andrzej Ignacy Ogiński, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Grzegorz Piramowicz, Walerian Piwnicki, Stanisław Poniatowski (Treasurer of Lithuania), Antoni Maria Portalupi, Ignacy Potocki, Wojciech Strzelecki, Krzysztof Hilary Szembek, Piotr Hiacynt Śliwicki, Jan Śniadecki, Jędrzej Śniadecki, Stanisław Trembecki, Karol Wyrwicz. Occasionally invited: Marcello Bacciarelli, Józef Bielawski (poet), Wojciech Bogusławski, Mateusz Czarnek, Adam Kazimierz Czartoryski, Franciszek Karpiński, Antoni Kossakowski (castellan of Livonia), Feliks Franciszek Łoyko, Ludwik Marteau, Dominik Merlini, Kazimierz Nestor Sapieha, Wincenty Skrzetuski, Franciszek Smuglewicz, Michał Stadnicki, Józef Szymanowski (poet), Zygmunt Vogel, Tomasz Kajetan Węgierski, Franciszek Ksawery Woyna, Józef Wybicki, Franciszek Zabłocki, Andrzej Hieronim Zamoyski.
I intend to now tell the story of the last years of the last Polish monarch. It is the story of a man torn between the ambitions of a reformer and geopolitical constraints, entangled in political connections that influenced the fate of the First Polish Republic. On May 3, 1791, Stanisław August Poniatowski was a triumphant figure, the man who would put the Polish-Lithuanian Commonwealth back on its feet. The king’s swearing-in of the constitution was warmly welcomed by the nation. Less than four years later, he was considered one of the greatest traitors. How did this happen?
Did Stanisław August Poniatowski rightly become a symbol of the state’s decline? How should his accession to the Targowica Confederation be understood? When did he leave Warsaw and where did he go? Why did Poniatowski abdicate on Empress Catherine’s name day? Did Tsar Paul I truly extend special protection to him?
Toward the end of King Stanisław Poniatowski’s reign, Catherine the Great included Osip Igelström (born May 7, 1737, died February 18, 1817) in the modern history of the Polish-Lithuanian Commonwealth. He was a baron, then a count, and a Russian diplomat of Swedish descent. At the end of 1792, he became commander-in-chief of the Russian army stationed in Poland. Following the dismissal of Jakob Sievers in December 1793, he also headed Russian diplomacy in Poland. On December 28, 1793, Catherine II appointed him envoy extraordinary and minister plenipotentiary to the Polish-Lithuanian Commonwealth, combining de facto civil and military authority in Poland. His decision to reduce the size of the Polish army by half was the direct cause of the Kościuszko Uprising.
As a result of the Second Partition, the Polish state was reduced by more than half. A significant portion of the nobility found itself under Prussian or Russian rule and submitted to the new government. Many individuals, both noblemen and burghers, sought privileges and benefits directly from the courts of the partitioning powers. The burghers had no rights. But others could not come to terms with the partition and either withdrew completely from public life or joined those supporting the idea of organizing a nationwide uprising. The nobility in the truncated and Russian-dominated Polish-Lithuanian Commonwealth was also divided. Some cooperated with the Russian ambassador and general Osip Igelström, but many were ready to take up arms.
To prevent future attempts to strengthen the Polish state, Catherine decided in 1792 to carry out a second partition of the country with Prussia, whose new ruler, Frederick William II, sought to compensate for losses suffered in the fight against revolutionary France.
Irredentist (un-liberated) sentiments also prevailed among Poles who left the country after 1792. Former patriotic activists, Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj, and Tadeusz Kościuszko, were particularly active. In their opinion, the division of the country was the fault of Stanisław August Poniatowski, who, instead of continuing the war with Russia in the summer of 1792, joined the Targowica Confederation. While in exile in Saxony, they had been preparing an insurrection since late 1792. They believed that the war with Russia would succeed if, in addition to the nobility, the townspeople and peasants also joined the uprising.
Whether the citizens of the Polish-Lithuanian Commonwealth had become lazy and fallen into social lethargy? We don’t know. In March 1794, the Kościuszko Uprising broke out. Kościuszko’s „Połaniec Universal” was more radical than the Constitution of May 3rd. The course of events accelerated, and executions were taking place in Warsaw. Szymon Marcin Kossakowski was the leader of the Targowica Confederation in Lithuania, along with his brother Józef Kazimierz. During the Kościuszko Uprising, he was sentenced to death for treason and hanged in Vilnius on April 25, 1794, which was consistent with the sentence of death in absentia. Józef Kazimierz Kossakowski was a ‚counselor’ from the Senate in the Targowica Confederation. Like his brothers, he was a prominent member of the Targowica Confederation. During the Kościuszko insurrection, on May 9, 1794, he was hanged in Warsaw. On the eve of the Warsaw execution on May 8, 1794, someone even fired shots at the king.
At this point, I would like to cite the poem „Melancholy of Those Standing by the Wall” by Julian Tuwim: „The city also has sadness, also has contemplation: There are strange people in it, standing by the wall. They stand with their heads bowed to the side, perhaps they are tired, perhaps they are dreaming of a miracle.
They stand motionless, staring at a single point, Gray, like the grayness of the city center. They look dully, glassy, as if without memory… Never wake them: these are holy people. Holy, even though they slumber mindlessly by the fence. They know nothing, but I know it.”
The Battle of Szczekociny had a great impact on the collapse of the insurgents’ morale; For example, Ensign Stanisław Świstacki, the hero of the Battle of Racławice, broke down and deserted. After the defeat at Szczekociny, the operational initiative passed to the Prussian and Russian armies, and Austria abandoned even the pretense of neutrality.
On November 4th, Suvorov launched an assault on Warsaw, massacring the population of Praga, including some 20,000 civilians. After the city’s surrender, he sent a three-word message to the Tsarina, which, thanks to its succinctness, became legendary in Russian historiography: „Ura! Warsaw is ours!” (Ура! Варшава наша!), to which Catherine II replied equally succinctly: „Ura! Field Marshal Suvorov!” (Urah! Fieldmarshal Suvorov!), announcing his promotion to the rank of field marshal. Russian historians blame undisciplined Cossack troops for the massacre, while Suvorov himself ordered the destruction of the bridges (ostensibly to prevent the massacre from spreading to Warsaw’s left bank), but in reality, allowing it to happen to his advantage hastened Warsaw’s capitulation. On November 5th, Warsaw capitulated, effectively marking the end of the Polish-Lithuanian Commonwealth. On January 7th, 1795, after attending Holy Mass and in the presence of Alexander Suvorov, the executioner of Warsaw, the king left Warsaw for Grodno.
Allow me a small amendment, or perhaps a digression, here. „You have no right to live” – these were the words heard by Pakhshan Azizi, a Kurdish humanitarian and human rights activist. She was sentenced to death by Iran’s Revolutionary Court after a grossly unfair trial. Her only „crime” was providing aid to displaced women and children in Syria and fighting for human rights. Pakhshan was held in prison for several months without contact with her family or lawyer, tortured and intimidated. She received repeated death threats during interrogations. The Iranian Supreme Court rejected the request for a judicial review, meaning her execution could occur at any time!
I would like to sign this appeal and demand a stay of Pakhshan’s execution! Let us all demand the overturning of the conviction and her immediate and unconditional release. By issuing the death sentence, these people consider themselves greater than God. Life belongs to God, and only He has the right to terminate it, to take it away. No authority on earth has such a right, and if they do so, they are encroaching on God’s authority. So, dear Iranian authorities, this woman’s life does not belong to any of you, because you are all mortals too, and God will also claim your lives. You will answer for taking away God’s authority and for the gravest crimes, such as taking human life.
My dearest. Royal events unfolded very quickly. „Our distance is our approach,” King Stanisław Poniatowski wrote to the Poles in his act of abdication. On November 17, 1796, Catherine II died. She was born Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst in 1729 in Szczecin. Her mother, Joanna von Czartoryski, was of Polish descent, meaning Catherine carried the heritage of a noble Polish family. But please do not draw any major comparisons here with her nostalgia for the Polish-Lithuanian Commonwealth, as Szczecin was then part of Prussia. On February 17, 1797, King Stanisław Poniatowski traveled to St. Petersburg. There, he took up residence in the Marble Palace, built by Catherine II for Orlov, the Tsarina’s lover. Grigory Orlov was a favorite and lover of Empress Catherine II the Great, who aided her in her coup d’état overthrowing Tsar Peter III in 1762. During his forced exile, the king requested the release of political prisoners. After Catherine’s death in 1796, King Stanisław Poniatowski was still present at the coronation of Paul I in Moscow in 1797. At that time, the new tsar was preparing a residence for Stanisław on Stone Island, which the king managed to see; the servants’ quarters were not yet ready.
During his stay in St. Petersburg, the king attended a children’s ball on February 5, 1798, and little Isabella Mniszechówna was there. Furthermore, the king wrote bulletins to Warsaw, yearning to understand—and even know—what was happening there. On February 10, 1798, the heir to the Russian throne, Michael, was born. On February 12, 1798, the king died suddenly. The day before, the king drank broth prepared by court chef Paul Tremo. Lorenzo Litta, the nuncio, he granted the king Last Rites in the evening.
Stanisław Poniatowski (August from November 25, 1764) experienced the end of his reign and his country. He spent the last year of his life in St. Petersburg, treated kindly by the new Tsar Paul I, who (unjustifiably) suspected he was his son. He died on February 12, 1798, and was buried in St. Catherine’s Church in St. Petersburg. Mourning in the Empire on Polish lands lasted four weeks. The Russians placed the Prussian Order of the Black Eagle, the Order of Alexander Nevsky, and a golden sword on the embalmed body, and Paul I himself crowned the king. The Tsar’s Guard stood by King Stanisław Poniatowski’s bedroom in the Marble Palace, and 18,000 cavalrymen from the Tsarist army participated in the funeral procession through the city.
The mortal remains of King Stanisław August Poniatowski rest in the crypt of the Archcathedral of St. John the Baptist in Warsaw; it is fitting that his third symbolic funeral, after St. Petersburg and Wolczyn, took place there on February 14, 1995. As previously mentioned, after his death in St. Petersburg in 1798, the king was buried in St. Catherine’s Church, from where his remains were transferred to his family estate in Wołczyn in 1938, and then to Warsaw in 1990. By decision of the Soviet authorities, the king’s body, exhumed in 1938, was transferred to his family estate in Wołczyn, where he was then buried. The Russians did not want the king, and neither did the Polish authorities. After World War II, Wołczyn found itself outside Poland, and in 1990, from the destroyed chapel in Wołczyn, where for some time there was a chemical warehouse, the king’s symbolic ashes were brought to Warsaw – since then they have been resting in the Warsaw Co-Cathedral.
_______
Stanisław Barszczak, Trzy pogrzeby i Pałac na wodzie (ostatnie lata króla Stanisława Augusta Poniatowskiego)
Nie chciałbym prowadzić tutaj pustych debat na różne tematy naszego życia. Ponieważ jednak zauważyłem mnogość codziennych problemów rodaków, nadto nie podoba mi się tytuł Irokezów Europy, którym od dwustu pięćdziesięciu lat obdarza się nas Polaków, przeto zamierzyłem odsłaniać co jakiś czas przed moimi Czytelnikami, konkretne bolączki naszej nacji. Dzisiaj o tragicznym ostatnim królu Rzeczypospolitej Stanisławie Poniatowskim, którego postawiłbym w jednym szeregu z Kazimierzem Wielkim i Zygmuntem Augustem.
Stanisław August Poniatowski jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych królów Polski. Z jednej strony zarzuca się mu, że był kochankiem carycy, który został polskim władcą tylko i wyłącznie z woli Rosji. Dołączył też do Targowicy i tym samym zniszczył owoce Sejmu Wielkiego. Z drugiej strony, był głównym autorem Konstytucji 3 Maja i jednym z największych reformatorów w historii Polski. Przyjrzymy się wnikliwie tej kontrowersyjnej, acz pasjonującej postaci ostatniego króla.
Stanisław August Poniatowski zasiadł na polskim tronie w dniu 25 listopada 1764, w imieniny carycy Katarzyny. Był on człowiekiem wykształconym, posługiwał się językiem francuskim, niemieckim i angielskim. Dzięki odbytym w młodości podróżą zapoznał się ze sztuką holenderską, a także z literaturą i filozofią francuską. Czego dokonał król Stanisław August? Powstało pierwsze ministerstwo oświaty w Polsce – Komisja Edukacji Narodowej, która dokonała reformy szkolnictwa. Podczas Sejmu Czteroletniego (1788-1792) Poniatowski oraz obóz reformatorski podjęli zasadniczą batalię o reformę ustrojową państwa. Najważniejszym osiągnięciem było uchwalenie 3 maja 1791 r. konstytucji.
Król zaczął panować w Rzeczpospolitej przy udziale Rosjan. Ale już pierwsze decyzje ukazały pewną jego niezależność od Petersburga, o czym informowała w listach do zaufanego ambasadora Katarzyna Wielka.
Czy zabiegał o zniesienie pańszczyzny?Nie ma dowodów na to, by Stanisław August Poniatowski chciał znieść pańszczyznę, choć był od początku zwolennikiem reform. W tamtym czasie społeczne i polityczne siły nie były jeszcze gotowe na tak radykalną reformę rolną. Wielu magnatów i szlachty wciąż czerpało korzyści z systemu pańszczyźnianego, a ich sprzeciw uniemożliwiał znaczące reformy społeczne, takie jak zniesienie pańszczyzny. Dopiero podczas Sejmu Wielkiego w 1791 roku podjęto próby reform, które miały zwiększyć znaczenie mieszczaństwa i rozwijać gospodarkę, ale kwestia pańszczyzny pozostała w dużej mierze nierozwiązana. Dlaczego król Stanisław August Poniatowski jest uważany za mecenasa sztuki? W tym celu sprowadził do Polski uznanych malarzy, dekoratorów, rzeźbiarzy i architektów z Włoch, Niemiec i Francji, a także planował stworzyć nad Wisłą akademię sztuk pięknych, która umożliwiłaby kształcenie rodaków na wysokim poziomie i tym samym przyczyniła się do rozwoju sztuki narodowej.
Jako mecenas kultury i sztuki król zatroszczył się o wydarzenia intelektualno-artystyczne. Obiady u króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w Łazienkach (zwane Obiadami Czwartkowymi) były takimi wydarzeniami artystycznymi, łączącymi biesiadę kulinarną z dyskusjami na tematy literackie, naukowe i artystyczne, odbywającymi się w atmosferze sprzyjającej wyrafinowanym rozmowom. Latem spotkania odbywały się w Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich, gdzie zapraszano elity intelektualne i artystyczne epoki. Obiady czwartkowe – powstałe z inicjatywy Adama Kazimierza Czartoryskiego i organizowane przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, na wzór paryskich salonów literackich, to wyborne spotkania intelektualistów polskich. Jakkolwiek Kajetan Węgierski był odmiennego zdania. „A uczone obiady? znasz to może imię?Gdzie połowa nie gada a połowa drzymie, W których król wszystkie musi zastąpić ekspensa, Dowcipu, wiadomości, i wina, i mięsa.”
Była to atmosfera sprzyjająca rozmowom o sztuce, literaturze i filozofii, choć przy pierwszych daniach często panowała cisza, a rozmowy skupiały się na słowach króla, który był mecenasem sztuki klasycznej. Spotkania miały „karmić bardziej ducha niż ciało”, co było ich głównym, ponadczasowym celem, tworząc coś na kształt instytucji kulturalnej.
Za oprawę kulinarną jak wspomniałem odpowiadał pierwszy kuchmistrz w Europie, Paul Tremo. Na stołach króla królowała polowana dziczyzna, duszone jarząbki, baranina czy rosół z uszkami. Król lubił też polski barszcz.
Innymi słowy były to popołudniowe biesiady literacko-naukowe. Pierwsze spotkania odbyły się w 1770 i były kontynuacją zebrań o podobnym charakterze, organizowanych przez Adama Kazimierza Czartoryskiego w Pałacu Błękitnym w początkowym okresie panowania Stanisława Augusta. Obiady czwartkowe organizowane były regularnie co tydzień i trwały od 3 do 4 godzin. Przeważnie odbywały się na Zamku Królewskim (według tradycji w Sali Rady, w inwentarzu z roku 1808 zwanej też Jadalną), latem W Łazienkach. Celem spotkań były rozmowy na tematy związane ze sztuką, nauką, omawianie dzieł literackich.
Wzorowano się na paryskich salonach literackich,jednak w odróżnieniu od nich– obiady gromadziły wyłącznie mężczyzn. Okoliczność ta ułatwiała swobodniejszą od obowiązującej w salonach konwersację oraz lekturę frywolnych wierszy (wkładanych czasami w postaci druczkówdesertowych pod serwety gości).
Od 1771 nieoficjalnym organem prasowym obiadów czwartkowych był tygodnik „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne, w którym publikowano część utworów czytanych na obiadach. Utwory niepublikowane oprawiano w osobne zbiory (kodeksy). Były to tzw. litteraria Stanisława Poniatowskiego; część z nich ogłosił S. Tomkiewicz Z wieku Stanisława Augusta, t. 1-2, Kraków 1882. Król rozmiłowany w literaturze i sztuce, przywiązywał do tych cotygodniowych spotkań ogromną wagę, organizując je regularnie mniej więcej do 1777 roku. Król organizował również obiady środowe, na które przybywali humaniści, m.in. publicyści, pedagodzy oraz związani z dworem dostojnicy i działacze polityczni. Obiady kończyły się poprzez wniesienie na salę i podanie królowi pustego w środku listu, gdy rozmowa nie miała już sensu.
Najlepszym okresem obiadów były lata koegzystencji z „Zabawami Przyjemnymi i Pożytecznymi”, późniejszy okres sygnalizował powolny, lecz nieubłagany spadek ich poziomu. Były wówczas ośmieszane wierszami Węgierskiego (Organy, II w. 32-34, IV w. 21-26; Do ks. Węgierskiego), kilkukrotnie przerywane – największy kryzys nastąpił w roku 1782, kiedy przestał bywać u stołu nawet Trembecki, zabrakło w nich I. Potockiego, a w Warszawie mawiano, iż mądry obiad skasowano (S. K. Potocki: Banialuka, w. 112) – wygasły nawet na krótko przed Sejmem Czteroletnim (mimo tego w czasie Sejmu, i jeszcze w latach grodzieńskich odbywały się u króla spotkania naukowe i literackie).
W roku 1771 na czwartkach pojawił się zamysł utworzenia Towarzystwa Przyjaciół Kilku (spośród uczestników obiadów), wydającego arkuszami Historię państw starożytnych (t. 1, Warszawa 1772). Niespełna rok później, 11 czerwca 1772 czytał w tym gronie J. P. (prawdopodobnie I. Potocki?) projekt pn. O ustanowieniu porządku w nauce prawa cywilnego i o założeniu zgromadzenia prawnych ludzi, a wkrótce potem cz. 2 projektu O prawach politycznych i prawach fundamentalnych. W lipcu roku 1774 Ignacy Krasicki przedstawił pierwszą redakcję Myszeidy, a dokładnie 6 lat później Wojnę chocimską(lipiec 1780). Najwięcej wierszy czytywał zebranym (będąc potem lektorem Historii..) A. Naruszewicz, będący nieformalnymnaczelnikiem Towarzystwa (według Wybickiego). Był także autorem Historii Jana Karola Chodkiewicza, której pierwszy zamysł zaświtał na jednym z posiedzeń czwartkowych. Także inni uczestnicy obiadów czytali tam swe utwory – byli wśród nich m.in.: Stanisław Trembecki, Wojciech Jakubowski i Celestyn Czaplic. Czasem nawet sam Stanisław August podsuwał innym tematy, a nawet wręcz plany utworów (dot. ody na zniesienie zakonu jezuitów). W tymże gronie miano także omawiać pierwsze projekty tzw. Kodeksu Zamoyskiego.
W 1780 roku do Warszawy z Lidzbarka Warmińskiego przyjechał Ignacy Krasicki przywożąc ze sobą manuskrypt jednej z pierwszych polskich encyklopedii – Zbioru potrzebniejszych wiadomości. Zaprezentował go uczestnikom obiadów, którzy omówili zawartość tej publikacji, a także wnieśli udoskonalenia oraz poruszyli problematykę wydawniczą. Druk zlecony został warszawskiemu drukarzowi i wydawcy Michałowi Gröllowi, który 20 maja 1780 roku ogłosił subskrypcję na Zbiór potrzebniejszych wiadomości. Tom pierwszy ukazał się pod koniec 1781 r., a drugi przy końcu 1782.
Za oprawę kulinarną odpowiadał pierwszy kuchmistrz w Europie, Paul Tremo. Na stołach króla królowała polowana dziczyzna, duszone jarząbki, baranina czy rosół z uszkami. Król lubił też barszcz. Jako że król był amatorem polowań, na dworskim stole nie brakowało także dziczyzny. W ciągu jednego kwartału 1765 roku zjadano: 16 saren, 89 zajęcy, 20 głuszców, 223 cietrzewie, 1 dropia, 191 jarząbków, 898 kuropatw, 135 kaczek dzikich, 5 słonek, 338 bekasów, 12 siewek, 23 przepiórek i 3 drozdy. Z tradycji czwartków Stanisława Augusta wyrosły w początkach wieku XIX, czwartkowe obiady literackie Wincentego Krasińskiego. W obiadach czwartkowych skład gości nie był stały, ponadto zmieniał się w różnych okresach. W pojedynczym przyjęciu brało udział zwykle około 10-12 biesiadników. Portrety gości najczęstszych lub najwybitniejszych malował z polecenia króla L. Marteau, które stanowiły potem ozdobę Sali Żółtej (12 portretów w roku 1829 litografował K. Minter).
Jak Państwo widzą obiady te nie były tylko posiłkami, ale przede wszystkim spotkaniami kultywującymi rozwój sztuki i nauki, promującymi idee Oświecenia. W spotkaniach uczestniczyła śmietanka intelektualna i artystyczna. Wybitniejsi biesiadnicy: Franciszek Bohomolec, Joachim Litawor Chreptowicz, Celestyn Czaplic, Jędrzej Gawroński, Wojciech Jakubowski, Hugo Kołłątaj, Stanisław Konarski (pisarz), Ignacy Krasicki, Sebastian Lachowski, Michał Jerzy Wandalin Mniszech, Andrzej Mokronowski, Ignacy Nagurczewski, Adam Tadeusz Naruszewicz, Andrzej Ignacy Ogiński, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Jacek Bartłomiej Ogrodzki, Grzegorz Piramowicz, Walerian Piwnicki, Stanisław Poniatowski (podskarbi litewski), Antoni Maria Portalupi, Ignacy Potocki, Wojciech Strzelecki, Krzysztof Hilary Szembek, Piotr Hiacynt Śliwicki, Jan Śniadecki, Jędrzej Śniadecki, Stanisław Trembecki, Karol Wyrwicz. Zapraszani sporadycznie: Marcello Bacciarelli, Józef Bielawski (poeta), Wojciech Bogusławski, Mateusz Czarnek, Adam Kazimierz Czartoryski, Franciszek Karpiński, Antoni Kossakowski (kasztelan_inflancki), Feliks Franciszek Łoyko, Ludwik Marteau, Ludwik Marteau, Dominik Merlini, Kazimierz Nestor Sapieha, Wincenty Skrzetuski, Franciszek Smuglewicz, Michał Stadnicki, Józef Szymanowski (poeta), Zygmunt Vogel, Tomasz Kajetan Węgierski, Franciszek Ksawery Woyna, Józef Wybicki, Franciszek Zabłocki, Andrzej Hieronim Zamoyski.
Zamierzyłem opowiedzieć teraz o ostatnich latach ostatniego polskiego monarchy. To historia człowieka rozdartego między ambicjami reformatora a geopolitycznymi ograniczeniami, uwikłanego w polityczne zależności, które wpłynęły na losy I Rzeczypospolitej. 3 maja 1791 roku Stanisław August Poniatowski był triumfatorem, człowiekiem dzięki któremu Rzeczpospolita Obojga Narodów miała znowu stanąć na nogi. Zaprzysiężenie konstytucji przez króla zostało serdecznie przyjęte przez naród. Po niecałych czterech latach zaliczany był do największych zdrajców. Jak do tego doszło? Czy Stanisław August Poniatowski słusznie stał się symbolem upadku państwa? Jak rozumieć jego przystąpienie do konfederacji targowickiej? Kiedy opuścił Warszawę i dokąd się udał? Dlaczego Poniatowski abdykował w dniu imienin imperatorowej Katarzyny? Czy car Paweł I rzeczywiście otoczył go szczególną opieką?
Pod koniec panowania Króla Stanisława Poniatowskiego w najnowszą historię Rzeczpospolitej Katarzyna Wielka wpisała Osipa Igelströma (ur. 7 maja 1737 r., zm. 18 lutego 1817 r.) Był baronem, potem hrabią, to rosyjski dyplomata pochodzenia szwedzkiego. Pod koniec 1792 roku został wodzem naczelnym armii rosyjskiej, stacjonującej w Polsce. Po dymisji Jakoba Sieversa w grudniu 1793 r., stanął również na czele rosyjskiej dyplomacji w Polsce. 28 grudnia 1793 roku Katarzyna II mianowała go posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Rzeczypospolitej, łącząc w jego rękach faktyczną władzę cywilną i wojskową w Polsce. Jego decyzja o zmniejszeniu liczebności polskiego wojska o połowę była bezpośrednią przyczyną wybuchu Insurekcji kościuszkowskiej.
W wyniku drugiego rozbioru państwo polskie zmniejszyło się o ponad połowę. Znaczna część szlachty znalazła się pod panowaniem Prus lub Rosji i podporządkowała się nowej władzy. Wiele osób, zarówno przedstawicieli szlachty, jak i mieszczan, zabiegało o przywileje i korzyści bezpośrednio na dworach państw zaborczych. Mieszczanie nie mieli żadnych praw. Ale też inni nie mogli pogodzić się z rozbiorem i albo całkowicie wycofali się z życia publicznego, albo dołączyli do osób popierających pomysł zorganizowania ogólnonarodowego powstania. Szlachta w okrojonej i zdominowanej przez Rosję Rzeczpospolitej również była podzielona. Część współpracowała z ambasadorem i generałem wojsk rosyjskich Osipem Igelströmem, ale wiele osób było gotowych do podjęcia walki zbrojnej.
Aby zapobiec przyszłym próbom wzmocnienia państwa polskiego, Katarzyna zdecydowała się w 1792 r. na dokonanie drugiego rozbioru kraju z Prusami, których nowy władca, Fryderyk Wilhelm II, pragnął zrekompensować sobie straty poniesione w walce z rewolucyjną Francją. Irredentystyczne (nie-wyzwolone) nastroje panowały również wśród Polaków, którzy po 1792 r. wyjechali z kraju. Do szczególnie aktywnych zaliczali się byli działacze stronnictwa patriotycznego: Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj oraz Tadeusz Kościuszko. Ich zdaniem do podziału kraju doszło z winy Stanisława Augusta Poniatowskiego, który zamiast kontynuować walkę w wojnie z Rosją latem 1792 r., przystąpił do konfederacji targowickiej. Przebywając na emigracji w Saksonii, już od końca 1792 r. przygotowywali insurekcję. Uważali, że wojna z Rosją powiedzie się, jeśli do powstania przystąpią, poza szlachtą, również mieszczanie i chłopi.
Czy obywatele Rzeczpospolitej rozleniwili się, popadli w społeczny letarg. Tego nie wiemy. W marcu bowiem 1794 wybucha Insurekcja Kościuszki. „Uniwersal połaniecki” Kościuszki jest radykalniejszy od konstytucji 3 maja. Bieg wydarzeń przyspiesza, w Warszawie mają miejsce egzekucje. Szymon Marcin Kossakowski był przywódcą konfederacji targowickiej na Litwie wraz z bratem Józefem Kazimierzem.W czasie powstania kościuszkowskiego został skazany na śmierć za zdradę i powieszony w Wilnie 25 kwietnia 1794 roku, co było zgodne z wyrokiem zaocznej kary śmierci. Józef Kazimierz Kossakowski był ‚konsyliarzem’ z Senatu w konfederacji targowickiej.Podobnie jak jego bracia, był prominentnym członkiem konfederacji targowickiej. Podczas insurekcji kościuszkowskiej, 9 maja 1794 roku, został powieszony w Warszawie. W przeddzień egzekucji warszawskiej 8 maja 1794 nawet do króla ktoś oddał strzały.
W tym miejscu chciałbym przywołać wiersz „Melancholia stojących przy ścianie” Juliana Tuwima: „Miasto też ma smutek, też ma zadumanie: Są w nim dziwni ludzie, co stoją przy ścianie. Stoją z pochyloną na bok głową ludzie, Może są zmęczeni, może śnią o cudzie.
Stoją nieruchomi, w jeden punkt wpatrzeni,
Szarzy, jak szarzyzna śródmiejskiej przestrzeni. Patrzą tępo, szkliście, jakby bez pamięci… Nie budźcie ich nigdy: to są ludzie święci. Święci, chociaż drzemią bezmyślnie pod płotem. Oni nic nie wiedzą, ale ja wiem o tem.”
Bitwa pod Szczekocinami miała wielkie znaczenie dla upadku morale powstańców; przykładowo, chorąży Stanisław Świstacki, bohater spod Racławic, załamał się i zdezerterował. Po klęsce pod Szczekocinami inicjatywa operacyjna przeszła w ręce armii Prus i Rosji, a Austria zaprzestała nawet udawania dotychczasowej neutralności.
4 listopada Suworow przypuścił szturm na Warszawę, dopuszczając się rzezi ludności Pragi z około 20. tysiącami zabitych cywilów. Po kapitulacji miasta wysłał składający się z trzech słów meldunek do carycy, który dzięki swej lapidarności przeszedł do legendy w rosyjskiej historiografii: „Ura! Warszawa nasza!” (Ура! Варшава наша!), na co Katarzyna II odpowiedziała równie lapidarnie: „Ura! Feldmarszałek Suworow!” (Ура! Фельдмаршал Суворов!), co było oznajmieniem awansu do stopnia feldmarszałka. Rosyjscy historycy obciążają odpowiedzialnością za rzeź niezdyscyplinowane oddziały kozackie, zaś sam Suworow miał nakazać zniszczenie mostów (rzekomo aby zapobiec przeniesieniu masakry na lewobrzeżną Warszawę), lecz w istocie dopuszczenie do niej korzystnie dla niego przyspieszyło kapitulację Warszawy. 5 listopada Warszawa skapitulowała i był to faktycznie koniec Rzeczpospolitej. 7 stycznia 1795 roku po wysłuchaniu Świętej mszy i w obecności kata Warszawy Aleksandra Suworowa król opuszcza Warszawę i udaje się do Grodna.
Pozwólcie mi na małą nowelizację albo też dygresję tutaj. „Nie masz prawa żyć” – te słowa usłyszała Pakhshan Azizi, kurdyjska działaczka humanitarna i obrończyni praw człowieka. Została skazana na śmierć przez irański Sąd Rewolucyjny po rażąco niesprawiedliwym procesie. Jej jedyną „winą” było niesienie pomocy kobietom i dzieciom wysiedlonym w Syrii oraz walka o prawa człowieka. Pakhshan przez kilka miesięcy była przetrzymywana w więzieniu bez kontaktu z rodziną i prawnikiem, torturowana i zastraszana. Wielokrotnie podczas przesłuchań grożono jej śmiercią. Irański Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o rewizję sądową, co oznacza, że jej egzekucja może nastąpić w każdej chwili‼
Chciałbym podpisać apel i żądać wstrzymania egzekucji Pakhshan! Domagajmy się razem uchylenia wyroku skazującego oraz natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia. Wydając wyrok śmierci, ci ludzie uważają siebie za więcej niż Boga. Życie należy do Boga i tylko On ma prawo je przerwać, odebrać. Żadna władza na ziemi nie ma takiego prawa i jeżeli to robi, to wchodzi w kompetencje Boga. Więc drogie władze Iranu, życie tej kobiety nie należy do żadnego z Was, bo wszyscy też jesteście śmiertelnikami i o wasze życie Bóg też upomni się. Odpowiecie za odbieranie kompetencji Bogu oraz za najcięższe zbrodnie, jakimi są odebranie życia ludziom.
Najmilsi. ‚Królewskie wypadki’ potoczyły się bardzo szybko. „Nasze oddalenie jest naszym przybliżeniem,” w akcie abdykacji pisał król Stanisław Poniatowski pod adresem Polaków. 17 listopada 1796 zmarła Katarzyna II, która przyszła na świat jako Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst w 1729 roku w Szczecinie. Jej matka, Joanna von Czartoryski, była z pochodzenia Polką, co oznacza, że Katarzyna nosiła dziedzictwo szlacheckiej rodziny polskiej. Ale proszę tutaj nie robić większych porównań z jej nostalgią do Rzeczpospolitej, bo wtedy Szczecin był w Prusach. 17 lutego 1797 król Stanisław Poniatowski udał się do Petersburga. Tam zamieszkał w Pałacu Marmurowym, wybudowanym przez Katarzynę II dla Orłowa, kochanka carycy. Grigorij Orłow był faworytem i kochankiem carycy Katarzyny II Wielkiej, który pomógł jej w zamachu stanu obalając cara Piotra III w 1762 roku. W czasie wymuszonej emigracji król poprosił o uwolnienie więźniów politycznych. Po śmierci w 1796 roku Katarzyny, król Stanisław Poniatowski był jeszcze na koronacji Pawła I w Moskwie w 1797 roku. W tym czasie nowy car przygotowywał rezydencję dla Stanisława na Wyspie kamiennej, którą zdążył obejrzeć król, jeszcze nie były gotowe pokoje dla służby.
W czasie pobytu w Petersburgu król w dniu 5 lutego 1798 był na balu dla dzieci, mała Izabela Mniszchówna była tam. Poza tym król pisał biuletyny do Warszawy, pragnął zrozumienia – nadto wiedzieć co tam się dzieje. 10 lutego 1798 narodził się następca tronu Rosji Michał. 12 lutego 1798 nagle król umiera. W przeddzień król wypił bulion, który przygotował nadworny kucharz Paweł Tremo. Lorenzo Litta, nuncjusz udzielił królowi ostatniego namaszczenia wieczorem.
Stanisław Poniatowski (August od 25 listopada 1764) przeżył koniec swego panowania i swego kraju. Ostatni rok życia spędził w Petersburgu, życzliwie traktowany przez nowego cara Pawła I, który (bezzasadnie) podejrzewał, że jest jego synem. Zmarł 12 lutego 1798 roku i został pochowany w kościele Świętej Katarzyny w Petersburgu. Żałoba w Cesarstwie na ziemiach polskich trwała cztery tygodnie. Przy zabalsamowanym ciele Rosjanie położyli order pruski czarnego orła, order Aleksandra Newskiego, złoty miecz, koronę królowi nałożył sam Paweł I. Stała gwardia carska przy sypialni króla Stanisława Poniatowskiego w pałacu marmurowym, a w żałobnym pochodzie przez miasto brało udział 18 tysięcy kawalerzystów armii carskiej naprawdę.
Doczesne szczątki króla Stanisława Augusta Poniatowskiego spoczywają w krypcie warszawskiej Archikatedry św. Jana Chrzciciela, słusznie tam odbył się jego trzeci symboliczny pogrzeb w dniu 14 lutego 1995 roku. Wcześniej, jak mówiłem, po śmierci w Petersburgu 1798 roku, króla pochowano w kościele św. Katarzyny, skąd szczątki przeniesiono do jego rodzinnej posiadłości w Wołczynie w 1938 roku, a następnie do Warszawy w 1990 roku.Na mocy decyzji władz radzieckich, ciało króla, ekshumowane w 1938 roku, zostało przeniesione do jego rodzinnej posiadłości w Wołczynie, gdzie wówczas był pochówek. Rosjanie nie chcieli króla, a władze polskie również. Po II wojnie światowej Wołczyn znalazł się poza granicami Polski, a w 1990 roku symboliczne prochy króla, ze zniszczonej wołczyńskiej kaplicy, gdzie przez pewien czas był magazyn chemikaliów, sprowadzono do Warszawy – odtąd spoczywają w warszawskiej konkatedrze.
______
Stanisław Barszczak, Polska będzie ostatnią twierdzą wolności
Zapytałem Boga: dlaczego rzeczesz mi wzbudzając wodę? Bóg odpowiedział: bo twoi przeciwnicy nie umieją pływać.
28 września 1939 roku o godzinie 13.15 w budynku fabryki Skody na Rakowcu gen. Tadeusz Kutrzeba (w imieniu gen. Rómmla – dowódcy Armii „Warszawa”) i gen. Johannes Blaskowitz podpisali umowę o kapitulacji Warszawy. W polskiej delegacji był m.in. prezydent Stefan Starzyński.
A oto jak widział ówczesną kapitulację Warszawy Jan Sztaudynger
Wyschnijcie oczy, dość już łez,
Nie zmyjesz łzą niesławy.
O serce, weź na siebie trud,
Kapitulację Warszawy.
Cóż książę, ty przeczułeś te dnie, jedziesz nagi,
Twój most przedzielił Cię od zbawicielki Pragi,
Jedziesz nagi jak każdy, co głowę z pogromu ocala,
Znasz odwrót. I znasz wierność, którą kryje fala.
Jam miał różany krzew rosnący czerwono,
Nie czas żałować róż, kiedy lasy płoną,
Ale jak kazać sercu, które kocha róże,
Żałuję róż, chociaż mi dom zwaliły burze.
Żałuję Świętokrzyskiej, gdzie pod pachą z księgą
Chodziłem Wisłą Tamkę związując jak wstęgą
I żałuję pomników, co się z sercem zrosły,
Tu Szopen w śmiesznym cieniu wierzby domorosłej,
Tu Zygmunt, nowy słupnik, stoi na kolumnie,
Tak jakoś po królewsku, dostojnie i dumnie,
Tu Kopernik odkrycie robi nader smutne,
Że ziemia jest od nieba daleko okrutnie.
Tu Mickiewicz zbłąkany w uliczny ruch błędny,
Zdaje się zastanawiać do nieba którędy
Pójść na przełaj od serca…
Wszechświat nie ma obowiązku, aby cokolwiek dla ciebie znaczyło (miało sens).
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wyglądała stolica Królestwa Polskiego w latach 80. XV wieku – oto ona. Było to jedno z najlepiej ufortyfikowanych miast w Europie. Brama Floriańska z Barbakanem przetrwała do dziś, ale jej szyja łącząca obie budowle zaginęła.
Einstein zapłacił za swój rozwód Nagrodą Nobla. „Jeśli zgodzisz się rozwieść ze mną, to pieniądze z Nagrody Nobla, jaką mogę otrzymać, całą sumę przekażę tobie.” Jedyne znaczenie gestu Einsteina objawiło się później.Miało być złoto, ale jest siatkowy brązowy medal Polaków w pojedynku z Czechami, i to ma już nowy sens. Kochani, cieszmy się z naszych sukcesów i zaakceptujmy rzeczywistość.
Najstraszliwsza samotność to nie ta, która wynika z bycia samemu, ale z niezrozumienia. To samotność stojąca w zatłoczonym pokoju, otoczona ludźmi, którzy cię nie widzą, nie słyszą, nie znają prawdziwej istoty tego, kim jesteś. I w tej samotności czujesz się, jakbyś bladł, znikał w tle, aż staniesz się niczym więcej niż duchem, cieniem swojego dawnego ja.
Sami tworzymy swoje szczęście,
same cierpienie.
Tworzymy świat, który jest spokojny,
albo taki, który jest nękany przemocą.
Jeśli chcemy, aby na tym świecie panował pokój,
musimy najpierw stworzyć dla siebie ścieżkę pokoju. Pokój zaczyna się od Nas.
Brak przemocy opiera się na płaszczu
zbiorowego Zrozumienia i Współczucia.
Jeśli „ja” zrozumie, że „Inny”
również cierpi,
że każdy z nas jest produktem warunków
i doświadczeń życiowych,
wtedy przemoc ustanie.
Podlewanie nasion uważności w innych
jest formą aktywizmu społecznego i politycznego.
Pokój na świecie jest zawsze jednym wspólnym
uważnym oddechem.
Daj mi, Panie, mój Boże, umysł, abym Cię poznał, serce, abym Cię szukał, mądrość, abym Cię odnalazł, postępowanie, aby Ci się podobało, wierną wytrwałość w oczekiwaniu na Ciebie i nadzieję, że w końcu będę mógł Cię objąć.
Zakończę apelem jasnogórskim do wierzącego narodu polskiego. Matka Boska Częstochowska będzie ostatnią twierdzą wolności. Czarna Madonna już czuwa. Wyjście już wszystko odpokutowali. Za wami wstawia się Czarna Madonna. Wam się już nic złego nie stanie, mówiła niemiecka stygmatyczka Teresa Neumann w 1948 roku do polskich oficerów. Polska przetrwa każdą burzę, bo jest pod opieką Matki Bożej, a język polski na być narzędziem głoszenia najmądrzejszych prawd i najsprawiedliwszych ustaw. To nie tylko mistyka, to duchowa misja narodu. To nie bajka, to słowa kobiety, która przez dekady nie jadła nic poza Eucharystią, nosiła stygmaty i miała wizję przyszłości. Polska nie zginie, bo jest ostatnią redutą wiary, prawdy i sprawiedliwości. Gdy zachód tonie w relatywizmie, my mamy Jasną Górę, dumę i siłę. Czarna Madonna chodzi po polskiej ziemi. To znak że nie jesteśmy sami. To nie czas na wstyd, to czas na dumę. Polacy obudźcie się, niech ten przekaz idzie dalej, udostępnij kanał i stań po stronie prawdy.
Wdzięczny za natchnienie ksiądz Stanisław i niech Bóg wam wszystkim błogosławi.
_____
Stanisław Barszczak, Poland will be the last fortress of freedom
I asked God: Why do you say to me, raising water? God replied: Because your opponents cannot swim.
On September 28, 1939, at 1:15 PM, in the Skoda factory building in Rakowiec, General Tadeusz Kutrzeba (on behalf of General Rómmel, commander of the „Warsaw” Army) and General Johannes Blaskowitz signed the agreement on the surrender of Warsaw. The Polish delegation included President Stefan Starzyński.
And this is how Jan Sztaudynger saw the surrender of Warsaw at that time:
Dry your eyes, enough tears,
You cannot wash away the shame with a tear.
Oh heart, take upon yourself the burden,
The surrender of Warsaw.
Well, prince, you foresaw these days, you ride naked,
Your bridge has separated you from the savior of Prague,
You ride naked like everyone who saves their head from a massacre,
You know the retreat. And you know the loyalty that the waves conceal.
I had a rose bush growing red,
It’s not time to regret roses when the forests are burning,
But how can I tell a heart that loves roses,
I regret roses, even though storms have destroyed my house.
I miss Świętokrzyska Street, where, with a book under my arm,
I walked along the Vistula River, tying it like a ribbon,
And I miss the monuments that have become fused with the heart,
Here Chopin in the comical shade of a home-grown willow,
Here Sigismund, a new columnar, stands on a column,
Somehow regally, majestically, and proudly,
Here Copernicus makes a profoundly sad discovery,
That earth is cruelly far from heaven.
Here Mickiewicz, lost in the errant traffic,
Seems to be wondering which way to heaven
To go cross-country from the heart…
The universe is under no obligation to make it mean anything to you (make sense).
If you’ve ever wondered what the capital of the Kingdom of Poland looked like in the 1480s – here it is. It was one of the best-fortified cities in Europe. The Florian Gate with the Barbican still stands today, but its neck connecting the two structures has disappeared.
Einstein paid for his divorce with the Nobel Prize. „If you agree to divorce me, I will give you the entire sum of the Nobel Prize money I can receive.” The sole meaning of Einstein’s gesture later became apparent.It was supposed to be gold, but the Poles won the bronze medal in volleyball against the Czechs, and that has a whole new meaning. Dear friends, let’s celebrate our successes and accept reality.
The most terrible loneliness is not that of being alone, but of being misunderstood. It is the loneliness of standing in a crowded room, surrounded by people who don’t see you, don’t hear you, don’t know the true essence of who you are. And in that loneliness, you feel as if you are fading, fading into the background, until you become nothing more than a ghost, a shadow of your former self.
We create our own happiness,
our own suffering.
We create a world that is peaceful,
or one that is plagued by violence.
If we want peace to reign in this world,
we must first forge a path of peace for ourselves. Peace begins with us.
Nonviolence rests on the mantle of collective Understanding and Compassion.
If „I” understands that „the Other” also suffers,
that each of us is a product of our circumstances and life experiences,
then violence will cease.
Watering the seeds of mindfulness in others
is a form of social and political activism.
Peace in the world is always one shared
mindful breath.
Give me, Lord, my God, a mind to know You, a heart to seek You, wisdom to find You, conduct pleasing to You, faithful perseverance in waiting for You, and the hope that I will finally be able to embrace You.
I will conclude with the appeal of Jasna Góra to the believing Polish nation. Our Lady of Częstochowa will be the last stronghold of freedom. The Black Madonna is already watching. The Exodus has already atoned for everything. The Black Madonna intercedes for you. „No harm will come to you again,” said the German stigmatic Teresa Neumann to Polish officers in 1948. „Poland will weather any storm because it is under the protection of the Mother of God, and the Polish language will be a tool for proclaiming the wisest truths and the most just laws. This is not just mysticism, it is the spiritual mission of the nation. This is not a fairy tale; these are the words of a woman who for decades ate nothing but the Eucharist, bore stigmata, and had a vision of the future. Poland will not perish because it is the last redoubt of faith, truth, and justice. While the West drowns in relativism, we have Jasna Góra, pride and strength. The Black Madonna walks on Polish soil. This is a sign that we are not alone. This is not a time for shame, it is a time for pride. Poles, wake up, let this message spread, share the channel, and stand on the side of truth.”
Thankful for your inspiration, Father Stanisław, and may God bless you all.
Stanisław Barszczak, Literatura i społeczeństwo
Dzisiaj wspomnijmy o spotkaniach trzech francuskich przyjaciół De Lagasnerie, Eribon, Louis, albowiem przyjaźń zaczyna się od trojga. Jak przejść od przyjaźni do bycia przyjaciółmi? Dla Geoffroya De Lagasnerie, Didiera Eribona i Édouarda Louisa to nie tylko figura retoryczna, a w języku francuskim brakuje przymiotnika opisującego kogoś, kto jest przyjacielem. „Kim jestem? Czy jestem ‚ami-reux’ (*w przyjaźni) z Édouardem Louisem?” – żartuje Geoffroy De Lagasnerie przed wypełnioną po brzegi salą Henry Le Boeuf Hall, gdy wraca pamięcią do pamiętnego spotkania, które zapoczątkowało ich sezon 2024-2025.
Według Geoffroya De Lagasnerie, tym, co odróżnia przyjaźń od miłości, jest forma bezwarunkowej wolności. W tradycyjnym małżeństwie miłość postrzega świat zewnętrzny jako zagrożenie dla pary. „Gdzie jest mój partner, z kim przebywa i dlaczego wraca późno do domu?” To wszystko troski, które dręczą małżeńską intymność. Przyjaźń natomiast jest nastawiona na zewnątrz i pragnie nowych relacji, rzadko wiążąc się z zazdrością, zaborczością czy podejrzliwością. Przyjaźń uwalnia nas od domowych ograniczeń i zachęca do leniuchowania, przesiadywania w barach do białego rana w poszukiwaniu nowych partnerów.
Trio sugeruje, że przyjaźń daje szansę na odświeżenie naszych relacji emocjonalnych: dbanie o to, by były one przyjazne, może czasem je uratować.
Z politycznej i socjologicznej perspektywy Geoffroya De Lagasnerie, to właśnie ta wolność sprawia, że przyjaźń staje się swego rodzaju „deklaracją niepodległości w odpowiedzi na instytucje społeczne i ich konwencjonalny model szczęścia”. Przyjaźń staje się zatem rodzajem emocjonalnego anarchizmu; stanowi „krąg, w którym opieramy się wrogości świata społecznego”. Odrzuca wyłączność pary wraz z kulturą binarności, która leży u podstaw świata społecznego. „Przyjaźń jest dokładnym przeciwieństwem dwojga. Przyjaźń zaczyna się od trojga”.
„Jeśli przyjmiesz przyjaźń jako sposób na życie, myślisz o swoim życiu jako o życiu spotkań, które kręci się wokół spotkania z drugą osobą”. Jeśli chodzi o przyjaźń jako sposób na życie połączony z życiem rodzinnym, trójka śmieje się i odpowiada donośnym „nie”. „My troje jesteśmy antyrodziną”. Jak przyjaźń staje się autentycznym sposobem na życie? Odpowiedzią trójki jest relacyjność. Doświadczanie przyjaźni w ten sposób oznacza rekonfigurację naszej egzystencji, w której nasze życie nie kręci się już wokół Jaźni, ale wokół relacji z drugą osobą. Przyjaźń staje się transformacją dokonaną przez kolektyw, w której jednostka przekształca się w istotę zasadniczo relacyjną. „Jeśli Édouard się rozpada, ja też” – ilustruje Geoffroy De Lagasnerie. Ta nowa jakość jest zaangażowana w wymagające i głęboko etyczne praktyki, takie jak hojność i bycie dla innych.
Édouard Louis zachęca nas do refleksji nad dylematem, z jakim borykają się dezerterzy klasowi, a Didier Eribon przypomina, że ta podróż jest naznaczona nieustannymi zerwaniami, w tym emocjonalnymi. Édouard Louis zwraca uwagę, że kwestia relacji – z kim się mieszka, dzieli łóżko lub z kim się ma związek – jest głęboko zakorzeniona w polityce. Przemoc świata społecznego powoduje u dezertera pęknięcia nie tylko osobiste, ale także socjologiczne, nawet jeśli chodzi o relacje intymne. „Kiedy stajesz się dezerterem klasowym, zmieniają się nie tylko twoje odczucia dotyczące twojego pochodzenia; transformuje się twoja zdolność odczuwania. Zmienia się nasza podmiotowość. Stajesz się obcy we własnym otoczeniu, niezdolny do mówienia tym samym językiem, co ci, z którymi dorastałeś”.
Trzech artystów podkreśla, że intymność wykracza daleko poza seksualność, a relacyjność – głęboko polityczna – ma o wiele większą siłę wywrotową. Geoffroy De Lagasnerie wyjaśnia: „Kiedy zalegalizowano małżeństwa homoseksualne, tym, co niepokoiło francuską skrajną prawicę, nie była seksualność między dwoma mężczyznami za zamkniętymi drzwiami, ale dostęp do małżeństwa i drobne przejawy uczuć, które wyrażali publicznie.”
„Literatura często opowiadała o subiektywnych rozstaniach (złamane serce, żałoba, zdrady…). Ja staram się mówić o rozstaniach obiektywnych, w nieco socjologicznym sensie”.
(See, Édouard Louis
Pisarz, osąd i poszukiwanie uznania)
Według naszych artystów, pisarz, który żyje przyjaźnią, pisze już nie z potrzeby uznania, ale z potrzeby spotkania innych. Geoffroy powiedział nam już: przyjaźń jako sposób na życie jest darem niezależności i uwalnia pisarza od literackich ram. „Myślę, że właśnie w ten sposób my trzej możemy tworzyć dzieła, które zacierają granice literackich rejestrów i gatunków”.
Najmilsi. Piszemy również po to, by być czytanym. Czyż ostatecznie każda publikacja nie dąży ostatecznie do uznania krytyki?
Édouard odpowiada z rozbrajającą szczerością: „Wielu pisarzy marzy o zdobyciu nagrody literackiej. Osobiście uważam, że to wstyd. Bo to tak, jakby poddać swoje dzieło pod sąd, którego prawomocności się nie uznaje”. Nasze trio po raz kolejny proponuje postać Przyjaciela, aby zastąpić ławę przysięgłych. Podczas gdy środowisko literackie i akademickie wbijają do głowy, że obiektywność i prawdziwość osądu wynikają z dystansu wobec ocenianego dzieła, trio podkreśla, że „prawda wymaga uczuciowości”.
Najsprawiedliwsza i najprawdziwsza krytyka pochodzi od Przyjaciela, który cię zna, ponieważ moralne wymogi przyjaźni dotyczą prawdomówności. Opinia przyjaciela jest wymagająca, ale hojna, ponieważ, jak zauważa Didier Eribon, przyjaciel to ktoś, kto chce, aby druga osoba robiła to, co on, najlepiej, jak potrafi. I oboje o tym wiedzą.
Dzięki tej łączącej ich przyjaźni, trio zaprasza nas do przemyślenia i dekonstrukcji tradycyjnego wizerunku autora: autor nie jest udręczoną duszą, która spędza wieczory samotnie przed kominkiem, paląc fajkę i nosząc sweter pełen dziur. Być pisarzem to wędrować po mieście w poszukiwaniu odnowy, wyjeżdżać z kaprysu, gdy zajdzie taka potrzeba, nawiązywać rozmowy z bywalcami lokalnych barów, śmiać się, wychodzić, stawiać czoła zimnu, by każdego ranka przynieść ciepłe croissanty.
To spotkanie artystów dało nam trzy odrębne głosy, z których każdy badał przyjaźń z połączenia różnych perspektyw: socjologii, literatury i życia osobistego.
Didier Eribon przypomina nam, że „Sartre i Beauvoir to nie tylko Sartre i Beauvoir”. Byli też Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, przez pewien czas Camus i inni. Wielcy twórcy nie działali w pojedynkę. Pary artystyczne i literackie, które odcisnęły swoje piętno na ich dyscyplinie, nie mogą być odizolowane od konstelacji myślicieli, którzy się wokół nich kręcili i inspirowali ich dzieła.
Na tym chyba polega przyjaźń: na namacalnej czułości odczuwanej przez publiczność, gdy głos Geoffroya staje się ochrypły i szuka schronienia w uśmiechu Édouarda Louisa. Édouard, będąc przyjacielem, mówi: „Ta anegdota zawsze doprowadza Geoffroya do łez, więc dokończę ją za niego”. To również Didier kładzie dłoń na ramieniu Geoffroya, gestem, który zdaje się mówić „jestem tutaj” zamiast „weź się w garść”. Albo moment, gdy Didier zaczyna czytać, a Édouard przechodzi przez scenę, by poprawić mikrofon, po czym odwraca się do nas, zaintrygowany i z uśmiechem: „Obiecałem mu, że to zrobię”.
To właśnie w tych scenach z 1800 milczącymi świadkami (publiki) możemy w pełni zrozumieć głębię intymności między naszymi artystami – gośćmi i rzeczywistością tej przyjaźni jako sposobu na życie. Chciałbym od siebie powiedzieć, że zawsze marzyłem o takich spotkaniach w Polsce za miedzą, pragnę zauważyć, iż w ten sposób niejako moglibyśmy doświadczyć jedynej atmosfery wszelkiego trio, i tak jak nasi artyści weszlibyśmy do imponującej sali Henry’ego Le Boeufa, aby spotkać się z Geoffroyem De Lagasnerie, Didierem Eribonem i Édouardem Louisem. Jakkolwiek wyszlibyśmy znając Geoffroya, Didiera i Édouarda. „Królewskie trio współczesnej literatury francuskiej” naprawdę nas by wciągnęło, oferując nam niezwykle nieformalną, głęboko intymną i serdeczną rozmowę, pomimo niekończących się braw, które witały ich na scenie.
_____
Stanisław Barszczak, Literature and Society
Today, let’s remember the meetings of three French friends: De Lagasnerie, Eribon, and Louis, because friendship begins with three. How do you move from friendship to being friends? For Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon, and Édouard Louis, it’s not just a figure of speech, and the French language lacks an adjective to describe someone who is a friend. „Who am I? Am I ‚ami-reux’ (*in friendship) with Édouard Louis?” Geoffroy De Lagasnerie jokes before a packed Henry Le Boeuf Hall, recalling the fateful meeting that launched their 2024-2025 season.
According to Geoffroy De Lagasnerie, what distinguishes friendship from love is a form of unconditional freedom. In a traditional marriage, love perceives the outside world as a threat to the couple. “Where is my partner, who is he with, and why is he home late?” These are all concerns that plague marital intimacy. Friendship, on the other hand, is outward-looking and yearns for new relationships, rarely involving jealousy, possessiveness, or suspicion. Friendship liberates us from the constraints of home and encourages us to laze around, hanging out in bars until dawn, searching for new partners.
The trio suggests that friendship offers a chance to refresh our emotional relationships: keeping them friendly can sometimes save them.
From the political and sociological perspective of Geoffroy De Lagasnerie, it is precisely this freedom that makes friendship a kind of “declaration of independence in response to social institutions and their conventional models of happiness.” Friendship thus becomes a kind of emotional anarchism; it constitutes “a circle in which we resist the hostility of the social world.” It rejects the exclusivity of the couple, along with the culture of binary that underlies the social world. “Friendship is the exact opposite of two. Friendship begins with three.”
“If you embrace friendship as a way of life, you think of your life as a life of encounters that revolves around the encounter with the other.” Regarding friendship as a way of life combined with family life, the three laugh and respond with a resounding “no.” “We three are the anti-family.” How does friendship become an authentic way of life? The three’s answer is relationality. Experiencing friendship in this way means reconfiguring our existence, in which our lives no longer revolve around the Self, but around the relationship with the other. Friendship becomes a collective transformation, in which the individual transforms into a fundamentally relational being. “If Édouard falls apart, so do I,” illustrates Geoffroy De Lagasnerie. This new quality is engaged in demanding and deeply ethical practices, such as generosity and being there for others.
Édouard Louis invites us to reflect on the dilemma faced by class deserters, and Didier Eribon reminds us that this journey is marked by constant ruptures, including emotional ones. Édouard Louis points out that the question of relationships—who one lives with, shares a bed with, or has a relationship with—is deeply rooted in politics. The violence of the social world fractures the deserter not only personally but also sociologically, even in intimate relationships. „When you become a class deserter, not only your feelings about your origins change; your capacity for feeling transforms. Our subjectivity changes. You become a stranger in your own environment, unable to speak the same language as those you grew up with.”
The three artists emphasize that intimacy goes far beyond sexuality, and that relationality—deeply political—has a far greater subversive power. Geoffroy De Lagasnerie explains: „When same-sex marriage was legalized, what worried the French far-right wasn’t the sexuality between two men behind closed doors, but rather the access to marriage and the small expressions of affection they expressed publicly.”
„Literature has often told the story of subjective separations (heartbreak, mourning, betrayals…). I try to speak of objective separations, in a somewhat sociological sense.”
(See, Édouard Louis, The Writer, Judgment, and the Search for Recognition)
According to our artists, a writer who lives by friendship no longer writes out of a need for recognition, but out of a need to meet others. Geoffroy already told us: friendship as a way of life is the gift of independence and frees the writer from literary constraints. „I think that’s precisely how the three of us can create works that blur the boundaries of literary registers and genres.”
My dearest. We also write to be read. After all, doesn’t every publication ultimately strive for critical acclaim?
Édouard responds with disarming honesty: „Many writers dream of winning a literary award. Personally, I think it’s a shame. It’s like submitting your work to a court of law whose legitimacy you don’t recognize.” Our trio once again proposes The figure of the Friend is used to replace the jury. While the literary and academic communities insist that objectivity and truthfulness of judgment stem from distance from the work being assessed, the trio emphasizes that „truth requires feeling.”
The fairest and truest criticism comes from a Friend who knows you, because the moral demands of friendship revolve around truthfulness. The friend’s opinion is demanding but generous, because, as Didier Eribon notes, a friend is someone who wants the other person to do what they do, to the best of their ability. And they both know it.
Through this friendship, the trio invites us to rethink and deconstruct the traditional image of the author: the author is not a tortured soul who spends evenings alone in front of the fireplace, smoking a pipe, and wearing a sweater full of holes. Being a writer means wandering the city in search of renewal, leaving on a whim when necessary, striking up conversations with the local bargoers, laughing, going out, braving the cold to bring warm croissants each morning.
This gathering of artists offered us three distinct voices, each exploring friendship from a combination of perspectives: sociology, literature, and personal life.
Didier Eribon reminds us that „Sartre and Beauvoir are not just Sartre and Beauvoir.” There was also Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, for a time Camus, and others. Great creators did not work alone. The artistic and literary couples who left their mark on their discipline cannot be isolated from the constellation of thinkers who revolved around them and inspired their work.
This is perhaps what friendship is all about: the palpable tenderness felt by the audience as Geoffroy’s voice grows hoarse and seeks refuge in Édouard Louis’s smile. Édouard, being a friend, says, „This anecdote always brings Geoffroy to tears, so I’ll finish it for him.” It’s also Didier who places his hand on Geoffroy’s shoulder, a gesture that seems to say, „I’m here,” rather than „get a grip.” Or the moment when Didier begins reading and Édouard crosses the stage to adjust his microphone, then turns to us, intrigued and smiling, „I promised him I would.”
It’s in these scenes with 1,800 silent witnesses (the audience) that we can fully understand the depth of intimacy between our artist-guests and the reality of this friendship as a way of life. I’d like to say that I’ve always dreamed of such meetings in Poland, across the border. I’d like to point out that in this way we could experience the unique atmosphere of any trio, and, like our artists, we would enter the impressive Henry Le Boeuf hall to meet Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon, and Édouard Louis. However, we would leave knowing Geoffroy, Didier, and Édouard. The „royal trio of contemporary French literature” would truly captivate us, offering us an unusually informal, deeply intimate, and heartfelt conversation, despite the endless applause that greeted them on stage.
_____
Stanisław Barszczak, Letteratura e Società
Oggi, ricordiamo gli incontri di tre amici francesi: De Lagasnerie, Eribon e Louis, perché l’amicizia inizia con tre. Come si passa dall’amicizia all’essere amici? Per Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon ed Édouard Louis, non è solo un modo di dire, e la lingua francese non ha un aggettivo per descrivere qualcuno che è amico. „Chi sono? Sono ‚ami-reux’ (*in amicizia) con Édouard Louis?” scherza Geoffroy De Lagasnerie davanti a una sala Henry Le Boeuf gremita, ricordando il fatidico incontro che ha dato il via alla loro stagione 2024-2025.
Secondo Geoffroy De Lagasnerie, ciò che distingue l’amicizia dall’amore è una forma di libertà incondizionata. In un matrimonio tradizionale, l’amore percepisce il mondo esterno come una minaccia per la coppia. „Dov’è il mio compagno, con chi è e perché torna a casa tardi?”. Sono tutte preoccupazioni che affliggono l’intimità coniugale. L’amicizia, d’altra parte, è rivolta verso l’esterno e desidera nuove relazioni, raramente implicando gelosia, possessività o sospetto. L’amicizia ci libera dai vincoli domestici e ci incoraggia a oziare, frequentando bar fino all’alba, alla ricerca di nuovi partner.
Il trio suggerisce che l’amicizia offre l’opportunità di rinnovare le nostre relazioni emotive: mantenerle amichevoli a volte può salvarle.
Dalla prospettiva politica e sociologica di Geoffroy De Lagasnerie, è proprio questa libertà che rende l’amicizia una sorta di „dichiarazione di indipendenza in risposta alle istituzioni sociali e ai loro modelli convenzionali di felicità”. L’amicizia diventa così una sorta di anarchismo emotivo; costituisce „un cerchio in cui resistiamo all’ostilità del mondo sociale”. Rifiuta l’esclusività della coppia, insieme alla cultura binaria che è alla base del mondo sociale. „L’amicizia è l’esatto opposto di due. L’amicizia inizia con tre”.
„Se accogli l’amicizia come uno stile di vita, pensi alla tua vita come a una vita di incontri che ruotano attorno all’incontro con l’altro”. Riguardo all’amicizia come stile di vita combinato con la vita familiare, i tre ridono e rispondono con un sonoro „no”. „Noi tre siamo l’anti-famiglia”. Come può l’amicizia diventare un autentico stile di vita? La risposta dei tre è la relazionalità. Vivere l’amicizia in questo modo significa riconfigurare la nostra esistenza, in cui le nostre vite non ruotano più attorno al Sé, ma attorno alla relazione con l’altro. L’amicizia diventa una trasformazione collettiva, in cui l’individuo si trasforma in un essere fondamentalmente relazionale. „Se Édouard crolla, crollo anch’io”, illustra Geoffroy De Lagasnerie. Questa nuova qualità si esprime in pratiche esigenti e profondamente etiche, come la generosità e l’essere presenti per gli altri.
Édouard Louis ci invita a riflettere sul dilemma affrontato dai disertori di classe, e Didier Eribon ci ricorda che questo percorso è segnato da continue rotture, anche emotive. Édouard Louis sottolinea che la questione delle relazioni – con chi si vive, con chi si condivide il letto o con chi si ha una relazione – è profondamente radicata nella politica. La violenza del mondo sociale frattura il disertore non solo a livello personale, ma anche sociologico, persino nelle relazioni intime. „Quando si diventa disertori di classe, non cambiano solo i sentimenti riguardo alle proprie origini; si trasforma anche la capacità di provare emozioni. La nostra soggettività cambia. Si diventa estranei nel proprio ambiente, incapaci di parlare la stessa lingua di coloro con cui si è cresciuti.”
I tre artisti sottolineano che l’intimità va ben oltre la sessualità e che la relazionalità – profondamente politica – ha un potere sovversivo ben maggiore. Geoffroy De Lagasnerie spiega: „Quando il matrimonio tra persone dello stesso sesso fu legalizzato, ciò che preoccupava l’estrema destra francese non era la sessualità tra due uomini a porte chiuse, ma piuttosto l’accesso al matrimonio e le piccole espressioni di affetto che esprimevano pubblicamente.”
„La letteratura ha spesso raccontato la storia di separazioni soggettive (crepacuore, lutto, tradimenti…). Io cerco di parlare di separazioni oggettive, in un senso in qualche modo sociologico.”
(Vedi Édouard Louis
Lo scrittore, il giudizio e la ricerca del riconoscimento)
Secondo i nostri artisti, uno scrittore che vive di amicizia non scrive più per bisogno di riconoscimento, ma per bisogno di incontrare gli altri. Geoffroy ce lo aveva già detto: l’amicizia come stile di vita è il dono dell’indipendenza e libera lo scrittore dai vincoli letterari. „Penso che sia proprio così che noi tre possiamo creare opere che confondono i confini dei registri e dei generi letterari.”
Miei cari. Scriviamo anche per essere letti. Dopotutto, ogni pubblicazione non aspira forse in ultima analisi al successo della critica?
Édouard risponde con disarmante onestà: „Molti scrittori sognano di vincere un premio letterario. Personalmente, penso che sia un peccato. È come sottoporre il proprio lavoro a un tribunale di cui non si riconosce la legittimità”. Il nostro trio ripropone La figura dell’Amico viene utilizzata per sostituire la giuria. Mentre la comunità letteraria e accademica insiste sul fatto che l’obiettività e la veridicità del giudizio derivino dalla distanza dall’opera valutata, il trio sottolinea che „la verità richiede sentimento”.
La critica più giusta e sincera proviene da un Amico che ti conosce, perché le esigenze morali dell’amicizia ruotano attorno alla sincerità. Il parere dell’amico è esigente ma generoso, perché, come osserva Didier Eribon, un amico è qualcuno che desidera che l’altro faccia ciò che fa, al meglio delle sue capacità. Ed entrambi lo sanno.
Attraverso questa amicizia, il trio ci invita a ripensare e decostruire l’immagine tradizionale dell’autore: l’autore non è un’anima tormentata che trascorre le serate da solo davanti al camino, fumando la pipa e indossando un maglione pieno di buchi. Essere uno scrittore significa vagare per la città in cerca di rinnovamento, andarsene per capriccio quando necessario, attaccare bottone con i frequentatori dei bar locali, ridere, uscire, sfidare il freddo per portare croissant caldi ogni mattina.
Questo incontro di artisti ci ha offerto tre voci distinte, ciascuna delle quali esplorava l’amicizia da una combinazione di prospettive: sociologia, letteratura e vita personale.
Didier Eribon ci ricorda che „Sartre e Beauvoir non sono solo Sartre e Beauvoir”. C’erano anche Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, per un certo periodo Camus e altri. I grandi creatori non lavoravano da soli. Le coppie artistiche e letterarie che hanno lasciato il segno nella loro disciplina non possono essere isolate dalla costellazione di pensatori che ruotavano attorno a loro e ne ispiravano l’opera.
Forse è proprio questo il significato dell’amicizia: la palpabile tenerezza percepita dal pubblico mentre la voce di Geoffroy si fa roca e cerca rifugio nel sorriso di Édouard Louis. Édouard, da amico, dice: „Questo aneddoto fa sempre piangere Geoffroy, quindi lo finirò per lui”. È sempre Didier che posa la mano sulla spalla di Geoffroy, un gesto che sembra dire „Sono qui”, piuttosto che „dai una mossa”. O il momento in cui Didier inizia a leggere ed Édouard attraversa il palco per sistemare il microfono, poi si volta verso di noi, incuriosito e sorridente: „Gliel’ho promesso”.
È in queste scene con 1.800 testimoni silenziosi (il pubblico) che possiamo comprendere appieno la profondità dell’intimità tra i nostri artisti-ospiti e la realtà di questa amicizia come stile di vita. Vorrei dire che ho sempre sognato incontri del genere in Polonia, oltre confine. Vorrei sottolineare che in questo modo potremmo vivere l’atmosfera unica di qualsiasi trio e, come i nostri artisti, entreremmo nell’imponente sala Henry Le Boeuf per incontrare Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon ed Édouard Louis. Tuttavia, ne usciremmo conoscendo Geoffroy, Didier ed Édouard. Il „trio reale della letteratura francese contemporanea” ci ha davvero conquistato, offrendoci una conversazione insolitamente informale, profondamente intima e sentita, nonostante gli infiniti applausi che li hanno accolti sul palco.
______
Stanisław Barszczak, Književnost i društvo
Danas se prisjetimo susreta trojice francuskih prijatelja: De Lagasneriea, Eribona i Louisa, jer prijateljstvo počinje s troje. Kako prijeći iz prijateljstva u prijateljstvo? Za Geoffroya De Lagasneriea, Didiera Eribona i Édouarda Louisa to nije samo figurativni izraz, a francuskom jeziku nedostaje pridjev kojim bi se opisao netko tko je prijatelj. „Tko sam ja? Jesam li ‚ami-reux’ (*u prijateljstvu) s Édouardom Louisom?”, šali se Geoffroy De Lagasnerie pred punom dvoranom Henry Le Boeuf, prisjećajući se sudbonosnog susreta koji je pokrenuo njihovu sezonu 2024.-2025.
Prema Geoffroyu De Lagasnerieu, ono što razlikuje prijateljstvo od ljubavi jest oblik bezuvjetne slobode. U tradicionalnom braku ljubav vanjski svijet doživljava kao prijetnju paru. „Gdje je moj partner, s kim je i zašto kasno dolazi kući?” Sve su to brige koje muče bračnu intimnost. Prijateljstvo je, s druge strane, okrenuto prema van i žudi za novim vezama, rijetko uključuje ljubomoru, posesivnost ili sumnjičavost. Prijateljstvo nas oslobađa kućnih ograničenja i potiče nas da se izležavamo, družimo se u barovima do zore, tražeći nove partnere.
Trio sugerira da prijateljstvo nudi priliku za osvježenje naših emocionalnih odnosa: održavanje prijateljstva u njima ponekad ih može spasiti.
Iz političke i sociološke perspektive Geoffroya De Lagasneriea, upravo ta sloboda čini prijateljstvo svojevrsnom „deklaracijom neovisnosti kao odgovorom na društvene institucije i njihove konvencionalne modele sreće“. Prijateljstvo tako postaje vrsta emocionalnog anarhizma; ono predstavlja „krug u kojem se opiremo neprijateljstvu društvenog svijeta“. Odbacuje isključivost para, zajedno s kulturom binarnosti koja je temelj društvenog svijeta. „Prijateljstvo je potpuna suprotnost od dvoje. Prijateljstvo počinje s troje.“
„Ako prihvatite prijateljstvo kao način života, svoj život smatrate životom susreta koji se vrti oko susreta s drugim.“ Promatrajući prijateljstvo kao način života u kombinaciji s obiteljskim životom, njih troje se smiju i odgovaraju odlučnim „ne“. „Nas troje smo protiv obitelji.“ Kako prijateljstvo postaje autentičan način života? Odgovor troje je odnosnost. Doživljavanje prijateljstva na ovaj način znači rekonfiguraciju našeg postojanja, u kojem se naši životi više ne vrte oko Sebstva, već oko odnosa s drugim. Prijateljstvo postaje kolektivna transformacija, u kojoj se pojedinac transformira u fundamentalno relacijsko biće. „Ako se Édouard raspadne, raspadam se i ja“, ilustrira Geoffroy De Lagasnerie. Ova nova kvaliteta bavi se zahtjevnim i duboko etičkim praksama, poput velikodušnosti i pružanja podrške drugima.
Édouard Louis nas poziva da razmislimo o dilemi s kojom se suočavaju klasni dezerteri, a Didier Eribon nas podsjeća da je ovo putovanje obilježeno stalnim prekidima, uključujući i emocionalne. Édouard Louis ističe da je pitanje odnosa – s kim se živi, dijeli krevet ili ima vezu – duboko ukorijenjeno u politici. Nasilje društvenog svijeta slama dezertera ne samo osobno već i sociološki, čak i u intimnim vezama. „Kada postanete klasni dezerter, ne mijenjaju se samo vaši osjećaji o vašem podrijetlu; vaša sposobnost osjećanja se transformira. Naša subjektivnost se mijenja. Postajete stranac u vlastitom okruženju, nesposobni govoriti istim jezikom kao oni s kojima ste odrasli.“
Tri umjetnika naglašavaju da intimnost nadilazi seksualnost i da relacijska povezanost – duboko politička – ima daleko veću subverzivnu moć. Geoffroy De Lagasnerie objašnjava: „Kada je istospolni brak legaliziran, ono što je brinulo francusku krajnju desnicu nije bila seksualnost između dva muškarca iza zatvorenih vrata, već pristup braku i mali izrazi naklonosti koje su javno izražavali.“
„Književnost je često pričala priču o subjektivnim razdvajanjima (slomljeno srce, žalovanje, izdaje…). Pokušavam govoriti o objektivnim razdvajanjima, u donekle sociološkom smislu.“
(Vidi, Édouard Louis
Pisac, sud i potraga za priznanjem)
Prema našim umjetnicima, pisac koji živi od prijateljstva više ne piše iz potrebe za priznanjem, već iz potrebe da upozna druge. Geoffroy nam je već rekao: prijateljstvo kao način života dar je neovisnosti i oslobađa pisca književnih ograničenja. „Mislim da upravo tako nas troje možemo stvarati djela koja brišu granice književnih registara i žanrova.“
Dragi moji. I mi pišemo da bismo bili čitani. Uostalom, ne teži li svaka publikacija u konačnici kritičkom priznanju?
Édouard odgovara s razoružavajućom iskrenošću: „Mnogi pisci sanjaju o osvajanju književne nagrade. Osobno mislim da je to šteta. To je kao da svoje djelo predate sudu čiju legitimnost ne priznajete.“ Naš trio još jednom predlaže Figura Prijatelja koristi se kao zamjena za porotu. Dok književna i akademska zajednica inzistira na tome da objektivnost i istinitost prosudbe proizlaze iz distance od djela koje se ocjenjuje, trojac naglašava da „istina zahtijeva osjećaj”.
Najpravednija i najistinitija kritika dolazi od Prijatelja koji vas poznaje, jer se moralni zahtjevi prijateljstva vrte oko istinitosti. Mišljenje prijatelja je zahtjevno, ali velikodušno, jer, kako Didier Eribon primjećuje, prijatelj je netko tko želi da druga osoba radi ono što i on radi, najbolje što može. I oboje to znaju.
Kroz ovo prijateljstvo, trojac nas poziva da preispitamo i dekonstruiramo tradicionalnu sliku autora: autor nije mučena duša koja provodi večeri sama ispred kamina, pušeći lulu i noseći pulover pun rupa. Biti pisac znači lutati gradom u potrazi za obnovom, odlaziti iz hira kada je to potrebno, započinjati razgovore s lokalnim posjetiteljima bara, smijati se, izlaziti, prkositi hladnoći kako bi svako jutro donijeli tople kroasane.
Ovo okupljanje umjetnika ponudilo nam je tri različita glasa, svaki istražujući prijateljstvo iz kombinacije perspektiva: sociologije, književnosti i osobnog života.
Didier Eribon podsjeća nas da „Sartre i Beauvoir nisu samo Sartre i Beauvoir”. Tu su bili i Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, neko vrijeme Camus i drugi. Veliki stvaratelji nisu radili sami. Umjetnički i književni parovi koji su ostavili trag na svojoj disciplini ne mogu se izolirati od konstelacije mislilaca koji su se vrtjeli oko njih i inspirirali njihov rad.
Možda je to ono što prijateljstvo znači: opipljiva nježnost koju publika osjeća dok Geoffroyev glas postaje promukao i traži utočište u osmijehu Édouarda Louisa. Édouard, budući da je prijatelj, kaže: „Ova anegdota uvijek rasplače Geoffroya, pa ću je ja završiti umjesto njega.” Također je Didier taj koji stavlja ruku na Geoffroyevo rame, gesta koja kao da govori: „Ovdje sam”, a ne „saberi se”. Ili trenutak kada Didier počinje čitati, a Édouard prelazi pozornicu kako bi namjestio mikrofon, a zatim se okreće prema nama, zaintrigiran i smiješeći se: „Obećao sam mu da hoću.“
Upravo u tim scenama s 1800 nijemih svjedoka (publike) možemo u potpunosti razumjeti dubinu intimnosti između naših umjetnika-gostova i stvarnost ovog prijateljstva kao načina života. Želio bih reći da sam oduvijek sanjao o takvim susretima u Poljskoj, preko granice. Želio bih istaknuti da bismo na taj način mogli doživjeti jedinstvenu atmosferu bilo kojeg trija i, poput naših umjetnika, ušli bismo u impresivnu dvoranu Henry Le Boeuf kako bismo upoznali Geoffroya De Lagasneriea, Didiera Eribona i Édouarda Louisa. Međutim, otišli bismo poznavajući Geoffroya, Didiera i Édouarda. „Kraljevski trio suvremene francuske književnosti“ istinski bi nas očario, nudeći nam neobično neformalan, duboko intiman i iskren razgovor, unatoč beskrajnom pljesku koji ih je dočekao na pozornici.
______
Stanisław Barszczak, Littérature et Société
Aujourd’hui, souvenons-nous de la rencontre de trois amis français : De Lagasnerie, Eribon et Louis, car l’amitié commence à trois. Comment passe-t-on de l’amitié à l’amitié ? Pour Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon et Édouard Louis, ce n’est pas qu’une simple figure de style, et la langue française manque d’adjectif pour décrire quelqu’un qui est ami. « Qui suis-je ? Suis-je ami-reux d’Édouard Louis ? » plaisante Geoffroy De Lagasnerie devant une salle Henry Le Bœuf comble, évoquant cette rencontre décisive qui a lancé leur saison 2024-2025.
Selon Geoffroy De Lagasnerie, ce qui distingue l’amitié de l’amour est une forme de liberté inconditionnelle. Dans un mariage traditionnel, l’amour perçoit le monde extérieur comme une menace pour le couple. « Où est mon partenaire, avec qui est-il et pourquoi rentre-t-il tard ? » Ce sont autant de préoccupations qui minent l’intimité conjugale. L’amitié, en revanche, est tournée vers l’extérieur et aspire à de nouvelles relations, rarement marquées par la jalousie, la possessivité ou la suspicion. Elle nous libère des contraintes du foyer et nous encourage à flâner, à traîner dans les bars jusqu’à l’aube, à la recherche de nouveaux partenaires.
Le trio suggère que l’amitié offre une chance de renouveler nos relations affectives : les maintenir amicales peut parfois les sauver.
Du point de vue politico-sociologique de Geoffroy De Lagasnerie, c’est précisément cette liberté qui fait de l’amitié une sorte de « déclaration d’indépendance face aux institutions sociales et à leurs modèles conventionnels de bonheur ». L’amitié devient ainsi une forme d’anarchisme émotionnel ; elle constitue « un cercle où l’on résiste à l’hostilité du monde social ». Elle rejette l’exclusivité du couple, ainsi que la culture binaire qui sous-tend le monde social. « L’amitié est l’exact opposé de deux. L’amitié commence à trois.» « Si vous adoptez l’amitié comme un mode de vie, vous envisagez votre vie comme une vie de rencontres, centrée sur la rencontre avec l’autre. » Considérant l’amitié comme un mode de vie combiné à la vie familiale, les trois hommes rient et répondent par un « non » retentissant. « Nous trois, nous sommes l’anti-famille. » Comment l’amitié devient-elle un mode de vie authentique ? Leur réponse est la relationnalité. Vivre l’amitié de cette manière implique de reconfigurer notre existence, où nos vies ne tournent plus autour de soi, mais autour de la relation à l’autre. L’amitié devient une transformation collective, où l’individu se transforme en un être fondamentalement relationnel. « Si Édouard s’effondre, moi aussi », illustre Geoffroy De Lagasnerie. Cette nouvelle qualité s’engage dans des pratiques exigeantes et profondément éthiques, telles que la générosité et l’altruisme.
Édouard Louis nous invite à réfléchir au dilemme des déserteurs de classe, et Didier Eribon nous rappelle que ce cheminement est jalonné de ruptures constantes, notamment émotionnelles. Édouard Louis souligne que la question des relations – avec qui vivre, partager un lit ou entretenir une relation – est profondément ancrée dans la politique. La violence du monde social fracture le déserteur non seulement personnellement, mais aussi sociologiquement, même dans ses relations intimes. « Lorsqu’on déserte une classe sociale, ce ne sont pas seulement ses sentiments envers ses origines qui changent ; c’est aussi sa capacité à ressentir qui se transforme. Notre subjectivité se transforme. On devient étranger à son propre environnement, incapable de parler le même langage que ceux avec qui on a grandi.»
Les trois artistes soulignent que l’intimité va bien au-delà de la sexualité et que la relationnalité, profondément politique, a un pouvoir subversif bien plus grand. Geoffroy De Lagasnerie explique : « Lorsque le mariage homosexuel a été légalisé, ce qui inquiétait l’extrême droite française n’était pas la sexualité entre deux hommes à huis clos, mais plutôt l’accès au mariage et les petites marques d’affection qu’ils exprimaient publiquement.»
La littérature a souvent raconté l’histoire de séparations subjectives (déchirures, deuils, trahisons…). J’essaie de parler de séparations objectives, dans un sens quelque peu sociologique.
(Voir Édouard Louis
L’Écrivain, le Jugement et la Quête de Reconnaissance)
Selon nos artistes, un écrivain qui vit d’amitié n’écrit plus par besoin de reconnaissance, mais par besoin de rencontrer les autres. Geoffroy nous l’a déjà dit : l’amitié comme mode de vie est le don de l’indépendance et libère l’écrivain des contraintes littéraires. « Je pense que c’est précisément ainsi que nous pouvons créer, tous les trois, des œuvres qui brouillent les frontières des registres et des genres littéraires.»
Ma chère. Nous écrivons aussi pour être lus. Toute publication ne vise-t-elle pas, au final, la reconnaissance critique ?
Édouard répond avec une honnêteté désarmante : « Beaucoup d’écrivains rêvent de remporter un prix littéraire. Personnellement, je trouve cela dommage. C’est comme soumettre son œuvre à un tribunal dont on ne reconnaît pas la légitimité.» Notre trio vous propose une fois de plus
une figure de l’Ami est utilisée pour remplacer le jury. Alors que les milieux littéraires et universitaires insistent sur le fait que l’objectivité et la véracité du jugement découlent de la distance par rapport à l’œuvre évaluée, le trio souligne que « la vérité exige du sentiment ».
La critique la plus juste et la plus sincère vient d’un Ami qui vous connaît, car les exigences morales de l’amitié reposent sur la véracité. L’avis de l’ami est exigeant mais généreux, car, comme le souligne Didier Eribon, un ami est quelqu’un qui souhaite que l’autre fasse ce qu’il fait, du mieux qu’il peut. Et ils le savent tous deux.
À travers cette amitié, le trio nous invite à repenser et à déconstruire l’image traditionnelle de l’auteur : l’auteur n’est pas une âme torturée qui passe ses soirées seul devant la cheminée, fumant la pipe et portant un pull troué. Être écrivain, c’est errer en ville en quête de ressourcement, partir sur un coup de tête quand c’est nécessaire, engager la conversation avec les clients du bar, rire, sortir, braver le froid pour apporter des croissants chauds chaque matin.
Ce rassemblement d’artistes nous a offert trois voix distinctes, chacune explorant l’amitié sous différents angles : la sociologie, la littérature et la vie personnelle.
Didier Eribon nous rappelle que « Sartre et Beauvoir ne sont pas que Sartre et Beauvoir ». Il y avait aussi Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, Camus pendant un temps, et d’autres. Les grands créateurs n’ont pas travaillé seuls. Les couples d’artistes et de littéraires qui ont marqué leur discipline ne peuvent être isolés de la constellation de penseurs qui gravitaient autour d’eux et inspiraient leur œuvre.
C’est peut-être là tout l’enjeu de l’amitié : cette tendresse palpable ressentie par le public lorsque la voix de Geoffroy s’enroue et se réfugie dans le sourire d’Édouard Louis. Édouard, en ami, dit : « Cette anecdote fait toujours pleurer Geoffroy, alors je vais la terminer pour lui.» C’est aussi Didier qui pose la main sur l’épaule de Geoffroy, un geste qui semble dire : « Je suis là » plutôt que « Ressaisis-toi ». Ou le moment où Didier commence sa lecture et qu’Édouard traverse la scène pour ajuster son micro, puis se tourne vers nous, intrigué et souriant : « Je le lui avais promis. »
C’est dans ces scènes avec 1 800 témoins silencieux (le public) que nous pouvons pleinement saisir la profondeur de l’intimité entre nos artistes invités et la réalité de cette amitié comme mode de vie. J’aimerais dire que j’ai toujours rêvé de telles rencontres en Pologne, de l’autre côté de la frontière. Je tiens à souligner que nous pourrions ainsi ressentir l’atmosphère unique de tout trio et, comme nos artistes, nous entrerions dans l’impressionnante salle Henry Le Bœuf pour rencontrer Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon et Édouard Louis. Cependant, nous en ressortirions en connaissant Geoffroy, Didier et Édouard. Le « trio royal de la littérature française contemporaine » nous captiverait véritablement, nous offrant une conversation inhabituellement informelle, profondément intime et sincère, malgré les applaudissements incessants qui les accueillent sur scène.
_____
Stanisław Barszczak, Literatur und Gesellschaft
Erinnern wir uns heute an die Begegnungen dreier französischer Freunde: De Lagasnerie, Eribon und Louis, denn Freundschaft beginnt mit dreien. Wie wird aus Freundschaft eine Freundschaft? Für Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon und Édouard Louis ist Freundschaft nicht nur eine Redewendung, und der französischen Sprache fehlt ein Adjektiv, um jemanden zu beschreiben, der befreundet ist. „Wer bin ich? Bin ich ‚ami-reux‘ (*in Freundschaft) mit Édouard Louis?“, scherzt Geoffroy De Lagasnerie vor der voll besetzten Henry Le Boeuf Hall und erinnert sich an das schicksalhafte Treffen, das ihre Saison 2024/2025 einläutete.
Laut Geoffroy De Lagasnerie unterscheidet sich Freundschaft von Liebe durch eine Form bedingungsloser Freiheit. In einer traditionellen Ehe nimmt die Liebe die Außenwelt als Bedrohung für das Paar wahr. „Wo ist mein Partner, mit wem ist er zusammen und warum kommt er spät nach Hause?“ All diese Sorgen belasten die eheliche Intimität. Freundschaft hingegen ist nach außen gerichtet und sehnt sich nach neuen Beziehungen, selten mit Eifersucht, Besitzgier oder Misstrauen. Freundschaft befreit uns von den Zwängen des Zuhauses und ermutigt uns, zu faulenzen, bis zum Morgengrauen in Bars abzuhängen und nach neuen Partnern zu suchen.
Das Trio schlägt vor, dass Freundschaft eine Chance bietet, unsere emotionalen Beziehungen zu erneuern: Sie freundschaftlich zu halten, kann sie manchmal retten.
Aus der politischen und soziologischen Perspektive von Geoffroy De Lagasnerie ist es genau diese Freiheit, die Freundschaft zu einer Art „Unabhängigkeitserklärung als Reaktion auf gesellschaftliche Institutionen und ihre konventionellen Glücksmodelle“ macht. Freundschaft wird so zu einer Art emotionalem Anarchismus; sie bildet „einen Kreis, in dem wir uns der Feindseligkeit der sozialen Welt widersetzen“. Sie lehnt die Exklusivität des Paares ab, ebenso wie die Kultur der Binärität, die der sozialen Welt zugrunde liegt. „Freundschaft ist das genaue Gegenteil von zwei. Freundschaft beginnt mit drei.“
„Wenn man Freundschaft als Lebensform betrachtet, betrachtet man sein Leben als ein Leben voller Begegnungen, das sich um die Begegnung mit dem anderen dreht.“ Die drei lachen und antworten mit einem klaren „Nein“, wenn sie Freundschaft als Lebensform in Verbindung mit Familienleben betrachten. „Wir drei sind die Anti-Familie.“ Wie wird Freundschaft zu einer authentischen Lebensform? Die Antwort der drei lautet: Relationalität. Freundschaft auf diese Weise zu erleben bedeutet, unsere Existenz neu zu gestalten, in der sich unser Leben nicht mehr um das Selbst, sondern um die Beziehung zum anderen dreht. Freundschaft wird zu einer kollektiven Transformation, in der sich der Einzelne in ein grundlegend relationales Wesen verwandelt. „Wenn Édouard zusammenbricht, tue ich es auch“, veranschaulicht Geoffroy De Lagasnerie. Diese neue Qualität drückt sich in anspruchsvollen und zutiefst ethischen Praktiken aus, wie Großzügigkeit und Für-andere-Dasein.
Édouard Louis lädt uns ein, über das Dilemma von Klassendeserteuren nachzudenken, und Didier Eribon erinnert uns daran, dass dieser Weg von ständigen Brüchen, auch emotionalen, geprägt ist. Édouard Louis weist darauf hin, dass die Frage nach Beziehungen – mit wem man zusammenlebt, das Bett teilt oder eine Beziehung hat – tief in der Politik verwurzelt ist. Die Gewalt der sozialen Welt zerbricht den Deserteur nicht nur persönlich, sondern auch soziologisch, selbst in intimen Beziehungen. „Wenn man zum Klassendeserteur wird, verändern sich nicht nur die Gefühle gegenüber der eigenen Herkunft; auch die eigene Fähigkeit zu fühlen verändert sich. Unsere Subjektivität verändert sich. Man wird zu einem Fremden in seiner eigenen Umgebung und kann nicht mehr dieselbe Sprache sprechen wie die Menschen, mit denen man aufgewachsen ist.“
Die drei Künstler betonen, dass Intimität weit über Sexualität hinausgeht und dass Relationalität – zutiefst politisch – eine weitaus größere subversive Kraft besitzt. Geoffroy De Lagasnerie erklärt: „Als die gleichgeschlechtliche Ehe legalisiert wurde, beunruhigte die französische extreme Rechte nicht die Sexualität zwischen zwei Männern hinter verschlossenen Türen, sondern vielmehr der Zugang zur Ehe und die kleinen Liebesbekundungen, die sie öffentlich zum Ausdruck brachten.“
„Die Literatur hat oft die Geschichte subjektiver Trennungen erzählt (Liebeskummer, Trauer, Verrat …). Ich versuche, von objektiven Trennungen zu sprechen, in einem etwas soziologischen Sinne.“
(Siehe Édouard Louis
Der Schriftsteller, das Urteil und die Suche nach Anerkennung)
Laut unseren Künstlern schreibt ein Schriftsteller, der von Freundschaft lebt, nicht mehr aus dem Bedürfnis nach Anerkennung, sondern aus dem Bedürfnis, andere zu treffen. Geoffroy sagte uns bereits: Freundschaft als Lebensform ist das Geschenk der Unabhängigkeit und befreit den Schriftsteller von literarischen Zwängen. „Ich denke, genau so können wir drei Werke schaffen, die die Grenzen literarischer Register und Genres verwischen.“
Meine Liebe. Wir schreiben auch, um gelesen zu werden. Strebt nicht jede Publikation letztlich nach kritischer Anerkennung? Édouard antwortet mit entwaffnender Ehrlichkeit: „Viele Schriftsteller träumen davon, einen Literaturpreis zu gewinnen. Ich persönlich finde das schade. Es ist, als würde man seine Arbeit einem Gericht vorlegen, dessen Legitimität man nicht anerkennt.“ Unser Trio schlägt erneut eine Figur des Freundes ersetzt die Jury. Während die literarische und akademische Gemeinschaft darauf beharrt, dass Objektivität und Wahrhaftigkeit des Urteils aus der Distanz zum bewerteten Werk resultieren, betont das Trio, dass „Wahrheit Gefühl erfordert“.
Die fairste und wahrhaftigste Kritik kommt von einem Freund, der einen kennt, denn die moralischen Anforderungen der Freundschaft drehen sich um Wahrhaftigkeit. Die Meinung des Freundes ist anspruchsvoll, aber großzügig, denn, wie Didier Eribon bemerkt, ist ein Freund jemand, der möchte, dass der andere das, was er tut, nach bestem Wissen und Gewissen tut. Und beide wissen das.
Durch diese Freundschaft lädt uns das Trio ein, das traditionelle Bild des Autors zu überdenken und zu dekonstruieren: Der Autor ist keine gequälte Seele, die Abende allein vor dem Kamin verbringt, Pfeife raucht und einen löchrigen Pullover trägt. Schriftsteller zu sein bedeutet, auf der Suche nach Erneuerung durch die Stadt zu ziehen, spontan aufzubrechen, wenn nötig, Gespräche mit den Leuten in den Bars zu führen, zu lachen, auszugehen und der Kälte zu trotzen, um sich jeden Morgen warme Croissants zu holen.
Diese Künstlerversammlung bot uns drei unterschiedliche Stimmen, die Freundschaft aus einer Kombination verschiedener Perspektiven erkundeten: Soziologie, Literatur und Privatleben.
Didier Eribon erinnert uns daran, dass „Sartre und Beauvoir nicht nur Sartre und Beauvoir sind“. Da waren auch Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, zeitweise Camus und andere. Große Schöpfer arbeiteten nicht allein. Die Künstler- und Literaturpaare, die ihre Disziplin prägten, können nicht von der Konstellation der Denker isoliert werden, die sie umgaben und ihr Werk inspirierten.
Vielleicht ist es genau das, was Freundschaft ausmacht: die spürbare Zärtlichkeit, die das Publikum spürt, wenn Geoffroys Stimme heiser wird und in Édouard Louis’ Lächeln Zuflucht sucht. Édouard, ein Freund, sagt: „Diese Anekdote rührt Geoffroy immer zu Tränen, deshalb werde ich sie für ihn zu Ende erzählen.“ Es ist auch Didier, der Geoffroy die Hand auf die Schulter legt – eine Geste, die eher „Ich bin da“ als „Reiß dich zusammen“ zu sagen scheint. Oder der Moment, als Didier zu lesen beginnt und Édouard die Bühne überquert, um sein Mikrofon einzustellen, und sich dann fasziniert und lächelnd zu uns umdreht: „Ich habe es ihm versprochen.“
In diesen Szenen mit 1.800 stummen Zeugen (dem Publikum) können wir die tiefe Vertrautheit zwischen unseren Künstlergästen und die Realität dieser Freundschaft als Lebensform voll und ganz verstehen. Ich möchte sagen, dass ich immer von solchen Treffen in Polen, jenseits der Grenze, geträumt habe. Ich möchte betonen, dass wir auf diese Weise die einzigartige Atmosphäre eines jeden Trios erleben könnten, und wie unsere Künstler würden wir den beeindruckenden Henry-Le-Boeuf-Saal betreten, um Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon und Édouard Louis zu treffen. Wir würden ihn jedoch mit Geoffroy, Didier und Édouard verlassen. Das „königliche Trio der zeitgenössischen französischen Literatur“ würde uns wahrlich fesseln und uns trotz des endlosen Applauses, der sie auf der Bühne begrüßte, ein ungewöhnlich informelles, zutiefst intimes und herzliches Gespräch bieten.
_____
Stanisław Barszczak, Literatura y Sociedad
Hoy recordemos el encuentro de tres amigos franceses: De Lagasnerie, Eribon y Louis, porque la amistad empieza con tres. ¿Cómo se pasa de la amistad a la amistad? Para Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon y Édouard Louis, no es solo una figura retórica, y el francés carece de un adjetivo para describir a alguien que es amigo. „¿Quién soy? ¿Soy ‚ami-reux’ (*amistad) con Édouard Louis?”, bromea Geoffroy De Lagasnerie ante una abarrotada Sala Henry Le Boeuf, recordando el trascendental encuentro que dio inicio a su temporada 2024-2025.
Según Geoffroy De Lagasnerie, lo que distingue la amistad del amor es una forma de libertad incondicional. En un matrimonio tradicional, el amor percibe el mundo exterior como una amenaza para la pareja. „¿Dónde está mi pareja, con quién está y por qué llega tarde a casa?” Todas estas son preocupaciones que plagan la intimidad marital. La amistad, en cambio, se abre al exterior y anhela nuevas relaciones, rara vez implica celos, posesividad o sospecha. La amistad nos libera de las ataduras del hogar y nos anima a holgazanear, a pasar el rato en bares hasta el amanecer, buscando nuevas parejas.
El trío sugiere que la amistad ofrece una oportunidad para renovar nuestras relaciones emocionales: mantenerlas amistosas a veces puede salvarlas.
Desde la perspectiva política y sociológica de Geoffroy De Lagasnerie, es precisamente esta libertad la que convierte la amistad en una especie de «declaración de independencia en respuesta a las instituciones sociales y sus modelos convencionales de felicidad». La amistad se convierte así en una especie de anarquismo emocional; constituye «un círculo en el que resistimos la hostilidad del mundo social». Rechaza la exclusividad de la pareja, junto con la cultura binaria que subyace en el mundo social. «La amistad es exactamente lo opuesto a dos. La amistad comienza con tres».
Si abrazas la amistad como forma de vida, concibes tu vida como una vida de encuentros que gira en torno al encuentro con el otro. Al considerar la amistad como una forma de vida combinada con la vida familiar, los tres ríen y responden con un rotundo „no”. „Nosotros tres somos la antifamilia”. ¿Cómo se convierte la amistad en una auténtica forma de vida? La respuesta de los tres es la relacionalidad. Experimentar la amistad de esta manera significa reconfigurar nuestra existencia, en la que nuestras vidas ya no giran en torno al yo, sino a la relación con el otro. La amistad se convierte en una transformación colectiva, en la que el individuo se transforma en un ser fundamentalmente relacional. „Si Édouard se derrumba, yo también”, ilustra Geoffroy De Lagasnerie. Esta nueva cualidad implica prácticas exigentes y profundamente éticas, como la generosidad y la disposición a ayudar a los demás.
Édouard Louis nos invita a reflexionar sobre el dilema al que se enfrentan los desertores de clase, y Didier Eribon nos recuerda que este camino está marcado por constantes rupturas, incluidas las emocionales. Édouard Louis señala que la cuestión de las relaciones —con quién se vive, con quién se comparte la cama o con quién se tiene una relación— está profundamente arraigada en la política. La violencia del mundo social fractura al desertor no solo a nivel personal, sino también sociológico, incluso en las relaciones íntimas. «Cuando te conviertes en un desertor de clase, no solo cambian tus sentimientos sobre tus orígenes; tu capacidad de sentir se transforma. Nuestra subjetividad cambia. Te conviertes en un extraño en tu propio entorno, incapaz de hablar el mismo idioma que aquellos con quienes creciste».
Los tres artistas enfatizan que la intimidad va mucho más allá de la sexualidad, y que la relacionalidad —profundamente política— tiene un poder subversivo mucho mayor. Geoffroy De Lagasnerie explica: «Cuando se legalizó el matrimonio entre personas del mismo sexo, lo que preocupaba a la extrema derecha francesa no era la sexualidad entre dos hombres a puerta cerrada, sino más bien el acceso al matrimonio y las pequeñas expresiones de afecto que expresaban públicamente». La literatura ha narrado a menudo la historia de separaciones subjetivas (desamor, duelo, traiciones…). Intento hablar de separaciones objetivas, en un sentido un tanto sociológico.
(Véase Édouard Louis
El escritor, el juicio y la búsqueda de reconocimiento)
Según nuestros artistas, un escritor que vive de la amistad ya no escribe por necesidad de reconocimiento, sino por necesidad de conocer a otros. Geoffroy ya nos lo dijo: la amistad como forma de vida es el don de la independencia y libera al escritor de las ataduras literarias. «Creo que así es precisamente como los tres podemos crear obras que difuminan los límites de los registros y géneros literarios».
Querida. También escribimos para ser leídos. ¿Acaso toda publicación no aspira, en última instancia, a la aclamación de la crítica?
Édouard responde con una honestidad desarmante: «Muchos escritores sueñan con ganar un premio literario. Personalmente, creo que es una pena. Es como presentar tu obra ante un tribunal cuya legitimidad desconoces». Nuestro trío vuelve a proponer una figura del Amigo se utiliza para sustituir al jurado. Mientras que las comunidades literaria y académica insisten en que la objetividad y la veracidad del juicio se basan en la distancia con respecto a la obra evaluada, el trío enfatiza que «la verdad requiere sentimiento».
La crítica más justa y sincera proviene de un Amigo que te conoce, porque las exigencias morales de la amistad giran en torno a la veracidad. La opinión del amigo es exigente pero generosa, porque, como señala Didier Eribon, un amigo es alguien que desea que la otra persona haga lo que él hace, lo mejor que pueda. Y ambos lo saben.
A través de esta amistad, el trío nos invita a repensar y deconstruir la imagen tradicional del autor: el autor no es un alma torturada que pasa las tardes solo frente a la chimenea, fumando en pipa y con un suéter lleno de agujeros. Ser escritor significa vagar por la ciudad en busca de renovación, salir por capricho cuando es necesario, entablar conversaciones con los clientes del bar, reír, salir, desafiar el frío para llevar croissants calientes cada mañana.
Este encuentro de artistas nos ofreció tres voces distintas, cada una explorando la amistad desde una combinación de perspectivas: sociología, literatura y vida personal.
Didier Eribon nos recuerda que «Sartre y Beauvoir no son solo Sartre y Beauvoir». También estuvieron Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, durante un tiempo Camus, y otros. Los grandes creadores no trabajaron solos. Las parejas artísticas y literarias que dejaron huella en su disciplina no pueden aislarse de la constelación de pensadores que giraron en torno a ellas e inspiraron su obra.
Quizás esto sea la amistad: la ternura palpable que siente el público cuando la voz de Geoffroy se vuelve ronca y busca refugio en la sonrisa de Édouard Louis. Édouard, como amigo, dice: «Esta anécdota siempre hace llorar a Geoffroy, así que la terminaré por él». También es Didier quien pone la mano en el hombro de Geoffroy, un gesto que parece decir „Estoy aquí”, en lugar de „Tranquilízate”. O el momento en que Didier empieza a leer y Édouard cruza el escenario para ajustar su micrófono, y luego se vuelve hacia nosotros, intrigado y sonriente, „Le prometí que lo haría”.
Es en estas escenas con 1800 testigos silenciosos (el público) que podemos comprender plenamente la profunda intimidad entre nuestros artistas invitados y la realidad de esta amistad como forma de vida. Me gustaría decir que siempre he soñado con encuentros como este en Polonia, al otro lado de la frontera. Me gustaría señalar que de esta manera podríamos experimentar la atmósfera única de cualquier trío y, al igual que nuestros artistas, entraríamos en la impresionante sala Henry Le Boeuf para encontrarnos con Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon y Édouard Louis. Sin embargo, nos iríamos sabiendo quiénes eran Geoffroy, Didier y Édouard. El „trío real de la literatura francesa contemporánea” realmente nos cautivaría, ofreciéndonos una conversación inusualmente informal, profundamente íntima y sentida, a pesar de los interminables aplausos con que los recibieron en el escenario.
_____
Stanisław Barszczak, Λογοτεχνία και Κοινωνία
Σήμερα, ας θυμηθούμε τις συναντήσεις τριών Γάλλων φίλων: του De Lagasnerie, του Eribon και του Louis, επειδή η φιλία ξεκινά με τρεις. Πώς μεταβαίνετε από τη φιλία στο να είστε φίλοι; Για τους Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon και Édouard Louis, δεν είναι απλώς ένα σχήμα λόγου, και η γαλλική γλώσσα δεν διαθέτει επίθετο για να περιγράψει κάποιον που είναι φίλος. «Ποιος είμαι; Είμαι ‚ami-reux’ (*σε φιλία) με τον Édouard Louis;» αστειεύεται ο Geoffroy De Lagasnerie μπροστά σε μια κατάμεστη αίθουσα Henry Le Boeuf, θυμούμενος τη μοιραία συνάντηση που ξεκίνησε τη σεζόν 2024-2025.
Σύμφωνα με τον Geoffroy De Lagasnerie, αυτό που διακρίνει τη φιλία από την αγάπη είναι μια μορφή άνευ όρων ελευθερίας. Σε έναν παραδοσιακό γάμο, η αγάπη αντιλαμβάνεται τον έξω κόσμο ως απειλή για το ζευγάρι. «Πού είναι ο σύντροφός μου, με ποιον είναι και γιατί γυρίζει αργά στο σπίτι;» Αυτές είναι όλες ανησυχίες που βασανίζουν την συζυγική οικειότητα. Η φιλία, από την άλλη πλευρά, είναι εξωστρεφής και λαχταρά νέες σχέσεις, σπάνια εμπλέκοντας ζήλια, κτητικότητα ή καχυποψία. Η φιλία μας απελευθερώνει από τους περιορισμούς του σπιτιού και μας ενθαρρύνει να χαλαρώνουμε, να χαλαρώνουμε σε μπαρ μέχρι το ξημέρωμα, αναζητώντας νέους συντρόφους.
Το τρίο υποστηρίζει ότι η φιλία προσφέρει μια ευκαιρία να ανανεώσουμε τις συναισθηματικές μας σχέσεις: το να τις διατηρούμε φιλικές μπορεί μερικές φορές να τις σώσει.
Από την πολιτική και κοινωνιολογική οπτική γωνία του Geoffroy De Lagasnerie, ακριβώς αυτή η ελευθερία καθιστά τη φιλία ένα είδος «διακήρυξης ανεξαρτησίας σε απάντηση στους κοινωνικούς θεσμούς και τα συμβατικά τους μοντέλα ευτυχίας». Η φιλία γίνεται έτσι ένα είδος συναισθηματικού αναρχισμού. Συνιστά «έναν κύκλο στον οποίο αντιστεκόμαστε στην εχθρότητα του κοινωνικού κόσμου». Απορρίπτει την αποκλειστικότητα του ζευγαριού, μαζί με την κουλτούρα του δυαδικού συστήματος που αποτελεί τη βάση του κοινωνικού κόσμου. «Η φιλία είναι το ακριβώς αντίθετο του δύο. Η φιλία ξεκινά με τρία».
«Αν αγκαλιάσεις τη φιλία ως τρόπο ζωής, σκέφτεσαι τη ζωή σου ως μια ζωή συναντήσεων που περιστρέφεται γύρω από τη συνάντηση με τον άλλον». Θεωρώντας τη φιλία ως τρόπο ζωής σε συνδυασμό με την οικογενειακή ζωή, οι τρεις γελούν και απαντούν με ένα ηχηρό «όχι». «Εμείς οι τρεις είμαστε οι αντι-οικογενειακοί». Πώς γίνεται η φιλία ένας αυθεντικός τρόπος ζωής; Η απάντηση των τριών είναι η σχεσιακή ζωή. Το να βιώνουμε τη φιλία με αυτόν τον τρόπο σημαίνει αναδιαμόρφωση της ύπαρξής μας, στην οποία η ζωή μας δεν περιστρέφεται πλέον γύρω από τον Εαυτό, αλλά γύρω από τη σχέση με τον άλλον. Η φιλία γίνεται ένας συλλογικός μετασχηματισμός, στον οποίο το άτομο μεταμορφώνεται σε ένα θεμελιωδώς σχεσιακό ον. «Αν ο Εντουάρ καταρρεύσει, καταρρέω κι εγώ», εξηγεί ο Ζοφρουά Ντε Λαγκασνερί. Αυτή η νέα ποιότητα εμπλέκεται σε απαιτητικές και βαθιά ηθικές πρακτικές, όπως η γενναιοδωρία και η παροχή βοήθειας στους άλλους.
Ο Εντουάρ Λουί μας προσκαλεί να αναλογιστούμε το δίλημμα που αντιμετωπίζουν οι λιποτάκτες της τάξης, και ο Ντιντιέ Εριμπόν μας υπενθυμίζει ότι αυτό το ταξίδι χαρακτηρίζεται από συνεχείς ρήξεις, συμπεριλαμβανομένων και των συναισθηματικών. Ο Εντουάρ Λουί επισημαίνει ότι το ζήτημα των σχέσεων – με ποιον ζει κανείς, με ποιον μοιράζεται το κρεβάτι ή με ποιον έχει σχέση – είναι βαθιά ριζωμένο στην πολιτική. Η βία του κοινωνικού κόσμου διασπά τον λιποτάκτη όχι μόνο προσωπικά αλλά και κοινωνιολογικά, ακόμη και σε στενές σχέσεις. «Όταν γίνεσαι λιποτάκτης της τάξης, όχι μόνο τα συναισθήματά σου για την καταγωγή σου αλλάζουν. Η ικανότητά σου να νιώθεις μεταμορφώνεται. Η υποκειμενικότητά μας αλλάζει. Γίνεσαι ξένος στο δικό σου περιβάλλον, ανίκανος να μιλήσεις την ίδια γλώσσα με εκείνους με τους οποίους μεγάλωσες».
Οι τρεις καλλιτέχνες τονίζουν ότι η οικειότητα υπερβαίνει κατά πολύ τη σεξουαλικότητα και ότι η σχεσιακή σχέση -βαθιά πολιτική- έχει πολύ μεγαλύτερη ανατρεπτική δύναμη. Ο Geoffroy De Lagasnerie εξηγεί: «Όταν νομιμοποιήθηκε ο γάμος ομοφυλοφίλων, αυτό που ανησυχούσε τη γαλλική ακροδεξιά δεν ήταν η σεξουαλικότητα μεταξύ δύο ανδρών πίσω από κλειστές πόρτες, αλλά μάλλον η πρόσβαση στον γάμο και οι μικρές εκφράσεις στοργής που εξέφραζαν δημόσια».
«Η λογοτεχνία έχει συχνά αφηγηθεί την ιστορία υποκειμενικών χωρισμών (θλίψη, πένθος, προδοσίες…). Προσπαθώ να μιλήσω για αντικειμενικούς χωρισμούς, με μια κάπως κοινωνιολογική έννοια». (Βλέπε, Édouard Louis
Ο Συγγραφέας, η Κρίση και η Αναζήτηση της Αναγνώρισης)
Σύμφωνα με τους καλλιτέχνες μας, ένας συγγραφέας που ζει με τη φιλία δεν γράφει πλέον από ανάγκη για αναγνώριση, αλλά από ανάγκη να γνωρίσει άλλους. Ο Geoffroy μας έχει ήδη πει: η φιλία ως τρόπος ζωής είναι το δώρο της ανεξαρτησίας και απελευθερώνει τον συγγραφέα από τους λογοτεχνικούς περιορισμούς. «Νομίζω ότι ακριβώς έτσι μπορούμε οι τρεις μας να δημιουργήσουμε έργα που θολώνουν τα όρια των λογοτεχνικών μητρώων και ειδών».
Αγαπημένοι μου. Γράφουμε επίσης για να μας διαβάσουν. Δεν επιδιώκει τελικά κάθε έκδοση την κριτική αναγνώριση;
Ο Édouard απαντά με αφοπλιστική ειλικρίνεια: «Πολλοί συγγραφείς ονειρεύονται να κερδίσουν ένα λογοτεχνικό βραβείο. Προσωπικά, νομίζω ότι είναι κρίμα. Είναι σαν να υποβάλλεις το έργο σου σε ένα δικαστήριο του οποίου τη νομιμότητα δεν αναγνωρίζεις». Το τρίο μας προτείνει για άλλη μια φορά ένα μορφή του Φίλου χρησιμοποιείται για να αντικαταστήσει την κριτική επιτροπή. Ενώ οι λογοτεχνικές και ακαδημαϊκές κοινότητες επιμένουν ότι η αντικειμενικότητα και η ειλικρίνεια της κρίσης πηγάζουν από την απόσταση από το έργο που αξιολογείται, η τριάδα τονίζει ότι «η αλήθεια απαιτεί συναίσθημα».
Η πιο δίκαιη και αληθινή κριτική προέρχεται από έναν Φίλο που σε γνωρίζει, επειδή οι ηθικές απαιτήσεις της φιλίας περιστρέφονται γύρω από την ειλικρίνεια. Η γνώμη του φίλου είναι απαιτητική αλλά γενναιόδωρη, επειδή, όπως σημειώνει ο Ντιντιέ Εριμπόν, φίλος είναι κάποιος που θέλει ο άλλος να κάνει αυτό που κάνει, στο μέγιστο των δυνατοτήτων του. Και το γνωρίζουν και οι δύο.
Μέσα από αυτή τη φιλία, η τριάδα μας προσκαλεί να ξανασκεφτούμε και να αποδομήσουμε την παραδοσιακή εικόνα του συγγραφέα: ο συγγραφέας δεν είναι μια βασανισμένη ψυχή που περνάει τα βράδια μόνη μπροστά στο τζάκι, καπνίζοντας μια πίπα και φορώντας ένα πουλόβερ γεμάτο τρύπες. Το να είσαι συγγραφέας σημαίνει να περιπλανιέσαι στην πόλη αναζητώντας ανανέωση, να φεύγεις απότομα όταν χρειάζεται, να ξεκινάς συζητήσεις με τους ντόπιους μπάρμαν, να γελάς, να βγαίνεις έξω, να αψηφάς το κρύο για να φέρνεις ζεστά κρουασάν κάθε πρωί.
Αυτή η συγκέντρωση καλλιτεχνών μας προσέφερε τρεις ξεχωριστές φωνές, καθεμία από τις οποίες εξερευνά τη φιλία από έναν συνδυασμό προοπτικών: κοινωνιολογία, λογοτεχνία και προσωπική ζωή.
Ο Ντιντιέ Εριμπόν μας υπενθυμίζει ότι «ο Σαρτρ και η Μπωβουάρ δεν είναι απλώς Σαρτρ και Μπωβουάρ». Υπήρχαν επίσης η Μαντλέν Γκομπέιγ-Νοέλ, ο Κλοντ Λανζμάν, για ένα διάστημα ο Καμύ και άλλοι. Οι μεγάλοι δημιουργοί δεν εργάστηκαν μόνοι τους. Τα καλλιτεχνικά και λογοτεχνικά ζευγάρια που άφησαν το στίγμα τους στον κλάδο τους δεν μπορούν να απομονωθούν από τον αστερισμό των στοχαστών που περιστρέφονταν γύρω τους και ενέπνευσαν το έργο τους.
Αυτό ίσως είναι το νόημα της φιλίας: η απτή τρυφερότητα που νιώθει το κοινό καθώς η φωνή του Ζεφρουά βραχνιάζει και αναζητά καταφύγιο στο χαμόγελο του Εντουάρ Λουί. Ο Εντουάρ, όντας φίλος, λέει: «Αυτή η ιστορία πάντα κάνει τον Ζεφρουά να κλαίει, οπότε θα την τελειώσω γι’ αυτόν». Είναι επίσης ο Ντιντιέ που βάζει το χέρι του στον ώμο του Ζεφρουά, μια χειρονομία που μοιάζει να λέει, «Είμαι εδώ», αντί να «πιάσε μια λαβή». Ή τη στιγμή που ο Ντιντιέ αρχίζει να διαβάζει και ο Εντουάρ διασχίζει τη σκηνή για να ρυθμίσει το μικρόφωνό του, και μετά γυρίζει προς το μέρος μας, ενθουσιασμένος και χαμογελαστός, «Του το υποσχέθηκα ότι θα το κάνω».
Σε αυτές τις σκηνές με τους 1.800 σιωπηλούς μάρτυρες (το κοινό) μπορούμε να κατανοήσουμε πλήρως το βάθος της οικειότητας μεταξύ των καλλιτεχνών-καλεσμένων μας και την πραγματικότητα αυτής της φιλίας ως τρόπου ζωής. Θα ήθελα να πω ότι πάντα ονειρευόμουν τέτοιες συναντήσεις στην Πολωνία, πέρα από τα σύνορα. Θα ήθελα να επισημάνω ότι με αυτόν τον τρόπο θα μπορούσαμε να βιώσουμε τη μοναδική ατμόσφαιρα οποιουδήποτε τρίο και, όπως οι καλλιτέχνες μας, θα μπαίναμε στην εντυπωσιακή αίθουσα Henry Le Boeuf για να συναντήσουμε τους Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon και Édouard Louis. Ωστόσο, θα φεύγαμε γνωρίζοντας τους Geoffroy, Didier και Édouard. Το «βασιλικό τρίο της σύγχρονης γαλλικής λογοτεχνίας» θα μας γοήτευε πραγματικά, προσφέροντάς μας μια ασυνήθιστα άτυπη, βαθιά οικεία και εγκάρδια συζήτηση, παρά τα ατελείωτα χειροκροτήματα που τους υποδέχονταν στη σκηνή.
_____
Stanisław Barszczak, Literatura e Sociedade
Hoje, vamos relembrar os encontros de três amigos franceses: De Lagasnerie, Eribon e Louis, porque a amizade começa com três. Como se passa da amizade para a amizade? Para Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon e Édouard Louis, não é apenas uma figura de linguagem, e a língua francesa carece de um adjetivo para descrever alguém que é amigo. „Quem sou eu? Sou ‚ami-reux’ (*amigo) de Édouard Louis?”, brinca Geoffroy De Lagasnerie diante do lotado Henry Le Boeuf Hall, relembrando o fatídico encontro que deu início à temporada 2024-2025.
De acordo com Geoffroy De Lagasnerie, o que distingue a amizade do amor é uma forma de liberdade incondicional. Em um casamento tradicional, o amor percebe o mundo exterior como uma ameaça ao casal. „Onde está meu parceiro, com quem ele está e por que ele chega tarde em casa?” Todas essas são preocupações que assolam a intimidade conjugal. A amizade, por outro lado, é voltada para o exterior e anseia por novos relacionamentos, raramente envolvendo ciúme, possessividade ou desconfiança. A amizade nos liberta das restrições do lar e nos encoraja a preguiçar, frequentando bares até o amanhecer, em busca de novos parceiros.
O trio sugere que a amizade oferece uma chance de renovar nossos relacionamentos emocionais: mantê-los amigáveis às vezes pode salvá-los.
Da perspectiva política e sociológica de Geoffroy De Lagasnerie, é precisamente essa liberdade que torna a amizade uma espécie de „declaração de independência em resposta às instituições sociais e seus modelos convencionais de felicidade”. A amizade torna-se, assim, uma espécie de anarquismo emocional; constitui „um círculo no qual resistimos à hostilidade do mundo social”. Ela rejeita a exclusividade do casal, juntamente com a cultura binária que subjaz ao mundo social. „A amizade é exatamente o oposto de dois. A amizade começa com três.”
“Se você abraça a amizade como um modo de vida, você pensa na sua vida como uma vida de encontros que gira em torno do encontro com o outro.” Considerando a amizade como um modo de vida combinado com a vida familiar, os três riem e respondem com um sonoro “não”. “Nós três somos a antifamília.” Como a amizade se torna um modo de vida autêntico? A resposta dos três é a relacionalidade. Vivenciar a amizade dessa forma significa reconfigurar nossa existência, na qual nossas vidas não giram mais em torno do Eu, mas em torno da relação com o outro. A amizade se torna uma transformação coletiva, na qual o indivíduo se transforma em um ser fundamentalmente relacional. “Se Édouard se desintegra, eu também me desintegro”, ilustra Geoffroy De Lagasnerie. Essa nova qualidade está engajada em práticas exigentes e profundamente éticas, como a generosidade e a disponibilidade para os outros.
Édouard Louis nos convida a refletir sobre o dilema enfrentado pelos desertores de classe, e Didier Eribon nos lembra que essa jornada é marcada por rupturas constantes, inclusive emocionais. Édouard Louis ressalta que a questão dos relacionamentos — com quem se vive, com quem se divide a cama ou com quem se tem um relacionamento — está profundamente enraizada na política. A violência do mundo social fratura o desertor não apenas pessoalmente, mas também sociologicamente, mesmo em relacionamentos íntimos. „Quando você se torna um desertor de classe, não apenas seus sentimentos sobre suas origens mudam; sua capacidade de sentir se transforma. Nossa subjetividade muda. Você se torna um estranho em seu próprio ambiente, incapaz de falar a mesma língua daqueles com quem cresceu.”
Os três artistas enfatizam que a intimidade vai muito além da sexualidade e que a relacionalidade — profundamente política — tem um poder subversivo muito maior. Geoffroy De Lagasnerie explica: „Quando o casamento entre pessoas do mesmo sexo foi legalizado, o que preocupava a extrema direita francesa não era a sexualidade entre dois homens a portas fechadas, mas sim o acesso ao casamento e as pequenas expressões de afeto que eles expressavam publicamente.”
„A literatura frequentemente conta a história de separações subjetivas (desgostos, luto, traições…). Tento falar de separações objetivas, num sentido um tanto sociológico.”
(Veja, Édouard Louis
O Escritor, o Julgamento e a Busca por Reconhecimento)
Segundo nossos artistas, um escritor que vive da amizade não escreve mais por necessidade de reconhecimento, mas por necessidade de conhecer outras pessoas. Geoffroy já nos dizia: a amizade como modo de vida é o dom da independência e liberta o escritor das restrições literárias. „Acho que é exatamente assim que nós três podemos criar obras que borram as fronteiras dos registros e gêneros literários.”
Minha querida. Também escrevemos para ser lidos. Toda publicação não busca, em última análise, a aclamação da crítica?
Édouard responde com uma honestidade desarmante: „Muitos escritores sonham em ganhar um prêmio literário. Pessoalmente, acho uma pena. É como submeter seu trabalho a um tribunal cuja legitimidade você não reconhece.” Nosso trio mais uma vez propõe uma figura do Amigo é usada para substituir o júri. Enquanto as comunidades literária e acadêmica insistem que a objetividade e a veracidade do julgamento decorrem do distanciamento da obra avaliada, o trio enfatiza que „a verdade requer sentimento”.
A crítica mais justa e verdadeira vem de um Amigo que nos conhece, porque as exigências morais da amizade giram em torno da veracidade. A opinião do amigo é exigente, mas generosa, porque, como observa Didier Eribon, um amigo é alguém que deseja que a outra pessoa faça o que ele faz, da melhor maneira possível. E ambos sabem disso.
Por meio dessa amizade, o trio nos convida a repensar e desconstruir a imagem tradicional do autor: o autor não é uma alma torturada que passa as noites sozinho em frente à lareira, fumando cachimbo e vestindo um suéter cheio de buracos. Ser escritor é vagar pela cidade em busca de renovação, sair por impulso quando necessário, puxar conversa com os frequentadores de bares locais, rir, sair, enfrentar o frio para trazer croissants quentinhos todas as manhãs.
Este encontro de artistas nos ofereceu três vozes distintas, cada uma explorando a amizade a partir de uma combinação de perspectivas: sociologia, literatura e vida pessoal.
Didier Eribon nos lembra que „Sartre e Beauvoir não são apenas Sartre e Beauvoir”. Havia também Madeleine Gobeil-Noël, Claude Lanzmann, por um tempo Camus e outros. Grandes criadores não trabalharam sozinhos. Os casais artísticos e literários que deixaram sua marca em sua disciplina não podem ser isolados da constelação de pensadores que giraram em torno deles e inspiraram suas obras.
Talvez seja disso que se trata a amizade: a ternura palpável sentida pelo público enquanto a voz de Geoffroy fica rouca e busca refúgio no sorriso de Édouard Louis. Édouard, sendo um amigo, diz: „Esta anedota sempre leva Geoffroy às lágrimas, então vou terminá-la para ele”. É também Didier quem coloca a mão no ombro de Geoffroy, um gesto que parece dizer „Estou aqui”, em vez de „Se recomponha”. Ou o momento em que Didier começa a ler e Édouard atravessa o palco para ajustar o microfone e, em seguida, se vira para nós, intrigado e sorrindo: „Prometi a ele que faria isso”.
É nessas cenas com 1.800 testemunhas silenciosas (a plateia) que podemos compreender plenamente a profundidade da intimidade entre nossos artistas convidados e a realidade dessa amizade como modo de vida. Gostaria de dizer que sempre sonhei com encontros assim na Polônia, do outro lado da fronteira. Gostaria de salientar que, dessa forma, poderíamos vivenciar a atmosfera única de qualquer trio e, como nossos artistas, entraríamos na impressionante sala Henry Le Boeuf para conhecer Geoffroy De Lagasnerie, Didier Eribon e Édouard Louis. No entanto, sairíamos conhecendo Geoffroy, Didier e Édouard. O „trio real da literatura francesa contemporânea” realmente nos cativaria, oferecendo-nos uma conversa incomumente informal, profundamente íntima e sincera, apesar dos aplausos intermináveis que os saudavam no palco.
Stanisław Barszczak, Upadek Babel /Przewodnik po Wieży Babel/
/Jaki jest styl pisania Stanisława Barszczaka? Jego pełen wdzięku, płynny styl pisania, perfekcyjne metafory oraz dowcip i inwencja sprawiają, że każda strona to prawdziwa przyjemność z czytania. Połączenie osobliwego codziennego świata z czarującym stylem naprawdę zachęca czytelników do uruchomienia wyobraźni, a może nawet do stworzenia własnych ilustracji. To nie jest jak czytanie staroangielskiego czy Szekspira. To jest tak bezwysiłkowo dobre. Czytanie kolejnego tekstu i zwiedzanie wieży Babel jest jak podróż do wnętrza Ziemi albo wędrówka po Krainie Czarów/
Są historie o których zapomnieć nie wolno, właśnie dlatego stworzyłem tę opowieść… Jak nazywa się dziś Babilon? Irak. Babilon był starożytnym miastem położonym nad dolnym Eufratem w południowej Mezopotamii, w obrębie dzisiejszej Hilla w Iraku, około 85 kilometrów (53 mile) na południe od współczesnego Bagdadu. Jak brzmiała dawna nazwa Iraku? Mezopotamia Irak, kraj w południowo-zachodniej Azji. W starożytności ziemie, które obecnie stanowią Irak, znane były jako Mezopotamia („Kraj Między Rzekami”), region, którego rozległe równiny aluwialne dały początek jednym z najwcześniejszych cywilizacji świata, w tym Sumeru, Akadu, Babilonii i Asyrii.
Kiedy Chińczycy postanowili żyć w pokoju, zbudowali Wielki Mur Chiński. Myśleli, że nikt nie zdoła się na niego wspiąć ze względu na jego wysokość… Jednak w ciągu 100 lat po jego budowie Chińczycy byli najeżdżani trzykrotnie. Wrogowie nigdy nie musieli wspinać się ani przebijać przez mur. Ponieważ zawsze przekupywali strażników i przedostawali się przez bramy. Chińczycy zbudowali wysokie i grube mury; Ale nie potrafili ukształtować charakteru strażników muru. W związku z tym budowanie ludzkiego charakteru jest inne i ważne… Wyprzedza budowanie wszystkiego innego. Tego właśnie potrzebuje dziś nowe pokolenie. Jak powiedział pewien orientalista: Jeśli chcesz zniszczyć cywilizację narodu, są trzy sposoby: Zniszczyć strukturę rodziny, Zniszczyć system edukacji, Umniejszyć i poniżyć ich wzorce i punkty odniesienia. Zniszczyć rodzinę; Umniejszyć i zdegradować macierzyństwo. Zniszczyć system edukacji; Nie przywiązywać wagi do wychowawców i nauczycieli i obniżać ich reputację w społeczeństwie, aby uczniowie nimi gardzili i umniejszali. Umniejszać reputację wzorców do naśladowania. Podstępnie działać, aby zniszczyć uczonych i naukowców, aby byli podejrzliwi i nikt ich nie słuchał ani za nimi nie podążał… Gdy traci się świadomą matkę, traci się oddanych nauczycieli, a wzorce do naśladowania są dyskredytowane. Kto będzie uczył młodych ludzi wartości ludzkich…?
Dlaczego Wieża Babel jest tak sławna? Historia Wieży Babel zwięźle wyjaśnia różnice językowe i kulturowe na całym świecie, posługując się ramami, które byłyby łatwe do zrozumienia w tamtych czasach. Innym sposobem rozumienia historii Wieży Babel jest potraktowanie jej jako demonstracji mocy Boga. Pomieszanie języków (łac. confusio linguarum) będące skutkiem budowy Wieży Babel tłumaczy rozdrobnienie ludzkich języków: Bóg zaniepokoił się, że ludzie dopuścili się bluźnierstwa, budując wieżę, aby uniknąć drugiego potopu, dlatego stworzył wiele języków, sprawiając, że … Wieża Babel uczy nas, jak ważne jest budowanie naszego życia na fundamencie Boga. On jest naszą mocną wieżą bezpieczeństwa (Przysłów 18:10). Dlaczego Bóg pomieszał języki? W tym celu postanowili uczynić się wielkimi, budując wielkie miasto z ogromną wieżą – i pozornie nie uznając Boga. Aby uchronić ludzkość przed zbytnią potęgą i popadnięciem w powszechny grzech, który stał się przyczyną potopu, Bóg pomieszał języki i rozproszył ludzkość po całym świecie.
Tekst autora stanowi luźny zapis rozmowy Senlina z Lidią, jego narzeczoną. Nikt nie wie jak i kiedy Senlin pojawił się na świecie. Obdarzony uczuciami Senlin nie wierzył w taki rodzaj miłości: nagły, samolubny i nienasycony. Miłość, jak ją często przedstawiali poeci, była niczym ślepa żądza w pompatycznej peruce. Wierzył, że prawdziwa miłość jest raczej jak edukacja: głęboka, subtelna i nigdy kompletna.
Każdy z nas jest wielością. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dziś rano, ani tym samym człowiekiem wczorajszym. Jestem tłumem siebie samego ustawionym w kolejce przez czas. Jesteśmy, drogi czytelniku, tłumem w tłumie.
Nawet piękno słabnie wraz z nauką. Lepiej patrzeć niż się gapić.
Nie powinniśmy być zmuszeni do gratulowania sobie nawzajem zachowania z podstawową ludzką godnością.
Łatwiej zaakceptować to, kim się stałeś, niż przypomnieć sobie, kim byłeś.
Nigdy nie pozwól, aby sztywny plan podróży zniechęcił cię do nieoczekiwanej przygody.
Mężczyzna lub kobieta, którzy rzadko się gubią, rzadko odkrywają coś nowego.
Jestem podejrzliwy wobec ludzi, którzy są pewni siebie.
Nauka zaczyna się od porażki.
Wiem tylko, że ostatecznie marzenia nie mają znaczenia, ale żal też nie. Nie jesteśmy tym, czego chcemy ani czego sobie życzymy. Jesteśmy tylko tym, co robimy.
Bogaci „uczą się lekcji”. Biedni popełniają przestępstwa. „Błędy” są powszechnie uważane za cechę klasy średniej.
Historia to list miłosny do tyranów, spisany krwią schwytanych, zapomnianych, wymazanych!
Nie jest cynicznym przyznanie, że przeszłość została zamieniona w fikcję. To opowieść, a nie fakt. Rzeczywistość została wymazana. Całe epoki zostały dodane i usunięte. Wojny zostały wyolbrzymione, a ludzkie zmagania zepchnięte na margines. Złoczyńcy zostali przebrani za bohaterów. Hojni, ambitni, niedoskonali mężczyźni i kobiety zostali pozbawieni wad lub cnót i zamienieni w figurki moralności lub zepsucia. Całe społeczeństwa zostały naznaczone motywacją, wizją i spokojem ducha tam, gdzie ich nie było. Cierpienie zostało przekształcone w szlachetną ofiarę!
Lustra nie są tak uczciwe, jak mogłoby się wydawać. Można je okraść, targować się z nimi i zawsze można znaleźć pochlebny punkt widzenia. Naprawdę, nic tak nie odzwierciedla uczciwego stanu rzeczy, jak wyraz twarzy dawno niewidzianego przyjaciela.
Odpowiada mi Lidia . Wolę być nikim w centrum wszystkiego niż nadętym, kimś na krawędzi wszystkiego. Powiedziała to w swój zwykły, nieostrożny sposób. I nieumyślnie opisała go dokładnie: nadęty ktoś na krawędzi wszystkiego.
Liczę na chciwość i egoizm, siły tak niezawodne jak grawitacja.
Moje poczucie bytu, moja tożsamość, jakkolwiek chcesz to nazwać, nie tkwi w moich częściach. Żyje w mojej przeszłości, w ciągłości moich obecnych myśli i w moich nadziejach na przyszłość. Bardziej boję się utraty pamięci niż kończyny.
Uniemożliwiłeś mi przeczytanie książki w spokoju. Kiedy cię nie ma, Po prostu wpatruj się w słowa, aż odpadną ze strony, tworząc kałużę na moich kolanach. Zamiast czytać, siedzę i wspominam godziny spędzone w Twoim towarzystwie, i jestem bardziej oczarowany tą historią niż czymkolwiek, co autor nabazgrał. Nigdy w życiu nie byłem samotny, ale Ty sprawiłaś, że jestem samotny. Kiedy Cię nie ma, jestem pogrążoną w smutku ruiną. Myślałem, że całkiem dobrze rozumiem świat. Ale Ty sprawiłaś, że znów wszystko stało się tajemnicze. I to jest niepokojące, przerażające i cudowne, i chcę, żeby tak trwało. Chcę poznać wszystkie Twoje tajemnice.
Wszechświat oddycha nierówno. Ciało umiera. Grzyb rośnie. Glina się rozprzestrzenia. Korzenie drzew. Las płonie. Chmura pęka. Powódź tonie. Powódź – aluwium zasila pola. W środku, na zewnątrz. W środku, na zewnątrz. Nie ma stagnacji, nie ma bezruchu. Źródło wszelkiej nędzy tkwi w naszym uporze, by jutro było takie jak dziś. Ale gdyby tak było, gdyby kiedykolwiek tak było, oznaczałoby to koniec wszystkiego.
Czasami koło skrzypi nie dlatego, że jest uszkodzone, ale dlatego, że dźwiga największy ciężar.
Tłum dobrze robi dwie rzeczy: nic nierobienie i rewolucję.
Tradycja bibliotek chwalenia się liczbą tomów w swoich zbiorach jest dobrze ugruntowana, ale z pewnością to nie katalogowanie tworzy bibliotekę, lecz jej rozpowszechnianie. Może biblioteki powinny rozwodzić się nad tym, ile tomów jest wypożyczonych, tłoczyć się na nocnych stolikach, krążyć wśród stosów na kominku i obciążać portfele. Owszem, przedzieranie się przez regały biblioteczne i odkrywanie braku względem poszukiwanego tomu jest nieco irytujące, ale kiedy gniew opada, czyż nie czuje się poczucia wspólnoty? Luki w bibliotece są jak ślady stóp na piasku; pokazują nam, gdzie inni już byli; upewniają nas, że nie jesteśmy sami.
Podstawowa lekcja kierunku świata jest taka: ruch, a właściwie wszelki postęp, nawet upływ czasu, jest iluzją. Życie to powtarzanie bezruchu.
Cieszę się, że twoje samozadowolenie dało ci trochę ruchu, ale zapominasz: nie jesteśmy tak uporządkowaną, rozsądną i humanitarną rasą. Nasze myśli nie stoją w gramatycznych szeregach, nasze serca nie tworzą równań, nasze sumienia nie mają dostępu do historyków szepczących nam odpowiedzi.
Nie masz przyjaciół. Senlin zaśmiał się, zaskakując Lidię. Tak mówią wszyscy moi przyjaciele.
Możemy chować się za przekleństwami i wymówkami, ale to nie zmienia faktu, że wielu cierpi i umiera. Być może nie jesteśmy odpowiedzialni za zbrodnie naszych ojców, ale nie łudźcie się, jesteśmy beneficjentami tych zbrodni, co czyni nas odpowiedzialnymi wobec ich ofiar.
Jedynym wydarzeniem, na którym na pewno będę obecny, jest mój pogrzeb i mam nadzieję, że dotrę bardzo, bardzo późno.
Będę czuł się bardzo słaby, a ty będziesz czuł się bardzo głupio. Ale tak jest zawsze na początku. Nauka zaczyna się od porażki.
Każda ważna podróż, którą podjąłem, zaczynała się tak samo: od zgniecionych prześcieradeł, zwiniętej w kulkę poduszki, rozrzuconych książek i ani chwili snu.
Nieuchronnie, nieodmiennie, w końcu odkryjesz, że nie jesteś przygotowany do podjęcia świadomego wyboru. W razie wątpliwości powiedz: Tak. Tak to wieczny paszport. Tak to wieczna moneta.
Z podporządkowaniem przychodzi pewność. Wolność jest pełna ryzyka.
Miłość, jak często przedstawiali ją poeci, była niczym innym jak ślepą żądzą w pompatycznej peruce.
Wolę być niczym w centrum wszystkiego niż nadętym kimś na krawędzi wszystkiego.
Powodem, dla którego studiujemy i uczymy się, powodem, dla którego bierzemy tylko to, czego potrzebujemy, jest to, że wszyscy otrzymaliśmy wielki dar – dar cywilizacji, dar zrozumienia, dar panowania nad naszym otoczeniem – i jeśli nadużyjemy tych darów, jeśli weźmiemy je za pewnik, najbardziej ucierpią nasi synowie i córki. Nie ma nic złego w korzystaniu z owoców pracy naszych przodków. Powinniśmy delektować się tym deserem. Ale ten przywilej nie zwalnia nas z odpowiedzialności bycia wiernymi strażnikami świata, który zostawiamy naszym dzieciom.
Plotki były teatrem niewykształconych. Każdy z nas jest tłumem. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dziś rano, ani tym samym człowiekiem wczorajszym. Jestem tłumem siebie samego ustawionym w kolejce przez czas. Jesteśmy, drogi czytelniku, tłumem w tłumie.
Tym właśnie jest nadzieja. Upór. Odmowa poddania się.
Przekupstwo wygrywa więcej kłótni niż rozum.
Kiedy masz o sobie niskie mniemanie, opinia innych o tobie staje się ważniejsza niż twoja własna.
Senlin bez trudu rozpoznał, którzy tragarze widząc go zajęli się nim. Najciężej pracujący poruszali się powoli, rozważnie, podczas gdy leniwi wydawali się wiecznie rześcy i pełni entuzjazmu.
Nie odcinaj sobie ręki, żeby nakarmić psa. Masz tylko dwie ręce, a świat jest pełen psów.
„Dom” to przesada, która zyskuje na znaczeniu dzięki odległości.
Ludzkość wkroczy w ciemność, śpiewając pieśni i opowiadając historie, bo tacy właśnie jesteśmy i co robimy opisuje nas najlepiej.
Chusteczka to uniwersalne narzędzie doświadczonego podróżnika. Może być środkiem dezynfekującym, pokrowcem na siedzenie, maską przeciwpyłową, garotą, bandażem, kneblem lub białą flagą. Można czuć się dobrze przygotowanym, mając ją przy sobie. Nigdy nie potrafiłem utożsamić się z postaciami, które przeżywają osobistą tragedię, a potem od razu wychodzą z niej zahartowane i przygotowane do dalszej podróży. To po prostu wydaje się nieszczere. Kiedy doświadczam niepowodzeń, nie podnoszę się z popiołów ze wszystkimi odpowiedziami. Miotam się. Upadam. Cofam się o krok i znów upadam. Myślę, że rozwijanie siły i mądrości wymaga czasu i praktyki.
Czy kiedykolwiek chciałeś cofnąć się w czasie? Ja tak. Chciałbym odnaleźć siebie, kiedy byłem młodszy, beztroski, pewny siebie, szczęśliwy – idealnie, całkowicie szczęśliwy. Ale nigdy do końca usatysfakcjonowany. Chciałbym znaleźć tego głupca i po prostu go zbić na ulicy. Brałem tak wiele za pewnik. Oczywiście, że mam plan – powiedziałem, klaszcząc w dłonie. Umrzemy.
Często najprostszym sposobem na otwarcie drzwi jest zapukanie do nich.
Starzeję się w towarzystwie młodzieńczych duchów.
Tylko ludzie, którzy kładą się wcześnie spać, wierzą w szczęśliwe zakończenia. My, nocne marki, rozumiemy, że szczęście nie tkwi w finałach. Znajduje się w oczekiwaniu, w hulankach i w wyeksploatowanych powitaniach. Zakończenia są zawsze smutne.
Tak, słyszałem, że ludzie z uszkodzeniami mózgu są całkiem szczęśliwi. A ja zawsze tego dla ciebie pragnąłem, Lidio: żebyś była szczęśliwa, bez względu na to, ile ciosów w głowę to będzie wymagało.
Porażka jest niedoskonała, ale absolutnie niezrównana. Prawdziwa porażka jest lepsza od nieskazitelnego potencjału.
Wiosna jest szara, ponura i deszczowa przez trzy lub cztery tygodnie, podczas których topnieje śnieg. Rowy zamieniają się w strumienie, a wszystko, co posiadasz, jest wilgotne jak brzuch żaby. Aż pewnego ranka wychodzisz na zewnątrz, świeci słońce, nad rowami wyrosła koniczyna, drzewa mają ostre liście, niczym dziesięć tysięcy zielonych grotów strzał, a powietrze pachnie jak… – i tu musiałem się naszukać frazy – jak pokój pełen dostojnych dam i jeden mokry pies.
Nie możemy wywyższyć człowieka, poniżając siebie, tak jak nie możemy uratować zatopionego statku, osuszając morze.
Jeśli prawo jest podatne na zmiany, panie Senlin, jeśli się ugina i dostosowuje do człowieka, to człowiek stanie się stanowczy w swoich wadach. Prawo istnieje po to, by nadawać kształt ludzkim ideałom. Kiedy się nad tym zastanowić, czyż miłosierdzie nie służy niegodziwcom kosztem prawa?
Prawdziwe spiski są nieelastyczne i podatne na wykrycie, ale wyimaginowane intrygi nieustannie ewoluują i w rezultacie są niezniszczalne. Innymi słowy, spiski są nietrwałe, paranoja nie.
Wspaniałe w żalach jest to, że nigdy nie jest za późno, żeby je mieć.
Lidia musiała na nowo odkryć strach i, gdzieś w jego wnętrzu, życie.
Miała szeroki, zdziwiony wyraz twarzy, jakby motyl usiadł jej na czubku nosa.
Coś w Senlinie zdawało się pękać i za tą barierą, o której istnieniu nie wiedział, odkrył pustkę, która zdawała się wołać o eksplorację, nieobecność, która pragnęła zostać wypełniona. To było jak odkrycie nowej podłogi w domu, w którym mieszkał całe życie.
Nie marnuj ograniczonych zasobów swojej cierpliwości na tych, którzy uważają nieszczęście za rywalizację. Rozrzutnicy użalający się nad sobą zawsze są skąpi, gdy nadchodzi czas na empatię. Niektóre przyjaźnie rozwijają się jak kwiaty w ogrodzie: są sumiennie pielęgnowane, zasadzone i pielęgnowane. Ziemia wokół nich jest wolna od konkurencji. Potem, po kilku tygodniach i miesiącach stopniowego wzrostu i mozolnego przycinania, rozkwita kwiat. Takie pielęgnowane przyjaźnie są przyjemne i wygodne, choć nie trwałe. Inne przyjaźnie zdają się rodzić spontanicznie, niczym jajko w gnieździe lub pieg na ramieniu, i często są one zagadkowe, ponieważ obie strony zastanawiają się, jak właściwie doszło do tego nieoczekiwanego uczucia.
Dlaczego nazywamy nieuczciwą osobę dwulicową? Czy naprawdę tak uczciwie jest nosić tę samą twarz dzień w dzień, niezależnie od nastroju, stanu czy okoliczności? Nie jesteśmy zegarami! Miej twarz na każdą okazję, powiadam! Bądź szczery: Noś maskę.
Jestem zły, bo połączyliśmy nasz ludzki geniusz z budynkiem misternej Wieży i wypełniliśmy ją tymi samymi tyranami, którzy nękali naszą rasę, odkąd wypełzliśmy z morza. Dlaczego nasza innowacja nigdy nie sięga naszego sumienia?
Każdy z nas jest wielością. Nie jestem tym samym człowiekiem, którym byłem dziś rano, ani tym samym człowiekiem wczorajszym. Jestem tłumem siebie samego ustawionym w kolejce przez czas. Jesteśmy, drogi czytelniku, tłumem w tłumie.
Takie są ludzkie drogi i prawa dróg w Ogrodach Jedwabnych, Lidio.
Wy, intelektualiści, zawsze jesteście zaskoczeni, odkrywając, jak kruche jest wasze ciało. Umysł jest tak wytrzymały, tak odległy. Ale mięśnie i kości są tak proste jak słoma. Rozplatają się i pękają. A im bardziej się łamią, tym bardziej umysł się kurczy. Na chwilę przed upadkiem w śmierć, wielki intelekt zostaje zredukowany do milczącego jądra. Umysł jest niczym więcej niż drzwiami do ciemności.
Pamięć nie jest jak pudełko z papierami – łatwe do przeglądania, porządkowania i czytania. Nie, wspomnienia gromadzą się jak liście na leśnej ściółce. Są nieregularne i kruche. Kruszą się i łamią przy oględzinach. Im głębiej się zagłębisz, tym bardziej zamieniają się w ziemię.
Wszyscy mamy słabości. Nie każdy ma mocne strony. Nie jest cyniczne przyznanie, że przeszłość została zamieniona w fikcję. To opowieść, a nie fakt. Rzeczywistość została wymazana. Całe epoki zostały dodane lub usunięte. Wojny zostały wyolbrzymione, a ludzkie zmagania zepchnięte na margines. Złoczyńcy zostali przebrani za bohaterów. Hojni, ambitni, niedoskonali mężczyźni i kobiety zostali pozbawieni wad lub cnót i zamienieni w figurki moralności lub zepsucia. Całe społeczeństwa zostały naznaczone motywami, wizjami i spokojem ducha, których tam nie było. Cierpienie przekształcono w szlachetne poświęcenie! Czy wiesz, dlaczego historia Wieży jest tak burzliwa? Ponieważ zbyt wielu potężnych mężczyzn walczy o pióro, walczy o spisanie swojej historii nad naszymi zwłokami. Wiedzą, co jest stawką: nieśmiertelność, charakter cywilizacji i wpływy ponad wiekami. Walczą o to, kto będzie mógł wprowadzić w błąd nasze wnuki.
Ale Senlin wiedział, że choć tyrani mają wiele mocnych stron, ich słabości są generalnie takie same. Byli łatwowierni. Dla tyrana nie istniały żadne panujące fakty, żadne uniwersalne systemy dociekań, żadne udowodnione prawdy. Ponieważ woleli własną racjonalizację od rozumu, ich dogmat a nie dyskurs, głównymi środkami, jakimi tyran testował uczciwość i lojalność innego człowieka, były przysięgi i intuicja. Ponieważ jednak tyrani nie mieli innego wyboru, jak tylko uczyć wszystkich dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, łatwo było ich schlebiać i oszukiwać.
Czasami trudno było odróżnić niepodległość od uwięzienia. Te dwie rzeczy mogły być do siebie bardzo podobne.
Luki też są częścią zestawu. Nie da się ich zastąpić. Wiem, jak każdy element został uszkodzony lub zgubiony. Sam stłukłem talerz, gdy miałem dziewięć lat. Teraz jestem nieśmiertelną częścią wzoru. Zajmę się swoimi lukami… Lidia poczuła, jak ptaki jej niepokoju znów ucichły. Odkrycie na nowo, że może być pomocna i dodawać otuchy innym, złagodziło jej poczucie, że wpadła w kolejną pułapkę. Być może świat nie był zawalony zapadniami. Być może nie wszyscy byli fałszywi, a tym bardziej wszystko fałszywe.
A Senlin zrozumiał, że oskarżenia rzucane w gniewie opierają się na dowodach emocjonalnych, a nie na istocie faktów, i jako takie są niepodważalne.
Jedynym lekarstwem na dnę moczanową jest umiar; jedynym lekarstwem na nadmiar jest jałmużna.
Człowiek może gnić jak jajko: jego skorupka tego nie zdradza, ale wszystko, co w nim jest, zgniło…
Jeśli kłamiesz wystarczająco głośno i długo, w końcu staje się to prawdą.
Jednak to, co na początku było nieznośne, z czasem stawało się oczyszczające. Opowiadając swoją historię, odkrył, że wyrobił sobie określone poglądy na temat własnych motywów i decyzji. Wydawało się, że te poglądy uformowały się w eterze emocji i snów, w tej wełnistej mgle, która leżała poza zasięgiem wzroku świadomego umysłu. Nie były to wielkie objawienia, lecz raczej małe epifanie, których doznaje się i rozkoszuje przy porannej filiżance herbaty.
Nie ufam słodkim koktajlom i radosnym mężczyznom z tego samego powodu: trudno ocenić, jak niebezpieczni są, dopóki cię nie uderzą w ucho.
Ale nierozumienie niczego lub bardzo niewiele ze świata i brak chęci zrozumienia więcej niż się już rozumie, cóż, to prowokuje poczucie wyższości. To, co było przywilejem, staje się prawem. A to, moim zdaniem, jest niebezpieczne.
Ci, którzy twierdzą, że są gotowi na wszystko, są przeładowani i niezmiennie nieprzygotowani na jedyną przeszkodę, z którą w końcu musi się zmierzyć każdy poszukiwacz przygód – rozczarowanie.
To, co jest trucizną dla prostych, może być trucizną dla mądrych.
Może powinien zawrócić. Może to było lekkomyślne. Ale do czego w końcu miał wracać? Do zamętu? Ignorancji? Nieuchronnego ześlizgnięcia się w życie pełne przemocy? Z pewnością lepiej było iść naprzód ku ruinie niż cofać się ku rozkładowi.
Irena zmierzyła kapitana i pierwszego oficera wzrokiem, przyglądając się rozciętej wardze Edyty, krwawym plamom na jej podartym szaliku i koszuli kapitana, procy, która przytrzymywała jej potężne ramię przy piersi, krwawej ranie na jego czole, lśniącemu pyłowi, który oszronił ich od kapelusza do buta, i silnemu zapachowi dymu unoszącemu się z ich ubrań. „Jak było w zoo?” – zapytała.
Nie musimy stawać się towarzystwem, w którym przebywamy. Możemy mieć nadzieję na lepsze i lgnąć do tych, którzy podzielają naszą nadzieję.
Przy okrągłym stole kolorów, pomarańczowy króluje. Pomarańczowy jest wzniosły. Pomarańczowy płonie. A naprzeciwko Lady Orange siedzi Sir Purple. Pytam was, czy istnieje kolor bardziej wulgarny? Samo to słowo wyłania się niczym z toalety. Fioletowy. Chlup. Wszystko to śliwki, plamy wątrobowe i plamy atramentu. Jeśli kiedykolwiek wypowiem słowo pochwały dla tego nędznego odcienia, proszę, wyrwij mi pióro i przebij mnie nim.
Senlin nie kochał niczego bardziej na świecie niż ciepłego paleniska, przy którym mógł usiąść, i dobrej książki, w którą mógł wlać cały swój umysł. Podczas gdy wieczorna burza trzęsła okiennicami, a kieliszek porto rozgrzewał się w jego dłoni.
Senlin czytał do późnych godzin nocnych. Szczególnie upodobały mu się stare opowieści, eposy, w których bohaterowie wyruszali na jakąś niemożliwą i szlachetną misję, stawiając czoła niebezpieczeństwom na swojej drodze z fatalistyczną odwagą. Ludzie często ginęli po drodze, zabijani w brutalny i nienaturalny sposób; byli rozszarpywani przez machiny wojenne, tratowani przez rumaki i ćwiartowani przez bezdusznych wrogów. Ich śmierć była chełpliwa i liryczna, i zawsze, zawsze bardziej romantyczna niż prawdziwa. Śmierć nie była końcem. Była elipsą. W scenie przed nim nie było romansu. Nie było tu żadnych elips. Ciała leżały na ziemi jak połamane wykrzykniki.
Łatwo oceniać życie, którego się nie prowadzi.
Gdyby jedna maszyna mogła wykonać pracę tak wielu ludzi, co pozostałoby tym ludziom? Czy za tysiąc lat, gdy ostatnią ludzką pracę przejmie automat, oznaczałoby to wyzwolenie, czy zniewolenie rasy?
Nie musimy stawać się towarzystwem, w którym przebywamy. Możemy mieć nadzieję na lepsze i lgnąć do tych, którzy podzielają naszą nadzieję.
Ludzkość ruszy w tę ostateczną ciemność, śpiewając ballady, opowiadając historie i ozdabiając mury leniuchującymi nagimi postaciami, bo tacy właśnie naprawdę jesteśmy: istotami, które dopiero zaczęły wierzyć w ulotne piękno nas samych, akurat w momencie, gdy sedno sprawy stanie się dyskusyjne.
Senlin był jednym z tych zadufanych w sobie intelektualistów, którzy za dużo mówili, za mało słuchali i nigdy nie zmieniali swoich opinii.
Moje poczucie bytu, moja tożsamość, jakkolwiek chcesz to nazwać, nie tkwi w moich częściach. Żyje w mojej przeszłości, w ciągłości moich obecnych myśli i w moich nadziejach na przyszłość. Bardziej boję się utraty pamięci niż kończyny.
Piosenki są emocjonalne. Lepiej grać szczere błędy niż bezduszną perfekcję.
Lidia ze smutkiem rozważała swoje możliwości. Myślę, że ludzkość osiągnęła szczyt na łyżce, prawda? Łyżka może służyć jako widelec, nóż, chochla… Tak naprawdę wystarczy dobra łyżka. Powiem ci jeszcze raz: jeśli kiedykolwiek będziesz jadł rybę łyżeczką, pojawię się znikąd, gdziekolwiek będziesz na świecie, wyrwę ci łyżkę z ręki i walnę cię nią w głowę!
Pielgrzymi powinni pamiętać, że głównymi konsumentami owiec nie są wilki, ale pasterze.
Czasami, aby w pełni cieszyć się daną sceną, musimy najpierw nieco się oddalić.
Senlin wydawał się ambitnym chwastem rosnącym w głębokim cieniu starych drzew.
Senlin wiedział, że dom jest czymś ulotnym. Dom był uczuciem przepełnionym wspomnieniami, poczuciem, sensem historii rozszerzony o sympatię, rodzinę i znane rzeczy. Dom był rytuałem, który harmonizował z melodią dnia. Był uzdrowicielem wszelkich upokorzeń i porażek, które trzeba znosić publicznie, ale można je naprawić tylko w ukryciu.
Tłum dobrze robi dwie rzeczy: nic nierobienie i rewolucję. Bogaci „uczą się lekcji”. Biedni popełniają przestępstwa. „Błędy” są powszechne.
Mit to opowieść o tym, czego nie rozumiemy w sobie.
Oburzenie, podobnie jak dobroczynność, jest słodsze z publicznością.
Myślę, że książki są jak skalpel chirurga. To samo ostrze, które może zabić, gdy używa go głupiec, może uratować życie w odpowiednich rękach.
Ludzkość przyszła na świat z całą fizyczną sprawnością budyniu…
Jeśli kiedykolwiek dojdę do punktu, w którym będę mógł bezczynnie patrzeć, jak dziecko spada ku śmierci, nie sądzę, abym mógł twierdzić, że mam jakiekolwiek priorytety.
Ale gdybym odmówił współpracy z kimś, kogo uznałbym za choć trochę odrażającego, skorumpowanego lub głupiego, nigdy bym z nikim nie współpracował. Nic by się nie udało. Niezdolność do kompromisu nie jest oznaką moralnej prawości – Lidia wypowiedziała to zdanie z wyniosłym naciskiem – to oznaka niedojrzałości. Wiecie, z kim nie da się targować? Z małymi dziećmi i szaleńcami.
Historyk zaczyna od zakończenia, a potem wymyśla przyjemną sprawę.
Nawet piękno słabnie wraz z nauką. Lepiej patrzeć niż się gapić.
Nie jesteśmy tym, czego chcemy lub czego sobie życzymy. Jesteśmy tylko tym, co robimy.
Mogłeś Masz żal do siebie za niedoskonałą radość życia, ale wydaje mi się to niekończącym się obowiązkiem. Nasto niewdzięcznym. Myślę, że gdybyśmy naprawdę wiedzieli, jak dobre było nasze życie, kiedy jeszcze było dobre, balibyśmy się cokolwiek zrobić, cokolwiek zmienić. Nigdy byśmy nie podjęli ryzyka, nie eksplorowali świata ani się nie rozwijali. Możesz albo nienawidzić siebie za to, że nie doceniałeś w pełni swoich szczęśliwych dni, kiedy je miałeś, albo możesz spojrzeć wstecz i poczuć ciepło na ich wspomnienie, prawda?
Czy wiesz, czym jest traktat, Kapitanie? To dokument, który mówi nam, jak zakończy się kolejna wojna.
Będę czuł się bardzo słaby, a ty będziesz czuł się bardzo głupi. Ale tak zawsze jest na początku. Nauka zaczyna się od porażki.
Czy wszyscy byli tak strasznie niezadowoleni z siebie, że nie mogli wymyślić niczego lepszego niż udawanie?
Spędziliśmy życie wspinając się na pobocze góry bez obietnicy zdobycia szczytu.
Człowiek, który nie jest podejrzliwy wobec filozofii, która przemawia do jego natury, jest jak byk pocieszony wyboistą ścieżką prowadzącą do rzeźni.
Niezależnie od stanu Lidii, niezależnie od mojego, znajdę ją i zabiorę do domu.
Wczoraj czytałem w gazecie, że astronomowie wierzą w istnienie planet, które nie poruszają się po szynie wokół gwiazdy, tak jak nasze skały. Nazywają je nomadami. Ci nomadzi błąkają się tam w górze, bez słońca, które by ich ogrzewało, orbity, która by ich prowadziła, i innych światów, które by im towarzyszyły. Po prostu dryfują w ciemnościach – bez celu, zapomniani. Naukowcy sądzą, że galaktyka może być ich pełna. Widzimy tylko gwiazdy, ale nocne niebo to zatłoczony cmentarz…
Spóźnia się pan, dyrektorze. Niemożliwe. Dyrektorzy nie mogą się spóźniać – powiedziałem. Słońce pewnie szybko pędzi w przestrzeniach kosmusu.
Czy czujesz się czasem tak, jakbyśmy prostowali ramy obrazów na ścianach płonącego domu?
Nigdy w życiu nie cieszyłam się na założenie sukienki, więc nie będzie mi jej brakować. Ale zastanawiam się, czy ktoś jeszcze spojrzy mi w oczy, czy też będzie zbyt zajęty gapieniem się na ten… traktor. Bzdura. To nic, czego nie naprawi ładny szalik.
Senlin żałował, że musi recytować swoje dane osobowe, stojąc w sali publicznej. Starał się zachować stoicki spokój, ale wkrótce zaczął mamrotać i jąkać się. Czuł, jak krew napływa mu do twarzy. Był jedynakiem; jego rodzice nie żyli; był dobrze wykształcony i miał dobrą pracę; był żonaty; nie miał dzieci. Przyznanie się do winy tak lakonicznie wprawiło go w zakłopotanie, którego zaledwie z trudem potrafił opisać. Krótko mówiąc, wydawał się taki nijaki, taki nieudany. Może i był nijaki. Ale wcale tego nie czuł.
Senlin odchrząknął i zmarszczył brwi. Lidio, ja… mam trudności z wyrażaniem pewnych… szczerze skrywanych uczuć. Ja… Przełknął ślinę i pokręcił głową. Nie tak chciał, żeby potoczyła się ta przemowa. Czekała cierpliwie, a on zebrał myśli.
Zamiast czytać, siedzę i wspominam godziny spędzone w twoim towarzystwie, i jestem bardziej oczarowany tą historią niż czymkolwiek, co autor nabazgrał. Nigdy w życiu nie byłem samotny, ale ty mnie osamotniłaś. Kiedy cię nie ma, jestem pogrążoną w smutku ruiną. Myślałem, że całkiem dobrze rozumiem świat. Ale ty znów uczyniłaś go tajemniczym. I to jest niepokojące, przerażające i cudowne, i chcę, żeby tak pozostało. Chcę poznać wszystkie twoje tajemnice. A gdybym mógł, dałbym ci sto fortepianów. Dałbym ci…
Każdej wiosny budynek szkoły był malowany na biało niczym panna młoda, a co roku oceaniczne żywioły powoli się rozbierały to.
Uwielbiam dobry skandal. Nie ma nic bardziej pocieszającego niż cmokanie z dezaprobatą na publiczne grzechy drugiej osoby w zaciszu własnej nędzy.
Intymność nie polegała na podtrzymywaniu idealistycznej szarady zalotów; polegała na akceptowaniu i adorowaniu wad.
Chociaż tyrani mieli wiele mocnych stron, ich słabości były generalnie takie same. Byli łatwowierni. Dla tyrana nie istniały żadne obowiązujące fakty, żadne uniwersalne systemy badawcze, żadne dające się udowodnić prawdy. Ponieważ woleli własną racjonalizację od rozumu, ich dogmat W dyskursie głównymi środkami, jakimi tyran dysponował, by sprawdzić uczciwość i lojalność innego człowieka, były przysięgi i intuicja. Ponieważ jednak tyran nie miał innego wyboru, jak tylko uczyć wszystkich dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, łatwo było ich oszukać i schlebiać.
Wiem tylko, że ostatecznie marzenia nie mają znaczenia, ale żal też nie. Nie jesteśmy tym, czego chcemy ani czego pragniemy. Jesteśmy tylko tym, co robimy.
Po drugie, powinieneś wiedzieć, że jeśli zdecydujesz się być tyranem, skazujesz się na życie w paranoi i izolacji. Twoje panowanie będzie definiowane przez zdradę, bunt i terror twoich własnych słabnących zdolności. Przeprowadziłem badania historyczne i odkryłem, że najczęstszymi przyczynami śmierci wśród dyktatorów są ścięcie, rozczłonkowanie, wypatroszenie, powieszenie i otrucie. Czy nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego tyrani przeszłości są zawsze anemiczni, impotentni, zdeprawowani, kazirodczy, zdeformowani moczący się w nocy? To dlatego, że ich nekrologi zostały napisane przez ich ofiary, przez tych samych mężczyzn i kobiety, którzy ściągnęli im spodnie i odcięli głowy. Tak będzie z tobą. Będziesz żył w strachu, umrzesz w przemocy, a twoje imię będzie pogardzane przez pokolenia. Rozmyślaj nad swoim losem, młodzieńcze, to wszystko, co mam ci do powiedzenia.
Nic tak nie zagraża delikatnej męskości tyrana, jak szczere namiętności innych mężczyzn
Jestem zagadką w paszczy Sfinksa. Jestem handlarzem niewolników, który przeżuwa żywy łańcuch pokoleń. Jestem rolnikiem martwych nasion, tym, który wypełnia dziury. Kim jestem? Senlin odpowiedział szeptem: „Śmiercią”.
Półmrok zapadającego zmroku w Wieży przyprawił Senlina o dreszcz. Odchrząknął i odwrócił się w stronę Lidii, której sylwetka rysowała się na tle szybko uciekającej linii słońca. „Kto ich pochowa?” Senlin delikatnie pocierał zakurzoną ranę na policzku. „Sępy” – powiedziała ponuro Lidia. Powinniśmy iść.
Reputacja zrujnowana na pierwszej stronie nigdy nie została przywrócona przez sprostowanie na ostatniej stronie. Gilotyna nie zwraca pieniędzy, prasa też nie.
Jestem prawie pewien, że to właśnie jest nadzieja. Upór. Odmowa poddania się.
Podtekst był oczywisty: Miłość, czysta i wieczna, panowała niepodzielnie. Senlin nie wierzył w taki rodzaj miłości: nagłą, samolubną i nienasyconą. Miłość, jak często przedstawiali ją poeci, była po prostu żądzą w pompatycznej peruce. Wierzył, że prawdziwa miłość jest raczej jak edukacja: jest głęboka, subtelna i nigdy kompletna.
Mężczyźni po prostu nie ufają kobietom. Naprawdę. Powiedzą: „Nie, nie, nie, kobiety są słabe. Są głupie. Potrzebują opieki i wskazówek”. Ale myślę, że w głębi duszy nie mogą zapomnieć, że wyszli z kobiety, byli przez nią pielęgnowani i że ich małe umysły również zostały ukształtowane przez kobietę. Kiedy dorastają, sama myśl o tym sprawia, że czują się nieswojo. Zamiast jednak stawić czoła swojemu strachowi, szukają sposobów, by nad nami dominować i nas zawładnąć, by udowodnić, że jesteśmy słabi, a oni silni.
Przeszłość była pełna pułapek winy, lęku i dezorientacji. Lepiej było dać się rozproszyć życiu innych; lepiej było się ruszać; lepiej było biec.
Uśmiechy są jak blask świec. Potrafią ogrzać i rozweselić najponurszy pokój. Ale mądrze byłoby o tym nie zapominać: nawet najjaśniejsza świeca kryje w sobie poczerniały knot.
Ledwo mogę usiedzieć w biurze, nie krzycząc. Posprzątam je, jak tylko znajdę szmatkę, która nie będzie bardziej brudna. W moim mieszkaniu pachnie jak jaskinia, w której pokolenia serowarów hodowały swoje serowary.
W życiu nigdy nie brakuje szans; człowiek po prostu traci życie.
Jestem po prostu wdzięczny, że jest ktoś w tym domu wariatów, kogo znam i komu mogę zaufać. Ktoś, kto jest niewyczerpanym źródłem otuchy i siły. Trudno mi wyrazić słowami, jak bardzo kocham twoje towarzystwo, twój charakter, twoje…
Spójrz na nich, Lidio. Idą z nim. To tak, jakby nikt im nigdy nie powiedział o podążaniu za obcymi w trawę. A oni nazywają mnie lekkomyślnym.
Administratorzy są nieświadomi i zazwyczaj przeszkadzają; skuteczni pracownicy uczą się z nimi obchodzić. Tak zawsze jest.
Wielkie serce nie jest lekkie. Nawet najcenniejsze brzemię trzeba czasem zrzucić.
Chociaż Senlin był o rok młodszy od Lidii, nie wyglądał na takiego i był nim od czasów dojrzewania, podobny był do człowieka z trudem dążącego do obietnicy emerytury.
Był na samym dnie, w rynsztoku rynsztoka. Nie mógł upaść niżej. Stąd mogła nastąpić tylko śmierć albo zmartwychwstanie, więc niech zmartwychwstanie się rozpocznie!
Przez kilka tygodni nie mówiła mu prawdy, ale w końcu wyznała, że odeszła z nim, ponieważ strach ustąpił jej codziennym podskokom. Jej godziny wypełnione były pewnymi siebie, drobnymi wyczynami i bezzębnymi niebezpieczeństwami. Ona by tego tak nie nazwała, ale Senlin później nadał temu imię: to nuda wygnała ją z domu matki i bezpiecznego domu.
Ptaki nie rozmyślają o cudzie powietrza, a ryby nie zachwycają się prądami, które je niosą. Podejrzewam, że tak jest w przypadku lordów i dam z Wieży. Dla nich złoto stało się niewidzialnym medium życia.
Prawda, gdy w końcu zostanie wypowiedziana, często będzie brzmiała dziwnie, podczas gdy kłamstwo jest tak często znajome.
Potężni ludzie ponoszą porażki równie często, jeśli nie częściej, niż ci, którzy ponieśli porażkę. Wyjątkowe jest to, że się do nich przyznają; biorą i podtrzymują swoje porażki. Przyznają się do swoich rozczarowań; idą dalej!
Senlin zastanawiał się, jak wszystkie jego dawne cnoty stały się wadami. Jego spokój, cierpliwość, zamiłowanie do rozwagi, racjonalizm i bezstronność – wszystko to teraz było wadą. Musiał być pewny siebie i bystry.
Lidia westchnęła, jakby zdmuchnęła świeczkę. Mogę powiedzieć, że tak; mogę nawet chcieć, ale przebaczenie to uczucie, podobnie jak miłość. Jest tajemnicze i trudne do wywołania na zawołanie. Mogę tylko obiecać, że przynajmniej będziemy dla siebie serdeczni, bo wciąż cię lubię, Tom, i chcę, żebyś był ojcem dla Olivet… „Ja też!” „Ale przebaczenie…” Pokręciła głową. „To zajmie trochę czasu. Może trochę; może więcej, niż mamy.
Senlin znalazł się na wolnej przestrzeni. Obudził go lodowaty podmuch wiatru. Kurnik cicho zatrzeszczał; druty dźwięczały jak tamburyn. Niebo miało głęboki indygo, a światło gwiazd malowało Wieżę na kolor lodowca. Noc była równie okrutnie zimna, jak upalny był dzień. Do poranka wciąż brakowało godzin.
To właśnie studiując Sfinksa, uświadamiamy sobie, że wszelki zachwyt jest przyprawiony grozą, wszelka odwaga zabarwiona strachem, wszelka mądrość jest fermentacją głupoty.
Myślę, że większość mężczyzn po prostu nieufnie podchodzi do kobiet. Kiedy dorastają, sama myśl o tym sprawia, że czują się nieswojo. Zamiast jednak stawić czoła swojemu strachowi, szukają sposobów, by nad nami dominować i nas zawładnąć, by udowodnić, że jesteśmy słabi, a one silne. Powiem wam tak: im bardziej mężczyzna przechwala się swoimi hucznymi eskapadami w damskim buduarze, tym bardziej się boi. Jestem pewien, że zauważyłeś, jak bardzo lubią nadawać nam zdrobniałe przezwiska. Syrena, Skacząca Dama… „Złoty Zegarek?” „Dokładnie, bo potrząsamy nimi do szpiku kości”. „Tchórze”. „Ach, ale nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż tchórz!
W końcu pewność pętli jest lepsza niż męka błagania.
Tak, to trochę irytujące przedzierać się przez regały biblioteki, tylko po to, by odkryć brak zamiast poszukiwanego tomu, ale gdy gniew opadnie, czyż nie czuje się poczucia wspólnoty? Luki w bibliotece są jak ślady stóp na piasku: w nas tam, gdzie inni już byli; zapewniają nas, że nie jesteśmy sami.
Niedocenianie gorszych od siebie to początek każdej rewolucji.
Instynkt to paliwo, które rozpala silnik cywilizacji. Pokolenia pracowały nad jego budową i udoskonalaniem. Mam nadzieję, że każdy z was spędzi życie, pracując nad jego utrzymaniem. Bo bez niego bylibyśmy niebezpiecznymi bestiami.
„Książki są pułapkami”. Ale dlaczego tak jest i kogo łapią: autora czy czytelnika? Być może są tylko przechwałkami próżnych umysłów, a to, co uważamy za literaturę, jest w rzeczywistości kultem niesympatycznych postaci. Nienawidzę myśleć, że są jak tama dla pływającego umysłu, pułapka, w którą łatwo wpaść, ale z której rzadko się wydostać: neuroza, dogmat, marzenie. Nie, nie, nie mogę być taki cyniczny! Jeśli książki są pułapkami, niech będą jak terraria: zamknięte i wciąż żywe miniatury świata.
Rozważałem to pytanie: Czy jestem sumą swoich części, czy czymś innym?” „A ty co o tym myślisz?” „Moje poczucie bytu, moja tożsamość, jakkolwiek chcesz to nazwać, nie tkwi w moich częściach. Żyje w mojej przeszłości, w ciągłości moich obecnych myśli i w moich nadziejach na przyszłość. Bardziej boję się utraty wspomnienia niż kończyny.
Mężczyźni są jednakowo opryskliwi i obojętni na moje polecenia, a tak rzadko są trzeźwi, że wciąż nie potrafię odróżnić niesprawnych od letargicznych, imbecyli od pijanych.
Lidia była tak nieczytelna jak książka we śnie.
Dziwne było widzieć tak niewiele luksusu w posiadaniu.
Gdybyśmy mieli tylko ołówki, jedynie tabliczki klinowe, podejrzewam, że byłoby o wiele mniej książek.
Pomyśl o pijaku, który wini butelkę. Pomyśl o dłużniku, który wini swój portfel. Nie możemy podnieść człowieka, poniżając się, tak jak nie możemy uratować zatopionego statku, osuszając morze.
Dla tyrana nie istniały żadne obowiązujące fakty, żadne uniwersalne systemy dociekań, żadne dające się udowodnić prawdy. Ponieważ tyran wolał własną racjonalizację od rozumu, dogmat od dyskursu, głównymi środkami, jakimi dysponował, by sprawdzić uczciwość i lojalność innego człowieka, były przysięgi i intuicja. Ponieważ jednak tyran nie miał innego wyboru, jak tylko uczyć wszystkich dokładnie tego, co chcieli usłyszeć, łatwo było im schlebiać i łatwo ich było oszukać.
Światło też było dziwne. Wylewało się z ulicznej latarni na zewnątrz, przez rozetę w oknie, która wycinała w nim najróżniejsze wspaniałe kolory i kształty. To było jak patrzenie w kalejdoskop. Wszystko było roztrzaskane i piękne.
Równie dobrze mógłby zaproponować, żeby popłynęli na skraj płaskiej ziemi i łowili spadające gwiazdy.
Kwiaty ścienne są nieszkodliwe. To ładne stworzenia, które stoją w kątach z miłym wyrazem twarzy. To tych chwastów ściennych nie znoszę. Narzekają na kominki, smucą się na kanapach i dąsają się nad miskami z ponczem, czekając na pytanie: „Wszystko w porządku? Wyglądasz na taką smutną”. Chwasty będą się utrzymywać godzinami, jeśli im na to pozwolisz. A jedyne, co zdaje się je odstraszać, to szczęście innych ludzi.
Rutyna jest jak białka jaj w cieście: nadaje niewiele smaku, ale wszystko trzyma w kupie.
Lustra nie są tak uczciwe, jak mogłoby się wydawać. Można je okraść, targować się z nimi i zawsze można znaleźć w nich pochlebny punkt widzenia. Naprawdę, nic tak nie odzwierciedla uczciwego stanu rzeczy, jak wyraz twarzy dawno niewidzianego przyjaciela.
Tak czy inaczej, wszyscy zwracamy się do swoich stwórców.
Instynkt można z grubsza podzielić na dwa popędy: pragnienie przetrwania i pragnienie rozmnażania. U ludzi świadomy umysł jest świadomy tych popędów. Zbudowaliśmy społeczeństwo, aby zarządzać naszymi instynktami. W rzeczywistości społeczeństwo tak bardzo osłabia nasze instynkty, że łatwo zapomnieć, że w ogóle je mamy.
Każdy, kto kiedykolwiek sikał, Wpatrzony w teleskop i dostrzegłszy niezbadany bezkres, który się w nim kryje, wie, że zdumienie kończy się dopiero wraz z końcem badania.
Nie pozwól, by mali ludzie wywierali wielkie wrażenie. Nie marnuj swego piękna w lustrach. Nie składaj życzeń, bo życzenia jedynie przeklinają życie, które masz. Nigdy nie zapominaj, że stoisz na końcu długiego szeregu krótkich żyć.
Konserwator-Alchemik spojrzał na niego z beznamiętną intensywnością lufy karabinu.
Jej ojciec namówił ją do małżeństwa z rodziną.
Tradycja bibliotek chwalenia się liczbą tomów w swoich zbiorach jest dobrze ugruntowana, ale z pewnością nie agregacja tworzy bibliotekę; To jest rozpowszechnianie. Może biblioteki powinny rozwodzić się nad tym, ile tomów jest wypożyczonych, tłoczy się na nocnych stolikach, krąży w stosach na kominku i obciąża portfele. Tak, to nieco irytujące przedzierać się przez regały biblioteczne, tylko po to, by odkryć brak zamiast poszukiwanego tomu, ale kiedy gniew opadnie, czyż nie czuje się poczucia wspólnoty? Luki w bibliotece są jak ślady stóp na piasku: pokazują nam, gdzie inni już byli; zapewniają nas, że nie jesteśmy sami.
Odgaduję prawdę, panie konserwatorze, ideał, z którym prawo wydaje się mieć jedynie przelotne zainteresowanie, a pański wydawca zaciętą rywalizację. Mógłby pan relacjonować los robotników fabrycznych, nasz bezsilny gabinet, który najwyraźniej pomylił impas ze stabilnością, albo wiele innych tematów będących przedmiotem zainteresowania publicznego. Zamiast tego czai się pan za latarniami i rzuca się na zwykłych obywateli, jakby miał jakiekolwiek prawo do ich czasu.
Lidia poznawała ciekawą prawdę o cudach: gdy się je ułoży, stają się zwyczajne. W dniach ostatnich mogła obejrzeć dzieło wynajętego przez Senlina wybitnego rzeźbiarza.
Eksploracja domu Sfinksa na zawsze zrujnowała Lidię za niepozorne drzwi. Pewnego dnia, w odległej przyszłości, stanie przed zwykłymi drzwiami w zwykłym hotelu i poczuje niechciany dreszcz oczekiwania. A po otwarciu tych prostych drzwi, które tak wiele obiecywały, a potem tylko zastała schowek na miotły albo sterylną sypialnię, wracała myślami do tych nocy.
Ziemia jest pełna kości samozadowolonych ludzi, ale dobrze by było pamiętać, że to przyczyna, a nie strata, uszlachetnia poświęcenie.
Senlin przypomniał sobie, jak czytał, że spokój jest często objawem szoku. Jeśli niczego innego nie zapamiętasz z tego, co powiedziałem, Lidio, zapamiętaj to: Kiedy ludzkość przestaje aspirować, zaczyna podupadać.
Konserwator sprawiał ogólne wrażenie nieludzko wysokiego, niezdrowo chudego mężczyzny. Jego głowa wydawała się zdecydowanie za wąska w stosunku do ramion, na których siedział. Konserwator miał na sobie zakurzony smoking, który mógłby pomieścić czterech lub pięciu dorosłych mężczyzn, pożółkłą od starości koszulę i różową muszkę, która prawdopodobnie kiedyś była czerwona. Jego skóra miała barwę cętkowanej patyny, ten unikalny odcień zieleni, typowy dla starych miedzianych rur. Jego usta były szerokie i grube i nieco zmarszczone. Górna połowa głowy była pozbawiona oczu i wypolerowana, a Lidii zajęło chwilę, zanim rozpoznała, czym jest – czymś oślepiającym.
Uprzejmość, mądrość i empatia wymagały rozwoju, poświęcenia, gotowości do zmiany, ale zło nigdy nie dojrzewało. Zło było tak samo niedojrzałe i głupie u kresu swojego istnienia, jak na początku.
Jeśli chodzi o to, żeby powstrzymać nas przed wyjściem, dlaczego po prostu nie zamknąć klatki? Właśnie po to to jest! Jaki sens zostawiać nam wybór?” „Bo jesteśmy niepewni i on o tym wie. Gdybyśmy wyszli przez te drzwi, mogliby nas zatrzymać, zakuć w kajdany i postawić straże na zewnątrz. I wtedy bylibyśmy naprawdę uwięzieni” – powiedział Senlin. „Ale z otwartymi drzwiami pozwalają nam przynajmniej na iluzję wolności. A uwolnić się od tej iluzji jest dość trudno. Myślą, że wolelibyśmy wyimaginowaną wolność od pewnego uwięzienia.”
Lampa u jego łokcia, która oświetlała ich twarze es, sprawił, że oboje wyglądali trochę jak szkielety. Zastanawiał się, czy oni też widzą czaszkę za jego twarzą.
Wiesz, był taki moment, i to nie tak dawno temu, kiedy chciałem zobaczyć świat. Przynajmniej kilka ładnych miejsc. Góry. Może las. Ale teraz po prostu chcę wrócić do domu i… Cóż, nieważne, czego chcę. Takie jest życie, prawda? Nie masz prawa powiedzieć, kiedy masz już dość.
I to jest całkowicie w porządku, moja droga Iz, że boisz się ciemności. Ludzie, którzy mówią ci, żebyś się niczego nie bał, zazwyczaj pierwsi giną w pożeraniu przez tygrysy. Strach pomaga nam się przygotować. Mówię ci, zbierz swoje zapasy, uzbrój się i spraw, żeby ciemność się ciebie bała.
Gdziekolwiek trzeba było dokonać wyboru między człowiekiem rozumu a szaleńcem, świat bez wahania podążał za szaleńcem. Kiedy robisz coś szlachetnego i pięknego, a nikt tego nie zauważa, nie smuć się. Słońce każdego poranka to piękny spektakl, a jednak większość publiczności wciąż śpi. Nie marnuj czasu. Jakkolwiek możesz Lidio, co najwyżej podnieść modlitwę…
Kto mi choć jedną świeczkę zatli na grobie za wszystkie blaski moich Zwiastowań i Wniebowstąpień? I gdzie mój grób? gdzie? W który jak dąb nocą zwalę się i tylko sowy osierocę? Tyle zgiełku. Tyle miast i bram. Farby moje czas jak liście przemieni. Ołtarz mój – samotny jak ja sam – o, jesieni moja, jesieni! Pieniądze? jak ćmy się rozlecą. Sława? nieraz płakał, kto cię miał. Przyjaźń? szukaj jej ze świecą nocą, na wietrze, wśród skał. Wicherek tylko płomyk ośwista i zgasi, i czmychnie sobie. A może właśnie tutaj, w tym Babilonie nareszcie moja przystań? Może tu się nad robotą pochylę i wszystko z siebie dam – i krew, i trzewia – i rozzłocę, rozśpiewam moją biblię, moją biblię z lipowego drzewa – i zaszczepię burzliwe serce w wielkich figur spojrzeniach i ruchach. W odwiecznych gruchach… O, moje życie snycerskie, trzy łódeczki kruche.
/por.Wit Stwosz, Konstanty Ildefons Gałczyński/
Stanisław Barszczak, The Fall of Babel /A Guide to the Tower of Babel/
/What is Stanisław Barszczak’s writing style? His graceful, fluid style, flawless metaphors, and wit and inventiveness make every page a true pleasure to read. The combination of a quaint, everyday world with a charming style truly encourages readers to use their imaginations, perhaps even create their own illustrations. It’s not like reading Old English or Shakespeare. It’s so effortlessly good. Reading another text and visiting the Tower of Babel is like a journey to the center of the Earth or a wandering through Wonderland./
There are stories that must never be forgotten, which is why I created this story… What is Babylon called today? Iraq. Babylon was an ancient city located on the lower Euphrates River in southern Mesopotamia, in present-day Hillah, Iraq, about 85 kilometers (53 miles) south of modern-day Baghdad. What was the ancient name of Iraq? Mesopotamia Iraq, a country in Southwest Asia. In ancient times, the lands that now constitute Iraq were known as Mesopotamia („Land Between the Rivers”), a region whose vast alluvial plains gave rise to some of the world’s earliest civilizations, including Sumer, Akkad, Babylon, and Assyria.
When the Chinese decided to live in peace, they built the Great Wall of China. They thought no one could climb it because of its height… However, in the 100 years following its construction, the Chinese were invaded three times.
Enemies never had to climb or breach the wall. Because they always bribed the guards and entered through the gates. The Chinese built high and thick walls; but they failed to shape the character of the wall’s guardians. Therefore, building human character is different and important… It precedes building everything else. This is what the new generation needs today. As one orientalist once said: If you want to destroy a nation’s civilization, there are three ways: Destroy the family structure; Destroy the education system; Belittle and humiliate their role models and reference points. Destroy the family; Belittle and degrade motherhood. Destroy the education system; Disregard educators and teachers and lower their reputation in society, so that students despise and belittle them. Belittle the reputation of role models. Work insidiously to destroy scholars and scientists, so that they become suspicious and no one listens to or follows them. When you lose a conscious mother, you lose dedicated teachers, and role models are discredited. Who will teach young people human values…?
Why is the Tower of Babel so famous? The story of the Tower of Babel succinctly explains the linguistic and cultural differences around the world, using a framework that would have been easy to understand at the time. Another way to understand the Tower of Babel story is to view it as a demonstration of God’s power. The confusion of tongues (Latin: confusio linguarum) resulting from the construction of the Tower of Babel explains the fragmentation of human languages: God was concerned that people had blasphemed by building the tower to avoid a second flood, so he created many languages, causing… The Tower of Babel teaches us the importance of building our lives on the foundation of God. He is our strong tower of security (Proverbs 18:10). Why did God confuse the languages? To this end, they decided to make themselves great by building a great city with a huge tower—and seemingly not recognizing God. To protect humanity from excessive power and falling into the universal sin that caused the flood, God confused the languages and scattered humanity throughout the world.
The author’s text is a loose transcript of a conversation between Senlin and Lydia, his fiancée. No one knows how or when Senlin came into the world. Senlin, endowed with feelings, didn’t believe in that kind of love: sudden, selfish, and insatiable. Love, as poets often portrayed it, was like blind lust in a pompous wig. He believed that true love is more like an education: deep, subtle, and never complete.
Each of us is a multitude. I am not the same person I was this morning, nor the same person yesterday. I am a crowd of myself lined up through time. We are, dear reader, a crowd within a crowd.
Even beauty fades with learning. It is better to look than to stare.
We should not be forced to congratulate each other for behaving with basic human dignity.
It is easier to accept who you have become than to remember who you were.
Never let a rigid itinerary discourage you from an unexpected adventure.
A man or woman who rarely gets lost rarely discovers anything new.
I am suspicious of people who are confident.
Learning begins with failure.
All I know is that ultimately, dreams don’t matter, but neither do regrets. We are not what we want or what we wish for. We are only what we do.
Rich men The poor „learn their lessons.” The poor commit crimes. „Mistakes” are widely considered a trait of the middle class.
History is a love letter to tyrants, written in the blood of the captured, forgotten, and erased!
It’s not cynical to admit that the past has been turned into fiction. It’s a story, not a fact. Reality has been erased. Entire eras have been added and removed. Wars have been exaggerated, and human struggles have been marginalized. Villains have been disguised as heroes. Generous, ambitious, imperfect men and women have been stripped of their flaws or virtues and transformed into figures of morality or depravity. Entire societies have been imbued with motivation, vision, and peace of mind where none existed. Suffering has been transformed into noble sacrifice!
Mirrors aren’t as honest as they might seem. You can rob them, bargain with them, and you can always find a flattering perspective. Truly, nothing reflects an honest state of affairs like the expression on the face of a long-lost friend.
Lidia replies. I’d rather be a nobody at the center of everything than a stuck-up person on the edge of everything. She said it in her usual, careless way. And she inadvertently described him precisely: a stuck-up person on the edge of everything.
I rely on greed and selfishness, forces as reliable as gravity.
My sense of being, my identity, whatever you want to call it, isn’t in my parts. It lives in my past, in the continuity of my present thoughts, and in my hopes for the future. I fear losing my memory more than losing my limbs.
You’ve made it impossible for me to read a book in peace. When you’re gone, just stare at the words until they fall off the page, forming a puddle in my lap. Instead of reading, I sit and remember the hours spent in your company, and I’m more enchanted by this story than anything the author has ever scribbled. I’ve never been lonely in my life, but you’ve made me lonely. When you’re gone, I’m a grief-stricken ruin. I thought I understood the world quite well. But you’ve made everything mysterious again. And that’s disturbing, terrifying, and wonderful, and I want it to stay that way. I want to know all your secrets.
The universe breathes unevenly. The body dies. The fungus grows. The clay spreads. The tree roots. The forest burns. The cloud bursts. The flood drowns. The flood—alluvium nourishes the fields. Inside, outside. Inside, outside. There is no stagnation, no stillness. The source of all misery lies in our insistence that tomorrow be like today. But if that were the case, if it ever were, it would mean the end of everything.
Sometimes a wheel squeaks not because it’s broken, but because it’s carrying the heaviest load.
A crowd does two things well: doing nothing and revolution.
The tradition of libraries boasting about the number of volumes in their collections is well-established, but it’s certainly not cataloging that makes a library, but its circulation. Perhaps libraries should dwell on how many volumes are checked out, crowding bedside tables, circulating among stacks on the mantelpiece, and burdening wallets. Sure, it’s a bit irritating to wade through the library shelves and discover the missing volume, but when the anger subsides, doesn’t a sense of community come flooding in? Gaps in a library are like footprints in the sand; they show us where others have been; they reassure us that we are not alone.
The fundamental lesson of world direction is this: movement, or rather, all progress, even the passage of time, is an illusion. Life is a repetition of stillness.
I’m glad your complacency has given you some exercise, but you forget: we are not such an orderly, sensible, and humane race. Our thoughts don’t line up in grammatical rows, our hearts don’t create equations, our consciences don’t have access to historians whispering answers to us.
You have no friends. Senlin laughed, surprising Lydia. That’s what all my friends say.
We can hide behind curses and excuses, but that doesn’t change the fact that many suffer and die. We may not be responsible for the crimes of our fathers, but make no mistake, we are the beneficiaries of those crimes, which makes us responsible to their victims.
The only event I will definitely attend is my funeral, and I hope I arrive very, very late.
I will feel very weak, and you will feel very foolish. But that’s always the way it is at the beginning. Learning begins with failure.
Every important journey I’ve undertaken has begun the same way: with rumpled sheets, a balled-up pillow, scattered books, and not a moment’s sleep.
Inevitably, invariably, you’ll eventually discover you’re not prepared to make a conscious choice. When in doubt, say: Yes. Yes is an eternal passport. Yes is an eternal coin.
With submission comes certainty. Freedom is full of risk.
Love, as poets often portrayed it, was nothing more than blind lust in a pompous wig.
I’d rather be nothing at the center of everything than A pompous person on the edge of everything.
The reason we study and learn, the reason we take only what we need, is that we have all been given a great gift—the gift of civilization, the gift of understanding, the gift of mastery over our surroundings—and if we abuse these gifts, if we take them for granted, it will be our sons and daughters who will suffer the most. There is nothing wrong with enjoying the fruits of our ancestors’ labor. We should savor this dessert. But this privilege does not absolve us of the responsibility to be faithful guardians of the world we leave to our children.
Gossip was the theater of the uneducated. Each of us is a crowd. I am not the same person I was this morning, nor the same person I was yesterday. I am a crowd of myself, lined up for time. We are, dear reader, a crowd within a crowd.
This is what hope is. Persistence. Refusal to surrender.
Bribery wins more arguments than reason.
When you have a low opinion of yourself, others’ opinions of you become more important than your own.
Senlin easily recognized which porters, upon seeing him, took care of him. The hardest-working ones moved slowly and deliberately, while the laziest ones seemed perpetually fresh and enthusiastic.
Don’t cut off your hand to feed the dog. You only have two hands, and the world is full of dogs.
„Home” is an exaggeration, made all the more meaningful by distance.
Humanity will enter the darkness, singing songs and telling stories, because that’s who we are, and what we do best describes us.
A handkerchief is the universal tool of the experienced traveler. It can be disinfectant, a seat cover, a dust mask, a garrote, a bandage, a gag, or a white flag. You can feel well-prepared by having one with you. I’ve never been able to identify with characters who experience personal tragedy and then emerge immediately hardened and prepared for the journey ahead. It just seems disingenuous. When I experience setbacks, I don’t rise from the ashes with all the answers. I flounder. I fall. I take a step back and fall again. I think developing strength and wisdom takes time and practice.
Have you ever wanted to go back in time? I have. I’d like to find myself when I was younger, carefree, confident, happy—perfect, completely happy. But never completely satisfied. I’d like to find that fool and just beat him up in the street. I took so much for granted.
Of course I have a plan, I said, clapping my hands. We will die.
Often, the easiest way to open a door is to knock on it.
I grow old in the company of youthful ghosts.
Only people who go to bed early believe in happy endings. We night owls understand that happiness isn’t found in endings. It’s found in anticipation, in revelry, and in worn-out greetings. Endings are always sad.
Yes, I’ve heard that people with brain damage are quite happy. And that’s what I’ve always wanted for you, Lydia: for you to be happy, no matter how many blows to the head it takes.
Failure is imperfect, but absolutely incomparable. True failure is better than pristine potential.
Spring is gray, dreary, and rainy for three or four weeks, during which the snow melts. Ditches turn into streams, and everything you own is as damp as a frog’s belly. Then one morning you step outside, the sun is shining, clover has sprouted over the ditches, the trees have sharp leaves like ten thousand green arrowheads, and the air smells like…—and here I had to search for the phrase——like a room full of stately ladies and one wet dog.
We cannot elevate man by humiliating ourselves, any more than we can save a sunken ship by draining the sea.
If the law is subject to change, Mr. Senlin, if it bends and adapts to man, then man will become resolute in his own shortcomings. The law exists to shape human ideals. When you think about it, doesn’t mercy serve the wicked at the expense of the law?
Real conspiracies are inflexible and susceptible to detection, but imaginary plots constantly evolve and are, as a result, indestructible. In other words, conspiracies are impermanent; paranoia is not.
The wonderful thing about regrets is that it’s never too late to have them.
Lydia must have rediscovered fear and, somewhere within it, life.
She had a wide, surprised expression on her face, as if a butterfly had landed on the tip of her nose.
Something within Senlin seemed to crack, and behind that barrier he hadn’t known existed, he discovered a void that seemed to cry out for exploration, an absence that yearned to be filled. It was like discovering a new floor in the house he’d lived in all his life.
Don’t waste your limited patience on those who consider misfortune a competition. Self-pitying spendthrifts are always stingy when it comes time for empathy.
Some friendships develop Like flowers in a garden: they are diligently tended, planted, and nurtured. The land around them is free from competition. Then, after weeks and months of gradual growth and painstaking pruning, the flower blooms. Such cultivated friendships are pleasant and comfortable, though not lasting. Other friendships seem to spring spontaneously, like an egg in a nest or a freckle on the shoulder, and they are often puzzling, as both parties wonder how this unexpected feeling actually came about.
Why do we call a dishonest person two-faced? Is it really so honest to wear the same face day after day, regardless of mood, state, or circumstance? We are not clocks! Have a face for every occasion, I say! Be honest: Wear a mask.
I am angry because we have combined our human genius with the building of an intricate Tower and filled it with the same tyrants who have plagued our race since we crawled out of the sea. Why does our innovation never reach our conscience?
Each of us is a multitude. I am not the same person I was this morning, nor the same person yesterday. I am a crowd of myself, lined up by time. We are, dear reader, a crowd within a crowd.
Such are the ways of man and the laws of the ways in the Silk Gardens, Lydia.
You intellectuals are always surprised to discover how fragile your body is. The mind is so resilient, so remote. But muscles and bones are as simple as straw. They unravel and break. And the more they break, the more the mind shrinks. In the moment before falling into death, the great intellect is reduced to a silent core. The mind is nothing more than a doorway into darkness.
Memory is not like a box of papers—easy to browse, organize, and read. No, memories accumulate like leaves on the forest floor. They are irregular and fragile. They crumble and break upon inspection. The deeper you delve, the more they crumble into the earth.
We all have weaknesses. Not everyone has strengths.
It’s not cynical to admit that the past has been turned into fiction. It’s a story, not a fact. Reality has been erased. Entire eras have been added or removed. Wars have been exaggerated, and human struggles have been marginalized. Villains have been disguised as heroes. Generous, ambitious, imperfect men and women have been stripped of their flaws or virtues and transformed into figures of morality or depravity. Entire societies have been marked by motives, visions, and peace of mind that were not there. Suffering has been transformed into noble sacrifice! Do you know why the Tower’s history is so turbulent? Because too many powerful men fight for the pen, fighting to write their history over our corpses. They know what is at stake: immortality, the character of civilization, and influence across the ages. They fight over who can mislead our grandchildren.
But Senlin knew that while tyrants had many strengths, their weaknesses were generally the same. They were gullible. For a tyrant, there were no prevailing facts, no universal systems of inquiry, no proven truths. Because they preferred their own rationalization to reason, their dogma to discourse, the tyrant’s primary means of testing another’s honesty and loyalty were oaths and intuition. However, because tyrants had no choice but to teach everyone exactly what they wanted to hear, they were easily flattering and deceiving.
It was sometimes difficult to distinguish independence from imprisonment. The two could be very similar.
Gaps are also part of the set. They cannot be replaced. I know how each piece was damaged or lost. I myself broke a plate when I was nine. Now I am an immortal part of the pattern. I’ll take care of my own loopholes… Lydia felt the birds of her anxiety fall silent again. The rediscovery that she could be helpful and comforting to others eased her sense of having fallen into another trap. Perhaps the world wasn’t filled with trapdoors. Perhaps not everyone was false, much less everything.
And Senlin understood that accusations made in anger were based on emotional evidence, not the substance of the facts, and as such, were irrefutable.
The only cure for gout is moderation; the only cure for excess is charity.
A person can rot like an egg: their shell doesn’t betray it, but everything inside them has rotted…
If you lie loudly enough and long enough, it eventually becomes the truth.
But what was initially unbearable became cathartic over time. As he told his story, he discovered that he had developed certain views about his own motives and decisions. These views seemed to have formed in the ether of emotions and dreams, in that woolly fog that lay beyond the conscious mind’s reach. These weren’t grand revelations, but rather small epiphanies experienced and savored over a morning cup of tea.
I don’t trust sugary cocktails and cheerful men For the same reason: it’s hard to judge how dangerous they are until they hit you in the ear.
But understanding nothing, or very little, of the world and not wanting to understand more than you already do, well, that provokes a sense of superiority. What was once a privilege becomes a right. And that, in my opinion, is dangerous.
Those who claim to be ready for anything are overloaded and invariably unprepared for the one obstacle every adventurer must eventually face—disappointment.
What is poison to the simple can be poison to the wise.
Perhaps he should turn back. Perhaps it was reckless. But what, in the end, was he returning to? To confusion? Ignorance? The inevitable slide into a life of violence? Surely it was better to march forward into ruin than to retreat into decay.
Irena eyed the captain and first officer, taking in Edith’s split lip, the bloodstains on her torn scarf and captain’s shirt, the slingshot that held her powerful arm to her chest, the bloody wound on his forehead, the glistening dust that frosted them from hat to boot, and the strong smell of smoke rising from their clothes. „How was the zoo?” she asked.
We don’t have to become the company we keep. We can hope for the best and cling to those who share our hope.
At the round table of colors, orange reigns supreme. Orange is sublime. Orange burns. And opposite Lady Orange sits Sir Purple. I ask you, is there a color more vulgar? The word itself emerges as if from a toilet. Purple. Slosh. All plums, liver spots, and ink stains. If I ever utter a word of praise for this wretched shade, please snatch my quill and stab me with it.
Senlin loved nothing more in the world than a warm hearth to sit by and a good book to pour his mind into. While the evening storm rattled the shutters, and a glass of port warmed in his hand.
Senlin read late into the night. He was especially fond of old tales, epics in which heroes set out on some impossible and noble quest, facing the dangers along the way with fatalistic courage. Men often perished along the way, brutally and unnaturally slaughtered; torn apart by war machines, trampled by steeds, and quartered by heartless enemies. Their deaths were boastful and lyrical, and always, always more romantic than real. Death was not the end. It was an ellipse. There was no romance in the scene before him. There were no ellipses. Bodies lay on the ground like broken exclamation points.
It’s easy to judge a life you haven’t lived.
If one machine could do the work of so many people, what would be left for those people? A thousand years from now, when the last human labor is taken over by an automaton, would this mean liberation or enslavement of the race?
We don’t have to become the company we keep. We can hope for the better and cling to those who share our hope.
Humanity will march into that final darkness, singing ballads, telling stories, and decorating its walls with languid naked figures, for that is who we truly are: beings who have only just begun to believe in the fleeting beauty of ourselves, just when the heart of the matter becomes questionable.
Senlin was one of those self-righteous intellectuals who talked too much, listened too little, and never changed their minds.
My sense of being, my identity, whatever you want to call it, doesn’t reside in my parts. It lives in my past, in the continuity of my present thoughts, and in my hopes for the future. I fear losing my memory more than losing my limbs.
Songs are emotional. It’s better to play honest mistakes than soulless perfection.
Lydia sadly considered her options. I think humanity has reached its peak on a spoon, right? A spoon can serve as a fork, a knife, a ladle… In fact, a good spoon is enough. I’ll tell you again: if you ever eat fish with a spoon, I’ll appear out of nowhere, wherever you are in the world, snatch the spoon from your hand, and hit you over the head with it!
Pilgrims should remember that the primary consumers of sheep are not wolves, but shepherds.
Sometimes, to fully enjoy a scene, we first have to distance ourselves a bit.
Senlin seemed like an ambitious weed growing in the deep shade of ancient trees.
Senlin knew that home was something fleeting. Home was a feeling filled with memories, a sense, a sense of history, expanded by affection, family, and familiar things. Home was a ritual that harmonized with the melody of the day. It was the healer of all humiliations and failures that must be endured publicly but can only be repaired in secret.
The crowd does two things well: doing nothing and revolution.
The rich „learn lessons.” The poor commit crimes. „Mistakes” are common.
Myth is a story about what we don’t understand within ourselves.
Outrage, like charity, It’s sweeter with an audience.
I think books are like a surgeon’s scalpel. The same blade that can kill when wielded by a fool can save a life in the right hands.
Humanity came into this world with all the physical prowess of a pudding…
If I ever get to the point where I can idly watch a child plummet to its death, I don’t think I can claim to have any priorities.
But if I refused to work with someone I found even the slightest bit repulsive, corrupt, or stupid, I would never work with anyone. Nothing would get done. The inability to compromise is not a sign of moral rectitude—Lidia uttered this sentence with haughty emphasis—”it’s a sign of immaturity. You know who you can’t bargain with? Little children and madmen.”
A historian starts with an ending and then invents a pleasant case.
Even beauty fades with science. Better to look than to stare.
We are not what we want or wish for. We are only what we do.
You might resent yourself for the imperfect joy of life, but it seems like an endless chore. A truly thankless one. I think if we truly knew how good our lives were when they were still good, we would be afraid to do anything, to change anything. We would never take risks, explore the world, or grow. You can either hate yourself for not fully appreciating your happy days when you had them, or you can look back and feel fond memories of them, right?
Do you know what a treaty is, Captain? It’s a document that tells us how the next war will end.
I’ll feel very weak, and you’ll feel very stupid. But that’s always the way it is at the beginning. Learning begins with failure.
Were we all so terribly dissatisfied with ourselves that we couldn’t think of anything better than pretending?
We spent our lives climbing the side of a mountain without the promise of reaching the summit.
A man who isn’t suspicious of a philosophy that appeals to his nature is like a bull comforted by a bumpy path leading to the slaughterhouse.
Regardless of Lydia’s condition, regardless of mine, I will find her and take her home.
Yesterday I read in the newspaper that astronomers believe in the existence of planets that don’t travel on a rail around a star like our rocks. They call them nomads. These nomads wander up there, without a sun to warm them, an orbit to guide them, or other worlds to accompany them. They simply drift in the darkness—aimless, forgotten. Scientists think the galaxy might be full of them. We only see the stars, but the night sky is a crowded graveyard…
„You’re late, Director. Impossible. Directors can’t be late,” I said. The sun must be racing through the expanses of space.
Do you ever feel as if we were straightening picture frames on the walls of a burning house?”
I’ve never looked forward to wearing a dress in my life, so I won’t miss it. But I wonder if anyone will ever look me in the eye again, or if they’ll be too busy staring at that… tractor. Nonsense. It’s nothing a pretty scarf can’t fix.
Senlin regretted having to recite his personal information while standing in a public hall. He tried to remain stoic, but soon he began to mumble and stammer. He felt the blood rush to his face. He was an only child; his parents were dead; he was well-educated and had a good job; he was married; he had no children. The admission of guilt so tersely left him with an embarrassment he could barely describe. In short, he seemed so bland, so unsuccessful. Maybe he was bland. But he didn’t feel it at all.
Senlin cleared his throat and frowned. Lidia, I… have difficulty expressing certain… sincerely hidden feelings. I… He swallowed and shook his head. This wasn’t how he wanted this speech to go. She waited patiently, and he gathered his thoughts.
Instead of reading, I sit and remember the hours spent in your company, and I’m more enchanted by this story than anything the author has scribbled. I’ve never been lonely in my life, but you’ve left me alone. When you’re gone, I’m a grief-stricken ruin. I thought I understood the world quite well. But you’ve made it mysterious again. And that’s disturbing, terrifying, and wonderful, and I want it to stay that way. I want to know all your secrets. And if I could, I’d give you a hundred pianos. I’d give you…
Every spring, the school building was painted white like a bride, and every year, the ocean elements slowly undressed it.
I love a good scandal. There’s nothing more comforting than clucking your lips in disapproval of another person’s public sins from the privacy of your own misery.
Intimacy wasn’t about maintaining an idealistic charade of courtship; it was about accepting and adoring flaws.
While tyrants had many strengths, their weaknesses were generally the same. They were gullible. For a tyrant, there were no binding facts, no universal systems. research, no demonstrable truths. Because they preferred their own rationalization to reason, their dogma. In discourse, the tyrant’s primary means of testing another person’s honesty and loyalty were oaths and intuition. However, because the tyrant had no choice but to teach everyone exactly what they wanted to hear, it was easy to deceive and flatter them.
I only know that ultimately, dreams don’t matter, but neither do regrets. We are not what we want or desire. We are only what we do.
Secondly, you should know that if you choose to be a tyrant, you condemn yourself to a life of paranoia and isolation. Your reign will be defined by betrayal, rebellion, and the terror of your own diminishing abilities. I have conducted historical research and discovered that the most common causes of death among dictators are beheading, dismemberment, disembowelment, hanging, and poisoning. Have you never wondered why the tyrants of the past are always anemic, impotent, depraved, incestuous, deformed, bedwetting? It’s because their obituaries were written by their victims, by the same men and women who pulled down their trousers and severed their heads. So it will be with you. You will live in fear, die in violence, and your name will be scorned for generations. Ponder your fate, young man, that’s all I have to say.
Nothing threatens the delicate masculinity of a tyrant like the sincere passions of other men.
I am the enigma in the Sphinx’s mouth. I am the slave trader who chews the living chain of generations. I am the farmer of dead seeds, the one who fills the holes. Who am I? Senlin whispered back, „Death.”
The dimness of the gathering dusk in the Tower sent a shiver through Senlin’s spine. He cleared his throat and turned to Lydia, silhouetted against the rapidly receding sun. „Who will bury them?” Senlin gently rubbed the dusty wound on his cheek.
„Vultures,” Lydia said grimly. „We should go.”
A reputation ruined on the front page was never restored by a correction on the back. The guillotine doesn’t refund money, and neither does the press.
I’m almost certain this is hope. Stubbornness. Refusal to surrender.
The subtext was obvious: Love, pure and eternal, reigned supreme. Senlin didn’t believe in that kind of love: sudden, selfish, and insatiable. Love, as poets often portrayed it, was simply lust in a pompous wig. He believed that true love was more like education: deep, subtle, and never complete.
Men simply didn’t trust women. They really did. They’ll say, „No, no, no, women are weak. They’re stupid. They need care and guidance.” But I think deep down, they can’t forget that they came from a woman, were nurtured by her, and that their little minds were also shaped by a woman. As they grow up, the very thought of it makes them uncomfortable. But instead of facing their fear, they look for ways to dominate and possess us, to prove that we are weak and they are strong.
The past was full of traps of guilt, fear, and confusion. It was better to be distracted by other people’s lives; it was better to move; it was better to run.
Smiles are like candlelight. They can warm and cheer up the dreariest room. But it would be wise not to forget this: even the brightest candle hides a blackened wick.
I can barely sit in my office without screaming. I’ll clean them up as soon as I find a rag that won’t get any dirtier. My apartment smells like a cave where generations of cheesemakers have cultivated their cheese makers.
Life is never short of opportunities; you simply lose your life.
I’m simply grateful that there’s someone in this madhouse whom I know and whom I can trust. Someone who is an inexhaustible source of encouragement and strength. It’s hard for me to put into words how much I love your company, your character, your…
Look at them, Lidia. They’re going with him. It’s as if no one ever told them about following strangers into the grass. And they call me reckless.
Administrators are oblivious and usually obstructive; effective employees learn to deal with them. That’s always the case.
A big heart isn’t a light one. Even the most precious burdens sometimes have to be shed.
Although Senlin was a year younger than Lydia, he didn’t look like one, and had been since adolescence, like a man struggling to reach the promise of retirement.
He was at rock bottom, in the gutter of the gutter. He couldn’t sink any lower. From here, only death or resurrection could come, so let the resurrection begin!
For several weeks she didn’t tell him the truth, but finally she confessed that she left him because fear had given way to her daily leaps. Her hours were filled with confident, small feats and toothless dangers. She wouldn’t have called it that, but Senlin later gave it a name: it was boredom that drove her from her mother’s house and the safety of her home.
The birds didn’t They contemplate the wonder of the air, and the fish are not captivated by the currents that carry them. I suspect this is true of the lords and ladies of the Tower. For them, gold has become the invisible medium of life.
The truth, when finally spoken, will often sound strange, while a lie is so often familiar.
Powerful men fail just as often, if not more often, than those who have failed. What is special is that they admit to them; they embrace and sustain their failures. They acknowledge their disappointments; they move on!
Senlin wondered how all his former virtues had become flaws. His calmness, patience, love of prudence, rationality, and impartiality—all of these were flaws now. He had to be confident and sharp.
Lydia sighed, as if blowing out a candle. I can say yes; I can even wish it, but forgiveness is a feeling, like love. It’s mysterious and difficult to summon on command. I can only promise that at least we’ll be cordial to each other, because I still like you, Tom, and I want you to be a father to Olivet… „Me too!” „But forgiveness…” She shook her head. „It will take some time. Maybe a little; maybe more than we have.”
Senlin found himself in an open space. An icy gust of wind woke him. The henhouse creaked softly; the wires tinkled like a tambourine. The sky was a deep indigo, and the starlight painted the Tower the color of a glacier. The night was as brutally cold as the day was scorching. Morning was still hours away.
It is in studying the Sphinx that we realize that all wonder is seasoned with awe, all courage tinged with fear, all wisdom a fermentation of foolishness.
I think most men are simply wary of women.
When they grow up, the very thought of it makes them feel uneasy. But instead of facing their fear, they seek ways to dominate and possess us, to prove that we are weak and they are strong. Let me tell you this: the more a man boasts about his grand escapades, in a woman’s boudoir, the more afraid he becomes. I’m sure you’ve noticed how much they like to give us diminutive nicknames. Siren, Jumping Lady… „Golden Watch?” „Exactly, because we shake them to the core.” „Cowards.” „Ah, but there is nothing more dangerous than a coward!
After all, the certainty of a noose is better than the agony of begging.
Yes, it’s a little irritating to wade through the library shelves only to discover a missing volume instead of the one you’re looking for, but once the anger subsides, doesn’t one feel a sense of community? Gaps in the library are like footprints in the sand: within us, where others have already been; they assure us we are not alone.
Underestimating those beneath us is the beginning of every revolution.
Instinct is the fuel that ignites the engine of civilization. Generations have labored to build and refine it. I hope each of you will spend your lives working to maintain it. For without it, we would be dangerous beasts.
„Books are traps.” But why is this so, and who do they trap: the author or the reader? Perhaps they are merely the boasts of vain minds, and what we consider literature is in reality a cult of unsympathetic characters. I hate to think of them as a dam for the floating mind, a trap easy to fall into but rarely escape: neurosis, dogma, daydreaming. No, no, I can’t be that cynical! If books are traps, let them be terrariums: enclosed and still living miniatures of the world.
I’ve been pondering this question: Am I the sum of my parts, or something else? „What do you think?” „My sense of being, my identity, whatever you want to call it, does not reside in my parts. It lives in my past, in the continuity of my present thoughts and in my hopes for the future. I fear losing a memory more than losing a limb.
Men are uniformly rude and indifferent to my commands, and they are so rarely sober that I still cannot distinguish the incapacitated from the lethargic, the imbecile from the drunk.
Lydia was as illegible as a book in a dream.
It was strange to see so few luxuries in possession.
If we had only pencils, only cuneiform tablets, I suspect there would be far fewer books.
Think of a drunk who blames the bottle. Think of a debtor who blames his wallet. We cannot raise a man by humiliating ourselves, any more than we can save a sunken ship by draining the sea.
For a tyrant, there were no binding facts, no universal systems of inquiry, no demonstrable truths. Because The tyrant preferred his own rationalization to reason, dogma to discourse. His primary means of testing another man’s honesty and loyalty were oaths and intuition. However, since the tyrant had no choice but to teach everyone exactly what they wanted to hear, they were easily flattering and easily deceived.
The light was also strange. It poured from the streetlamp outside, through the rose window, which carved all sorts of wonderful colors and shapes. It was like looking into a kaleidoscope. Everything was shattered and beautiful.
He might as well have suggested they sail to the edge of the flat earth and catch shooting stars.
Wallflowers are harmless. They’re pretty creatures that stand in corners with pleasant expressions. It’s the wall weeds I can’t stand. They complain about fireplaces, mope on couches, and sulk over punch bowls, waiting for the question, „Are you okay? You look so sad.” Weeds will linger for hours if you let them. And the only thing that seems to deter them is other people’s happiness.
Routine is like egg whites in a cake: it adds little flavor, but holds everything together.
Mirrors aren’t as honest as they might seem. You can steal from them, bargain with them, and you can always find a flattering perspective in them. Truly, nothing reflects the honest state of affairs like the expression on the face of a long-lost friend.
In one way or another, we all turn to our creators.
Instinct can be roughly divided into two drives: the desire to survive and the desire to reproduce. In humans, the conscious mind is aware of these drives. We have built society to manage our instincts. In fact, society so weakens our instincts that it is easy to forget we even have them.
Anyone who has ever peed, gazing into a telescope and seeing the unfathomable vastness that lies within, knows that wonder ends only when the examination is completed.
Don’t let small people make a great impression. Don’t waste your beauty in mirrors. Don’t make wishes, for wishes only curse the life you have. Never forget that you stand at the end of a long line of short lives.
The Conservator-Alchemist looked at him with the dispassionate intensity of a rifle barrel.
Her father persuaded her to marry into the family.
The tradition of libraries boasting about the number of volumes in their collections is well-established, but aggregation certainly doesn’t make a library; it’s distribution. Perhaps libraries should dwell on how many volumes are checked out, crowding bedside tables, circulating in stacks on the mantelpiece, and weighing down wallets. Yes, it’s a bit irritating to wade through the library shelves only to discover a missing volume instead of the one you’re looking for, but once the anger subsides, doesn’t one feel a sense of community? Gaps in a library are like footprints in the sand: they show us where others have been; they assure us we’re not alone.
I’m guessing the truth, Mr. Conservator, an ideal with which the law seems to have only a passing interest and your publisher a fierce rivalry. You could report on the plight of factory workers, our powerless cabinet that seems to have confused stalemate with stability, or any number of other topics of public concern. Instead, you lurk behind streetlights and pounce on ordinary citizens as if you had any right to their time.
Lydia was learning a curious truth about miracles: when they are arranged, they become ordinary. In the last days, she had been able to see the work of a distinguished sculptor hired by Senlin.
Exploring the Sphinx’s house had forever ruined Lydia behind that unassuming door. One day, in the distant future, she would stand before an ordinary door in an ordinary hotel and feel an unwanted shiver of anticipation. And after opening that simple door that promised so much, only to find only a broom closet or a sterile bedroom, she would think back to those nights.
The earth is littered with the bones of complacent people, but it would be good to remember that it is the cause, not the loss, that ennobles sacrifice.
Senlin recalled reading that calm is often a symptom of shock. If you remember nothing else from what I’ve said, Lydia, remember this: When humanity ceases to aspire, it begins to decline.
The Conservator gave the general impression of an inhumanly tall, unhealthily thin man. His head seemed far too narrow for the shoulders he sat on. The Conservator wore a dusty tuxedo that could have accommodated four or five grown men, a shirt yellowed with age, and a pink bow tie that had probably once been red. His skin was the color of a mottled patina, that unique shade of green typical of old copper pipes. His mouth was wide and thick, and slightly wrinkled. The top half of his head was eyeless and polished, and it took Lydia a moment to recognize it for what it was—something blinding.
Kindness, wisdom, and empathy required development, sacrifice, a willingness to change, but evil never matured. Evil was as immature and foolish at the end of its existence as it was at the beginning.
If the idea is to stop us from leaving, why not just lock the cage? That’s what it’s for! What’s the point of giving us a choice? „Because we’re insecure and he knows it. If we went out that door, they could stop us, handcuff us, and put guards outside. And then we’d truly be trapped,” Senlin said. „But with the doors open, they at least allow us the illusion of freedom. And breaking free from that illusion is quite difficult. They think we’d prefer an imaginary freedom to certain imprisonment.”
The lamp at his elbow, illuminating their faces, made them both look a bit like skeletons. He wondered if they, too, could see the skull behind his face.
You know, there was a time, not so long ago, when I wanted to see the world. At least a few nice places. Mountains. Maybe a forest. But now I just want to go home and… Well, it doesn’t matter what I want. That’s life, right? You don’t get to say when you’ve had enough.
And it’s perfectly fine, my dear Iz, that you’re afraid of the dark. People who tell you not to be afraid of anything are usually the first to die, eaten by tigers. Fear helps us prepare. I tell you, gather your supplies, arm yourself, and make the darkness fear you.
Whenever a choice had to be made between a man of reason and a madman, the world followed the madman without hesitation. When you do something noble and beautiful and no one notices, do not be sad. The sun every morning is a beautiful spectacle, yet most of the audience is still asleep. Don’t waste time. Whatever you can, Lydia, at most raise a prayer…
Who will light even a single candle on my grave for all the splendors of my Annunciations and Ascensions? And where is my grave? Where? Into which, like an oak tree at night, will I collapse and bereave only owls? So much din. So many cities and gates. Time will transform my colors like leaves. My altar—lonely as I am— Oh, my autumn, autumn! Money? Will scatter like moths. Fame? Whoever had you has often cried. Friendship? Seek it with a candle at night, in the wind, among the rocks. The wind only whistles a flame and extinguishes it, then scuttles away. Or perhaps here, in this Babylon, is my haven at last? Perhaps here I will bend over my work and give everything of myself—both blood and viscera—and gild, sing my Bible, my Bible of linden wood—and implant my stormy heart in great figures, glances, and movements. In eternal crashes… Oh, my carved life, three fragile boats.
/cf. Wit Stwosz, Konstanty Ildefons Gałczyński/
——-
Stanisław Barszczak, Pieśń Achillesa
(opowiadanie dla młodzieży)
Mój ojciec był królem i synem królów. I stał się połową mojej duszy, jak mówią poeci. Rozpoznałbym go po samym dotyku, po zapachu; poznałbym go na ślepo, po tym, jak jego oddechy dochodziły, a stopy uderzały o ziemię. Poznałbym go w śmierci, na końcu świata. Jak w ciemności dwa cienie, sięgające przez beznadziejny, ciężki zmierzch. Ich dłonie spotykają się, a światło rozlewa się potokiem niczym sto złotych urn wylewających się ze słońca.
Pamiętam, ojciec mówił:
– Wymień jednego bohatera, który był szczęśliwy.
Zastanawiałem się. – Herakles oszalał i zabił swoją rodzinę; Tezeusz stracił narzeczoną i ojca; dzieci Jazona i jego nowa żona zostały zamordowane przez jego starą żonę; Bellerofont zabił Chimerę, ale został okaleczony upadkiem z grzbietu Pegaza.
– Nie możesz. A siedział prosto, pochylając się do przodu.
– Nie mogę.
– Wiem. Nigdy nie pozwalają ci być sławnym I szczęśliwym. Uniósł brew. – Zdradzę ci sekret.
– Powiedz. Uwielbiałbym, kiedy byłby taki…
– Będę pierwszy. Wziął moją dłoń i przycisnął ją do swojej. Przysięgnij.
– Dlaczego ja?
– Bo ty jesteś powodem. Przysięgam.
– Przysięgam – powiedziałem, zatracony w rumieńcach na jego policzkach, w jego ócz płomieniach.
– Przysięgam – powtórzył jak echo.
Siedzieliśmy tak chwilę, dotykając się dłońmi. Uśmiechnął się szeroko.
– Czuję się, jakbym mógł zjeść cały świat na surowo. Albowiem jestem zrobiony ze wspomnień.
Kiedy On umrze, wszystko, co miękkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim.
Ale w samotnym życiu zdarzają się rzadkie chwile, gdy inna dusza zbliża się do twojej, jak gwiazdy raz do roku muskające ziemię. Takim gwiazdozbiorem był dla mnie.
Byliśmy jak bogowie u zarania świata, a nasza radość była tak jasna, że nie widzieliśmy nic poza sobą.
Zrobiłem to – mówi. Z początku nie rozumiałem go. Ale potem widzę grób i znaki, które zrobił na kamieniu. „Jezus” – głosi napis. W dali inny napis brzmi „Achilles”.
– Idź – mówi ten ostatni. On czeka na ciebie.
Nigdy go nie opuszczę. Tak będzie, zawsze, tak długo, jak mi pozwoli.
Gdybym miał słowa, żeby coś takiego powiedzieć, zrobiłbym to. Ale żadne nie wydawało się wielkie. Wystarczyło, by utrzymać tę narastającą prawdę.
Jakby mnie usłyszał, sięgnął po moją dłoń. Nie musiałem patrzeć; jego palce wryły się w moją pamięć, smukłe i o żyłkach jak płatki kwiatów, silne, szybkie i nigdy się nie mylące.
– Patroklu – powiedział. Zawsze był lepszy ode mnie w słowach.
Uśmiechnął się, a jego twarz była jak słońce.
Pokazał mi swoje blizny, a w zamian pozwolił mi udawać, że ich nie mam.
Nie ma układów między lwem a ludźmi. Zabiję cię i zjem na surowo, jakby powiedział.
Upokorzanie kapłanów wydaje mi się główną rozrywką poetów. Jakby nie było historii, żeby przestać ustawicznie się czołgać i płakać.
Pomyślałem: Nie zniosę tego świata ani chwili dłużej. A potem posłyszałem to: dziecko, stwórz inny…
Achilles patrzył na mnie. – Twoje włosy nigdy nie układają się idealnie, tutaj. Dotknął mojej głowy, tuż za uchem. – Chyba nigdy ci nie mówiłem, jak mi się to podoba.
Poczułem mrowienie na skórze głowy w miejscu, gdzie wcześniej dotykał mnie palcami. – Nie powiedziałeś mi o tym – powiedziałem.
– Powinienem był. Jego dłoń powędrowała w dół do wcięcia w kształcie litery V u podstawy mojej szyi, delikatnie muskając puls. – A co z tym? Czy mówiłem ci, co o tym myślę, tutaj?
– Nie – powiedziałam.
– Więc to na pewno. Jego dłoń przesunęła się po mięśniach mojej klatki piersiowej; skóra pod nią nagrzała się. – Czy ci o tym mówiłem?
– Powiedziałeś już. Oddech mi trochę utknął, gdy mówiłem.
– A co z tego? Jego ręka zatrzymała się na moich biodrach, po czym opuściła się linia mojego uda. – Czy o tym mówiłem?
– Mówiłeś.
– A to? Na pewno bym o tym nie zapomniał. Jego koci uśmiech. Powiedz, że nie.
– Nie.
– Jest też to. Jego ręka była teraz nieustająca. Wiem, że ci o tym mówiłem.
Zamknąłem oczy. – Powiedz mi jeszcze raz – powiedziałem.
On jest bronią, zabójcą. Nie zapominaj o tym. Możesz użyć włóczni jako laski, ale to nie zmieni jej natury.
Wyciągnęliśmy się do siebie, a ja pomyślałem o tym, ile nocy przeleżałem bezsennie, kochając go w milczeniu.
Wymień jednego bohatera, który był szczęśliwy.
Kiedyś myślałem, że bogowie są przeciwieństwem śmierci, ale teraz widzę, że są bardziej martwi niż cokolwiek innego, bo są niezmienni i niczego nie mogą trzymać w dłoniach.
Powszechnie mówi się, że kapłani to delikatne stworzenia, kwiaty, jajka, wszystko, co można zgnieść w chwili nieuwagi. Gdybym kiedykolwiek w to wierzył, już bym nie wierzył.
To, mówię. To i to. Jak wyglądały jego włosy w letnim słońcu. Jego twarz, gdy biegł. Jego oczy, poważne jak u sowy na lekcjach. To i to, i to. Tyle chwil szczęścia, tłoczących się przed nami.
Nigdy go nie opuszczę. Będzie tak, zawsze, tak długo, jak mi na to pozwoli.
Powiedziałbym, że niektórzy ludzie są jak konstelacje, które dotykają ziemi tylko przez chwilę.
Ale być może żaden rodzic nie potrafi naprawdę zobaczyć swojego dziecka. Kiedy patrzymy, widzimy tylko lustro naszych własnych wad.
Achilles pochyla głowę. – To prawda. Ale sława to dziwna rzecz. Niektórzy ludzie zyskują chwałę po śmierci, podczas gdy inni blakną. To, co jest podziwiane w jednym pokoleniu, jest wstrętne w innym. Rozłożył szerokie dłonie. – Nie możemy powiedzieć, kto przetrwa holokaust pamięci. Kto wie? Uśmiecha się. Może pewnego dnia i ja będę sławny. Być może bardziej znany niż ty.
Tylko to: jesteśmy tutaj. To właśnie znaczy pływać w fali, chodzić po ziemi i czuć, jak dotyka twoich stóp. To właśnie znaczy żyć.
Chiron powiedział kiedyś, że narody to najgłupszy ze śmiertelnych wynalazków.
Żaden człowiek nie jest wart więcej niż drugi, skądkolwiek pochodzi.
– A co, jeśli jest twoim przyjacielem? zapytał go Achilles, opierając stopy o ścianę jaskini z różowego kwarcu. A może twoim bratem? Czy powinieneś traktować go tak samo, jak obcego?
– Zadajesz pytanie, o które spierają się filozofowie – powiedział Chiron. – Być może jest dla ciebie więcej wart. Ale obcy jest czyimś przyjacielem i bratem. Więc które życie jest ważniejsze?
Milczeliśmy. Mieliśmy po czternaście lat i te rzeczy były dla nas zbyt trudne. Teraz, gdy mamy dwadzieścia siedem, nadal wydają się zbyt trudne.
Jest połową mojej duszy, jak mawiają poeci. Wkrótce umrze, a jego honor to wszystko, co pozostanie. To jego dziecko, jego najdroższe „ja”. Czy mam go za to ganić? Uratowałem Bryzeidę. Nie mogę uratować ich wszystkich.
Wiem teraz, jak odpowiedziałbym Chironowi. Powiedziałbym: nie ma odpowiedzi. Cokolwiek wybierzesz, jesteś w błędzie.
Tyle lat spędziłem jako dziecko, wpatrując się w jego jasne rysy, szukając myśli, próbując dostrzec wśród nich taką, która nosi moje imię. Ale on był harfą z jedną struną, a nuta, którą grała, była jego wizerunkiem.
– Zawsze byłeś najgorszym z moich dzieci, powiedział. – Pamiętaj, żeby mnie nie zhańbić.
– Mam lepszy pomysł. Zrobię, co zechcę, a kiedy będziesz liczyć swoje dzieci, mnie zostaw…
To jedna rzecz, która łączy bogów i śmiertelników. Kiedy jesteśmy młodzi, myślimy, że jesteśmy pierwszymi, którzy doświadczają każdego uczucia na świecie.
Oczy Achillesa unoszą się. Są przekrwione i martwe. Chciałbym, żeby pozwolił wam wszystkim umrzeć.
Nie ma prawa, które mówi, że bogowie muszą być sprawiedliwi, Achillesie – powiedział Chiron. A może to jest większy żal, po wszystkim, ponad wszystko – by zostać na ziemi, gdy ktoś inny odejdzie. Pomyśl?
Jesteś mądry – powiedział.
– Jeśli tak jest – odparłem – to tylko dlatego, że byłem wystarczająco głupi aby żyć.
Myśl była taka: że całe moje życie było mrokiem i głębią, ale nie byłem częścią tej ciemnej wody. Byłem istotą w jej wnętrzu.
Uśmiechnąłem się, aż zabolały mnie policzki, a skóra głowy swędziała, aż myślałem, że uniesie się z głowy. Język mi uciekł, oszołomiony wolnością. To, to i to, i to, powiedziałem mu. Nie musiałem się obawiać, że mówię za dużo. Nie musiałem się martwić, że jestem za szczupły albo za wolny. To, to i to! Nauczyłem go puszczać kamienie, a on nauczył mnie rzeźbić w drewnie. Czułem każdy nerw w ciele, każde muśnięcie powietrza na skórze.
Złota klatka to wciąż klatka.
– Przyprowadźcie go z powrotem – powiedział im.
Kiedy się urodziłem, słowo określające to, kim byłem, nie istniało.
– Czy nie masz już wspomnień?
Jestem zrobiony ze wspomnień. Mów więc.
– Pójdę – powiedział. Pójdę do Troi.
Różowy blask jego warg, rozpalona zieleń jego oczu. Na jego twarzy nie było ani jednej zmarszczki, nic nie było zmarszczone ani zsiwiałe; wszystko było ostre. Był wiosenny, złoty i promienny. Zazdrosna śmierć wypije jego krew i odmłodnieje… Patrzyła na mnie, jego oczy głębokie jak ziemia.
– Czy pójdziesz ze mną? zapytał.
Niekończący się ból miłości i smutku. Może w innym życiu mógłbym odmówić, wyrwać sobie włosy i krzyczeć, i zmusić go do stanięcia w obliczu wyboru w samotności. Ale nie w tym. Popłynąłby do Troi, a ja poszłabym za nim, nawet w śmierć. – Tak, wyszeptałem. Tak. Ulga odmalowała się na jego twarzy, a on wyciągnął do mnie rękę. Pozwoliłem mu się przytulić, pozwoliłem mu ścisnąć nas na długość rąk, tak blisko, że nic nie mogło się między nami zmieścić.
Łzy napływały i spadały w dół. Nad nami wirowały konstelacje, a księżyc stąpał po swoim zmęczonym torze. Leżeliśmy powaleni i bezsenni, a godziny mijały.
– Uwielbiam to, ale tym razem tego nie powiedzieliśmy. Będą inne chwile na rozmowę, dziś w nocy, jutro i po wszystkie kolejne dni. Puścił moją dłoń.
Kiedy umrę, nakazuję ci zmieszać nasze prochy i pochować nas razem.
Patroklu, mówi, Patroklu. W kółko, aż słychać tylko dźwięk.
Przestałem uważać na śmieszność, na ogon skorpiona ukryty w jego słowach. Powiedział to, co miał na myśli; zdziwiłby się, gdybyś nie wiedział. Niektórzy mogliby to pomylić z prostotą. Ale czyż nie jest rodzajem geniuszu zawsze trafiać w samo serce?
Przywołuję chłopca- młodzieńca, którego znałem. Achillesa, uśmiechającego się szeroko, gdy figi rozmywają się w jego dłoniach. Jego zielone oczy śmieją się w moje. Złap, mówi. Achilles, zarysowany na tle nieba, wiszący na gałęzi nad rzeką. Gęste ciepło jego sennego oddechu na moje ucho. Jeśli musisz iść, pójdę z tobą. Moje lęki zapomniane w złotej przystani jego ramion. Wspomnienia napływają i napływają. On słucha, wpatrując się w słoje kamienia. Wszyscy tam jesteśmy, bogowie i śmiertelni, i chłopiec, który był jednym i drugim.
Nie będę jak ptak hodowany w klatce, pomyślałem, zbyt tępy, by latać, nawet gdy drzwi są otwarte.
Nie możesz wiedzieć, jak bogowie boją się bólu. Nie ma dla nich nic bardziej obcego, więc nic, co bardziej by ich bolało.
Ale ponieważ nic nie wiedziałem, nic nie było poniżej mojego poziomu.
Słusznie jest szukać spokoju dla zmarłych. Oboje wiemy, że nie ma spokoju dla tych, którzy żyją po śmierci.
Był kolejnym nożem, czułem to. Innym rodzajem, ale wciąż nożem. Nie obchodziło mnie to. Pomyślałem: daj mi ostrze. Są rzeczy, za które warto przelać krew.
Możesz nauczyć żmiję jeść z ręki, ale tego nie możesz jej odebrać, jak bardzo lubi gryźć.
Możesz używać włóczni jako laski, ale to nie zmieni jej natury.
Prawda jest taka, że ludzie są okropnymi świniami.
Pogrzebcie nas i zapiszcie nasze imiona na górze. Pozwólcie nam być wolnymi.
Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść ani mówić ani słowa poza moim imieniem.
– Idź – mówi. Przyjaciel na ciebie czeka.
Czasami budzę się w ciemności przerażony kruchością mojego życia, jego nikłym oddechem. Obok mnie puls mojego ojca wali mu w gardle; w łóżkach na skórze moich dzieci widać najlżejsze zadrapania. Lekki wietrzyk by je przewrócił, a świat jest pełen nie tylko wietrzyków, ale mnóstwa chorób i kataklizmów, potworów i bólu w tysiącu odmianach. Nie zapominam też o moim ojcu i jemu podobnych, wiszących nad nami, jasnych i ostrych jak miecze, wymierzonych w nasze rozdzierające ciała. Jeśli nie spadną na nas ze złości i złośliwości, to spadną przypadkiem lub z kaprysu. Oddech mi wali w gardle. Jak mogę żyć pod takim ciężarem zagłady? Wstaję wtedy i idę do moich ziół. Tworzę coś, coś przekształcam. Moje czary są tak silne jak zawsze, silniejsze. To też szczęście. Iluż to ma taką moc, swobodę i obronę jak ja? Telemach wychodzi z naszego łóżka, żeby mnie znaleźć. Siedzi ze mną w pachnącej zielenią ciemności, trzymając mnie za rękę. Nasze twarze są teraz pomarszczone, naznaczone wiekiem. Kirke, mówi, wszystko będzie dobrze. To nie słowa wyroczni ani proroka. To słowa, które można by wypowiedzieć do dziecka. Słyszałem, jak mówił je naszym córkom, kiedy kołysał je do snu po koszmarze, kiedy opatrywał ich drobne rany, koił wszystko, co objawiało się piekłem. Jego skóra jest znajoma jak moja pod moimi palcami. Słucham jego oddechu, ciepłego w nocnym powietrzu, i w jakiś sposób czuję pocieszenie. Nie mówi, że nie boli. Nie mówi, że się nie boimy. Tylko to: jesteśmy tutaj. To znaczy płynąć z falą, chodzić po ziemi i czuć, jak dotyka twoich stóp. To znaczy żyć.
Poznam go po śmierci, na końcu świata.
Byłem stary i surowy przez tak długi czas, wyrzeźbiony żalem i latami jak monolit. Ale to był tem kształt, w który zostałem wlany. Nie musiałem go zachowywać.
Zapytałem Kirke kiedyś, jak to zrobiła, jak tak jasno pojmowała świat. Powiedziała mi, że chodzi o to, by pozostać w całkowitym bezruchu i nie okazywać emocji, zostawiając innym przestrzeń do ujawnienia się.
Oczy Achillesa błyszczały w blasku ognia, a jego twarz rysowały migoczące cienie. Poznam to w ciemności lub w przebraniu, powiedziałem sobie. Poznam to nawet w szaleństwie.
Tak właśnie będzie się czuł Achilles, gdy będzie stary. I wtedy sobie przypomniałem: nigdy nie będzie stary.
To było prawie jak strach, w sposobie, w jaki mnie wypełniał, narastał w mojej piersi. To było prawie jak łzy, w tym, jak szybko napływały. Ale to nie było żadne z tych uczuć: radosne tam, gdzie były ciężkie, jasne tam, gdzie były matowe.
To była moja pierwsza lekcja. Pod gładką, znajomą twarzą rzeczy kryje się inna, która tylko czeka, by rozerwać świat na dwoje.
Wtedy zobaczyłem, jak się zmieniłem. Nie przejmowałem się już tym, że przegrywałem, gdy się ścigaliśmy, przegrywałem, gdy dopływaliśmy do skał, przegrywałem, gdy rzucaliśmy włóczniami lub puszczaliśmy kamienie. Bo któż wstydziłby się przegrać z takim pięknem? Wystarczyło patrzeć, jak wygrywa, widzieć błyski podeszew jego stóp, gdy wzbijały piasek, albo unoszenie się i opadanie jego ramion, gdy przedzierał się przez sól. To wystarczyło.
Szalony. Nadal byłbym z tobą. Ale mógłbym spać na zewnątrz, więc nie byłoby to takie oczywiste. Nie muszę uczestniczyć w twoich naradach. Ja…
– Nie… A inni mogą mówić, co chcą. Nadal będę Arystosem Achajonem. Najlepszy z Greków. Twój honor mógłby zostać przez to przyćmiony. Więc jest przyćmiony. Jego szczęka wystrzeliła do przodu, uparty… Są głupcami, jeśli pozwolą, by moja chwała wzrosła lub spadła z tego powodu.
Później, kiedy Agamemnon pytał go, kiedy spotka się z księciem Troi, uśmiechał się swoim najbardziej szczerym, doprowadzającym do szału uśmiechem. Co mi Hektor zrobił?
Kirke, mówi, wszystko będzie dobrze.
To nie słowa wyroczni ani proroka. … Nie ma na myśli, że to nie boli. Nie ma na myśli, że się nie boimy. Tylko to: jesteśmy tutaj. To znaczy płynąć z falą, chodzić po ziemi i czuć, jak dotyka twoich stóp. To znaczy żyć.
Jestem powietrzem i myślą i nic nie mogę zrobić.
Żal był tak wielki, że groził rozerwaniem skóry. Kiedy umrze, wszystko, co szybkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim.
To, co podziwiane w jednym pokoleniu, jest wstrętne w innym. Nie możemy powiedzieć, kto przetrwa holokaust pamięci… Jesteśmy tylko ludźmi, krótkim płomieniem pochodni.
Lecz bogowie rodzą się z nektaru, a ich doskonałość już wybucha z ich palców. Zdobywają więc sławę, udowadniając, co potrafią zniszczyć: niszcząc miasta, wszczynając wojny, siejąc zarazy i potwory. Cały ten dym i aromat unoszą się tak delikatnie z naszych ołtarzy. Pozostawiają po sobie tylko popiół.
Jeśli chodzi o odpowiedź bogini, nie obchodziła mnie. Nie potrzebowałbym jej. Nie planowałem żyć po jego śmierci.
Czarownice nie są takie delikatne.
Wyglądał inaczej we śnie – piękny, ale zimny jak księżyc. Złapałem się na tym, że chciałbym, żeby się obudził, abym mógł zobaczyć, jak powraca życie.
– Ona chce, żebyś był bogiem – powiedziałem mu.
– Wiem. Jego twarz wykrzywiła się z zażenowania, a moje serce mimowolnie się rozjaśniło. To była taka chłopięca odpowiedź. I tak ludzka. Rodzice, wszędzie.
Te sekundy, pół sekundy, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, były jedynym momentem w moim dniu, kiedy cokolwiek czułem.
Być może on jest dla ciebie kimś więcej wartym. Ale ten nieznajomy jest czyimś przyjacielem i bratem. Więc które życie jest ważniejsze?
Czy gdy go zabraknie, będę jak Achilles, opłakujący utraconego ukochanego Patroklesa? Próbowałem sobie wyobrazić, jak biegam po plażach, szarpiąc włosy, tuląc strzęp starej tuniki, którą zostawił. Płacząc z bólu po stracie połowy duszy.
Nie mogłem tego dostrzec. Ta świadomość niosła ze sobą ból.
Ale oczywiście nie mogłem umrzeć. Żyłbym dalej, od każdej palącej chwili do następnej. To jest ten żal, który sprawia, że nasz gatunek woli być kamieniami i drzewami niż ciałem.
O mało nie przyszedłem, bo nie chciałem tego opuszczać.
Uśmiechnął się. Teraz wiem, jak sprawić, żebyś wszędzie za mną podążał.
Słońce zaszło za grzbietami Pelionu i byliśmy szczęśliwi.
Kiedy w końcu się odzywa, jego głos jest zmęczony i zrezygnowany. Nie wie też, jak się na mnie gniewać. Jesteśmy jak wilgotne drewno, które nie chce się zapalić.
To był ich ulubiony gorzki żart: ci, którzy walczą z przepowiednią, zaciskają ją sobie jeszcze mocniej na gardle.
To było takie proste. Jeśli chcesz, zrobię to. Jeśli cię to uszczęśliwi, pójdę z tobą. Czy jest taka chwila, że serce pęka?
Wezbrało we mnie poczucie bezpieczeństwa, utknęło mi w gardle. Nigdy go nie opuszczę. Będzie tak zawsze, tak długo, jak mi na to pozwoli.
Później Achilles przysunął się bliżej, by wyszeptać ostatni, senny szept: – Jeśli musisz iść, wiesz, że pójdę z tobą. Spaliśmy.
Myślę: tego będzie mi brakować. Myślę: Wolę się zabić, niż za tym tęsknić. Myślę: ile nam zostało czasu?
Ilu z nas doznałoby przebaczenia, gdyby poznano nasze prawdziwe serca?
Nie miałem prawa go sobie przypisywać, wiem to. Ale w samotnym życiu zdarzają się rzadkie chwile, gdy inna dusza zbliża się do twojej, jak gwiazdy raz w roku muskają ziemię. Taką konstelacją był dla mnie.
Położyłem się i starałem się nie myśleć o mijających minutach. Jeszcze wczoraj mieliśmy ich mnóstwo. Teraz każda była kroplą krwi z serca.
Podobało mu się, jak obsydian odbijał jego światło, jak jego śliskie powierzchnie zapalały się, gdy przechodził. Oczywiście nie zastanawiał się, jak będzie czarno, gdy go zabraknie. Mój ojciec nigdy nie potrafił sobie wyobrazić świata bez siebie.
Ale nie było rany, którą mógłby mi zadać, której ja sam już sobie nie zadałem.
Przesuwam się, nieskończenie drobnym ruchem, w jego stronę. To jak skok z wodospadu. Do tego czasu nie wiem, co zrobię.
– Nie obchodzi ich, czy jesteś dobry. Ledwo obchodzi ich, czy jesteś zły. Jedyne, co sprawia, że słuchają, to siła.
Sam zbiera moje prochy, choć to kobiecy obowiązek. Wkłada je do złotej urny, najpiękniejszej w naszym obozie, i zwraca się do obserwujących Greków.
– Kiedy umrę, nakazałem ci zmieszać nasze prochy i pochować nas razem.
Ostatnia rzecz, o której myślę, to: Achilles.
Poczułem, jak prądy się poruszają. Ziarnka piasku szeleściły o siebie. Jego skrzydła się unosiły. Ciemność wokół nas migotała obłokami jego złoconej krwi. Pod moimi stopami spoczywały kości tysiąca lat. Pomyślałem: Nie zniosę tego świata ani chwili dłużej.
A potem te słowa… dziecko, stwórz inny.
Wtedy dowiedziałem się, że mogę nagiąć świat do swojej woli, jak łuk napina strzałę. Zrobiłbym to tysiąc razy, by utrzymać taką moc w swoich rękach.
Jak gdyby mnie usłyszał, uśmiechnął się, a jego twarz była jak słońce.
Nie ma honoru w zdradzaniu przyjaciół.
Wkroczyłem do tego lasu i moje życie się zaczęło.
W każdej chwili umierali śmiertelnicy, od rozbicia statku i miecza, od dzikich zwierząt i dzikich ludzi, od choroby, zaniedbania i starości. To był ich los, powiedział mi Prometeusz, historia, którą wszyscy dzielili. Nieważne, jak żywi byli za życia, jak błyskotliwi, jak wielkie cuda czynili, obracali się w proch i dym. Tymczasem każdy małostkowy i bezużyteczny bóg wsysał jasne powietrze, aż gwiazdy zgasły.
Całe życie szedłem naprzód, a teraz jestem tutaj. Mam głos śmiertelnika, pozwól mi dokończyć. Podnoszę pełną czarę do ust i piję.
Pozwólcie, że powiem, czym czary nie są: nie są boską mocą, która przychodzi z myślą i mrugnięciem oka. Trzeba to stworzyć i wypracować, zaplanować i wyszukać, wykopać, wysuszyć, posiekać i zmielić, ugotować, opowiedzieć i wyśpiewać. Nawet po tym wszystkim może się nie udać, bo bogowie się nie zdarzają.
Śmiałe działanie i śmiałe maniery to nie to samo.
Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł powiedzieć, co jest w kimś innym.
To zabawne – powiedział – że nawet po tym wszystkim nadal uważasz, że należy ci się nagroda za posłuszeństwo. Myślałem, że nauczysz się tej lekcji w komnatach naszego ojca. Nikt nie skulił się i nie udawał tak jak ty, a jednak wielki Helios nadepnął na ciebie tym szybciej, że już skuliłeś się u jego stóp.
Nieśmiałość niczego nie tworzy.
Wiedział, ale to nie wystarczyło. Smutek był tak wielki, groziło że rozerwie mi skórę. Kiedy umrze, wszystko, co szybkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim.
– To niesprawiedliwe – powiedziałem. To niemożliwe.
– To dwie różne rzeczy – powiedziała moja babcia.
Achilles wydaje dźwięk przypominający duszenie się. Nie ma układów między lwami a ludźmi. Zabiję cię i zjem na surowo. Jego grot włóczni leci w mrocznym wirze, jasnym jak gwiazda wieczorna, by ugodzić w pustkę w gardle Hektora.Ale on był harfą z jedną struną, a nuta, którą grała, należała do niego samego.Gdybym miał słowa, żeby to wypowiedzieć, zrobiłbym to. Ale żadne nie wydawało się wystarczająco mocne, żeby pomieścić tę narastającą prawdę… Jakby mnie usłyszał, wyciągnął rękę do mnie. Nie musiałem patrzeć; jego palce wyryły się w mojej pamięci – smukłe i żyłkowane jak płatki kwiatów, silne, szybkie i nigdy się nie mylące. Patroklu – powiedział. Zawsze lepiej radził sobie ze słowami niż ja.Może po prostu zakładał: gorycz nawyku, chłopca po chłopcu, który uczył się muzyki i medycyny, a potem był wypuszczany na wolność, by mordować.Strach przed porażką był najgorszą rzeczą, jaka mogła się przydarzyć każdemu czarowi.Im większy pomnik, tym większy człowiek. Kamień, który Grecy wyciagają na jego grób, jest ogromny i biały, sięgający nieba. A C H I L L E S, głosi napis. Będzie go reprezentował i przemówi do wszystkich, którzy przeminą: żył i umarł, i znów żyje w pamięci.Nie planowałem żyć po jego śmierci.Kroczyłem w najciemniejszych głębinach. Nie zgadniesz, jakie zaklęcia rzuciłem, jakie trucizny zebrałem, by się przed tobą uchronić, jak twoja moc może odbić się na twojej głowie. Kto wie, co we mnie jest? Dowiesz się?Urazy bogów są tak nieśmiertelne, jak ich ciała.Postarzałem się. Kiedy patrzę w moje polerowane, brązowe lustro, widzę zmarszczki na twarzy. Jestem też gruby, a moja skóra zaczyna wiotczeć. Tnę się ziołami, a blizny zostają. Czasami mi się to podoba. Czasami jestem próżny i niezadowolony. Ale nie pragnę powrotu. Oczywiście moje ciało sięga ziemi. Tam jest jego miejsce.Nic nie mogło przyćmić plamy jego brudnej, śmiertelnej przeciętności…
Tak właśnie śmiertelnicy zdobywali sławę, pomyślałem. Poprzez praktykę i pilność, pielęgnując swoje umiejętności jak ogrody, aż – lśniły w słońcu. I gdy pływaliśmy, bawiliśmy się lub rozmawialiśmy, pojawiało się uczucie. Było niemal jak strach, w sposobie, w jaki mnie wypełniał, narastał w mojej piersi. Było niemal jak łzy, w tym, jak szybko się pojawiał. Ale to nie było żadne z nich – radosne tam, gdzie były ciężkie, jasne tam, gdzie były matowe.Tak właśnie o nas myślę, kiedy wspominam nasze noce w Troi: Achilles i ja obok siebie, uśmiechnięty Feniks i Automedon jąkający się przy puentach żartów, a Bryzeida z tajemniczym spojrzeniem i szybkim, rozlewnym śmiechem.Niekończący się ból miłości i smutku. Może w innym życiu mógłbym odmówić, wyrwać sobie włosy i krzyczeć, i zmusić go do stanięcia w samotności przed swoim wyborem. Ale nie w tym. On popłynie do Troi, a ja pójdę za nim, nawet w śmierć. Pochylały się ku niemu, niczym kwiaty ku słońcu, chłonąc jego blask. Było tak, jak powiedział Odyseusz: miał dość światła, by uczynić z nich wszystkich bohaterów.Nie bał się kpin, nigdy ich nie zaznał.To i to, i to.Wzrok Priama odnajduje drugie ciało, moje, leżące na łóżku. Waha się przez chwilę. – To jest — twój przyjaciel?
– mówi ostro Achilles. Najukochańszy. Najlepszy z ludzi, a zamordowany przez syna.Nie możemy powiedzieć, kto przetrwa holokaust pamięci.Spośród wszystkich śmiertelników na Ziemi tylko o kilku bogowie kiedykolwiek usłyszą. Rozważmy praktyczne aspekty. Zanim poznamy ich imiona, już nie żyją. Muszą być meteorami, żeby przyciągnąć naszą uwagę. Samym dobrem: jesteś dla nas prochem.Płomienie mnie otaczają i czuję, że oddalam się od życia, rzednę do ledwie słyszalnego dreszczyku w powietrzu. Tęsknię za ciemnością i ciszą podziemnego świata, gdzie mogę odpocząć.Większość ludzi nie zna mnie takim, jakim jestem.
Większość ludzi, z mojego doświadczenia, to głupcy – powiedział.Być może takie rzeczy uchodzą za cnotę wśród bogów. Ale gdzież jest chwała w odbieraniu życia? Umieramy tak łatwo. Czy chcesz go uczynić kolejnym Pyrrusem? Niech opowieści o nim będą czymś więcej. Zamknąłem oczy. – Powiedz mi jeszcze raz – powiedziałam.Jakkolwiek złoto by lśniło, nie zapominaj o jego ogniu.Wiem teraz, jak odpowiedziałbym Chironowi. Powiedziałbym: nie ma odpowiedzi. Którąkolwiek wybierzesz, jesteś w błędzie.Dźwięk był czysty i słodki jak woda, jasny jak cytryny.
Nie ma prawa, które mówi, że bogowie muszą być sprawiedliwi, Achillesie – powiedział Chiron. A może jednak większym smutkiem jest zostać na ziemi, gdy kogoś innego już nie ma. Myślisz?- Być może – przyznał Achilles.Słuchałem i milczałem. Oczy Achillesa błyszczały w blasku ognia, a jego twarz rysowały się ostro w migoczących cieniach. Poznam to w ciemności lub w przebraniu, powiedziałem sobie. Poznam to nawet w szaleństwie.Nie miałem nic mądrego do powiedzenia, więc powiedziałem coś głupiego.Przypomniałem sobie, co Odyseusz kiedyś o niej powiedział. Że nigdy nie odszedłem, błądziłem, nigdy nie popełniłem błędu. Wtedy byłem zazdrosny. Teraz pomyślałem: co za ciężar. Jaki okropny ciężar na plecach.Lekkie stopy Ariadny przemierzały krąg. Każdy krok był idealny, niczym dar, który sama sobie ofiarowała, a ona uśmiechała się, przyjmując go. Chciałem chwycić ją za ramiona. Cokolwiek zrobisz, chciałem powiedzieć: nie bądź zbyt szczęśliwa. To sprowadzi ogień na twoją głowę.Nic nie powiedziałem i pozwoliłem jej tańczyć.- Zabiłaś go i dokonałaś zemsty. To wystarczy.- Nigdy nie wystarczy – mówi.PO RAZ PIERWSZY od mojej śmierci zapada w niespokojny, drżący sen.Achillesie. Nie mogę znieść widoku twojego smutku.
Jego kończyny drżą i drżą. Daj nam obojgu spokój. Spal mnie i pochowaj. Będę na ciebie czekał w cieniach.Brizeida klęczy przy moim ciele. Przyniosła wodę i ubranie i zmywa krew i brud z mojej skóry. Jej dłonie są delikatne, jakby myła niemowlę, a nie martwe stworzenie. Achilles otwiera namiot, a ich oczy spotykają się nad moim ciałem. -Odejdź od niego – mówi. – Już prawie kończę. Nie zasługuje na to, by leżeć w brudzie. – Nie pozwolę, byś go dotknęła. Jej oczy są przenikliwe od łez. – Myślisz, że tylko ty go kochałeś? – Uciekaj. Uciekaj! – Bardziej ci na nim zależy po śmierci niż za życia. Jej głos jest gorzki z żalu. Jak mogłaś go puścić? Wiedziałaś, że nie potrafi walczyć! Achilles krzyczy i rozbija miskę. Uciekaj! Brizeida nawet nie drgnęła. – Zabij mnie. To go nie przywróci. Był wart dziesięciu takich jak ty. Dziesięciu! A ty posłałeś go na śmierć! Dźwięk, który z niego wydobywa się, jest ledwie ludzki. – Próbowałem go powstrzymać! Mówiłem mu, żeby nie opuszczał plaży! – To ty go zmusiłeś. Bryzejda podchodzi do niego. – Walczył, żeby cię uratować i twoją ukochaną reputację. Bo nie mógł znieść twojego cierpienia! Achilles chowa twarz w dłoniach. Ale ona nie ustępuje. Masz… Nigdy na niego nie zasługiwałam. Nie wiem, dlaczego on cię kochał. Dbasz tylko o siebie! Wzrok Achillesa unosi się, by spotkać się z jej wzrokiem. Boi się, ale się nie cofa. – Mam nadzieję, że Hektor cię zabije. Oddech chrapie mu w gardle. – Myślisz, że ja nie mam takiej samej nadziei? pyta.Dałem im już wystarczająco dużo. Nie dam im tego.Słodki synu – powiedziałem – masz rację, ten świat jest dzikim i strasznym miejscem, wartym krzyku. Ale teraz jesteś bezpieczny i wszyscy musimy spać. Czy dasz nam trochę spokoju?Jego palce dotknęły strun i wszystkie moje myśli powędrowały przemieszczone. Dźwięk był czysty i słodki jak woda, jasny jak cytryny. Nie przypominał żadnej muzyki, jakiej kiedykolwiek słyszałem. Miał ciepło jak ogień, fakturę i ciężar jak polerowana kość słoniowa. Natychmiast podnosił na duchu i koił.- Powiedz mi, powiedział, kto składa lepsze ofiary, nieszczęśliwy czy szczęśliwy? – Szczęśliwy, oczywiście. – Błąd. Szczęśliwy człowiek jest zbyt zajęty swoim życiem. Myśli, że nie jest nikomu dłużny. Ale spraw, by drżał, zabij żonę, okalecz dziecko, a wtedy się odezwie. Będzie głodził swoją rodzinę przez miesiąc, żeby kupić ci jednoroczne, czysto białe cielę. Jeśli go na to stać, kupi ci sto. – Ale przecież, powiedziałem, w końcu musisz go wynagrodzić. Inaczej przestanie składać ofiary. – „Och, zdziwiłbym się, jak długo to potrwa. Ale tak, ostatecznie najlepiej mu coś dać. Wtedy znów będzie szczęśliwy. I będziesz mógł zacząć od nowa.- On jest śmiertelnikiem – mówi. „A śmiertelnicy umierają. Jestem śmiertelnikiem!” – krzyczy. Co z tego, że boskość nie może tego zrobić? Co z ciebie?Zacząłem zaskakiwać Achillesa, wołając tych ludzi, gdy szliśmy przez obóz. Zawsze cieszyło mnie, jak w odpowiedzi podnosili rękę, wskazując na bliznę, która dobrze się zagoiła.
Po ich odejściu Achilles kręcił głową. – Nie wiem, jak ty ich wszystkich pamiętasz. Przysięgam, że dla mnie wyglądają tak samo. Śmiałem się i wskazywałem ich ponownie. To Stenelos, woźnica. A to Podarkes, którego brat zginął pierwszy, pamiętasz?Jest ich za wielu – powiedział. Prościej będzie, jeśli zapamiętają tylko mnie.Czy nie masz już żadnych wspomnień? Jestem stworzony ze wspomnień. Wspomnienia przychodzą i odchodzą. Wszyscy tam jesteśmy, bogowie i śmiertelni i chłopiec, który był jednym i drugim.Obserwował mnie, jego oczy głębokie jak ziemia. –
Pójdziesz ze mną? zapytał.
Tak…Nasze usta otworzyły się, a ciepło jego słodkiego gardła wlało się do moich. Nie mogłem myśleć, nie mogłem nic zrobić, tylko chłonąć go, każdy oddech, który napływał, delikatne ruchy jego warg. To był cud. – Twoja żona to mądra kobieta…Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego mnie poślubiła, ale ponieważ to dla mojego dobra, staram się nie mówić jej o tym.Czarów nie da się nauczyć. Albo się je odkryje, albo nie.Słyszałem, że ludzie mieszkający nad wodospadem przestają go słyszeć – tak nauczyłem się żyć obok rwącego potoku, by go zgubić.Nikt nie jest wart więcej niż inny, skądkolwiek pochodzi.On jest połową mojej duszy, jak mawiają poeci. Wkrótce umrze, a jego honor to wszystko, co pozostanie. A tu jego dziecko, jego najdroższe „ja”.
Nasi ludzie lubili podboje; nie ufali człowiekowi, który sam został podbity.
Stopniowo zacząłem lepiej słuchać: soku płynącego w roślinach, krwi w moich żyłach. Nauczyłem się rozumieć własne intencje, przycinać i dodawać, wyczuwać, gdzie gromadzi się moc i wypowiadać właściwe słowa, by wydobyć ją na powierzchnię. To był moment, dla którego żyłem, kiedy wszystko w końcu stało się jasne i zaklęcie mogło zaśpiewać swoją czystą nutą, dla mnie i tylko dla mnie.
On kiedy się poruszył, było to jak obserwowanie rozlewającej się po jeziorze oliwy, gładkiej i płynnej.Nigdy go nie opuszczę. Tak będzie, zawsze, tak długo, jak mi pozwoli.Przywołuję chłopca, którego znałem. Achillesa, uśmiechającego się szeroko, gdy figi rozmywają się w jego dłoniach. Jego zielone oczy śmieją się do moich. – Złap, mówi. Achilles, zarysowany na tle nieba, wiszący na gałęzi nad rzeką. Gęste ciepło jego sennego oddechu w moim uchu. Jeśli musisz iść, pójdę z tobą. Moje lęki zapomniane w złotej przystani jego ramion.
Wspomnienia przychodzą i przychodzą. Słucha, wpatrując się w słoje kamienia. Wszyscy tam jesteśmy, bogini i śmiertelni, i chłopiec, który był jednym i drugim.Pochowaj nas i zapisz nasze imiona na górze. Pozwól nam być wolnymi.Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść, ani mówić ani słowa poza moim imieniem.Jeśli chodzi o odpowiedź bogini, nie obchodziło mnie to. Nie będę jej potrzebować. Nie planowałem żyć po jego śmierci.Wyglądał inaczej we śnie – piękny, ale zimny jak światło księżyca. Przyłapałem się na tym, że chciałbym, żeby się obudził, żebym mógł zobaczyć, jak powraca życie.Te sekundy, pół sekundy, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, były jedynym momentem w moim dniu, kiedy cokolwiek czułem.To uczyni cię potężnym. Ale też osłabi. Twoja sprawność w walce przewyższy umiejętności śmiertelnika, ale twoje słabości, twoje wady również się pogłębią.
Masz na myśli, że będę miał problem z obcasem? – zapytałem. – Czy nie mógłbym po prostu, no wiesz, założyć czegoś innego niż sandały? Bez urazy. Załóżmy że jesteśmy wystarczająco mądrzy, by się uczyć i wiedzieć – a jednak niewystarczająco mądrzy, by kontrolować naszą naukę i wiedzę, tak że wykorzystujemy ją do samozniszczenia… Nawet jeśli tak jest, wiedza pozostaje lepsza od ignorancji. Lepiej wiedzieć – nawet jeśli wiedza trwa tylko chwilę poprzedzającą zagładę – niż zyskać życie wieczne za cenę tępego i świńskiego braku zrozumienia wszechświata, który wiruje przed nami niewidzialny w całym swoim cudzie. Taki był wybór Achillesa i taki jest również mój.I przytłoczeni pamięcią obaj mężczyźni ulegli żalowi. Priam płakał swobodnieZa człowiekiem – zabijając Hektora, pulsując, skulony u stóp Achillesa, gdy sam Achilles płakał, teraz za ojcem, teraz znów za Patroklesem. A ich szloch wzmagał się i opadał w całym domu.Myślę: tego będzie mi brakować. Myślę: Wolę się zabić, niż to przegapić. Myślę: ile czasu nam zostało?Dlaczego przyszłaś tu do mnie, kochanie, z tymi wszystkimi instrukcjami? Obiecuję ci, że zrobię wszystko, o co prosisz. Ale podejdź bliżej. Poddajmy się żalowi, choćby na krótko, w swoich ramionach.Być może po prostu przyjął: gorycz nawyku, chłopca po chłopcu szkolonym w muzyce i medycynie, a następnie spuszczanym na wolność, by mordować i zabijać.Briseida klęczy przy moim ciele. Przyniosła wodę i ubranie i zmywa krew i brud z mojej skóry. Jej dłonie są delikatne, jakby myła dziecko, a nie martwą istotę. Achilles otwiera namiot, a ich oczy spotykają się nad moim ciałem. – Odejdź od niego – mówi. – Już prawie skończyłam. Nie zasługuje na to, by leżeć w brudzie. – Nie pozwolę, żebyś go dotknął. W jej oczach widać łzy. Myślisz, że tylko ty go kochałeś?
Uciekaj. Uciekaj!Achilles krzyczy i rozbija miskę. Uciekaj! Bryzeida nie drgnie. Zabij mnie. To go nie przywróci. Był wart dziesięciu takich jak ty. Dziesięciu! A ty posłałeś go na śmierć! Jezu Chryste, zgwałciłeś Achillesa…
Deski statku wciąż kleiły się od świeżej żywicy. Wychyliliśmy się przez reling, by pomachać na pożegnanie, ciepłe od słońca drewno przywierało do naszych brzuchów. Marynarze podnieśli kotwicę, kwadratową i kredową od muszli, i poluzowali żagle. Następnie zajęli miejsca przy wiosłach, które oplatały łódź niczym rzęsy, czekając na liczenie. Rozbrzmiały bębny, a wiosła uniosły się i opadły, prowadząc nas do Troi.Podobnie jak Achilles, bohater, który zapomniał o pięcie, lub jak Ikar, który lecąc blisko słońca, zapomniał, że jego skrzydła są z wosku, powinniśmy być ostrożni, gdy triumfalne idee wydają się niepodważalne, bo wtedy tym bardziej należy przewidywać ich upadek.Zawsze jest tak, jak było między Achillesem a Homerem: jedna osoba ma doświadczenie, wrażenie, druga je opisuje. Prawdziwy pisarz oddaje słowami jedynie emocje i doświadczenia innych; jest artystą, który potrafi wiele wywnioskować z tego, co sam poczuł. Artyści nie są bynajmniej ludźmi o wielkiej pasji, ale często prezentują się jako tacy, nieświadomie czując, że inni przywiązują większą wagę do pasji, które przedstawiają, jeśli ich własne życie świadczy o ich doświadczeniu w tej dziedzinie. Musimy tylko pozwolić sobie na swobodę, nie panować nad sobą, dać się ponieść. Zaspokoić nasz gniew lub pożądanie, a cały świat natychmiast zawoła: jakiż on namiętny! Ale naprawdę jest coś znaczącego w głęboko gryzącej namiętności, która pochłania i często pożera jednostkę: ktokolwiek tego doświadcza, z pewnością nie opisuje tego w dramatach, muzyce czy powieściach. Artyści są często nieokiełznanymi jednostkami, o ile nie są artystami: ale to co innego.Zraniłeś mnie, Dalekowzroczniaku, najgroźniejszy z bogów; i ukarałbym cię, gdybym miał siłę.Wyglądał na człowieka, który przetrwałby kilka ran, ale tak samo było z Achillesem i Cezarem.Ale ty, Achillesie, Nie ma na świecie człowieka bardziej błogosławionego od ciebie – Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Kiedyś, gdy żyłeś, my, Argiwowie, czciliśmy cię jak boga, a teraz tu na dole widzę, Władasz umarłymi z całą swoją mocą. Więc nie smuć się już śmiercią, wielki Achillesie. Uspokajałem ducha, ale on wybuchnął protestem: Żadnych zwycięskich słów o śmierci, lśniący Odyseuszu! Na Boga, wolałbym służyć na ziemi innemu człowiekowi – Jakiegoś biednego dzierżawcy, który ledwo wiąże koniec z końcem – niż rządzić tu na dole wszystkimi zdychającymi trupami. W swoim namiocie Achilles smucił się całym swoim jestestwem, a bogowie zobaczyli, że jest już martwym człowiekiem, ofiarą tej części, która kochała – tej części, która była śmiertelna.Mój przyjaciel Patrokles, którego kochałem, nie żyje.Kochałem go bardziej niż jakiegokolwiek innego towarzysza.Kochałem go jak własną głowę, własne życie, siebie.Straciłem go, zabiłem.Mój pierwszy widok legendarnego wojownika był zaskoczeniem. Nie był potężnym olbrzymem jak Ajaks. Jego ciało nie było szerokie i potężne jak u Odyseusza. Wydawał się niski, niemal chłopięcy, jego nagie ramiona i nogi były szczupłe i praktycznie bezwłose. Jego broda była gładko ogolona, a loki długich, czarnych włosów związane srebrnym łańcuchem. Miał na sobie wspaniałą białą jedwabną tunikę, obramowaną fioletowym wzorem w kształcie klucza, przepasaną w talii pasem z przeplatających się złotych półksiężyców… Jego twarz była największym zaskoczeniem. Brzydka, wręcz groteskowa. Wąskie, paciorkowate oczy, usta wykrzywione w wiecznym grymasie, ostry, haczykowaty nos, skóra pokryta bliznami i wżerami… Mały, brzydki chłopiec urodzony, by zostać królem… Młody mężczyzna opętany ogniem, który uciszał śmiech, tłumił drwiny. Jego szczupłe ramiona i nogi były twarde jak żelazo, umięśnione. Jego ciemne oczy były całkowicie pozbawione humoru. Nie miałem wątpliwości, że mógłby pokonać Odyseusza, a nawet potężnego Ajasa, samą siłą woli. Ben BovaWylądował, a broń była już uniesiona, trzymana z zabójczą pewnością siebie, niepodobną do żadnej dziewczyny ani mężczyzny. Największy wojownik swojego pokolenia.Jej usta się zaciskają. – Czy nie masz już żadnych wspomnień?
Jestem zrobiony ze wspomnień. Mów więc.Nie potrafiłabym uczynić go bogiem…Ale ty go stworzyłeś…Poszedł do podziemi, a ja jestem tutaj.Apollon, oburzony traktowaniem swojego przyjaciela Hektora, praktycznie opisuje Achillesa jako brutala i barbarzyńcę. Nie jest nim. Jest człowiekiem kulturalnym i inteligentnym; wie, jak szanować heroldów, jak zabawiać skłóconych przyjaciół. Przewodniczy igrzyskom z niezwykłą kurtuazją i taktem. Jest nie tylko wielkim wojownikiem, ale i wielkim dżentelmenem, a jeśli brakuje mu rycerskości Rolanda, Lancelota czy Beowulfa, to dlatego, że ich rycerskość zabarwiona jest chrześcijańską pokorą, która nie ma pewnego miejsca w galerii cnót homeryckich. Przede wszystkim Achilles to prawdziwy mężczyzna, śmiertelny i omylny, ale wystarczająco szlachetny, by uczynić swoją własną tragedię wielką.Bo ten Hektor, Hektor Homera, który bezczelnie się przechwala, który czasami trzyma się z tyłu, gdy sytuacja jest najgorsza, który ucieka przed Achillesem, jest wciąż bohaterem, który na zawsze zdobywa sympatię i podziw współczesnego czytelnika, o wiele silniej niż kiedykolwiek uczynił to jego zwycięzca. Takie są przypadkowe triumfy Homera.Jej oczy błyszczały jak galaktyki – piękno przewyższające krew Afrodyty.Lwy nie godzą się z ludźmi, wilk nie widzi świata w zgodzie z jagnięciem – są wrogami do końca. Tak samo jest z tobą i ze mną. Przyjaźń między nami jest niemożliwa i nie będzie żadnego rozejmu, dopóki jeden z nas nie upadnie i nie zaleje krwią tarczownika boga bitew.On jest połową mojej duszy, jak mówią poeci. Wkrótce umrze, a jego honor to wszystko, co pozostanie. To jego dziecko, jego najdroższe „ja”. Czy mam go za to ganić? Uratowałem Bryzeidę. Nie mogę uratować ich wszystkich.Chwyta mnie za rękę i opowiada mi o wydarzeniach dnia, o tym, jak jego imię było na ustach wszystkich, o potędze jego nieobecności, wielkiego jak cyklop, kroczącego ciężko wśród żołnierzy. Podniecenie dnia rozgorzało w nim jak płomień w suchej trawie. Po raz pierwszy marzy o zabijaniu: ciosie chwały, jego nieuniknionej włóczni wbijającej się w serce Hektora. Skóra mnie mrowi, gdy to słyszy.- Widzisz? mówi. To początek! Nie mogę pozbyć się wrażenia, że pod powierzchnią coś pęka.Przysięgnij mi — powiedział. — Przysięgnij mi, że jeśli pójdziesz, nie będziesz z nimi walczył. Zostaniesz z Automedonem w rydwanie i pozwolisz Myrmidonom iść przed sobą. – Tak. Przycisnąłem dłoń do jego dłoni. „Oczywiście. Nie jestem szalony. Nie chcę ich straszyć, to wszystko.Wiedza napływa do niego, dusząc go. Rozlega się krzyk, który wyrywa mu się z gardła. A potem kolejny, i kolejny. Chwyta włosy w dłonie i wyrywa je z głowy. Złote pasma opadają na zakrwawione ciało. Patrokles, mówi, Patrokles, Patrokles. Raz po raz, aż zostaje tylko dźwięk. Gdzieś Odyseusz klęczy, domagając się jedzenia i picia. Ogarnia go gwałtowna, czerwona wściekłość i omal go tam nie zabija. Ale musiałby mnie puścić. Nie może. Trzyma mnie tak mocno, że czuję ciche bicie jego piersi, niczym skrzydła ćmy. Echo, ostatni urywek ducha wciąż przywiązany do mojego ciała. Męka.Był wart dziesięciu takich jak ty. Dziesięciu! A ty posłałeś go na śmierć!
Bryzejda Płacze, niosąc mnie na nasze łóżko. Moje ciało osuwa się; w namiocie jest ciepło, a zapach wkrótce nadejdzie. Wydaje się, że mu to nie przeszkadza. Trzyma mnie całą noc, przyciskając moje zimne dłonie do swoich ust.Achillesie. Nie mogę znieść widoku twojego smutku.
Jego kończyny drżą i drżą. Daj nam obojgu spokój. Spal mnie i pochowaj. Będę na ciebie czekać w cieniach. Będę – Ale on już się budzi. „Patroklu! Zaczekaj! Jestem tutaj!”Potrząsa ciałem obok siebie. Kiedy nie odpowiadam, znowu płacze.- Przyprowadźcie go z powrotem – powiedział im. Skinęli głowami i zastukali. kładąc włócznie na tarczach z aprobatą.Było jeszcze wiele do powiedzenia, ale tym razem nie powiedzieliśmy tego. Będą inne czasy na rozmowy, dziś wieczorem, jutro i pojutrze.Słusznie jest szukać spokoju dla zmarłych. Oboje wiemy, że nie ma spokoju dla tych, którzy żyją po śmierci.„Nie” – szepcze Achilles. Trzymasz nas tutaj, Achillesie. Dostałeś wybór i dokonałeś wyboru. Musisz teraz żyć zgodnie z nim.Moja głowa opada na ziemię, a ostatnim obrazem, jaki widzę, jest Hektor, poważnie nachylony nade mną, wijący we mnie włócznię, jakby mieszał w garnku. Ostatnią rzeczą, o której myślę, jest: Achilles. Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść, ani mówić ani słowa poza moim imieniem. Widzę jego twarz jak przez wodę, jak ryba widzi słońce.Achilles słyszy cichy szum jego przelatywania na sekundę przed uderzeniem. Lekko odwraca głowę, jakby chciał go obserwować. Zamyka oczy i czuje, jak ostrze przebija się przez skórę, rozcinając grube mięśnie, wślizgując się między splecione palce żeber. Wreszcie jest jego serce. Krew rozlewa się między łopatkami, ciemna i śliska jak olej. Achilles uśmiecha się, gdy jego twarz uderza o ziemię.Moje życie to moja reputacja — mówi… — To wszystko, co mam. Już niedługo pożyję. Pamięć to wszystko, na co mogę liczyć. — Przełyka ślinę z trudem. — Wiesz o tym. I czy pozwoliłbyś Agamemnonowi ją zniszczyć? Czy pomógłbyś mu ją ode mnie odebrać? — Nie — mówię. — Ale chciałbym, żeby pamięć była godna tego człowieka. Chciałbym, żebyś był sobą, a nie jakimś tyranem zapamiętanym za swoje okrucieństwo. Są inne sposoby, by Agamemnon zapłacił. To prawda. Achilles dał Agamemnonowi miecz, na który mógł spaść, a ja powstrzymałem jego rękę. – Nie ma honoru w zdradzaniu przyjaciół.Jej usta dotknęły moich. Byłam tak zaskoczona, że się nie poruszyłam. Jej usta były miękkie i lekko niepewne. Jej oczy były słodko zamknięte. Z przyzwyczajenia, samoistnie, moje usta się rozchyliły. Minęła chwila, ziemia pod nami, wiatr niósł zapach kwiatów. Potem Bryzelda
cofnęła się, spuszczając wzrok, czekając na osąd. Puls dźwięczał mi w uszach, ale nie tak, jak to przedstawiał Achilles. To było raczej coś w rodzaju zaskoczenia i strachu, że zrobię jej krzywdę. Położyłam dłoń na jej dłoni.Wtedy wiedziała. Wiem, że go kochasz — powiedziała, wahając się chwilę przed każdym słowem. — Wiem. Ale myślałam, że niektórzy mężczyźni mają i żony, i kochanki.
Jej twarz była bardzo mała i tak smutna, że nie mogłem milczeć. — Bryzejdo — powiedziałem — gdybym kiedykolwiek chciał wziąć sobie żonę, to byłabyś to ty. — Ale ty nie chcesz wziąć sobie żony.— Nie — powiedziałem najdelikatniej, jak potrafiłem. Patrzę, jak piorun jego triumfu wpada do celu. Jest znawcą bólu. Nic nie mogłoby sprawić Achillesowi większej udręki: zdrada jego najgorszemu wrogowi przez człowieka, którego kocha najmocniej.Zmęczony oddech. – Jesteś lepszym człowiekiem niż ja.Zapadła cisza, a mnie nie obchodziła wilgotna pościel ani to, jak bardzo byłam spocona. Jego oczy były niewzruszone, zielone, nakrapiane złotem. We mnie narastała pewność, utkwiona w gardle. Nigdy go nie opuszczę. Tak będzie, zawsze, tak długo, jak mi na to pozwoli. Gdybym miał słowa, żeby to powiedzieć, zrobiłbym to. Ale żadne nie wydawało się wystarczająco duże, żeby to wyrazić, żeby pomieścić tę narastającą prawdę.Wykonuję nieskończenie mały ruch w jego stronę. To jak skok z wodospadu. Do tego czasu nie wiem, co zrobię. Pochylam się do przodu i nasze usta niezgrabnie lądują na sobie. Są jak tłuste ciała pszczół, miękkie, okrągłe i oszołomione pyłkiem. Czuję smak jego ust – gorących i słodkich od deserowego miodu. Mój żołądek drży, a pod skórą rozchodzi się ciepła kropla przyjemności. Więcej.Siła mojego pożądania, szybkość, z jaką rozkwita, szokuje mnie; wzdrygam się i odsuwam od niego z przestrachem. Mam chwilę, tylko chwilę, by ujrzeć jego twarz obramowaną popołudniowym światłem, jego lekko rozchylone usta, wciąż w połowie układające się w pocałunek. Jego oczy są szeroko otwarte ze zdziwienia.Nie ma prawa, które nakazywałoby bogom być sprawiedliwymi, Achillesie — powiedział Chiron. — A może jednak większym smutkiem jest zostać na ziemi, gdy ktoś inny odszedł. Myślisz? W obliczu tego przeznaczenia istnieje tylko jeden świat. Perspektywa godna nas, ta, o której już wspomniano jako o Wyborze Achillesa — lepsze krótkie życie, spokój w czynach i chwale, niż długie życie bez treści. Niebezpieczeństwo jest już tak wielkie dla każdej jednostki, każdej klasy, każdego ludu, że pielęgnowanie jakiejkolwiek iluzji jest godne pożałowania. Czas nie daje się zatrzymać; nie ma mowy o roztropnym odwrocie ani o mądrym wyrzeczeniu. Tylko marzyciele wierzą, że istnieje wyjście. Do rozwoju należy spełnienie — każda ewolucja ma początek, a każde spełnienie jest końcem. Młodość należy do starości; do powstawania, przemijania; do życia, śmierci. Dla zwierzęcia, związanego naturą swojego myślenia z teraźniejszością, śmierć jest znana lub wyczuwalna jako coś przyszłego, coś, co mu nie zagraża. Zna jedynie strach przed śmiercią w chwili zabicia. Lecz człowiek, którego myśl wyzwoliła się z okowów tu i teraz, wczoraj i jutro, śmiało bada „kiedyś” przeszłości i przyszłości, a od głębi lub płytkości jego natury zależy, czy pokona ten lęk przed końcem, czy nie. Stara grecka legenda – bez której Iliada nie mogłaby powstać – opowiada, jak jego matka postawiła przed Achillesem wybór między długim życiem a krótkim, pełnym czynów i sławy, i jak wybrał to drugie. Człowiek był i jest zbyt płytki i tchórzliwy, by znieść fakt śmiertelności wszystkiego, co żyje. Owija to w różowy optymizm postępu, obsypuje kwiatami literatury, czołga się za osłoną ideałów, by nie widzieć Nic. Ale nietrwałość, narodziny i przemijanie, są formą wszystkiego, co rzeczywiste – od gwiazd, których przeznaczenie jest dla nas nieobliczalne, aż po ulotne zgromadzenia na naszej planecie. Życie jednostki – czy to zwierzęcia, rośliny, czy człowieka – jest tak samo nietrwałe, jak życie ludów Kultur. Każde stworzenie jest z góry skazane na rozpad, każda myśl, każde odkrycie, każdy czyn – na zapomnienie. Tu, tam i wszędzie jesteśmy świadomi wspaniałych, z góry skazanych na zagładę przebiegów historii. Ruiny „byłych” dzieł martwych Kultur leżą wokół nas. Pycha Prometeusza, który wzniósł rękę ku niebiosom, aby podporządkować boskie moce człowiekowi, niesie ze sobą jego upadek. Co zatem staje się z gadaniną o „nieśmiertelnych osiągnięciach…
Ale oddech życia człowieka nie może powrócić – żadni wojownicy, żaden handel go nie przywróci, kiedy wyślizgnie się z zaciśniętych zębów.
I to byłaby śmierć – śmierć jej samego, nieubłagana korozja jej duszy, aż nawet jej imię zostałoby zapomniane i nic nie pozostałoby poza skorupą człowieka, którym nigdy nie była.
Świat, dla Achillesa, zjednoczył się na nowo wokół nowego centrum…
Powiesz mi, kto cię skrzywdził?
Nie pozwól, by to, co zyskałeś dziś, tak łatwo zaginęło.
Moje lęki zapomniane w złotym porcie jego ramion.
Achilles płacze. Tuli mnie i nie chce jeść, ani mówić ani słowa poza moim imieniem. Widzę jego twarz jak przez wodę, jak ryba widzi słońce. Jego łzy płyną, ale nie mogę ich otrzeć. To jest teraz mój żywioł, półżywot niepogrzebanego ducha.
Nikt nie będzie pamiętał jego chwały, uczciwości ani urody; całe jego złoto obróci się w popiół i ruinę. Ale jego nagrodą jest wieczna sława, która jest zarówno bezcenna, jak i nic nie warta…
Jednak Hektor mu się wymyka, przeciskając się przez rydwany i ludzi z boskim szczęściem. Nikt nie nazywa tchórzostwem, że ucieka. Nie przeżyje, jeśli zostanie złapany. Ma na sobie zbroję Achillesa, nieomylny napierśnik z motywem feniksa, zabrany zza moich zwłok. Mężczyźni wpatrują się w nich; wygląda to niemal tak, jakby Achilles gonił sam siebie.
Wtedy kilka rzeczy wydarzyło się naraz. Achilles – bo to był Achilles – puścił jej dłoń i radośnie rzucił się na mnie, odrzucając mnie siłą swojego uścisku.
– Jest jak krem, taka miękka.
Gdy jej uda cię obejmą, zapomnisz własnego imienia. Do tej pory byłem księciem, oczekiwanym i zapowiadanym. Teraz byłem nieistotny.
W dzikim żalu Achilles zawołał głośno, a jego matka Tetyda go usłyszała… Natychmiast wynurzyła się z wody… za nią nadeszły jej siostry… a lament każdej z nich był cichym szumem wiatru na falach.
Byliśmy jak bogowie u zarania świata, a nasza radość była tak wielka, że nie widzieliśmy niczego poza sobą nawzajem. Jestem zrobiony ze wspomnień…Ale on już się budzi. ‚Patroklu! Zaczekaj! Jestem tutaj!’ Potrząsa ciałem obok siebie. Kiedy nie odpowiadam, znowu płacze… Nie możemy pochować jednego bez drugiego.
Czuję, że mógłbym zjeść świat na surowo. Jestem stworzona ze wspomnień. Kiedy umrze, wszystko, co miękkie, piękne i jasne, zostanie pochowane razem z nim. Byliśmy jak bogowie u zarania świata, a nasza radość była tak jasna, że nie widzieliśmy niczego poza drugim.
Bogowie nam zazdroszczą. Zazdroszczą nam, bo jesteśmy śmiertelni, bo każda chwila może być naszą ostatnią. Wszystko jest piękniejsze, bo jesteśmy skazani na zagładę. Ale nieśmiertelni przędli nasze życia, abyśmy my, nędzni ludzie, żyli…A może jednak większym smutkiem jest zostać na ziemi, gdy ktoś inny odszedł…
Mój ojciec był królem i synem królów. Nie powstał jeden bez drugiego.
W ciemności dwa cienie, przebijające się przez beznadziejny, ciężki zmierzch. Ich dłonie spotykają się, a światło rozlewa się strumieniem niczym sto złotych urn wylewających się ze słońca.
Epilog
Kto nigdy nie popełnił błędu, nigdy nie próbował niczego nowego. Pomylić się to nie upaść. To ruszyć się. Próbować. Żyć. Życie jest jak jazda na rowerze. Aby zachować równowagę, musisz się poruszać. Idź naprzód, nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli jesteś zmęczony. Nawet powoli, ale naprzód.
Świat jest niebezpiecznym miejscem, nie przez tych, którzy czynią zło, ale przez tych, którzy patrzą i nic nie robią. Patrzeć bez działania to wybrać, po której stronie się stoi. Staram się postrzegać wszystko, jak cud.
Zachwyt to forma inteligencji. Cud to forma wdzięczności. Dzisiejszym problemem nie jest energia atomowa, lecz serce człowieka.Choć się zestarzałem, moje serce pozostaje młode; nasza dusza zawsze pozostaje w tym samym wieku. Wiem, że to idealny wiek, każdy rok jest wyjątkowy i cenny. Nie żałuj, że się starzejesz, to przywilej, którym nie każdy może się cieszyć. Pozostanie przy życiu z młodym umysłem to sekret, aby żyć szczęśliwie do ostatniego dnia swojego życia. Percepcja zgodna z mądrością i pozytywnym nastawieniem pozwala dostrzec piękno w rzeczach. Otwiera serce na głęboką wdzięczność, a umysł skłania się ku głębszemu zrozumieniu. Nawet w mrocznych i ponurych cieniach zaczynasz dostrzegać promieniujące światło, które jest przełomem ku jasności i klarownej refleksji.
_______
Stanisław Barszczak, The Song of Achilles
(a story for young people
My father was a king and the son of kings, he became half my soul, as the poets say. I would recognize him by touch alone, by smell, I would know him blindly, by the way his breaths came and his feet struck the ground. I would know him in death, at the end of the world. Like two shadows in the darkness, reaching through a hopeless, heavy twilight. Their hands meet, and light pours forth in a flood like a hundred golden urns pouring from the sun.
I remember my father saying:
„Name one hero who was happy.”
I wondered. „Heracles went mad and killed his family; Theseus lost his fiancée and father; Jason’s children and his new wife were murdered by his old wife; Bellerophon killed the Chimera but was crippled by a fall from Pegasus’s back.”
„You can’t.” And he sat up straight, leaning forward. „I can’t.”
„I know. They never let you be famous or happy.” He raised an eyebrow. „I’ll tell you a secret.”
„Tell me. I’d love it when he was like this…”
„I’ll be the first.” He took my hand and pressed it to his. Swear.
„Why me?”
„Because you’re the reason. I swear.”
„I swear,” I said, lost in the blush on his cheeks, the flames in his eyes.
„I swear,” he echoed.
We sat there for a moment, our hands touching. He smiled broadly.
„I feel like I could eat the whole world raw. For I am made of memories.
When he dies, everything soft, beautiful, and bright will be buried with him.”
But in a lonely life, there are rare moments when another soul approaches yours, like stars that brush the earth once a year. He was such a constellation to me.
We were like gods at the dawn of the world, and our joy was so bright that we saw nothing but ourselves.
„I did it,” he says. At first I didn’t understand him. But then I see the tomb and the markings he made on the stone. „Jesus,” the inscription reads. In the distance, another inscription reads „Achilles.”
„Go,” the latter says. He is waiting for you.
I will never leave him. It will be this way, always, as long as he allows me.
If I had the words to say such a thing, I would. But none of them seemed great. Just enough to hold this growing truth.
As if he had heard me, he reached for my hand. I didn’t have to look; his fingers were etched in my memory, slender and veined like flower petals, strong, swift, and never wrong.
„Patroclus,” he said. He had always been better at words than I was.
He smiled, his face like the sun.
He showed me his scars, and in return, he let me pretend I didn’t have them.
There are no deals between a lion and humans. I’ll kill you and eat you raw, he’d say.
Humiliating priests seems to me the poets’ chief pastime. As if there were no story to stop me from constantly crawling and crying.
I thought: I can’t stand this world a moment longer. And then I heard this: child, create another…
Achilles looked at me. „Your hair never falls perfectly, here.” He touched my head, just behind my ear. „I don’t think I’ve ever told you how much I like this.”
I felt a tingle on my scalp where his fingers had touched me earlier. „You didn’t tell me that,” I said.
„I should have.” His hand traveled down to the V-shaped indentation at the base of my neck, gently stroking my pulse. „What about this?” Have I told you what I think about this, here?
„No,” I said.
„Then it’s definitely true.” His hand slid over the muscles of my chest; the skin beneath it heated up. „Did I tell you that?”
„You already did.” My breath hitched a little as I spoke.
„So what?” His hand lingered on my hips, then lowered the line of my thigh. „Did I tell you that?”
„You did.”
„And this? I certainly wouldn’t forget that.” His catlike smile. „Tell me no.”
„No.”
„There’s also this.” His hand was unwavering now. „I know I told you that.”
I closed my eyes. „Tell me again,” I said.
He’s a weapon, a killer. Don’t forget that. You can use a spear as a staff, but that doesn’t change its nature.
We stretched out, and I thought about how many nights I’d lain awake, loving him in silence.
Name one hero who was happy.
I used to think gods were the opposite of death, but now I see they’re more dead than anything else, because they’re unchanging and can’t hold anything in their hands.
It’s a common saying that priests are delicate creatures, flowers, eggs, anything that can be crushed in a moment of inattention. If I’d ever believed that, I wouldn’t believe it anymore.
This, I say. This and this. How his hair looked in the summer sun. His face as he ran. His eyes, as serious as an owl’s in class. This and this, and this. So many moments of happiness, crowding before us.
I’ll never leave him. It will be like this, forever, as long as he allows me.
I’d say some people are like constellations that touch the earth only for a moment.
But maybe no parent can fix To see your child. When we look, we see only a mirror of our own flaws. Achilles bows his head. „True. But fame is a strange thing. Some people gain glory in death, while others fade. What is admired in one generation is abhorred in another.” He spread his broad hands. „We cannot say who will survive the holocaust of memory. Who knows?” He smiles. „Maybe one day I too will be famous. Perhaps more famous than you.” Only this: we are here. This is what it means to ride the wave, to walk the earth and feel it touch your feet. This is what it means to live.” Chiron once said that nations are the stupidest of mortal inventions. No man is worth more than another, wherever he comes from. „What if he is your friend?” Achilles asked him, resting his feet against the wall of the rose quartz cave. „Or perhaps your brother? Should you treat him the same as a stranger?” „You’re asking a question that philosophers argue about,” Chiron said. „Perhaps he’s worth more to you. But a stranger is someone’s friend and brother. So which life is more important?” We were silent. We were fourteen, and these things were too hard for us. Now, at twenty-seven, they still seem too hard. He is half my soul, as the poets say. He will soon die, and his honor is all that remains. This is his child, his most precious self. Should I blame him for this? I saved Briseis. I can’t save them all. I know now how I would answer Chiron. I would say: there is no answer. Whichever you choose, you are wrong. I spent so many years as a child, staring at his pale features, searching for thoughts, trying to discern among them the one that bears my name. But he was a harp with a single string, and the note she played was his image. „You’ve always been the worst of my children,” he said. „Be careful not to dishonor me.” „I have a better idea. I’ll do whatever I want, and when you count your children, leave me alone…” That’s one thing that unites gods and mortals. When we’re young, we think we’re the first to experience every feeling in the world. Achilles’s eyes lift. They’re bloodshot and dead. „I wish he’d let you all die.” „There’s no law that says gods must be just, Achilles,” Chiron said. „Or maybe this is a greater regret, after all, above all—to remain on earth when someone else has passed away. Think about it?” „You’re wise,” he said. „If that’s so,” I replied, „it’s only because I was foolish enough to live.” The thought was: that my entire life had been darkness and depth, but I wasn’t part of that dark water. I was a being within it.” I smiled until my cheeks ached, and my scalp itched until I thought it would lift from my head. My tongue escaped, dazed by freedom. This, this, this, and this, I told him. I didn’t have to worry about talking too much. I didn’t have to worry about being too thin or too slow. This, this, and this! I taught him to cast stones, and he taught me to carve wood. I felt every nerve in my body, every touch of air on my skin. A gilded cage is still a cage. „Bring him back,” he told them. When I was born, the word for who I was didn’t exist. „Do you have no memories anymore?” „I am made of memories. Speak then.” „I will go,” he said. I will go to Troy. The pink glow of his lips, the fiery green of his eyes. There was not a single wrinkle on his face, nothing was lined or gray; Everything was sharp. He was spring-like, golden, and radiant. Jealous death would drink his blood and rejuvenate him… She looked at me, his eyes deep as the earth. „Will you come with me?” he asked. The endless pain of love and sadness. Perhaps in another life I could have refused, torn my hair out and screamed, and forced him to face the choice alone. But not in this one. He would have sailed to Troy, and I would have followed him, even into death. „Yes,” I whispered. „Yes.” Relief washed over his face, and he reached out to me. I let him hug me, let him squeeze us at arm’s length, so close nothing could fit between us. Tears welled up and fell. The constellations swirled above us, and the moon trod its weary course. We lay prostrate and sleepless, and the hours passed. „I love it,” but we didn’t say it this time. There will be other times to talk, tonight, tomorrow, and for all the days to come. He released my hand. When I die, I command you to mix our ashes and bury us together. Patroclus, he says, Patroclus. Over and over again, until only the sound is heard. I stopped caring about the ridiculousness, the scorpion tail hidden in his words. He said what he meant; you’d be surprised if you didn’t know. Some might mistake it for simplicity. But isn’t it a kind of genius to always strike right to the heart? I recall the boy—the youth I knew. Achilles, smiling broadly as figs dissolved in his hands. His green eyes His eyes laugh into mine. Catch him, he says. Achilles, silhouetted against the sky, hanging on a branch above the river. The thick warmth of his sleepy breath on my ear. If you must go, I will go with you. My fears forgotten in the golden haven of his arms. Memories flow and flow. He listens, gazing into the grain of the stone. We are all there, gods and mortals, and the boy who was both. I will not be like a caged bird, I thought, too dull to fly, even with the door open. You cannot know how the gods fear pain. Nothing is more alien to them, therefore nothing that would hurt them more. But since I knew nothing, nothing was beneath me. It is right to seek peace for the dead. We both know there is no peace for those who live after death. He was another knife, I felt it. A different kind, but still a knife. I didn’t care. I thought: Give me a blade. There are things worth shedding blood for. You can teach a viper to eat out of your hand, but you can’t take away how much it loves to bite. You can use a spear as a staff, but that won’t change its nature. The truth is, humans are terrible swine. Bury us and write our names on the mountain. Let us be free. Achilles weeps. He holds me and refuses to eat or speak a word except my name. „Go,” he says. My friend is waiting for you. Sometimes I wake in the dark, terrified by the fragility of my life, by his faint breath. Beside me, my father’s pulse pounds in his throat; in the beds, the slightest scratches are visible on my children’s skin. A slight breeze would knock them over, and the world is filled not only with breezes but with a multitude of diseases and disasters, monsters and pain in a thousand varieties. Nor do I forget my father and those like him, hovering above us, bright and sharp as swords, aimed at our rending flesh. If they don’t fall on us out of malice and spite, they will fall by chance or whim. My breath hitches in my throat. How can I live under such a burden of destruction? Then I rise and go to my herbs. I create something, I transform something. My spells are as strong as ever, stronger. That too is happiness. How many have such power, freedom, and defense as I do? Telemachus emerges from our bed to find me. He sits with me in the green-scented darkness, holding my hand. Our faces are now wrinkled, marked by age. Circe, he says, everything will be alright. These are not the words of an oracle or a prophet. These are words one might speak to a child. I heard him say it to our daughters when he rocked them to sleep after a nightmare, when he bandaged their small wounds, soothing all that seemed like hell. His skin is familiar, like mine, beneath my fingers. I listen to his breath, warm in the night air, and somehow I feel comfort. He doesn’t say it doesn’t hurt. He doesn’t say we’re not afraid. Just this: we are here. It means to ride the tide, to walk the earth and feel it touch your feet. It means to live. I will know him after death, at the end of the world. I was old and austere for so long, carved by grief and years like a monolith. But that was the shape I was poured into. I didn’t have to maintain it. I once asked Circe how she did it, how she understood the world so clearly. She told me it was about remaining completely still and showing no emotion, leaving room for others to reveal themselves. Achilles’s eyes gleamed in the firelight, and his face was etched with flickering shadows. I’ll know it in darkness or disguise, I told myself. I’ll know it even in madness. This is how Achilles will feel when he’s old. And then I remembered: he’ll never be old. It was almost like fear, in the way it filled me, swelling in my chest. It was almost like tears, in the way they came quickly. But it wasn’t any of those feelings: joyful where they were heavy, bright where they were dull. This was my first lesson. Beneath the smooth, familiar face of things lies another, waiting to tear the world in two. Then I saw how I had changed. I no longer cared that I lost when we raced, lost when we reached the rocks, lost when we threw spears or dropped stones. Because who would be ashamed to lose to such beauty? Just watching him win, seeing the glint of his soles as they kicked up sand, or the rise and fall of his shoulders as he tore through the salt. That was enough. Crazy.
I would still be with you. But I could sleep outside, so it wouldn’t be so obvious. I don’t have to participate in your councils. I…No… And others can say what they want. I’ll still be Aristos Achaeus. The best of the Greeks. Your honor could be tarnished by that. So it is. His jaw shot forward, stubborn… They’re fools if they let my glory rise or fall because of that. Later, when Agamemnon asked him when he would meet the Prince of Troy, he smiled his most sincere, maddening smile.
Laughter. What has Hector done to me?
Cyrce, she says, everything will be alright.
These are not the words of an oracle or a prophet. … He doesn’t mean that it doesn’t hurt. He doesn’t mean that we’re not afraid. Only this: we are here. It means to ride the wave, to walk the earth and feel it touch your feet. It means to live.
I am air and thought, and I can do nothing.
The grief was so great that it threatened to tear the skin. When it dies, everything swift, beautiful, and bright will be buried with it.
What is admired in one generation is abhorrent in another. We cannot say who will survive the holocaust of memory… We are only men, the brief flame of a torch.
But gods are born from nectar, and their perfection already bursts from their fingers. So they gain fame by proving what they can destroy: by destroying cities, starting wars, sowing plagues and monsters. All that smoke and aroma drift so delicately from our altars. They leave only ash behind.
As for the goddess’s answer, I didn’t care. I wouldn’t need it. I didn’t plan on living after his death.
Witches aren’t that delicate.
He looked different in his sleep—beautiful, yet cold, like the moon. I found myself wishing he’d wake up so I could see life return.
„She wants you to be a god,” I told him.
„I know.” His face twisted with embarrassment, and my heart involuntarily lit up. It was such a boyish answer. And so human. Parents, everywhere.
Those seconds, half a second, when our eyes met were the only time in my day I felt anything.
Perhaps he’s worth more to you. But this stranger is someone’s friend and brother. So which life is more important?
When he’s gone, will I be like Achilles, mourning his lost beloved Patroklos? I tried to imagine running along the beaches, tearing at my hair, clutching the scrap of an old tunic he’d left behind. Weeping with the pain of losing half my soul.
I couldn’t see it. The knowledge brought with it pain.
But of course I couldn’t die. I would live on, from each burning moment to the next. This is the grief that makes our species prefer to be stones and trees than flesh.
I almost came because I didn’t want to leave this.
He smiled. Now I know how to make you follow me everywhere.
The sun set behind the ridges of Pelion, and we were happy.
When he finally speaks, his voice is tired and resigned. He doesn’t know how to be angry with me either. We are like damp wood that refuses to ignite.
It was their favorite bitter joke: those who fight the prophecy tighten their grip on it.
It was so simple. If you want, I will. If it makes you happy, I will go with you. Is there ever a moment when your heart breaks?
A sense of security welled up within me, lodged in my throat. I will never leave him. It will always be this way, as long as he allows me.
Then Achilles leaned closer to whisper one last, sleepy whisper: „If you must go, you know I will go with you. We slept.”
I think: I will miss this. I think: I would rather kill myself than miss this. I think: how much time do we have left?
How many of us would find forgiveness if our true hearts were known?
I had no right to claim it, I know that. But in a lonely life, there are rare moments when another soul approaches yours, like the stars touching the earth once a year. He was such a constellation to me.
I lay down and tried not to think about the minutes passing. Just yesterday we had had plenty of them. Now each one was a drop of heartblood.
He liked how the obsidian reflected his light, how its slick surfaces lit up as he passed. Of course, he didn’t consider how dark it would be when he was gone. My father could never imagine a world without him.
But there was no wound he could inflict on me that I hadn’t already inflicted on myself.
I move, infinitesimally small, toward him. It’s like jumping off a waterfall. Until then, I don’t know what I’ll do.
„They don’t care if you’re good. They barely care if you’re bad. The only thing that makes them listen is strength.”
He collects my ashes himself, though it’s a woman’s duty. He places them in a golden urn, the most beautiful in our camp, and turns to the watching Greeks. „When I die, I commanded you to mix our ashes and bury us together.”
The last thing on my mind was: Achilles.
I felt the currents shift. Grains of sand rustled against each other. His wings rose. The darkness around us shimmered with clouds of his gilded blood. Beneath my feet lay the bones of a thousand years. I thought: I cannot bear this world a moment longer.
And then those words… child, create another.
Then I knew I could bend the world to my will, as a bow bends an arrow. I would do it a thousand times to hold such power in my hands.
As if he heard me, he smiled, his face like the sun.
There is no honor in betraying friends.
I entered that forest, and my Life began. At every moment, mortals were dying, from shipwreck and sword, from wild animals and savage men, from disease, neglect, and old age. This was their fate, Prometheus told me, a story they all shared. No matter how alive they were in life, how brilliant, how great miracles they performed, they turned to dust and smoke. Meanwhile, every petty and useless god sucked in the bright air until the stars faded. All my life I have moved forward, and now I am here. I have a mortal voice; let me finish. I raise the full cup to my lips and drink. Let me tell you what magic is not: it is not divine power that comes with a thought and the blink of an eye. It must be created and worked out, planned and sought out, dug up, dried, chopped and ground, cooked, told and sung. Even after all this, it can still fail, for gods do not exist. Bold action and bold manners are not the same. I don’t think anyone can tell what’s in someone else. It’s funny,” he said, „that even after all this, you still think you deserve a reward for obedience. I thought you’d learn that lesson in our father’s chambers. No one cowered and pretended like you did, yet the great Helios stepped on you all the faster because you were already cowering at his feet. Shyness creates nothing. He knew, but it wasn’t enough. The sadness was so great, it threatened to tear my skin. When he dies, everything swift, beautiful, and bright will be buried with him. „It’s not fair,” I said. „It’s impossible.” „They’re two different things,” my grandmother said. Achilles makes a choking sound. There are no deals between lions and men. I’ll kill you and eat you raw.” His spearhead flies in a dark swirl, bright as the evening star, to strike the hollow in Hector’s throat. But he was a harp with a single string, and the note it played belonged to him alone. If I had the words to say this, I would. But none seemed strong enough to contain this growing truth… As if he had heard me, he reached out to me. I didn’t have to look; his fingers were etched in my memory—slender and veined like flower petals, strong, swift, and never wrong. „Patrokul,” he said. He was always better with words than I was. Perhaps he was simply assuming: the bitterness of habit, boy after boy who learned music and medicine, then was set free to murder. The fear of failure was the worst thing that could happen to any spell. The greater the monument, the greater the man. The stone the Greeks are rolling out for his grave is enormous and white, reaching for the sky. „A C H I L L E S,” the inscription reads. It will represent him and speak to all who pass away: he lived and died, and lives again in memory. I didn’t plan to live after his death. I walked in the darkest depths. You won’t guess what spells I cast, what poisons I collected to protect myself from you, how your power might rebound on your head. Who knows what’s inside me? You will find out? The grudges of the gods are as immortal as their bodies. I have aged. When I look into my polished bronze mirror, I see wrinkles on my face. I am also fat, and my skin is beginning to sag. I cut myself with herbs, and the scars remain. Sometimes I like it. Sometimes I am vain and dissatisfied. But I have no desire to return. Of course, my body reaches the earth. That’s where it belongs. Nothing could eclipse the stain of his grimy, mortal mediocrity… This was how mortals earned fame, I thought. Through practice and diligence, cultivating their skills like gardens until they gleamed in the sun. And whenever we swam, played, or talked, a feeling would arise. It was almost like fear, in the way it filled me, swelling in my chest. It was almost like tears, in the way they came quickly. But it was neither—joyful where they were heavy, bright where they were dull. This is how I think of us when I remember our nights in Troy: Achilles and I side by side, Phoenix smiling and Automedon stuttering at the punchlines of jokes, and Briseis with her mysterious gaze and quick, expansive laughter. The endless pain of love and sorrow. Perhaps in another life I could have refused, torn out my hair and screamed, and forced him to face his choice alone. But not in this. He will sail to Troy, and I will follow him, even into death. They leaned toward him like flowers to the sun, absorbing its radiance. It was as Odysseus said: he had enough light to make them all heroes. He wasn’t afraid of mockery; he had never known it. This and that, and that. Priam’s gaze finds the other body, mine, lying on the bed. He hesitates for a moment. „This is——your friend?” Achilles says sharply. The most beloved. The best of men, yet murdered by his son. We cannot say who will survive the holocaust of memory. Of all the mortals on Earth, only a few will the gods ever hear of. Consider the practicalities. Aspects. Before we know their names, they are already dead. They must be meteors to attract our attention. Only good: you are dust to us. The flames surround me, and I feel myself drifting away from life, thinning to a barely audible shiver in the air. I long for the darkness and silence of the underworld, where I can rest. Most people don’t know me for who I am. Most people, in my experience, are fools,” he said. Perhaps such things are considered virtue among the gods. But where is the glory in taking life? We die so easily. Do you want to make him another Pyrrhus? Let the stories about him be something more. I closed my eyes. „Tell me again,” I said. However gold may gleam, do not forget his fire. I know now how I would answer Chiron. I would say: there is no answer. Whichever one you choose, you are wrong. The sound was pure and sweet as water, bright as lemons. „There is no law that says the gods must be just, Achilles,” Chiron said. „But perhaps it is a greater sadness to remain on earth when someone else is gone. Do you think so?””Perhaps,” Achilles admitted.I listened and remained silent. Achilles’s eyes glittered in the firelight, his face sharp in the flickering shadows. I will know it in darkness or in disguise, I told myself. I will know it even in madness. I had nothing wise to say, so I said something foolish. I remembered what Odysseus had once said about her. That I had never left, never strayed, never made a mistake. I had been jealous then. Now I thought: what a burden. What a terrible burden on my back.” Ariadne’s light feet paced the circle. Each step was perfect, like a gift she had given herself, and she smiled as she accepted it. I wanted to grab her by the shoulders. Whatever you do, I wanted to say: don’t be too happy. It will bring fire to your head. I said nothing and let her dance. „You killed him and took your revenge. That’s enough.””It will never be enough,” she says.FOR THE FIRST TIME since my death, she falls into a restless, shuddering sleep. Achilles. I can’t bear the sight of your sadness. His limbs tremble and shiver. Leave us both alone. Burn me and bury me. I will wait for you in the shadows. Briseis kneels by my body. She has brought water and clothes and washes the blood and dirt from my skin. Her hands are gentle, as if she were washing a baby, not a dead creature. Achilles opens the tent, and their eyes meet over my body. „Get away from him,” she says. „I’m almost finished. He doesn’t deserve to lie in filth.” „I won’t let you touch him.” Her eyes are piercing with tears. – Do you think you’re the only one who loved him? Run. Run! – You care more about him in death than in life. Her voice is bitter with regret. How could you let him go? You knew he couldn’t fight! Achilles screams and shatters the bowl. Run!” Briseis doesn’t even flinch. – Kill me. It won’t bring him back. He was worth ten like you. Ten! And you sent him to his death! The sound that escapes him is barely human. – I tried to stop him! I told him not to leave the beach! „You forced him.” Briseis approaches him. „He fought to save you and your beloved reputation. Because he couldn’t bear your suffering!” Achilles buries his face in his hands. But she won’t budge. You have… I never deserved him. I don’t know why he loved you. You only care about yourself! Achilles’s gaze lifts to meet hers. He’s afraid, but he doesn’t back down. – I hope Hector kills you. His breath catches in his throat. – Do you think I don’t have the same hope? he asks. I’ve given them enough. I won’t give them that. – Sweet son, I said, you’re right, this world is a wild and terrible place, worth screaming at. But you’re safe now, and we all must sleep. Will you give us some peace? His fingers touched the strings, and all my thoughts wandered, dislocated. The sound was pure and sweet as water, bright as lemons. It was unlike any music I’d ever heard. It had the warmth of fire, the texture and weight of polished ivory. It instantly lifted and soothed. – Tell me, he said, who makes better sacrifices, the unhappy one or the happy one? The happy one, of course. A mistake. A happy man is too busy with his life. He thinks he owes no one. But make him tremble, kill his wife, mutilate his child, and then he’ll speak up. He’ll starve his family for a month to buy you a one-year-old, pure white calf. If he can afford it, he’ll buy you a hundred.
But, I said, you have to reward him eventually. Otherwise, he’ll stop making sacrifices. Oh, I’d be surprised how long it takes. But yes, ultimately, it’s best to give him something. Then he’ll be happy again. And you can start over. – He’s mortal, he says. And mortals die. I’m mortal!” he shouts. „So what if divinity can’t do it? So what if you?
I began to surprise Achilles by calling out to these men as we walked through the camp. It always delighted me when they raised their hand in response, pointing to the scar that had healed well. After they left, Achilles shook his head. „I don’t know how you remember them all. I swear they look the same to me.” I laughed and pointed them out again. That’s Sthenelus, the charioteer. And that’s Podarkes, whose brother died first, remember?
„There are too many of them,” he said. „It would be easier if they only remembered me.”
„Do you have no memories left? I’m made of memories. Memories come and go. We’re all there, gods and mortals, and the boy who was both.”
He watched me, his eyes deep as the earth. „Will you come with me?” he asked.
„Yes…”
Our mouths opened, and the warmth of his sweet throat poured into mine. I couldn’t think, couldn’t do anything but absorb him, every breath that came, the gentle movements of his lips. It was a miracle.
„Your wife is a wise woman…”
I can’t explain why she married me, but because it’s for my own good, I try not to tell her.
You can’t learn magic. You either discover it or you don’t.
I’ve heard that people living by a waterfall stop hearing it—that’s how I learned to live next to a rushing stream, only to lose it.
No one is worth more than another, wherever they come from.
He is half my soul, as the poets say. Soon he will die, and his honor is all that remains. And here is his child, his dearest self.
Our people reveled in conquest; they distrusted a man who had himself been conquered.
Gradually, I began to listen better: to the sap flowing in the plants, the blood in my veins. I learned to understand my own intentions, to trim and add, to sense where the power gathered and to speak the right words to bring it to the surface. This was the moment I lived for, when everything finally became clear and the spell could sing its pure note, for me and only me.
When he moved, it was like watching oil spread across a lake, smooth and liquid.
I will never leave him. This will be, always, as long as he allows me.
I summon the boy I knew. Achilles, smiling broadly as figs blur in his hands. His green eyes laugh at mine. „Catch,” he says. Achilles, silhouetted against the sky, hanging on a branch above the river. The thick warmth of his sleepy breath in my ear. If you must go, I will go with you. My fears forgotten in the golden haven of his arms. Memories come and go. He listens, staring into the grain of the stone. We are all there, goddess and mortal, and the boy who was both.
Bury us and write our names on the mountain. Let us be free.
Achilles weeps. He holds me and refuses to eat, or speak a word beyond my name.
As for the goddess’s answer, I didn’t care. I wouldn’t need her. I didn’t plan to live after his death.
He looked different in his dream—beautiful, yet cold as moonlight. I found myself wishing he would wake up so I could see life return.
Those seconds, half a second, when our eyes met were the only time in my day I felt anything.
It will make you powerful. But it will also weaken you. Your fighting prowess will surpass that of a mortal, but your weaknesses, your flaws, will also deepen.
You mean I’ll have trouble with my heel? I asked. „Couldn’t I just, you know, wear something other than sandals? No offense.”
Suppose we’re wise enough to learn and know—and yet not wise enough to control our learning and knowledge so that we use it to self-destruct… Even so, knowledge remains preferable to ignorance. Better to know—even if knowledge lasts only a moment before destruction—than to gain eternal life at the price of a dull and filthy lack of understanding of the universe that swirls before us, invisible in all its wonder. That was Achilles’s choice, and so is mine.
And, overwhelmed by memory, both men succumbed to grief. Priam wept freely.
For the man—killing Hector, throbbing, crouched at Achilles’ feet, as Achilles himself wept, now for his father, now again for Patroclus. And their sobbing rose and fell throughout the house.
I think: I will miss this. I think: I’d rather kill myself than miss this. I think: how much time do we have left?
Why did you come to me, my love, with all these instructions? I promise you I’ll do everything you ask. But come closer. Let’s surrender to grief, even if only briefly, in each other’s arms.
Perhaps he simply accepted: the bitterness of habit, boy after boy trained in music and medicine, then set free to murder and kill.
Briseida kneels beside my body. She’s brought water and clothes and washes the blood and dirt from my skin. Her hands are gentle, as if she were washing a child, not a dead creature. Achilles opens the tent, and their eyes meet
They linger over my body.
„Get away from him,” she says.
„I’m almost done. He doesn’t deserve to lie in filth.”
„I won’t let you touch him.”
Tears welled up in her eyes. Do you think you were the only one who loved him? Run. Run!
Achilles screams and smashes the bowl. Run!
Briseis won’t budge. Kill me. It won’t bring him back. He was worth ten like you. Ten! And you sent him to his death!
Jesus Christ, you raped Achilles…
The ship’s planks were still sticky with fresh sap. We leaned over the railing to wave goodbye, the sun-warm wood clinging to our bellies. The sailors raised the anchor, square and chalky with shells, and loosened the sails. Then they took their places at the oars, which draped the boat like eyelashes, waiting to be counted. Drums rang out, and the oars rose and fell, guiding us to Troy.
Like Achilles, the hero who forgot his heel, or like Icarus, who, flying close to the sun, forgot that his wings were made of wax, we should be cautious when triumphant ideas seem unassailable, for then we should anticipate their downfall all the more.
It is always as it was between Achilles and Homer: one person has an experience, an impression, the other describes it. A true writer conveys only the emotions and experiences of others; he is an artist who can infer much from what he himself has felt. Artists are by no means people of great passion, but they often present themselves as such, unconsciously sensing that others attach greater importance to the passions they portray if their own lives bear witness to their experience in this field. We need only allow ourselves freedom, not to control ourselves, to let ourselves be carried away. Satisfy our anger or desire, and the whole world will immediately exclaim: how passionate he is! But there is truly something significant in the deeply gnawing passion that consumes and often devours the individual: whoever experiences this certainly does not describe it in dramas, music, or novels. Artists are often untamed individuals, unless they are artists: but that is a different matter.
You wounded me, Farsighted One, most dangerous of gods; and I would punish you if I had the strength.
He looked like a man who could withstand several wounds, but so were Achilles and Caesar.
But you, Achilles, there is no man in the world more blessed than you—never was, and never will be. Once, when you were alive, we Argives worshiped you as a god, and now, down here, I see, you rule the dead with all your might. So don’t grieve over death, great Achilles.
I soothed the spirit, but it burst into protest: No more triumphant words about death, shining Odysseus! By God, I would rather serve another man on earth—some poor sharecropper barely making ends meet—than rule all the dying corpses down here.
In his tent, Achilles grieved with his whole being, and the gods saw that he was already a dead man, a victim of the part that loved—the part that was mortal.
My friend Patrokles, whom I loved, is dead.
I loved him more than any other companion.
I loved him like my own head, my own life, myself.
I lost him, I killed him.
My first sight of the legendary warrior was a surprise. He was not a mighty giant like Ajax. His body wasn’t broad and powerful like Odysseus’s. He appeared short, almost boyish, his bare arms and legs slim and practically hairless. His beard was clean-shaven, and the locks of his long black hair were bound with a silver chain. He wore a magnificent white silk tunic, framed with a purple key-shaped pattern, and belted at the waist with a belt of interwoven gold crescents… His face was the greatest surprise. Ugly, even grotesque. Narrow, beady eyes, a mouth twisted in a perpetual grimace, a sharp, hooked nose, skin covered with scars and pits… A small, ugly boy born to be king… A young man possessed by a fire that silenced laughter, stifled mockery. His slender arms and legs were as hard as iron, muscular. His dark eyes were utterly devoid of humor. I had no doubt he could defeat Odysseus, even the mighty Ajax, by sheer force of will. Ben Bova
He landed, his weapon already raised, held with a deadly confidence unlike any girl or man. The greatest warrior of his generation.
Her lips tighten. „Do you have no memories left? I am made of memories. Speak then.”
I could not make him a god…
But you created him…
He went to the underworld, and I am here.
Apollon, outraged by the treatment of his friend Hector, practically describes Achilles as a brute and a barbarian. He is not. He is a cultured and intelligent man; he knows how to respect heralds, how to entertain quarreling friends. He presides over the games with extraordinary courtesy and tact. He is not only a great warrior, but also a great gentleman, and if
If he lacks the chivalry of Roland, Lancelot, or Beowulf, it is because their chivalry is tinged with Christian humility, which has no secure place in the Homeric virtues. Above all, Achilles is a true man, mortal and fallible, yet noble enough to make his own tragedy great.
Because this Hector, Homer’s Hector, who brags brazenly, who sometimes holds back when the going gets tough, who flees from Achilles, is still a hero who forever wins the sympathy and admiration of the modern reader, far more powerfully than his conqueror ever did. Such are Homer’s accidental triumphs.
Her eyes sparkled like galaxies—a beauty surpassing Aphrodite’s blood.
Lions do not reconcile with humans, a wolf does not see the world in harmony with a lamb—they are enemies to the end. The same is true of you and me. Friendship between us is impossible, and there will be no truce until one of us falls and drenches the shieldbearer of the god of battles in blood.
He is half my soul, as the poets say. Soon he will die, and his honor is all that remains. This is his child, his most precious self. Should I rebuke him for this? I saved Briseis. I cannot save them all.
He takes my hand and tells me of the day’s events, of how his name was on everyone’s lips, of the power of his absence, towering as a Cyclops, striding heavily among the soldiers. The excitement of the day has flared within him like a flame in the dry grass. For the first time, he dreams of killing: the blow of glory, his inevitable spear piercing Hector’s heart. My skin tingles at the sound of it.
„See?” he says. „This is the beginning!”
I can’t shake the feeling that something is breaking beneath the surface. „Swear to me,” he said. „Swear to me that if you go, you won’t fight them. You’ll stay with Automedon in the chariot and let the Myrmidons go before you.”
„Yes.” I pressed my hand against his. „Of course. I’m not mad. I don’t want to scare them, that’s all.”
Knowledge surges through him, choking him. A scream rips from his throat. Then another, and another. He grabs his hair in his hands and rips it from his head. Golden strands fall over his bloody body. Patrokles, he says, Patrokles, Patrokles. Over and over again, until only the sound remains. Somewhere, Odysseus kneels, demanding food and drink. A violent, red rage seizes him and nearly kills him there. But he would have to let go. He can’t. He holds me so tightly that I feel the silent beating of his chest, like the wings of a moth. An echo, the last fragment of his spirit still attached to my body. Torment.
He was worth ten like you. Ten! And you sent him to his death!
Briseis cries, carrying me to our bed. My body slumps; the tent is warm, and the scent will soon come. It seems That it doesn’t bother him. He holds me all night, pressing my cold hands to his lips.
Achilles. I can’t bear the sight of your sadness. His limbs tremble and shiver. Leave us both alone. Burn me and bury me. I will wait for you in the shadows. I will—But he is already waking. „Patroc! Wait! I am here!”
He shakes the body beside him. When I don’t respond, he cries again.
„Bring him back,” he told them. They nodded and knocked, placing their spears on their shields in agreement.
There was much more to say, but we didn’t say it this time. There will be other times to talk, tonight, tomorrow, and the day after.
It is right to seek peace for the dead. We both know there is no peace for those who live after death.
„No,” Achilles whispers.
You keep us here, Achilles. You were given a choice, and you made your choice. You must live by it now.
My head falls to the ground, and the last image I see is Hector, leaning gravely over me, swirling his spear at me as if stirring a pot. The last thing I think of is: Achilles.
Achilles is crying. He hugs me and refuses to eat, or say a word beyond my name. I see his face as if through water, like a fish seeing the sun.
Achilles hears the faint sound of his flight a second before impact. He turns his head slightly, as if to observe him. He closes his eyes and feels the blade pierce his skin, slicing through thick muscle, sliding between the intertwined fingers of his ribs. Finally, there is his heart. Blood spills between his shoulder blades, dark and slick as oil. Achilles smiles as his face hits the ground.
„My life is my reputation,” he says… „It’s all I have. I won’t live long. Memory is all I can hope for.” He swallows hard. „You know that. And would you let Agamemnon destroy her? Would you help him take her from me?”
„No,” I say. „But I want the memory to be worthy of this man. I want you to be yourself, not some tyrant remembered for his cruelty. There are other ways to make Agamemnon pay.”
It’s true. Achilles gave Agamemnon a sword to fall on, and I stayed his hand.
„There is no honor in betraying friends.”
Her lips touched mine. I was so surprised I didn’t move. Her lips were soft and slightly uncertain. Her eyes were sweetly closed. Out of habit, of their own accord, my mouth parted. A moment passed, the earth beneath us, the breeze carrying the scent of flowers. Then Briselda stepped back, lowering her gaze, waiting for judgment. My pulse rang in my ears, but not in the way Achilles had portrayed. It was more like surprise and fear that I would hurt her. I placed my hand on hers.
Then she knew.
„I know you love him,” she said, hesitating a moment before each word. „I know. But I thought some men had both wives and lovers.” Her face was very small and so sad that I couldn’t keep silent. „Briseida,” I said, „if I ever wanted to take a wife, it would be you.”
„But you don’t want to take a wife.”
„No,” I said as gently as I could.
I watch the bolt of his triumph fall to its mark. He is a connoisseur of pain. Nothing could cause Achilles greater torment: betrayal by the man he loves most to his worst enemy.
A weary breath. „You are a better man than me.”
Silence fell, and I didn’t care about the damp sheets or how sweaty I was. His eyes were unwavering, green, flecked with gold. A certainty grew within me, lodged in my throat. I will never leave him. It will be like this, always, as long as he allows me.
If I had the words to say it, I would. But none seemed large enough to express it, to contain this growing truth.
I make an infinitesimal move toward him. It’s like jumping off a waterfall. Until then, I don’t know what I’ll do. I lean forward, and our lips land awkwardly on each other. They are like the fat bodies of bees, soft, round, and dazed with pollen. I taste his lips—hot and sweet with dessert honey. My stomach quivers, and a warm drop of pleasure spreads beneath my skin. More.
The strength of my desire, the speed with which it blossoms, shocks me; I shudder and pull away from him in fear. I have a moment, just a moment, to see his face framed by the afternoon light, his slightly parted lips still halfway into a kiss. His eyes are wide with surprise.
There is no law that commands the gods to be just, Achilles,” Chiron said. „Or perhaps it is a greater sadness to remain on earth when another has departed. Do you think?
In the face of this destiny, there is only one world. A perspective worthy of us, the one already mentioned as Achilles’ Choice—better a short life, peaceful in deeds and glory, than a long life without meaning. The danger is already so great for every individual, every class, every people that cultivating any illusion is regrettable. Time cannot be stopped; there is no question of prudent retreat or wise renunciation. Only dreamers believe there is a way out.
Fulfillment belongs to development—every evolution has a beginning, and every fulfillment is an end. Youth belongs to old age; to creation, transience; to life, death. For an animal, bound by the nature of its thinking to the present, death is known or sensed as something future, something that does not threaten it. It knows only the fear of death at the moment of killing. But man, whose thought has freed itself from the shackles of the here and now, yesterday and tomorrow, boldly explores the „someday” of the past and the future, and whether or not it overcomes this fear of the end depends on the depth or shallowness of its nature. An ancient Greek legend—without which the Iliad could not have been written—tells how his mother presented Achilles with a choice between a long life and a short one, full of deeds and fame, and how he chose the latter.
Man was, and is, too shallow and cowardly to bear the fact of mortality for all living things. He wraps it in the rosy optimism of progress, showers it with the flowers of literature, and crawls behind the veil of ideals, so as not to see anything. But impermanence, birth, and transience are the form of everything real—from the stars, whose fate is incalculable to us, to the fleeting gatherings on our planet. The life of an individual—whether animal, plant, or human—is as impermanent as the life of the peoples of the Cultures. Every creature is doomed to decay, every thought, every discovery, every deed to oblivion. Here, there, and everywhere, we are aware of the magnificent, doomed courses of history. The ruins of the „former” works of dead Cultures lie all around us. The hubris of Prometheus, who raised his hand to the heavens to subjugate divine powers to man, brings with it his downfall. What then becomes of the talk of „immortal achievements…”
But the breath of man’s life cannot return—no warriors, no trade can bring it back once it slips from clenched teeth.
And that would be death—the death of herself, the inexorable corrosion of her soul, until even her name is forgotten and nothing remains but the shell of a man he never was.
The world, for Achilles, has reunited around a new center…
Will you tell me who wronged you?
Don’t let what you gained today be so easily lost.
My fears forgotten in the golden harbor of his arms.
Achilles weeps. He hugs me and refuses to eat, or speak a word except my name. I see his face as if through water, like a fish sees the sun. His tears flow, but I cannot wipe them away. This is my element now, the half-life of an unburied spirit.
No one will remember his glory, honesty, or beauty; all his gold will turn to ash and ruin. But his reward is eternal fame, which is both priceless and worthless…
Yet Hector eludes him, pushing through chariots and people with divine felicity. No one calls his flight cowardly. He won’t survive if caught. He’s wearing Achilles’ armor, the unmistakable phoenix breastplate, taken from behind my corpse. The men stare at them; it’s almost as if Achilles is chasing himself.
Then several things happened at once. Achilles—for it was Achilles—released her hand and joyfully threw himself at me, flinging me away with the force of his grip.
„She’s like cream, so soft.”
When her thighs encircle you, you’ll forget your own name. Until now, I was a prince, expected and heralded. Now I was insignificant.
In wild grief, Achilles cried out loudly, and his mother, Thetis, heard him… She immediately emerged from the water… behind her came her sisters… and each of their laments was the soft sound of wind on the waves.
We were like gods at the dawn of the world, and our joy was so great that we saw nothing but each other. I am made of memories… But he is already waking up. ‚Patrok! Wait! I am here!’ He shakes the body beside him. When I don’t answer, he cries again… We cannot bury one without the other.
I feel like I could eat the world raw. I am made of memories. When he dies, everything soft, beautiful, and bright will be buried with him. We were like gods at the dawn of the world, and our joy was so bright that we saw nothing but the other.
The gods envy us. They envy us because we are mortal, because every moment could be our last. Everything is more beautiful because we are doomed. But the immortals spun our lives so that we, wretched humans, might live… And perhaps it is a greater sadness to remain on earth when another has passed away…
My father was king and son of kings. One did not come into being without the other. In the darkness, two shadows pierce the hopeless, heavy twilight. Their hands meet, and light spills forth like a hundred golden urns pouring from the sun.
Epilogue
He who has never made a mistake has never tried anything new. To make a mistake is not to fall. It is to move. To try. To live. Life is like riding a bicycle. To keep your balance, you must keep moving. Keep moving, even when you are afraid. Even when you are tired. Even slowly, but still.
The world is a dangerous place, not because of those who do evil, but because of those who watch and do nothing. To look without acting is to choose which side you stand on. I try to see everything as a miracle.
Wonder is a form of intelligence. Wonder is a form of gratitude. Today’s problem is not nuclear power, but the human heart.
Though I have grown old, my heart remains young; our souls always remain the same age. I know this is the perfect age, each year unique and precious. Don’t regret growing older; it’s a privilege not everyone enjoys. Staying alive with a youthful mind is the secret to living happily until the last day of your life.
Perception aligned with wisdom and a positive attitude allows you to see beauty in things. It opens your heart to deep gratitude, and your mind leans toward deeper understanding. Even in dark and dreary shadows, you begin to see a radiant light, a breakthrough toward clarity and lucid reflection.
Il est tentant de se lancer dans le débat populaire sur les migrants. Jésus est mort en Pologne, a dit quelqu’un. Imaginez être aussi heureux que votre enfant le moins heureux. J’aimerais dire que je vois un problème ici. Si quelqu’un fouettait un chien en laisse devant l’école aujourd’hui, demain les enfants auraient accès à plusieurs psychologues et à une conférence sur l’agression incontrôlée. Pourtant, lorsque les survivants sont revenus de la guerre, personne ne leur a parlé. Personne ne leur a donné les outils pour les aider à se relever. Laissez-moi vous raconter une histoire : une femme du quartier me dit : « Savez-vous ce qui se passera s’ils viennent ici ? Ils violeront les femmes dans les tramways.» Je lui dis : « Mais il n’y a pas de tramways ici », et elle me répond qu’il n’y a aucun moyen de me parler.
Dieu est le plus grand scientifique. La complexité de l’univers ne peut pas être le fruit du hasard. L’esprit de l’intelligence supérieure se manifeste dans les lois de l’univers. Face à la majesté de Dieu, nous nous percevons mieux et plus clairement. En attendant, il nous semble, à nous modernes, qu’à notre époque, il y a de plus en plus de gens et un de moins. Le temps de l’homme est-il révolu ?
Enfants bien-aimés de Dieu, vous avez reçu gratuitement, vous donnez gratuitement – parce que vous avez… et non parce que vous attendez quelque chose en retour. J’ai également constaté un autre problème en Pologne, ma patrie. Maintenant, nous sommes tous des citoyens de seconde zone, même les Polonais sont des citoyens de seconde zone dans leur propre pays. Nous avons le droit de vivre, de travailler, de respirer, de partir en vacances, et tout le reste est une activité politique. Pourtant, plus on est catholique, moins on est ouvert à quiconque ! Et où est la parabole du Bon Samaritain ? Quel est son sens ? Ceux qui sont arrivés ici à l’automne s’appelaient Jésus, pour l’amour de Dieu, Jésus – et ce n’est pas une métaphore ! Mgr Włodzimierz Czarzasty a récemment critiqué l’attitude de l’évêque Wiesław Mering, qui sépare les migrants de la miséricorde divine. Ironiquement, le problème des immigrants attaquant la frontière polonaise apparaît le 15e dimanche ordinaire du Bon Samaritain.
Savez-vous que la Pologne est un pays d’humanité à l’honneur ? Nous sauvons des « fœtus », et non un groupe de vingt-sept migrants avec de nombreux enfants. C’est terriblement difficile. Savez-vous que ce n’est que le prélude à une autre grande migration, à laquelle nous devons nous préparer ? Et lorsqu’il n’y aura plus rien à manger ni à boire dans les pays du Sud, ce ne sera pas une simple demande, ce sera une contrainte. Nous devons donc apprendre à aider et comprendre qu’il faut bouger un peu et faire de la place aux autres. Mon grand-père était polonais, mon père était un vétéran polonais de la Première Guerre mondiale, et j’étais polonais aussi. J’avais la nationalité polonaise, et soudain, sans raison apparente, elle est devenue invalide. Comment puis-je être polonais si la Pologne m’a abandonné ? J’aimerais pouvoir dire que la Pologne est mon pays et ma patrie, mais je ne peux pas, car mon pays et ma patrie ne m’ont pas voulu. Je voulais m’excuser, mais il n’y a plus personne à qui m’excuser. N’importe qui pourrait le dire maintenant. En fin de compte, je veux que nous comprenions qu’une société honteuse de ses propres actes se retournera tôt ou tard contre ceux qui en sont témoins.
Il existe un endroit sur terre où coule la source de vos racines, où le temps est enfermé dans la sphère de l’amour, l’amour qui donne un sens à la vie. En attendant, vous êtes aussi heureux que votre enfant le plus défavorisé. Certaines nuits, je pardonnais au monde, d’autres nuits, je parvenais à ne pas le maudire, je dirais avec force. Le monde ne change pas, votre capacité à voir change. Chaque instant est un pas vers l’oubli, et je marche seul, pensais-je. On vous dira qu’un cœur brisé fragilise, mais cela signifie seulement que vous avez osé aimer. Le seul chemin est celui de l’intérieur. Vous souvenez-vous de qui vous étiez avant que le monde ne vous dise qui vous devriez être ? Il y a un moment où nous nous réveillons de la vie qui nous a été donnée. Celle construite pour nous, non par nous. Nous regardons en nous-mêmes. Et nous recommençons. Non pas pour devenir quelqu’un de nouveau, mais pour se souvenir de quelqu’un d’oublié. La vraie rébellion, la vraie rébellion, ne se cache pas quelque part, mais dans un retour silencieux à moi-même.
Je suis un Polonais avec un Juif au cœur de mon être, un Juif qui n’existe pas sans ce Polonais. Parfois, je joue aux échecs avec moi-même, et savez-vous qui gagne ? Parfois un, parfois deux. Il existe un endroit sur terre où coule la source de vos racines, où le temps est enfermé dans le royaume des souvenirs, où vous ne pouvez oublier le ciel. Même en parcourant le monde entier, vous trouverez vos idéaux, une vie heureuse, un pays hospitalier et, toujours, dans votre cœur, votre foyer familial.
En arrivant sur Terre, le Petit Prince s’étonna de n’y trouver âme qui vive. Le monde est en grande partie ce que nous en faisons. Nous recevons ce que nous donnons. Si nous semons la haine, nous récoltons la haine ; si nous semons l’amour et la douceur, nous récoltons l’amour et le bonheur. Les autres sont comme des miroirs qui nous renvoient l’image que nous en donnons. Une personne bienveillante tolère les faiblesses d’autrui, n’exagère jamais les détails et évite la critique. Il n’est pas facile d’expliquer pourquoi Dieu permet le mal, mais un athée ne peut expliquer l’existence du bien. Comment un univers dépourvu d’esprit, d’âme, de croix et de Dieu pourrait-il devenir le centre de la foi, de la pureté, du sacrifice, de la glace et du martyre ? Comment la décence peut-elle être décence s’il n’y a pas de Dieu ? Si Dieu est amour, pourquoi devrions-nous nous étonner que son absence engendre douleur, haine, cœurs brisés et guerres ? – a déclaré l’archevêque Fulton Sheen.
En arrivant sur Terre, le Petit Prince fut étonné de ne trouver aucune âme vivante. La volonté humaine s’arrête là où commence l’amour. Demain sera meilleur, mes frères. Il est de plus en plus difficile de se lever la nuit lorsque la maladie est impitoyable. Je cherche en moi une nouvelle force, au milieu de la douleur et de la faiblesse. Je dois rassembler toutes mes forces pour me reposer, pour gagner du temps. Les moments qui m’ont tant tourmenté finiront par passer. Nous devons lutter, pour croire en nous-mêmes qu’un jour meilleur viendra. Le soleil se lèvera à nouveau dans le ciel et dissipera l’ombre noire.
Bien que l’humanité ne puisse s’élever par ses propres forces, la génération spontanée n’existe pas ; la vie ne vient pas des cristaux ; la poésie ne vient pas des ânes ; la paix internationale ne vient pas de la guerre ; la justice sociale ne vient pas de l’égoïsme. Malgré toutes nos connaissances en chimie, nous ne pouvons créer la vie humaine dans nos laboratoires, car il nous manque le principe unificateur et animateur de l’âme, qui ne vient que de Dieu. La vie n’est pas une poussée venue d’en bas ; c’est un don d’en haut. Elle n’est pas le fruit d’une ascension nécessaire de l’homme, mais de la descente bienveillante de Dieu, a déclaré l’archevêque Fulton Sheen, déjà mentionné.
J’apprends que certaines cages sont faites de souvenirs, et j’en détiens la clé, jamais de courage, a dit Franz Kafka. Certaines prisons ne sont pas faites de baraquements, mais de souvenirs étranges que nous craignons d’ouvrir. Et pourtant, nous choisissons de regarder – de voir, car détourner le regard serait abandonner. Votre seul devoir dans chaque vie est d’être vous-même. Accomplir qui que ce soit ou quoi que ce soit est non seulement impossible, mais le signe d’un faux messie, a dit Richard Bach. La tragédie de la vie n’est pas qu’elle commence si vite, mais qu’on attende si longtemps avant de commencer. Plus je parle, même dans ce monde absurde, plus je refuse de fermer les yeux. Ma rébellion, c’est témoigner, persévérer, exister.
Sœur, Frère
En tant que chrétien, chacun a une histoire ; la mienne est la belle de votre existence. Chacun a son propre wushu ; le mien est d’être avec vous jusqu’au bout. Chacun a un porte-bonheur ; le mien est votre présence. Chacun a un faible pour quelqu’un ; le mien est pour vous seul. Chacun a quelqu’un de spécial, et pour moi, cette personne, c’est vous seul. La grâce, c’est quand Dieu nous donne de bonnes choses que nous ne méritons pas. La miséricorde, c’est quand Il nous protège des mauvaises choses que nous méritons. Les bénédictions, c’est quand Il est généreux dans les deux cas. Vraiment, nous ne manquerons jamais de raisons de Le remercier.
Cher Dieu, prépare-moi pour la semaine à venir. Élimine mes soucis et mes regrets. Remplis mon âme et renouvelle mon espoir. S’il te plaît, avance devant moi. Dégage le chemin et protège-moi. Accueille les bonnes personnes dans ma vie et enlève les Écarte les mauvais de mon chemin. Guide-moi par ton amour et donne-moi ta joie. Au nom de Jésus. Amen.
Stanisław Barszczak, Think of the future of others, but never of your own…
It’s time to think about the future when the present is over. Here are some of his popular quotes by George Bernard Shaw in my opinion it’s very current. He is a renowned writer and critic who left behind many valuable thoughts and renowned for his role in revolutionizing the comedy-drama genre. He was also a literary critic and a prominent British socialist. His highest-grossing work, Pygmalion, was adapted into the popular Broadway musical My Fair Lady. A conservative by nature, he often shared his views on social injustice, women’s rights, and vegetarianism. However, Shaw often held contradictory and controversial views. He wrote over sixty plays, including such seminal works as „Man and the Superman” (1902), „Pygmalion” (1913), and „St. Joan” (1923): Life isn’t about finding yourself. Life is about creating yourself. A reasonable man adapts to the world. An unreasonable man tries to adapt the world to himself. That’s why great progress is made thanks to unreasonable people. The more I get to know people, the more I love animals… People incapable of great crimes don’t suspect others of them. You realize it’s not about killing someone with an axe. Ten pounds is a lot of money. A person can settle down, and then: goodbye happiness. There is no love more sincere than the love of food. I adored Franciszek for his cooking and his dining habits. It’s easier to live with fickle women than with boring ones. What is life but a series of inspired follies? Some people see things as they are and ask: why? I dream of what has never been and ask: why not. Ideals are like stars. Even if we cannot achieve them, we must orient ourselves by them. The greatest problem in communication is the illusion that it has happened. People who claim it cannot be done should not in the least hinder those who do. Do not do to your neighbor what you would have them do to you. This is a good principle, but it has its limits. It is precisely about the thread of communication and mutual understanding. As long as I have needs, I have a reason to live. Satisfaction is death. We, a tolerant nation, the bulwark of Christianity, still feed on the myths of nobility. I speak well in this context… As I speak to you, I have drawn a few thoughts from George Bernard Shaw. The latter, whose words were feared even in America, alluded in an interview to the world’s bankruptcy during World War I. With a repertoire that combined contemporary satire and historical allegory, Shaw became a leading playwright of his generation. He later declared that „a man of my spiritual intensity does not eat corpses.” Shaw considered food a „tedious necessity” and was a staunch advocate of chaste living – in addition to avoiding meat, he didn’t drink alcohol, smoke cigarettes, and drank neither tea nor coffee! Nothing happens in this world unless people are prepared to kill each other if it doesn’t happen. There are two tragedies in life. There are two tragedies in life: One is losing one’s heart’s desires. The other is gaining them. One is losing something one loves. The other is regaining something one loves. In 1925, Shaw received the Nobel Prize for Literature. The greatest happiness on earth is the conviction that one is loved; loved for oneself, let’s say even more – in spite of oneself. This is the true joy of life: to be used for a purpose you yourself deem noble, to be a force of nature rather than a feverish, selfish bundle of ailments and regrets, complaining that the world isn’t dedicated to making you happy. Someone told me, it would be better if you had never been born… Well. I have always fought for the happiness of the whole world. True, I was never born, but if I have to smile, I smile for the camera now. People see me, but I don’t see them, although I am a universal optimist, and even Pope Leo is often a pessimist. People see me as a man of the theater. With my visits to your homes, all Poles, I would like to be noticed as the author of my reports and stories about our world. People cannot see me, but I always say good morning to them and smile for the camera. Otherwise, I would be destroyed, so I am always smiling. The biggest problem in communication is the illusion that it has happened… He never missed a single opportunity. He participated in all the debates in various London societies, clubs, and associations. He soon felt his dizziness and nervousness subside. In this way, he secured his freedom of speech… The art of government is an organization of idolatry. Bureaucracy is composed of officials; aristocracy of idols; democracy of idolaters. The people do not understand bureaucracy: they can only worship national idols. The corrupt people can’t believe that anything happens in this country without corruption. In Pygmalion, Shaw used a Greek myth. It tells the story of a linguistics professor who bets he can change the language and etiquette of a flower girl in Covent Garden and present her as a lady at the ambassadors’ ball. Galatea will never truly like Pygmalion. His attitude toward her has something too divine to speak to the heart.
To refer to Franz Kafka…At the age of 40, Franz Kafka (1883-1924), who never married or had children, was walking through a park in Berlin when he encountered a crying girl. Concerned, he asked why and discovered that the girl’s beloved doll was missing. Kafka, determined to comfort the distressed child at all costs, conceived the idea of sending a letter from the missing doll to its owner, little Lena. Kafka advised the girl to return to the park at the same time the next day, and together they would search for the missing doll again. When the doll was missing the next day, Kafka gave the girl a letter, supposedly „written” by the doll: – Please don’t cry. I have gone on a journey to see the world. I will write to you about my adventures. Thus begins a story that lasts for the rest of the writer’s life. Every day, Kafka arrives at the park, sits on a bench under the rhododendron where he first spoke to the girl, waits for Lena, and reads her a letter about the doll’s adventures. These meetings slowly take on the character of a ritual. The little girl and the tall, slim, elegantly dressed man sit on the bench at the same time every day, until the clock strikes two. During their meetings, Kafka reads the doll’s carefully written letters of adventures and conversations, which the girl finds charming. Finally, one day, the writer brings a real doll to the meeting and gives it to Lena. „She doesn’t look like my doll at all,” the girl says. The man then gives her another note, written by the doll: „My travels have changed me.” The girl hugs the new doll and, happy, carries it home. A year later, Franz Kafka dies. Many years later, the now-adult girl finds a letter in the doll, containing the following words, written and signed by Kafka: – Everything you love will probably be lost, but eventually love will return in another way. Ideals are like stars. Even if we can’t achieve them, we must orient ourselves by them. Joy is the only thing that multiplies if shared. Happiness is not a goal, it’s a byproduct of living life to the fullest. What is life if not a series of inspired follies? There is no progress except change. On August 6th, a National Assembly was convened in Warsaw, during which Karol Nawrocki will be sworn in as president. Former President Lech Wałęsa posted a photo of an invitation from Sejm Speaker Szymon Hołownia on social media. „The Sejm Speaker (…) invites you to the ceremonial taking of the oath by the President of the Republic of Poland before the National Assembly,” we read. In a comment under the photo, Wałęsa announced that he would not be attending the swearing-in ceremony. „I refuse to participate in this scandalous spectacle,” he wrote. A reasonable person adapts to the world. An unreasonable person tries to adapt the world to himself. That’s why great progress is made thanks to unreasonable people. It’s easier to live with fickle women than with boring ones, as Shaw once said. Women ruin everything. All you have to do is let them into our lives to see that a woman wants one thing and we want another. The difference between a lady and a flower girl is not how they behave, but how they are treated. You see me now. Would the world have been created if the Creator had been afraid to cause trouble? To create life means to create trouble. There’s only one way to avoid trouble—kill. Cowards, remember, always cry out loud that they had to kill people who cause trouble. All great truths begin as blasphemies. Once we’ve learned to fly through the air like birds, swim underwater like fish, the fourth pope is not Italian, we lack only one thing: to learn to live on earth like humans. I want to be completely exhausted when I die, because the harder I work, the more I live. I enjoy life for its own sake. Life isn’t a ‚short candle’ for me. It’s a kind of magnificent torch I hold in my hand for now, and I want it to burn as brightly as possible before I pass it on to future generations. Remember, you are a human being, endowed with a soul and with that wonderful gift of God that is articulate human speech… The secret of being unhappy is having free time to devote to wondering whether we are happy or not. In the theater of life, everyone can have fun except the actor. Don’t try to live forever, you won’t succeed. George Bernard Shaw was asked on his deathbed: What would you do if you could live your life over again? He thought for a moment, then replied with a deep sigh: I wish I were the person I could have been but never was. I pray that never happens to you.
_______
Stanisław Barszczak, Myśl o przyszłości innych, lecz nigdy o swojej…
O przyszłości czas myśleć, gdy się teraźniejszość skończy. Zdolny tworzy – niezdolny poucza. George Bernard Shaw to znany pisarz i krytyk, który pozostawił po sobie wiele cennych myśli. Oto kilka jego popularnych cytatów: W życiu nie chodzi o odnalezienie siebie. W życiu chodzi o wykreowanie siebie. Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym. Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta… Ludzie niezdolni do wielkich zbrodni nie podejrzewają o nie innych. Dziesięć funtów to kupa forsy. Człowiek może się ustatkować, a wtedy: żegnaj szczęście. Nie ma bardziej szczerej miłości, niż miłość do jedzenia. Z kobietami zmiennymi łatwiej jest wytrzymać niż z nudnymi. Czymże jest życie, jeśli nie pasmem natchnionych szaleństw? Niektórzy ludzie widzą rzeczy takimi, jakimi są, i pytają: dlaczego? Ja marzę o tym, czego jeszcze nie było, i pytam: dlaczego nie. Ideały są jak gwiazdy. Jeśli nawet nie możemy ich osiągnąć, to należy się według nich orientować. Największym problemem w komunikacji jest złudzenie, że ona miała miejsce. Ludzie, którzy twierdzą, że nie da się tego zrobić, nie powinni bynajmniej przeszkadzać tym, którzy to robią. Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Jest to dobra zasada, ale ma swoje granice. Chodzi właśnie o nić komunikacji i obopólnego zrozumienia. Tak długo jak mam potrzeby, mam powód do życia. Zaspokojenie to śmierć. My, naród tolerancyjny, przedmurze chrześcijaństwa. Wciąż karmimy się mitami szlachty. To dobrze mówię w tym kontekście… W tej chwili kiedy mówię do Państwa, zaczerpnąłem kilka myśli z Georga Bernarda Shawa. Ten ostatni, a bali się jego słów także w Ameryce, w wywiadzie nawiązywał do bankructwa świata w czasie I wojny światowej. George Bernard Shaw zasłynął z roli, jaką odegrał w zrewolucjonizowaniu komediodramatu. Był także krytykiem literackim i wybitnym brytyjskim socjalistą. Jego najbardziej kasowy dochód, Pigmalion, został zaadaptowany na popularny broadwayowski musical My Fair Lady. Z natury konserwatysta często dzielił się swoimi poglądami na temat niesprawiedliwości społecznej, praw kobiet i wegetarianizmu. Jednak Shaw często prezentował sprzeczne i kontrowersyjne poglądy. Napisał ponad sześćdziesiąt sztuk, w tym ważne dzieła jak „Człowiek i nadczłowiek”(1902), „Pigmalion”(1913) i „Święta Joanna”(1923). Z repertuarem łączącym współczesną satyrę i alegorię historyczną, Shaw stał się czołowym dramatopisarzem swojego pokolenia. Później oświadczył, że „człowiek o moim duchownym natężeniu nie je trupów”. Shaw uważał jedzenie za „uciążliwą konieczność” i był zdecydowanym zwolennikiem czystego życia – oprócz unikania mięsa, nie pił alkoholu, nie palił papierosów i nie pił ani herbaty, ani kawy! Nic nie dzieje się na tym świecie, dopóki ludzie nie są gotowi się pozabijać, jeśli to się nie stanie. W życiu zdarzają się dwie tragedie. W życiu zdarzają się dwie tragedie: Jedną z nich jest utrata pragnień serca. Druga to ich zyskanie. Jedna to stracić coś, co się kocha. Druga to odzyskać coś, co się kocha. W 1925 roku Shaw otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Największym szczęściem na ziemi jest przekonanie, że się jest kochanym; kochanym dla samego siebie, powiedzmy nawet więcej – pomimo samego siebie. Oto prawdziwa radość życia: Być wykorzystywanym do celu, który sam uznajesz za szczytny, być siłą natury, a nie gorączkowym, samolubnym kłębkiem dolegliwości i żalów, narzekającym, że świat nie poświęca się temu, by cię uszczęśliwiać. Ktoś mi powiedział, lepiej żebyś się nigdy nie narodził… Well. Zawsze walczyłem o szczęście dla świata całego. Owszem nigdy się nie narodziłem, to prawda. Ale skoro mam się uśmiechać,było się uśmiecham w kamerę teraz. Ludzie widzą mnie, ja ich nie widzę, choć jestem optymistą powszechnym, a choćby papież Leon nierzadko pesymistą. Ludzie mnie widzą jako człowieka teatru. Z moimi odwiedzinami w państwa domach, wszystkich Polaków, pragnąłbym być dostrzeżony jako autor moich reportaży i opowieści o naszym świecie. Ludzie nie mogą mnie widzieć, ale mówię im zawsze dzień dobry i uśmiecham się do kamery. Inaczej byłbym zniszczonym, tedy jestem zawsze uśmiechniętym. Największym problemem w komunikacji jest złudzenie, że ona miała miejsce… Nigdy nie przegapił żadnej okazji. Brał udział we wszystkich debatach w różnych londyńskich towarzystwach, klubach i stowarzyszeniach. Wkrótce poczuł, że jego zawroty głowy i nerwowość ustąpiły. W ten sposób zapewnił sobie wolność słowa… Sztuka rządzenia to organizacja bałwochwalstwa. Biurokracja składa się z urzędników; arystokracja z bożków; demokracja z bałwochwalców. Lud nie rozumie biurokracji: może jedynie czcić bożki narodowe. Skorumpowani ludzie nie mogą uwierzyć, że w tym kraju dzieje się coś bez korupcji. W Pigmalionie Shaw posłużył się greckim mitem. Opowiada ona o profesorze lingwistyki, który zakłada się, że może zmienić język i etykietę dziewczynki sypiącej kwiaty w Covent Garden i przedstawić ją jako damę na balu ambasadorów. Galatea nigdy naprawdę nie polubi Pigmaliona. Jego stosunek do niej ma w sobie coś nazbyt boskiego, aby mógł przemawiać do serca. Chciałbym teraz nawiązać do Franza Kafki i książki Gerd Schneider pt.: „Lalka Kafki”. Autor „Lalki Kafki” wykorzystał do napisania swej powieści jeden z epizodów ostatnich już lat życia Kafki do tego stopnia, że stał się on motywem przewodnim dzieła Schneidera. Już od pierwszej strony powieści znajdujemy się wraz z Franzem i Dorą Diamant w Berlinie. Jest rok 1923. Dora i Franz właśnie przeprowadzili się na jakiś czas do Berlina, który miał być tylko przystankiem na drodze do Palestyny. Jest ciepły październik, a Kafka na naszych oczach spaceruje po berlińskim parku w dzielnicy Steglitz. We wnętrzu jego ciała rozwija się już tuberkuloza, która z każdym dniem będzie coraz bardziej utrudniała życie codzienne pisarza. Mimo choroby, Kafka codziennie przybywa do tego parku i patrzy na znajdujących się tam ludzi. Jest dobrym obserwatorem i wszędzie szuka inspiracji do swoich dzieł. Pewnego razu Franz spotyka w parku płaczącą dziewczynkę. Widok ten porusza jego serce i postanawia dowiedzieć się, dlaczego dziecko płacze. Kiedy odkrywa, że zaginęła ukochana lalka dziewczynki, Kafka chce za wszelką cenę pocieszyć zmartwione dziecko. Tak rodzi się pomysł korespondencji zaginionej lalki do jej właścicielki – małej Leny. Każdego dnia Kafka przybywa do parku, siada na ławce pod rododendronem, gdzie pierwszy raz rozmawiał z dziewczynką, czeka na Lenę i czyta jej list o kolejnych przygodach jej lalki. Spotkania te powoli przybierają charakter rytuału. Mała dziewczynka i wysoki, szczupły, elegancko ubrany mężczyzna zawsze o tej samej porze siedzą na ławce, aż do momentu, gdy zegar na wieży ciśnień wybije godzinę drugą…
Ideały są jak gwiazdy. Jeśli nawet nie możemy ich osiągnąć, to należy się według nich orientować. Radość jest jedyną rzeczą, która się mnoży, jeśli się ją dzieli. Szczęście to nie cel, to produkt uboczny czerpania z życia w pełni. Czymże jest życie, jeśli nie pasmem natchnionych szaleństw? Nie ma postępu poza zmianą. Na 6 sierpnia w Warszawie zwołano Zgromadzenie Narodowe, podczas którego na prezydenta zostanie zaprzysiężony Karol Nawrocki. Były prezydent Lech Wałęsa opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie zaproszenia od marszałka Sejmu Szymona Hołowni. „Marszałek Sejmu (…) zaprasza na uroczyste złożenie przysięgi przez Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej wobec Zgromadzenia Narodowego” – czytamy. Wałęsa w komentarzu pod zdjęciem poinformował, że na zaprzysiężeniu się nie pojawi. „Odmawiam udziału w tym gorszącym dla mnie widowisku” – napisał. Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym. Z kobietami zmiennymi łatwiej jest wytrzymać niż z nudnymi, to Shaw powiedział. Kobiety wszystko psują. Wystarczy wpuścić je do naszego życia, aby się przekonać, że kobieta chce jednego, a my drugiego. Różnica między damą a kwiaciarką nie polega na tym, jak one się zachowują, tylko, jak są traktowane. Państwo mnie widzą. Czy świat by został stworzony, gdyby Stwórca bał się narobić kłopotu? Stwarzać życie, to znaczy stwarzać kłopoty. Jest tylko jeden sposób unikniecia kłopotów – zabijać. Tchórze, pamiętaj, zawsze krzyczą głośno, że musieli zabić ludzi sprawiających kłopoty. Wszystkie wielkie prawdy zaczynają się jako bluźnierstwa. Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, czwarty papież jest nie-Włochem; brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie. Chcę być zupełnie wykończony, kiedy umrę, bo im ciężej pracuję, tym bardziej żyję. Cieszę się z życia dla niego samego. Życie nie jest dla mnie ‚krótką świeczką’. Jest to rodzaj wspaniałej pochodni, którą na razie trzyma w ręku i chcę, aby płonęła jak najjaśniej, zanim przekażę ją przyszłym pokoleniom. Pamiętaj, że jesteś istotą ludzką, obdarzoną duszą i tym cudownym darem Bożym, jakim jest artykułowana mowa ludzka… George’a Bernarda Shawa na łożu śmierci zapytano: Co byś zrobił, gdybyś mógł przeżyć swoje życie jeszcze raz? Zastanowił się, po czym odpowiedział z głębokim westchnieniem: – chciałbym być osobą, którą mogłem być, ale nigdy nie byłem. Modlę się, żeby ci się to nigdy nie przytrafiło.
Станислав Баршчак, Истински бунт
Скъпи братя и сестри
Изкушаващо е да се вмъкнем в популярния разговор за мигрантите. Исус умря в Полша, каза някой. Представете си, че сте толкова щастливи, колкото е най-нещастното ви дете. Бих искал да кажа, че виждам проблем тук. Ако някой бичуваше куче с каишка пред училище днес, утре децата щяха да имат достъп до няколко психолози и лекция за неконтролираната агресия. И все пак, когато оцелелите се върнаха от войната, никой не им говори. Никой не им даде инструментите, които да им помогнат да се изправят на крака. Нека ви разкажа една история: една от местните жени казва: „Знаете ли какво ще се случи, ако дойдат тук? Ще изнасилват жени в трамваите.“ Казвам: „Но тук няма трамваи“, а тя отговаря, че няма начин да говори с мен.
Бог е най-великият учен. Сложността на вселената не би могла да възникне случайно. Духът на висшата интелигентност се проявява в законите на вселената. В присъствието на Божието величие ние виждаме себе си по-добре и по-ясно. Междувременно, на нас, съвременниците, ни се струва, че в тази епоха има все повече хора и един по-малко. Отмина ли времето на човека?
Възлюбени Божии деца, вие получихте даром, давайте даром – защото имате… не защото очаквате нещо в замяна. Забелязах и друг проблем в Полша, моята родина. Сега всички сме граждани от втора класа, дори поляците са граждани от втора класа в собствената си страна. Имаме право да живеем, да работим, да дишаме, да ходим на почивка, а всичко останало е политическа дейност. Въпреки че колкото по-католици сте, толкова по-малко сте отворени към когото и да било! И къде е притчата за добрия самарянин? Къде е нейният смисъл? Хората, които пристигнаха тук през есента, бяха наречени Исус, за Бога, Исус – и това не е метафора! Г-н Влодзимеж Чарзасти наскоро разкритикува отношението на епископ Веслав Меринг, който отделя мигрантите от Божията милост. По ирония на съдбата, проблемът с имигрантите, атакуващи полската граница, се появява на 15-та обикновена неделя на добрия самарянин.
Знаете ли, че Полша е страна на човечността на показ? Спасяваме „фетуси“, но не група от двадесет и седем мигранти с много деца. Ужасно трудно е. Знаете ли, че това е само прелюдия към друга голяма миграция, за която трябва да се подготвим? И когато няма какво да се яде или пие в южните страни, това няма да е просто молба; ще бъде принуда. Затова трябва да се научим да помагаме и да разбираме, че трябва да се раздвижим малко и да направим място за другите. Дядо ми беше поляк, баща ми беше полски ветеран от Първата световна война и аз също бях поляк. Имах полско гражданство и изведнъж, от нищото, то стана невалидно. Как мога да бъда поляк, след като Полша ме изостави? Иска ми се да можех да кажа, че Полша е моята страна и моята родина, но не мога, защото моята страна и моята родина не ме искаха. Исках да се извиня, но няма на кого да се извиня. Всеки би могъл да го каже сега. В крайна сметка искам да разберем, че едно общество, което се срамува от собствените си действия, рано или късно ще се обърне срещу онези, които са свидетели на подобни действия.
Има едно място на земята, където тече изворът на корените ти, където времето е заключено в сферата на любовта, любовта, която дава смисъл на живота. Междувременно ти си щастлив като най-малко щастливото си дете. Някои нощи прощавах на света, други нощи успявах само да не го прокълна, бих казал силно. Светът не се променя, способността ти да виждаш се променя. Всеки миг е стъпка към забравата, а аз вървя сам, помислих си. Ще ти кажат, че разбито сърце отслабва, но това само означава, че си се осмелил да обичаш. Единственото пътуване е това в теб самия. Помниш ли кой беше, преди светът да ти каже кой трябва да бъдеш? Има момент, в който се събуждаме от живота, който ни е даден. Този, построен за нас, а не от нас. Поглеждаме в себе си. И започваме наново. Не за да станем някой нов, а за да си спомним някой забравен. Истинският бунт, истинският бунт, не се крие някъде, а в тихо завръщане към себе си.
Аз съм поляк с евреин в основата на моето същество, евреин, който не съществува без този поляк. Понякога играя шах със себе си и знаете ли кой печели? Понякога един, понякога двама. Има едно място на земята, където тече изворът на корените ти, където времето е заключено в царството на спомените, където не можеш да забравиш рая. Дори да пътуваш по целия свят, ще намериш своите идеали, щастлив живот, гостоприемна страна и винаги, в сърцето си, семейния си дом.
При пристигането си на Земята, Малкият принц бил изумен да не намери жива душа тук. Светът е до голяма степен това, което ние си го правим. Получаваме това, което даваме. Ако сеем омраза, ще пожънем омраза; ако сеем любов и нежност, ще пожънем любов и щастие. Другите хора са като огледала, които ни отразяват образа, който даваме. Добрият човек толерира слабостите на другите, никога не преувеличава тривиалните неща и избягва духа на критика. Не е лесно да се обясни защо
Бог допуска злото; но атеистът не може да обясни съществуването на доброто. Как би могла вселена, лишена от дух, душа, кръст и Бог, да се превърне в център на вярата, чистотата и жертвоприношението, леда и мъченичеството? Как може благоприличието да бъде благоприличие, ако няма Бог? Ако Бог е любов, защо да се изненадваме, че отсъствието ѝ води до болка, омраза, разбити сърца и войни? – каза архиепископ Фултън Шийн.
При пристигането си на Земята, Малкият принц бил изумен, че не е намерил жива душа. Човешката воля свършва там, където започва любовта. Утре ще бъде по-добре, братя. Все по-трудно е да ставаш през нощта, когато болестта е безмилостна. Търся в себе си нова сила, сред болка и слабост. Трябва да призова всичките си сили, за да си почина, да спечеля време. Моментите, които ме измъчваха толкова много, в крайна сметка ще отминат. Трябва да се борим, да вярваме в себе си, че ще дойде по-добър ден. Слънцето ще изгрее отново на небето и ще разсее тъмната сянка.
Въпреки че човечеството не може да се издигне със собствена сила, няма такова нещо като спонтанно зараждане; животът не идва от кристали; Поезията не идва от магарета; международният мир не идва от война; социалната справедливост не идва от егоизъм. Въпреки всичките ни познания по химия, не можем да създадем човешки живот в нашите лаборатории, защото ни липсва обединяващият, оживяващ принцип на душата, който идва само от Бог. Животът не е тласък отдолу; той е дар отгоре. Той не е резултат от необходимо изкачване на човека, а от любящото слизане на Бог, каза гореспоменатият архиепископ Фултън Шийн.
Научавам се, че някои клетки са направени от памет и аз нося ключа, никога от смелост, каза Франц Кафка. Някои затвори не са направени от казарми, а от странни спомени, които се страхуваме да отворим. И въпреки това избираме да гледаме – да виждаме, защото да отместим поглед би означавало да се предадем. Единственият ти дълг във всеки живот е да бъдеш себе си. Да изпълниш някого или каквото и да е друго е не само невъзможно, но и знак за фалшив месия, каза Ричард Бах. „Трагедията на живота не е, че започва толкова бързо, а че чакаме толкова дълго, за да започнем. Колкото повече говоря, дори в този абсурден свят, отказвам да си затворя очите. Моят бунт е да свидетелствам, да упорствам, да съществувам.
Сестро, братко
Като християнин, всеки има история; моята е красивата на твоето съществуване. Всеки има свое собствено ушу; моето е да бъда с теб до края. Всеки има талисман за късмет; моето е твоето присъствие. Всеки има слабост към някого; моята е само към теб. Всеки има някой специален и за мен този човек си само ти. Благодатта е, когато Бог ни дава добри неща, които не заслужаваме. Милостта е, когато ни защитава от лоши неща, които заслужаваме. Благословиите са, когато е щедър и в двете. Наистина, никога няма да ни свършат причините да Му благодарим.
Скъпи Боже, подготви ме за предстоящата седмица. Отнеми тревогите и съжаленията ми. Изпълни душата ми и обнови надеждата ми. Моля те, върви пред мен. Разчисти пътя и ме защити. Доведи правилните хора в живота ми и премахни грешните от него.“ път. Води ме с любовта си и ме изпълни с радостта си. В името на Исус. Амин.
________
Stanisław Barszczak, True Rebellion
Kjære brødre og søstre
Det er fristende å hoppe inn i den populære samtalen om migranter. Jesus døde i Polen, sa noen. Tenk deg å være like lykkelig som ditt minst lykkelige barn. Jeg vil si at jeg ser et problem her. Hvis noen skulle piske en hund i bånd foran skolen i dag, ville barna i morgen ha tilgang til flere psykologer og et foredrag om ukontrollert aggresjon. Likevel, da de overlevende kom tilbake fra krigen, var det ingen som snakket med dem. Ingen ga dem verktøyene for å hjelpe dem på beina igjen. La meg fortelle deg en historie: en av de lokale kvinnene sier: «Vet du hva som vil skje hvis de kommer hit? De vil voldta kvinner på trikker.» Jeg sier: «Men det er ingen trikker her,» og hun svarer at det ikke er noen måte å snakke med meg på.
Gud er den største vitenskapsmannen. Universets kompleksitet kunne ikke ha oppstått ved en tilfeldighet. Ånden av høyere intelligens manifesterer seg i universets lover. I nærvær av Guds majestet ser vi oss selv bedre og klarere. I mellomtiden virker det for oss moderne mennesker at det i denne tiden er flere og flere mennesker, og én mindre. Er menneskets tid forbi?
Elskede Guds barn, dere mottok for fritt, gi for fritt – fordi dere har … ikke fordi dere forventer noe tilbake. Jeg har også lagt merke til et annet problem i Polen, mitt hjemland. Nå er vi alle annenrangs borgere, selv polakker er annenrangs borgere i sitt eget land. Vi har rett til å leve, arbeide, puste, dra på ferie, og alt annet er politisk aktivitet. Selv om jo mer katolikker dere er, desto mindre åpne er dere for alle! Og hvor er lignelsen om den barmhjertige samaritan? Hvor er dens betydning? Menneskene som kom hit om høsten ble kalt Jesus, for Guds skyld, Jesus – og det er ikke en metafor! Herr Włodzimierz Czarzasty kritiserte nylig holdningen til biskop Wiesław Mering, som skiller migranter fra Guds nåde. Ironisk nok dukker problemet med innvandrere som angriper den polske grensen opp på den 15. vanlige søndagen i den barmhjertige samaritan.
Vet du at Polen er et land med menneskelighet i utstilling? Vi redder «fostre», men ikke en gruppe på tjuesju migranter med mange barn. Det er fryktelig vanskelig. Vet du at dette bare er et forspill til nok en stor migrasjon, som vi bør forberede oss på? Og når det ikke er noe å spise eller drikke i de sørlige landene, vil det ikke bare være en forespørsel; det vil være en tvang. Så vi bør lære å hjelpe og forstå at vi må flytte litt og gi plass til andre. Bestefaren min var polsk, faren min var en polsk veteran fra første verdenskrig, og jeg var også polsk. Jeg hadde polsk statsborgerskap, og plutselig, ut av ingenting, ble det ugyldig. Hvordan kan jeg være polsk hvis Polen forlot meg? Jeg skulle ønske jeg kunne si at Polen er mitt land og mitt hjemland, men jeg kan ikke, fordi mitt land og mitt hjemland ikke ville ha meg. Jeg ville be om unnskyldning, men det er ingen igjen å be om unnskyldning til. Hvem som helst kan si det nå. Til syvende og sist vil jeg at vi skal forstå at et samfunn som skammer seg over sine egne handlinger før eller siden vil vende seg mot de som er vitne til slike handlinger.
Det finnes ett sted på jorden hvor kilden til dine røtter flyter, hvor tiden er låst i kjærlighetens sfære, kjærligheten som gir livet mening. I mellomtiden er du like lykkelig som ditt minst heldige barn. Noen netter tilga jeg verden, andre netter klarte jeg bare å ikke forbanne den, jeg vil si sterkt. Verden forandrer seg ikke, din evne til å se forandrer seg. Hvert øyeblikk er et skritt mot glemsel, og jeg går alene, tenkte jeg. De vil fortelle deg at et knust hjerte svekkes, men det betyr bare at du har våget å elske. Den eneste reisen er den inni deg selv. Husker du hvem du var før verden fortalte deg hvem du skulle være? Det er et øyeblikk hvor vi våkner fra livet vi fikk. Det som er bygget for oss, ikke av oss. Vi ser inn i oss selv. Og vi begynner på nytt. Ikke for å bli noen ny, men for å huske noen som er glemt. Sant opprør, sant opprør, gjemmer seg ikke et sted, men i en stille tilbakevending til meg selv.
Jeg er en polak med en jøde i kjernen av mitt vesen, en jøde som ikke eksisterer uten den polakken. Noen ganger spiller jeg sjakk med meg selv, og vet du hvem som vinner? Noen ganger én, noen ganger to. Det er ett sted på jorden hvor kilden til dine røtter flyter, hvor tiden er låst i minnenes rike, hvor du ikke kan glemme himmelen. Selv om du reiser hele verden rundt, vil du finne dine idealer, et lykkelig liv, et gjestfritt land og alltid, i ditt hjerte, ditt familiehjem.
Da den lille prinsen ankom jorden, ble han forbauset over å ikke finne noen levende sjel her. Verden er i stor grad det vi gjør den til. Vi mottar det vi gir. Hvis vi sår hat, høster vi hat; hvis vi sår kjærlighet og mildhet, høster vi kjærlighet og lykke. Andre mennesker er som speil som reflekterer tilbake til oss det bildet vi gir. En vennlig person tolererer andres svakheter, overdriver aldri trivielle saker og unngår kritikkens ånd. Det er ikke lett å forklare hvorfor
Gud tillater ondskap; men en ateist kan ikke forklare eksistensen av det gode. Hvordan kan et univers uten ånd, sjel, kors og Gud bli sentrum for tro, renhet og offer, is og martyrium? Hvordan kan anstendighet være anstendighet hvis det ikke finnes noen Gud? Hvis Gud er kjærlighet, hvorfor skulle vi bli overrasket over at dens fravær resulterer i smerte, hat, knuste hjerter og kriger? – sa erkebiskop Fulton Sheen.
Da den lille prinsen ankom jorden, ble han forbauset over å ikke finne noen levende sjel. Menneskets vilje slutter der kjærligheten begynner. I morgen blir det bedre, brødre. Det blir stadig vanskeligere å stå opp om natten når sykdommen er nådeløs. Jeg søker i meg selv etter ny styrke, midt i smerte og svakhet. Jeg må kalle all min styrke til hvile, til å kjøpe tid. Øyeblikkene som har plaget meg så mye, vil til slutt gå over. Vi må kjempe, til å tro på oss selv at en bedre dag vil komme. Solen vil stå opp igjen på himmelen og fordrive den mørke skyggen.
Selv om menneskeheten ikke kan reise seg ved egen kraft, finnes det ikke noe slikt som spontan generasjon; livet kommer ikke fra krystaller; Poesi kommer ikke fra esler; internasjonal fred kommer ikke fra krig; sosial rettferdighet kommer ikke fra egoisme. Til tross for all vår kunnskap om kjemi, kan vi ikke skape menneskeliv i våre laboratorier fordi vi mangler det samlende, animerende prinsippet om sjel, som bare kommer fra Gud. Livet er ikke et støt nedenfra; det er en gave ovenfra. Det er ikke et resultat av en nødvendig oppstigning fra mennesket, men av Guds kjærlige nedstigning, sa den nevnte erkebiskop Fulton Sheen.
Jeg lærer at noen bur er laget av minner, og jeg bærer nøkkelen, aldri av mot, sa Franz Kafka. Noen fengsler er ikke laget av brakker, men av merkelige minner vi frykter å åpne. Og likevel velger vi å se – å se, fordi å se bort ville bety overgivelse. Din eneste plikt i ethvert liv er å være deg selv. Å oppfylle noen eller noe annet er ikke bare umulig, men et tegn på en falsk messias, sa Richard Bach. «Livets tragedie er ikke at det begynner så raskt, men at vi venter så lenge med å begynne. Jo mer jeg snakker, selv i denne absurde verden, jo mer nekter jeg å lukke øynene. Mitt opprør er å være vitne til, holde ut, eksistere.»
Søster, bror
Som kristen har alle en historie; min er den vakre av din eksistens. Alle har sin egen wushu; min er å være med deg til slutten. Alle har en lykkebringer; min er din tilstedeværelse. Alle har et mykt punkt for noen; mitt er bare for deg. Alle har noen spesielle, og for meg er den personen bare deg. Nåde er når Gud gir oss gode ting vi ikke fortjener. Barmhjertighet er når Han beskytter oss mot dårlige ting vi fortjener. Velsignelser er når Han er generøs i begge deler. Sannelig, vi vil aldri gå tom for grunner til å takke Ham.
Kjære Gud, forbered meg på den kommende uken. Ta bort mine bekymringer og anger. Fyll min sjel og forny mitt håp. Vennligst gå foran meg. Rydd veien og beskytt meg. Bring de riktige menneskene inn i mitt liv og fjern de gale fra min vei. Veilede.» meg med din kjærlighet og fyll meg med din glede. I Jesu navn. Amen.
_______
Stanisław Barszczak, True Rebellion
Kära bröder och systrar
Det är frestande att hoppa in i den populära konversationen om migranter. Jesus dog i Polen, sa någon. Tänk dig att vara lika lycklig som ditt minst lyckliga barn. Jag skulle vilja säga att jag ser ett problem här. Om någon skulle piska en hund i koppel framför skolan idag, skulle barnen imorgon ha tillgång till flera psykologer och en föreläsning om okontrollerad aggression. Ändå när de överlevande återvände från kriget pratade ingen med dem. Ingen gav dem verktygen för att hjälpa dem att komma på fötter igen. Låt mig berätta en historia: en av de lokala kvinnorna säger: „Vet du vad som kommer att hända om de kommer hit? De kommer att våldta kvinnor på spårvagnar.” Jag säger: „Men det finns inga spårvagnar här”, och hon svarar att det inte finns något sätt att prata med mig.
Gud är den största vetenskapsmannen. Universums komplexitet kunde inte ha uppstått av en slump. Anden av högre intelligens manifesterar sig i universums lagar. I närvaro av Guds majestät ser vi oss själva bättre och tydligare. Samtidigt verkar det för oss moderna människor som att det i denna era finns fler och fler människor, och en färre. Är människans tid förbi?
Älskade Guds barn, ni har fått för intet, ge för intet – för att ni har… inte för att ni förväntar er något tillbaka. Jag har också lagt märke till ett annat problem i Polen, mitt hemland. Nu är vi alla andra klassens medborgare, även polacker är andra klassens medborgare i sitt eget land. Vi har rätt att leva, arbeta, andas, åka på semester, och allt annat är politisk aktivitet. Även om ju mer katoliker ni är, desto mindre öppna är ni för vem som helst! Och var är liknelsen om den barmhärtige samariten? Var är dess betydelse? Människorna som anlände hit i höstas fick namnet Jesus, för Guds skull, Jesus – och det är inte en metafor! Herr Włodzimierz Czarzasty kritiserade nyligen biskop Wiesław Merings attityd, som skiljer migranter från Guds barmhärtighet. Ironiskt nog uppstår problemet med invandrare som attackerar den polska gränsen på den 15:e vanliga söndagen av den barmhärtige samariten.
Vet du att Polen är ett land av mänsklighet i full gång? Vi räddar „foster”, men inte en grupp på tjugosju migranter med många barn. Det är fruktansvärt svårt. Vet du att detta bara är ett förspel till ytterligare en stor migration, som vi bör förbereda oss för? Och när det inte finns något att äta eller dricka i de södra länderna, kommer det inte bara att vara en begäran; det kommer att vara ett tvång. Så vi borde lära oss att hjälpa till och förstå att vi måste flytta lite och ge plats åt andra. Min farfar var polsk, min far var en polsk veteran från första världskriget, och jag var också polsk. Jag hade polskt medborgarskap, och plötsligt, från ingenstans, blev det ogiltigt. Hur kan jag vara polsk om Polen övergav mig? Jag önskar att jag kunde säga att Polen är mitt land och mitt hemland, men jag kan inte, för mitt land och mitt hemland ville inte ha mig. Jag ville be om ursäkt, men det finns ingen kvar att be om ursäkt till. Vem som helst skulle kunna säga det nu. I slutändan vill jag att vi ska förstå att ett samhälle som skäms över sina egna handlingar förr eller senare kommer att vända sig mot dem som bevittnar sådana handlingar.
Det finns en plats på jorden där källan till dina rötter flödar, där tiden är låst i kärlekens sfär, den kärlek som ger livet mening. Samtidigt är du lika lycklig som ditt minst lyckligt lottade barn. Vissa nätter förlät jag världen, andra nätter lyckades jag bara inte förbanna den, skulle jag säga starkt. Världen förändras inte, din förmåga att se förändringar. Varje ögonblick är ett steg mot glömska, och jag vandrar ensam, tänkte jag. De kommer att säga att ett brustet hjärta försvagas, men det betyder bara att du har vågat älska. Den enda resan är den inom dig själv. Minns du vem du var innan världen sa åt dig vem du borde vara? Det finns ett ögonblick då vi vaknar upp från det liv vi fick. Det som byggdes för oss, inte av oss. Vi ser in i oss själva. Och vi börjar på nytt. Inte för att bli någon ny, utan för att minnas någon som glömts bort. Sann uppror, sann uppror, gömmer sig inte någonstans, utan i en tyst återgång till mig själv.
Jag är en polack med en jude i kärnan av mitt väsen, en jude som inte existerar utan den polen. Ibland spelar jag schack med mig själv, och vet du vem som vinner? Ibland en, ibland två. Det finns en plats på jorden där källan till dina rötter flödar, där tiden är låst i minnenas rike, där du inte kan glömma himlen. Även om du reser hela världen runt, kommer du att hitta dina ideal, ett lyckligt liv, ett gästfritt land och alltid, i ditt hjärta, ditt familjehem.
Vid ankomsten till jorden blev den lille prinsen förvånad över att inte hitta någon levande själ här. Världen är till stor del vad vi gör den till. Vi får vad vi ger. Om vi sår hat, skördar vi hat; om vi sår kärlek och mildhet, skördar vi kärlek och lycka. Andra människor är som speglar som reflekterar tillbaka till oss den bild vi ger. En vänlig person tolererar andras svagheter, överdriver aldrig trivialiteter och undviker kritikens anda. Det är inte lätt att förklara varför
Gud tillåter ondska; men en ateist kan inte förklara det godas existens. Hur kan ett universum utan ande, själ, kors och Gud bli centrum för tro, renhet och offer, is och martyrdöd? Hur kan anständighet vara anständighet om det inte finns någon Gud? Om Gud är kärlek, varför skulle vi bli förvånade över att dess frånvaro leder till smärta, hat, krossade hjärtan och krig? – sa ärkebiskop Fulton Sheen.
Vid ankomsten till jorden blev den lille prinsen förvånad över att inte finna någon levande själ. Den mänskliga viljan slutar där kärleken börjar. Imorgon blir det bättre, bröder. Det blir allt svårare att gå upp på natten när sjukdomen är obarmhärtig. Jag söker inom mig själv efter ny styrka, mitt i smärta och svaghet. Jag måste kalla all min styrka till vila, för att köpa tid. De stunder som har plågat mig så mycket kommer så småningom att försvinna. Vi måste kämpa, för att tro på oss själva att en bättre dag kommer. Solen kommer att gå upp igen på himlen och skingra den mörka skuggan.
Även om mänskligheten inte kan resa sig av egen kraft, finns det inget sådant som spontan generation; liv kommer inte från kristaller; Poesi kommer inte från åsnor; internationell fred kommer inte från krig; social rättvisa kommer inte från själviskhet. Trots all vår kunskap om kemi kan vi inte skapa mänskligt liv i våra laboratorier eftersom vi saknar den enande, animerande principen om själen, som bara kommer från Gud. Livet är inte en kraft nedifrån; det är en gåva uppifrån. Det är inte resultatet av en nödvändig uppstigning från människan, utan av Guds kärleksfulla nedstigning, sa den tidigare nämnda ärkebiskopen Fulton Sheen.
Jag lär mig att vissa burar är gjorda av minne, och jag bär nyckeln, aldrig av mod, sa Franz Kafka. Vissa fängelser är inte gjorda av baracker, utan av märkliga minnen som vi fruktar att öppna. Och ändå väljer vi att titta – att se, för att titta bort skulle innebära kapitulation. Din enda plikt i varje liv är att vara dig själv. Att uppfylla någon eller något annat är inte bara omöjligt, utan ett tecken på en falsk messias, sa Richard Bach. „Livets tragedi är inte att det börjar så snabbt, utan att vi väntar så länge med att börja. Ju mer jag talar, även i denna absurda värld, desto mer vägrar jag att blunda. Mitt uppror är att bevittna, att hålla ut, att existera.”
Syster, broder
Som kristen har alla en historia; min är den vackra i din existens. Alla har sin egen wushu; min är att vara med dig till slutet. Alla har en lyckobringare; min är din närvaro. Alla har en svaghet för någon; min är bara för dig. Alla har någon speciell, och för mig är den personen bara du. Nåd är när Gud ger oss goda saker vi inte förtjänar. Barmhärtighet är när Han skyddar oss från dåliga saker vi förtjänar. Välsignelser är när Han är generös i båda. Sannerligen, vi kommer aldrig att få slut på anledningar att tacka Honom.
Kära Gud, förbered mig för den kommande veckan. Ta bort mina bekymmer och ånger. Fyll min själ och förnya mitt hopp. Snälla gå före mig. Röj vägen och beskydda mig. Ta in rätt människor i mitt liv och ta bort fel från min väg. Vägled.” mig med din kärlek och fyll mig med din glädje. I Jesu namn. Amen.
______
Stanisław Barszczak, Vera Ribellione
Cari fratelli e sorelle
È allettante intromettersi nel dibattito popolare sui migranti. Gesù è morto in Polonia, ha detto qualcuno. Immagina di essere felice come il tuo figlio più infelice. Vorrei dire che vedo un problema. Se oggi qualcuno frustasse un cane al guinzaglio davanti a scuola, domani i bambini avrebbero accesso a diversi psicologi e a una lezione sull’aggressività incontrollata. Eppure, quando i sopravvissuti tornarono dalla guerra, nessuno parlò loro. Nessuno diede loro gli strumenti per aiutarli a rimettersi in piedi. Lasciate che vi racconti una storia: una delle donne del posto dice: „Sapete cosa succederà se vengono qui? Violenteranno le donne sui tram”. Io dico: „Ma qui non ci sono tram”, e lei risponde che non c’è modo di parlarmi.
Dio è il più grande scienziato. La complessità dell’universo non può essere nata per caso. Lo spirito di un’intelligenza superiore si manifesta nelle leggi dell’universo. Al cospetto della maestà di Dio, ci vediamo meglio e più chiaramente. Nel frattempo, a noi moderni sembra che in quest’epoca ci siano sempre più persone e una in meno. È forse passato il tempo dell’uomo?
Amati figli di Dio, avete ricevuto gratuitamente, date gratuitamente – perché avete… non perché vi aspettate qualcosa in cambio. Ho notato anche un altro problema in Polonia, la mia patria. Ora siamo tutti cittadini di seconda classe, anche i polacchi sono cittadini di seconda classe nel loro Paese. Abbiamo il diritto di vivere, lavorare, respirare, andare in vacanza, e tutto il resto è attività politica. Anche se più si è cattolici, meno si è aperti a chiunque! E dov’è la parabola del Buon Samaritano? Dov’è il suo significato? Le persone arrivate qui in autunno si chiamavano Gesù, per amor di Dio, Gesù – e questa non è una metafora! Il signor Włodzimierz Czarzasty ha recentemente criticato l’atteggiamento del vescovo Wiesław Mering, che separa i migranti dalla misericordia di Dio. Ironicamente, il problema degli immigrati che attaccano il confine polacco emerge proprio nella 15ª Domenica Ordinaria del Buon Samaritano.
Sapete che la Polonia è un Paese di umanità in mostra? Stiamo salvando dei „feti”, ma non un gruppo di ventisette migranti con molti bambini. È terribilmente difficile. Sapete che questo è solo il preludio a un’altra grande migrazione, alla quale dovremmo prepararci? E quando non ci sarà più niente da mangiare o da bere nei Paesi del Sud, non sarà solo una richiesta; sarà una costrizione. Quindi dovremmo imparare ad aiutare e capire che dobbiamo spostarci un po’ e fare spazio agli altri. Mio nonno era polacco, mio padre era un veterano polacco della Prima Guerra Mondiale, e anch’io ero polacco. Avevo la cittadinanza polacca e improvvisamente, dal nulla, è diventata invalida. Come posso essere polacco se la Polonia mi ha abbandonato? Vorrei poter dire che la Polonia è il mio Paese e la mia patria, ma non posso, perché il mio Paese e la mia patria non mi hanno voluto. Volevo scusarmi, ma non c’è più nessuno a cui scusarmi. Chiunque potrebbe dirlo ora. In definitiva, voglio che capiamo che una società che si vergogna delle proprie azioni prima o poi si rivolterà contro chi assiste a tali atti.
C’è un posto sulla terra dove scorre la fonte delle tue radici, dove il tempo è racchiuso nella sfera dell’amore, l’amore che dà senso alla vita. Nel frattempo, sei felice come il tuo figlio meno fortunato. Alcune notti ho perdonato il mondo, altre notti sono riuscito solo a non maledirlo, direi con forza. Il mondo non cambia, cambia la tua capacità di vedere. Ogni momento è un passo verso l’oblio, e io cammino da solo, pensai. Ti diranno che un cuore spezzato si indebolisce, ma questo significa solo che hai osato amare. L’unico viaggio è quello dentro di te. Ricordi chi eri prima che il mondo ti dicesse chi dovevi essere? C’è un momento in cui ci risvegliamo dalla vita che ci è stata data. Quella costruita per noi, non da noi. Guardiamo dentro noi stessi. E ricominciamo da capo. Non per diventare qualcuno di nuovo, ma per ricordare qualcuno dimenticato. La vera ribellione, la vera ribellione, non si nasconde da qualche parte, ma in un silenzioso ritorno a me stesso.
Sono un polacco con un ebreo nel profondo del mio essere, un ebreo che non esiste senza quel polacco. A volte gioco a scacchi con me stesso, e sapete chi vince? A volte uno, a volte due. C’è un posto sulla terra dove scorre la fonte delle tue radici, dove il tempo è racchiuso nel regno dei ricordi, dove non puoi dimenticare il cielo. Anche se viaggi per il mondo intero, troverai i tuoi ideali, una vita felice, un paese ospitale e sempre, nel tuo cuore, la tua casa.
Arrivando sulla Terra, il Piccolo Principe si stupì di non trovare anima viva. Il mondo è in gran parte ciò che lo creiamo. Riceviamo ciò che diamo. Se seminiamo odio, raccogliamo odio; se seminiamo amore e gentilezza, raccogliamo amore e felicità. Gli altri sono come specchi che ci riflettono l’immagine che diamo. Una persona gentile tollera le debolezze altrui, non esagera mai le questioni banali ed evita lo spirito di critica. Non è facile spiegare perché
Dio permette il male; ma un ateo non può spiegare l’esistenza del bene. Come può un universo privo di spirito, anima, croce e Dio diventare il centro della fede, della purezza e del sacrificio, del ghiaccio e del martirio? Come può la decenza essere decenza se non c’è Dio? Se Dio è amore, perché dovremmo sorprenderci che la sua assenza si traduca in dolore, odio, cuori spezzati e guerre? – disse l’arcivescovo Fulton Sheen.
Arrivando sulla Terra, il Piccolo Principe rimase stupito nel non trovare anima viva. La volontà umana finisce dove inizia l’amore. Domani andrà meglio, fratelli. È sempre più difficile alzarsi di notte quando la malattia è spietata. Cerco dentro di me nuova forza, in mezzo al dolore e alla debolezza. Devo raccogliere tutte le mie forze per riposare, per guadagnare tempo. I momenti che mi hanno tormentato così tanto alla fine passeranno. Dobbiamo lottare, credere in noi stessi che arriverà un giorno migliore. Il sole sorgerà di nuovo nel cielo e dissiperà l’ombra oscura.
Sebbene l’umanità non possa risorgere con le proprie forze, non esiste la generazione spontanea; La vita non viene dai cristalli; la poesia non viene dagli asini; la pace internazionale non viene dalla guerra; la giustizia sociale non viene dall’egoismo. Nonostante tutta la nostra conoscenza della chimica, non possiamo creare la vita umana nei nostri laboratori perché ci manca il principio unificante e vivificante dell’anima, che viene solo da Dio. La vita non è una spinta dal basso; è un dono dall’alto. Non è il risultato di una necessaria ascesa dell’uomo, ma della discesa amorevole di Dio, ha affermato il già citato arcivescovo Fulton Sheen.
Sto imparando che alcune gabbie sono fatte di memoria, e io ne porto la chiave, mai di coraggio, ha detto Franz Kafka. Alcune prigioni non sono fatte di caserme, ma di strani ricordi che abbiamo paura di aprire. Eppure scegliamo di guardare – di vedere, perché distogliere lo sguardo significherebbe arrendersi. Il tuo unico dovere in ogni vita è essere te stesso. Soddisfare chiunque o qualsiasi altra cosa non solo è impossibile, ma è il segno di un falso messia, ha detto Richard Bach. La tragedia della vita non è che inizi così in fretta, ma che aspettiamo così a lungo per iniziare. Più parlo, persino in questo mondo assurdo, più mi rifiuto di chiudere gli occhi. La mia ribellione è testimoniare, perseverare, esistere.
Sorella, Fratello
Come cristiano, ognuno ha una storia; la mia è quella bella della tua esistenza. Ognuno ha il suo wushu; il mio è stare con te fino alla fine. Ognuno ha un portafortuna; il mio è la tua presenza. Ognuno ha un debole per qualcuno; il mio è solo per te. Ognuno ha qualcuno di speciale, e per me, quella persona sei solo tu. La grazia è quando Dio ci dà cose buone che non meritiamo. La misericordia è quando ci protegge dalle cose cattive che meritiamo. Le benedizioni sono quando è generoso in entrambi i casi. Davvero, non mancheranno mai i motivi per ringraziarLo.
Caro Dio, preparami per la prossima settimana. Porta via le mie preoccupazioni e i miei rimpianti. Riempi la mia anima e rinnova la mia speranza. Per favore, precedimi. Sgombra il cammino e proteggimi. Porta le persone giuste la mia vita e allontana gli infelici dal mio cammino. Guidami con il tuo amore e riempimi della tua gioia. Nel nome di Gesù. Amen.
_____
Stanisław Barszczak, True Rebellion
Caros irmãos e irmãs
É tentador entrar na conversa popular sobre migrantes. Jesus morreu na Polônia, alguém disse. Imagine ser tão feliz quanto seu filho menos feliz. Gostaria de dizer que vejo um problema aqui. Se alguém chicoteasse um cachorro com uma coleira em frente à escola hoje, amanhã as crianças teriam acesso a vários psicólogos e a uma palestra sobre agressão descontrolada. No entanto, quando os sobreviventes retornaram da guerra, ninguém falou com eles. Ninguém lhes deu as ferramentas para ajudá-los a se reerguer. Deixe-me contar uma história: uma das mulheres locais diz: „Você sabe o que vai acontecer se eles vierem para cá? Eles vão estuprar mulheres em bondes.” Eu digo: „Mas não há bondes aqui”, e ela responde que não há como falar comigo.
Deus é o maior cientista. A complexidade do universo não poderia ter surgido por acaso. O espírito da inteligência superior se manifesta nas leis do universo. Na presença da majestade de Deus, nos vemos melhor e com mais clareza. Enquanto isso, parece a nós, modernos, que nesta era há cada vez mais pessoas e uma a menos. O tempo do homem já passou?
Amados filhos de Deus, vocês receberam de graça, deem de graça – porque vocês têm… não porque esperam algo em troca. Também notei outro problema na Polônia, minha terra natal. Agora somos todos cidadãos de segunda classe, até mesmo os poloneses são cidadãos de segunda classe em seu próprio país. Temos o direito de viver, trabalhar, respirar, tirar férias e tudo o mais é atividade política. Embora quanto mais católico você for, menos aberto estará a qualquer pessoa! E onde está a parábola do Bom Samaritano? Onde está o seu significado? As pessoas que chegaram aqui no outono se chamavam Jesus, pelo amor de Deus, Jesus – e isso não é uma metáfora! O Sr. Włodzimierz Czarzasty criticou recentemente a atitude do Bispo Wiesław Mering, que separa os migrantes da misericórdia de Deus. Ironicamente, o problema dos imigrantes que atacam a fronteira polonesa aparece no 15º Domingo Comum do Bom Samaritano.
Você sabia que a Polônia é um país de humanidade em exibição? Estamos salvando „fetos”, mas não um grupo de 27 migrantes com muitos filhos. É terrivelmente difícil. Você sabia que isso é apenas um prelúdio para outra grande migração, para a qual devemos nos preparar? E quando não houver nada para comer ou beber nos países do sul, não será apenas um pedido; será uma compulsão. Portanto, devemos aprender a ajudar e entender que precisamos nos mover um pouco e abrir espaço para os outros. Meu avô era polonês, meu pai era um veterano polonês da Primeira Guerra Mundial e eu também era polonês. Eu tinha cidadania polonesa e, de repente, do nada, ela se tornou inválida. Como posso ser polonês se a Polônia me abandonou? Eu gostaria de poder dizer que a Polônia é meu país e minha pátria, mas não posso, porque meu país e minha pátria não me quiseram. Eu queria me desculpar, mas não há mais ninguém a quem me desculpar. Qualquer um poderia dizer isso agora. No fim das contas, quero que entendamos que uma sociedade envergonhada de suas próprias ações, mais cedo ou mais tarde, se voltará contra aqueles que testemunham tais atos.
Há um lugar na Terra onde a fonte de suas raízes flui, onde o tempo está preso na esfera do amor, o amor que dá sentido à vida. Enquanto isso, você é tão feliz quanto seu filho menos afortunado. Algumas noites eu perdoava o mundo, outras noites eu só conseguia não amaldiçoá-lo, eu diria com veemência. O mundo não muda, sua capacidade de ver muda. Cada momento é um passo em direção ao esquecimento, e eu caminho sozinho, pensei. Dirão que um coração partido enfraquece, mas isso só significa que você ousou amar. A única jornada é aquela dentro de você. Você se lembra de quem você era antes que o mundo lhe dissesse quem você deveria ser? Há um momento em que despertamos da vida que nos foi dada. Aquela construída para nós, não por nós. Olhamos para dentro de nós mesmos. E recomeçamos. Não para me tornar alguém novo, mas para lembrar alguém esquecido. A verdadeira rebelião, a verdadeira rebelião, não se esconde em algum lugar, mas em um retorno silencioso a mim mesmo.
Sou um polonês com um judeu no âmago do meu ser, um judeu que não existe sem esse polonês. Às vezes jogo xadrez comigo mesmo, e sabe quem ganha? Às vezes um, às vezes dois. Há um lugar na Terra onde a fonte de suas raízes flui, onde o tempo está preso no reino das memórias, onde você não pode esquecer o céu. Mesmo que você viaje pelo mundo inteiro, encontrará seus ideais, uma vida feliz, um país hospitaleiro e, sempre, em seu coração, seu lar familiar.
Ao chegar à Terra, o Pequeno Príncipe ficou surpreso ao não encontrar nenhuma alma viva aqui. O mundo é em grande parte o que fazemos dele. Recebemos o que damos. Se semeamos ódio, colhemos ódio; se semeamos amor e gentileza, colhemos amor e felicidade. Outras pessoas são como espelhos que refletem de volta para nós a imagem que damos. Uma pessoa gentil tolera as fraquezas dos outros, nunca exagera em questões triviais e evita o espírito crítico. Não é fácil explicar por quê
Deus permite o mal; mas um ateu não consegue explicar a existência do bem. Como poderia um universo desprovido de espírito, alma, cruz e Deus se tornar o centro da fé, da pureza e do sacrifício, do gelo e do martírio? Como pode a decência ser decência se não há Deus? Se Deus é amor, por que deveríamos nos surpreender que sua ausência resulte em dor, ódio, corações partidos e guerras? – disse o Arcebispo Fulton Sheen.
Ao chegar à Terra, o Pequeno Príncipe ficou atônito ao não encontrar nenhuma alma viva. A vontade humana termina onde começa o amor. Amanhã será melhor, irmãos. É cada vez mais difícil levantar-se à noite quando a doença é implacável. Busco dentro de mim novas forças, em meio à dor e à fraqueza. Preciso reunir todas as minhas forças para descansar, para ganhar tempo. Os momentos que tanto me atormentaram acabarão passando. Devemos lutar, acreditar em nós mesmos que um dia melhor chegará. O sol nascerá novamente no céu e dissipará a sombra escura.
Embora a humanidade não possa ascender por seu próprio poder, não existe geração espontânea; a vida não vem dos cristais; a poesia não vem dos burros; a paz internacional não vem da guerra; a justiça social não vem do egoísmo. Apesar de todo o nosso conhecimento de química, não podemos criar vida humana em nossos laboratórios porque nos falta o princípio unificador e animador da alma, que vem somente de Deus. A vida não é um impulso de baixo; é uma dádiva de cima. Não é o resultado de uma ascensão necessária do homem, mas da descida amorosa de Deus, disse o já mencionado Arcebispo Fulton Sheen.
Estou aprendendo que algumas gaiolas são feitas de memória, e eu carrego a chave, nunca de coragem, disse Franz Kafka. Algumas prisões não são feitas de quartéis, mas de estranhas memórias que tememos abrir. E, no entanto, escolhemos olhar — ver, porque desviar o olhar significaria rendição. Seu único dever em cada vida é ser você mesmo. Satisfazer alguém ou qualquer outra coisa não é apenas impossível, mas o sinal de um falso messias, disse Richard Bach. A tragédia da vida não é que ela comece tão rápido, mas que esperemos tanto para começar. Quanto mais falo, mesmo neste mundo absurdo, recuso-me a fechar os olhos. Minha rebelião é testemunhar, perseverar, existir.
Irmã, Irmão
Como cristão, todos têm uma história; a minha é a bela da sua existência. Todos têm o seu próprio wushu; o meu é estar com você até o fim. Todos têm um amuleto da sorte; o meu é a sua presença. Todos têm um ponto fraco por alguém; o meu é só para você. Todos têm alguém especial, e para mim, essa pessoa é só você. Graça é quando Deus nos dá coisas boas que não merecemos. Misericórdia é quando Ele nos protege das coisas ruins que merecemos. Bênçãos são quando Ele é generoso em ambas. Verdadeiramente, nunca nos faltarão motivos para agradecê-Lo.
Querido Deus, prepare-me para a próxima semana. Tire minhas preocupações e arrependimentos. Preencha minha alma e renove minha esperança. Por favor, vá à minha frente. Limpe o caminho e me proteja. Traga as pessoas certas para minha vida e remova as erradas. aqueles do meu caminho. Guia-me com o teu amor e enche-me com a tua alegria. Em nome de Jesus. Amém.
_____
Stanisław Barszczak, Rebelión Verdadera
Queridos hermanos y hermanas
Es tentador meterse en la conversación popular sobre los migrantes. «Jesús murió en Polonia», dijo alguien. «Imagínense ser tan felices como su hijo menos feliz». Me gustaría decir que veo un problema aquí. Si hoy alguien azotara a un perro con una correa frente a la escuela, mañana los niños tendrían acceso a varios psicólogos y a una charla sobre agresión descontrolada. Sin embargo, cuando los supervivientes regresaron de la guerra, nadie les habló. Nadie les dio las herramientas para ayudarlos a recuperarse. Les cuento una historia: una mujer de la localidad dice: «¿Sabes qué pasará si vienen aquí? Violarán a las mujeres en los tranvías». Le digo: «Pero aquí no hay tranvías», y ella responde que no hay forma de hablar conmigo.
Dios es el científico más grande. La complejidad del universo no pudo haber surgido por casualidad. El espíritu de una inteligencia superior se manifiesta en las leyes del universo. Ante la majestad de Dios, nos vemos mejor y con más claridad. Mientras tanto, a nosotros, los modernos, nos parece que en esta época hay cada vez más gente y una menos. ¿Ha pasado ya el tiempo del hombre?
Amados hijos de Dios, recibieron gratuitamente, den gratuitamente, porque tienen… no porque esperen algo a cambio. También he notado otro problema en Polonia, mi patria. Ahora todos somos ciudadanos de segunda clase, incluso los polacos son ciudadanos de segunda clase en su propio país. Tenemos derecho a vivir, trabajar, respirar, ir de vacaciones, y todo lo demás es actividad política. ¡Aunque cuanto más católico seas, menos abierto eres a cualquiera! ¿Y dónde está la parábola del Buen Samaritano? ¿Dónde está su significado? A quienes llegaron aquí en otoño se les llamó Jesús, por Dios, Jesús, ¡y eso no es una metáfora! El Sr. Włodzimierz Czarzasty criticó recientemente la actitud del obispo Wiesław Mering, quien separa a los migrantes de la misericordia de Dios. Irónicamente, el problema de los inmigrantes que atacan la frontera polaca surge en el XV Domingo Ordinario del Buen Samaritano.
¿Saben que Polonia es un país de humanidad en plena exhibición? Estamos salvando „fetos”, pero no a un grupo de veintisiete migrantes con muchos hijos. Es terriblemente difícil. ¿Saben que esto es solo el preludio de otra gran migración, para la que debemos prepararnos? Y cuando no haya nada que comer ni beber en los países del sur, no será solo una petición; será una obligación. Así que debemos aprender a ayudar y comprender que tenemos que movernos un poco y hacer espacio para los demás. Mi abuelo era polaco, mi padre fue un veterano polaco de la Primera Guerra Mundial, y yo también lo era. Tenía la ciudadanía polaca y, de repente, de la nada, perdió su validez. ¿Cómo puedo ser polaco si Polonia me abandonó? Ojalá pudiera decir que Polonia es mi país y mi patria, pero no puedo, porque mi país y mi patria no me quisieron. Quería disculparme, pero ya no queda nadie con quien disculparse. Cualquiera podría hacerlo ahora. En definitiva, quiero que entendamos que una sociedad avergonzada de sus propias acciones, tarde o temprano, se volverá contra quienes presencian tales actos.
Hay un lugar en la tierra donde fluye la fuente de tus raíces, donde el tiempo está encerrado en la esfera del amor, el amor que da sentido a la vida. Mientras tanto, eres tan feliz como tu hijo menos afortunado. Algunas noches perdonaba al mundo, otras noches solo lograba no maldecirlo, diría con fuerza. El mundo no cambia, tu capacidad de ver cambia. Cada momento es un paso hacia el olvido, y camino solo, pensé. Te dirán que un corazón roto debilita, pero eso solo significa que te has atrevido a amar. El único viaje es el que se hace dentro de ti. ¿Recuerdas quién eras antes de que el mundo te dijera quién debías ser? Hay un momento en que despertamos de la vida que nos fue dada. La que fue construida para nosotros, no por nosotros. Miramos dentro de nosotros mismos. Y comenzamos de nuevo. No para convertirme en alguien nuevo, sino para recordar a alguien olvidado. La verdadera rebelión, la verdadera rebelión, no se esconde en ningún lugar, sino en un silencioso retorno a mí mismo.
Soy polaco con un judío en el fondo de mi ser, un judío que no existe sin ese polaco. A veces juego al ajedrez conmigo mismo, ¿y sabes quién gana? A veces uno, a veces dos. Hay un lugar en la tierra donde fluye la fuente de tus raíces, donde el tiempo se encierra en el reino de los recuerdos, donde no puedes olvidar el cielo. Aunque viajes por todo el mundo, encontrarás tus ideales, una vida feliz, un país hospitalario y, siempre, en tu corazón, tu hogar familiar.
Al llegar a la Tierra, el Principito se asombró al no encontrar un alma viva allí. El mundo es, en gran medida, lo que nosotros hacemos de él. Recibimos lo que damos. Si sembramos odio, cosechamos odio; si sembramos amor y dulzura, cosechamos amor y felicidad. Los demás son como espejos que nos reflejan la imagen que damos. Una persona bondadosa tolera las debilidades de los demás, nunca exagera las trivialidades y evita el espíritu crítico. No es fácil explicar por qué
Dios permite el mal; pero un ateo no puede explicar la existencia del bien. ¿Cómo podría un universo desprovisto de espíritu, alma, cruz y Dios convertirse en el centro de la fe, la pureza y el sacrificio, el hielo y el martirio? ¿Cómo puede la decencia ser decencia si no hay Dios? Si Dios es amor, ¿por qué sorprendernos que su ausencia resulte en dolor, odio, corazones rotos y guerras? —dijo el arzobispo Fulton Sheen.
Al llegar a la Tierra, el Principito se asombró al no encontrar alma viviente. La voluntad humana termina donde comienza el amor. Mañana será mejor, hermanos. Cada vez es más difícil levantarse por la noche cuando la enfermedad es despiadada. Busco en mí nuevas fuerzas, en medio del dolor y la debilidad. Debo reunir todas mis fuerzas para descansar, para ganar tiempo. Los momentos que tanto me atormentaron finalmente pasarán. Debemos luchar, creer en nosotros mismos que llegará un día mejor. El sol volverá a salir en el cielo y disipará la sombra oscura.
Aunque la humanidad no puede ascender por sus propios medios, no existe la generación espontánea; la vida no nace de cristales; la poesía no nace de burros; la paz internacional no nace de la guerra; la justicia social no nace del egoísmo. A pesar de todos nuestros conocimientos de química, no podemos crear vida humana en nuestros laboratorios porque carecemos del principio unificador y animador del alma, que solo proviene de Dios. La vida no es un impulso desde abajo; es un don de arriba. No es el resultado de un ascenso necesario del hombre, sino del descenso amoroso de Dios, dijo el ya mencionado arzobispo Fulton Sheen.
Estoy aprendiendo que algunas jaulas están hechas de memoria, y yo llevo la llave, nunca de valentía, dijo Franz Kafka. Algunas prisiones no están hechas de barracones, sino de extraños recuerdos que tememos abrir. Y, sin embargo, elegimos mirar, ver, porque apartar la mirada significaría rendirnos. Tu único deber en la vida es ser tú mismo. Realizar algo o a alguien no solo es imposible, sino señal de un falso mesías, dijo Richard Bach. La tragedia de la vida no es que comience tan rápido, sino que esperemos tanto para comenzar. Cuanto más hablo, incluso en este mundo absurdo, me niego a cerrar los ojos. Mi rebeldía es presenciar, perseverar, existir.
Hermana, Hermano
Como cristiano, cada uno tiene una historia; la mía es la hermosa de tu existencia. Cada uno tiene su propio wushu; el mío es estar contigo hasta el final. Cada uno tiene un amuleto de la suerte; el mío es tu presencia. Cada uno tiene debilidad por alguien; el mío es solo por ti. Cada uno tiene a alguien especial, y para mí, esa persona eres solo tú. La gracia es cuando Dios nos da cosas buenas que no merecemos. La misericordia es cuando nos protege de las cosas malas que merecemos. Las bendiciones son cuando Él es generoso en ambas. En verdad, nunca nos faltarán razones para agradecerle.
Querido Dios, prepárame para la semana que viene. Quita mis preocupaciones y arrepentimientos. Llena mi alma y renueva mi esperanza. Por favor, ve delante de mí. Abre el camino y protégeme. Trae a las personas adecuadas a mi vida y aleja Aparta a los equivocados de mi camino. Guíame con tu amor y lléname de tu alegría. En el nombre de Jesús. Amén.
______
Stanisław Barszczak, Une vraie rebellion
Chers frères et sœurs
Il est tentant de se lancer dans le débat populaire sur les migrants. Jésus est mort en Pologne, a dit quelqu’un. Imaginez être aussi heureux que votre enfant le moins heureux. J’aimerais dire que je vois un problème ici. Si quelqu’un fouettait un chien en laisse devant l’école aujourd’hui, demain les enfants auraient accès à plusieurs psychologues et à une conférence sur l’agression incontrôlée. Pourtant, lorsque les survivants sont revenus de la guerre, personne ne leur a parlé. Personne ne leur a donné les outils pour les aider à se relever. Laissez-moi vous raconter une histoire : une femme du quartier me dit : « Savez-vous ce qui se passera s’ils viennent ici ? Ils violeront les femmes dans les tramways.» Je lui dis : « Mais il n’y a pas de tramways ici », et elle me répond qu’il n’y a aucun moyen de me parler.
Dieu est le plus grand scientifique. La complexité de l’univers ne peut pas être le fruit du hasard. L’esprit de l’intelligence supérieure se manifeste dans les lois de l’univers. Face à la majesté de Dieu, nous nous percevons mieux et plus clairement. En attendant, il nous semble, à nous modernes, qu’à notre époque, il y a de plus en plus de gens et un de moins. Le temps de l’homme est-il révolu ?
Enfants bien-aimés de Dieu, vous avez reçu gratuitement, vous donnez gratuitement – parce que vous avez… et non parce que vous attendez quelque chose en retour. J’ai également constaté un autre problème en Pologne, ma patrie. Maintenant, nous sommes tous des citoyens de seconde zone, même les Polonais sont des citoyens de seconde zone dans leur propre pays. Nous avons le droit de vivre, de travailler, de respirer, de partir en vacances, et tout le reste est une activité politique. Pourtant, plus on est catholique, moins on est ouvert à quiconque ! Et où est la parabole du Bon Samaritain ? Quel est son sens ? Ceux qui sont arrivés ici à l’automne s’appelaient Jésus, pour l’amour de Dieu, Jésus – et ce n’est pas une métaphore ! Mgr Włodzimierz Czarzasty a récemment critiqué l’attitude de l’évêque Wiesław Mering, qui sépare les migrants de la miséricorde divine. Ironiquement, le problème des immigrants attaquant la frontière polonaise apparaît le 15e dimanche ordinaire du Bon Samaritain.
Savez-vous que la Pologne est un pays d’humanité à l’honneur ? Nous sauvons des « fœtus », et non un groupe de vingt-sept migrants avec de nombreux enfants. C’est terriblement difficile. Savez-vous que ce n’est que le prélude à une autre grande migration, à laquelle nous devons nous préparer ? Et lorsqu’il n’y aura plus rien à manger ni à boire dans les pays du Sud, ce ne sera pas une simple demande, ce sera une contrainte. Nous devons donc apprendre à aider et comprendre qu’il faut bouger un peu et faire de la place aux autres. Mon grand-père était polonais, mon père était un vétéran polonais de la Première Guerre mondiale, et j’étais polonais aussi. J’avais la nationalité polonaise, et soudain, sans raison apparente, elle est devenue invalide. Comment puis-je être polonais si la Pologne m’a abandonné ? J’aimerais pouvoir dire que la Pologne est mon pays et ma patrie, mais je ne peux pas, car mon pays et ma patrie ne m’ont pas voulu. Je voulais m’excuser, mais il n’y a plus personne à qui m’excuser. N’importe qui pourrait le dire maintenant. En fin de compte, je veux que nous comprenions qu’une société honteuse de ses propres actes se retournera tôt ou tard contre ceux qui en sont témoins.
Il existe un endroit sur terre où coule la source de vos racines, où le temps est enfermé dans la sphère de l’amour, l’amour qui donne un sens à la vie. En attendant, vous êtes aussi heureux que votre enfant le plus défavorisé. Certaines nuits, je pardonnais au monde, d’autres nuits, je parvenais à ne pas le maudire, je dirais avec force. Le monde ne change pas, votre capacité à voir change. Chaque instant est un pas vers l’oubli, et je marche seul, pensais-je. On vous dira qu’un cœur brisé fragilise, mais cela signifie seulement que vous avez osé aimer. Le seul chemin est celui de l’intérieur. Vous souvenez-vous de qui vous étiez avant que le monde ne vous dise qui vous devriez être ? Il y a un moment où nous nous réveillons de la vie qui nous a été donnée. Celle construite pour nous, non par nous. Nous regardons en nous-mêmes. Et nous recommençons. Non pas pour devenir quelqu’un de nouveau, mais pour se souvenir de quelqu’un d’oublié. La vraie rébellion, la vraie rébellion, ne se cache pas quelque part, mais dans un retour silencieux à moi-même.
Je suis un Polonais avec un Juif au cœur de mon être, un Juif qui n’existe pas sans ce Polonais. Parfois, je joue aux échecs avec moi-même, et savez-vous qui gagne ? Parfois un, parfois deux. Il existe un endroit sur terre où coule la source de vos racines, où le temps est enfermé dans le royaume des souvenirs, où vous ne pouvez oublier le ciel. Même en parcourant le monde entier, vous trouverez vos idéaux, une vie heureuse, un pays hospitalier et, toujours, dans votre cœur, votre foyer familial.
En arrivant sur Terre, le Petit Prince s’étonna de n’y trouver âme qui vive. Le monde est en grande partie ce que nous en faisons. Nous recevons ce que nous donnons. Si nous semons la haine, nous récoltons la haine ; si nous semons l’amour et la douceur, nous récoltons l’amour et le bonheur. Les autres sont comme des miroirs qui nous renvoient l’image que nous en donnons. Une personne bienveillante tolère les faiblesses d’autrui, n’exagère jamais les détails et évite la critique. Il n’est pas facile d’expliquer pourquoi Dieu permet le mal, mais un athée ne peut expliquer l’existence du bien. Comment un univers dépourvu d’esprit, d’âme, de croix et de Dieu pourrait-il devenir le centre de la foi, de la pureté, du sacrifice, de la glace et du martyre ? Comment la décence peut-elle être décence s’il n’y a pas de Dieu ? Si Dieu est amour, pourquoi devrions-nous nous étonner que son absence engendre douleur, haine, cœurs brisés et guerres ? – a déclaré l’archevêque Fulton Sheen.
En arrivant sur Terre, le Petit Prince fut étonné de ne trouver aucune âme vivante. La volonté humaine s’arrête là où commence l’amour. Demain sera meilleur, mes frères. Il est de plus en plus difficile de se lever la nuit lorsque la maladie est impitoyable. Je cherche en moi une nouvelle force, au milieu de la douleur et de la faiblesse. Je dois rassembler toutes mes forces pour me reposer, pour gagner du temps. Les moments qui m’ont tant tourmenté finiront par passer. Nous devons lutter, pour croire en nous-mêmes qu’un jour meilleur viendra. Le soleil se lèvera à nouveau dans le ciel et dissipera l’ombre noire.
Bien que l’humanité ne puisse s’élever par ses propres forces, la génération spontanée n’existe pas ; la vie ne vient pas des cristaux ; la poésie ne vient pas des ânes ; la paix internationale ne vient pas de la guerre ; la justice sociale ne vient pas de l’égoïsme. Malgré toutes nos connaissances en chimie, nous ne pouvons créer la vie humaine dans nos laboratoires, car il nous manque le principe unificateur et animateur de l’âme, qui ne vient que de Dieu. La vie n’est pas une poussée venue d’en bas ; c’est un don d’en haut. Elle n’est pas le fruit d’une ascension nécessaire de l’homme, mais de la descente bienveillante de Dieu, a déclaré l’archevêque Fulton Sheen, déjà mentionné.
J’apprends que certaines cages sont faites de souvenirs, et j’en détiens la clé, jamais de courage, a dit Franz Kafka. Certaines prisons ne sont pas faites de baraquements, mais de souvenirs étranges que nous craignons d’ouvrir. Et pourtant, nous choisissons de regarder – de voir, car détourner le regard serait abandonner. Votre seul devoir dans chaque vie est d’être vous-même. Accomplir qui que ce soit ou quoi que ce soit est non seulement impossible, mais le signe d’un faux messie, a dit Richard Bach. La tragédie de la vie n’est pas qu’elle commence si vite, mais qu’on attende si longtemps avant de commencer. Plus je parle, même dans ce monde absurde, plus je refuse de fermer les yeux. Ma rébellion, c’est témoigner, persévérer, exister.
Sœur, Frère
En tant que chrétien, chacun a une histoire ; la mienne est la belle de votre existence. Chacun a son propre wushu ; le mien est d’être avec vous jusqu’au bout. Chacun a un porte-bonheur ; le mien est votre présence. Chacun a un faible pour quelqu’un ; le mien est pour vous seul. Chacun a quelqu’un de spécial, et pour moi, cette personne, c’est vous seul. La grâce, c’est quand Dieu nous donne de bonnes choses que nous ne méritons pas. La miséricorde, c’est quand Il nous protège des mauvaises choses que nous méritons. Les bénédictions, c’est quand Il est généreux dans les deux cas. Vraiment, nous ne manquerons jamais de raisons de Le remercier.
Cher Dieu, prépare-moi pour la semaine à venir. Élimine mes soucis et mes regrets. Remplis mon âme et renouvelle mon espoir. S’il te plaît, avance devant moi. Dégage le chemin et protège-moi. Accueille les bonnes personnes dans ma vie et enlève les Écarte les mauvais de mon chemin. Guide-moi par ton amour et donne-moi ta joie. Au nom de Jésus. Amen.
_____
Stanisław Barszczak, Prawdziwy bunt
Drodzy bracia i siostry
Kusi, żeby wtrącić się do powszechnej rozmowy o migrantach. Jezus umarł w Polsce, powiedział ktoś. Wyobraź sobie, że jesteś tak szczęśliwy, jak twoje najmniej szczęśliwe dziecko. Chciałbym powiedzieć, że widzę tu problem. Gdyby ktoś dziś smagał psa smyczą przed szkołą, jutro dzieci miałyby dostęp do kilku psychologów i wykład o niekontrolowanej agresji. Jednak kiedy ocaleni wrócili z wojny, nikt się do nich nie odezwał. Nikt nie dał im narzędzi, które pomogłyby im wrócić do życia. Opowiem wam historię: jedna z miejscowych kobiet mówi: „Wiesz, co się stanie, jeśli tu przyjadą? Będą gwałcić kobiety w tramwajach”. Mówię: „Ale tu nie ma tramwajów”, a ona odpowiada, że nie ma jak ze mną rozmawiać.
Bóg jest największym naukowcem. Złożoność wszechświata nie mogła powstać przypadkiem. Duch wyższej inteligencji przejawia się w prawach wszechświata. W obliczu majestatu Boga widzimy siebie lepiej i wyraźniej. Tymczasem wydaje nam się, współczesnym, że w tej epoce ludzi jest coraz więcej, a o jednego człowieka mniej. Czy czas człowieka minął?
Umiłowane dzieci Boże, darmo otrzymaliście, darmo dawajcie – bo macie… a nie dlatego, że oczekujecie czegoś w zamian. Zauważyłem inny też problem w Polsce, mojej ojczyźnie. Teraz wszyscy jesteśmy obywatelami drugiej kategorii, nawet Polacy są obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju. Mamy prawo żyć, pracować, oddychać, jeździć na wakacje, a wszystko inne jest działalnością polityczną. Chociaż im bardziej jesteś katolikiem, tym mniej jesteś otwarty na kogokolwiek! A gdzie jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie? Gdzie jest jej sens? Ludzie, którzy przybyli tu jesienią, mieli na imię Jezus, na litość boską, Jezus – i to nie jest metafora! Pan Włodzimierz Czarzasty skrytykował niedawno postawę biskupa Wiesława Meringa, który oddziela migrantów od Bożego miłosierdzia. Jak na ironię, problem imigrantów atakujących polską granicę pojawia się w XV Niedzielę Zwykłą Miłosiernego Samarytanina.
Czy wy wiecie, że Polska to kraj człowieczeństwa na pokaz? Ratujemy ‚płody’, ale nie grupę dwudziestu siedmiu migrantów z wieloma dziećmi. To strasznie trudne. Czy wy wiecie, że to tylko preludium do kolejnej wielkiej migracji, do której powinniśmy się przygotować? A kiedy w krajach południowych nie będzie co jeść ani pić, to nie będzie to tylko prośba; to będzie przymus. Powinniśmy więc nauczyć się pomagać i zrozumieć, że musimy się trochę ruszyć i zrobić miejsce innym. Mój dziadek był Polakiem, mój ojciec był polskim weteranem I wojny światowej, ja też byłem Polakiem. Miałem polskie obywatelstwo i nagle, znikąd, stało się ono nieważne. Jak mogę być Polakiem, skoro Polska mnie opuściła? Chciałbym móc powiedzieć, że Polska jest moim krajem i moją ojczyzną, ale nie mogę, bo mój kraj i moja ojczyzna mnie nie chciały. Chciałem przeprosić, ale nie ma już nikogo, kogo mógłbym przeprosić. Każdy mógłby to teraz powiedzieć. Ostatecznie chciałbym, abyśmy zrozumieli, że społeczeństwo wstydzące się własnych czynów prędzej czy później zwróci się przeciwko tym, którzy są świadkami takich czynów.
Jest jedno miejsce na ziemi, gdzie płynie źródło twoich korzeni, gdzie czas jest zamknięty w sferze miłości, miłości, która nadaje sens życiu. Tymczasem jesteś tak szczęśliwy, jak twoje najmniej szczęśliwe dziecko. Niektórymi nocami wybaczałem światu, innymi nocami udawało mi się go tylko nie przeklinać, powiedziałbym mocno. Świat się nie zmienia, zmienia się twoja zdolność widzenia. Każda chwila to krok do zapomnienia, a ja wchodzę sam, pomyślałem. Powiedzą ci, że złamane serce osłabia, ale to tylko oznacza, że odważyłeś się kochać. Jedyna podróż to ta w głąb siebie. Czy pamiętasz, kim byłeś, zanim świat powiedział ci, kim powinieneś być? Jest chwila, w której budzimy się z życia, które nam dano. Tego zbudowanego dla nas, a nie przez nas. Patrzymy w głąb siebie. I zaczynamy od nowa. Nie po to, by stać się kimś nowym, ale by pamiętać o kimś zapomnianym. Prawdziwy bunt, prawdziwa rebelia, nie kryje się gdzieś tam, lecz w cichym powrocie do siebie.
Jestem Polakiem z Żydem w środku mej istoty, Żydem, który bez tego Polaka nie istnieje. Czasami gram sam ze sobą w szachy i wiecie, kto wygrywa? Czasem jeden, czasem dwa. Jest jedno miejsce na ziemi, gdzie płynie źródło waszych korzeni, gdzie czas zamknięty jest w sferze wspomnień, gdzie nie można zapomnieć o niebie. Nawet jeśli przemierzysz cały świat, znajdziesz swoje ideały, szczęśliwe życie, gościnny kraj, a w sercu zawsze – swój rodzinny dom.
Po przybyciu na Ziemię Mały Książę ze zdumieniem stwierdził, że nie ma tu żywej duszy. Świat jest w dużej mierze taki, jakim go uczynimy. Dostajemy to, co dajemy. Jeśli siejemy nienawiść, zbieramy nienawiść; jeśli siejemy miłość i łagodność, zbieramy miłość i szczęście. Inni ludzie są jak lustra, które odbijają nam obraz, który dajemy. Człowiek życzliwy toleruje słabości innych, nigdy nie wyolbrzymia drobiazgów i unika ducha krytyki. Niełatwo wyjaśnić, dlaczego Bóg dopuszcza zło; ale ateista nie potrafi wyjaśnić istnienia dobra. Jak wszechświat pozbawiony ducha, duszy, krzyża i Boga mógłby stać się centrum wiary, czystości i poświęcenia, lód i męczeństwo? Jak przyzwoitość może być przyzwoitością, skoro nie ma Boga? Jeśli Bóg jest miłością, dlaczego mielibyśmy się dziwić, że jej brak skutkuje bólem, nienawiścią, złamanymi sercami i wojnami? – powiedział arcybiskup Fulton Sheen.
Po przybyciu na Ziemię Mały Książę ze zdumieniem stwierdził, że nie ma żywej duszy. Ludzka wola kończy się tam, gdzie zaczyna się miłość. Jutro będzie lepiej, bracia. Coraz trudniej wstawać w nocy, gdy choroba jest bezlitosna. Szukam w sobie nowej siły, pośród bólu i słabości. Muszę zebrać wszystkie siły, by odpocząć, zyskać na czasie. Chwile, które tak mnie dręczyły, w końcu przeminą. Trzeba walczyć, wierzyć w siebie, że nadejdzie lepszy dzień. Słońce znów wzejdzie na niebie i rozgoni mroczny cień.
Chociaż ludzkość nie może podnieść się o własnych siłach, nie istnieje coś takiego jak spontaniczne powstawanie; życie nie pochodzi z kryształów; poezja nie pochodzi od osłów; Międzynarodowy pokój nie pochodzi z wojen; sprawiedliwość społeczna nie pochodzi z egoizmu. Przy całej naszej wiedzy z chemii nie możemy stworzyć ludzkiego życia w naszych laboratoriach, ponieważ brakuje nam jednoczącej, ożywiającej zasady duszy, która pochodzi tylko od Boga. Życie nie jest pchnięciem z dołu; jest darem z góry. Nie jest wynikiem koniecznego wzniesienia się człowieka, ale miłującego zstąpienia Boga, powiedział wspomniany arcybiskup Fulton Sheen.
Uczę się, że niektóre klatki są zbudowane z pamięci, a ja noszę klucz, bynajmniej nigdy odwagi, powiedział Franz Kafka. Niektóre więzienia nie są zbudowane z bara-, ale z dziwnych wspomnień, które boimy się otworzyć. A mimo to wybieramy patrzenie-widzenie, ponieważ odwrócenie wzroku oznaczałoby poddanie się. Twoim jedynym obowiązkiem w każdym życiu jest bycie sobą. Spełnienie kogokolwiek lub czegokolwiek innego jest nie tylko niemożliwe, ale wręcz oznaką fałszywego mesjasza, powiedział Richard Bach. Tragedią życia nie jest to, że tak szybko się zaczyna, ale to, że tak długo czekamy, aby je zacząć. Im więcej mówię, nawet w tym absurdalnym świecie, odmawiam zamknięcia oczu. Mój bunt to bycie świadkiem, wytrwanie, istnienie.
Siostro, Bracie
Jako chrześcijanin, każdy ma swoją historię, moja jest piękna z twoim istnieniem. Każdy ma swoje wushu, moja to być z tobą do końca. Każdy ma amulet przynoszący szczęście, moja jest twoja obecność. Każdy ma słabość do kogoś, moja jest tylko dla ciebie. Każdy ma kogoś wyjątkowego, a dla mnie tą osobą jesteś tylko ty. Łaska to wtedy, gdy Bóg daje nam dobre rzeczy, na które nie zasługujemy. Miłosierdzie to wtedy, gdy chroni nas przed złymi rzeczami, na które zasługujemy. Błogosławieństwa to wtedy, gdy jest hojny w obu. Naprawdę, nigdy nie zabraknie nam powodów, by Mu dziękować.
Kochany Boże, przygotuj mnie na nadchodzący tydzień. Zabierz moje zmartwienia i żale. Napełnij moją duszę i odnów moją nadzieję. Proszę, idź przede mną. Oczyść drogę i chroń mnie. Wprowadź do mojego życia właściwych ludzi i usuń z drogi niewłaściwych. Prowadź mnie swoją miłością i obdarz mnie swoją radością. W imię Jezusa. Amen.
_____
Stanisław Barszczak, The real rebellion
Dear sisters and brothers
It’s tempting to jump into the popular conversation about migrants. Jesus died in Poland, somebody said. You imagine, you’re only as happy as your least happy child. I would like to say that I see a problem here. If someone whipped a dog with a leash in front of school today, tomorrow the children would have access to several psychologists and a talk about uncontrolled aggression. However, when survivors returned from the war, no one reached out to them. No one gave them the tools to help them return to life. Let me tell you a story: one of the local women says: „Do you know what will happen if they come here? They’ll rape women on trams.” I say: „But there are no trams here,” and she says there’s no way to talk to me.
God is the greatest scientist. Complexity of the universe could not have come from chance. Spirit od superior inteligence is manifest in the laws of the universe. In the face of the majesty of God we can see ourselves better and more clearly. it seems to us moderns that in this era there are more and more people, and a person less. Has man’s time passed?
Beloved children of God, you received freely, give freely – because you have… not because you expect something in return. I’ve also noticed another problem in Poland, my homeland. Now we are all second-class citizens, even Poles are second-class in their own country. We have the right to live, work, breathe, and go on vacation, and everything else is political activity. Though, the more Catholic you are, the less open you are to anyone! And where is the parable of the Good Samaritan? Where is the meaning? The people who came here in the fall had Jesus as their name, for God’s sake, Jesus – and that’s not a metaphor! Mr. Włodzimierz Czarzasty recently criticized Bishop Wieslaw Mering’s attitude, who separates migrants from God’s mercy. Ironically, the problem of immigrants attacking the Polish border is raised on the 15th Ordinary Sunday of the Good Samaritan.
You know, Poland is a country of humanity on display. We save fetuses, but not a group of twenty-seven migrants with many children. It’s terribly difficult. And you know that this is just the prelude to the next great migration, for which we should prepare. And when there’s nothing to eat or drink in the southern countries, it won’t be just a request; it will be force. So we should learn to help and understand that we have to move a little and make room for others. My grandfather was Polish, my father was a Polish veteran of World War I, and I was Polish too. I had Polish citizenship, and suddenly, out of nowhere, it became invalid. How can I be Polish if Poland has abandoned me? I wish I could say that Poland is my country and my homeland, but I can’t, because my country and my homeland didn’t want me. I wanted to apologize, but there’s no one left to apologize to. Anyone could say that now. Ultimately, I’d like us to understand that a society ashamed of its own actions will sooner or later turn against those who witness any such acts.
There is one place on this earth where the source of your roots flows, where time is enclosed in a sphere of love love that gives meaning to life. Meanwhile you are only as happy as your least happy child. Some nights I forgave the world, other nights, I only managed not to curse it, I would say strongly. The world does not change, your capacity to see it does. Every moment is a step to the oblivion, and I walk in alone, I thought. They will tell you heartbreak makes you weak, but it only means you dared to love. The only journey is the one within. Can your remember who you were, before the world told you who you should be? There is moment where we wake up, from the life we were handed. The one built for us, not by us. We look inward. And we begin again. Not to be become someone new, but to remember someone forgotten. The real rebellion isn’t out there, it’s the quiet return to the self.
I am a Pole with a Jew inside me, and a Jew who doesn’t exist without that Pole. I sometimes play chess with myself, and do you know who wins? Sometimes one, sometimes two. There is one place on this earth where the source of your roots flows, where time is encapsulated in a sphere of memories, where heaven cannot be forgotten. Even if you travel the entire world, you will find your own ideals, a happy life, a hospitable country, and in your heart always – your family home.Upon arriving on Earth, the Little Prince was astonished to see no living soul. The world is largely what we make it. We get what we give. If we sow hatred, we reap hatred; if we sow love and gentleness, we reap love and happiness. Other people are like mirrors that reflect back to us the image we give. A kind person tolerates the weaknesses of others, never exaggerates trivialities, and avoids the spirit of criticism. It is not easy to explain why God permits evil; but an atheist cannot explain the existence of good. How could a universe devoid of spirit, soul, cross, and God become the center of faith, purity, sacrifice, and martyrdom? How can decency be what is decent if there is no God? If God is love, why should we be surprised that its absence results in pain, hatred, broken hearts, and war? Archbishop Fulton Sheen said.
Upon arriving on Earth, the Little Prince was astonished to see no living soul. Human will ends where love begins. Tomorrow will be better, brethren. It’s getting harder and harder to get up at night, when the illness is merciless. I search for new strength within myself, amidst pain and weakness. I must gather all my strength, to rest, to gain time. The moments that tormented me so much, will finally fade away. You have to fight, to believe in yourself, that a better day will come. The sun will rise again in the sky, and chase away the dark shadow.
Though humanity cannot lift itself by its own bootstraps; there is no such thing as spontaneous generation; life does not come from crystals; poetry does not come from donkeys; international peace does not come from wars; social justice does not come from selfishness. With all our knowledge of chemistry we cannot make a human life in our laboratories because we lack the unifying, vivifying principal of a soul which comes only from God. Life is not a push from below; it is a gift from above. It is not the result of the necessary ascent of man but the loving descent of God, mentioned Archbishop Fulton Sheen said. I am learning that some cages are built from menory, and I carry the key but never the courage, Franz Kafla said. Some prisons aren’t made of bara but od memories we’re to afraid to unlock. And still, we choose to see – because looking away would mean surrendeer. Your only obligation in any lifetime is to be time to yourself. Bring true to anyone else or anything else is not only impissible, but the mark of a fake messiah, Richard Bach said. The tragedy of life is not that it będą so soon, but that we wait so long to begin it. The more I say, even in this absurd world, I refuse to close my eyes. My rebellion is to witness, to endure, to exist.
Sister, Brother. As a Christian everyone has a story, mine is beautiful with your existence. Everyone has a wushu, mine is to be with your till the end. Everyone has got a good luck charm, mine is your presence. Everyone has a soft corner for someone, mine is only for you. Everyone has someone special, and for me, that person is only you. So, grace is when God gives us good things that we don’t deserve. Mercy is when He spares us from bad things we deserve. Blessings are when He is generous with both. Truly, we can never run out of reasons to thank Him.
Dear God, prepare me for the coming week. Take away my worries and my regrets. Recharge my soul and renew my hope. Please go before me. Clear the way and protect me. Bring the right people info my life and move the wrong people out of the way. Guide me with Your love and give me Your joy. In Jesus’ Name. Amen.
______
Stanisław Barszczak, Wahre Rebellion
Liebe Brüder und Schwestern
Es ist verlockend, sich in die gängige Diskussion über Migranten einzumischen. Jesus ist in Polen gestorben, sagte jemand. Stell dir vor, du wärst so glücklich wie dein unglücklichstes Kind. Ich sehe da ein Problem. Würde heute jemand vor der Schule einen Hund mit der Leine peitschen, hätten die Kinder morgen Zugang zu mehreren Psychologen und einem Vortrag über unkontrollierte Aggression. Doch als die Überlebenden aus dem Krieg zurückkehrten, sprach niemand mit ihnen. Niemand gab ihnen die Mittel, um ihnen wieder auf die Beine zu helfen. Ich erzähle dir eine Geschichte: Eine der Frauen aus der Gegend sagt: „Wissen Sie, was passiert, wenn sie hierher kommen? Sie werden Frauen in Straßenbahnen vergewaltigen.“ Ich sage: „Aber hier fahren doch keine Straßenbahnen“, und sie antwortet, dass sie nicht mit mir reden können.
Gott ist der größte Wissenschaftler. Die Komplexität des Universums kann nicht zufällig entstanden sein. Der Geist höherer Intelligenz manifestiert sich in den Gesetzen des Universums. In der Gegenwart der Majestät Gottes sehen wir uns selbst besser und klarer. Gleichzeitig scheint es uns Modernen, dass es in dieser Zeit immer mehr Menschen gibt und einen weniger. Ist die Zeit des Menschen vorbei?
Geliebte Kinder Gottes, ihr habt umsonst empfangen, umsonst gegeben – weil ihr habt … nicht, weil ihr etwas dafür erwartet. Mir ist auch ein weiteres Problem in Polen, meiner Heimat, aufgefallen. Jetzt sind wir alle Bürger zweiter Klasse, sogar Polen sind Bürger zweiter Klasse in ihrem eigenen Land. Wir haben das Recht zu leben, zu arbeiten, zu atmen, Urlaub zu machen, und alles andere ist politische Aktivität. Doch je katholischer man ist, desto weniger offen ist man für andere! Und wo ist das Gleichnis vom barmherzigen Samariter? Wo ist seine Bedeutung? Die Menschen, die im Herbst hierherkamen, hießen Jesus, um Gottes willen, Jesus – und das ist keine Metapher! Herr Włodzimierz Czarzasty kritisierte kürzlich die Haltung von Bischof Wiesław Mering, der Migranten von Gottes Barmherzigkeit trennt. Ironischerweise taucht das Problem der Einwanderer, die die polnische Grenze überfallen, gerade am 15. Sonntag des barmherzigen Samariters auf.
Wussten Sie, dass Polen ein Land der Menschlichkeit ist? Wir retten „Föten“, aber nicht eine Gruppe von 27 Migranten mit vielen Kindern. Es ist furchtbar schwierig. Wissen Sie, dass dies nur der Auftakt zu einer weiteren großen Migration ist, auf die wir uns vorbereiten sollten? Und wenn es in den südlichen Ländern nichts zu essen und zu trinken gibt, wird es nicht nur eine Bitte sein, sondern ein Zwang. Deshalb sollten wir lernen zu helfen und verstehen, dass wir uns ein wenig bewegen und Platz für andere machen müssen. Mein Großvater war Pole, mein Vater war ein polnischer Veteran des Ersten Weltkriegs, und ich war auch Pole. Ich hatte die polnische Staatsbürgerschaft, und plötzlich, aus heiterem Himmel, wurde sie ungültig. Wie kann ich Pole sein, wenn Polen mich im Stich gelassen hat? Ich wünschte, ich könnte sagen, Polen sei mein Land und meine Heimat, aber ich kann es nicht, weil mein Land und meine Heimat mich nicht wollten. Ich wollte mich entschuldigen, aber es gibt niemanden mehr, bei dem ich mich entschuldigen könnte. Jeder könnte es jetzt sagen. Letztendlich möchte ich, dass wir verstehen, dass sich eine Gesellschaft, die sich ihrer eigenen Taten schämt, früher oder später gegen diejenigen wenden wird, die solche Taten miterleben.
Es gibt einen Ort auf Erden, an dem die Quelle deiner Wurzeln fließt, wo die Zeit in der Sphäre der Liebe gefangen ist, der Liebe, die dem Leben Sinn gibt. Inzwischen bist du so glücklich wie dein am wenigsten glückliches Kind. An manchen Abenden habe ich der Welt vergeben, an anderen Abenden habe ich es nur geschafft, sie nicht zu verfluchen, würde ich mit Nachdruck sagen. Die Welt verändert sich nicht, deine Fähigkeit zu sehen verändert sich. Jeder Moment ist ein Schritt in Richtung Vergessen, und ich gehe allein, dachte ich. Man wird dir sagen, ein gebrochenes Herz wird schwächer, aber das bedeutet nur, dass du es gewagt hast zu lieben. Die einzige Reise ist die in dich selbst. Erinnerst du dich, wer du warst, bevor die Welt dir sagte, wer du sein solltest? Es gibt einen Moment, in dem wir aus dem Leben erwachen, das uns gegeben wurde. Dem, das für uns gebaut wurde, nicht von uns. Wir schauen in uns selbst. Und wir fangen neu an. Nicht um jemand Neues zu werden, sondern um uns an jemanden zu erinnern, den wir vergessen haben. Wahre Rebellion, wahre Rebellion, versteckt sich nicht irgendwo, sondern in einer stillen Rückkehr zu mir selbst.
Ich bin ein Pole mit einem Juden im Innersten, ein Jude, der ohne diesen Polen nicht existiert. Manchmal spiele ich Schach mit mir selbst, und weißt du, wer gewinnt? Manchmal einer, manchmal zwei. Es gibt einen Ort auf der Erde, an dem die Quelle deiner Wurzeln fließt, wo die Zeit im Reich der Erinnerungen eingeschlossen ist, wo du den Himmel nicht vergessen kannst. Selbst wenn du die ganze Welt bereist, wirst du deine Ideale finden, ein glückliches Leben, ein gastfreundliches Land und immer, im Herzen, deine Heimat.
Als der Kleine Prinz auf der Erde ankam, war er erstaunt, keine lebende Seele anzutreffen. Die Welt ist größtenteils das, was wir aus ihr machen. Wir empfangen, was wir geben. Wenn wir Hass säen, ernten wir Hass; wenn wir Liebe und Sanftmut säen, ernten wir Liebe und Glück. Andere Menschen sind wie Spiegel, die uns das Bild zurückspiegeln, das wir geben. Ein freundlicher Mensch toleriert die Schwächen anderer, übertreibt nie triviale Dinge und vermeidet den Geist der Kritik. Es ist nicht leicht zu erklären, warum
Gott lässt das Böse zu; doch ein Atheist kann die Existenz des Guten nicht erklären. Wie könnte ein Universum ohne Geist, Seele, Kreuz und Gott zum Zentrum von Glauben, Reinheit und Opferbereitschaft, Eis und Martyrium werden? Wie kann Anstand Anstand sein, wenn es keinen Gott gibt? Wenn Gott Liebe ist, warum sollten wir uns dann wundern, dass seine Abwesenheit Schmerz, Hass, gebrochene Herzen und Kriege zur Folge hat? – sagte Erzbischof Fulton Sheen.
Als der Kleine Prinz auf die Erde kam, war er erstaunt, keine lebende Seele vorzufinden. Der menschliche Wille endet dort, wo die Liebe beginnt. Morgen wird es besser, Brüder. Es fällt mir immer schwerer, nachts aufzustehen, wenn die Krankheit gnadenlos ist. Ich suche in mir selbst nach neuer Kraft, inmitten von Schmerz und Schwäche. Ich muss all meine Kraft aufbringen, um mich auszuruhen und Zeit zu gewinnen. Die Momente, die mich so sehr gequält haben, werden irgendwann vorübergehen. Wir müssen kämpfen und an uns selbst glauben, dass ein besserer Tag kommen wird. Die Sonne wird wieder am Himmel aufgehen und den dunklen Schatten vertreiben.
Obwohl die Menschheit nicht aus eigener Kraft aufsteigen kann, gibt es keine spontane Entstehung; Leben entsteht nicht aus Kristallen; Poesie entsteht nicht aus Eseln; internationaler Frieden entsteht nicht aus Krieg; soziale Gerechtigkeit entsteht nicht aus Egoismus. Trotz all unseres chemischen Wissens können wir in unseren Laboren kein menschliches Leben erschaffen, da uns das verbindende, belebende Prinzip der Seele fehlt, das allein von Gott kommt. Leben ist kein Stoß von unten; es ist ein Geschenk von oben. Es ist nicht das Ergebnis eines notwendigen Aufstiegs des Menschen, sondern der liebevollen Herabkunft Gottes, sagte der bereits erwähnte Erzbischof Fulton Sheen.
Ich lerne, dass manche Käfige aus Erinnerungen bestehen, und ich trage den Schlüssel, niemals aus Mut, sagte Franz Kafka. Manche Gefängnisse bestehen nicht aus Baracken, sondern aus seltsamen Erinnerungen, die wir zu öffnen fürchten. Und doch entscheiden wir uns zu schauen – zu sehen, denn Wegschauen würde Kapitulation bedeuten. Deine einzige Pflicht in jedem Leben ist es, du selbst zu sein. Jemanden oder irgendetwas anderes zu erfüllen ist nicht nur unmöglich, sondern das Zeichen eines falschen Messias, sagte Richard Bach. Die Tragödie des Lebens ist nicht, dass es so schnell beginnt, sondern dass wir so lange warten, bis es beginnt. Je mehr ich spreche, selbst in dieser absurden Welt, weigere ich mich, die Augen zu verschließen. Meine Rebellion besteht darin, Zeugnis abzulegen, durchzuhalten und zu existieren.
Schwester, Bruder
Als Christ hat jeder eine Geschichte; meine ist die schöne Geschichte deines Daseins. Jeder hat sein eigenes Wushu; meine ist es, bis zum Ende bei dir zu sein. Jeder hat einen Glücksbringer; meine ist deine Gegenwart. Jeder hat eine Schwäche für jemanden; meine gilt nur dir. Jeder hat einen besonderen Menschen, und für mich bist dieser Mensch nur du. Gnade ist, wenn Gott uns Gutes schenkt, das wir nicht verdienen. Barmherzigkeit ist, wenn er uns vor Schlechtem schützt, das wir verdienen. Segen ist, wenn er in beidem großzügig ist. Wahrlich, uns werden nie die Gründe ausgehen, ihm zu danken.
Lieber Gott, bereite mich auf die kommende Woche vor. Nimm meine Sorgen und Reue. Erfülle meine Seele und erneuere meine Hoffnung. Bitte geh vor mir. Mach den Weg frei und beschütze mich. Bring die richtigen Menschen in mein Leben und entferne die Falschen von meinem Weg. Leite mich mit deiner Liebe und erfülle mich mit deiner Freude. Im Namen Jesu. Amen.
______
ستانيسلاف بارزاك، تمرد حقيقي
إخوتي وأخواتي الأعزاء
من المغري الانخراط في النقاشات الشائعة حول المهاجرين. قال أحدهم: „مات يسوع في بولندا”. تخيّل أن تكون سعيدًا كطفلك الأقل سعادة. أود أن أقول إنني أرى مشكلة هنا. لو أن أحدهم جلد كلبًا بسلسلة أمام المدرسة اليوم، لتمكن الأطفال غدًا من الوصول إلى العديد من علماء النفس ومحاضرة عن العدوان الجامح. ومع ذلك، عندما عاد الناجون من الحرب، لم يتحدث إليهم أحد. لم يُقدّم لهم أحد الأدوات اللازمة لمساعدتهم على الوقوف على أقدامهم. دعوني أروي لكم قصة: قالت إحدى النساء المحليات: „هل تعلم ماذا سيحدث إذا جاؤوا إلى هنا؟ سيغتصبون النساء في الترام”. قلت: „لكن لا يوجد ترام هنا”، فأجابت بأنه لا توجد طريقة للتحدث معي.
الله أعظم عالم. لا يمكن أن يكون تعقيد الكون قد نشأ بالصدفة. روح الذكاء الأسمى تتجلى في قوانين الكون. في حضرة جلال الله، نرى أنفسنا بشكل أوضح وأوضح. في هذه الأثناء، يبدو لنا، نحن المعاصرين، أن في هذا العصر، هناك المزيد والمزيد من الناس، وواحد أقل. هل ولّى زمن الإنسان؟
يا أبناء الله الأعزاء، لقد أخذتم بسخاء، وأعطوا بسخاء – لأنكم أخذتم… لا لأنكم تنتظرون شيئًا في المقابل. لاحظتُ أيضًا مشكلة أخرى في بولندا، وطني. الآن أصبحنا جميعًا مواطنين من الدرجة الثانية، حتى البولنديون مواطنون من الدرجة الثانية في بلدهم. لدينا الحق في العيش، والعمل، والتنفس، والذهاب في إجازة، وكل شيء آخر هو نشاط سياسي. مع أن كلما كنتَ أكثر كاثوليكية، قلَّ انفتاحك على الآخرين! وأين مثل السامري الصالح؟ أين معناه؟ لقد سُمّيَ الناس الذين وصلوا إلى هنا في الخريف يسوع، يا إلهي، يسوع – وهذا ليس استعارة! انتقد السيد فلودزيميرز زارزاستي مؤخرًا موقف الأسقف فيسلاف ميرينغ، الذي يفصل المهاجرين عن رحمة الله. من المفارقات أن مشكلة المهاجرين الذين يهاجمون الحدود البولندية تظهر في الأحد الخامس عشر من الصوم الكبير.
هل تعلمون أن بولندا بلد الإنسانية؟ نحن ننقذ „أجنة”، وليس مجموعة من سبعة وعشرين مهاجرًا مع العديد من الأطفال. إنه أمرٌ في غاية الصعوبة. هل تعلمون أن هذه مجرد مقدمة لهجرة كبيرة أخرى، علينا الاستعداد لها؟ وعندما لا يوجد ما نأكله أو نشربه في بلدان الجنوب، فلن يكون الأمر مجرد طلب؛ بل سيكون إجبارًا. لذا علينا أن نتعلم المساعدة ونفهم أن علينا التحرك قليلًا وإفساح المجال للآخرين. كان جدي بولنديًا، وكان والدي محاربًا بولنديًا قديمًا في الحرب العالمية الأولى، وكنت بولنديًا أيضًا. كنت أحمل الجنسية البولندية، وفجأة، ومن العدم، أصبحت لاغية. كيف أكون بولنديًا إذا تخلت بولندا عني؟ أتمنى لو أستطيع أن أقول إن بولندا وطني وموطني، لكنني لا أستطيع، لأن وطني وموطني لم يرغبا بي. أردتُ الاعتذار، لكن لم يبقَ أحدٌ لأعتذر له. بإمكان أيّ شخصٍ قول ذلك الآن. في النهاية، أريدنا أن نفهم أن مجتمعًا يخجل من أفعاله سينقلب عاجلًا أم آجلًا على من يشهد مثل هذه الأفعال.
هناك مكانٌ واحدٌ على الأرض ينبع منه جذورك، حيث يُحبس الزمن في دائرة الحب، الحب الذي يُعطي الحياة معنى. في هذه الأثناء، أنت سعيدٌ كطفلك الأقل حظًا. في بعض الليالي سامحتُ العالم، وفي ليالٍ أخرى لم أستطع إلا أن أتجنب لعنه، أقولها بحزم. العالم لا يتغير، قدرتك على الرؤية تتغير. كل لحظة هي خطوة نحو النسيان، وأنا أسير وحدي، فكرتُ. سيقولون لك إن القلب المكسور يضعف، لكن هذا يعني فقط أنك تجرأت على الحب. الرحلة الوحيدة هي تلك التي تخوضها داخل نفسك. هل تتذكر من كنت قبل أن يُخبرك العالم من يجب أن تكون؟ هناك لحظةٌ نستيقظ فيها من الحياة التي وُهبت لنا. تلك التي بُنيت لنا، لا بأيدينا. ننظر إلى داخل أنفسنا. ونبدأ من جديد. لا لأصبح شخصًا جديدًا، بل لأتذكر شخصًا منسيًا. التمرد الحقيقي، التمرد الحقيقي، لا يختبئ في مكان ما، بل في عودة هادئة إلى ذاتي.
أنا بولندي، وفي أعماقي يهودي، يهودي لا وجود له بدون ذلك البولندي. أحيانًا ألعب الشطرنج مع نفسي، فهل تعلمون من يفوز؟ أحيانًا واحد، وأحيانًا اثنان. هناك مكان واحد على الأرض ينبع منه جذورك، حيث ينحصر الزمن في عالم الذكريات، حيث لا يمكنك نسيان السماء. حتى لو سافرت حول العالم، ستجد مُثُلك العليا، وحياة سعيدة، ووطنًا مضيافًا، ودائمًا في قلبك، موطن عائلتك.
عند وصوله إلى الأرض، اندهش الأمير الصغير لعدم وجود روح حية هنا. العالم في جوهره ما نصنعه. نتلقى ما نعطي. إذا زرعنا الكراهية، حصدنا الكراهية؛ وإذا زرعنا الحب واللطف، حصدنا الحب والسعادة. الآخرون كالمرايا التي تعكس لنا الصورة التي نعطيها. الشخص اللطيف يتسامح مع نقاط ضعف الآخرين، ولا يبالغ في الأمور التافهة، ويتجنب روح النقد. ليس من السهل تفسير السبب.
الله يسمح بالشر؛ لكن الملحد لا يستطيع تفسير وجود الخير. كيف يُمكن لكونٍ خالٍ من الروح والنفس والصليب والله أن يصبح مركز الإيمان والطهارة والتضحية، والجليد والاستشهاد؟ كيف يُمكن أن تكون الأخلاق أخلاقًا إذا لم يكن هناك إله؟ إذا كان الله محبة، فلماذا نستغرب أن يؤدي غيابه إلى الألم والكراهية وانكسار القلوب والحروب؟ – قال رئيس الأساقفة فولتون شين.
عند وصوله إلى الأرض، اندهش الأمير الصغير لعدم عثوره على روح حية. تنتهي الإرادة البشرية حيث يبدأ الحب. غدًا سيكون أفضل يا إخوتي. يزداد صعوبة الاستيقاظ ليلًا والمرض لا يرحم. أبحث في داخلي عن قوة جديدة، وسط الألم والضعف. يجب أن أستجمع كل قواي لأرتاح، لأكسب بعض الوقت. اللحظات التي عذبتني كثيرًا ستمر في النهاية. يجب أن نكافح، لنؤمن بأنفسنا بأن يومًا أفضل سيأتي. ستشرق الشمس من جديد في السماء وتُبدد الظلمة.
مع أن البشرية لا تنهض بقوتها الذاتية، إلا أنه لا وجود لما يُسمى بالتوالد التلقائي؛ فالحياة لا تأتي من البلورات؛ والشعر لا يأتي من الحمير؛ والسلام العالمي لا يأتي من الحرب؛ والعدالة الاجتماعية لا تأتي من الأنانية. ورغم كل معرفتنا بالكيمياء، لا يمكننا خلق حياة بشرية في مختبراتنا لأننا نفتقر إلى مبدأ الروح المُوحِّد والمُحيي، الذي لا يأتي إلا من الله. فالحياة ليست دفعة من الأسفل؛ بل هي هبة من الأعلى. إنها ليست نتيجة ارتقاء ضروري للإنسان، بل نتيجة نزول الله المُحب، كما قال رئيس الأساقفة فولتون شين المذكور آنفًا.
قال فرانز كافكا: „أتعلم أن بعض الأقفاص مصنوعة من الذاكرة، وأنا أحمل مفتاحها، وليس مفتاح الشجاعة أبدًا”. بعض السجون ليست مصنوعة من ثكنات، بل من ذكريات غريبة نخشى فتحها. ومع ذلك، نختار أن ننظر – أن نرى، لأن إشاحة النظر تعني الاستسلام. واجبك الوحيد في كل حياة هو أن تكون نفسك. إن تحقيق أي شخص أو أي شيء آخر ليس مستحيلاً فحسب، بل هو أيضاً علامة على المسيح الكاذب، كما قال ريتشارد باخ. مأساة الحياة ليست في بدايتها السريعة، بل في انتظارنا الطويل للبدء. كلما تكلمتُ أكثر، حتى في هذا العالم العبثي، أرفض أن أغمض عيني. تمردي هو الشهادة، والمثابرة، والوجود.
أختي، أخي
كمسيحي، لكل شخص قصته؛ قصتي هي قصتك الجميلة. لكل شخص ووشو خاص به؛ قصتي هي أن أكون معك حتى النهاية. لكل شخص تميمة حظ؛ قصتي هي وجودك. لكل شخص نقطة ضعف لشخص ما؛ قصتي لك وحدك. لكل شخص شخص مميز، وبالنسبة لي، هذا الشخص هو أنت وحدك. النعمة هي أن يمنحنا الله خيرًا لا نستحقه. الرحمة هي أن يحمينا من الشر الذي نستحقه. البركات هي أن يكون كريمًا في كليهما. حقًا، لن ننضب أبدًا من أسباب شكره.
يا إلهي، هيئني للأسبوع القادم. أزل همومي وندمي. املأ روحي وجدد أملي. أرجوك أن تسبقني. أفسح الطريق واحمني. أدخل الأشخاص المناسبين إلى حياتي وأزل أبعد عني كل من أخطأ طريقي. دلني بمحبتك واملأني بفرحك. باسم يسوع. آمين.
________
Станислав Барщак, True Rebellion
Дорогие братья и сестры!
Так и хочется вмешаться в распространённую тему мигрантов. Иисус умер в Польше, сказал кто-то. Представьте, что вы счастливы так же, как ваш самый несчастный ребёнок. Хочу сказать, что вижу здесь проблему. Если бы кто-то сегодня отхлестал собаку поводком перед школой, завтра дети получили бы доступ к нескольким психологам и лекцию о неконтролируемой агрессии. Однако, когда выжившие вернулись с войны, никто с ними не разговаривал. Никто не дал им инструментов, которые помогли бы им встать на ноги. Позвольте мне рассказать вам историю: одна местная женщина говорит: «Знаешь, что будет, если они приедут сюда? Они будут насиловать женщин в трамваях». Я говорю: «Но здесь нет трамваев», и она отвечает, что со мной невозможно поговорить.
Бог — величайший учёный. Сложность Вселенной не могла возникнуть случайно. Дух высшего разума проявляется в законах Вселенной. В присутствии Божьего величия мы видим себя лучше и яснее. Между тем, нам, современным людям, кажется, что в эту эпоху людей всё больше и больше, а на одного меньше. Неужели время человека прошло?
Возлюбленные дети Божьи, вы получили даром, отдаёте даром – потому что у вас есть… а не потому, что вы ожидаете чего-то взамен. Я также заметил ещё одну проблему в Польше, моей родине. Теперь мы все – граждане второго сорта, даже поляки – граждане второго сорта в своей собственной стране. Мы имеем право жить, работать, дышать, ездить в отпуск, а всё остальное – политическая деятельность. Хотя чем больше вы католик, тем меньше вы открыты для всех! И где же притча о добром самаритянине? В чём её смысл? Людей, прибывших сюда осенью, звали Иисусом, ради Бога, Иисусом – и это не метафора! Господин Влодзимеж Чажастый недавно раскритиковал позицию епископа Веслава Меринга, который отдаляет мигрантов от Божьего милосердия. По иронии судьбы, проблема иммигрантов, атакующих польскую границу, возникает именно в 15-е Обычное воскресенье месяца Доброго Самаритянина.
Знаете ли вы, что Польша — страна гуманизма, выставленная напоказ? Мы спасаем «плоды», а не группу из двадцати семи мигрантов с множеством детей. Это ужасно сложно. Знаете ли вы, что это всего лишь прелюдия к новой великой миграции, к которой нам следует подготовиться? И когда в южных странах будет нечего есть и пить, это будет не просто просьба, это будет вынужденная мера. Поэтому мы должны научиться помогать и понимать, что нам нужно немного подвинуться и освободить место для других. Мой дед был поляком, мой отец был польским ветераном Первой мировой войны, и я тоже был поляком. У меня было польское гражданство, и вдруг, ни с того ни с сего, оно стало недействительным. Как я могу быть поляком, если Польша меня бросила? Я хотел бы сказать, что Польша — моя страна и моя родина, но не могу, потому что моя страна и моя родина меня не приняли. Я хотел извиниться, но не перед кем. Любой может сказать это сейчас. В конечном счёте, я хочу, чтобы мы поняли: общество, стыдящееся своих поступков, рано или поздно обернётся против тех, кто становится свидетелем подобных поступков.
Есть одно место на земле, где течёт источник твоих корней, где время заключено в сфере любви, любви, которая придаёт жизни смысл. А пока ты счастлив, как твой самый невезучий ребёнок. В некоторые ночи я прощал мир, в другие – мне удавалось лишь не проклинать его, я бы сказал, сильно. Мир не меняется, меняется твоя способность видеть. Каждое мгновение – шаг к забвению, и я иду один, думал я. Тебе скажут, что разбитое сердце слабеет, но это лишь значит, что ты осмелился любить. Единственный путь – это путь внутри себя. Ты помнишь, кем ты был до того, как мир сказал тебе, кем ты должен быть? Наступает момент, когда мы пробуждаемся от жизни, дарованной нам. Той, что создана для нас, а не нами. Мы смотрим внутрь себя. И начинаем заново. Не стать кем-то новым, а вспомнить кого-то забытого. Истинный бунт, настоящий мятеж не прячется где-то, а в тихом возвращении к себе.
Я поляк, в сердцевине которого живёт еврей, еврей, которого нет без этого поляка. Иногда я играю в шахматы сам с собой, и знаете, кто выигрывает? Иногда один, иногда двое. Есть одно место на земле, где течёт исток твоих корней, где время заперто в царстве воспоминаний, где невозможно забыть небеса. Даже если ты объездишь весь мир, ты найдёшь свои идеалы, счастливую жизнь, гостеприимную страну и всегда, в своём сердце, родной дом.
Прибыв на Землю, Маленький принц был поражён, не найдя здесь ни одной живой души. Мир во многом таков, каким мы его создаём. Мы получаем то, что отдаём. Если мы сеем ненависть, мы пожинаем ненависть; если мы сеем любовь и доброту, мы пожинаем любовь и счастье. Другие люди подобны зеркалам, которые отражают нам то, что мы отдаём. Добрый человек терпит слабости других, никогда не преувеличивает мелочи и избегает критики. Нелегко объяснить, почему
Бог допускает зло; но атеист не может объяснить существование добра. Как вселенная, лишённая духа, души, креста и Бога, может стать центром веры, чистоты и жертвенности, льда и мученичества? Как порядочность может быть порядочностью, если Бога нет? Если Бог есть любовь, почему мы должны удивляться, что её отсутствие приводит к боли, ненависти, разбитым сердцам и войнам? – сказал архиепископ Фултон Шин.
Прибыв на Землю, Маленький принц с изумлением обнаружил, что не нашёл ни одной живой души. Человеческая воля заканчивается там, где начинается любовь. Завтра будет лучше, братья. Всё труднее вставать по ночам, когда болезнь беспощадна. Я ищу в себе новые силы среди боли и слабости. Я должен собрать все свои силы, чтобы отдохнуть, выиграть время. Мгновения, которые так мучили меня, рано или поздно пройдут. Мы должны бороться, верить в себя, что наступит лучший день. Солнце снова взойдет на небе и рассеет тёмную тень.
Хотя человечество не может подняться самостоятельно, самозарождение невозможно; жизнь не возникает из кристаллов; поэзия не возникает из ослов; международный мир не возникает из войны; социальная справедливость не рождается из эгоизма. Несмотря на все наши познания в химии, мы не можем создать человеческую жизнь в наших лабораториях, потому что нам не хватает объединяющего, оживляющего начала души, которое исходит только от Бога. Жизнь — это не толчок снизу; это дар свыше. Она — не результат необходимого восхождения человека, а любящего нисхождения Бога, сказал вышеупомянутый архиепископ Фултон Шин.
Я узнаю, что некоторые клетки сделаны из памяти, и я ношу ключ от неё, а не из мужества, сказал Франц Кафка. Некоторые тюрьмы сделаны не из казарм, а из странных воспоминаний, которые мы боимся открыть. И всё же мы выбираем смотреть — видеть, потому что отвести взгляд означало бы сдаться. Ваш единственный долг в каждой жизни — быть самим собой. Исполнение кого-либо или чего-либо еще не только невозможно, но и является признаком ложного мессии, сказал Ричард Бах. Трагедия жизни не в том, что она начинается так быстро, а в том, что мы так долго ждём, чтобы начать. Чем больше я говорю, даже в этом абсурдном мире, тем больше я отказываюсь закрывать глаза. Мой бунт — это свидетельство, упорство, существование.
Сестра, брат
Как христианин, у каждого есть своя история; моя — прекрасная история твоего существования. У каждого своё ушу; моя — быть с тобой до конца. У каждого есть талисман; моя — твоё присутствие. У каждого есть слабость к кому-то; моя — только к тебе. У каждого есть кто-то особенный, и для меня этот человек — только ты. Благодать — это когда Бог даёт нам добро, которого мы не заслуживаем. Милость — это когда Он защищает нас от зла, которого мы заслуживаем. Благословение — это когда Он щедр и в том, и в другом. Воистину, у нас никогда не иссякнут причины благодарить Его.
Дорогой Боже, приготовь меня к грядущей неделе. Забери мои тревоги и сожаления. Наполни мою душу и обнови мою надежду. Пожалуйста, иди передо мной. Очисти путь и защити меня. Приведи в мою жизнь нужных людей. Жизнь и убери неверных с моего пути. Направь меня своей любовью и наполни радостью. Во имя Иисуса. Аминь.
Weź życie w swoje ręce – w końcu jest ono twoje. Nie jesteś tu, aby spełniać oczekiwania innych. Nie żyj życiem swojej matki, nie żyj życiem swojego ojca, żyj po swojemu. Nie ma złych wyborów – są tylko inne. Jakąkolwiek podejmiesz decyzję, życie zawsze będzie inne niż wtedy, gdybyś zdecydował się na drugą opcję…
Jestem na wpół martwy i na wpół żywy, złapany między życiem, które powinienem wieść, aśmiercią, którą potajemnie ćwiczę. Jeszcze odwiedzam Niemcy. Zamek Eltz -Burg Eltz, słynny średniowieczny zamek w Niemczech. Zamek położony jest na wzgórzach nad Mozelą, między Koblencją a Trewirem. Jest to jeden z niewielu zamków w regionie Eifel, który nigdy nie został zniszczony.
Poeta z powołania, Twój anioł z wyboru! Nie mam obowiązku spełniać oczekiwań innych. To ich błąd, a nie moja wada. Ludzie oceniają innych jak książki – większość osób widzi okładkę, ale tak naprawdę nie ma pojęcia o tym, co kryje się w środku. Myślę, że jeśli nie zrobię na tej ziemi nic więcej, niż sprawię, że ktoś poczuje się choć odrobinę bardziej kochany w chwili, gdy czuł się zupełnie samotny – to wypełniłem swoje zadanie.
Ślepe posłuszeństwo wobec autorytetów jest największym wrogiem prawdy. Nie martw się, zostanę z tobą. Tej zimy poczuj świeże górskie powietrze, odetchnij głęboko i znajdź spokój – w około 30 hotelach Vitalpina w Południowym Tyrolu. Zafunduj sobie chwilę wytchnienia! Chwile, których nie planujesz, czuj czujesz. Przyjedź po spokój – zostań dla historii, które zabierzesz ze sobą. Albo daj sie oczarować najciekawszym miastom i wybierz się w niezapomnianą podróż.
„Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych? Ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami? Ile listów, ile rozstań, ciężkich godzin w miastach wielu? I znów upór, żeby powstać i znów iść, i dojść do celu. Ile w trudzie nieustannym wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń? Ile chlebów rozkrajanych? Pocałunków? Schodów? Książek? Ile lat nad strof stworzeniem? Ile krzyku w poematy? Ile chwilę przy Beethovenie? Przy Corellim? Przy Scarlattim? Twe oczy jak piękne świece, a w sercu źródło promienia. Więc ja chciałbym twoje serce ocalić od zapomnienia.”
Czego się boisz? Kiedyś straciłaś wszystko … A ja dałem ci więcej, niż mógłabyś sobie wyobrazić.
Z miłością, Bóg.
______
Stanisław Barszczak, Juxta crucem tecum stare
Take life into your own hands – after all, it’s yours. You’re not here to live up to others’ expectations. Don’t live your mother’s life, don’t live your father’s life, live your own way. There are no wrong choices – only different ones. Whatever decision you make, life will always be different than if you had chosen the other option…
I am half-dead and half-alive, caught between the life I should lead and the death I secretly practice. I’m still visiting Germany. Eltz Castle – Burg Eltz is a famous medieval castle in Germany. The castle is located in the hills above the Moselle River, between Koblenz and Trier. It is one of the few castles in the Eifel region that has never been destroyed.
A poet by vocation, your angel by choice! I have no obligation to live up to others’ expectations. That’s their fault, not mine. People judge others like books – most see the cover, but have no idea what’s inside. I believe that if I do nothing more on this earth than make someone feel even a little more loved in a moment of utter loneliness, then I have fulfilled my mission.
Blind obedience to authority is the greatest enemy of truth. Don’t worry, I’ll stay with you. This winter, feel the fresh mountain air, take a deep breath, and find peace – at approximately 30 Vitalpina hotels in South Tyrol. Treat yourself to a moment of respite! You feel the moments you didn’t plan for. Come for peace – stay for the stories you’ll take with you. Or let yourself be enchanted by the most interesting cities and embark on an unforgettable journey.
„How many roads have we traveled together? How many paths have we trodden? How many rains, how many snows hanging over the lampposts? How many letters, how many partings, hard hours in many cities? And again the stubbornness to get up and go again, and reach the goal. How many shared worries, shared strivings in constant toil? How many breads have we sliced? Kisses? Stairs? Books? How many years over the verses of creation? How many cries into poems? How many moments with Beethoven? With Corelli? With Scarlatti? Your eyes are like beautiful candles, and in your heart the source of a ray. So I would like to save your heart from oblivion.”
What are you afraid of? You once lost everything… And I gave you more than you could have imagined. With love, God.
_______
Stanisław Barszczak, Człowiek w holocenie
Najmilsi. Rządzi nami technologia, czyli talent do takiego organizowania świata, że nie musimy go doświadczać. Czas nas nie zmienia. On nas po prostu rozwija. A teraz rządzi nami technologia… talent do takiego organizowania świata, że nie musimy go doświadczać. Prosiliśmy o pracowników. Dostaliśmy ludzi. To właśnie te rozczarowujące historie, które nie mają właściwego zakończenia, a zatem i właściwego znaczenia, brzmią prawdziwie.
Holocen to najmłodsza epoka geologiczna, która rozpoczęła się około 11 700 lat temu po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia i trwa do dziś. Okres ten charakteryzuje się stosunkowo stabilnym klimatem w porównaniu do poprzedniego plejstoceńskiego zlodowacenia i jest jedynym okresem, w którym na Ziemi dominuje jeden gatunek – człowiek, którego działalność zaczęła w znaczący sposób wpływać na środowisko.
Żyjemy w epoce reprodukcji. Większości tego, co składa się na nasz osobisty obraz świata, nigdy nie widzieliśmy na własne oczy – a raczej widzieliśmy go na własne oczy, ale nie na miejscu: nasza wiedza dociera do nas z dystansu, jesteśmy telewidzami, telesłuchaczami, telewiedzącymi.
Możesz ująć w słowa wszystko, z wyjątkiem własnego życia. Kiedy podróżujemy, jesteśmy jak film w momencie ekspozycji; ale to pamięć go wywoła. Nie jestem stylistą.
Wszystko wydarzyło się dokładnie tak, jak zamierzałem, a nie powinno. Przyjaciele muszą się wzajemnie rozumieć. Bracia są zawsze braćmi. Dlaczego jesteś silniejszy od prawdy? Nie znoszę, gdy ktoś mi mówi, co mam czuć; wtedy, nawet jeśli rozumiem, co jest mówione, czuję się jak ślepiec.
Często zastanawiałem się, co ludzie mają na myśli, mówiąc o jakimś doświadczeniu. Jestem technologiem i jestem przyzwyczajony do widzenia rzeczy takimi, jakie są. Widzę wszystko, o czym mówią, bardzo wyraźnie; w końcu nie jestem ślepy. Widzę księżyc nad Ząbkowicami, miasteczkiem z górnej młodości – może jest wyraźniejszy niż kiedykolwiek indziej, ale wciąż jest to obliczalna masa krążąca wokół naszej planety, przykład grawitacji, ciekawy, ale w jakim sensie doświadczenie? Widzę poszarpane skały, odcinające się czernią w świetle księżyca; być może rzeczywiście wyglądają jak poszarpane grzbiety prehistorycznych potworów, ale wiem, że to skały, kamień, prawdopodobnie wulkaniczne, trzeba by je zbadać, żeby się upewnić. Czemu miałbym się bać? Nie ma już żadnych prehistorycznych potworów. Czemu miałbym je sobie wyobrażać? Jednakże nie widzę też żadnych kamiennych aniołów; ani demonów; widzę to, co widzę – zwykłe kształty powstałe w wyniku erozji, a także mój długi cień na piasku, ale żadnych duchów. Po co się tak unosić? Nie widzę też żadnego potopu, tylko piasek oświetlony księżycem i uformowany w kształt wody przez wiatr, co mnie nie dziwi; nie wydaje mi się to fantastyczne, ale całkowicie wytłumaczalne.
Nie wiem, jak wyglądają dusze potępionych; może jak czarne agawy na pustyni nocą. Widzę agawy, roślinę, która… kwitnie tylko raz i umiera. Co więcej, wiem (jakkolwiek bym na to nie patrzył w tej chwili), że nie jestem ostatnim ani pierwszym człowiekiem na ziemi; i nie wzrusza mnie sama myśl, że jestem ostatnim człowiekiem, bo to nieprawda. Po co wpadać w histerię? Góry to góry, nawet jeśli w pewnym świetle mogą wyglądać jak coś innego, ale to Morskie oko, a my nie stoimy w królestwie umarłych, lecz nad schroniskiem, jakieś sześćdziesiąt metrów od najbliższej drogi – szlaku, co jest nieprzyjemne, ale w jakim sensie jest to doświadczenie. Nie mogę też zmusić się do usłyszenia czegoś przypominającego wieczność; nie słyszę niczego poza sypkim piaskiem przy każdym kroku. Dlaczego miałbym doświadczać czegoś, czego nie ma?
Ktoś zadał pytanie Walterowi: a co z kobietami w życiu?Jedynym możliwym warunkiem jest dla mnie bycie samemu, bo nie chcę unieszczęśliwiać kobiety, a kobiety mają tendencję do bycia nieszczęśliwymi. Bycie samemu nie zawsze jest fajne, nie zawsze można być w formie. Co więcej, nauczyłem się z doświadczenia, że jeśli nie jesteś w formie, kobiety też nie pozostają w formie; jak tylko się znudzą, zaczynają narzekać, że nie masz uczuć.
Tylko ludzie potrafią rozpoznać katastrofy, pod warunkiem, że je przeżyją; natura nie rozpoznaje katastrof.
Najważniejsze to stanąć w obliczu światła, cieszyć się (jak nasze dziecko) ze świadomości, że można zginąć w świetle nad janowcem, asfaltem i morzem, stanąć w obliczu czasu, a raczej wieczności – w chwili. Być wiecznym oznacza istnieć. Społeczeństwo potrzebuje sławnych ludzi; pytanie brzmi, kogo wybierze do tej roli. Każda krytyka jego wyboru jest w domyśle krytyką tego społeczeństwa.Są różne sposoby, żeby zamordować człowieka, a przynajmniej jego duszę, i żadna policja na świecie tego nie zauważy. Wtedy wystarczy jedno słowo, chwila szczerości. Potem wystarczy uśmiech. Chciałbym zobaczyć człowieka, którego nie da się zabić uśmiechem ani milczeniem…
Ach, ta tęsknota za bielą, ta tęsknota za prostymi włosami, to całe życie dążenie do bycia innym niż to, czym się jest, ta wielka trudność w zaakceptowaniu siebie, wiedziałem to i widziałem tylko własną tęsknotę z zewnątrz, widziałem absurdalność naszej tęsknoty za tym, by być innymi niż to, czym jesteśmy.
Przyczyna i skutek nigdy nie są rozdzielone między dwie osoby. Każdy człowiek prędzej czy później wymyśla historię, którą uważa za swoje życie, za wszelką cenę, lub serię historii, które wzmacnia nazwiskami i datami, aby można było powiedzieć, że ich prawdziwość jest niepodważalna. Niemniej jednak każda historia jest zmyślona i dlatego, moim zdaniem, może zostać zmieniona w dowolnym momencie.
Zawsze najwięcej szkody wyrządzają moraliści. Nie ma nic trudniejszego niż zaakceptowanie siebie. I właśnie pisać to czytać siebie.Żart to trzecie najlepsze przebranie. Drugie najlepsze: sentymentalizm. Ale najlepszym i najbezpieczniejszym przebraniem jest wciąż surowa, naga prawda. O dziwo, nikt w nią nie wierzy.
Zadziwiające jest, że osoby, które kochamy najbardziej, to te, których najmniej potrafimy opisać. Każdy, kto nie angażuje się w politykę, już zajął stanowisko, którego stara się uniknąć: służy partii rządzącej. Osoba, która nie zajmuje się polityką, dokonała już wyboru politycznego, którego tak bardzo chciała sobie oszczędzić. Ale widać to jest potrzebne, nasza wina, usprawiedliwia wiele w życiu innych ludzi.
Jesteś w Barcelonie. Główną atrakcją będzie Sagrada Familia. Miej Barcelona pass jeżeli chcesz odwiedzić Sagrada Familia i Park Güell. Ale odwiedź też Dzielnicę gotycką, Katedrę w Barcelonie, Promenadę Las Ramblas, Teatr muzyczny Gran Teatre del Liceu, Plażę La Barceloneta, Park Montjuïc na wzgórzu, Narodowe Muzeum Sztuki Katalonii (MNAC). Wizyta w Barcelonie nie będzie kompletna bez odwiedzenia raju dla smakoszy, Bazar La Boqueria. Spójrz na proletariuszkę stworzenia, pomnik kobiety – Katalonki, pielgrzymując do Opactwa Matki Bożej w Montserrat.
Chaosem nazywamy każdy porządek, który powoduje zamieszanie w naszych umysłach. Chodź – powiedziałem. Jesteśmy małżeństwem, Walterze -Leonie, nowoczesnym małżeństwem. Nie dotykaj mnie.
Ale tam, gdzie taka potrzeba przetrwa, a pragnienie rozkwitnie, potrzebujący pozostają cichą ofiarą pragnienia. Ta nierównowaga kształtuje relacje międzyludzkie odkąd istnieją społeczeństwa.
Ci, którym czegoś brakuje, często są zmuszeni do naginania, kompromisu lub oddawania części siebie tym, którzy mają moc dawania lub odmawiania. Tymczasem ci, którymi kieruje pragnienie, żądza, ambicja lub chciwość, uczą się wykorzystywać tę słabość, czasami nawet nie dostrzegając jej okrucieństwa. Ta dynamika utrzymuje się, ponieważ potrzeba jest pilna, a pragnienie nieustępliwe, a między nimi kryje się cicha, nierówna negocjacja, która definiuje znaczną część naszej rzeczywistości społecznej.
Świat zwariował. Dziś bynajmniej zabił kolejne dziecko znów. Wyobraź sobie poetę, który wychodzi z lasu po wojnie i mówi: „od teraz żadnych ozdobników, tylko prawda”. To świat Tadeusza Różewicza, czytaj go. Zwróć uwagę na Pana Bzowskiego Wojciecha Młynarskiego, pieśni wielkiego barda Trzeciej Rzeczpospolitej są bardzo miłe.
I odpędź czarne myśli. Zostaw przeszłość za sobą, pozwól przyszłości nadejść, i ciesz się chwilą obecną… to właśnie tu toczy się prawdziwe życie. Bądź tym, który pielęgnuje i buduje. Bądź tym, który ma zrozumienie i wybaczające serce, tym, który szuka w ludziach tego, co najlepsze. Przede wszystkim… pozostawiaj ludzi lepszymi, niż ich zastałeś.
Poddaj się urokowi Hymnu wieczornego
Stanisława Barańczaka:
„Ponad głowami i ponad słowami
Ponad domami i ponad dymami
Ponad dachami ponad oddechami
Zapada noc
Nad zmaganiami i nad zmęczeniami
Nad rozkoszami i nad rozpaczami
Nad mdłymi dniami i nad złymi snami
Zapada noc
Nad drżeniem ziemi i nad drżeniem dłoni
Nad pulsem miasta i nad pulsem skroni
Nad biciem serca i nad biciem w dzwony
Zapada noc
Nad potem życia i potem agonii
Nad łzami wściekłych i łzami bezbronnych
Nad krwią kochanków i nad krwią zranionych
Zapada noc
I nad poddaniem się i nad niezgodą
I nad ugodą czyjąś z samym sobą
Ponad niewolą i ponad swobodą
Zapada noc
Nad gwiazdą wiatrem i chmurą deszczową
Nad światłem gazem i bieżącą wodą
Nad nim nade mną nad nami nad tobą
Zapada noc
Wszędzie Nad stołem Nad lampą nad garnkiem
Nad snem Nad łyżką Nad schylonym karkiem
Nad bielą łóżka Nad bielą tej kartki
Zapada noc
I powiedz czemu I powiedz czy wszędzie
i wciąż tak samo i zawsze już będzie
nad dachy fabryk kościołów i więzień
zapada noc
Powiedz dlaczego jej dłoń coraz cięższa
i coraz bardziej brakuje powietrza
kiedy nad nami ciemna i zwycieska
zapada noc
Dlaczego dławi nas Dlaczego śnimy
oblani potem że się nie zbudzimy
że wiecznie będzie nad lata i zimy
zapadać noc
Nikt nie odpowie Nad ziemią na miastem
nad tym pokojem nad ciałem twym własnym
głuchym spokojem i milczącym kłamstwem
zapada noc
Nad mdłymi dniami i nad złymi snami
Nad rozkoszami i nad rozpaczami
Nad zmaganiami i nad zmęczeniami
Zapada noc
Ponad dachami ponad oddechami
Ponad domami i ponad dymami
Ponad głowami i ponad słowami
Zapada noc
Zapada noc
Zapada noc”
A jeśli jutro w poszukiwania słońca i nowej przygody wstaniesz znów, co mam ci życzyć? Żadnego stresu, podróżuj ze spokojem ducha. Zarejestruj się już dziś i znajdź kochającą opiekunkę domową, która zadba o bezpieczeństwo i szczęście Twoich zwierząt w domu, podczas gdy Ty będziesz w podróży! Licentia poetica by #Staniskaw
Stanisław Barszczak, Człowiek w holocenie Najmilsi. Rządzi nami technologia, czyli talent do takiego organizowania świata, że nie musimy go doświadczać. Czas nas nie zmienia. On nas po prostu rozwija. A teraz rządzi nami technologia… talent do takiego organizowania świata, że nie musimy go doświadczać. Prosiliśmy o pracowników. Dostaliśmy ludzi. To właśnie te rozczarowujące historie, które nie mają właściwego zakończenia, a zatem i właściwego znaczenia, brzmią prawdziwie. Holocen to najmłodsza epoka geologiczna, która rozpoczęła się około 11 700 lat temu po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia i trwa do dziś. Okres ten charakteryzuje się stosunkowo stabilnym klimatem w porównaniu do poprzedniego plejstoceńskiego zlodowacenia i jest jedynym okresem, w którym na Ziemi dominuje jeden gatunek – człowiek, którego działalność zaczęła w znaczący sposób wpływać na środowisko. Żyjemy w epoce reprodukcji. Większości tego, co składa się na nasz osobisty obraz świata, nigdy nie widzieliśmy na własne oczy – a raczej widzieliśmy go na własne oczy, ale nie na miejscu: nasza wiedza dociera do nas z dystansu, jesteśmy telewidzami, telesłuchaczami, telewiedzącymi. Możesz ująć w słowa wszystko, z wyjątkiem własnego życia. Kiedy podróżujemy, jesteśmy jak film w momencie ekspozycji; ale to pamięć go wywoła. Nie jestem stylistą. Wszystko wydarzyło się dokładnie tak, jak zamierzałem, a nie powinno. Przyjaciele muszą się wzajemnie rozumieć. Bracia są zawsze braćmi. Dlaczego jesteś silniejszy od prawdy? Nie znoszę, gdy ktoś mi mówi, co mam czuć; wtedy, nawet jeśli rozumiem, co jest mówione, czuję się jak ślepiec. Często zastanawiałem się, co ludzie mają na myśli, mówiąc o jakimś doświadczeniu. Jestem technologiem i jestem przyzwyczajony do widzenia rzeczy takimi, jakie są. Widzę wszystko, o czym mówią, bardzo wyraźnie; w końcu nie jestem ślepy. Widzę księżyc nad Ząbkowicami, miasteczkiem z górnej młodości – może jest wyraźniejszy niż kiedykolwiek indziej, ale wciąż jest to obliczalna masa krążąca wokół naszej planety, przykład grawitacji, ciekawy, ale w jakim sensie doświadczenie? Widzę poszarpane skały, odcinające się czernią w świetle księżyca; być może rzeczywiście wyglądają jak poszarpane grzbiety prehistorycznych potworów, ale wiem, że to skały, kamień, prawdopodobnie wulkaniczne, trzeba by je zbadać, żeby się upewnić. Czemu miałbym się bać? Nie ma już żadnych prehistorycznych potworów. Czemu miałbym je sobie wyobrażać? Jednakże nie widzę też żadnych kamiennych aniołów; ani demonów; widzę to, co widzę – zwykłe kształty powstałe w wyniku erozji, a także mój długi cień na piasku, ale żadnych duchów. Po co się tak unosić? Nie widzę też żadnego potopu, tylko piasek oświetlony księżycem i uformowany w kształt wody przez wiatr, co mnie nie dziwi; nie wydaje mi się to fantastyczne, ale całkowicie wytłumaczalne. Nie wiem, jak wyglądają dusze potępionych; może jak czarne agawy na pustyni nocą. Widzę agawy, roślinę, która… kwitnie tylko raz i umiera. Co więcej, wiem (jakkolwiek bym na to nie patrzył w tej chwili), że nie jestem ostatnim ani pierwszym człowiekiem na ziemi; i nie wzrusza mnie sama myśl, że jestem ostatnim człowiekiem, bo to nieprawda. Po co wpadać w histerię? Góry to góry, nawet jeśli w pewnym świetle mogą wyglądać jak coś innego, ale to Morskie oko, a my nie stoimy w królestwie umarłych, lecz nad schroniskiem, jakieś sześćdziesiąt metrów od najbliższej drogi – szlaku, co jest nieprzyjemne, ale w jakim sensie jest to doświadczenie. Nie mogę też zmusić się do usłyszenia czegoś przypominającego wieczność; nie słyszę niczego poza sypkim piaskiem przy każdym kroku. Dlaczego miałbym doświadczać czegoś, czego nie ma? Ktoś zadał pytanie Walterowi: a co z kobietami w życiu?Jedynym możliwym warunkiem jest dla mnie bycie samemu, bo nie chcę unieszczęśliwiać kobiety, a kobiety mają tendencję do bycia nieszczęśliwymi. Bycie samemu nie zawsze jest fajne, nie zawsze można być w formie. Co więcej, nauczyłem się z doświadczenia, że jeśli nie jesteś w formie, kobiety też nie pozostają w formie; jak tylko się znudzą, zaczynają narzekać, że nie masz uczuć. Tylko ludzie potrafią rozpoznać katastrofy, pod warunkiem, że je przeżyją; natura nie rozpoznaje katastrof.Najważniejsze to stanąć w obliczu światła, cieszyć się (jak nasze dziecko) ze świadomości, że można zginąć w świetle nad janowcem, asfaltem i morzem, stanąć w obliczu czasu, a raczej wieczności – w chwili. Być wiecznym oznacza istnieć. Społeczeństwo potrzebuje sławnych ludzi; pytanie brzmi, kogo wybierze do tej roli. Każda krytyka jego wyboru jest w domyśle krytyką tego społeczeństwa. Są różne sposoby, żeby zamordować człowieka, a przynajmniej jego duszę, i żadna policja na świecie tego nie zauważy. Wtedy wystarczy jedno słowo, chwila szczerości. Potem wystarczy uśmiech. Chciałbym zobaczyć człowieka, którego nie da się zabić uśmiechem ani milczeniem… Ach, ta tęsknota za bielą, ta tęsknota za prostymi włosami, to całe życie dążenie do bycia innym niż to, czym się jest, ta wielka trudność w zaakceptowaniu siebie, wiedziałem to i widziałem tylko własną tęsknotę z zewnątrz, widziałem absurdalność naszej tęsknoty za tym, by być innymi niż to, czym jesteśmy. Przyczyna i skutek nigdy nie są rozdzielone między dwie osoby. Każdy człowiek prędzej czy później wymyśla historię, którą uważa za swoje życie, za wszelką cenę, lub serię historii, które wzmacnia nazwiskami i datami, aby można było powiedzieć, że ich prawdziwość jest niepodważalna. Niemniej jednak każda historia jest zmyślona i dlatego, moim zdaniem, może zostać zmieniona w dowolnym momencie. Zawsze najwięcej szkody wyrządzają moraliści. Nie ma nic trudniejszego niż zaakceptowanie siebie. I właśnie pisać to czytać siebie.Żart to trzecie najlepsze przebranie. Drugie najlepsze: sentymentalizm. Ale najlepszym i najbezpieczniejszym przebraniem jest wciąż surowa, naga prawda. O dziwo, nikt w nią nie wierzy. Zadziwiające jest, że osoby, które kochamy najbardziej, to te, których najmniej potrafimy opisać. Każdy, kto nie angażuje się w politykę, już zajął stanowisko, którego stara się uniknąć: służy partii rządzącej. Osoba, która nie zajmuje się polityką, dokonała już wyboru politycznego, którego tak bardzo chciała sobie oszczędzić. Ale widać to jest potrzebne, nasza wina, usprawiedliwia wiele w życiu innych ludzi. Jesteś w Barcelonie. Główną atrakcją będzie Sagrada Familia. Miej Barcelona pass jeżeli chcesz odwiedzić Sagrada Familia i Park Güell. Ale odwiedź też Dzielnicę gotycką, Katedrę w Barcelonie, Promenadę Las Ramblas, Teatr muzyczny Gran Teatre del Liceu, Plażę La Barceloneta, Park Montjuïc na wzgórzu, Narodowe Muzeum Sztuki Katalonii (MNAC). Wizyta w Barcelonie nie będzie kompletna bez odwiedzenia raju dla smakoszy, Bazar La Boqueria. Spójrz na proletariuszkę stworzenia, pomnik kobiety – Katalonki, pielgrzymując do Opactwa Matki Bożej w Montserrat. Chaosem nazywamy każdy porządek, który powoduje zamieszanie w naszych umysłach. Chodź – powiedziałem. Jesteśmy małżeństwem, Walterze -Leonie, nowoczesnym małżeństwem. Nie dotykaj mnie. Ale tam, gdzie taka potrzeba przetrwa, a pragnienie rozkwitnie, potrzebujący pozostają cichą ofiarą pragnienia. Ta nierównowaga kształtuje relacje międzyludzkie odkąd istnieją społeczeństwa. Ci, którym czegoś brakuje, często są zmuszeni do naginania, kompromisu lub oddawania części siebie tym, którzy mają moc dawania lub odmawiania. Tymczasem ci, którymi kieruje pragnienie, żądza, ambicja lub chciwość, uczą się wykorzystywać tę słabość, czasami nawet nie dostrzegając jej okrucieństwa. Ta dynamika utrzymuje się, ponieważ potrzeba jest pilna, a pragnienie nieustępliwe, a między nimi kryje się cicha, nierówna negocjacja, która definiuje znaczną część naszej rzeczywistości społecznej. Świat zwariował. Dziś bynajmniej zabił kolejne dziecko znów. Wyobraź sobie poetę, który wychodzi z lasu po wojnie i mówi: „od teraz żadnych ozdobników, tylko prawda”. To świat Tadeusza Różewicza, czytaj go. Zwróć uwagę na Pana Bzowskiego Wojciecha Młynarskiego, pieśni wielkiego barda Trzeciej Rzeczpospolitej są bardzo miłe.I odpędź czarne myśli. Zostaw przeszłość za sobą, pozwól przyszłości nadejść, i ciesz się chwilą obecną… to właśnie tu toczy się prawdziwe życie. Bądź tym, który pielęgnuje i buduje. Bądź tym, który ma zrozumienie i wybaczające serce, tym, który szuka w ludziach tego, co najlepsze. Przede wszystkim… pozostawiaj ludzi lepszymi, niż ich zastałeś. Poddaj się urokowi Hymnu wieczornego Stanisława Barańczaka:”Ponad głowami i ponad słowamiPonad domami i ponad dymamiPonad dachami ponad oddechamiZapada nocNad zmaganiami i nad zmęczeniamiNad rozkoszami i nad rozpaczamiNad mdłymi dniami i nad złymi snamiZapada nocNad drżeniem ziemi i nad drżeniem dłoniNad pulsem miasta i nad pulsem skroniNad biciem serca i nad biciem w dzwonyZapada nocNad potem życia i potem agoniiNad łzami wściekłych i łzami bezbronnychNad krwią kochanków i nad krwią zranionychZapada nocI nad poddaniem się i nad niezgodąI nad ugodą czyjąś z samym sobąPonad niewolą i ponad swobodąZapada nocNad gwiazdą wiatrem i chmurą deszczowąNad światłem gazem i bieżącą wodąNad nim nade mną nad nami nad tobąZapada nocWszędzie Nad stołem Nad lampą nad garnkiemNad snem Nad łyżką Nad schylonym karkiemNad bielą łóżka Nad bielą tej kartkiZapada nocI powiedz czemu I powiedz czy wszędziei wciąż tak samo i zawsze już będzienad dachy fabryk kościołów i więzieńzapada nocPowiedz dlaczego jej dłoń coraz cięższai coraz bardziej brakuje powietrzakiedy nad nami ciemna i zwycieskazapada nocDlaczego dławi nas Dlaczego śnimyoblani potem że się nie zbudzimyże wiecznie będzie nad lata i zimyzapadać nocNikt nie odpowie Nad ziemią na miastemnad tym pokojem nad ciałem twym własnymgłuchym spokojem i milczącym kłamstwemzapada nocNad mdłymi dniami i nad złymi snamiNad rozkoszami i nad rozpaczamiNad zmaganiami i nad zmęczeniamiZapada nocPonad dachami ponad oddechamiPonad domami i ponad dymamiPonad głowami i ponad słowamiZapada nocZapada nocZapada noc” A jeśli jutro w poszukiwania słońca i nowej przygody wstaniesz znów, co mam ci życzyć? Żadnego stresu, podróżuj ze spokojem ducha. Zarejestruj się już dziś i znajdź kochającą opiekunkę domową, która zadba o bezpieczeństwo i szczęście Twoich zwierząt w domu, podczas gdy Ty będziesz w podróży!
Licentia poetica by #Stanislaw Barszczak _____
Stanisław Barszczak, Humans in the Holocene
My dearest. We are ruled by technology, or the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. Time doesn’t change us. It simply develops us. And now we are ruled by technology… the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. We asked for workers. We got people. It is precisely these disappointing stories, which lack a proper ending, and therefore a proper meaning, that ring true.
The Holocene is the youngest geological epoch, beginning approximately 11,700 years ago after the retreat of the last ice age and continuing to this day. This period is characterized by a relatively stable climate compared to the preceding Pleistocene ice age, and is the only period in which a single species dominates the Earth—humans—whose activities have begun to significantly impact the environment.
We live in an age of reproduction. We have never seen most of what makes up our personal picture of the world with our own eyes—or rather, we have seen it with our own eyes, but in a different place: our knowledge comes to us from a distance; we are television viewers, television listeners, television knowers.
You can put anything into words, except your own life. When we travel, we are like a film at the moment of exposure; but it is memory that will evoke it.
I am not a stylist. Everything happened exactly as I intended, and it shouldn’t. Friends must understand each other. Brothers are always brothers. Why are you stronger than the truth? I hate being told how to feel; then, even if I understand what is being said, I feel blind.
I have often wondered what people mean when they talk about an experience. I am a technologist and I am accustomed to seeing things as they are. I see everything they say very clearly; after all, I am not blind. I see the moon over Ząbkowice, the town of my upper youth—perhaps it’s clearer than ever before, but it’s still a calculable mass orbiting our planet, an example of gravity, an interesting experience, but in what sense? I see jagged rocks, silhouetted black in the moonlight; perhaps they do look like the jagged spines of prehistoric monsters, but I know they’re rocks, stone, probably volcanic; they’d have to be examined to be sure. Why should I be afraid? There are no prehistoric monsters anymore. Why should I imagine them? However, I don’t see any stone angels either; or demons; I see what I see—ordinary shapes created by erosion, and my long shadow on the sand, but no ghosts. Why float like that? I don’t see any flood either, only sand illuminated by the moon and shaped into water by the wind, which doesn’t surprise me; it doesn’t seem fantastic to me, but it’s entirely explicable.
I don’t know what the souls of the damned look like; Perhaps like black agaves in the desert at night. I see agaves, a plant that… blooms only once and then dies. Moreover, I know (however I look at it at the moment) that I am neither the last nor the first human on earth; and the mere thought of being the last human doesn’t move me, because it’s not true. Why get hysterical? Mountains are mountains, even if in a certain light they might look like something else, but this is Morskie Oko, and we’re not standing in the realm of the dead, but above a shelter, about sixty meters from the nearest road—a trail—which is unpleasant, but in what sense is it an experience? I also can’t bring myself to hear anything resembling eternity; I hear nothing but the loose sand with every step. Why should I experience something that isn’t there?
Someone asked Walter: What about women in life? The only possible condition for me is to be alone, because I don’t want to make a woman unhappy, and women tend to be unhappy. Being alone isn’t always fun, you can’t always be in shape. Moreover, I’ve learned from experience that if you’re not in shape, women don’t stay in shape either; as soon as they get bored, they start complaining that you have no feelings.
Only humans can recognize disasters, provided they survive them; nature doesn’t recognize disasters.
The most important thing is to face the light, to rejoice (like our child) in the knowledge that you can perish in the light over gorse, asphalt, and sea, to face time, or rather eternity—in a moment. To be eternal means to exist. Society needs famous people; the question is who it chooses for this role. Any criticism of his choice is implicitly a criticism of that society.
There are many ways to murder a person, or at least their soul, and no police in the world will notice. Then one word, a moment of sincerity, is enough. Then a smile is enough. I would like to see a man who cannot be killed by a smile or silence… Oh, this longing for whiteness, this longing for straight hair, this lifelong striving to be different from what you are, There is this great difficulty in accepting ourselves. I knew this, and I only saw my own longing from the outside, the absurdity of our longing to be other than what we are. Cause and effect are never separated between two people. Sooner or later, every person invents a story they consider their life, at any cost, or a series of stories, which they reinforce with names and dates so that their truth can be said to be unquestionable. Nevertheless, every story is made up and therefore, in my opinion, can be changed at any time. Moralists always do the most harm. Nothing is more difficult than accepting oneself. And to write is to read oneself. A joke is the third best disguise. The second best: sentimentality. But the best and safest disguise is still the raw, naked truth. Strangely enough, no one believes it. It’s surprising that the people we love most are those we are least able to describe. Anyone who doesn’t engage in politics has already taken the position they’re trying to avoid: serving the ruling party. A person who doesn’t engage in politics has already made the political choice they so desperately wanted to avoid. But it’s clearly necessary; it’s our fault; it justifies many things in other people’s lives. You’re in Barcelona. The main attraction will be the Sagrada Familia. Get a Barcelona Pass if you want to visit the Sagrada Familia and Park Güell. But also visit the Gothic Quarter, Barcelona Cathedral, Las Ramblas, the Gran Teatre del Liceu, La Barceloneta Beach, Montjuïc Park on the hill, and the National Art Museum of Catalonia (MNAC). A visit to Barcelona wouldn’t be complete without visiting the gourmet paradise of La Boqueria Market. Gaze at the proletarian of creation, the statue of a Catalan woman, on a pilgrimage to the Abbey of Our Lady of Montserrat. Chaos is what we call any order that creates confusion in our minds. „Come,” I said. „We are a married couple, Walter-Leon, a modern married couple. Don’t touch me.” But where such need persists and desire flourishes, those in need remain the silent victims of desire. This imbalance has shaped human relationships for as long as societies have existed. Those lacking something are often forced to bend, compromise, or surrender part of themselves to those with the power to give or withhold. Meanwhile, those driven by desire, lust, ambition, or greed learn to exploit this weakness, sometimes without even recognizing its cruelty. This dynamic persists because need is urgent and desire is relentless, and between them lies a silent, unequal negotiation that defines much of our social reality. The world has gone mad. Today, it has certainly killed another child again. Imagine a poet emerging from the forest after a war and saying, „From now on, no embellishments, only truth.” This is the world of Tadeusz Różewicz, read it. Pay attention to Wojciech Młynarski’s „Pan Bzowski”; the songs of the great bard of the Third Polish Republic are very pleasant. And chase away dark thoughts. Leave the past behind, let the future come, and enjoy the present moment… this is where true life unfolds. Be one who nurtures and builds. Be one with an understanding and forgiving heart, one who seeks the best in people. Above all… leave people better than you found them. Surrender to the charm of the Evening Hymn by Stanisław Barańczak:”Over heads and over wordsOver houses and over smokeOver roofs and over breathsNight fallsOver struggles and over fatigueOver pleasures and over despairOver dull days and bad dreamsNight fallsOver the trembling of the earth and over the trembling of the handsOver the pulse of the city and over the pulse of the templesOver the beating of the heart and over the tolling of bellsNight fallsOver the sweat of life and the sweat of agonyOver the tears of the furious and the tears of the defenselessOver the blood of lovers and the blood of the woundedNight fallsAnd over surrender and over discordAnd over one’s agreement with oneselfOver captivity and over freedomNight fallsOver the star, the wind, and the rain cloudOver the light, the gas, and the running waterOver him above me above us above youNight is fallingEverywhere Above the table Above the lamp above the potOver the dream Above the spoon Above the bowed neckOver the whiteness of the bed Above the whiteness of this pageNight is fallingAnd tell me why And tell me if everywhereand still the same and always will beOver the roofs of factories, churches and prisonsNight is fallingTell me why her hand is getting heavierand there is more and more lack of airWhen the dark and victorious night is falling above usWhy does it choke usWhy do we dreamDrenched in sweat that we won’t wake upThat it will forever be night above summers and wintersNo one will answerOver the earth above the cityOver this peace above your own bodyDeaf peace and silent liesNight is fallingOver the dull days and bad dreamsOver the pleasures and despairsOver the struggles and fatiguesNight is fallingOver the roofs above breathsAbove the houses and above the smokeAbove the heads and above In the words ofNight is fallingNight is fallingNight is falling” And if you wake up tomorrow in search of sunshine and a new adventure, what can I wish you? No stress, travel with peace of mind. Register today and find a loving pet sitter who will ensure the safety and happiness of your pets at home while you travel! Poetic license by #StaStanisław Barszczak, Human in the Holocene My dearest. We are ruled by technology, or the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. Time doesn’t change us. It simply develops us. And now we are ruled by technology… the talent for organizing the world so that we don’t have to experience it. We asked for workers. We got people. It is these disappointing stories, which have no proper ending, and therefore no proper meaning, that ring true. The Holocene is the youngest geological epoch, beginning approximately 11,700 years ago after the retreat of the last ice age and continuing to this day. This period is characterized by A relatively stable climate compared to the previous Pleistocene glaciation, it is the only period in which a single species dominates the Earth – humans, whose activities have begun to significantly impact the environment. We live in an age of reproduction. Most of what constitutes our personal picture of the world we have never seen with our own eyes – or rather, we have seen it with our own eyes, but in a different place: our knowledge comes to us from a distance; we are television viewers, television listeners, television knowers. You can put anything into words, except your own life. When we travel, we are like a film at the moment of exposure; but it is memory that will trigger it. I am not a stylist. Everything happened exactly as I intended, and it shouldn’t. Friends must understand each other. Brothers are always brothers. Why are you stronger than the truth? I hate being told how to feel; then, even if I understand what is being said, I feel blind. I have often wondered what people mean when they talk about an experience. I am I’m a technologist and I’m used to seeing things as they are. I see everything they say very clearly; I’m not blind, after all. I see the moon over Ząbkowice, the town of my upper youth—perhaps it’s clearer than ever before, but it’s still a calculable mass orbiting our planet, an example of gravity, interesting, but in what sense an experience? I see jagged rocks, silhouetted black in the moonlight; perhaps they really do look like the jagged spines of prehistoric monsters, but I know they’re rocks, stone, probably volcanic; they’d have to be examined to be sure. Why should I be afraid? There are no prehistoric monsters anymore. Why should I imagine them? However, I don’t see any stone angels either; or demons; I see what I see—ordinary shapes formed by erosion, and my long shadow on the sand, but no ghosts. Why float like that? I don’t see any flood either, only sand illuminated by the moon and shaped into the shape of water by the wind, which It doesn’t surprise me; it doesn’t seem fantastic to me, but it’s entirely explainable. I don’t know what the souls of the damned look like; maybe like black agaves in the desert at night. I see agaves, a plant that… blooms only once and then dies. What’s more, I know (however I look at it at the moment) that I’m not the last or the first human on earth; and the very thought of being the last human doesn’t move me, because it’s not true. Why get hysterical? Mountains are mountains, even if in a certain light they might look like something else, but this is Morskie Oko, and we’re not standing in the realm of the dead, but above a shelter, about sixty meters from the nearest road—a trail—which is unpleasant, but in what sense is it an experience? I also can’t bring myself to hear anything resembling eternity; I hear nothing but loose sand with every step. Why should I experience something that isn’t there? Someone asked Walter: What about women in life? The only possible condition for me is being alone, Because I don’t want to make women unhappy, and women tend to be unhappy. Being alone isn’t always fun, you can’t always be in shape. What’s more, I’ve learned from experience that if you’re not in shape, women don’t stay in shape either; as soon as they get bored, they start complaining that you have no feelings. Only humans can recognize disasters, provided they survive them; nature doesn’t recognize disasters. The most important thing is to face the light, to rejoice (like our child) in the knowledge that you can perish in the light over the gorse, the asphalt, and the sea, to face time, or rather eternity—in a moment. To be eternal means to exist. Society needs famous people; the question is who it will choose for this role. Any criticism of his choice is implicitly a criticism of this society. There are different ways to murder A person, or at least their soul, and no police force in the world will notice. Then one word, a moment of sincerity, is enough. Then a smile is enough. I would like to see a person who cannot be killed by a smile or silence… Oh, this longing for whiteness, this longing for straight hair, this lifelong striving to be other than what one is, this great difficulty in accepting oneself. I knew it, and I only saw my own longing from the outside, I saw the absurdity of our longing to be other than what we are. Cause and effect are never shared between two people. Sooner or later, every person invents a story they consider their life, at any cost, or a series of stories they reinforce with names and dates so that their truth can be said to be undeniable. Nevertheless, every story is made up and therefore, in my opinion, can be changed at any time. Moralists always do the most harm. Nothing is more difficult than accepting oneself. And to write is to read oneself. A joke is the third best disguise. The second best: sentimentality. But the best and safest disguise is still the raw, naked truth. Strangely enough, no one believes it. It’s surprising that the people we love the most are the ones we can least describe. Anyone who isn’t involved in politics has already taken the position they’re trying to avoid: serving the ruling party. A person who isn’t involved in politics has already made the political choice they so desperately wanted to avoid. But it’s clearly necessary; it’s our fault; it justifies many things in other people’s lives. You’re in Barcelona. The main attraction will be the Sagrada Familia. Get your Barcelona Pass if you want to visit the Sagrada Familia and Park Güell. But also visit the Gothic Quarter, Barcelona Cathedral, Las Ramblas, the Gran Teatre del Liceu, La Barceloneta Beach, Montjuïc Park, and the National Art Museum of Catalonia (MNAC). A visit to Barcelona wouldn’t be complete without a visit to the gourmet paradise of La Boqueria Market. Gaze upon the proletarian of creation, the statue of a Catalan woman, on a pilgrimage to the Abbey of Our Lady of Montserrat. We call chaos any order that creates confusion in our minds. „Come,” I said. „We are married, Walter-Leon, a modern married couple. Don’t touch me.” But where such need persists and desire flourishes, those in need remain the silent victims of desire. This imbalance has shaped human relationships for as long as societies have existed. Those lacking something are often forced to bend, compromise, or surrender part of themselves to those with the power to give or withhold. Meanwhile, those driven by desire, lust, ambition, or greed learn to exploit this weakness, sometimes without even realizing its cruelty. This dynamic persists because need is urgent and desire is relentless, and between them lies a quiet, unequal negotiation that defines much of our social reality. The world has gone mad. Today, it has certainly killed another child again. Imagine a poet emerging from the forest after the war and saying, „From now on, no embellishments, only truth.” This is the world of Tadeusz Różewicz; read him. Pay attention to Wojciech Młynarski’s „Pan Bzowski”; the songs of the great bard of the Third Polish Republic are very pleasant. And banish dark thoughts. Leave the past behind, let the future come, and enjoy the present moment… this is where true life unfolds. Be one who nurtures and builds. Be one with an understanding and forgiving heart, one who seeks the best in people. Above all… leave people better than you found them. Surrender to the charm of the Evening Hymn by Stanisław Barańczak:”Over heads and over wordsOver houses and over smokeOver roofs and over breathsNight fallsOver struggles and over fatigueOver pleasures and over despairOver dull days and bad dreamsNight fallsOver the trembling of the earth and over the trembling of the handsOver the pulse of the city and over the pulse of the templesOver the beating of the heart and over the tolling of bellsNight fallsOver the sweat of life and the sweat of agonyOver the tears of the furious and the tears of the defenselessOver the blood of lovers and the blood of the woundedNight fallsAnd over surrender and over discordAnd over one’s agreement with oneselfOver captivity and over freedomNight fallsOver the star, the wind, and the rain cloudOver the light, the gas, and the running waterOver him above me above us above youNight is fallingEverywhere Above the table Above the lamp above the potOver the dream Above the spoon Above the bent neckOver the whiteness of the bed Above the whiteness of this pageNight is fallingAnd tell me why And tell me if everywhereand still the same and always will beover the roofs of factories churches and prisonsNight is fallingTell me why her hand is getting heavierand there is more and more lack of airwhen above us dark and victoriousnight is fallingWhy does it choke us Why do we dreamdrenched in sweat that we won’t wake upthat
Night will fall forever over summers and winters.
No one will answer. Over the earth, over the city,
over this peace, over your own body,
over the deafening peace and silent lies.
Night falls.
Over the dull days and bad dreams.
Over the pleasures and the despairs.
Over the struggles and the fatigues.
Night falls.
Over the roofs, over the breaths.
Over the houses and over the smoke.
Over the heads and over the words.
Night falls.
Night falls.
And if tomorrow you rise again in search of the sun and a new adventure, what can I wish you? No stress, travel with peace of mind. Register today and find a loving pet sitter who will ensure the safety and happiness of your pets at home while you travel!
Licentia poetica by #Stanislaw Barszczak
________
Stanisław Barszczak, Edukacja zdrowotna
Brak księży to „wielkie nieszczęście” dla Kościoła katolickiego, powiedział Leon XIV. Italia jest krajem, który wszyscy pragną ujrzeć, a ujrzawszy choćby przelotnie nie oddaliby tego widoku za widoki reszty świata: Alleghe, Val Tropia, Matera, Cinque terre…Kochani, jeszcze nim będziemy szeptem… słuchać możemy wiatru, zanim czas nas dogoni. Bierzmy wzory z Włoch, które mają nieco inne osiągnięcia aniżeli Polska. W 2024 roku Włochy odniosły znaczące sukcesy, między innymi medale na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, gdzie zdobyto m.in. złoto w kolarstwie i srebrny medal w pływaniu. W siatkówce Sir Safety Perugia z Kamilem Semeniukiem zdobyła Superpuchar Włoch, a we Włoszech odbyły się turnieje tenisowe Internazionali d’Italia w Rzymie. Letnie Igrzyska Olimpijskie w Paryżu (2024). Włochy zdobyły wiele medali, w tym złoto dla Chiary Consonni i Vittorii Guazzini (kolarstwo) oraz złoto dla reprezentacji kobiet w zawodach drużynowych. Zdobyto również srebro w pływaniu dla Filippo Ganny i Federico Nilo Maldiniego. Siatkówka – Kamil Semeniuk wraz z drużyną Sir Safety Perugia triumfował w Superpucharze Włoch, pokonując Itas Trentino. Tenis – W Rzymie odbyły się prestiżowe turnieje ATP i WTA z cyklu Internazionali d’Italia, na których zagrały światowe gwiazdy tenisa. Obniżenie cen energii przyczyniło się do stabilizacji, a nawet obniżenia inflacji w kraju. Ożywienie gospodarcze po pandemii COVID-19, wspierane przez fundusze z UE, było kluczowym czynnikiem wzrostu w latach 2021-2023, choć długoterminowe perspektywy są wciąż ograniczone przez bariery strukturalne i potrzebę głębszych reform. Prognozy na przyszłość: Dalsze umiarkowane wzrosty PKB są prognozowane na lata 2025 i kolejne, wspierane głównie przez ożywienie konsumpcji i inwestycji.
Inwestycje związane z Unijnym Planem Odbudowy (RRF) wspierają wzrost gospodarczy w kraju, napędzając krajowy popyt. Najmilsi. Twórzmy niezapomniane chwile dzięki atrakcjom wakacyjnym i pięknym ludziom. Piękno jest wieczną radością. Piękno jest prawdą, prawda pięknem. Słyszane melodie są słodkie, ale te niesłyszane są słodsze. Z jesienią zbliża się pora mgieł i łagodnego urodzaju. Dzisiaj w kościele świętujemy wspomnienie Świętego Józefa Kalasantego. Już w młodości gromadził rówieśników, odprawiał z nimi modlitwy i uczył prawd wiary. Zostawszy kapłanem założył Zakon Pijarów, którego celem jest prowadzenie szkół. Jasna gwiazdo, obym był tak niezłomny jak ty.
_____
Stanisław Barszczak, Health Education
The lack of priests is a „great misfortune” for the Catholic Church, said Leo XIV. Italy is a country everyone longs to see, and having glimpsed it, they wouldn’t trade it for the sights of the rest of the world: Alleghe, Val Tropia, Matera, Cinque Terre… Beloved, even before we are whispering… we can listen to the wind before time catches up with us. Let us follow the example of Italy, which has slightly different achievements than Poland. In 2024, Italy achieved significant successes, including medals at the Summer Olympics in Paris, where they won, among other things, gold in cycling and silver in swimming. In volleyball, Sir Safety Perugia, with Kamil Semeniuk, won the Italian Super Cup, and Italy hosted the Internazionali d’Italia tennis tournaments in Rome. Summer Olympics in Paris (2024). Italy won numerous medals, including gold for Chiara Consonni and Vittoria Guazzini (cycling) and gold for the women’s national team in the team event. Filippo Ganna and Federico Nilo Maldini also won silver in swimming. Volleyball – Kamil Semeniuk and the Sir Safety Perugia team triumphed in the Italian Super Cup, defeating Itas Trentino. Tennis – Rome hosted the prestigious ATP and WTA tournaments of the Internazionali d’Italia series, featuring world tennis stars. Lower energy prices contributed to stabilizing and even lowering inflation in the country. Economic recovery from the COVID-19 pandemic, supported by EU funds, was a key factor in growth in 2021-2023, although long-term prospects are still limited by structural barriers and the need for deeper reforms. Future Outlook: Further moderate GDP growth is forecast for 2025 and beyond, supported mainly by a recovery in consumption and investment. Investments related to the EU Recovery Plan (RRF) support the country’s economic growth, fueling domestic demand. Dearest. Let us create unforgettable moments through holiday attractions and beautiful people. Beauty is eternal joy. Beauty is truth, truth is beauty. Heard melodies are sweet, but unheard ones are sweeter. With autumn comes the season of mists and gentle harvests. Today in church, we celebrate the feast of Saint Joseph of Calasanz. Even in his youth, he gathered his peers, prayed with them, and taught them the truths of faith. After becoming a priest, he founded the Piarist Order, whose goal was to run schools. Bright star, may I be as steadfast as you.
____
Stanisław Barszczak, Zaczarowany księżyc Gabriela
Zamknij oczy i zobacz, Władziu.
Myślisz, że uciekasz i wpadasz na siebie. Najdłuższa droga dookoła jest najkrótszą drogą do domu.
A potem poprosiłem go oczami, żeby zapytał ponownie „tak”, a potem on zapytał, czy odpowiem mu „tak”, a jego serce biło jak szalone, wtedy powiedziałem, że tak, odpowiem „tak”.
Jego serce tańczyło najwięcej na jej ruchach jak korek na fali. Słyszał, co Nory oczy mówiły mu spod kaptura i wiedział, że w jakiejś mglistej przeszłości, czy to za życia, czy w marzeniach, słyszał już ich opowieść.
Historia, powiedział Władek, to koszmar, z którego próbuję się obudzić.
Powiem ci, co zrobię, a czego nie. Nie będę służył temu, w co już nie wierzę, niezależnie od tego, czy nazywa się moim domem, ojczyzną czy kościołem: i postaram się wyrazić siebie w jakimś sposobie życia lub sztuki tak swobodnie, jak potrafię i tak całkowicie, jak potrafię, używając w obronie jedynej broni, na jaką sobie pozwalam – milczenia, wygnania i przebiegłości.
Zmusiłeś mnie do wyznania moich lęków. Ale powiem ci też, czego się nie boję. Nie boję się być samotnym ani odtrąconym przez kogoś innego, ani zostawić tego, co muszę zostawić. I nie boję się popełnić błędu, nawet wielkiego błędu, błędu na całe życie, a może nawet na wieczność.
Byłem Kwiatem Gór, tak, kiedy włożyłem różę we włosy, jak to robiły andaluzyjskie dziewczęta, czy powinienem nosić czerwoną, tak, i jak pocałował mnie pod mauretańskim murem, i pomyślałem: dobrze, on i ja, i potem poprosiłem go wzrokiem, żeby zapytał ponownie, tak, a potem zapytał, czy mam powiedzieć tak, mój górski kwiecie, i najpierw objąłem go ramionami, tak, i przyciągnąłem go do siebie, żeby mógł poczuć zapach moich piersi, tak, a jego serce biło jak szalone, i tak, powiedziałem, tak, zrobię to.
Miłość kocha kochać, kochać.
Każde życie to wiele dni, dzień po dniu. Przechodzimy przez siebie, spotykając rabusiów, duchy, olbrzymów, starców, młodzieńców, żony, wdowy, szwagrów, ale zawsze spotykając siebie.
Człowiek geniusz nie popełnia błędów. Jego błędy są świadome i stanowią wrota odkryć.
Chciał płakać cicho, ale nie nad sobą: nad słowami, tak pięknymi i smutnymi, jak muzyka.
Myśl jest myślą myśli. Nieobecność, najwyższa forma obecności. Żyć, błądzić, upadać, triumfować, tworzyć życie z życia. Ukazał się Gabrielowi dziki anioł, anioł śmiertelnej młodości i piękna, wysłannik z pięknych dworów życia, by w chwili ekstazy otworzyć przed nim wrota wszelkich dróg błędu i chwały. Dalej, dalej, dalej, dalej!Odkryć sposób życia lub sztuki, dzięki któremu mój duch mógłby wyrazić się w nieskrępowanej wolności.Bądź sprawiedliwy, zanim okażesz hojność.Nora szanowała go tak samo, jak Pocztę Główną – jako coś dużego, bezpiecznego i stałego: i choć znała jego skromne talenty, doceniała jego abstrakcyjną wartość jako mężczyzny. Droga samotna, ostatnia, ukochana, długa, rzeka, mijając Ewę i Adama, od zakrętu brzegu do zakola zatoki, prowadzi nas przez kommodiuszowski wikus recyrkulacji z powrotem do zamku Neuschwanstein i okolic. Pytasz mnie, dlaczego cię nie kocham, ale z pewnością musisz wierzyć, że bardzo cię lubię. Jeśli pragnienie posiadania kogoś całkowicie, głęboki podziw i szacunek dla tej osoby oraz dążenie do zapewnienia jej szczęścia na wszelkie sposoby jest „kochaniem”, to być może moje uczucie do ciebie jest rodzajem miłości. Powiem ci, że twoja dusza wydaje mi się najpiękniejszą i najprostszą duszą na świecie i być może dlatego, że jestem tego tak świadomy, patrząc na ciebie, moja miłość lub uczucie do ciebie traci wiele ze swojej gwałtowności. Co twoje, to moje, a co moje, to moje. Każda więź jest więzią smutku. Moje słowa wydają ci się mroczne. Ciemność jest w naszych duszach, nie sądzisz? Pod osłoną milczenia Nory przycisnął jej ramię mocno do swojego boku; i gdy stali w drzwiach hotelu, poczuł, że uciekli od swojego życia i obowiązków, uciekli od domu i przyjaciół i uciekli razem z dzikie i promienne serca ku nowej przygodzie. Strzeż się rogów byka, końskich kopyt i uśmiechu Anglika. Nora podążała za swoim marzeniem o miłości, za nakazami serca, które mówiły jej, że on jest dla niej wszystkim, jedynym mężczyzną na świecie, bo miłość była dla niej najlepszym przewodnikiem. Cokolwiek by się działo, byłaby dzika, nieskrępowana, wolna. Gdyby się uśmiechnął, dlaczego by się uśmiechnął? Aby zastanowić się nad tym, że każdy, kto wchodzi, wyobraża sobie, że wchodzi pierwszy, podczas gdy zawsze jest ostatnim członem poprzedniego ciągu, nawet jeśli pierwszym członem następnego, każdy wyobraża sobie, że jest pierwszy, ostatni, jedyny i samotny, podczas gdy nie jest ani pierwszy, ani ostatni, ani jedyny, ani samotny w ciągu rozpoczynającym się i powtarzającym się w nieskończoność. Był Gabriel wtedy szczęśliwszy. A może to ja? A może teraz ja? Czasu nie da się cofnąć. Jak trzymanie wody w dłoni. Czy wróciłbyś do tamtych czasów? Dopiero zaczynam. Czy wróciłbyś? Chciałbym, żeby całe to miejsce pływało w różach.Swoim potwornym stylem życia zdawał się przekraczać granice rzeczywistości. Nic go nie poruszało ani nie przemawiało do niego z realnego świata, dopóki nie usłyszał tego w echu wściekłych krzyków w swoim wnętrzu. Choć ich życie było skromne, wierzyli w dobre jedzenie. Fraza, dzień i scena harmonizowały w akordzie. Słowa. Czy to były ich kolory? Pozwolił im jaśnieć i blaknąć, odcień za odcieniem: złoty wschód słońca, rdza i zieleń sadów jabłkowych, lazur fal, szarobrązowe runo chmur. Nie, to nie były ich kolory: to była równowaga i równowaga samej epoki. Czy zatem kochał rytmiczny wzlot i upadek słów bardziej niż ich skojarzenia z legendą i kolorem? A może, będąc tak słabym wzrokiem, jak nieśmiałym umysłem, czerpał mniej przyjemności z odbicia świetlistego, zmysłowego świata przez pryzmat wielobarwnego i bogatego w historie języka niż z kontemplacji wewnętrznego świata indywidualnych emocji, doskonale odzwierciedlonego w przejrzystej, giętkiej, okresowej prozie?Jak delikatne ognie gwiazd, chwile ich wspólnego życia, o których nikt nie wiedział i nigdy się nie dowie, rozbłysły i rozświetliły jego pamięć. Kiedy umrę, Dąbrowa będzie wypisana w moim sercu. bababadalgharaghtakamminarronnkonnbronntonnerronntuonnthunntrovarrhounawnskawntoohoohoordenenthur-nuk! [Dźwięk symbolizujący grzmot związany z upadkiem Adama i Ewy.]
Kilka lekkich uderzeń w szybę sprawiło, że Władek odwrócił się do okna. Znów zaczął padać śnieg. Sennym wzrokiem obserwował płatki, srebrzyste i ciemne, padające ukośnie w świetle lampy. Nadszedł czas, by wyruszyć w podróż na zachód. Tak, gazety miały rację: tego dnia śnieg był powszechny w Polsce. Padał w każdym zakątku ciemnej, centralnej równiny, na bezdrzewne wzgórza, cicho padał na mokradła Mielna, a dalej na zachód, cicho opadał w ciemne, zbuntowane fale Bałtyku. Padał również w każdym zakątku samotnego cmentarza na wzgórzu, gdzie pochowany był wczorajszy mocarz tych ziem. Gęsto osiadał na krzywych krzyżach i nagrobkach, na włóczniach małej furtki, na jałowych cierniach. Jego dusza omdlała powoli, gdy usłyszał, jak śnieg cicho pada przez wszechświat i cicho pada, niczym upadek ich ostatecznego końca, na wszystkich żywych i umarłych.
Tak towarzysze młodości żyli, śmiali się, kochali i odeszli. Życie jest za krótkie, żeby czytać złą książkę.
Twoje bitwy Gabrielu, także romanse, mnie zainspirowały – nie te oczywiste, materialne bitwy, ale te, które stoczyłeś i wygrałeś z swoim czołem. Swego czasu i ja romansowałem…
Ale moje ciało było jak harfa, a jej słowa i gesty jak palce przesuwające się po drutach.
Dlaczego takie słowa wydają się nudne i zimne? Czy to dlatego, że nie ma słowa wystarczająco czułego, by być twoim imieniem? Mówiłem wybrance.
Jej starożytność w poprzedzaniu i przetrwaniu kolejnych pokoleń tellurycznych: jej nocna dominacja: jej satelitarna zależność: jej świetliste odbicie: jej stałość we wszystkich fazach, wschodzenie i zachodzenie o wyznaczonych porach, wzrost i ubytek: wymuszona niezmienność Jej wygląd: jej nieokreślona odpowiedź na przeczące pytania: jej władza nad wodami wyciekającymi i powracającymi: jej moc rozkochiwania, upokarzania, nadawania piękna, doprowadzania do szaleństwa, podżegania do i wspierania przestępczości: spokojna nieprzeniknioność jej oblicza: groza jej odizolowanej, dominującej, olśniewającej bliskości: jej znaki burzy i spokoju: stymulacja jej światła, jej ruchu i jej obecności: przestroga jej kraterów, jej suchych mórz, jej milczenia: jej blask, gdy widoczny: jej urok, gdy niewidoczny. Morze, morze smarkozielone, morze zaciskające mosznę.
Szekspir jest szczęśliwym terenem łowieckim wszystkich umysłów, które straciły równowagę.
Witaj, o życie! Idę, by po raz milionowy spotkać się z rzeczywistością doświadczenia i wykuć w kuźni mojej duszy niestworzone sumienie mojej rasy.
A jednak jej imię było jak wezwanie dla całej mojej głupiej krwi, Władku.
Jej usta dotknęły mego mózgu, tak jak dotknęły jego ust, jakby były nośnikiem jakiejś niejasnej mowy, a między nimi czuł nieznany i nieśmiały nacisk, mroczniejszy niż omdlenie grzechu, łagodniejszy niż dźwięk czy zapach.
Jeden po drugim wszyscy stawali się cieniami. Lepiej śmiało przejść do tego innego świata, w pełnej krasie jakiejś namiętności, niż blaknąć i ponuro więdnąć ze starości.
Jestem jutrem, albo jakimś przyszłym dniem, tym, co ustanowiłem dzisiaj. Jestem dziś tym, co ustanowiłem wczoraj albo kiedyś wcześniej.
Sekrety, ciche, kamienne, siedzą w ciemnych pałacach naszych serc: sekrety znużone swoją tyranią: tyrani gotowi na detronizację.
Moja słodka mała rozpustna Noro, zrobiłem, jak mi kazałaś, ty brudna dziewczynko, i dwa razy się wyrwałem, kiedy przeczytałem twój list… Dobranoc, moja mała Noro, moja mała, brudna, sprośna ptaszyno! Jest jedno urocze słowo, kochanie, które podkreśliłaś, żebym lepiej się wyrwał. Napisz mi więcej o tym i o sobie, słodko, coraz brudniej, coraz brudniej.
Niebiańskie drzewo pełne gwiazd obwieszone było wilgotnymi, granatowymi owocami.
Następnie gadaliśmy z Norą o sztuce.
Najważniejsze pytanie dotyczące dzieła sztuki brzmi: z jak głębokiego życia ono wypływa.
Byłem sam. Byłem niezauważany, szczęśliwy i bliski dzikiego serca życia. Byłem sam, młody, samowolny i dziki, sam pośród pustkowia dzikiego powietrza, słonawych wód, morskiego żniwa muszli, plątaniny i przyćmionego szarego słońca.
Celem artysty jest tworzenie piękna. Czym jest piękno, to osobne pytanie.
Najpierw czujemy. Potem upadamy. Można umrzeć, gdy świeci słońce… Niech mój kraj umrze za mnie.
Aby się uczyć, trzeba być pokornym. Ale życie jest wielkim nauczycielem.
Chwile ich wspólnego sekretnego życia rozbłysły niczym gwiazdy w jego pamięci.
Bóg stworzył jedzenie; diabeł kucharzy.
Chciałem, żeby przytrafiły mi się prawdziwe przygody. Ale prawdziwe
przygody, pomyślałem, nie przytrafiają się ludziom, którzy pozostają w domu: trzeba ich szukać za granicą.
Bywałem zbyt podekscytowany, by być naprawdę szczęśliwym.
Trzymaj się teraźniejszości, tego, co tu i teraz, przez co cała przyszłość zanurza się w przeszłość.
Co kryje się w imieniu? To pytanie zadajemy sobie w dzieciństwie, kiedy piszemy imię, o którym nam powiedziano, że jest nasze.
Boję się tych wielkich słów, powiedziałem, które czynią nas tak nieszczęśliwymi.
Kiedy rodzi się człowiek… zarzuca się na niego sieci, by powstrzymać go przed ucieczką. Mówisz mi o narodowości, języku, religii. Spróbuję przelecieć przez te sieci.
Pisanie po angielsku to najbardziej pomysłowa tortura, jaką kiedykolwiek wymyślono za grzechy popełnione w poprzednich wcieleniach. Angielska publiczność czytelnicza wyjaśnia dlaczego.
Moje usta są pełne zepsutych zębów, a dusza – zepsutych ambicji.
Mało czytałem i jeszcze mniej zrozumiałem.
Moja Nora… A gdyby ją surowo osądził? Gdyby jej życie było prostym różańcem godzin, jej życie proste i dziwne jak życie ptaka, radosne o poranku, niespokojne przez cały dzień, zmęczone o zachodzie słońca? Jej serce proste i uparte jak serce ptaka?
Jacy jesteśmy teraz, tacy byliśmy kiedyś.
Żyłem w pewnym oddaleniu od swojego ciała, patrząc na swoje czyny z powątpiewaniem. Miałem dziwny autobiograficzny nawyk, który sprawiał, że od czasu do czasu układałem w myślach krótkie zdanie o sobie, zawierające podmiot w trzeciej osobie i czasownik w czasie przeszłym.
Ruchy, które wywołują rewolucje na świecie, rodzą się z marzeń i wizji w sercu chłopa na szczycie góry.
Patrząc w ciemność, ujrzałem siebie jako istotę pędzoną i wyszydzaną przez próżność; a moje oczy płonęły udręką i gniewem.
Jeśli Władek opuści dziś swój dom, zastanie go siedzącego na progu. Jeśli wyruszy dziś w nocy, to ku niemu jego kroki będą podążać. Każde życie to wiele dni, dzień po dniu. Przechodzimy przez siebie, spotykając rabusiów, duchy, olbrzymów, starców, młodzieńców, żony, wdowy, szwagrów. Ale zawsze spotykamy siebie.
Moje serce jest teraz zupełnie spokojne. Wrócę.
Dusza Gabriela omdlała cicho, gdy usłyszał śnieg padający cicho przez wszechświat i padający cicho, niczym upadek ich ostatecznego końca, na wszystkich żywych i umarłych.
Przebudzenie z wizji jest być może równie bolesne, co narodziny.Frontalna muzyka armii idącej naprzeciw wroga stanowiła przyjemny interludium rozmowy z przyjacielem. Nie ma jak starzy przyjaciele.Ta rasa, ten kraj i to życie mnie stworzyły, Władek powiedział. Wyrażę się takim, jakim jestem.Ale żyjemy w sceptycyzmie i, jeśli wolno mi tak powiedzieć, w wieku dręczonym myślami; i czasami obawiam się, że temu nowemu pokoleniu, wykształconemu czy hiperwykształconemu, jakkolwiek by ono było, brakować będzie tych cech człowieczeństwa, gościnności, życzliwego humoru, które należały do dawnych czasów.To był dzień nakrapianych morskich chmur. Fraza, dzień i scena harmonizowały w akordzie. Słowa. Czy to były ich kolory? Pozwolił im jaśnieć i blaknąć, odcień za odcieniem: złotemu wschodowi słońca, rdzawo-zielonemu sadowi jabłkowemu, lazurowi fal, szarofrędzlowatemu runu chmur. Nie, nie chodziło o ich kolory: chodziło o równowagę, równowagę samej epoki. Czy zatem kochał rytmiczny wzlot i upadek słów bardziej niż ich skojarzenia z legendą i kolorem? A może to, że będąc tak słabym wzrokiem, jak nieśmiałym umysłem, czerpał mniej przyjemności z odbicia świetlistego, zmysłowego świata przez pryzmat wielobarwnego i bogatego w narracje języka niż z kontemplacji wewnętrznego świata indywidualnych emocji, doskonale odzwierciedlonych w przejrzystej, giętkiej, okresowej prozie?Pielęgniarka kocha nowego aptekarza. Posterunkowy 14 rewiru kocha Mary Kelly. Gerty MacDowell kocha chłopca z rowerem. M. B. kocha pięknego gentlemana. Li Chi Han całuje się z Cha Pu Chow. Słoń Jumbo kocha słonicę Alicję. Stary pan Versace z trąbką w uchu kocha starą panią Versace z wymuszonym okiem. Mężczyzna w brązowym macintoshu kocha zmarłą damę. Jego Królewska Mość Król kocha Jej Królewską Mość Królową. Pani Norman W. Tupper kocha oficera Taylora. Ty kochasz pewną osobę. A ta osoba kocha inną, ponieważ każdy kocha kogoś, ale Bóg kocha wszystkich.Lepiej śmiało przejść do tamtego świata, w pełnej krasie jakiejś namiętności, niż zwiędnąć i ponuro zwiędnąć ze starości.Miłość (rozumiana jako pragnienie dobra dla drugiego) jest w istocie zjawiskiem tak nienaturalnym, że z trudem się powtarza – dusza nie jest w stanie znów stać się dziewicą i nie ma dość energii, by ponownie rzucić się w ocean cudzej duszy.Nie chciał grać. Gabriel chciał spotkać w realnym świecie niematerialny obraz, który jego dusza tak nieustannie widywała. Nie wiedział, gdzie go szukać ani jak, ale przeczucie, które nim kierowało, podpowiadało mu, że ten obraz, bez żadnego jawnego aktu z jego strony, go spotka. Spotykali się cicho, jakby znali się i umówili na schadzkę, być może przy jednej z bram lub w jakimś bardziej sekretnym miejscu. Byli sami, otoczeni ciemnością i ciszą: i w tej chwili najwyższej czułości on ulegał przeobrażeniu.
Znikał w coś nieuchwytnego pod jej wzrokiem, a potem, za chwilę, ulegał przeobrażeniu. Słabość, nieśmiałość i niedoświadczenie opadały z niego w tej magicznej chwili.Myślał, że jest chory na sercu, jeśli można być chorym w takim miejscu.Gabriel z lubością zajadał się wnętrznościami zwierząt i ptaków. Lubił gęstą zupę z podrobów, orzechowe żołądki ptasie, faszerowane pieczone serce, płaty wątróbki smażone w panierce, smażoną ikrę sztokfisza. Najbardziej lubił grillowane nerki baranie, które nadawały jego podniebieniu delikatny posmak lekko pachnącego moczu.Najbardziej drażniły go bezczelne żarty tych, którzy przedstawiali to wszystko jako żart, udając, że wszystko rozumieją, a w rzeczywistości nic nie wiedzieli.
Czasu nie da się cofnąć – jak trzymanie wody w dłoni.
Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek do Nory przemówię, czy też, jeśli już, to jak mógłbym jej powiedzieć o moim zamglonym uwielbieniu. Ale moje ciało było jak harfa, a jej słowa i gesty jak palce przesuwające się po drutach.
Czasami łapał się na tym, że słucha dźwięku własnego głosu. Myślał, że w jej oczach wzniesie się do anielskiej postury; i gdy coraz bardziej przywiązywał żarliwą naturę swojej towarzyszki do siebie, słyszał dziwny, bezosobowy głos, który rozpoznał jako swój własny, upierający się przy nieuleczalnej samotności duszy. Nie możemy się oddać, powiedział: należymy do siebie.
Narkotyki postarzają po podnieceniu psychicznym. A więc letarg. Dlaczego? Reakcja. Całe życie w jedną noc. Stopniowo zmienia charakter.
Dawno, dawno temu, w bardzo dobrych czasach, szedł sobie ulicą jakiś ryk i ten ryk, schodząc ulicą, spotkał sympatycznego małego chłopca o imieniu Tuku…
Sztuka to ludzkie wykorzystanie materii zmysłowej lub zrozumiałej dla osiągnięcia celu estetycznego.
Kiedy czyta się te dziwne strony o kimś, kto dawno odszedł, czuje się jednością z kimś, kto kiedyś… Czas jest, czas był, ale czasu już nie będzie. Ja. I ja teraz.
Cokolwiek innego jest niepewne w tym cuchnącym gnojowisku świata, miłość matki taka nie jest.
Otwórz teraz oczy. Zrobię to. Chwileczkę. Czy wszystko zniknęło od tamtej pory? Jeśli otworzę oczy i na zawsze pozostanę w czarnej adiafanie. Basta! Zobaczę, czy będę w stanie widzieć. Zobacz teraz. Tam cały czas bez ciebie: i na wieki będzie, świat bez końca.
Nie ma herezji ani filozofii tak odrażającej dla Kościoła jako istoty ludzkiej.
Ludzie mogliby znieść ugryzienie wilka, ale tym, co ich naprawdę rozwścieczyłoby, to byłoby ugryzienie owcy.
Nieuchronna modalność widzialnego: przynajmniej to, jeśli nie więcej, przemyślane moimi oczami. Znaki wszystkiego, co tu czytam, ikry i wodorostów, zbliżającego się przypływu, tego zardzewiałego buta. Smarkozielony, niebieskosrebrny, rdza: kolorowe znaki. Granice diafanu. Grzegorz dodaje: w ciałach. Wtedy zdał sobie sprawę z tych ciał, zanim je ubarwił. Jak? Uderzając w nie kinkietem, jasne. Spokojnie. Był łysy i milionerem, maestro koloru, który rozpoznawał. Granica diafanu w. Dlaczego w? Jeśli możesz włożyć przez to pięć palców, to jest niczym brama, jeśli nie drzwi. Zamknij oczy i zobacz.
Władek zamknął oczy, by usłyszeć, jak jego buty miażdżą trzaskający wrak i muszle. Idziesz przez to, jakkolwiek. Ja jestem, krok po kroku. Bardzo krótki odcinek czasu przez bardzo krótkie odcinki przestrzeni. Pięć, sześć: nacheinander. Dokładnie: i to jest nieunikniona modalność słyszalności. Otwórz oczy. Nie. Jezu! Gdybym spadł z klifu, który chrząszczy u jego podstawy, spadłbym przez nebeneinander nieuchronnie. Dobrze radzę sobie w ciemności. Mój jesionowy miecz wisi u mego boku. Stuknij nim: tak. Moje dwie stopy w jego butach są na końcu jego nóg, nebeneinander. Brzmi solidnie: wykute młotem demiurgów. Czy idę ku wieczności wzdłuż plaży Lavigno?
Rytm się zaczyna, widzisz. Słyszę. Katalektyczny tetrametr jambów maszerujących. Nie, galop źrebaków.
Otwórz teraz oczy. Zrobię to. Chwileczkę. Czy wszystko zniknęło od tamtej pory? Jeśli otworzę i będę na zawsze w czarnym adiafanie. Basta! Zobaczę, czy będę mógł widzieć.
Widzę teraz. Tam cały czas bez ciebie: i na zawsze będzie, świat bez końca.
Wznosił się niczym ptak, wstrzymał lot, szybki, czysty krzyk, wznieś się, srebrna kulo, skakaj spokojnie, pędząc, podtrzymywany, by nadejść, nie kręć się zbyt długo, długi oddech, oddech, długie życie, wznosząc się wysoko, wysoko, olśniewający, płonący, ukoronowany, wysoko w blasku symbolicznym, wysokim, eterycznego łona, wysoko, wysokiego, rozległego promieniowania wszędzie, wszystko wznoszące się dookoła, wokół wszystkiego, nieskończoności…
Jestem dumny, że jestem emocjonalistą.
W tym, co szczególne, zawarte jest to, co uniwersalne.
Dusza… rodzi się powoli i mrocznie, bardziej tajemniczo niż narodziny ciała. Kiedy dusza człowieka rodzi się w tym kraju, zarzuca się na nią sieci, by powstrzymać ją od ucieczki. Mówisz mi o narodowości, języku, religii. Spróbuję przelecieć przez te sieci.Jego dusza omdlała powoli, gdy usłyszał śnieg padający cicho przez wszechświat i cicho, niczym upadek ich ostatecznego końca, na wszystkich żywych i umarłych.Cóż więc musi oznaczać znoszenie wielorakich mąk piekielnych na zawsze? Na zawsze! Przez całą wieczność! Nie przez rok ani wiek, ale na zawsze. Spróbuj sobie wyobrazić straszliwe znaczenie tego. Często widziałeś piasek na brzegu morza. Jak drobne są jego drobne ziarenka! I ile z tych drobnych ziarenek składa się na małą garść, którą dziecko chwyta w swojej zabawie. Wyobraź sobie teraz górę tego piasku, wysoką na milion mil, sięgającą od ziemi do najdalszych niebios, szeroką na milion mil, sięgającą najodleglejszych przestrzeni i grubą na milion mil, i wyobraź sobie tak ogromną masę niezliczonych cząsteczek piasku mnożonych tak często, jak często występują liście w lesie, krople wody w potężnym oceanie, pióra ptaków, łuski ryb, włosy zwierząt, atomy w bezkresnym powietrzu. I wyobraź sobie, że po upływie każdego miliona lat mały ptaszek przylatuje do tej góry i zabiera w dziobie maleńkie ziarenko tego piasku. Ile milionów stuleci upłynie, zanim ów ptak uniesie choćby metr kwadratowy tej góry, ile eonów wieków, zanim uniesie wszystko?
A jednak u kresu tego ogromnego odcinka czasu nie można powiedzieć, że skończyła się nawet jedna chwila wieczności. Po upływie tych wszystkich miliardów i bilionów lat wieczność ledwo się zacznie. A gdyby ta góra znów się podniosła, po tym jak została porwana ziarnko po ziarnku, i gdyby tak podnosiła się i opadała tyle razy, ile jest gwiazd na niebie, atomów w powietrzu, kropli wody w morzu, liści na drzewach, piór na ptakach, łusek na rybach, włosów na zwierzętach – u kresu tych wszystkich niezliczonych wzlotów i upadków tej niezmiernie rozległej góry, nie można by rzec, że dobiegła końca nawet jedna chwila wieczności; nawet wtedy, u kresu takiego okresu, po eonie czasu, o którym sama myśl przyprawia nasz mózg o zawrót głowy, wieczność ledwo by się zaczęła.Dotknij mnie. Łagodne oczy. Łagodna, miękka dłoń. Jestem tu samotny. O, dotknij mnie wkrótce. Jak to słowo znają wszyscy ludzie? Jestem tu cicho, sam. Smutno też. Dotknij, dotknij mnie.Cóż zdziałała modlitwa, skoro Grzegorz wiedział, że jego dusza pożąda własnej zagłady?Wszystko jest niestałe, z wyjątkiem wiary w duszę, która wszystko zmienia i wypełnia ich niestałość światłem.Trup to zepsute mięso. A czym jest ser? Trup z mleka. Chyba wszędzie rozpoznałbym bąka Nory. Chyba mógłbym wyczuć jej bąka w pokoju pełnym pierdzących kobiet.Kiedy nadeszły krótkie zimowe dni, zmierzch zapadał, zanim zdążyliśmy dobrze zjeść obiad. Kiedy spotkaliśmy się na ulicy, domy pociemniały. Przestrzeń nieba nad nami miała barwę nieustannie zmieniającego się fioletu, a ku niej unosiły się słabe latarnie uliczne. Zimne powietrze kłuło nas, a my bawiliśmy się, aż nasze ciała rozbłysły. Nasze krzyki niosły się echem po cichej ulicy. Dopóki coś posiadasz, można ci to odebrać… ale kiedy to dajesz, to już to dałeś. Żaden złodziej ci tego nie odbierze. To jest twoje na zawsze, kiedy to dałeś. Będzie twoje na zawsze. To znaczy dawać. Co w wodzie podziwiał Gabriel, miłośnik wody, czerpiący wodę, wracający na pastwisko? Jego uniwersalność: jego demokratyczna równość i stałość wobec jego natury w poszukiwaniu własnego poziomu: jego ogrom w oceanie projekcji Merkatora: jego niezbadana głębia w rowie Mariańskim na Pacyfiku przekraczająca 8000 sążni: niepokój jego fal i cząstek powierzchniowych odwiedzających kolejno wszystkie punkty jego wybrzeża: niezależność jego jednostek: zmienność stanów morza: jego hydrostatyczny spokój w ciszy: jego hydrokinetyczna turgor w przypływach i odpływach: jego osiadanie po zniszczeniach: jego jałowość w okołobiegunowych czapach lodowych, arktycznych i antarktycznych: jego znaczenie klimatyczne i handlowe: jego przewaga 3 do 1 nad suchym lądem globu: jego niekwestionowana hegemonia rozciągająca się na ligi kwadratowe na cały region poniżej zwrotnika podrównikowego Koziorożca: wielowiekowa stabilność jego pierwotnego basenu: jego luteofuwolne podłoże: jego zdolność do rozpuszczania i utrzymywania w roztworze wszystkich substancje rozpuszczalne, w tym miliony ton najcenniejszych metali als: powolna erozja półwyspów i wysp, ciągłe powstawanie homotetycznych wysp, półwyspów i opadających przylądków: jego osady aluwialne: jego ciężar, objętość i gęstość: jego niewzruszoność w lagunach i górskich stawach: jego gradacja kolorów w strefach gorących, umiarkowanych i mroźnych: jego rozgałęzienia transportowe w kontynentalnych strumieniach jeziornych i zlewających się rzekach oceanicznych z ich dopływami i prądami transoceanicznymi, prądem Zatokowym, północnymi i południowymi biegami równikowymi: jego gwałtowność w trzęsieniach ziemi, trąbach wodnych, studniach artezyjskich, erupcjach, potokach, wirach, wezbraniach, falach ziemnych, działach wodnych, gejzerach, kataraktach, wirach wodnych, nurtach, powodziach, ulewach, oberwaniach chmur: jego rozległe krzywa pozioma: jej tajemniczość w źródłach i utajonej wilgoci, ujawniona przez instrumenty rabdomantyczne lub higrometryczne i zilustrowana przez studnię przy otworze w murze przy bramie Ashtown, nasycenie powietrza, destylacja rosy: prostota jej składu, dwie części składowe wodoru z jedną częścią składową tlenu: jej właściwości lecznicze: jej wyporność w wodach Morza Martwego: jej wytrwała przenikalność w rynnach, wąwozach, nieodpowiednich tamach, przeciekach na pokładzie statku: jej właściwości oczyszczające, gaszące pragnienie i ogień, odżywiające roślinność: jej nieomylność jako paradygmatu i wzoru: jej metamorfozy jako pary, mgły, chmury, deszczu, śniegu z deszczem, śniegu, gradu: jej siła w sztywnych hydrantach: jej różnorodność form w jeziorach i zatokach, zatokach, zatokach, cieśninach, lagunach, atolach, archipelagach, cieśninach, fiordach, zatokach i pływach Ujścia rzek i odnogi mórz: jego solidność w lodowcach, górach lodowych, krach lodowych; jego potulność w działaniu hydraulicznych kół młyńskich, turbin, dynam, elektrowni, bielarni, garbarni, młynów do strzyżenia; jego użyteczność w kanałach, rzekach, jeśli są żeglowne, pływających i żwirowych dokach; jego potencjał wynikający z opanowania pływów lub cieków wodnych spadających z poziomu na poziom; jego podwodna fauna i flora (anakustyczna, światłowstrętna), liczebnie, jeśli nie dosłownie, mieszkańcy globu; jego wszechobecność jako stanowiącego 90 procent ludzkiego ciała; szkodliwość jego wyziewów w bagnach jeziornych, zaraźliwych torfowiskach, wyblakłej wodzie kwiatowej, stojących stawach w ubywającym księżycu.Myślę o tobie tak często, że nie masz pojęcia.
Jaki jestem. Jaki jestem. Cały albo wcale. Koniec z bólem. Koniec z przebudzeniem. Nikt nie jest jego właścicielem.W imię Nory, Wszechniesamowitej, Wiecznie Żyjącej, Niosącej Wielość, niech jej wieczór będzie aureolowany, jej śpiew rozśpiewany, jej strumyk niech będzie płynący, nieokiełznany, choć nierówny!Widzisz we mnie – powiedział Grzegorz z ponurym niezadowoleniem – okropny przykład wolnej myśli.Czy wiesz, czym jest perła, a czym opal? Moja dusza, gdy pierwszy raz przyszedłeś do mnie, przechadzając się w te słodkie letnie wieczory, była piękna, lecz z bladą, pozbawioną namiętności urodą perły. Twoja miłość przeszła przeze mnie i teraz czuję, że mój umysł jest czymś w rodzaju opalu, to znaczy pełnym dziwnych, niepewnych odcieni i barw, ciepłych świateł i szybkich cieni, i urywanej muzyki.Jeśli tak jest, pytam stanowczo, skąd bierze się ta takość.Nie czuł jej blisko siebie w ciemności ani nie słyszał jej głosu dotykającego jego ucha. Czekał kilka minut, nasłuchując. Nic nie słyszał: noc była idealnie cicha. Nasłuchiwał ponownie: idealnie cicho. Czuł, że jest sam. Jej pokój był ciepły i jasny. Ogromna lalka siedziała z rozstawionymi nogami w obszernym fotelu obok łóżka. Próbował przemówić, żeby wyglądać na swobodnego, obserwując ją, jak rozpina suknię, zauważając dumne, świadome ruchy jej perfumowanej głowy. Gdy stał w milczeniu na środku pokoju, podeszła do niego i objęła go radośnie i poważnie. Jej okrągłe ramiona mocno go przytrzymały, a on, widząc jej twarz uniesioną ku niemu w poważnym spokoju i czując ciepłe, spokojne unoszenie się i opadanie jej piersi, prawie… Wybuchnął histerycznym płaczem. Łzy radości i ulgi błyszczały w jego zachwyconych oczach, a usta rozchyliły się, choć nie chciały nic powiedzieć. Przeczesała jego włosy dźwięczną dłonią, nazywając go małym łobuzem. —Daj mi buziaka — powiedziała. Jego usta nie chciały się zgiąć, by ją pocałować. Chciał być mocno trzymany w jej ramionach, pieszczony powoli, powoli, powoli. W jej ramionach czuł, że nagle stał się silny, nieustraszony i pewny siebie. Lecz jego usta nie chciały się zgiąć, by ją pocałować. Nagłym ruchem skłoniła jego głowę i połączyła swoje usta z jego, a on odczytał znaczenie jej ruchów w jej szczerych, uniesionych oczach. To było dla niego zbyt wiele. Zamknął oczy, poddając się jej ciałem i umysłem, nieświadomy niczego na świecie poza mrocznym naciskiem jej delikatnie rozchylonych ust. Naciskały one na jego mózg jak na jego usta, jakby były nośnikiem niejasnej mowy; a między nimi czuł nieznany i nieśmiały ucisk, mroczniejszy niż omdlenie grzechu, łagodniejszy niż dźwięk czy zapach.Głosy mieszają się i stapiają w zamglonej ciszy: ciszy, która jest nieskończona w przestrzeni: i szybko, bezszelestnie dźwięk unosi się nad obszarami cyklów cyklów pokoleń, które przeżyły.Zostawmy teorie i wróćmy do serca.Jej imię cisnęło mi się na usta w dziwnych modlitwach i pochwałach, których sam nie rozumiałem. Moje oczy często były pełne łez (nie wiedziałem dlaczego), a czasem powódź z serca zdawała się wylewać do piersi. Niewiele myślałem o przyszłości. Nie wiedziałem, czy kiedykolwiek z nią porozmawiam, czy nie, a jeśli już, to jak mógłbym jej powiedzieć o moim zakłopotanym uwielbieniu.Sennym wzrokiem Grzegorz obserwował płatki śniegu, srebrzyste i ciemne, padające ukośnie w świetle lampy. Nadszedł czas, by wyruszyć w podróż na zachód.Jestem, krokiem po kroku. Bardzo krótkim odcinkiem czasu przez bardzo krótki odcinek czasu przestrzeni. Nikt by nie pomyślał, że będzie tak pięknym trupem. Mówić o tych rzeczach i próbować zrozumieć ich naturę, a po jej zrozumieniu, powoli, pokornie i nieustannie próbować wyrazić, wydobyć na nowo z grubej ziemi lub tego, co ona rodzi, z dźwięku, kształtu i koloru, które są bramami więziennymi naszej duszy, obraz piękna, które zrozumieliśmy – oto sztuka. Miłość między mężczyzną a kobietą jest niemożliwa, ponieważ nie może być między nimi stosunku płciowego, a przyjaźń między mężczyzną a kobietą jest niemożliwa, ponieważ musi być między nimi stosunek płciowy… ciemność jaśniejąca jasnością, której jasność nie mogła pojąć. Czuł, że lata nie ugasiły jego duszy ani jej duszy. Napisz to, do cholery, napisz to! Do czego innego się nadajesz? Cały dzień ciężko pracowałem nad Ulissesem. Czy to znaczy, że dużo napisałeś? – Władek zapytał. Dwa zdania – powiedziałem. Spojrzałem w bok, ale Władek się nie uśmiechał. Pomyślałem o francuskim powieściopisarzu Gustavie Flaubercie. – Szukałem akuratnego słowa… Nie – mam już słowa. Szukam idealnego porządku słów w zdaniu. Teraz jestem innym ja. Przeczytaj swój własny nekrolog; mówią, że żyjesz dłużej. Daje ci drugi oddech. Nowe życie. I będziesz za mną tęsknić coraz bardziej, gdy mijają kolejne tygodnie. Pewnego dnia należycie, pewnego dnia prawdziwie, dwa dni na nowo, do kiedy…Najważniejsze pytanie dotyczące dzieła sztuki brzmi: z jak głębokiego życia ono wypływa. Obrazy Moreau to obrazy idei. Najgłębsza poezja Shelleya, słowa Hamleta wprowadzają nasz umysł w kontakt z odwieczną mądrością; platoński świat idei. Cała reszta to spekulacje uczniów dla uczniów. W poemaciezawarłem tyle zagadek i łamigłówek, że profesorowie będą się kłócić przez wieki o to, co miałem na myśli, a to jedyny sposób na zapewnienie sobie nieśmiertelności. Pisarz jest kapłanem wiecznej wyobraźni, przemieniającym chleb powszedni doświadczenia w promienne ciało wiecznego życia. Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości; wszystko płynie w wiecznej teraźniejszości.Gabriel zapytał siebie, czym jest kobieta stojąca na schodach w cieniu, słuchająca dalekiej muzyki, symbolem czegoś. Gdyby był malarzem, namalowałby ją w takiej właśnie pozycji. Jej niebieski filcowy kapelusz uwydatniałby brąz jej włosów na tle ciemności, a ciemne wstawki spódnicy podkreślałyby kolory jasne. „Odległa Muzyka” – tak nazwałby ten obraz, gdyby był malarzem. Zawsze byliśmy wierni przegranym sprawom… Sukces dla nas to śmierć intelektu i wyobraźni. Obraz Nory na zawsze zapadł mu w duszę i żadne słowo nie przerwało świętej ciszy jego ekstazy. Jej oczy go wzywały, a jego dusza skoczyła na wezwanie. Żyć, błądzić, upadać, triumfować, tworzyć życie z życia! Pogrzebać zmarłych. Powiedzmy, że Robinson Crusoe był wierny życiu. No cóż, Piątek go pogrzebał. Każdy Piątek pogrzebie Czwartek, jeśli się temu przyjrzeć. W niewiedzy, która implikuje wrażenie, które splata wiedzę, która znajduje formę imienia, która pobudza umysły, które przekazują kontakty, które słodzą doznania, które napędzają pożądanie, które przywiązuje się do przywiązania, które dręczy śmierć, która pieprzy narodziny, które pociągają za sobą egzystencję. Zrobiłem, co mogłem, kiedy mi pozwolono. Zawsze myśląc, że jeśli odejdę, wszystko ujdzie. Sto trosk, dziesięcina kłopotów i czy jest ktoś, kto mnie rozumie? Jeden na tysiąc lat nocy? Całe życie żyłem wśród nich, ale teraz zaczynają mnie nienawidzić. I brzydzę się ich małymi, ciepłymi sztuczkami. I brzydzę się ich podłymi, przytulnymi zwrotami. I cała chciwość wylewa się z ich małych dusz. I cała leniwość spływa po ich zuchwałych ciałach. Jakie to wszystko małe! A ja ciągle się sobie zwierzam. I ciągle śpiewam.Było tak wiele różnych nastrojów i wrażeń, które chciał wyrazić w wierszu. Czuł je w sobie. Próbował zważyć swoją duszę, by sprawdzić, czy jest duszą poety. Melancholia była dominującą nutą jego temperamentu, pomyślał, ale była to melancholia złagodzona nawrotami wiary, rezygnacji i prostej radości. Nora stała przed nim na środku rzeki, samotna i nieruchoma, wpatrując się w morze. Wyglądała jak ktoś, kogo magia przemieniła w podobiznę dziwnego i pięknego ptaka morskiego. Jej długie, smukłe, nagie nogi były delikatne jak u żurawia i czyste, z wyjątkiem miejsca, gdzie szmaragdowy ślad wodorostów uformował się niczym znak na ciele. Jej uda, pełniejsze i o delikatnym odcieniu kości słoniowej, były obnażone niemal do bioder, gdzie białe frędzle jej majtek przypominały pióra miękkiego, białego puchu. Jej szaroniebieskie spódnice były odważnie zapięte wokół talii i zapięte na jaskółczy ogon z tyłu. Jej piersi były jak u ptaka, miękkie i lekkie, lekkie i miękkie jak pierś ciemno upierzonego gołębia. Lecz jej długie, jasne włosy były dziewczęce: i dziewczęce, i naznaczone cudem śmiertelnego piękna, jej twarz. Jeśli chodzi o mnie, zawsze piszę o Dąbrowie zielonej, bo jeśli mogę dotrzeć do serca Dąbrowy, mogę dotrzeć do serca wszystkich miast świata. W tym, co szczególne, zawarte jest to, co uniwersalne. Kiedy parzę herbatę, parzę herbatę, jak mawiała Nora. A kiedy parzę wodę, parzę wodę. Duma, nadzieja i pożądanie niczym zgniecione zioła w jego sercu wznosiły przed oczyma jego umysłu opary obezwładniającego kadzidła.Jego oczy były zamglone łzami i, patrząc z pokorą w niebo, płakał nad utraconą niewinnością. Jakie szczególne pokrewieństwa, jego zdaniem, łączyły księżyc i kobietę? Tylko święte piwo może rozplątać język… Moje liście opadły ze mnie. Wszystkie. Ale jeden wciąż się trzyma. Poniosę go na sobie. Aby mi przypominał. Uff! Tak miękki liść naszego poranka Tak. Nieś mnie ze sobą, Noro, tak jak robiłaś to przez jarmark zabawek! Gdybym go teraz zobaczył, jak leci na mnie pod białymi skrzydłami, jakby przybył z Arkadii, tonę. Umarłbym u jego stóp, pokornie i niemo, tylko po to, by się umyć. Tak. Tam jest miejsce. Najpierw. Przechodzimy przez trawę ku morzu, uciszamy krzak. Świst! Mewa. Mewy. Z daleka wołają. Nadchodzą, z daleka! Koniec tutaj. Więc my znowu! Spójrz na klucz Żurawi. Do tysiąca ptaków… Droga samotna, ostatnia, ukochana, długa wzdłuż rzeki. Intelektualna wyobraźnia! Ze mną, albo wcale. Non serviam!Była zimna, jesienna pogoda, ale pomimo chłodu wędrowali po drogach Parku przez prawie trzy godziny. Zgodzili się zerwać; każda więź, powiedział, jest więzią smutku. Chciałabym, żeby jakiś mężczyzna mnie kiedyś zabrał, kiedy będzie tam i pocałował w ramiona. Nie ma nic lepszego niż długi i gorący pocałunek, który dociera do duszy i niemal paraliżuje… Uwielbiam kwiaty. Chciałabym, żeby całe miejsce pływało w różach. Boże niebios, nie ma nic lepszego niż natura. Dzikie góry, a potem morze i rwące fale. A potem piękny kraj z polami owsa, pszenicy i wszelkiego rodzaju rzeczy, i całe to piękne bydło, które zrobiłoby dobrze twojemu sercu. Widok rzek, jezior i kwiatów o wszelkich kształtach, zapachach i kolorach… Po tym długim pocałunku o mało nie straciłabym tchu. Tak, powiedziałby, że jestem kwiatem górskim. Tak, więc jesteśmy kwiatami, całe ciało kobiety. Tak… Potem poprosiłabym go wzrokiem, żeby zapytał ponownie, tak. A potem zapytałby, czy mam powiedzieć tak, mój górski kwiecie. Objęłabym go ramionami i przyciągnęłabym do siebie, żeby mógł poczuć moje piersi pachnące. Tak, a jego serce biło jak szalone. I tak, powiedziałam, tak, tak. Stary ojcze, stary rzemieślniku, bądź mi teraz i zawsze wiernym.Fala jeszcze czulszej radości wyrwała się z jego serca i popłynęła ciepłą wodą wzdłuż jego tętnic. Niczym delikatne ognie gwiazd, chwile ich wspólnego życia, o których nikt nie wiedział i nigdy nie będzie wiedział, rozbłysły i rozświetliły jego pamięć. Zostawiłem moją książkę, opuściłem mój pokój, bo słyszałem, jak śpiewaszprzez mrok.Nie znoszę przemocy ani nietolerancji w jakiejkolwiek formie. Nigdy niczego nie osiągają ani niczego nie powstrzymują. Rewolucja musi nadejść w odpowiednim czasie. Na pierwszy rzut oka to oczywisty absurd nienawidzić ludzi, bo mieszkają tuż za rogiem i mówią, że tak powiem, innym językiem.Chciał Gabriel spotkać w realnym świecie niematerialny obraz, który jego dusza tak nieustannie widywała.
Władek wskazał kciukiem okno, mówiąc:
— To jest Bóg.
— Krzyk na ulicy, odpowiedział Władek wzruszając ramionami.
— A więc nie zamierzasz zostać protestantem?
— Powiedziałem, że straciłem wiarę, odpowiedział Gabriel, ale nie, że straciłem szacunek do samego siebie. Jakim wyzwoleniem byłoby porzucenie absurdu, który jest logiczny i spójny, i przyjęcie absurdu, który jest nielogiczny i niespójny?
Droga Noro, nie śpiewaj
Smutnych pieśni o końcu miłości;
Odrzuć smutek i śpiewaj
Jak miłość, która przemija, wystarczy.
Śpiewaj o długim, głębokim śnie
O zmarłych kochankach i o tym, jak
W grobie zaśnie wszelka miłość:
Miłość jest teraz znużona.
Ukazał się Gabrielowi dziki anioł, anioł śmiertelnej młodości i piękna, wysłannik z pięknych dworów życia, aby w chwili ekstazy otworzyć przed nim bramy wszelkich dróg błędu i chwały.
Precz! Precz! Czar broni i głosów: białe ramiona dróg, ich obietnica bliskich uścisków i czarne ramiona wysokich statków, które stoją na tle księżyca, ich opowieść o odległych narodach. Wyciągają się, by powiedzieć: Jesteśmy sami. Chodź. A głosy mówią wraz z nimi: Jesteśmy twoimi krewnymi. A powietrze jest gęste od ich towarzystwa, gdy wołają mnie, swojego krewnego, gotującego się do odejścia, potrząsającego skrzydłami swojej radosnej i straszliwej młodości… Witaj, o życie! Idę, by po raz milionowy spotkać się z rzeczywistością doświadczenia i wykuć w kuźni mojej duszy niestworzone sumienie mojej rasy.
Bolało go, że nie wiedział dobrze, co znaczy polityka i że nie wiedział, gdzie kończy się wszechświat. Czuł się mały i słaby. Kiedy będzie jak ci, którzy zajmują się poezją i retoryką? Mieli donośne głosy i wielkie buty i uczyli się trygonometrii. To było bardzo daleko. Najpierw nadeszły wakacje, potem kolejny semestr, a potem znowu wakacje i znowu kolejny semestr i znowu wakacje. To było jak pociąg wjeżdżający i wyjeżdżający z tuneli, a to było jak hałas chłopców jedzących w refektarzu, kiedy otwierało się i zamykało uszy. Semestr, wakacje; tunel, wyjazd; hałas, stop. Jak daleko to było! Lepiej było iść spać. Tylko modlitwy w kaplicy, a potem łóżko. Zadrżał i ziewnął. Byłoby cudownie w łóżku, gdy prześcieradła trochę się nagrzeją. Najpierw były takie zimne, żeby się w nie włożyć. Zadrżał na myśl, jakie były zimne. Ale potem zrobiły się gorące i wtedy mógłby zasnąć. Cudownie było być zmęczonym. Ziewnął ponownie. Nocne modlitwy, a potem łóżko: zadrżał i chciał ziewnąć. Za kilka minut będzie cudownie. Poczuł, jak ciepłe ciepło unosi się znad zimnych, drżących prześcieradeł, coraz cieplejsze, aż poczuł ciepło w całym ciele, niezwykle ciepłe, a jednak lekko zadrżał i wciąż miał ochotę ziewać.
Takie chwile mijały, a wyniszczające ognie pożądania rozgorzały na nowo. Wiersze płynęły z jego ust, a niewyraźne krzyki i niewypowiedziane, brutalne słowa wyrywały się z jego mózgu, by przeforsować drogę. Krew w nim szalała. Wędrował w górę i w dół po ciemnych, śliskich ulicach, wpatrując się w mrok zaułków i bram, nasłuchując z napięciem każdego dźwięku. Jęczał do siebie jak jakaś zbita z tropu, grasująca bestia.
Chciał zgrzeszyć z inną istotą swojego gatunku, zmusić inną istotę do grzechu z nim i radować się z nią w grzechu. Poczuł, jak jakaś mroczna obecność nieodparcie zbliża się do niego z ciemności, obecność subtelna i szepcząca niczym powódź wypełniająca go całkowicie sobą. Jej szmer oblegał jego uszy niczym szmer snów; jej subtelne strumienie przenikały jego istotę. Dłonie zacisnęły mu się konwulsyjnie, a zęby zacisnęły, gdy cierpiał mękę jej przenikania. Wyciągnął ramiona na ulicę, by mocno uchwycić kruchą, omdlałą postać, która mu się wymykała i go podburzała: i krzyk, który tak długo dusił w gardle, wyrwał się z jego ust. Wyrwał się z niego niczym jęk rozpaczy z piekła cierpiących i zamarł w jęku wściekłej prośby, krzyku o niesprawiedliwe porzucenie, krzyku, który był jedynie echem obscenicznego bazgrołu, który przeczytał na ociekającej ścianie pisuaru.
Człowiek z Łaską zawsze podrygiwał, skacząc na akkancie swojej radości.
Moje ciało było jak harfa, a jej słowa i gesty były jak palce wodzące po drutach.Współczucie to uczucie, które zatrzymuje umysł w obliczu tego, co poważne i stałe w ludzkim cierpieniu, i łączy go z cierpiącym człowiekiem. Przerażenie to uczucie, które zatrzymuje umysł w obliczu tego, co poważne i stałe w ludzkim cierpieniu, i łączy go z ukrytą przyczyną.Gabriel patrzył, jak trzy kieliszki podnoszone są z lady, gdy ojciec Jakub i dwaj kumple pili za wspomnienie swojej przeszłości. Otchłań fortuny lub temperamentu oddzielała go od nich. Jego umysł wydawał się starszy niż ich: zimno oświetlał ich zmagania, szczęście i żale niczym księżyc młodszą ziemię. Żadne życie ani młodość nie budziły się w nim tak, jak budziły się w nich. Nie zaznał ani przyjemności towarzystwa innych, ani wigoru męskiego zdrowia, ani synowskiej czci. Nic nie drgnęło w jego duszy poza zimną, okrutną i pozbawioną miłości żądzą. Jego dzieciństwo umarło lub zostało utracone, a wraz z nim jego dusza zdolna do prostych radości, dryfował pośród życia niczym jałowa skorupa księżyca. Czyż zbladłeś ze zmęczeniawspinaczką ku niebu i patrzeniem na ziemię, błądząc bez towarzysza…? Powtarzał sobie wersy z fragmentu Shelleya. Przeplatanie się smutnej ludzkiej nieskuteczności z rozległymi, nieludzkimi cyklami aktywności przeszyło go chłodem i zapomniał o własnym ludzkim i bezskutecznym żalu.Coś nas zawodzi. Najpierw czujemy. Potem upadamy. I niech teraz pada, jeśli chce. Delikatnie lub mocno, jak chce. W każdym razie niech pada, bo nadszedł mój czas. Zrobiłem, co mogłem, kiedy mi na to pozwolono. Zawsze myślę, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nic. Sto trosk, dziesięcina kłopotów i czy jest ktoś, kto mnie rozumie? Jedna noc na tysiąc lat?Byli młodzi i łatwo ulegali freudyzmowi.W jednym z listów, który wtedy do Nory napisał, powiedział: Dlaczego takie słowa wydają mi się tak nudne i zimne? Czy to dlatego, że nie ma słowa wystarczająco czułego, by być twoim imieniem?Potrafiłem zebrać moje wędrujące myśli. Nie miałem prawie cierpliwości do poważnej pracy życia, która teraz, gdy stanęła między mną a moim pragnieniem, wydawała mi się dziecinną zabawą, brzydką, monotonną dziecinną zabawą. Ach tak, znam ich dobrze, kto był pierwszą osobą we wszechświecie, zanim ktokolwiek to wszystko stworzył, kto, ach, oni też nie wiedzą, więc proszę bardzo, mogliby równie dobrze spróbować powstrzymać wschód słońca jutro, słońce świeci dla ciebie, powiedział, tego dnia, gdy leżeliśmy wśród rododendronów w sąsiedztwie zamku Neuschwanstein, w szarym tweedowym garniturze i słomkowym kapeluszu, tego dnia, gdy namówiłam go, żeby mi się oświadczył, tak, najpierw dałam mu kawałek ciasta z moich ust i był rok przestępny, jak teraz, tak, 16 lat temu, Boże, po tym długim pocałunku prawie straciłam oddech, tak, powiedział, że jestem kwiatem góry, tak, więc jesteśmy, kwiaty, całe ciało kobiety, tak, to była jedyna prawdziwa rzecz, jaką powiedział w swoim życiu, a słońce świeci dla ciebie dzisiaj, tak, dlatego go lubiłam, bo widziałam, że rozumie lub czuje, czym jest kobieta i wiedziałam, że zawsze mogę go obejść i dałam mu całą przyjemność, jaką mogłam, prowadząc go, aż poprosił mnie, żebym powiedziała „tak” i nie odpowiedziałem najpierw, tylko spojrzałem na morze i niebo. Myślałam o tylu rzeczach, o których Gabriel nie wiedział, o Mulveyu i panu Stanhope, i Hester, i ojcu, i starym kapitanie Grovesie i marynarzach bawiących się w „wszystkie ptaki latają”, a ja mówię „schyl się i pozmywaj naczynia”, jak mówilito na molo i o wartowniku przed domem gubernatora z tym czymś na białym hełmie, biedaku na wpół upieczonym i Hiszpankach śmiejących się w szalach i z długimi grzebieniami i aukcjach corano Grecy, Żydzi, Arabowie i diabli wiedzą, kto jeszcze z całej Europy i o ulicznym targu drobiu, wszyscygdakali przed drób i biedne osły zasypiające na wpół, i o niewyraźnych facetach w płaszczach śpiących w cieniu na schodach iwielkich kołach wozów byków i starym zamku, tysiącletnim,tak i o tych przystojnych Maurów, całych w bieli i turbanach jakkrólowie, proszących cię, żebyś usiadł w ich małym sklepiku. Mówiliśmy o zabudowie ze starymi oknami posad, rzucającymi przelotne spojrzenia, kratą ukrytą dla jej kochanka, by całował żelazo i winiarnie półotwarte nocą i okastanietach i nocy, w którą wędrowaliśmy w morze, morze czasami szkarłatne jak ogień. Były wspaniałe zachody słońca i figi w ogrodach, tak, i wszystkie te dziwne małe uliczkii różowe, niebieskie i żółte domy i ogrody różane i jaśminy i pelargonie i kaktusy…
W łonie kobiety słowo staje się ciałem, ale w duchu stwórcy wszelkie ciało, które przemija, staje się słowem, które nie przeminie. To jest postkreacja.
Bóg i religia ponad wszystko! — krzyknął Gabriel. Bóg i religia ponad świat.
Uniósł zaciśniętą pięść i z hukiem uderzył nią w stół.
W oczach Gabriela pojawiły się łzy. Nigdy nie czuł czegoś takiego do żadnej kobiety, ale wiedział, że takie uczucie musi być miłością. Łzy napłynęły mu do oczu jeszcze gęściej, a w półmroku wyobraził sobie, że widzi postać młodego mężczyzny stojącego pod ociekającym wodą drzewem. W pobliżu były inne postacie. Jego dusza dotarła do krainy, w której przebywają niezliczone zastępy umarłych. Był świadomy ich kapryśnej i migotliwej egzystencji, ale nie mógł jej pojąć. Jego własna tożsamość rozpływała się w szarym, nieuchwytnym świecie: sam solidny świat, w którym ci zmarli kiedyś się wychowali i żyli, rozpływał się i kurczył.
Wtedy Nora zamyśliła się po raz ostatni w swoim krótkim, długim życiu i zebrała wszystkie swoje niezliczone myśli w jedną. Odwołała wszystkie swoje zobowiązania. Wspięła się na balustradę; wydała dziecięcy, chmurny okrzyk: Nuee! Nuee! Lekka sukienka załopotała. Zniknęła. I do rzeki, która była strumieniem… spadła łza, pojedyncza łza, najpiękniejsza ze wszystkich łez… bo to była łza skokowa. Lecz rzeka potykała się o nią w locie, pluskając, jakby jej serce było strumieniem: Dlaczego, dlaczego, dlaczego! Och, och! Jestem taka głupia, że płynę, ale nie mogę ustać
Piękno: krągłości, krągłości to piękno. Zgrabne boginie, Wenus, Junona: świat podziwia krągłości.
Artysta, niczym Bóg stworzenia, pozostaje wewnątrz, za, poza lub ponad swoim dziełem, niewidzialny, wyrafinowany, pozbawiony istnienia, obojętny, obcinający paznokcie
I tak, powiedział Grzegorz, zrobię to. Tak.
Większa część życia każdego człowieka przebiega w stanie, którego nie można oddać sensownie za pomocą jawnego języka, oschłej gramatyki i bezsensownej fabuły.
Spotkamy się ponownie, rozstaniemy się jeszcze raz.
Każdemu dupkowi jadącemu po drogach wydaje się, że ma pomysły.
Wymagam od mojego czytelnika, aby całe swoje życie poświęcił czytaniu moich dzieł.
Nigdy przedtem z Norą tak nie rozmawiałem, poza kilkoma przypadkowymi słowami, a jednak jej imię było jak wezwanie dla całej mojej głupiej krwi.
Gabriel wybiegł za barierę i zawołał, żeby poszła za nim. Krzyczano do niego, żeby szedł dalej, ale on nadal ją wołał. Przyciągnęła do niego bladą twarz, biernie, Jak bezbronne zwierzę. Jej oczy nie dawały mu żadnych oznak miłości, pożegnania ani uznania.
Nie możemy zmienić świata, ale możemy zmienić temat.
Ty okrutna istoto, maleńka istoto z sercem wielkości kropki, mawiał Gabriel.
Może to była dawna miłość, po której opłakiwał ją od niepamiętnych czasów. Myślała, że rozumie. Będzie próbowała go zrozumieć, bo mężczyźni są tak różni. Stara miłość czekała, czekała z wyciągniętymi małymi, białymi rączkami, z niebieskimi, błagalnymi oczami. Serce moje! Podążyłaby za swoim marzeniem o miłości, za głosem serca, które podpowiadało jej, że on jest dla niej wszystkim, jedynym mężczyzną na świecie, bo miłość była dla niej najlepszym przewodnikiem. Nic innego się nie liczyło. Cokolwiek by się działo, byłaby dzika, nieskrępowana, wolna.
Bo była jedyną dziewczyną, którą kochali, tak jak jest królewską perłą, którą cenisz, z powodu nocy, kiedy się poznaliśmy, musi być, jak sądzę, i nie na próżno, ukochaną mojego serca, śpiącą w swoim kwietniowym łóżeczku, w swoim singachamerze, ze swoim zielonozłotym cukierkowym gwizdkiem w duecie z szaloną kołdrą, Isobel, jest taka ładna, prawdę mówiąc, oczy dzikiego lasu i pierwiosnkowe włosy, cicho, wszystkie lasy tak dzikie, w fioletach mchu i wawrzynków, jak wszystko tak nieruchome leżało, pod głóg, dziecko drzewa, jak jakiś utracony szczęśliwy liść, jak uspokojony kwiat wijący się, tak bardzo chciałaby wkrótce, bo wkrótce znów będzie, zdobądź mnie, zalecaj się do mnie, poślubij mnie, ach, zmęcz mnie!
Tak, to na nią patrzył, a w jego spojrzeniu było znaczenie. Jego oczy wbijały się w nią, jakby chciały przeszukać ją na wylot, odczytać jej duszę.
Błędy są bramami odkryć.
Och, Polsko, moja pierwsza i jedyna miłości, gdzie Chrystus i Cezar idą ręka w rękę!
Węszycielu padliny, przedwczesny grabarzu, poszukiwaczu gniazda zła w łonie dobrego słowa, ty, który śpisz na naszym czuwaniu i pościsz dla naszego święta, ty ze swoim wypaczonym rozumem, sprytnie przepowiedziałeś, Jophet w swojej nieobecności, ślepo wpatrując się w twoje liczne oparzenia, oparzenia i pęcherze, liszaje i krosty, przez auspicje tej kruczej chmury, twój cień i przez wróżby gawronów w parlamencie, śmierć z każdą katastrofą, dynamatyzację kolegów, spopielenie zapisów, zrównanie wszystkich zwyczajów z ziemią, powrót mnóstwa słodko-prochowych gnojów do prochu, ale to nigdy nie powstrzymało twojej tępej tępoty (O piekle, nadchodzi nasz pogrzeb! O zarazo, ominie mnie poczta!), że im więcej marchewek siekasz, tym więcej Rzepy kroisz, im więcej obierasz murphiów, im więcej cebuli płaczesz, im więcej wołowiny ubijasz, im więcej baraniny tniesz, im więcej ziemniaków tłuczesz, im mocniejszy ogień rozpalasz i im dłużej łyżką, im mocniej kleisz, z większą ilością tłuszczu na łokciu, tym weselszy dym wydobywa się z twojego nowego irlandzkiego gulaszu.
Wśród nas dorasta nowe pokolenie, pokolenie napędzane nowymi ideami i nowymi zasadami. Podchodzi do tych nowych idei poważnie i entuzjastycznie, a jego entuzjazm, nawet jeśli jest skierowany w niewłaściwym kierunku, jest, jak sądzę, w przeważającej mierze szczery. Żyjemy jednak w sceptycyzmie i, jeśli wolno mi tak powiedzieć, w epoce dręczonej myślami: i czasami obawiam się, że temu nowemu pokoleniu, wykształconemu czy wręcz przeintelektualizowanemu, zabraknie tych cech człowieczeństwa, gościnności i życzliwego humoru, które należały do dawnych czasów.
Nie dbam o to, czy żyję, choćby dzień i noc, byleby moje czyny żyły po mnie.
Niech księżyc żałoby zajdzie i zniknie.
Nad Wisłą.
Noro, my sami, nasze dusze tylko.
Na miejscu umówionym. I czuwaj, czy list, którego pragniesz, nadejdzie. I zostanie wyrzucony na brzeg.
Jeden po drugim wszyscy stawali się cieniami. Lepiej śmiało przejść do tamtego świata, w pełnej krasie jakiejś namiętności, niż zwiędnąć i ponuro zwiędnąć ze starości. Myślał o tym, jak ta, która leżała obok niego, przez tyle lat skrywała w sercu obraz oczu ukochanego, kiedy powiedział jej, że nie chce żyć.
Co czuł Gabriel, będąc sam? Chłód przestrzeni międzygwiezdnej, tysiące stopni poniżej zera albo absolutne zero Fahrenheita, Celsjusza czy Réaumura: zapowiedź zbliżającego się świtu.
Modalność widzialnego: przynajmniej to, jeśli nie więcej, przemyślane moimi oczami. Znaki wszystkiego, co tu czytam, ikry i wodorostów, zbliżającego się przypływu, tego zardzewiałego buta. Smarkozielony, niebieskosrebrny, rdza: kolorowe znaki. Granice diafanu. Gabriel dodaje: w ciałach.
Najgłębsze zdanie, jakie kiedykolwiek napisano, powiedział Gabriel z entuzjazmem, to zdanie na końcu zoologii. Reprodukcja to początek śmierci.
Dlatego niefakty, gdybyśmy je posiadali, są zbyt nieprecyzyjne, by uzasadnić naszą pewność…
Pragnę przytulić w ramionach piękno, które jeszcze nie przyszło na świat. Zamyśleć się nad misami pamięci, gdzie każda wnęka kryje w sobie pustkę. Historia… to koszmar, z którego próbuję się obudzić.
Białe wino jest jak elektryczność. Czerwone wino wygląda i smakuje jak roztopiony stek wołowy.
Nie boję się popełnić błędu, nawet wielkiego błędu, błędu na całe życie, a może i na wieczność.
A gdy już wszystko zostało powiedziane i zrobione, kłamstwa, które człowiek opowiadał o sobie, prawdopodobnie nie mogły się równać z przysłowiowymi kłamstwami, które inni na jego temat wymyślali.
Jestem taki malutki.
W miękkiej, szarej ciszy Gabriel słyszał stukot piłek: a stąd i stamtąd przez ciche powietrze dobiegał dźwięk kijów do krykieta: pick, pack, pock, puck: niczym krople wody w fontannie spadające cicho do pełnej misy.
Jego umysł wydawał się starszy od ich umysłów razem: chłodno oświetlał ich zmagania, szczęście i żale niczym księżyc na młodszej ziemi.
Kiedy dusza człowieka rodzi się w tym kraju, zarzuca się na nią sieci, by powstrzymać ją od ucieczki. Mówisz mi o narodowości, języku, religii. Spróbuję ominąć te sieci.Twój umysł odda dokładnie tyle, ile w niego włożyłeś.Nie było wątpliwości: jeśli chciałeś odnieść sukces, musiałeś odejść. W Dąbrowie zielonej nic nie mogłeś zrobić.Pragnął panować nad jej dziwnym nastrojem.Co było po wszechświecie?
Nic. Ale czy we wszechświecie było cokolwiek, co pokazywałoby, gdzie się kończył, zanim zaczęła się nicość? Nora patrzyła na tę scenę i myślała o życiu; i (jak zawsze, gdy myślał o życiu) zasmucił się. Ogarnęła go łagodna melancholia. Czuł, jak bezużyteczna jest walka z fortuną, będąca brzemieniem mądrości, którą przekazały mu wieki.Anna była, Livia jest, Plurabelle będzie. Rzeczy Północy stworzyły miejsce Południowców, ale ilu pluratorów stworzyło każdego z nich osobiście?Mężczyzn z krwi i kości…
Nie słychać od wód. Ćwierkających wód. Trzepoczących nietoperzy, myszy polne ryczą, mówią. Ho! Czy nie poszedłeś do domu?
Ho, gadaj, ratuj nas! Moje foos nie będą muczeć. Czuję się tak stary jak tamten wiąz. Opowieść o Shaunie lub Shemie? O wszystkich córkach Liwii. Ciemne jastrzębie nas słyszą. Noc! Noc! Moje ho głowy korytarze. Czuję się tak ciężki jak tamten kamień. Powiedz mi o Johnie lub Shaunie? Kim byli Sem i Shaun, żyjący synowie lub córki? Teraz noc! Powiedz mi, powiedz mi, powiedz mi, tam wiąz! Noc, noc! Istota trzonu lub kamienia. Obok rzek, wód tu i tam. Noc!Emocja tragiczna to w istocie twarz zwrócona w dwie strony, ku przerażeniu i ku litości, które są jej fazami. Widzicie, używam słowa aresztowanie. Mam na myśli to, że emocja tragiczna jest statyczna. A raczej emocja dramatyczna. Uczucia wzbudzane przez niewłaściwą sztukę są kinetyczne, pożądanie lub wstręt. Pożądanie popycha nas do posiadania, do podążania za czymś; wstręt popycha nas do porzucenia, do odejścia od czegoś. Sztuki, które je pobudzają, pornograficzne lub dydaktyczne, są zatem sztukami niewłaściwie. Emocja estetyczna (użyłem ogólnego terminu) jest zatem statyczna. Umysł jest zatrzymany i wzniesiony ponad pożądanie i wstręt.To ciekawe, wiesz – powiedział Władek beznamiętnie – jak bardzo twój umysł jest przesiąknięty religią, w którą, jak twierdzisz, nie wierzysz.Bóg przemawiał do ciebie wieloma głosami, ale ty nie chciałeś go słyszeć.To końskie siki i zgniła słoma, Gabriel pomyślał. To przyjemny zapach do oddychania. Ukoi moje serce. Moje serce jest teraz zupełnie spokojne. Wrócę. Nora była sama i nieruchoma, wpatrując się w morze; a kiedy poczuła jego obecność i uwielbienie jego oczu, jej oczy zwróciły się ku niemu w cichym cierpieniu jego spojrzenia, bez wstydu i rozwiązłości. –
Myślę, że umarł za mnie, odpowiedziała.Wyciągnął ze swojego skarbca frazę i wypowiedział ją cicho do siebie:Dzień nakrapianych chmur morskich.Jak Matka pobłażliwa Gabriel powiedział: Mam dziwny umysł i za dużo czytałem. Nieprawda. Mało czytałem i jeszcze mniej zrozumiałem.Myślenie o wszystkim i wszędzie było czymś wielkim. Tylko Bóg
mógł to zrobić.Jeśli ktoś uważa, że nie jestem boski,Nie dostanie darmowych drinków, kiedy będę robił wino, l
ecz będzie musiał pić wodę i życzyć sobie, żeby była prosta,którą zrobię, kiedy wino znów stanie się wodą.Całował pulchne, łagodne, żółte, pachnące melony jej policzków.
Barometr jego emocjonalnej natury był nastawiony na szaleństwo.
Zrób mi przysługę Gabryś i zabierz mi ten nóż. Nie mogę patrzeć na jego ostrze. Przypomina mi historię Rzymu.
Wiara leczy tego, kto ma dość losu.
Część z tego jest brzydka, obsceniczna i bestialska, część czysta, święta i duchowa: wszystko to ja.
Dobrą zagadką byłoby przejść przez Dąbrowę, nie mijając pubu.
Czy nie znudziły ci się żarliwe drogi?
Nie mów więcej o zaczarowanych dniach.
Jezus był kawalerem i nigdy nie mieszkał z kobietą. Z pewnością mieszkanie z kobietą to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie mężczyzna musi zrobić, a on nigdy tego nie zrobił.
To była ciężka praca – ciężkie życie – ale teraz, gdy Nora miała je porzucić, nie uważała je za całkowicie niepożądane.
Bez pióra, atramentu, stołu, miejsca, czasu, ciszy, ochoty…
Czytasz po dwie strony z siedmiu książek każdej nocy, co? Byłem młody. Kłaniałeś się sobie w lustrze, robiąc krok naprzód, by szczerze bić brawo, uderzając twarzą. Hura dla tego cholernego idioty! Hura! Nikt nie widział: nikomu nie mów. Książki, które miałeś napisać z literami jako tytułami. Czytałeś tytułowe F? O tak, ale wolę Q. Tak, ale W jest cudowne. O tak, W. Pamiętasz swoje epifanie na zielonych owalnych kartach, głębokie, kopie, które miały zostać wysłane, gdybyś umarł, do wszystkich wielkich bibliotek świata, w tym do Aleksandrii? Ktoś miał je tam przeczytać po kilku tysiącach lat. Jak Pico della Mirandola. Tak, bardzo jak wieloryb. Kiedy czyta się te dziwne strony o kimś, kto dawno odszedł, czuje się jednością z kimś, kto kiedyś…
Końskość to bycie wszystkim koniem. Czczą strumienie tendencji i eony. Bóg: hałas na ulicy: bardzo wędrowny.
Każdy wyobraża sobie, że jest pierwszym, ostatnim i jedynym samotnym, podczas gdy nie jest ani pierwszym, ani ostatnim, ani jedynym, nie samotnym w serii mającej swój początek i powtarzającej się w nieskończoność.
Język, którym mówimy, jest jego, zanim stał się moim. Jakże różne są słowa dom, Chrystus, piwo, pan, na jego ustach i na moich! Nie mogę wypowiedzieć ani napisać tych słów bez niepokoju ducha. Jego język, tak znajomy i tak obcy, zawsze będzie dla mnie wyuczoną mową. Nie wypowiedziałem ani nie przyjąłem jego słów. Mój głos je powstrzymuje. Moja dusza drży w cieniu jego języka.
Myśli w trumnie wokół mnie, w mumiach, zabalsamowane w przyprawie słów. Tot, bóg bibliotek, bóg-ptak, ukoronowany księżycem. I usłyszałem głos tego egipskiego arcykapłana. W malowanych komnatach wypełnionych książkami z kafelkami. Są nieruchome. Kiedyś żywe w ludzkich mózgach. Nieruchome: lecz swędzenie śmierci w nich tkwi, by opowiedzieć mi do ucha ckliwą historię, by nakłonić mnie do złamania ich woli.
Czy nikt tego nie rozumie?
Co jest lepszego niż usiąść pod koniec dnia i pić wino z przyjaciółmi lub osobami ich zastępującymi?
Czytał wersety od tyłu, ale to nie była poezja. Następnie przeczytał stronę tytułową od dołu do góry, aż dotarł do swojego imienia. To był on: i ponownie przeczytał stronę w dół.
Nicość przed nieskończonością. To nie mogła być ściana; ale mogła tam być cienka, cienka linia dookoła wszystkiego. To było bardzo duże, by myśleć o wszystkim i wszędzie. Tylko Bóg mógł to zrobić. Próbował pomyśleć, jak wielka to musi być myśl; ale mógł myśleć tylko o Bogu. Bóg był imieniem Boga, tak jak jego imię brzmiało Gabriel.
Jaki jest wiek duszy człowieka? Tak jak ma ona cnotę kameleona, która zmienia swój odcień przy każdym nowym podejściu, jest wesoła z wesołymi i smutna z przygnębionymi, tak i jej wiek jest zmienny jak jej nastrój. Leopold, siedząc tam, rozmyślając i przeżuwając wspomnienia, nie jest już tym statecznym agentem reklamy i posiadaczem skromnego majątku. Jest młodym Leopoldem, jak w retrospektywnym układzie, zwierciadłem w zwierciadle (hej, presto!), widzi samego siebie. Tę młodą postać z tamtych czasów, przedwcześnie męską, widać, idącą w upalny poranek ze starego domu przy ulicy Piotrkowskiej do liceum, z torbą na książki niczym z bandolierą, a w niej spory kawałek pszennego bochenka, myśl matki. Albo to ta sama postać, sprzed roku lub dwóch, w swoim pierwszym kasku (ach, to był dzień!), już w drodze, pełnoprawny podróżnik dla rodzinnej firmy, wyposażony w księgę zamówień, pachnącą chusteczkę (nie tylko na pokaz), swoją skrzynkę z błyszczącymi drobiazgami (niestety, to już przeszłość!) i dreszcz uległych uśmiechów dla tej czy innej półwytrawnej gospodyni domowej liczącej na palcach lub dla początkującej dziewicy nieśmiało przyznającej się (ale serce? powiedz mi!) do jego wystudiowanych liryków. Zapach, uśmiech, ale coś więcej niż to, ciemne oczy i oleisty adres przynosiły do domu o zmierzchu niejeden rozkaz szefowi firmy siedzącemu z fajką Jakuba po podobnych pracach w ojcowskim ingle (posiłek z makaronu, możesz być pewien, rozgrzewa), czytając przez okrągłe okulary z rogami jakiś papier z Europy sprzed miesiąca. Ale hej, presto, lustro tchnęło, a młody rycerz błędny cofa się, kurczy, do maleńkiej plamki we mgle. Teraz sam jest ojcowski, a ci wokół niego mogą być jego synami. Kto może powiedzieć? Mądry ojciec zna swoje dziecko. Myśli o mżawce przy zamku
Neuschwanstein, tuż przy tamtejszych składach celnych… Razem słyszą ciężkie kroki straży, gdy dwa cienie w płaszczach przeciwdeszczowych mijają nowy królewski uniwersytet. Nigdy nie zapomni imienia, nigdy nie zapamięta nocy, pierwszej nocy, nocy panny młodej. Są spleceni w najgłębszej ciemności, chętna i chętny, i w jednej chwili (fiat!) światło zaleje świat. Czy serce podskoczyło do serca? Nie, uczciwy czytelniku. W jednej chwili stało się, ale – wstrzymaj się! Cofnij się! Tak być nie może! W przerażeniu biedna dziewczyna ucieka przez mrok. Jest oblubienicą ciemności, córą nocy. Nie śmie zrodzić słonecznozłotego dziecka dnia. Nie, Gabrielu! Imię i pamięć cię nie pocieszą. To młodzieńcze złudzenie twojej siły zostało ci odebrane i na próżno. Żaden syn z twoich lędźwi nie jest z tobą.
Jak my, albo matka, splatamy i rozplatamy nasze ciała, powiedział Gabriel, z dnia na dzień, ich cząsteczki krążą tam i z powrotem, tak artysta splata i rozplata swój wizerunek. I jak pieprzyk na mojej prawej piersi jest tam, gdzie był, gdy się urodziłem, choć całe moje ciało było utkane z nowej materii raz po raz, tak poprzez ducha niespokojnego ojca wyłania się obraz nieżyjącego syna. W intensywnym momencie wyobraźni, gdy umysł, jak mówi Shelley, jest gasnącym węglem, to, kim byłem, jest tym, kim jestem i tym, czym potencjalnie mogę się stać. Tak więc w przyszłości, siostrze przeszłości, mogę zobaczyć siebie, jak siedzę tu teraz, ale tylko poprzez refleksję nad tym, kim wtedy będę.
– Mam na myśli, powiedział Gabriel, że nie byłem sobą takim, jakim jestem teraz, jakim musiałem się stać.
Białe róże i czerwone róże: to były piękne kolory do myślenia. A karty za pierwsze, drugie i trzecie miejsce również były w pięknych kolorach: różowym, kremowym i lawendowym. Lawenda, krem i różowe róże były piękne na myśl. Może dzika róża mogłyby być jak te kolory i przypomniał sobie piosenkę o dzikich kwiatach róży na małym zielonym skwerze. Ale nie można mieć zielonej róży. Ale być może gdzieś na świecie można.
Ale chociaż Bóg miał różne imiona we wszystkich językach świata i Bóg rozumiał, co wszyscy ludzie, którzy
modlili się, mówili w swoich różnych językach, Bóg zawsze pozostawał tym samym Bogiem, a prawdziwym imieniem Boga był Bóg.
Idę, by po raz milionowy spotkać się z rzeczywistością doświadczenia i wykuć w kuźni mojej duszy niestworzone sumienie mojej rasy.
Rzeka, obok Ewy i Adama, od zakrętu brzegu do zakola zatoki, prowadzi nas przez komodiusowy vicus recyrkulacji z powrotem do zamku Neuschwanstein i okolic.
Nowe dziewięć muz, handel, muzyka operowa, miłość, manufaktura, wolność widzenia, głosowanie w plebiscycie, gastronomia, higiena prywatna, nadmorskie koncerty, bezbolesne położnictwo i astronomia dla ludu.
Mglisty wrogość narastał w nim i niczym chmura zaciemnił jego umysł wobec jej nielojalności: a kiedy przeminął niczym chmura, pozostawiając jego umysł znów pogodnym i zobowiązanym wobec niej, uświadomił sobie mgliście i bez żalu pierwsze bezgłośne rozstanie w ich życiu.
Weź to w siebie, radził mu brzuch.
Blask, o którym mówi, to scholastyczne quidditas, istota rzeczy. Najwyższą jakość artysta odczuwa, gdy estetyczny obraz po raz pierwszy powstaje w jego wyobraźni. Umysł w tej tajemniczej chwili Shelley pięknie porównał do gasnącego węgla. Chwila, w której ta najwyższa cecha piękna, czysty blask obrazu estetycznego, zostaje świetliście pojmowana przez umysł, pochłonięty jego całością i zafascynowany jego harmonią, to świetlisty, cichy zastój estetycznej przyjemności, stan duchowy bardzo podobny do schorzenia serca, które włoski fizjolog Luigi Galvani, używając określenia niemal tak pięknego jak u Shelleya, nazwał „urzeczenie serca”.
My, którzy żyjemy pod niebem, my z królestwa koniczyny, my, ludzie z rodu grzechów, często obserwowaliśmy niebo sięgające ponad ziemię.
A ty, kimżeś był? Podpierałeś garnek na podwórku i co w imię tego Łukasza? Czy ty pocierasz ścianę w holu o ścianę z żarem? Napijesz się z pełnego talerza? Tak.
Myśl i fabuła nie są tak ważne, jak niektórzy by je przedstawiali. Celem każdego dzieła sztuki jest przekazywanie emocji; talent to dar przekazywania tych emocji.
Z przyjemnością przejdę do potomności jako człowiek od nożyczek i kleju, bo wydaje mi się to surowym, ale nie niesprawiedliwym określeniem.
Znaj wszystkich ludzi, Władek powiedział, ruiny czasu budują rezydencje wieczności.
Wieczność! O, straszne i straszne słowo. Wieczność! Jakiż ludzki umysł może to pojąć?
Ugryź mój śmiech, wypij moje łzy. Wniknij we mnie, tomy, zaklnij mnie surowo i rozlej omdlewając, po prostu nie obchodzi mnie, co myślą moi przeciwnicy.
Cienie lasu unosiły się cicho przez poranny spokój od wejścia na schody w stronę morza, gdzie patrzył. W głębi lądu i dalej lustro wody bielało, wzgardzone przez lekkoobute, spieszące stopy. Biała pierś mrocznego morza. Splecione akcenty, para po parze. Ręka szarpiąca struny harfy, łącząca ich splecione akordy. Fala bieli połączyły słowa migoczące na mrocznym przypływie.
To jest Bóg… Krzyk na ulicy, odpowiedział Władek. Jak jego własne rzadkie myśli, chemia gwiazd.
Gdybyśmy wszyscy nagle stali się kimś innym.
Zimne powietrze szczypało nas i bawiliśmy się do upadłego, nasze ciała jaśniały.
Koniec, któremu miał służyć, lecz którego nie widział, skłonił go do ucieczki niewidzialną ścieżką, a teraz znów go przywołał, a przed nim otworzyła się nowa przygoda.
Jestem, krok po kroku. Co by się nie stało, Nora byłaby dzika, nieskrępowana, wolna.
Niektórzy ludzie, mówi Gabriel, widzą źdźbło w cudzym oku, ale nie widzą belki we własnym.
Powiedział, że jest słodsza i gęstsza niż krowy, a potem chciał mnie doić do herbaty…
Tym razem nie było dla niego nadziei: to był trzeci cios. Noc po nocy przechodziłem obok domu (były wakacje) i przyglądałem się oświetlonemu kwadratowi okna: i noc po nocy odkrywałem, że jest ono oświetlone w ten sam sposób, słabo i równomiernie. Gdyby nie żył, myślałem, zobaczyłbym odbicie świec na zaciemnionej rolecie, bo wiedziałem, że nad głową trupa należy postawić dwie świece. Często mi mówił: Nie długo pożyję na tym świecie, a ja uważałem jego słowa za czcze. Teraz wiedziałem, że były prawdą. Każdej nocy, patrząc w okno, cicho powtarzałem sobie słowo „paraliż”. Zawsze brzmiało ono dziwnie w moich uszach, jak słowo „gnomon” w Euklidesie i słowo „symonia” w Katechizmie. Ale teraz brzmiało jak imię jakiejś złowrogiej i grzesznej istoty. Napawało mnie strachem, a jednak pragnąłem być bliżej niej i patrzeć na jej śmiercionośne działanie.
No dalej, wy musujące winem, skwierczące ginem, pijackie istoty! No dalej, wy oschłe, o byczych karkach, o chrząszczowatych brwiach, o zarośniętych policzkach, o chytrych mózgach, łasicowate spłuczki, fałszywe alarmy i nadbagaż! No dalej, ty potrójny ekstrakcie hańby! Aleksandrze, któryś wyrwał ku chwale prawie połowę tej planety od Królewca do Władywostoku. Bóstwo to nie żaden kiczowaty numer. Zapewniam cię, że jest uczciwy i ma świetną propozycję biznesową. Jest najwspanialszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiono, i nie zapominaj o tym. Krzycz o zbawienie w Królu Jezusie. Będziesz musiał wstać bardzo wcześnie, ty grzeszniku, jeśli chcesz igrać z Wszechmogącym Bogiem. Ani trochę. Ma dla ciebie miksturę na kaszel z mocnym uderzeniem, przyjacielu, w tylnej kieszeni. Tylko spróbuj.
Gabriel wspomina zapomniane piękno i, obejmując Norę ramionami, ściska w ramionach piękno, które dawno zniknęło ze świata. Nie to. Wcale nie. Pragnę przytulić w ramiona piękno, które jeszcze nie przyszło na świat.
Niektórzy poważnie uważają, że intencja mogła być geodezyjna lub, w opinii bardziej przebiegłych, ekonomiczna. Ale pisząc od końca do końca i obracając się, obracając i od końca do końca, uderzając w pisanie, z liniami rozcinających się lektyk i głośnymi opadającymi literami, stare miejsce i powrót z powrotem od tego. Niech powstanie, aż do Hum Lit. Śpij, gdzie w pustkowiu jest mądrość?
Wiele kwiatów rodzi się, by zarumienić się niezauważonym.
Tylko wielkie słowa na zwykłe rzeczy ze względu na brzmienie.
Usta można lepiej zaangażować niż cylinder cuchnącego zielska.
Nie umarł, ale zbladł jak film na słońcu. Zagubił się lub zniknął z istnienia, bo już nie istniał. Jak dziwnie pomyśleć o nim, że zniknął w taki sposób, nie przez śmierć, ale przez zgaśnięcie na słońcu lub przez zagubienie się i zapomnienie gdzieś we wszechświecie!
Pochyl się, jeśli jesteś przytomny, do tej glinianej księgi, cóż za osobliwości śpiewają (proszę, schyl się), w tym telefonie! Czy potrafisz odtworzyć (skoro My i Ty już to wydaliśmy) jej świat?
A potem rakieta wystrzeliła i huknęła na oślep i O! wtedy Rzymska świeca wybuchła i rozległo się westchnienie O! i wszyscy krzyknęli O! O! w zachwycie, a z niej wytrysnął strumień deszczu, złote nitki włosów, które się rozsypały i ach! wszystkie były zielonkawymi, wilgotnymi gwiazdami spadającymi ze złotym blaskiem, O, jakże żywe! O, jakże miękkie, słodkie, miękkie!
Wytrzyj okulary tym, co wiesz.
Pytałeś mnie, co bym zrobił, a czego bym nie zrobił. Powiem ci, co zrobię, a czego nie. Nie będę służył temu, w co już nie wierzę, czy będzie się nazywać moim domem, moją ojczyzną, czy moim kościołem: i postaram się wyrazić siebie w jakimś sposobie życia lub sztuki tak swobodnie, jak potrafię i tak całkowicie, jak potrafię, używając do obrony jedynej broni, na jaką sobie pozwalam – milczenia, wygnania i przebiegłości.
Kochaj mnie. Kochaj mój parasol.
No cóż, Waldku, powiedział, życzę tobie i twoim bliskim wszelkiej radości życia, stary druhu, i mnóstwa pieniędzy, i obyś nigdy nie umarł, dopóki cię nie zastrzelę. A to życzenie szczerego przyjaciela, starego przyjaciela. Wiesz o tym?
Upadnie. Jeszcze nie upadł, ale spadnie bezszelestnie, w jednej chwili. Nie upaść było zbyt trudno, zbyt trudno: i poczuł cichy upadek swojej duszy, jakby miało to nastąpić w pewnej chwili, upaść, upaść, ale jeszcze nie upaść, wciąż nieupaść, ale zaraz upaść.
To nie mógłby być mur, ale mogłaby istnieć cienka, cienka linia wokół wszystkiego.
Jakie sny miałby, gdyby nie widział. Życie dla niego było snem. Gdzie rodzi się sprawiedliwość w ten sposób?
Pytałeś mnie, co bym zrobił, a czego bym nie zrobił. Nie będę służył temu, w co już nie wierzę, czy będzie to mój dom, moja ojczyzna, czy mój kościół: i postaram się wyrazić siebie w jakimś sposobie życia lub sztuki tak swobodnie, jak potrafię i tak całkowicie, jak potrafię, używając do obrony jedynej broni, na którą sobie pozwalam – milczenia, wygnania i przebiegłości.
Z wolą woli wytrzymać, sprzeciwić się.
I ponieważ żaden człowiek nie zna wszechobecności swojego kopca, ani do jakich procesów zostaniemy przez to wprowadzeni, ani czy zauważyłby krańce wszechświata w podobny sposób, wszystko jest ukryte, gdy chcemy wstecz zobaczyć, z jakiego regionu oddalenia to, czym jest nasza bytność, i co przyniosło mu jego pochodzenie.
Nasze dusze, zawstydzone naszymi grzechami, lgną do nas jeszcze bardziej, jak kobieta do swojego kochanka, im bardziej, tym więcej.
Ufa mi, jej dłoń delikatna, oczy o długich rzęsach. Gdzież ja teraz, do cholery, prowadzę ją poza zasłonę? W nieuniknioną modalność, nieuniknioną wizualność. Ona, ona, ona. Co ona?
Żyć, błądzić, upadać, triumfować, tworzyć życie z życia.
Dlaczego był podwójnie zirytowany?
Bo zapomniał, bo pamiętał, aż dwa razy przypominał sobie, by nie zapomnieć.
Każde życie to wiele dni, dzień po dniu. Przechodzimy przez siebie, spotykając rabusiów, duchy, olbrzymów, starców, młodzieńców, żony, wdowy, szwagrów, ale zawsze spotykając siebie.
Co było po wszechświecie? Nic. Ale czy było coś wokół wszechświata, co pokazywałoby, gdzie kończył się przed miejscem nicości? Się zaczął? To nie mógł być mur; ale mogła istnieć cienka linia wokół wszystkiego.
Bolało go, że nie wiedział dobrze, co oznacza polityka i że nie wiedział, gdzie kończy się wszechświat. Czuł się mały i słaby. Kiedy będzie jak ci, którzy zajmują się poezją i retoryką?
Szkoła i dom zdają się oddalać od nas, tak samo ich wpływ na nas zdawał się słabnąć.
Ostatnią i najstraszniejszą torturą wszystkich tortur tego strasznego miejsca jest wieczność piekła. Wieczność! O, straszne i straszne słowo. Wieczność! Jaki ludzki umysł jest w stanie to pojąć? I pamiętaj, to wieczność bólu. Choć ból piekła nie jest tak straszny, jak jest, to jednak stanie się nieskończony, ponieważ jest przeznaczony, by trwać wiecznie. Ale Choć są wieczne, bywają, jak wiesz, nie do zniesienia intensywne, nieznośnie rozległe. Znoszenie nawet użądlenia owada przez całą wieczność byłoby straszną męką. Co to musi być? Czy zatem znosić rozliczne męki piekła na wieki? Na wieki! Na całą wieczność! Nie przez rok ani przez wieki, ale na wieki. Spróbuj wyobrazić sobie straszliwe znaczenie tego. Często widziałeś piasek na brzegu morza. Jak drobne są jego maleńkie ziarenka! A ile z tych maleńkich ziarenek składa się na małą garść, którą dziecko chwyta w swojej zabawie. Teraz wyobraź sobie górę tego piasku, wysoką na milion mil, sięgającą od ziemi do najdalszych niebios i szeroką na milion mil, rozciągającą się do najodleglejszej przestrzeni i o grubości miliona mil; i wyobraź sobie tak ogromną masę niezliczonych cząsteczek piasku mnożącą się tak często, jak często są liście w lesie, krople wody w potężnym oceanie, pióra na ptakach, łuski na rybach, włosy na zwierzętach, atomy w rozległej przestrzeni powietrza: i wyobraź sobie, że po upływie każdego miliona lat mały ptaszek przylatuje do tej góry i zabiera w dziobie maleńkie ziarenko tego piasku. Ile milionów stuleci upłynie, zanim ten ptak uniesie choćby metr kwadratowy tej góry, ile eonów wieków, zanim uniesie wszystko? A jednak na końcu tego ogromnego odcinka czasu nie można powiedzieć, że skończyła się nawet jedna chwila wieczności. Na końcu tych wszystkich miliardów i bilionów lat wieczność ledwo się zacznie. A gdyby ta góra podniosła się ponownie po tym, jak została cała zabrana, i gdyby ptak przyleciał ponownie i uniósł ją wszystko ziarnko po ziarnku, i gdyby unosiła się i opadała tyle razy, ile jest gwiazd na niebie, atomów w powietrzu, kropli wody w morzu, liści na drzewach, piór na ptakach, łusek na rybach, włosów na zwierzętach, na końcu wszystkich tych niezliczonych wzniesień i opadnięć tej niezmiernie ogromnej góry nie można powiedzieć, że skończyła się ani jedna chwila wieczności; nawet wtedy, u kresu takiego okresu, po eonu, o którym sama myśl przyprawia nasz mózg o zawrót głowy, wieczność ledwo by się zaczęła.
Nigdy nie wymachiwałby kadzielnicą przed tabernakulum jako kapłan. Jego przeznaczeniem było być nieuchwytnym dla społecznych czy religijnych nakazów. Mądrość kapłańskiego apelu nie poruszyła go do głębi. Przeznaczony był do uczenia się własnej mądrości z dala od innych albo do uczenia się mądrości innych, błąkając się po sidłach świata.
Ziarnisty piasek zniknął mu spod stóp. Jego buty znów zdeptały wilgotny, trzeszący maszt, brzytwy, skrzypiące kamyki, które na niezliczonych kamykach trzeszczą, drewno przesiane przez robaka okrętowego, zaginiona Armada. Niezdrowe mielizny czekały, by wessać jego stąpające podeszwy, dyszące w górę ściekowym oddechem, kieszeń wodorostów tliła się w morskim ogniu pod stertą ludzkich popiołów. Płynął nimi, krocząc ostrożnie. Butelka podróżna stanęła, zatłoczona po pas, w lepkim, piaszczystym cieście. Strażnik: wyspa straszliwego pragnienia. Połamane obręcze na brzegu; na lądzie labirynt ciemnych, przebiegłych sieci; dalej kredowe tylne drzwi, a na wyższej plaży sznur do suszenia z dwiema ukrzyżowanymi koszulami, wigwamy brązowych sterników i kapitanów żeglugi wielkiej. Ludzkie muszle.
Tu Gabriel zatrzymał się. Przeszedłem długą drogę ku zaświatom. Czy tam nie idę? Wygląda na to, że nie. Następnie zaśmiał się, by uwolnić umysł z jego więzów.
Noro, dlaczego takie słowa wydają mi się tak nudne i zimne? Czy to dlatego, że nie ma słowa wystarczająco czułego, by być twoim imieniem?
Skłanianie się sofistów ku bocznym ścieżkom apokryfów jest nieustanne. Drogi są ponure, ale prowadzą do miasta.
(tekst nawiązuje do literatury pięknej Jamesa Joyce’a, lecz stanowi licentia poetica autora, Stanisław Barszczak)
____
Stanisław Barszczak, Gabriel’s enchanted Moon
Close your eyes and see, Władek. You think you’re running away and bumping into yourself. The longest way around is the shortest way home. And then I asked him with my eyes to ask „yes” again, and then he asked if I would answer „yes,” and his heart was beating like crazy, and then I said yes, I would answer „yes.” His heart danced with her movements like a cork on a wave. He heard what her eyes were telling him from under the hood, and he knew that in some dim past, whether in life or in dreams, he had already heard their story. History, Władek said, is a nightmare from which I’m trying to wake up. I’ll tell you what I will and won’t do. I will not serve what I no longer believe in, whether it calls itself my home, my country, or my church. And I will strive to express myself in some way of life or art as freely and as completely as I can, using in defense the only weapons I allow myself—silence, exile, and cunning. You forced me to confess my fears. But I will also tell you what I am not afraid of. I am not afraid of being alone, or of being rejected by another, or of leaving behind what I must leave behind. And I am not afraid of making a mistake, even a big mistake, a mistake that will last a lifetime, perhaps even eternity. I was the Flower of the Mountains, yes, when I put a rose in my hair, like Andalusian girls did, should I wear a red one, yes, and when he kissed me under the Moorish wall, and I thought: good, him and me, and then I asked him with my eyes to ask again, yes, and then he asked if I should say yes, my mountain flower, and first I put my arms around him, yes, and I pulled him close so he could smell my breasts, yes, and his heart was beating like crazy, and yes, I said, yes, I will. Love loves to love, to love. Every life is many days, day after day. We pass through each other, encountering robbers, ghosts, giants, old men, young men, wives, widows, brothers-in-law, but always encountering each other. A man of genius makes no mistakes. His mistakes are conscious and constitute the gateway to discovery. He wanted to cry silently, but not for himself: for words as beautiful and sad as music. A few light knocks on the glass made Władek turn to the window. Snow began to fall again. With sleepy eyes, he watched the flakes, silver and dark, fall slanting in the lamplight. It was time to set off on his journey west. Yes, the newspapers were right: snow was common in Poland that day. It fell in every corner of the dark, central plain, on the treeless hills, fell silently on the Mielno marshes, and further west, fell silently into the dark, rebellious waves of the Baltic Sea. It also fell in every corner of the lonely cemetery on the hill where yesterday’s mighty ruler of these lands was buried. It settled thickly on the crooked crosses and tombstones, on the spears of the small gate, on the barren thorns. His soul slowly fainted as he heard the snow fall silently across the universe, falling silently, like the fall of their final end, on all the living and the dead. This is how the companions of youth lived, laughed, loved, and left. Life is too short to read a bad book. Your battles, Gabriel, and your romances too, inspired me—not the obvious, material battles, but the ones you fought and won with your forehead. I had romances too, once… But my body was like a harp, and her words and gestures like fingers sliding over wires. Why do such words seem dull and cold? Is it because there is no word tender enough to be your name? I told my chosen one. Her antiquity in preceding and surviving successive telluric generations: her nocturnal dominance: her satellite dependence: her luminous reflection: her constancy in all phases, rising and setting at appointed times, growth and decline: enforced immutability. Her appearance: her indefinite answer to negative questions: her power over leaking and returning waters: her power to enamour, humiliate, bestow beauty, drive to madness, incite and support crime: the calm impenetrability of her countenance: the terror of her isolated, dominating, dazzling proximity: her signs of storm and calm: the stimulation of her light, her movement, and her presence: the warning of her craters, her dry seas, her silence: her radiance when visible: her charm when invisible. The sea, the snot-green sea, the sea that tightens the scrotum. Shakespeare is the happy hunting ground of all minds that have lost their balance. Hail, O life! I go to encounter the reality of experience for the millionth time and forge in the forge of my soul the uncreated conscience of my race. And yet her name was like a summons to all my foolish blood, Władek. Her lips touched my brain as they touched his, as if they were the carrier of some obscure speech, and between them he felt an unknown and timid pressure, darker than the faintness of sin, softer than sound or smell. One by one, they all became weak.
It’s better to boldly pass into that other world, in the full glory of some passion, than to fade and wither gloomily with age.
I am tomorrow, or some future day, what I established today. I am today what I established yesterday or sometime before.
Secrets, silent, stony, sit in the dark palaces of our hearts: secrets weary of their tyranny: tyrants ready to be dethroned.
My sweet little licentious Nora, I did as you told me, you dirty girl, and I escaped twice when I read your letter… Goodnight, my little Nora, my little, dirty, lewd bird! There’s one lovely word, „darling,” that you underlined, so I’d better escape. Write me more about this and about yourself, sweetly, ever dirtier, ever dirtier.
The heavenly tree, full of stars, was adorned with moist, pomegranate fruit.
Then Nora and I talked about art.
The most important question about a work of art is: from what depths of life does it spring?
I was alone. I was unnoticed, happy, and close to the wild heart of life. I was alone, young, willful, and wild, alone in the wilderness of wild air, brackish waters, a sea harvest of shells, tangles, and a dim gray sun.
The artist’s goal is to create beauty. What beauty is is a separate question.
First we feel. Then we fall.
One can die while the sun shines…
May my country die for me.
To learn, one must be humble. But life is a great teacher.
Moments of their secret life together shone like stars in his memory.
God created food; the devil created cooks.
I wanted real adventures to happen to me. But real adventures, I thought, don’t happen to people who stay at home: they have to be sought abroad.
I used to be too excited to be truly happy.
Hold on to the present, the here and now, so that all the future sinks into the past.
What’s in a name? This is the question we ask ourselves in childhood, when we write the name we’re told is ours.
I’m afraid of those big words, I said, that make us so unhappy.
When a person is born… nets are thrown around them to keep them from escaping. You tell me about nationality, language, religion. I’ll try to fly through those nets.
Writing in English is the most ingenious torture ever devised for sins committed in past lives. The English reading public explains why.
My mouth is full of rotten teeth, and my soul of rotten ambitions.
I’ve read little and understood even less.
My Nora… What if he judged her harshly? What if her life were a simple rosary of hours, her life simple and strange as a bird’s, joyful in the morning, restless all day, weary at sunset? Her heart simple and stubborn as a bird’s?
What we are now, is what we once were.
I lived somewhat detached from my body, viewing my actions with doubt. I had a strange autobiographical habit that caused me to occasionally compose a short sentence about myself, containing a third-person subject and a past-tense verb.
The movements that spark revolutions in the world are born from dreams and visions in the heart of a peasant on a mountaintop.
Gazing into the darkness, I saw myself driven and mocked by vanity; and my eyes burned with anguish and anger.
If Wladek left his house today, she would find him sitting on the doorstep. If he set out tonight, his steps would follow him. Each life is many days, day after day. We pass through each other, encountering robbers, ghosts, giants, old men, young men, wives, widows, brothers-in-law. But we always meet each other.
My heart is completely at peace now. I will return.
Gabriel’s soul fainted as he heard the snow falling silently across the universe, falling silently, like the fall of their final end, on all the living and the dead.
Waking from a vision is perhaps as painful as birth.
The frontal music of an army marching against the enemy was a pleasant interlude to a conversation with a friend. There’s nothing like old friends.
This race, this country, and this life created me, Vladek said. I’ll express myself as I am.
But we live in skepticism and, if I may say so, in an age tormented by thoughts; And sometimes I fear that this new generation, educated or hyper-educated as it may be, will lack those qualities of humanity, hospitality, and kind humor that belonged to the old days.
It was a day of speckled sea clouds.
The phrase, the day, and the scene harmonized in accord. The words. Were those their colors? He allowed them to brighten and fade, shade by shade: the golden sunrise, the rust-green apple orchard, the azure of the waves, the gray-fringed fleece of clouds. No, it wasn’t their colors: it was the balance, the equilibrium of the era itself. So did he love the rhythmic rise and fall of words more than their associations with legend and color? Or perhaps it was that, being so
Short stretches of space. Five, six: nacheinander. Exactly: and this is the inevitable modality of audibility. Open your eyes. No. Jesus! If I fell off the cliff that beetles at its base, I would fall through nebeneinander inevitably. I cope well in the dark. My ash sword hangs at my side. Tap it: yes. My two feet in his shoes are at the end of his legs, nebeneinander. It sounds solid: forged by the hammer of the demiurge. Am I walking towards eternity along the beach of Lavigno?
The rhythm begins, you see. I hear. A catalectic tetrameter of marching iambs. No, the gallop of foals.
Open your eyes now. I’ll do it. Wait a minute. Has everything disappeared since then? If I open it, I’ll be forever in black adiaphane. Enough! I’ll see if I can see.
I see now. There all the time without you: and forever will be, a world without end.
It rose like a bird, suspended in flight, a swift, pure cry, rise, silver bullet, leap calmly, rushing, sustained, to come, do not spin too long, a long breath, a breath, a long life, rising high, high, dazzling, blazing, crowned, high in the radiance of the symbolic, high, ethereal womb, high, high, vast radiance everywhere, everything rising around, around everything, infinity…
I am proud to be an emotionalist.
In the particular lies the universal.
The soul… is born slowly and darkly, more mysterious to us than the birth of the body. When a human soul is born in this land, nets are thrown around it to keep it from escaping. You speak to me of nationality, language, religion. I will try to fly through these nets.
His soul slowly fainted as he heard the snow falling silently across the universe, silently, like the fall of their final end, upon all the living and the dead.
What then must it mean to endure the manifold torments of hell forever? Forever! For all eternity! Not for a year or a century, but forever. Try to imagine the terrible significance of this. You have often seen the sand on the seashore. How fine its tiny grains are! And how many of these tiny grains make up the small handful a child grasps in his play. Now imagine a mountain of this sand, a million miles high, reaching from the earth to the farthest heavens, a million miles wide, reaching into the most distant spaces, and a million miles thick. And imagine such a vast mass of countless sand particles multiplied as frequently as leaves in a forest, drops of water in a mighty ocean, bird feathers, fish scales, animal hairs, atoms in the vast air. And imagine that after every million years, a tiny bird flies to this mountain and carries a tiny grain of sand in its beak. How many millions of centuries will pass before this bird lifts even a square meter of this mountain, how many eons of ages before it lifts everything?
And yet, at the end of this immense stretch of time, not a single moment of eternity can be said to have ended. After all these billions and trillions of years, eternity will barely begin. And what if this mountain were to rise again, after being carried away grain by grain, and if it rose and fell as many times as there are stars in the sky, atoms in the air, drops of water in the sea, leaves on trees, feathers on birds, scales on fish, hairs on animals—at the end of all these countless rises and falls of this immensely vast mountain, not a single moment of eternity could be said to have ended; Even then, at the end of such a period, after an eon of time the mere thought of which makes our brains dizzy, eternity would barely have begun.
Touch me. Gentle eyes. A gentle, soft hand. I am lonely here. Oh, touch me soon. How does this word seem familiar to all people? I am quiet here, alone. Sad too. Touch, touch me.
What good did prayer do when Grzegorz knew his soul longed for its own destruction?
Everything is unstable, except faith in the soul, which changes everything and fills their inconstancy with light.
A corpse is rotten meat. And what is cheese? A corpse made of milk.
I think I would recognize Nora’s fart anywhere. I think I could smell her fart in a room full of farting women.
When the short winter days arrived, dusk fell before we had a chance to properly eat dinner. When we met on the street, the houses were dark. The expanse of sky above us was a constantly shifting purple, and toward it floated faint streetlamps. The cold air stung us, and we played until our bodies glowed. Our screams echoed through the quiet street.
As long as you own something, it can be taken away… but when you give it, you’ve already given it. No thief can take it away from you. It’s yours forever, once you’ve given it. It will be yours forever. That’s what giving means.
What did Gregory, the water lover, drawing water, returning to his pasture, admire about water?
Its universality: its democratic equality and constancy to his nature in search of its own level: its vastness in the ocean of Mercator’s projection: its incomparable
the explored depth in the Mariana Trench in the Pacific exceeding 8000 fathoms; the restlessness of its waves and surface particles visiting successively all points of its coast; the independence of its units; the variability of the sea states; its hydrostatic calm in the silence; its hydrokinetic turgor in the tides; its subsidence after destruction; its aridity in the circumpolar, Arctic, and Antarctic ice caps; its climatic and commercial importance; its 3 to 1 predominance over the dry land of the globe; its undisputed hegemony extending for square leagues over the entire region below the Tropic of Capricorn; the centuries-long stability of its original basin; its luteof-free substratum; its capacity to dissolve and hold in solution all soluble substances, including millions of tons of the most valuable metals; and the slow erosion of peninsulas and islands, the continuous formation of homothetic islands, peninsulas, and sloping capes; its sediments alluvial: its weight, volume, and density: its immovability in lagoons and mountain ponds: its gradation of colors in hot, temperate, and frigid zones: its transportation branches in continental lake streams and confluent ocean rivers with their tributaries and transoceanic currents, the Gulf Stream, the north and south equatorial courses: its violence in earthquakes, waterspouts, artesian wells, eruptions, torrents, eddies, surges, earth waves, watersheds, geysers, cataracts, whirlpools, currents, floods, downpours, cloudbursts: its extensive horizontal curve: its mystery in springs and latent moisture, revealed by rhabdomantic or hygrometric instruments and illustrated by the well at the opening in the wall at Ashtown gate, the saturation of air, distillation dew: the simplicity of its composition, two constituent parts of hydrogen with one constituent part of oxygen: its healing properties: its buoyancy in the waters of the Dead Sea: its tenacious permeability in gutters, ravines, inadequate dams, leaks on board ship: its purifying, thirst- and fire-quenching properties, nourishing vegetation: its infallibility as a paradigm and pattern: its metamorphoses as steam, fog, cloud, rain, sleet, snow, hail: its strength in rigid hydrants: its variety of forms in lakes and bays, bays, gulfs, straits, lagoons, atolls, archipelagos, straits, fjords, bays and tides. Mouths of rivers and arms of the seas: its solidity in glaciers, icebergs, ice floes; Its docility in the operation of hydraulic mill wheels, turbines, dynamos, power plants, bleacheries, tanneries, and shearing mills; its utility in canals, rivers, if navigable, floating and gravel docks; its potential to master tides or watercourses falling from level to level; its underwater fauna and flora (anacoustic, photophobic), the numerically, if not literally, inhabitants of the globe; its ubiquity as 90 percent of the human body; the noxiousness of its exhalations in lake swamps, pestilential peat bogs, faded floral water, stagnant ponds under a waning moon.
I think of you so often you have no idea. A thought is a thought of a thought.
Absence, the highest form of presence.
To live, to wander, to fall, to triumph, to create life from life. A wild angel appeared to Gregory, an angel of mortal youth and beauty, an envoy from the beautiful courts of life, to open for him in a moment of ecstasy the gates of all paths to error and glory. Onward, onward, onward, onward!
To discover a way of life or art through which my spirit could express itself in unfettered freedom.
Be just before you show generosity.
Nora respected him as she did the General Post Office—as something large, secure, and permanent: and though she knew his modest talents, she appreciated his abstract value as a man.
The lonely, last, beloved, long road, the river, passing Eve and Adam, from the bend of the shore to the bend of the bay, leads us through a Commodian wick of recirculation back to Neuschwanstein Castle and its surroundings.
You ask me why I don’t love you, but surely you must believe that I like you very much. If the desire to possess someone completely, to deeply admire and respect them, and to strive to ensure their happiness in every way is „love,” then perhaps my feeling for you is a kind of love. I tell you, your soul seems to me the most beautiful and simplest soul in the world, and perhaps because I am so aware of this, looking at you, my love or affection for you loses much of its fierceness.
What is yours is mine, and what is mine is mine.
Every bond is a bond of sadness.
My words seem dark to you. Darkness is in our souls, don’t you think?
Under Nora’s cover of silence, he pressed her arm tightly to his side; and as they stood in the hotel doorway, he felt they had escaped from their lives and responsibilities, had escaped from their homes.
and friends, and fled together with wild and radiant hearts to a new adventure.
Beware the bull’s horns, the horse’s hooves, and the Englishman’s smile.
Nora followed her dream of love, the dictates of her heart that told her he was everything to her, the only man in the world, because love was her best guide. Whatever happened, she would be wild, uninhibited, free.
If he had smiled, why would he have smiled? To reflect on the fact that everyone who enters imagines they are first, while they are always the last member of the previous sequence, even if the first member of the next; everyone imagines they are first, last, unique, and alone, while they are neither first, nor last, nor unique, nor alone in a sequence that begins and repeats itself endlessly.
Grzegorz was happier then. Or maybe it’s me? Or maybe it’s me now? Time cannot be turned back. Like holding water in your hand. Would you go back to those times? I’m just getting started. Would you come back?
I wish this whole place were awash in roses.
With his monstrous lifestyle, he seemed to transcend reality. Nothing moved him or spoke to him from the real world until he heard it in the echo of the furious cries within.
Though their lives were modest, they believed in good food.
Phrase, day, and scene harmonized in harmony. Words. Were these their colors? He allowed them to glow and fade, shade by shade: the golden sunrise, the rust and green of apple orchards, the azure of waves, the gray-brown fleece of clouds. No, these were not their colors: these were the balance and equilibrium of the era itself. Did he, then, love the rhythmic rise and fall of words more than their associations with legend and color? Or perhaps, being as weak-sighted as he was timid, he derived less pleasure from reflecting the luminous, sensual world through the prism of a multicolored and story-rich language than from contemplating the inner world of individual emotions, perfectly reflected in lucid, supple, periodic prose?
Like delicate starfires, moments of their shared life, which no one knew and never would know, flared and illuminated his memory.
When I die, Dąbrowa will be inscribed on my heart.
[A sound symbolizing the thunder associated with the fall of Adam and Eve.]
As I am. As I am. Whole or not at all.
No more pain. No more awakening. No one owns it.
In the name of Nora, the All-Uncanny, the Ever-Living, the Bearer of Multiplicity, may her evening be haloed, her song melodious, her stream flowing, untamed, though uneven!
You see in me,” said Grzegorz with grim dissatisfaction, “a terrible example of free thought.”
Do you know what a pearl is and what an opal is? My soul, when you first came to me, strolling on those sweet summer evenings, was beautiful, but with the pale, passionless beauty of a pearl. Your love has passed through me, and now I feel that my mind is something like opal, that is, full of strange, uncertain shades and colors, warm lights and quick shadows, and broken music.
If this is so, I ask firmly where this suchness comes from.
He did not feel her near him in the darkness, nor did he hear her voice touch his ear. He waited a few minutes, listening. He heard nothing: the night was perfectly silent. He listened again: perfectly silent. He felt alone.
Her room was warm and bright. A huge doll sat with splayed legs in a spacious armchair beside the bed. He tried to speak, trying to appear at ease, watching her unbutton her dress, noticing the proud, deliberate movements of her perfumed head.
As he stood silently in the middle of the room, she approached him and embraced him joyfully and solemnly. Her round arms held him tightly, and he, seeing her face lifted to his in solemn calm and feeling the warm, peaceful rise and fall of her breasts, almost… burst into hysterical sobs. Tears of joy and relief glistened in his rapt eyes, and his lips parted, though they refused to speak.
She ran a resonant hand through his hair, calling him a little rascal.
“Give me a kiss,” she said.
His lips refused to bend to kiss her. He wanted to be held tightly in her arms, caressed slowly, slowly, slowly. In her arms, he felt suddenly strong, fearless, and confident. But his lips refused to bend to kiss her.
With a sudden movement, she inclined his head and connected her lips with his, and he read the meaning of her movements in her sincere, uplifted eyes. It was too much for him. He closed his eyes, surrendering body and mind to her, unaware of anything in the world except the dark pressure of her gently parted lips. They pressed against his brain as against his own, as if they were the vehicle of an unclear speech; and between them he felt an unknown and timid pressure, darker than the fainting of sin, Sin, softer than sound or scent.
Voices mingle and merge in a misty silence: a silence that is infinite in space: and swiftly, silently, sound floats over the realms of cycles, cycles of generations that have survived. Let us leave theories and return to the heart. Her name pressed to my lips in strange prayers and praises that I myself did not understand. My eyes often filled with tears (I did not know why), and sometimes a flood from my heart seemed to pour into my chest. I thought little of the future. I did not know whether I would ever speak to her or not, and if so, how I could tell her of my perplexed adoration. With sleepy eyes, Grzegorz watched the snowflakes, silver and dark, falling slantingly in the lamplight. It was time to set out on a journey west. I am, step by step. A very short stretch of time, through a very short stretch of spacetime. No one would have thought he would be such a beautiful corpse. To speak of these things and try to understand their nature, and after understanding it, slowly, humbly, and constantly try to express, to extract anew from the thick earth or what it gives birth to, from the sound, shape, and color that are the prison gates of our soul, the image of beauty we have understood—that is art. Love between a man and a woman is impossible because there can be no sexual intercourse between them, and friendship between a man and a woman is impossible because there must be sexual intercourse between them… a darkness shining with a brightness that the brightness could not comprehend. He felt that the years had not extinguished his soul or hers. Write it, damn it, write it! What else are you good for? I worked hard all day on Ulysses. Does that mean you wrote a lot? Wladek asked. Two sentences, Gabriel said. He glanced away, but Wladek wasn’t smiling. He thought of the French novelist Gustave Flaubert. „I was looking for the right word,” Gabriel concluded. „No—I already have the words. I’m looking for the perfect order of words in a sentence.” Now I’m a different me. Read your own obituary; they say you live longer. It gives you a second wind. A new life. And you’ll miss me more and more as the weeks pass. One day properly, one day truly, two days anew, until when…” The most important question about a work of art is: from what depth of life does it spring. Moreau’s paintings are images of ideas. Shelley’s deepest poetry, Hamlet’s words, bring our minds into contact with eternal wisdom; the Platonic world of ideas. All the rest is speculation by students for students. In the poem,I included so many riddles and puzzles that professors will argue for centuries about what I meant, and that’s the only way to ensure immortality. The writer is the priest of eternal imagination, transforming the daily bread of experience into the radiant body of eternal life. There is no past, no future; everything flows in the eternal present. Gabriel asked himself what the woman standing on the steps in the shadows, listening to distant music, was, a symbol of something. If he were a painter, he would have painted her in precisely that position. Her blue felt hat would have highlighted the brown of her hair against the darkness, and the dark panels of her skirt would have accentuated the bright colors. „Distant Music”—that’s what he would have called this painting if he were a painter. We have always been faithful to lost causes… Success for us is the death of intellect and imagination. The image of Nora was forever etched in his soul, and no word broke the sacred silence of his ecstasy. Her eyes called to him, and his soul leaped at the call. To live, to wander, to fall, to triumph, to create life from life! To bury the dead. Let’s say Robinson Crusoe was faithful to life. Well, Friday buried him. Every Friday will bury Thursday, if you look at it. In the ignorance that implies impression, that weaves knowledge, that finds form in a name, that stimulates minds, that transmits contacts, that sweetens sensations, that fuels desire, that clings to attachment, that torments death, that fucks birth, that drags existence along. I did what I could when I was allowed. Always thinking that if I left, all would be gone. A hundred cares, a tenth of troubles, and is there anyone who understands me? One in a thousand years of night? I lived among them all my life, but now they begin to hate me. And I abhor their little, warm tricks. And I abhor their mean, cozy phrases. And all their greed pours from their little souls. And all their laziness flows down their audacious bodies. How small it all is! And I keep confiding in myself. And I keep singing. There were so many different moods and sensations he wanted to express in a poem. He felt them within himself. He tried to weigh his soul to see if it was the soul of a poet. Melancholy was the dominant note of his temperament, he thought, but it was a melancholy tempered by bouts of faith, resignation, and simple joy. Nora stood before him in the middle of the river, alone and still, gazing out at the sea. She looked like someone transformed by magic into the likeness of a strange and beautiful seabird. Her long, slender, bare legs were as delicate as a crane’s and pure, except for where an emerald seaweed mark had formed like a mark on her flesh. Her thighs, fuller and a delicate ivory, were bare almost to her hips, where the white fringes of her panties resembled feathers of soft, white down. Her gray-blue skirts were boldly buttoned around her waist and fastened with a swallowtail at the back. Her breasts were birdlike, soft and light, light and soft as the breast of a dark-plumed dove. But her long, fair hair was girlish: both girlish and marked by the wonder of mortal beauty, her face. As for me, I always write about Dąbrowa Zielone, because if I can reach the heart of Dąbrowa, I can reach the heart of all the cities in the world. In the particular lies the universal. When I brew tea, I brew tea, as Nora used to say. And when I brew water, I brew water. Pride, hope, and desire, like crushed herbs in his heart, rose vapors of overwhelming incense before his mind’s eye. His eyes were clouded with tears, and, looking humbly at the sky, he wept for his lost innocence. What special kinship, in his opinion, united the moon and woman? Only holy beer can untangle the tongue… My leaves have fallen from me. All of them. But one still clings. I will carry it on me. To remind me. Phew! Such a soft leaf of our morning. Yes. Carry me with you, Nora, as you did through the toy fair! If I saw it now, flying at me under white wings, as if it had come from Arcadia, I would drown. I would die at his feet, humble and silent, just to wash myself. Yes. There is a place. First. We cross the grass toward the sea, quieting the bush. Swish! A seagull. Seagulls. They call from afar. They come, from afar! The end is here. So here we are again! Look at the Crane Key. To a thousand birds… The lonely, last, beloved path, long along the river. Intellectual imagination! With me, or not at all. Non serviam! It was cold, autumn weather, but despite the chill, they wandered the Park’s paths for almost three hours. They agreed to break off; every bond, he said, is a bond of sadness. I wish some man would take me someday, when he’s there, and kiss me on the shoulders. There’s nothing better than a long, hot kiss that reaches the soul and almost paralyzes… I love flowers. I wish the whole place was awash in roses. God of heaven, there’s nothing better than nature. Wild mountains, then the sea and rushing waves. And then a beautiful land with fields of oats, wheat, and all sorts of things, and all that beautiful cattle that would do your heart good. The sight of rivers, lakes, and flowers of every shape, scent, and color… After that long kiss, I almost lost my breath. Yes, he would say I was a mountain flower. Yes, so we are flowers, the whole body of a woman. Yes… Then I would ask him with my eyes to ask again, yes. And then he would ask if I should say yes, my mountain flower. I would wrap my arms around him and pull him close, so he could feel my fragrant breasts. Yes, and his heart beat like crazy. And yes, I said, yes, yes. Old father, old craftsman, be faithful to me now and always. A wave of even more tender joy burst from his heart and flowed like warm water along his arteries. Like the delicate fires of the stars, moments of their life together, moments no one knew and never would, flared and illuminated his memory. I left my book, I left my room, because I heard you singingthrough the darkness. I can’t stand violence or intolerance in any form. They never achieve anything or stop anything. The revolution must come at the right time. At first glance, it seems patently absurd to hate people because they live just around the corner and speak, so to speak, a different language. Gabriel wanted to encounter in the real world the immaterial image his soul so constantly saw. Wladek jerked his thumb toward the window, saying,”This is God.””A shout in the street,” Wladek replied, shrugging. „So you’re not going to become a Protestant?” „I said I’d lost my faith,” Gabriel replied, „but not that I’d lost my self-respect.” What liberation would it be to abandon the absurdity that is logical and coherent and embrace the absurdity that is illogical and incoherent? Dear Nora, do not singSad songs about the end of love;Reject sadness and singHow love, which passes, is enough. Sing of the long, deep sleepOf dead lovers and howIn the grave all love will sleep:Love is now weary. A wild angel appeared to Gabriel, an angel of mortal youth and beauty, an emissary from the beautiful courts of life, to open for him in a moment of ecstasy the gates of all paths of error and glory. Away! Away! The spell of weapons and voices: the white arms of the paths, their promise of close embraces, and the black arms of tall ships, That stand against the moon, their tale of distant nations. They stretch to say: We are alone. Come. And voices say with them: We are your kin. And the air is thick with their company as they call to me, their kin, preparing to depart, shaking the wings of his joyful and terrible youth… Hail, O life! I go to encounter the reality of experience for the millionth time and forge in the forge of my soul the uncreated conscience of my race. It pained him that he didn’t truly know what politics meant, that he didn’t know where the universe ended. He felt small and weak. When would he be like those who practiced poetry and rhetoric? They had loud voices and big boots, and they studied trigonometry. It was a long way off. First came summer vacation, then another semester, then another vacation, and another semester, and another vacation. It was like a train coming in and out of the tunnels, and it was like the noise of boys eating in the refectory, opening and closing your ears. Term, vacation; tunnel, departure; noise, stop. How far it was! It was better to go to sleep. Just prayers in the chapel, and then bed. He shivered and yawned. It would be wonderful in bed, once the sheets warmed up a bit. At first they were too cold to crawl into. He shivered at the thought of how cold they were. But then they grew warm, and then he could fall asleep. It was wonderful to be tired. He yawned again. Night prayers, and then bed: he shivered and wanted to yawn. In a few minutes, it would be wonderful. He felt a warm warmth rising from the cold, shivering sheets, warmer and warmer, until he felt warmth throughout his entire body, incredibly warm, yet he shivered slightly and still wanted to yawn. Such moments passed, and the destructive fires of desire flared anew. Poems flowed from his lips, while indistinct screams and unspoken, brutal words tore from his brain to force their way. His blood raged. He wandered up and down the dark, slippery streets, peering into the gloom of alleyways and doorways, listening intently for every sound. He groaned to himself like some bewildered, prowling beast. He wanted to sin with another of his own kind, to force another to sin with him, and to rejoice with it in sin. He felt a dark presence drawing irresistibly toward him from the darkness, a presence subtle and whispering like a flood, filling him completely. Its murmurs surrounded his ears like the murmur of dreams; its subtle streams permeated his being. His hands clenched convulsively, and his teeth clenched as he suffered the agony of her penetration. He stretched out his arms into the street to grasp tightly the frail, languid figure that eluded him and incited him: and the cry that had been choked in his throat for so long burst from his lips. It escaped him like a moan of despair from the hell of suffering and died in a wail of furious pleading, a cry of unjust abandonment, a cry that was merely an echo of the obscene scrawl he had read on the dripping wall of the urinal. The Man of Grace always quivered, leaping on the accordion of his joy. My body was like a harp, and her words and gestures were like fingers tracing wires. Compassion is a feeling that stops the mind in the face of what is serious and permanent in human suffering and unites it with the suffering person. Terror is an emotion that freezes the mind in the face of what is grave and constant in human suffering, and connects it with its hidden cause. Gabriel watched three glasses being lifted from the counter as Father Jacob and two companions drank to the memory of their past. An abyss of fortune or temperament separated him from them. His mind seemed older than theirs: it coldly illuminated their struggles, happiness, and regrets like the moon illuminates the younger earth. No life or youth awakened in him as it awakened in them. He knew neither the pleasure of others’ company, nor the vigor of manly health, nor filial reverence. Nothing stirred in his soul but cold, cruel, and loveless lust. His childhood had died or been lost, and with it, his soul, capable of simple joys, drifted through life like the barren shell of the moon. Have you turned pale with fatigue of climbing heavenward and gazing at the earth, wandering without a companion…? He repeated lines from Shelley’s passage to himself. The interweaving of sad human inefficiency with vast, inhuman cycles of activity chilled him, and he forgot his own human and futile grief. Something fails us. First we feel. Then we fall. And now let it rain if it will. Softly or hard, as it will. Anyway, let it rain, for my time has come. I did what I could when I was allowed to. I always think that if everything goes well, it’s nothing. A hundred cares, a tenth of troubles, and is there anyone who understands me? One night in a thousand years? They were young and easily susceptible to Freudianism. In one of the letters he wrote to Nora at the time, he said: Why do such words seem so dull and cold to me? Is it because there is no word enough? tender enough to be your name? I managed to gather my wandering thoughts. I had almost no patience for the serious work of life, which, now that it stood between me and my desire, seemed like child’s play, an ugly, monotonous child’s play. Oh yes, I know them well, who was the first person in the universe, before anyone created it all, who, oh, they don’t know either, so go ahead, they might as well try to stop the sun from rising tomorrow, the sun shines for you, he said, that day as we lay among the rhododendrons near Neuschwanstein Castle, in a gray tweed suit and a straw hat, the day I persuaded him to propose to me, yes, first I gave him a piece of cake from my lips and it was leap year, like now, yes, 16 years ago, God, after that long kiss I almost lost my breath, yes, he said I was a mountain flower, yes, so here we are, flowers, the whole body of a woman, yes, that was the only true thing he ever said in his life, and the sun shines for you today, yes, that’s why I liked him, because I saw that he understood or felt what a woman was and I knew I could always get around him and I gave him all the pleasure I could, leading him on until he asked me to say yes and no I answered first, just looked at the sea and sky. I thought of so many things Gregory didn’t know, of Mulvey and Mr. Stanhope and Hester and Father and old Captain Groves and the sailors playing „all birds fly” and I say „bend down and wash the dishes,” as they used to say on the pier, and the sentry in front of the governor’s house with that thing on his white helmet, the poor half-baked man, and the Spanish women laughing in their shawls and long combs, and the auctions every morning, Greeks, Jews, Arabs, and heaven knows who else from all over Europe, and the street poultry market, everyone clucking at the poultry, and the poor donkeys half asleep, and the dim men in cloaks sleeping in the shade on the steps, and the great wheels of the bullock carts, and the old castle, a thousand years old, and those handsome Moors, all in white and turbans like kings, Asking you to sit in their little shop. We spoke of the buildings with their old windows, casting fleeting glances, the latticework hidden for her lover to kiss, and the wineries half-open at night, and of castanets, and the night we wandered out to sea, the sea sometimes crimson as fire. There were magnificent sunsets and fig trees in gardens, yes, and all those strange little streets,and pink, blue, and yellow houses and rose gardens and jasmine and geraniums and cacti… In a woman’s womb, the word becomes flesh, but in the spirit of the creator, all flesh that passes becomes the word that will not pass. This is post-creation. God and religion above all!” Gabriel shouted. God and religion above the world. He raised his clenched fist and slammed it on the table with a bang. Tears welled in Gabriel’s eyes. He had never felt this way about any woman, but he knew such a feeling must be love. Tears welled up in his eyes, and in the twilight, he imagined he saw the figure of a young man standing beneath a dripping tree. Other figures were nearby. His soul had reached a realm where countless hosts of the dead dwell. He was aware of their capricious and flickering existence, but he couldn’t fathom it. His own identity was fading away in a gray, intangible world: the very solid world in which these dead had once grown up and lived was melting and shrinking. Then Nora fell into a deep thought for the last time in her short, long life and gathered all her countless thoughts into one. She canceled all her commitments. She climbed onto the railing; she uttered a childish, cloudy cry: „Nuh! Nuh!” Her light dress fluttered. She disappeared. And into the river that was a stream… a tear fell, a single tear, the most beautiful of all tears… for it was a leaping tear. But the river tripped over her in flight, splashing as if her heart were a stream: Why, why, why! Oh, oh! I am so foolish that I flow, but I cannot stand. Beauty: curves, curves are beauty. Graceful goddesses, Venus, Juno: the world admires curves. The artist, like the God of creation, remains within, behind, beyond, or above his work, invisible, refined, devoid of existence, indifferent, clipping his nails. And so, said Gregory, I will do it. Yes. The greater part of every human life passes in a state that cannot be meaningfully conveyed through explicit language, dry grammar, and senseless plot. We will meet again, we will part once more. Every asshole driving on the road thinks they have ideas. I demand of my reader that they dedicate their entire lives to reading my work. I had never spoken to Nora like this before, beyond a few random words, and yet her name was like a summons to all my stupid blood. Gabriel ran out the barrier and called for her to follow him. They were shouting at him to come
She continued, but he still called her. She pulled her pale face toward him, passively, like a defenseless animal. Her eyes gave him no sign of love, farewell, or recognition.
We can’t change the world, but we can change the subject.
You cruel creature, tiny creature with a heart the size of a dot, Gabriel used to say.
Perhaps this was an old love, for which he had mourned her since time immemorial. She thought she understood. She would try to understand him, because men are so different. The old love waited, waited with outstretched little white hands, with blue, pleading eyes. My heart! She would follow her dream of love, the voice of her heart, which told her that he was everything to her, the only man in the world, because love was her best guide. Nothing else mattered. Whatever happened, she would be wild, uninhibited, free.
Because she was the only girl they loved, as she is the royal pearl you treasure, because of the night we met, she must be, I think, and not in vain, the beloved of my heart, sleeping in her April bed, in her singalong, with her green-gold candy whistle in duet with the crazy duvet. Isobel, she is so pretty, to tell the truth, wild forest eyes and primrose hair, quiet, all the forests so wild, in the purple of moss and daphne, how everything lay so still, under the hawthorn, the child of the tree, like some lost happy leaf, like a quiet flower, writhing, so eagerly wishing soon, because soon it will be again, conquer me, woo me, marry me, oh, wear me out!
Yes, it was her he was looking at, and there was meaning in his gaze. His eyes pierced hers, as if they wanted to search her through, to read her soul.
Mistakes are the gateways to discovery.
Oh, Poland, my first and only love, where Christ and Caesar walk hand in hand!
Sniffer of carrion, premature grave digger, seeker of the nest of evil in the bosom of a good word, you who sleep in our vigil and fast for our feast, you with your perverted mind, you cleverly foretold, Jophet in your absence, blindly gazing at your many burns, scalds and blisters, lichens and pustules, through the auspices of that raven cloud, your shadow, and through the omens of the rooks in parliament, death with every catastrophe, dynamatization of colleagues, incineration of records, razing of all customs to the ground, the return of a multitude of sweet-powdered dung to the dust, but that never stopped your dull dullness (Oh hell, our funeral is coming! Oh plague, I will miss the post!), that the more carrots you chop, the more turnips you slice, the more Murphys you peel, the more onions you cry, the more The more beef you slaughter, the more lamb you cut, the more potatoes you mash, the stronger the fire you build, the longer you spoon, the harder you stick, the more fat you put on your elbow, the more cheerful the smoke rises from your new Irish stew.
A new generation is growing up among us, a generation fueled by new ideas and new principles. It approaches these new ideas seriously and enthusiastically, and its enthusiasm, even if misdirected, is, I believe, overwhelmingly sincere. However, we live in a skeptical and, if I may say so, thought-torn age: and sometimes I fear that this new generation, educated or even over-intellectualized, will lack those qualities of humanity, hospitality, and kind humor that belonged to the old days.
I care not whether I live, even day or night, as long as my actions live after me. Let the moon of mourning set and disappear.
Over the Vistula.
Nora, we are alone, our souls only.
At the appointed place. And watch if the letter you desire arrives. And is washed ashore.
One by one, everyone became shadows. Better to boldly pass into the other world, in the full glory of some passion, than to wither and fade gloomily with age. He thought of how the woman who lay beside him had for so many years hidden in her heart the image of her beloved’s eyes when he told her he didn’t want to live.
What did Gabriel feel, alone? The cold of interstellar space, thousands of degrees below zero, or the absolute zero of Fahrenheit, Celsius, or Réaumur: a harbinger of the approaching dawn.
The modality of the visible: at least this, if not more, conceived through my eyes. Signs of everything I read here, spawn and seaweed, the approaching tide, that rusty boot. Snot-green, blue-silver, rust: colorful signs. The boundaries of the diaphane. Gabriel adds: in bodies.
The most profound sentence ever written, Gabriel said enthusiastically, is the one at the end of zoology. Reproduction is the beginning of death.
Therefore, non-facts, if we possessed them, are too imprecise to justify our certainty…
I long to embrace beauty not yet born. To contemplate the bowls of memory, where every recess conceals an emptiness. History… is a nightmare from which I try to awaken.
White wine is like electricity. Red wine
It looks and tastes like a melted beefsteak.
I’m not afraid to make a mistake, even a big mistake, a mistake for life, perhaps even eternity.
And when all was said and done, the lies a person told about themselves probably couldn’t compare to the proverbial lies others made up about them.
I’m so tiny.
In the soft, gray silence, Gabriel heard the clatter of balls: and from here and there, through the still air, came the sound of cricket bats: pick, pack, pock, puck: like drops of water in a fountain falling silently into a full bowl.
His mind seemed older than theirs combined: it coolly illuminated their struggles, happiness, and regrets like the moon on a younger earth.
When a man’s soul is born in this land, nets are thrown around it to keep it from escaping. You speak to me of nationality, language, religion. I will try to avoid these nets.
Your mind will give back exactly what you put into it.
There was no doubt: if you wanted to succeed, you had to leave. In the Green Oak, you could do nothing.
He longed to control her strange mood.
What was after the universe? Nothing. But was there anything in the universe to show where it ended, before nothingness began?
Nora looked at the scene and thought about life; and (as always when he thought about life) he grew sad. A gentle melancholy took hold of him. He felt the futility of fighting fortune, burdened by the wisdom the ages had bestowed upon him.
Anna was, Livia is, Plurabelle will be. The things of the North created the place of the Southerners, but how many plurators created each of them personally?
Men of flesh and blood…
No sound from the waters. The chirping of the waters. Bats flutter, field mice roar, they say. Ho! Haven’t you gone home? Ho, talk, save us! My foos won’t moo. I feel as old as that elm. A tale of Shaun or Shem? Of all the daughters of Livia. The dark hawks hear us. Night! Night! My ho heads, the corridors. I feel as heavy as that stone. Tell me of John or Shaun? Who were Shem and Shaun, living sons or daughters? Now night! Tell me, tell me, tell me, there elm! Night, night! The essence of a shaft or a stone. Beside rivers, waters here and there. Night!
Tragic emotion is essentially a face turned in two directions, towards terror and towards pity, which are its phases. You see, I use the word arrest. I mean that tragic emotion is static. Or rather, a dramatic emotion. The feelings aroused by inappropriate art are kinetic, desire or disgust. Desire drives us to possess, to pursue something; disgust drives us to abandon, to move away from something. Art that stimulates it, whether pornographic or didactic, is therefore inappropriate art. Aesthetic emotion (I used the general term) is therefore static. The mind is arrested and raised above desire and disgust.
It’s interesting, you know,” Wladek said dispassionately, „how deeply your mind is saturated with the religion you claim not to believe in.
God spoke to you in many voices, but you refused to hear him.
It’s horse piss and rotten straw, Gabriel thought. It’s a pleasant smell to breathe. It will soothe my heart. My heart is completely calm now. I will return.
Nora was alone and still, staring out at the sea; And when she felt his presence and the adoration in his eyes, hers turned to him in the silent suffering of his gaze, without shame or licentiousness. „I think he died for me,” she replied.
He pulled a phrase from his treasure chest and spoke it quietly to himself:
The Day of the Dappled Sea Clouds.
As the indulgent Mother Gabriel said: I have a strange mind and I’ve read too much. Not true. I’ve read little and understood even less.
Thinking about everything and everywhere was a great thing. Only God could do that.
If anyone thinks I’m not divine,
They won’t get free drinks when I make wine, but will have to drink water and wish for it to be simple,
which I will make when the wine becomes water again.
He kissed the plump, tender, yellow, fragrant melons of her cheeks. The barometer of his emotional nature was set to madness.
Do me a favor, Gabriel, and take this knife away from me. I can’t look at its blade. It reminds me of Roman history.
Faith heals those who are fed up with fate.
Some of it is ugly, obscene, and brutal, some pure, holy, and spiritual: all of it is me.
It would be a good riddle to walk through Dąbrowa without passing a pub.
Aren’t you tired of the fervent ways?
Speak no more of enchanted days.
Jesus was a bachelor and never lived with a woman. Surely living with a woman is one of the hardest things a man has to do, and he never did.
It was hard work—a hard life—but now that Nora was about to abandon it, she didn’t consider it entirely undesirable.
Without pen, ink, table, space, time, silence, desire…
You read two pages from seven books every night, eh? I was young. You bowed to yourself in the mirror, taking a step toward…Forward, to sincerely applaud, slapping your face. Hurray for that damn idiot! Hurray! No one saw: don’t tell anyone. The books you were supposed to write with letters as titles. Have you read the title F? Oh yes, but I prefer Q. Yes, but W is wonderful. Oh yes, W. Remember your epiphanies on green oval pages, deep, copies that were to be sent, if you died, to all the great libraries of the world, including Alexandria? Someone was supposed to read them there after several thousand years. Like Pico della Mirandola. Yes, very much like a whale. When you read these strange pages about someone long gone, you feel one with someone who once… Horsehood is being all horses. They worship the streams of tendencies and eons. God: noise on the street: very wandering. Everyone imagines themselves to be the first, the last, and the only lonely one, while they are neither the first, nor the last, nor the only, nor the only, not lonely in a series that begins and repeats itself endlessly. The language we speak is his before it became mine. How different are the words „home,” „Christ,” „beer,” „lord,” on his lips and on mine! I cannot speak or write these words without a wave of disquiet. His language, so familiar and so alien, will always be a learned language for me. I neither spoke nor accepted his words. My voice holds them back. My soul trembles in the shadow of his tongue. Thoughts in the coffin around me, in the mummies, embalmed in the spice of words. Thoth, the god of libraries, the bird god, crowned with the moon. And I heard the voice of that Egyptian high priest. In painted chambers filled with tiled books. They are still. Once alive in human brains. Still: but the itch of death lingers within them, to tell me a sob story in my ear, to tempt me to break their will. Does no one understand this? What’s better than sitting down at the end of the day and drinking wine with friends, or their surrogates? He read the verses backwards, but it wasn’t poetry. Then he read the title page from bottom to top until he reached his name. It was him: and he read the page down again. Nothingness before infinity. It couldn’t be a wall; but there could be a thin, thin line around everything. It was very big to think about everything, everywhere. Only God could do that. He tried to think how big a thought it must be; but he could only think about God. God was God’s name, just as his name was Gabriel. What is the age of a human soul? Just as she possesses a chameleon-like quality that changes its hue with each new encounter, cheerful with the cheerful and sad with the despondent, so too is her age as changeable as her mood. Leopold, sitting there, reflecting and ruminating on memories, is no longer the staid advertising agent and owner of a modest fortune. He is the young Leopold, as if in a retrospective setting, mirror within a mirror (hey presto!), seeing himself. This young figure from that time, prematurely manly, can be seen walking on a hot morning from the old house on Piotrkowska Street to the high school, carrying a bookbag like a bandolier, and in it a large piece of wheat loaf, the mother’s thought. Or maybe it’s the same figure from a year or two ago, in his first hard hat (oh, that was a day!), already on his way, a full-fledged traveler for the family business, equipped with an order book, a scented handkerchief (not just for show), his box of shiny trinkets (alas, that’s a thing of the past!), and a shiver of submissive smiles for this or that half-baked housewife counting on her fingers or for the budding virgin shyly admitting (but what about the heart? Tell me!) to his studied lyricism. The scent, the smile, but something more than that, the dark eyes and the oily address, brought home more than one order at dusk to the company boss, sitting with a Jacob’s pipe after similar chores in his father’s Ingle (a pasta meal, you can be sure, warms you up), reading through round, horned glasses some paper from Europe from a month ago. But hey, presto, the mirror has breathed, and the young knight errant retreats, shrinks, to a tiny speck in the fog. Now he himself is a father, and those around him may be his sons. Who can say? A wise father knows his child. He thinks of the drizzle at Neuschwanstein Castle, right by the customs warehouses there… Together they hear the heavy footsteps of the guards as two shadows in raincoats pass the new royal university. He will never forget the name, never remember the night, the first night, the night of the bride. They are entwined in the deepest darkness, eager and willing, and in an instant (fiat!) light floods the world. Did heart leap to heart? No, honest reader. In an instant it happened, but—hold on! Back off! This cannot be! In terror, the poor girl flees through the darkness. She is the bride of darkness, the daughter of night. She dares not give birth to the sun-gold child of day. No, Gabriel! Name and memory will not comfort you. This youthful illusion of your strength has been taken from you, and in vain. No son from your loins is with you. Like us, or your mother, „We weave and unweave our bodies,” Gabriel said, „day by day, their molecules flowing back and forth, just as the artist weaves and unweaves his image. And just as the mole on my right breast is where it was when I was born, though my whole body has been woven from new matter again and again, so through the spirit of the restless father emerges the image of the dead son. In an intense moment of imagination, when the mind, as Shelley says, is a fading ember, who I was is who I am and what I potentially can become. So in the future, sister of the past, I can see myself sitting here now, but only by reflecting on who I will be then.” „I mean,” Gabriel said, „I wasn’t myself as I am now, as I had to become.” White roses and red roses: these were beautiful colors to think about. And the first, second, and third place cards were also in beautiful colors: pink, cream, and lavender. Lavender, cream, and pink roses were beautiful to think of. Perhaps a wild rose could be like those colors, and he remembered a song about wild roses in a small green square. But you can’t have a green rose. But perhaps somewhere in the world you can. But even though God had different names in all the languages of the world, and God understood what all the people who prayed said in their different tongues, God always remained the same God, and God’s true name was God. I go to encounter the reality of experience for the millionth time and forge in the forge of my soul the uncreated conscience of my race. The river, past Eve and Adam, from the bend of the shore to the bend of the bay, leads us through the Commodian vicus of recirculation back to Neuschwanstein Castle and its surroundings. The new nine muses, commerce, opera music, love, manufacturing, freedom of sight, plebiscite voting, gastronomy, private hygiene, seaside concerts, painless obstetrics, and astronomy for the people. A vague hostility grew within him and, like a cloud, darkened his mind at her disloyalty: and when it passed like a cloud, leaving his mind serene and beholden to her again, he became dimly and without regret aware of the first silent parting of their lives. Take it in, his belly advised him. The radiance he speaks of is scholastic quidditas, the essence of things. The artist experiences the highest quality when an aesthetic image first arises in his imagination. Shelley beautifully compared the mind in that mysterious moment to a dying coal. The moment in which this supreme quality of beauty, the pure radiance of an aesthetic image, is luminously apprehended by the mind, absorbed in its entirety and fascinated by its harmony, is a luminous, silent stasis of aesthetic pleasure, a spiritual state very similar to the heart condition that the Italian physiologist Luigi Galvani, using a term almost as beautiful as Shelley’s, called „the captivation of the heart.” We who live under the sky, we from the kingdom of clover, we from the race of sin, have often observed the sky reaching beyond the earth. And who were you? You propped up a pot in the yard, and what in the name of this Luke? Are you rubbing the wall in the hall against the embers? Will you drink from a full plate? Yes. Intention and plot are not as important as some would make them out to be. The purpose of every work of art is to convey emotion; talent is the gift of conveying that emotion. I will gladly go down in history as a man of scissors and glue, for it seems to me a harsh but not unfair description. Know all men, Władek said, the ruins of time build the mansions of eternity. Eternity! Oh, terrible and terrible word. Eternity! What human mind can comprehend this? Bite my laughter, drink my tears. Penetrate me, tomes, curse me harshly and pour me out in a swoon, I simply don’t care what my adversaries think. The shadows of the forest floated silently through the morning calm from the entrance to the stairs towards the sea where he gazed. Inland and beyond, the water surface whitened, scorned by lightly shod, hurrying feet. The white breast of the dark sea. Intertwined accents, pair by pair. A hand plucking harp strings, connecting their intertwined chords. A wave of whiteness connected words shimmering on the dark tide. „This is God…” A cry in the street, Vladek replied. Like his own rare thoughts, the chemistry of stars. If we all suddenly became someone else. The cold air bit us, and we partied until we dropped, our bodies glowing. The end he was meant to serve but couldn’t see had sent him fleeing along an invisible path, and now it had beckoned him again, and a new adventure had opened before him. I am, step by step. Whatever happened, Nora would be wild, unfettered, free. Some people, Gabriel says, see the speck in another’s eye, but not the beam in their own. He said she was sweeter and denser than cows, and then he wanted to milk me for tea… This time there was no hope for him: it was the third blow. Night after night I walked past the house (it was vacation) and stared at the illuminated square of the window: And night after night, I discovered it lit in the same way, dimly and evenly. If he were dead, I thought, I would see the reflection of the candles on the darkened blinds, for I knew two candles should be placed above a corpse’s head. He often told me, „I won’t live long in this world,” and I considered his words empty. Now I knew they were true. Every night, looking out the window, I silently repeated the word „paralysis” to myself. It always sounded strange to me, like the word „gnomon” in Euclid and the word „simony” in the Catechism. But now it sounded like the name of some sinister and sinful being. It filled me with fear, yet I longed to be closer to it and watch its deadly work. Come on, you wine-sparkling, gin-sizzling, drunken creatures! Come on, you dry, bull-necked, beetle-browed, stubbly-cheeked, cunning-brained, weasel-like flushes, false alarms, and excess baggage! Come on, you triple-extract of shame! Alexander, who snatched almost half of this planet from Königsberg to Vladivostok for glory. The deity is no cheapskate. I assure you, he’s honest and has a brilliant business proposition. He’s the greatest thing ever made, and don’t forget it. Shout for salvation in King Jesus. You’ll have to get up very early, you sinner, if you want to mess with Almighty God. Not at all. He’s got a cough mixture with a powerful kick for you, my friend, in his back pocket. Just try it. Gabriel remembers the forgotten beauty and, wrapping his arms around Nora, embraces the beauty long since vanished from the world. Not that. Not at all. I long to embrace a beauty yet unborn. Some seriously believe the intention might have been geodesic, or, in the more cunning view, economical. But writing from end to end and turning, turning, and from end to end, striking the writing, with lines of dissecting litters and loud falling letters, the old place and returning back from it. Let it rise, all the way to Hum Lit. Sleep, where in the wilderness is wisdom? Many flowers are born to blush unnoticed. Only great words for ordinary things because of their sound. The mouth can be better engaged than a cylinder of stinking weed. He did not die, but he faded like a film in the sun. He was lost or vanished from existence because he no longer existed. How strange to think of him, vanishing in such a way, not by death, but by fading in the sun or by being lost and forgotten somewhere in the universe! Lean, if you’re conscious, into this clay book, what strange things sing (please lean), in this telephone! Can you recreate (since we and you have already published it) its world? And then the rocket shot out and boomed blindly, and Oh! Then the Roman candle exploded, and a sigh of Oh! resounded, and everyone shouted Oh! Oh! in delight, and from it gushed a stream of rain, golden threads of hair that scattered, and oh! They were all greenish, damp stars falling with a golden glow, Oh, so alive! Oh, so soft, sweet, soft! Wipe your glasses with what you know. You asked me what I would do and what I wouldn’t do. I’ll tell you what I will do and what I won’t. I will not serve what I no longer believe in, whether it be called my home, my fatherland, or my church: and I will try to express myself in some way of life or art as freely as I can and as completely as I can, using for defense the only weapons I allow myself—silence, exile, and cunning. Love me. Love my umbrella. Well, Waldek, he said, I wish you and yours every joy in life, old friend, and plenty of money, and may you never die until I shoot you. And that is the wish of a sincere friend, an old friend. Do you know that? He will fall. He hasn’t fallen yet, but he will fall silently, in an instant. Not to fall was too hard, too hard: and he felt the silent fall of his soul, as if it were to happen at some point, to fall, to fall, but not yet to fall, still not to fall, but to fall soon. It couldn’t be a wall, but there could be a thin, thin line around everything. What dreams would he have if he could not see? Life for him was a dream. Where does justice arise in this way? You asked me what I would do and what I would not do. I will not serve what I no longer believe in, whether it be my home, my homeland, or my church: and I will try to express myself in some way of life or art as freely as I can and as completely as I can, using for defense the only weapons I allow myself—silence, exile, and cunning. With the will to endure, to resist. And since no man knows the omnipresence of his mound, nor what processes we will be introduced to by it, nor whether he would perceive the ends of the universe in a similar way, everything is hidden when we want to see back from what region of remoteness what our existence is, and what it is with h
is origins carried with him.
Our souls, ashamed of our sins, cling to us even more, like a woman to her lover, the more, the more.
She trusts me, her hand delicate, her eyes long-lashed. Where the hell am I now, leading her beyond the veil? Into the inevitable modality, the inevitable visuality. She, she, she. What is she?
To live, to wander, to fall, to triumph, to create life from life.
Why was he doubly irritated?
Because he forgot, because he remembered, twice reminding himself not to forget.
Every life is many days, day after day. We pass through each other, encountering robbers, ghosts, giants, old men, young men, wives, widows, brothers-in-law, but always encountering each other.
What was there after the universe? Nothing. But was there anything around the universe that showed where it ended before the place of nothingness? Did it begin? It couldn’t be a wall; but there could be a thin line around everything.
It pained him that he didn’t know exactly what politics meant, that he didn’t know where the universe ended. He felt small and weak. When would he be like those who practice poetry and rhetoric?
School and home seem to recede from us, just as their influence on us seemed to weaken.
The last and most terrible torture of all tortures in this terrible place is the eternity of hell. Eternity! Oh, the terrible and terrible word. Eternity! What human mind can comprehend this? And remember, it is an eternity of pain. Though the pain of hell is not as terrible as it is, it will nevertheless become infinite, for it is destined to last forever. But though they are eternal, they can be, as you know, unbearably intense, unbearably vast. To endure even an insect sting for all eternity would be a terrible torment. What must this be? Should one endure the manifold torments of hell forever? Forever! For all eternity! Not for a year, nor for centuries, but for ever. Try to imagine the terrible significance of this. You have often seen sand on the seashore. How fine its tiny grains are! And how many of these tiny grains make up the small handful that a child grasps in his play. Now imagine a mountain of this sand, a million miles high, reaching from the earth to the farthest heavens, a million miles wide, stretching into the most distant space, and a million miles thick; and imagine such a vast mass of countless particles of sand multiplying as often as there are leaves in a forest, drops of water in a mighty ocean, feathers on birds, scales on fish, hairs on animals, atoms in the vast expanse of air: and imagine that after every million years, a little bird flies to this mountain and carries in its beak a tiny grain of this sand. How many millions of centuries will pass before this bird lifts even a square meter of this mountain, how many eons of centuries before it lifts everything? And yet, at the end of this immense stretch of time, not a single moment of eternity can be said to have ended. At the end of all these billions and trillions of years, eternity will have barely begun. And if this mountain were to rise again after being completely carried away, and if a bird were to fly back and lift it all, grain by grain, and if it rose and fell as many times as there are stars in the sky, atoms in the air, drops of water in the sea, leaves on trees, feathers on birds, scales on fish, hairs on animals—at the end of all these countless ascents and descents of this immense mountain, not a single moment of eternity can be said to have ended; even then, at the end of such a period, after an eon the mere thought of which makes our brains dizzy, eternity would barely have begun.
He would never have waved a censer before the tabernacle as a priest. His destiny was to be elusive to social or religious dictates. The wisdom of the priestly appeal did not move him deeply. He was destined to learn his own wisdom apart from others, or to learn the wisdom of others while wandering the snares of the world.
The gritty sand vanished from beneath his feet. His boots again trampled the damp, creaking mast, the razor blades, the creaking pebbles that creaked on countless pebbles, the wood sifted by the shipworm, the lost Armada. Unhealthy shallows waited to suck in his treading soles, panting upward with sewage breath, a pocket of seaweed smoldering in seafire beneath a pile of human ashes. He navigated them, treading carefully. The travel bottle stopped, packed waist-deep in the sticky, sandy dough. Guardian: an island of terrible thirst. Broken hoops on the shore; on land, a labyrinth of dark, cunning nets; beyond, a chalk back door, and on the higher beach, a drying line with two crucified shirts, the wigwams of bronze helmsmen and captains of great seafaring. Human shells.
Here Gabriel stopped. I’ve come a long way to the afterlife. Am I not going there? It seems not. Then he laughed, to free his mind from its bonds.
Nora, why do such words seem so dull and cold to me? Is it because there is no word enough?
So tender, to be your name?
The sophists’ inclination toward the byways of the apocrypha is constant. The roads are bleak, but they lead to the city.
(The text refers to James Joyce’s fiction, but it is a poetical license on the part of the author, Stanisław Barszczak)
I did what I had to do and saw it through without exemption
I planned each charted course, each careful step along the byway
And more, much more than this, I did it my way
Yes, there were times, I’m sure you knew
When I bit off more than I could chew
But through it all, when there was doubt
I ate it up and spit it out
I faced it all and I stood tall and did it my way
I’ve loved, I’ve laughed and cried
I’ve had my fill, my share of losing
And now, as tears subside, I find it all so amusing
To think I did all that
And may I say, not in a shy way
Oh, no, oh, no, not me, I did it my way
For what is a man, what has he got?
If not himself, then he has naught
To say the things he truly feels and not the words of one who kneels
The record shows I took the blows and did it my way
Yes, it was my way.
(In Polish)
Koniec jest już blisko
Widzę jak zapada kurtyna
Przyjacielu, powiem to prostymi słowami
Postawię sprawę jasno, jednego jestem pewien
Żyłem pełnią życia
Przejechałem wszystkie drogi
A co więcej, i co ważniejsze, zrobiłem to po swojemu
Żałuję kilku rzeczy,
Ale jest tego naprawdę niewiele
Zrobiłem, co musiałem, doprowadziłem wszystkie sprawy do końca, bez wyjątku
Zaplanowałem każdą trasę, ostrożnie stawiałem każdy krok w nieznane
A co więcej, i co ważniejsze, zrobiłem to po swojemu
Tak, wiele razy
Brałem na siebie więcej niż byłem w stanie udźwignąć,
Ale kiedy dopadały mnie wątpliwości
Zakasałem rękawy i brałem się do roboty
Stawiłem temu wszystkiemu czoła, podnosiłem dumnie głowę, zrobiłem to po swojemu
Kochałem, śmiałem się i płakałem
Wiele zyskałem, ale swoje straciłem
A teraz, kiedy łzy już wyschły, zdumiewa mnie
Wszystko, co zrobiłem
I mogę powiedzieć, bez fałszywej skromności
O nie, o nie, nie jestem taki, zrobiłem to po swojemu
Kim jest człowiek, co ma?
Nie ma nic, jeśli nie jest sobą
Trzeba mówić to, co się naprawdę czuje i nie zachowywać się jak przegrany
Moje koncerty były wspaniałe, zrobiłem to po swojemu
Tak, to była moja droga.
(In Spain)
Y ahora el final está cerca
Y así me enfrento al telón final
Mi amigo, lo diré claro
Expondré mi caso, del cual estoy seguro
He vivido una vida plena
Recorrí todas y cada una de las carreteras
Y más, mucho más que esto
Lo hice a mi manera
Remordimientos tuve algunos
Pero igualmente, muy pocos como para mencionarlos
Hice lo que tenía que hacer
Y lo llevé a cabo sin excepción
Planeé cada ruta certificada
Cada cuidadoso paso a lo largo del camino alternativo
Y más, mucho más que esto
Lo hice a mi manera
Sí, hubieron veces, estoy seguro que supiste
Cuando mordí más de lo que podía masticar
Pero a pesar de todo cuando hubo duda
Me la tragué y la escupí
Enfrente todo y me mantuve firme
Y lo hice a mi manera
He amado, he reído, he llorado
Me he saciado, mi cuota de perder
Y ahora, mientras las lágrimas desaparecen
Lo encuentro todo tan divertido
Pensar que hice todo eso
Y puedo decirlo, no de una forma tímida
Oh no, oh no, yo no lo sería
Lo hice a mi manera
¿Pues que es un hombre, que es lo que tiene?
Si no a sí mismo, entonces no tiene nada
Para decir las cosas que verdaderamente siente
Y no las palabras de alguien que se arrodilla
El registro muestra que yo recibí los golpes
Y lo hice a mi manera
Sí, fue a mi manera
Stanisław Barszczak, Wspomnień czar
Jestem bajarzem: sedno sprawy polega na dotarciu do piękna, poezji; nie ma znaczenia, czy jest to komedia czy tragedia. Podobnie jest z dotarciem do piękna. Miłość i współczucie są koniecznością, a nie luksusem. Bez nich ludzkość nie przetrwa. Chciałbym podziękować moim rodzicom, szczególnie mamie z Ząbkowic Będzińskich, miasteczka mego dzieciństwa na południu Polski. Tatę raz widziałem, profesor który nie dał alimentów na dziecko. Razem dali mi największy dar: ubóstwo. Dorastałem w Zagłębiu Dąbrowskim w robotniczej rodzinie. Moja matka była sprzątaczką w Hucie Szkła, ale moje dzieciństwo było bardzo dobre. Jestem bardzo wdzięczny za moje dzieciństwo, ponieważ było pełne radości i dobrej ludzkości, dobrego człowieczeństwa. To oznaka przeciętności, gdy okazujesz wdzięczność z umiarem. Najlepszą prawdą jest wierzyć w coś, o czym być może wiesz, że jest fikcją, ale wierzysz w to z własnej woli.
Deweloperskie Osiedle dla 1,5 tys. mieszkańców w sercu Dąbrowy Górniczej, wybudowane na miejscu Huty Szkła Gospodarczego, to piękny plan dla Ząbkowic w naszej erze. Jestem zakochany w tym pomyśle. Pamiętam, jak w cyrku dowiedziałem się, że klaun to książę, najwyższy książę. Zawsze myślałem, że najwyższy książę to lew albo magik, ale klaun jest najważniejszy. Tylko komicy potrafią mówić o śmierci, życiu, Bogu i Matce Boskiej. Gdybym był aktorem tragicznym, nie mógłbym sobie na to pozwolić. Ale z tym akcentem mogę to zrobić. Mogę rozmawiać ze śmiercią osobiście, bo jestem klaunem. Tak. I jestem dumny z tego, że jestem klaunem – bardzo, powiedziałbym za Robertem Benignim. Jestem gawędziarzem: sednem sprawy jest osiągnięcie piękna, poezji; nie ma znaczenia, czy to komedia, czy tragedia. Są takie same, jeśli osiągniesz piękno. Myślę, że czasami tylko komicy mogą osiągnąć szczyty tragedii. W Polsce mamy szczególną relację z Holokaustem, ale jako punkt zwrotny w historii należy on do każdego na świecie. Jest częścią ludzkości.
Moja matka przyprowadzała mi magików i czarownice, bo byłem uroczym Stasiem. Myślała, że ktoś rzucił na mnie urok – to prawda – i kazała mi pić jakieś okropne, przerażające mikstury, przez lata. Pierwszymi serialami jakie śledziłem na małym ekranie każdego tygodnia była „Złamana strzała”, następnie „Brygady tygrysa”, a pełnometrażowym filmem, jaki obejrzałem – i nie wiem, czy miał na mnie wpływ – był Pan Wołodyjowski. Oglądaliśmy go w naszym miasteczku, w kinie „Uciecha”, znajdującym się w uroczym parku. Moim obowiązkiem teraz jest dążyć do osiągnięcia piękna. Kino to emocje. Ale ponieważ kiedy się śmiejesz, to zarazem płaczesz, tedy jak widzicie mało się śmieję. Fellini i Buñuel odmienili moje życie, są moimi ulubionymi. Jeśli to prawda, że filmy to marzenia, to obaj, Fellini i Buñuel, kręcili je w sposób, który można sobie wyobrazić. Stanley Kubrick był jednym z geniuszy tego stulecia.
Moja mama poszła do kościoła po raz pierwszy, kiedy nosiłem już sutannę, to była pierwsza msza święta w 1986 roku. Przedtem siadała w naszej świątyni daleko od ołtarza. W każdym razie od moich Prymicji staram się jak mogę. Mógłbym być kimś i zachować wszystkie pieniądze. Zamiast tego wydałem więcej pieniędzy niż miałem na moje podróże, bardzo ryzykowne zajęcie. Najważniejsze to pozostać sobą. Dzień po Prymicji trzeba iść dalej. Bądźmy szczerzy i wierni sobie.
Kiedy rozmawiamy z kimś i chcemy być mili, uprzejmi lub pokazać swoją piękniejszą stronę, staramy się używać najlepszych słów, jakie znamy. To właśnie robią poeci. Czyszczą słowa, wymyślają uczucia, dają nam sposób komunikacji. I ja chciałbym znaleźć się pośród nich. Czasami poezja jest niezrozumiała. Ale potrzebujemy niezrozumiałych rzeczy! To bardzo zdrowe mówić o rzeczach niezrozumiałych! To bardzo zdrowe! Potrzebujemy tego! Kiedy byłem małym chłopcem, otrzymałem na Święta Bożego Narodzenia książkę pani Ewy Szelburg-Zarębiny „Przez różową szybkę”. To opowiadania o zwierzętach zaprzyjaźnionych z dziećmi. Rzecz dzieje się w miejscowości dobrze mi znanej z mego dzieciństwa. Te wszystkie przygody dzieją się w Zaczarowanej Krainie Wzajemnej Ufności, w Krainie Dobroci, gdzie rządzi Przyjaźń człowieka ze zwierzęciem. Stąd blisko bardzo do wesołych historii. I dalej: „Rzemieślniczek wędrowniczek”. Znajdują się tu nie rycerze zaklęci, nie królewny i króle dawnych, pradawnych baśni, ale zwyczajni ludzie. Ci, których znamy wszyscy, z którymi się spotykamy co dzień, przyjaźni nam, nasi bliscy. Bohaterami tych naszych nowych baśni są tu bohaterowie codziennej, a tak pięknej i ważnej pracy: młody Murarczyk budujący domy sięgające nieba i Górnik znajdujący skarb pod ziemią… Stolarz, twórca najpiękniej, najweselej grających skrzypek… Kuchareczka rządząca całą armią cudownie napełniających się rondli i garnczków… Szklarz, który uczy patrzeć na świat przez wesołe różowe szybki. Właśnie! Uczy patrzeć. Dary czterech wróżek.
Sztuka umiejętnego patrzenia jest piękną sztuką: zaprawia do działania. I z taką sztuką autorka pragnęła was zapoznać, drodzy Czytelnicy, od najmłodszych lat. Usiłowała to robić z pomocą baśni, które mówią o tym, że tak dokoła nas, jak i w nas samych ukryte są czarodziejskie siły. To my sami, każdy osobno i wszyscy wspólnie razem, mamy te siły odnaleźć i zrobić z nich najlepszy, najpiękniejszy użytek dla siebie i dla innych, dla świata. Książka kończy się opowiadaniem „O wodnych babach i leśnym Dzieciątku. Będąc w waszym wieku przeżyłem to właśnie, o czym autorka opowiada. Najpierw była to moja i moich rówieśników-przyjaciół wspólna dziecinna przygoda, która zaczęła się jak wymyślona przez nas baśń – a skończyła się zupełnie, ale to zupełnie prawdziwie. Bo już tak jest, że baśnie zmieniają się w prawdę. I dobrze, jeżeli w tej przemianie pomagają dzieciom kochający je dorośli.
Nadszedł potem czas szkolnych lektur. To były nowelki Sienkiewicza, Konopnickiej. Wtedy czytałem „Kto mi dał skrzydła” Janiny Porazińskiej, „Chłopcy z placu broni” Ferenca Molnara, „Niebo w płomieniach”, w końcu „Alchemię słowa” Jana Parandowskiego. Tam każdy wers jest bardzo poruszający, co za piękno – jeśli czegoś nie rozumiałem, po prostu słuchałem dźwięku – to było jak słuchanie muzyki. W młodości nie byłem Kaczorem Donaldem; ale wszyscy mnie znali w Polsce. To byłem ja, a teraz mam zwyczaj występować na żywo na scenie co cztery, pięć lat. W tym świecie to mój zwyczaj.
___
Stanisław Barszczak, The Charm of Memories
I am a storyteller: the essence of the matter lies in reaching beauty, poetry; it doesn’t matter whether it’s comedy or tragedy. It’s similar with reaching beauty. Love and compassion are a necessity, not a luxury. Without them, humanity cannot survive. I would like to thank my parents, especially my mother from Ząbkowice Będzińskie, the town of my childhood in southern Poland. I saw my father once, a professor who refused to pay child support. Together, they gave me the greatest gift: poverty. I grew up in the Zagłębie Dąbrowskie region in a working-class family. My mother was a cleaner at a glassworks, but my childhood was very good. I am very grateful for my childhood, because it was full of joy and good humanity, good humanity. It’s a sign of mediocrity when you show gratitude in moderation. The best truth is believing in something you may know is fiction, but you believe it willingly.
The development housing estate for 1,500 residents in the heart of Dąbrowa Górnicza, built on the site of the Glassworks, is a beautiful plan for Ząbkowice in our era. I’m in love with this idea. I remember learning at the circus that a clown is a prince, a supreme prince. I always thought the supreme prince was a lion or a magician, but the clown is the most important. Only comedians can speak about death, life, God, and the Virgin Mary. If I were a tragic actor, I couldn’t afford it. But with this accent, I can do it. I can speak to death personally, because I am a clown. Yes. And I’m proud to be a clown—I would say, quoting Roberto Benigni. I’m a storyteller: the heart of the matter is achieving beauty, poetry; it doesn’t matter whether it’s comedy or tragedy. They’re the same if you achieve beauty. I think that sometimes only comedians can reach the heights of tragedy. In Poland, we have a special relationship with the Holocaust, but as a turning point in history, it belongs to everyone in the world. It’s part of humanity.
My mother used to bring me magicians and witches because I was adorable, Staś. She thought someone had put a spell on me—it’s true—and made me drink some terrible, terrifying potions for years. The first TV series I watched on the small screen every week was „Broken Arrow,” then „The Tiger Brigades,” and the feature-length film I saw—and I don’t know if it influenced me—was Pan Wołodyjowski. We watched it in our town, at the „Uciecha” cinema, located in a lovely park. My duty now is to strive for beauty. Cinema is about emotion. But because when you laugh, you also cry, so, as you can see, I don’t laugh much. Fellini and Buñuel changed my life; they are my favorites. If it’s true that films are dreams, then both Fellini and Buñuel shot them in ways you can only imagine. Stanley Kubrick was one of the geniuses of this century.
My mother went to church for the first time when I was already wearing a cassock, it was my first Mass in 1986. Before that, she sat in our church far from the altar. Anyway, ever since my First Mass, I’ve been trying my best. I could be someone and keep all my money. Instead, I spent more than I had on my travels, a very risky activity. The most important thing is to remain myself. The day after First Mass, you have to move on. Let’s be honest and true to ourselves.
When we talk to someone and want to be kind, polite, or show our more beautiful side, we try to use the best words we know. That’s what poets do. They refine words, invent feelings, give us a way to communicate. And I would like to be among them.
Sometimes poetry is incomprehensible. But we need incomprehensible things! It’s very healthy to talk about things we don’t understand! It’s very healthy! We need it! When I was a little boy, I received a book for Christmas from Ewa Szelburg-Zarębina called „Through the Pink Glass.” These stories are about animals who befriend children. The story takes place in a town I know well from my childhood. All these adventures unfold in the Enchanted Land of Mutual Trust, the Land of Kindness, where the Friendship of Man and Animal reigns. From there, it’s very close to happy stories. And then: „The Traveling Craftswoman.” Here we find not enchanted knights, not the princesses and kings of ancient, primeval fairy tales, but ordinary people. Those we all know, those we encounter every day, our friends, our loved ones. The heroes of our new fairy tales are everyday heroes of such beautiful and important work: a young bricklayer building houses reaching for the sky, and a miner finding treasure underground… A carpenter, creator of the most beautiful, most joyful violins… A cook commanding an entire army of miraculously filling pots and pans… A glazier who teaches us to look at the world through cheerful pink glass. Exactly! He teaches us to see. The gifts of four fairies.
The art of skillful observation is a beautiful art: it incites action. And with such art, the author desired To introduce you, dear readers, from a very young age. She attempted to do this through fairy tales, which tell us that magical powers are hidden both around us and within us. It is up to us, each of us individually and collectively, to discover these powers and make the best, most beautiful use of them for ourselves, for others, and for the world. The book ends with the story „About the Water Women and the Forest Child.” When I was your age, I experienced exactly what the author describes. First, it was a shared childhood adventure between me and my peers-friends, which began like a fairy tale we had invented—and ended completely, but completely, truly. Because that’s how it is: fairy tales transform into truth. And it’s good when children are helped in this transformation by adults who love them.
Then came the time for school reading. These were novellas by Sienkiewicz and Konopnicka. Then I read „Who Gave Me Wings” by Janina Porazińska, „The Boys from the Weapons Square” by Ferenc Molnar, „Heaven on Fire,” and finally „The Alchemy of Words” by Jan Parandowski. In it, every line is deeply moving, so beautiful—if I didn’t understand something, I simply listened to the sound—it was like listening to music. In my youth, I wasn’t Donald Duck; but everyone knew me in Poland. That was me, and now I have a habit of performing live on stage. stage every four or five years. In this world, that’s my habit.
Stanisław Barszczak, Popielniczka Ząbkowickiej Huty Szkła
Są wielkie czyny i niskie pobudki. Znamy postacie z pomników, które na pomniki nie zasługują, albo znacznie je przerastają. Toczy się historia w służbie propagandy. A ta historia opowiada o księciu jeżdżącym nago po mieście, słowikach, które doprowadziły do śmierci króla, o przyszłej świętej biegającej po zamku z siekierą, by wpuścić do siebie kochanka.
Nasza historia posiada chlubne karty w swych dziejach. To wszystko wydarzyło się kilka wieków temu. Pierwsza wojna polska zwycięska z Austrią. Druga wojna polska z 1812 r. nie wykorzystana.
Kościuszko nie wierzył Napoleonowi. Rosjanie są inni. W miejsce Bagrationa wodzem armii carskiej wybrany jest generał Kutuzow. Tymczasem Wielka armia Napoleona wchodzi do Moskwy. Po miesiącu następuje odwrót, Napoleon wybrał tę samą drogę odwrotu, którą szedł na Moskwę. Magazyny w Smoleńsku opanowuje gwardia carska, brak żywności, dwieście tysięcy koni przy 650 tysięcznej armii Napoleona, błoto, mróz, ubytki marszowe, wojsko grzęzło w błocie. W Wilnie Napoleon wybiera naczelnym wodzem Wielkiej armii Murata, ranny odjeżdża karetą do Paryża.
W 1813 Napoleon zbiera na powrót olbrzymią koalicję. Wojna narodów 1813, Lipsk i porażka. Książę Józef Poniatowski ginie w nurtach Elstery. Sprowadzony najpierw do kościoła Świętego Krzyża, następnie na Wawel. W naszych czasach wojna logistyczna odbywa się w inny sposób, jeszcze bardziej wyrafinowany. Ale znowu spóźniamy się z całą Europą o jakieś dwa dni. Choć nie chcemy być pętakami. W naszych czasach również trwa wojna polska. Grzęźniemy „w korkach”. Ubytki marszowe, wojsko grzęzło w błocie.
Ale ja tęsknię wciąż do mej małej ojczyzny, która jednakże nie ma kart na zwycięstwo. Władze Dąbrowy Górniczej objęły Ząbkowice. Jakkolwiek Polska jest wolną, już jest! Czy członkostwo w Europejskiej Unii było jej największym błędem? Jak zachowali się Polacy? Kto miał rację? Ci, którzy opowiedzieli się za Unią, czy ci którzy pozostali wierni ojczyźnie. Dzisiaj pojawiają się głosy o zdradzie, seksie, kłamstwach. O mitach, które stały się faktami, i faktach zmienionych w legendy – a w tych ostatnich nie brak szemranych postaci, które stały się bohaterami i bohaterów, którzy niemal zniknęli z kart historii.
W tych dniach w Hiszpanii odbyła się ceremonia wręczenia odznaczenia ‚Toison de oro’ królowej Zofii. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Na ceremonii zabrakło męża królowej Sofii, byłego króla Juana Carlosa, który nie został zaproszony. Jego nieobecność wywołała pytania, zwłaszcza że to właśnie on został ogłoszony królem Hiszpanii w listopadzie 1975 r., zaledwie dwa dni po śmierci Francisco Franco, odgrywając kluczową rolę w transformacji kraju w demokratyczne państwo. W wydarzeniu nie uczestniczyły również córki królowej Sofii, infantki Elena i Cristina, ani ich dzieci. Obecni byli natomiast król Filip, jego żona królowa Letycja oraz ich córki, księżniczka Leonor i infantka Zofia.
Z nieskrywaną ciekawością gonię za moją małą ojczyzną, którą widzę wszędzie po ludzkim globie. Jej dzieje spisywałem już nie raz. Dzisiaj czas na Ząbkowicką Fabrykę Szkła założoną w 1884 r. przez spółkę „Schreiber & Neffen”, która była początkowo zakładem prowadzącym produkuję przy użyciu tradycyjnej metody dmuchanego szkła. Jej założycielem był Josef Schreiber, właściciel kilkunastu hut szklanych zatrudniających ponad 2 tys. pracowników, spośród których najważniejsza znajdowała się w czeskim Rapotin (niem. Reitendorf). Oprócz hal fabrycznych wybudowano m. in. koszary i domy dla robotników, malarnię, szlifiernię z magazynem, magazyn techniczny i wiele innych obiektów. Za halą nr 1 mieścił się biurowiec fabryki. W 2 halach fabrycznych pracowały ówczesne agregaty produkcyjne: 4 piece donicowe. Do licznych obiektów huty można zaliczyć także donicarnię, kuźnię, stolarnię, łaźnię, kuchnię, stołówkę itd. Produkcję prowadzono w pierwszym okresie działalności w jednej ciasnej, drewnianej hali.
Po 1890 r. Josef Schreiber zrezygnował z kierowania hutami i zajął się życiem prywatnym. W latach 90. XIX w. firma przechodziła trudności finansowe, co spowodowało potrzebę jej przekształcenia. Hutę ząbkowicką zmodernizowali już następcy J. Schreibera. W 1896 r. zakład przeszedł na własność spółki akcyjnej „Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe”. W skład zarządu wchodzili w tym czasie Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star i Max Gurewicz. Pierwszym zarządcą huty był Hubert Schreiber, bratanek Josefa. Po nim funkcję tę objął jego syn Konrad Schreiber. Zarządcy w roli majstrów zatrudniali sudeckich fachowców. W latach 20. XX w. na terenie huty ząbkowickiej wybudowano m. in. płuczkę piasku, gazownię i nowe piece. Do najistotniejszych inwestycji tego okresu należała m. in. modernizacja gazogeneratorów Siemens. Ząbkowicka Fabryka Szkła stała się wówczas dużym zakładem zatrudniającym około 400 osób. Należała do dużych zakładów, ponieważ większość hut szkła zatrudniała do 200 pracowników. W 1918 r. była jedną z 35, a w latach 20. z ponad 100 hut szklanych w Polsce.
Do 1902 r. w Ząbkowicach w produkcji szkła stosowana była technologia ręcznego dmuchania. Drewniana hala, w której pracowali pierwsi ząbkowiccy hutnicy pozbawiona była jakiejkolwiek wentylacji. Ważną role w procesie produkcyjnym pełnili – wyposażony w „słomkę” robotnik wstępnie formujący szkło w drewnianej formie oraz „bańkarz”, który dmuchał bańki szklane. Na te bańki z donicy nabierano masy szklanej. Bańki szklane po wyjęciu z formy stygły w odprężarce. Stanowiska pracy robotników w okresie carskim na 12-godzinnej dniówce były słabo płatne, jednak nie brakowało chętnych do pracy, którzy posyłali do niej również swoje dzieci. Syn mistrza huty szkła wspominał: wnętrza hali fabrycznej były słabo oświetlone, a rozpalona masa szklana i panujące w nim gorąco stawały się trudne do zniesienia dla ludzi nie obytych z taką pracą. Trzeba było mieć dobre zdrowie, bo w takich warunkach mniej odporni zapadali na rozmaite choroby. Właściciel huty J. Schreiber nie troszczył się o zapewnienie ludziom opieki lekarskiej.
Jako surowca do produkcji szkła używano piasku kwarcowego. Do produkcji wykorzystywano również szpat wapienny. Masę szklaną wytapiano w piecach donicowych. Piece w hutach szkła opalane były gazem czadnicowym. Wszystkie piece donicowe były zasilane ręcznie. W 1. połowie XX w. najbardziej rozpowszechnione były zasypniki szuflowe i tłokowe. Wytopienie masy piasku kwarcowego wymagało osiągnięcia w piecu temperatury ponad 1500º C. Technologia szkła dmuchanego polegała w dużym uproszczeniu – na wtłoczeniu powietrza w szklaną masę w celu uformowania wyrobu.
Dmuchanie jako metoda formowania szkła było znane już w starożytności, dzięki wynalezieniu przez Fenicjan piszczeli szklarskiej (rurki z ustnikiem). Przy jej pomocy wyspecjalizowany hutnik nabierał kroplę masy szklanej, wdmuchiwał w nią powietrze, obracając piszczelą („cybuchem”) nadawał jej kształt w formie bańki, którą wyciągano z pieca i poddawano dalszej obróbce. Po odprężeniu w piecach wyroby półgotowe składano w pojemnikach, a robotnicy przenosili je do szlifierni.
Po 1902 przenoszono surowiec do pieca, który wypalał i odprężał szkło. Przy piecach donicowych stanowiska zajmowali zapalacze i nabieracze (roztopionego szkła). Prasiarze trudnili się wytłaczaniem kształtu produktów w metalowych formach na specjalnej prasie. Ostateczny kształt wyrobom nadawał majster. Do formowania szkła wykorzystywano metalowe formy z reliefowymi wzorami.
Piec wypalał i odprężał szkło. Przy piecach donicowych stanowiska zajmowali zapalacze i nabieracze (roztopionego szkła). Prasiarze trudnili się wytłaczaniem kształtu produktów w metalowych formach na specjalnej prasie. Ostateczny kształt wyrobom nadawał majster. Do formowania szkła wykorzystywano metalowe formy z reliefowymi wzorami. Technologia prasowania (bez szlifowania itd.) zmechanizowała i przyspieszyła proces produkcji szkła, który okazał się tańszy od metody hutniczej.
W ten sposób działała „Societe verreries anonyme Zombkowice”, Towarzystwo Akcyjne Ząbkowickiej Huty Szkła, Spółka Aukcyjna. Na przestrzeni 118 lat jej działalności pojawiły się jej szklane przedmioty codziennego użytku. Szklane konserwatory praktyczne do owoców, jarzyn, grzybów, mięsa i ryb – z krążkami gumowymi (dzisiaj mamy słoiki do konfitur), pojemniki, w tym motywy zwierzęce, spośród których najbardziej upowszechniła się słynna ząbkowicka „kurka”. Szkło błyszczące, półmiski z elementami roślinnymi, Figurki z sercem Jezusa. Kobaltowa bomboniera, turkusowa bomboniera, talerzyki, szklana kura, salaterka, wazon z dwoma uchami, wazonik na konwalie, radiant, szkła według pomysłów Jan Sylwester Drost, Zbigniew Horbowy, ręcznie formowany wazon, turkusowa owocarka, szklana patera, dzbanek, puchar, popielniczka. Wazon szklany z oplotem, miska szklana, patera „płastuga”, wazonik „granat”. Barwione szkła użytkowe.
Po śmierci założyciela huty J. Schreibera, na początku XX w. w Ząbkowickiej Fabryce Szkła wprowadzona została nowsza technologia produkcji szkła. Rozpoczynając dniówkę robotnicy transportowi huty przenosili surowiec do pieca, który wypalał i odprężał szkło. Przy piecach donicowych stanowiska zajmowali zapalacze i nabieracze (roztopionego szkła). Prasiarze trudnili się wytłaczaniem kształtu produktów w metalowych formach na specjalnej prasie. Ostateczny kształt wyrobom nadawał majster. Do formowania szkła wykorzystywano metalowe formy z reliefowymi wzorami. Technologia prasowania (bez szlifowania itd.) zmechanizowała i przyspieszyła proces produkcji szkła, który okazał się tańszy od metody hutniczej.
W 1896 r. zakład przeszedł na własność spółki akcyjnej „Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe”. W skład zarządu wchodzili w tym czasie Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star i Max Gurewicz. Pierwszym zarządcą huty był Hubert Schreiber, bratanek Josefa. Po nim funkcję tę objął jego syn Konrad Schreiber. Zarządcy w roli majstrów zatrudniali sudeckich fachowców.
Wraz z wprowadzeniem szkła prasowanego w 1902 pojawiły się wręcz nowe rynku zbytu. Skrzynie z wyrobami szklanymi wożono codziennie dużymi platformami konnymi do magazynu kolejowego
na stacji kolejowej Ząbkowice, a stamtąd podstawianymi wagonami odjeżdżały koleją Warszawsko-Wiedeńską lub Iwanogrodzką Iwangorodzko-Dąbrowską.
Towarzystwo Akcyjne Ząbkowickiej Huty Szkła Spółka Aukcyjna, promowała szkło prasowane, szkło stołowe, artykuły do oświetlenia, cylindry lampowe i klosze, artykuły zbytku, przedmioty do użytku biurowego, kałamarze i przyciski. Gazeta Kaliska. Pismo codzienne, polityczne, społeczne i ekonomiczne” nr 248 z 29 października 1924 r. pisała o Ząbkowickiej Fabryce Szkła (Glassfabrik), iż Huta szkła w Ząbkowicach produkowała wyroby gospodarcze, stołowe, oświetleniowe, biurowe i ozdobne ze szkła przezroczystego i kolorowego. Asortyment fabryki na początku XX w. tworzyły m. in. butelki perfumeryjne, kieliszki, kufle, szklanki do herbaty, talerze, patery, wazy, cylindry do lamp naftowych i gazowych, klosze oświetleniowe, a nawet lichtarze kościelne. Około 1910 r. pojawiły się w ofercie cukiernice. Szacuje się, że dziennie dostarczała na rynek 3 t szkła. Zdolność produkcyjna w okresie II Rzeczpospolitej wzrosła 2-krotnie, do 7 t dziennie. W 1984 roku Huta Szkła Gospodarczego w Dąbrowie Górniczej – Ząbkowicach chlubnie świętowała setną rocznicę jej istnienia.
Gdy w naszej ojczyźnie jest tyle podziałów, niezgody i niesprawiedliwości, mamy wpatrywać się w patronów ojczyzny, którzy zachęcają nas do modlitwy i ofiary, a nadto do rzetelnej służby Ojczyźnie. Jak już wiecie
spotykałem zapalaczy, nabieraczy, prasiarzy, farbiarzy, majstrów, hutmistrzów, szczególnie zwyczajnych pracowników Huty Szkła w Ząbkowicach, na co dzień w mym dzieciństwie, kiedy czekałem na moją mamę wychodzącą po pracy w zakładzie po godzinie 14-tej. Poprzez megafony odzywał się głośny alarm, który kończył jej dniówkę. Jako Mały stasiu to pamiętam. Chciałbym wszystkim znajomych z dzieciństwa w tym miejscu gorąco podziękować za ich obecność w mym życiu. Gdy od chłopięcych lat chodziłem nie tylko do miejscowego kościoła modlić się, lecz posilać się do waszej stołówki. Pozostawiliście ślad na całe moje życie. Huta Szkła Gospodarczego w cieniu której wzrastałem, służyła większej wspólnej sprawie, którą nazywam Polska. Jej bohaterowie zaświadczają o przedziwnej wymianie generacji Polaków, a teraz zachęcają nas do modlitwy i ofiary, a nadto do rzetelnej służby Ojczyźnie, dla której oni w trudzie codziennej mozolnej pracy nad upiększeniem polskiego stołu wyczerpali kajdany, i za którą orędują dziś w królestwie Boga.
W wirze dzisiejszego świata, zalewie liberalizmu, pornografii, permisywizmu, oportunizmu, gdy w naszej ojczyźnie jest tyle podziałów, niezgody i niesprawiedliwości, gdy szerzy się w niej ideologia gender i panoszą się ruchy LGBT, chciałoby się zapłakać zarazem nad ruiną tego śladu na ziemi, nad stojącymi jeszcze wczoraj hucianymi kominami, które stały u źródła mego początku. Jan Paweł Święty – papież z rodu Polaków pisał: „Zatoka lasu zstępuje w rytmie górskich potoków… Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd. Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj, wiesz, że ono musi tu gdzieś być – Gdzie jesteś, źródło?… Gdzie jesteś, źródło?! Cisza… Strumieniu, leśny strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku! (Cisza – dlaczego milczysz? Jakże starannie ukryłeś tajemnicę twego początku.)
Pozwól mi wargi umoczyć w źródlanej wodzie odczuć świeżość,
ożywczą świeżość.”
Jako reprezentant tej odchodzącej ostatniej bratniej generacji chciałbym wierzyć mocno, iż muszę iść w górę.
W tych czasach nie ma Napoleona, pierwsza wojna polska zwycięska, to była Solidarność 1980, a druga wojna polska toczy się właśnie dziś. A toczy się ta wojna polska o polskie sumienia i polską narrację w każdej chwili jej dziejów. I wierzę mocno, iż w małych ojczyznach jest ona przeżywana głęboko. Tym bardziej od takich wspaniałych polskich korzeni, skrywających wiernie słowiańską tożsamość i pewną tajemnicę, powinienem jednak patrzeć naprzód z niekłamanym optymizmem – w tej chwili nie przestaje wspierać mnie ta dziejowa a świetlana właśnie historia mojej małej ojczyzny, o jakiej wam tutaj wspomniałem.
____Stanisław Barszczak, Ashtray of the Ząbkowice Glassworks There are great deeds and base motives. We know figures depicted in monuments who don’t deserve them, or who far surpass them. History unfolds in the service of propaganda. And this story tells of a prince riding naked through the city, nightingales that led to the king’s death, a future saint running around the castle with an axe to let her lover in. Our history holds glorious pages. All this happened several centuries ago. The First Polish War was victorious against Austria. The Second Polish War of 1812 was not exploited.Kościuszko didn’t trust Napoleon. Russians are different. General Kutuzov is elected commander of the Tsar’s army in Bagration’s place. Meanwhile, Napoleon’s Grand Army enters Moscow. After a month, the retreat begins; Napoleon chose the same retreat route he took on Moscow. The warehouses in Smolensk are overrun by the Tsarist Guard, food shortages, two hundred thousand horses against Napoleon’s 650,000-strong army, mud, frost, marching losses, and the army bogged down in the mud. In Vilnius, Napoleon appoints Murat commander-in-chief of the Grande Armée, and the wounded man departs in a carriage for Paris. In 1813, Napoleon reconvenes a vast coalition. The 1813 War of Nations, Leipzig, and defeat. Prince Józef Poniatowski perishes in the Elster River. He is brought first to the Church of the Holy Cross, then to Wawel Castle. In our times, logistical warfare is conducted in a different, even more sophisticated manner. But again, we are lagging behind the rest of Europe by about two days. In our times, though
we don’t want to be slackers, the Polish war is also raging. We are stuck in traffic jams. Marching losses, and the army is bogged down in the mud. But I still miss my small homeland, which, however, has no cards to win. The authorities of Dąbrowa Górnicza have taken over Ząbkowice. Although Poland is free, it is already here! Was membership in the European Union its biggest mistake? How did the Poles react? Who was right? Those who voted for the EU, or those who remained loyal to their homeland. Today, voices are rising about betrayal, sex, and lies. About myths that became facts, and facts that became legends – and among the latter, there are many shady figures who became heroes, and heroes who almost disappeared from the pages of history. The ceremony for the awarding of the „Toison de Oro” to Queen Sofia took place in Spain these days. However, it was not without controversy. Queen Sofia’s husband, former King Juan Carlos, was not invited to the ceremony. His absence raised questions, especially since he was proclaimed King of Spain in November 1975, just two days after the death of Francisco Franco, playing a key role in the country’s transformation into a democratic state. Queen Sofia’s daughters, Infantas Elena and Cristina, and their children were also absent from the event. However, King Philippe, his wife Queen Letizia, and their daughters, Princess Leonor and Infanta Sofia, were present. With undisguised curiosity, I pursue my small homeland, which I see everywhere on the human globe. I have chronicled its history many times. Today, it’s time for the Ząbkowice Glass Factory, founded in 1884 by the company „Schreiber & Neffen,” which initially produced glass using traditional blown glass methods. Its founder was Josef Schreiber, owner of several glassworks employing over 2,000 workers, the most important of which was located in Rapotin (German: Reitendorf), Czech Republic. In addition to the factory halls, barracks and workers’ houses, a paint shop, a grinding shop with a warehouse, a technical warehouse, and many other facilities were built. Behind Hall No. 1 was the factory’s office building. Two of the factory halls housed the then-current production units: four pot kilns. The steelworks’ numerous facilities also included a pottery shop, a forge, a carpentry shop, a bathroom, a kitchen, a dining hall, and more. Initially, production was conducted in a single, cramped, wooden hall. After 1890, Josef Schreiber resigned from managing the steelworks and devoted himself to private life. In the 1890s, the company experienced financial difficulties, necessitating its restructuring. The Ząbkowice steelworks had already been modernized by J. Schreiber’s successors. In 1896, the plant became the property of the joint-stock company „Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe.” The management board at that time consisted of Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star, and Max Gurewicz. The first manager of the glassworks was Hubert Schreiber, Josef’s nephew. He was succeeded by his son, Konrad Schreiber. The managers employed Sudeten specialists as foremen. In the 1920s, a sand washer, a gasworks, and new furnaces were built on the grounds of the Ząbkowice glassworks. Among the most significant investments of that period was the modernization of Siemens gasifiers. The Ząbkowice Glass Factory then became a large plant employing approximately 400 people. It was considered a large plant, as most glassworks employed up to 200 workers.
In 1918, it was one of 35, and in the 1920s, of over 100, glassworks in Poland.
Until 1902, hand-blowing technology was used in glass production in Ząbkowice. The wooden hall where the first Ząbkowice glassworkers worked had no ventilation whatsoever. A worker equipped with a „straw” played an important role in the production process, pre-shaping the glass in a wooden mold, and a „bubbler,” who blew glass bubbles. Glass mass was then scooped onto these bubbles from a pot. After being removed from the mold, the glass bubbles cooled in a lehr. During the Tsarist era, the workers’ jobs, which consisted of 12-hour days, were poorly paid, but there was no shortage of willing workers who also sent their children to work. The son of a glassworks master recalled: „The interior of the factory hall was dimly lit, and the molten glass and the intense heat were unbearable for those unfamiliar with this type of work. Good health was essential, as in such conditions, the less resilient succumbed to various illnesses. The owner of the glassworks, J. Schreiber, did not bother to provide medical care.
Quartz sand was used as the raw material for glass production. Lime spar was also used in production. The glass was melted in pot furnaces. The furnaces in the glassworks were fired by gas from a gasifier. All pot furnaces were manually fed. In the first half of the 20th century, shovel and piston feeders were the most common. Melting the quartz sand required reaching temperatures of over 1500°C in the furnace. The blown glass technology, in simple terms, involved forcing air into the glass mass to form the product.”
Glassblowing as a method of forming glass was known in ancient times, thanks to the invention of the Phoenician glass blower (a tube with a mouthpiece). Using this method, a specialized glassworker would scoop a drop of glass, blow air into it, and by rotating the blower („bowl”), shape it into a bubble, which was removed from the furnace and subjected to further processing. After annealing in the furnaces, the semi-finished products were stored in containers, and workers transported them to the grinding room.
After 1902, the raw material was transferred to a furnace, which fired and annealed the glass. At the pot furnaces, igniters and scoopers (of molten glass) occupied their positions. Pressers were responsible for pressing the products into metal molds using a special press. The final shape of the products was given to the master. Metal molds with relief patterns were used for shaping the glass.
The furnace fired and annealed the glass. At the pot furnaces, the igniters and scoopers (of molten glass) occupied their positions. Press workers pressed the shapes of products into metal molds using a special press. The final shape of the products was given to the master. Metal molds with relief patterns were used to form the glass. Pressing technology (without grinding, etc.) mechanized and accelerated the glass production process, which proved cheaper than the blast furnace method.
This was the method used by the „Societe verreries anonyme Zombkowice” (Ząbkowice Glassworks Joint-Stock Company, Auction Company). Over the course of 118 years of its operation, its everyday glass objects emerged. Practical glass preservers for fruit, vegetables, mushrooms, meat, and fish – with rubber discs (today we have jam jars), and containers, including those with animal motifs, the most popular of which was the famous „Ząbkowice hen.” Shiny glass, platters with plant elements, figurines with the heart of Jesus. Cobalt chocolate box, turquoise chocolate box, plates, glass hen, salad bowl, two-handled vase, lily-of-the-valley vase, radiant glass, glassware designed by Jan Sylwester Drost and Zbigniew Horbowy, hand-formed vase, turquoise fruit bowl, glass cake stand, jug, cup, ashtray. Braided glass vase, glass bowl, „flatfish” cake stand, „garnet” vase. Stained glassware.
After the death of the founder of the glassworks, J. Schreiber, in the early 20th century, a newer glass production technology was introduced at the Ząbkowice Glass Factory. At the beginning of their working day, the glassworks’ transport workers carried the raw material to the furnace, which fired and annealed the glass. At the pot furnaces, the igniters and scoopers (of molten glass) occupied their positions. Press workers pressed the shapes of products into metal molds using a special press. The final shape of the products was given to the master. Metal molds with relief patterns were used to form the glass. Pressing technology (without grinding, etc.) mechanized and accelerated the glass production process, which proved cheaper than the glassworks method.
In 1896, the plant became the property of the joint-stock company „Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe.” The management board at that time consisted of Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star, and Max Gurewicz. The first manager of the glassworks was Hubert Schreiber, Josef’s nephew. He was succeeded by his son, Konrad Schreiber.
The managers employed Sudeten specialists as masters. With the introduction of pressed glass in 1902, a completely new market emerged. Crates of glass products were transported daily on large horse-drawn platforms to the railway warehouse at Ząbkowice railway station, and from there, they departed on the Warsaw-Vienna railway or the Ivangorod-Dąbrowa railway in supplementary wagons.
The Ząbkowice Glassworks Joint-Stock Company, the Auction Company, promoted pressed glass, tableware, lighting products, lamp cylinders and lampshades, luxury items, office supplies, inkwells, and paperweights. Gazeta Kaliska. „The Daily, Political, Social and Economic Magazine” No. 248 of October 29, 1924, wrote about the Ząbkowice Glass Factory (Glassfabrik), that the glassworks in Ząbkowice produced household, tableware, lighting, office and decorative products made of transparent and colored glass. The factory’s product range at the beginning of the 20th century included, among others, perfume bottles, glasses, mugs, tea glasses, plates, platters, vases, cylinders for oil and gas lamps, lampshades, and even church candlesticks. Around 1910, sugar bowls were added to the offer. It is estimated that it supplied 3 tons of glass to the market daily. The production capacity during the Second Polish Republic doubled, to 7 tons per day. In 1984, the Household Glassworks in Dąbrowa Górnicza – Ząbkowice proudly celebrated its centennial.
When there is so much division, discord, and injustice in our homeland, we should look to the patron saints of our homeland, who encourage us to pray and sacrifice, and above all, to serve our homeland faithfully. As you already know,
I encountered the firebrands, the collectors, the pressers, the dyers, the foremen, the glassworkers, and especially the ordinary workers of the Ząbkowice Glassworks every day in my childhood, when I waited for my mother to leave after work at the plant after 2 p.m. The loud alarm sounded through the loudspeakers, signaling the end of her day. I remember it as little Stasiu. I would like to thank all my childhood friends here in this place for their presence in my life. When, from my boyhood, I went not only to pray at the local church, but also to eat at your canteen. You left a mark on my life. The Glassworks, in whose shadow I grew up, served the greater common cause I call Poland. Its These heroes testify to the extraordinary generational change of Poles, and now they encourage us to pray and sacrifice, and above all, to faithful service to the Homeland, for which they exhausted their shackles in the daily toil of embellishing the Polish table, and for which they intercede today in the Kingdom of God.
In the maelstrom of today’s world, the flood of liberalism, pornography, permissiveness, and opportunism, when our homeland is rife with division, discord, and injustice, when gender ideology is rampant and LGBT movements are rampant, one is tempted to weep at the same time over the ruin of this trace on earth, over the steelworks chimneys still standing yesterday, which stood at the source of my beginning. Saint John Paul II, a pope born of Polish descent, wrote: „The creek of the forest descends to the rhythm of mountain streams… If you want to find the source, you must go upstream, against the current. Break through, search, don’t give in, you know it must be here somewhere – Where are you, source?… Where are you, source?! Silence… Stream, forest stream, reveal to me the secret of your beginning! (Silence – why are you silent? How carefully you have hidden the secret of your beginning.) Let me wet my lips in spring water, feel the freshness, the invigorating freshness.”
As a representative of this departing, last, brotherly generation, I would like to firmly believe that I must ascend.
In these times, there is no Napoleon; the first Polish war was victorious, it was Solidarity in 1980, and the second Polish war is being waged today. And this Polish war is being waged for Polish consciences and the Polish narrative at every moment of its history. And I firmly believe that in small homelands it is deeply experienced. Even more so than such magnificent Polish roots, faithfully concealing a Slavic identity and a certain mystery, I should look forward with genuine optimistic at this moment, I am continually supported by the historical and luminous history of my small homeland, which I have mentioned to you here.
_____
Stanisław Barszczak, Aschenbecher der Glassfabrik Ząbkowice
Es gibt große Taten und niedere Motive. Wir kennen Gestalten auf Denkmälern, die diese nicht verdienen oder sie weit übertreffen. Geschichte entfaltet sich im Dienste der Propaganda. Und diese Geschichte erzählt von einem nackten Prinzen, der durch die Stadt reitet, von Nachtigallen, die zum Tod des Königs führten, von einer zukünftigen Heiligen, die mit einer Axt um das Schloss rennt, um ihren Geliebten hereinzulassen.
Unsere Geschichte birgt glorreiche Kapitel. All dies geschah vor mehreren Jahrhunderten. Der Erste Polnische Krieg endete mit einem Sieg über Österreich. Der Zweite Polnische Krieg von 1812 wurde nicht instrumentalisiert.
Kościuszko misstraute Napoleon. Die Russen sind anders. General Kutusow wird anstelle von Bagration zum Oberbefehlshaber der Zarenarmee gewählt. Unterdessen marschiert Napoleons Grande Armée in Moskau ein. Nach einem Monat beginnt der Rückzug; Napoleon wählt denselben Rückzugsweg, den er bei seinem Einmarsch in Moskau genommen hatte. Die Lagerhäuser in Smolensk werden von der zaristischen Garde überrannt, Lebensmittelknappheit herrscht, 200.000 Pferde stehen Napoleons 650.000 Mann starker Armee gegenüber, Schlamm, Frost, Marschverluste und die Armee versinkt im Schlamm. In Vilnius ernennt Napoleon Murat zum Oberbefehlshaber der Grande Armée, und der Verwundete reist in einer Kutsche nach Paris.
1813 stellt Napoleon eine große Koalition wieder zusammen. Der Völkerkrieg von 1813, Leipzig und die Niederlage. Prinz Józef Poniatowski ertrinkt in der Elster. Er wird zunächst in die Heilig-Kreuz-Kirche und dann zur Wawelburg gebracht. In unserer Zeit wird die Logistik im Krieg anders, noch ausgefeilter, geführt. Doch wieder hinken wir dem Rest Europas um etwa zwei Tage hinterher. Obwohl wir nicht faul sein wollen. Auch in unserer Zeit tobt der Polnische Krieg. Wir stecken im Stau fest. Marschverluste, und die Armee steckt im Schlamm fest.
Aber ich vermisse immer noch meine kleine Heimat, die jedoch keine Chance auf den Sieg hat. Die Machthaber von Dąbrowa Górnicza haben Ząbkowice eingenommen. Obwohl Polen frei ist, ist es schon hier! War der Beitritt zur Europäischen Union ihr größter Fehler? Wie haben die Polen reagiert? Wer hatte Recht? Diejenigen, die für die EU stimmten, oder diejenigen, die ihrer Heimat treu blieben? Heute erheben sich Stimmen über Verrat, Sex und Lügen. Über Mythen, die zu Tatsachen wurden, und Tatsachen, die zu Legenden wurden – und unter Letzteren gibt es viele zwielichtige Gestalten, die zu Helden wurden, und Helden, die fast aus den Geschichtsbüchern verschwunden sind.
Die Zeremonie zur Verleihung des Ordens „Toison de Oro“ an Königin Sofia fand diese Tage in Spanien statt. Sie verlief jedoch nicht ohne Kontroversen. Königin Sofias Ehemann, der ehemalige König Juan Carlos, war nicht zur Zeremonie eingeladen. Seine Abwesenheit warf Fragen auf, insbesondere da er im November 1975, nur zwei Tage nach dem Tod Francisco Francos, zum König von Spanien ausgerufen worden war und eine Schlüsselrolle beim Wandel des Landes zu einem demokratischen Staat gespielt hatte. Auch Königin Sofias Töchter, die Infantinnen Elena und Cristina, und deren Kinder fehlten bei der Veranstaltung. König Philippe, seine Frau Königin Letizia und deren Töchter, Prinzessin Leonor und Infantin Sofia, waren hingegen anwesend.
Mit unverhohlener Neugierde verfolge ich meine kleine Heimat, die ich überall auf der Welt sehe. Ich habe ihre Geschichte schon oft dokumentiert. Heute ist die Glasfabrik Ząbkowice an der Reihe, die 1884 von der Firma „Schreiber & Neffen“ gegründet wurde und zunächst Glas in traditioneller Mundblasentechnik herstellte. Ihr Gründer war Josef Schreiber, Inhaber mehrerer Glaswerke mit über 2.000 Beschäftigten, von denen sich das wichtigste in Rapotin (heute Reitendorf) in Tschechien befand. Neben den Fabrikhallen, Baracken und Arbeiterhäusern wurden eine Lackiererei, eine Schleiferei mit Lager, ein technisches Lager und viele weitere Einrichtungen errichtet. Hinter Halle 1 befand sich das Verwaltungsgebäude des Werks. In zwei der Fabrikhallen waren die damaligen Produktionsanlagen untergebracht: vier Brennöfen. Zu den zahlreichen Einrichtungen des Stahlwerks gehörten außerdem eine Töpferei, eine Schmiede, eine Tischlerei, ein Badezimmer, eine Küche, ein Speisesaal und vieles mehr. Anfangs fand die Produktion in einer einzigen, beengten Holzhalle statt.
Nach 1890 gab Josef Schreiber die Leitung des Stahlwerks auf und widmete sich dem Privatleben. In den 1890er Jahren geriet das Unternehmen in finanzielle Schwierigkeiten, die eine Umstrukturierung erforderlich machten. Das Stahlwerk Ząbkowice war bereits von J. Schreibers Nachfolgern modernisiert worden. 1896 ging das Werk in den Besitz der Aktiengesellschaft „Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe“ über. Die damalige Geschäftsleitung bestand aus Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star und Max Gurewicz. Erster Leiter des Glaswerks war Hubert Schreiber, Josefs Neffe. Ihm folgte sein Sohn Konrad Schreiber. Die Betriebsleitung beschäftigte Sudeten-Spezialisten als Vorarbeiter. In den 1920er Jahren wurden auf dem Gelände des Glaswerks Ząbkowice eine Sandwaschanlage, ein Gaswerk und neue Öfen errichtet. Zu den bedeutendsten Investitionen dieser Zeit zählte die Modernisierung der Siemens-Vergaser. Das Glaswerk Ząbkowice entwickelte sich zu einem Großbetrieb mit rund 400 Beschäftigten. Für damalige Verhältnisse galt es als Großbetrieb, da die meisten Glaswerke bis zu 200 Arbeiter beschäftigten. 1918 war sie eine von 35, in den 1920er Jahren eine von über 100 Glashütten in Polen.
Bis 1902 wurde in Ząbkowice Glas mundgeblasen. Die Holzhalle, in der die ersten Glasbläser von Ząbkowice arbeiteten, war völlig unbelüftet. Ein Arbeiter mit einem Strohhalm spielte eine wichtige Rolle im Produktionsprozess: Er formte das Glas in einer Holzform vor, während ein Blasenmacher die Glasblasen blies. Die Glasmasse wurde dann aus einem Topf auf diese Blasen geschöpft. Nach dem Entformen kühlten die Glasblasen in einem Kühlkanal ab. Während der Zarenzeit waren die Arbeiter, die zwölf Stunden am Tag arbeiteten, schlecht bezahlt, doch es mangelte nicht an willigen Arbeitskräften, die auch ihre Kinder zur Arbeit schickten. Der Sohn eines Glasmachermeisters erinnerte sich: „Die Fabrikhalle war nur spärlich beleuchtet, und das geschmolzene Glas sowie die intensive Hitze waren für diejenigen, die mit dieser Arbeit nicht vertraut waren, unerträglich. Gute Gesundheit war unerlässlich, da unter solchen Bedingungen die weniger Belastbaren verschiedenen Krankheiten erlagen. Der Besitzer der Glashütte, J. Schreiber, kümmerte sich nicht um die medizinische Versorgung.
Quarzsand diente als Rohmaterial für die Glasherstellung. Auch Kalkspat wurde verwendet. Das Glas wurde in Schmelzöfen geschmolzen. Die Öfen der Glashütte wurden mit Gas aus einem Vergaser befeuert. Alle Schmelzöfen wurden manuell beschickt. In der ersten Hälfte des 20. Jahrhunderts waren Schaufel- und Kolbenförderer am gebräuchlichsten. Zum Schmelzen des Quarzsandes mussten im Ofen Temperaturen von über 1500 °C erreicht werden. Die Glasbläsertechnik bestand, vereinfacht gesagt, darin, Luft in die Glasmasse zu pressen, um das Produkt zu formen.“
Die Glasbläserei als Methode der Glasformung war dank der Erfindung des phönizischen Glasbläsers (eines Rohrs mit Mundstück) bereits in der Antike bekannt. Dabei nahm ein Glasbläser einen Tropfen Glas auf, blies Luft hinein und formte ihn durch Drehen des Blasrohrs („Schale“) zu einer Blase. Diese wurde aus dem Ofen genommen und weiterverarbeitet. Nach dem Tempern im Ofen wurden die Halbfertigprodukte in Behältern gelagert und von Arbeitern in die Schleiferei gebracht.
Nach 1902 wurde das Rohmaterial in einen Ofen gegeben, in dem das Glas gebrannt und getempert wurde. An den Topföfen arbeiteten Anzünder und Glasschöpfer. Presser pressten die Produkte mithilfe einer speziellen Presse in Metallformen. Die endgültige Form der Produkte wurde dem Glasmacher vorgegeben. Für die Glasformung wurden Metallformen mit Reliefmustern verwendet.
Der Ofen brannte und temperte das Glas. An den Schmelzöfen nahmen die Anzünder und Schöpfer (für das flüssige Glas) ihre Plätze ein. Pressarbeiter pressten die Produktformen mithilfe einer speziellen Presse in Metallformen. Die endgültige Form der Produkte wurde dem Meister übergeben. Metallformen mit Reliefmustern dienten der Glasherstellung. Die Presstechnik (ohne Schleifen etc.) mechanisierte und beschleunigte den Glasproduktionsprozess und erwies sich als kostengünstiger als das Hochofenverfahren.
Diese Methode wurde von der „Societe verreries anonyme Zombkowice“ (Ząbkowice Glaswerke Aktiengesellschaft, Auktionshaus) angewendet. Im Laufe ihrer 118-jährigen Betriebszeit entstanden ihre Alltagsgegenstände aus Glas. Praktische Glasbehälter für Obst, Gemüse, Pilze, Fleisch und Fisch – mit Gummideckeln (heute Marmeladengläser) – und Behälter, darunter solche mit Tiermotiven, von denen die berühmte „Ząbkowice Henne“ die beliebteste war. Glänzendes Glas, Platten mit Pflanzenmotiven und Figuren mit dem Herzen Jesu. Kobaltblaue Pralinenschachtel, türkisfarbene Pralinenschachtel, Teller, Glashenne, Salatschüssel, zweihenkelige Vase, Maiglöckchenvase, strahlendes Glas, Glaswaren von Jan Sylwester Drost und Zbigniew Horbowy, handgeformte Vase, türkisfarbene Obstschale, gläserne Etagere, Krug, Tasse, Aschenbecher. Geflochtene Glasvase, Glasschale, Etagere in Form eines Plattfisches, Vase in Granatform. Buntglas.
Nach dem Tod des Gründers der Glashütte, J. Schreiber, zu Beginn des 20. Jahrhunderts wurde in der Glashütte Ząbkowice eine neue Glasproduktionstechnologie eingeführt. Zu Beginn ihres Arbeitstages brachten die Transportarbeiter der Glashütte das Rohmaterial zum Ofen, wo das Glas gebrannt und getempert wurde. An den Schmelzöfen nahmen die Anzünder und Schöpfer (für das flüssige Glas) ihre Plätze ein. Pressarbeiter pressten die Produktformen mithilfe einer speziellen Presse in Metallformen. Die endgültige Form der Produkte wurde dem Meister übergeben. Zur Glasherstellung wurden Metallformen mit Reliefmustern verwendet. Die Presstechnik (ohne Schleifen etc.) mechanisierte und beschleunigte den Glasproduktionsprozess und erwies sich als kostengünstiger als das traditionelle Glashüttenverfahren.
1896 ging das Werk in den Besitz der Aktiengesellschaft „Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe“ über. Die Geschäftsführung bestand damals aus Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star und Max Gurewicz. Erster Betriebsleiter war Hubert Schreiber, Josefs Neffe. Ihm folgte sein Sohn Konrad Schreiber.
Die Betriebsleitung setzte Sudeten-Spezialisten als Vorarbeiter ein. Mit der Einführung von Pressglas im Jahr 1902 entstand ein völlig neuer Markt. Kisten mit Glaswaren wurden täglich auf großen, von Pferden gezogenen Plattformen zum Eisenbahnlager am Bahnhof Ząbkowice transportiert und von dort in zusätzlichen Waggons auf den Bahnstrecken Warschau–Wien oder Ivangorod–Dąbrowa verschifft.
Die Auktionsgesellschaft der Glasfabrik Ząbkowice versteigerte Pressglas, Tafelgeschirr, Leuchten, Lampenzylinder und Lampenschirme, Luxusartikel, Bürobedarf, Tintenfässer und Briefbeschwerer. Die „Gazeta Kaliska“ (Tageszeitschrift für Politik, Gesellschaft und Wirtschaft), Nr. 248 vom 29. Oktober 1924, berichtete über die Glasfabrik Ząbkowice und erwähnte, dass dort Haushalts-, Tafel-, Leuchten-, Büro- und Dekorationsartikel aus transparentem und farbigem Glas hergestellt wurden. Zu Beginn des 20. Jahrhunderts umfasste das Produktsortiment der Fabrik unter anderem Parfümflakons, Gläser, Becher, Teegläser, Teller, Platten, Vasen, Zylinder für Öl- und Gaslampen, Lampenschirme und sogar Kirchenleuchter. Um 1910 kamen Zuckerdosen hinzu. Schätzungsweise lieferte die Fabrik täglich drei Tonnen Glas an den Markt. Während der Zweiten Polnischen Republik verdoppelte sich die Produktionskapazität auf sieben Tonnen pro Tag. 1984 feierte die Haushaltsglasfabrik in Dąbrowa Górnicza – Ząbkowice stolz ihr hundertjähriges Bestehen.
Angesichts der vielen Spaltungen, Zwietracht und Ungerechtigkeit in unserem Vaterland sollten wir uns an die Schutzheiligen unseres Vaterlandes wenden, die uns zum Gebet und zum Opfer anspornen und uns vor allem dazu bewegen, unserem Vaterland treu zu dienen. Wie Sie bereits wissen, begegnete ich in meiner Kindheit täglich den Glasmachern, Sammlern, Pressern, Färbern, Vorarbeitern, Glasarbeitern und vor allem den einfachen Arbeitern der Glashütte Ząbkowice. Ich wartete dort nach 14 Uhr auf meine Mutter, die nach der Arbeit Feierabend hatte. Der laute Alarm ertönte aus den Lautsprechern und kündigte das Ende ihres Arbeitstages an. Ich erinnere mich daran als an den kleinen Stasiu. Ich möchte all meinen Kindheitsfreunden hier an diesem Ort für ihre Anwesenheit in meinem Leben danken. Schon als Junge ging ich nicht nur in die örtliche Kirche zum Beten, sondern auch in Ihre Kantine zum Essen. Sie haben mein Leben geprägt. Die Glashütte, in deren Schatten ich aufwuchs, diente dem großen Ganzen, das ich Polen nenne. Diese Helden zeugen vom außergewöhnlichen Generationenwandel der Polen und ermutigen uns nun zum Gebet und zu Opfern, vor allem aber zum treuen Dienst am Vaterland, für das sie sich in der täglichen Mühe, den polnischen Tisch zu schmücken, abmühten und für das sie heute im Reich Gottes Fürsprache einlegen.
Im Strudel der heutigen Welt, der Flut von Liberalismus, Pornografie, Freizügigkeit und Opportunismus, in der unser Vaterland von Spaltung, Zwietracht und Ungerechtigkeit zerfressen ist, in der Genderideologie und LGBT-Bewegungen grassieren, ist man versucht, zugleich über die Zerstörung dieser Spur auf Erden zu weinen, über die Stahlwerksschornsteine, die gestern noch standen und den Ursprung meines Lebens markierten. Der heilige Johannes Paul II., ein Papst polnischer Abstammung, schrieb: „Der Waldbach fließt im Rhythmus der Gebirgsbäche hinab … Wenn du die Quelle finden willst, musst du stromaufwärts gehen, gegen den Strom. Durchbrechen, suchen, nicht aufgeben, du weißt, sie muss irgendwo hier sein – Wo bist du, Quelle? … Wo bist du, Quelle?! Stille … Bach, Waldbach, offenbare mir das Geheimnis deines Ursprungs! (Stille – warum schweigst du? Wie sorgsam hast du das Geheimnis deines Ursprungs verborgen.) Lass mich meine Lippen mit Quellwasser benetzen, die Frische spüren, die belebende Frische.”
Als Vertreter dieser scheidenden, letzten, brüderlichen Generation möchte ich fest daran glauben, dass ich aufsteigen muss. In diesen Zeiten gibt es keinen Napoleon; der erste polnische Krieg war siegreich, es war die Solidarność 1980, und der zweite polnische Krieg wird heute geführt. Und dieser polnische Krieg wird für das polnische Gewissen und die polnische Erzählung in jedem Augenblick seiner Geschichte geführt. Und ich glaube fest daran, dass …“ In kleinen Heimaten wird dies tief empfunden. Mehr noch als diese großartigen polnischen Wurzeln, die treu eine slawische Identität und ein gewisses Geheimnis bergen, sollte ich mit echtem Optimismus in die Zukunft blicken – in diesem Moment werde ich unaufhörlich von der historischen und leuchtenden Geschichte meiner kleinen Heimat getragen, die ich Ihnen hier geschildert habe.
_____
Stanisław Barszczak, Cendrier de la verrerie de Ząbkowice
Il y a des actes glorieux et des motivations viles. Nous connaissons des personnages représentés sur des monuments qui ne le méritent pas, ou qui le surpassent de loin. L’histoire se déroule au service de la propagande. Et cette histoire raconte l’histoire d’un prince chevauchant nu à travers la ville, de rossignols qui ont causé la mort du roi, d’une future sainte courant autour du château avec une hache pour faire entrer son amant.
Notre histoire recèle des pages glorieuses. Tout cela s’est passé il y a plusieurs siècles. La Première Guerre polonaise fut une victoire contre l’Autriche. La Seconde Guerre polonaise de 1812 ne fut pas exploitée.
Kościuszko ne faisait pas confiance à Napoléon. Les Russes sont différents. Le général Koutouzov est élu commandant de l’armée du tsar à la place de Bagration. Pendant ce temps, la Grande Armée de Napoléon entre dans Moscou. Après un mois, la retraite commence ; Napoléon choisit la même route de retraite que celle qu’il avait empruntée pour Moscou. Les entrepôts de Smolensk sont envahis par la Garde tsariste, les vivres manquent, deux cent mille chevaux se dressent contre les 650 000 hommes de l’armée napoléonienne, la boue, le gel, les pertes dues aux marches et l’armée s’enlisent dans la boue. À Vilnius, Napoléon nomme Murat commandant en chef de la Grande Armée, et le blessé part en calèche pour Paris.
En 1813, Napoléon réunit une vaste coalition. La guerre de 1813, Leipzig et la défaite. Le prince Józef Poniatowski périt dans l’Elster. Son corps est d’abord transporté à l’église de la Sainte-Croix, puis au château de Wawel. De nos jours, la guerre logistique se déroule d’une manière différente, encore plus sophistiquée. Mais là encore, nous accusons un retard d’environ deux jours sur le reste de l’Europe. Bien que nous ne voulions pas nous relâcher. De nos jours, la guerre de Pologne fait également rage. Nous sommes coincés dans les embouteillages. Les pertes s’accumulent et l’armée est embourbée.
Mais ma petite patrie me manque toujours, même si, de toute façon, elle n’a aucune chance de gagner. Les autorités de Dąbrowa Górnicza ont pris le contrôle de Ząbkowice. La Pologne est certes libre, mais le mal est déjà là ! L’adhésion à l’Union européenne fut-elle sa plus grande erreur ? Comment les Polonais ont-ils réagi ? Qui avait raison ? Ceux qui ont voté pour l’UE ou ceux qui sont restés fidèles à leur patrie ? Aujourd’hui, on parle de trahison, de sexe et de mensonges. De mythes devenus réalités, de réalités devenues légendes – et parmi ces dernières, on trouve de nombreuses figures troubles devenues des héros, et des héros presque tombés dans l’oubli.
La cérémonie de remise de la Toison de Oro à la reine Sofia s’est déroulée ces jours-ci en Espagne. Elle n’a cependant pas été sans controverse. Le mari de la reine Sofia, l’ancien roi Juan Carlos, n’y a pas été invité. Son absence a suscité des interrogations, d’autant plus qu’il avait été proclamé roi d’Espagne en novembre 1975, deux jours seulement après la mort de Francisco Franco, jouant un rôle déterminant dans la transition du pays vers la démocratie. Les filles de la reine Sofia, les infantes Elena et Cristina, ainsi que leurs enfants, étaient également absents. En revanche, le roi Philippe, son épouse la reine Letizia et leurs filles, la princesse Leonor et l’infante Sofia, étaient présents.
Avec une curiosité non dissimulée, je me tourne vers ma petite patrie, que je vois partout sur la planète. J’ai retracé son histoire à maintes reprises. Aujourd’hui, je m’intéresse à la verrerie de Ząbkowice, fondée en 1884 par la société « Schreiber & Neffen », qui produisait initialement du verre soufflé selon des méthodes traditionnelles. Son fondateur était Josef Schreiber, propriétaire de plusieurs verreries employant plus de 2 000 ouvriers, dont la plus importante se trouvait à Rapotin (Reitendorf en allemand), en République tchèque. Outre les halls d’usine, les baraquements et les logements des ouvriers, un atelier de peinture, un atelier de meulage avec entrepôt, un entrepôt technique et de nombreuses autres installations furent construits. Derrière le hall n° 1 se trouvait le bâtiment administratif de l’usine. Deux des halls abritaient les unités de production de l’époque : quatre fours à poterie. Les nombreuses installations de l’aciérie comprenaient également un atelier de poterie, une forge, un atelier de menuiserie, des sanitaires, une cuisine, un réfectoire, et bien d’autres encore. Au départ, la production était réalisée dans un unique hall en bois exigu.
Après 1890, Josef Schreiber démissionna de la direction de l’aciérie et se consacra à sa vie privée. Dans les années 1890, l’entreprise connut des difficultés financières, ce qui nécessita sa restructuration. L’aciérie de Ząbkowice avait déjà été modernisée par les successeurs de J. Schreiber. En 1896, l’usine devint la propriété de la société par actions « Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe ». Le conseil d’administration était alors composé de Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star et Max Gurewicz. Le premier directeur de la verrerie fut Hubert Schreiber, neveu de Josef. Son fils, Konrad Schreiber, lui succéda. Les directeurs employaient des spécialistes des Sudètes comme contremaîtres. Dans les années 1920, une laverie à sable, une usine à gaz et de nouveaux fours furent construits sur le site de la verrerie de Ząbkowice. Parmi les investissements les plus importants de cette période figurait la modernisation des gazéificateurs Siemens. La verrerie de Ząbkowice devint alors une grande usine employant environ 400 personnes. Elle était considérée comme une grande usine, la plupart des verreries employant jusqu’à 200 ouvriers. En 1918, Ząbkowice comptait 35 verreries en Pologne, et plus de 100 dans les années 1920.
Jusqu’en 1902, la production de verre à Ząbkowice reposait sur la technique du soufflage manuel. L’atelier en bois où travaillaient les premiers verriers de Ząbkowice était totalement dépourvu d’aération. Un ouvrier muni d’une paille jouait un rôle essentiel dans le processus de fabrication : il préfabriquait le verre dans un moule en bois, tandis qu’un souffleur créait des bulles de verre. La masse de verre était ensuite déposée à l’aide d’une louche sur ces bulles. Après démoulage, les bulles de verre refroidissaient dans un four de recuisson. Sous le régime tsariste, les ouvriers, dont les journées de travail atteignaient 12 heures, étaient mal payés, mais la main-d’œuvre ne manquait pas et certains envoyaient même leurs enfants travailler. Le fils d’un maître verrier se souvient : « L’intérieur de l’atelier était faiblement éclairé, et la chaleur intense et le verre en fusion étaient insupportables pour ceux qui ne connaissaient pas ce type de travail. Une bonne santé était essentielle, car dans de telles conditions, les plus fragiles succombaient à diverses maladies. Le propriétaire de la verrerie, J. Schreiber, ne se souciait pas de fournir des soins médicaux.
Le sable de quartz servait de matière première pour la production de verre. On utilisait également de la chaux spath. Le verre était fondu dans des fours à creuset. Ces fours étaient alimentés au gaz provenant d’un gazéificateur. Tous les fours à creuset étaient alimentés manuellement. Dans la première moitié du XXe siècle, les alimentateurs à pelle et à piston étaient les plus courants. La fusion du sable de quartz nécessitait d’atteindre des températures supérieures à 1 500 °C dans le four. La technique du verre soufflé consistait, en termes simples, à insuffler de l’air dans la masse de verre pour former le produit.»
Le soufflage du verre, en tant que méthode de fabrication, était connu depuis l’Antiquité grâce à l’invention du souffleur de verre phénicien (un tube muni d’un embout buccal). Selon cette méthode, un verrier spécialisé prélevait une goutte de verre, y insufflait de l’air et, en faisant tourner le souffleur (« bol »), lui donnait la forme d’une bulle. Celle-ci était ensuite retirée du four et soumise à des étapes de transformation. Après la cuisson au four, les produits semi-finis étaient stockés dans des récipients, puis transportés à l’atelier de polissage.
À partir de 1902, la matière première fut introduite dans un four où le verre était cuit et recuit. Dans les fours à creuset, des allumeurs et des préleveurs de verre en fusion occupaient leurs postes. Des presseurs étaient chargés de presser les produits dans des moules métalliques à l’aide d’une presse spéciale. La forme finale des produits était confiée au maître verrier. Des moules métalliques à motifs en relief servaient à façonner le verre.
Le four assurait ensuite la cuisson et la recuisson du verre. Aux fours à creuset, les allumeurs et les préparateurs de verre en fusion étaient à leur poste. Les presseurs, à l’aide d’une presse spéciale, pressaient les formes des produits dans des moules métalliques. La forme finale des produits était remise au maître verrier. Des moules métalliques à motifs en relief servaient à former le verre. La technique du pressage (sans meulage, etc.) a mécanisé et accéléré la production de verre, ce qui s’est avéré plus économique que la méthode du haut fourneau.
C’est la méthode employée par la « Société Verreries anonymes Zombkowice » (Société par actions de verrerie de Ząbkowice, Maison de ventes aux enchères). Au cours de ses 118 années d’activité, elle a produit de nombreux objets en verre du quotidien : des bocaux pratiques pour conserver fruits, légumes, champignons, viande et poisson – avec des disques en caoutchouc (aujourd’hui, nous avons les pots à confiture), et des récipients, notamment ceux à motifs animaliers, dont le plus populaire était la fameuse « poule de Ząbkowice ». Verre poli, plats à décor végétal, figurines représentant le cœur de Jésus… Boîte de chocolats cobalt, boîte de chocolats turquoise, assiettes, poule en verre, saladier, vase à deux anses, vase muguet, verrerie rayonnante, verrerie conçue par Jan Sylwester Drost et Zbigniew Horbowy, vase façonné à la main, coupe à fruits turquoise, présentoir à gâteaux en verre, pichet, tasse, cendrier. Vase en verre tressé, bol en verre, présentoir à gâteaux « poisson plat », vase « grenat ». Vitraux.
Après le décès du fondateur de la verrerie, J. Schreiber, au début du XXe siècle, une nouvelle technologie de production du verre fut introduite à la verrerie de Ząbkowice. En début de journée, les manutentionnaires transportaient la matière première jusqu’au four, où le verre était cuit et recuit. Aux fours à creuset, les allumeurs et les préparateurs de verre en fusion prenaient place. Les presseurs imprimaient les formes des produits dans des moules métalliques à l’aide d’une presse spéciale. La forme finale des produits était remise au maître verrier. Des moules métalliques à motifs en relief servaient à former le verre. La technique du pressage (sans meulage, etc.) a mécanisé et accéléré le processus de production, qui s’est avéré plus économique que la méthode traditionnelle.
En 1896, l’usine est devenue la propriété de la société par actions « Glashüttenwerkevormals J. Schreiber & Neffe ». Le conseil d’administration était alors composé de Josef Schreiber, Josef Leo Schreiber, Arnold Feigl, Paul Star et Max Gurewicz. Le premier directeur de la verrerie fut Hubert Schreiber, neveu de Josef. Son fils, Konrad Schreiber, lui succéda. Les responsables employaient des spécialistes des Sudètes comme contremaîtres.
L’introduction du verre pressé en 1902 donna naissance à un marché entièrement nouveau. Des caisses de produits verriers étaient transportées quotidiennement sur de grands chariots hippomobiles jusqu’à l’entrepôt ferroviaire de la gare de Ząbkowice, d’où elles partaient pour les lignes Varsovie-Vienne ou Ivangorod-Dąbrowa dans des wagons supplémentaires.
La maison de vente aux enchères de la verrerie de Ząbkowice commercialisait du verre pressé, de la vaisselle, des luminaires, des cylindres et abat-jour de lampes, des articles de luxe, des fournitures de bureau, des encriers et des presse-papiers. Le numéro 248 de la Gazeta Kaliska, « magazine quotidien politique, social et économique », daté du 29 octobre 1924, mentionnait que la verrerie de Ząbkowice produisait des articles ménagers, de la vaisselle, des luminaires, des articles de bureau et des objets décoratifs en verre transparent et coloré. Au début du XXe siècle, la gamme de produits de la verrerie comprenait, entre autres, des flacons de parfum, des verres, des tasses, des verres à thé, des assiettes, des plats, des vases, des cylindres pour lampes à pétrole et à gaz, des abat-jour et même des chandeliers d’église. Vers 1910, des sucriers vinrent compléter la gamme. On estime que la verrerie fournissait quotidiennement 3 tonnes de verre au marché. Sa capacité de production doubla sous la Seconde République polonaise, atteignant 7 tonnes par jour. En 1984, la Verrerie domestique de Dąbrowa Górnicza – Ząbkowice célébra avec fierté son centenaire.
Face aux divisions, aux discordes et aux injustices qui règnent dans notre patrie, tournons-nous vers les saints patrons qui nous incitent à prier, à faire des sacrifices et, surtout, à servir fidèlement notre patrie. Comme vous le savez déjà,
j’ai côtoyé les incendiaires, les collecteurs, les presseurs, les teinturiers, les contremaîtres, les verriers et surtout les ouvriers de la verrerie de Ząbkowice chaque jour de mon enfance, lorsque j’attendais ma mère après son travail à l’usine, après 14 heures chaque jour.
La puissante alarme retentissait dans les haut-parleurs, signalant la fin de sa journée. Je m’en souviens comme du Petit Stasiu. Je tiens à remercier tous mes amis d’enfance, ici même, pour leur présence dans ma vie. Dès mon plus jeune âge, j’allais non seulement prier à l’église du village, mais aussi manger à votre cantine. Vous avez marqué ma vie. La verrerie, à l’ombre de laquelle j’ai grandi, a servi la grande cause commune que j’appelle la Pologne. Ces héros témoignent du renouvellement générationnel extraordinaire des Polonais et nous incitent aujourd’hui à prier, à nous sacrifier et, surtout, à servir fidèlement la Patrie. C’est pour elle qu’ils ont épuisé leurs chaînes dans le labeur quotidien à embellir la table polonaise, et pour laquelle ils intercèdent aujourd’hui auprès du Royaume de Dieu.
Dans le tourbillon du monde actuel, submergé par le libéralisme, la pornographie, la permissivité et l’opportunisme, alors que notre patrie est en proie à la division, à la discorde et à l’injustice, alors que l’idéologie du genre et les mouvements LGBT prospèrent, on est tenté de pleurer sur la disparition de cette trace terrestre, sur les cheminées des aciéries qui se dressaient encore hier, témoins de mes débuts. Saint Jean-Paul II, pape d’origine polonaise, écrivait : « Le ruisseau de la forêt descend au rythme des torrents de montagne… Si tu veux trouver la source, il faut remonter le courant. Perce, cherche, ne cède pas, tu sais qu’elle est là, quelque part – Où es-tu, source ?… Où es-tu, source ?! Silence… Ruisseau, ruisseau de la forêt, révèle-moi le secret de ton origine ! (Silence – pourquoi te tais-tu ? Avec quel soin as-tu caché le secret de ton origine !)
Laisse-moi humecter mes lèvres à l’eau de source, sentir la fraîcheur, la fraîcheur vivifiante.”
En tant que représentant de cette dernière génération fraternelle qui s’en va, je veux croire fermement que je dois m’élever. En ces temps-ci, il n’y a pas de Napoléon ; la première guerre polonaise fut victorieuse, c’était Solidarność en 1980, et la seconde guerre polonaise fait rage aujourd’hui. Et cette guerre polonaise est menée pour les consciences polonaises et le récit polonais à chaque instant de son histoire. Et je crois fermement que dans les petites choses… » Je ressens profondément ce lien avec ma patrie. Plus encore que ces magnifiques racines polonaises, qui dissimulent fidèlement une identité slave et un certain mystère, je dois envisager l’avenir avec un optimisme sincère : en ce moment même, je suis constamment soutenu par l’histoire, riche et lumineuse, de ma petite patrie, dont je vous ai parlé ici.
(Myślę, że poświęcenie stoi w bezpośredniej opozycji do manifestacji. Jeśli chcesz spełnić swoje marzenia, powinieneś szukać obfitości, a nie niedostatku)
Stanisław Barszczak, Jedno włoskie lato
Kochani. Nazywam się Dawid Kohan. I wierzę w życie liczbami. Moje słowa, jakie chciałbym wam przekazać, odnoszą się do nieprzewidywalności życia, natury równoległych żyć i odnajdywania pasji.
Różo. Kiedyś byłaś moja. Ale teraz mylisz się co do miłości. Myślisz, że musi mieć przyszłość, żeby mieć znaczenie, ale tak nie jest. To jedyna rzecz, która w ogóle nie musi się stawać. Ma znaczenie tylko o tyle, o ile istnieje. Tu i Teraz. Miłość nie potrzebuje przyszłości.
Życie nie każdemu daje pasję w jego zawodzie; ty i ja wygraliśmy tę rundę.
Szczęście. Wróg wszelkiego cierpienia.
Czasami… najtrudniejszą rzeczą w rozstaniu się z kimś jest uświadomienie sobie, że nigdy nie było ci to przeznaczone.
Jak opłakiwać coś, co tak naprawdę nigdy do ciebie nie należało?
Ciągle próbuję nauczyć się zasad, tylko po to, by zdać sobie sprawę, że ludzie, którzy wygrywają, zdają się żadnej nie przestrzegać.
Właśnie o to chodzi w wolnej woli: każda decyzja, którą podejmujemy, jest wyborem przeciwko czemuś, tak samo jak za czymś innym.
Co by było, gdyby najwspanialsza historia miłosna, jaką kiedykolwiek opowiedziano, była niewłaściwa?
Historia, pamięć to z definicji fikcja. Kiedy wydarzenie przestaje być obecne, a zostaje zapamiętane, staje się narracją. I możemy wybierać narracje, które opowiadamy – o naszym życiu, naszych historiach, naszych związkach. Możemy wybierać rozdziały, którym nadajemy znaczenie.
Wydaje się niemożliwe, ile przestrzeni może być w tej intymności, ile prywatności w miłości. I myślę, że może właśnie na tym polega miłość. Nie brak przestrzeni, ale jej uznanie, zaaprobowanie czegoś, co żyje między częściami, co sprawia, że możliwe jest nie bycie jednym, ale bycie innym, bycie dwoma.
Wcześniej nie wiedziałem o tym.
Nie chodzi o to, że dziewczyny mają urojenia. Po prostu mają subtelną zdolność do przekształcania rzeczywistych okoliczności w coś innego.
Jest milion rzeczy na tym świecie, które mogą cię zabić, które w jednej sekundzie mogą unicestwić życie, na które tak ciężko pracujesz. To największy żart świata. Całe nasze życie kręci się wokół nieumierania, wiedząc jednocześnie, że to jedyna rzecz, której nie możemy uniknąć.
Jedzenie, spanie, rozglądanie się w obie strony, zanim przejdziesz przez ulicę. To wszystko, wszystko, aby chronić nas przed tym, o czym wiemy, że i tak nas dopadnie. To nawet nie ma sensu, jeśli się nad tym zastanowić. To największy żart świata.
Myślę, że poświęcenie stoi w bezpośredniej opozycji do manifestacji. Jeśli chcesz spełnić swoje marzenia, powinieneś szukać obfitości, a nie niedostatku.
To jest życie. Musimy je brać takim, jakie jest, bo chociaż niektóre rzeczy są naprawdę do dupy, jest też wiele naprawdę wspaniałych.
Mam nadzieję, że będziesz stąpać po świecie, znając swoją wartość. Mam nadzieję, że znajdziesz pasję – coś, co kochasz, coś, co rozpala cię wewnętrznie. Mam nadzieję, że znajdziesz spokój i pewność siebie, potrzebne, by zaufać temu, dokąd prowadzi twoja ścieżka. Pamiętaj, że należy ona tylko do ciebie. Inni mogą machać i kibicować, ale nikt nie może wskazać ci drogi. Nie byli tam, dokąd ty zmierzasz.
Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumiesz, że to, że zostajesz matką, nie oznacza, że przestajesz być kobietą. A przede wszystkim mam nadzieję, że wiesz, że nawet jeśli mnie nie widzisz, zawsze jestem z tobą.
Kiedyś myślałem, że teraźniejszość determinuje przyszłość. Że jeśli będę ciężko i długo pracować, zdobędę to, czego pragnę. Pracę, mieszkanie, życie. Że przyszłość to po prostu sterta gliny, czekająca, aż teraźniejszość podpowie, jaką formę przybrać. Ale to nieprawda. To niemożliwe.
Różo, jesteś gotowa patrzeć w przyszłość i dawać ludziom drugą szansę. Ale rzecz w tym, że niektórzy ludzie na nią nie zasługują.
Nie mylisz się, kochając to, co robisz. Masz szczęście. Życie nie każdemu daje pasję w zawodzie.
Zmarli razem; zawsze będą razem wspominani. To postanowione, raz na zawsze. Należał do niej. To nie miłość, to uczucie. To żałoba. Jeśli istnieje zegar, jeśli dążymy do czegokolwiek, to powinno to być nasze szczęście.
Ciężko jest zatrzymać ludzi, gdy jesteśmy starsi. Życie każdego wygląda inaczej i trzeba ciągle wybierać siebie nawzajem. Trzeba świadomie starać się mówić wciąż od nowa: „Ty”. Nie każdy dokonuje takiego wyboru. Nie każdy potrafi.
W życiu chodzi o coś więcej niż tylko kontynuowanie tego, co wiemy. To, co cię tu doprowadziło, nie doprowadzi cię tam.
To właśnie nas definiuje. Sposób, w jaki kochamy ludzi wokół nas i wybory, których dokonujemy, aby to pokazać. To właśnie czyni nas tym, kim jesteśmy.
Ale siedząc tu przy biurku, uświadamiam sobie coś jeszcze. Byliśmy na tych równoległych torach, Róża i ja. Ciągle poruszaliśmy się do przodu w przestrzeni, ale nigdy się nie dotykaliśmy, z obawy przed zboczeniem z kursu. Gdybyśmy podążali w tym samym kierunku, nigdy nie musielibyśmy iść na kompromis. Ale z równoległymi torami jest tak, że mogą być od siebie oddalone o cale albo o mile. A ostatnio mam wrażenie, że odległość między Davidem a mną jest niesamowita. Po prostu nie zauważyliśmy, bo wciąż patrzyliśmy na ten sam horyzont. Ale dociera do mnie, że chcę, żeby ktoś stanął mi na drodze. Chcę, żebyśmy się zderzyli.
Historia to atut, a nie wada. Miło jest być z kimś, kto cię zna, kto zna twoją historię. Będzie ona jeszcze ważniejsza, im dłużej żyjesz. Nauka powrotu do przeszłości może być trudniejsza niż zaczynanie od nowa. Ale cholera, jeśli potrafisz, warto.
Każdego dnia świat rodzi się na nowo. Każdego dnia wschodzi słońce. To cud, myślę. Prosty, codzienny cud. Życie.
Słuchaj, myślisz, że lubię historię, bo fascynują mnie możliwości, to, jak mogła się wydarzyć, ale się mylisz. Lubię ją, bo to jedyna rzecz, którą tak naprawdę znamy w życiu. Przeszłość to jedyna rzecz, na którą możemy liczyć. Teraźniejszość? Przyszłość? To tylko zgadywanka.
Jest ścieżka lądu, która istnieje poza morzem i niebem. Jest za górami, Nawet za wzgórzami — tymi o soczystej zieleni, które piętrzą się ku niebu. Byłem tam, z tobą. Nie jest duża, choć nie za mała. Może mogłabyś postawić dom na jej szerokości, Ale nigdy o tym nie myśleliśmy. Jaki byłby z tego pożytek? Już tam mieszkamy. Gdy noc się zamyka I miasto cichnie, jestem tam, z tobą. Nasze usta się śmieją, nasze głowy są puste, ogołocone ze wszystkiego, prócz tego, co jest. A co jest? Pytam. Ty mówisz. Ty i ja, tutaj.
Moja matka, widzisz, jest wielką miłością mojego życia. Już wiesz, przyszłość to jedyna rzecz, na którą możesz liczyć, że cię nie opuści.
Przyszłość zawsze cię znajdzie. Zatrzymaj się, a ona cię znajdzie. Tak jak ląd musi po prostu biec ku morzu.
Nikt nigdy nie umarł od nadmiaru informacji. To nieporozumienia są problemem. Teraźniejszość jest nieubłagana. Zmusza nas wciąż do zwracania uwagi. Wymaga od nas wszystkich. I słusznie.
Nikomu czas nie jest obiecany. Ani tobie. Ani mamie. Ani mnie. Tak po prostu jest. Wszyscy umieramy. Każdego dnia. I w pewnym momencie staje się to wyborem. Którą decyzję podejmiesz dzisiaj? Żyjesz czy umierasz?
Byłem młody, myślałem, że potrzebuję pieniędzy, ale potem zdałem sobie sprawę, że moja beztroska przyjaciółka tak naprawdę żyje dobrze, mimo że miłość i złamane serce często idą w parze.
I na koniec, tym razem: jednym z najważniejszych wyzwań w życiu jest decyzja, czego się trzymać, a co puścić. Nie daj się zwieść i nie wierz, że nie wiesz, co jest czym. Co jest bardziej dramatycznego niż złamane serce? Zatem podążaj za uczuciem, podążaj za nim aż do domu.
Zmarli razem; zawsze będą razem wspominani. To postanowione, raz na zawsze. Należał do niej. Plotki nie mają znaczenia; ucichną… Ludzie mogą pamiętać, że to było samobójstwo, ale moje imię nie będzie z nim związane. To będzie po prostu dwoje kochanków, połączonych ze sobą na zawsze.
Tak wiele razy pytano mnie, czy potrzebuję pomocy, że pozwoliłem sobie zapomnieć o tym pytaniu , jego znaczenie. Teraz widzę, jak miłość w moim życiu splotła się w gobelin, który miałem szczęście ignorować.
Ludzie w związkach są albo kwiatami, albo ogrodnikami. Dwa kwiaty nie powinny być parą; potrzebują kogoś, kto je wesprze, kto pomoże im rosnąć. ….. Są kwiaty i ogrodnicy. Kwiaty kwitną; ogrodnicy się nimi opiekują. Dwa kwiaty, bez pielęgnacji, wszystko umiera.
Chyba tak to jest z tym starzeniem się. Zdajesz sobie sprawę, że twoje różnice mogą być dobre. Nie tylko złe.
Mówią, że język lepiej rozumieją osoby z prawą półkulą mózgu, ale nie jestem tego taki pewny. Myślę, że potrzeba pewnej swobody, pewnej płynności, by mówić w obcym języku. Wziąć wszystkie słowa z głowy i przewrócić je, jedno po drugim, jak kamienie – i znaleźć coś jeszcze, zwiniętego na spodzie.
Moje życie było pełne magicznych chwil, byłem tak zajęty czekaniem, że nie widziałem ich, kiedy już były.
Składaliśmy obietnice w świecie rozświetlonym światłem. Na przykład nie wiemy, jak utrzymać je w ciemności.
Kiedy zaczynam mówić, zdaję sobie sprawę, że całe mieszkanie jest zalane wodą i duszę się od wszystkiego, czego nie mogę powiedzieć.
Ale zaskakiwanie się życiem to nie przegrana, to życie. To chaotyczne, niewygodne, skomplikowane i piękne. To życie, całe. Jedynym sposobem, żeby się pomylić, jest odmowa zabawy.
Jest coś w fotografii, co kocham – całe wspomnienie uchwycone w jednej chwili.
Nie chodzi o to, że chłopcy też mają urojenia. Po prostu mają tę subtelną zdolność do przekształcania rzeczywistych okoliczności w coś innego. Jeśli jednak jest coś, czemu naprawdę się sprzeciwiam, to przymykanie oczu na rzeczywistość. Jaki w tym sens? Rzeczy są takie, jakie są i najlepiej po prostu to przyznać. Nikt nigdy nie umarł od nadmiaru informacji.
Chciałbym, żebyś zrozumiała, Różo, że możesz mieć miłość przekraczającą najśmielsze marzenia. Z czego robi się filmy. Ty też jesteś do tego stworzona.
Potrzebuję poranka. Jest coś w byciu pierwszą osobą, która się budzi, co wydaje się cenne, rzadkie. Czuję się spełniony, zanim jeszcze wypiję pierwszą filiżankę kawy. Cały dzień jest lepszy.
Możliwe, że działania mają tylko taką wagę, jaką im nadajemy. Możemy sami zdecydować, co coś znaczy.
Patrzę na ten widok. Woda, most, światła. Warszawa na wodzie, migocząca jak obietnica. Myślę o tym, ile życia kryje w sobie to miasto, ile bólu serca, ile miłości. Myślę o wszystkim, co tam straciłem, o tej blednącej metropolii przede mną.
Jesteśmy jak konstelacje mijające się, widzące swoje światło, ale w oddali. Ile przestrzeni może być w tej intymności, ile prywatności. I myślę, że może właśnie na tym polega miłość. Nie brak przestrzeni, ale jej uznanie, to, co żyje między częściami, to, co sprawia, że możliwe jest nie bycie jednym, ale bycie innym, bycie dwoma.
Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumiesz, że to, że zostajesz matką, nie oznacza, że przestajesz być kobietą.
Rzecz, której nikt nigdy nie chce powiedzieć o randkowaniu, brzmi: Trudno być prawdziwym, jasne. Trudniej pozwolić komuś innemu być.
Musiałem przygasić swoje światło. Nie było łatwo być mężem celebrytki.
Ale nie jest też łatwo być mężem ciemności. W końcu tak bardzo przygasłem, że zgasłem.
Różnica między byciem dobrym a złym w czymś to tylko zainteresowanie.
Często zastanawiam się, jaka jest nasza odpowiedzialność wobec innych ludzi, ile im zawdzięczamy. Czyim zadaniem jest dbanie o własne szczęście? Naszym, czy ludzi, którzy nas kochają? Oczywiście, jedno i drugie. Jesteśmy sobie winni i sobie nawzajem. Ale w jakiej kolejności?
Nie sądzę, żeby złe czyny czyniły z ciebie złą osobę. Myślę, że życie jest o wiele bardziej skomplikowane a myślenie inaczej jest uproszczone.
Czasami myślę, że jedynym prawdziwym sposobem, by poznać wartość czegoś, jest jego utrata.
Stała satysfakcja rzadko sprzyja dobrym opowieściom.
Różo, tak to teraz rozumiem. Stworzyła mnie na swoje podobieństwo, ale zapomniała o najważniejszym. Zapomniała, że pewnego dnia odejdzie, że już to zrobiła, a wtedy zostanę z niczym. Kiedy jesteś tylko odbiciem, co się dzieje, gdy obraz znika?
Oto dziewczyna, moja najlepsza przyjaciółka, która pasowała do tego odległego miejsca jak ulał. Ja nie, a jednak zabrała mnie ze sobą. Zawsze zabierała mnie ze sobą, chcąc, żebym był częścią jej szerokiego, otwartego życia. Jak mógłbym czuć się inaczej niż szczęśliwy?
Wszystkie przygotowania świata nie powstrzymają nieoczekiwanego.
Życie nie ma być wiarygodne. Ma być magiczne. Nie słyszałaś? Prawda jest dziwniejsza niż fikcja.
Musimy brać życie, brać je takim, jakie jest, bo chociaż niektóre rzeczy są naprawdę do dupy, jest też wiele dobrych.
Bieganie robi dla mnie wszystko to, co robi dla innych – oczyszcza mi głowę, daje czas na myślenie, sprawia, że moje ciało czuje się dobrze i swobodnie. Ale miało też dodatkową zaletę – zabierało mnie w różne miejsca. Kiedy przeprowadziłem się do miasta, mogłem sobie pozwolić tylko na garsonierę, ale chciałem być wszędzie. Więc biegałem.
Tak to jest z miejscami, z których pochodzimy – mówią chyba najmniej o tym, kim naprawdę jesteśmy.
Nigdy nie ufaj nikomu, kto
nie miał złamanego serca. To jak przed i po. Nigdy już nie widzisz świata tak samo.
Myślę, że jestem naprawdę dobry w podróżowaniu, a mniej w tym, co się dzieje, gdy stoisz w miejscu. Lubię być gościem. W miejscach, w hotelach, czasami w życiu innych ludzi.
Epicka, epicka miłość nie polega na posiadaniu kogoś. Chodzi o gotowość do oddania tej osoby. To poświęcenie. To bilety do teatru mojej mamy upchnięte na dnie jej pudełka na biżuterię. To Paweł i August. To siostra Anna. To Mariusz i jego mama, prawda, którą zachowuje, by ją chronić. I widzisz, tego właśnie nie rozumiałem. Tego, czego nikt ci nie mówi. Że to, że znajdziesz miłość, nie oznacza, że jest twoja na zawsze. Miłość nigdy nie należy do ciebie. Należy do wszechświata.
Mówię ci, że to nie twoja rola. Nie możesz na nowo rozpalić czyjegoś życia.
Kiedy cierpisz w samotności, to straszne. Ale kiedy patrzysz na cierpienie innych ludzi, niewinnych, tych, którzy nie potrafią sobie pomóc – jest gorzej.
Tej nocy nauczyłem się, że rzeczy, o które nie pytamy – ignorujemy , wokół których przechodzimy obok – to może być najbardziej zabójcze ze wszystkiego.
Marzeniem moim – spotkać właściwą osobę, być z kimś, kogo chcę widzieć rano i nago. Nie bać się złego dnia w jego towarzystwie. Być szczęśliwym, jak sądzę.
Ale to jest miłość, prawda? Wiara w coś, czego nie można zobaczyć, dotknąć, ani nawet opisać. Jak w samym sercu, po prostu wiemy, że to istnieje.
Nadal jesteś sobą, ona nadal jest nią. Nadal masz emocje. Nadal będziesz walczyć. Możesz próbować być idealna, ale to się obróci przeciwko tobie. Po prostu bądź tu i teraz.
Zachowujesz się, jakbyś nie wiedziała, jak się tu znalazłaś, jakbyś się po prostu obudziła, rozejrzała się i pomyślała: Hm – ale mam dla ciebie wiadomość. Nawet bezczynność to wybór.
Są rzeczy, którymi nie możesz dzielić się z przyjaciółmi. Nawet z najlepszymi. Niektórych sekretów lepiej po prostu nie ujawniać.
Czyny mają tylko taką wagę, jaką im nadajemy. Możemy sami zdecydować, co coś znaczy.
Ale teraz to nie ma znaczenia. To jak parasol w środku ulewy, kiedy już jesteś mokry. To dokładnie to, czego potrzebujesz, czego chcesz, ale jest za późno.
Nie ma dobra bez zła. Są jak nici DNA. Splecione misternie i nieodwracalnie. Czasem zwycięża dobro, czasem zło. Nie walczymy o trwały triumf dobra, ale o równowagę. I tak to się toczy.
Moja mama była pierwszą osobą, do której dzwoniło się po przepis (szklanka cebuli, czosnku, nie zapomnij o szczypcie cukru) i ostatnią, do której dzwoniło się w nocy, kiedy po prostu nie można było zasnąć (szklanka gorącej wody z cytryną, olejek lawendowy, tabletki magnezu). Znała dokładny stosunek oliwy z oliwek do czosnku w każdym przepisie i potrafiła bez problemu przygotować obiad z trzech produktów ze spiżarni. Znała wszystkie odpowiedzi. Ja natomiast nie mam żadnej, a teraz jej już nie mam.
Miłość to sieć. Może cię złapać długo po tym, jak tej osoby już nie będzie.
Myślę, że poświęcenie stoi w bezpośredniej opozycji do manifestacji. Jeśli chcesz spełnić swoje marzenia, powinieneś szukać obfitości, a nie niedostatku.
Im jesteśmy starsi, tym trudniej jest utrzymać kontakt z ludźmi. Życie każdego wygląda inaczej i trzeba ciągle wybierać siebie nawzajem. Trzeba świadomie starać się wciąż powtarzać: „Ty”. Nie każdy dokonuje takiego wyboru. Nie każdy może.
Czasami dzieje się to bez ostrzeżenia. Jak ogrom przeszłości – wszystkiego, co się wydarzyło – wkrada się w przestrzeń i rozdyma. W jednej chwili jest to mała rzecz – zamknięta, kieszonkowa – w następnej staje się stworzeniem. Z nogami, rękami i łuskami. Tak działa żałoba. Jest, nawet gdy o niej zapominasz. Nie znika, ale po prostu się zmienia, zmienia formę.
Ale nawet historie o największym wpływie, a może szczególnie te, nie mają mocy, by zostać napisane na nowo. Jeśli, gdyby… czy wszystko byłoby inaczej? Nieważne. Co się stało, to się nie odstanie.
Czasami musimy być otwarci, żeby wpuścić coś dobrego. To, co teraz widzę, wyłaniając się w lustrze, jest ta jedna, prosta prawda: nauka bycia złamanym to nauka bycia całością.
Przeznaczenie może cię gdzieś wyrzucić, ale to twoje zadanie dotrzeć tam, dokąd zmierzasz, zdecydować o swoim własnym końcu…
Acapulco, całe miasto zbudowane jest wokół zatoki morskiej. Wygląda jak amfiteatr, cieszący się spektaklem oceanu.
Moja kochana Różo, moja maleńka – Włochy są takie piękne, Amalfijskie wybrzeże. Przypominają mi ciebie. Jak wszyscy są szczęśliwi o poranku, jak gwiazdy wschodzą nocą. Wiem, że mnie tam nie ma i mam nadzieję, że pewnego dnia ci to wyjaśnię. Życzę ci tylu rzeczy, maleńka. Mam nadzieję, że będziesz chodzić po świecie, znając swoją wartość. Mam nadzieję, że znajdziesz pasję – coś, co kochasz, coś, co rozświetla cię od środka. Mam nadzieję, że znajdziesz spokój i pewność siebie, potrzebne, by zaufać temu, dokąd prowadzi twoja ścieżka. Pamiętaj, że należy ona tylko do ciebie. Inni mogą machać i kibicować, ale nikt nie może wskazać ci drogi. Nie byli tam, dokąd ty zmierzasz.
Wiatr jest słaby i leniwy, a miasto tętni radosną, satysfakcjonującą jakością rutyny.
W doskonałości nie ma prostego piękna. Takie jest życie. Nie zawsze wszystko układa się tak, jak myślisz. Nie jest tak schludnie i porządnie. Ale ludzie pojawiają się w twoim życiu z jakimś celem – teraz to widzę. Ciotka lubiła mawiać, że ludzie krzyżują twoje ścieżki z jakiegoś powodu, na jakiś czas albo na całe życie.
Czasami trzeba coś poświęcić, żeby osiągnąć swoje marzenia.
Ale ty nie jesteś w Krystianie zakochana. Mogłaś być na początku, ale jeśli tak, to nigdy tego nie dostrzegałem i nie mogę już udawać. I zdałem sobie sprawę, że ty też nie. Jeśli do czegokolwiek zmierza zegar, to powinno to być twoje szczęście.
Zawsze czekałem, prawda? Na tragedię, która znów pojawi się u moich drzwi. Na zło, które mnie zaskakuje. A czymże jest rak, jeśli nie tym? Jeśli nie manifestacją wszystkiego, czemu całe życie próbowałem się przeciwstawić.
Rebecca Serle, Za pięć lat
Że ten sam zestaw okoliczności, przekonań i działań, który doprowadził cię do pewnego momentu, nie doprowadzi cię do tego, co nadejdzie. Że jeśli chcesz innego rezultatu, musisz zachowywać się inaczej. Że musisz się nieustannie rozwijać.
Jesteś tutaj. Nauczyłem się jednego: nie można próbować wynieść tego doświadczenia ponad prostotę człowieczeństwa, bo to się nie uda.
Najważniejsze w komunikacji jest usłyszeć to, co nie zostało powiedziane.
Przez te dwa lata na początku byłem szczęśliwy, a szczęście ma to do siebie, że przyspiesza. Smutek naznacza rzeczy. Radość pozwala im przetrwać. Dni i miesiące mogą minąć w mgnieniu oka. Byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek wcześniej w swoim życiu. Wszystko się zmieniło. Minęły dwa lata. Wtedy nie wiedziałam, że jesteśmy dopiero w połowie drogi.
Sprawiam, że Róży życie jest gładkie i stabilne. Ona sprawia, że moje jest jasne i olśniewające. To wydaje się uczciwe. Dobra wymiana.
Uwielbiam kolejność zawierania umów, przejrzystość języka – to, że jest mało miejsca na interpretację i zero na błąd. Uwielbiam te czarno-białe terminy.
Tak to jest w życiu – te chwile, to, co nas definiuje, wyłania się z niczego. Nieodebrane połączenie. Upadek ze schodów. Wypadek samochodowy. To wszystko dzieje się w jednej chwili, w mgnieniu oka.
Najważniejsze w komunikacji jest usłyszenie tego, co nie zostało powiedziane.
Jesteś tutaj. Jedną rzeczą, której się nauczyłem, jest tym – nie można próbować wywyższać tego doświadczenia ponad prostotę człowieczeństwa, bo to się nie uda.
Albowiem ten sam zestaw okoliczności, przekonań i działań, który doprowadził cię do tego momentu, nie doprowadzi cię do tego, co nadejdzie. Jeśli chcesz innego rezultatu, musisz zachowywać się inaczej, musisz się nieustannie rozwijać.
Prowadzenie sporów to naginanie prawa do własnej woli, to oszustwo, chodzi o percepcję. Czy potrafisz przekonać ławę przysięgłych? Czy potrafisz sprawić, by ludzie czuli? W zawieraniu umów nic nie jest ponad prawem. Liczą się słowa pisane. Wszystko jest czarno na białym.
Powiedzmy sobie szczerze, miłość nie jest łatwa. Nawet jeśli jesteście jedynymi ocalałymi z katastrofy lotniczej i jesteście dla siebie bliscy.
Wszyscy umieramy. Każdego dnia. I w pewnym momencie staje się to wyborem. Którą decyzję podejmiesz dzisiaj? Żyjesz czy umierasz?
Niech tak będzie. Niech tak będzie.
W życiu chodzi o coś więcej niż tylko kontynuowanie tego, co się zna.
Zawsze zastanawiałem się, jak radzą sobie ludzie, którzy właśnie otrzymali tragiczną wiadomość i musieli lecieć samolotem. Każdy samolot musi przewozić kogoś, kto jedzie do łóżka umierającej matki, do wypadku samochodowego przyjaciela, na widok spalonego domu.
Chciałbym cię pocałować, Różo. Słyszę to w klatce piersiowej. Ale nie zrobię tego, dopóki mi nie powiesz, że to w porządku. Wiem, że jesteś w dziwnym położeniu. Wiem też, że jesteśmy tutaj, w Amalfi, jest wielka pełnia księżyca, a twoje usta wyglądają jak… Arbuz. Ten dobry. Ten śniadaniowy.
Kiedy wspominam mój związek z Tobą, to widzę nasze najlepsze momenty; nasze największe hity. Zbyt łatwo zapominam o rzeczach, które się wkradły, o rzeczach, które nas rozdzieliły!
Nie powiedziałbym, że jestem romantykiem, ale wierzę w romans, czyli w dzwonienie, żeby zapytać o randkę, zamiast pisać SMS-y, w kwiaty po seksie i w Franka Sinatrę na zaręczynach. I w Nowy Jork w grudniu.
Wiem, czym jest małżeństwo. Kłótnie i wygoda, nieporozumienia i długie okresy milczenia. Lata wsparcia, troski i niedoskonałości.
Ale to wszystko dopiero za godzinę. Teraz, po północy, nie wiemy jeszcze, co nas czeka. Niech tak będzie. Niech tak będzie.
Nawyki tworzą jutro, wczoraj.
Zastanawiam się, czy seks mógłby wyrażać coś jeszcze – jakiś poziom czułości. Czy moglibyśmy oceniać nie siłę czyichś uczuć, ale miarę jego troski.
Magia Włoch zdaje się polegać na ich zdolności do łączenia się z czasem poza czasem, z epoką, której nie naznaczyła nowoczesność. Bycie tu i teraz daje tyle spokoju.
Moja matka, widzisz, była wielką miłością mojego życia, a ja ją straciłem. Teraz nie należę do nikogo. Nie w ten czy inny sposób, już nie. Ale jestem swoją własnością, tak jak ona była swoją. Jeśli możesz wyciągnąć rękę i trzymać drugą osobę za rękę, czy odległość ma znaczenie? Czy samo to, że możesz kogoś zobaczyć, jest wartościowe?
Całe cztery dni spędziliśmy na obrzeżach. Jedząc kolację w kawiarniach na obrzeżach Amalfi.
Patrzymy na siebie. Dwie osoby związane i spętane własnym smutkiem, a ja chcę się do ciebie wczołgać. Chcę pościelić sobie łóżko w twych ramionach. Zostać tam, aż burza minie. Ale oczywiście nie mogę. Ty masz swoje własne problemy do rozwiązania. Możemy sobie pomóc tylko w naszej historii, a nie w naszym rozumieniu. Jest inaczej. Zawsze było inaczej.
Historia to atut, a nie wada. Miło jest być z kimś, kto cię zna, kto zna twoją historię. Będzie ona jeszcze ważniejsza, im dłużej będziesz żyć.
My prawnicy, wydaje się niemożliwe, żebyśmy kiedykolwiek doszli do porozumienia, ale jakoś nam się to udaje. W jakiś sposób umowy zostają uzgodnione i podpisane. W jakiś sposób zawierane są umowy. A kiedy w końcu to się dzieje, jest to ekscytujące. Lepsze niż jakikolwiek dzień w sądzie. Jest napisane. Wiążące. Każdy może z brawurą nagiąć wolę sędziego lub ławy przysięgłych, ale zrobienie tego na papierze – czarno na białym – wymaga szczególnego rodzaju artyzmu. To prawda w poezji.
Myślę, że jestem naprawdę dobry w podróżowaniu. Lubię być gościem. W różnych miejscach, w hotelach, a czasem w życiu innych ludzi.
Prawda jest trudna. Jest skomplikowana. Nie zawsze ma prostą strukturę. Nie zawsze jest wygodna. Dlatego czasami staramy się jak najdłużej trzymać ją z dala od historii. Pozwalamy jej czaić się gdzieś w kątach, nie nagłaśniamy jej. Ale w końcu nas dogania. Oczywiście, że tak. Możesz uciekać, ale nie ukryjesz się.
Trudno być dobrym w tym, czego się nie kocha. Piękno jest w podupadłych budynkach, praniu rozwieszonym wysoko nad głowami, rytmie i potoku codziennego życia. Piękno jest też w starej śródziemnomorskiej architekturze, budynkach sprzed wieków, zanim Neapol stał się tym, czym jest dzisiaj. Piękno jest w tej rozbieżności – dwóch pozornie przeciwstawnych rzeczach, które się ze sobą łączą.
Wydawało się, że Róża kochała etap życia, na którym się znajdowała – gdzieś poza wszelkim rozmyślaniem. Bardzo solidnym. Sam akt podjęcia ryzyka, zmiany, jest z definicji aktem ewolucji. A kiedy ewoluujemy, rośniemy. I o to właśnie chodzi.
Nie potrafię jeszcze wyobrazić sobie świata bez niej, jak będzie wyglądał, kim będę pod jej nieobecność.
Jeśli zegar tyka do czegokolwiek, to powinno to być twoje szczęście.
Po prostu czuję, że potrzebuję więcej czasu… Naprawdę czuję się najczęściej zaskoczony. Myślałem, że mam o wiele więcej… czasu. Myślałem, że mam całe lato, żeby podzielić się swoją wiedzą na temat pracy, życia i twojej przyszłości, Różo, a czuję, że mam ci coś do powiedzenia. Och! W autobusie upewnij się, że wybierzesz dobre miejsce, wiesz, bo ludzie są stworzeniami przyzwyczajenia, a miejsce, które wybierzesz na początku, może być twoim miejscem przez resztę roku. Znajdź miejsce przy oknie, kochanie, bo jest tyle do zobaczenia.
Myślałem, że to znaczy właśnie – dostrzegać prawdę w rzeczach błahych, a błahostkę w rzeczach fundamentalnych. Dwadzieścia cztery. Tyle miesięcy moim zdaniem powinno się z kimś spotykać, zanim się z nim zamieszka. Dwadzieścia osiem. Odpowiedni wiek na zaręczyny. Trzydzieści. Odpowiedni wiek na ślub. Życie to paradoks. Dlatego Bóg stworzył kobiecą przyjaźń.
Często zastanawiam się, jaka jest nasza odpowiedzialność wobec innych ludzi, ile im jesteśmy winni. Czyim zadaniem jest dbanie o własne szczęście? My, czy ludzie, którzy nas kochają? Oczywiście, że jedno i drugie. Jesteśmy sobie winni i jesteśmy winni coś nawzajem. Ale w jakiej kolejności? Patrząc na Różę siedzącą naprzeciwko mnie, czuję namacalną potrzebę ochrony jej – czuję ją głęboko w kościach. A potem myślę o czymś innym, o czymś, na co trudno patrzeć, ale czego nie da się już zignorować. Zastanawiam się, czy dostrzegałem to pragnienie – szanowałem je, rozpoznawałem – i nazywałem miłością. Ochrona i miłość to nie to samo. Miłość mówi: spróbuję i poniosę porażkę. Miłość mówi: Pomimo. Miłość mówi: A jednak, a jednak, a jednak.
Żyjemy w epoce romansu, w której można wybierać spośród tysięcy nieznajomych w internecie. Prawie każdy boi się wyrzutów sumienia po zakupie.
Natura ma tak wielką moc, jeśli tylko zwrócimy na nią uwagę. Nawet bezczynność jest wyborem.
Nawet najszczersze przygotowania nie powstrzymają nieoczekiwanego. Naprawdę świetni prawnicy znają każdy cal swojej umowy, ale często podejmują decyzje w oparciu o coś innego – obecność nieznanej siły, która, jeśli zostanie wysłuchana, zdradzi dokładnie kierunek, w którym zmierza bieg wydarzeń.
Róża patrzy na mnie. Jej orzechowe oczy wydają się niemal złote w świetle lampy grzewczej – maleńkie punkciki słońca.
„Jesteś dociekliwą osobą” – napisałem do niej. Wszystko kwestionujesz.
Nikt nie jest idealny, Różo. Idealność nie istnieje. Ale to, co mieliśmy, było cholernie dobre.
Oto, co pamiętam, co powiedziała: Życzliwość ważniejsza od uczciwości. Uczą nas, że uczciwość jest najważniejszą cechą. Mów prawdę. Nie kłam. Itd. Ale jest tak wiele sytuacji, w których szczerość nie jest miła. Kiedy milszą rzeczą jest zachowanie tego, co masz do powiedzenia, dla siebie.
Róża tego nie rozumiała. Powiedziała mi wszystko. W końcu ja też. Ale wraz ze wzrostem szczerości rosło również okrucieństwo. Czasami myślałam, że jesteśmy szczerzy tylko po to, żeby zobaczyć, jak głęboko możemy zranić.
Pamiętam, kiedyś o tym czytałem, że kiedy mewa umiera, spada z nieba na miejscu. Mogłabyś po prostu siedzieć na plaży, delektować się pomarańczowym lodem, a tu bum, mewa w głowę.
Zawsze tego chciałem. Być w miejscu, które nie cofnie się przed niczym. Być otoczonym tempem i rytmem wielkości. Błogosławieństwo tego życia, tego jednego, wspaniałego, pięknego życia. Cała strata i udręka. Cała radość, która to umożliwia. Delikatne więzi, kruchość, niemożliwe szanse bycia tu i teraz, razem. Wybór, by nadal tak czynić.
Poświęcenie jest w bezpośredniej opozycji do manifestacji. Jeśli chcesz spełnić swoje marzenia, powinieneś szukać obfitości, a nie niedostatku.
Ale uznanie pragnienia oznacza uznanie tego, co by było, gdyby. Chciałem tego, a to oznaczało, że przerażało mnie, że nigdy tego nie osiągnę.
Prawda jest taka: naprawdę pragnę miłości. W pewnym sensie szukałem tego od zawsze. Prawdziwa miłość, taka, która sprawia, że chcesz się zestarzeć razem, sprawia, że nie tylko nie boisz się tego czasu spędzonego z jedną osobą, ale wręcz jesteś nim pobudzony. Było we mnie coś, co chciało iść naprzód. Jeśli nigdy nie zatrzymasz się na tyle długo, by się w czymś zatopić, to cię to nie zniszczy. Łatwiej jest wydostać się z basenu niż ze studni, ot co.
W domu czeka na ciebie wspaniałe życie. Jest piękne, trudne, radosne i prawdziwe. Będzie chaotyczne i czasami będziesz popełniać błędy. Powinnaś być bardziej szczera, kiedy to robisz – to pomoże jej, twojej córce. Nie potrzebuje, żebyś była idealna; potrzebuje, żebyś po prostu była sobą. To życie jest dobre, Różo, ale może nie być takie, jakiego pragniesz.
Znała mnie doskonale, ale to nie działało w obie strony; nie mogło. Ile życia przeżyła, zanim się jeszcze pojawiłem. Kim ona była, zanim mnie poznała.
Zawsze tego chciałam. Być w miejscu, które nie cofnie się przed niczym. Być otoczoną tempem i rytmem wielkości. Życie nie ma być wiarygodne. Ma być magiczne. Nie słyszałaś? Prawda jest dziwniejsza niż fikcja.
Ale tak mało z tego robiłem – z takiej zabawy, z takiego oddania. Czuję, jak dekada grania dorosłego mężczyzny szarpie mnie, wszystkie te lata, których nie spędziłem na upijaniu się na parkietach, prezentując się tu, dziś wieczorem.
Wchodzę po schodach z powrotem do hotelu. Ledwo łapię oddech, kiedy docieram na miejsce. Moje płuca zrobiły się silniejsze. Nogi też.
Czuję zapachy śniadania, morza, kawy. Dźwięki rowerów i dzieci.
To wystarczy. To więcej niż wystarczy. To jest wszystko.
Pod koniec wieczoru pozwoliłem jej się pocałować. A potem pozwoliłem jej się ze mną spotykać przez prawie dwa lata.
Pragnę miłości. W pewnym sensie szukałem jej od zawsze. Szczęście ma to do siebie, że przyspiesza. Smutek naznacza rzeczy. Radość pozwala im przetrwać. Dni i miesiące mogą minąć w mgnieniu oka.
Odwracam się do niej, bo ledwo może się ruszyć. Jej oczy patrzą w moje. Te same oczy. Oczy, które kochałam tak długo. Wciąż tam są. Ona wciąż tam jest. Nie sposób myśleć, że jej nie będzie. Ale jej nie będzie. Wkrótce jej nie będzie. Umiera, rak. I nie mogę jej tego odmówić, tej szczerości.
Życie zrobiło objazd. A odkąd zboczyliśmy z kursu, nie spędzam dużo czasu na myśleniu o czego bym chciał, gdybyśmy tego nie zrobili. Czy to ma znaczenie? Jest tylko to życie. To właśnie to, które przeżywamy.
To dziwne, jakie figle płata ci adrenalina. Potrzeba naprawy, naprawy. W chwili uderzenia myślimy, że można cofnąć czas. Jesteśmy tak blisko poprzedniej minuty; jak trudno byłoby po prostu cofnąć czas? Szybko cofnąć to, co właśnie zostało zrobione?
Dr Ryszard się śmieje. To miły śmiech, dziwny w tym szpitalnym otoczeniu. „Znam tę dynamikę” – mówi. „Ale ona się przekona”. „Nie wiem” – odpowiadam. Ona się przekona” – mówi. Jesteś tutaj. Nauczyłem się jednej rzeczy: nie można próbować wynieść tego doświadczenia ponad prostotę człowieczeństwa, to się nie uda.
Wpatruję się w niego. Nie jestem pewien, co ma na myśli, ale on to wyczuwa. „Nadal jesteś sobą, ona nadal jest sobą. Nadal masz emocje. Nadal będziesz walczyć. Możesz próbować być idealny, ale to się obróci przeciwko tobie. Po prostu bądź tu i teraz. Jak ktoś wspaniały,
Jesteśmy jak konstelacje mijające się, widzące swoje światło, ale w oddali. Wydaje się niemożliwe, ile przestrzeni może być w tej intymności, ile prywatności. I myślę, że może właśnie tym jest miłość. Nie brakiem przestrzeni, ale jej uznaniem, czymś, co żyje między częściami, czymś, co sprawia, że możliwe jest nie bycie jednym, ale bycie innym, bycie dwojgiem.
Na odległość ramienia? Jeśli możesz wyciągnąć rękę i trzymać drugą osobę za rękę, czy odległość ma znaczenie? Czy samo dostrzeganie kogoś jest wartościowe?
Zmuszam Zmuszam się, by spojrzeć sobie w oczy w lustrze. Zmuszam się, by spojrzeć na osobę naprzeciwko mnie. Jest rozbita, nieszczęśliwa i zdeformowana. Została rozdarta.
Podobnie ten sam zestaw okoliczności, przekonań, działań, które doprowadziły cię do tego momentu, nie doprowadzą cię do tego, co nastąpi. Że jeśli chcesz innego wyniku, musisz zachowywać się inaczej. Że musisz się ciągle rozwijać.
Jestem tu, Różo. Po prostu czuję, że potrzebuję więcej czasu… Naprawdę wpadłem w zasadzkę, wiesz? To znaczy, myślałem, że mam o wiele więcej… czasu. Myślałem, że mam całe lato, żeby podzielić się swoją mądrością na temat pracy, życia i twojej przyszłości, a po prostu czuję, że mam ci coś do powiedzenia. Och!
Czasami musimy być otwarci, żeby wpuścić coś dobrego. To, co teraz widzę, wyłaniające się w lustrze, to ta jedna, prosta prawda: uczenie się bycia złamanym to uczenie się bycia całością.
Jestem prawnikiem. Wiem, co oznaczają słowa, co oznaczają milczenie, co oznacza powtórzenie. I wiem, czarno na białym, co ona myśli. Co podejrzewa. Może nawet, co już wie.
Towarzystwo. Pozwól mi usiąść z tobą w ciszy, Różo. Pozwól mi trzymać cię za rękę i rozumieć.
Pielęgniarki przechodzą obok, niewzruszone. Przecież to oddział chemioterapii. Nic nowego. Po prostu koniec świata, raz po raz, raz po raz.
Prawda jest trudna. Jest skomplikowana. Nie zawsze ma prostą strukturę. Nie zawsze jest to wygodne. Dlatego czasami staramy się jak najdłużej trzymać to z dala od historii. Pozwalamy temu czaić się w kątach, nie nagłaśniamy tego. Ale w końcu nas dogania. Oczywiście, że tak. Można uciekać, ale nie da się ukryć.
Już nie wiem, gdzie jest dom. Nie wiem, jak znaleźć swój środek bez niej, bo właśnie tym była.
Zawsze uważałem, że koncepcja intuicji to bzdura. Czujesz tylko chłonięcie faktów. Oceniasz wszystkie posiadane informacje: słowa, mowę ciała, otoczenie, bliskość swojej ludzkiej postaci do poruszającego się pojazdu i wyciągasz wnioski.
Tak to jest z wolną wolą: każda decyzja, którą podejmujemy, jest wyborem przeciwko czemuś, tak samo jak za czymś innym.
Kiedy Róża się odsuwa, uświadamiam sobie, że wciąż ściskam jej ramię. Kładzie dłoń na mojej. „Będzie dobrze”, mówi.
Nie potrafię jeszcze wyobrazić sobie świata bez niej, jak on będzie wyglądał, kim będę pod jej nieobecność. Nie potrafię pojąć, że we wtorki nie przyjeżdża po mnie na lunch, parkuje bez pozwolenia na krawężniku przed moim domem i wbiega do środka z torbą pełną czegoś – zakupów, kosmetyków, nowego swetra, który kupiła w Paryżu. Nie mogę pojąć, że jeśli do niej zadzwonię, telefon będzie dzwonił i dzwonił – że nie ma już nikogo po drugiej stronie, kto powie: „Dawidzie, kochanie. Chwileczkę. Mam mokre ręce”. Nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek pogodzę się ze stratą jej ciała – jej ciepłego, gościnnego ciała. Miejsca, w którym zawsze czułem się jak w domu.
Kiedy moja mama chorowała, wszystko kręciło się wokół przyszłości – martwiłem się o to, co nadejdzie, co może się wydarzyć.
To był świat poza czasem, funkcjonujący według własnego harmonogramu.
To jest piękno. Piękno Warszawy -rozległe, poszukujące, horyzontalne bogactwo doświadczeń. Wszystko dzieje się na wierzchu wszystkiego – energia i oczekiwania, piętrzące się jak kostki domina. Tutaj trzeba polować na to, co będzie dalej.
„Nigdy nie chcesz być obca we własnej rodzinie” – mawiała moja mama.
Mam nadzieję, że będziesz kroczyć przez świat, znając swoją wartość. Mam nadzieję, że znajdziesz pasję – coś, co kochasz, coś, co rozpala cię wewnętrznie. Mam nadzieję, że znajdziesz spokój i pewność siebie, potrzebne, by zaufać temu, dokąd prowadzi twoja ścieżka. Pamiętaj, że to tylko twoja. Inni mogą machać i wiwatować, ale nikt nie może wskazać ci drogi. Nie byli tam, dokąd ty zmierzasz. A przede wszystkim mam nadzieję, że wiesz, że nawet jeśli mnie nie widzisz, zawsze jestem z tobą – mówiłem.
Chciałem epickiej miłości, takiej, która jest zarezerwowana dla filmów.
Chcę, żeby tu była. Chcę, żebyśmy gotowali w tej kuchni, robiąc bałagan w rzeczach, biegając do sklepu na rogu, bo nie mamy ekstraktu waniliowego ani grubo mielonego pieprzu. Chcę, żebyśmy bawili się w tej szafie, żeby naśmiewała się ze wszystkiego, co chcę założyć. Chcę, żeby u mnie nocowała, utulona do snu. Co złego mogłoby się jej stać pod moim okiem? Co złego mogłoby ją spotkać, gdybym nigdy, przenigdy nie odwróciła wzroku?
Miasto. Pełne, gwarne i nieświadome, że gdzieś, piętnaście przecznic na południe, maleńkie komórki mnożą się w spisku mającym na celu zniszczenie całego świata.
Kiedy byłem mała, właściwie jeszcze niemowlęciem, mama śpiewała mi co wieczór. Zawsze prosiłem o piosenkę, tę, która brzmi: Moja mama wraca, zawsze wraca, Ona zawsze po mnie wraca. Moja mama wraca, zawsze wraca, nigdy mnie nie zapomni.
Większości miejsc na świecie nigdy nie dotknąłem, nigdy nie spotkałem. Ale teraz jestem tu. To coś. To początek. Wydaje się niemożliwe, ile przestrzeni może być w tej intymności, ile prywatności. I myślę, że może właśnie tym jest miłość. Nie brakiem przestrzeni, ale jej uznaniem, czymś, co żyje między częściami, czymś, co sprawia, że możliwe jest nie bycie jednym, ale bycie innym, bycie dwoma.
Tęsknię za nią, tęsknię za nią, tęsknię za nią. Tęsknię za jej ciepłem, jej wskazówkami i dźwiękiem jej głosu. Tęsknię za tym, jak mówiła mi, że wszystko będzie dobrze i wierzyła w to, bo to ona siedziała za kierownicą. Tęsknię za jej uściskami, jej śmiechem i jej szminką Clinique Black Honey.
Szczęście to nie ciągłe wymaganie, żeby wszystko działało w pełni… Moje szczęście to akceptacja faktu, że dziewięćdziesiąt pięć procent mojego życia jest głęboko niedoskonałe.
Im dłużej żyjesz, tym bardziej będzie to ważne. Nauczenie się, jak odnaleźć drogę powrotną, może być trudniejsze niż zaczynanie od nowa. Ale, cholera, jeśli potrafisz, warto.
Kiedyś myślałem, że nieznane jest niemożliwe — że przynosi tylko ból, strach i migający na czerwono zegar odliczający minuty. Teraz wiem, że to nieprawda, a przynajmniej nie jedyna rzecz, która jest prawdziwa. Nieznane może być piękne. Niespodzianką mogą być kwiaty na progu. Może to być kartka papieru, która zmieni twoje życie.
Ciągle próbuję nauczyć się zasad, ale zdaję sobie sprawę, że ludzie, którzy wygrywają, wydają się ich nie przestrzegać. Smutek naznacza rzeczy. Radość pozwala im przetrwać. To, co teraz widzę, wyłaniając się w lustrze, to ta jedna, prosta prawda: uczenie się bycia złamanym to uczenie się bycia całością.
Historia to zaleta, a nie wada. Miło jest być z kimś, kto cię zna, kto zna twoją historię.
Dzwony zaczynają dzwonić wcześnie i to właśnie one, wyciągają mnie z łóżka na taras, by powitać dzień.
Życie nie jest jednością. Małżeństwo też nie. Dzieją się okropne rzeczy. Robimy sobie okropne rzeczy. Ale jakoś, czasami, udaje nam się iść dalej. Może. I to jest magia, prawda? Nie bilet. Nie sztuczka cofania czasu. Nie spontaniczne, niezwykłe szczęście. Magia to życie z tym. Magia to życie przez to. Byliśmy normalni. A normalność wydawała się lepsza niż dobra. Normalność była jak niebo.
W życiu jest coś więcej niż tylko ciągłe trwanie. Inni mogą machać i wiwatować, ale nikt nie może ci wskazać drogi. Nie byli tam, dokąd zmierzasz.
A do każdej kobiety, która kiedykolwiek czuła się zdradzona przez los lub miłość, chciałbym zawsze mówić „Trzymaj się”. To nie koniec twojej historii. Chcę mówić o tym, że muszę się teraz podzielić z prawdą, której unikałem. Nie ma jednego pudełka pod moim łóżkiem, są dwa. Jedno mierzy moje życie w nazwach i jednostkach czasu, drugie w miligramach. Tak – miłość w moim życiu splotła się w gobelin, który miałem szczęście ignorować. Niech tak będzie. Niech tak będzie.
______(I think sacrifice is the direct opposite of manifestation. If you want to fulfill your dreams, you should seek abundance, not scarcity.) Stanisław Barszczak, One Italian Summer My dears, my name is Dawid Kohan. And I believe in living by numbers. My words to you refer to the unpredictability of life, the nature of parallel lives, and finding passion. Rose. You were once mine. But now you’re wrong about love. You think it needs a future to have meaning, but it doesn’t. It’s the one thing that doesn’t have to happen at all. It only matters insofar as it exists. Here and Now. Love doesn’t need a future. Life doesn’t give everyone passion in their profession; you and I won this round. Happiness. The enemy of all suffering. Sometimes… the hardest thing about breaking up with someone is realizing it was never meant to be. How do you grieve something that never truly belonged to you? I keep trying to learn the rules, only to realize that the people who win seem to follow none. That’s the whole point of free will: every decision we make is a choice against something, as well as for something else. What if the greatest love story ever told was wrong? History, memory, is by definition fiction. When an event ceases to be present and is remembered, it becomes a narrative. And we can choose the narratives we tell—about our lives, our stories, our relationships. We can choose the chapters to which we give meaning. It seems impossible how much space there can be in this intimacy, how much privacy in love. And I think maybe that’s what love is all about. It’s not a lack of space, but an acknowledgment of it, an acceptance of something that lives between the parts, that makes it possible not to be one but to be another, to be two. I didn’t know this before. It’s not that girls are delusional. They simply have a subtle ability to transform real circumstances into something else. There are a million things in this world that can kill you, that can in an instant destroy the life you’ve worked so hard for. It’s the biggest joke in the world. Our entire lives revolve around not dying, knowing at the same time that it’s the one thing we can’t avoid. Eating, sleeping, looking both ways before crossing the street. All of this, all to protect us from what we know is coming to us anyway. It doesn’t even make sense when you think about it. It’s the biggest joke in the world. I think sacrifice is the direct opposite of manifestation. If you want to fulfill your dreams, you should seek abundance, not scarcity. This is life. We have to take it as it comes, because while some things really suck, there are also many that are truly wonderful. I hope you walk the world knowing your worth. I hope you find your passion—something you love, something that ignites you from within. I hope you find the peace and confidence you need to trust where your path leads. Remember, it belongs to you alone. Others can wave and cheer you on, but no one can show you the way. They haven’t been where you’re going. I hope one day you understand that becoming a mother doesn’t mean you stop being a woman. And above all, I hope you know that even if you can’t see me, I’m always with you. I used to think that the present determined the future. That if I worked hard and long, I would get what I wanted: a job, an apartment, a life. That the future was just a pile of clay, waiting for the present to dictate what form it should take. But that’s not true. It’s impossible. Rose, you’re ready to look to the future and give people a second chance. But the thing is, some people don’t deserve it. You’re not wrong to love what you do. You’re lucky. Life doesn’t give everyone passion in their profession. They died together; they will always be remembered together. It’s decided, once and for all. He belonged to her. It’s not love, it’s a feeling. It’s mourning. If there’s a clock, if we strive for anything, it should be our happiness. It’s hard to hold on to people as we get older. Everyone’s life is different, and you have to constantly choose each other. You have to consciously try to say, „You,” over and over again. Not everyone makes that choice. Not everyone can. Life is about more than just continuing what we know. What got you here won’t get you there. That’s what defines us. The way we love those around us and the choices we make to show it. That’s what makes us who we are. But sitting here at my desk, I realize something else. We were on these parallel tracks, Rose and I. We were constantly moving forward in space, but we never touched, for fear of being thrown off course. If w
e were going in the same direction, we’d never have to compromise. But the thing about parallel tracks is that they can be inches or miles apart. And lately, I’ve been feeling like the distance between David and me is incredible. We just didn’t notice because we were constantly looking at the same horizon. But I’m realizing I want someone to get in my way. I want us to collide.
History is an asset, not a drawback. It’s nice to be with someone who knows you, who knows your story. It will become even more important the longer you live. Learning to return to the past can be harder than starting over. But damn, if you can, it’s worth it.
Every day the world is born again. Every day the sun rises. It’s a miracle, I think. A simple, everyday miracle. Life.
Look, you think I like history because I’m fascinated by the possibilities, by how things could have happened, but you’re wrong. I like it because it’s the only thing we truly know in life. The past is the only thing we can count on. The present? The future? It’s just a guess.
There’s a path of land that exists beyond sea and sky. It’s beyond the mountains, even beyond the hills—the lush green ones that tower toward the sky. I was there, with you. It’s not large, though not too small. Maybe you could build a house across its width, but we never thought about it. What good would that be? We already live there. When night closes and the city quiets, I’m there, with you. Our mouths laugh, our heads are empty, stripped of everything but what is. And what is? I ask. You speak. You and I, here.
My mother, you see, is the great love of my life. You already know, the future is the only thing you can count on not to abandon you.
The future will always find you. Stop, and it will find you. Just as the land must simply run toward the sea.
No one ever died from information overload. Misunderstandings are the problem. The present is relentless. It constantly forces us to pay attention. It demands of us all. And rightly so.
Time is not promised to anyone. Not you. Not your mother. Not me. That’s just how it is. We all die. Every day. And at some point, it becomes a choice. Which decision will you make today? Do you live or die?
I was young, I thought I needed money, but then I realized that my carefree friend was actually living well, even though love and heartbreak often go hand in hand.
And finally, this time: one of the most important challenges in life is deciding what to hold on to and what to let go. Don’t be fooled into believing you don’t know which is which. What’s more dramatic than a broken heart? So follow the feeling, follow it all the way home.
They died together; they will always be remembered together. It’s settled, once and for all. He belonged to her. The rumors don’t matter; they’ll die down… People may remember it was suicide, but my name won’t be associated with it. It will simply be two lovers, bound together forever.
I’ve been asked so many times if I need help that I’ve allowed myself to forget that question, its meaning. Now I see how the love in my life has woven itself into a tapestry I’ve been lucky enough to ignore.
People in relationships are either flowers or gardeners. Two flowers shouldn’t be together; they need someone to support them, to help them grow. ….. There are flowers and gardeners. Flowers bloom; gardeners care for them. Two flowers, without care, everything dies.
I guess that’s how it is with aging. You realize that your differences can be good. Not just bad.
They say that right-brained people understand language better, but I’m not so sure. I think it takes a certain ease, a certain fluidity to speak a foreign language. To take all the words from your head and turn them over, one by one, like stones—and find something else curled up underneath.
My life has been full of magical moments. I was so busy waiting that I didn’t see them when they were already there.
We made promises in a world illuminated by light. Like, we don’t know how to keep them in the dark.
When I start to speak, I realize the entire apartment is flooded with water and I’m suffocating from everything I can’t say.
But being surprised by life isn’t a failure; it’s life. It’s chaotic, uncomfortable, complicated, and beautiful. It’s life, all of it. The only way to get confused is to refuse to play.
There’s something about photography I love—a whole memory captured in a single moment.
It’s not that boys are delusional, too. They just have this subtle ability to transform real circumstances into something else. But if there’s one thing I’m truly opposed to, it’s turning a blind eye to reality. What’s the point? Things are what they are, and it’s best to just admit it. No one ever died from information overload.
I want you to understand, Rose, that you can have love beyond your wildest dreams. The stuff movies are made of. You, too, were born for this.
I need a morning. There’s something about being the first. A person who wakes up, something that seems precious, rare. I feel fulfilled before I even drink my first cup of coffee. The whole day is better. Perhaps actions only have the weight we give them. We can decide for ourselves what something means. I look at this view. Water, a bridge, lights. Warsaw on the water, shimmering like a promise. I think about how much life this city holds, how much heartache, how much love. I think about everything I lost there, about this fading metropolis before me. We are like constellations passing each other, seeing each other’s light, but in the distance. How much space can there be in this intimacy, how much privacy. And I think that perhaps this is what love is all about. Not a lack of space, but an appreciation of it, what lives between parts, what makes it possible not to be one but to be different, to be two. I hope that one day you will understand that becoming a mother doesn’t mean you stop being a woman. The thing no one ever wants to say about dating is: It’s hard to be real, sure. It’s harder to let someone else be. I had to dim my light. It wasn’t easy being married to a celebrity. But it’s also not easy being married to the dark. Eventually, I dimmed so much that I went out. The difference between being good at something and being bad at something is just interest. I often wonder what our responsibility is to other people, how much we owe them. Whose job is it to care for our own happiness? Ours, or the people who love us? Of course, both. We owe it to ourselves and each other. But in what order? I don’t think bad actions make you a bad person. I think life is much more complicated, and thinking otherwise is simplistic. Sometimes I think the only true way to know the value of something is to lose it. Constant satisfaction rarely makes for good stories. Rose, that’s how I understand it now. She created me in her image, but she forgot the most important thing. She forgot that one day she would leave, that she had already done so, and then I would be left with nothing. When you’re just a reflection, what happens when the image disappears? This was a girl, my best friend, who fit into this faraway place like a glove. I didn’t, and yet she took me with her. She always took me with her, wanting me to be part of her wide, open life. How could I possibly feel anything but happy? All the preparations in the world won’t stop the unexpected. Life isn’t supposed to be believable. It’s supposed to be magical. Haven’t you heard? Truth is stranger than fiction. We have to take life as it comes, because while some things really suck, there are also many good things. Running does for me everything it does for others—it clears my head, gives me time to think, makes my body feel good and at ease. But it also had the added benefit of taking me places. When I moved to the city, I could only afford a studio apartment, but I wanted to be everywhere. So I ran. That’s the thing about places we come from—they say the least about who we truly are. Never trust anyone who hasn’t had their heart broken. It’s like a before and after. You never see the world the same again. I think I’m really good at traveling, and less at what happens when you’re stuck in one place. I like being a guest. In places, in hotels, sometimes in other people’s lives. Epic, epic love isn’t about possessing someone. It’s about being willing to give them up. It’s sacrifice. It’s my mom’s theater tickets stuffed in the bottom of her jewelry box. It’s Paweł and August. It’s Sister Anna. It’s Mariusz and his mom, the truth she keeps to protect. And you see, that’s what I didn’t understand. What no one tells you. That just because you find love doesn’t mean it’s yours forever. Love never belongs to you. It belongs to the universe. I’m telling you, it’s not your role. You can’t rekindle someone’s life. When you suffer alone, it’s terrible. But when you watch the suffering of others, the innocent, those who can’t help themselves, it’s worse. That night I learned that the things we don’t ask about—the things we ignore, the things we walk right past—can be the most deadly of all. My dream is to meet the right person, to be with someone I want to see in the morning and naked. Not to be afraid of a bad day in their company. To be happy, I suppose. But that’s love, isn’t it? Believing in something that can’t be seen, touched, or even described. Like in the very heart, we simply know it exists. You are still you, she is still her. You still have emotions. You will still fight. You can try to be perfect, but it will backfire. Just be here and now. You act like you don’t know how you got here, like you just woke up, looked around, and thought, „Hmm—but I have news for you. Even inaction is a choice.” There are things you can’t share with your friends. Not even with The best. Some secrets are simply better left unsaid. Actions only have the weight we give them. We can decide for ourselves what they mean. But now it doesn’t matter. It’s like an umbrella in the middle of a downpour, when you’re already soaked. It’s exactly what you need, what you want, but it’s too late. There’s no good without evil. They’re like strands of DNA. Intricately and irreversibly intertwined. Sometimes good triumphs, sometimes evil. We’re not fighting for the lasting triumph of good, but for balance. And so it goes. My mother was the first person you called for a recipe (a glass of onion, garlic, and don’t forget a pinch of sugar) and the last person you called at night when you simply couldn’t sleep (a glass of hot water with lemon, lavender oil, magnesium tablets). She knew the exact ratio of olive oil to garlic in every recipe and could easily make dinner with just three pantry staples. She knew all the answers. I, on the other hand, had none, and now I don’t. Love is a net. It can catch you long after that person is gone. I think sacrifice is the direct opposite of manifestation. If you want to fulfill your dreams, you should seek abundance, not scarcity. The older we get, the harder it is to maintain contact with people. Everyone’s life is different, and you have to constantly choose each other. You have to consciously try to keep repeating, „You.” Not everyone makes that choice. Not everyone can. Sometimes it happens without warning. Like the vastness of the past—of everything that has happened—creeps into space and swells. One moment it’s a small thing—enclosed, pocket-sized—the next it becomes a creature. With legs, arms, and scales. That’s how grief works. It’s there, even when you forget about it. It doesn’t disappear, it simply changes, shifts form. But even the most impactful stories, and perhaps especially these, don’t have the power to be rewritten. What if… would everything have been different? It doesn’t matter. What’s done is done. Sometimes we have to be open to let something good in. What I see now, emerging in the mirror, is this one simple truth: learning to be broken is learning to be whole. Destiny may throw you somewhere, but it’s your task to get where you’re going, to decide your own end… Acapulco, the entire city is built around a bay. It looks like an amphitheater, enjoying the spectacle of the ocean. My dear Rose, my little one – Italy is so beautiful, the Amalfi coast. It reminds me of you. How happy everyone is in the morning, how the stars rise at night. I know I’m not there, and I hope one day I can explain it to you. I wish you so many things, little one. I hope you walk the world knowing your worth. I hope you find your passion—something you love, something that lights you up from within. I hope you find the peace and confidence you need to trust where your path leads. Remember, it belongs only to you. Others can wave and cheer you on, but no one can show you the way. They haven’t been where you’re going. The wind is light and lazy, and the city buzzes with the joyful, satisfying quality of routine. There’s no simple beauty in perfection. That’s life. Things don’t always work out the way you think. Things aren’t always neat and tidy. But people come into your life with a purpose—I see that now. My aunt used to like to say that people cross your path for a reason, for a time or for a lifetime. Sometimes you have to make sacrifices to achieve your dreams. But you’re not in love with Krystian. You might have been there at the beginning, but if so, I never noticed, and I can’t pretend anymore. And I’ve realized you’re not there either. If the clock ticks towards anything, it should be your happiness. I’ve always been waiting, haven’t I? For tragedy to show up at my door again. For evil to surprise me. And what is cancer if not that? If not the manifestation of everything I’ve spent my life trying to resist. Rebecca Serle, In Five Years That the same set of circumstances, beliefs, and actions that got you to a certain point won’t get you to what’s next. That if you want a different outcome, you have to behave differently. That you have to constantly evolve. You’re here. I’ve learned one thing: you can’t try to elevate this experience beyond the simplicity of humanity, because that won’t work. The most important thing in communication is to hear what’s not being said. For those two years at the beginning, I was happy, and happiness has a way of accelerating. Sadness marks things. Joy keeps them going. Days and months can pass in the blink of an eye. I was happier than I had ever been in my life. Everything had changed. Two years had passed. I didn’t know then that we were only halfway there. I make Rose’s life smooth and stable. She makes mine bright and dazzling. It’s seems
fair. A good exchange.
I love the order of contracts, the clarity of language—the fact that there’s little room for interpretation and zero room for error. I love these black-and-white terms.
That’s how it is in life—those moments, what defines us, emerge from nothing. A missed call. A fall down the stairs. A car accident. It all happens in an instant, in the blink of an eye.
The most important thing in communication is hearing what’s not being said.
You are here. One thing I’ve learned is this: you can’t try to elevate this experience above the simplicity of humanity, because it won’t work.
Because the same set of circumstances, beliefs, and actions that got you to this point won’t get you to what’s coming. If you want a different outcome, you have to behave differently, you have to constantly evolve.
Litigation is bending the law to your will, it’s fraud, it’s about perception. Can you convince a jury? Can you make people feel? In contracting, nothing is above the law. Written words count. Everything is in black and white.
Let’s be honest, love isn’t easy. Even if you’re the sole survivors of a plane crash and you’re close to each other.
We all die. Every day. And at some point, it becomes a choice. Which decision will you make today? Do you live or die?
Let it be. Let it be.
Life is about more than just continuing with what you know.
I’ve always wondered how people cope when they’ve just received tragic news and had to fly. Every plane has to carry someone who’s going to the bedside of a dying mother, to a friend’s car accident, to the sight of a burned-out house.
I want to kiss you, Rose. I hear it in my chest. But I won’t do it until you tell me it’s okay. I know you’re in a strange situation. I also know that we’re here in Amalfi, there’s a huge full moon, and your lips look like… watermelon. The good kind. The breakfast kind.
When I think back on my relationship with you, I see our best moments; our greatest hits. I forget too easily about the things that crept up, the things that tore us apart!
I wouldn’t say I’m a romantic, but I believe in romance, meaning calling to ask for a date instead of texting, flowers after sex, and Frank Sinatra on an engagement. And New York in December.
I know what marriage is. Arguments and comfort, misunderstandings and long periods of silence. Years of support, care, and imperfection.
But all of that is still an hour away. Now, after midnight, we don’t yet know what awaits us. So be it. So be it.
Habits create tomorrow, yesterday.
I wonder if sex could express something else—some level of tenderness. Could we judge not the strength of someone’s feelings, but the measure of their care?
The magic of Italy seems to lie in its ability to connect with a time beyond time, with an era untouched by modernity. Being here and now brings so much peace.
My mother, you see, was the great love of my life, and I’ve lost her. Now I belong to no one. Not one way or another, not anymore. But I am my own, just as she was hers. If you can reach out and hold another person’s hand, does distance matter? Is the mere fact of being able to see someone valuable?
We spent four whole days on the outskirts. Eating dinner in cafes on the outskirts of Amalfi.
We look at each other. Two people bound and shackled by their own sadness, and I want to crawl into you. I want to make my bed in your arms. Stay there until the storm passes. But of course I can’t. You have your own problems to deal with. We can only help each other through our history, not our understanding. It’s different. It’s always been different.
History is an asset, not a drawback. It’s nice to be with someone who knows you, who knows your story. It will become even more important the longer you live.
We lawyers, it seems impossible that we’ll ever reach an agreement, but somehow we manage. Somehow, contracts get agreed upon and signed. Somehow, agreements are made. And when it finally happens, it’s exciting. Better than any day in court. It’s written. Binding. Anyone can daringly bend the will of a judge or jury, but doing it on paper—in black and white—requires a special kind of artistry. That’s true in poetry.
I think I’m really good at traveling. I enjoy being a guest. In different places, in hotels, and sometimes in other people’s lives.
The truth is difficult. It’s complicated. It’s not always simple. It’s not always comfortable. That’s why sometimes we try to keep it out of history as long as possible. We let it lurk in the corners, we don’t publicize it. But eventually it catches up with us. Of course it does. You can run, but you can’t hide.
It’s hard to be good at what you don’t love. Beauty lies in the broken. The buildings, the laundry hung high overhead, the rhythm and flow of daily life. There’s also beauty in old Mediterranean architecture, buildings from centuries ago, before Naples became what it is today. Beauty lies in this disparity—two seemingly opposite things that merge.
Rose seemed to love the stage of life she was in—somewhere beyond all contemplation. Very solid. The very act of taking a risk, of changing, is by definition an act of evolution. And when we evolve, we grow. And that’s the point. I can’t yet imagine the world without her, what it will look like, who I will be in her absence. If the clock is ticking for anything, it should be your happiness. I just feel like I need more time… I really feel surprised most of the time. I thought I had so much more… time. I thought I had all summer to share what I know about work, life, and your future, Rose, and I feel like I have something to tell you. Oh! On the bus, make sure you choose a good seat, you know, because people are creatures of habit, and the seat you choose at the beginning might be your seat for the rest of the year. Find a window seat, darling, because there’s so much to see. I thought that’s what it meant—to see the truth in trivial things, and the trivial in fundamental things. Twenty-four. That’s how many months, in my opinion, you should date someone before moving in with them. Twenty-eight. The right age for engagement. Thirty. The right age for marriage. Life is a paradox. That’s why God created female friendship. I often wonder what our responsibility is to other people, how much we owe them. Whose job is it to take care of our own happiness? Ours, or the people who love us? Of course, both. We owe each other, and we owe each other something. But in what order? Looking at Rose sitting across from me, I feel a palpable need to protect her—I feel it deep in my bones. And then I think of something else, something difficult to look at, yet impossible to ignore. I wonder if I saw that desire—respected it, recognized it—and called it love. Protection and love are not the same. Love says, „I will try and fail.” Love says, „Despite.” Love says, „And yet, and yet, and yet.” We live in an age of romance, where you can choose from thousands of strangers on the internet. Almost everyone fears remorse after a purchase. Nature has so much power if we only pay attention. Even inaction is a choice. Even the most sincere preparations can’t stop the unexpected. Truly great lawyers know every inch of their contract, but they often make decisions based on something else—the presence of an unknown force that, if listened to, will reveal the precise direction events are taking. Rose looks at me. Her hazel eyes seem almost golden in the light of the heat lamp—tiny pinpricks of sunlight. „You’re an inquisitive person,” I wrote to her. „You question everything.” No one is perfect, Rose. Perfection doesn’t exist. But what we had was damn good. Here’s what I remember her saying: Kindness is more important than honesty. They teach us that honesty is the most important quality. Tell the truth. Don’t lie. Etc. But there are so many situations where honesty isn’t nice. When the nicer thing is to keep what you have to say to yourself.”Rose didn’t understand this. She told me everything. Eventually, I did too. But as honesty grew, so did cruelty. Sometimes I thought we were honest just to see how deeply we could hurt. I remember reading about it once, that when a seagull dies, it falls out of the sky on the spot. You could just be sitting on the beach, enjoying an orange ice cream cone, and boom, a seagull hits you in the head. I always wanted that. To be in a place that stops at nothing. To be surrounded by the pace and rhythm of greatness. The blessing of this life, this one, magnificent, beautiful life. All the loss and anguish. All the joy that makes it possible. The delicate bonds, the fragility, the impossible chances of being here and now, together. The choice to continue doing so. Sacrifice is the direct opposite of manifestation. If you want to fulfill your dreams, you should seek abundance, not scarcity. But acknowledging desire means acknowledging the what-ifs. I wanted this, and that meant I was terrified of never achieving it. The truth is: I truly crave love. In a way, I’ve been searching for it forever. True love, the kind that makes you want to grow old together, makes you not only unafraid of this time spent with one person, but actually energized by it. There was something inside me that wanted to move forward. If you never stop long enough to sink into something, it won’t destroy you. It’s easier to get out of a pool than a well, that’s what it is. A wonderful home awaits you. Life. It’s beautiful, difficult, joyful, and real. It will be chaotic, and sometimes you’ll make mistakes. You should be more honest when you do that—it will help her, your daughter. She doesn’t need you to be perfect; she needs you to just be yourself. This life is good, Rose, but it might not be what you want. She knew me perfectly, but it wasn’t a two-way street; it couldn’t be. How much life she’d lived before I even came along. Who she was before she met me. I always wanted this. To be in a place that wouldn’t stop at anything. To be surrounded by the pace and rhythm of grandeur. Life isn’t supposed to be believable. It’s supposed to be magical. Haven’t you heard? Truth is stranger than fiction. But I made so little of it—of such fun, of such devotion. I feel a decade of playing the grown man tugging at me, all those years I didn’t spend getting drunk on dance floors, showing off here, tonight. I climb the stairs back to the hotel. I can barely catch my breath when I arrive. My lungs have grown stronger. My legs too.I can smell breakfast, the sea, coffee. The sounds of bicycles and children.It’s enough. It’s more than enough. It’s everything. At the end of the evening, I let her kiss me. And then I let her date me for almost two years. I crave love. In a way, I’ve been searching for it forever. Happiness has a way of accelerating. Sadness marks things. Joy allows them to endure. Days and months can pass in the blink of an eye. I turn to her because she can barely move. Her eyes look into mine. The same eyes. The eyes I loved for so long. They’re still there. She’s still there. It’s impossible to think she’ll be gone. But she won’t be. Soon she’ll be gone. She’s dying, cancer. And I can’t deny her that, that honesty. Life has taken a detour. And since we veered off course, I haven’t spent much time thinking about what I would have wanted if we hadn’t done this. Does it matter? There’s only this life. This is the one we’re living. It’s strange how adrenaline plays tricks on you. The need to repair, to mend. At the moment of impact, we think we can turn back time. We’re so close to the previous minute; how hard would it be to simply turn back time? To quickly undo what was just done? Dr. Ryszard laughs. It’s a pleasant laugh, strange in this hospital setting. „I know that dynamic,” he says. „But she’ll find out.” „I don’t know,” I reply. She’ll see,” he says. „You’re here. I’ve learned one thing: you can’t try to elevate this experience beyond the simplicity of humanity; it won’t work.” I stare at him. I’m not sure what he means, but he senses it. „You’re still you, she’s still herself. You still have emotions. You’ll still fight. You can try to be perfect, but it will backfire. Just be here and now. Like someone wonderful, We are like constellations passing each other, seeing each other’s light, but in the distance. It seems impossible how much space there can be in this intimacy, how much privacy. And I think maybe that’s precisely what love is. Not a lack of space, but an appreciation of it, something that lives between parts, something that makes it possible not to be one but to be different, to be two. At arm’s length? If you can reach out and hold another person’s hand, does distance matter? Is just seeing someone valuable? I force myself to look into My eyes in the mirror. I force myself to look at the person across from me. They are broken, unhappy, and deformed. They have been torn apart. Similarly, the same set of circumstances, beliefs, actions that led you to this moment will not lead you to what comes next. That if you want a different outcome, you have to behave differently. That you have to constantly grow. I’m here, Rose. I just feel like I need more time… I really fell into a trap, you know? I mean, I thought I had so much more… time. I thought I had all summer to share my wisdom about work, life, and your future, but I just feel like I have something to tell you. Oh! Sometimes we have to be open to let something good in. What I see now, emerging in the mirror, is this one simple truth: learning to be broken is learning to be whole. I’m a lawyer. I know what words mean, what silence means, what repetition means. And I know, in black and white. White, what she thinks. What she suspects. Maybe even what she already knows. Company. Let me sit with you in silence, Rose. Let me hold your hand and understand. The nurses walk by, unmoved. This is a chemotherapy ward, after all. Nothing new. Simply the end of the world, over and over again. The truth is difficult. It’s complicated. It doesn’t always have a simple structure. It’s not always comfortable. That’s why sometimes we try to keep it out of the story for as long as possible. We let it lurk in the corners, we don’t publicize it. But eventually it catches up with us. Of course it does. You can run, but you can’t hide. I don’t know where anymore Where is home? I don’t know how to find my center without her, because that’s exactly what she was. I always thought the concept of intuition was nonsense. You only feel the absorption of facts. You evaluate all the information you have: words, body language, the surroundings, the proximity of your human form to a moving vehicle, and you draw conclusions. That’s how it is with free will: every decision we make is a choice against something, as well as for something else. When Rose pulls away, I realize I’m still clutching her arm. She places her hand on mine. „It’ll be okay,” she says. I can’t yet imagine a world without her, what it will be like, who I will be in her absence. I can’t fathom that on Tuesdays she doesn’t pick me up for lunch, parks unauthorised on the curb in front of my house, and runs inside with a bag full of something – groceries, cosmetics, a new sweater she bought in Paris. I can’t fathom that if I call her, the phone will ring and ring—that there’s no one on the other end to say, „Dawid, honey. Just a moment. My hands are wet.” I can’t imagine ever coming to terms with the loss of her body—her warm, welcoming body. The place where I always felt at home. When my mother was sick, everything revolved around the future—I worried about what would come, what might happen. It was a world outside of time, operating on its own schedule. This is beauty. The beauty of Warsaw—a vast, searching, horizontal wealth of experience. Everything happens on top of everything else—energy and expectations, piling up like dominoes. Here, you have to hunt for what comes next. „You never want to be a stranger in your own family,” my mother used to say. I hope you walk the world knowing your worth. I hope you find your passion—something you love, something that ignites you from within. I hope you find the peace and confidence you need to trust where your path leads. Remember, it’s yours alone. Others can wave and cheer, but no one can show you the way. They haven’t been where you’re going. And above all, I hope you know that even if you can’t see me, I’m always with you, I said. I wanted an epic love, the kind reserved for the movies. I want her here. I want us to cook in this kitchen, making a mess of things, running to the corner store because we don’t have vanilla extract or coarse ground pepper. I want us to play in this closet, for her to make fun of everything I want to wear. I want her to sleep over at my place, tucked in to sleep. What harm could happen to her under my watchful eye? What harm could happen to her if I never, ever looked away? The city. Full, bustling, and unaware that somewhere, fifteen blocks south, tiny cells were multiplying in a plot to destroy the entire world. When I was little, a baby, really, my mother sang to me every night. I always asked for a song, the one that goes: My mother comes back, always comes back, She always comes back for me. My mother comes back, always comes back, she will never forget me. Most places in the world I have never touched, never met. But now I am here. This is something. This is the beginning. It seems impossible how much space there can be in this intimacy, how much privacy. And I think maybe that is precisely what love is. Not the absence of space, but the recognition of it, something that lives between parts, something that makes it possible not to be one but to be different, to be two. I miss her, I miss her, I miss her. I miss her warmth, her guidance, and the sound of her voice. I miss her telling me everything would be alright and believing it because she was the one behind the wheel. I miss her hugs, her laugh, and her Clinique Black Honey lipstick. Happiness isn’t constantly demanding that everything be perfect… My happiness is accepting that ninety-five percent of my life is deeply imperfect. The longer you live, the more important this will be. Learning how to find your way back can be harder than starting over. But damn, if you can, it’s worth it. I used to think the unknown was impossible—that it brought only pain, fear, and a blinking red clock counting down the minutes. Now I know that’s not true, or at least not the only thing that’s true. The unknown can be beautiful. Flowers on your doorstep can be a surprise. It can be a piece of paper that changes your life. I’m still trying to learn the rules, but I realize that people who win don’t seem to follow them. Sadness marks things. Joy allows them to endure. What I see now, emerging in the mirror, is this one simple truth: learning to be broken is learning to be whole. History is a virtue, not a vice. It’s nice to be with someone who knows you, who knows your story. The bells start ringing early, and it’s them that drag me out of bed and onto the terrace to To greet the day. Life isn’t one. Marriage isn’t either. Terrible things happen. We do terrible things to each other. But somehow, sometimes, we manage to move on. Maybe. And that’s magic, right? Not a ticket. Not a trick to turn back time. Not spontaneous, extraordinary happiness. Magic is living with it. Magic is living through it. We were normal. And normal seemed better than good. Normal was like heaven. There’s more to life than just being there. Others can wave and cheer, but no one can show you the way. They weren’t where you’re going. And to every woman who has ever felt betrayed by fate or love, I wish I could always say, „Hang in there.” This isn’t the end of your story. I want to talk about the fact that I now have to share the truth I’ve been avoiding. There’s not one box under my bed, there are two. One measures my life in names and units of time, the other in milligrams. Yes, the love in my life has woven itself into a tapestry that I’ve been fortunate enough to ignore. So be it. So be it.
Stanisław Barszczak, Jest Pani w błędzie
W uroczystość Wszystkich Świętych abp Wacław Depo przewodniczył Mszy Świętej i procesji na cmentarzu Raków w Częstochowie. W homilii podkreślił, że Jezusowe błogosławieństwa to duchowy autoportret Chrystusa, a święci są świadkami tej drogi – codziennie zmagając się o prawdę i świętość życia. Metropolita zaznaczył, że w świecie pełnym chaosu i fałszywych propozycji potrzeba dziś modlitwy o wstawiennictwo świętych, by nie zagubić się na drodze wiary. Uroczystość ta przypomina, że świętość jest możliwa dla każdego i prowadzi do życia w perspektywie Boga, nie tylko świata.
Do polskich kin wszedł meksykański film „Wielkie ostrzeżenie”, „którego zadaniem – jak czytamy – jest budzić sumienia i przypomnieć światu o Stwórcy”. Do jego obejrzenia zachęca Krzysztof Gajkowski. Nazywa go „przestrogą dla nas, współczesnych, że jeśli nie oczyścimy naszych sumień i nie zwrócimy się ku Bogu, stracimy wszystko, co mamy”. Twórcy „opierają się nie tylko na współczesnych specjalistach, lecz także sięgają do mistycznych przekazów zapowiadających globalne, nadprzyrodzone wydarzenie, mające objąć całą ludzkość. Przywołują proroctwa, mówiące o tym, że nadejdzie jedna chwila, w której wszyscy ludzie na świecie, niezależnie od wyznania, otrzymają łaskę ‘oświecenia sumienia’”. Przybliżają „przesłanie płynące z mistycznych wizji, w tym św. Teresy z Ávili, św. Faustyny Kowalskiej, Elisabeth Kindelmann, autorki ‘Płomienia miłości’, oraz życia św. Matki Teresy z Kalkuty”. I przypominają, że „pouczenia świętych są jednoznaczne: świat potrzebuje oczyszczenia, a ono nie dokona się poza nami, nie będzie jakimś cudownym zjawiskiem, które będziemy oglądać z zewnątrz. Ono musi się rozpocząć w nas samych, w naszym sumieniu”.
Polska stała potęgą, co widać choćby na zdjęciach z sprzed 150 laty (zob.Wawel castle z 1880 roku). Ale słabniemy bezpowrotnie, kruszejemy. Z naszym sumieniem nie jest najlepiej. Chyba jednakże można odwrócić słynne stwierdzenie Mickiewicza, przynajmniej jego pierwszą część: „Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.”
Tutaj przychodzi mi na myśl pewna refleksja. Zbyt mocno zstąpiliśmy do głębi, kolejne sto lat wyziębiło wewnętrzny ogień Polaków, uprzywilejowana technika moderny oddzieliła nas od jądra polskości, tym samym zakryła wielkość i majestat najjaśniejszej ojczyzny –
niszczeje potęga Rzeczpospolitej ponad miarę. Okazjonalne manifestacje, wystawy i konkursy mogą nie wystarczyć ratując charakter współczesnej Polski.
Bp Czaja: „tam, gdzie nie ma wiary, nie ma też nadziei życia wiecznego.” To dobrze i nie za dobrze. Chrześcijaninami będąc moglibyśmy usłyszeć zarazem, wypowiadane z palącą troską słowa, iż do czyśćca idą ci którzy w niego uwierzyli, wszyscy inni do nieba. Tajemnicę czyśćca poznało wielu mistyków i świętych. Wszyscy mówią jednogłośnie, że pragnienie Boga jest najstraszliwszą męką duszy. A ta ostatnia bywa niekłamanie separowana od zjawisk codziennego życia.
W związku z tym dusza obdarzona przez Boga bezgraniczną wolnością, narażona jest na zapoznanie jej właściwego miejsca w ludzkiej historii. Oblicze Boga zawoalowane jest powszechną szarpaniną społeczności naznaczonej piętnem jutra ludzkości. Tymczasem przeżywamy igrzyska dziejów, i ja rozkołysany dźwiękami nowego wieku, zdążam naprzeciw przyobiecanej mi wieczności.
Wczoraj przeczytałem poemat pt. „Zielona Pani”. Autor Andrzej Poniewierski. Pomyślnie nad tym.
Zielona Pani – Ziemio
posłuchaj w-niebo-głosu
ludzi, co z Tobą dzielą
słoneczny kąt Kosmosu
Mamy tu, Pani Ziemio
stare, jak my – kłopoty
– wiemy co Zło, co Dobro
a ciągnie do Głupoty
Mamy tu dom
Mamy dom
Mamy tu sen
Mamy sen
daj nam na skroń
Wieczorem, Pani Ziemio
w kieszeniach snów nas chowaj
i nawet części szczęścia
nie pozwól nam zmarnować
Póki wyjaśnia tyle
na ile ściemnia – Słońce
jeszcze się trochę z nami
między gwiazdami pokręć
Mamy tu dom
Mamy dom
Mamy tu sen
Mamy sen
daj nam na skroń
cienia dłoń
Ziemio! – przed nami nas chroń
cienia dłoń
Ziemio! – przed nami nas chroń.
Już wiecie. Nie jestem jeszcze szczęśliwy, choć jestem oskarżany o wiele rzeczy i zawsze anonimowo. Tutaj ślę apel do naszych pań i płci pięknej: przeważnie jesteście w błędzie! Spójrzcie szerzej, nasze panie!
Do wszystkich ślę słowa otuchy. Jestem bardzo zajęty. Musicie być uczciwi ze mną. A ja nic nie wiem odnośnie facetów pozbawionych wolności, zagubionych psychicznie i odizolowanych w tym kraju. W tej erze nowych technologii z pewnością ‚oszustów’ nie będzie nigdy brakować. Równocześnie to wiecie, że na przestrzeni poprzednich pięćdziesięciu z górą laty, przy wsparciu wielkich tego świata, wspólnie rozwiązaliśmy sporo wojen, pozostała ta ostatnia wojna, nieskończona wojna Rosji z Ukrainą.
W Polsce jednakże mniej wojsk amerykańskich. Mamy dźwignię finansową, spadła inflacja, liczymy się na arenie międzynarodowej – bardziej niż wczoraj. Ale Polska jest państwem okrutnym, ludzie rządzący skorumpowani. Mówią, że to wina demokratów. Nie myślę tak. Uchodźcy wdzierają się niekontrolowani i niesprawdzeni do Polski. Troska o służbę zdrowia wymaga nowych wkładów finansowych.
Całe życie jestem skrupulatny. Po PRL-u odziedziczyłem bałagan w wielu dziedzinach ludzkiego życia. Nie miałem wskazówek, jak tworzyć nową rzeczywistość. Byłem młody i miałem łagodne maniery. Moja modlitwa była słaba.
Dzisiaj zbudowaliśmy miasta-sanktuaria. We Wrocławiu chodzimy pośród ulicznych krasnali, w Warszawie spożywamy posiłek pod dachem ‚złotych tarasów’. Idziemy do najbliższej siłowni. Wszędzie wchodzimy na wieże widokowe, by podziwiać zapał twórczy ludzkiego rodzaju. Realizujemy niewiarygodne wręcz pomiary ludzkich możliwości.
CPK, centralny port komunikacyjny otworzy podwoje dla zatrudnienia wielu młodych ludzi. „Bałtyk jest zaorany”. Rybacy wskazują winnych. Ziobro zostanie na Węgrzech. Wiemy gdzie jest pan Hołownia. Daleka podróż zamiast prokuratury. TK zapowiada wniosek o karę. Szymon Hołownia „uznał za niedopuszczalny swój udział” w kolejnym, poniedziałkowym przesłuchaniu. WTA Finals. Świątek walczy z Rybakiną. Decydujący set. Prezydent chce zmian w emeryturach. Co na to rząd? Trzecia liga, sensacyjny lider Sparta Katowice.
Rachunek Trumpa na 300 mln. Obama kpi i zwraca się do Amerykanów. Tajny system rakietowy. Pokazali go przez nieuwagę. Mocarstwo po cichu wysłało Ukrainie potężne pociski. Ostatnia sonda w otoczeniu Wenus zamilkła.
To są wyzwania dla mnie grzesznika, pisać coś z nową pasją. I tak mamy Polskę w wielkim zarysie uczynioną piękną. Mamy wielki kraj i powinniśmy być dumni z tego.
wasz ksiądz Stanisław
__________
Stanisław Barszczak, You’re Wrong
On All Saints’ Day, Archbishop Wacław Depo presided over a Holy Mass and procession at the Raków Cemetery in Częstochowa. In his homily, he emphasized that Jesus’ blessings are a spiritual self-portrait of Christ, and the saints are witnesses to this path – struggling daily for truth and holiness of life. The Metropolitan emphasized that in a world full of chaos and false proposals, prayer for the saints’ intercession is needed today to avoid getting lost on the path of faith. This ceremony reminds us that holiness is possible for everyone and leads to living from the perspective of God, not just the world.
The Mexican film „The Great Warning” has been released in Polish cinemas, „whose purpose – as we read – is to awaken consciences and remind the world of the Creator.” Krzysztof Gajkowski encourages viewing. He calls it „a warning to us, our contemporaries, that if we do not cleanse our consciences and turn to God, we will lose everything we have.” The creators „rely not only on contemporary experts, but also draw on mystical messages announcing a global, supernatural event that would encompass all of humanity. They recall prophecies that a single moment would come when all people in the world, regardless of religion, would receive the grace of ‚enlightenment of conscience.'” They present „the message flowing from mystical visions, including those of St. Teresa of Ávila, St. Faustina Kowalska, Elisabeth Kindelmann, author of ‚The Flame of Love,’ and the life of St. Mother Teresa of Calcutta.” They also remind us that „the teachings of the saints are unequivocal: the world needs purification, and this will not happen outside of us, it will not be some miraculous phenomenon that we will observe from the outside. It must begin within ourselves, in our conscience.”
Poland became a power, as can be seen in photographs from 150 years ago (see Wawel Castle from 1880). But we are irreversibly weakening, crumbling. Our conscience is not in the best of shape. Perhaps, however, Mickiewicz’s famous statement can be reversed, at least the first part: „Our nation is like lava, cold and hard on the surface, dry and filthy, but its inner fire will not cool down in a hundred years; let us spit on this crust and descend into the depths.”
Here a certain reflection comes to mind. We have descended too deeply, another hundred years have chilled the inner fire of Poles, the privileged technology of modernity has separated us from the core of Polishness, thus obscuring the greatness and majesty of our most radiant homeland –
The power of the Republic is decaying beyond measure. Occasional demonstrations, exhibitions, and competitions may not be enough to save the character of contemporary Poland.
Bishop Czaja: „where there is no faith, there is also no hope of eternal life.” This is both good and not so good. If we were Christians, we could simultaneously hear the words, spoken with burning concern, that those who believe in purgatory go to purgatory, while everyone else goes to heaven. Many mystics and saints have recognized the mystery of purgatory. All agree that the desire for God is the most terrible torment of the soul. And the latter is often openly separated from the phenomena of everyday life.
Consequently, the soul, endowed by God with limitless freedom, is at risk of losing its proper place in human history. The face of God is veiled by the universal tumult of society, marked by the stigma of humanity’s future. Meanwhile, we experience the games of history, and I, swayed by the sounds of a new age, am heading toward the eternity promised to me.
Yesterday I read the poem „Green Lady” by Andrzej Poniewierski. Think about it.
Green Lady – Earth
Listen to the voice in the sky
of the people who share with you
the sunny corner of the cosmos
We have troubles here, Lady Earth
as old as we are –
– we know what is Evil, what is Good
and they draw us to Stupidity
We have a home here
We have a home
We have a dream here
We have a dream
Give us a temple
In the evening, Lady Earth
Hide us in the pockets of dreams
And don’t let even a part of happiness
Let us waste
As long as it explains
as much as it gets dark – the Sun
Walk with us a little longer
among the stars
We have a home here
We have a home
We have a dream here
We have a dream
Give us a temple
a hand of shadow
Earth! – protect us from us
a hand of shadow
Earth! – protect us from us.
You already know. I’m not happy yet, even though I’m accused of many things, always anonymously. Here’s an appeal to our ladies and the fair sex: you’re mostly wrong! Look at the bigger picture, ladies!
I send words of encouragement to everyone. I’m very busy. You must be honest with me. And I know nothing about the men deprived of their freedom, mentally lost, and isolated in this country. In this era of new technologies, there will certainly be no shortage of ‚con artists.’ At the same time, you know that over the past fifty-plus years, with the support of the world’s great powers, we have jointly resolved many wars. This last war remains, the endless war between Russia and Ukraine.
In Poland, however, there are fewer American troops. We have financial leverage, inflation has fallen, and we count on the international stage – more so than yesterday. But Poland is a cruel country, its rulers corrupt. They say it’s the democrats’ fault. I don’t think so. Refugees are entering Poland unchecked and unchecked. Maintaining healthcare requires new financial resources.
I’ve been meticulous my entire life. From the Polish People’s Republic, I inherited a mess in many areas of human life. I had no guidance on how to create a new reality. I was young and mild-mannered. My prayers were weak.
Today we have built sanctuary cities. In Wrocław, we walk among street gnomes; in Warsaw, we dine under the roof of ‚golden terraces.’ We go to the nearest gym. We climb observation towers everywhere to admire the creative zeal of humanity. We are achieving truly incredible measurements of human potential.
The CPK, the central transport hub, will open its doors to employment for many young people. „The Baltic Sea is plowed.” Fishermen point fingers at the culprits. Ziobro will stay in Hungary. We know where Mr. Hołownia is. A long journey instead of a prosecutor’s office. The Constitutional Tribunal announces a motion for a penalty. Szymon Hołownia „deemed his participation inadmissible” in the next hearing on Monday. WTA Finals. Świątek fights Rybakina. The deciding set. The president wants changes to pensions. What does the government say? Third league, sensational leader Sparta Katowice.
Trump’s 300 million bill. Obama mocks and turns to the Americans. A secret missile system. They inadvertently revealed it. A superpower quietly sent powerful missiles to Ukraine. The last Venus probe fell silent.
These are challenges for me, a sinner, to write something with renewed passion. And so, we have Poland, in its grand scheme, made beautiful. We have a great country, and we should be proud of that.
Your chronicler pr. Stanisław
Stanisław Barszczak, Jest Pani w błędzie
W uroczystość Wszystkich Świętych abp Wacław Depo przewodniczył Mszy Świętej i procesji na cmentarzu Raków w Częstochowie. W homilii podkreślił, że Jezusowe błogosławieństwa to duchowy autoportret Chrystusa, a święci są świadkami tej drogi – codziennie zmagając się o prawdę i świętość życia. Metropolita zaznaczył, że w świecie pełnym chaosu i fałszywych propozycji potrzeba dziś modlitwy o wstawiennictwo świętych, by nie zagubić się na drodze wiary. Uroczystość ta przypomina, że świętość jest możliwa dla każdego i prowadzi do życia w perspektywie Boga, nie tylko świata.
Do polskich kin wszedł meksykański film „Wielkie ostrzeżenie”, „którego zadaniem – jak czytamy – jest budzić sumienia i przypomnieć światu o Stwórcy”. Do jego obejrzenia zachęca Krzysztof Gajkowski. Nazywa go „przestrogą dla nas, współczesnych, że jeśli nie oczyścimy naszych sumień i nie zwrócimy się ku Bogu, stracimy wszystko, co mamy”. Twórcy „opierają się nie tylko na współczesnych specjalistach, lecz także sięgają do mistycznych przekazów zapowiadających globalne, nadprzyrodzone wydarzenie, mające objąć całą ludzkość. Przywołują proroctwa, mówiące o tym, że nadejdzie jedna chwila, w której wszyscy ludzie na świecie, niezależnie od wyznania, otrzymają łaskę ‘oświecenia sumienia’”. Przybliżają „przesłanie płynące z mistycznych wizji, w tym św. Teresy z Ávili, św. Faustyny Kowalskiej, Elisabeth Kindelmann, autorki ‘Płomienia miłości’, oraz życia św. Matki Teresy z Kalkuty”. I przypominają, że „pouczenia świętych są jednoznaczne: świat potrzebuje oczyszczenia, a ono nie dokona się poza nami, nie będzie jakimś cudownym zjawiskiem, które będziemy oglądać z zewnątrz. Ono musi się rozpocząć w nas samych, w naszym sumieniu”.
Polska stała potęgą, co widać choćby na zdjęciach z sprzed 150 laty (zob.Wawel castle z 1880 roku). Ale słabniemy bezpowrotnie, kruszejemy. Z naszym sumieniem nie jest najlepiej. Chyba jednakże można odwrócić słynne stwierdzenie Mickiewicza, przynajmniej jego pierwszą część: „Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.”
Tutaj przychodzi mi na myśl pewna refleksja. Zbyt mocno zstąpiliśmy do głębi, kolejne sto lat wyziębiło wewnętrzny ogień Polaków, uprzywilejowana technika moderny oddzieliła nas od jądra polskości, tym samym zakryła wielkość i majestat najjaśniejszej ojczyzny –
niszczeje potęga Rzeczpospolitej ponad miarę. Okazjonalne manifestacje, wystawy i konkursy mogą nie wystarczyć ratując charakter współczesnej Polski.
Bp Czaja: „tam, gdzie nie ma wiary, nie ma też nadziei życia wiecznego.” To dobrze i nie za dobrze. Chrześcijaninami będąc moglibyśmy usłyszeć zarazem, wypowiadane z palącą troską słowa, iż do czyśćca idą ci którzy w niego uwierzyli, wszyscy inni do nieba. Tajemnicę czyśćca poznało wielu mistyków i świętych. Wszyscy mówią jednogłośnie, że pragnienie Boga jest najstraszliwszą męką duszy. A ta ostatnia bywa niekłamanie separowana od zjawisk codziennego życia.
W związku z tym dusza obdarzona przez Boga bezgraniczną wolnością, narażona jest na zapoznanie jej właściwego miejsca w ludzkiej historii. Oblicze Boga zawoalowane jest powszechną szarpaniną społeczności naznaczonej piętnem jutra ludzkości. Tymczasem przeżywamy igrzyska dziejów, i ja rozkołysany dźwiękami nowego wieku, zdążam naprzeciw przyobiecanej mi wieczności.
Wczoraj przeczytałem poemat pt. „Zielona Pani”. Autor Andrzej Poniewierski. Pomyślnie nad tym.
Zielona Pani – Ziemio
posłuchaj w-niebo-głosu
ludzi, co z Tobą dzielą
słoneczny kąt Kosmosu
Mamy tu, Pani Ziemio
stare, jak my – kłopoty
– wiemy co Zło, co Dobro
a ciągnie do Głupoty
Mamy tu dom
Mamy dom
Mamy tu sen
Mamy sen
daj nam na skroń
Wieczorem, Pani Ziemio
w kieszeniach snów nas chowaj
i nawet części szczęścia
nie pozwól nam zmarnować
Póki wyjaśnia tyle
na ile ściemnia – Słońce
jeszcze się trochę z nami
między gwiazdami pokręć
Mamy tu dom
Mamy dom
Mamy tu sen
Mamy sen
daj nam na skroń
cienia dłoń
Ziemio! – przed nami nas chroń
cienia dłoń
Ziemio! – przed nami nas chroń.
Już wiecie. Nie jestem jeszcze szczęśliwy, choć jestem oskarżany o wiele rzeczy i zawsze anonimowo. Tutaj ślę apel do naszych pań i płci pięknej: przeważnie jesteście w błędzie! Spójrzcie szerzej, nasze panie!
Do wszystkich ślę słowa otuchy. Jestem bardzo zajęty. Musicie być uczciwi ze mną. A ja nic nie wiem odnośnie facetów pozbawionych wolności, zagubionych psychicznie i odizolowanych w tym kraju. W tej erze nowych technologii z pewnością ‚oszustów’ nie będzie nigdy brakować. Równocześnie to wiecie, że na przestrzeni poprzednich pięćdziesięciu z górą laty, przy wsparciu wielkich tego świata, wspólnie rozwiązaliśmy sporo wojen, pozostała ta ostatnia wojna, nieskończona wojna Rosji z Ukrainą.
W Polsce jednakże mniej wojsk amerykańskich. Mamy dźwignię finansową, spadła inflacja, liczymy się na arenie międzynarodowej – bardziej niż wczoraj. Ale Polska jest państwem okrutnym, ludzie rządzący skorumpowani. Mówią, że to wina demokratów. Nie myślę tak. Uchodźcy wdzierają się niekontrolowani i niesprawdzeni do Polski. Troska o służbę zdrowia wymaga nowych wkładów finansowych.
Całe życie jestem skrupulatny. Po PRL-u odziedziczyłem bałagan w wielu dziedzinach ludzkiego życia. Nie miałem wskazówek, jak tworzyć nową rzeczywistość. Byłem młody i miałem łagodne maniery. Moja modlitwa była słaba.
Dzisiaj zbudowaliśmy miasta-sanktuaria. We Wrocławiu chodzimy pośród ulicznych krasnali, w Warszawie spożywamy posiłek pod dachem ‚złotych tarasów’. Idziemy do najbliższej siłowni. Wszędzie wchodzimy na wieże widokowe, by podziwiać zapał twórczy ludzkiego rodzaju. Realizujemy niewiarygodne wręcz pomiary ludzkich możliwości.
CPK, centralny port komunikacyjny otworzy podwoje dla zatrudnienia wielu młodych ludzi. „Bałtyk jest zaorany”. Rybacy wskazują winnych. Ziobro zostanie na Węgrzech. Wiemy gdzie jest pan Hołownia. Daleka podróż zamiast prokuratury. TK zapowiada wniosek o karę. Szymon Hołownia „uznał za niedopuszczalny swój udział” w kolejnym, poniedziałkowym przesłuchaniu. WTA Finals. Świątek walczy z Rybakiną. Decydujący set. Prezydent chce zmian w emeryturach. Co na to rząd? Trzecia liga, sensacyjny lider Sparta Katowice.
Rachunek Trumpa na 300 mln. Obama kpi i zwraca się do Amerykanów. Tajny system rakietowy. Pokazali go przez nieuwagę. Mocarstwo po cichu wysłało Ukrainie potężne pociski. Ostatnia sonda w otoczeniu Wenus zamilkła.
To są wyzwania dla mnie grzesznika, pisać coś z nową pasją. I tak mamy Polskę w wielkim zarysie uczynioną piękną. Mamy wielki kraj i powinniśmy być dumni z tego.
wasz ksiądz Stanisław
__________
Stanisław Barszczak, You’re Wrong
On All Saints’ Day, Archbishop Wacław Depo presided over a Holy Mass and procession at the Raków Cemetery in Częstochowa. In his homily, he emphasized that Jesus’ blessings are a spiritual self-portrait of Christ, and the saints are witnesses to this path – struggling daily for truth and holiness of life. The Metropolitan emphasized that in a world full of chaos and false proposals, prayer for the saints’ intercession is needed today to avoid getting lost on the path of faith. This ceremony reminds us that holiness is possible for everyone and leads to living from the perspective of God, not just the world.
The Mexican film „The Great Warning” has been released in Polish cinemas, „whose purpose – as we read – is to awaken consciences and remind the world of the Creator.” Krzysztof Gajkowski encourages viewing. He calls it „a warning to us, our contemporaries, that if we do not cleanse our consciences and turn to God, we will lose everything we have.” The creators „rely not only on contemporary experts, but also draw on mystical messages announcing a global, supernatural event that would encompass all of humanity. They recall prophecies that a single moment would come when all people in the world, regardless of religion, would receive the grace of ‚enlightenment of conscience.'” They present „the message flowing from mystical visions, including those of St. Teresa of Ávila, St. Faustina Kowalska, Elisabeth Kindelmann, author of ‚The Flame of Love,’ and the life of St. Mother Teresa of Calcutta.” They also remind us that „the teachings of the saints are unequivocal: the world needs purification, and this will not happen outside of us, it will not be some miraculous phenomenon that we will observe from the outside. It must begin within ourselves, in our conscience.”
Poland became a power, as can be seen in photographs from 150 years ago (see Wawel Castle from 1880). But we are irreversibly weakening, crumbling. Our conscience is not in the best of shape. Perhaps, however, Mickiewicz’s famous statement can be reversed, at least the first part: „Our nation is like lava, cold and hard on the surface, dry and filthy, but its inner fire will not cool down in a hundred years; let us spit on this crust and descend into the depths.”
Here a certain reflection comes to mind. We have descended too deeply, another hundred years have chilled the inner fire of Poles, the privileged technology of modernity has separated us from the core of Polishness, thus obscuring the greatness and majesty of our most radiant homeland –
The power of the Republic is decaying beyond measure. Occasional demonstrations, exhibitions, and competitions may not be enough to save the character of contemporary Poland.
Bishop Czaja: „where there is no faith, there is also no hope of eternal life.” This is both good and not so good. If we were Christians, we could simultaneously hear the words, spoken with burning concern, that those who believe in purgatory go to purgatory, while everyone else goes to heaven. Many mystics and saints have recognized the mystery of purgatory. All agree that the desire for God is the most terrible torment of the soul. And the latter is often openly separated from the phenomena of everyday life.
Consequently, the soul, endowed by God with limitless freedom, is at risk of losing its proper place in human history. The face of God is veiled by the universal tumult of society, marked by the stigma of humanity’s future. Meanwhile, we experience the games of history, and I, swayed by the sounds of a new age, am heading toward the eternity promised to me.
Yesterday I read the poem „Green Lady” by Andrzej Poniewierski. Think about it.
Green Lady – Earth
Listen to the voice in the sky
of the people who share with you
the sunny corner of the cosmos
We have troubles here, Lady Earth
as old as we are –
– we know what is Evil, what is Good
and they draw us to Stupidity
We have a home here
We have a home
We have a dream here
We have a dream
Give us a temple
In the evening, Lady Earth
Hide us in the pockets of dreams
And don’t let even a part of happiness
Let us waste
As long as it explains
as much as it gets dark – the Sun
Walk with us a little longer
among the stars
We have a home here
We have a home
We have a dream here
We have a dream
Give us a temple
a hand of shadow
Earth! – protect us from us
a hand of shadow
Earth! – protect us from us.
You already know. I’m not happy yet, even though I’m accused of many things, always anonymously. Here’s an appeal to our ladies and the fair sex: you’re mostly wrong! Look at the bigger picture, ladies!
I send words of encouragement to everyone. I’m very busy. You must be honest with me. And I know nothing about the men deprived of their freedom, mentally lost, and isolated in this country. In this era of new technologies, there will certainly be no shortage of ‚con artists.’ At the same time, you know that over the past fifty-plus years, with the support of the world’s great powers, we have jointly resolved many wars. This last war remains, the endless war between Russia and Ukraine.
In Poland, however, there are fewer American troops. We have financial leverage, inflation has fallen, and we count on the international stage – more so than yesterday. But Poland is a cruel country, its rulers corrupt. They say it’s the democrats’ fault. I don’t think so. Refugees are entering Poland unchecked and unchecked. Maintaining healthcare requires new financial resources.
I’ve been meticulous my entire life. From the Polish People’s Republic, I inherited a mess in many areas of human life. I had no guidance on how to create a new reality. I was young and mild-mannered. My prayers were weak.
Today we have built sanctuary cities. In Wrocław, we walk among street gnomes; in Warsaw, we dine under the roof of ‚golden terraces.’ We go to the nearest gym. We climb observation towers everywhere to admire the creative zeal of humanity. We are achieving truly incredible measurements of human potential.
The CPK, the central transport hub, will open its doors to employment for many young people. „The Baltic Sea is plowed.” Fishermen point fingers at the culprits. Ziobro will stay in Hungary. We know where Mr. Hołownia is. A long journey instead of a prosecutor’s office. The Constitutional Tribunal announces a motion for a penalty. Szymon Hołownia „deemed his participation inadmissible” in the next hearing on Monday. WTA Finals. Świątek fights Rybakina. The deciding set. The president wants changes to pensions. What does the government say? Third league, sensational leader Sparta Katowice.
Trump’s 300 million bill. Obama mocks and turns to the Americans. A secret missile system. They inadvertently revealed it. A superpower quietly sent powerful missiles to Ukraine. The last Venus probe fell silent.
These are challenges for me, a sinner, to write something with renewed passion. And so, we have Poland, in its grand scheme, made beautiful. We have a great country, and we should be proud of that.
Your chronicler pr. Stanisław
________
Stanisław Barszczak, Świętość – to podobać się Bogu, a nie światu (XXX Niedziela Zwykła, Rok C)
Jezus stawia dziś przed nami lustro w formie przypowieści o faryzeuszu i celniku. Obaj mężczyźni modlą się, ale nie zwracają się do Boga w ten sam sposób. Faryzeusz udaje się do świątyni, aby się modlić, ale tak naprawdę wcale się nie modli. Rozmawia sam ze sobą, a nie z Bogiem; skupia się na sobie, a bliźni – w tym wypadku celnik, uważany powszechnie za kogoś złego – jest mu potrzebny, by pochwalić się swoją doskonałością. Nie ma wątpliwości, kto jest w centrum uwagi, a jego modlitwa brzmi jak roczne sprawozdanie z aktualnego stanu osiągnięć.
Wszystko, co faryzeusz mówi, jest prawdą. Pości dwa razy w tygodniu i oddaje dziesięć procent swoich zarobków ubogim. Postępuje więc dobrze. Gdyby każdy chrześcijanin tak czynił, świat by się zmienił! Problem w tym, że Pan Bóg nie jest mu do tego potrzebny, gdyż nie widzi w tym Jego udziału. Sam, o własnych siłach, zbiera zasługi, aby pochwalić się nimi przed Bogiem.
W swojej krótkiej modlitwie faryzeusz powtarza słowo „ja” aż pięć razy. W ten sposób pokazuje, że można kierować słowa do Boga, a jednocześnie myśleć tylko o sobie. Mówi z pasją, ale dlatego, że chodzi mu o jego sprawy. Zwraca się do Boga z nastawieniem: „niech się spełni moja wola, a nie Twoja”. Jest człowiekiem pełnym uwielbienia, ale raduje się nie z tego, kim jest Bóg, lecz z tego, kim jest on sam.
Celnik zaś stoi daleko, w cieniu. Nie ma katalogu dokonań, którymi mógłby się pochwalić. To, co zyskał, pochodzi z kradzieży, a jego ofiarami byli także ludzie ubodzy. W modlitwie: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika” (Łk 18,13) wyraża prawdę o sobie. Nie tłumaczy się, nie usprawiedliwia, lecz ze smutkiem bije się w piersi, jakby sam chciał się ukarać. Zna prawdę o swojej grzeszności i całkowicie powierza się Bożemu miłosierdziu. Nie ma nic do zaoferowania Bogu poza własnymi przewinieniami i swoim zepsuciem, które dotknęło jego serce.
Celnik nie porównuje się z innymi. Uznaje prawdę o sobie i ma nadzieję, że ogarnie go Boże miłosierdzie. Przyznaje się do własnego grzechu. Wie, że jego prawdziwe „ja” nie jest dla Boga tajemnicą.
Faryzeusz traktuje modlitwę i swoje życie duchowe jako sposób na własne wywyższenie, zaś celnik zbliża się do Boga z pokorą. Faryzeusz uważa się za kogoś wielkiego, choć wcale kimś takim nie jest. Celnik uważa się za grzesznika potrzebującego Bożego miłosierdzia. I to on wraca do domu usprawiedliwiony, podczas gdy faryzeusz nie. Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym daje łaskę (por. Jk 4,6; 1 P 5,5). Dlatego celnik otrzymuje o wiele więcej, niż prosił: modlił się o miłosierdzie, a został usprawiedliwiony.
W swoim nauczaniu Jezus podważa panujące wówczas przekonania. To modlitwa celnika sięga obłoków, a modlitwa faryzeusza dociera wprawdzie do celu, ale jest nim on sam. Porównywanie się do innych, poniżanie słabych, a wywyższanie siebie, oskarżanie bliźnich i samousprawiedliwianie się deformuje relację człowieka z Bogiem. Podobnie uznanie własnych słabości, świadomość grzeszności i odwaga w stawaniu w prawdzie o sobie zbliża człowieka do Boga, który jest bogaty w miłosierdzie i nie gardzi sercem skruszonym i pokornym (por. Ps 51,19).
Czy dzisiaj ludzie świadomi swoich grzechów modlą się o miłosierdzie?
W tych dniach Kard. Krajewski mówi: świętość – to podobać się Bogu, a nie światu. W piątek rano (24.10.2025) członkowie Polonijnej Rady Duszpasterskiej Europy – którzy w Rzymie rozpoczynają doroczne obrady – uczestniczyli w Mszy św. sprawowanej przy grobie św. Jana Pawła II. Liturgii przewodniczył kard. Konrad Krajewski, a koncelebrowali bp Robert Chrząszcz – delegat KEP ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej oraz rektorzy Polskich Misji Katolickich i duszpasterze polonijni z Europy. „Po to spożywamy codziennie Jezusa, aby Go codziennie reprezentować” – mówił w homilii jałmużnik papieski. Kard. Krajewski wskazał, że dzisiejszą Ewangelię można zawrzeć w jednym zdaniu: „Nie pytaj się kto jest moim bliźnim; ale bądź bliźnim dla drugiego”.
Hierarcha podzielił się osobistym świadectwem spotkania ze świętością dwóch osób. Pierwszą z nich była św. Matka Teresa z Kalkuty. „Pozwoliła, aby Bóg w niej żył; i dlatego przez nią Jezus czynił cuda” – wskazał hierarcha. Drugą postacią był św. Jan Paweł II, którego gesty i słowa zmieniały ludzkie życia. Było to możliwe, bo pozwolił na to, by „Bóg w nim mieszkał”.
Mam reprezentować Boga. Kard. Krajewski przypomniał, że Ewangelia wzywa nas do „rozpoznawania czasu łaski”. „Jesteśmy najpiękniejsi na świecie, kiedy jesteśmy pełni łaski” – dodał. Dzieje się tak kiedy wstajemy od spowiedzi, doświadczamy miłosierdzia, kiedy przebacza; w czasie Eucharystii, kiedy „możemy spożywać Boga”. Hierarcha dodał, że wychodząc ze świątyni, po celebracji Mszy św. mam być „tabernakulum – czyli miejscem Jego obecności”.
Po zakończeniu Mszy św. członkowie PRDE złożyli przy grobie św. Jana Pawła II wieniec kwiatów. Wspólna modlitwa, a następnie procesyjne przejście drogą jubileuszową przez Drzwi Święte w Bazylice Watykańskiej, rozpoczęły doroczne obrady, które europejskie gremium, ze względu na trwający Rok Święty, odbywa w tym roku w Rzymie.
Mam być miejscem obecności Boga. Najmilsi. Kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Widzę Jezusa jako archetyp każdej możliwej relacji z światem i wyższej relacji, którą rozpoznaję. Zacząłem wzrastanie w Jezusową Ewangelię w Zagłębiu Dąbrowskim, dwadzieścia lat po drugiej wojnie światowej. Według mnie idea Jezusa, która obejmowała generację tamtych lat, rozumiała idiomy wiejskiego życia. Dzisiaj wydaje się, że nie rozumiemy już rolniczych tekstów Ewangelii, nie rozumiemy terminów pochylania się nad polem, czynienia bilansów pracy na roli,Jezus nie staje przed nami w figurze archaicznego rolnika – górala. Świat mocno się zmienił przez dwa tysiące lat. Nastąpiło obalenie wręcz natury, powstała druga natura, przemysłowa i biznesowa. Dzisiaj jakiś młody człowiek, który słyszy błogosławieństwa Jezusa i przesłanie anieliczne Ewangelii nie jest góralem, lecz hedonistą i konsumatorem wszelkich dóbr technologicznych. Władza przemysłu, zdobyczy technologicznych, otworzyła ludzi na specyficzne używanie. W błogosławieństwa na górze przesłanie Jezusa okazuje się totalnym przeciwieństwem hedonisty, albowiem tam chodz o totalne porzucenie tego świata, radykalne poświęcenie bez kompromisów. W dniach ciągłego rozwoju techniki i kosmosu, przemówienie na górze może nie trafiać do młodego obywatela świata. I taka byłaby moja polemika obalenia modernistycznych schematów, odnośnie sposobu życia ostatnich lat, żebyśmy biorąc przykład z figury Jezusa, wzięli to wszystko pod uwagę. Nie nazwałbym to kryzysem kościoła, lecz kryzysem w otwarciach nowych poziomów życia na taki sobie ewangeliczny fakt – iż mamy być pielgrzymami nadziei. Także pielgrzymami nadziei „w rozpoznawaniu czasu łaski”. W roku nadziei Kard. Ryś przy grobie św. Jana Pawła II wołał: Bóg nie płaci. Bóg nie odpłaca. Pan Bóg zawsze daje!
______
Stanisław Barszczak, Heiligkeit – Gott gefallen, nicht der Welt (30. Sonntag im Jahreskreis, Jahr C)
Jesus hält uns heute im Gleichnis vom Pharisäer und dem Zöllner einen Spiegel vor. Beide Männer beten, aber sie wenden sich nicht auf die gleiche Weise an Gott. Der Pharisäer geht in den Tempel, um zu beten, aber er betet überhaupt nicht. Er spricht mit sich selbst, nicht mit Gott; er konzentriert sich auf sich selbst, und sein Nächster – in diesem Fall der Zöllner, der allgemein als schlechter Mensch gilt – muss sich seiner Vollkommenheit rühmen. Es besteht kein Zweifel, wer im Mittelpunkt steht, und sein Gebet liest sich wie ein Jahresbericht über seinen aktuellen Stand der Errungenschaften.
Alles, was der Pharisäer sagt, ist wahr. Er fastet zweimal pro Woche und spendet zehn Prozent seines Verdienstes den Armen. Er tut Gutes. Wenn jeder Christ dies täte, würde sich die Welt verändern! Das Problem ist, dass er Gott dafür nicht braucht, weil er ihn nicht als beteiligt sieht. Er selbst sammelt aus eigener Kraft Verdienste an, mit denen er vor Gott prahlen kann.
In seinem kurzen Gebet wiederholt der Pharisäer fünfmal das Wort „ich“. So zeigt er, dass man Worte an Gott richten und gleichzeitig nur an sich selbst denken kann. Er spricht leidenschaftlich, aber weil ihm Gottes Anliegen am Herzen liegen. Er wendet sich an Gott mit der Einstellung: „Mein Wille geschehe, nicht deiner.“ Er ist ein Mann voller Anbetung, freut sich aber nicht darüber, wer Gott ist, sondern wer er ist.
Der Zöllner hingegen steht weit abseits, im Schatten. Er hat keine Errungenschaften vorzuweisen, mit denen er prahlen könnte. Was er erlangt hat, stammt aus Diebstahl, und auch seine Opfer waren arme Menschen. In seinem Gebet „Gott, sei mir Sünder gnädig!“ (Lukas 18,13) bringt er die Wahrheit über sich selbst zum Ausdruck. Er sucht keine Entschuldigungen oder Rechtfertigungen, sondern schlägt sich traurig an die Brust, als wolle er sich selbst bestrafen. Er kennt die Wahrheit über seine Sündhaftigkeit und vertraut sich ganz der Barmherzigkeit Gottes an. Er hat Gott nichts zu bieten außer seinen eigenen Sünden und der Verderbtheit, die sein Herz berührt hat.
Der Zöllner vergleicht sich nicht mit anderen. Er erkennt die Wahrheit über sich selbst an und hofft, dass Gottes Barmherzigkeit ihn umgibt. Er bekennt seine eigene Sünde. Er weiß, dass sein wahres Ich für Gott kein Geheimnis ist.
Der Pharisäer sieht Gebet und sein geistliches Leben als Mittel zur Selbsterhöhung, während der Zöllner sich Gott demütig nähert. Der Pharisäer hält sich für groß, obwohl er es nicht ist. Der Zöllner sieht sich als Sünder, der Gottes Barmherzigkeit braucht. Und er kehrt gerechtfertigt nach Hause zurück, der Pharisäer nicht. Denn Gott widersteht den Stolzen, aber den Demütigen schenkt er Gnade (vgl. Jakobus 4,6; 1. Petrus 5,5). Deshalb erhält der Zöllner viel mehr, als er erbeten hat: Er betete um Barmherzigkeit und wurde gerechtfertigt.
In seiner Lehre stellt Jesus die vorherrschenden Glaubensvorstellungen der Zeit in Frage. Das Gebet des Zöllners erreicht die Wolken, während das Gebet des Pharisäers zwar sein Ziel erreicht, aber es ist das Ziel selbst. Sich mit anderen zu vergleichen, die Schwachen zu demütigen, sich selbst zu erhöhen, andere anzuklagen und sich selbst zu rechtfertigen, verzerrt die Beziehung eines Menschen zu Gott. Ebenso bringt das Eingeständnis der eigenen Schwächen, das Bewusstsein der Sündhaftigkeit und der Mut, zur Wahrheit über sich selbst zu stehen, einen Gott näher, der reich an Barmherzigkeit ist und ein reuiges und demütiges Herz nicht verachtet (vgl. Psalm 51,19).
Beten Menschen, die sich ihrer Sünden bewusst sind, heute um Barmherzigkeit?
Heutzutage sagt Kardinal Krajewski: Heiligkeit bedeutet, Gott zu gefallen, nicht der Welt. Am Freitagmorgen (24. Oktober 2025) nahmen Mitglieder des Polnischen Pastoralrats für Europa – die ihre jährlichen Beratungen in Rom beginnen – an der Heiligen Messe am Grab des heiligen Johannes Paul II. teil. Kardinal Konrad Krajewski leitete die Liturgie, und Bischof Robert Chrząszcz, Delegierter der Polnischen Bischofskonferenz für die Seelsorge der polnischen Emigration, konzelebrierte gemeinsam mit den Rektoren der polnischen katholischen Missionen und den Pfarrern der polnischen Diaspora in Europa. „Wir essen Jesus jeden Tag, um ihn jeden Tag zu repräsentieren“, sagte der päpstliche Almosenier in seiner Predigt. Kardinal Krajewski wies darauf hin, dass sich das heutige Evangelium in einem Satz zusammenfassen lässt: „Frage nicht, wer mein Nächster ist, sondern sei den anderen ein Nächster.“
Der Bischof berichtete von seinem persönlichen Zeugnis der Begegnung mit der Heiligkeit zweier Menschen. Die erste war die heilige Mutter Teresa von Kalkutta. „Sie ließ Gott in sich wohnen; und deshalb wirkte Jesus durch sie Wunder“, betonte der Bischof. Die zweite Gestalt war der heilige Johannes Paul II., dessen Gesten und Worte das Leben der Menschen veränderten. Dies war möglich, weil er „Gott in sich wohnen ließ“.
Ich soll Gott repräsentieren. Kardinal Krajewski erinnerte daran, dass das Evangelium uns auffordert, „Zeiten der Gnade zu erkennen“. „Wir sind am schönsten auf der Welt, wenn wir voller Gnade sind“, fügte er hinzu. Dies geschieht, wenn wir uns von der Beichte erheben, Barmherzigkeit erfahren, wenn Gott vergibt; während der Eucharistie, wenn wir „Gott in uns aufnehmen können“. Der Hierarch fügte hinzu, dass ich beim Verlassen der Kirche nach der Feier der Heiligen Messe „der Tabernakel – das heißt der Ort seiner Gegenwart“ sein solle.
Nach der Messe legten Mitglieder der PRDE einen Blumenkranz am Grab des heiligen Johannes Paul II. nieder. Es folgte ein gemeinsames Gebet, gefolgt von einer Prozession – Mit dem Durchschreiten des Jubiläumsweges durch die Heilige Pforte in der Vatikanischen Basilika begann die Jahrestagung, die die europäische Gemeinschaft aufgrund des laufenden Heiligen Jahres dieses Jahr in Rom abhält.
Ich soll ein Ort der Gegenwart Gottes sein. Geliebte. Wer ist Jesus Christus für mich? Ich sehe Jesus als Archetyp jeder möglichen Beziehung zur Welt und der höheren Beziehung, die ich erkenne. Zwanzig Jahre nach dem Zweiten Weltkrieg begann ich im Dąbrowa-Becken, in das Jesus-Evangelium hineinzuwachsen. Meiner Meinung nach verstand die Vorstellung von Jesus, die die Generation jener Jahre umfasste, die Idiome des ländlichen Lebens. Heute scheinen wir die landwirtschaftlichen Texte der Evangelien nicht mehr zu verstehen, die Begriffe „sich über das Feld beugen“, „Inventarisierung der landwirtschaftlichen Arbeit“. Jesus steht nicht mehr in der Gestalt des archaischen Bauern – eines Bergbewohners – vor uns. Die Welt hat sich in zweitausend Jahren stark verändert. Die Natur wurde umgestürzt, und eine zweite Natur, Industrie und Geschäft, ist entstanden. Ein junger Mensch, der heute Jesu Segen und die Engelsbotschaft des Evangeliums hört, ist kein Bergsteiger, sondern ein Hedonist und Konsument aller technischen Güter. Die Macht der Industrie und technologischer Errungenschaften hat den Menschen eine spezifische Nutzung eröffnet. In den Segnungen auf dem Berg erweist sich Jesu Botschaft als das genaue Gegenteil eines Hedonisten, denn sie handelt von einer völligen Abkehr von dieser Welt, von einem radikalen, kompromisslosen Opfer. In Zeiten ständiger technologischer und kosmischer Entwicklung mag die Rede auf dem Berg bei einem jungen Weltbürger keinen Anklang finden. Und hierin besteht meine Polemik: eine Widerlegung modernistischer Lebensmuster der letzten Jahre, um all dies, dem Beispiel Jesu folgend, zu berücksichtigen. Ich würde dies nicht als eine Krise der Kirche bezeichnen, sondern als eine Krise der Öffnung neuer Lebensebenen für eine im Grunde evangelische Tatsache – dass wir Pilger der Hoffnung sein sollen. Pilger der Hoffnung, „indem wir die Zeit der Gnade erkennen“. Im Jahr der Hoffnung rief Kardinal Ryś am Grab des heiligen Johannes Paul II. aus: „Gott zahlt nicht. Gott vergilt nicht. Der Herrgott gibt immer!“
______
Stanisław Barszczak, Sainteté – Plaire à Dieu, non au monde (30e dimanche du temps ordinaire, année C)
Jésus nous présente aujourd’hui un miroir sous la forme de la parabole du pharisien et du publicain. Tous deux hommes prient, mais ils ne s’adressent pas à Dieu de la même manière. Le pharisien va au temple pour prier, mais il ne prie pas vraiment. Il se parle à lui-même, non à Dieu ; il se concentre sur lui-même, et son prochain – en l’occurrence le publicain, largement considéré comme une mauvaise personne – est obligé de se vanter de sa perfection. Il ne fait aucun doute qui est au centre de l’attention, et sa prière se lit comme un rapport annuel sur ses réalisations.
Tout ce que dit le pharisien est vrai. Il jeûne deux fois par semaine et donne dix pour cent de ses revenus aux pauvres. Il fait le bien. Si tous les chrétiens faisaient cela, le monde changerait ! Le problème, c’est qu’il n’a pas besoin de Dieu pour cela, car il ne le perçoit pas comme impliqué. Lui-même, par ses propres forces, accumule des mérites dont il peut se vanter devant Dieu.
Dans sa courte prière, le pharisien répète cinq fois le mot « je ». Il démontre ainsi qu’il est possible de s’adresser à Dieu tout en ne pensant qu’à soi. Il parle avec passion, mais parce qu’il se soucie des affaires de Dieu. Il s’adresse à Dieu avec cette attitude : « Que ma volonté soit faite, non la tienne.» C’est un homme plein d’adoration, mais qui se réjouit non pas de qui est Dieu, mais de qui il est.
Le publicain, quant à lui, se tient loin, dans l’ombre. Il n’a aucun palmarès dont il puisse se vanter. Ce qu’il a gagné vient du vol, et ses victimes étaient aussi des pauvres. Dans sa prière : « Ô Dieu, aie pitié de moi, pécheur » (Luc 18,13), il exprime la vérité sur lui-même. Il ne cherche ni excuses ni justifications, mais se frappe la poitrine avec tristesse, comme pour se punir. Il connaît la vérité sur son péché et s’en remet entièrement à la miséricorde de Dieu. Il n’a rien à offrir à Dieu, si ce n’est ses propres péchés et la corruption qui a touché son cœur.
Le publicain ne se compare pas aux autres. Il reconnaît sa vérité et espère être accueilli par la miséricorde de Dieu. Il reconnaît son péché. Il sait que sa véritable nature n’est pas un mystère pour Dieu.
Le pharisien considère la prière et sa vie spirituelle comme un moyen d’exaltation, tandis que le publicain s’approche de Dieu avec humilité. Le pharisien se considère grand, même s’il ne l’est pas. Le publicain se considère comme un pécheur ayant besoin de la miséricorde de Dieu. Et il rentre chez lui justifié, contrairement au pharisien. Car Dieu résiste aux orgueilleux, mais il fait grâce aux humbles (cf. Jacques 4,6 ; 1 Pierre 5,5). Ainsi, le publicain reçoit bien plus que ce qu’il a demandé : il a imploré la miséricorde et a été justifié.
Dans son enseignement, Jésus remet en question les croyances dominantes de l’époque. La prière du publicain atteint les nuages, tandis que celle du pharisien atteint sa destination, mais elle est la destination même. Se comparer aux autres, humilier les faibles, s’exalter, accuser les autres et se justifier soi-même déforme la relation à Dieu. De même, reconnaître ses faiblesses, être conscient de son péché et avoir le courage d’affirmer sa vérité sur soi-même rapproche de Dieu, riche en miséricorde et qui ne méprise pas un cœur contrit et humble (cf. Psaume 51, 19).
Les personnes conscientes de leurs péchés implorent-elles la miséricorde aujourd’hui ?
En ces jours, le cardinal Krajewski affirme : la sainteté signifie plaire à Dieu, et non au monde. Vendredi matin (24 octobre 2025), les membres du Conseil pastoral polonais pour l’Europe, qui entament leurs délibérations annuelles à Rome, ont participé à la messe célébrée sur la tombe de saint Jean-Paul II. Le cardinal Konrad Krajewski a présidé la liturgie, concélébrée par l’évêque Robert Chrząszcz, délégué de la Conférence des évêques polonais pour la pastorale de l’émigration polonaise, ainsi que par les recteurs des missions catholiques polonaises et les pasteurs de la diaspora polonaise en Europe. « Nous mangeons Jésus chaque jour pour le représenter chaque jour », a déclaré l’aumônier pontifical dans son homélie. Le cardinal Krajewski a souligné que l’Évangile d’aujourd’hui se résume en une phrase : « Ne demande pas qui est mon prochain, mais sois le prochain des autres. »
L’évêque a partagé son témoignage personnel de rencontre avec la sainteté de deux personnes. La première était sainte Mère Teresa de Calcutta. « Elle a permis à Dieu de vivre en elle ; c’est pourquoi Jésus a accompli des miracles à travers elle », a-t-il souligné. La seconde figure était saint Jean-Paul II, dont les gestes et les paroles ont transformé la vie des gens. Cela a été possible parce qu’il a permis à Dieu de vivre en lui.
Je dois représenter Dieu. Le cardinal Krajewski nous a rappelé que l’Évangile nous appelle à « reconnaître les moments de grâce ». « Nous sommes les plus beaux au monde lorsque nous sommes remplis de grâce », a-t-il ajouté. Cela se produit lorsque nous nous levons de la confession, faisons l’expérience de la miséricorde, lorsque Dieu pardonne ; pendant l’Eucharistie, lorsque « nous pouvons consommer Dieu ». Le hiérarque a ajouté qu’en quittant l’église après la célébration de la Sainte Messe, je dois être « le tabernacle, c’est-à-dire le lieu de sa présence ».
Après la messe, les membres du PRDE ont déposé une gerbe de fleurs sur la tombe de saint Jean-Paul II. Une prière commune, suivie d’une procession – le passage du Chemin Jubilaire par la Porte Sainte de la Basilique vaticane, a marqué le début de la réunion annuelle que l’organisme européen organise à Rome cette année, en raison de l’Année Sainte.
Je dois être un lieu de présence divine. Bien-aimés. Qui est Jésus-Christ pour moi ? Je vois en Jésus l’archétype de toute relation possible avec le monde et de la relation supérieure que je reconnais. J’ai commencé à m’intéresser à l’Évangile de Jésus dans le bassin de Dąbrowa, vingt ans après la Seconde Guerre mondiale. À mon avis, l’idée de Jésus, qui imprégnait la génération de ces années-là, comprenait les langages de la vie rurale. Aujourd’hui, il semble que nous ne comprenions plus les textes agricoles des Évangiles, les expressions « se pencher sur le champ », « faire le point sur le travail agricole ». Jésus ne se présente plus à nous sous la forme du paysan-montagnard archaïque. Le monde a profondément changé en deux mille ans. La nature a été bouleversée, et une seconde nature, industrielle et commerciale, a émergé. Aujourd’hui, un jeune qui entend les bénédictions de Jésus et le message angélique de l’Évangile n’est pas un alpiniste, mais un hédoniste et un consommateur de tous les biens technologiques. La puissance de l’industrie et des avancées technologiques a ouvert les gens à un usage spécifique. Dans les bénédictions sur la montagne, le message de Jésus se révèle être aux antipodes de l’hédonisme, car il s’agit d’un abandon total de ce monde, d’un sacrifice radical et sans compromis. À notre époque de développement technologique et cosmique constant, le discours sur la montagne pourrait ne pas trouver d’écho auprès d’un jeune citoyen du monde. Et c’est là ma polémique, une réfutation des schémas modernistes concernant le mode de vie de ces dernières années, afin que, suivant l’exemple de Jésus, nous puissions prendre tout cela en compte. Je ne parlerais pas de crise de l’Église, mais d’une crise dans l’ouverture de nouveaux horizons à une réalité évangélique : nous devons être des pèlerins d’espérance. Et aussi des pèlerins d’espérance « en reconnaissant le temps de la grâce ». En cette année d’espérance, le cardinal Ryś, devant la tombe de saint Jean-Paul II, s’écriait : Dieu ne paie pas. Dieu ne rend pas. Le Seigneur Dieu donne toujours!
______
Stanisław Barszczak, Holiness – Is Pleasing God, Not the World (30th Sunday in Ordinary Time, Year C)
Jesus holds up a mirror before us today in the form of the parable of the Pharisee and the tax collector.
Both men pray, but they do not address God in the same way. The Pharisee goes to the temple to pray, but he doesn’t really pray at all. He talks to himself, not to God; he focuses on himself, and his neighbor – in this case, the tax collector, widely considered a bad person – is needed to boast about his perfection. There is no doubt who is the center of attention, and his prayer reads like an annual report on his current state of achievements.
Everything the Pharisee says is true. He fasts twice a week and gives ten percent of his earnings to the poor. He is doing good. If every Christian did this, the world would change! The problem is, he doesn’t need God for this, because he doesn’t see Him as involved. He himself, through his own strength, accumulates merits to boast about before God.
In his short prayer, the Pharisee repeats the word „I” five times. In this way, he demonstrates that one can address words to God while simultaneously thinking only of oneself. He speaks passionately, but because he cares about God’s affairs. He addresses God with the attitude: „My will be done, not yours.” He is a man full of adoration, but rejoices not in who God is, but in who he is.
The tax collector, on the other hand, stands far away, in the shadows. He has no catalog of accomplishments to boast about. What he has gained comes from theft, and his victims were also poor people. In his prayer, „God, be merciful to me, a sinner” (Luke 18:13), he expresses the truth about himself. He makes no excuses or justifications, but sadly beats his breast, as if to punish himself. He knows the truth about his sinfulness and entrusts himself completely to God’s mercy. He has nothing to offer God except his own sins and the corruption that has touched his heart.
The tax collector does not compare himself with others. He acknowledges the truth about himself and hopes that God’s mercy will embrace him. He admits his sin. He knows that his true self is no mystery to God.
The Pharisee sees prayer and his spiritual life as a means of self-exaltation, while the tax collector approaches God with humility. The Pharisee considers himself great, even though he is not. The tax collector sees himself as a sinner in need of God’s mercy. And he returns home justified, while the Pharisee does not. For God opposes the proud, but gives grace to the humble (cf. James 4:6; 1 Peter 5:5). Therefore, the tax collector receives much more than he asked for: he prayed for mercy and was justified.
In his teaching, Jesus challenges the prevailing beliefs of the time. The tax collector’s prayer reaches the clouds, while the Pharisee’s prayer does reach its destination, but it is the destination itself. Comparing oneself to others, humiliating the weak, exalting oneself, accusing others, and self-justifying distorts one’s relationship with God. Similarly, acknowledging one’s weaknesses, being aware of sinfulness, and having the courage to stand in the truth about oneself bring one closer to God, who is rich in mercy and does not despise a contrite and humble heart (cf. Psalm 51:19).
Do people conscious of their sins pray for mercy today?
In these days, Cardinal Krajewski says: holiness means pleasing God, not the world. On Friday morning (October 24, 2025), members of the Polish Pastoral Council for Europe – who are beginning their annual deliberations in Rome – participated in Holy Mass celebrated at the tomb of St. John Paul II. Cardinal Konrad Krajewski presided over the liturgy, and Bishop Robert Chrząszcz, the Polish Bishops’ Conference Delegate for Pastoral Care of Polish Emigration, along with the rectors of Polish Catholic Missions and pastors of Polish diaspora in Europe, concelebrated. „We eat Jesus every day to represent Him every day,” said the papal almoner in his homily. Cardinal Krajewski pointed out that today’s Gospel can be summarized in one sentence: „Do not ask who my neighbor is; but be a neighbor to others.”
The bishop shared his personal testimony of encountering the holiness of two individuals. The first was St. Mother Teresa of Calcutta. „She allowed God to live in her; and that is why Jesus worked miracles through her,” the bishop pointed out. The second figure was St. John Paul II, whose gestures and words transformed people’s lives. This was possible because he allowed „God to live in him.”
I am to represent God. Cardinal Krajewski reminded us that the Gospel calls us to „recognize times of grace.” „We are most beautiful in the world when we are full of grace,” he added. This happens when we rise from confession, experience mercy, when He forgives; during the Eucharist, when „we can consume God.” The hierarch added that when leaving the church after the celebration of Holy Mass, I am to be „the tabernacle – that is, the place of His presence.”
After Mass, members of the PRDE laid a wreath of flowers at the tomb of St. John Paul II. A communal prayer, followed by a procession – The passage of the Jubilee Way through the Holy Door in the Vatican Basilica began the annual meeting, which the European body, due to the ongoing Holy Year, is holding in Rome this year.
I am to be a place of God’s presence. Beloved Ones. Who is Jesus Christ for me? I see Jesus as the archetype of every possible relationship with the world and the higher relationship I recognize. I began growing into the Jesus Gospel in the Dąbrowa Basin, twenty years after World War II. In my opinion, the idea of Jesus, which encompassed the generation of those years, understood the idioms of rural life. Today, it seems we no longer understand the agricultural texts of the Gospels, the terms bending over the field, taking stock of agricultural work. Jesus no longer stands before us in the figure of the archaic farmer—a highlander. The world has changed significantly over two thousand years. Nature has been overthrown, and a second nature, industrial and business, has emerged. Today, a young person who hears Jesus’ blessings and the angelic message of the Gospel is not a mountaineer, but a hedonist and consumer of all technological goods. The power of industry and technological achievements has opened people to a specific use. In the blessings on the mountain, Jesus’ message proves to be the polar opposite of a hedonist, for it is about a total abandonment of this world, a radical sacrifice without compromise. In these days of constant technological and cosmic development, the speech on the mountain may not resonate with a young citizen of the world. And this would be my polemic, a refutation of modernist patterns regarding the way of life in recent years, so that, following the example of the figure of Jesus, we may take all this into account. I wouldn’t call this a crisis of the Church, but a crisis in opening new levels of life to a rather evangelical fact—that we are to be pilgrims of hope. Also pilgrims of hope „in recognizing the time of grace.” In the year of hope, Cardinal Ryś, at the tomb of St. John Paul II, cried out: God does not pay. God does not repay. The Lord God always gives!
_______
Stanisław Barszczak, Wierzby rosną cieniemMrok już tu jest. A ty po której stronie staniesz? Papież Leon XIV we wspomnienie Świętego Jana Pawła II zwrócił uwagę Polaków na to, byśmy otworzyli się na wartości całego świata. Otwórzcie na oścież drzwi Odkupicielowi świata, wołał Jan Paweł II w momencie rozpoczynania jego pontyfikatu.Bogowie istnieją dopóki mają wyznawców, twierdzą inni. A co ja mogę rzec wam tej doby. Nie powiem prawdy już nigdy, wybaczcie mi uparty los. A zaczynałem zawsze od zera, wpierw jako dziecko rodzące się w nocy poza małżeństwem, przepełnione lękiem nie tylko o swoje życie, lecz również o życie w ojczyźnie ziemskiej, w końcu o życie w niebie. Dzieci nocy nie mają serca, ani kamienia, nie mają nadziei…
Głupie – Dzieci Nocy stoją na brzegach ulicy, w swoich o wiele za dużych butach, każdy, kto chce, może je mieć na godzinę – za kilka funtów, tam na brzegach ulicy
statki cicho przepływają obok
ich nieśmiałych ‚kapitanów’
szukających smakołyku.
Dzieci Nocy – kto je stworzył?
Nie były dziećmi życzeń,
Dzieci te nigdy się nie są nasycone, jakkolwiek ogrzewają się w świetle neonów całusami i głaszczą na zawołanie za gotówkę z góry, a ich skóra pozostaje całkowicie zimna;
a dusze mkną przed siebie
nocą na brzegach ulicy,
w labiryncie tego miasta
tańczą jak błędny ognik, kolorowy sen – taki, jaki Bóg daje tylko dzieciom. Dzieci Nocy – kto je stworzył? Nie były dziećmi ze snów,
Dzieci te nigdy nie mają dość
I ogrzewają się w świetle neonów.
Głos mówi: Chodź cicho, kochanie, obudź się, nie płacz, to był tylko zły sen. Mama jest tutaj, a ty jesteś w domu, bądź cicho, moje dziecko, to był tylko sen.
„Szczęśliwy naród,
który ma poetę
I w trudach swoich
nie kroczy w Milczeniu…”
Mama była symbolem elegancji i czaru w latach 60., urzekając publiczność ponadczasową urodą i silną osobowością. Teraz z nieba wciąż emanuje wdziękiem i urokiem, które inspirują pokolenia. Już nie po raz pierwszy piszę post na ten temat.
Świat kroczy naprzód ku nieznanemu losowi. Możliwe, że przesunięcia Bieguna Północnego są cykliczne i odbywają się co kilkaset lat i wtedy następuje reset… O. Klimuszko mówił w 1978 roku, że chciałby jeszcze żyć 50 lat, by doczekać tych nowych czasów, gdzie Polska będzie przykładem dla reszty świata, a zza okna można będzie zrywać owoce cytrusowe. To jest możliwe tylko wtedy, gdy Biegun Północny przesunie się o 30° na Środkową Syberię. Wtedy świat zmienia się całkowicie, już kiedyś tak było, gdy przesunął się z Zatoki Hudsona na dzisiejsze miejsce.. To już może wydarzyć się za dwa lata i coś tam czy takie tam… Dlatego ten świat tak wariuje teraz. Dzieją się rzeczy jakby miał się zbliżać koniec świata..
Tak właśnie jest – zbliża się szybkimi krokami i raczej tego nie da się uniknąć. Tymczasem pani Agnieszka Osiecka nie przestaje nam śpiewać ot chociażby tak:
Póki mam jeszcze
te… (dwa, trzy)dzieścia i kilka lat,
pogadam z tobą do wiersza,
nie tak jak z bratem brat,
ale jak baba najszczersza.
Póki mam jeszcze
ten fason i pański gest,
i wierszyk nie skrzypi jak socha,
wygarnę:”Oj kiepsko jest,
żeś ty się we mnie nie zakochał!”
Póki mam jeszcze te kolce – jak jaki jeż – to przyznam ci naturalnie,
że bez miłości też fajno jest,
lecz mogło być- jeszcze fajniej.
Fajno mieć pracę nieźle płatną,
z kumplami pogwarzyć przy wódce,
fajno wyjechać na lato,
jeziorem przewieźć się w łódce,
fajno w robocie mieć ten lwi pazur,
fajno zagapić się w nieba lazur,
fajno, że szczerze oddanych nam serc – starczy na bruki od Kutna
– do Kielc… Fajny jest Franek
…Fajna jest Zocha…No i w ogóle – przyjemnie. – Lecz gdybyś ty się zakochał, gdybyś zakochał się we mnie, gdybyś zakochał się we mnie….
Ale ty nigdy, przenigdy nie rezygnuj z nadziei, nigdy nie wątp, nigdy się nie zmęcz i nigdy nie zniechęcaj.
Nie bój się. Nie bój się niczego.Bóg ma wszystko pod kontrolą i jest większy od twoich lęków.
Nie był królem. Nie miał korony. A mimo to jego władza sięgała dalej niż królewskie rozkazy.
Jeremi Wiśniowiecki – magnat, który na wschodnich kresach stworzył własne państwo. Prywatna armia, twierdze silniejsze niż królewskie, własne sądy, własna dyplomacja i wojny prowadzone na własnych zasadach.
To on był żelazną granicą między Rzecząpospolitą a chaosem Dzikich Pól. To jego bali się Kozacy i przed nim uciekali Tatarzy.
Poznaj historię człowieka, który zastąpił całe państwo…
Opowiadanie o Wiedniu i Austrii to nie tylko historie ulic, ciekawe miejsca do odwiedzenia, ale i historia ludzi, którzy ten kraj, ulice i miejsca tworzyli. Dzisiaj o bardzo ważnym momencie w jego dziejach, gdy wielkie imperium z kilkusetletnią monarchią odchodzi w przeszłość, a rodzi się niewielka republika.
Ostatni cesarz Karol i cesarzowa Zita, socjaliści, zdrada i zimna gra wielkich mocarstw pisały scenariusz Austrii oraz krajów, które wchodziły w skład dawnego imperium Habsburgów. To mi poczytaj mamo…
Brian Neel, być może nie laureat Chopinowski dla potomnych utrwalił wiersz pt. Dopóki nie umrę:
Ostatnio dużo myślałem. O depresji. O tym niekończącym się smutku.
O tym, jak sposób, w jaki nienawidzę samego siebie, doprowadza mnie do szaleństwa.
O tym, że bez względu na to, co robię, zawsze boję się tej ciemności.
Tej, która mieszka w mojej duszy. Bolesnej otchłani i ziejącej dziury.
Brakujących elementów, które mnie dopełniały. Ciągle zmieniających się, niemożliwych celów.
Niegdyś jasno żarzących się żarów, które teraz są ciemne i czarne jak węgiel.
Wnętrze mojego mózgu zdaje się nieustannie gromadzić chmury.
Wirujący wiatr i burze zagłuszają wszystko oprócz odgłosów grzmotów.
Blokują wszelkie oznaki światła, gdy mięsień w mojej klatce piersiowej pulsuje.
Sprawia, że chciałbym umrzeć, zniknąć i zostać pogrzebany w ziemi.
I walczę z tym. O Boże, walczę z tym. Wszelka broń, jaką znajdę.
Atakuję to ze wszystkich sił. Z wszystkimi moimi narzędziami razem wziętymi.
Wściekła wojna z tysiącem bitew, które stoczyłem milion razy,
Ale jak mam oczekiwać zwycięstwa nad wrogami w moim umyśle?
Pokonać wroga, którego nie ma? Czekającego, by zaskoczyć mnie nieprzygotowanego.
Wie, że to sprawia, że czuję się tak przerażony. Jest o wiele okrutniejsze, niż mogę znieść.
Z nieskończoną cierpliwością. Aż w tornadach zostanę uwięziony,
Niszcząc wszystko, co kocham, by pozostawić mnie w rozpaczy.
Wtedy zostaję tylko ja. Cień tego, kim kiedyś byłem.
Próbując trzymać się nadziei, ale pozostawiony z roztrzaskanymi marzeniami.
Życzę sobie, by zamiast pustki, znaleźć trochę poczucia własnej wartości.
Ale kiedy próbuję kochać siebie, to wychodzi to tylko w krzykach.
I łzach, które zalewają moją twarz niekończącymi się strumieniami.
I zawsze czuję się taki złamany. Jakbym był sparaliżowany strachem.
Jakby w mojej głowie siedziały demony, które szepczą mi do ucha.
Jakby światło na końcu tunelu nigdy się nie pojawiło.
Że zawsze będę żył z tak dotkliwym bólem,
Że z niecierpliwością czekam na dzień, w którym zniknę.
Ale, jak już mówiłem, ostatnio coraz częściej o tym myślę.
Nie mogę już tego robić. Myślę więc, że czas zakończyć wojnę.
Znaleźć sposób na odzyskanie nadziei, podnieść się z tego dna,
I przestać karmić ciemność, która jest we mnie.
Więc zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby być w porządku. Aby uleczyć ten ból dzień po dniu.
Znaleźć nową i lepszą drogę. Pamiętać, co mówią moi terapeuci.
Poczuć moje uczucia, nie uciekając. Nawet jeśli mnie to przeraża.
I uwierzyć, że jutro będzie zupełnie nowy dzień.
Bo zawsze mogłoby być gorzej. Nie leżę martwy na tyłach karawanu.
Mam tylko rany, które muszę pielęgnować. I przynajmniej żyję, by wypowiedzieć te słowa.
Wciąż mam ścieżkę, którą mogę podążać. I miejsce we wszechświecie, w którym mogę istnieć.
I wszystkie możliwości, które mogą się narodzić. Gdybym tylko mógł dostrzec swoją wartość,
I spróbować znaleźć sposób, by uwierzyć, że przynależę do tej Ziemi.
Zrobię, co w mojej mocy. Ignorując wszystkie te głosy w mojej głowie.
A kiedy ciemność będzie próbowała mnie znaleźć, zwrócę się ku światłu.
Znajdę miejsce, w którym przeczekam deszcz, gdy nad głową będą burze.
I spróbuję pamiętać, że bez względu na pogodę, zawsze może być lepiej,
Dopóki nie umrę.Chodzenie z Chrystusem oznacza pozostawienie za sobą tego, kim byłeś, aby On mógł ukształtować cię w osobę, którą zawsze miałeś się stać.
Starożytna hydrauliczna inżynieria egipskiego Karnaku, rzymski Panteon, akwedukty, starożytne miasta budowane na planie centrów, zaświadczają na korzyść dzieci nocy…. że coś w życiu osiągnęli. I wciąż tworzą bestsellery jutra.
Dwa przeciwieństwa postanawiają ‚sprawdzić swoją chemię’ podczas jednej gorącej nocy razem. Ale czy to wystarczy? Nova Porter nie szuka miłości i z pewnością nie ma wytłumaczenia dla swego uczucia do Charliego Milforda w stroju biznesmena, bankiera inwestycyjnego w trzyczęściowym garniturze. Może to jego urok osobisty? A może jego determinacja, by pomóc jej raczkującemu biznesowi jak tylko może. Tak czy inaczej, za każdym razem, gdy on jest w pobliżu, jest rozkojarzona. Z nowym studiem tatuażu, które ma zostać otwarte w jej rodzinnym „lesie cudów”, nie ma czasu na frywolne flirty. Aby raz na zawsze pozbyć się Charliego, Nova składa propozycję. Jedną noc. Bez zobowiązań. Porzucą swoje niewygodne uczucie i wrócą do swoich obowiązków. Ale ich wybuchowa wspólna noc rozprasza ich oczekiwania niczym opadłe liście. A z Charliem w mieście jako tymczasowym szefem „świetlistej farmy”, Nova nie może go całkowicie unikać. A Charlie? Cóż, Charlie rozpoznaje dobrą inwestycję, gdy ją widzi. Ma nadzieję, że uda mu się przekonać Novę że jest wart poświęcenia mu trochę czasu.
Najmilsi. Mrok już tu jest. Ale szczęśliwym wierzby rosną cieniem. Więc nie ma już miejsca na letniość. Ojciec Tadeusz Rydzyk mówi wprost jak mamy walczyć o Polskę. Piękne słowa. Także Leon XIV apelował wcześniej z troską, by zachować pokój, już nie tyle między narodami, ale między sercami.
Bracie, siostro. Lęki, którym nie stawisz czoła, stają się twoimi ograniczeniami. Postanów, że nie będziesz już dłużej uwięziony w więzieniu, które sam sobie zbudowałeś.
_____
Stanisław Barszczak, Willows Grow in Shadow
Darkness is already here. And which side will you take? Pope Leo XIV, in memory of Saint John Paul II, urged Poles to open ourselves to the values of the entire world. „Open wide the doors to the Redeemer of the world,” John Paul II exclaimed at the beginning of his pontificate.
Gods exist as long as they have followers, others claim. And what can I tell you today? I will never tell the truth again; forgive me my stubborn fate. And I always started from scratch, first as a child born at night out of wedlock, filled with fear not only for my life, but also for life in my earthly homeland, and ultimately for life in heaven. The Children of the Night have no heart, no stone, no hope…
Stupid – The Children of the Night stand on the streetside, in their much too big shoes. Anyone who wants them can have them for an hour – for a few pounds. There, on the streetside,
ships quietly sail past
their shy ‚captains’
looking for a treat.
The Children of the Night – who created them?
They were not children of wishes,
These children are never satisfied, although they warm themselves in the neon light with kisses and caresses on demand for cash in advance, and their skin remains completely cold;
and souls rush forward
at night on the streetside,
in the maze of this city,
dancing like a will-o’-the-wisp, a colorful dream – the kind God gives only to children. The Children of the Night – who created them? They were not children of dreams,
These children never have enough,
And warm themselves in the neon light. A voice says: Come quietly, my love, wake up, don’t cry, it was just a bad dream. Mom is here, and you are home, be quiet, my child, it was just a dream.
„Happy is the nation that has a poet
And in its hardships
Does not walk in silence…”
Mom was a symbol of elegance and charm in the 1960s, captivating audiences with her timeless beauty and strong personality. Now, she still radiates from the sky a grace and charm that inspires generations. This is not the first time I’ve written a post on this topic.
The world is marching forward towards an unknown fate. It’s possible that the North Pole shifts are cyclical, occurring every few hundred years, and then a reset occurs… Father Klimuszko said in 1978 that he wanted to live another 50 years to see those new times, where Poland would be an example to the rest of the world, and citrus fruits could be picked from outside the window. This is only possible when the North Pole shifts 30° to Central Siberia. Then the world changes completely, it already did, when it moved from Hudson Bay to its current location… That could happen in two years or so… That’s why the world is going so crazy right now. Things are happening as if the end of the world were approaching…
That’s exactly what it is – it’s approaching rapidly, and it’s probably unavoidable. Meanwhile, Mrs. Agnieszka Osiecka keeps singing to us, just like this:
While I’m still
those… (two, three) decades old,
I’ll talk to you over a poem,
not like a brother,
but like the most sincere woman.
While I still have
that style and your gesture,
and the poem doesn’t squeak like a plough,
I’ll blurt out: „Oh, it’s too bad
you didn’t fall in love with me!”
While I still have those thorns—like a hedgehog—I’ll admit, of course, that it’s nice without love, too,
but it could be even nicer.
It’s nice to have a well-paid job,
to chat with friends over vodka,
it’s nice to go away for the summer,
to take a boat ride across the lake,
it’s nice to have that lion’s claw at work,
it’s nice to stare at the azure sky,
it’s nice that our sincerely devoted hearts—enough for the pavements from Kutno
– to Kielce… Franek is nice,
…Zocha is nice,
And in general—it’s nice. – But if you fell in love, if you fell in love with me, if you fell in love with me…
But you, never, ever give up hope, never doubt, never get tired, and never get discouraged.
Don’t be afraid. Don’t be afraid of anything. God has everything under control and is greater than your fears.
He was not a king. He had no crown. And yet his power extended beyond royal commands.
Jeremi Wiśniowiecki – a magnate who created his own state in the eastern borderlands. A private army, fortresses stronger than royal ones, his own courts, his own diplomacy, and wars fought according to his own rules.
He was the iron border between the Polish-Lithuanian Commonwealth and the chaos of the Wild Fields. It was he whom the Cossacks feared and the Tatars fled from.
Learn the story of the man who replaced an entire state…
The story of Vienna and Austria is not just about the stories of the streets and interesting places to visit, but also about the people who shaped this country, its streets, and its places. Today, we’re talking about a very important moment in its history, when a great empire with a centuries-old monarchy is fading into the past, and a small republic is being born.
The last Emperor Charles and Empress Zita, the socialists, betrayal, and the cold warfare of the great powers wrote the script for Austria and the countries that comprised the former Habsburg Empire. Read it to me, Mom…
Brian Neel, perhaps not a Chopin laureate, immortalized the poem „Until I Die” for posterity:
Lately, I’ve been thinking a lot. About depression. About this endless sadness.
About how the way I hate myself drives me insane.
About how no matter what I do, I’m always afraid of this darkness.
The one that lives in my soul. The aching abyss and gaping hole.
The missing pieces that made me whole. The ever-changing, impossible goals.
Once-bright embers that are now dark and black as coal.
The inside of my brain seems to be constantly gathering clouds.
The swirling wind and storms drown out everything but the sound of thunder.
They block out any sign of light as the muscle in my chest throbs.
It makes me wish I could die, disappear, and be buried in the ground.
And I fight it. Oh God, I fight it. With every weapon I can find.
I attack it with all my might. With all my tools combined.
A furious war with a thousand battles fought a million times,
But how can I expect victory over the enemies in my mind?
Defeat an enemy that isn’t there? Waiting to surprise me unprepared.
He knows it makes me feel so terrified. It’s far crueler than I can bear.
With infinite patience. Until I’m trapped in tornadoes,
Destroying everything I love, leaving me in despair.
Then only I remain. A shadow of who I once was.
Trying to cling to hope, but left with shattered dreams.
I wish, instead of emptiness, that I could find some self-worth.
But when I try to love myself, it only comes out in screams.
And tears that flood my face in endless streams.
And I always feel so broken. As if paralyzed by fear. It’s like demons are in my head, whispering in my ear.
It’s like the light at the end of the tunnel never appeared.
That I’ll always live with such excruciating pain,
That I’m eagerly awaiting the day I disappear.
But, as I said, I’ve been thinking about it more and more lately.
I can’t do this anymore. So I think it’s time to end the war.
To find a way to regain hope, to rise from this rock bottom,
And stop feeding the darkness inside me.
So I’ll do everything in my power to be okay. To heal this pain one day at a time.
To find a new and better path. To remember what my therapists say.
To feel my feelings without running away. Even if it scares me.
And to believe that tomorrow will be a brand new day.
Because it could always be worse. I’m not lying dead in the back of a hearse.
I only have wounds to nurse. And at least I’m alive to say these words.
I still have a path to follow. And a place in the universe where I can exist.
And all the possibilities that could be born. If only I could see my worth,
And try to find a way to believe I belong on this Earth.
I’ll do my best. Ignoring all those voices in my head.
And when the darkness tries to find me, I’ll turn to the light.
I’ll find a place to wait out the rain, when the storms are overhead.
And I’ll try to remember that no matter the weather, things can always get better,
Until I die.
Walking with Christ means leaving behind who you were so He can shape you into the person you were always meant to be.
The ancient hydraulic engineering of Egyptian Karnak, the Roman Pantheon, aqueducts, and ancient cities built on the plan of centers testify to the children of the night… that they have achieved something in life. And they still create tomorrow’s bestsellers.
Two opposites decide to „test their chemistry” during one hot night together. But will it be enough? Nova Porter isn’t looking for love, and she certainly has no excuse for her feelings for Charlie Milford, dressed as a businessman, an investment banker in a three-piece suit. Perhaps it’s his charm? Or perhaps his determination to help her fledgling business in any way he can. Either way, whenever he’s around, she’s distracted. With a new tattoo studio about to open in her family’s „forest of wonders,” there’s no time for frivolous flirtations. To get rid of Charlie once and for all, Nova makes a proposition. One night. No strings attached. They’ll abandon their uncomfortable feelings and return to their duties. But their explosive night together shatters their expectations like fallen leaves. And with Charlie in town as the temporary head of the „light farm,” Nova can’t avoid him entirely. And Charlie? Well, Charlie knows a good investment when he sees one. He hopes he can convince Nova that he’s worth devoting some of his time to.
My dearest. The darkness is already here. But, for the lucky ones, willows grow in shade. So there’s no room for lukewarmness anymore. Father Tadeusz Rydzyk speaks plainly about how we should fight for Poland. Beautiful words. Leo XIV also previously appealed with concern to maintain peace, not so much between nations, but between hearts.
Brother, sister. Fears you don’t face become your limitations. Decide that you will no longer be trapped in prison that you built for yourself. Be brave.
XXIX Niedziela Zwykła (rok C)
PIERWSZE CZYTANIE – Księga Wyjścia 17, 8-13
PRÓBA WIARY
Amalekici byli plemionami zamieszkującymi pustynię Negew. Biblia wspomina o nich wielokrotnie w historii osadnictwa Narodu Wybranego w Palestynie, zawsze jako o przeciwnikach penetracji plemion izraelskich. Ich potomkowie pozostali zaciekłymi wrogami w czasach królów Saula i Dawida. Do tego stopnia, że sama nazwa Amalek stała się symbolem dziedzicznego wroga.
Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że sam Amalek, ojciec plemienia, był wnukiem Ezawa, brata bliźniaka i rywala Jakuba. Rywalizacja między Jakubem a Ezawem (zwanym również Edomem) była przekazywana ich potomkom, a z pokolenia na pokolenie w Izraelu dziedziczona była nienawiść do Edomitów, zwłaszcza do tych uważanych za najgorszych ze wszystkich – Amalekitów.
Zatem w Księdze Wyjścia Amalekici pojawiają się jako pierwsi przeciwnicy ludu wybranego na pustyni. Autor nie podaje wielu szczegółów na temat tej pierwszej bitwy: mówi jedynie: „Synowie Izraela maszerowali przez pustynię. Amalekici nadciągnęli i zaatakowali ich w Refidim”. Księga Powtórzonego Prawa dostarcza jednak dodatkowych informacji: „Pamiętaj, co ci uczynił Amalek na drodze, gdy wychodziłeś z Egiptu. Dogonił cię na drodze i wymordował wszystkich, którzy pozostali w tyle, podczas gdy ty byłeś wyczerpany i wyczerpany. Nie bał się Boga!” (Pwt 25,17-18) – tłumaczenie: Amalekici przybyli z zaskoczenia i zaatakowali tych, którzy mieli największe trudności z podążaniem za nimi. Wtedy Mojżesz powiedział do Jozuego: „Wybierz mężów i idź walczyć z Amalekitami”. Jest to więc historia samoobrony. Nie będziemy mieli dalszych szczegółów na temat przebiegu bitwy ani ruchów wojsk; Zamiast tego historia koncentruje się na relacji między ludem a ich Bogiem podczas tej pierwszej bitwy: to próba ognia, ale przede wszystkim test wiary Izraela. Będą walczyć o przetrwanie, ale ich Bóg będzie z nimi.
Jesteśmy w Refidim: nawiasem mówiąc, znamy już tę nazwę, ponieważ w wersetach poprzedzających ten fragment jest to słynny epizod Massa i Meriba; mówiliśmy o tym ponownie bardzo niedawno przy okazji Psalmu 94/95. Massa i Meriba, to działo się właśnie w Refidim, a przydomek Massa i Meriba (co oznacza spór i kłótnię) oznacza, że tam ludzie poważnie zwątpili w Boga. I odtąd, gdy będziemy kuszeni, by zwątpić w Bożą opiekę, będziemy pamiętać o Massa i Meriba: „Czy będziecie słuchać Jego słowa dzisiaj? Nie zamykajcie serc waszych jak w Meriba, jak w dniu Massa na pustyni, kiedy wasi ojcowie wystawiali Mnie na próbę i prowokowali, chociaż widzieli moje czyny”. (Ps 94/95:7-8).
Massa i Meriba były próbą pragnienia, próbą tak ciężką, że ludzie myśleli nawet, że Bóg ich opuścił… ale nie, woda popłynęła ze skały, a lud odzyskał zaufanie do swojego Boga. Tym razem, wciąż w Refidim, muszą stawić czoła atakowi Amalekitów. Będą musieli walczyć o przetrwanie. I Mojżesz natychmiast nie ma wątpliwości, że Bóg przyjdzie mu z pomocą i go wybawi.
WZNIESIONE RĘCE DO NIEBA
Powiedział do Jozuego: „Stanę na szczycie góry, trzymając laskę Bożą”. I to właśnie ta laska, w pewnym sensie, odgrywa główną rolę w tej historii. Ta laska sama w sobie nie jest magiczna, ale uwidacznia dzieło Boże. To dzięki niej Mojżesz dokonał niezliczonych cudów w oczach faraona i egipskiego dworu, rozdzielił wody Morza Czerwonego, sprawił, że woda popłynęła ze skały, właśnie w Massa i Meriba. Po raz kolejny, ta laska sama w sobie nie jest magiczna; dowodem jest to, że Mojżesz zaczyna się modlić, ale ta uniesiona laska stała się symbolem: przypomina wszystkim, że to Bóg działa. Jeśli bitwa jest ledwie opisana, jeśli laska znajduje się w centrum opowieści, to właśnie po to, by jasno pokazać, gdzie leży sedno sprawy. Sednem sprawy jest obecność Boga, który towarzyszy swojemu ludowi, jak obiecał od początku, objawiając Mojżeszowi swoje imię – to słynne imię, które mówi o obecności Boga. Tekst jest bardzo stonowany, a jednocześnie bardzo sugestywny. Mojżesz, Aaron i Chur są na szczycie wzgórza, podczas gdy lud walczy pod wodzą Jozuego na równinie. Jozue walczy z całej duszy, a Mojżesz modli się z całej duszy. Wojownik i modlący się wzajemnie uzupełniają. Jeśli Mojżesz opuszcza swoje miejsce modlitwy, Jozue traci opanowanie. Nie można powiedzieć jaśniej, że to Bóg działa, ale że wymagany jest nasz udział. Uniesione ręce Mojżesza są symbolem wszelkiej ludzkiej modlitwy. Wyrażają zaufanie, pewność wierzącego, że jego Bóg nigdy go nie opuści. Niedawno czytaliśmy w liście do Tymoteusza, że Paweł powiedział: „Zalecam ludziom, aby wszędzie…
modlić się z rękami wzniesionymi ku niebu… To Bóg działa: te uniesione ręce mówią tak wiele, ponieważ pozostają nieruchome i zdają się przenosić odpowiedzialność na niebo; ale jednocześnie są uniesione: wierzący się nie poddaje; ręce walczącego, uniesione ręce modlącego się są naszym małym udziałem w dziele Bożym.
Ale czasami modlący się, wyczerpany fizycznie lub moralnie, nie ma już siły, by „wznieść ręce” ku niebu: wtedy dobrze jest znaleźć braci, którzy wesprą nasze słabnące ręce; zazwyczaj jest to rola naszych wspólnot.
———————–
Uwaga
1 – Pamiętamy dwóch synów Izaaka, braci bliźniaków, a zarazem rywali Ezawa i Jakuba; Ezaw powinien być dziedzicem boskich obietnic, ale Jakub zdołał oszukać niewidomego ojca, podając się za brata i zajął to miejsce. Suplement
– Na przestrzeni dziejów mężczyźni i kobiety poświęcali swoje życie modlitwie; Ten tekst ukazuje nam, że modlitwa nie jest biernością ani bezczynnością; wręcz przeciwnie, w tajemniczy sposób modlitwa nielicznych jest źródłem siły dla wszystkich. Jest żywym przypomnieniem o Obecności Boga, który nieustannie działa pośród nas.
PSALM – 120 (121)
DŁUGI MARSZ IZRAELA
Wiemy, że psalmy są przede wszystkim modlitwą całego ludu izraelskiego, tego ludu maszerującego ku swojemu Bogu od zarania dziejów. Kiedy psalm mówi „ja”, musimy rozumieć zbiorowe „MY” narodu wybranego. Ten długi marsz był przeżywany jeszcze intensywniej podczas trzech corocznych pielgrzymek do Jerozolimy. Były one częścią przykazań Bożych i stanowiły ważny moment dla wszystkich uczestników, co zazwyczaj oznaczało wszystkich zdrowych mężczyzn. Kobiety i dzieci podążały za nimi, jeśli mogły. Piętnaście psalmów zostało skomponowanych specjalnie, aby towarzyszyć temu procesowi: są to Psalmy od 119 do 133 w liturgii, czyli od 120 do 134 w naszych Bibliach. Nazwano je „Psalmami Wstępowania”, ponieważ czasownik „wstępować” był powszechnie używanym określeniem pielgrzymek; z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze, po prostu dlatego, że Jerozolima leży na wyżynie; po drugie, na poziomie symbolicznym, ponieważ proces pielgrzymowania reprezentuje dla wierzącego prawdziwe duchowe wzniesienie.
Te piętnaście psalmów ma zatem wspólne punkty: wszystkie porównują historię ludu izraelskiego do długiej pielgrzymki. Z tego powodu słyszymy liczne aluzje do konkretnej rzeczywistości pielgrzymki: trudu i modlitwy pielgrzyma, pragnienia dotarcia do celu, miłości do Świątyni, miłości do Jerozolimy. A nade wszystko głębokiej radości i ufności, które przenikają wierzący lud. Nasz dzisiejszy psalm jest zatem jednym z nich: pielgrzym wyrusza do Jerozolimy: jego serce i oczy zwrócone są już ku wzgórzu Świątyni („Wznoszę oczy ku górom”), ale wie, że ta długa podróż do Jerozolimy usiana jest wszelkiego rodzaju pułapkami; Tory nie są naszymi dzisiejszymi utwardzonymi drogami, bywają śliskie lub kamieniste, stopa może się poślizgnąć; można też spotkać o wiele większe niebezpieczeństwa: dzikie zwierzęta, a nawet, co jeszcze groźniejsze, bandy zbójców. Jeśli Jezus mógł umiejscowić przypowieść o miłosiernym Samarytaninie w tym kontekście, to znaczy historię człowieka okradzionego i pobitego przez bandytów, to dlatego, że zdarzało się to regularnie. „Pan będzie cię chronił od wszelkiego zła, będzie chronił twoje życie”: ci, którzy pozostają w kraju, dodają otuchy tym, którzy wyruszają w drogę. PAN BĘDZIE CIĘ STRZEGŁ W WYJŚCIU I W POWROCIE
Innym niebezpieczeństwem, które trudno nam sobie tu wyobrazić, jest słońce w ciągu dnia i księżyc w nocy. W biały dzień trzeba godzinami chodzić pod palącym słońcem; w nocy, jeśli ktoś śpi pod gwiazdami, promienie księżyca są szkodliwe. Tutaj ponownie pielgrzym zostaje zachęcony: „Pan, twój stróż, twój cień, jest blisko ciebie. Słońce za dnia nie może cię razić ani księżyc w nocy”. Wszystkim tym niebezpieczeństwom trzeba będzie stawić czoła tak samo w drodze powrotnej, jak i w podróży w jedną stronę: ale „Pan będzie cię strzegł w twoją podróż i w twój powrót”. Możemy na Niego liczyć, bo On jest Panem świata: to On i tylko On stworzył niebo i ziemię. „Moja pomoc przychodzi od Pana, który stworzył niebo i ziemię”: w tym wersecie pada ostrzeżenie przeciwko fałszywym bogom; są oni jedynie bezwładnymi posągami z drewna lub kamienia; nic nie mogą zrobić dla człowieka. Śpią wiecznym snem, ponieważ są jedynie przedmiotami stworzonymi przez ludzkie ręce. Podczas gdy On, Pan, czuwa nieustannie: „Nie, nie śpi ani nie drzemie On, stróż Izraela”.
Kiedy wyrusza w drogę do Jerozolimy, wierzący kieruje się ku swojemu Bogu i tylko ku Niemu: zdecydowanie odwraca się od bożków. To właśnie nazywamy nawróceniem. Wyraźnie widać, jak porównanie ludzi do grupy pielgrzymów jest sugestywne. Każdego dnia, przez tysiąclecia, Izrael, niczym pielgrzym, wyrusza w drogę, decydując się bezgranicznie zaufać tylko Bogu: „Wznoszę oczy ku górom: skąd nadejdzie moja pomoc?”… „Pomoc moja przyjdzie od Pana, który stworzył niebo i ziemię”. Nieprzypadkowo Bóg jest w tym psalmie nazywany „stróżem Izraela”. Lud ten otrzymał bowiem Objawienie Boga żywego, Stwórcy nieba i ziemi, i doświadczył Jego obecności. Samo imię Boga, słynne czteroliterowe imię (JHWH), mówi właśnie, że Bóg jest stale obecny wśród swojego ludu. Bardzo intymna, nierozerwalna obecność, która jest bardzo silnie wyrażona w języku hebrajskim. Nasze tłumaczenie brzmi: „Pan, twój stróż, Pan, twój cień, stoi przy tobie”. W języku hebrajskim mówi się, że obok ciebie jest „po twojej prawicy”, a André Chouraqui skomentował: „Pan jest z tobą zjednoczony, tak jak ty jesteś zjednoczony z samym sobą”.
Przypominamy sobie kolumnę, która towarzyszyła ludowi w marszu przez pustynię; słup obłoku w ciągu dnia, chroniący przed słońcem, słup ognia w nocy, wskazujący drogę.
Jezus Chrystus z kolei potrafił śpiewać ten psalm w całej prawdzie. Gdy zdecydowanie wyruszał do Jerozolimy, jak mówi św. Łukasz, powtarzał sobie: „Pan cię uchroni od zła wszelkiego i strzeże życia twego. Pan cię strzeże w twoim wyjściu i powrocie, teraz i na wieki”. Od poranka wielkanocnego, tego powrotu, o którym mówi psalm, nazywamy go „Zmartwychwstaniem”.
DRUGIE CZYTANIE – Drugi List św. Pawła do Tymoteusza 3,14 – 4,2
PISMO ŚWIĘTE, NASZE ŹRÓDŁO
W zeszłą niedzielę czytaliśmy z Drugiego Listu do Tymoteusza hymn ku czci Chrystusa: „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, który powstał z martwych”. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że czytamy hymn ku czci Pisma Świętego. Powiedzmy sobie jasno: to, co św. Paweł nazywa Pismem Świętym, my dziś nazywamy Starym Testamentem. Już w listach do Tymoteusza wielokrotnie odczuwaliśmy ciągły konflikt we wspólnocie Efezu, w której Tymoteusz się znajduje; i właśnie z powodu tego konfliktu Paweł prosił Tymoteusza, aby pozostał w Efezie; musimy móc liczyć na wiernych strażników Słowa. Pierwsze wersety dzisiejszego tekstu: „Trwaj w tym, czego się nauczyłeś”, sugerują, że inni nie pozostali wierni otrzymanym naukom i wprowadzają innych w błąd. Do tego stopnia, że możemy streścić ten fragment w trzech zdaniach: po pierwsze, musimy czerpać natchnienie z Pisma Świętego. Po drugie, musimy głosić Słowo. Po trzecie, to głoszenie musi być dokonywane z myślą o budowaniu wspólnoty. Po pierwsze, musimy czerpać natchnienie z Pisma Świętego, w prawdziwym znaczeniu słowa „źródło”: Pismo Święte jest dla nas źródłem. Wyrażenie „Trwaj w tym, czego się nauczyłeś” jasno wskazuje, że wiara nie jest przedmiotem, który posiadamy, lecz żywotnym środowiskiem, „miejscem zamieszkania” w rozumieniu św. Jana. Tymoteusz czerpał z tego źródła Pisma Świętego od dzieciństwa: jego ojciec był Grekiem i poganinem, ale jego matka, Eunike, i babcia ze strony matki, Lois, były Żydówkami: zapoznały go ze Starym Testamentem; a kiedy jego matka nawróciła się na chrześcijaństwo, oczywiście nie przestała często czytać Pisma Świętego. Inni nauczyciele nadal inicjowali Tymoteusza, a Paweł podkreśla ten wspólnotowy aspekt dostępu do Pisma Świętego. Nie odkrywa się Pisma Świętego w pojedynkę, ale w Kościele. Po raz kolejny u Pawła odnajdujemy temat przekazu wiary, tego, co w teologii nazywa się „Tradycją”: tradere po łacinie oznacza „przekazywać”: „Ja sam otrzymałem to, co pochodzi od Pana, i wam to przekazałem” (co oznacza „niczego nie wymyśliłem”), mówi Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 11,23); Apostoł jest kimś posłanym, by służyć Słowu, które nie jest jego własnym. W wierze nikt z nas nie jest założycielem, nowatorem; jesteśmy ogniwami w łańcuchu. Oczywiście, niezwykle ważne jest, aby ten przekaz był wierny. Nieco wcześniej w tym samym liście Paweł powiedział do Tymoteusza: „Co słyszałeś ode mnie w obecności wielu świadków, przekaż to ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać i innych” (2 Tm 2,2).
ODWAŻ SIĘ GŁOSIĆ SŁOWO
Wracam do naszego tekstu; następujące zdanie jest bardzo ważne: Paweł stwierdza: „Pisma Święte mają moc udzielania wam mądrości ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusa Jezusa”. Ma przez to na myśli, że Stary Testament prowadzi bezpośrednio do Jezusa Chrystusa. Dla Pawła, podobnie jak dla pierwszych apostołów, powołanych przez Jezusa spośród Żydów, było to oczywiste. Pamiętamy, że podczas procesu w Jerozolimie Paweł twierdził, że został chrześcijaninem właśnie dlatego, że był Żydem.
Paweł kontynuuje: „Całe Pismo jest natchnione przez Boga”; zanim stało się dogmatem potwierdzonym przez
Kościół, jak to sformułowano, był zatem już wiarą Izraela. To wyjaśnia szacunek, jakim święte księgi zawsze otaczano we wszystkich synagogach. „Dzięki niemu (Pismu) człowiek Boży będzie doskonały, przygotowany do wszelkiego dobra”. Oto zatem wyposażenie chrześcijanina: Pismo Święte w wierności otrzymanej nauce: „Trwaj mocno w tym, czego się nauczyłeś; o tym jesteś przekonany, wiedząc dobrze, od kogo się tego nauczyłeś”. Wyposażeniem chrześcijanina jest zatem Pismo Święte ORAZ tradycja, aby móc je z kolei przekazywać. Aby przekazywać – i to jest druga rada Pawła udzielona Tymoteuszowi – trzeba odważyć się głosić Słowo; to pierwsze, a może nawet jedyne, zadanie przywódcy Kościoła. Stawka jest wysoka, a Paweł używa niemal zdumiewającej formuły: „Przed Bogiem i przed Chrystusem Jezusem, który będzie sądził żywych i umarłych, proszę cię, przez Jego objawienie i Jego królestwo, głoś Słowo…”.
Po raz kolejny Paweł odnosi się do objawienia Chrystusa i Jego Królestwa: wypełnienie planu Bożego jest prawdziwie horyzontem, od którego Paweł nigdy nie spuszcza wzroku. Co więcej, po grecku Paweł mówi: „Głoś Logos”, słowo, które u Jana oznacza Słowo, samego Jezusa. W tłumaczeniu, jeśli poważnie traktujemy Objawienie i Królestwo Chrystusa, musimy niestrudzenie głosić Słowo. Całe życie Pawła, od momentu nawrócenia, poświęcone było temu zadaniu: „Głoszenie Ewangelii jest dla mnie narzuconym obowiązkiem: biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9,16). Ale głoszenie Słowa wymaga odwagi, akceptacji złego odbioru: „Wtrącaj się w porę i nie w porę, piętnuj zło, upominaj, napominaj”; to znaczy, nie wahaj się oceniać tego, co widzisz… Kończy, określając atmosferę, w jakiej należy to robić (i to jest trzeci punkt): z cierpliwością i chęcią nauczania. I tu ponownie dostrzegamy u Pawła nieustannie obecny nacisk, troskę o to, co buduje wspólnotę; tylko to się liczy.
EWANGELIA – według św. Łukasza 18,1-8
GDY PRZYJDZIE SYN CZŁOWIECZY
Wszystko to dzieje się w atmosferze, którą można by określić jako koniec świata! Łukasz powiedział nam nieco wcześniej, że Jezus jest w „drodze do Jerozolimy”: zmierza ku swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu; uczniowie tak naprawdę nie wiedzą, co wydarzy się w Jerozolimie, ale przeczuwają tragiczny i tajemniczy finał. Krótko przedtem błagali Jezusa: „Przymnóż nam wiary”, co wyraźnie wyrażało ich udrękę. A tuż przed dzisiejszą przypowieścią Jezus długo mówił o przyjściu Syna Człowieczego. Syn Człowieczy jest tym, na którego czekamy właśnie przy końcu świata; znamy pochodzenie tego wyrażenia: w Księdze Daniela (rozdział 7) prorok opowiada, że miał wizję człowieka (którego nazywa „synem człowieczym”), który przychodzi na obłokach niebieskich; zostaje przyjęty do tronu Bożego i otrzymuje królestwo nad całym stworzeniem; królestwo wieczne i powszechne. Daniel precyzuje, że ten „syn człowieczy” jest w rzeczywistości istotą zbiorową, ludem, który nazywa „ludem Świętych Najwyższego”. Czytelnicy Daniela rozumieli, że wizja ta spełni się przy końcu świata. Bóg ostatecznie zapanuje nad całym stworzeniem, a Syn Człowieczy będzie panował z Nim. Jezus często przedstawia się w Ewangeliach jako Syn Człowieczy; nieuchronnie intryguje to jego rozmówców, którzy wiedzą, że Syn Człowieczy jest istotą zbiorową, ludem Świętych Najwyższego, ostatecznie ustanowionym w chwale Bożej. Mogą nie wiedzieć, co myśleć, gdy Jezus przemawia w ten sposób, ale słyszą tę wiadomość o ostatecznym zwycięstwie. Teraz, odkąd otwarcie ogłosił swoją mękę, Jezus wielokrotnie używał tego określenia, Syn Człowieczy, zawsze mówiąc o sobie, jakby chciał ich uspokoić co do wyniku wydarzeń. To dowodzi, mimochodem, że naprawdę potrzebowali uspokojenia.
Jesteśmy zatem w atmosferze końca świata; co więcej, temat sądu („Bóg odda sprawiedliwość swoim wybranym”) jest rzeczywiście w tej samej tonacji; teraz, jeśli spojrzymy na kontekst tej przypowieści w Ewangelii Łukasza, znajdziemy Ewangelię o uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, którą czytaliśmy w zeszłą niedzielę: uzdrowienie dziesięciu było znakiem, że Królestwo Boże już się rozpoczęło; jednocześnie uczniowie dotknęli tajemnicy zbawienia odrzuconej przez tych, którym zostało ono najpierw zaoferowane (tu dziewięciu trędowatych, którzy nie rozpoznali Chrystusa): tajemnica Krzyża już majaczyła na horyzoncie; Ale nawrócenie Samarytanina (jedynego trędowatego, który powrócił, by pokłonić się Jezusowi) zapowiadało wejście wszystkich, nawet pogan, do tego królestwa.
Faryzeusze doskonale rozumieli wszystkie te kwestie, ponieważ zaraz po uzdrowieniu dziesięciu trędowatych poprosili Jezusa, aby… I tak nadejdzie Królestwo Boże, a Jezus odpowie całą mową o przyjściu Syna Człowieczego.
ZAWSZE MÓDL SIĘ BEZ ZNIECHĘCANIA
A teraz Jezus porzuca ten poważny ton, by opowiedzieć to, co na pierwszy rzut oka wydaje się krótką historią: historię wdowy, która upomina się u sędziego ze swoimi roszczeniami, aż osiągnie to, czego oczekuje; a jednak ma wszelkie powody, by się zniechęcić: jej sprawa wydaje się przegrana od samego początku, ponieważ miała nieszczęście trafić na sędziego, któremu nie zależy na sprawiedliwości. Ale ona upiera się, bo jej sprawa jest słuszna, nie wątpi w to ani przez chwilę. To ją Jezus daje nam jako przykład; przykład pokory przede wszystkim: jeśli naprzykrza się sędziemu, to dlatego, że jest w potrzebie; pierwszym warunkiem uczestnictwa w Królestwie Bożym jest uznanie naszego ubóstwa; tutaj znajdujemy pierwsze błogosławieństwo: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy Królestwo Boże” (Łk 6); Następnie przykład wytrwałości: w naszym oczekiwaniu na Królestwo, musimy być tak wytrwali, jak ta uparta wdowa. Nasza sprawa jest jeszcze sprawiedliwsza niż wdowy, ponieważ jest to sama sprawa Boga.
Porównanie z pierwszym czytaniem tej niedzieli jest bardzo sugestywne: na równinie Jozue toczył ciężką bitwę z Amalekitami, którzy zaatakowali lud z zaskoczenia; tymczasem na szczycie wzgórza Mojżesz modlił się uparcie, pewien uzyskania pomocy Boga; i wspierany przez swoich pomocników, wytrwał aż do zachodu słońca. Siła Mojżesza tkwiła w jego pewności, że Bóg pragnie zbawienia swojego ludu.
Wiele lat później pierwsi chrześcijanie, w obliczu trudności i prześladowań, przekonali się, że Królestwo jest odległe; byli kuszeni zniechęceniem; oni również muszą pamiętać, że Bóg pragnie ich zbawienia. Łukasz przypomina im tę przypowieść, w której Jezus chwalił upór.
Wierzyć znaczy nie poddawać się; a ostatnie zdanie: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” jest ostrzeżeniem, ważnym dla wszystkich chrześcijan wszystkich czasów: „Uważajcie, jeśli nie będziecie czujni, przestaniecie wierzyć”.
Chrześcijanie, zarówno ci z czasów Chrystusa, jak i dzisiejsi, są zatem wezwani, by „nie poddawać się”. Jezus dobrze wie, że od poranka Zmartwychwstania, tego pierwszego poranka przyjścia Syna Człowieczego, aż do Jego całkowitego i ostatecznego przyjścia, wiara będzie zawsze walką, próbą wytrwałości. Nie zabraknie ptaków złych wróżb, które sieją zwątpienie, nie zabraknie mistrzów podejrzeń. To oczekiwanie na Królestwo wydaje się tak niekończące… Czy Bóg naprawdę jest wśród nas? Przykład tej biednej wdowy pojawia się we właściwym momencie: jesteśmy tak samo bezradni jak ona; starajmy się być równie uparci.
————————-
Dodatek
– Czy Łukasz pisze do wspólnoty zagrożonej zniechęceniem? Można by tak pomyśleć, słysząc ostatnie zdanie: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Dziwne sformułowanie: „Czy Syn Człowieczy przyjdzie?” jest stwierdzeniem, pewnością; ale druga część zdania: „Czy znajdzie wiarę na ziemi?”, która na pierwszy rzut oka wydaje się dość pesymistyczna, jest w istocie ostrzeżeniem, wezwaniem do czujności. W każdym razie jest jasne, że ten tekst jest lekcją wiary: ponieważ ostatnie zdanie stawia to pytanie o wiarę, a pierwsze zdanie precyzyjnie określa, na czym polega wiara: „Musimy zawsze modlić się bez zniechęcenia”. Mamy tu więc inkluzję; a pomiędzy nimi, przykład, jaki nam przedstawiono, to wdowa niesprawiedliwie potraktowana, która jednak nie odpuszcza.
29th Sunday in Ordinary Time (Year C)
FIRST READING – Exodus 17:8-13
TEST OF FAITH
The Amalekites were tribes inhabiting the Negev Desert. The Bible mentions them repeatedly in the history of the settlement of the Chosen People in Palestine, always as opponents of the infiltration of the Israelite tribes. Their descendants remained bitter enemies during the time of Kings Saul and David, so much so that the name Amalek itself became a symbol of a hereditary enemy.
This is not surprising, considering that Amalek himself, the father of the tribe, was the grandson of Esau, Jacob’s twin brother and rival. The rivalry between Jacob and Esau (also called Edom) was passed down to their descendants, and from generation to generation, hatred towards the Edomites was inherited in Israel, especially towards those considered the worst of all – the Amalekites. Thus, in the Book of Exodus, the Amalekites appear as the first opponents of the chosen people in the desert. The author doesn’t provide many details about this first battle: he only says, „The children of Israel were marching through the desert. The Amalekites came and attacked them at Rephidim.” However, Deuteronomy provides additional information: „Remember what Amalek did to you on the way when you came out of Egypt. He overtook you on the way and slaughtered all who were left behind, while you were exhausted and worn out. He did not fear God!” (Deuteronomy 25:17-18) – translation: The Amalekites came by surprise and attacked those who had the most difficulty following them. Then Moses said to Joshua, „Choose men and go and fight the Amalekites.” So this is a story of self-defense. We will have no further details about the course of the battle or the movements of the troops; Instead, the story focuses on the relationship between the people and their God during this first battle: a trial by fire, but above all, a test of Israel’s faith. They will fight for survival, but their God will be with them.
We are in Rephidim: by the way, we already know this name, because in the verses preceding this passage, it is the famous episode of Massah and Meribah; we spoke of this again very recently in connection with Psalm 94/95. Massah and Meribah, this happened precisely at Rephidim, and the nickname Massah and Meribah (which means dispute and quarrel) indicates that the people there seriously doubted God. And from now on, when we are tempted to doubt God’s protection, we will remember Massah and Meribah: „Will you listen to His word today? Do not harden your hearts as at Meribah, as on the day of Massah in the wilderness, when your ancestors tested and provoked Me, though they had seen My works.” (Ps 94/95:7-8).
Massah and Meribah were a test of thirst, a test so severe that the people even thought God had abandoned them… but no, water flowed from the rock, and the people regained their trust in their God. This time, still in Rephidim, they must face the attack of the Amalekites. They will have to fight for survival. And Moses immediately has no doubt that God will come to his aid and deliver him.
HANDS RAISED TO HEAVEN
He said to Joshua, „I will stand on the mountaintop, holding the rod of God.” And it is this rod, in a sense, that plays a central role in this story. This rod is not magical in itself, but it reveals God’s work. It was with it that Moses performed countless miracles in the eyes of Pharaoh and the Egyptian court, parting the waters of the Red Sea, and causing water to flow from the rock, precisely at Massah and Meribah. Once again, this rod is not magical in itself; The proof is that Moses begins to pray, but that raised staff has become a symbol: it reminds everyone that it is God who is at work. If the battle is barely described, if the staff is at the center of the story, it is precisely to clearly demonstrate the heart of the matter. The heart of the matter is the presence of God, who accompanies his people, as he promised from the beginning, revealing to Moses his name—a famous name that speaks of God’s presence. The text is very subdued, yet at the same time very evocative. Moses, Aaron, and Hur are on a hilltop, while the people are fighting under Joshua’s leadership on the plain. Joshua fights with all his soul, and Moses prays with all his soul. Warrior and prayer complement each other. If Moses abandons his place of prayer, Joshua loses his composure. It cannot be said more clearly that it is God who is at work, but that our participation is required. Moses’ raised hands are a symbol of all human prayer. They express trust, the believer’s certainty that his God will never abandon him. We recently read in the letter to Timothy that Paul said: „I recommend to people everywhere…
to pray with their hands raised to heaven… It is God who acts: these raised hands say so much because they remain still and seem to transfer responsibility to heaven; but at the same time they are raised: the believer does not give up; the hands of the struggling one, the raised hands of the praying one, are our small share in God’s work.
But sometimes the praying person, exhausted physically or morally, no longer has the strength to „lift their hands” to heaven: then it is good to find brothers who will support our weakening hands; this is usually the role of our communities.———————–Note1 – We remember Isaac’s two sons, twin brothers and rivals of Esau and Jacob. Esau should have been the heir to God’s promises, but Jacob managed to deceive his blind father by pretending to be his brother and took that place. Supplement– Throughout history, men and women have dedicated their lives to prayer. This text shows us that prayer is not passivity or inaction; on the contrary, in a mysterious way, the prayer of a few is a source of strength for all. It is a living reminder of the Presence of God, who is constantly at work among us.PSALM – 120 (121)ISRAEL’S LONG MARCHWe know that the psalms are, above all, the prayer of the entire people of Israel, a people marching toward their God from the dawn of time. When a psalm says „I,” we must understand the collective „WE” of the chosen people. This long journey was experienced even more intensely during the three annual pilgrimages to Jerusalem. These were part of God’s commandments and constituted a significant moment for all participants, which usually meant all able-bodied men. Women and children followed them if they could. Fifteen psalms were composed specifically to accompany this process: these are Psalms 119 to 133 in the liturgy, or 120 to 134 in our Bibles. They were called „Psalms of Ascent” because the verb „to ascend” was a common denominator for pilgrimages; for at least two reasons: first, simply because Jerusalem is located on a high place; second, on a symbolic level, because the pilgrimage process represents true spiritual ascent for the believer. These fifteen psalms therefore share a common thread: they all compare the history of the people of Israel to a long pilgrimage. For this reason, we hear numerous allusions to the concrete reality of pilgrimage: the pilgrim’s labor and prayer, the longing to reach their destination, the love for the Temple, the love for Jerusalem. And above all, the profound joy and trust that permeate the faithful people. Our psalm today is one of them: the pilgrim sets out for Jerusalem: his heart and eyes are already fixed on the Temple Mount („I lift my eyes to the mountains”), but he knows that this long journey to Jerusalem is strewn with all sorts of pitfalls. The Torah is not our modern paved roads; it can be slippery or rocky, and one’s foot can slip; one can also encounter much greater dangers: wild animals and, even more dangerously, bands of robbers. If Jesus could place the parable of the Good Samaritan in this context, that is, the story of a man robbed and beaten by bandits, it is because it happened regularly. „The Lord will protect you from all evil; he will protect your life”: those who remain in the land encourage those who set out. THE LORD WILL GUARD YOU ON YOUR WAY OUT AND ON YOUR RETURNAnother danger, difficult for us to imagine here, is the sun by day and the moon by night. In broad daylight, one must walk for hours under the scorching sun; at night, if one sleeps under the stars, the moon’s rays are harmful. Here again, the pilgrim is encouraged: „The Lord, your keeper, your shade, is near you. The sun by day cannot harm you, nor the moon by night.” All these dangers will have to be faced on the return journey as well as on the outward journey: but „the Lord will guard you on your journey and on your return.” We can count on Him, for He is the Lord of the universe: He, and He alone, created heaven and earth. „My help comes from the Lord, who made heaven and earth”: this verse warns against false gods; they are merely inert images of wood or stone; they can do nothing for man. They sleep in an eternal sleep, for they are merely objects made by human hands. While He, the Lord, constantly watches: „No, he, the Guardian of Israel, neither sleeps nor slumbers.” When setting out on the journey to Jerusalem, the believer turns to his God and to Him alone: he decisively turns away from idols. This is what we call conversion. The evocative comparison of people to a group of pilgrims is clear. Every day, for millennia, Israel, like a pilgrim, sets out, deciding to trust implicitly only in God: „I lift up my eyes to the mountains; from where will my help come?”… „My help will come from the Lord, who made heaven and earth.” It is no coincidence that God is called „Israel’s Guardian” in this psalm. This people received the Revelation of the living God, the Creator of heaven and earth, and experienced His presence. The very name of God, the famous four-letter name (YHWH), says precisely that God is constantly present among his people. A very intimate, inseparable presence, which is very strongly expressed in the Hebrew language. Our translation is: „The Lord, your keeper, the Lord, your shade, stands by you.” In Hebrew, it is said that next to you is „at your right hand,” and André Chouraqui commented brothers who will support our weakening hands; this is usually the role of our communities.———————–Note1 – We remember Isaac’s two sons, twin brothers and rivals of Esau and Jacob. Esau should have been the heir to God’s promises, but Jacob managed to deceive his blind father by pretending to be his brother and took that place. Supplement– Throughout history, men and women have dedicated their lives to prayer. This text shows us that prayer is not passivity or inaction; on the contrary, in a mysterious way, the prayer of a few is a source of strength for all. It is a living reminder of the Presence of God, who is constantly at work among us.PSALM – 120 (121)ISRAEL’S LONG MARCHWe know that the psalms are, above all, the prayer of the entire people of Israel, a people marching toward their God from the dawn of time. When a psalm says „I,” we must understand the collective „WE” of the chosen people. This long journey was experienced even more intensely during the three annual pilgrimages to Jerusalem. These were part of God’s commandments and constituted a significant moment for all participants, which usually meant all able-bodied men. Women and children followed them if they could. Fifteen psalms were composed specifically to accompany this process: these are Psalms 119 to 133 in the liturgy, or 120 to 134 in our Bibles. They were called „Psalms of Ascent” because the verb „to ascend” was a common denominator for pilgrimages; for at least two reasons: first, simply because Jerusalem is located on a high place; second, on a symbolic level, because the pilgrimage process represents true spiritual ascent for the believer. These fifteen psalms therefore share a common thread: they all compare the history of the people of Israel to a long pilgrimage. For this reason, we hear numerous allusions to the concrete reality of pilgrimage: the pilgrim’s labor and prayer, the longing to reach their destination, the love for the Temple, the love for Jerusalem. And above all, the profound joy and trust that permeate the faithful people. Our psalm today is one of them: the pilgrim sets out for Jerusalem: his heart and eyes are already fixed on the Temple Mount („I lift my eyes to the mountains”), but he knows that this long journey to Jerusalem is strewn with all sorts of pitfalls. The Torah is not our modern paved roads; it can be slippery or rocky, and one’s foot can slip; one can also encounter much greater dangers: wild animals and, even more dangerously, bands of robbers. If Jesus could place the parable of the Good Samaritan in this context, that is, the story of a man robbed and beaten by bandits, it is because it happened regularly. „The Lord will protect you from all evil; he will protect your life”: those who remain in the land encourage those who set out. THE LORD WILL GUARD YOU ON YOUR WAY OUT AND ON YOUR RETURNAnother danger, difficult for us to imagine here, is the sun by day and the moon by night. In broad daylight, one must walk for hours under the scorching sun; at night, if one sleeps under the stars, the moon’s rays are harmful. Here again, the pilgrim is encouraged: „The Lord, your keeper, your shade, is near you. The sun by day cannot harm you, nor the moon by night.” All these dangers will have to be faced on the return journey as well as on the outward journey: but „the Lord will guard you on your journey and on your return.” We can count on Him, for He is the Lord of the universe: He, and He alone, created heaven and earth. „My help comes from the Lord, who made heaven and earth”: this verse warns against false gods; they are merely inert images of wood or stone; they can do nothing for man. They sleep in an eternal sleep, for they are merely objects made by human hands. While He, the Lord, constantly watches: „No, he, the Guardian of Israel, neither sleeps nor slumbers.” When setting out on the journey to Jerusalem, the believer turns to his God and to Him alone: he decisively turns away from idols. This is what we call conversion. The evocative comparison of people to a group of pilgrims is clear. Every day, for millennia, Israel, like a pilgrim, sets out, deciding to trust implicitly only in God: „I lift up my eyes to the mountains; from where will my help come?”… „My help will come from the Lord, who made heaven and earth.” It is no coincidence that God is called „Israel’s Guardian” in this psalm. This people received the Revelation of the living God, the Creator of heaven and earth, and experienced His presence. The very name of God, the famous four-letter name (YHWH), says precisely that God is constantly present among his people. A very intimate, inseparable presence, which is very strongly expressed in the Hebrew language. Our translation is: „The Lord, your keeper, the Lord, your shade, stands by you.” In Hebrew, it is said that next to you is „at your right hand,” and André Chouraqui commented brothers who will support our weakening hands; this is usually the role of our communities.———————–Note1 – We remember Isaac’s two sons, twin brothers and rivals of Esau and Jacob. Esau should have been the heir to God’s promises, but Jacob managed to deceive his blind father by pretending to be his brother and took that place. Supplement– Throughout history, men and women have dedicated their lives to prayer. This text shows us that prayer is not passivity or inaction; on the contrary, in a mysterious way, the prayer of a few is a source of strength for all. It is a living reminder of the Presence of God, who is constantly at work among us.PSALM – 120 (121)ISRAEL’S LONG MARCHWe know that the psalms are, above all, the prayer of the entire people of Israel, a people marching toward their God from the dawn of time. When a psalm says „I,” we must understand the collective „WE” of the chosen people. This long journey was experienced even more intensely during the three annual pilgrimages to Jerusalem. These were part of God’s commandments and constituted a significant moment for all participants, which usually meant all able-bodied men. Women and children followed them if they could. Fifteen psalms were composed specifically to accompany this process: these are Psalms 119 to 133 in the liturgy, or 120 to 134 in our Bibles. They were called „Psalms of Ascent” because the verb „to ascend” was a common denominator for pilgrimages; for at least two reasons: first, simply because Jerusalem is located on a high place; second, on a symbolic level, because the pilgrimage process represents true spiritual ascent for the believer. These fifteen psalms therefore share a common thread: they all compare the history of the people of Israel to a long pilgrimage. For this reason, we hear numerous allusions to the concrete reality of pilgrimage: the pilgrim’s labor and prayer, the longing to reach their destination, the love for the Temple, the love for Jerusalem. And above all, the profound joy and trust that permeate the faithful people. Our psalm today is one of them: the pilgrim sets out for Jerusalem: his heart and eyes are already fixed on the Temple Mount („I lift my eyes to the mountains”), but he knows that this long journey to Jerusalem is strewn with all sorts of pitfalls. The Torah is not our modern paved roads; it can be slippery or rocky, and one’s foot can slip; one can also encounter much greater dangers: wild animals and, even more dangerously, bands of robbers. If Jesus could place the parable of the Good Samaritan in this context, that is, the story of a man robbed and beaten by bandits, it is because it happened regularly. „The Lord will protect you from all evil; he will protect your life”: those who remain in the land encourage those who set out. THE LORD WILL GUARD YOU ON YOUR WAY OUT AND ON YOUR RETURNAnother danger, difficult for us to imagine here, is the sun by day and the moon by night. In broad daylight, one must walk for hours under the scorching sun; at night, if one sleeps under the stars, the moon’s rays are harmful. Here again, the pilgrim is encouraged: „The Lord, your keeper, your shade, is near you. The sun by day cannot harm you, nor the moon by night.” All these dangers will have to be faced on the return journey as well as on the outward journey: but „the Lord will guard you on your journey and on your return.” We can count on Him, for He is the Lord of the universe: He, and He alone, created heaven and earth. „My help comes from the Lord, who made heaven and earth”: this verse warns against false gods; they are merely inert images of wood or stone; they can do nothing for man. They sleep in an eternal sleep, for they are merely objects made by human hands. While He, the Lord, constantly watches: „No, he, the Guardian of Israel, neither sleeps nor slumbers.” When setting out on the journey to Jerusalem, the believer turns to his God and to Him alone: he decisively turns away from idols. This is what we call conversion. The evocative comparison of people to a group of pilgrims is clear. Every day, for millennia, Israel, like a pilgrim, sets out, deciding to trust implicitly only in God: „I lift up my eyes to the mountains; from where will my help come?”… „My help will come from the Lord, who made heaven and earth.” It is no coincidence that God is called „Israel’s Guardian” in this psalm. This people received the Revelation of the living God, the Creator of heaven and earth, and experienced His presence. The very name of God, the famous four-letter name (YHWH), says precisely that God is constantly present among his people. A very intimate, inseparable presence, which is very strongly expressed in the Hebrew language. Our translation is: „The Lord, your keeper, the Lord, your shade, stands by you.” In Hebrew, it is said that next to you is „at your right hand,” and André Chouraqui commented
He said: „The Lord is united with you, just as you are united with himself.”
We recall the column that accompanied the people on their march through the desert; the pillar of cloud by day, shielding them from the sun, the pillar of fire by night, guiding the way.
Jesus Christ, in turn, was able to sing this psalm in all its truth. When he set out resolutely for Jerusalem, as St. Luke tells us, he repeated to himself: „The Lord will protect you from all evil and will preserve your life. The Lord will preserve you from your going and your coming, both now and forever.” From Easter morning, this return mentioned in the psalm, we call it „Resurrection.”
SECOND READING – The Second Letter of St. Luke Paul to Timothy 3:14 – 4:2
HOLY SCRIPTURE, OUR SOURCE
Last Sunday, we read a hymn to Christ from the Second Letter to Timothy: „Remember Jesus Christ, who was raised from the dead.” Today we could say that we are reading a hymn to Holy Scripture. Let us be clear: what St. Paul calls Holy Scripture, we today call the Old Testament. Already in the letters to Timothy, we repeatedly experienced the constant conflict in the community of Ephesus, where Timothy finds himself; and it is precisely because of this conflict that Paul asked Timothy to remain in Ephesus; we must be able to count on faithful guardians of the Word. The opening verses of today’s text, „Remain faithful to what you have learned,” suggest that others have not remained faithful to the teachings they have received and are leading others astray. So much so, that we can summarize this passage in three sentences: first, we must draw inspiration from Holy Scripture. Second, we must proclaim the Word. Third, this proclamation must be done with the goal of building community. First, we must draw inspiration from Holy Scripture, in the true sense of the word „source”: Holy Scripture is our source. The phrase „Abide in what you have learned” clearly indicates that faith is not an object we possess but a vital environment, a „dwelling place” in the sense of St. John. Timothy drew from this source of Holy Scripture from childhood: his father was Greek and Gentile, but his mother, Eunice, and his maternal grandmother, Lois, were Jewish: they introduced him to the Old Testament; and when his mother converted to Christianity, she naturally did not stop reading Holy Scripture frequently. Other teachers continued to initiate Timothy, and Paul emphasizes this communal aspect of access to Holy Scripture. One does not discover Sacred Scripture individually, but within the Church. Once again, in Paul, we encounter the theme of the transmission of faith, of what theology calls „Tradition”: tradere in Latin means „to hand on”: „I myself received what came from the Lord and passed it on to you” (which means „I invented nothing”), says Paul in the First Letter to the Corinthians (1 Cor 11:23); an apostle is someone sent to minister a Word that is not his own. In faith, none of us is a founder or innovator; we are links in a chain. Of course, it is crucial that this transmission be faithful. A little earlier in the same letter, Paul told Timothy: „What you have heard from me in the presence of many witnesses, entrust it to trustworthy men who will be able to teach others also” (2 Tim 2:2).
DARE TO SPEAK THE WORD
I return to our text; The following sentence is very important: Paul states, „The Holy Scriptures are able to make you wise for salvation through faith in Christ Jesus.” By this he means that the Old Testament leads directly to Jesus Christ. For Paul, as for the first apostles, called by Jesus from among the Jews, this was obvious. We remember that during his trial in Jerusalem, Paul claimed that he became a Christian precisely because he was a Jew. Paul continues: „All Scripture is inspired by God”; before it became a dogma confirmed by the Church, as he put it, it was already the faith of Israel. This explains the respect with which the holy books were always held in all synagogues. „By it (Scripture), the man of God will be perfect, equipped for every good thing.” This, then, is the equipment of the Christian: Holy Scripture in fidelity to the teachings received: „Stand firm in what you have learned; of this you are convinced, knowing well from whom you learned it.” The Christian’s equipment, therefore, is Holy Scripture AND tradition, so that they can in turn transmit them. To transmit—and this is Paul’s second piece of advice to Timothy—one must dare to proclaim the Word; this is the first, perhaps even the only, task of a church leader. The stakes are high, and Paul uses an almost astonishing formula: „Before God and before Christ Jesus, who will judge the living and the dead, I beseech you, by His revelation and His kingdom, proclaim the Word…”
Once again, Paul refers to the revelation of Christ and His kingdom: the fulfillment of God’s plan is truly the horizon from which Paul never takes his eyes. Moreover, in Greek, Paul says: „Proclaim the Logos,” a word that in John means the Word, Jesus himself. In translation, if
they realized that the Kingdom was far off; they were tempted by discouragement; they too must remember that God desires their salvation. Luke reminds them of this parable in which Jesus praised stubbornness.
To believe means not giving up; and the final sentence, „But when the Son of Man comes, will he find faith on earth?” is a warning, important for all Christians of all times: „Be careful, for if you are not vigilant, you will cease to believe.”
Christians, both those of Christ’s time and those of today, are therefore called to „not give up.” Jesus knows well that from the morning of the Resurrection, that first morning of the Son of Man’s coming, until His complete and final coming, faith will always be a struggle, a test of perseverance. There will be birds of evil that sow doubt, there will be masters of suspicion. This waiting for the Kingdom seems so endless… Is God truly among us? The example of this poor widow appears at just the right moment: we are as helpless as she was; let us strive to be just as stubborn.
————————-
Appendix
— Is Luke writing to a community threatened by discouragement? One might think so, hearing the final sentence: „When the Son of Man comes, will he find faith on earth?” The strange formulation: „Will the Son of Man come?” is a statement, a certainty; but the second part of the sentence: „Will he find faith on earth?”, which at first glance seems rather pessimistic, is in fact a warning, a call to vigilance. In any case, it is clear that this text is a lesson in faith: because the last sentence asks this question about faith, and the first sentence precisely defines what faith consists of: „We must always pray without becoming discouraged.” So we have an inclusion here; and between them, the example presented to us is that of a widow who is treated unfairly but who nevertheless does not give up.
______
Stanisław Barszczak, Biały łabędź
Drodzy internauci
„Ona była jak biały łabędź,
Wielka scena – cały jej świat,
Unoszona na falach życia
Wciąż płynęła od tylu lat.”
Taki jest powód naszego stanu
Taki jest pochód wiecznej nędzy
Że nasza rodząca się demokracja
Powoli przechodzi w stan anarchii. A barwny czas śpiewa, powoli krocząc ścieżką złotej jesieni z wielkim zapałem.
Dziś wielkie media prezentują nam wulkaniczne krajobrazy, złote plaże i wieczną wiosnę. Ostatnie dni, by zaoszczędzić na pobytach w 2026 roku. Ekskluzywne korzyści, podwyższony komfort i prywatność czekają w Twoim własnym sanktuarium. Możesz odwiedzić Park Narodowy Saguaro w Arizonie.
Najmilsi. Polak zakwalifikował się do finału Konkursu Chopinowskiego. Byłeś jak maj, Byłeś jak rozkwitający maj, Przynosiłeś mi bukiety, kocham jesienną chandrę, Więc znosiłeś moje burze. Los może być nadęty jak balon, Ma humory jak dziewczyna,
Teraz ten cudowny bukiet róż
Znów przypomina mi maj.
„Wczesna jesień – to mój czas.
Szary poranek – barwa mojego widzenia.
Siedzę w przyjemnej kawiarni jak w chmurze,
Mógłbym tak zostać do wieczora.
Tak wiele szumi za oknami,
Ale nie wiem i nie słyszę,
I, uciszony jesiennym uśmiechem,
kołyszę się z dalekim spojrzeniem.”
Tej jesieni Chopin stał się świętym. A jego muzyka mszą. Może to w delikatnych rękach wykonawców Chopina, którzy rozwinęli wrażliwość po drugiej stronie świata, rezonuje dziś to, co w nim najgłębsze: czystość, prostota, tęsknota? Czy grają dotykając duszy, a nie historii? Czy to źle? Czy tylko Polacy mają prawo interpretować Chopina?
I nagle fortepian przestał grać, a zagrała dusza rozdarta na pół. Pojawiły się płaczące wierzby, szum wiatru, melancholia. Bo Chopin, jak Bóg nie jest Polakiem. Ale jak niewielu potrafi sprawić, że czujemy się Polakami, gdy go słuchamy. Między płaczącą wierzbą a cichym jaśminem – chciałem wyrazić te kilka myśli jasno.
Stare przysłowie mówi: mają mniej talentu, ale więcej pychy, próżności i arogancji. I wszystkie te zdobycze – zatrzaski znajdują inne zdobycze, które je oklaskują.
Moim przeznaczeniem jest posiąść dusze w czasie burzy. Może mówię to zbyt elegancko, biorąc pod uwagę moją wrodzoną gadatliwość. Ale teraz nikt nie chce się ogrzać ogniem – naszym wewnętrznym ja – a przechodnie widzą tylko smugę dymu.
Szkocki rolnik Fleming uratował tonącego chłopca z bagna. Następnego dnia ojciec chłopca, Randolph Churchill, zaoferował pieniądze. Fleming zwrócił: „ratowanie życia to mój obowiązek”. Churchill zobaczył syna Fleminga i zaproponował, że zamiast tego sfinansuje jego edukację. Ten chłopiec został sir Aleksandrem Flemingiem, wynalazcą penicyliny. Lata później penicylina uratowała życie Winstonowi Churchillowi, temu samemu chłopcu, którego Fleming uratował. Jeden rodzaj dobroci przetoczył się przez historię. Jeśli ta historia Cię zadziwiła, śledź naszą pasję.
Milczenie umierających z głodu woła do sumienia każdego, choć często jest ignorowane, przemilczane lub zniekształcane. Nie możemy tak dalej postępować, bo głód nie jest przeznaczeniem ludzkości, ale jej upadkiem.
Dzieci potrzebują naszej pomocy. Teraz! Zanim będzie za późno. Przekaż 15 złotych na rzecz głodnego dziecka w Gazie.
W co wierzę? „Oto ona, ukochana – widzisz ją,
kiedy zanurza ręce w strumieniu,
i jest smutkiem, że nie potrafi nazwać,
i jest światłem, które nabiera kształtu.
Czym jesteś, grzechem czy Bogiem,
w niezliczonych kształtach, jak przyczyna,
jak wieczne spojrzenie wina,
jesteś grzechem i Bogiem, bo jesteś
elastycznym ciałem, deszczem i powietrzem,
i rozkoszą przez i ponad kształtem,
jesteś grzechem i Bogiem, bo jesteś
tym, co najbardziej kochane”.
Kiedyś modlił się doświadczony poeta:
„Czy pamiętasz? Było kiedyś morze lśniące w falistych liniach i łukach,
morze, którego cienie można
szukać w obrazach szklanych dni…
Morze czasem wzbierające
z dudniącym dźwiękiem w szmerach,
z szelestem w oddali, zamknięte
na odległych górskich tłumach.
Morze płaczące świstem deszczu
a ja kąpię się w perłowej pianie,
dalekiej, cichej, smutnej w swej głębi
jak moje oczy spragnione twoich.
Miłości. Morze przeszyte nocą gwiazdami czasami powraca cicho, jasno, morze mocy i miłości,
które cicho blednie w twoich oczach”.
Chciałbym jeszcze raz podzielić się przemyśleniami o mojej maleńkiej wierze.
Prawda jest taka, że tylko ty możesz dyktować swój własny los. Tym bardziej idź dalej niż kiedykolwiek.
W obliczu współczesnych kampanii strachu, które próbują przekonać cię, że coś, ktoś lub jakaś istota ma większą moc od ciebie, jestem tu, by przypomnieć ci, że to, co szerzy ten strach, tak naprawdę karmi się twoją uwagą.
Twoja uwaga to twoja waluta. Albo używasz jej do konsumowania strachu, do ciągłego leczenia ran i bólu. Albo do tworzenia, uzdrawiania, inspirowania i łączenia się z własnym światłem. Jeśli to widzisz, twoja oś czasu już przesunęła się na jaśniejszą stronę. Po prostu zaakceptuj to.
Gwiazdy spadają jak śnieg,
wpadając do leśniczówki
przez każdą szybę,
każdej październikowej nocy,
w twoim małym lusterku
noc świeci wielką gwiazdą.
Za długo spaliśmy. Prawdziwą wartością życia jest miłość, a nie osiągnięcia. Za bardzo kocham Kościół; oni nie słyszą wielkich słów; chcą, żebym abdykował. Zgadzam się, abdykuję.
Panie, odnów moje serce i duszę, uzdrów moje cierpienie i rany. Kiedy nie widzę wyjścia, proszę Cię, otwórz przede mną drogę.
Krzywy koniu, siwy koniu…
Nie zasłaniaj oczu trzciną,
Powiem ci, powiem ci wszystko!
A gdy zapadnie noc, zamknę drzwi i wreszcie razem odmówimy wieczorne pacierze.
______
Stanisław Barszczak, White Swan
Beloved Internet users
„She was like a white swan,
The grand stage – her whole world,
Floated on the waves of life,
Still swimming for so many years.”
Such is the reason for our state
Such is the march of eternal misery
That our nascent democracy
Slowly passes into a state of anarchy. A colorful time sings, slowly walking along the path of golden autumn with great gusto.
Today massive media outlets present us with volcanic landscapes, golden beaches, and eternal spring. Final days to save on 2026 stays. Exclusive benefits, elevated comfort, and privacy await in your own sanctuary. You can visit Saguaro National Park in Arizona.
Dear Sirs, the Pole qualified for the final of the Chopin Competition. You were like May, You were like May in bloom, You brought me bouquets, I love autumn blues, So you endured my storms. Fate can be puffed up like a balloon, It has moods like a girl, Now this wonderful bouquet of roses Reminds me of May again.
„Early autumn – this is my time.
A gray morning – the color of my vision.
I sit in a pleasant café as if in a cloud,
I could stay like this until evening.
There’s so much rushing outside the windows,
But I don’t know and I don’t hear,
And, silenced by an autumn smile,
I sway with a distant gaze.”
This fall Chopin became a saint. And his music became a mass. Perhaps it is in the delicate hands of Chopin’s performers, who have developed a sensitivity on the other side of the world, that what is most profound in him resonates today: purity, simplicity, longing? Do they play by touching the soul, not history? Is this wrong? Do only Poles have the right to interpret Chopin?
And suddenly the piano stopped playing, and a soul torn in half played. Weeping willows, a rustling wind, melancholy appeared. Because Chopin, like God is not Polish. But how few others can make us feel Polish when we listen to him. Between the weeping willow and the silent jasmine – I wanted to say a few thoughts clearly.
The old saying goes: they have less talent, but more pride, vanity, and arrogance. And all these catches find other catches that applaud them.
My destiny is to possess souls in a storm. Perhaps I’m telling you this too elegantly, given my natural loquacity. But now no one wants to warm themselves with the fire – our inner selves – and most often, passersby see only a wisp of smoke.
Scottish farmer Fleming saved a drowning boy from a swamp. Next day, the boy’s father, Randolph Churchill, offered money. Fleming refunded: „saving lives is my duty”. Churchill saw Fleming’s son and offered to found his education instead. That boy became Sir Alexander Fleming, inventor of penicillin. Years later, penicillin saved Winston Churchill’s life, the same boy Fleming had rescued. One kind of kindness rippled through history. If this story amazed you, follow us.
The silence of those dying of hunger cries out to everyone’s conscience, though it is often ignored, silenced, or distorted. We cannot continue like this, for hunger is not humanity’s destiny, but its downfall.
Children need our help. Now! Before it’s too late. Donate 15 złotys for a hungry child in Gaza.
What is my faith? „Behold, she, beloved – you see her,
when she dips her arms into the stream,
and she is the sorrow of being unable to name,
and she is the light being shaped into shape.
What are you, sin, or God,
in countless shapes, like the cause,
like the eternal gaze of wine,
you are sin and God, because you are
a flexible body, rain and air,
and delight through and over shape,
you are sin and God, because you are
that which is most loved.”
Once prayed the experienced poet:
„Do you remember? There once was a sea glassy in wavy lines and arcs,
a sea whose shadows can be
sought in the images of glassy days…
A sea sometimes swelling
with a booming sound on the murmurs,
with a rustle in the distance, closed
on the distant mountain throngs.
A sea crying with the whistle of rain
and I bathe the pearly foam,
distant, quiet, sad in its depths
as my eyes hungry for yours.
Love. The sea pierced by stars at night
sometimes returns quietly, brightly,
a sea of power and love
that quietly fades in your eyes.”
Beloved once. I want to share my thoughts on my little faith.
The truth is that nothing but you can dictate your own destiny. Go further than ever.
In the face of modern scare campaigns that try to convince you that something, someone, or some being has more power than you, I’m here to remind you that the very thing spreading this fear actually feeds off your attention.
Your attention is your currency. You either use it to consume fear, to constantly heal wounds and pain.
Or you use it to create, heal, inspire, and connect with your own light. If you see this, your timeline has already shifted to a brighter side.
Simply accept it.
The stars are falling like snow,
entering the forester’s lodge
through every windowpane,
every October night,
in your little mirror
the night shines with a great star.
We have slept too long. Life’s true value is love, not achievement. I love the Church too much; they don’t hear big words; they want me to abdicate. I agree, I abdicate.
Lord, renew my heart and soul, heal my suffering and wounds. When I see no way out, I pray you, open a path before me.
Crooked horse, gray horse…Don’t cover your eyes with reeds,I’ll tell you, I’ll tell you everything!And when night falls, I’ll close the doors And together we’ll say our evening prayers.
_______
Stanisław Barszczak, Jesienna sonata
Dzisiaj chciałem Państwu zaprezentować jeden z poematów Williama Wordswortha angielskiego poety, któremu wraz z Samuelem Taylorem Coleridgem jeszcze z pewnością dużo zawdzięczę w moim skromnym życiu. Przed trzydziestu latu szamotałem się z olbrzymimi emocjami przy tłumaczeniu „Rymów o sędziwym marynarzu” Samuela Samuela T. Coleridge’a, który jest uznawany za prekursora romantyzmu w literaturze brytyjskiej, jeden z tzw. „poetów jezior”.
Jesienią 1795 roku Wordsworth poznał młodszego o dwa lata Samuela Taylora Coleridge”a. Różnili się osobowością, jednak łączyła ich wspólna miłość do Krainy Jezior, po której często razem spacerowali, podziwiając piękno przyrody. Wzajemny wpływ na własną twórczość nie był wielki, ale zaowocował zbiorem lirycznych ballad, który wspólnie zaplanowali i wydali (pierwsze wydanie w 1798 roku, drugie poprzedzone Przedmową Wordswortha, w 1802 roku). To właśnie wraz z dojrzewaniem i pisaniem Ballad lirycznych William przeżywał szczególnie głębokie przesilenie duchowe – ostateczną utratę wiary we francuską rewolucję. A oto „Żonkile” w oryginale, następnie w moich tłumaczeniach.
Daffodils by William Wordsworth
I wandered lonely as a cloud
That floats on high o’er vales and hills,
When all at once I saw a crowd,
A host, of golden daffodils;
Beside the lake, beneath the trees,
Fluttering and dancing in the breeze.
Continuous as the stars that shine
And twinkle on the milky way,
They stretched in never-ending line
Along the margin of a bay:
Ten thousand saw I at a glance,
Tossing their heads in sprightly dance.
The waves beside them danced; but they
Out-did the sparkling waves in glee:
A poet could not but be gay,
In such a jocund company:
I gazed—and gazed—but little thought
What wealth the show to me had brought:
For oft, when on my couch I lie
In vacant or in pensive mood,
They flash upon that inward eye
Which is the bliss of solitude;
And then my heart with pleasure fills,
And dances with the daffodils.
(Pierwsze tłumaczenie)
Wędrowałem samotnie jak chmura,
Która unosi się wysoko nad dolinami i wzgórzami,
Gdy nagle ujrzałem tłum,
Mnóstwo złotych żonkili;
Nad jeziorem, pod drzewami,
Trzepoczących i tańczących na wietrze.
Nieprzerwanie – jak gwiazdy, które świecą,
I migoczą na mlecznej drodze,
Rozciągnięte w nieskończonej linii,
Wzdłuż brzegu zatoki:
Dziesięć po dziesięć tysięcy ujrzałem jednym rzutem oka,
Rzucających głowami w radosnym tańcu.
Fale obok nich tańczyły; ale oni
Przewyższyli lśniące fale radością –
Poeta nie mógł nie być wesoły,
W tak radosnym towarzystwie:
Patrzyłem w zachwycie dłuższą chwilę –
Wtedy niewiele myślałem,
Co za bogactwo przyniósł mi ten spektakl:
Bo często, gdy leżę na moim posłaniu,
W bezmyślnym czy zamyślonym nastroju,
Oni błyszczą w tym wewnętrznym oku,
Które jest błogością samotności;
I zaraz moje serce napełnia się radością,
I tańczy z żonkilami.
(Wtórne tłumaczenie)
Wędrowałem jak chmura samotna
Ponad ziemią wysoko niesiona,
Gdy wzrok olśniła ilość zawrotna,
złotych żonkili, wprost niezliczona;
Wzdłuż brzegu jeziora, pod drzewami,
Lekka bryza tańczyła z kwiatami.
Jak mleczna droga nocą w ciągłej linii
Gwiazd migoczących rozjaśnia mroki,
Tak one tam nieskończoną smugą
Rosły licznie wzdłuż brzegu zatoki:
Dziesięć tysięcy w jednym spojrzeniu
Złotych kwiatów drżących w roztańczeniu.
Obok tańczyła woda, lecz kwiatów
Taniec fale przewyższał w radości:
Nie ma miejsca dla smutnych poetów,
Wśród tak pogodnych okoliczności:
Patrzyłem przez długą chwilę, myśląc mało
Co też mi to widowisko dało:
Bo odtąd, gdy na sofie spoczywam
czy w zamyśleniu, czy w bezmyślności,
Ich tan wewnętrzne oko ożywia,
które rozkoszą jest samotności;
Me serce wspomina tamtą chwilę,
I idzie tańczyć między żonkile.
Jest to jeden z najpopularniejszych poematów Williama Wordswortha, którego inspiracją było spotkanie z 15 kwietnia 1802 r. podczas spaceru z młodszą siostrą Dorothy, gdy dostrzegli „długi pas” żonkili na brzegu Ullswater w angielskim Lake District. Poemat nazwałbym także objawieniem o ludzkiej naturze. Wspomnienie żonkili przychodzi poecie do głowy („wewnętrzne oko”), żywo przypominając piękno ich złotych płatków tańczących na wietrze, co przynosi mu radość w samotności, pocieszające przypomnienie prostych przyjemności natury, które mogą podnieść jego ducha w chwilach refleksji i zadumy.
W kontekście poematu wyraźnie widać, że fraza „oko wewnętrzne” jest metaforycznym odniesieniem do pamięci mówiącego. Dzięki jasności jego wspomnienia żonkili, mówiący może odtworzyć w pamięci scenę tańczących kwiatów.
Odpowiednie wersy brzmią: „Ciągłe jak gwiazdy, które świecą / I migoczą na Drodze Mlecznej, / Rozciągnięte w nieskończonej linii”. To porównanie sugeruje, że żonkile zdają się ciągnąć w nieskończoność, tak jak gwiazdy w Drodze Mlecznej.
Nazwa zwyczajowa „żonkil” pochodzi od holenderskich słów „affo dyle”, oznaczających „to, co pojawia się wcześnie”. W Walii pierwsze żonkile kwitną na początku marca. Wiersz wychwala piękno licznych żonkili na zboczu wzgórza, tańczących w słońcu. Tematem wiersza jest to, że piękne wspomnienia natury mogą dodać otuchy w późniejszych czasach dzięki sile wyobraźni.
Żonkil jak wspomniałem kojarzony jest z niepewnością, rycerskością, szacunkiem lub nieodwzajemnioną miłością. Podmiot liryczny poematu charakteryzuje ich „wędrówkę” (żonkili) jako „samotną”, a konkretnie podobną do samotności „chmury”. W rzeczywistości samotność jest emocją ludzką, a nie, rzecz jasna, odczuwaną przez chmury. Ta personifikacja pomaga połączyć podmiot liryczny z naturalnym otoczeniem, w którym się porusza.
Żonkil uczy nas pokory i dumy z własnej prostoty. Bądź szczęśliwy taki, jaki jesteś. Aby być wyjątkowym, nie musisz być sławny. W pierwszej zwrotce poeta mówi, że błąkał się samotnie niczym obłok unoszący się wysoko nad dolinami i wzgórzami. W epoce wiktoriańskiej, kiedy kwiaty dobierano starannie ze względu na ich znaczenie, żonkile przekazywały wiele przesłań, takich jak przyjaźń, rycerskość i szacunek. Żonkil symbolizuje odrodzenie i nowy początek.
W symbolice chrześcijańskiej żonkile często kojarzone są ze zmartwychwstaniem, szczególnie ze zmartwychwstaniem Chrystusa. Ale żonkile zawsze przypominają nam, że Bóg jest u steru – Wieczne: Żonkile są bylinami (pojawiają się rok po roku) i zawsze kwitną ponownie następnej wiosny.
Ostatnia zwrotka opisuje trwały efekt żonkili. Użycie zwrotu „A potem moje serce z radością się napełnia / I tańczy z żonkilami” sugeruje, że widok żonkili podniósł na duchu mówiącego i przyniósł mu poczucie radości i szczęścia.
(Chcąc oddać nastrój poematu wielkiego poety poczyniłem kilka tłumaczeń @StanislawBarszczak)
_____
Stanisław Barszczak, Autumn Sonata
Today I wanted to present to you one of William Wordsworth’s poems, an English poet to whom, along with Samuel Taylor Coleridge, I will certainly owe much in my humble life. Thirty years ago, I struggled with immense emotion while translating Samuel T. Coleridge’s „The Rhyme of the Ancient Mariner,” who is considered a precursor of Romanticism in British literature. One of the so-called „Lake Poets.” In the autumn of 1795, Wordsworth met Samuel Taylor Coleridge, two years his junior. They differed in personality, but they were united by a shared love of the Lake District, where they often walked together, admiring the beauty of nature. The mutual influence on their own work was not great, but it resulted in a collection of lyrical ballads, which they planned and published together (the first edition in 1798, the second, preceded by Wordsworth’s Preface, in 1802). It was while maturing and writing the Lyrical Ballads that William experienced a particularly profound spiritual crisis – the final loss of faith in the French Revolution. And here is „Daffodils” in the original: Daffodils by William Wordsworth
I wandered lonely as a cloud
That floats on high o’er vales and hills,
When all at once I saw a crowd,
A host, of golden daffodils;
Beside the lake, beneath the trees,
Fluttering and dancing in the breeze.
Continuous as the stars that shine
And twinkle on the milky way,
They stretched in never-ending line
Along the margin of a bay:
Ten thousand saw I at a glance,
Tossing their heads in sprightly dance.
The waves beside them danced; but they
Out-did the sparkling waves in glee:
A poet could not but be gay,
In such a jocund company:
I gazed—and gazed—but little thought
What wealth the show to me had brought:
For oft, when on my couch I lie
In vacant or in pensive mood,
They flash upon that inward eye
Which is the bliss of solitude;
And then my heart with pleasure fills,
And dances with the daffodils.This is one of William Wordsworth’s most popular poems, inspired by an encounter on April 15, 1802, during a walk with his younger sister Dorothy, when they spotted a „long strip” of daffodils on the shore of Ullswater in the English Lake District. I would also call the poem a revelation about human nature. The memory of daffodils comes to the poet’s mind („inner eye”), vividly recalling the beauty of their golden petals dancing in the wind, which brings him joy in solitude, a comforting reminder of the simple pleasures of nature that can lift his spirit in moments of reflection and contemplation. In the context of the poem, it is clear that the phrase „inner eye” is a metaphorical reference to the speaker’s memory. Thanks to the clarity of his memory of the daffodils, the speaker can recreate the scene of the dancing flowers in his mind. The relevant lines read: „Continuous as the stars that shine / And twinkle on the Milky Way, / Stretched out in an endless line.” This simile suggests that the daffodils seem to stretch on forever, like the stars in the Milky Way. The common name „daffodil” comes from the Dutch words „affo dyle,” meaning is
„that comes early.” In Wales, the first daffodils bloom in early March. The poem celebrates the beauty of the numerous daffodils on the hillside, dancing in the sun. The poem’s theme is that beautiful memories of nature can provide comfort in later times through the power of imagination.
As mentioned, the daffodil is associated with uncertainty, chivalry, respect, or unrequited love. The lyrical subject of the poem characterizes their „journey” (of the daffodils) as „lonely,” specifically, similar to the loneliness of a „cloud.” In reality, loneliness is a human emotion, not, of course, one felt by clouds. This personification helps connect the lyrical subject with the natural surroundings in which they move.
The daffodil teaches us humility and pride in our own simplicity. Be happy just as you are. You don’t have to be famous to be unique. In the first stanza, the poet says he wandered alone like a cloud floating high above the valleys and hills. In the Victorian era, when flowers were carefully chosen for their meaning, daffodils conveyed many messages, such as friendship, chivalry, and respect. The daffodil symbolizes rebirth and new beginnings.
In Christian symbolism, daffodils are often associated with resurrection, particularly the resurrection of Christ. But daffodils always remind us that God is in control—the Eternal: Daffodils are perennials (they appear year after year) and always bloom again the next spring.
The final stanza describes the lasting effect of daffodils. The use of the phrase „And then my heart fills with joy / And dances with the daffodils” suggests that the sight of the daffodils lifted the speaker’s spirits and brought him a sense of joy and happiness.
@StanislawBarszczak
______
Stanisław Barszczak, Daj mi dusze!
W Ewangelii Łukaszowej (Łk 11,42-46) słyszeliśmy to: Biada wam, faryzeusze… odrzucacie sprawiedliwość i miłość Bożą… miłujecie to, co najlepsze… pierwsze krzesła. Biada wam i uczeni w Piśmie… Zbyt duża dbałość o szczegóły sprawiła, że straciliśmy z oczu to, co najważniejsze: miłość do Boga i bliźniego; spieramy się o drobiazgi i żyjemy egocentrycznie. Jezus nie oszczędza nawet uczonych w Piśmie: nie możemy wymagać od innych tego, czego sami nie potrafimy zrobić w naszej własnej przeciętności. Lepiej pozostać pokornym i miłosiernym.
Basia ma prawie 10 lat, ale w jej życiu brakuje wielu rzeczy, które dla innych dzieci są codziennością. Lodówka w małym mieszkaniu, w którym mieszka dziewczynka, jest niemal zawsze pusta – leży w niej kawałek chleba, masło, karma dla psa i alkohol.
Zwykle dzieci cieszą się smakiem soczystych owoców. Basia nie zna ich nazw. Nigdy nie miała okazji spróbować czereśni, czy moreli. W jej domu nie ma obiadów ani wspólnego stołu, zamiast tego na stole zawsze są butelki alkoholu i papierosy.
W Domu Fundacji Basia może liczyć na ciepły posiłek, podwieczorek, przekąski, a w sezonie letnim dbamy, aby zawsze na stole były świeże, sezonowe owoce i warzywa.
Ta historia wydarzyła się naprawdę.Takie dzieci są wśród nas, a odczuwany głód to ich codzienność. Módlmy się za nie i wspierajmy je materialnie.
Nie jest jeszcze bardzo zimno. Rodacy odwiedzają Rzym czy Ateny.
Partenon na Akropolu bez rusztowań po trwających dwie dekady pracach konserwatorskich. Usunięcie rusztowań oznacza rzadką chwilę jasności dla kultowego zabytku Aten, ukazując jego odrestaurowaną zachodnią stronę przed wznowieniem prac.
Najmilsi. Dwie drogi wiodły mnie przez las, wybrałem tę, gdzie ludzi mniej, drogę mniej uczęszczaną, napisał Robert Frost.
W Warszawie ma miejsce XIX Międzynarodowy Konkurs Chopinowski. Ale na przykład dzisiaj wybrałbym się na spektakl zatytułowany „Trzecia wojna”. Sylwester 2100. Wszystko dzieje się w Warszawie, tu i teraz, choć już w XXII wieku. Seans spirytystyczny przywołuje ducha Franki, aktorki która zginęła w getcie. Ona nie rozumie świata przyszłości, a my nie potrafimy pojąć jej przeszłości. Wspólna podróż w czasie staje się jedyną drogą do porozumienia. To spektakl i pamięci, technologii i granicach, które sami sobie stawiamy.
Pisał Zbigniew Herbert o budowaniu wartości. „Wyszedłem z wojny bez akceptacji upadku dawnej moralności. Jest ona dla mnie nadal pociągająca przede wszystkim dlatego, że odczuwam dotkliwie brak tablic wartości we współczesnym świecie. Nie chodzi mi o to by istniała jednorodna moralność w społeczeństwie, to mało możliwe, ale by była integrująca tabela wartości, którą akceptujemy i której przekroczenie z jakimikolwiek wykrętami moralno – filozoficzno – politycznymi niosłoby zdecydowanie określone skutki. Literatura powinna je budować. To jest jej podstawowy obowiązek. Domeną artysty, jedyną domeną, jest ludzka świadomość, próba uwrażliwienia na krzywdy i poniżenie współobywatela. Pisanie wierszy, jak każda działalność, w dziedzinie kultury, jest próbą budowania wartości, bez których nie może istnieć żadne społeczeństwo”.
Wczoraj z okazji Dnia Edukacji Narodowej wspomniałem Państwu o Keatonie, bohaterze filmu „Stowarzyszenie umarłych poetów”. Ekscentryczny profesor wnosi w szacowne mury ekskluzywnej uczelni ducha poezji, miłości życia i, co najważniejsze, niechętnie tu widzianą umiejętność samodzielnego myślenia. Zainspirowani przez niego chłopcy odnawiają tytułowe Stowarzyszenie Umarłych Poetów – sekretny związek, w którym odkrywają piękno zapomnianych utworów, a także prawo do marzeń, wolności i buntu. Zasada Carpe diem – chwytaj dzień, chwytaj chwilę, zaczyna rządzić ich własnym życiem, zrywają z podwładną rolą potulnych dzieci swoich rodziców. Zaczynają realizować swoje marzenia, pragnienia. Neil zakochuje się w teatrze i pragnie zostać aktorem. Pomimo zakazu ze strony ojca występuje w sztuce Szekspira Sen nocy letniej. Gdy ojciec dowiaduje się o tym, zamierza usunąć go z Welton z myślą o zapisaniu go do Akademii Wojskowej. Neilowi sprawia to ból i tej samej nocy popełnia samobójstwo, by zachować swoją dojrzewającą tożsamość. Keating jest oskarżony przez dyrekcję szkoły o spowodowanie tragedii i zostaje wyrzucony z pracy. Jego uczniowie jednak na zawsze czują się odmienieni. Keating zawsze chciał, by go nazywano „Kapitanem” – ze względu na wiersz Walta Whitmana pt. O Captain! My Captain! Tymi też słowami uczniowie żegnają swego niezwykłego nauczyciela.
Siostro, bracie. Jedyną osobą, która przyjdzie cię uratować, jest ta wersja ciebie, która jest chora i zmęczona obecną sytuacją. Zamień swój ból w postęp, swoje rany w mądrość, swój ból w heroizm. Jesteś bohaterem, którego szukałeś. Jesteś dla siebie przeznaczony. Trzymam za ciebie kciuki.
Nie każda historia kończy się rozmową. Nie każda miłość kończy się wyjaśnieniem. Nie każda strata daje ci odpowiedzi, których szukasz.
Czasem musisz uczyć się z niewiedzy. Poza tym, nie wszyscy potrafią odejść z godnością.
Prawdziwa relacja zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie. Bierz zawsze przykład z Nazarejczyka. Jezus Chrystus jest Bogiem w ciele, poczętym mocą Ducha Świętego przez młodą Żydówkę z domu Jakuba, dla Odkupienia całej ludzkości z potężnej niewoli Szatana i grzechu.
Biblijny Kohelet, który był przewodniczącym starożytnego zgromadzenia, opisuje wszystko jako zużyte, mówi „marność nad marnościami” – jest czas wszystkiego pod słońcem, czas rodzenia i umierania, czas siania i podlewania. Musimy wpisać dzieło Boga w plan naszego zbawienia. A nawet prosić usilnie ze świętym Janem Bosco: Boże, daj mi dusze. Resztę zabierz.
Mass media piszą teraz: Jezus Chrystus powraca,
1) Aby pochwycić Kościół,
2) Zapieczętować 144 000 Żydów,
3) Wycisnąć „tłocznię wina gniewu Bożego” na wszystkich (nie tylko Edom), którzy oddali cześć bestii, jej wizerunkowi, lub przyjęli jej znamię,
4) Jezus Chrystus wyzwoli Izraela w „Bitwie Wielkiego Dnia Boga Wszechmogącego”, ale dopiero wtedy, gdy stracą wszelką nadzieję w sobie, i
5) Jezus Chrystus ustanowi „Wiek Odrodzenia”, w którym spełnią się wszystkie jego obietnice dane królowi Dawidowi i narodowi żydowskiemu.
Teraz toczy się prawdziwa histeria, wszędzie jest wina rosyjska, zauważają środki masowego przekazu, technologia i logistyka współczesna. Tymczasem radość może być naturalna, w takim przypadku wypływa z wrodzonej witalności i zapału do życia. Istnieje jednak inny rodzaj radości, która ma Boskie pochodzenie. Święty Paweł namawiał innych, by wierzyli w Boga. Tę radość odnajdujemy u Franciszka z Asyżu, który śpiewem wyrażał radość łaski dla swojej duszy. Teresa z Ávili, która prowadziła życie pełne pokuty, pragnęła wylać swoją radość w tym wewnętrznym świecie duchowości, klaszcząc w dłonie i tańcząc w stylu hiszpańskim. W historii świata nigdy nie było smutnego świętego, ponieważ świętość i smutek są przeciwieństwami.
Od siebie zadam tutaj retoryczne pytanie, czyżbym używał skażonego kubka wiedzy tylko na swoją chwałę? Ale nie będę narzekał, a chciałbym was zaprosić na moją ‚imieninową miesięcznicę’, teraz jeszcze choćby zaledwie zarysowaną na papierze.
Najmilsi. Jest dużo do powiedzenia. Spójrzcie na typowego wielkiego człowieka naszej epoki, jeśli tej nocy miałbym prawo zaproponować toast na cześć wielkiego Napoleona, to mówiłbym o nim wiele bardzo pochlebnych rzeczy. Ale z wszystkich rzeczy, które powinienem powiedzieć, jedna rzecz mogłaby być bardzo ważną – a mianowicie, że lepiej byłoby dla rodzaju ludzkiego, żeby ten człowiek wcale się nie urodził.
Napoleon i wielcy mężowie naszej epoki byli twórcami imperiów, ale istnieje porządek ludzi, którzy wykraczają poza te historie, którzy zbudowali wszechświaty! Solon i jego ustawodawcze dzieło trwało 1300 lat, Newton, z jego zasadami dynamiki przetrwał trzysta lat. Pojawia się na ziemi charakter ludzi, którzy są geniuszami, a którzy w dzieje wpisali całe wszechświaty, ale ich ręce pozostają czyste, „nieskakane krwią” żadnego rodzaju ludzkiego na ziemi.
Chciałbym wręcz zauważyć, że genialność Alberta Einsteina trwa, ale nie jestem pewny jak długo trwać będzie jego dzieło. Ponieważ jest wiele różnic w ludziach. A dzieła geniuszów bywają „skalane krwią” ziemskiego rodzaju ludzkiego. Ten ostatni bardzo późno pojawił się na planecie Ziemia, obejmuje 0,04 % czasu zaistnienia błękitnej planety. Ale w jakiejś zawiści ten rodzaj ludzki, chce opanować Marsa w przeciągu zaledwie kilku generacji. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy ludzkości to się uda i czy to najlepsza droga dla rozwoju naszej, ludzkiej cywilizacji. Miłego dnia.
_____
Stanisław Barszczak, Give me souls!
In Luke’s Gospel (Luke 11:42-46), we heard this: „Woe to you, Pharisees… you reject justice and the love of God… you love what is best… the first chairs. Woe to you, scribes… Too much attention to detail has caused us to lose sight of what is most important: love for God and neighbor; we quarrel over trifles and live self-centered lives. Jesus doesn’t spare even the scribes: we cannot demand from others what we ourselves are unable to do in our own mediocrity. It is better to remain humble and merciful.”
Basia is almost 10 years old, but her life lacks many things that are commonplace for other children. The refrigerator in the small apartment where she lives is almost always empty – a piece of bread, butter, dog food, and alcohol.
Children usually enjoy the taste of juicy fruits. Basia doesn’t know their names. She’s never had the opportunity to taste cherries or apricots. There are no dinners or communal tables in her home; instead, there are always bottles of alcohol and cigarettes on the table.
At the Foundation House, Basia can count on a hot meal, afternoon tea, and snacks, and during the summer, we make sure there are always fresh, seasonal fruits and vegetables on the table.
This story is a true story. Such children are among us, and feeling hungry is their everyday reality. Let us pray for them and support them financially.
It’s not too cold yet. Our compatriots are visiting Rome and Athens.
The Parthenon on the Acropolis is without scaffolding after two decades of restoration work. The removal of the scaffolding marks a rare moment of clarity for Athens’ iconic monument, revealing its restored western side before work resumes.
My dearest. Two roads led me through the forest; I chose the one with fewer people, the road less traveled, wrote Robert Frost.
The 19th International Chopin Piano Competition is taking place in Warsaw. But today, for example, I’d go to a play called „The Third War.” New Year’s Eve 2100. Everything happens in Warsaw, here and now, though in the 22nd century. A spiritualistic séance summons the spirit of Francis girl, an actress who died in the ghetto. She doesn’t understand the world of the future, and we can’t fathom her past. A shared journey through time becomes the only path to understanding. It’s a spectacle of memory, technology, and the boundaries we set for ourselves.
Zbigniew Herbert wrote about building values. „I emerged from the war without accepting the collapse of the old morality. It remains appealing to me primarily because I acutely feel the lack of a set of values in the modern world. I don’t mean that there should be a uniform morality in society—that’s unlikely—but that there should be an integrating set of values that we accept, and that, if transgressed with any moral, philosophical, or political evasions, it would have decisive consequences. Literature should build them. This is its fundamental duty. The artist’s domain, its sole domain, is human consciousness, the attempt to sensitize others to the injustices and humiliation of fellow citizens. Writing poetry, like any cultural activity, is an attempt to build values without which no society can exist.”
Yesterday, on National Education Day, I mentioned Keaton, the protagonist of the film „Dead Poets Society.” The eccentric professor brings the spirit of poetry, a love of life, and, most importantly, the unwelcome ability to think independently, to the venerable walls of an exclusive university. Inspired by him, the boys renew the titular Dead Poets Society—a secret society in which they discover the beauty of forgotten works, as well as the right to dream, freedom, and rebellion. The principle of „carpe diem”—”seize the day, seize the moment,” begins to rule their lives, breaking away from their subservient role as meek children of their parents. They begin to pursue their dreams and desires. Neil falls in love with the theater and longs to become an actor. Despite his father’s prohibition, he performs in Shakespeare’s „A Midsummer Night’s Dream.” When his father learns of this, he plans to expel him from Welton with the intention of enrolling him in the Military Academy. This pains Neil, and that same night he commits suicide to preserve his maturing identity. Keating is accused by the school administration of causing the tragedy and is fired. However, his students feel forever changed. Keating always wanted to be called „Captain”—after Walt Whitman’s poem „O Captain! My Captain!”—with these words, the students bid farewell to their extraordinary teacher.
Sister, brother. The only person who will come to save you is the version of you who is sick and tired of your current situation. Turn your pain into progress, your wounds into wisdom, your sorrow into heroism. You are the hero you’ve been searching for. You are meant for each other. I’m rooting for you.
Not every story ends with a conversation. Not every love ends with an explanation. Not every loss gives you the answers you seek.
Sometimes you have to learn from ignorance. Then again, not everyone can walk away with dignity.
A true relationship begins where pretense ends. Always follow the example of the Nazarene. Jesus Christ is God in the flesh, conceived by the power of the Holy Spirit by a young Jewish woman from the house of Jacob, for the Redemption of all humanity from the powerful slavery of Satan and sin.
The biblical Ecclesiastes, who was the leader of the ancient assembly, describes everything as being wasted, saying „vanity of vanities”—there is a time for everything under the sun, a time to be born and a time to die, a time to sow and a time to water. We must incorporate God’s work into the plan of our salvation. And even pray earnestly with St. John Bosco: God, give me souls!
The mass media is now writing: Jesus Christ is returning,
1) To seize the Church,
2) To seal 144,000 Jews,
3) To press the „winepress of God’s wrath” upon all (not just Edom) who worshiped the beast, its image, or received its mark,
4) Jesus Christ will liberate Israel in the „Battle of the Great Day of God Almighty,” but only after they have lost all hope in themselves, and
5) Jesus Christ will establish the „Age of Regeneration,” in which all his promises to King David and the Jewish people will be fulfilled.
There is real hysteria now; Russian guilt is everywhere, as the mass media, technology, and modern logistics are taking notice. Meanwhile, joy can be natural, in which case it flows from an innate vitality and zeal for life. However, there is another kind of joy, one that has divine origins. Saint Paul urged others to believe in God. We find this joy in Francis of Assisi, who expressed the joy of grace for his soul through song. Teresa of Ávila, who lived a life of penance, longed to pour out her joy in this inner world of spirituality, clapping her hands and dancing in the Spanish style. In the history of the world, there has never been a sad saint, because holiness and sadness are opposites.
I will ask a rhetorical question here: am I using the tainted cup of knowledge only for my own glory? But I will not complain, and I would like to invite you to my „name-day monthly celebration,” now even if only sketched on paper.
My dearest, there is much to say. Look at a typical great man of our era. If I were allowed to propose a toast to the great Napoleon tonight, I would say many very flattering things about him. But of all the things I should say, one thing might be very important—namely, that it would have been better for the human race if this man had never been born.
Napoleon and the great men of our era were the creators of empires, but there is an order of people who transcend these histories, who built universes! Solon and his legislative work lasted 1,300 years, Newton, with his laws of dynamics, endured for three hundred years. The character of men who are geniuses is emerging on Earth, who have inscribed entire universes into history, yet their hands remain pure, „unstained by the blood” of any human race on Earth.
I would even like to point out that Albert Einstein’s genius endures, but I’m not sure how long his work will last. Because there are many differences in people. And the works of geniuses can be „tainted by the blood” of Earth’s human race. The latter appeared on planet Earth very late, covering 0.04% of the blue planet’s existence. But out of some envy, this human race wants to conquer Mars in just a few generations. I can’t say whether humanity will succeed or whether this is the best path for the development of our human civilization. Have a nice day.
______
Papa Leone XIV in visita al Presidente della Republica Sergio Mattarella
Ho accolto con palese soddisfazione la dichiarazione del Papa sulla vita: „E di fundamentale importanza ił rispetto e la tutela della vita, in tutte le sue fasi, dał concepimento all’eta avanzata, fino al momento della morte… anche per cio che riguarda l’accesibilita delle cure mediche e dei medicinali”.
Incontrando il Presidente Mattarella oggi al Quirinale, Papa Leone XIV ha lanciato un chiaro e forte monito per la dignità dei bimbi concepiti – minacciati dall’aborto – e dei cittadini malati, fragili, disabili e anziani minacciati dalla deriva eutanasica del suicidio assistito in un contesto di sempre maggior carenza di cure e assistenza sanitaria. Difendere la vita SEMPRE!
Roma, Padre Stanisław Barszczak, Polonia
_____
Papież Leon XIV odwiedza prezydenta Sergio Mattarellę
Z nieskrywanym zadowoleniem przyjąłem wypowiedź papieża na temat życia:
„Poszanowanie i ochrona życia na wszystkich jego etapach, od poczęcia do starości, aż po moment śmierci, mają fundamentalne znaczenie… również w odniesieniu do dostępu do opieki medycznej i leków.”
Spotykając się dziś z prezydentem Mattarellą w Pałacu Kwirynalskim, papież Leon XIV wydał jasne i stanowcze ostrzeżenie o godności nienarodzonych dzieci – zagrożonych aborcją – oraz chorych, słabych, niepełnosprawnych i starszych obywateli, którym grozi eutanazja wspomaganego samobójstwa w kontekście stale rosnących niedoborów opieki i opieki zdrowotnej. Zawsze brońmy życia!
Z Rzymu, ksiądz Stanisław Barszczak, Polska
_____
Pope Leo XIV visits President Sergio Mattarella
I welcomed the Pope’s statement on life with undisguised satisfaction:
„Respect and protection of life at all its stages, from conception to old age, until the moment of death, are of fundamental importance… including access to medical care and medicines.”
Meeting with President Mattarella today at the Quirinal Palace, Pope Leo XIV issued a clear and decisive warning about the dignity of unborn children – at risk of abortion – and of sick, weak, disabled, and elderly citizens who are threatened by euthanasia or assisted suicide in the context of ever-increasing shortages of care and healthcare.
Let us always defend life!
From the Eternal City, Stanisław Barszczak, Poland
______
Stanisław Barszczak, Bajki Keatona
(w Dniu Edukacji Narodowej)
Kochani młodzi przyjaciele
Dzisiaj się nie powtórzy. Przeżywaj intensywnie każdą chwilę. W połowie października każdego roku w Polsce obchodzony jest Dzień Nauczyciela. W tym roku przypada we wtorek. To okazja do uhonorowania wszystkich pracowników oświaty, którzy odgrywają ogromną rolę w funkcjonowaniu społeczeństwa i gospodarki.
Ustanowiona data święta, czyli 14 października, została wprowadzona w życie w związku z rocznicą powołania Komisji Edukacji Narodowej w 1773 roku. Od tego czasu co roku świętuje się Dzień Nauczyciela, aby podziękować wychowawcom za ich trud i poświęcenie.
‚World Teacher’s Day’, światowy dzień Nauczyciela pod patronatem UNESCO obchodzony jest 5 października. Dzień ten proklamowany został w 1994 r. na pamiątkę podpisania w 1966 r. „Rekomendacji w sprawie statusu nauczyciela”, opracowanej przez UNESCO i Międzynarodową Organizację Pracy.
W Indiach Dzień Nauczyciela obchodzony jest 5 września jako wyraz uznania dla wkładu nauczycieli w społeczeństwo i naród. Dzień Nauczyciela upamiętnia rocznicę urodzin dr. Sarvepalli Radhakrishnnana, byłego prezydenta Indii, filozofa i uczonego. Wszystkim nauczycielom w tym dniu życzymy wszystkiego najlepszego, miłego czasu spędzonego z nami w szkole, dużo, dużo zdrowia oraz szczęścia. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia nauczyciela. Dużo zdrowia, szczęścia, radości, zadowolenia z uczniów.
Chcemy być z wami. Wspaniały nauczyciel jest pamiętany przez całe życie. Zachęca do nauki całym sobą. To dzięki niemu uczymy się nauk ścisłych i poprawnego wyrażania myśli, poza tym czytamy i piszemy poezję, ponieważ jesteśmy członkami rasy ludzkiej. A ludzkość jest pełna pasji. Medycyna, prawo, biznes, inżynieria – to szlachetne dążenia, niezbędne do życia. Poezja, piękno, romans, miłość – to dla nich żyjemy.
Istnieje nowela Nancy H. Kleinbaum pt. „Dead Poets Society” (Stowarzyszenie Umarłych Poetów), którą amerykańska dziennikarka napisała na podstawie scenariusza Toma Schulmanna do filmu Stowarzyszenie Umarłych Poetów (w reżyserii Petera Weira), przedstawiającego realia prywatnej, chłopięcej Akademii Weltona w 1959.
Stanie na biurku, jak Keating (Robin Williams, główny bohater w filmie Petera Weira) wyraźnie mówi, symbolizuje patrzenie na świat z innej perspektywy , a więc kwestionowanie tradycyjnych idei i stereotypów, aby osiągnąć wolność.
W końcu powieści stając na biurkach chłopcy naprawdę się wyzwalają ku temu, by zachować swoją dojrzewającą tożsamość. Chłopcy zaczynają zdawać sobie sprawę, że mają głos i że nie muszą podążać ścieżką wyznaczoną im przez innych. Lekcje Keatinga o życiu, poezji i miłości zachęcają ich do podążania za własnymi marzeniami, niezależnie od tego, jak bardzo się różnią.
Chociaż w szkole zdobywamy mnóstwo wiedzy i umiejętności, które są niezbędne, to właśnie “manipulacja” tą wiedzą jest prawdziwą nauką (w dobrym znaczeniu tego słowa). Jak mówi Robin Williams jest to znacznie lepsze niż cała magia i skarby świata. Ponieważ mamy coś bardzo cennego, co rzadko doceniamy: siebie. Nauczyciel z powołania to wam zawsze będzie mówił: Jeśli chodzi o działania twórcze, nie istnieje coś takiego jak wena. Inspiracja pojawia się zwykle, gdy robisz coś innego. Dobra książka staje się niejednokrotnie ostrym narzędziem. Albowiem wszystkie dzieła są analizowane przez różnych czytelników. Co więcej tylko w snach ludzie mogą być naprawdę wolni.
Robin Williams wyraził się kiedyś: Myślę, że najsmutniejsi ludzie zawsze starają się uszczęśliwiać innych, ponieważ wiedzą, jak to jest czuć się bezwartościowym. Chcę pomóc ludziom mniej się bać. Kiedyś myślałem, że najgorszą rzeczą w życiu jest być samemu. To nieprawda. Najgorszą rzeczą w życiu jest być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny. Ale wy jesteście całą radością każdego nauczyciela. Spróbujcie doceniać chwile, być odważnymi i nie tracić swojej „iskierki szaleństwa”.
Każdy, kogo spotykasz, toczy walkę, o której nic nie wiesz. Więc bądź miły. Zawsze. Mamy wiele do nauczenia i zawsze znajdziemy interesujące rzeczy. Nawet błędy mogą być cudowne. Być swoim własnym nauczycielem. Taka rzecz byłaby lepsza niż cała magia i skarby świata. Kokaina jest sposobem Boga na powiedzenie Ci, że masz za dużo pieniędzy. Dobrze zrobione znaczy lepsze niż dobrze powiedziane. Uśmiechnij się, mój chłopcze, to wschód słońca.
Młody przyjacielu. Wspaniały nauczyciel wyciąga pomocną dłoń, otwiera umysł i porusza serce.
Przy pierwszej okazji powiedz wychowawcy: Twój wpływ na moje życie noszę w sobie każdego dnia. Dziękuję za wszystko, co robisz i za wszystko, kim jesteś! Nauczycielowi, który sprawił, że nauka stała się przygodą i który sprawił, że poczułem się zauważony – dziękuję.
Stanisław Barszczak – Rzym,14 października 2025
____
Stanisław Barszczak, Keaton’s Fairy Tales (on National Education Day)
Dear young friends
Today will never happen again. Live every moment intensely. Teachers’ Day is celebrated in mid-October each year in Poland. This year, it falls on a Tuesday. It is an opportunity to honor all education workers who play a crucial role in the functioning of society and the economy.
The established date of October 14th was established in connection with the anniversary of the establishment of the Commission of National Education in 1773. Since then, Teachers’ Day has been celebrated annually to thank educators for their hard work and dedication.
World Teachers’ Day, a worldwide Teachers’ Day under the patronage of UNESCO, is celebrated on October 5th. This day was proclaimed in 1994 to commemorate the signing of the 1966 „Recommendation concerning the Status of Teachers,” developed by UNESCO and the International Labor Organization.
In India, Teachers’ Day is celebrated on September 5th as a tribute to teachers’ contributions to society and the nation. Teachers’ Day commemorates the birth anniversary of Dr. Sarvepalli Radhakrishnan, former President of India, philosopher and scholar. We wish all teachers all the best on this day, a pleasant time spent with us at school, and much, much health and happiness. Happy Teachers’ Day! Much health, happiness, joy, and satisfaction with your students.
We want to be with you. A great teacher is remembered throughout life. He encourages us to learn with all our being. It is thanks to him that we learn science and express ourselves correctly, and we read and write poetry because we are members of the human race. And humanity is full of passion. Medicine, law, business, engineering—these are noble pursuits, essential to life. Poetry, beauty, romance, love – these are what we live for.
There is a novella by Nancy H. Kleinbaum titled „Dead Poets Society,” which the American journalist wrote based on Tom Schulmann’s screenplay for the film Dead Poets Society (directed by Peter Weir), which depicts the reality of the private boys’ Welton Academy in 1959.
Standing on a desk, as Keating (Robin Williams, the protagonist in Peter Weir’s film) clearly states, symbolizes seeing the world from a different perspective, thus challenging traditional ideas and stereotypes in order to achieve freedom.
At the end of the novel, standing on desks truly liberates the boys to preserve their maturing identities. The boys begin to realize they have a voice and that they don’t have to follow the path others have set for them. Keating’s lessons on life, poetry, and love encourage them to follow their own dreams, no matter how different they may be.
Although we acquire a wealth of knowledge and skills in school that are essential, it is the „manipulation” of this knowledge that is the true learning (in the good sense of the word). As Robin Williams says, it’s far better than all the magic and treasures in the world. Because we have something very precious that we rarely appreciate: ourselves. A teacher by vocation will always tell you: When it comes to creative endeavors, there’s no such thing as inspiration. Inspiration usually comes when you’re doing something different. A good book often becomes a sharp tool. Because all works are analyzed by different readers. Moreover, only in dreams can people be truly free.
Robin Williams once said: „I think the saddest people always try to make others happy because they know what it’s like to feel worthless. I want to help people be less afraid. I used to think the worst thing in life was being alone. That’s not true. The worst thing in life was being with people who made you feel lonely. But you are the joy of every teacher. Try to appreciate the moments, be brave, and don’t lose your „spark of madness.”
Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. So be kind. Always. We have much to learn and will always find interesting things. Even mistakes can be wonderful. Be your own teacher. Such a thing would be better than all the magic and treasures in the world. Cocaine is God’s way of telling you you have too much money. Well done is better than well said. Smile, my boy, it’s the sunrise.
Young friend. A great teacher extends a helping hand, opens your mind, and touches your heart.
At the first opportunity, tell your teacher: I carry your influence on my life with me every day. Thank you for everything you do and everything you are! To the teacher who made learning an adventure and who made me feel noticed – thank you.
Stanisław Barszczak – Rome, October 14, 2025
______
Stanisław Barszczak, Refleksje Damoklesa
Zwiedziłem prawie cały świat, podobnie jak Arkady Fiedler, jak Paweł Edmund Strzelecki. Tak jak Ferdynand Ossendowski, już jako chłopiec wykazywałem się niebywałą ciekawością świata i wrażliwością na piękno przyrody. Zamierzyłem w niezwykły sposób oddawać piękno przyrody, zaznajamiając z innymi kulturami i urzekać niezwykle barwnymi i plastycznymi opisami, swoimi relacjami z podróży ubarwiać szarą rzeczywistość. Na miłości do kraju nie powinno się zarabiać. Z pokorą, spokojem i muzyką w sercu zapragnąłem żyć, nauczyć cały świat, jak trzeba czuć kolejne generacje ludzi. Zawsze marzyłem, by ludzie walczyli o „prawo śpiewania” moich opowieści… i żeby pewnego dnia to marzenie się spełniło. Chciałbym, żeby kiedyś publiczność wstała, zdjęła kapelusze i słuchała „mniejszych słów”, jak hymnu narodowego.
Dzisiaj obejrzałem fragmenty programów: Michele Santoro o stanie rzeczy – pokoju Trumpa (see, Michele Santoro presenta),a także programu Wolfgang Ischinger, wieloletni przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i Oskar Lafontaine, były lider SPD i Lewicy (obecnie BSW), rozmawiają z Maischberger o wojnie, pokoju i odpowiedzialności Europy za politykę bezpieczeństwa (see, Maischberger in der ARD-Mediathek). Szczególnie ten ostatni program po rzypadl mi do gustu. Oskar Lafontaine i Wolfgang Ischinger rozmawiają o wojnach na Ukrainie i Bliskim Wschodzie.
Czy plan Trumpa dotyczący Bliskiego Wschodu się powiedzie? Czy Rosja stanowi największe zagrożenie dla NATO? Oskar Lafontaine i Wolfgang Ischinger rozmawiają na ten temat.
Jak niebezpieczna jest obecna sytuacja globalna? NATO i Rosja.
Zbrojenia w Niemczech. Spotkanie Trumpa z Putinem na Alasce. Negocjacje pokojowe w sprawie Gazy.
Ischinger opisuje sytuację na świecie jako bardziej niebezpieczną niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ kilka poważnych kryzysów – wojna na Ukrainie, konflikt na Bliskim Wschodzie i nieprzewidywalność Stanów Zjednoczonych – narasta jednocześnie. Twierdzi, że Niemcy po zjednoczeniu uśpiły czujność i są źle przygotowane na te wydarzenia.
Lafontaine z kolei dostrzega największe zagrożenie nie w Rosji, lecz w uzbrojeniu jądrowym i nowych, ledwo kontrolowanych technologiach, takich jak sztuczna inteligencja i drony. Krytykuje fakt, że ludzkość wciąż żyje pod „nuklearnym mieczem Damoklesa” i że jego pokolenie poniosło porażkę w procesie rozbrojenia.
Obaj wyraźnie różnią się w ocenie Rosji: Lafontaine uważa politykę Zachodu wobec Rosji za przesadną i dostrzega również pewną odpowiedzialność za eskalację konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi, które dążyły do wciągnięcia Ukrainy w swoją strefę wpływów. Krytykuje fakt, że zbrojenia pogarszają sytuację, a jednocześnie osłabiają państwo opiekuńcze. Ischinger z kolei postrzega Rosję jako realne zagrożenie: Putin, jak twierdzi, chce pozbawić Ukrainę prawa do istnienia i odwrócić powojenny porządek w Europie. Bez wsparcia Zachodu Ukraina prawdopodobnie upadłaby w 2022 roku.
Opinie są również rozbieżne w kwestii dyplomacji. Lafontaine wzywa do negocjacji z Rosją, aby zapobiec kolejnym ofiarom śmiertelnym i z zadowoleniem przyjmuje fakt, że Stany Zjednoczone i Rosja ponownie rozmawiają ze sobą na Alasce. Ischinger uważa to za zasadniczo pozytywne, ale krytykuje brak presji ze strony Donalda Trumpa na Putina, nazywając go „błędem negocjacyjnym”.
Odnosząc się do konfliktu na Bliskim Wschodzie, Lafontaine jest oburzony wsparciem Zachodu dla Izraela i nazywa go współwinnym „ludobójstwa w Strefie Gazy”. Ischinger z kolei jest ostrożnie optymistyczny: wiele państw arabskich popiera plan pokojowy Trumpa, ponieważ obecnie nie ma lepszej alternatywy.
Przemówienie Trumpa w Knesecie wywołało owacje. Prezydent stwierdza: „To historyczny świt nowego Bliskiego Wschodu. Rozstrzygnąłem osiem wojen w osiem miesięcy.” Tak Donald Trump triumfuje, jesteśmy pod wrażeniem transmisji z Bliskiego Wschodu zorganizowanej przez Trumpa i prowadzonej amerykańskiego prezydenta. Czy pokój na Bliskim Wschodzie będzie trwały, czy dzieci w Gazie będą miały domy, czy Hamas nie będzie trzymał zakładników znów – to się okaże już w najbliższej przyszłości.
____
Stanisław Barszczak, Reflections of Damocles
I have traveled almost the entire world, like Arkady Fiedler and Paweł Edmund Strzelecki. Like Ferdynand Ossendowski, even as a boy I demonstrated an incredible curiosity about the world and a sensitivity to the beauty of nature. I intended to convey the beauty of nature in an extraordinary way, introducing people to other cultures and captivating them with incredibly vivid and vivid descriptions, adding color to the bleak reality with my travel accounts. Love for one’s country shouldn’t be profiteered from. I wanted to live with humility, peace, and music in my heart, to teach the whole world how to feel to future generations. I always dreamed of people fighting for the „right to sing” my stories… and that one day this dream would come true. I wish that one day audiences would stand up, take off their hats, and listen to the „smaller words” like the national anthem.
Today I watched excerpts from the following programs: Michele Santoro on the state of affairs – Trump’s peace (see, Michele Santoro presenta), and Wolfgang Ischinger, long-time chairman of the Munich Security Conference, and Oskar Lafontaine, former leader of the SPD and the Left (now BSW), discuss war, peace, and Europe’s responsibility for security policy with Maischberger (see, Maischberger in der ARD-Mediathek). I particularly enjoyed the latter program. Oskar Lafontaine and Wolfgang Ischinger discuss the wars in Ukraine and the Middle East.
Will Trump’s Middle East plan succeed? Does Russia pose the greatest threat to NATO? Oskar Lafontaine and Wolfgang Ischinger discuss this topic.
How dangerous is the current global situation? NATO and Russia.
Arms buildup in Germany. Trump’s meeting with Putin in Alaska. Peace negotiations on Gaza.
Ischinger describes the global situation as more dangerous than ever, as several major crises—the war in Ukraine, the conflict in the Middle East, and the unpredictability of the United States—are escalating simultaneously. He argues that Germany, after reunification, has become less alert and is ill-prepared for these events.
Lafontaine, on the other hand, sees the greatest threat not in Russia but in nuclear weapons and new, barely controlled technologies such as artificial intelligence and drones. He criticizes the fact that humanity still lives under a „nuclear sword of Damocles” and that his generation has failed in the disarmament process.
The two clearly differ in their assessments of Russia: Lafontaine considers the West’s policy toward Russia excessive and also sees a certain responsibility for the escalation of the conflict with the United States, which sought to draw Ukraine into its sphere of influence. He criticizes the fact that armaments worsen the situation while simultaneously weakening the welfare state. Ischinger, on the other hand, sees Russia as a real threat: Putin, he claims, wants to deprive Ukraine of its right to exist and reverse the post-war order in Europe. Without Western support, Ukraine would likely collapse in 2022.
Opinions also diverge on diplomacy. Lafontaine calls for negotiations with Russia to prevent further loss of life and welcomes the fact that the United States and Russia are once again talking to each other in Alaska. Ischinger sees this as fundamentally positive, but criticizes Donald Trump’s lack of pressure on Putin, calling it a „negotiating mistake.”
Referring to the Middle East conflict, Lafontaine is outraged by Western support for Israel, calling it complicit in the „Gaza genocide.” Ischinger, on the other hand, is cautiously optimistic: many Arab states support Trump’s peace plan because there is currently no better alternative.
Trump’s speech in the Knesset drew applause. The president declares: „This is the historic dawn of a new Middle East. I’ve settled eight wars in eight months.” This is Donald Trump’s triumph; we are impressed by the broadcast from the Middle East, organized by Trump and hosted by the American president. Whether peace in the Middle East will last, whether the children of Gaza will have homes, whether Hamas will not hold hostages again – that remains to be seen in the near future.
_______
Stanisław Barszczak, Ignorancja prawdy
Nadeszła jesień. To są dni upadających liści, mglistej pogody, zapachu złotych chryzantem, szarego dymu drzewnego razem wziętych. To są noce pobliskich gwiazd, noce bliższych księżyców, kiedy wietrzna ciemność odbija echem pożegnalne melodie narodowego futbolu.
Całe zło zatruwające ludzi i narody oraz nękające tak wiele serc, ma jedną przyczynę i jedno źródło: nieznajomość prawdy, wyznał Święty Jan XXIII. Jakkolwiek moje pierwsze sześćdziesiąt pięć lat zanurzone jest w Biblii, to życie chrześcijańskie we mnie nie nabrało rumieńców. Jakkolwiek odczuwam głęboki szacunek do ojczyzny, której ślad i stopy nie przestaję całować, to jednak nie dałem się jeszcze rozpoznać wśród moich rówieśników, dziś zasłużonych seniorów Trzeciej Rzeczpospolitej. Bóg mi świadkiem, że chciałem ale umiałem dokonać tego. Podobno dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Tymczasem pocieszam się słowami Świętego biskupa z Tagasty, Augustyna: To, co jest słuszne, jest słuszne nawet jeśli nikt tego nie robi. To, co jest złe, jest złe nawet jeśli wszyscy to robią. Zatem pragnę świętości, cóż mi tedy czynić wypada?
Jezus nauczył swoich uczniów modlitwy „Ojcze nasz”. Podkreślał, aby modlić się szczerze i odosobnieniu, a nie na pokaz. Nauczał, żeby prosić Ojca Niebieskiego w Jego imię i obiecywał, że Bóg odpowie. Jezus wypowiedział wiele słów, zarówno podczas nauczania, jak i w kluczowych momentach swojego życia, na przykład: modlitwa „Ojcze nasz”, siedem ostatnich słów na krzyżu (np. Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” oraz „Boże, czemuś mnie opuścił”), czy słowa ustanawiające Eucharystię podczas Ostatniej Wieczerzy.
Jeśli mogę tak powiedzieć, mam charakter podobny do charakteru Padre Pio, który był pełen sprzeczności – jednocześnie łagodny, czuły i pokorny wobec braci i duchowych dzieci, a jednocześnie szorstki, opryskliwy, a niekiedy brutalny wobec tych, którzy przejawiali fanatyzm lub odstępstwo od wiary. Jego surowość była reakcją na przesadną pobożność i fanatyzm, mającą na celu ochronę siebie i innych przed pychą. Był postacią o wielkiej miłości bliźniego i szczerości, z silną determinacją w nawoływaniu ludzi do pokuty i nawrócenia.
Biorąc wszystko pod uwagę, najbardziej zadziwiającym cudem Padre Pio jest jego umiejętność wymykania się wszelkim schematom i radosne przełamywanie wszelkich schematów interpretacyjnych. Tutaj od siebie powiem, że tak jak Padre Pio lubię powtarzać modlitwę, jakiej nauczyłem się w młodości akt oddania się Matce Bożej. Święty kapucyn z Pietrelciny był najbardziej przywiązany do Koronki do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Koronkę odmawiał codziennie za wszystkich, którzy polecali się jego modlitwom.
„Moce” przypisywane Ojcu Pio, uznane w procesie kanonizacyjnym, obejmują zjawiska mistyczne, takie jak transwerberacja, stygmaty i ekstaza, a także dary charyzmatyczne, takie jak bilokacja, czytanie w sercach i uzdrawianie, a także doświadczenia niebiańskich objawień i dobrze znaną „osmogenezę” (zapach róż).
Łagodne i posłuszne dziecko uwielbiało chodzić do kościoła i uczestniczyć w jego nabożeństwach. Szczególnie często odwiedzał kościół Santa Maria degli Angeli, tam w kaplicy św. Anny przechowywane są relikwie Piusa I, papieża w latach 140–155. Z kolei ja pokochałem od lat seminaryjnych Świętego Jana XXIII, którego śladami chodziłem po Bułgarii, zawsze obiecywałem sobie być w jego domu w Sotto il Monte, lecz na razie zabrakło determinacji.
Podobnie jak wszyscy inni bracia Padre Pio nigdy nie narzekał na jego kuchnię, ale szczególnie uwielbiał dwie potrawy: smażoną wątróbkę z cebulą i pieczonego węgorza z liśćmi laurowymi.
Ojciec Pio był oddany różnym wizerunkom maryjnym, w tym Madonnie della Libera z Pietrelciny (ratowała miejscowość od dżumy)
i Madonnie Pompejańskiej (już miałem to szczęście modlić się w Pompejach, autor), z którą ten ostatni był szczególnie związany, a która wiązała się z cudownym wydarzeniem związanym z darem róży. Jego głęboka pobożność przejawiała się w codziennej praktyce różańca, który zawsze nosił przy sobie i którego odmówił również w chwili ostatniego tchnienia, powierzając się Maryi.
Jeszcze nigdy nie byłem świętym, choć chciałem naśladować świętych zawsze. Czym jest cud dokonany przez Padre Pio w sprawie zmarłego dziecka?„Cud zmarłego dziecka” odnosi się do kilku opisów uzdrowień lub wskrzeszeń dzieci, w tym historii małego Matteo Pio Colelli, którego piorunujące zapalenie opon mózgowych zostało cudownie uzdrowione, oraz przypadku Lucetty, małej dziewczynki uzdrowionej ze śpiączki, często nazywanej przez Ojca Pio „wskrzeszonymi zmarłymi”. Uzdrowienia te są uważane za cudowne, ponieważ miały miejsce w przypadkach uznanych przez medycynę za nieuleczalne, co czyni Ojca Pio świętym.
Do „proroctw” Padre Pio zalicza się przepowiednię powrotu monarchii do Włoch poprzez gałąź dynastii sabaudzkiej, wizję długotrwałej agonii Jezusa związanej z ludzką obojętnością oraz dar rozeznawania powołań zakonnych, dzięki któremu potrafił kierować ludzi na ich prawdziwą drogę bez przymusu. W czterdziestoletnim kapłaństwie bardzo mało ludzi skierowałem na prawdziwą drogę. A tak pragnąłem dobra dusz. Padre Pio już za życia cieszył się opinią świętego, a to dzięki jego cnotom, duchowi modlitwy, poświęceniu i całkowitemu poświęceniu się dobru dusz. Nie ma jednej „reguły” Padre Pio, ale zbiór zasad duchowych, praktycznych wskazówek i porad życiowych, w tym siedem reguł dla Kościoła, dla córek duchowych oraz nauki o pokorze, roztropności i miłości. Inne ważne zasady to nieustanna modlitwa i prowadzenie życia chrześcijańskiego.
Przed śmiercią Padre Pio powiedział: „Nie budźcie nikogo, zrobiłem już dużo kłopotów”. Słowa te wypowiedział w nocy 23 września 1968 roku, gdy Padre Pio trzymał za rękę osobę zbliżającą się do drzwi jego kwatery, prawdopodobnie po to, by kogoś zawołać.
Padre Pio, daj mi siłę do pokonywania wszelkich przeszkód i odwagę, by stawiać czoła próbom życia z nadzieją. Ojcze Pio, który nosisz na swoim ciele ślady Męki Pańskiej, naucz mnie ofiarowywać moje cierpienia Panu, przemieniając je w drogę odkupienia i miłości.
Czuwaj nade mną, Ojcze Pio, gdy z ufnością oddaję się snom. Chroń mnie przed sidłami i atakami wroga. Daj mi bezinteresowne serce, uczyń mnie bardziej miłosiernym i naucz mnie być bardziej hojnym, nie myśląc o ziemskiej nagrodzie. Ojcze Pio, z Tobą blisko, będę spoczywał w pokoju. Amen.
Jeśli chcesz wiedzieć o Bogu, jest tylko jeden sposób: tak jak Padre Pio uklęknij. Możesz poznać Go przez badanie, ale Jego miłość możesz zdobyć tylko kochając. Większość ludzi, którzy zaprzeczają istnieniu Boga, nie czyni tego, ponieważ ich rozum podpowiada im, że Boga nie ma, bo jak rozum mógłby świadczyć przeciwko Rozumowi? Ich zaprzeczanie wynika raczej z pobożnych życzeń. Czują, że byliby szczęśliwsi, gdyby Boga nie było, bo wtedy mogliby robić, co im się podoba. Myśl trochę mniej o tym, czy zasługujesz na Jego miłość; On cię kocha, nawet jeśli na nią nie zasługujesz. Tylko Jego miłość sprawi, że na nią zasłużysz. Większość z nas jest nieszczęśliwa, ponieważ nigdy nie dajemy Bogu szansy, by nas kochał; jesteśmy zakochani tylko w sobie.
Panie Jezu, pragnę Ci podziękować za wszystkie dobre rzeczy, którymi mnie obdarzasz, i za liczne dary, które zbliżają mnie do Ciebie, pogłębiają moją wiedzę o Twojej wspaniałej osobie i pozwalają mi odnawiać i pogłębiać moją wiarę w Ciebie. Ale to, za co moje serce najbardziej pragnie Ci podziękować, to radość życia i istnienia, którą dajesz mi każdej godziny dnia, poprzez Twoje działania we mnie, Twoje chrześcijańskie „ja”, gdy jestem obudzony, oraz za fizyczną i duchową regenerację, gdy śpię i śnię.
Jezu, to naprawdę piękne mieć Cię w moim życiu i spędzać z Tobą czas. Chcę Cię wielbić za to, że żyjesz wśród żywych i Najświętszy wśród świętych. Bycie zjednoczonym z Tobą nie jest przywilejem, lecz koniecznością. Dziękuję Ci, że jesteś prawdziwym Bogiem z nami i że jesteś obecny, pozwalając nam patrzeć oczami ducha poza granice pozorów, i za to, że jesteś całą miłością, która jest w każdym z nas.
A co mówił Padre Pio w mym udanym dzieciństwie? Słowa Padre Pio są liczne i różnorodne, od wezwań do wiary, modlitwy i siły ducha, po ostrzeżenia i rady skierowane do tych, którzy zwracali się do niego w konfesjonale lub w życiu codziennym, takie jak: „Rób, co chcesz, a nie to, czego oczekują od ciebie inni” czy „Nie poddawaj się”. Jego najsłynniejsze cytaty są często cytowane jako wyraz duchowej i ludzkiej mądrości, takie jak: „Miłość zapomina o wszystkim, wszystko przebacza, wszystko oddaje bez zastrzeżeń”.
Dziś mija 231 lat od wydarzenia, które na zawsze zapisało się w historii polskiej walki o wolność.
Po klęsce w bitwie pod Maciejowicami i dostaniu się do rosyjskiej niewoli Tadeusza Kościuszki, dowództwo nad insurekcją przejął Tomasz Wawrzecki. Był to jeden z ostatnich aktów dramatycznego zrywu niepodległościowego, który przeszedł do historii jako Insurekcja Kościuszkowska – symbol walki o wolność i niezależność Rzeczypospolitej. Choć powstanie zakończyło się upadkiem, jego znaczenie wykraczało daleko poza militarną klęskę. Stało się świadectwem determinacji narodu i jednym z fundamentów polskiej tradycji niepodległościowej, do której w kolejnych wiekach odwoływali się twórcy powstań i działacze niepodległościowi.
Padre Pio kochał mnie zazdrosną miłością, a ja nie zdążyłem mu się odwdzięczyć, tak mi się zdaje. Rób co chcesz, stwierdził kiedy byłem jeszcze pacholęciem. Przyjechał wręcz z daleka na moją pierwszą komunię świętą. Bo miłość wszystko oddaje bez zastrzeżeń. A ja nie mogę się przemóc, by o Padre Pio zaświadczyć w pełni, aby to jego wspomnieć uroczyście przed wspólnotą wiary początku trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. W wygodach współczesnych nie znalazłem w sobie wystarczająco siły i głębszej motywacji do rzucenia się w wir chrześcijańskich przeznaczeń mojej nacji. Nie dojrzałem jeszcze do najpiękniejszego świadectwa o heroiczności cnót Padre Pio, nawet w gronie najbliżej ze mną współpracujących wyrobników winnicy Pana – czuję się, wybaczcie mi to, zaledwie jednym z trędowanych z dzisiejszej Ewangelii Jezusa. Tylko w ten sposób znajduję siebie teraz na drodze do nieba. Ale pocieszam się, że może już to wystarczy Bogu, więc nie poddaję się. Tej jesieni mojej ufności przyświeca warszawska muzyka Wielkiego Fryderyka, którego utwory i słowa brzmią z nową mocą na XIX Konkursie Chopinowskim. Umieram…ale nie umierajcie ze mną. Nie płaczcie. Jestem szczęśliwy. Amen.
______
Stanisław Barszczak, Ignorance of Truth
Autumn has arrived. These are days of falling leaves, misty weather, the scent of golden chrysanthemums, and gray wood smoke all combined. These are nights of nearby stars, nights of nearer moons, when the windy darkness echoes the farewell melodies of national football.
All the evil that poisons people and nations and torments so many hearts has one cause and one source: ignorance of the truth, confessed Saint John XXIII. Although my first sixty-five years were immersed in the Bible, the Christian life within me has not yet blossomed. Although I feel a deep respect for my homeland, whose footprints and footprints I never cease to kiss, I have not yet recognized myself among my peers, now distinguished seniors of the Third Polish Republic. God knows I wanted to but was unable to achieve this. They say the road to hell is paved with good intentions. Meanwhile, I console myself with the words of Saint Augustine, Bishop of Tagaste: What is right is right even if no one does it. What is wrong is wrong even if everyone does it. Therefore, I desire holiness; what then is it for me to do?
Jesus taught his disciples the „Our Father” prayer. He emphasized the importance of praying sincerely and in private, not for show. He taught us to pray to the Heavenly Father in His name and promised that God would answer. Jesus spoke many words, both during his teachings and at key moments in his life, such as the „Our Father” prayer, the seven last words on the cross (e.g., „Father, forgive them, for they know not what they do” and „God, why have you forsaken me”), and the words instituting the Eucharist at the Last Supper.
If I may say so, I share a similar character to Padre Pio’s, who was full of contradictions—at once gentle, tender, and humble toward his brothers and spiritual children, and at the same time harsh, surly, and sometimes brutal toward those who manifested fanaticism or apostasy. His severity was a reaction to excessive piety and fanaticism, intended to protect himself and others from pride. He was a figure of great charity and sincerity, with a strong determination to call people to repentance and conversion.
All things considered, Padre Pio’s most astonishing miracle is his ability to defy all conventions and A joyful breaking of all interpretive patterns. Here, I will say that, like Padre Pio, I enjoy repeating the prayer I learned in my youth, the act of consecration to the Mother of God. The Capuchin saint from Pietrelcina was most devoted to the Chaplet of the Sacred Heart of Jesus. He recited it daily for all who commended themselves to his prayers.
The „powers” attributed to Padre Pio, recognized in the canonization process, include mystical phenomena such as transverberation, stigmata, and ecstasy, as well as charismatic gifts such as bilocation, reading hearts, and healing, as well as experiences of heavenly apparitions and the well-known „osmogenesis” (the scent of roses).
The gentle and obedient child loved going to church and participating in its services. He was especially fond of visiting the Church of Santa Maria degli Angeli, where the relics of Pius I, pope from 140 to 155, are kept in the Chapel of St. Anne. In turn, I had fallen in love with Saint John XXIII from my seminary years, in whose footsteps I followed in Bulgaria. I always promised myself to visit his home in Sotto il Monte, but for now, the determination had failed.
Like all the other brothers, Padre Pio never complained about his cooking, but he especially loved two dishes: fried liver with onions and baked eel with bay leaves.
Padre Pio was devoted to various Marian images, including the Virgin of Libera of Pietrelcina (she saved the town from the plague) and the Virgin of Pompeii (I had the good fortune to pray in Pompeii, author), with which he was particularly attached, and which was associated with the miraculous event of the gift of the rose. His deep piety was manifested in the daily practice of the rosary, which he always carried with him and which he also prayed at the moment of his last breath, entrusting himself to Mary.
I have never been a saint, though I have always wanted to imitate the saints. What is the miracle performed by Padre Pio in the case of the dead child? „The miracle of the dead child” refers to several accounts of the healing or resurrection of children, including the story of little Matteo Pio Colella, whose fulminant meningitis was miraculously cured, and the case of Lucetta, a little girl cured from a coma, often referred to by Padre Pio as „the resurrected dead.” These healings are considered miraculous because they occurred in cases considered medically incurable, which makes Padre Pio a saint.
Padre Pio’s „prophecies” include a prediction of the return of the monarchy to Italy through a branch of the House of Savoy, a vision of Jesus’ prolonged agony due to human indifference, and the gift of discerning religious vocations, thanks to which he was able to
To guide people to their true path without coercion. In my forty years of priesthood, I guided very few people to the true path. And yet, I so desired the good of souls. Padre Pio enjoyed a reputation as a saint even during his lifetime, thanks to his virtues, spirit of prayer, sacrifice, and total dedication to the good of souls. There is no single „rule” of Padre Pio, but a set of spiritual principles, practical tips, and life advice, including seven rules for the Church, for spiritual daughters, and the teachings on humility, prudence, and love. Other important principles include constant prayer and leading a Christian life.
Before his death, Padre Pio said: „Do not wake anyone; I have already caused much trouble.” He spoke these words on the night of September 23, 1968, as Padre Pio held the hand of someone approaching the door of his quarters, likely to call someone.
Padre Pio, give me the strength to overcome all obstacles and the courage to face the trials of life with hope. Padre Pio, who bears on your body the traces of the Lord’s Passion, teach me to offer my sufferings to the Lord, transforming them into a path of redemption and love.
Watch over me, Padre Pio, as I surrender trustingly to my dreams. Protect me from the snares and attacks of the enemy. Give me a selfless heart, make me more merciful, and teach me to be more generous, without thought of earthly rewards. Padre Pio, with you close, I will rest in peace. Amen.
If you want to know about God, there is only one way: like Padre Pio, kneel. You can know Him through study, but you can only gain His love through love. Most people who deny the existence of God do not do so because their reason tells them that God does not exist, for how could reason testify against Reason? Their denial stems rather from wishful thinking. They feel they would be happier if God did not exist, for then they could do as they please. Think a little less about whether you deserve His love; He loves you even if you don’t. Only His love will make you worthy of it. Most of us are unhappy because we never give God a chance to love us; we are only in love with ourselves.
Lord Jesus, I want to thank You for all the good things You have given me and for the many gifts that bring me closer to You, deepen my knowledge of Your wonderful person, and allow me to renew and deepen my faith in You. But what my heart desires to thank You for most is the joy of life and existence that You give me every hour of the day, through Your actions within me, Your Christian self when I am awake, and for the physical and spiritual regeneration when I sleep and dream.
Jesus, it is truly beautiful to have You in my life and to spend time with You. I want to praise You for being alive among the living and Holy among the saints. Being united with You is not a privilege but a necessity. I thank You for being the true God with us and for Your presence, allowing us to see beyond appearances with the eyes of the spirit, and for being all the love that is within each of us.
And what did Padre Pio say during my blessed childhood? Padre Pio’s words are numerous and varied, from calls to faith, prayer, and spiritual strength, to warnings and advice addressed to those who turned to him in the confessional or in everyday life, such as: „Do what you want, not what others expect of you” and „Do not give up.” His most famous quotes are often cited as expressions of spiritual and human wisdom, such as: „Love forgets everything, forgives everything, gives everything without reservation.”
Today marks 231 years since an event that has forever been etched in the history of the Polish fight for freedom. After the defeat at the Battle of Maciejowice and Tadeusz Kościuszko’s capture by the Russians, Tomasz Wawrzecki assumed command of the insurrection. It was one of the last acts of the dramatic independence uprising, which went down in history as the Kościuszko Uprising – a symbol of the fight for freedom and independence of the Republic of Poland. Although the uprising ended in failure, its significance went far beyond military defeat. It became a testament to the nation’s determination and one of the foundations of the Polish independence tradition, to which the instigators of the uprisings and independence activists invoked in subsequent centuries.
Padre Pio loved me with a jealous love, and I didn’t have time to repay him, I think. „Do what you want,” he said when I was still a boy. „He even came from far away for my First Holy Communion. Because love gives everything without reservation. And I cannot bring myself to fully testify to Padre Pio, to solemnly commemorate him before the community of faith at the beginning of the third millennium of Christianity. In the comforts of today, I haven’t found within myself the strength or deeper motivation to throw myself into the vortex of my nation’s Christian destiny.” I am not yet ready to bear the most beautiful witness to the heroic virtues of Padre Pio, even among those closest to me collaborating laborers in the Lord’s vineyard — I feel, forgive me, merely one of the lepers in today’s Gospel of Jesus. Only in this way do I find myself on the path to heaven now. But I console myself that perhaps this is enough for God, so I don’t give up. This autumn, my trust is illuminated by the Warsaw music of the great Fryderyk, whose works and words resound with new power at the 19th Chopin Competition. I am dying… but do not die with me. Do not cry. I am happy. Amen.
_______
Stanisław Barszczak, Międzynarodowy Dzień Seniora 2025.
Najmilsi bracia i siostry
W kolejnym odcinku cyklu „O czym milczy historia” zanurzamy się w burzliwe życie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Znamy go jako autora niezapomnianych wierszy i mistrza słowa, patriotę i ikonę polskiej literatury. Ale czy to pełny obraz? Urszula Pawlik ujawnia drugą stronę tej fascynującej postaci. Za fasadą genialnego twórcy krył się człowiek zmagający się z nałogiem alkoholowym, uwikłany w kontrowersyjne powojenne decyzje, a także portretowany przez niektórych jako cynik i oportunista. Od hulaszczych imprez, przez trudne wybory, aż po osobiste demony… ten odcinek rzuca nowe światło na sprzeczności w życiu Gałczyńskiego.
Mam głęboko ukryte i niewyrażalne pragnienie czegoś wykraczającego poza codzienne życie. Zdaje mi się przestałem jeść mięso jakieś 50 lat temu, kiedy spojrzałem na kotlet wieprzowy na moim talerzu i pomyślałem, że symbolizuje on strach, ból i śmierć. Powiecie, głupstwo spoglądać w to, co było,
mokrą od łez źrenicą. Ale się dobrze gawędziło w Zagłobie a potem w restauracji Linda w Zabkowicach. Następnie w Częstochowie – ale się dobrze gawędziło z matką
i jadło w barze mlecznym na dojeździe.
Jak mi się dziś żyje, zupełnie dobrze, gdyby nie mamona i okazjonalne media. Kto kontroluje media, kontroluje umysły, stwierdził Noam Chomsky (ur. 1928), amerykański językoznawca teoretyczny, którego prace z lat 50. XX wieku zrewolucjonizowały lingwistykę, traktując język jako unikalnie ludzką, biologicznie uwarunkowaną zdolność poznawczą. Dzięki swojemu wkładowi w lingwistykę i dziedziny pokrewne, w tym psychologię poznawczą oraz filozofię umysłu i języka, Chomsky przyczynił się do zainicjowania i podtrzymania tego, co później nazwano „rewolucją poznawczą”.
Gdy ktoś się zapyta: „Jak ci się dziś wiedzie?” odpowiem z uśmiechem: „Jak najlepiej! – przecież.” Choć plecy wciąż bolą, a kolano strzyka, a czasem ze wzroku niewiele już wynika, to wciąż się uśmiecham – bo wiem, że to sztuka, by w sercu zachować i radość, i ducha.
14 grudnia 1962 roku sonda Mariner 2 NASA wykonała pierwszy udany przelot obok planety, mijając Wenus i przesyłając dane. Zmierzyła ona atmosferę i temperaturę powierzchni planety, co było pierwszą udaną misją naukową z zakresu planetologii. Wyobraźcie sobie, za rok wyszedłem z Domu Dziecka. I zacząłem robić wiele głupstw w życiu, których się nie wstydzę. Albowiem najlepsze chwile twojego życia to te małe, bezimienne chwile, które spędzasz uśmiechając się z kimś, kto jest dla ciebie ważny.
To zdanie przypomina nam, że szczęście tkwi w małych rzeczach. Wielkie osiągnięcia mogą przeminąć, ale ciche uśmiechy, wspólny śmiech i proste chwile z bliskimi pozostają wiecznymi skarbami. Prawdziwej radości nie znajdziemy w sławie ani bogactwie, ale w cieple bliskości.
Mamy jeszcze długą drogę przed sobą, aby odkryć nasz ludzki potencjał współczucia, altruizmu i miłości.
A tak poza tym, to nie wiem, co jeszcze wymyśli moja głowa i serce. Kiedyś w swym gabinecie na ulicy Narwik w Krakowie Stanisław Lem
zapisał: „Nie wiem, czy ręka ślepca i czułek ślimaczy Kiedy rzecz w sobie zamkną, czują tak jak ja Kiedy palce i pięść mą zaciskam, gdy znaczy W niej istnienia spoistość nagły kształt i trwa. Nie wiem, jakie atomów obroty i loty Powrozami unerwień rozpędzają dzwon Lany z gwiazd, lotu ptaków, żelaza tęsknoty I z wielkiego spokoju. Jestem jego sercem.”
Najmilszy czytelniku. Nigdy nie przepraszaj za to, że płoniesz zbyt jasno lub zapadasz się w siebie każdej nocy. Tak powstają galaktyki.
To hymn samoakceptacji. Nasza intensywność, zmagania i wrażliwość to nie wady, ale kosmiczne siły kształtujące to, kim jesteśmy. Niczym galaktyki, przebijamy się przez chaos. Nigdy nie umniejszaj siebie dla innych – zaakceptuj swój blask.
Taką a nie inną galaktyką była dla mnie matka. Byłem za młody, żeby wiedzieć, jak ją kochać. To zdanie odzwierciedla mój żal i niewinność. Czasami spotykamy właściwą osobę w niewłaściwym czasie. Młodość i niedojrzałość mogą pozbawić nas zdolności do prawdziwego docenienia miłości. Dopiero później zdajemy sobie sprawę, co straciliśmy.
Przyszedł czas męski, który zarumienił się w mym życiu wachlarzem podróży poza ojczyznę.
Nierzadko z wymuszonymi spacerami z najdalszych rejonów miast ku centrum. Nie zapomnę tak Porte Saint – Denis, która wciąż stoi w Paryżu. Zbudowany w 1672 roku przez Ludwika XIV dla upamiętnienia jego zwycięstw nad Renem, ten łuk triumfalny oznacza wejście na stary szlak na północ od Paryża. Pomnik stoi na granicy 2. i 10. dzielnicy.
Tam Grands Boulevards wciąż były pełne Citroënów, Peugeotów i Renault.
Oczywiście była potem Jerozolima, wieczne serce wiary, gdzie niebo i ziemia się spotykają. Następnie wielokrotnie bywałem w Italii. We Włoszech nie brakuje zapierających dech w piersiach kościołów, ale Chiesa della Beata Vergine del Soccorso w mieście Rovigo ma coś, co wyróżnia go spośród innych: ośmiokątny kształt. Nazywany „La Rotonda” ze względu na swoją unikalną architekturę, jest rzadkim przykładem ośmiobocznego kościoła katolickiego. Budowa rozpoczęła się w 1594 roku i uważa się, że architekt Francesco Zamberlan wybrał ośmiokątny kształt ze względu na symbolikę liczby osiem w religii chrześcijańskiej. Konstrukcja w rzeczywistości składa się z dwóch wielościanów: samego kościoła i ośmiobocznego ganku, który otacza go od zewnątrz. Jednak pomimo całej swojej geometrycznej intrygi, prawdziwy atut tego klejnotu Rovigo ujawnia się dopiero po wejściu do środka. Wewnętrzne ściany – wszystkie osiem – i sufit są w całości pokryte barokowymi malowidłami, freskami, rzeźbami i posągami. Bogate dekoracje przedstawiają życie Maryi, cuda i portrety znanych postaci z czasów panowania Wenecji, wplecione w sceny alegoryczne.
Naprzeciwko głównego wejścia znajduje się złoty ołtarz, pięknie zdobiony rzeźbami i posągami. W centrum, otoczony aniołami, znajduje się cudowny wizerunek Maryi z Dzieciątkiem Jezus spoczywającym na kolanach, trzymając różę. Uważa się, że w 1797 roku Napoleon siłą wjechał do kościoła konno, pozostawiając na posadzce odcisk kopyta. Za kościołem, w odosobnieniu, stoi dzwonnica. Pod zewnętrznym gankiem znajdują się liczne nagrobki upamiętniające ważne osoby i wydarzenia w historii Rovigo.
Wieczne miasto przeszedłem wzdłuż i wszerz. Szedłem także szlakiem Świętego Jana XXIII. W Bergamo,
tam mi bramę w końcu rozebrali. Ale wy możecie jeszcze jechać i zobaczyć włoskie perły. Bazylika Santa Maria Maggiore to nie tylko symbol Bergamo, ale także triumf architektury barokowej. Jej imponująca kopuła, ozdobiona filigranowymi sztukateriami, jest żywym świadectwem mistrzowskiego kunsztu i artystycznego blasku epoki baroku…
A w Warszawie teraz jesień. Bynajmniej nie złota, bez babiego lata. Od razu przywaliło nam nocą listopadową… Świat się wali i do tego jeszcze taka pogoda. Są oczywiście dobre strony. W #Varso ktoś miał fajną imprezę. Światło z reflektorów fajnie się rozpływało w chmurach nad miastem. Trzymajmy się. Musimy zachować nadzieję żywą. Wiosna już za pół roku.
O czym milczy historia? Chciałbym, żebyście usiedli wygodnie w fotelach. Antysemickie Chrześcijaństwo. Czy papieże uczyli nienawiści? Czy Kościół przez wieki torował drogę dla późniejszego Holocaustu? W jednym z odcinków „O czym milczy historia” Urszula Pawlik sięga do mrocznego dziedzictwa chrześcijaństwa, które przez stulecia pielęgnowało antyżydowską nienawiść. Na podstawie książki „Antysemickie chrześcijaństwo” autorstwa Artura Nowaka i Stanisława Obirka opowiada trudną historię o tym, jak katoliccy hierarchowie, święci i papieże kształtowali opowieść o Żydach jako winnych śmierci Jezusa, zakażonych, złych i niegodnych życia. Usłyszałem w programie mocne słowa: chrześcijaństwo uczy nas nienawiści. To inkwizycja, to wojny krzyżowe. Czy Chrystus istniał? Nie znamy statusu tego człowieka. W Wielki Piątek Bóg-człowiek umarł, w Wielką Sobotę Boga nie ma, w Niedzielę Żydzi pewnie wykradli tego Boga. Winni Żydzi, a nie Rzymianie. Taką jest idea Chrześcijan. To Izabela i Ferdynand forowali inkwizycję, i oni wygnali Żydów z Hiszpanii. Hitler wspierany przez Kościół. A w ogóle chrześcijaństwo zostało tutaj nazwane bezbrzeżnym morzem cierpienia. Antysemickie chrześcijaństwo, Ledóchowski, Kolbe, Hlond, Wyszyński. Kościół idealny. W programie nie podano żadnych zasług Kościoła, to wielki błąd.
Stephen Hawking zmarły niedawno ateista zauważył: „Ludzkość to tylko chemiczny osad na planecie średniej wielkości, krążącej wokół bardzo przeciętnej gwiazdy na peryferiach jednej ze stu miliardów galaktyk. Jesteśmy tak nieistotni, że nie mogę uwierzyć, że cały wszechświat istnieje dla naszego dobra. To tak, jakbym powiedział, że znikniesz, jeśli zamknę oczy”. Stephen William Hawking był angielskim fizykiem teoretycznym, kosmologiem i pisarzem, który w chwili śmierci był dyrektorem badań w Centrum Kosmologii Teoretycznej Uniwersytetu Cambridge.
A Kostek Ildefons Gałczyński nam nieustannie wyśpiewuje Romans: „Księżyc w niebie jak bałałajka, ech! za wstążkę by go tak ściągnąć i na serduszko — byłaby piosenka bardzo nieziemska o zakochanych aż do szaleństwa, nieludzko. Jeszcze by można rzekę w oddali i cień od dłoni, i woń konwalii dziką; ławkę przy murze, a mur przy sadzie i taką drogę, która prowadzi do nikąd.”
Świat stracił legendę – ale jej dziedzictwo trwa. Dziś oddajemy hołd dr Jane Goodall (1934-2025), pionierce, której dorobek życiowy pokazuje nam, że prawdziwe współczucie nie zna granic – między ludźmi, zwierzętami ani naszą planetą. Jej niezachwiane zaangażowanie w ochronę dzikiej przyrody i pielęgnowanie nadziei przypomina nam, że każde działanie, nawet najmniejsze, może zapoczątkować zmianę. Pójdźmy za jej przykładem i wybierajmy współczucie dla wszystkich istot żywych, każdego dnia.
Dr Jane Goodall poświęciła swoje życie zrozumieniu i ochronie zwierząt, przemawianiu w imieniu tych, którzy głosu nie mają, i inspirowaniu milionów ludzi do życia z większym współczuciem i troską o naszą planetę. Od przełomowych badań z udziałem szympansów w Tanzanii, po jej silny aktywizm na rzecz ochrony środowiska i praw zwierząt, Jane pokazała nam, że każda żywa istota ma znaczenie. Że empatia to siła. A ta zmiana zaczyna się od wyborów, których dokonujemy – każdego dnia. Jej własnymi słowami: „To, co robisz, ma znaczenie i musisz zdecydować, jaką zmianę chcesz wprowadzić.” Możemy uczcić jej dziedzictwo
wybórem stylu życia, który odzwierciedla wartości, których broniła: szacunek dla wszelkiego życia, mniejszy ślad węglowy na planecie i lepszy świat dla zwierząt.
„Mamy niezłomnego ducha, podejmiemy się rzeczy, które wydają się niemożliwe, i się nie poddamy. Natura jest niesamowicie odporna, jeśli tylko dasz jej szansę”.
Ziemia wydała 3000 bogów i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Na świecie istnieje 4200 religii. Ale tylko jeden grób jest pusty. Tylko jeden Człowiek zwyciężył grzech, śmierć i piekło na zawsze. Jest tylko jedna droga do nieba. Jego imię to Jezus.
A oto Słowa Papieża z Ewangelii według św. Łukasza 9, 57-62.
Dzisiaj Ewangelista przedstawia nam trzy postacie – można by rzec, trzy przypadki powołania – które rzucają światło na to, czego wymaga się od tych, którzy chcą iść za Jezusem aż do końca, całkowicie. (…) Aby iść za Jezusem, Kościół jest wędrowny, działa szybko, szybko i zdecydowanie. Wartość tych warunków postawionych przez Jezusa – wędrowności, szybkości i determinacji – nie polega na ciągłym mówieniu „nie” dobrym i ważnym rzeczom w życiu. Przeciwnie, nacisk kładziony jest na główny cel: stać się uczniem Chrystusa! Wolny i świadomy wybór, dokonany z miłości, aby odwzajemnić nieocenioną łaskę Boga, a nie po to, by promować siebie. To smutne! Biada tym, którzy myślą o pójściu za Jezusem dla własnej korzyści, to znaczy dla rozwoju kariery, poczucia się ważnymi lub zdobycia prestiżowej pozycji. Jezus pragnie, abyśmy byli pełni pasji dla Niego i dla Ewangelii. Tę żarliwą pasją, która przekłada się na konkretne gesty bliskości, bliskości z braćmi i siostrami najbardziej potrzebującymi przyjęcia i opieki. Dokładnie tak, jak On sam żył.
Będę tu, czekając i mając nadzieję, że każde Twoje wielkie marzenie się spełni, mój Jezu. I ja chciałbym odzwierciedlić moją tęsknotę i głęboką więź emocjonalną z Tobą Mistrzu, zarazem ukazywać piękno czekania z miłością i cierpliwością, w nadziei, że marzenia dzielone z kimś wyjątkowym staną się rzeczywistością. Miłość często wymaga od nas wytrwałości z wiarą, a to czekanie staje się cichą modlitwą o bycie razem.
Wiara w Jezusa Chrystusa powinna być częścią nas pod każdym względem. Na końcu drogi liczy się nie to, co mieliśmy, lecz czy to, co kochaliśmy, było warte drogi. Jezus przeszedł drogę cierpienia i umarł za nas. Jeśli Go kochasz i nie wstydzisz się Go, kliknij przycisk WhatsApp i napisz „Amen”, aby przyjąć błogosławieństwo przygotowane dla ciebie przez Jezusa, w Święto Aniołów Stróżów i Dzień Babci i Dziadka! Anioł Stróż opiekuje się i strzeże dziecka powierzonego mu przez Boga.
„Uważajcie, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”.
(Ewangelia wg św. Mateusza 18,10)
Maryja chciała wiedzieć, jak może być dziewicą i matką, a Józef chciał wiedzieć, jak może być dziewicą i ojcem. Potrzeba było anioła, aby zapewnić ich oboje, że Bóg znalazł sposób. Tylko ci, którzy słuchają głosów aniołów, mogą przeniknąć tę tajemnicę. Najmilsi. Z nami wędrują przez tę ziemię Anioły – może mieliśmy tych samych Józefów, Izydorów, których odkryliśmy w życiu dla siebie. Poeta Jan Sztaudynger na przykład, przywoływał Izydorów: „Jeszcze w chwili rozstania Odkryciaś dokonał Tuwimie, Że mój i twój ojciec Mieli to samo imię. I cieszyłeś się z tego, I ściskałeś mi ręce, Przed rozstaniem na zawsze, Jedno zbliżenie więcej.”
Najmilsi. Życie cię złamie, ale to nie koniec historii. Kochaj mimo wszystko. Poczuj wszystko. Zaryzykuj swoje serce. Właśnie dlatego tu jesteśmy. Nie uciekniemy od złamanego serca, ale możemy wybrać, by zasmakować słodyczy życia, zanim jabłka spadną z drzew.
Życie oznacza czasem bycie złamanym. Ale oznacza też kochanie, czucie i ryzykowanie wszystkiego dla piękna tego wszystkiego.
Siostro, bracie, odwagi ci życzę. Istnieją dwa brzegi samotności: ostatnie nuty, pierwsze słowa. Są takie spotkania w historii, które trwają ledwie chwilę, a echom ich nie ma końca. Rozbrzmiewają w dźwiękach muzyki, w szeleście przewracanych kartek z poezją, w cichej zadumie muzealnych witryn. Takim echem, podszytym nutą niespełnienia i głębokiej admiracji, jest historia spotkania dwóch wielkich duchów polskiego romantyzmu – Norwida i Chopina.
Słowa poety splatają się z muzyką kompozytora, stają się jednocześnie moim tłem do wieczornych rozmyślań o tej niezwykłej relacji. Relacji, która, niestety, zaistniała niemal wyłącznie po jednej stronie.
W naszych żywotach z pewnością zaistniały takie relacje, „urodziłem się albo przyszedłem za późno”.
W roku 1849, do paryskiego mieszkania Chopina zapuka Norwid.
Tamtej jesieni, on – Fryderyk Chopin – już nie był wirtuozem fortepianu. Był ledwie swoim cieniem. Człowiekiem gasnącym, naznaczonym piętnem choroby, otoczonym kręgiem znajomych, którzy w jego geniuszu wciąż postrzegali splendor salonów. Tymczasem jesienią roku 1849 jego świat skurczył się do przestrzeni między łóżkiem a instrumentem, a myśli krążyły wokół utraconej ojczyzny i dźwięków, które jako jedyne potrafiły tę utratę wyrazić.
Do takiego mieszkania Chopina wchodzi Norwid – poeta-tułacz, rzeźbiarz słowa, umysł przenikliwy, ten w człowieku i sztuce szukał nie blichtru, lecz prawdy i istoty.
Spotkali się za późno… To zdanie, tak często powtarzane, nosi w sobie ciężar nieodwracalnych strat. On – Norwid, od dawna zafascynowany muzyką Chopina, wreszcie stoi przed jej twórcą. Widzi jednak nie tyle artystę u szczytu sławy, co człowieka w ostatniej, przejmującej fazie życia. W oczach Chopina nie szukał poklasku, lecz zrozumienia. I to, co zobaczył i usłyszał, wstrząsnęło nim. Zauważył nie tyle muzyka, co raczej symbol – personifikację polskiego losu, geniusza przetwarzającego narodową tęsknotę w uniwersalne piękno.
Chopin, zamknięty w swoim cierpieniu, prawie nie był już w stanie ofiarować nowo poznanemu rodakowi-poecie niczego więcej niż zdawkową uprzejmość. Jego energia była na wyczerpaniu, a krąg bliskich mu osób – dawno zamknięty. Czy mógł w Norwidzie, człowieku często niezrozumianym, postrzeganym jako ekscentryk, dostrzec bratnią duszę? Duszę, która jako jedyna w pełni pojmowała, czym jest jego sztuka? Możemy tylko gdybać. Faktem pozostaje, że Norwid nie doczekał się od Chopina żadnych spektakularnych gestów przyjaźni. Został za to z wrażeniem, wspomnieniem i dojmującym poczuciem, że był świadkiem czegoś fundamentalnego: spotkania bratnich dusz.
Po śmierci kompozytora zaczyna się drugi akt tego dramatu – akt tworzenia. To, czego Norwid nie otrzymał od człowieka, postanowił oddać jego dziełu. Z poczucia niezrozumienia (jakim otoczenie obdarzyło Chopina już niedługo po śmierci), z oburzenia na powierzchowność paryskich nekrologów, narodził się jeden z najwspanialszych hołdów w polskiej literaturze – wiersz „Fortepian Szopena”.
W słynnych wersach: „I była w tym Polska, od zenitu / Wszechdoskonałości dziejów / Wzięta, w jednym momencie”, uchwycił istotę – zdolność Chopina do zamknięcia w dźwięku całej historii, chwały i upadku narodu.
Norwid nigdy nie pisał o Chopinie jako o sentymentalnym twórcy salonowych nokturnów. Widział w nim „Homera i Kochanowskiego ton”, artystę, który podniósł to, co ludowe i narodowe, do rangi absolutu, do „doskonałości-wypełnienia”. Stworzył jego mit, ale nie mit fałszywy – raczej odsłonił prawdę, której inni nie dostrzegali. Zbudował mu pomnik trwalszy niż z brązu, bo odlany z języka i głębokiego, filozoficznego zrozumienia.
Norwid rozumiał tak wiele, a sam był tak rzadko rozumiany, co za logika tej relacji – gorzka symetria losów. Obaj, Norwid i Chopin, byli w istocie swej drogi samotni. „Tęskno mi, Panie…” – pisał Norwid, słowami ujmując to, co Chopin zamykał w dźwiękach. Bo choć Chopin otoczony był uwielbieniem tłumów, w sercu swojej sztuki pozostawał niezgłębiony. Norwid zaś, wyprzedzając epokę, skazany został na artystyczną i egzystencjalną banicję. Może właśnie dlatego, że stali na dwóch brzegach tej samej rzeki samotności. Nadeszła chwila sprawiedliwości dziejowej, w której wielki poeta potrafił tak przenikliwie pojąć i opisać muzykę wielkiego kompozytora.
Ciągle mi mało tych niekłamanych wspomnień wszelakich. Podczas Mszy św. w ramach Jubileuszu Katechetów papież Leon XIV położył akcent na rodzinie jako uprzywilejowane miejsce przekazywania wiary i stwierdził, że katechizm ma zdolność do ochrony przed „indywidualizmem” i „niezgodami”. Katechizm jest instrumentem podróży, który chroni nas przed indywidualizmem i niezgodami, ponieważ potwierdza wiarę całego Kościoła katolickiego.
Katechizm nie wspiera indywidualizmu i niezgody. Zatem bracie, siostro pochowaj nasze kości w ziemi o północy. Mali bossowie wszędzie… Bądź przy mnie blisko, gdy świt jesienny Otula chłodem wrześniowych dni, Bądź przy mnie blisko, trzymaj za rękę I o nadziei opowiedz mi. Tam za oknami dni tak niepewne, Deszcz w szyby dzwoni i moknie świat, Zaśpiewaj dla mnie tamtą piosenkę, Której nie śpiewasz od tylu lat. Pamiętasz zapach tamtego lata, Gdy świerszcz nam do snu melodię grał? Mówiłeś do mnie – moja skrzydlata, Ja zawsze będę przy tobie stał. Spójrz – mgła za oknem niebo zasłania, Co z nami będzie? – odpowiedz mi, Z zaułków duszy strach się wyłania I patrzy w oczy malując łzy. Bądź przy mnie proszę, gdy los przekorny Z nieznanej przędzy dni nasze tka, Nie odchodź teraz, spójrz jak po szybie Spływa powoli ostatnia łza.
Zbliża się pierwszy październikowy weekend. Odwiedźmy zamek Bobolice. Jesień na Jurze zachwyca kolorami, a zamek w promieniach słońca wygląda naprawdę magicznie. To idealny moment na: spokojny spacer i odkrywanie zamku bez tłumów, piękne zdjęcia w złotych barwach jesieni, rodzinny wypad na świeżym powietrzu. Przyjedź w ten weekend i zakochaj się w jesiennym klimacie Bobolic!
Jak wiecie, idę przez życie z poezją pod pachą. Thomas Stearns Eliot (1888-1965) znany amerykańsko-angielski poeta, dramatopisarz, krytyk literacki i redaktor. Dzieła Eliota przekształciły współczesną poezję swoją głębią, złożonością i nowatorskim użyciem języka. Jego twórczość odzwierciedlała rozczarowanie pokolenia dotkniętego wojną, a jednocześnie poszukiwała duchowej odnowy i sensu, wyrażając lęki i nadzieje współczesności.
Do znanych wierszy Eliota należą: „Pieśń miłosna J. Alfreda Prufrocka” (1915), „Ziemia jałowa” (1922, w dobitny sposób wyraża rozczarowanie i alienację społeczeństwa po I wojnie światowej), „Wydrążeni ludzie” (1925),„Środa popielcowa” (1930) oraz „Cztery kwartety” (1943)
Kończę tutaj ten esej z przekonaniem, że Drogi Czytelnik w końcu musi wypocząć. Kochany, jesteś najwspanialszą, najkochańszą, najczulszą i najpiękniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem – i nawet to jest niedopowiedzeniem.
To wszystko, co mogę zrobić dla Ciebie teraz. Będę się tego trzymał i mam nadzieję, że będzie lepiej. I bądźcie błogosławieni.
Stanisław Barszczak, International Senior Citizens’ Day 2025. Dearest brothers and sisters In the next episode of the series „What History Is Silent About,” we delve into the turbulent life of Konstanty Ildefons Gałczyński. We know him as the author of unforgettable poems and a master of words, a patriot, and an icon of Polish literature. But is this the full picture? Urszula Pawlik reveals the other side of this fascinating figure. Behind the facade of a brilliant creator was a man struggling with alcohol addiction, entangled in controversial post-war decisions, and portrayed by some as a cynic and opportunist. From wild parties, through difficult choices, to personal demons… this episode sheds new light on the contradictions in Gałczyński’s life. I have a deeply hidden and inexpressible desire for something beyond everyday life. I think I stopped eating meat about 50 years ago when I looked at the pork chop on my plate and thought it symbolized fear, pain, and death. You’ll say it’s foolish to look at what wasthrough tear-soaked eyes. But we had good conversations in Zagłoba and then at the Linda restaurant in Zabkowice. Then in Częstochowa—but we had good conversations with our motherand ate at the milk bar on the way home. How I live today, quite well, if it weren’t for the money and the occasional media. Who controls the media, controls the minds, said Noam Chomsky (born 1928), an American theoretical linguist whose work in the 1950s revolutionized linguistics, treating language as a uniquely human, biologically determined cognitive ability. Through his contributions to linguistics and related fields, including cognitive psychology and the philosophy of mind and language, Chomsky helped initiate and sustain what was later called the „cognitive revolution.”When someone asks, „How are you doing today?” I’ll answer with a smile: „All the best!” Even though my back still hurts, my knee still aches, and sometimes my vision is blurry, I still smile—because I know it’s an art to keep both joy and spirit in my heart. On December 14, 1962, NASA’s Mariner 2 probe completed the first successful flyby of a planet, passing Venus and transmitting data. It measured the planet’s atmosphere and surface temperature, marking the first successful scientific mission in planetary science. Imagine, a year later, I left the orphanage. And I started doing many foolish things in life, of which I’m not ashamed. Because the best moments of your life are those small, nameless moments you spend smiling with someone important to you.This sentence reminds us that happiness lies in the little things. Great achievements may fade, but quiet smiles, shared laughter, and simple moments with loved ones remain eternal treasures. True joy is not found in fame or wealth, but in the warmth of closeness. We still have a long way to go to discover our human potential for compassion, altruism, and love. And besides, I don’t know what else my head and heart will invent. Once, in his office on Narvik Street in Krakow, Stanisław Lem wrote: „I don’t know if the blind man’s hand and the snail’s antenna, when they enclose a thing within themselves, feel as I do when I clench my fingers and fist, when it signifies the cohesion of existence, its sudden shape, and endures. I don’t know what atoms’ revolutions and flights, with cords of innervation, disperse the bell, cast from stars, the flight of birds, the iron of longing, and from great peace. I am its heart.” Dearest reader, never apologize for burning too brightly or for collapsing into yourself each night. This is how galaxies are created. This is a hymn to self-acceptance. Our intensity, struggle, and sensitivity are not flaws, but cosmic forces shaping who we are. Like galaxies, we break through the chaos. Never diminish yourself for others – accept your brilliance.
My mother was such a galaxy for me. I was too young to know how to love her. This phrase reflects my regret and innocence. Sometimes we meet the right person at the wrong time. Youth and immaturity can rob us of the ability to truly appreciate love. Only later do we realize what we’ve lost. My manhood came, which flushed my life with a series of journeys beyond my homeland.
Often with forced walks from the farthest reaches of cities to the center. I’ll never forget the Porte Saint-Denis, which still stands in Paris. Built in 1672 by Louis XIV to commemorate his victories on the Rhine, this triumphal arch marks the entrance to the old route north of Paris. The monument stands on the border of the 2nd and 10th arrondissements.The Grands Boulevards there were still full of Citroëns, Peugeots, and Renaults. Then, of course, there was Jerusalem, the eternal heart of faith, where heaven and earth meet. After that, I visited Italy many times. Italy has no shortage of breathtaking churches, but the Chiesa della Beata Vergine del Soccorso in Rovigo has something that sets it apart from the rest: its octagonal shape. Nicknamed „La Rotonda” for its unique architecture, , is a rare example of an octagonal Catholic church. Construction began in 1594, and it is believed that architect Francesco Zamberlan chose the octagonal shape because of the symbolism of the number eight in the Christian religion. The structure is actually composed of two polyhedrons: the church itself and the octagonal porch that surrounds it from the outside. However, despite all its geometric intrigue, the true beauty of this Rovigo jewel is revealed only upon entering. The interior walls—all eight of them—and the ceiling are entirely covered with Baroque paintings, frescoes, sculptures, and statues. The rich decorations depict the life of Mary, miracles, and portraits of famous figures from the time of Venetian rule, interwoven with allegorical scenes. Opposite the main entrance stands a golden altar, beautifully adorned with sculptures and statues. In the center, surrounded by angels, is a miraculous image of the Virgin Mary with the Child Jesus resting on her lap, holding a rose. It’s believed that in 1797, Napoleon forced his way into the church on horseback, leaving a hoofprint in the floor. Behind the church, in seclusion, stands the bell tower. Beneath the outer porch are numerous tombstones commemorating important figures and events in the history of Rovigo. I’ve walked the length and breadth of the Eternal City. I also followed the trail of Saint John XXIII. In Bergamo,
they finally demolished my gate there (sic!). But you can still go and see Italian pearls. The Basilica of Santa Maria Maggiore is not only a symbol of Bergamo but also a triumph of Baroque architecture. Its impressive dome, adorned with filigree stucco, is a living testament to the masterful craftsmanship and artistic splendor of the Baroque era. And now it’s autumn in Warsaw. Not golden at all, without an Indian summer. It immediately hit us on a November night… The world is falling apart, and on top of that, there’s this weather. There are, of course, good sides. Someone had a great party in #Varso. The light from the spotlights was melting nicely into the clouds above the city. Let’s hold on. We must keep hope alive. Spring is only six months away. What is history silent about? I want you to sit comfortably in your chairs. Anti-Semitic Christianity. Did the popes teach hatred? Did the Church pave the way for the later Holocaust for centuries? In an episode of „What is history silent about,” Urszula Pawlik delves into the dark legacy of Christianity, which for centuries nurtured anti-Jewish hatred. Based on the book „Anti-Semitic Christianity” by Artur Nowak and Stanisław Obirek, she tells the difficult story of how Catholic hierarchs, saints, and popes shaped the narrative of Jews as guilty of Jesus’ death, infected, evil, and unworthy of life. I heard some powerful words on the program: Christianity teaches us hatred. It’s the Inquisition, it’s the Crusades. Did Christ exist? We don’t know this man’s status. On Good Friday, the God-man died, on Holy Saturday, God is gone, on Sunday, the Jews probably stole this God. The Jews are to blame, not the Romans. This is the Christian idea. It was Isabella and Ferdinand who pushed the Inquisition, and they expelled the Jews from Spain. Hitler supported the Church. And Christianity in general is called a shoreless sea of suffering. Anti-Semitic Christianity, Ledóchowski, Kolbe, Hlond, Wyszyński. The ideal Church. The program doesn’t mention any of the Church’s contributions; that’s a huge mistake. Stephen Hawking, the recently deceased atheist, observed: „Humanity is just a chemical residue on a medium-sized planet orbiting a very average star on the outskirts of one of a hundred billion galaxies. We are so insignificant that I can’t believe the entire universe exists for our benefit. It’s like saying you’ll disappear if I close my eyes.” Stephen William Hawking was an English theoretical physicist, cosmologist, and writer who, at the time of his death, was Director of Research at the Centre for Theoretical Cosmology at the University of Cambridge. And Konstanty Ildefons Gałczyński continually sings to us his the Romance: „The moon in the sky like a balalaika, oh! If only it could be pulled down by a ribbon and onto a heart—it would be a very unearthly song about those madly in love, inhumanly so. There could also be a river in the distance, and the shadow of a hand, and the wild scent of lilies of the valley; a bench by a wall, and a wall by an orchard, and a road that leads nowhere.” The world has lost a legend – but her legacy endures. Today, we pay tribute to Dr. Jane Goodall (1934-2025), a pioneer whose life’s work shows us that true compassion knows no boundaries—between people, animals, or our planet. Her unwavering commitment to wildlife conservation and nurturing hope reminds us that every action, no matter how small, can spark change. Let us follow her example and choose compassion for all living things, every day. Dr. Jane Goodall has dedicated her life to understanding and protecting animals, speaking up for those who have no voice, and inspiring millions to live with greater compassion and care for our planet. From groundbreaking research, From her work with chimpanzees in Tanzania, to her powerful activism for environmental protection and animal rights, Jane has shown us that every living thing matters. That empathy is power. And this change begins with the choices we make—every day. In her own words: „What you do matters, and you must decide what change you want to make.” We can honor her legacy by choosing a lifestyle that reflects the values she championed: respect for all life, a smaller carbon footprint on the planet, and a better world for animals.
We have an indomitable spirit; we will take on things that seem impossible, and we will not give up. Nature is incredibly resilient if you give it a chance. The Earth has produced 3,000 gods and has not yet spoken its last word. There are 4,200 religions in the world. But only one tomb is empty. Only one Man has conquered sin, death, and hell forever. There is only one way to heaven. His name is Jesus. And these are the Pope’s words from the Gospel of John. Luke 9:57-62.Today the Evangelist presents us with three figures—one might say, three cases of vocation—that illuminate what is required of those who want to follow Jesus to the end, completely. (…) To follow Jesus, the Church is itinerant, acting swiftly, quickly, and decisively. The value of these conditions set by Jesus—itinerant, swift, and decisive—does not lie in constantly saying „no” to the good and important things in life. On the contrary, the emphasis is on the main goal: becoming a disciple of Christ! A free and conscious choice, made out of love, to reciprocate God’s invaluable grace, not for the sake of self-promotion. This is sad! Woe to those who think of following Jesus for their own benefit, that is, to advance their career, feel important, or gain a prestigious position. Jesus desires us to be filled with passion for Him and for the Gospel. This fervent passion, which translates into concrete gestures of closeness, closeness to our brothers and sisters most in need of acceptance and care. Exactly as He Himself lived. I will be here, waiting and hoping that every great dream of Yours will come true, my Jesus. I, too, would like to reflect my longing and deep emotional bond with You, Master, and at the same time, show the beauty of waiting with love and patience, in the hope that dreams shared with someone special will become a reality. Love often requires us to persevere with faith, and this waiting becomes a silent prayer for togetherness. Faith in Jesus Christ should be part of us in every way. At the end of the journey, what matters is not what we had, but whether what we loved was worth the journey. Jesus walked the path of suffering and died for us. If you love Him and are not ashamed of Him, click the WhatsApp button and write „Amen” to receive the blessing Jesus has prepared for you on the Feast of the Guardian Angels and Grandparents’ Day! The Guardian Angel watches over and guards the child entrusted to him by God. „See that you do not despise one of these little ones; for I tell you, in heaven their angels always behold the face of my Father who is in heaven.”(Matthew 18:10)
Mary wanted to know how she could be a virgin and a mother, and Joseph wanted to know how she could be a virgin and a father. It took an angel to assure them both that God had found a way. Only those who listen to the voices of angels can penetrate this mystery. Beloved. Angels walk with us on this earth—perhaps we had the same Josephs and Isidores whom we discovered in our own lives. The poet Jan Sztaudynger, for example, recalled the Isidores: „Even at the moment of parting, Tuwim, you discovered that my father and yours had the same name. And you rejoiced in it, and you squeezed my hands, before parting forever, one more closeness.” My dearest. Life will break you, but that’s not the end of the story. Love despite everything. Feel everything. Risk your heart. That’s why we’re here. We can’t escape a broken heart, but we can choose to taste the sweetness of life before the apples fall from the trees.Life sometimes means being broken. But it also means loving, feeling, and risking everything for the beauty of it all. Sister, brother, I wish you courage. There are two shores of loneliness: the last notes, the first words. There are encounters in history that last but a moment, and their echoes are endless. They resonate in the sounds of music, in the rustle of turning poetry pages, in the quiet contemplation of museum display cases. Such an echo, tinged with a note of unfulfillment and profound admiration, is the story of the meeting of two great spirits of Polish Romanticism – Norwid and Chopin. The poet’s words intertwine with the composer’s music, simultaneously becoming the backdrop for my evening reflections on this extraordinary relationship. A relationship that, unfortunately, existed almost exclusively on one side.
Such relationships, „I was born or I came too late,” have certainly occurred in our lives. In 1849, Chopin arrived at his Paris apartment. That autumn, he – Fryderyk Chopin – was no longer a piano virtuoso. He was merely a shadow of himself. A fading man, scarred by illness, surrounded by a circle of friends who still saw in his genius the splendor of the salons. Meanwhile, in the autumn of 1849, his world had shrunk to the space between bed and instrument, and his thoughts revolved around his lost homeland and the sounds that alone could express this loss.
Norwid entered Chopin’s apartment – a wandering poet, a sculptor of words, a penetrating mind, one who sought not glitz in people and art, but truth and essence. They met too late… This phrase, so often repeated, carries the weight of irreversible loss. He – Norwid, long fascinated by Chopin’s music, finally stands before its creator. However, he sees not so much an artist at the peak of his fame, but a man in the final, poignant phase of his life. In Chopin’s eyes, he sought not applause, but understanding. And what he saw and heard shocked him. He saw not so much a musician as a symbol – the personification of Polish fate, a genius transforming national longing into universal beauty. Chopin, trapped in his suffering, was almost unable to offer his newfound compatriot-poet anything more than perfunctory kindness. His energy was drained, and his circle of loved ones had long since closed. Could he have seen a kindred spirit in Norwid, a man often misunderstood and perceived as an eccentric? A soul that alone fully understood the essence of his art? We can only speculate. The fact remains that Norwid received no spectacular gestures of friendship from Chopin. Instead, he was left with an impression, a memory, and a poignant sense that he had witnessed something fundamental: the meeting of kindred spirits. After the composer’s death, the second act of this drama begins – the act of creation. What Norwid did not receive from the man, he decided to give to his work. Out of the feeling of incomprehension (which Chopin’s surroundings bestowed upon him shortly after his death), out of outrage at the superficiality of the Parisian obituaries, one of the greatest tributes in Polish literature was born – the poem „Chopin’s Piano.” In the famous lines: „And there was Poland in it, from the zenith / The all-perfection of history / Taken, in a single moment,” he captured its essence – Chopin’s ability to encapsulate in sound the entire history, the glory and fall of a nation.
Norwid never wrote of Chopin as a sentimental composer of salon nocturnes. He saw in him „the tone of Homer and Kochanowski,” an artist who elevated the folk and national to the rank of absolute, to „perfection-fulfillment.” He created his myth, but not a false myth – rather, he revealed a truth that others had failed to see. He built a monument to him more lasting than bronze, for it was cast in language and a profound, philosophical understanding. Norwid understood so much, yet was so rarely understood himself. What a logic to this relationship – a bitter symmetry of fate. Both Norwid and Chopin were essentially lonely on their journeys. „I miss you, Lord…” wrote Norwid, expressing in words what Chopin encapsulated in sounds. For although Chopin was surrounded by the adoration of the multitudes, at the heart of his art he remained unfathomable. Norwid, however, ahead of his time, was condemned to artistic and existential exile. Perhaps precisely because they stood on opposite banks of the same river of loneliness. A moment of historical justice had arrived, in which the great poet was able to so perceptively understand and describe the music of the great composer. I still can’t get enough of all these genuine memories. During Mass as part of the Jubilee of Catechists, Pope Leo XIV emphasized the family as the privileged place for transmitting the faith and stated that the catechism had the ability to protect against „individualism” and „discord.” The Catechism is a journey instrument that protects us from individualism and discord, because it affirms the faith of the entire Catholic Church. The Catechism does not support individualism and discord. So, brother, sister, bury our bones in the ground at midnight. Little bosses everywhere… Be close to me when the autumn dawn envelops the chill of September days. Be close to me, hold my hand, and tell me about hope. There, beyond the windows, days are so uncertain. Rain rattles the panes and soaks the world. Sing that song for me, which you haven’t sung for so many years. Do you remember the scent of that summer, when the cricket played its melody to us to sleep? You said to me, „My winged one, I will always stand by you.” Look, the fog outside the window obscures the sky. What will become of us? Answer me. Fear emerges from the corners of your soul and looks into your eyes, painting tears. Please, be with me when the perverse fate weaves our days from unknown yarn. Don’t leave now, look how the last tear slowly flows down the windowpane. The first October weekend is approaching. Let’s visit Bobolice Castle. Autumn in the Jura region delights with its colors, and the castle looks truly magical in the sunlight. It’s the perfect time for: a quiet walk and exploring the castle without the crowds, beautiful photos in golden colors od autumn, a family getaway in the fresh air. Come this weekend and fall in love with the autumnal atmosphere of Bobolice!
As you know, I go through life with poetry under my arm. Thomas Stearns Eliot (1888-1965) was a renowned American-English poet, playwright, literary critic, and editor. Eliot’s works transformed contemporary poetry with their depth, complexity, and innovative use of language. His work reflected the disillusionment of a generation affected by war, while simultaneously seeking spiritual renewal and meaning, expressing the fears and hopes of modernity. Eliot’s famous poems include „The Love Song of J. Alfred Prufrock” (1915), „The Waste Land” (1922, powerfully expressing society’s disillusionment and alienation after World War I), „The Hollow Men” (1925), „Ash Wednesday” (1930), and „Four Quartets” (1943).
I end this essay here with the conviction that, dear reader, you must finally rest. My dear, you are the most wonderful, loving, tender, and beautiful person I have ever known – and even that is an understatement. That is all I can do for you now. I will hold on to this and hope for the best. May you be blessed.
______
Stanisław Barszczak, Send your guardian angel to me (Open Letter to His Holiness Leo XIV)
His Holiness Leo XIV, Vatican
I am priest od Czestochowa and author of books. After serving as a priest in parishes, I was separated from daily pastoral duties, although I still strive to fully fulfill my priesthood in the body of Christ. However, reality discourages me from fulfilling my vocation, and I’ve been considering becoming involved in the Church of Jesus Christ of Latter-day Saints for a while, which also operates in Poland. I know that hard work is a choice. Attitude is a choice. Discipline is a choice. Doing extra is a choice. Excellence is a choice. I think it is time to let go of people who have let go of you. I don’t find the opportunity to do this. What more do I know today, one od the most courageous decisions you’ll every make is to finally let go of what is hurting your heart and soul. I once started thinking according to the proverb if it’s not yours, don’t take it. If it’s not right don’t do it. If it’s not true don’t say it. If you don’t know be quiet. The present is the only place life ever happens, yet it is the place we visit the least. Poland is undergoing the metamorphoses of a new change. I am proud of myself. I live every part of who I am. I am doing the best I can with what I have. The best decision I ever made was to be quiet. I have nothing to prove. I’m not convincing anyone that I’m a great person. I’m not fighting for anyone to see my worth. Whatever you do is on you. Just hope you don’t regret it. As for me, I’m moving forward, free and at peace.
There are many wonders to behold in our era, visit unearthly landscapes in America, Devils tower in Wyoming, Reflection Canyon in Utah Shaped by the Colorado River, Reflection Canyon creates a surreal landscape where the water mirrors the red rock formations. Together we create unforgettable moments in the world, some are created by the threat of nature and indescribable, such as earthquakes, floods, fires and tornadoes, others are the work of humans, such as bullfights or the blood-curdling performances of professional athletes. But there are also a huge number of fears and threats related to the others cataclysms, famines and epidemics appearing everywhere on the globe.
Like Christians, we are on the path to eternal salvation. Here, whoever has reached Calvary always heads to the altar. Unfortunately, as the representative of Jesus Himself, I am being removed from the altar of our Lord and God. Is the fault solely mine, due to my ambition to speak the whole truth, or rather, have those individuals in Christ’s Church who are now depriving me of my priestly authority ceased to be authentic servants of Christ’s altar?
Many years of my much-lamented priesthood have passed, and I can barely participate in Holy Mass, and even then only in select churches, even though I carry a cross through life perhaps greater than that of other apostles of the altar. This does not contribute to the authenticity of my priesthood, I believe. A major change is needed in this matter.
My hands were anointed with this same oil at the moment of my priestly ordination. It was then that each of us was endowed with certain charisms, and moreover, the abilities to exercise them, but I cannot say whether the differences here, which have grown over time, will finally contribute to final mutual reconciliation. I offer fervent prayers to God in this matter every day. Christ foresaw our weaknesses, which is why, in addition to the sacrament of the Eucharist, he left us the sacrament of penance in his will. The latter is a preventive sacrament. It is not about adapting to our sins, but about protection from sin.
There are three theological (divine) virtues: faith, hope, and love. But there are also cardinal virtues. The main cardinal virtues are prudence, justice, temperance, and fortitude. These are moral virtues considered the foundation of human ethics, from which other virtues either derive or are subordinated. The name „cardinal” comes from the Latin word „cardo,” meaning hinge, which indicates their fundamental importance. Prudence (Latin prudentia): Enables reason to recognize good and choose the appropriate means to achieve it. Justice (Latin: iustitia): Consists of giving God and others what is rightfully theirs. Temperance (Latin: temperantia): Facilitates self-control and making difficult choices to achieve higher values. Personally, I have shied away from this virtue. I believed in Jesus in everything, and I also believed strongly that a person should not die before birth, I was wrong. There is only today, there is no history, I thought so for too long.
I move on to the virtue of courage. Fortitude (Latin: fortitudo): Gives strength to overcome difficulties on the path to perfection. However, it is now a time of war. And our lives are undergoing transformation. Justice as virtue should be especially considered in times of war. St. Thomas Aquinas said that justice consists in giving everyone what is theirs, in giving everyone what is rightfully theirs. We should follow Jesus in this very way – and in a Trinitarian manner. In the Holy Trinity, the Father is the source of everything, the Son through incarnation and redemption reveals God, and the Holy Spirit strengthens and guides believers. We are to safeguard these things based on virtue. Laws do not always belong to the legal order of society. We are to open ourselves to God’s laws. St. Padre Pio said: If you have problems, send me your guardian angel. Dearest, lean on your guardian angel. During Holy Mass, we also want to offer God our pains, so that we may be happy with Him.
Finally, once again, the prayer my earthly mother taught me. Mother of God, Immaculate Mary, to you I consecrate my body and soul, all my prayers and works, counsels and sufferings. I leave you complete freedom to use me for the salvation of people and to help the Holy Church, of which you are the mother. I know that I can accomplish nothing by my own strength. You, however, can do everything and always conquer. Therefore, mother of beautiful love and advocate of the faithful, grant that my homeland and the entire Church may be the true kingdom of your son and our God. May the Mother of God resolve this matter in the best possible way, with the participation of her son Jesus, our Lord and God. With filial devotion on the Feast of Our Lady of Częstochowa
Stanisław Barszczak, Polish priest
______
Stanisław Barszczak, Mandami il tuo angelo custode (Lettera aperta a Sua Santità Leone XIV)
Sua Santità Leone XIV, Vaticano
Sono sacerdote di Czestochowa e autore di libri. Dopo aver servito come sacerdote nelle parrocchie, sono stato separato dai doveri pastorali quotidiani, sebbene mi sforzi ancora di adempiere pienamente al mio sacerdozio nel corpo di Cristo. Tuttavia, la realtà mi scoraggia dal realizzare la mia vocazione e da un po’ di tempo sto pensando di entrare a far parte della Chiesa di Gesù Cristo dei Santi degli Ultimi Giorni, che opera anche in Polonia. So che il duro lavoro è una scelta. L’atteggiamento è una scelta. La disciplina è una scelta. Fare di più è una scelta. L’eccellenza è una scelta.
Penso che sia giunto il momento di lasciare andare le persone che ti hanno lasciato andare. Non trovo l’opportunità di farlo. Cosa so di più oggi? Una delle decisioni più coraggiose che tu possa mai prendere è quella di lasciare finalmente andare ciò che ferisce il tuo cuore e la tua anima. Una volta ho iniziato a pensare secondo il proverbio: se una cosa non è tua, non prenderla. Se non è giusta, non farla. Se non è vera, non dirla. Se non la sai, taci. Il presente è l’unico posto in cui la vita accade, eppure è il posto che visitiamo meno. La Polonia sta attraversando le metamorfosi di un nuovo cambiamento. Sono orgoglioso di me stesso. Vivo ogni aspetto di ciò che sono. Sto facendo del mio meglio con quello che ho. La decisione migliore che abbia mai preso è stata quella di tacere. Non ho nulla da dimostrare. Non sto convincendo nessuno di essere una brava persona. Non sto lottando perché qualcuno veda il mio valore. Qualunque cosa tu faccia, dipende da te. Spero solo che tu non te ne penta. Quanto a me, vado avanti, libero e in pace.
Ci sono molte meraviglie da ammirare nella nostra epoca, visitate paesaggi ultraterreni in America, la Devils Tower nel Wyoming, il Reflection Canyon nello Utah. Modellato dal fiume Colorado, il Reflection Canyon crea un paesaggio surreale dove l’acqua riflette le formazioni rocciose rosse. Insieme creiamo momenti indimenticabili nel mondo, alcuni creati dalla minaccia della natura e indescrivibili, come terremoti, inondazioni, incendi e tornado, altri sono opera dell’uomo, come le corride o le prestazioni agghiaccianti degli atleti professionisti. Ma ci sono anche un’enorme quantità di paure e minacce legate ad altri cataclismi, carestie ed epidemie che si verificano ovunque nel mondo.
Come i cristiani, siamo sulla via della salvezza eterna. Qui, chiunque abbia raggiunto il Calvario si dirige sempre verso l’altare. Purtroppo, come rappresentante di Gesù stesso, vengo rimosso dall’altare del nostro Signore e Dio. La colpa è solo mia, dovuta alla mia ambizione di dire tutta la verità, o piuttosto, quegli individui nella Chiesa di Cristo che ora mi stanno privando della mia autorità sacerdotale hanno cessato di essere autentici servitori dell’altare di Cristo?
Sono trascorsi molti anni del mio tanto compianto sacerdozio, e riesco a malapena a partecipare alla Santa Messa, e anche allora solo in chiese selezionate, nonostante porti una croce per tutta la vita forse più grande di quella di altri apostoli dell’altare. Questo non contribuisce all’autenticità del mio sacerdozio, credo. È necessario un cambiamento radicale in questa questione.
Le mie mani sono state unte con questo stesso olio al momento della mia ordinazione sacerdotale. È stato allora che ognuno di noi è stato dotato di determinati carismi e, soprattutto, della capacità di esercitarli, ma non posso dire se le differenze qui, che sono aumentate nel tempo, contribuiranno finalmente alla riconciliazione reciproca finale. Offro fervide preghiere a Dio per questa questione ogni giorno. Cristo ha previsto le nostre debolezze, ed è per questo che, oltre al sacramento dell’Eucaristia, ci ha lasciato nel suo testamento anche il sacramento della penitenza. Quest’ultimo è un sacramento preventivo. Non si tratta di adattarsi ai nostri peccati, ma di proteggerci dal peccato.
Ci sono tre virtù teologali (divine): fede, speranza e carità. Ma ci sono anche virtù cardinali. Le principali virtù cardinali sono la prudenza, la giustizia, la temperanza e la fortezza. Queste sono virtù morali considerate il fondamento dell’etica umana, da cui derivano o sono subordinate altre virtù. Il termine „cardinale” deriva dal latino „cardo”, che significa cardine, a indicare la loro fondamentale importanza. Prudenza (latino: prudentia): consente alla ragione di riconoscere il bene e di scegliere i mezzi appropriati per raggiungerlo. Giustizia (latino: iustitia): consiste nel dare a Dio e agli altri ciò che è loro di diritto. Temperanza (latino: temperantia): facilita l’autocontrollo e il compiere scelte difficili per raggiungere valori più elevati. Personalmente, ho sempre evitato questa virtù. Credevo in Gesù in ogni cosa, e credevo fermamente che una persona non dovesse morire prima di nascere, ma mi sbagliavo. Esiste solo l’oggi, non la storia, l’ho pensato per troppo tempo.
Passo alla virtù del coraggio. Fortezza (latino: fortitudo): dà la forza di superare le difficoltà sul cammino verso la perfezione. Tuttavia, ora è un tempo di guerra. E le nostre vite stanno subendo una trasformazione. La giustizia come virtù dovrebbe essere particolarmente considerata in tempo di guerra. San Tommaso d’Aquino diceva che la giustizia consiste nel dare a ciascuno ciò che gli appartiene, nel dare a ciascuno ciò che gli spetta di diritto. Dovremmo seguire Gesù proprio in questo modo, e in modo trinitario. Nella Santissima Trinità, il Padre è la fonte di ogni cosa, il Figlio attraverso l’incarnazione e la redenzione rivela Dio, e lo Spirito Santo rafforza e guida i credenti. Dobbiamo salvaguardare queste cose basandoci sulla virtù. Le leggi non sempre appartengono all’ordine giuridico della società. Dobbiamo aprirci alle leggi di Dio. San Padre Pio diceva: Se hai problemi, mandami il tuo angelo custode. Carissimo, appoggiati al tuo angelo custode. Durante la Santa Messa, vogliamo anche offrire a Dio le nostre pene, affinché possiamo essere felici con Lui.
Infine, ancora una volta, la preghiera che mi ha insegnato mia madre terrena. Madre di Dio, Maria Immacolata, a te consacro il mio corpo e la mia anima, tutte le mie preghiere e opere, i miei consigli e le mie sofferenze. Ti lascio piena libertà di servirti di me per la salvezza delle persone e per aiutare la Santa Chiesa, di cui sei la madre. So che non posso realizzare nulla con le mie forze. Tu, invece, puoi tutto e vincere sempre. Pertanto, Madre del bell’amore e Avvocata dei fedeli, fa’ che la mia patria e l’intera Chiesa siano il vero regno del tuo Figlio e nostro Dio. Che la Madre di Dio risolva questa questione nel miglior modo possibile, con la partecipazione del suo Figlio Gesù, nostro Signore e Dio. Con filiale devozione nella festa della Madonna di Częstochowa
Stanisław Barszczak, sacerdote polacco
________
Stanisław Barszczak, Pieśń o Bogu ukrytym
Rysiu najdroższa. Piękny słoneczny listopadowy dzień, święto zmarłych, to już Twoje drugie takie święto, a ja dalej tęsknię za Tobą. Zapaliłem światełko na grobie, kwiaty położyłem i w zadumie do domu wróciłem, gdzie wszystko mi ciebie przypomina. Mam wrażenie, że jesteś ze mną, bo tego pragnę, bo tego chcę. Bóg do siebie zabrał ciebie, ale to był wielki błąd. Do mnie przecież należałaś i żyć dalej ze mną chciałaś. RozdzIelono nas, choć tyle pięknej miłości było w nas. Ja tak trochę się buntuję, bo bardzo ciebie potrzebuję byś była i jeszcze ze mną żyła. Pamiętam ciebie Rysiu.
Gabi
Byłem dziś u ciebie i zobaczyłem skrzydła rozpostarte na niebie. Pięknie ułożone – były trzy. Te dwa jakby twoje, a to trzecie?? Może trzecie jest już moje? Kochana, jaka radość by to była, gdybym już do ciebie dołączył. Ale jest inaczej – ja tu, Ty tam a ja we wspomnieniach zatopiony. Jaką drogą błądzą myśli moje, choć wiatr w oczy wieje? Dlaczego po obłokach błądzę marzeniami, wypatrując miłości straconej, wyśnionej? Dlaczego ręce wciąż puste, wciąż szukają, nie znajdują dotyku twojego, i uśmiechu ciepłego? Dlaczego tak się stało? Dlaczego?? Nie byłem na to gotowy! Tęsknię!
Gabi
Spotkałem Ciebie na prostej drodze, jakkolwiek ona tylko dalszą bywa, w rozwidleniach życia. Nie była wybrana, albowiem ty mi ją przygotowałaś. Są ścieżyny różne, mniej szczęśliwe, którymi ludzie zdążają także do nieba. Szczęście to podróż, którą trzeba odbyć, pragnąć jej i w niej żyć. Życie składa się z takich chwil, w których możesz wyruszyć w podróż ku własnemu, autentycznemu doświadczeniu. Połącz chwile, jak kropki na kartce papieru lub gwiazdy na niebie, i przekuwając myśli w czyny, stwórz swój własny, osobisty plan.
Jak to jest okrutne, tęsknić za kimś, kto palcem nie ruszy, by tęsknić za tobą. Ból zmienia człowieka, nie po to by go złamać, ale by pokazać, jak bardzo potrafimy być silni. Syn Boga o nas pamiętał kiedy mówił: do królestwa Bożego wchodźcie przez ciasną bramę. Weź dziś głęboki oddech, wiedząc, że nawet te chwile, które wydają się bezsensowne, tak naprawdę zbliżają Cię do wymarzonego życia, które już woła Twoje imię. Zaufaj więc procesowi. Zaufaj swojemu stawaniu się.
Trzeba wybierać najmądrzej! Jestem w miejscu, w którym mam być. Bo spotkałem przyjaciela wcześnie w życiu. Nie muszę już gonić, udowadniać, porównywać się, mogę po prostu być – sobą, prawdziwie, z całą swoją historią. Każdy dzień przynosi mi nowe zrozumienie. Każdy oddech przypomina, że mam w sobie spokój i siłę. Zasługuję na dobro, które płynie w moją stronę. I potrafię dawać dobro – sobie i światu.
Drogi Boże. Piszę, aby Ci podziękować. Byłeś dla mnie taki dobry. Moje dni często są trudne, ale patrząc wstecz na moje życie, widzę, że zawsze byłeś ze mną w chwilach wzlotów i upadków. Może nie mam wszystkiego, czego chcę, ale mam wszystko, czego potrzebuję. Życie nie zawsze jest łatwe, ale to w porządku, bo mam Ciebie i nigdy nie jestem sam. Będę spokojny i ufać Twojej obecności w moim życiu. Dziękuję Ci, Boże. Z całego serca będę Ci nadal ufać. Amen.
ksiądz Stanisław
(Wszechświat Cię wspiera. Wpisz TAK, jeśli to do Ciebie przemawia i podziel się swoimi przemyśleniami)
______
Stanisław Barszczak, Song of the Hidden God
Rysia, my dearest. A beautiful, sunny November day, All Saints’ Day, this is your second such holiday, and I still miss you. I lit a candle on the grave, laid flowers, and returned home in contemplation, where everything reminds me of you. I have the feeling that you are with me because you desire it, because I want it. God took you to himself, but that was a big mistake. You belonged to me, after all, and you wanted to continue living with me. We were separated, even though there was so much beautiful love between us. I rebel a little because I need you so much to be there and still live with me. I remember you, Rysia.
Gabi
I was with you today and saw wings spread in the sky. Beautifully arranged – there were three. These two seemed to be yours, and this third one?? Maybe the third one is already mine? My dear, what joy it would be to join you. But it’s different – me here, you there, and I’m lost in memories. What path do my thoughts wander, even though the wind blows in my eyes? Why do I wander through the clouds with dreams, searching for a lost, dreamed-of love? Why are my hands still empty, still searching, never finding your touch and warm smile? Why did this happen? Why?? I wasn’t ready for this! I miss you!
Gabi
I met you on a straight path, however long it may be, at the forks in life. It wasn’t chosen, because you prepared it for me. There are different, less fortunate paths, which people also take to heaven. Happiness is a journey you must take, desire, and live in. Life is made up of moments in which you can embark on a journey toward your own authentic experience. Connect moments, like dots on a piece of paper or stars in the sky, and by turning thoughts into actions, create your own personal plan.
How cruel it is to miss someone who won’t lift a finger to miss you. Pain changes a person, not to break them, but to show how strong we can be. The Son of God remembered us when he said: Enter the kingdom of God through the narrow gate. Take a deep breath today, knowing that even those moments that seem meaningless are actually bringing you closer to your dream life, which is already calling your name. So trust the process. Trust your own becoming.
You have to choose wisely! I am where I am meant to be. Because I met a friend early in life. I no longer have to chase, prove, or compare myself; I can simply be – myself, truly, with my whole story. Each day brings me new understanding. Each breath reminds me that I have peace and strength within me. I deserve the good that flows my way. And I can give good – to myself and to the world.
Dear God, I am writing to thank you. You have been so good to me. My days are often difficult, but looking back on my life, I see that You have always been with me through the ups and downs. I may not have everything I want, but I have everything I need. Life isn’t always easy, but that’s okay because I have You, and I’m never alone. I will be at peace and trust Your presence in my life. Thank You, God. I will continue to trust You with all my heart. Amen.
priest Stanisław
(The universe supports you. Type YES if this resonates with you and share your thoughts.)
Stanisław Barszczak, Ześlij mi swojego anioła stróża (List otwarty do Jego Świątobliwości Leona XIV)
Jego Świątobliwość Leon XIV, Watykan
Jestem księdzem z Częstochowy i autorem książek. Po posłudze duszpasterskiej w parafiach zostałem odsunięty od codziennych obowiązków duszpasterskich, choć nadal dążę do pełnego wypełniania mojego kapłaństwa w ciele Chrystusa. Jednak rzeczywistość zniechęca mnie do wypełniania mojego powołania i od jakiegoś czasu rozważam zaangażowanie się w Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, który działa również w Polsce. Wiem, że ciężka praca to wybór. Postawa to wybór. Dyscyplina to wybór. Robienie czegoś więcej to wybór. Doskonałość to wybór. Myślę, że nadszedł czas, aby pozwolić odejść ludziom, którzy pozwolili odejść tobie. Nie znajduję ku temu okazji. Co więcej, wiem dzisiaj, że jedną z najodważniejszych decyzji, jaką kiedykolwiek podejmiesz, jest ostateczne uwolnienie się od tego, co rani twoje serce i duszę. Kiedyś zacząłem myśleć zgodnie z przysłowiem: jeśli nie twoje, nie bierz. Jeśli nie jest słuszne, nie rób tego. Jeśli nie jest prawdą, nie mów tego. Jeśli nie wiesz, bądź cicho. Teraźniejszość to jedyne miejsce, w którym toczy się życie, a jednak to miejsce, które odwiedzamy najrzadziej. Polska przechodzi metamorfozę nowej zmiany. Jestem z siebie dumny. Żyję każdą częścią siebie. Robię, co mogę, z tym, co mam. Najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjąłem, było milczenie. Nie mam nic do udowodnienia. Nie przekonuję nikogo, że jestem wspaniałym człowiekiem. Nie walczę o to, żeby ktokolwiek dostrzegł moją wartość. Cokolwiek zrobisz, to twoja sprawa. Mam tylko nadzieję, że tego nie pożałujesz. Ja idę naprzód, wolny i spokojny.
W naszych czasach jest wiele cudów do podziwiania, odwiedź nieziemskie krajobrazy w Ameryce, Wieżę Diabła w Wyoming, Kanion Odbicia w Utah. Ukształtowany przez rzekę Kolorado, Kanion Odbicia tworzy surrealistyczny krajobraz, w którym woda odbija czerwone formacje skalne. Razem tworzymy niezapomniane chwile na świecie, niektóre są tworzone przez zagrożenia natury i nie do opisania, takie jak trzęsienia ziemi, powodzie, pożary i tornada, inne są dziełem człowieka, takie jak walki byków lub mrożące krew w żyłach występy profesjonalnych sportowców. Ale jest też ogromna liczba lęków i zagrożeń związanych z innymi kataklizmami, głodem i epidemiami pojawiającymi się wszędzie na świecie.
Podobnie jak chrześcijanie, jesteśmy na drodze do wiecznego zbawienia. Tutaj, ktokolwiek dotarł na Golgotę, zawsze zmierza do ołtarza. Niestety, jako przedstawiciel samego Jezusa, jestem usuwany z ołtarza naszego Pana i Boga. Czy wina leży wyłącznie po mojej stronie, z powodu mojej ambicji mówienia całej prawdy, czy też raczej po stronie tych, którzy w Kościele Chrystusowym pozbawiają mnie teraz mojej władzy kapłańskiej, przestali być autentycznymi sługami ołtarza Chrystusowego?
Minęło wiele lat mojego tak opłakiwanego kapłaństwa i ledwo mogę uczestniczyć we Mszy Świętej, i to tylko w wybranych kościołach, mimo że niosę przez życie krzyż, być może większy niż inni apostołowie ołtarza. Wierzę, że nie przyczynia się to do autentyczności mojego kapłaństwa. W tej kwestii konieczna jest zasadnicza zmiana.
Moje dłonie zostały namaszczone tym samym olejem w chwili święceń kapłańskich. To właśnie wtedy każdy z nas został obdarzony pewnymi charyzmatami, a co więcej, zdolnościami do ich sprawowania, ale nie mogę powiedzieć, czy różnice, które narastały z czasem, ostatecznie przyczynią się do ostatecznego wzajemnego pojednania. Codziennie modlę się żarliwie do Boga w tej sprawie. Chrystus przewidział nasze słabości, dlatego oprócz sakramentu Eucharystii pozostawił nam w testamencie sakrament pokuty. Ten ostatni jest sakramentem zapobiegawczym. Nie chodzi w nim o przystosowanie się do naszych grzechów, lecz o ochronę przed nimi.
Istnieją trzy cnoty teologiczne (boskie): wiara, nadzieja i miłość. Istnieją jednak również cnoty kardynalne. Głównymi cnotami kardynalnymi są roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo. Są to cnoty moralne uważane za fundament etyki ludzkiej, z którego wywodzą się lub są podporządkowane inne cnoty. Nazwa „kardynalne” pochodzi od łacińskiego słowa „cardo”, oznaczającego oś, co wskazuje na ich fundamentalne znaczenie. Roztropność (łac. prudentia): Umożliwia rozumowi rozpoznanie dobra i wybór odpowiednich środków do jego osiągnięcia. Sprawiedliwość (łac. iustitia): Polega na oddaniu Bogu i innym tego, co im się prawnie należy. Umiarkowanie (łac. temperantia): Ułatwia samokontrolę i podejmowanie trudnych wyborów w dążeniu do wyższych wartości. Osobiście unikałem tej cnoty. Wierzyłem w Jezusa we wszystkim i byłem przekonany, że człowiek nie powinien umierać przed narodzinami. Myliłem się. Jest tylko dziś, nie ma historii, myślałem tak zbyt długo.
Przechodzę do cnoty odwagi. Męstwo (łac. fortitudo): daje siłę do pokonywania trudności na drodze do doskonałości. Jednak teraz nadszedł czas wojny. A nasze życie ulega przemianie. Sprawiedliwość jako cnota powinna być szczególnie rozważane w czasie wojny. Święty Tomasz z Akwinu powiedział, że sprawiedliwość polega na oddaniu każdemu tego, co mu się należy, na oddaniu każdemu tego, co mu się prawnie należy. Powinniśmy naśladować Jezusa właśnie w ten sposób – i w sposób trynitarny. W Trójcy Świętej Ojciec jest źródłem wszystkiego, Syn przez wcielenie i odkupienie objawia Boga, a Duch Święty umacnia i prowadzi wierzących. Mamy strzec tych rzeczy w oparciu o cnotę. Prawa nie zawsze należą do prawnego porządku społeczeństwa. Mamy otworzyć się na prawa Boże. Święty Ojciec Pio powiedział: Jeśli masz problemy, przyślij mi swojego anioła stróża. Najdroższa, oprzyj się na swoim aniele stróżu. Podczas Mszy Świętej chcemy również ofiarować Bogu nasze cierpienia, abyśmy mogli być z Nim szczęśliwi.
Na koniec, raz jeszcze, modlitwa, której nauczyła mnie moja ziemska matka. Matko Boża, Niepokalana Maryjo, Tobie poświęcam moje ciało i duszę, wszystkie moje modlitwy i dzieła, rady i cierpienia. Pozostawiam Ci pełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i dla niesienia pomocy Kościołowi Świętemu, którego jesteś Matką. Wiem, że własnymi siłami niczego nie zdziałam. Ty jednak możesz wszystko i zawsze zwyciężysz. Dlatego, Matko pięknej miłości i Orędowniczko wiernych, spraw, aby moja Ojczyzna i cały Kościół stały się prawdziwym królestwem Twojego Syna, a naszego Boga. Niech Matka Boża rozwiąże tę sprawę najlepiej, jak to możliwe, z udziałem swojego Syna Jezusa, naszego Pana i Boga. Z synowskim oddaniem w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej
Stanisław Barszczak, polski ksiądz
______
War in alter Zeit von Mireille Mathieu
War in alter Zeit ein schones Mädchen
Und Maria sagt man war ihr Name
Lebte weit vor den Toren von Moskau
In der Hütte aus Lehm und aus Stroh
Es war Frühlingszeit. An einem Sonntag
Kam der Zar im goldenen Wagen
Und er sah sie Maria die Schöne.
Ja da brannte sein Herz lichterloh
Komm und fahr mit mir!
Und ich schenke dir
Gold und Edelstein!
Und du wirst mein!
Kann nicht mit dir gehen so sprach Maria
Meine Liebe kann man nicht erzwingen
Besser frei wie ein Vogel zu leben
Als im goldenen Käfig zu sein.
Besser frei wie ein Vogel zu leben
Als im goldenen Käfig zu sein.
W starożytności żyła piękna dziewczyna
I Maria, mówią, miała na imię
Mieszkała daleko za bramami Moskwy
W chacie z gliny i słomy
Była wiosna. Pewnej niedzieli
Car przyjechał w złotej karecie
I zobaczył Marię tak Piękną,
Że jego serce zapłonęło ku niej
Chodź i jedź ze mną!
A ja obdaruje Cię
Złoto i drogie kamienie!
I będziesz odtąd moja !
Nie mogę iść z tobą, odrzekła Maria,
Mojej miłości nie da się zmusić
wolnym lepiej być jak ten ptak
Aniżeli w klatce żyć, pełnej złota.
Wolnym lepiej być jak ten ptak,
Aniżeli w klatce żyć, pełnej złota.
(W tłumaczeniu Stanisław Barszczak)
_____
Stanisław Barszczak, Głucha przestrzeń
W Ząbkowicach Będzińskich, miasteczku mego dzieciństwa były domy drewniane w stylu świdermajer. Nie jestem ekspertem w architekturze, ale to pamiętam bardzo dobrze. Łzy kręcą się w oczach, bo nie sposób zaczerpnąć teraz miarodajnych informacji na ich temat. Tym bardziej więc co napiszę, będzie jedynie licentia poetica autora tej opowieści. Do 1998 roku istniało najstarsze piętrowe, drewniane sanatorium doktora Józefa Geislera. Wybudowane w 1893 roku było na ziemiach polskich nizinnym zakładem leczenia chorób płuc. Obok znajdowały się budynki z ciepłymi kąpielami leczniczymi oraz pijalnia kumysu i mleka. Odwiedził to miejsce marszałek Józef Piłsudski. Po wojnie budynki weszły w skład sanatorium im. Ludwika Waryńskiego, niestety nie zachowały się do czasów obecnych. Stał tam pensjonat Wachmana, duży, piętrowy drewniak, gdzie znajdował się oddział zakaźny Szpitala Miejskiego i ukrywali się Żydzi i Polacy. W Ząbkowicach stał piękny drewniany dom, a raczej willa „na Basiuli”, w której po światowej wojnie mieścił się Zarząd Zabezpieczeń Nieruchomości. Budynek wyznaczał granicę lokalnego getta. Zbudowany w latach 1906 -1921 pensjonat Abrama Górewicza – to był obiekt drewniany, otoczony parkiem w stylu angielskim. W 1925 roku zakład leczniczy został zlikwidowany, a prowadzony był dom wychowawczy dla sierot. W Ząbkowicach stała Willa „Podole” z pięknym ogrodem, w którym mieściła się apteka, w której mógł mieszkać zbrodniarz wojenny, komendant niemieckiej policji. W czasie II wojny światowej mieściła się tu komendantura, a następnie od 1941 roku szpital dla niemieckich żołnierzy. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w budynku mieścił się Szpital, a raczej Sanatorium Wiśniewskiego. Dziś nie ma śladu po tych willach. Moich kochanych czytelników odsyłam do Otwocka pod Warszawę, by zobaczyć budynki z epoki, która odeszła w niepamięć, a której resztki świetności mogłem oglądać w mym szczęśliwym dzieciństwie. Także dziedzictwo Otwocka – unikatowe wille w stylu „Świdermajer” popadają w ruinę. Warto więc zastanowić się nad zachowaniem ich niepowtarzalnego charakteru.
W Polsce dostępnych jest wiele pałaców i dworków na sprzedaż, zarówno w stanie wymagającym remontu, jak i po renowacji. Ceny zależą od wielu czynników, takich jak stan obiektu, lokalizacja, wielkość i wartość historyczna. Można znaleźć zarówno pałace w ruinie, których ceny zaczynają się od kilkuset tysięcy złotych, jak i luksusowe rezydencje, których ceny sięgają kilkudziesięciu milionów.
W Ząbkowicach pałac murowany z wykończeniami z modrzewia był przy kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, na ul. Kusocińskiego (sąsiedztwo osiedla Bielowizna i stadionu Unii Zabkowice), jak już wspomniałem, stał dom drewniany świdermajer, bardzo dobrze to pamiętam, tam bywałem z księdzem Proboszczem Zygmuntem Szmiglem na kolędzie z początkiem lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. W Ząbkowicach mojej młodości, a więc jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia stał pałac, sto metrów od pięknego budynku stacji kolei Warszawsko-wiedeńskiej, z pewnością architektonicznie jeszcze cenniejszy od długiej zabudowy wokół kolei i bogatszy w historię tej zagłębiowskiej ziemi. W 1994 r. mój obiekt kupił prywatny inwestor, okazały budynek z kamienia i drewna z jego ruinami ostatecznie został rozebrany. Ale jego historia mogłaby być żywcem wzięta z tej, o której chciałbym wam teraz napomknąć.
Zamek Bobrów na Dolnym Śląsku został wystawiony na sprzedaż. Cena wywoławcza zabytkowego pałacu wynosi 13 mln zł. Obiekt jest w fatalnym stanie technicznym przed zaniedbania sprzed 60 lat. Przez swój wyjątkowy wygląd zamek Bobrów przypomina zdaniem niektórych pałac z bajek Disneya. Tym, co wzbudza zachwyt wśród miłośników zabytków, a także spacerowiczów i kajakarzy jest kształt budynku. Zamek Bobrów na sprzedaż. Od lat jest w remoncie. „Gazeta Krakowska” podaje, że zamek Bobrów (woj. dolnośląskie, pow. karkonoski) został wystawiony na sprzedaż na portalu, który zajmuje się sprzedażą zabytkowych willi, pałaców i innych nieruchomości o większych rozmiarach. Cena wywoławcza pałacu to 13 mln zł. W ogłoszeniu czytamy, że obiekt jest „w stanie deweloperskim i wymaga dalszej pracy”.
W ogłoszeniu wpisano opis prac, które wykonano i dołączono zdjęcia budowli. Jak czytamy, wykonano drenaż i usunięto pleśń, przeprowadzono także renowacje stropów na wszystkich kondygnacjach, odremontowano elementy schodowe i zamontowano systemy odwadniające. Bajkowy pałac jest w remoncie od 30 lat. W 2021 r. Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków informował, że „pałac w Bobrowie, według wielu, jest najbardziej malowniczym obiektem Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej, lecz niestety w najgorszym stanie technicznym, wynikającym z zaniedbań sięgających lat 60. XX w.”
Historia pałacu w Bobrowie sięga XV w. Wówczas na miejscu zamku zbudowano murowany obiekt, który prawdopodobnie służył do przeprawy przez rzekę Bóbr. Generalna przebudowa na podstawie planów berlińskiego architekta Paula Roetgera została wykonana w 1894 r. Projekt był utrzymany w duchu renesansu francuskiego, a pałac zdobiły ornamenty niderlandzkie i pojawiły się liczne szczyty i wieżyczki. Po 1945 r. zamek zajmowała Armia Radziecka. Później mieścił się tam m.in. ośrodek dla uchodźców politycznych z Grecji, dom poprawczy ośrodek kolonijny, a nawet PGR. Od końca lat 60. XX wieku pałac i jego zabudowania nie były ani użytkowane, ani remontowane, więc zaczęły popadać w ruinę. Rozbiórka dachu w latach 70. spowodowała zniszczenie pałacu. W 1994 r. obiekt kupił prywatny inwestor, a zamek zaczęło użytkować Polsko-Niemieckie Stowarzyszenie Promocji, Odbudowy i Utrzymania Historycznych Wartości Zabytków, Kultury i Tradycji Śląska. „Od ponad dekady nie są prowadzone żadne prace, które mogłyby przyczynić się do zachowania obiektu” – zwracał uwagę Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków.
W Polsce zachowało się około 2800 dworów, z czego duża część to obiekty drewniane. Dwory drewniane, będące niegdyś siedzibami szlachty i ziemiaństwa, często miały konstrukcję wieńcową, a ich ściany były wykonane z drewna modrzewiowego. Charakteryzowały się bogatymi dachami, często uskokowymi lub naczółkowymi. Wiele z nich zachowało się do dziś, chociaż część jest w złym stanie technicznym. Ściany dworów często budowano w technice zrębowej, czyli wieńcowej, z drewna, często modrzewia. Zewnętrzne ściany były starannie wykończone, a niekiedy pokryte deskowaniem lub tynkiem wapiennym i bielone. Dachy dworów charakteryzowały się bogatymi formami, takimi jak dachy uskokowe lub naczółkowe. Wykorzystywano głównie przyziemie do celów mieszkalnych, a poddasze rzadziej.
W 1939 roku w granicach Polski istniało około 16 000 dworów, a w obecnych granicach zachowało się jak powiedziałem 2800. Przykłady: Dwór w Krześlinie z podcieniem wnękowym, Dwór w Mazurkach, Dwór z alkierzami w Świdniku, Dwór w Rogowie. Dwory były ważnym elementem krajobrazu kulturowego Polski, stanowiąc siedziby szlachty i ziemiaństwa. Pełniły funkcje mieszkalne, gospodarcze i reprezentacyjne. Jeśli tutaj wspomniałem o polskich dworach, to dla zachowania świadectwa historii i architektury moich Ząbkowic, które w latach 1962-75 szczyciły się mianem miasteczka.
Kiedy wam opowiadam o tej historii wyobraźnia kieruje mnie ku opowiadaniom Stefana Grabińskiego, zwłaszcza do jego ballady kolejowej pt. ‚Głucha przestrzeń’. W Ząbkowicach mojego dzieciństwa i bajkowej młodości znajdowały się trzy wielkie zakłady przemysłowe: Huta Szkła Gospodarczego, Huta Szkła Okiennego, Zakłady Elektrochemiczne. Ludzi bywało codziennie dziesięć tysięcy i więcej. W takiej rzeczywistości „ballada kolejowa” to nie bajka, ale fakt. A mogło być tak…
Pomiędzy Chruszczobrodem a Gołonogiem w stronę Piekła zregulowano przestrzeń. Stało się to możliwym dzięki zasypaniu mokradeł nad Trzebyczką i przeprowadzeniu niwelacji pod tzw. „Upłazikiem” za jeziorem Pogoria. Wskutek tego linia uległa znacznemu skróceniu, gdyż pociąg zamiast omijać bagnisty teren w wielkim, silnie na północ wygiętym łuku szedł teraz po jego cięciwie, zmierzając do celu prosto jak strzała.
Skrót okazał się ze wszech miar pożądanym. Ruch kolejowy zyskał znacznie na tempie, a okolica, dotychczas malaryczna z powodu bagiennych wyziewów, wkrótce przybrała charakter suchej, zdrowej równiny, która wnet pokryła się bujną zielonością. Dawną przestrzeń, okrężną, zwaną teraz „głuchą”, zamknięto i izolowano. Do rozebrania toru i usunięcia obiektów kolejowych zamierzała dyrekcja ruchu przystąpić dopiero po pewnym czasie. Nie było z czym się spieszyć; wiadoma rzecz: zburzyć łatwo, zbudować trudniej. Tymczasem w rok po oficjalnym zamknięciu starej linii zaszedł fakt dziwny i niespodziewany.
Pewnego dnia zgłosił się u dyrektora odnośnego departamentu w Ząbkowicach Będzińskich niejaki Ryszard Orbach, wysłużony inwalida kolejowy i emerytowany konduktor, z prośbą, by mu oddano pod opiekę wyłączoną z ruchu „głuchą przestrzeń”. Gdy mu dyrektor przedstawił, że jest to zupełnie zbyteczne, bo pętlicę w najbliższych miesiącach rozbiorą, i że funkcja „budnika” w tych warunkach byłaby co najmniej iluzoryczną, jeśli już nie wprost śmieszną, oświadczył Orbach, że będzie pilnował starego toru całkiem bezinteresownie. – Bo proszę pana naczelnika – tłumaczył gorąco – w dzisiejszych ciężkich czasach to i na szyny ludzie się łakomią. A szkoda byłaby wielka dla kolei, panie naczelniku, wielka szkoda. Proszę samemu obliczyć: tyle dobrego kutego żelaza! Tor tam przeszło 12 km długi! Jest się czym obłowić. A ja dopilnuję wiernie jak pies, panie naczelniku. Nie dam uszczknąć ani jednego metra! Jakem stary konduktor Orbach! Centusia za to nie chcę, ani złamanego szeląga. Choćby mi pan dyrektor sam pchał do ręki, nie wezmę nic. Ja tak tylko z miłości wielkiej do zawodu i dla honoru chce być budnikiem na „głuchej przestrzeni”.
Dyrektor ustąpił. – Ha, jeśli już tak koniecznie, i to bezinteresownie, pilnuj pan sobie tej linii do czasu. A zatem – dodał z uśmiechem lekkiej ironii, uderzając go po ramieniu – mianuję pana od dzisiaj dróżnikiem „głuchej przestrzeni”. Orbach ze łzami w oczach uścisnął dłoń zwierzchnika i wyszedł z biura szczęśliwy jak nigdy.
Nazajutrz objął „służbę”. Zabrał ze sobą z Ząbkowic parę gratów -mebelków, pościel, trochę książek i naczyń kuchennych, i spakowawszy to chude gospodarstwo na ręczny wózek sprowadził się na nowe mieszkanie, którym miała odtąd być budka byłego dróżnika wyłączonej z ruchu strefy. Był to budynek w stronę jeziora Pogoria, niewielki, nadniszczony już przez całoroczne zaniedbanie, lecz w dziwnie pięknym otoczeniu.
Wciśnięta we wnękę parowu, parę metrów nad poziomem toru, budka wyglądała z daleka pod swym daszkiem z czerwonego łupku jak zaczarowana chatka z bajki. Mały lasek jodłowy wyrosły półkolem na szczycie jaru ujmował ją w opiekuńcze ramiona i chronił od wichrów północy. W wybite okna zaglądały złote głowy słoneczników, przemycał się szerokolistny łopian – w rynnach powyginanych fantastycznie legły się pisklęta jaskółek. Przed domem w ogródku zarosłym zielskiem na głucho oddawała się wiatrom na wolę samotna topola…Orbach u wstępu objął miłosnym spojrzeniem nową sadybę i żwawo zabrał się do porządkowania i naprawek. A potrzebne już były bardzo, bo jego poprzednik opuścił posterunek jeszcze przed rokiem, po zamknięciu przestrzeni, i budka zdana na łaskę losu ucierpiała ogromnie od niepogody i ludzkiej chciwości. Lecz Orbach nie stracił ducha i piorunem rzucił się do roboty.
Powstawiał wybite lub pokradzione szyby, załatał dziurę w dachu, naprawił wywalone z zawiasów drzwi. Po tych najkonieczniejszych reperacjach przyszła kolej na dalsze: rekonstrukcje rozdrapanej prawie do cna podłogi i ustawienie brakujących przęseł w ogrodzeniu. Zabrało mu to parę dni czasu, bo musiał wszystko robić sam, ale humoru nie tracił, lecz owszem pogwizdywał wesoło przy pracy jak szczygieł. Gdzieś u schyłku tygodnia, gdy już robota była na ukończeniu, przyplątał się doń jakiś bezpański pies i zamieszkał pustą budę koło drewutni za domem. Orbach chętnie przygarnął go do siebie, uważając zjawienie się zwierzęcia za dobrą wróżbę na przyszłość. Pierwszą niedzielę na nowej placówce spędził Orbach na modlitwie i rozmyślaniach. Wyciągnąwszy się po południu na zboczu wąwozu opodal domu na trawie, wlepił oczy w majowy błękit nieba i zapadł w długą zadumę, z której obudziły go dopiero głosy dzwonów wieczornych płynące z franciszkańskiego klasztoru w Gołonogu…
Nazajutrz od rana rozpoczął właściwą służbę od przeglądu powierzonej sobie przestrzeni. Pętlica była dość długa, bo przeszło 12 km, i niemal od początku do końca szła głębokim, wąskim parowem, którego ściany tworzyły rozstęp szerokości podwójnej wstęgi torów. Budka dróżnika wznosiła się mniej więcej w połowie „głuchej przestrzeni”, w miejscu gdzie łuk jej krzywizny wyginał się najsilniej ku północy.
Rewia i przegląd zajęły Orbachowi przeszło pięć godzin, bo prawa noga będąca kikutem poniżej kolana przeszkadzała mu znacznie w chodzeniu. W końcu jednak zbadał dokładnie linie w jedną i drugą stronę i zadowolony z rezultatu wrócił do budki na posiłek. Ostatecznie przestrzeń nie przedstawiała się najgorzej. W jednym tylko miejscu brakowało kilku metrów szyny, lecz to można było jakoś nadsztukować.
Nie święci garnki lepią – pomyślał, krając chleb i zapijając go barszczem. – Ludzie wstawiają sobie zęby, czemuż bym ja nie potrafił wstawić kilkumetrowego kawałka szyny? I wstawił. Gdzieś pod nasypem kolejowym, pod jakimś kamiennym, mostkiem wyszperał parę zardzewiałych już żelaznych sztab, oczyścił, przekuł w ogniu przy nitach, przystosował do reszty i załatał szczerbę w torze do niepoznaki. Równie gładko poszło z naprawą starej zwrotnicy i z wybitym okiem dwu latarń „stacyjnych” opodal budki. Wkrótce stawidło funkcjonowało jak za dawnych dobrych czasów, a w nocy, począwszy od godziny siódmej, rozbłyskiwały latarnie miłym, acz nikłym trochę światłem.
Orbach dumny był ze swego dzieła i rozmiłowanymi oczyma wodził po swojej „strażnicy”, po torze czyściutko utrzymanym i po lśniących relsach. Nie miał nic do zarzucenia swojej przestrzeni. Wszystko tu było jak i gdzie indziej, na czynnych liniach. Był bo i tor podwójny, i krótki tunel powyżej budki, a nawet blok, prawdziwy, w i całym tego słowa znaczeniu blok z dźwigniami do przerzutów. Istnienie tego budyneczku o parę metrów od sadyby dróżnika pasowało właściwie placówkę na „przystanek”. Jakoż była tu rzeczywiście przed laty mała stacyjka, przy której budnik spełniał równocześnie funkcje naczelnika. Podobno nawet jeszcze na rok przed wyłączeniem pętlicy zatrzymywały się tu czasem pociągi towarowe na małą chwilę. Wiadomość ta podniosła ogromnie w oczach Orbacha znaczenie 11-go posterunku i doniosłość związanych z nim zadań. Odtąd zaczął i traktować swą budkę jako przystanek i postanowił uczynić wszystko, ażeby utrzymać go na wysokości przeznaczenia. Toteż otoczył jak najtroskliwszą opieką blok i zawarte w nim obiekty, których strzegł jak oka w głowie. Chcąc niejako umotywować wobec siebie i drugich istnienie tego budynku i przywrócić mu dawną rację bytu, powielił tor przed blokiem o jedno odgałęzienie szyn, które niewątpliwie niegdyś musiało tu istnieć, lecz później jako zbędne zostało usunięte.
Ponieważ to ostatnie zadanie przechodziło już jego siły i zdolności techniczne, uciekł się do pomocy jednego z kolejowych kowali z ogrzewalni stacyjnej w Ząbkowicach, niejakiego Luli, i pozyskawszy go paczką przedniego tytoniu, namówił do przywrócenia jego „stacji” jej dawnego wyglądu. Kowal przeprowadził restytucję odgałęzienia wedle wskazówek dróżnika i odtąd został jego najserdeczniejszym przyjacielem. W godzinach wieczornych, wolnych od pracy, przychodził Lulo w odwiedziny do budnika i usiadłszy razem na belce pod blokiem lub na progu stacji, gawędzili pod nieszpór, ćmiąc fajki. Wtedy to wśród przyjacielskiej rozmowy, przy wtórze zasypiających koników polnych, rechocie bagiennych żab, przyszło do wzajemnych zwierzeń.
Powoli wyszło na jaw, że Orbach nie zawsze był w życiu „sam jako ten palec”, że miał niegdyś młodą i piękną żonę i parę dziatek o główkach jasnych jak len, jedwabistych. Hej, minęło szczęście, minęło niewrotne! Żonę uwiódł spanoszony bogacz; dzieci śmierć zabrała. Odtąd nikt go nie oczekiwał w pustym, zimnym domu, gdy powracał z tury… Potem przyszedł karambol pod Wolą. Stracił wtedy nogę i służbę; musiał pójść na pensję. A miał jeszcze ochotę do pracy, o, i jaką ochotę!… Lecz trudno – nie możną było inaczej. To przeklęte kalectwo!
A zawsze go coś ciągnęło do kolei. Nie mógł się z nią rozstać w żaden sposób. Przez parę lat po spensjonowaniu pracował jako posługacz przy magazynach na dworcu towarowym, staczając beczki i bale po pomostach, potem, gdy noga zaczęła odmawiać posłuszeństwa, zarabiał z dnia na dzień w ogrzewalni przy dworcu w Maczkach jako pomocnik ślusarski. A zawsze przy kolei, zawsze w pobliżu ukochanych wagonów, maszyn i przestrzeni. Dalekie to jeszcze od konduktorstwa, dalekie jak niebo od ziemi, ale przecież – przynajmniej się człowiek ocierał o kolej. O, bo nie masz to jak konduktorska dola! Jedzie sobie człowiek tak w przestrzeń, jedzie hen, daleko przed siebie, milami jedzie, stajami… Świat mu się kręci, w dal ścieli, migają miasta w przelocie, mijają pola, gościńce… Konduktor tak jedzie, panowie, konduktor -człek-tułacz wieczysty! …
Tak mijały lata, płynął czas niepowrotną falą… Aż pół roku temu zasłyszawszy przypadkiem w rozmowie coś o „głuchej przestrzeni” między Chruszczobrodem a Gołonogiem, w stronę Piekła, porzucił ogrzewalnię i przeniósł się w te strony, by czuwać nad opuszczoną linią. I oto teraz został budnikiem, co więcej, kierownikiem przystanku. Ludzie się podobno śmieją z niego, że to „głuchej” pilnuje przestrzeni i „przed wiatrem broni”. Niech się tam śmieją zdrowi. On swoje wie także. A rozdrapywać więcej toru nie pozwoli i porządek utrzyma. I oto znów służy kolei, i wrócił do niej jak syn marnotrawny w dom rodzica po latach. Dach nad głową ma, stację i przestrzeń ma, dobra kolejowego dogląda- czegóż mu więcej potrzeba?…
Słuchał Lulo tych zwierzeń z uśmiechem na ustach, od czasu do czasu przytakując głową. A gdy przyjaciel na chwilę zamilkł i wpatrzył się zamyślony gdzieś w perspektywę toru, wyciągnął lulkę z zębów i zapytał: – To ty panie Orbach, przystałeś tu na budnika tak niby tego, jak by to powiedzieć, niby z takiej tęskności wielkiej do kolei, hę? Orbach oderwał oczy od szyn: – A niby tak, kochany kowalu, a niby tak. – Ale bo widzisz, panie Orbach, właściwie tak Bogiem a prawdą – ty siebie samego tumanisz. Tyś tu właściwie niepotrzebny. Przecie to głucha przestrzeń i pociągi tędy od roku nie chodzą. Nie ma czego pilnować. Tego tam trochę żelaziwa w szynach? A co tam komu po tym? A zresztą choćby i ukradli? Nie taka znów wielka szkoda dla kolei. To tylko zabawka i tyle.
Orbachowi jakby kto nóż utopił w serce. Spochmurniał, zaciął wargi i poderwał się z miejsca: – Kiedy tak, to idźże sobie precz stąd, do licha! No, słyszałeś?! Won stąd, mówię, pókim dobry! Kiedyś taki mądry jak inni, to idź sobie pomiędzy nich i śmiej się ze mnie wraz z nimi. Ale dobrze mi tak, staremu durniowi! Po co było otwierać serce pierwszemu z brzegu? Oto masz i nagrodę. Napluło ci bydlę w twarz i splugawiło ci duszę. Won stąd, powiadam, bo mnie popamiętasz!
Lulo zmieszał się, poczerwieniał, stropił się ogromnie. Głosem urywanym, pełnym skruchy i żalu zaczął się usprawiedliwiać i przepraszać. – No, no, stary, nie gniewaj się, nie sierdź tak okrutnie. Ja, widzisz, chciałem co innego powiedzieć. Tylko nie wiedziałem jak. Zwyczajnie człek prosty jestem, kowal. Ty – co innego: konduktor; wieleś świata zwiedził, książki czytasz. Tylko, widzisz, nie mogłem sobie jakoś tego wykalkulować, po co ty właściwie zaszyłeś się tutaj na stare lata. Ale teraz to widzę, niby tak w sercu czuję, dlaczego. Tyś inny człowiek jak inni. Orbach spojrzał nań z ukosa, trochę z niedowierzaniem, lecz znać już przejednany: – No tak, to co innego. Jeśli sam przyznajesz, żeś głupi i nie rozumiesz, to ci ten raz jeszcze mogę wybaczyć. Bo, posłuchaj, Lulo – dodał, zniżając tajemniczo głos – jest ci tu i inna przyczyna, co mnie tu więzi i trzyma. A że jest -ja to czuję najlepiej tu, głęboko w piersi – tylko jej nazwać jeszcze nie umiem po imieniu, tylko uchwycić jej jeszcze nie potrafię w cęgi słów. Ale ona jest, ową dziwna przyczyna – jest, jest na pewno.
Lulo patrzył na przyjaciela rozszerzonymi od ciekawości oczyma: – Masz teraz na myśli nie jeno ową tęskność do kolei? – Nie, nie. To jest coś innego. Coś, co u mnie z ową tęsknotą się łączy, ale też istnieje i beze mnie, samo dla siebie. – Co to takiego, panie Orbach? – Sza! To tajemnica! Tajemnica ?głuchej przestrzeni”. Zamilkli obaj zdjęci nagle nieokreślonym lękiem, zatapiając spojrzenia w mroczniejącą już szyję parowu. Wśród bezdennej ciszy sierpniowego wieczora nadpłynęły nagle od toru ciche, choć wyraźne szmery i szelesty. Jakieś seplenienia stłumione, jakieś poszepty lękliwe, poszczęki… – Słyszysz, Lulo? – przerwał milczenie budnik. – Szyny gwarzą… – Zwyczajnie latem pod wieczór kurczą się od chłodu i przeto szczękają. – Szyny gwarzą – powtórzył Orbach, puszczając mimo uszu objaśnienie kowala. – Gawędzą sobie wieczorem po znojach dnia. – Szyny gadają – powtórzył jak echo Lulo. – Tak, tak – mówił dróżnik dziwnie rozmarzony. – Czy myślisz, że one nie żyją jak my, ludzie, zwierzęta lub drzewa? Kowal spojrzał zaskoczony pytaniem. – Żyją, Lulo, żyją, jeno swoim własnym, odmiennym od innych stworzeń życiem. To stanowczo już przekraczało zakres pojęć kowala. Popatrzył poczciwiec na towarzysza jak na wariata, pokręcił głową i splunąwszy od niechcenia w bok, odsunął się trochę na prawo. – A tor, myślisz, nie żyje, co? – następował nań rozgrzany biernym oporem Orbach. – A ten parów, ta stacja z blokiem, a ta cała przestrzeń, hę? – Głucha przestrzeń – wtrącił półgłosem wścibski Lulo.
– Głucha, powiadasz? Głucha i ciągle głucha! To wy jesteście głusi, wy, głupi, tępi ludzie, którzy słyszeć nie chcecie głosu Boga! Kowal struchlał: – Nic już nie wiem – bełkotał patrząc półprzytomny na towarzysza. – Nic nie rozumiem. Ale w Boga – to wierzę. Dróżnik ze wzrokiem natchnionym, uśmiechnięty, promienny wskazał ręką przestrzeń nurzającą się już w mrokach wieczornych: – Wszystko to żyje i wspomina. – Wspomina? – zagadnął żywo Lulo. – A co wspomina? – To, co minęło. To, co tu było przed laty. Tak jak my, ludzie, wspominamy przeszłość – dodał po chwili z głębokim smutkiem w głosie. – To niby ta twoja przestrzeń wspomina swoją dawność? – Tak, Lulo, tak – nareszcie mnie zrozumiałeś. Wspomina swoją dawność. – Niby owe stare, dobre czasy… – Tak, tak – gdy tu jeszcze panował ruch, gdy pociągi przelatywały jak błyskawice, dudniły głucho koła wozów, przepruwały przestrzeń gwizdy lokomotyw. – To wspomina twoja przestrzeń. – O tym śni ta moja przestrzeń, śni bez przerwy za dnia w słońcu i w długie, czarne, ślepe noce… – A ty, Orbach, a ty? – A ja wraz z nią niby ta bratnia dusza. – Śnicie oboje, wspominacie? – Śnimy w utęsknieniu wielkim i czekamy. – Na co? Czego tu wyglądacie? – Spełnienia tego, o czym śnimy. – Daremne czekanie: dawność nie wraca. – Kto ta wie, druhu stary, kto ta wie? Po to ja tu jestem, by ją wskrzesić. Powstał z belki i podając kowalowi rękę na pożegnanie, dodał po chwili milczenia: – Czy myślisz, że wspominanie – to nic, to tylko takie sobie puste słowo? Zapuścił bystre spojrzenie w dół, na dno parowu, musnął nim nasyp, tory i zatrzymał się na zboczach wąwozu: – Tu wszędzie żyją te wspominki; wałęsają się dla oka ludzkiego niewidoczne pomiędzy ścianami tego jaru, tłuką po tych szynach, włóczą hen, po całej przestrzeni. Tylko trzeba umieć patrzeć i słuchać. – Wspominki dawnych lat? – Wspominki – ślady niezatarte. Bo pomyśl, Lulo, pomyśl tylko, czy to możliwe, by po tym wszystkim nie zostało nic! – Niby po czym? – Pomyśl tylko! Tyle lat, tyle dziesiątków lat przejeżdżały tą gardzielą pociągi, napełniając ją łoskotem kół, grzechotaniem relsów, tyle lat zbocza tego parowu podawały sobie na przemian niby piłki rozbudzone echa. Dzień w dzień, noc w noc rodziły się i marły w tej wąskiej, ciasnej szyi wiry powietrza, wieszały się po szkarpach łachmany dymów, tuliły mgliste ich smoczki do nasypu, kryły pod sklepem tunelu… – Co chciałeś rzec, panie Orbach? – Chciałem rzec jeno, że wspomnienia nie giną. Dobranoc ci, Lulo, dobranoc! I tak się w ten wieczór rozstali… Tymczasem minęło lato, zaczęła się jesień. Dróżnik wciąż wiernie stróżował na swojej przestrzeni. Czujny jak żuraw nie przeoczył najmniejszej usterki na linii. Jeśli gdzieś przypadkiem obsunęła się nawierzchnia, zaraz podsypywał świeżego szutru i zrównywał z poziomem. Gdy w którąś noc październikową szalona ulewa podmuliła tor, wyżerając w nasypie znaczna, wyrwę, nazajutrz budnik pracował przez cały dzień bez wytchnienia, póki szkody nie usunął. Umocnił w kilku punktach pętlicy wychwierutane podkłady, gdzie indziej zastąpił stare już, stoczone przez czerwy progi nowymi. Zielska i trawy na torze nie znosił: gdziekolwiek się rzuciło pomiędzy szyny, plewił niemiłosiernie.
Toteż po upływie siedmiu miesięcy jego „urzędowania” wyglądały przestrzeń i przystanek wzorowo. W dal mknęły wstęgi relsów po nawierzchni posypanej żwirem czyściutkim i miałkim jak piasek, z lekkim chrzęstem przerzucały się naoliwione starannie dźwignie blokowe, wykonywało stawidło swe zwroty gładko i sprawnie jak rumak w tresurze maneżu. Dwa razy na dzień i raz w ciągu nocy odbywał Orbach tzw. „ćwiczenia” i „manewry”, które polegały na szeregu czynności i ruchów wykonywanych zwykle przez dróżników w chwili przejazdu pociągów przez ich placówki. Krokiem sprężystym, krokiem starego weterana wychodził budnik przed stację, brał do ręki sygnał, szeroką, czerwoną lub zieloną tarczę na białym polu, i stawał wyprostowany jak struna między zwrotnicą a budką. Kiedy indziej puszczał w ruch kolbę stawidła lub żelazne dźwignie na bloku i przerzucał szyny na torze. Wieczorami zapalał zielony sygnał za szybką zwrotnicy i drugi, podobny lub biały, na semaforze daleko przed przystankiem, opodal tunelu. Czasami na „nocny alarm” zmieniał światła sygnałów, które wtedy z daleka już ostrzegały barwą rubinu…
A jednak mimo wszystko smutno było na przystanku. Mimo pozorów ruchu i sprawności budnika wiało od przestrzeni pustką jakąś i martwotą. Bezwiednie musiał to odczuwać i Orbach, bo gdy na chwilę oderwał się od pracy i wzrokiem błądził po szynach, z oczu wyglądała mu tęsknota i jakaś głęboka zaduma. Dlatego też po krótkim spoczynku tym żarliwiej brał się do pracy. Powoli, z biegiem miesięcy, wytworzył się między nim a przestrzenią nieuchwytny, choć nader zażyły związek. Orbach stał się z czasem jakby ucieleśnioną w kształcie człowieczym jej świadomością. Obcując ze swą strefą niemal bez przerwy wchłonął wszystkie drzemiące tu tajemnie ślady przeszłości, a wessawszy w siebie, oddawał z powrotem wzmocnione tęsknotą, pulsujące żywą, gorącą krwią kochającego serca.
– Poczekaj, siostrzyczko – szeptał nieraz, topiąc pijane zadumą oczy w siną dal przestrzeni – poczekaj jeszcze trochę, gołąbko! Doczekamy się w końcu, doczekamy. I przypadał do toru, przykładał ucho do ziemi i słuchał, słuchał z zapartym tchem. Po chwili na twarzy jego żółtej, pomarszczonej rozlewał się przykry wyraz rozczarowania, a z ust zwiędłych, zwiotczałych wypływało słowo zniechęcenia: – Jeszcze nie… Jeszcze za wcześnie… Nieraz wieczorami pod zorzę zachodu wlepiał godzinami całymi utęsknione oczy w czerniejącą z dala czeluść tunelu i czekał na coś, czekał bez końca… A tymczasem przyszły złe wieści z miasta. Pewnego dnia przyniósł Lulo fatalną wiadomość, że dyrekcja ruchu w Ząbkowicach zamierza najpóźniej z wiosną przystąpić do rozebrania przestrzeni. Orbach zgryzł się tym okrutnie i przechorował się ciężko. Po upływie tygodnia dźwignął się wreszcie z łóżka, lecz okropnie zmieniony.
Małomówny z natury, teraz zamknął się w sobie zupełnie i absolutnie z nikim nie chciał rozmawiać. Nawet Luli zabronił wstępu do siebie i z daleka zoczywszy nadchodzącego, zawracał go z drogi gestem ręki. Sposępniał, sponurzał i w oczach miał jakieś dzikie, niedobre światła… Aż dnia jednego, pod zmierzch, w burzliwy, listopadowy odwieczerz, podczas „manewrów” ze zwrotnicą nagle drgnął. – Przysłyszało mi się czy co? – mruknął wypuszczając z rąk kolbę przyrządu. Naraz pojaśniało mu w oczach. Strumień nadludzkiej radości przepłynął serce i wstrząsnął nim całym do posad. Wśród wycia jesiennego wichru, wśród świstu zawieruchy po raz pierwszy usłyszał… To już nie było złudzenie, o nie! Stamtąd nadpłynęło, stamtąd, od tunelu, najwyraźniej w świecie! To było t o, tym razem niewątpliwie to!… O! Znowu! Trochę bliżej… Słodkie, kochane dudnienie! Drogi, nieoceniony łoskot, cudny, rytmiczny łoskot!… -Ta, ta, ta!… Ta, ta, ta!… To on! To on! Nie ulegało już wątpliwości! I wybiegł na spotkanie. Wiatr zerwał mu czapkę, zdarł płaszcz z ramion, targnął nim z pasją, nielitościwie… Nie zważał. Z rozwianym włosem, śnieżnobiałym włosem, z wyciągniętymi przed się entuzjastycznie rękoma słuchał dziwnego odgłosu jak najcudniejszej muzyki… – Ta, ta, ta… Ta, ta, ta… Ta, ta, ta… Ta, ta, ta… Lecz po chwili umilkło; i znów gwizdał tylko wiatr w wściekłych przegonach, kwiliły wrony pod ołowianym niebem… Ze zwieszoną głową powrócił dróżnik do swej budki… Lecz odtąd, od pamiętnego wieczora, nadzieja jasna rozkwitła mu w duszy i dościgała w spełnienie. Bo oto z dniem każdym słyszał coraz wyraźniej, coraz bliżej, coraz dobitniej. Po chwili milkło wprawdzie, głuchło gdzieś, rozwiewało się, lecz nazajutrz, o zmroku, w tę dziwną godzinę przesiłu dnia z nocą znów powracało mocniej już, głośniej, prawie namacalnie… Aż przyszła godzina ziszczenia. W jakąś noc grudniową, noc śniegiem zawianą, gdy znużony czuwaniem schylił siwą głowę głęboko ku piersi, zabrzmiał sygnał… Orbach zadrżał i obudził się: – Co to?! – Bim-bam… – zabrzmiało powtórnie. – Bim-bam… Sygnalizator grał. Po raz pierwszy od czasu objęcia służby usłyszał budnik kucie młotków… Pokraśniał cały, trzęsącymi się rękoma włożył czapkę, zarzucił szynel na ramiona i porwawszy latarkę, wybiegł przed budkę. – Bim-bam… – grało na słupie. – Idę już, idę – szepnął, słaniając się na nogach ze wzruszenia. Całą siłą woli opanował się, sprężył w służbowej postawie i podniósłszy wysoko sygnał świetlny do góry, czekał. – Ta, ta, ta… Ta, ta, ta… – dudniało na przestrzeni. – Trach, trach, trach… Trach, trach, trach… – gruchotały szyny. Dróżnik zatopił głodne spojrzenie w gardziel tunelu… – Ta, ta, ta!… Ta, ta, ta!… Nareszcie zobaczył. W wylocie czeluści zaświeciła para oczu, para olbrzymich, złotożółtych ślepiów i rosła, rosła, zbliżała się… Budnikowi lotem błyskawicy przeszła myśl przez głowę: – Przejedzie czy stanie? W tej chwili rozległ się zgrzyt gwałtownie zahamowanych kół i pociąg zatrzymał się przed przystankiem. Orbach nie drgnął, nie ruszył się z miejsca. Patrzył… Z wozu służbowego wysiadł kierownik ruchu i zmierzał w stronę dróżnika. Ze stopni wagonów zeskoczyło kilku konduktorów, jakiś kontroler w służbie i podeszli ku niemu. – Dobry wieczór, panie Orbach! – pozdrowił wyciągając przyjaźnie rękę kierownik. – Czekałeś długo na nas, mój stary, co? No i nareszcie doczekałeś się. Orbach ściskał podaną dłoń! Łzy słodkie, łzy szczęścia dławiły słowa: -Wedle rozkazu, panie kierowniku, na posterunku. – Dobry wieczór, kolego! – witali go konduktorzy. – Witaj nam, stary druhu! I otoczyli go kołem. Ktoś zabrał mu sygnał i przypiął latarkę do piersi, ktoś inny wcisnął „klucz” konduktorski do ręki. – No, panowie – zabrzmiał donośny głos kierownika. – Komu w drogę, temu czas! Orbach, jedziesz naturalnie z nami? – Po ciebieśmy tu przyjechali – zagrzmiał zgodny chór kolegów. -Dość ci już chyba dróżnikowania? W piersi Orbacha łkało coś ze szczęścia bez miary. Spojrzał raz jeszcze przez mgłę łez na przystanek, na domek swój śniegiem za-suty, na topolę samotną w ogródku i ruszył ku wozom: -Ja z wami, koledzy – ja z wami na śmierć i na życie! I wszedłszy na stopień wagonu jak przed laty, podniósł latarkę w stronę maszyny i krzyknął gromkim głosem: – Jazda! Pociąg ruszył z przeciągłym gwizdem i potoczył się w przestrzeń… Nazajutrz, w mroźny, grudniowy poranek, zastał Lulo dróżnika przed budką w postaci służbowej z wyciągniętą w górę ręką i z zagasłą latarką w skostniałych palcach. – Orbach, co tobie? – zagadnął, wpatrując się bystro w twarz przyjaciela z zastygłym na ustach uśmiechem. I dotknął jego ramienia. Wtedy budnik sztywny jak kłoda zwalił mu się pod nogi. – Zamarzli – szepnął kowal biorąc zwłoki w ramiona – zamarzł na śmierć na placówce. I złożył go ostrożnie w budce na tapczanie… Wieści o zamierzonym rozbiorze przestrzeni okazały się przedwczesne; przetrwała jeszcze jedną wiosnę i lato. Lecz mówiono w okolicy, że od śmierci Orbacha pętlica jakby ożyła. Zwłaszcza pod wieczór wąwóz rozbrzmiewał echem dziwnych odgłosów. Dudniły jakieś pociągi, szczękały rozpętane koła, oddychała ciężko uznojona maszyna. Skądś z przestrzeni nadpływały na skrzydłach wiatru jakieś sygnały, rozlegały się przeciągłą skargą gwizdy świstawek, grały pobudkę odjazdu niewidzialne trąbki…
Ludzie omijali chętnie tę stronę, z lękiem obchodząc ją kołem. Nawet ptactwo spłoszone niezwykłym łoskotem porzuciło dziwny parów i przeniosło się w inne, gościnniejsze strony. Dopiero gdy pod jesień następnego roku usunięto szyny i rozebrano budkę dróżnika, wszystko ucichło i „głucha przestrzeń” zamilkła na zawsze.
(Opowiadanie, w którym zostały zmienione nazwy miejscowości, również imiona i nazwiska bohaterów, bazuje na „Głuchej przestrzeni” Stefana Grabińskiego, jakkolwiek stanowi licentia poetica autora tekstu, Stanisław Barszczak)
______
Stanisław Barszczak, Deaf Space
In Ząbkowice Będzińskie, the town of my childhood, there were wooden houses in the Świdermajer style. I’m no expert in architecture, but I remember them very well. Tears well up in my eyes, as it’s impossible to find reliable information about them now. Therefore, what I write will be merely the poet’s license of the author of this story. Until 1998, the oldest two-story, wooden sanatorium existed, that of Dr. Józef Geisler. Built in 1893, it was a lowland facility in Poland for the treatment of lung diseases. Adjacent to it were buildings with warm therapeutic baths and a pump room for kumis and milk. Marshal Józef Piłsudski visited this place. After the war, the buildings became part of the Ludwik Waryński sanatorium, but unfortunately, they have not survived to this day. There stood the Wachman guesthouse, a large, two-story wooden building that housed the infectious diseases ward of the Municipal Hospital, where Jews and Poles hid. In Ząbkowice stood a beautiful wooden house, or rather villa, „na Basiuli” (on Basiuli Street), which housed the Real Estate Security Board after World War II. The building marked the boundary of the local ghetto. Built between 1906 and 1921, Abram Górewicz’s guesthouse was a wooden structure surrounded by an English-style park. In 1925, the medical facility was closed, and a foster home for orphans was established. In Ząbkowice stood the „Podole” villa with a beautiful garden, which housed a pharmacy, which may have housed a war criminal and German police commander. During World War II, it housed the commandant’s office, and then, from 1941, a hospital for German soldiers. In the 1950s, the building housed the Wiśniewski Hospital, or rather Sanatorium. Today, there is no trace of these villas. I refer my dear readers to Otwock, near Warsaw, to see buildings from an era long forgotten, remnants of whose splendor I could admire during my happy childhood. Otwock’s heritage – unique villas in the „Świdermajer” style – is also falling into ruin. It’s worth considering preserving their unique character.
There are many palaces and manor houses for sale in Poland, both in need of renovation and after renovation. Prices depend on many factors, such as the property’s condition, location, size, and historical value. You can find both ruined palaces, with prices starting from several hundred thousand złoty, and luxurious residences, with prices reaching tens of millions.
In Ząbkowice, a brick palace with larch trim stood on the Warsaw-Vienna railway line, on ul. On Kusocińskiego Street (near the Bielowizna housing estate and the Unia Zabkowice stadium), as I mentioned, stood a wooden Świdermajer house. I remember it very well. I used to go there with Father Zygmunt Szmigiel to Christmas carols in the early 1970s. In the Ząbkowice of my youth, back in the 1960s, there stood a palace, a hundred meters from the beautiful Warsaw-Vienna railway station, undoubtedly architecturally even more valuable than the long development surrounding the railway and richer in the history of this Zagłębie region. In 1994, my property was purchased by a private investor; the impressive stone and wood building, along with its ruins, was eventually demolished. But its history could be taken directly from the one I would like to mention to you now.
Bobr Castle in Lower Silesia is up for sale. The asking price for the historic palace is PLN 13 million. The building is in a terrible state of repair, due to neglect 60 years ago. Due to its unique appearance, Bobrów Castle is said by some to resemble a palace from a Disney fairy tale. What captivates history lovers, as well as walkers and kayakers, is the building’s shape. Bobrów Castle is for sale. It has been under renovation for years. „Gazeta Krakowska” reports that Bobrów Castle (Lower Silesian Voivodeship, Karkonosze County) is for sale on a website that sells historic villas, palaces, and other larger properties. The starting price for the palace is PLN 13 million. The advertisement states that the property is „in developer’s condition and requires further work.”
The advertisement includes a description of the work performed and photos of the building. Drainage and mold removal were performed, along with renovations to the ceilings on all floors, stairwells, and drainage systems. The fairytale palace has been under renovation for 30 years. In 2021, the Lower Silesian Voivodeship Conservator of Monuments reported that „the palace in Bobrów, according to many, is the most picturesque structure in the Valley of Palaces and Gardens of the Jelenia Góra Valley, but unfortunately, it is in the worst technical condition, resulting from neglect dating back to the 1960s.”
The history of the palace in Bobrów dates back to the 15th century. At that time, a brick structure was built on the site of the castle, likely used as a crossing point across the Bóbr River. A major reconstruction based on plans from Berlin
The architect Paul Roetger’s work was completed in 1894. The design was in the spirit of the French Renaissance, and the palace was adorned with Dutch ornamentation and numerous gables and turrets. After 1945, the castle was occupied by the Soviet Army. Later, it housed, among other things, a center for political refugees from Greece, a correctional home, a summer camp, and even a state-owned farm. From the late 1960s, the palace and its buildings were neither used nor renovated, falling into disrepair. The demolition of the roof in the 1970s resulted in the palace’s destruction. In 1994, the building was purchased by a private investor, and the castle was taken over by the Polish-German Association for the Promotion, Reconstruction, and Preservation of Historical Values of Monuments, Culture, and Tradition of Silesia. „For over a decade, no work has been carried out that could contribute to the preservation of the building,” noted the Lower Silesian Voivodeship Conservator of Monuments. There are approximately 2,800 preserved manor houses in Poland, a large proportion of which are wooden. Wooden manors, once the residences of the nobility and landed gentry, often had a log structure, and their walls were made of larch wood. They were characterized by elaborate roofs, often pitched or hipped. Many of them have survived to this day, although some are in poor condition. Manor walls were often built using the log construction technique, or log construction, of wood, often larch.
The exterior walls were meticulously finished, and sometimes covered with planking or lime plaster and whitewashed. Manor roofs were characterized by elaborate forms, such as pitched or hipped roofs. The ground floor was primarily used for residential purposes, with the attic less frequently. In 1939, there were approximately 16,000 manor houses within Poland’s borders, and as I mentioned, 2,800 remain within its current borders. Examples include the Manor House in Krześlin with its recessed arcade, the Manor House in Mazurki, the Manor House with alcoves in Świdnik, and the Manor House in Rogów. Manor houses were an important element of Poland’s cultural landscape, serving as residences for the nobility and landed gentry. They served residential, economic, and representative functions. If I mentioned Polish manors here, it was to preserve the historical and architectural legacy of my own Ząbkowice, which from 1962 to 1975 boasted the status of a town.
When I tell you about this story, my imagination draws me to the stories of Stefan Grabiński, especially his railway ballad „Deaf Space.” In the Ząbkowice of my childhood and fairytale youth, there were three large industrial plants: the Household Glassworks, the Window Glassworks, and the Electrochemical Plant. Ten thousand or more people visited daily. In such a reality, the „railway ballad” is not a fairy tale, but a fact. And it could have been like this…
The space between Chruszczobrod and Gołonóg towards Piekło was regulated. This was made possible by filling the marshes above Trzebyczka and leveling the so-called „Upłazik” behind Lake Pogoria. As a result, the line was significantly shortened, because instead of bypassing the marshy terrain in a large, strongly northward curve, the train now followed its chord, heading straight for its destination.
The shortcut proved entirely desirable. Rail traffic increased significantly, and the area, previously malarial due to marsh fumes, soon took on the character of a dry, healthy plain, soon covered with lush greenery.
The former circular space, now called „the deep,” was closed and isolated. The railway management intended to begin dismantling the track and removing the railway structures only after some time. There was no need to rush; the obvious: it’s easy to tear down, harder to build. Meanwhile, a year after the official closure of the old line, a strange and unexpected event occurred.
One day, a certain Ryszard Orbach, a long-serving railway invalid and retired conductor, approached the director of the relevant department in Ząbkowice Będzińskie with a request to be given custody of the „dead space” closed to traffic. When the director explained that this was completely unnecessary, as the loop would be dismantled in the coming months, and that the role of „staff manager” in these circumstances would be at least illusory, if not downright ridiculous, Orbach declared that he would guard the old track completely selflessly.
„Because, Mr. Chief,” he explained fervently, „in these difficult times, people are hungry for rails too. And it would be a great loss for the railway, Mr. Chief, a great loss.” Do the math yourself: so much good wrought iron! The track is over 12 km long! There’s plenty to loot. And I’ll keep an eye on it faithfully, Mr. Chief. I won’t let you steal a single meter! Like old conductor Orbach! I don’t want a cent for it, not a single penny. Even if the director himself pushed it into my hand, I wouldn’t take anything. I only want to be a builder in the „dead end” out of a great love for my profession and for honor’s sake.
The director relented. „Ha, if it’s absolutely necessary, and selflessly, keep an eye on this line for a while. So,” he added with a slight smile.
Ironically, tapping him on the shoulder, „I appoint you, from today, the trackman of the ‚deaf space.'” Orbach, tears in his eyes, shook his superior’s hand and left the office, happier than ever.
The next day, he took up his „duty.” He took a few items with him from Ząbkowice—furniture, bedding, some books, and kitchenware—and, having packed this sparse household onto a handcart, moved into a new apartment, which was to be the former trackman’s hut in the restricted zone from then on. It was a small building facing Lake Pogoria, already dilapidated from a year of neglect, but in a strangely beautiful setting.
Squeezed into a recess in a ravine, a few meters above the track level, the hut looked from afar under its red slate roof like an enchanted cottage from a fairy tale. A small fir grove, growing in a semicircle at the top of the ravine, embraced it protectively and protected it from the northern winds. Golden sunflower heads peered into the broken windows, broad-leafed burdock sneaked in – swallow chicks nestled in the fantastically twisted gutters. In front of the house, in the garden overgrown with weeds, a solitary poplar silently surrendered itself to the wind’s will… At the entrance, Orbach cast a loving gaze upon the new settlement and briskly set about tidying up and making repairs. And they were desperately needed, as his predecessor had left his post a year earlier, after the space had been closed, and the shack, left to the mercy of fate, suffered greatly from inclement weather and human greed. But Orbach didn’t lose heart and threw himself into the work with a vengeance.
He replaced broken or stolen windows, patched a hole in the roof, and repaired a door that had been blown off its hinges. After these essential repairs, it was time for further work: reconstructing the floor, which had been almost completely torn apart, and installing the missing fence posts. It took him a few days, as he had to do everything himself, but he didn’t lose his spirits; in fact, he whistled happily as he worked, like a goldfinch. Somewhere towards the end of the week, when the job was almost finished, a stray dog wandered in and took up residence in an empty kennel near the woodshed behind the house. Orbach gladly took it in, considering the animal’s arrival a good omen for the future.
Orbach spent his first Sunday at his new post in prayer and meditation. Stretching out on the grassy slope of the ravine near his house in the afternoon, he gazed up at the blue May sky and fell into a long reverie, from which he was awakened only by the sound of the evening bells coming from the Franciscan monastery in Gołonóg…
The next morning, he began his proper duties by inspecting the area entrusted to him. The loop was quite long, over 12 km, and almost from start to finish it ran through a deep, narrow ravine, whose walls formed a gap as wide as a double ribbon of tracks. The trackman’s hut rose roughly halfway through the „deaf space,” at the point where its arc curved most strongly northward.
The review and inspection took Orbach over five hours, as his right leg, a stump below the knee, significantly hindered his walking. Finally, however, he thoroughly inspected the lines in both directions and, satisfied with the results, returned to the hut for a meal. Ultimately, the area wasn’t too bad. Only in one place was a few meters of rail missing, but that could be added somehow.
„Saints make pots,” he thought, slicing bread and washing it down with borscht. „People get their teeth fixed, why couldn’t I just fit a few meters of rail?” And he did. Somewhere under the railway embankment, under a stone bridge, he dug up a few rusty iron bars, cleaned them, reforged them in the fire by the rivets, adapted them to the rest, and patched the gap in the track until it was invisible. Repairs to the old switch and the broken eye of the two „station” lamps near the booth went equally smoothly. Soon, the station was functioning as it had in the good old days, and at night, starting at seven o’clock, the lamps glowed with a pleasant, if somewhat dim, light.
Orbach was proud of his creation and gazed with admiration at his „guard post,” the immaculately maintained track and the gleaming rails. He had nothing to complain about in his space. Everything here was just like anywhere else on the operating lines. There was a double track, a short tunnel above the guard post, and even a block, a real block in every sense of the word, with shifting levers. The existence of this small building, a few meters from the guard’s residence, practically suited the station as a „stop.” Indeed, years ago, there had indeed been a small station here, where the guard post also served as the stationmaster. Apparently, even a year before the loop was closed, freight trains sometimes stopped here for a short while. This news greatly enhanced Orbach’s understanding of the importance of the 11th guard post and the significance of its tasks. From then on, he began to treat his guard post as a stop and resolved to do everything in his power to keep it at its destination. Therefore, he took the utmost care of the block and the objects within it, which he guarded like the apple of his eye
To justify the building’s existence to himself and others and restore its former purpose, he duplicated the track in front of the block with a single branch of rails, which undoubtedly must have once existed here, but was later removed as unnecessary.
Since this last task was beyond his strength and technical abilities, he enlisted the help of one of the railway blacksmiths from the station heating plant in Ząbkowice, a certain Luli. After winning him over with a packet of excellent tobacco, he persuaded him to restore his „station” to its former appearance. The blacksmith carried out the restoration of the branch line according to the crossing guard’s instructions and from then on became his closest friend. In the evenings, when he wasn’t working, Luli would come to visit the shed, and sitting together on a beam under the block or on the station threshold, they would chat at vespers, smoking their pipes.
Then, amidst friendly conversation, accompanied by the sounds of falling asleep grasshoppers and the croaking of marsh frogs, they began to confide in each other.
Slowly, it became clear that Orbach hadn’t always been „alone like that finger” in life, that he had once had a young and beautiful wife and a pair of children with heads as pale as linen, silky. Hey, happiness had passed, gone forever! A sleepy rich man had seduced his wife; death had taken his children. From then on, no one expected him in his empty, cold house when he returned from a tour… Then came the pileup near Wola. He lost his leg and his service; he had to go to work. And he still had the desire to work, oh, what a desire!… But it was difficult – there was no other way. That cursed disability!
And something had always drawn him to the railway. He couldn’t part with it in any way. For a few years after receiving his pension, he worked as a warehouse attendant at a freight station, rolling barrels and bales down the platforms. Then, when his leg began to fail, he earned his living from day to day in the warming room at the Maczki station as a locksmith’s assistant. And always on the railway, always near his beloved wagons, machines, and spaces. It was still a far cry from being a conductor, as far away as heaven from earth, but still—at least you had a brush with the railway. Oh, there’s nothing like being a conductor! You ride off into space, you ride far, far ahead, for miles, for stops… The world spins, stretches into the distance, cities flash by, fields and roads pass… The conductor rides like that, gentlemen, the conductor—an eternal wanderer! …
Thus the years passed, time flowed in an irreversible wave… Until six months ago, having accidentally overheard something in conversation about the „deaf space” between Chruszczobrod and Gołonóg, towards Piekło villages, he abandoned the heating plant and moved to that area to watch over the abandoned line. And now he has become a building manager, and what’s more, a station manager. People supposedly laugh at him for guarding the „deaf space” and „protecting it from the wind.” Let the healthy laugh there. He knows his stuff, too. He won’t allow any more track to be torn up and will maintain order. And now he’s serving the railway again, returning to it like a prodigal son to his parents’ home after all these years. He has a roof over his head, a station and space, he oversees the railway assets – what more does he need?…
Lulo listened to these confessions with a smile on his face, nodding his head from time to time. And when his friend fell silent for a moment and stared thoughtfully at the track, he pulled the pipe from his teeth and asked: „So you, Mr. Orbach, agreed to be a builder here, supposedly, how shall I put it, supposedly out of such a great longing for the railway, eh?” Orbach tore his eyes from the tracks: „And so it is, my dear blacksmith, so it is.” „But you see, Mr. Orbach, in truth, you’re actually fooling yourself. You’re not really needed here. After all, it’s a desolate place, and trains haven’t run here for a year. There’s nothing to guard. That little bit of iron in the rails? What good is it to anyone? And besides, even if they stole it? It’s not such a great loss to the railway. It’s just a toy, that’s all.”
Orbach felt as if someone had plunged a knife into his heart. He scowled, pursed his lips, and jumped up: „If that’s the case, get the hell out of here!” Well, did you hear that?! Get out of here, I say, while I’m still good! Once as wise as the others, then go among them and laugh at me with them. But it serves me right, old fool! Why open your heart to the first one who comes along? Here’s your reward. The beast spat in your face and defiled your soul. Get out of here, I say, or you’ll remember me!
Lulo was confused, blushed, and utterly crestfallen. In a broken voice, full of remorse and regret, he began to justify himself and apologize. „Well, well, old man, don’t be angry, don’t be so cruel. I, you see, wanted to say something else. I just didn’t know how. I’m a simple man, a blacksmith. You—something else: a conductor; you’ve seen a lot of the world, you read books. But, you see, I couldn’t quite figure out why you’d actually holed up here in your old age.” But now I see it, I feel it in my heart. You’re a different man than the others.
Orbach looked at him askance, a little incredulous, but obviously already reconciled:
„Well, that’s different. If you admits it himself you’re stupid and don’t understand, so I can forgive you once again. Because, listen, Lulo,” he added, lowering his voice mysteriously, „there’s another reason here, something that’s trapping me and keeping me here. And that there is—I feel it best here, deep in my chest—I just can’t name it yet, I just can’t capture it in words yet. But it’s there, that strange reason—it’s there, it’s definitely there.”
Lulo looked at his friend, his eyes wide with curiosity:
„Do you mean not just this longing for the railway now?”
„No, no. It’s something else. Something that’s connected to that longing in me, but also exists without me, on its own.”
„What is it, Mr. Orbach?”
„Shh! It’s a secret!” The mystery of the ‚deaf space’. They both fell silent, suddenly gripped by a vague fear, their gazes fixed on the already darkening neck of the ravine. Amid the bottomless silence of the August evening, soft yet distinct murmurs and rustles suddenly drifted from the track. Some muffled lisps, some anxious whispers, clanking…
„Do you hear that, Lulo?” the clerk broke the silence. „The rails are chattering…” „Usually, in the summer evening, they shrink from the cold and therefore clank.” „The rails are chattering,” Orbach repeated, ignoring the blacksmith’s explanation. „They chatter in the evening after the toils of the day.” „The rails are chattering,” Lulo echoed. „Yes, yes,” the railwayman said, strangely dreamily. „Do you think they don’t live like us, people, animals, or trees?” The blacksmith looked surprised by the question. „They live, Lulo, they only live. His own life, different from other creatures.
This was definitely beyond the blacksmith’s comprehension. The good man looked at his companion as if he were crazy, shook his head, and, with a casual spat to the side, moved a little to the right.
„And the track, you think, is dead, eh?” Orbach, heated by passive resistance, approached him. „And this ravine, this station with the block, and this whole space, eh?” „Deaf space,” the nosy Lulo interjected in a low voice.
„Deaf, you say? Deaf and still deaf! It’s you who are deaf, you stupid, dull people who don’t want to hear the voice of God!” The blacksmith was terrified:
„I don’t know anything anymore,” he stammered, half-consciously looking at his companion. „I don’t understand anything. But I believe in God.” The railway attendant, with an inspired look, smiling and beaming, gestured with his hand toward the space already sinking into darkness. evening: „All this lives and remembers.” „Remembers?” Lulo asked eagerly. „And what does it remember?” „What has passed. What was here years ago. Just as we, humans, remember the past,” he added after a moment, with a deep sadness in his voice. „So this space of yours remembers its past?” „Yes, Lulo, yes—you finally understand me. It remembers its past.” „Supposedly, those good old days…” „Yes, yes—when there was still traffic here, when trains flew by like lightning, wagon wheels rumbled dully, locomotive whistles pierced the space. „This is what your space remembers.” „This is what my space dreams about, dreams about incessantly during the day in the sun and on the long, black, blind nights…” „And you, Orbach, what about you?” „And I, along with her, are like a kindred spirit.” „You both dream, remember?” „We dream longingly.” Great, and we wait.
„What are you looking for here?”
„The fulfillment of what we dream of.”
„Waiting in vain: the past doesn’t return.”
„Who knows, old friend, who knows? That’s why I’m here, to resurrect it.”
He rose from the beam and, shaking the blacksmith’s hand in farewell, added after a moment of silence: „Do you think that reminiscing is nothing, just an empty word?” He cast a sharp glance down to the bottom of the ravine, grazing the embankment, the tracks, and stopped on the slopes of the gorge: „These memories live everywhere here; they wander, invisible to the human eye, between the walls of this ravine, pounding on these rails, wandering far and wide. You just have to know how to look and listen.”
„Memories of bygone years?”
„Memories—indelible traces. Because think, Lula, just think, is it possible that after all this, there won’t be any trace left.” Nothing!
„What for?”
„Just think! For so many years, so many decades, trains had passed through this throat, filling it with the clatter of wheels, the rattle of rails, for so many years the slopes of this ravine had alternately passed awakened echoes to each other like balls. Day after day, night after night, whirlwinds of air were born and died in this narrow, tight neck, rags of smoke hung from the buttresses, hugged their misty teatlets to the embankment, hid under the tunnel shop…” „What did you mean, Mr. Orbach?” „I just wanted to say that memories never fade. Goodnight, Lulo, goodnight!” And so they parted that evening… Meanwhile, summer passed, autumn began. The crossing guard still faithfully kept watch over his space. Vigilant as a crane, he didn’t miss the slightest defect on the line. If the surface accidentally slipped somewhere, he immediately filled it with fresh gravel. gravel and leveled it. When one October night, a heavy downpour silted up the track, gnawing a significant hole in the embankment, the next day the builder worked tirelessly all day until the damage was repaired. He reinforced the worn-out sleepers at several points along the loop, and elsewhere he replaced old, worm-eaten thresholds with new ones
He hated weeds and grass on the track: wherever he darted between the rails, he weeded them mercilessly. So, after seven months of his „in office,” the space and the station looked exemplary. Ribbons of rails sped into the distance across a surface sprinkled with gravel as clean and fine as sand, carefully oiled block levers shifted with a slight crunch, and the station performed its turns smoothly and efficiently, like a horse in a training arena. Twice a day and once a night, Orbach conducted so-called „drills” and „maneuvers,” which consisted of a series of actions and movements typically performed by crossing guards when trains passed through their stations. With a springy step, the guard would walk out in front of the station, take the signal—a wide, red or green shield on a white field—in his hand, and stand erect like a string between the switch and the guard. Other times, he would set in motion the stock of the switch or the iron levers on the block and shift the rails on the track. In the evenings, he would light a green signal behind the switch glass and another, similar or white, on the semaphore far before the stop, near the tunnel. Sometimes, for the „night alarm,” he would change the signal lights, which by then had already warned from afar with their ruby color…
And yet, despite everything, it was gloomy at the stop. Despite the appearance of movement and the workman’s efficiency, the space exuded a certain emptiness and deadness. Orbach must have felt this too, unconsciously, because when he broke away from his work for a moment and let his gaze wander along the tracks, his eyes filled with longing and a deep reverie. Therefore, after a short respite, he set to work all the more fervently. Slowly, over the months, an elusive, yet very intimate, connection developed between him and the space. Over time, Orbach became, as it were, its consciousness embodied in human form. Communing with his zone almost constantly, he absorbed all the secretly slumbering traces of the past, and having sucked them in, he returned them, strengthened by longing, pulsating with the living, hot blood of a loving heart.
„Wait, little sister,” he whispered more than once, drowning his eyes, drunk with contemplation, into the bluish expanse of space, „wait a little longer, little dove! We’ll see each other eventually, we will.” And he would fall to the track, press his ear to the ground, and listen, listen with bated breath. After a moment, a painful expression of disappointment spread across his yellow, wrinkled face, and from his withered, flaccid lips a word of discouragement would emerge: „Not yet… Still too soon…” Often, in the evenings, under the glow of sunset, he would stare, longingly, for hours at the far-off blackness of the tunnel, waiting for something, waiting endlessly… And meanwhile, bad news arrived from the city. One day, he brought Lulo the disastrous news that the traffic management in Ząbkowice intended to begin demolishing the area by spring at the latest. This distressed Orbach terribly and he fell seriously ill. After a week, he finally rose from bed, but with a terrible change.
Silent by nature, he now withdrew completely and refused to speak to anyone. He even forbade Lulo from entering his home, and when he saw someone approaching from a distance, he would wave him away. He grew gloomy, sullen, and his eyes held a wild, malevolent light… Until one day, towards dusk, on a stormy November evening, during „maneuvers” with a switch, he suddenly quivered.
„Did I hear something or what?” he muttered, dropping the butt of the device. Suddenly, his eyes lit up. A stream of superhuman joy surged through his heart and shook him to his very foundations. Amid the howling of the autumn wind, amid the whistling of the storm, he heard for the first time… It was no longer an illusion, oh no! It had come from there, from there, from the tunnel, clearly in the world! It was it, this time undoubtedly it!… Oh! Again! A little closer… A sweet, lovely rumbling! A dear, invaluable rumble, a wonderful, rhythmic rumble!… -Yes, yes, yes!… Yes, yes, yes!… It’s him! It’s him! There was no doubt anymore! And he ran to meet him. The wind ripped his hat, tore his coat from his shoulders, tore it passionately, mercilessly… He paid no attention. With his snow-white hair streaming, his arms stretched out enthusiastically, he listened to the strange sound of the most wonderful music… „Yes, yes, yes… Yes, yes, yes… Yes, yes, yes… Yes, yes, yes… But after a moment it fell silent; and again only the wind whistled in furious rushes, crows squawked under the leaden sky… With his head bowed, the lineman returned to his hut… But from then on, from that memorable evening on, a bright hope blossomed in his soul and reached fulfillment. For with each day he heard it more and more clearly, closer and more distinctly. After a while, it fell silent, faded away, vanished, but the next day, at dusk, at that strange hour between day and night, it returned again, stronger, louder, almost palpable… Until the hour of fulfillment arrived. One December night, a snow-covered night, when, weary of his vigil, he bowed his gray head deep to his chest, a signal sounded… Orbach shuddered and woke up:
„What’s that?! „Bim-bam…” it sounded again. „Bim-bam…” The signal played. For the first time since he took up the service, he heard the building of the
Hammers were hammering. He blushed, put on his hat with trembling hands, slung his greatcoat over his shoulders, and, grabbing a flashlight, ran out in front of the booth.
„Bang-bam…” the pole played. „I’m coming, I’m coming,” he whispered, staggering with emotion. With all his willpower, he controlled himself, braced himself in a formal stance, and, raising the light signal high, waited. „Ta, ta, ta…Ta, ta, ta…” it rumbled across the space. „Crack, crack, crack…Crack, crack, crack…” the rails rattled. The crossing guard sank his hungry gaze into the tunnel’s throat… „Ta, ta, ta!…Ta, ta, ta!… Finally, he saw. A pair of eyes gleamed at the mouth of the abyss, a pair of enormous, golden-yellow eyes, and they grew, grew, approaching… A thought flashed through Budnik’s mind:
„Will it pass or will it stop?” At that moment, the grinding of suddenly braked wheels sounded, and the train stopped before the stop. Orbach didn’t move, didn’t budge. He watched… The traffic controller got out of the official car and headed towards the crossing guard. Several conductors, a guard on duty, jumped down from the car steps and approached him.
„Good evening, Mr. Orbach!” the conductor greeted, extending his hand in a friendly manner. „You’ve been waiting for us for a long time, my old man, haven’t you? And now you’ve finally made it.” Orbach shook the offered hand! Sweet tears, tears of joy choked the words: „As ordered, Mr. Controller, at the station.” „Good evening, buddy!” the conductors greeted him. „Greetings to us, old friend!” „And they surrounded him in a circle. Someone took the signal and strapped a flashlight to his chest, someone else pressed the conductor’s „key” into his hand.
„Well, gentlemen,” the conductor’s loud voice rang out. „It’s time for anyone to go! Orbach, are you coming with us, of course?”
„We came here for you,” the colleagues thundered in unison. „Have you had enough of keeping watch?”
Orbach’s chest was filled with immense joy. He looked once more through the mist of tears at the bus stop, at his snow-covered cottage, at the solitary poplar in the garden, and moved toward the wagons:
„I’m with you, my friends—I’m with you to the death!”
And, stepping onto the carriage step as he had years ago, he raised his flashlight toward the engine and shouted in a loud voice: „Go!” The train moved off with a long whistle and rolled into space… The next day, on a frosty December morning, Lulo found the crossing guard in his official capacity in front of the booth, his hand outstretched, a dim flashlight in his numb fingers.
„Orbach, what’s wrong with you?” he asked, staring intently into his friend’s face, a frozen smile on his lips. And he touched his shoulder. Then the booth, stiff as a log, collapsed at his feet.
„They froze,” the blacksmith whispered, taking the body in his arms, „it froze to death at the station.”
And he carefully placed it in the booth on the couch…
The news of the planned partition of the space proved premature; it survived another spring and summer. But word in the area was that since Orbach’s death, the loop seemed to have come alive. Especially towards evening, the ravine echoed with strange sounds. Trains rumbled, wheels clattered, and a labored engine breathed heavily. From somewhere in space, signals drifted in on the wings of the wind, whistles sounded a prolonged lament, invisible trumpets sounded the departure call…
People readily avoided this area, fearfully circling it. Even the birds, frightened by the unusual clatter, abandoned the strange ravine and migrated to other, more hospitable places.
Only when the rails were removed and the trackman’s hut dismantled in the autumn of the following year did everything fall silent, and the „deaf space” fell silent forever.
(The story, in which the names of the places, as well as the names and surnames of the characters, have been changed, is based on Stefan Grabiński’s „Deaf Space,” although it represents poetical license on the part of the author, Stanisław Barszczak.)
Stanisław Barszczak, Jeszcze w sprawie religii w szkołach
Drodzy uczniowie i nauczyciele
Konkordat pomiędzy Polską a Stolicą Apostolską stwierdza, że państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych.
Skąd się wzięła religia w szkole? Które kraje mają konkordat? Szczególnym wyrazem objęcia religią obywateli europejskich państw jest zastosowanie konkordatu, czyli umowy międzynarodowej między Stolicą Apostolską i najwyższymi organami władzy tych państw (Polska, Węgry, Chorwacja, Estonia, Litwa, Słowenia, Albania, Bośnia i Hercegowina, Kazachstan, wszystkie landy RFN).
Od roku szkolnego 2024/2025 oceny klasyfikacyjne z religii i etyki nie są wliczane do średniej rocznych i końcowych ocen klasyfikacyjnych.
Od 1 września 2025 r. uczniowie mają zmniejszoną liczbę lekcji religii w tygodniu. To jest rezultat zmian w rozporządzeniu dotyczącym organizacji religii i zatwierdzony w tym roku. Mimo że zmiany zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny, wyrok nie został opublikowany w Dzienniku Ustaw, więc władze oświatowe go nie uznają…
Z powodu tymczasowego utrzymania w mocy przepisów konstytucji marcowej 1921. Już w 1945 r. religia utraciła jednak charakter przedmiotu obowiązkowego, a władze stopniowo ograniczały jej obecność w szkołach. Ostatecznie usunięto ją z placówek oświatowych dopiero na mocy ustawy z 15 lipca 1961 roku, stanowiła ona, że szkoły i placówki oświatowo-wychowawcze są instytucjami świeckimi.
Od września w systemie edukacji będą trzy przedmioty nieobowiązkowe: religia, etyka i edukacja zdrowotna, organizowane na życzenie, ale jedynie w stosunku do edukacji zdrowotnej nie przewiduje się łączenia w grupy międzyoddziałowe i międzyklasowe.
W niektórych państwach edukacja religijna jest obowiązkowa (np. Austria, Dania, Finlandia, Grecja, Malta, Szwecja, a także w większości niemieckich landów. Natomiast nauczanie religii odbywa się poza szkołą tylko w nielicznych państwach jak np. we Francji, Bułgarii czy Luksemburgu.
Oponenci edukacji religijnej w szkole są zdania, iż religia głosi, że nastąpi koniec świata. Albowiem wielu chrześcijan wierzy, że świat, jaki znamy, zakończy się w Apokalipsie. Podług tego poglądu w chrześcijaństwie używa się tego słowa w odniesieniu do ostatecznego i całkowitego zniszczenia świata przez Boga. Wiara katolicka obwieszcza co innego. Pragniemy zrozumieć świat w tajemnicy Boga. Nauczanie i wierze wspiera inkluzywne uczenie się o różnorodności religijnej, buduje empatię i inspiruje współczucie. Różni się ono od zachęcania uczniów do modlitwy, co może mieć miejsce w domu, w szkole wyznaniowej lub w miejscu kultu.
Kto płaci za lekcje religii? Ogólna zasada finansowania oświaty stwierdza, że choć jest to obowiązek państwa, finansuje go samorząd terytorialny (przede wszystkim) z subwencji. Jeśli zatem edukację religijną zaliczamy do obowiązku oświatowego, za lekcje religii będą płacić samorządy.
Czy w szkole nie ma miejsca dla religii? Ideologie XX wieku poddały w wątpliwość charakter religii jako przedmiotu obowiązkowego w szkołach argumentując, że kościół chciał utrzymywać ludzi w ciemnocie i zacofaniu. Miliony zapłaciły za tę ideologię cenę najwyższą, zostali pozbawieni życia.
Jako obywatele państwa środka (między faszyzmem a komunizmem) doświadczyliśmy tego, jakie konsekwencje niesie wyparcie religii z życia publicznego. Powinni o tym pamiętać neo- komuniści widząc, co ich poprzednicy wyrządzili w Polsce, zwłaszcza neonaziści i sowieci, i ile Polacy zawdzięczają religii katolickiej.
Szkoły i uniwersytety nigdy nie były instytucjami przekazywania wiedzy technicznej, zawsze chodziło o wychowanie człowieka, o jego godność opartą na hierarchii wartości, o solidarne więzy narodu ugruntowane w jego tożsamości kulturowej i religijnej. Szkoła nie jest prostą fabryką nauki, lecz instytucją poznawczą, w której ludzie w przeważającej mierze wyrastają z religii katolickiej. Człowiek wychowany w wierze katolickiej odkrywa radość swej wiary i nie popada w fatalistyczne obrazy życia, dorasta do miana osoby myślącej i odpowiedzialnej.
Przykłady z historii pokazują jakie konsekwencje przynosi władza pozbawiona skrupułów, odrzucająca chrześcijańskie korzenie. Ks. Jerzy Popiełuszko i ks. Michał Olszewski cierpieli okrutnie. Jest to chańba dla narodu, że pozbawia się go samostanowienia o sobie.
Następcy faszystowskich i ideologicznych ateistycznych ideologii próbują wypchnąć religię katolicką poza jej odpowiedzialność zachowania szacunku godności każdej osoby ludzkiej.
Najmilsi. Nie kierujcie się swoimi lękami, lecz nadziejami i marzeniami. Nie myślcie o swoich frustracjach, lecz o swoim niewykorzystanym potencjale.
Bądźcie pobożni. Bądźcie zainspirowani.
____
Stanisław Barszczak, More on Religion in Schools
Dear Students and Teachers The Concordat between Poland and the Holy See states that the state guarantees that public primary and secondary schools, as well as preschools run by state and local government bodies, organize religious education within the school curriculum in accordance with the wishes of those interested. Where did religion in school come from? Which countries have a concordat? A particular expression of the inclusion of religion in European citizens is the application of the concordat, an international agreement between the Holy See and the highest authorities of these countries (Poland, Hungary, Croatia, Estonia, Lithuania, Slovenia, Albania, Bosnia and Herzegovina, Kazakhstan, and all German federal states). Starting in the 2024/2025 school year, grades in religion and ethics will not be included in the average of annual and final grades. Starting September 1, 2025, students will have a reduced number of religious education classes per week. This is the result of changes to the regulation on the organization of religions, approved this year. Although the changes were challenged by the Constitutional Tribunal, the ruling was not published in the Journal of Laws, so education authorities do not recognize it… Due to the temporary upholding of the provisions of the March 1921 Constitution, as early as 1945, religion lost its status as a compulsory subject, and the authorities gradually restricted its presence in schools. It was finally removed from educational institutions only by the Act of July 15, 1961, which established that schools and educational and childcare facilities are secular institutions. Starting in September, the education system will include three optional subjects: religion, ethics, and health education, organized upon request. However, only health education is not planned for inter-class or inter-grade grouping. In some countries, religious education is compulsory (e.g., Austria, Denmark, Finland, Greece, Malta, Sweden, and most German states). However, religious education takes place outside of school only in a few countries, such as France, Bulgaria, and Luxembourg.Opponents of religious education in schools believe that religion proclaims the end of the world. Many Christians believe that the world as we know it will end in the Apocalypse. According to this view, in Christianity, the word „religion” is used to refer to the final and complete destruction of the world by God. The Catholic faith proclaims something different. We desire to understand the world in the mystery of God. Teaching about faith supports inclusive learning about religious diversity, builds empathy, and inspires compassion. It differs from encouraging students to pray, which may occur at home, in a religious school, or in a place of worship.Who pays for religious education? The general principle of financing education states that, although it is an obligation, It is financed by the state, primarily by local governments through subsidies. Therefore, if religious education is considered compulsory, local governments will pay for religious education classes. Is there no place for religion in schools? Twentieth-century ideologies questioned the nature of religion as a compulsory subject in schools, arguing that the Church wanted to keep people ignorant and backward. Millions paid the ultimate price for this ideology, losing their lives. As citizens of the middle kingdom (between fascism and communism), we have experienced the consequences of forcing religion out of public life. Neo-communists should remember this, seeing what their predecessors did in Poland, especially the neo-Nazis and the Soviets, and how much Poles owe to the Catholic religion. Schools and universities have never been institutions for imparting technical knowledge; they have always been about educating people, about their dignity based on a hierarchy of values, and about the solidary bonds of the nation grounded in its cultural and religious identity. School is not a simple institution. A factory of science, but a cognitive institution where people predominantly grow up with the Catholic religion. A person raised in the Catholic faith discovers the joy of their faith and does not fall into fatalistic views of life, growing into a thoughtful and responsible person. Examples from history show the consequences of unscrupulous authorities rejecting Christian roots. Father Jerzy Popiełuszko and Father Michał Olszewski suffered terribly. It is a disgrace to the nation that it is being deprived of its self-determination.The successors of fascist and ideological atheistic ideologies are trying to push the Catholic religion beyond its responsibility to uphold the dignity of every human person. My dearest ones, be guided not by your fears, but by your hopes and dreams. Think not of your frustrations, but of your untapped potential. Be inspired.
_______
Stanisław Barszczak, Czego się od nas oczekuje, czyli przesłanie ostatnie człowieka na ziemi
Nic nie wymaże przeszłości. Jest skrucha, jest pokuta i jest przebaczenie. To wszystko, ale i to wystarczy.
Moje przesłanie do was jest takie: udawajcie, że macie wolną wolę. Ważne jest, abyście zachowywali się tak, jakby wasze decyzje miały znaczenie, nawet jeśli wiecie, że tak nie jest. Rzeczywistość nie jest ważna: liczy się wasza wiara, a wiara w kłamstwo to jedyny sposób na uniknięcie śpiączki. Cywilizacja opiera się teraz na samooszukiwaniu. Być może zawsze tak było.
Cztery rzeczy nie wracają: wypowiedziane słowo, pędzona strzała, przeszłe życie i zmarnowana szansa.
Mimo że znam tę podróż i wiem, dokąd ona prowadzi, akceptuję ją i cieszę się z każdej chwili.
Wszechświat zaczął się od ogromnego wstrzymanego oddechu. Kto wie dlaczego, ale niezależnie od przyczyny, cieszę się, że tak się stało, ponieważ zawdzięczam temu swoje istnienie. Wszystkie moje pragnienia i rozmyślania są niczym więcej i niczym mniej niż prądami wirowymi generowanymi przez stopniowe wydychanie naszego wszechświata. I dopóki to wielkie wydychanie się nie zakończy, moje myśli będą żyć dalej.
Bezwarunkowa miłość niczego nie żąda, nawet tego, by ją odwzajemnić.
Wolność nie jest iluzją; to jest całkowicie realne w kontekście świadomości sekwencyjnej. W kontekście świadomości symultanicznej wolność nie ma sensu, ale przymus też nie; to po prostu inny kontekst, ani bardziej, ani mniej ważny od poprzedniego. To jak ta słynna iluzja optyczna, rysunek przedstawiający albo elegancką młodą kobietę z twarzą odwróconą od patrzącego, albo staruchę z brodawkowatym nosem i brodą opuszczoną na klatkę piersiową. Nie ma „poprawnej” interpretacji; obie są równie ważne. Ale nie można widzieć obu jednocześnie.
Podobnie, wiedza o przyszłości była nie do pogodzenia z wolną wolą. To, co umożliwiało mi korzystanie z wolności wyboru, jednocześnie uniemożliwiało mi poznanie przyszłości. I odwrotnie, teraz, gdy znam przyszłość, nigdy nie działałbym wbrew niej, także nie mówiłbym innym tego, co wiem: ci, którzy znają przyszłość, nie mówią o niej. Ci, którzy przeczytali Księgę Wieków, nigdy się do tego nie przyznają.
Ludzie składają się z historii. Nasze wspomnienia nie są bezstronnym zbiorem każdej przeżytej sekundy; są narracją, którą zbudowaliśmy z wybranych momentów. Dlatego nawet gdy doświadczyliśmy tych samych wydarzeń co inne osoby, nigdy nie tworzyliśmy identycznych narracji: kryteria wyboru momentów były dla każdego z nas inne i odzwierciedlały nasze osobowości. Każdy z nas dostrzegał szczegóły, które przyciągały naszą uwagę i pamiętał, co było dla nas ważne, a narracje, które budowaliśmy, kształtowały nasze osobowości. z kolei. Zastanawiałem się jednak, czy gdyby wszyscy wszystko pamiętali, nasze różnice zniknęłyby? Co stałoby się z naszym poczuciem własnej wartości? Wydawało mi się, że idealne wspomnienie nie mogłoby być narracją, tak jak nieedytowane nagranie z kamery monitoringu nie mogłoby być filmem fabularnym.
Science fiction doskonale nadaje się do zadawania pytań filozoficznych; pytań o naturę rzeczywistości, co to znaczy być człowiekiem, skąd wiemy to, co myślimy, że wiemy.
Nikt z nas nie jest święty, ale wszyscy możemy starać się być lepsi. Za każdym razem, gdy robisz coś hojnego, kształtujesz siebie w kogoś, kto z większym prawdopodobieństwem będzie hojny następnym razem, a to ma znaczenie.
Rozważ cud istnienia i ciesz się, że możesz to zrobić. Czuję, że mam prawo ci to powiedzieć, ponieważ pisząc te słowa, robię to samo.
Pomyśl o kokainie. W swojej naturalnej postaci, w postaci liści koki, jest kusząca, ale nie na tyle, by stać się problemem. Ale jeśli ją uszlachetnisz, oczyścisz, otrzymasz związek, który uderza w twoje receptory przyjemności … pojawia się nienaturalne natężenie Ty. Wtedy to uzależnia.
Piękno przeszło podobny proces dzięki reklamodawcom. Ewolucja dała nam obwód, który reaguje na dobry wygląd – nazwijmy go receptorem przyjemności w naszej korze wzrokowej – i w naszym naturalnym środowisku było to przydatne. Ale weźmy osobę z jedną na milion strukturą skóry i kości, dodajmy profesjonalny makijaż i retusz, a nie patrzymy już na piękno w jego naturalnej formie. Mamy piękno farmaceutycznej jakości, kokainę dobrego wyglądu.
Biolodzy nazywają to „bodźcem ponadnormalnym” […] Nasze receptory piękna otrzymują więcej stymulacji, niż były w stanie obsłużyć w ciągu ewolucji; widzimy więcej piękna w ciągu jednego dnia niż nasi przodkowie przez całe życie. W rezultacie piękno powoli rujnuje nasze życie.
Jak? Tak jak każdy narkotyk staje się problemem: zakłócając nasze relacje z innymi ludźmi. Stajemy się niezadowoleni z wyglądu zwykłych ludzi, ponieważ nie mogą się równać z supermodelkami.
Rozumiem mechanizm mojego myślenia. Dokładnie wiem, skąd wiem, a moje rozumienie jest rekurencyjne. Rozumiem nieskończony regres tego samopoznania, nie poprzez niekończące się posuwanie się krok po kroku, ale poprzez uchwycenie granicy. Natura rekurencyjnego poznania jest dla mnie oczywista. Nowe znaczenie terminu „samoświadomość”.
Fiat logos. Znam swój umysł w kategoriach języka bardziej ekspresyjnego niż jakikolwiek, jaki wcześniej sobie wyobrażałem. Jak Bóg tworzący porządek z chaosu za pomocą wypowiedzi, ja sam się odradzam za pomocą tego języka. Jest on meta-samoopisowy i samoedytujący; nie tylko może opisywać myśl, ale także opisywać i modyfikować własne działania, na wszystkich poziomach. Gödel dałby wszystko, żeby zobaczyć ten język, w którym modyfikacja zdania powoduje zmianę całej gramatyki.
Dzięki temu językowi mogę zobaczyć, jak działa mój umysł. Nie udaję, że widzę, jak aktywują się moje neurony; takie twierdzenia należą do Johna Lilly’ego i jego eksperymentów z LSD z lat sześćdziesiątych. Potrafię jedynie postrzegać gestalty-kształty; widzę, jak formują się, oddziałują na siebie struktury mentalne. Widzę siebie myślącego i widzę równania, które opisują moje myślenie, i widzę, jak rozumiem te równania, i widzę, jak równania opisują ich rozumienie.
Wiem, jak tworzą moje myśli. Te myśli.
To nie przypadek, że „aspiracja” oznacza zarówno nadzieję, jak i akt oddychania.
Dziewczynkom zawsze powtarzano, że ich wartość jest związana z wyglądem; ich osiągnięcia są zawsze wyolbrzymiane, jeśli są ładne, i umniejszane, jeśli nie są. Co gorsza, niektóre dziewczyny dostają przekaz, że mogą przetrwać w życiu, polegając tylko na swoim wyglądzie, i przez to nigdy nie rozwijają swojego umysłu.
Bycie ładnym to zasadniczo cecha pasywna; nawet nad tym, nad czym pracujesz, pracujesz nad byciem pasywnym.
Podoba nam się idea, że zawsze jest ktoś odpowiedzialny za dane wydarzenie, ponieważ pomaga nam to zrozumieć świat. Podoba nam się to tak bardzo, że czasami obwiniamy siebie, tylko po to, żeby mieć kogo winić. Ale nie wszystko jest pod naszą kontrolą, ani nawet pod czyjąkolwiek kontrolą.
Kobiety pracujące ze zwierzętami słyszą to bez przerwy: że ich miłość do zwierząt musi wynikać z wysublimowanej potrzeby wychowywania dzieci. Ana ma już dość tego stereotypu. Bardzo lubi dzieci, ale nie są one standardem, według którego należy oceniać wszystkie inne osiągnięcia. Opieka nad zwierzętami jest wartościowa sama w sobie, to powołanie, za które nie trzeba przepraszać.
Słyszałem kiedyś dowcip od komika. Brzmiał tak: „Nie jestem pewna, czy jestem gotowa na dzieci. Zapytałem koleżankę, która ma dzieci: »Załóżmy, że mam dzieci. Co jeśli, kiedy dorosną,… Obwiniać mnie za wszystko, co złe w ich życiu? Zaśmiała się i zapytała: „Co masz na myśli, jeśli?”
Skoro już wiesz, jak potoczy się historia, po co mam ci ją czytać?
„Bo chcę to usłyszeć!”
Doświadczenie jest algorytmicznie niekompresowalne.
Ćwicząc pisanie, Jerzy zrozumiał, co miał na myśli Patryk: pisanie nie było tylko sposobem na zapisanie tego, co ktoś powiedział; mogło pomóc ci zdecydować, co powiesz, zanim to powiesz. A słowa nie były tylko fragmentami mówienia; były fragmentami myślenia. Kiedy je zapisywałeś, mogłeś chwycić swoje myśli niczym cegły w dłoniach i ułożyć je w różne układy. Pisanie pozwalało ci spojrzeć na swoje myśli w sposób, w jaki nie mógłbyś, gdybyś po prostu mówił, a widząc je, mogłeś je udoskonalić, wzmocnić i udoskonalić.
Niskie oczekiwania to samospełniająca się przepowiednia. Jeśli mierzymy wysoko, osiągniemy lepsze rezultaty.
Niektórzy ludzie teoretyzują, że inteligentne gatunki wymierają, zanim zdążą rozprzestrzenić się w kosmos. Jeśli mają rację, to cisza nocnego nieba jest ciszą cmentarza.
Wszechświat fizyczny był językiem o idealnie niejednoznacznej gramatyce. Każde zdarzenie fizyczne było wypowiedzią, którą można było rozłożyć na dwa zupełnie różne sposoby. Sposoby, jeden przypadkowy, a drugi teleologiczny, oba ważne, żaden nie dyskwalifikujący, niezależnie od dostępnego kontekstu.
Kiedy po raz pierwszy nauczysz się chodzić, będę codziennie doświadczać asymetrii w naszej relacji. Będziesz nieustannie gdzieś biegać, a za każdym razem, gdy uderzysz w framugę drzwi lub obtrzesz kolano, ból będzie wydawał się mój. To będzie jak wyrośnięcie zbłąkanej kończyny, przedłużenia mnie, którego nerwy czuciowe bez problemu zgłaszają ból, ale którego nerwy ruchowe w ogóle nie przekazują moich poleceń. To takie niesprawiedliwe: urodzę animowaną lalkę voodoo przedstawiającą mnie samego. Nie widziałem tego w umowie, kiedy ją podpisywałem. Czy to było częścią umowy?
Przeszłość i przyszłość są tym samym i nie możemy ich zmienić, możemy je jedynie lepiej poznać.
U podstawy ogromnego filaru, maleńki Babilon, krył się w cieniu. Potem ciemność wspięła się na wieżę, niczym baldachim rozwijający się ku górze. Poruszała się na tyle wolno, że Hillalum miał wrażenie, że może liczyć mijające chwile, ale potem, w miarę jak się zbliżała, przyspieszała, aż przemknęła obok nich szybciej, niż mógł mrugnąć, i znaleźli się w zmierzchu… Po raz pierwszy zrozumiał, czym jest noc: cieniem samej ziemi, rzucanym na niebo.
Bądź cierpliwy. Twoja przyszłość przyjdzie do ciebie i położy się u twoich stóp jak pies, który wie i kocha cię bez względu na to, kim jesteś.
Uszkodzenie mózgu nigdy nie jest dobrym pomysłem, bez względu na to, co mówią twoi przyjaciele.
Różnica polega na tym, że energia cieplna, którą emitujemy, jest formą energii o wysokiej entropii, co oznacza, że jest nieuporządkowana. Energia chemiczna, którą absorbujemy, jest formą energii o niskiej entropii, co oznacza, że jest uporządkowana. W efekcie konsumujemy porządek i generujemy nieporządek; żyjemy, zwiększając nieporządek we wszechświecie. Tylko dlatego, że wszechświat na początku był wysoce uporządkowany, możemy w ogóle istnieć.
Chociaż dawno nie żyję, kiedy to czytasz, odkrywco, składam ci pożegnanie. Rozważaj cud istnienia i ciesz się, że potrafisz to robić. Czuję, że mam prawo ci to powiedzieć, ponieważ pisząc te słowa, robię to samo.
Idea myślenia w trybie językowym, a jednocześnie niefonologicznym, zawsze mnie intrygowała. Miałem przyjaciela, którego rodzice byli głusi; dorastał, używając amerykańskiego języka migowego i powiedział mi, że często myśli w ASL zamiast po angielsku. Zwykłem zastanawiać się, jak to jest, gdy myśli są ręcznie kodowane, gdy rozumuje się za pomocą wewnętrznej pary rąk, a nie wewnętrznego głosu. Z Heptapod B doświadczałem czegoś równie obcego: moje myśli stawały się graficznie kodowane. W ciągu dnia zdarzały się chwile przypominające trans, gdy moje myśli nie były wyrażane wewnętrznym głosem; zamiast tego, oczami wyobraźni widziałem semagramy, wyrastające niczym szron na szybie.
Seks nie jest tym, co czyni związek realnym; to gotowość do uświęcenia wysiłku dla jego utrzymania.
Błędne jest przekonanie, że w trakcie ewolucji ludzie poświęcili sprawność fizyczną w zamian za inteligencję: władanie ciałem jest aktywnością umysłową.
…poprzez akt czytania moich słów, wzorce, które kształtują Twoje myśli, stają się imitacją wzorców, które kiedyś kształtowały moje. I w ten sposób żyję na nowo, poprzez Ciebie.
Prawdziwe piękno to to, co widzisz oczami miłości.
Kiedy mówimy, używamy oddechu w płucach, aby nadać naszym myślom fizyczną formę. Dźwięki, które wydajemy, są jednocześnie naszymi intencjami i naszą siłą życiową.
Życzę Ci wszystkiego dobrego, odkrywco, ale zastanawiam się: Czy czeka Cię ten sam los, który spotkał mnie? Mogę sobie tylko wyobrazić, że tak musi być, że dążenie do równowagi nie jest cechą specyficzną dla naszego wszechświata, lecz wrodzoną wszystkim wszechświatom. Być może to tylko ograniczenie mojego myślenia, a wasz lud odkrył źródło presji, które jest prawdziwie wieczne. Ale moje spekulacje są już wystarczająco fantazyjne. Założę, że pewnego dnia wasze myśli również ustaną, choć nie mogę pojąć, jak odległa może to być przyszłość. Wasze życie skończy się tak jak nasze, tak jak musi skończyć się życie każdego z nas. Nieważne, ile to potrwa, w końcu równowaga zostanie osiągnięta. Mam nadzieję, że nie smuci was ta świadomość. Mam nadzieję, że wasza wyprawa była czymś więcej niż poszukiwaniem innych wszechświatów, które mogłyby posłużyć za zbiorniki. Mam nadzieję, że motywowało was pragnienie wiedzy, tęsknota za tym, co może powstać z wydechu wszechświata. Bo nawet jeśli długość życia wszechświata jest policzalna, różnorodność życia, która w nim powstaje, nie. Budynki, które wznieśliśmy, sztuka, muzyka i wiersze, które skomponowaliśmy, samo życie, które wiedliśmy: żadnego z nich nie dało się przewidzieć, bo żadne z nich nie było nieuniknione. Nasz wszechświat mógł osiągnąć równowagę, wydając jedynie cichy syk. Fakt, że zrodził taką pełnię, jest cudem, który dorównuje jedynie twojemu wszechświatowi, który dał początek tobie.
Życie z tobą będzie jak celowanie w ruchomy cel; zawsze będziesz dalej, niż się spodziewam.
Przywdziewali nowe ubrania, albowiem pozwolono im zobaczyć tak wiele i błagali o wybaczenie za pragnienie zobaczenia więcej.
W Principia Mathematica Bertrand Russell i Alfred Whitehead podjęli próbę stworzenia solidnych podstaw matematyki, wykorzystując logikę formalną jako podstawę. Wyszli od tego, co uważali za aksjomaty, i wykorzystali je do wyprowadzenia twierdzeń o rosnącej złożoności. Na stronie 362 ustalili wystarczająco dużo, aby udowodnić, że „1 + 1 = 2”.
Podobnie, wiedza o przyszłości była nie do pogodzenia z wolną wolą. To, co umożliwiało mi korzystanie z wolności wyboru, jednocześnie uniemożliwiało mi poznanie przyszłości. I odwrotnie, teraz, gdy znam przyszłość, nigdy nie działałbym wbrew tej przyszłości, także nie mówiłbym innym tego, co wiem: ci, którzy znają przyszłość, o niej nie mówią. Ci, którzy przeczytali Księgę Wieków, nigdy się do tego nie przyznają.
Moja podróż w przeszłość niczego nie zmieniła, ale to, czego się nauczyłem, zmieniło wszystko i zrozumiałem, że nie mogło być inaczej. Jeśli nasze życie jest opowieścią, którą opowiada Allah, to jesteśmy zarówno odbiorcami, jak i aktorami, zatem przeżywając te opowieści, otrzymujemy z nich lekcje.
Jeśli chcesz stworzyć zdrowy rozsądek, który wynika z dwudziestu lat życia na świecie, musisz poświęcić temu zadaniu dwadzieścia lat. Nie da się zgromadzić równoważnego zbioru heurystyk w krótszym czasie; doświadczenie jest algorytmem. Całkowicie niekompresowalnym.
Promień światła musi wiedzieć, gdzie ostatecznie trafi, zanim będzie mógł wybrać kierunek, w którym zacznie się poruszać.
Zasada Fermata brzmi dziwnie, ponieważ opisuje zachowanie światła w kategoriach celowych. Brzmi to jak przykazanie do promienia światła: „Zminimalizuj lub zmaksymalizuj czas potrzebny na dotarcie do celu.”
Każda decyzja, którą podejmujesz, wpływa na Twój charakter i kształtuje Twoją osobowość.
Gdybyś mógł zobaczyć całe swoje życie przed sobą, czy zmieniłbyś coś w nim?
W większości przypadków musimy trochę zapomnieć, zanim będziemy mogli wybaczyć; kiedy ból przestaje być świeży, zniewaga staje się łatwiejsza do wybaczenia, co z kolei sprawia, że jest mniej pamiętna i tak dalej. To ta psychologiczna pętla sprzężenia zwrotnego, Sprawia, że początkowo irytujące przewinienia wydają się wybaczalne z perspektywy czasu.
Aby umysł mógł w pełni wykorzystać swój potencjał, potrzebuje rozwoju w innych umysłach.
Doświadczaliśmy zdarzeń w określonej kolejności i postrzegaliśmy ich związek jako przyczynę i skutek. Doświadczaliśmy wszystkich zdarzeń naraz i dostrzegaliśmy cel leżący u ich podstaw. Cel minimalizujący, maksymalizujący.
Działalność człowieka doprowadziła mój gatunek na skraj wyginięcia, ale nie winię ich za to. Nie zrobili tego złośliwie. Po prostu nie zwracali na to uwagi. A ludzie tworzą tak piękne mity; ileż mają wyobraźni. Może Dlatego ich aspiracje są tak ogromne. Spójrz na Arecibo. Każdy gatunek, który potrafi coś takiego zbudować, musi mieć w sobie wielkość. Mój gatunek prawdopodobnie niedługo tu nie pobędzie; prawdopodobnie umrzemy przedwcześnie i dołączymy do Wielkiej Ciszy. Ale zanim odejdziemy, wysyłamy ludzkości wiadomość. Mamy tylko nadzieję, że teleskop w Arecibo pozwoli im ją usłyszeć. Ta wiadomość brzmi: Bądźcie grzeczni. Kocham was.
Znajome było daleko, a dziwaczne było na wyciągnięcie ręki.
Życie z tobą będzie jak celowanie w ruchomy cel; zawsze będziesz dalej, niż się spodziewam.
Fizyka dopuszcza piękną unifikację, nie tylko na poziomie sił fundamentalnych, ale także biorąc pod uwagę jego zakres i implikacje. Klasyfikacje takie jak „optyka” czy „termodynamika” to tylko kaftany bezpieczeństwa, uniemożliwiające fizykom dostrzeżenie niezliczonych punktów stycznych.
Wychowywanie dziecka stawia cię w głębokim, nieuniknionym, codziennym kontakcie z kilkoma dość trudnymi kwestiami: Czym jest miłość i jak ją zdobyć? Dlaczego świat zawiera zło, ból i stratę? Jak możemy odkryć godność i tolerancję? Kto sprawuje władzę i dlaczego? Jaki jest najlepszy sposób rozwiązywania konfliktów? Jeśli chcemy powierzyć sztucznej inteligencji jakiekolwiek poważne obowiązki, będzie ona potrzebowała dobrych odpowiedzi na te pytania. Nie stanie się to poprzez załadowanie dzieł Kanta do pamięci komputera; będzie to wymagało odpowiednika dobrego rodzicielstwa.
Zbieg okoliczności i intencja to dwie strony medalu gobelinu, panie. Możesz uznać jeden za przyjemniejszy do oglądania, ale nie możesz powiedzieć, że jeden jest prawdziwy, a drugi fałszywy.
To nie przypadek, że „aspiracja” oznacza zarówno nadzieję, jak i akt oddychania.
Chce im powiedzieć, że Blue Gamma miała więcej racji, niż sama wiedziała: doświadczenie to nie tylko najlepszy nauczyciel; to jedyny nauczyciel. Jeśli czegoś się nauczyła, wychowując Jaxa, to tego, że nie ma dróg na skróty; jeśli chcesz stworzyć zdrowy rozsądek, który wynika z dwudziestu lat życia na świecie, musisz poświęcić temu zadaniu dwadzieścia lat. Nie da się zgromadzić równoważnego zbioru heurystyk w krótszym czasie; doświadczenie jest algorytmiczne nieściśliwy.
Według mitologii hinduskiej wszechświat został stworzony dźwiękiem: „om”. Jest to sylaba, która zawiera w sobie wszystko, co kiedykolwiek istniało i wszystko, co będzie istnieć. Kiedy teleskop Arecibo jest skierowany w przestrzeń między gwiazdami, słyszy słaby szum. Astronomowie nazywają to mikrofalowym promieniowaniem tła. To szczątkowe promieniowanie Wielkiego Wybuchu, eksplozji, która stworzyła wszechświat czternaście miliardów lat temu. Można to jednak również postrzegać jako ledwo słyszalny pogłos pierwotnego „om”. Ta sylaba była tak dźwięczna, że nocne niebo będzie wibrować tak długo, jak długo istnieje wszechświat. Kiedy Arecibo nie słucha niczego innego, słyszy głos stworzenia.
I myślę, że odkryłem prawdziwą korzyść z pamięci cyfrowej. Nie chodzi o to, żeby udowodnić, że miałeś rację, ale o to, żeby przyznać się do błędu.
Zwykle nie myślimy o tym w ten sposób, ale pisanie to technologia, co oznacza, że osoba piśmienna to ktoś, kogo procesy myślowe są technologicznie pośredniczone. Staliśmy się poznawczymi cyborgami, gdy tylko staliśmy się biegli w czytaniu, a konsekwencje tego były głębokie.
Nie jestem pewien, czy jestem gotowy na dzieci. Zapytałem znajomego, który ma dzieci: „Załóżmy, że mam dzieci. Co jeśli, kiedy dorosną, będą mnie obwiniać za wszystko, co jest nie tak w ich życiu?” Magda zaśmiała się i powiedziała: „Co masz na myśli mówiąc: jeśli?”.
My, ludzie, możemy nie być odpowiedzią na pytanie „dlaczego”, ale będę wciąż szukać odpowiedzi na pytanie „jak”. To poszukiwanie jest moim celem; nie dlatego, że Ty to dla mnie wybrałeś, Panie, ale dlatego, że ja sama to wybrałem. Amen.
Czy oglądając sportowców olimpijskich na zawodach, Twoja samoocena spada? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie, czujesz podziw i zachwyt; jesteś zainspirowany, że istnieją tak wyjątkowe jednostki. Dlaczego więc nie możemy czuć tego samego w stosunku do piękna?
Zawsze pojawiały się argumenty wskazujące na to, że wolna wola to iluzja – niektóre oparte na twardych podstawach fizyki, inne na czystej logice. Większość ludzi zgadza się, że te argumenty są niepodważalne, ale nikt tak naprawdę nie akceptuje tego wniosku. Doświadczenie wolnej woli jest zbyt potężne, by jakikolwiek argument mógł je obalić.
Pragmatyzm jest o wiele bardziej pomocny dla zbawiciela niż estetyzm.
Niektórzy kochankowie rozstają się przy pierwszej poważnej kłótni; niektórzy rodzice robią dla swoich dzieci tak mało, jak tylko mogą; niektórzy właściciele zwierząt domowych ignorują swoje pupile, gdy stają się uciążliwe. We wszystkich tych przypadkach ludzie nie chcą się wysilać. Prawdziwa relacja, czy to z ukochaną osobą, dzieckiem, czy zwierzęciem, wymaga… chęć zrównoważenia pragnień i potrzeb drugiej strony z własnymi.
Od początku znałem swój cel i odpowiednio wybrałem drogę. Ale czy dążę do skrajności radości, czy bólu? Czy osiągnę minimum, czy maksimum?
Niezależnie od tego, czego się uczę, dostrzegam wzorce. Widzę gestalt, melodię w nutach, we wszystkim: matematyce i nauce, sztuce i muzyce, psychologii i socjologii. Czytając teksty, myślę tylko o tym, że autorzy mozolnie podążają od jednego punktu do drugiego, szukając powiązań, których nie dostrzegają. Są jak tłum ludzi niezdolnych do czytania nut, wpatrujących się w zapis nutowy sonaty Bacha, próbujących wyjaśnić, jak jedna nuta prowadzi do drugiej. Choć te wzorce są wspaniałe, rozbudzają mój apetyt na więcej. Są inne wzorce czekające na odkrycie, gestalty o zupełnie innej skali. Jeśli chodzi o nie, sam jestem ślepy; wszystkie moje sonaty to w porównaniu z nimi tylko odizolowane punkty danych. Nie mam pojęcia, jaką formę mogą przybrać takie kształty, ale to przyjdzie z czasem. Chcę je znaleźć i zrozumieć. Pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego, czego pragnąłem wcześniej.
To zabawne: kiedy jesteś spokojny, wydajesz się promieniować światłem, a gdyby ktoś miał namalować twój portret w ten sposób, nalegałbym, żeby uwzględnił aureolę. Ale kiedy jesteś nieszczęśliwy, stajesz się klaksonem, stworzonym do emitowania dźwięku; twój portret mógłby wtedy być po prostu dzwonkiem alarmowym.
Oczywiście piękno było wykorzystywane jako narzędzie ucisku, ale eliminacja piękna nie jest rozwiązaniem; nie można wyzwolić ludzi, zawężając zakres z ich doświadczeń.
Pomyśl o kokainie. W swojej naturalnej postaci, w postaci liści koki, jest kusząca, ale nie na tyle, by stać się problemem. Ale jeśli ją uszlachetnisz, oczyścisz, otrzymasz związek, który uderza w receptory przyjemności z nienaturalną intensywnością. Wtedy staje się uzależniająca.
Piękno przeszło podobny proces dzięki reklamodawcom. Ewolucja dała nam obwód, który reaguje na ładny wygląd – nazwijmy go receptorem przyjemności dla naszej kory wzrokowej – i w naszym naturalnym środowisku jego posiadanie było przydatne. Ale weźmy osobę z jedną na milion strukturą skóry i kości, dodajmy
„Nauka to nie tylko poszukiwanie prawdy” – Patryk powiedział. „To poszukiwanie celu”.
Odpowiedź była prosta. Chodziło o różnicę między współczuciem a empatią.
Zwykle nie myślimy o tym w ten sposób, ale pisanie to technologia, co oznacza, że osoba piśmienna to ktoś, czyje procesy myślowe są technologicznie pośredniczone.
Science fiction i fantasy to bardzo blisko spokrewnione gatunki i wiele osób twierdzi, że są tak do siebie zbliżone, że tak naprawdę nie ma między nimi znaczącego rozróżnienia. Myślę jednak, że istnieje użyteczne rozróżnienie między magią a nauką. Można na to spojrzeć z perspektywy tego, czy dane zjawisko można wyprodukować masowo.
Będziesz robić to, co cię uszczęśliwia, i to będzie wszystko, o co poproszę.
Po raz pierwszy poznał noc taką, jaka jest: cieniem samej ziemi, rzucanym na niebo.
A potem będą chwile, kiedy zobaczę, że się śmiejesz. Jak wtedy, gdy będziesz się bawił ze szczeniakiem sąsiada, wkładając ręce przez siatkę oddzielającą nasze podwórka, i będziesz się śmiał tak głośno, że zaczniesz czkać. Szczeniak wbiegnie do domu sąsiada, a twój śmiech stopniowo ucichnie, pozwalając ci złapać oddech. Potem szczeniak wróci do ogrodzenia, żeby znowu polizać twoje palce, a ty znowu zaczniesz piszczeć i się śmiać. To będzie najwspanialszy dźwięk, jaki mógłbym sobie wyobrazić, dźwięk, który sprawia, że czuję się jak fontanna albo źródło.
Poszczególne osoby są tragicznie jak marionetki, niezależnie poruszające się, ale spętane siecią, której wolą nie widzieć; mogłyby się oprzeć, gdyby chciały, ale tak niewielu z nich to robi.
To nie przypadek, że „aspiracja” oznacza zarówno nadzieję, jak i akt oddychania. Kiedy mówimy, używamy oddechu w płucach, aby nadać naszym myślom fizyczną formę. Dźwięki, które wydajemy, są jednocześnie naszymi intencjami i naszą siłą życiową. Mówię, więc jestem.
Dojrzałość oznacza dostrzeganie różnic, ale uświadomienie sobie, że nie mają one znaczenia. Nie ma technologicznego skrótu.
Patryk zrozumiał, że życie jest niezasłużonym darem, że nawet najbardziej cnotliwi nie są godni chwały śmiertelnego świata. Dla niego zagadka została rozwiązana, ponieważ zrozumiał, że wszystko w życiu jest miłością, nawet ból, a zwłaszcza ból.
Mój nowy język nabiera kształtów. Jest zorientowany na gestalt, co sprawia, że doskonale nadaje się do myślenia, ale jest niepraktyczny w piśmie czy mowie. Nie zostałby zapisany w formie słów ułożonych liniowo, ale jako gigantyczny ideogram, który można by przyswoić jako całość.
Zwykle nie myślimy o tym w ten sposób, ale pisanie jest technologią, co oznacza, że osoba piśmienna to ktoś, kogo procesy myślowe są technologicznie pośredniczone. Staliśmy się poznawczymi cyborgami, gdy tylko staliśmy się biegli w czytaniu, a konsekwencje tego były głębokie.
Zanim dana kultura zacznie używać pisma, gdy jej wiedza jest przekazywana wyłącznie ustnie, może ona bardzo łatwo zrewidować swoją historię. Nie jest to celowe, ale jest nieuniknione; na całym świecie bardowie i grioci dostosowywali swój materiał do odbiorców, stopniowo dostosowując przeszłość do potrzeb teraźniejszości. Idea, że relacje z przeszłości nie powinny się zmieniać, jest wynikiem szacunku kultur piśmiennych do słowa pisanego. Antropolodzy powiedzą ci, że kultury ustne rozumieją przeszłość inaczej; dla nich ich historie nie muszą być dokładne, a raczej muszą potwierdzać rozumienie samej siebie przez daną społeczność. Nie byłoby więc prawdą twierdzenie, że ich historie są niewiarygodne; ich Historie robią to, co do nich należy.
W tej chwili każdy z nas jest prywatną kulturą mówioną. Przepisujemy swoją przeszłość, aby odpowiadała naszym potrzebom i wspierała historię, którą o sobie opowiadamy. Dzięki naszym wspomnieniom wszyscy jesteśmy…
Zanim dana kultura przyjmie pismo, a jej wiedza jest przekazywana wyłącznie ustnie, może ona bardzo łatwo zrewidować swoją historię. Nie jest to celowe, ale nieuniknione; na całym świecie bardowie i grajki dostosowywali swój materiał do odbiorców, stopniowo dostosowując przeszłość do potrzeb teraźniejszości. Przekonanie, że relacje z przeszłości nie powinny się zmieniać, wynika z szacunku kultur piśmiennych do słowa pisanego. Antropolodzy powiedzą, że kultury oralne rozumieją przeszłość inaczej; ich historie nie muszą być dokładne, lecz potwierdzać rozumienie siebie przez daną społeczność. Nie byłoby więc prawdą stwierdzenie, że ich historie są niewiarygodne; ich historie robią to, co powinny.
W tej chwili każdy z nas jest prywatną kulturą oralną. Przerabiamy swoją przeszłość, aby odpowiadała naszym potrzebom i wspierała historię, którą opowiadamy o sobie. W naszych wspomnieniach wszyscy jesteśmy winni wigowskiej interpretacji naszych osobistych historii, postrzegając nasze dawne „ja” jako kroki w kierunku naszego wspaniałego, obecnego „ja”.
Perspektywa życia bez ingerencji, życia w świecie, w którym nieoczekiwane zyski i nieszczęścia nigdy nie były celowe, nie przerażała go.
W tej chwili każdy z nas jest prywatną kulturą ustną. Przepisujemy naszą przeszłość, aby odpowiadała naszym potrzebom i wspierała historię, którą o sobie opowiadamy. W naszych wspomnieniach wszyscy jesteśmy winni wigowskiej interpretacji naszych osobistych historii, postrzegając nasze dawne „ja” jako kroki w kierunku naszego wspaniałego, obecnego „ja”.
Ona, podobnie jak wiele innych osób, zawsze uważała, że matematyka nie czerpie swojego znaczenia ze wszechświata, lecz raczej narzuca mu pewne znaczenie.
Kochać kogoś oznacza poświęcać się dla niego.
Podzielenie liczby przez zero nie daje w rezultacie nieskończenie dużej liczby. Dzieje się tak, ponieważ dzielenie jest definiowane jako odwrotność mnożenia; jeśli podzielisz przez zero, a następnie pomnożysz przez zero, powinieneś odzyskać liczbę, od której zacząłeś. Jednak mnożenie nieskończoności przez zero daje tylko zero, a nie jakąkolwiek inną liczbę. Nie ma niczego, co pomnożone przez zero dałoby wynik różny od zera; dlatego wynik dzielenia przez zero jest dosłownie „niezdefiniowany”.
Ponieważ są inni ludzie, którym hojność przychodzi łatwo i bez wysiłku. I jest im łatwo, ponieważ w przeszłości podejmowali wiele drobnych decyzji, by być hojnymi. Mnie było ciężko, ponieważ w przeszłości podejmowałem wiele drobnych decyzji, by być samolubnym. Więc to ja jestem powodem, dla którego trudno mi być hojnym.
Doświadczenie to nie tylko najlepszy nauczyciel; to jedyny nauczyciel.
Cisza nocnego nieba to cisza cmentarza. To zaboli.
Bo nawet jeśli wszechświat ma długość życia, to różnorodność życia, która w nim powstaje, nie. Budynki, które wznieśliśmy, sztuka, muzyka i wiersze, które skomponowaliśmy, samo życie, które wiedliśmy: żadnego z nich nie dało się przewidzieć, ponieważ żadne z nich nie było nieuniknione. Nasz wszechświat mógł osiągnąć równowagę, nie dopuszczając niczego więcej niż cichego syku. Fakt, że zrodził taką pełnię, jest cudem, który dorównuje jedynie twojemu wszechświatowi, który dał początek tobie. Chociaż dawno nie żyję, kiedy to czytasz, odkrywco, składam ci pożegnanie. Rozważ cud istnienia i raduj się, że potrafisz to zrobić. Czuję, że mam prawo ci to powiedzieć, ponieważ pisząc te słowa, robię to samo.
Wyszedłem w świat zewnętrzny, aby na nowo przyjrzeć się społeczeństwu. Znany mi kiedyś język migowy emocji został zastąpiony matrycą powiązanych ze sobą równań. Linie sił skręcają się i wydłużają między ludźmi, przedmiotami, instytucjami i ideami. Jednostki są tragicznie jak marionetki, niezależnie ożywione, ale spętane siecią, której wolą nie widzieć; mogłyby się oprzeć, gdyby chciały, ale tak niewielu z nich to robi.
Poświęciłem życie badaniu cudownego mechanizmu, jakim jest wszechświat, i to dało mi poczucie spełnienia. Zawsze zakładałem, że oznacza to, że działam poprawnie i w symbiozie z moim kosmicznym „ja”.
wasz stryj Stanisław
______
Stanisław Barszczak, What Is Expected of Us, or the Last Message of Man on Earth
Nothing will erase the past. There is repentance, there is penance, and there is forgiveness. That’s all, but that’s enough.
My message to you is this: pretend you have free will. It’s important to behave as if your decisions matter, even if you know they don’t. Reality isn’t important: what matters is your faith, and believing a lie is the only way to avoid a coma. Civilization now relies on self-deception. Perhaps it always has been.
Four things don’t return: a spoken word, a speeding arrow, a past life, and a wasted opportunity.
Even though I know this journey and where it leads, I accept it and enjoy every moment.
The universe began with a vast, held breath. Who knows why, but regardless of the reason, I’m glad it happened, because I owe my existence to it. All my desires and thoughts are nothing more and nothing less than eddy currents generated by the gradual exhalation of our universe. And until this great exhalation is complete, my thoughts will live on.
Unconditional love demands nothing, not even reciprocation.
Freedom is not an illusion; it is entirely real in the context of sequential consciousness. In the context of simultaneous consciousness, freedom makes no sense, but neither does coercion; it is simply a different context, neither more nor less valid than the previous one. It is like that famous optical illusion, a drawing depicting either an elegant young woman with her face turned away from the viewer, or an old woman with a wart-nose and chin drooping on her chest. There is no „correct” interpretation; both are equally valid. But one cannot see both simultaneously.
Similarly, knowledge of the future was incompatible with free will. What enabled me to exercise freedom of choice simultaneously prevented me from knowing the future. Conversely, now that I know the future, I would never act against it, nor would I tell others what I know: those who know the future don’t speak of it. Those who have read the Book of Ages will never admit it.
People are made up of stories. Our memories aren’t an impartial collection of every second we’ve experienced; they’re narratives we’ve constructed from selected moments. Therefore, even when we experienced the same events as others, we never created identical narratives: the criteria for selecting moments were different for each of us and reflected our personalities. Each of us noticed details that caught our attention and remembered what was important to us, and the narratives we constructed shaped our personalities, in turn. But I wondered if everyone remembered everything, would our differences disappear? What would happen to our self-esteem? It seemed to me that a perfect memory couldn’t be a narrative, any more than unedited surveillance camera footage could be a feature film.
Science fiction is perfect for asking philosophical questions: questions about the nature of reality, what it means to be human, how we know what we think we know.
None of us are saints, but we can all strive to be better. Every time you do something generous, you shape yourself into someone who is more likely to be generous next time, and that matters.
Consider the miracle of existence and be glad you can do it. I feel I have the right to tell you this because, as I write these words, I am doing the same.
Think of cocaine. In its natural form, as coca leaves, it is tempting, but not enough to become a problem. But refine it, purify it, and you get a compound that hits your pleasure receptors… an unnatural intensity of you appears. Then it becomes addictive.
Beauty has undergone a similar process thanks to advertisers. Evolution gave us a circuit that responds to good looks—let’s call it the pleasure receptor in our visual cortex—and in our natural environment, it was useful. But take a person with a one-in-a-million skin and bone structure, add professional makeup and retouching, and we no longer perceive beauty in its natural form. We have pharmaceutical-grade beauty, the cocaine of good looks.
Biologists call this „supernormal stimulus” […] Our beauty receptors receive more stimulation than they could handle throughout evolution; we see more beauty in a single day than our ancestors did in a lifetime. As a result, beauty slowly ruins our lives.
How? Like any drug, it becomes a problem: by disrupting our relationships with others. We become dissatisfied with the appearance of ordinary people because they can’t compare to supermodels.
I understand the mechanism of my thinking. I know exactly how I know, and my understanding is recursive. I understand the infinite regress of this self-knowledge, not through endless progress, step by step, but by grasping the limit. Nature The nature of recursive cognition is obvious to me. A new meaning for the term „self-awareness.”
Fiat logos. I know my mind in terms of a language more expressive than any I had previously imagined. Like God creating order out of chaos through utterance, I recreate myself through this language. It is meta-self-descriptive and self-editing; it can not only describe thought but also describe and modify its own actions, at all levels. Gödel would have given anything to see this language, in which modifying a sentence changes the entire grammar.
Through this language, I can see how my mind works. I don’t pretend to see my neurons firing; such claims belong to John Lilly and his LSD experiments of the 1960s. I can only perceive gestalts—shapes; I see how mental structures form and interact. I see myself thinking, and I see the equations that describe my thinking, and I see how I understand those equations, and I see how the equations describe their understanding.
I know how my thoughts are created. These thoughts.
It’s no coincidence that „aspiring” means both hope and the act of breathing.
Girls have always been told that their worth is tied to their appearance; their achievements are always exaggerated if they are pretty and diminished if they are not. Worse still, some girls get the message that they can survive in life relying solely on their appearance, and thus never develop their minds.
Being pretty is essentially a passive quality; even what you work on, you work on being passive.
We like the idea that there is always someone responsible for an event because it helps us understand the world. We like it so much that sometimes we blame ourselves, just to have someone to blame. But not everything is under our control, or even under anyone’s control.
Women who work with animals hear this all the time: that their love for animals must stem from a sublime need to raise children. Ana is tired of this stereotype. She loves children, but they are not the standard by which all other achievements should be measured. Caring for animals is valuable in itself, a calling for which one should not apologize.
I once heard a joke from a comedian. It went like this: „I’m not sure I’m ready for children. I asked a friend who has children, ‚Suppose I have children. What if, when they grow up,… Blame me for everything bad in their lives?’ She laughed and asked, „What do you mean, if?”
If you already know how the story will unfold, why should I read it to you?
„Because I want to hear it!”
Experience is algorithmically incompressible.
Practicing writing, Jerzy understood what Patryk meant: writing wasn’t just a way to write down what someone said; It could help you decide what to say before you said it. And words weren’t just fragments of speaking; they were fragments of thinking. When you wrote them down, you could hold your thoughts like bricks in your hands and arrange them into different patterns. Writing allowed you to see your thoughts in a way you couldn’t if you simply spoke, and by seeing them, you could refine, strengthen, and perfect them.
Low expectations are a self-fulfilling prophecy. If we aim high, we will achieve better results.
Some people theorize that intelligent species die out before they can spread into space. If they are correct, then the silence of the night sky is the silence of a graveyard.
The physical universe was a language with a perfectly ambiguous grammar. Every physical event was an utterance that could be resolved in two entirely different ways. Ways, one accidental, the other teleological, both valid, neither disqualifying, regardless of the available context.
When you first learn to walk, I will experience the asymmetry in our relationship daily. You will be constantly running, and every time you hit a doorframe or scrape your knee, the pain will seem like mine. It will be like growing a stray limb, an extension of myself whose sensory nerves easily report pain, but whose motor nerves fail to transmit my commands at all. It’s so unfair: I will give birth to an animated voodoo doll of myself. I didn’t see this in the contract when I signed it. Was that part of the deal?
The past and the future are the same, and we cannot change them, only know them better.
At the base of the enormous pillar, tiny Babylon hid in shadow. Then darkness climbed the tower, like a canopy unfurling upward. She moved slowly enough that Hillalum felt he could count the passing moments, but then, as she approached, she quickened until she flew past them faster than he could blink, and they found themselves in twilight… For the first time, he understood what night was: the shadow of the earth itself, cast across the sky.
Be patient. Your future will come to you and lie at your feet. Like a dog who knows and loves you no matter who you are.
Brain damage is never a good idea, no matter what your friends say.
The difference is that the thermal energy we emit is a form of high-entropy energy, meaning it is disordered. The chemical energy we absorb is a form of low-entropy energy, meaning it is ordered. In effect, we consume order and generate disorder; we live by increasing the disorder in the universe. It is only because the universe was initially highly ordered that we are able to exist at all.
Although I have been dead for a long time, as you read this, explorer, I bid you farewell. Contemplate the miracle of existence and be glad that you can do so. I feel I have the right to tell you this, because as I write these words, I am doing the same.
The idea of thinking in a linguistic yet non-phonological mode has always intrigued me. I had a friend whose parents were deaf; He grew up using American Sign Language and told me he often thought in ASL instead of English. I used to wonder what it was like to have thoughts manually encoded, to reason with an inner pair of hands rather than an inner voice. With Heptapod B, I experienced something equally alien: my thoughts became graphically encoded. There were trance-like moments throughout the day when my thoughts weren’t expressed by an inner voice; instead, in my mind’s eye, I saw semagrams growing like frost on a window.
Sex isn’t what makes a relationship real; it’s the willingness to sacrifice effort to maintain it.
It’s a misconception that, throughout evolution, humans sacrificed physical prowess for intelligence: wielding a body is a mental activity.
…through the act of reading my words, the patterns that shape your thoughts become an imitation of the patterns that once shaped mine. And so I live anew, through you.
True beauty is what you see through the eyes of love.
When we speak, we use the breath in our lungs to give physical form to our thoughts. The sounds we make are both our intentions and our life force.
I wish you well, explorer, but I wonder: Will you suffer the same fate as me? I can only imagine that this must be so, that the pursuit of balance is not unique to our universe but inherent to all universes. Perhaps this is simply a limitation of my thinking, and your people have discovered a source of pressure that is truly eternal. But my speculations are already fanciful enough. I will assume that one day your thoughts will cease as well, though I cannot fathom how distant that may be. Your lives will end as ours, as each of our lives must. No matter how long it takes, balance will eventually be achieved. I hope this realization does not sadden you. I hope your journey was more than a search for other universes to serve as reservoirs. I hope you were motivated by a thirst for knowledge, a longing for what might arise from the universe’s exhalation. For even if the universe’s lifespan is quantifiable, the diversity of life that arises within it is not. The buildings we have built, the art, music, and poems we have composed, the very lives we have lived: none of them could have been predicted, because none of them were inevitable. Our universe could have achieved equilibrium with only a faint hiss. That it gave birth to such wholeness is a miracle, matched only by your universe, which gave birth to you.
Life with you will be like aiming at a moving target; you will always be further than I expect.
They donned new clothes because they were allowed to see so much and begged forgiveness for wanting to see more.
In Principia Mathematica, Bertrand Russell and Alfred Whitehead attempted to establish a solid foundation for mathematics, using formal logic as their foundation. They started with what they considered axioms and used them to derive theorems of increasing complexity. On page 362, they established enough to prove that „1 + 1 = 2.”
Similarly, knowledge of the future was incompatible with free will. What enabled me to exercise freedom of choice simultaneously prevented me from knowing the future. Conversely, now that I know the future, I would never act against it, nor would I tell others what I know: those who know the future do not speak of it. Those who have read the Book of Ages will never admit it.
My journey into the past changed nothing, but what I learned changed everything, and I understood that it could not have been otherwise. If our lives are stories told by Allah, then we are both audiences and actors, so by living these stories, we learn from them.
If you want to create the common sense that comes from twenty years of living in the world, you must devote yourself to this task twenty years have passed since this task. It’s impossible to accumulate an equivalent set of heuristics in a shorter time; experience is an algorithm. Completely incompressible.
A ray of light must know where it will ultimately end up before it can choose its direction.
Fermat’s Principle sounds strange because it describes the behavior of light in purposeful terms. It sounds like a commandment to a ray of light: „Minimize or maximize the time it takes to reach its destination.”
Every decision you make influences your character and shapes your personality.
If you could see your entire life before you, would you change anything about it?
In most cases, we have to forget a little before we can forgive; when the pain is no longer fresh, the offense becomes easier to forgive, which in turn makes it less memorable, and so on. It’s this psychological feedback loop that makes initially irritating offenses seem forgivable in retrospect.
For a mind to reach its full potential, it needs to develop in other minds.
We experienced events in a specific order and perceived their relationship as cause and effect. We experienced all events simultaneously and saw the underlying purpose. A goal of minimization, a goal of maximization.
Human activity brought my species to the brink of extinction, but I don’t blame them. They didn’t do it maliciously. They simply didn’t pay attention. And humans create such beautiful myths; they have such imagination. Perhaps that’s why their aspirations are so grand. Look at Arecibo. Any species that can build something like that must have greatness within itself. My species probably won’t be here for long; we’ll probably die prematurely and join the Great Silence. But before we go, we’re sending humanity a message. We only hope the Arecibo telescope lets them hear it. That message is: Be good. I love you.
The familiar was far away, and the strange was within reach.
Life with you will be like aiming at a moving target; You will always be further along than I expect.
Physics allows for a beautiful unification, not only at the level of fundamental forces, but also in terms of its scope and implications. Classifications like „optics” or „thermodynamics” are merely straitjackets, preventing physicists from seeing countless points of convergence.
Raising a child puts you in deep, inescapable, daily contact with some rather difficult questions: What is love and how can we achieve it? Why does the world contain evil, pain, and loss? How can we discover dignity and tolerance? Who holds power and why? What is the best way to resolve conflict? If we want to entrust artificial intelligence with any serious responsibilities, it will need good answers to these questions. This won’t happen by loading Kant’s works into a computer’s memory; it will require the equivalent of good parenting.
Coincidence and intention are two sides of a tapestry, sir. You may find one more pleasing to look at, but you can’t say one is true and the other false.
It’s no coincidence that „aspiration” means both hope and the act of breathing.
She wants to tell them that Blue Gamma was more right than she knew: experience isn’t just the best teacher; it’s the only teacher. If she’d learned anything from raising Jax, it was that there are no shortcuts; if you want to create the common sense that comes from twenty years of living in the world, you have to devote twenty years to the task. It’s impossible to accumulate an equivalent set of heuristics in a shorter time; experience is algorithmically incompressible.
According to Hindu mythology, the universe was created with the sound „om.” It’s a syllable that encapsulates everything that has ever existed and everything that will exist. When the Arecibo telescope is pointed into the space between the stars, it hears a faint hum. Astronomers call this the cosmic microwave background radiation. It’s the residual radiation of the Big Bang, the explosion that created the universe fourteen billion years ago. But it can also be perceived as the faint reverberation of the primordial „om.” That syllable was so resonant that the night sky will vibrate as long as the universe exists. When Arecibo listens to nothing else, it hears the voice of creation.
And I think I’ve discovered the true benefit of digital memory. It’s not about proving you were right, but about admitting you were wrong.
We don’t usually think of it this way, but writing is technology, which means a literate person is someone whose thought processes are technologically mediated. We became cognitive cyborgs as soon as we became proficient in reading, and the consequences were profound.
I’m not sure I’m ready for children. I asked a friend who has children: „Suppose I have children. What if, when they grow up, Will they blame me for everything that’s wrong with their lives?” Magda laughed and said, „What do you mean, ‚if?'”
We humans may not be the answer to the question „why,” but I will continue to seek the answer to the question „how.” This search is my purpose; not because You chose it for me, Lord, but because I chose it myself. Amen.
Does watching Olympic athletes compete make your self-esteem plummet? Of course not. On the contrary, you feel awe and wonder; you are inspired that such exceptional individuals exist. So why can’t we feel the same way about beauty?
There have always been arguments suggesting that free will is an illusion—some based on solid physics, others on pure logic. Most people agree that these arguments are irrefutable, but no one truly accepts this conclusion. The experience of free will is too powerful for any argument to refute.
Pragmatism is far more helpful to a savior than aestheticism.
Some lovers break up at the first serious argument; some parents do as little as possible for their children; some pet owners ignore their pets when they become a nuisance. In all these cases, people don’t want to make the effort. A true relationship, whether with a loved one, a child, or an animal, requires… a willingness to balance the other person’s desires and needs with your own.
I knew my goal from the beginning and chose my path accordingly. But am I striving for the extremes of joy or pain? Will I achieve the minimum or the maximum?
Regardless of what I learn, I see patterns. I see gestalt, melody in the notes, in everything: mathematics and science, art and music, psychology and sociology. When I read texts, I think only of the authors laboriously moving from one point to another, searching for connections they don’t see. They’re like a crowd of people unable to read music, staring at the score of a Bach sonata, trying to explain how one note leads to another. While these patterns are wonderful, they whet my appetite for more. There are other patterns waiting to be discovered, gestalts on a completely different scale. I’m blind to them; all my sonatas are just isolated data points compared to them. I have no idea what form such shapes might take, but that will come with time. I want to find them and understand them. I want that more than anything I’ve ever wanted before.
It’s funny: when you’re calm, you seem to radiate light, and if someone were to paint your portrait like that, I’d insist they include a halo. But when you’re unhappy, you become a horn, designed to emit sound; your portrait could simply be a wake-up call.
Of course, beauty has been used as a tool of oppression, but eliminating beauty is not the solution; You can’t liberate people by narrowing their experience.
Think of cocaine. In its natural form, as coca leaves, it’s tempting, but not enough to become a problem. But refine it, purify it, and you get a compound that hits pleasure receptors with unnatural intensity. Then it becomes addictive.
Beauty has undergone a similar process thanks to advertisers. Evolution gave us a circuit that responds to good looks – let’s call it the pleasure receptor for our visual cortex – and in our natural environment, having it was useful. But take a person with a one-in-a-million skin-and-bone structure, and add…
„Science isn’t just about the search for truth,” Patrick said. „It’s about the search for purpose.”
The answer was simple. It was about the difference between compassion and empathy.
We don’t usually think of it this way, but writing is a technology, which means that a literate person is someone whose thought processes are technologically mediated.
Science fiction and fantasy are very closely related genres, and many people argue that they are so closely related that there’s really no meaningful distinction between them. However, I think there’s a useful distinction between magic and science. You can look at it from the perspective of whether a given phenomenon can be mass-produced.
You will do what makes you happy, and that will be all I ask.
For the first time, he experienced night for what it is: a shadow of the earth itself, cast across the sky.
And then there will be moments when I see you laughing. Like when you’re playing with the neighbor’s puppy, putting your hands through the fence between our yards, and you laugh so hard you start hiccupping. The puppy will run into the neighbor’s house, and your laughter will gradually subside, allowing you to catch your breath. Then the puppy will return to the fence to lick your fingers again, and you’ll start squealing and laughing again. It will be the most wonderful sound I could imagine, a sound that makes me feel like a fountain or a spring.
Individuals are tragically Like puppets, independently moving but bound by a web they prefer not to see; they could resist if they wanted to, but so few do.
It’s no coincidence that „aspiration” means both hope and the act of breathing. When we speak, we use the breath in our lungs to give physical form to our thoughts. The sounds we make are simultaneously our intentions and our life force. I speak, therefore I am.
Maturity means recognizing differences but realizing that they don’t matter. There is no technological shortcut.
Patryk understood that life is an undeserved gift, that even the most virtuous are not worthy of the glory of the mortal world. For him, the puzzle was solved because he understood that everything in life is love, even pain, especially pain.
My new language is taking shape. It is gestalt-oriented, which makes it perfect for thought but impractical for writing or speaking. It wouldn’t be written down as linear words, but as a giant ideogram that could be absorbed as a whole.
We don’t usually think of it this way, but writing is a technology, meaning that a literate person is someone whose thought processes are technologically mediated. We became cognitive cyborgs as soon as we became proficient at reading, and the consequences were profound.
Before a culture adopts writing, when its knowledge is transmitted solely orally, it can easily revise its history. This isn’t intentional, but it is inevitable; across the world, bards and griots adapted their material to their audiences, gradually adapting the past to the needs of the present. The idea that accounts of the past should remain constant stems from literate cultures’ reverence for the written word. Anthropologists will tell you that oral cultures understand the past differently; for them, their histories don’t have to be accurate, but rather they have to confirm the community’s understanding of itself. So it wouldn’t be true to say their stories are unreliable; their Stories do their job.
Right now, each of us is a private oral culture. We rewrite our past to suit our needs and support the story we tell about ourselves. Thanks to our memories, we are all…
Before a culture adopts writing and its knowledge is transmitted solely orally, it can easily revise its history. This isn’t intentional, but inevitable; across the world, bards and musicians adapted their material to their audiences, gradually adapting the past to the needs of the present. The belief that accounts of the past should remain unchanged stems from literate cultures’ reverence for the written word. Anthropologists will say that oral cultures understand the past differently; their stories don’t have to be accurate, but rather confirm the community’s understanding of themselves. So it wouldn’t be true to say their stories are unreliable; their stories do what they should.
Right now, each of us is a private oral culture. We remake our past to suit our needs and support the story we tell about ourselves. In our memories, we are all guilty of a Whig interpretation of our personal histories, seeing our past selves as steps toward our glorious present selves.
The prospect of a life without interference, of living in a world where windfalls and misfortunes were never intentional, did not frighten him.
In this moment, each of us is a private oral culture. We rewrite our past to suit our needs and support the story we tell about ourselves. In our memories, we are all guilty of a Whig interpretation of our personal histories, seeing our past selves as steps toward our glorious present selves.
She, like many others, has always believed that mathematics does not derive its meaning from the universe but rather imposes a meaning on it.
To love someone is to sacrifice for them.
Dividing a number by zero does not result in an infinitely large number. This is because division is defined as the inverse of multiplication; if you divide by zero and then multiply by zero, you should get back the number you started with. However, multiplying infinity by zero only gives zero, not any other number. There is nothing that, when multiplied by zero, gives a result other than zero; therefore, the result of division by zero is literally „undefined.”
Because there are other people for whom generosity comes easily and effortlessly. And it’s easy for them because they’ve made many small decisions to be generous in the past. It’s been hard for me because I’ve made many small decisions to be selfish in the past. So I’m the reason I find it hard to be generous.
Experience isn’t just the best teacher; it’s the only teacher.
The silence of the night sky is the silence of the cemetery. This will hurt.
Because even if the universe has a lifespan, the diversity of life that arises within it does not. The buildings we have built, the art, music, and poems we have composed, the very lives we have lived: none of them could have been predicted, because none of them were inevitable. Our universe could have achieved equilibrium, allowing nothing more than a quiet hiss. That it gave birth to such wholeness is a miracle, rivaled only by your universe, which gave birth to you. Though I am long gone, as you read this, explorer, I bid you farewell. Consider the miracle of existence and rejoice that you can do this. I feel I have the right to say this to you, because in writing these words, I do the same.
I have gone out into the outside world to reconsider society. The sign language of emotions I once knew has been replaced by a matrix of interconnected equations. Lines of force twist and stretch between people, objects, institutions, and ideas. Individuals are tragically like puppets, independently animated but bound by a web they prefer not to see; they could resist if they wanted to, but so few do.
I have dedicated my life to exploring the wondrous mechanism that is the universe, and it has given me a sense of fulfillment. I always assumed this meant I was functioning correctly and in symbiosis with my cosmic self.
Your Uncle Stanisław
______
Stanisław Barszczak, Love and the Poor
Every night, when endless boredom overwhelms us, when empty thoughts fill us with emptiness, our hearts empty, a pub or someone’s café spits us out onto the city, we gaze through the eyes of a child at a billiards parlor, we wander aimlessly after the gate closes.
There comes a pounding, sometimes for half an hour, before the sleepy caretaker finally deigns to wake up.
And the thought: finally, we will wander to some other door, which leads to „Better” or even „Different.”
There is no beauty if within it lies the wrongdoing of a person. There is no truth that ignores this wrongdoing. There is no goodness that allows it.
At the end of time, we will be judged on our record with the poor. For this guilt, a moment of eternal truth visits us now. When your heart is pure and sincere, God wants to ensure that everything is going according to your plan.
Enjoy the little things, because one day you may look back and realize they were big things, like a mother’s word.
Small smiles, a soft light, a phone call from a friend – these are the hidden treasures of life. Don’t miss them. One day you’ll realize they were everything.
_______
The Fifteenth Sunday in Ordinary Time, falling on July 13, 2025, focuses on mercy and compassion, especially through the parable of the Good Samaritan. This Sunday, the Bible readings encourage us to recognize God’s presence in His Word and in our neighbor and to put into practice the commandments of love for God and neighbor.
Here are some key points for this Sunday: Mercy and Compassion: The story of the Good Samaritan highlights the importance of mercy and compassion toward those in need, especially the most vulnerable. Love for Our Neighbors: The parable of the Good Samaritan is a call to action, encouraging us to love our neighbors as ourselves, transcending social barriers and prejudices. The importance of practice: The readings remind us that love for God and neighbor is revealed in actions, not just words. The Presence of God: The Fifteenth Sunday in Ordinary Time invites us to recognize God’s presence in our daily lives, in His Word, and in the people we encounter. In short, this Sunday is an invitation to live the Gospel in all its depth, to practice mercy, compassion, and love for neighbor, and to recognize God’s presence in our lives.
_______
Stanisław Barszczak, Miłość i biedni
Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia, gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy, wypluwa nas na miasto knajpa, kawiarnia czyjaś, oczami dziecka patrzymy na salon bilardowy, tak błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.
Dochodzi do łomotania, czasem półgodzinnego, nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy. I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne, co prowadzą do „Lepiej” lub choćby „Inaczej”.
Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala.
Przy końcu czasów będziemy sądzeni z naszego raportu z biednymi. Dla tej winy już teraz odwiedza nas moment wieczystej prawdy. Kiedy twoje serce jest czyste i szczere, Bóg chce się upewnić, że wszystko układa się po twojej myśli.
Ciesz się małymi rzeczami, bo pewnego dnia możesz spojrzeć wstecz i uświadomić sobie, że to były wielkie rzeczy, jak słowo matki.
Drobne uśmiechy, delikatne światło, telefon od przyjaciela – to ukryte skarby życia. Nie przegap ich. Pewnego dnia zrozumiesz, że były wszystkim.
________
Stanisław Barszczak, Henryka ‚bez atu’
Mnie w głowie się nie mieści, jak można każdej zasady, choćby od wieków nie wiem jak uświęconej, nie obejrzeć z obydwu stron, nie rozłożyć jej na części, cząsteczki, atomy, słowem, póty nie rozkładać, póki się nie rozsypie w proch i nie da się już złożyć z powrotem. Karolince w głowie się nie mieści, jak można na zasadę, uznaną za dobrą i uświęconą zarówno przez religię jak i przez ogół ludzi, patrzeć inaczej niż jako na obowiązujące prawo.
A teraz już łatwo mi będzie określić stan mego umysłu. Oto: nie wiem, nie wiem, nie wiem! Nie może być nic bardziej gnębiącego dla człowieka, który prawdziwie kocha, niż to poczucie, że przynosi zło i szkodzi istocie kochanej.
Wrosłem już silnie w ziemię śląską i byle wiatr nie potrafi mną zachwiać. W ogóle jednak zdaje mi się, że jestem człowiekiem – być może trochę popsutym – ale porządnym, choć prawdę mówiąc, poniekąd zawieszonym w powietrzu. Nie mam także celu, bym z pasją ostatnią życie mógł poświęcić. Tutaj pojawia się złudzenie tego rodzaju, w którym osobiste wrażenia poczytuje się za przedmiotowy stan rzeczy. A nie ma nic straszniejszego, jak cierpieć biernie…
Skądinąd zrozumiałem, że miłość, która chce być tylko duchem, zostanie tylko cieniem; bynajmniej ogołocona zupełnie z ducha, staje się tylko upodleniem.
Są twarze, które wydają się jak przekład z muzyki lub poezji na ludzkie rysy. W twarzyczce Karolinki czytam, ona nie sili się na wyszukiwanie własnych norm, bierze je gotowe z religii i ogólnych pojęć moralnych, ale przejmuje się nimi tak silnie, że stają się one jej własnymi, bo wchodzą w jej krew. Im to różnicowanie zła i dobra jest prostsze, tym jest pewniejsze i bardziej nieubłagane. W tym kodeksie etycznym okoliczności łagodzące nie istnieją.
Jest to kodeks „zacnego Bartłomieja i uczciwej Magdy”, tak prosty, że podobni do mnie przestają go rozumieć. Nam się wydaje, że życie, że dusze ludzkie są już zbyt złożone, żeby mogły się w nim pomieścić. I rzeczywiście, może niepodobna nam się w nim pomieścić. Na nieszczęście, nie wynaleźliśmy nic innego i dlatego bujamy jak zabłąkane ptaki – w pustce i w trwodze.
Teraz patrzę nieustannie z podziwem na sceptyczny świat Karolinki. Ta estetyczna wrażliwość daje mi tyle samo uciech ile przykrości, ale wyświadczała i wyświadcza mi ona jedną wielką przysługę, mianowicie: chroni od cynizmu, czyli od ostatecznego zepsucia, i zastępuje mi poniekąd zasady moralne. Nie popełniłbym wielu uczynków nie tyle może dlatego, że są złe, ile dlatego, że są szpetne.
Karolinka miała oczy trochę zaspane, a w sobie jakiś ciepło snu, kiedy poczęła opowiadać o śmierci córki w ten szczególny sposób, w którym żal miesza się z zupełnym zgodzeniem się na to, co zaszło.
W tobie jest moje życie, mówię ci to nie w żądnej egzaltacji, ale jak człowiek, który umie patrzeć w siebie i który wie dobrze, co jest złudzenie, a co prawda, wobec Karolinki zebrałem się kiedyś na odwagę słowną. Gdy o tym myślę, uderza mnie w nas tysiące sprzeczności. Oto uważamy się za wykwit cywilizacji, za ostatni szczebel, a straciliśmy wiarę w siebie. Tylko najgłupsi spomiędzy nas wierzą jeszcze w rację naszego bytu. W życiu szukamy instynktownie świątecznych stron, rozkoszy i szczęścia, a nie wierzymy także i w szczęście. Pesymizm nasz jest wprawdzie nikły i lekki jak dym hawańskich cygar, niemniej jednak przesłania nam on dalsze widnokręgi. W tych przesłonach, w tym dymie, tworzymy świat oddzielny, oderwany od ogromu wszechżycia, zamknięty w sobie – trochę czczy i senny. W tym morzu zła, głupstw, niepewności i zwątpień, jakim jest istnienie, jedna rzecz jest warta życia, niewątpliwa, mocna jak śmierć – to miłość. Nic nie ma poza nią… w końcu zawyrokowałem.
Będzie jak musi być! Chwilami jednak miewam półjasne przeczucie jakiegoś ogromnego niebezpieczeństwa, które grozi całej kulturze. Fala, która nas spłucze z powierzchni ziemi, zabierze więcej niż ta, która spłukała świat pudrowanych peruk i żabotów. Prawda, że i tamtym ludziom, gdy ginęli, wydawało się, że wraz z nimi ginie cała cywilizacja.
Nie masz, jak sama przyznajesz, dość siły odpowiedzieć na pytania pierwszej dla mnie wagi – a miałaś jej dosyć, by podkopać moją ufność w naukę, która mi na nie odpowiadała nie tylko stanowczo, ale w sposób kojący i słodki. I nie mów, że ponieważ nie przesądzasz nic, więc pozwalasz mi wierzyć we wszystko. Nieprawda! Metodą twoją, duszą twoją, istotą twoją – jest zwątpienie i krytyka. Tę swoją naukową metodę, ten sceptycyzm, tę krytykę tak wszczepiłaś w moją duszę, że stała się ona moją naturą.
W takim życiu próżniaczym i światowym, jakie prowadzimy my wszyscy, którzy nie stawiamy sobie żadnych wysokich celów, nie wysługujemy się żadnej idei, a jednocześnie nie potrzebujemy na chleb pracować, kobieta nie schodzi ze sceny: ciągle się na nią patrzy, ustawicznie się wedle niej zabiega, ale też się diabelnie z nią oswaja, tak że w końcu liczy się ją do grzechów powszednich żywota.
Wy chcecie, żebyśmy dla was istnieli, nie wy dla nas. Następnie kochacie lepiej dzieci niż męża, Karolince powiedziałem ostatnio. Dola jego jest dolą satelity. Widziałem to, obserwowałem nieraz – takie jesteście powszechnie; gdzieniegdzie tylko świecą wyjątki, jak diamenty wśród osypiska. Nie! – moje księżniczki – pozwólcie uwielbiać się z daleka. Odsunąć raz na zawsze na drugi plan wszystkie cele, wszystkie ideały, płonąć codziennie jak kadzidło na ołtarzu żony – i do tego własnej żony, o panie moje – to dla człowieka trochę za mało! Moja samowiedza pyta mnie wprawdzie zaraz: Właściwie, co ty masz lepszego do roboty? Jakie zamiary, jakie cele? Jeśli kto, to ty stworzony jesteś na ofiarę całopalną. Ale nie – do licha! W małżeństwie trzeba tak zmienić życie, tyle wyrzec się ze swoich przyzwyczajeń, wygód, upodobań, nałogów, że chyba istotna i wielka miłość może to opłacić… Mnie się to nie trafi. Ożenienie się jest tak bajecznym aktem wiary w kobietę i woli, że się na nie nigdy nie zdobędę.
Widziałem dziewczęta, dalibóg, prawie skrzydlate, pełne szlachetnych porywów, wrażliwe na wszystko, co piękne i niepospolite, które nie tylko wychodziły za mąż za cymbałów najpośledniejszego gatunku, ale na drugi dzień po ślubie przechodziły na ich życiową wiarę, na ich płaskość, na ich egoizm, próżność, ciasnotę i małość. Co więcej, niektóre czyniły to chełpliwie, jakby w ich oczach owe dawne ideały tak samo nadawały się po ślubie do wyrzucenia przez okno, jak ich mirtowy wianek. I były przekonane, że w ten właśnie sposób stają się dobrymi żonami, nie zdając sobie sprawy, że każda z nich poświęca poloty duszy skłonnościom małpy. Miłość do cudzej żony, jeśli jest pozorną, jest podłością; jeśli jest rzeczywistą, jest jednym z największych nieszczęść, jakie człowieka spotkać może.
Posiadam serce kalekie, ale zdolne do kochania. Istne metamorfozy Owidiusza i na świecie, i we mnie. Mróz zelżał, pogoda się skończyła, ciemności panują egipskie. Nie mogę lepiej opisać tego, co się dzieje na dworze, jak gdy powiem, że czas jest zgniły. Jednak to jest okropny klimat. W Rzymie, w czasie największej niepogody, jeszcze dziesięć razy na dzień pokaże się słońce; tu zaś od dwóch dni należałoby w pokojach od rana do wieczora lampy palić. Ta czarna i ciężka wilgoć przenika do myśli, maluje je na czarno i zarazem przygniata. Na mnie działa to fatalnie.
Uczepiwszy się za jakąś miłość, jak za gałąź rosnącą nad otchłanią, wisimy w powietrzu, tym bardziej narażeni na skręcenie karku, że najczęściej wybieramy miłość nieprawą. Kobieta nie jest w rzeczywistości taką, jaką się ogółowi ludzi przedstawia, ale taką, jaką ją widzi zakochany w niej mężczyzna, że zatem bezwzględna jej doskonałość jest w stosunku prostym do siły miłości, jaką potrafiła wzbudzić.
Wedle praw życia, musi coś w człowieku wyrosnąć; otóż strzeż się Henryku, żeby w tobie nie wyrosło jakieś licho, które ciebie pierwszego otruje, zabrała głos Karolinka.
Pogoda, mróz! Śnieg skrzypiał pod płozami i skrzył się na polach. Pod zachód słońca te ogromne białe płaszczyzny nabrały odblasku zupełnie fioletowego. W lipach pod Pawłowem tłukły się z wielkim krakaniem stada wron. Zima, mocna zima u nas – to jednak piękna rzecz.
Tkliwość wyrasta tak szybko na gruncie pociągu zmysłów jak trawa po ciepłym deszczu… My wszyscy ludzie, należący do pewnej sfery społecznej, nie żyjemy naprawdę życiem rzeczywistym i realnym. Pod nami coś się dzieje, coś się staje, jest walka o byt, o kawałek chleba, jest życie realne, pełne mrówczej pracy, zwierzęcych potrzeb, apetytów, namiętności, codziennych wysileń – życie ogromnie dotykalne, pełne zgiełku, które huczy i przewala się jak morze – a my siadamy sobie oto wiecznie na jakichś tarasach, rozprawiamy o sztuce, literaturze, miłości, kobiecie, obcy temu życiu, dalecy od niego, wymazujący z siedmiu dni tygodnia sześć powszednich. My, nie wiedząc o tym, mamy zamiłowania, nerwy i dusze dobre na święto. Pogrążeni w błogim dyletantyzmie, jakby w letniej kąpieli, żyjemy wpół na jawie, wpół we śnie.
Właściwie dlaczego ja tak postępuję, jakby poza egoizmem i rozdrażnionymi nerwami nie było we mnie nic więcej? A jeśli nie ma nic więcej, czemu moja autoanaliza nie wykryje mi tego niewątpliwie? Posiadam odwagę do wyprowadzania ostatecznych wniosków i nie taję przed sobą prawdy, a jednak ten wniosek stale odrzucam. Dlaczego? Bo mam niezachwianą pewność, że jestem lepszy od moich postępków. Przyczyną ich jest jakaś nieudolność życiowa, płynąca po części z rasy, po części z choroby wieku, którego jestem dzieckiem – z tego właśnie przeanalizowania się, które nie pozwala nam nigdy pójść za pierwszym, prostym porywem natury ludzkiej, ale krytykuje wszystko aż do zupełnego ubezwładnienia duszy.
Zły duch mego życia nie przewidział tylko jednej rzeczy. Oto człowiek bardzo przyciśnięty i bardzo nieszczęśliwy daleko mniej sobie robi z siebie niż człowiek szczęśliwy. Wobec tego zawistny los staje się do pewnego stopnia bezbronny. Byłem i jestem w takim usposobieniu, że gdyby na przykład zagniewana Fortuna przyszła do mnie we własnej osobie i powiedziała mi: Pal cię licho! – odpowiedziałbym jej: Dobrze! pal mnie licho!.
Co do mnie, należę widocznie do starej szkoły, bo nie umiem się poznać na dzisiejszej grze, polegającej na sile, to jest na wybijaniu zębów fortepianom. Słuchając ostatnim razem laureatów konkursu Chopinowskiego, pomyślałem w duchu, że gdyby fortepian był człowiekiem, który uwiódł siostrę, nie mogłaby go walić zawzięciej (…) Utwory Chopina mają wielkie powodzenie w całym świecie muzycznym i uchodzą za głębokie, prawdopodobnie dlatego, że gdy się je słyszy raz dziesiąty, człowiek mówi sobie: Może za jedenastym coś zrozumiem.
Bywałem na koncercie Beethovenowskim. I jak żyję, nie słyszałem tak granego kompozytora i nie odczułem go tak dokładnie. Jam nie muzyk, ale przypuszczam, że i muzycy nie wiedzieli dotąd, ile się w sonacie księżycowej mieści. Miało się poczucie, że staje się coś mistycznego, widzenie jakiejś zaświatowej pustki, przeraźliwie smutnej, bez kształtów, wpółrozwidnionej przez światło księżyca – wśród której krzyczy, łka i wyrywa sobie włosy beznadziejna rozpacz. Było to i straszne, i przejmujące, bo działo się jakby już z drugiej strony życia, a zarazem nieprzeparcie pociągające, gdyż, co do mnie przynajmniej, nigdy muzyka nie zetknęła mnie tak blisko z czymś absolutnym. Nie będąc więcej od innych ludzi wrażliwym, miałem niemal halucynację. Wydało mi się, że w tej pustce, w tym bezkształcie, w tym zagrobowym mroku szukam kogoś droższego mi niż świat cały, bez którego żyć nie umiem, nie mogę, nie będę, a szukam z tym przekonaniem, że muszę to czynić przez wieczność całą i że nigdy go nie odnajdę… Żaden ze składowych czynników dzisiejszej cywilizacji nie pociągnął mnie i nie wypełnił mi duszy, z tej prostej przyczyny, że ta cywilizacja jest mdlejąca i przesiąknięta sceptycyzmem. Jeśli ona sama czuje, że się kończy, i wątpi o sobie, trudno wymagać, abym ja w nią uwierzył i poświęcił jej życie.
Oto ja Karolinki, żyłem szybko i przeszedłem już swój zenit. Teraz idzie droga ku dołowi, skąd wieje chłód i mrok. Tysiące temu lat wiedziano już na świecie, że dobrym i moralnym jest tylko to, co potęguje życie, a pustka i nicość leżą w królestwie zła. Teraz trochę ulgi przynosi mi jedynie myśl, że tak potomkowie rodów przeżytych jak i najbujniejszych skończą na tym, że ich zasypią ziemią… To mi zmniejsza różnicę między mną a tak zwanymi dzielnymi ludźmi.
Każdy garbus rad by się pozbyć swego garbu – jeno że nie może, bo garbatym już był w łonie matki. Tak samo moje garby spowodowało nienormalne łono cywilizacji i epoki, która mnie na świat wydała. W tej erze można nawet kochać i nie lubić. Ale trzeba umrzeć!
Śmierć jest taką otchłanią, że choć wiemy, iż trzeba do niej zstąpić, to jednak ilekroć zstąpi ktoś z naszych bliskich i kochanych, nam, pozostałym na brzegu, dusza się rozdziera z trwogi, żalu, rozpaczy.
W tej erze oto miłość nasza jest miłością po prostu skóry, nie duszy. Jeśli nawet trafia na istotę bardzo wrażliwą, wytwarza w najlepszym razie w jej głowie jakiś świat oderwany, bezcielesny, niemający najmniejszego związku z życiem praktycznym. Prawie żadnej z naszych kobiet nie przyjdzie do głowy, żeby pojęcia, zaczerpnięte z książek, mogły być stosowane do osobistego postępowania.
Zupełnie szczery ból dyktuje mi te słowa.
Jest to prawie rzecz nie do uwierzenia, żeby człowiek, który posiada tyle co ja warunków do szczęścia, nie tylko nie był szczęśliwy, ale po prostu nie wiedział, dlaczego żyje. Potrafię dużo wyrozumieć; nie rzucam pawich krzyków, gdy usłyszę coś przeciwnego moim poglądom albo coś zgoła nowego. Być może, iż takie uwzględnianie wszelkiego rodzaju zasad prowadzi do pewnej obojętności na wszystkie i odbiera energię w działaniu, ale już nie potrafiłbym być innym. Jestem też istotą w wysokim stopniu świadomą siebie. Czasem posyła się do diabła to drugie „ja”, badające i krytykujące pierwsze – nie pozwalające oddać się całkowicie żadnemu wrażeniu, żadnemu działaniu, żadnemu uczuciu, żadnej rozkoszy, żadnej namiętności. Być może, iż samowiedza jest znamieniem wyższego rozwoju umysłowego, ale zarazem jest czymś osłabiającym niezmiernie odczuwanie. Nosić w sobie wiecznie czujną krytykę siebie samego jest to odłączyć od całości potrzebną na to część ducha, a więc życie i jego wrażenia odczuwać nie całością, lecz tylko pozostałą resztą. Jest to równie męczące, jak dla ptaka byłoby męczące latanie jednym skrzydłem. Prócz tego zbyt rozwinięta samowiedza odbiera także zdolność do czynu. Gdyby nie ona, Hamlet zaraz w pierwszym akcie byłby na wylot przewiercił stryjaszka i z całym spokojem objął po nim sukcesję.
Tak oto kontynuuję z Tobą Karolinko wieczory wieczystej woli. Dzięki gazetom zanikł ten zmysł, na mocy którego ludzie odróżniali prawdę od fałszu, zanikło poczucie słuszności, poczucie prawa i bezprawia, zło stało się bezczelnym, krzywda poczęła przemawiać językiem sprawiedliwości, słowem – ogólna dusza ludzka stała się niemoralna i oślepła.
Wola ludzka kończy się tam – gdzie zaczyna się miłość… Jak już wiesz,
zacząłem swoim zwyczajem zgłębiać się, rozmyślać, przez co przefilozofowałem własne i cudze szczęście. Często myślę, że trzymałem szczęście za oba skrzydła i pozwoliłem mu odlecieć. Bom stawiał znaki zapytania i filozofowałem tam, gdzie inni tylko kochają. Skutek był taki, żem nie wyfilozofował nic, a wyjałowiłem sobie serce.
Chory wiek mamy, w którym tylko osły mają jeszcze jakąś wolę, bo gdy ktoś posiada choć trochę rozumu, to go zaraz użyje do zwątpienia o wszystkim i przekonania siebie samego, że naprawdę nie warto chcieć czegokolwiek.
Z życia musi coś wyrosnąć, bacz, żeby nie wyrosło coś takiego, co by się stało nieszczęściem dla ciebie i twoich bliskich, powtórzyła Karolinka.
Stara historia, że kto się nadto nad sobą zacieka, ten w końcu nie zgadza się na siebie, a kto się na siebie nie zgadza, ten nie jest zdolny do żadnych postanowień.
Ludzie zabrali mi miłość, czas wysuszył nienawiść; że zaś człowiek żyjąc musi czuć – czuję przeto, jak umiem, żyję tym, co mi zostało. Muszę także wyznać, że nie przesyci się szczęściem, kto tak czuje i żyje, prowadziłem tak moją myśl.
Pragnąłem odwiedzić Państwa Lenarcików. Lubię ich ogromnie, bo dopiero u nich przekonywam się, że szczęście może być rzeczą nie tylko książkową, ale zupełnie realną. On przy tym jest bystry człowiek, wrażliwy jak skrzypce stradivariusa i posiada zupełną świadomość swego szczęścia. Chce go i ma. Tego mu zazdroszczę.
Człowiek bardzo a bardzo biedny żyje okruszkami i zbierając je uśmiecha się z wdzięcznością poprzez łzy. Człowiek jest jak morze: ma swoje przypływy i odpływy. Z czym nie można walczyć, z tym trzeba się pogodzić. Ja ze wszystkich zadań życiowych nie rozwiązałem żadnego, jestem niczym; sceptycyzm trawi mnie, nie jestem szczęśliwy, a czuję się znużony.
Ktoś powiedział, że jeśli się mężczyzna myli, to mówi, że dwa razy dwa jest pięć – błąd może być sprostowany; kobieta zaś, myląc się, twierdzi, że dwa razy dwa jest lampa, i wtedy choć głową o mur bij. Otóż przede wszystkim w logice Polek może wypaść, że dwa razy dwa nie jest cztery, ale lampa, miłość, nienawiść, kot, łzy, obowiązki, wróbel, pogarda – zgoła nic nie potrafisz przewidzieć , niczego obrachować, przeciw niczemu się ubezpieczyć.
Każda walka nuży, a cóż dopiero walka o osobę ukochaną… Kobieta, która umie słuchać, posiada jeden więcej sposób podobania się, bo pochlebia przez to miłości własnej mężczyzny.
Kochać można swoją drogą, a widzieć złe strony swoją drogą. Kto nie umie świecić z wytrwałością słońca, może przynajmniej zabłysnąć, jak meteor, zauważyła Karolinka.
Miłość źle sobie ludzie wyobrażają z zawiązanemi oczami. Przeciwnie: nic, żaden najdrobniejszy szczegół nie uchodzi jej wzroku; ona wszystko w istocie ukochanej widzi, wszystko zauważy – tylko wszystko stapia swym płomieniem w jedno wielkie i proste: kocham!
Nie ma na świecie bardziej zużytego wyrazu, jak miłość, dlatego aż przykro go powtarzać, ale tobie, w cztery oczy, powiem: miłość w znaczeniu ogólnem, miłość w znaczeniu szczegółowem – i wobec tego precz z krytyką! Tak! to są życiowe kanony. Moja filozofia polega na tem, żeby nad nimi nie filozofować – i niech mnie licho porwie, jeśli się z tego powodu uważam za głupszego od innych. Z tem, życie jest coś warte; bez tego, nie warte torby sieczki.
Oddzielić pożądanie od kochania jest takiem samem niepodobieństwem, jak oddzielić myślenie od bytu. Nawet uczucia religijne, najidealniejsze ze wszystkich, objawiają się przez słowa, klęczenie, całowanie rzeczy świętych; jam zaś chciał, żeby miłość do kobiety wyrzekła się wszelkiego wcielenia, wszelkiego związku z ziemią i istniała na świecie w sposób zaświatowy.
Tylko takie usta, które już piły ze źródła zwątpień, można przekonać, że zabroniony pocałunek nie jest grzechem.
Zakochane serce mężczyzny umie podsycać swoje uczucie nawet tem, co wypada na niekorzyść kobiety kochanej.
W tym morzu zła, głupstw, niepewności i zwątpień, jakim jest istnienie, jedna rzecz jest warta życia, niewątpliwa, mocna jak śmierć – to miłość. Nic nie ma poza nią…
Z życia przychodzi wszelkie zło, ze sztuki płynie tylko szczęście. Rzymska vacanza rozproszyła skupienie mego uczucia. Z drugiej strony rzeczywiście, w tej pustej a płaskiej okolicy jak nasza oko nie ma na czym spocząć, i trzeba się chyba tu urodzić, żeby znaleźć w niej jakikolwiek urok. Karolinko, to wręcz ci powiem,
najchętniej zawsze kobieta wprowadza ład i porządek w ludzki świat uczuć i emocji, niezależnie od tego czy to jest na wsi czy w mieście. A nawet, kto wie zresztą, czy kiedykolwiek bywa za późno i czy uczciwe i czyste serce kobiece nie posiada zawsze daru wskrzeszania zmarłych.
(Tekst powstał na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza „Bez dogmatu”; dla młodych czytelników imiona bohaterów powieści noblisty zostały zmienione – licencja poetycka autora, Stanisław Barszczak)
_______
Stanisław Barszczak, Henry has the most tricks in cards
I can’t fathom how any principle, no matter how sacred it has been for centuries, can be viewed from both sides, dismantled into its parts, molecules, atoms – in short, can’t be dismantled until it crumbles into dust and can no longer be put back together. Karolina can’t fathom how a principle, recognized as good and sacred by both religion and the general public, can be viewed as anything other than a binding law.
And now it will be easy for me to define my state of mind. Here it is: I don’t know, I don’t know, I don’t know! Nothing can be more oppressive for a person who truly loves than this feeling that they bring evil and harm to the beloved.
I have already firmly rooted myself in the Silesian land, and not a single wind can shake me. Overall, however, I feel like a human being – perhaps a little spoiled – but decent, though, truth be told, somewhat suspended in mid-air. I also have no goal in which I could passionately sacrifice my last life. Here, the kind of illusion that takes personal impressions as objective states of affairs arises. And there is nothing more terrible than suffering passively.
From somewhere, I understood that love that wants to be only a spirit will remain only a shadow; by no means completely stripped of spirit, it becomes only degradation.
There are faces that seem like translations from music or poetry into human features. I read in Karolinka’s face that she doesn’t try to find her own norms, taking them ready-made from religion and general moral concepts, but she is so deeply moved by them that they become her own, because they enter her very blood. The simpler this differentiation between evil and good, the more certain and inexorable it is. In this ethical code, extenuating circumstances do not exist.
It is the code of „honest Bartholomew and honest Magdalena” so simple that those like me cease to understand it. We think that life, that human souls, are already too complex to fit within it. And indeed, perhaps we cannot fit within it. Unfortunately, we have not invented anything else, and so we wander like lost birds – in emptiness and fear.
Now I constantly gaze with admiration at a little Caroline’s skeptical world. This aesthetic sensitivity gives me as much pleasure as pain, but it has done and continues to do me one great favor: it protects me from cynicism, that is, from ultimate corruption, and in a sense replaces moral principles for me. I would not commit many deeds not so much because they are evil, but because they are ugly.
Karolinka’s eyes were a little bleary, and within her there was a certain warmth of sleep as she began to recount her daughter’s death in that special way in which grief is mingled with complete acceptance of what had happened.
My life is in you. I tell you this not with any eager exaltation, but as a person who knows how to look within and who knows well what illusion is. And it’s true, I once summoned the courage to speak in Karolinka’s presence. When I think about this, I’m struck by a thousand contradictions. We consider ourselves the epitome of civilization, the last stage, yet we’ve lost faith in ourselves. Only the most foolish among us still believe in the reason for our existence. We instinctively seek the festive aspects of life, pleasure, and happiness, but we don’t believe in happiness either. Our pessimism is faint and light, like the smoke of Havana cigars, but it nevertheless obscures our horizons. In these veils, in this smoke, we create a separate world, detached from the vastness of all life, closed in on itself – a bit empty and sleepy. In this sea of evil, follies, uncertainties, and doubts that is existence, one thing is worth living, undoubted, strong as death – it’s love. There is nothing beyond it… I have finally made my decision.
It will be as it must be! At times, however, I have a half-clear premonition of some immense danger that threatens the entire culture. The wave that will wash us away from the face of the earth will take away more than the one that washed away the world of powdered wigs and ruffles. It’s true that even those people, when they perished, felt that their entire civilization was perishing with them.
You don’t have, as you yourself admit, the strength to answer questions of primary importance to me – and you had enough to undermine my trust in science, which answered them not only decisively but also soothingly and sweetly. And don’t say that because you don’t prejudge anything, you allow me to believe everything. That’s not true! Your method, your soul, your essence – is doubt and criticism. You have so implanted this scientific method of yours, this skepticism, this criticism, into my soul that it has become my nature.
In this idle and worldly life, which all of us lead, who set no high goals for ourselves, serve no ideal, and yet have no need to work for bread, woman doesn’t leave the scene: she is constantly looked at, constantly pursued, but also devilishly accustomed to her, so that in the end she is counted among the venial sins of life.
You want us to exist for you, not you for us. Then you love your children better than your husband, I told Karolina recently. His fate is that of a satellite. I’ve seen it, I’ve observed it many times – you are universally like that; only here and there do exceptions shine, like diamonds among the scree.
No! – my princesses – allow us to adore each other from afar. To once and for all put all goals, all ideals, to burn daily like incense on the altar of one’s wife – and one’s own wife at that, oh my lord – is a bit too little for a man! My self-knowledge immediately asks me: Actually, what do you have better to do? What intentions, what goals? If anyone, you are created for a burnt offering. But no – damn it! In marriage, one must change one’s life so much, renounce so many of one’s habits, comforts, preferences, addictions, that perhaps a true and great love can pay for it… I won’t be able to do it. Marriage is such a fabulous act of faith in a woman and her will that I will never bring myself to do it.
I have seen girls, truly, almost winged, full of noble impulses, sensitive to everything beautiful and extraordinary, who not only married the lowest sort of duffers, but the day after the wedding, embraced their lifelong faith, their shallowness, their selfishness, vanity, narrow-mindedness, and pettiness. Moreover, some did so boastfully, as if, in their eyes, those old ideals were as fit to be thrown out the window after marriage as their myrtle wreath. And they were convinced that in this way they were becoming good wives, unaware that each of them was sacrificing the élan of their soul to the inclinations of a monkey. Love for another’s wife, if it is only apparent, is base; If it is real, it is one of the greatest misfortunes a person can befall.
I have a crippled heart, but capable of love. True Ovidian metamorphoses, both in the world and in me. The frost has subsided, the weather has ended, and Egyptian darkness reigns. I can’t describe what’s happening outside better than to say that time is rotten. But this is a terrible climate. In Rome, during the worst of the weather, the sun will still appear ten times a day; here, for the past two days, lamps have to be lit in the rooms from morning to night. This black, heavy dampness seeps into our thoughts, paints them black and simultaneously crushes them. It has a disastrous effect on me.
Having clung to some love, as to a branch growing over an abyss, we hang suspended in midair, all the more vulnerable to breaking our necks because we most often choose unrighteous love. A woman is not, in reality, as she is presented to the masses, but as she is seen by the man who is in love with her, so her absolute perfection is in direct proportion to the power of love she has been able to arouse.
According to the laws of life, something must grow within a person; so, Henryk, beware, lest some evil grow within you, which will poison you first, Karolinka spoke up.
The weather, the frost! The snow crunched under the runners and sparkled in the fields. Towards sunset, those vast white plains took on a completely purple reflection. In the linden trees near Pavlov village, flocks of crows thronged with loud cawing. Winter, a strong winter here – it is a beautiful thing after all.
Tenderness grows so quickly on the soil of the senses, like grass after a warm rain… All of us, belonging to a certain social sphere, do not truly live a real and tangible life. Something is happening beneath us, something is happening, there is a struggle for existence, for a piece of bread. There is real life, full of ant-like labor, animal needs, appetites, passions, daily exertions – a life immensely tangible, full of noise that roars and rolls like the sea – and yet we sit eternally on some terraces, discussing art, literature, love, women, alien to this life, far from it, erasing six of the ordinary days of the week from the seven. We, unaware of this, have passions, nerves, and souls fit for a holiday. Immersed in blissful dilettantism, as if in a lukewarm bath, we live half awake, half asleep.
Why do I act this way, as if there were nothing more within me than selfishness and irritated nerves? And if there is nothing more, why doesn’t my self-analysis undoubtedly reveal it to me? I possess the courage to draw definitive conclusions and do not conceal the truth from myself, yet I constantly reject this conclusion. Why? Because I am unshakably certain that I am better than my actions. Their cause is a certain incompetence in life, stemming partly from my race, partly from the disease of the age of which I am a child—from that very self-analysis that never allows us to follow the first, simple impulse of human nature, but criticizes everything to the point of complete incapacitation of the soul.
The evil spirit of my life failed to foresee only one thing. A very oppressed and very unhappy person makes far less of himself than a happy one. In this regard, envious fate becomes, to a certain extent, defenseless. I was and am in such a state that if, for example, angry Fortuna herself came to me and said, „Fire you, damn you!” – I would have replied, „Fine! Fire me, damn you!”
As for me, I clearly belong to the old school, because I can’t understand today’s game, which relies on force, that is, on knocking out pianos’ teeth. Listening to the Chopin Competition winners last time, I thought to myself that if the piano were a person who seduced her sister, she couldn’t have beaten him more fiercely (…) Chopin’s works are very popular throughout the musical world and are considered profound, probably because when you hear them for the tenth time, you say to yourself, „Maybe I’ll understand something on the eleventh.”
I’ve been to a Beethoven concert. And in my life, I’ve never heard the composer played like that or felt him so deeply. I’m not a musician, but I suspect that musicians haven’t yet realized how much there is to the Moonlight Sonata. One had the sense that something mystical was happening, a vision of some otherworldly void, terribly sad, formless, half-illuminated by the moonlight—in the midst of which hopeless despair screams, sobs, and tears its hair. It was both terrifying and gripping, because it seemed to be happening on the other side of life, and at the same time irresistibly compelling, because, for me at least, music had never brought me so close to something absolute. Not being more sensitive than other people, I was almost hallucinating. It seemed to me that in this emptiness, this formlessness, this sepulchral darkness, I was searching for someone dearer to me than the entire world, without whom I could not, could not, would not live, and I searched with the conviction that I must do so for all eternity and that I would never find him. None of the constituent factors of today’s civilization attracted me or filled my soul, for the simple reason that this civilization is faint and permeated with skepticism. If she feels herself dying and doubts herself, it’s hard to expect me to believe in her and dedicate my life to her.
Here I am, Karolinka. I lived quickly and have already passed my zenith. Now the path leads downward, from where cold and darkness blow.
Thousands of years ago, the world already knew that only that which intensifies life is good and moral, and that emptiness and nothingness lie in the kingdom of evil. Now, the only relief I get is the thought that the descendants of both the most outlived and the most thriving families will end up buried under the earth… This narrows the gap between me and so-called brave people.
Every hunchback would love to get rid of his hump – only he can’t, because he was already a hunchback in his mother’s womb. Similarly, my hump was caused by the abnormal womb of the civilization and era that gave birth to me. In this era, one can even love and dislike. But one must die!
Death is such an abyss that, although we know we must descend into it, whenever one of our loved ones descends, we, the ones left on the shore, are torn apart by fear, grief, and despair.
In this era, our love is simply a love of skin, not soul. Even if it encounters a very sensitive being, it creates, at best, a detached, disembodied world in their mind, bearing no connection whatsoever to practical life. Almost none of our women would consider that concepts drawn from books could be applied to personal conduct.
A completely sincere pain dictates these words. It is almost unbelievable that a person who possesses as many conditions for happiness as I do not only wouldn’t be happy but simply didn’t know why he was alive. I can understand a great deal; I don’t utter peacock cries when I hear something contrary to my views or something completely new. Perhaps such consideration of all kinds of principles leads to a certain indifference to all of them and saps energy in action, but I couldn’t be any other. I am also a being with a high degree of self-awareness. Sometimes this second „I” is sent to the devil, examining and criticizing the first—preventing one from fully surrendering to any impression, any action, any feeling, any pleasure, any passion. Self-knowledge may be a hallmark of higher intellectual development, but at the same time it is something that immensely weakens feeling. To carry within oneself an eternally vigilant criticism of oneself is to separate from the whole the part of the spirit necessary for this, and thus to experience life and its impressions not as a whole, but only as the remaining remnant. This is as tiring as flying with one wing would be tiring for a bird. Moreover, overdeveloped self-awareness also robs one of the capacity for action. Were it not for it, Hamlet would have drilled his uncle through and through in the very first act and calmly assumed his succession. And so, Karolinka, I continue with you the evenings of eternal will. Thanks to newspapers, the sense by which people distinguished truth from falsehood has disappeared, the sense of right and wrong has disappeared, evil has become brazen, injustice has begun to speak the language of justice, in a word – the general human soul has become immoral and blind.
Human will ends where love begins… As you already know, I began, as is my habit, to delve into it, to ponder, and in doing so, I philosophized my own and other people’s happiness. I often think I held happiness by both wings and let it fly away. Because I questioned it and philosophized where others only love. The result was that I philosophized nothing and barren my heart.
We have a sick age, in which only donkeys still have any will, because if someone has even a modicum of reason, they will immediately use it to doubt everything and convince themselves that it’s really not worth wanting anything.
Something must grow out of life; be careful not to let something grow that would become a misfortune for you and your loved ones, Karolinka repeated.
The old story is that whoever obsesses over themselves ultimately refuses to accept themselves, and whoever refuses to accept themselves is incapable of any resolutions.
People have taken my love from me, time has dried up my hatred; and since a person living must feel – I feel, therefore, as best I can, I live with what is left to me. I must also confess that happiness will never be sated for those who feel and live this way; this is how I guided my thoughts.
I longed to visit the Lenarciks. I like them immensely, because only with them do I realize that happiness can be not just a thing found in books, but completely real. He is also a clever man, sensitive as a Stradivarius violin, and is completely aware of his happiness. He wants it and has it. I envy him for that.
A very, very poor person lives in crumbs, and collecting them, smiles gratefully through tears. A person is like the sea: it has its ebbs and flows. What one cannot fight, one must accept. Of all life’s tasks, I have solved none; I am nothing; Skepticism consumes me, I’m not happy, and I feel weary.
Someone said that if a man is wrong, he says that two times two is five—the error can be corrected; while a woman, being wrong, claims that two times two is a lamp, and then at least beat her head against the wall. Well, above all, in Polish women’s logic, it can turn out that two times two isn’t four, but a lamp, love, hatred, a cat, tears, duties, a sparrow, contempt—you can’t foresee anything, calculate anything, insure yourself against anything.
Every fight is tiring, let alone a fight for a loved one… A woman who knows how to listen has one more way of pleasing, because it flatters a man’s self-love.
You can love in your own way, and see the bad side in your own way. Whoever can’t shine with the persistence of the sun can at least shine like a meteor, Karolinka observed.
People have a false idea of love when blindfolded. On the contrary: nothing, not even the smallest detail, escapes her gaze; she sees everything in the essence of her beloved, notices everything—only she fuses everything with her flame into one great and simple word: I love!
There is no more worn-out word in the world than love, which is why it hurts to repeat it, but I will say to you, face to face: love in the general sense, love in the specific sense—and therefore, down with criticism! Yes! These are the canons of life. My philosophy is not to philosophize about them—and damn me if I consider myself stupider than others because of it. With this, life is worth something; without it, it’s not worth a bag of chaff.
Separating desire from love is as impossible as separating thought from being. Even religious feelings, the most ideal of all, are revealed through words, kneeling, and kissing holy things; I, however, wanted love for a woman to renounce all incarnation, all connection with the earth, and exist in the world in a beyond-the-world manner.
Only lips that have already drunk from the source of doubt can be convinced that a forbidden kiss is not a sin.
A man’s heart in love knows how to fuel its feelings even with what is detrimental to the woman he loves.
In this sea of evil, follies, uncertainties, and doubts that is existence, one thing is worth living, undoubted, strong as death -love. There is nothing beyond it…
From life comes all evil, from art flows only happiness. The Roman vacation had dispersed the focus of my feelings. On the other hand, in this empty and flat region like ours, there is nowhere for the eye to rest, and one must probably be born here to find any charm in it. Karolinka, I’ll tell you this:
A woman is always most eager to bring order and harmony to the human world of feelings and emotions, regardless of whether it’s in the countryside or in the city. And even then, who knows, is it ever too late, and whether an honest and pure woman’s heart doesn’t always possess the gift of raising the dead?
(This text is based on Henryk Sienkiewicz’s novel „Without Dogma”; for young readers, the names of the characters in the Nobel laureate’s novel have been changed, the author’s poetic license, Stanisław Barszczak)
________
Piętnasta Niedziela Zwykła, przypadająca 13 lipca 2025 roku, koncentruje się na miłosierdziu i współczuciu, szczególnie poprzez przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. W tę niedzielę czytania biblijne zachęcają nas do dostrzegania obecności Boga w Jego Słowie i w naszym bliźnim oraz do wprowadzania w życie przykazań miłości Boga i bliźniego. Oto kilka kluczowych punktów na tę niedzielę: Miłosierdzie i współczucie: Historia miłosiernego Samarytanina podkreśla znaczenie miłosierdzia i współczucia wobec potrzebujących, zwłaszcza tych najsłabszych. Miłość bliźniego: Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie to wezwanie do działania, zachęcające nas do kochania bliźniego jak siebie samego, przekraczając bariery społeczne i uprzedzenia. Znaczenie praktyki: Czytania przypominają nam, że miłość Boga i bliźniego objawia się w czynach, a nie tylko w słowach. Obecność Boga: Piętnasta Niedziela Zwykła zaprasza nas do dostrzegania obecności Boga w naszym codziennym życiu, w Jego Słowie i w ludziach, których spotykamy. Krótko mówiąc, ta niedziela jest zaproszeniem do życia Ewangelią w całej jej głębi, praktykowania miłosierdzia, współczucia i miłości bliźniego oraz dostrzegania obecności Boga w naszym życiu.